Dodaj do ulubionych

ani matce, ani ciotce, ani siostrze...

26.12.17, 06:13
Tak się zastanawiam nad ciążą Różyczki. Sprawa wychodzi na jaw dopiero wtedy, gdy nasza rozsądna Pyzunia jest w czwartym miesiącu.

I nie mogę uwierzyć - przez te cztery (no, może trzy) miesiące Róża potrafiła tak doskonale udawać przed całą rodziną, że wszystko jest w porządku??? Nie chodziła przerażona, zaskoczona, nie płakała po nocach, NIKOMU się nie zwierzyła? Ani matce, ani siostrze, ani ciotce Natalii, z którą tak dobrze się rozumiały, że ach i och? Na co czekała i na co liczyła? Że ciąża nagle zniknie?

Z drugiej strony - naprawdę NIKT się nie zorientował, że coś z Różyczką nie halo? Nie mam dogłębnej wiedzy na temat pierwszego trymestru, ale chyba poranne rzyganko, huśtawki nastroju, nagłe a dziwne zachcianki pokarmowe powinny zaistnieć! Zresztą nawet jeśli nie, to i tak zachowanie Róży musiało się zmienić!
Zresztą być może zaistniały, wszyscy je widzieli i wyciągnęli odpowiednie wnioski, ale w tej dyskretnej rodzinie nikt nie poruszył tego tematu. Jeśli tak, to słowa Milicji "tak też myślałam", gdy Róża wreszcie puściła farbę, są całkiem na miejscu. I całe Milicyjne zachowanie wobec ryczącej wnuczki przestaje być aż tak wkurzające, bo babcia o ciąży wie od dawna, a tu nagle po trzech miesiącach smarkula zaczęła ryczeć, i nawet nie raczy ujawnić powodu.
Obserwuj wątek
    • pijany_zajac Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 26.12.17, 08:07
      Nie ma czegos takiego jak ewidentne zmiany w zachowaniu i emocjach swiadczace o ciazy. Sa kobiety, ktore je maja i takie ktore nie maja ich wcale. Moznaby sie zorientowac po tym, ze Roza nie miesiaczkuje, ale znowu nie wiemy czy w tej rodzinie to nie kolejny temat tabu i wstydliwa tajemnica.

      A ze Roza nikomu nie powiedziala przez 4 miesiace? Coz, moze to swiadczyc o bliskosci jaka laczy ja z reszta rodziny i o zaufaniu jakie do nich ma.

      Biorac pod uwage charakter Pyzy, ktora nie lubi konfrontowac sie z problemami, moglo byc tak, ze przez pierwszy miesiac sie ludzila, ze to nie ciaza, a potem unikala myslenia o tym.
      • vi_san Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 26.12.17, 08:57
        Nawet i nie, że okres to tabu i tajemnica, ale może po prostu nie ma w zwyczaju oznajmiania przy śniadaniu, że akurat się dostało miesiączkę? Wystarczy, że Rózia trzy miechy nie wspomniała... :)

        --
        Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
        • zuzudanslemetro Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 28.12.17, 08:14
          Może to też świadczyć o tym, że Różyczka zastanawiała się, jak powiedzieć to rodzinie oraz że miała nadzieję, że radosną nowinę ogłosi wspólnie z Fryckiem. Ja swoją ciążę przed rodziną ukrywałam jakieś trzy miesiące, co było o tyle trudne, że brzuch wystający miałam od początku. Różni przyjaciele wiedzieli, a do matki jakoś nie kwapiłam się iść. Inna rzecz, że nie mieszkałam z matką. No i wreszcie poszłam i powiem Wam, że Milicja jednak lepiej wspiera w takich sytuacjach niż moja własna matka ;)
          Co do zauważenia - mogła jej się ani figura nie zmienić, mogła nie mieć mdłości i w ogóle mogła wyglądać kwitnąco. Nie przez przypadek enerdowscy trenerzy kazali sportsmenkom zachodzić w ciążę przed zawodami.
    • vi_san Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 26.12.17, 08:56
      1. Że Różyczka milczała. Mogło być kilka powodów, a nawet wszystkie naraz. Pierw mogła się łudzić, ze to nie ciąża, a tylko "coś jej się okres rozregulował", a potem "zaklinać" rzeczywistość [Jeśli o czymś nie powiemy to to zniknie!]. Mogła nie wiedzieć jak zacząć - wszak w klanie B się nie rozmawia w ogóle a antyczni filozofowie nader rzadko podnosili kwestię nieślubnej ciąży, więc temat "sam z siebie" nie wyszedł. Mogła uznać, że poczeka na "dobry moment" żeby kwestię wyznać i żaden dobry nie był. Oraz milion innych. Że nie powiedziała siostrze? No, Laura się uczyła do matury, Róża w swej tępości doskonałej mogła uznać, że nie będzie młódki szokować, bo jak leń nie zda matury to będzie na nią, że "zszokowana" Laura NIE MOGŁA się uczyć... Że ciotce Natalii? No, raz, że to ich "doskonałe zrozumienie" takie raczej enigmatyczne dosyć było, bo ja np średnio kojarzę jakąkolwiek scenę, która by o ich zażyłości świadczyła, a poza tym ciotka już wówczas jest mężatką, nie mieszka w domu rodzicielskim [zdrajczyni!] więc i ów enigmatyczny kontakt stał się jeszcze odleglejszy. Że matce? A kto jest jej matką? Bo co do tego to ja mam grube wątpliwości, czy Gaba jest matką czyjąkolwiek. No, biologicznie może. Ale emocjonalnie? Psychicznie? Gabunia nigdy nie stała się niczyją żoną, niczyją matką, niczym innym, pozostała wciąż nastoletnią córeczką mamusi i tatusia. No, trochę jeszcze siostrzyczką. Starszą siostrzyczką. To jakiej matce miała się Róża zwierzyć z "dorosłego" problemu?
      I w drugiej kwestii, że NIKT ciąży nie zauważył. To jak najbardziej możliwe. Są kobiety dla których poranne mdłości, huśtawki nastrojów i dziwactwa pokarmowe to mus. A są takie, które nic z tego nie mają. A są takie, które jedzą jak dotąd, ale huśtawkę nastrojów mają. a są takie, które rzygają na myśl o jedzeniu, ale nastrój w normie. I wszystko inne. W dowolnej konfiguracji. :D

      --
      Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
    • kkokos Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 26.12.17, 09:34
      tak jak dziewczyny już pisały - wcale nie musiała mieć objawów, o których wspominałaś. ja nie rzygnęłam w ciąży ani razu :)
      a huśtawki nastrojów przytrafiają się wszystkim, z różnych powodów.

      ale oczywiście milicja mogła bystrym okiem zauważyć jakieś drobne zmiany, w końcu parę ciąży już w życiu widziała. róży mogła się delikatnie zaokrąglić buzia, czego nikt inny z ciążą nie powiązał, mogła być bardziej senna, na co nikt inny nie zwrócił uwagi. ja wierzę w szczerość "tak też myślałam" i wydaje mi się to całkiem prawdopodobne.
      tyle że to wcale nie czyni zachowania milicji wobec ryczącej wnuczki mniej irytującym. a może nawet bardziej. domyślała się, a reaguje wrednie.
      • vi_san Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 26.12.17, 11:51
        A jak ma zareagować? Skoro już x lat temu Milę z IS, która potrafiła się CIEPŁO [i bez ironii czy drwiny!] uśmiechać i powiedzieć serdecznie "Jedną mam tylko Idusię!" zastąpił potwór cedzący złośliwości, wykpiwający i z góry wartościujący według własnych, nikomu nie ujawnianych kryteriów... :(

        --
        Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
    • emae Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 26.12.17, 11:45
      Znałam dziewczynę, która zorientowała się w trzecim miesiącu (albo i później), że jest w ciąży.
      Zresztą przypuszczam, że jak ktoś ma lekkie miesiączki i nie przejmuje się nimi zbytnio, to może nie zwrócić uwagi na to, że jakoś dawno nie było okresu.
      • marutax Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 26.12.17, 13:54
        emae napisała:

        > Znałam dziewczynę, która zorientowała się w trzecim miesiącu (albo i później),
        > że jest w ciąży.
        > Zresztą przypuszczam, że jak ktoś ma lekkie miesiączki i nie przejmuje się nimi
        > zbytnio, to może nie zwrócić uwagi na to, że jakoś dawno nie było okresu.

        Dla mnie to by było prawdopodobne, gdyby Róża i Fryderyk uprawiali seks od jakiegoś czasu. Ale wydaje mi się, że po "pierwszym razie" bez zabezpieczeń każda w miarę rozsądna dziewczyna zaczyna uważnie obserwować swoje ciało i fizjologię, wiedząc, że stosunek może mieć konsekwencje. Bardziej realne wydaje mi się pełne napięcia wyczekiwanie na następny - i jeszcze kolejny - okres, niż kompletne zlekceważenie jego braku. No chyba że Róża należy do osób przekonanych, że za pierwszym razem nie można zajść w ciążę.

        Ogólnie, jestem silnie przekonana, że na etapie "Języka Trolli" Róża Autorka pisała o Róży w ciąży 1-2 miesięcznej, niedawno zauważonej. To tłumaczy idiotyczną decyzję o wyjawieniu Fryderykowi prawdy na kilka dni przed jego wyjazdem, która w innym wypadku każe myśleć o Pyzie w kategoriach osoby niedorozwiniętej. Dopiero w "Żabie" MM z jakichś tajemniczych powodów walnęła o wrześniowym poczęciu i cała koncepcja się posypała...
        • vi_san Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 26.12.17, 14:00
          "W miarę rozsądna" - tu leży główny problem. Czy jesteś pewna, że Róża jest "w miarę rozsądna"? Czy COKOLWIEK w jej zachowaniu względem relacji z Robofrycem świadczy o w miarę rozsądku? Pierw przez ileś tam lat godzi się być dziewczyną przez dwa popołudnia w tygodniu i to tylko w ściśle określonych godzinach, między fizyką a korepetycjami z matematyki. Wie, iż rodzina jej NARZECZONEGO widzi w niej tylko koleżankę szkolną i NIC więcej. I w żaden sposób nie daje jej to w niczym do myślenia? Mało tego, pod teleskopem to ONA jest stroną aktywną, anie on, on się tylko "poddaje". I ona nadal nie widzi, że coś jest mocno nie tak? Na w miarę rozsądek oceniając...

          --
          Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
          • marutax Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 26.12.17, 14:43
            vi_san napisała:

            > "W miarę rozsądna" - tu leży główny problem. Czy jesteś pewna, że Róża jest "w
            > miarę rozsądna"? Czy COKOLWIEK w jej zachowaniu względem relacji z Robofrycem ś
            > wiadczy o w miarę rozsądku?

            Gdybyśmy oceniali rozsądek Róży wyłącznie na podstawie materiału książkowego to ten wątek - i sporo innych - nie miałby racji bytu. Po prostu wypadałoby się pogodzić z tym, że Autorka stworzyła pozytywną (a nawet wzorcową) bohaterkę o inteligencji ameby, wiedzy przedszkolaka, zerowej empatii, niezdolną do samodzielnego funkcjonowania w "dorosłym" świecie, z kupą utajonych traum i kompleksów. I tak, wiem, że ten opis pasuje jak ulał do powieściowej Róży, ale na dnie serca kołacze się nadzieja, że może jednak się mylę. Że Autorka po prostu straciła umiejętność kontaktu z czytelnikiem - opisuje sytuacje i bohaterów w wyrywkowy sposób, zakładając, że reszta dzieje się "poza kadrem" i jest dla każdego oczywista.
            Zresztą masa wątków na takie właśnie podstawy - ktoś dostrzega w książce coś głupiego, nierealnego albo świadczącego źle o bohaterach lub Autorce, po czym próbuje znaleźć w tym jakiś sens.
      • srebrny_lisek Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 26.12.17, 15:54
        Niektóre kobiety w trakcie ciąży mają plamienia, które można pomylić z miesiączką, więc tym bardziej nie ma nic dziwnego w tym, że rozpoznanie ciązy przypada na przełom pierwszego i drugiego trymestru. Każde ciało jest inne. ;) Obstawiam jednak, że ciążowe roztargnienie Pyzy jest po prostu roztargnieniem autorki.
        • marutax Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 26.12.17, 17:12
          srebrny_lisek napisał(a):

          > Niektóre kobiety w trakcie ciąży mają plamienia, które można pomylić z miesiącz
          > ką, więc tym bardziej nie ma nic dziwnego w tym, że rozpoznanie ciązy przypada
          > na przełom pierwszego i drugiego trymestru. Każde ciało jest inne. ;) Obstawiam
          > jednak, że ciążowe roztargnienie Pyzy jest po prostu roztargnieniem autorki.

          I gdyby w "Żabie" rozmowa Róży z Idą była dłuższa o kilka zdań, w których Ida zauważa, że siostrzenica jakoś późno pogadała z Frycem, a Róża wyjaśnia, że... (tu wstaw powód) i się nie zorientowała... A tymczasem Ida (lekarz) kpi tylko z teleskopów, a głos rozsądku Gaby zostaje zlekceważony. I wychodzi bzdura, bo MM uparła się, by pewne wydarzenia rozgrywały się w tym samym czasie i przywaliła Róży ów wrześniowy szał uniesień.

          • zuzudanslemetro Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 28.12.17, 21:06
            To i tak nieźle. Ostatnio oglądałam sobie prześlicznej urody serial czeski "Żena za pultem" i tam pewien magazynier zakochał się był w dziewczynie ze stoiska mięsnego. Dopóki nie pokonał tysięcznych trudności raczej sam na sam nie pozostawali, czasem na krótkie chwile w magazynie, gdzie każdy mógł wejść. No i jakoś w marcu czy kwietniu się pobrali a dziecko - bach! - rodzi się we wrześniu i nikt z bohaterów nie ma cienia refleksji, że to jakby za wcześnie.
            Zatem ja bym się cieszyła, że MM przynajmniej zadbała o stosowny czas ciąży i nie dowaliła nam dramatu z wcześniakiem. Co ja gadam? Nam jak nam, ale biednej Różyczce!
      • ayo2137 Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 04.01.20, 18:01
        Jest też inna odpowiedź. Niektóre kobiety przez pierwsze trzy miesiące mają krwawienia implantacyjne, które wyglądają jak miesiączka. Jeżeli Pyza posiadała takowe, a jej dotychczasowe okresy były skąpe, mogła nie wiedzieć. Mam znajomą, która zorientowała się w piątym miesiącu...
        • bupu Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 04.01.20, 18:46
          ayo2137 napisał(a):

          > Jest też inna odpowiedź. Niektóre kobiety przez pierwsze trzy miesiące mają krw
          > awienia implantacyjne, które wyglądają jak miesiączka. Jeżeli Pyza posiadała ta
          > kowe, a jej dotychczasowe okresy były skąpe, mogła nie wiedzieć. Mam znajomą, k
          > tóra zorientowała się w piątym miesiącu...

          Krwawienie implantacyjne to się ma, jak sama nazwa wskazuje, podczas implantacji zarodka w macicy, circa tydzień od zapłodnienia. Natomiast owszem, zdarzają się w ciąży lekkie plamienia krwią z rozmaitych powodów, które mogą być mylone z miesiączką.


          --
          Wiedźma
          To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    • srebrny_lisek Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 26.12.17, 15:11
      Róża mogła się po prostu bać i uznała, że najpierw porozmawia z Frycem - a taka rozmowa do najłatwiejszych nie należy i biedna mogła po prostu odwlekać ten moment - i dopiero po reakcji Fryca się rozkleiła do tego stopnia, że roniła łzy w obecności samej Milicji. Komentarz Milicji "Tak też myślałam" odnosił się raczej powodu, z jakiego Pyza płakała, niz do tego, że jej wszystkowiedzące oczy (Milicji, a nie Pyzy) wyłapały objawy ciąży. Każda ciąża jest inna, więc Pyza nie miała obowiązku wymiotować, czy jeść kaszkę i zagryzać parówką. ;)
        • rudziaczeq Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 26.12.17, 22:10
          Hmm, ale chcecie mi powiedzieć, że Róża, dla której celem życiowym jest rodzina i pełne ramiona nie wiedziała, że jest w ciąży? Ta sama Różyczka, która w wieku lat 16 zastanawiała się (o zgrozo!) jak wyglądał jej oblubieniec w wieku niemowlecym nie pomyślała o tym, że kiedy uwiodla bezczelnie Pana Teleskopowe mając dni płodne może być w ciąży? Nienienie. Wg mnie ona doskonale od samego początku wiedziała o ciąży (z takim instynktem??!!), tylko wymyśliła mydlana wersję, w której oboje z nieprzytomnym że szczęścia Frycem im o tym powiedzą. A że przyszły tata zareagował jak zareagował, to się sprawa rypnęła...
          • zuzudanslemetro Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 28.12.17, 21:10
            Wiesz, ona była wychowana w takiej rodzinie, co to się nie wypowiada słowa seks. Możemy się domyślać, że słowa takie jak menstruacja, owulacja i tym podobne też były na indeksie, więc Róża mogła albo nie wiedzieć, co to są dni płodne, że one w ogóle są, albo nie umieć obliczyć. Z resztą kalendarzyk nie bez powodu od stu lat nazywany jest watykańską ruletką.
            • rosynanta Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 05.01.18, 10:17
              zuzudanslemetro napisała:

              > Wiesz, ona była wychowana w takiej rodzinie, co to się nie wypowiada słowa seks
              > . Możemy się domyślać, że słowa takie jak menstruacja, owulacja i tym podobne t
              > eż były na indeksie, więc Róża mogła albo nie wiedzieć, co to są dni płodne, że
              > one w ogóle są, albo nie umieć obliczyć. Z resztą kalendarzyk nie bez powodu o
              > d stu lat nazywany jest watykańską ruletką.

              Ale takich rzeczy się uczy w szkole :) Róża chodziła jeszcze do przedreformowej podstawówki, tak jak ja, gdzie w programie w klasie bodaj IV czy V było na biologii tzw. "uświadamianie". Szczegółowo rozród człowieka omawiany był także na etapie liceum, nawet w klasach mat-fiz. Nie tylko w domu można zdobyć wiedzę na temat cyklu, chyba że ktoś do szkoły nie chodzi.
              • vi_san Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 05.01.18, 10:35
                Może ona się tego i uczyła, ale nie odniosła do siebie? Znam taką dziewczynę - zaszła w ciążę na 2 roku studiów "bo ona myślała, ze za pierwszym razem nie można zajść". Jak ją zapytałam czy jej w szkole nie uczyli, że można, to odpowiedziała "No tak, ale ja myślałam, że ja nie zajdę..."... Bo ileś tam koleżanek ne zaszło za pierwszym razem, bo ona nie pomyślała... I, słowo, dziewczę nie jakieś ociężałe umysłowo, ani z szeroko pojętej patologii... Więc Rózia mnie nie zaskakuje, tym, że uczyła się w szkole, ba, może być, że nawet na piątkę się nauczyła, ale że nijak tego co się nauczyła na swoje życie nie przekłada.
                Inna kwestia, że skoro słowa "seks" się nie wymawia to słowo "antykoncepcja" zapewne chcącego je wymówić przyprawiłoby o apopleksję. A kalendarzyk jest "w miarę" metodą tylko dla osób mających bardzo regularny cykl i zdrowych jak koń [bo nawet głupie przeziębienie może wpłynąć na "wahania"]. Ja np kalendarzyk mogłam stosować dość długo [nie twierdzę, że się na tymże kalendarzyku opierałam, ale że MOGŁAM], ale potem musiałam się poddać operacji, po której wszystko mi się rozregulowało i cykl mam między 20 a 35 dni. Kalendarzyk mogę więc sobie powiesić w kuchni do notatek, a nie stosować jako metodę anty.

                --
                Rzadko ktokolwiek się zastanawia, gdzie Meduza miała węże. Owłosienie pod pachami staje się kwestią o wiele bardziej kłopotliwą, kiedy próbuje kąsać rozpylacz dezodorantu - Terry Pratchett "Muzyka Duszy"
                • lord_vmordevol Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 05.01.18, 11:23
                  vi_san napisała:

                  > nawet głupie przeziębienie może wpłynąć na "wahania"]. Ja np kalendarzyk mogła
                  > m stosować dość długo [nie twierdzę, że się na tymże kalendarzyku opierałam, al
                  > e że MOGŁAM], ale potem musiałam się poddać operacji, po której wszystko mi się
                  > rozregulowało i cykl mam między 20 a 35 dni. Kalendarzyk mogę więc sobie powie
                  > sić w kuchni do notatek, a nie stosować jako metodę anty.

                  Skądinąd chyba nikt współcześnie nie proponuje w ogóle używania dokładnie kalendarzyka. Wszystkie te metody opierają się na obserwacji objawów, a liczenie dni jest pomocnicze.
                • rosynanta Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 05.01.18, 14:01
                  vi_san napisała:

                  > Może ona się tego i uczyła, ale nie odniosła do siebie? Znam taką dziewczynę -
                  > zaszła w ciążę na 2 roku studiów "bo ona myślała, ze za pierwszym razem nie moż
                  > na zajść". Jak ją zapytałam czy jej w szkole nie uczyli, że można, to odpowiedz
                  > iała "No tak, ale ja myślałam, że ja nie zajdę..."... Bo ileś tam koleżanek ne
                  > zaszło za pierwszym razem, bo ona nie pomyślała... I, słowo, dziewczę nie jakie
                  > ś ociężałe umysłowo, ani z szeroko pojętej patologii... Więc Rózia mnie nie zas
                  > kakuje, tym, że uczyła się w szkole, ba, może być, że nawet na piątkę się naucz
                  > yła, ale że nijak tego co się nauczyła na swoje życie nie przekłada.

                  Coś w tym jest.

                  > Inna kwestia, że skoro słowa "seks" się nie wymawia to słowo "antykoncepcja" za
                  > pewne chcącego je wymówić przyprawiłoby o apopleksję. A kalendarzyk jest "w mia
                  > rę" metodą tylko dla osób mających bardzo regularny cykl i zdrowych jak koń [bo
                  > nawet głupie przeziębienie może wpłynąć na "wahania"]. Ja np kalendarzyk mogła
                  > m stosować dość długo [nie twierdzę, że się na tymże kalendarzyku opierałam, al
                  > e że MOGŁAM], ale potem musiałam się poddać operacji, po której wszystko mi się
                  > rozregulowało i cykl mam między 20 a 35 dni. Kalendarzyk mogę więc sobie powie
                  > sić w kuchni do notatek, a nie stosować jako metodę anty.

                  Teraz to się nazywa metoda objawowo-termiczna i u wielu kobiet całkiem nieźle działa :) Ale wątpię, żeby Róża sobie mierzyła codziennie temperaturę i sprawdzała śluz, nie miała potrzeby, przecież seks się uprawia po ślubie dopiero ;)
                  • lord_vmordevol Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 05.01.18, 14:22
                    rosynanta napisał(a):

                    > > rozregulowało i cykl mam między 20 a 35 dni. Kalendarzyk mogę więc sobie
                    > powie
                    > > sić w kuchni do notatek, a nie stosować jako metodę anty.
                    >
                    > Teraz to się nazywa metoda objawowo-termiczna i u wielu kobiet całkiem nieźle d

                    Nie, nie, nie. Nie "się nazywa", tylko to jest co innego.

                    > ziała :) Ale wątpię, żeby Róża sobie mierzyła codziennie temperaturę i sprawdza
                    > ła śluz, nie miała potrzeby, przecież seks się uprawia po ślubie dopiero ;)

                    A i po ślubie po co, skoro można mieć ślubne dziateczki?
                • rosynanta Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 05.01.18, 14:03
                  zuzudanslemetro napisała:

                  > Ależ oczywiście, też chodziłam wtedy do szkoły i mnóstwo wiedzy wyniosłam właśn
                  > ie stamtąd, ale zapewniam Cię, że gros naszych rówieśników nic nie wie na te te
                  > maty.

                  No ale jednak świadomość istnienia dni płodnych chyba większości kobiet przemknęła przez umysł ;) Chociaż... Pamiętam pytanie koleżanki, która z powodów medycznych brała pigułki, jak obliczyć, kiedy ma dni płodne... A nie była to żadna ślepa komenda, zwyczajna dziewczyna, bystra.
                  • lord_vmordevol Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 05.01.18, 14:26
                    rosynanta napisał(a):

                    > No ale jednak świadomość istnienia dni płodnych chyba większości kobiet przemkn
                    > ęła przez umysł ;) Chociaż... Pamiętam pytanie koleżanki, która z powodów medyc
                    > znych brała pigułki, jak obliczyć, kiedy ma dni płodne... A nie była to żadna ś
                    > lepa komenda, zwyczajna dziewczyna, bystra.

                    Wiedza ze szkoły, wiedzą ze szkoły, a do jej zastosowania potrzeba jeszcze trochę dodatków. Ja na przykład (jakkolwiek w zasadzie mi to po nic) nijak nie miałem pojęcia, który to jest "pierwszy dzień cyklu". Informacji o tym, od którego momentu cykl się liczy albo w szkole nie było, albo była jakoś tam niejasno wymamrotana, a to jednak podstawa w razie czego.
    • przymrozki Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 26.12.17, 22:18
      Ze sceny z rodzinnym doradzaniem ciężarnej Laurze wynika, że Pyza miewała poranne mdłości (no ale może tylko w drugiej ciąży).

      Natomiast wyjaśnienie jest, moim zdaniem, proste. W "JT" ciąża Róży chyba miała być wcześniejsza. Dopiero w "Żabie" okazało się, że to był już czwarty miesiąc.
      • piotr7777 a co w tym nadzwyczajnego? 28.12.17, 19:04
        Początek drugiego trymestru (a pamiętajmy, że Róza miała termin na koniec czerwca) to zdaje się, że ten moment, kiedy przyszli rodzicie informują bliskich o planowanych narodzinach potomka. Wcześniej raczej traktują to jako swoją prywatną sprawę, bo raz, że sam test to trochę mało by stwierdzić stan odmienny, dwa - no niestety dopiero po 3 miesiącach można mówić o mocnej i dobrze rokującej ciąży. No i z reguły sama kobieta wie (albo raczej podejrzewa) gdzieś tak po miesiącu, gdy spóźni się jej okres a partnerowi mówi wtedy gdy jest już pewna.
        Zdaje sobie sprawę, że Borejkowie to fikcyjna rodzina, ale popatrzmy - Gabriela informuje Grzegorza na końcu pierwszego trymestru i to tylko dlatego, ze w jego obecności zemdlała a on spanikował, planowała zrobić to trochę później i to zapewne jako pierwszemu, obecne w domu siostry nie wiedziały, najlepsza przyjaciółka, Kreska nie wiedziała. Na to, by wiedział ktoś inny, dowodów brak.
        Patrycja i Florian upubliczniają narodziny dziecka w piątym miesiącu (no fakt, Patrycja jest raczej pulchna, więc w jej przypadku ciąża nie musi rzucać się w oczy) podczas rodzinnej uroczystości.Brak dowodu, by ktokolwiek z rodziny wiedział indywidualnie wcześniej. Ida jest w tym czasie orientacyjnie w czwartym miesiącu (ostatecznie termin porodu był dla obu sióstr taki sam) przy czym Ida pewnie też chciała poczekać a jej coming out był spontaniczną reakcją na analogiczną nowinę ze strony siostry i szwagra.
        Także Róza mieści się w normie. Możliwe, że taka tradycja jest w rodzinie autorki i MM uważa ją za coś oczywistego.
        Jej plan pewnie był taki - powiedzieć Fryderykowi w Sylwestra, tak aby rzutem na taśmę zrezygnował ze stypendium i się jej oświadczył a potem pewnie rodzina miała usłyszeć dwie radosne wiadomości. Plan był głupi i naiwny, ale w swej naiwności nawet logiczny.
        A Mila przeżyła 4 ciąże własne i 9 (wtedy) ciąż córek, więc domyśleć się mogła.
        • soova Re: a co w tym nadzwyczajnego? 28.12.17, 19:23
          Niby tak, ale dla każdej z wymienionych par ciąża jest logiczną konsekwencją tego, że po prostu zawarli małżeństwa czy że pozostają w związkach, w których jeszcze prokreacyjnie nie powiedziano ostatniego słowa. A sytuacja Pyzy jest zupełnie inna. Jest młodą studentką, jej związek z Frycem nie jest sformalizowany (czyli nawet tak oczywista rzecz jak ojcostwo z mocy prawa należące do męża, w jej przypadku będzie wymagać uznania go przez Fryderyka w USC). Utrzymują ją rodzice, nie ma więc żadnych perspektyw bytowych, a także zawodowych, choćby dlatego, że jest na wczesnym etapie studiów, które ją guzik interesują. Plan Róży, aby poprzez wyjawienie nowiny Fryderykowi w przeddzień wyjazdu, żeby go od tego odwieść, bo nagle objawiona perspektywa rodzinna jest ważniejsza, ma, owszem, jakieś tam nogi i głowę jako konsekwencja określonej jej mentalności. Natomiast mało która dziewczyna będąca w jej sytuacji by tak postąpiła, bo tradycja rodzinna nakazuje ujawnianie ciąży później niż w ciągu pierwszych 12 tygodni. Jest to raczej niekonsekwencja autorki, która nie miała kontroli nad czasem akcji. Gdyby wszak ciąża była wcześniejsza (nie z letniego wyjazdu w teren), konfrontacja Fryderyka w przeddzień wyjazdu na stypendium z nowiną, że zostanie ojcem, wyglądałaby po prostu prawdziwiej. W scenie z dziadkami miałby wtedy szansę wypaść naprawdę jak rzeczywisty fuja i fubrawiec, a nie dlatego, że autorka przedstawia go jako lekkomyślnego młodzieńca, co to za nic ma rodzinne obowiązki.
          • przymrozki Re: a co w tym nadzwyczajnego? 28.12.17, 19:56
            Zresztą, niechby istniała tradycja, że o ciąży informuje się rodzinę w dniu, w którym dziecko jest już dawno urodzone i właśnie robi prawo jazdy.

            Ale Róża nie powiedziała nic także Fryderykowi. I to będąc w takiej sytuacji, w jakiej była. Przecież, tak na logikę, i to nawet logikę Pyzy, im wcześniej oblubieniec dowiedziałby się o nadzwyczajnej zmianie okoliczności, tym większa byłaby szansa na sensowne wyjście z sytuacji. Fryc mógłby odjechać za ocean już jako mąż (dając Róży jakieś poczucie stabilizacji), może staż dałoby się skrócić albo przełożyć. Albo chociaż zastąpić inną mniej prestiżową, ale jeszcze jakoś tam sensowną opcją doskonalenia zawodowego Fryderyka, od którego wszak zależała przyszłość Pyzy i jej dziecka - nie wiem, do USA by nie poleciał, ale dałoby się załatwić staż w Berlinie.
            • gat45 Re: a co w tym nadzwyczajnego? 05.01.18, 10:31
              przymrozki napisała:

              > Zresztą, niechby istniała tradycja, że o ciąży informuje się rodzinę w dniu, w
              > którym dziecko jest już dawno urodzone i właśnie robi prawo jazdy.
              >

              Urzekła mnie ta wizja.... :)

              A swoją drogą - Waszym zdaniem, to opóźnianie komunikatu o stanie błogosławionym pochodzi bardziej z przyczyn przesądnych (nie zapeszyć !), czy też z kurczowego trzymania się mamuś in spe ostatnich chwil względnej wolności ? Bo niestety niewieście objawionej ciążowo mnóstwo ludzi czuje się w prawie udzielać rad i porad, a często nawet przejmować nad nią kuratelę pod pozorami troski i pomocy.
              • zuzudanslemetro Re: a co w tym nadzwyczajnego? 05.01.18, 10:35
                myślę, że z praktycznych, gdyż strasznie przykro jest i rodzicom i bliskim, kiedy wiwaty już były na cześć nowego życia, które zamieszkało w łonie i nagle przed upływem pierwszego trymestru okazuje się, że jednak nie tym razem.
              • zla.m Re: a co w tym nadzwyczajnego? 05.01.18, 10:36
                Ja bym stawiała na zapeszanie, dodatkowo - naprawdę do końca I trymestru szansa na samoistne poronienie jest spora, więc nie ma co rozgłaszać, a potem się wycofywać. Oraz - to pewnie specyfika szczególnie ostatnich lat - jeśli w badaniach prenatalnych wyjdzie, że jest źle i para zdecyduje się na terminację, to (nawet przy legalnej) - im mniej osób o tym wie i gada, tym lepiej.

                --
                Niewiele osób wie, że oprócz Międzynarodowej Olimpiady w Programowaniu istnieje również Paraolimpiada w tej dziedzinie. Z ramienia Polski startuje w niej zawsze wydział Filologii Polskiej.
              • lord_vmordevol Re: a co w tym nadzwyczajnego? 05.01.18, 11:26
                gat45 napisała:

                > go trzymania się mamuś in spe ostatnich chwil względnej wolności ? Bo niestety
                > niewieście objawionej ciążowo mnóstwo ludzi czuje się w prawie udzielać rad i p
                > orad, a często nawet przejmować nad nią kuratelę pod pozorami troski i pomocy.

                Można też opóźniać poinformowanie, żeby móc spokojnie urodzić, kiedy mamusia będzie przekonana, że jeszcze trzy tygodnie do terminu córeczki :->
              • rosynanta Re: a co w tym nadzwyczajnego? 05.01.18, 12:59
                gat45 napisała:

                > A swoją drogą - Waszym zdaniem, to opóźnianie komunikatu o stanie błogosławiony
                > m pochodzi bardziej z przyczyn przesądnych (nie zapeszyć !), czy też z kurczowe
                > go trzymania się mamuś in spe ostatnich chwil względnej wolności ? Bo niestety
                > niewieście objawionej ciążowo mnóstwo ludzi czuje się w prawie udzielać rad i p
                > orad, a często nawet przejmować nad nią kuratelę pod pozorami troski i pomocy.

                Nie wiem, jak mają inni, ja na początku poinformowałam tylko męża i szefa, z przyczyn oczywistych. Cała reszta - rodzina, znajomi - dowiedziała się później. Jestem świadoma statystyk poronień, dlatego nie chciałam robić wielkiego ogłoszenia, bo różnie bywa. Szczególnie że to tylko sól na rany w sytuacji, w której rzeczywiście coś się dzieje.

                A co do Róży - ja stawiam na takie rozwiązanie sprawy: ojej, okres mi się spóźnia... Podejrzewam, że jestem w ciąży, Fryderyku. Jak to PODEJRZEWASZ?! Pułapka biologiczna, a w ogóle to ja to chcę czarno na białym!!! Wizyta u lekarza na NFZ za 2 miesiące - potwierdzenie - rozmowa z Milą.

                Róża miała tendencje do chowania głowy w piasek przy sytuacjach konfliktowych, trudnych, to nie była osoba, która w środku nocy pobiegnie do apteki po test ciążowy, raczej będzie przez 2 miesiące zarywać noce i zamartwiać się, jak to powiedzieć rodzinie. I tak dobrze, że nie poszła potwierdzać tej ciąży do dr Kowalika :D
                • bupu Re: a co w tym nadzwyczajnego? 06.01.20, 16:29
                  rosynanta napisał(a):




                  > A co do Róży - ja stawiam na takie rozwiązanie sprawy: ojej, okres mi się spóźn
                  > ia... Podejrzewam, że jestem w ciąży, Fryderyku. Jak to PODEJRZEWASZ?! Pułapka
                  > biologiczna, a w ogóle to ja to chcę czarno na białym!!! Wizyta u lekarza na NF
                  > Z za 2 miesiące - potwierdzenie - rozmowa z Milą.

                  Toż smarkała Milicji nad uchem tuż po rozmowie z Frycem. Nie mówiąc o tym, że Robofryc zziąbłby w uczuciach od razu te dwa miesiące wcześniej i drama też by eksplodowałaby wcześniej.

                  --
                  Wiedźma
                  To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                  • przymrozki Re: a co w tym nadzwyczajnego? 06.01.20, 17:06
                    bupu napisała:

                    > Toż smarkała Milicji nad uchem tuż po rozmowie z Frycem.

                    No właśnie. Gdyby Frycu wiedział od dawna i tylko cosik długo przetrawiał wiadomość, milczenie Róży miałoby sens.

                    Pyza, odkrywając swoją ciążę, zapewne roiła sobie, że informacja trafi do rodziny wraz z wiadomością o rychłym ślubie. A może nawet Róża chciała ujawnić swój błogosławiony stan już jako świeżo zaślubiona pani Schoppe po przyspieszonych, acz utajonych, naukach przedmałżeńskich u ojca Krzysztofa. W obu tych scenariuszach, żadnego sensu nie miało ukrywanie nowiny przed Fryderykiem.
    • taodmickiewicza Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 05.01.18, 14:56
      Może Róża nie zorientowała się s pierwszym miesiącu, tylko jakoś pod koniec drugiego, trzeciego, nie wiem. Utarło się przekonanie, że podczas pierwszego razu nie zachodzi się w ciążę (najgłupsza rzecz zaraz po stosunku przerywanym), więc myślała pewnie, że zmienił jej się cykl albo stres. Może dopiero jak trwało to zbyt długo pomyślała o ciąży. Chociaż pewnie babol MM.
      • rosynanta Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 08.01.18, 11:36
        taodmickiewicza napisał(a):

        > Może Róża nie zorientowała się s pierwszym miesiącu, tylko jakoś pod koniec dru
        > giego, trzeciego, nie wiem. Utarło się przekonanie, że podczas pierwszego razu
        > nie zachodzi się w ciążę (najgłupsza rzecz zaraz po stosunku przerywanym), więc
        > myślała pewnie, że zmienił jej się cykl albo stres. Może dopiero jak trwało to
        > zbyt długo pomyślała o ciąży. Chociaż pewnie babol MM.

        Ogólnie to o ciąży się zazwyczaj wie w 4-5 tygodniu (czyli w drugim miesiącu). Najwcześniej :) A i wtedy można, jeśli się ma nieregularne miesiączki, stwierdzić, że się spóźnia.

        Nie mówiąc o terminach wizyt u ginekologa na NFZ. Mojej koleżance w przychodni studenckiej kazali przyjść potwierdzić ciążę za pół roku :P
    • jontrew Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 06.01.20, 13:21
      Twoje rozważania Pi.Asiu pokazują przepaść pomiędzy warstwą deklaratywną książki, a jej warstwą wydarzeń faktycznych. Róża nie zwierza się nikomu, płacze i rozpacza sama. Woli to, niż zwrócić się o pomoc i wsparcie do rodziny. To świadczy o tej rodzinie. Rodzina zaś olewa Różę, mają gdzieś jej, pewnie dla uważnego życzliwego obserwatora ewidentne, problemy. Róża ma być rodzinnym słoneczkiem, a jak nie wypełnia swoich obowiązków, to można ją ignorować, może jej dobry humor od tego wróci. I to też świadczy o tej rodzinie. I takie rodziny są, tylko Borejkowie deklaratywnie mają być inni. Dlatego czytelnikom to zgrzyta.
    • mysz_w_torcie Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 14.01.20, 20:30
      A mnie tylko jedno zastanawia niezależnie od przyczyn dla których nasza Różyczka Wątła nie poinformowała nikogo o ciąży bo nie miała kogo tak naprawdę. Otóż nurtuje mnie jedna rzecz. Mianowicie skoro od samego początku rodzina ( mwahahaha, mwahahaha czyli cyniczny śmieszek podszyty nutą goryczy) B była przedstawiana jako inteligenci, gdzie lektura wszelakiego acz nie zapomnijmy- koniecznie ambitnego- rodzaju wylewała się "z wsząd" pachnąc przy tym kurzem oraz oblepiona pajęczyną to do ciężkiej deutery w życiu, no w życiu nie uwierzę,że nie znalazło się na półkach JAKIEKOLWIEK dzieło zawierające choćby i głupie ale jednak wiadomości na temat rozrodu homo sapiens. Podręczników szkolnych nie liczę bo wiadomo, one niby są a jednak ni ma, raz jeden jedyny słodka Pyzunia zagaja do Patrycji coś w kwestii jakiejś heterozygoty ale to w sumie wszystko. I co? Jękgnacy Yunior posiada komputer z internetem. Gregorrio De Callareppa oraz Gabryella Boleściwa takoż, bo sobie nie wyobrażam,żeby pracowali nie mając dostępu do sieci. I co, i nic ? Rozlazła buła nie próbuje w necie poszukać wiadomości o przyczynach spóźniającej się miesiączki? Jakiegoś forum dla młodych gdzie anonimowo można zadać pytanie w stylu "Chyba zaciążyłam i nie wiem jak powiedzieć rodzinie pomocy" specjaliście ? Zakładając oczywiście że ewentualne lekcje dotyczące tego tematu słodka niekonfliktowa Pyzunia słodko przespała zmęczona nieprawdaż radosnym figlowaniem wśród teleskopów z CKNUK- iem ver.2.0. Nie wiem, serio nie wiem ale na moje oko bardzo dawno temu Autoressie nie tylko peron odjechał. Jej odjechał cały Wszechświat plus kilka sąsiadujących bo z tomu na tom utwierdzam się w przekonaniu,że takich bredni to jako żywo nie czytałam już od dawna. A tak kiedyś "Jeżycjadę" lubiłam... A teraz szanowne Forum mnie wybaczy, idę sobie wypełnić. Co prawda nie ramiona bom już stanowczo na to za stara i zbyt leniwa. Ja sobie nieprawdaż wypełnię stakańczyk nalewką cytrynową. Bo na samą myśl o kolejnych tomach serii i kolejnym steku bzdur jaki się z nich wyleje robi mi się słabo i mam ochotę kogoś żywcem zamurować. ( jak Nowakowski Bobkowego mysza)
      • tt-tka Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 16.01.20, 22:26
        Powtorze sie chyba, noale...
        Imo Pyza nie rozpaczala, bo nie miala powodu rozpaczac. Juz dzidzius na nia czeka, a czy moze byc wieksze szczescie ? Mozliwe, ze nawet promieniala i byla szczesliwsza niz kiedykolwiek :P
        A milczala, bo te przeszczesliwa nowina powinna byla byc objawiona rodzinie wraz z druga, rownie radosna "wychodze za maz".

        A Frycowi nie powiedziala wczesniej, bo - to nie moj pomysl, ale kupilam go na pniu - chciala go uszczesliwic w godnej chwili, u progu nowego roku, w ktory wejda juz jako rodzina, sformalizowana w najszybszym mozliwym terminie. Nie przewidywala reakcji innej niz "co za szczescie, biegne zalatwiac slub".

        --
        Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
        • przymrozki Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 17.01.20, 08:45
          tt-tka napisała:

          > A Frycowi nie powiedziala wczesniej, bo - to nie moj pomysl, ale kupilam go na
          > pniu - chciala go uszczesliwic w godnej chwili, u progu nowego roku, w ktory we
          > jda juz jako rodzina, sformalizowana w najszybszym mozliwym terminie. Nie przew
          > idywala reakcji innej niz "co za szczescie, biegne zalatwiac slub".

          Tę wersję kupuję z pnia, z tym tylko zastrzeżeniem, że Róża, biorąc pod uwagę wszystko, co o niej wiemy, pewnie chciałaby tego ślubu już, zaraz, jak najszybciej. Nie przewidziała odpowiedzi innej niż "cóż za szczęście!". To na pewno. Ale nie miała powodu odwlekać radości z marszu przed ołtarz.
          Poza tym, jak by to wyglądało na co dzień? Fryderyk w te dwa popołudnia w tygodniu, które dla niej miał, opowiadał o przygotowaniach do wyjazdu, o nowej torbie, którą sobie kupił i obserwatoriach, które zobaczy, a ona zaciskała wargi, żeby się nie roześmiać i myślała "hihi, ale się za te dwa miesiące zdziwi jak mu już powiem, że nigdzie nie jedzie"?

          To prawda, że Róża mogła stosunkowo długo nie podejrzewać ciąży. Jak Krystyna w "Krystynie córce Lavransa". Przeżywała sobie z Frycem pozamałżeńskie sytuacje damsko-męskie z pełną regularnością i przyzwyczaiła się do myśli, że może inne tak, ale ona od tego nie zachodzi. Podobnie rozumowała Agnieszka w "Nocach i dniach", ale ona miała rację, bo faktycznie, przynajmniej do końca książki, dziecka nie miała.
          Tylko że nam zasugerowano, że Róża z to z Frycem raz i z desperacji. Powinno być to dla niej zatem na tyle ważne wydarzenie, żeby poświęcić mu więcej myśli, nadziei, rozterek etc. Żeby nie wpaść przez te cztery miesiące na myśl "oooo, a jakby z tego dzidziuś był!" to ona musiałaby nie wiedzieć, skąd się biorą dzieci.
        • jontrew Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 17.01.20, 14:07
          tt-tka napisała:

          > Powtorze sie chyba, noale...
          > Imo Pyza nie rozpaczala, bo nie miala powodu rozpaczac. Juz dzidzius na nia cze
          > ka, a czy moze byc wieksze szczescie ? Mozliwe, ze nawet promieniala i byla szc
          > zesliwsza niz kiedykolwiek :P
          > A milczala, bo te przeszczesliwa nowina powinna byla byc objawiona rodzinie wra
          > z z druga, rownie radosna "wychodze za maz".
          >
          > A Frycowi nie powiedziala wczesniej, bo - to nie moj pomysl, ale kupilam go na
          > pniu - chciala go uszczesliwic w godnej chwili, u progu nowego roku, w ktory we
          > jda juz jako rodzina, sformalizowana w najszybszym mozliwym terminie. Nie przew
          > idywala reakcji innej niz "co za szczescie, biegne zalatwiac slub".
          >
          Ja mam inną teorię. Róża wiedziała dobrze, że jej związek z Fryderykiem to żaden związek. Wiedziała w sensie: podskórnie czuła, ale nie dopuszczała tego do świadomości. Tłamsiła to w sobie z jakąś chora nadzieją i nieziemskim uporem. I nic nie mówiła, obawiała się powiedzieć "sprawdzam", bo wiedziała do czego to doprowadzi. Zwlekała więc, bo tak jest łatwiej.
          Ja wiem, że Róża ma na forum beznadziejną opinię, ale uważam, że jej cielęca głupota to wynik tłamszenia przez rodzinę, które potem weszło jej w nawyk, więc dalej tłamsiła się już sama. Żeby zasłużyć na miłość, uwagę, żeby nie być jak Laura, żeby pomóc mamusi, bo mamusia jest biedna. Róża, jeżeli zechce się spojrzeć na nią łaskawym okiem, jest złamanym dzieckiem, które urosło, ale nie dorosło i ciągle próbuje zasłużyć na miłość i uratować matkę, naprawić miłością zaburzonego ukochanego, siostrę, w ogóle jej bliskich.
          • przymrozki Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 19.01.20, 19:54
            jontrew napisała:

            > Ja wiem, że Róża ma na forum beznadziejną opinię, ale uważam, że jej cielęca gł
            > upota to wynik tłamszenia przez rodzinę, które potem weszło jej w nawyk, więc d
            > alej tłamsiła się już sama. Żeby zasłużyć na miłość, uwagę, żeby nie być jak La
            > ura, żeby pomóc mamusi, bo mamusia jest biedna. Róża, jeżeli zechce się spojrze
            > ć na nią łaskawym okiem, jest złamanym dzieckiem, które urosło, ale nie dorosło
            > i ciągle próbuje zasłużyć na miłość i uratować matkę, naprawić miłością zaburz
            > onego ukochanego, siostrę, w ogóle jej bliskich.

            Tak zasadniczo to się z tym zgadzam. MM opisała dziewczynę skrajnie niedojrzałą emocjonalnie, która tak bardzo potrzebuje miłości, że przebiera nogami do każdego substytutu uczucia i troski. Jakby miała jeszcze mniej szczęścia, to trafiłaby na męża agresora, który by ją lał, ile sił w pięściach, a ona by się cieszyła, że ją w ogóle zauważa.

            Stawiam jednak dolary przeciwko orzechom, że nie taka była intencja. Nie mam natomiast pojęcia, co miała na myśli Autorka tworząc pozytywną z założenia postać, która idzie za chłopakiem na zupełnie nieinteresujące ją studia, znosi, że on nie ma dla niej czasu, a rodzinie przedstawia jako koleżankę, potem, widząc nadchodzący kryzys, pcha się temu chłopakowi do łóżka, bo liczy, że w ten sposób przy sobie zatrzyma (!) po czym zachodzi w ciążę we wrześniu, przyznaje się chłopakowi w Sylwestra, akurat przed jego od dawna planowanym wyjazdem za granicę, strzela focha giganta, że on na wieść o ciąży nie popłakał się ze szczęścia i nie zrezygnował z wyjazdu, zrywa z nim wszelki kontakt, a kiedy on po pół roku wchodzi do jej kuchni, rzuca się mu na szyję, wszystko wybacza i w ogóle nie było tematu.
            • apersona Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 19.01.20, 20:37
              przymrozki napisała:


              > ... Nie mam na
              > tomiast pojęcia, co miała na myśli Autorka tworząc pozytywną z założenia postać
              > , która idzie za chłopakiem na zupełnie nieinteresujące ją studia, znosi, że on
              > nie ma dla niej czasu, a rodzinie przedstawia jako koleżankę, potem, widząc na
              > dchodzący kryzys, pcha się temu chłopakowi do łóżka, bo liczy, że w ten sposób
              > przy sobie zatrzyma (!) po czym zachodzi w ciążę we wrześniu, przyznaje się chł
              > opakowi w Sylwestra, akurat przed jego od dawna planowanym wyjazdem za granicę,
              > strzela focha giganta, że on na wieść o ciąży nie popłakał się ze szczęścia i
              > nie zrezygnował z wyjazdu, zrywa z nim wszelki kontakt, a kiedy on po pół roku
              > wchodzi do jej kuchni, rzuca się mu na szyję, wszystko wybacza i w ogóle nie by
              > ło tematu.

              Pouczanie przez odstraszanie? łagodne
              • jontrew Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 20.01.20, 12:17
                apersona napisała:


                > Pouczanie przez odstraszanie? łagodne
                Chyba nie. W Jeżycjadzie całkiem wyraźnie widać kiedy autorka coś popiera, a kiedy nie. Róża jest bohaterką pozytywną, jej zachowanie i postawa nie są nigdzie skrytykowane. Czyli wychodzi na to, że autorka, czy może raczej narratorka uważa, że Róża jest ok i że młode czytelniczki mogą czerpać z jej przykładu garściami. W sumie, czemu nie. Każdy może sobie promować choćby najgłupsze wzorce.
              • tt-tka Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 20.01.20, 13:56

                > > ... Nie mam na
                > > tomiast pojęcia, co miała na myśli Autorka

                Optymistycznie zakladajac, ze altorka mysli, a nie pisze, co jej na klawiature wskoczy (z zalozeniem, ze jak nie bedzie pasowac, to sie przemilczy, zignoruje albo napisze calkiem inna historie) - ze wszechmiar wspaniala Pyzunia jest tak wspaniala, piekna, madra i dobra, ze nawet jak trafi na egzemplarz czesciowo wybrakowany, to ten egzemplarz, chocby sie zbiesil, i tak skruszony do niej wroci, powalony pieknoscia, dobrocia, a moze i madroscia. A ona jako madra i dobra wybaczy nie wypominajac i nie dociekajac, czego wlasciwie chlop chcial abo i nie chcial, bo to niewazne, wazne, ze jest.
                Amor vincit omnia, jak wiadomo, lacznie z brakiem mieszkania, pieniedzy i perspektyw. I takie imho mialo byc przeslanie. Po czym zyli jak w bajce, dlugo i szczesliwie. Az do CZ :P





                --
                Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
                • przymrozki Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 20.01.20, 17:27
                  tt-tka napisała:

                  > Optymistycznie zakladajac, ze altorka mysli, a nie pisze, co jej na klawiature
                  > wskoczy (z zalozeniem, ze jak nie bedzie pasowac, to sie przemilczy, zignoruje
                  > albo napisze calkiem inna historie)

                  Nie mam złudzeń, że to jest właśnie wyjaśnienie zagadki trzech miesięcy milczenia Róży. W JT jej ciąża była świeżą wiadomością, dopiero w "Żabie" okazało się mała Mila urodzi się na początku czerwca. Nie wiem, czy chodziło o akcent na Dzień Dziecka, czy o to, że w listopadzie/grudniu młodzi rodzice in spe nie mieli gdzie sobie poczynać, bo przecież żadne z nich nie miewało wolnej chaty. Ciążę przesunięto bez zastanowienia, w jakim świetle to stawia Pyzę. Błąd, z którego lepiej nie próbować wybrnąć, bo będzie jeszcze gorzej.

                  Natomiast wiele decyzji dotyczących różanej ciąży MM podjęła świadomie. Czytelniczki, zaniepokojone wieściami o pozamałżeńskiej ciąży pod tak znamienitym dachem jak dach Borejków, miały zostać uspokojone co do konduity Róży, bo przecież o ile zasadniczo należy czekać do ślubu, to stara panna, którą narzeczony wpędza w lata (a nawet w 21 lat!) może robić, co chce, byle tylko chłopa utrzymać. Cel uświęca środki, nieprawdaż.
                  • armari Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 20.01.20, 19:03
                    przymrozki napisała:

                    > w listopadzie/grudniu młodzi rodzice in spe nie mieli
                    > gdzie sobie poczynać, bo przecież żadne z nich nie miewało wolnej chaty. Ciążę
                    > przesunięto bez zastanowienia, w jakim świetle to stawia Pyzę.

                    Właśnie to przesunięcie ciąży w całym różanym wątku frapuje mnie najbardziej. Wolnej chaty nie mieli, ale przecież można ich było wysłać na jakąś konferencję/odczyt/wycieczkę śladami Kopernika/tu wstaw jakąkolwiek inną opcję na kilka tygodni przed Sylwestrem, i już cała sytuacja wyglądałby inaczej. A tak - naprawdę ciekawi mnie, jak zdaniem samej autorki mamy odczytywać kilkumiesięczne milczenie Pyzy. Manipulatorka, co to do końca ukrywa asa w rękawie? A skąd, to przecież nasze poczciwe słoneczko Jeżyc. Niezbyt rozgarnięta panna, która nie wie, skąd się biorą dzieci? Raczej też pudło, w końcu mentalna ociężałość Pyzy to zarzut ze strony forum, a nie kanonu. Więc właściwie co?
                    • przymrozki Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 20.01.20, 20:27
                      armari napisał(a):

                      A tak - naprawdę
                      > ciekawi mnie, jak zdaniem samej autorki mamy odczytywać kilkumiesięczne milcze
                      > nie Pyzy. Manipulatorka, co to do końca ukrywa asa w rękawie? A skąd, to przeci
                      > eż nasze poczciwe słoneczko Jeżyc. Niezbyt rozgarnięta panna, która nie wie, sk
                      > ąd się biorą dzieci? Raczej też pudło, w końcu mentalna ociężałość Pyzy to zarz
                      > ut ze strony forum, a nie kanonu. Więc właściwie co?

                      Może na studiach Fryc nie miał dla Róży dwóch popołudni w tygodniu (choć tylko w ściśle określonych godzinach), ale jedno popołudnie raz na trzy miesiące (oczywiście też w ściśle określonych godzinach). Pyza mogła powiedzieć o ciąży od razu na pierwszej randce po powrocie z obserwatorium, tyle że po prostu wypadła ona w Sylwestra.



                      • princesse Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 21.01.20, 20:39
                        przymrozki napisała:


                        >
                        > Może na studiach Fryc nie miał dla Róży dwóch popołudni w tygodniu (choć tylko
                        > w ściśle określonych godzinach), ale jedno popołudnie raz na trzy miesiące (ocz
                        > ywiście też w ściśle określonych godzinach). Pyza mogła powiedzieć o ciąży od r
                        > azu na pierwszej randce po powrocie z obserwatorium, tyle że po prostu wypadła
                        > ona w Sylwestra.
                        >
                        > Jesteś absolutnie genialna:) Na pewno tak było. Dodajmy do tego padające komputery, zawieruszające się maile i słynną borejkowską dyskrecję, której Fryc się na pewno także nabawił przez oddychanie powietrzem pachnącym miłym kurzem - i wszystko jasne:)
                        >




                        --
                        "Tylko mnie poproś do tańca/ja na nic więcej nie liczę
                        Od krańca świata do krańca/ od piekła do nieba bram
                        Tylko mnie poproś do tańca/jakbyś mnie kochał nad życie
                        Ja ci z nadziei różańca odpust dam"
        • bupu Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 18.01.20, 12:42
          tt-tka napisała:

          > Powtorze sie chyba, noale...
          > Imo Pyza nie rozpaczala, bo nie miala powodu rozpaczac. Juz dzidzius na nia cze
          > ka, a czy moze byc wieksze szczescie ? Mozliwe, ze nawet promieniala i byla szc
          > zesliwsza niz kiedykolwiek :P
          > A milczala, bo te przeszczesliwa nowina powinna byla byc objawiona rodzinie wra
          > z z druga, rownie radosna "wychodze za maz".
          >
          > A Frycowi nie powiedziala wczesniej, bo - to nie moj pomysl, ale kupilam go na
          > pniu - chciala go uszczesliwic w godnej chwili, u progu nowego roku, w ktory we
          > jda juz jako rodzina, sformalizowana w najszybszym mozliwym terminie. Nie przew
          > idywala reakcji innej niz "co za szczescie, biegne zalatwiac slub".
          >


          A to ja od dawna podejrzewam ten tok myślenia u Pyzy, niezależnie od tego kiedy się połapała że jest w ciąży. Pewnie już w duchu welon mierzyła i wybierała kieckę, przekonana że Fryc, uszczęsliwiony nowiną o ciąży padnie zaraz na kolana i się oświadczy, pewnie już pokój dziecięcy meblowała w wyobraźni i kolor włosków dzidziusia rozwazała, a ten fubrawiec zaczął się jąkać o stypendiach i pułapkach biologicznych. CKNUK podły i bez serca.

          --
          Wiedźma
          To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
    • briar_rose Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 17.01.20, 13:55
      "Tak też myślałam"

      Oj, Mila nie pierwszy raz taki numer wykręca, żeby się pochwalić swoją wszechwiedzą... Łatwo powiedzieć po fakcie: „Wiedziałam!”, „Domyślałam się tego!”. A otoczenie podziwia. Kostucha jest w tym mistrzynią, w "Imieninach" oświadcza przecież, że ona ZAWSZE WIEDZIAŁA, że z Laurą będą kłopoty. I tak wiedziała, wiedziała, a nic nie powiedziała, bo po co starać się cokolwiek zrobić...
        • sayoasiel Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 20.01.20, 23:43
          piotr7777 napisał:

          > A ja myślę, że wtedy było tak - ciąża miała być stosunkowo świeża a po 1,5 roku
          > autorka zmieniła koncepcję (bo pasowało jej umieścić akcję w okresie późnowios
          > ennym) no i wyszło jak wyszło.

          Zgadzam się z Tobą, Piotrze. To jest wielce prawdopodobne. Zwyczajnie, brak redakcji.
            • piotr7777 Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 21.01.20, 19:17
              Mam wrażenie jednak, że to nie tyle kwestia braku redakcji, ile autorka dokonała świadomej zmiany koncepcji wątku.
              Najpierw Freyderyk miał być tym, który wykorzystał i porzucił a potem M.M. doszła do wniosku, że takie rozwiązanie obala wcześniejszy morał Imienin (czyli "nie powinnaś biegać za chłopakami, niech oni walczą o ciebie a ty się poddaj sile uczucia"). No więc wymyśliła nową koncepcję, że to nie Freyderyk Różę wykorzystał, ale ona jego i wtedy jego słowa o pułapce biologicznej są bardziej uzasadnione.
              No, bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że Freyryk w ogóle się nie broni, gdy Ignacy mówi : "nieślubna ciąża mojej wnuczki, której zaufania nadużyto". Przecież - w świetle tego, co wiemy później - argumenty na swoją obronę ma.
              • przymrozki Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 21.01.20, 22:24
                piotr7777 napisał:

                > No, bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że Freyryk w ogóle się nie broni, gdy Igna
                > cy mówi : "nieślubna ciąża mojej wnuczki, której zaufania nadużyto". Przecież -
                > w świetle tego, co wiemy później - argumenty na swoją obronę ma.

                Fryderyk w ogóle mało się broni, ale on był młodszy i był gościem, więc nie wypadało mu wpadać w takie tony, jakie powziął wobec niego Ignacy. Poza tym, Fryc przyszedł wtedy do Róży odbyć istotną rozmowę, a nie bawić się w słowne szermierki z jej dziadkiem. Nic dziwnego, że łatwo go było wyprowadzić z równowagi.

                Że już nie wspomnę o tym, że co najmniej dziwny jest zarzut "nadużycia zaufania" w kontekście ciąży powstałej z obustronnie dobrowolnego stosunku dwojga dorosłych ludzi zaręczonych ze sobą od pięciu lat. Fryderyk powiedział Pyzie "pocznij, a się oświadczę i nie pojadę do Ameryki", a potem na wieść o ciąży wykonał gest Kozakiewicza?
                • jontrew Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 22.01.20, 11:50
                  przymrozki napisała:

                  > Że już nie wspomnę o tym, że co najmniej dziwny jest zarzut "nadużycia zaufania
                  > " w kontekście ciąży powstałej z obustronnie dobrowolnego stosunku dwojga doros
                  > łych ludzi zaręczonych ze sobą od pięciu lat.

                  Prawda? To dopiero jest upupianie Róży! Biedne głupie cielę, uwiedzione i porzucone, bo przecież wiadomo, że ona uwieść by nikogo nie dała rady, a co dopiero porzucić. W dodatku sugeruje to, że w kilkuletnim związku dorosłych osób seks jest, czy ma być, czymś niezwykłym.
                  • bupu Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 23.01.20, 07:16
                    jontrew napisała:

                    > przymrozki napisała:
                    >
                    > > Że już nie wspomnę o tym, że co najmniej dziwny jest zarzut "nadużycia za
                    > ufania
                    > > " w kontekście ciąży powstałej z obustronnie dobrowolnego stosunku dwojga
                    > doros
                    > > łych ludzi zaręczonych ze sobą od pięciu lat.
                    >
                    > Prawda? To dopiero jest upupianie Róży! Biedne głupie cielę, uwiedzione i porzu
                    > cone, bo przecież wiadomo, że ona uwieść by nikogo nie dała rady, a co dopiero
                    > porzucić. W dodatku sugeruje to, że w kilkuletnim związku dorosłych osób seks j
                    > est, czy ma być, czymś niezwykłym.

                    No toż ja już dawno twierdzę że Autorce peleton odjechał w XIX stulecie, a to jest piękny dowód. Oczywistym jest że chucie może posiadać tylko mężczyzna, a nie cnotliwa panienka z dobrego domu, oczywistym jest zatem, że to RoboFryc wykorzystał i spsował Pyzunię, a nie ona jego. Oczywistym jest także, że spsowaną cześć Pyzy może naprawić jeno ślub i tylko roboCKNUK mógłby w tej sytuacji zacząć bełkotać o pułapkach biologicznych, zamiast się oświadczyć.


                    --
                    Wiedźma
                    To jest bez sensu! To jest kompletnie, konkretnie bez sensu!
                    • przymrozki Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 23.01.20, 10:04
                      bupu napisała:

                      > No toż ja już dawno twierdzę że Autorce peleton odjechał w XIX stulecie, a to j
                      > est piękny dowód. Oczywistym jest że chucie może posiadać tylko mężczyzna, a ni
                      > e cnotliwa panienka z dobrego domu, oczywistym jest zatem, że to RoboFryc wykor
                      > zystał i spsował Pyzunię, a nie ona jego.

                      W sumie wyszło na to, że to ona spsowała jego. Na szczęście nie przez nuworyszowskie chucie, ale starą, dobrą staropanieńską desperację.
                  • tt-tka Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 23.01.20, 11:05
                    jontrew napisała:


                    >
                    > Prawda? To dopiero jest upupianie Róży! Biedne głupie cielę, uwiedzione i porzu
                    > cone, bo przecież wiadomo, że ona uwieść by nikogo nie dała rady, a co dopiero
                    > porzucić.

                    Alez, alez. Sama Pyza mowi, co prawda Idzie, a nie Ygnacowi, ze to ona Fryca uwiodla, otwartym tekstem :)
                    Mowi rowniez (metnie pamietam, ale tak mniej wiecej), ze to ona moze myslec, ze go porzucila, a nie odwrotnie.



                    --
                    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
                    • jontrew Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 23.01.20, 12:59
                      tt-tka napisała:

                      > jontrew napisała:
                      >
                      >
                      > >
                      > > Prawda? To dopiero jest upupianie Róży! Biedne głupie cielę, uwiedzione i
                      > porzu
                      > > cone, bo przecież wiadomo, że ona uwieść by nikogo nie dała rady, a co do
                      > piero
                      > > porzucić.
                      >
                      > Alez, alez. Sama Pyza mowi, co prawda Idzie, a nie Ygnacowi, ze to ona Fryca uw
                      > iodla, otwartym tekstem :)
                      > Mowi rowniez (metnie pamietam, ale tak mniej wiecej), ze to ona moze myslec, ze
                      > go porzucila, a nie odwrotnie.
                      >
                      Takie tam przechwałki😋. A tak nawiasem mówiąc: dorosła (metrykalnie) babka opowiada, że "uwiodła" swojego równie dorosłego faceta, z którym jest podobno zaręczona od lat. Serio??!
                      • tt-tka Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 23.01.20, 13:19
                        Serio, serio. I nawet moge w to uwierzyc.

                        W co nie moge uwierzyc - w jej wiare, ze jak juz sie stanie, to on o niej w Stanach bedzie pamietac (w takiej intencji Roza zainicjowala zblizenie). A jeszcze bardziej w to, ze jak chlop po latach celibatu doznal spelnienia, to nie chcial tego powtorzyc w Poznaniu i nie zechce na obczyznie :)

                        --
                        Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
                        • przymrozki Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 23.01.20, 19:06
                          tt-tka napisała:

                          > W co nie moge uwierzyc - w jej wiare, ze jak juz sie stanie, to on o niej w Sta
                          > nach bedzie pamietac

                          To jest w ogóle ciekawy wątek. Róża była najwyraźniej wolna od przekonania, że musi pilnować wianka. Nie sądziła, że Fryderyk przestanie ją szanować, porzuci ją i poprowadzi do ołtarza jakąś cnotliwszą panienkę. Wręcz przeciwnie. Poczyniła założenie, że będzie dla Fryca atrakcyjniejsza i zwiększy swoją szansę na szczęśliwe zakończenie jako partnerka seksualna. Przy czym pod pojęciem szczęśliwego zakończenia rozumiała ślub najszybciej jak się da, dzieci i bycie żoną przy mężu. Pewnie nawet nie planowała kończyć studiów.

                          Bardzo dziwny zestaw poglądów, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że Róża była pod silnym wpływem rodziny i, o ile nam wiadomo, żadnych innych źródeł wartości w swoim życiu nie spotkała.


                          • kooreczka Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 23.01.20, 19:37
                            Rodzina jeszcze wtedy jakoś specjalnie bogobojna nie była i pewnie uznawali polską średnią- jak są w związku i zamierzają pobrać, to co zaszkodzi, że zanim ksiądz pobłogosławi?
                            Zachowanie Róży zaś pasuje mi do osoby wychowanej na romansach gdzie kontakt seksualny był "very big deal", przypieczętowaniem związku fajerwerkami po których nikt nie miał ich rozdzielić i której nikt nie powiedział, że w życiu to nie do końca tak działa.
                            • przymrozki Re: ani matce, ani ciotce, ani siostrze... 23.01.20, 22:01
                              kooreczka napisał:

                              > Rodzina jeszcze wtedy jakoś specjalnie bogobojna nie była i pewnie uznawali pol
                              > ską średnią- jak są w związku i zamierzają pobrać, to co zaszkodzi, że zanim ks
                              > iądz pobłogosławi?

                              No właśnie nie bardzo cokolwiek na to wskazuje.

                              Każdy kto poznaje planowany termin porodu dokonuje krępujących obliczeń wstecz - co Laurę mierzi, a co Róża znosi z godnością. Najwyraźniej młodych nikt nie podejrzewał o regularne schadzki, przyjmuje się, że musiało dojść do ekscesu w nadzwyczajnych okolicznościach. Ida automatycznie zakłada, że lunetowanie we wrześniu było pierwszym doświadczeniem seksualnym siostrzenicy - ktoś kogoś musiał podstępnie uwieść. Ignacy wygłasza wobec (bodajże) pani Schoppe tyradę, o tym jak prokreacyjna wiadomość skonsternowała rodzinę, ale ostatecznie zdecydowano się na wspaniałomyślność, z tym że tylko wobec Róży, bo na Fryderyka dobrych uczuć już brakło.

                              > Zachowanie Róży zaś pasuje mi do osoby wychowanej na romansach gdzie kontakt se
                              > ksualny był "very big deal", przypieczętowaniem związku fajerwerkami po których
                              > nikt nie miał ich rozdzielić i której nikt nie powiedział, że w życiu to nie d
                              > o końca tak działa.

                              Wydaje mi się, że w książkach z motywem romantycznym, zwłaszcza takich, jakie mogła czytać Róża (literatury innej niż wysoka wszak do domu nie wpuszczano), to nie seksualne fajerwerki pełniły funkcję pieczęci.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka