Dodaj do ulubionych

A ja tam wierzę Musierowicz.

23.02.18, 10:30
Z góry zaznaczam, że nie przepadam za większością książek MM, wręcz przeciwnie, nigdy mi się jakoś szczególnie nie podobały i wydawały się dosyć sztuczne. Ale książkę o Dorotce uważam za całkiem autentyczną. Dlaczego? Co prawda nie mieszkałam nigdy w stuosobowym Promnie, ale pochodzę z małego miasteczka na wschodzie Polski, gdzie jeszcze circa 4-5 lat temu, zanim wybudowano dwie galerie handlowe i otworzono parę dużych szmateksów, zaopatrzenie było "komunistyczne". Z tamtego miasta już dawno wyjechałam, ale sama będąc nastolatką (a było to nie tak dawno) nosiłam przykrótkie kiecki i buty po babci. Nie z biedy, ale właśnie dlatego, że nic nie było. I do tych butów i kiecki zakładałam korale, a jakże! Można się już w tamtych czasach było ubrać na allegro, ale nie było blogerek modowych i człowiek nie wiedział, jak dobrze wyglądać, działał po omacku. Podobnie jak Dorotka, miałam rodzinę za granicą, która nie wspierała mnie jakoś szczególnie. I też miałam wrażenie, że muszę "zasłużyć na miłość", wynagrodzić to że jestem na tym świecie, bo byłam tylko "zawalidrogą". Widzę w tej książce wiele błędów o których już tutaj pisaliście, m.in. dotyczących realiów życia wiejskiego, ale te, które wymieniłam na początku, wcale moim zdaniem błędami nie są.
Obserwuj wątek
    • jottka Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 23.02.18, 12:13
      małe miasteczko na wschodzie Polski a praktycznie przedmieścia Poznania to jest gigantyczna różnica na dzień dobry... do tego czy Twoja rodzina to była matka-pielęgniarka w Norwegii?:) chorobliwie skąpe babcie mogą się zdarzyć wszędzie, tu zgoda:)
      • wisniowy_sad Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 23.02.18, 14:29
        U mnie było coś jeszcze gorszego niż u Doroty, bo nawet kilka osób z mojej najbliższej rodziny przebywało za granicą. Był to ojciec i dwóch braci, a matka wtedy już nie żyła. Do tego nawet jak Dorotka do Poznania miała 20-30 min, to nie znaczy, że mogła/musiała tam często bywać - mogła zwyczajnie nie znać Poznania, gubić się w dużym mieście itp., a stare babcie niekoniecznie chciały z nią tam jeździć. Znajomych przecież nie miała. Jakiejkolwiek koleżanki, która mogłaby jej pomóc - brak. Nie mówię, że "Wnuczka do orzechów" jest jakimś arcydziełem, bo mimo wszystko jest tam wiele błędów, ale główny wątek wydaje się całkiem sensowny.
    • bupu Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 23.02.18, 15:04
      Sadzie, ale Derotka mieszka w Promnie, 20 minut pociągiem do samiućkiego centrum Poznania. Mogłaby się bez wielkiego wysiłku obkupić w tanią odzież po same uszy. A jej matka, jak z tekstu wynika, pieniądze z Norwegii przysyła. Tymczasem Dorocia jara się niczym choinka w grudniu parą tenisówek, które dostaje na urodziny.

      Ja wiem, że autoressa usiłowała stworzyć Gabę 2.0., która kolory ziemi ma w nosie, ale zamiast tego stworzyła nastolatkę potwornie zaniedbaną przez chorobliwie skąpe babunie, które zamiast dać małoletniej kasę na zakupy, ewentualnie wybrać się z nią, wolą patrzeć jak popyla w jednej kiecce i szpitalnych drewniakach, bo nic innego nie ma.
      • apersona Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 23.02.18, 18:09
        bupu napisała:

        > Sadzie, ale Derotka mieszka w Promnie, 20 minut pociągiem do samiućkiego centru
        > m Poznania. Mogłaby się bez wielkiego wysiłku obkupić w tanią odzież po same us
        > zy. A jej matka, jak z tekstu wynika, pieniądze z Norwegii przysyła. Tymczasem
        > Dorocia jara się niczym choinka w grudniu parą tenisówek, które dostaje na urod
        > ziny.

        Nie mieszka w samym Promnie tylko za Promnem kilka km? od głównej szosy w głąb lasu, bez samochodu, ciekawe jak się dostawała do szkoły?
        • bupu Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 23.02.18, 19:24
          apersona napisała:


          > Nie mieszka w samym Promnie tylko za Promnem kilka km? od głównej szosy w głąb
          > lasu, bez samochodu, ciekawe jak się dostawała do szkoły?


          Z Promna-Stacja do Promna właściwego jest coś ponad 4 km. Dla młodej, zdrowej dziewuchy dystans do zrobienia na piechotę bez wysiłku.

          Jeśli chodzi o szkołę, to sierotka Dorotka chodzi do liceum w Swarzędzu, chociaż ma pod nosem stosowną placówkę oświatową w Pobiedziskach-Letnisku, nieco ponad 3 km od Promna. Mogłaby spokojnie w porze cieplejszej dojeżdżać rowerem albo wręcz chodzić na piechotę (ja latałam do szkoły pieszo i rowerowo na podobnym dystansie w późnych latach podstawówkowych). Zimą, jak sądzę, Chrobot łaskawy wspomógłby samochodem.

          Ale dojeżdżanie do pobliskich Pobiedzisk nie byłby dostatecznym umartwieniem dla Gabona 2.0, więc dziewczę wybrało Swarzędz. I dojeżdża do niego metodą "prawa ręka pod lewym kolanem, za potylicą i już lewe ucho". Mianowicie najpierw tyrpie się siedem kilometrów do Kostrzyna motorynką, albo Chrobotem. Jeśli jedzie motorynką zostawia ją w tym Kostrzynie pod kościołem i maszeruje prawie kilometr na przystanek PKS, albo na Poznańskiej, albo na Wrzesińskiej, nie wiem który bliżej. Autobus wybiera pewnie też dla umartwienia, bo taniej i szybciej by z Kostrzyna dojechała pociągiem (oraz podziwiam naiwną wiarę, że spod kościoła kochani rodacy motorynki nie buchną). Oraz nie wiem czy nie byłoby szybciej, gdyby pojechała pociągiem z Promna Stacja, wysiadła w Kobylnicy i pomaszerowała te trzy kilometry do liceum w Swarzędzu piechotą.

          Generalnie ten Swarzędz jest martyrologiczny i bez sensu.
        • tt-tka Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 24.02.18, 10:04
          apersona napisała:


          > Nie mieszka w samym Promnie tylko za Promnem kilka km? od głównej szosy w głąb
          > lasu

          Ale do szkolki chodzi/jezdzi do Swarzedza, ciut wiekszego niz lesne Promno zapadle w puszczy podpoznanskiej :) W Swarzedzu tez nic nie mozna dostac z przyodziewku ? A w nieodleglych Pobiedziskach tez nie ? A w Kostrzyniu, w ktorym Derotka jest piec razy w tygodniu ? No nie da sie uwierzyc
          • tt-tka Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 24.02.18, 10:09
            Nawiasem mowiac nie pamietam opisow ubioru babc. Ale razaco nedznie, mam wrazenie, nie byly przyodziane. Ani w drewniakach po obejsciu nie tuptaly, ani z wizyta na probostwo czy do lesnictwa nie wybieraly sie w jednej przykusej sukienczynie. Siakos watpie, czy byly to ich zapasy odziezowe z lat gierkowskiego dobrobytu :)
          • tt-tka Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 24.02.18, 10:14
            tt-tka napisała:

            > A w nieodleglych Pobiedziskach tez nie ?

            O, w Pobiedziskach babcia Jedwabinska Orelke obkupila od stop do glow, wszystko na miejscu i wszystko nowki, nawet nie second hand. Sporo lat przed WdO to bylo.
              • zuzudanslemetro Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 25.02.18, 12:44
                Mogło być też tak, że w wypadku Deroci to był taki fason po prostu. Lubiła się stylizować na ubogą sierotkę. Kiedyś w epoce mody grunge jeden pan z dalszej mojej rodziny szedł wraz ze swoim synem. Małym. Obaj byli bardzo modnie ubrani, w stylu grunge. No i nagle jakaś kobitka do nich podeszła dać im adres do punktu ops, gdzie będą mogli sobie wziąć ubrania. Tak że ten...
                A z drugiej strony znam dwie wsie dosyć dobrze i w obu ludzie niekoniecznie z powodu biedy na co dzień chodzą ubrani nędznie i w życiu byśmy nie powiedzieli, że orientują się zarówno w modzie, jak i mają kaskę na tę modę. Po prostu uznają, że do roboty w obejściu wystarczy sweter po babce, byle jakie spodnie i byle jakie buty. Ja bym po obejściu biegała w ogrodniczkach i martensach, ale bardzo możliwe, że realia szybko by zweryfikowały moją elegancję.
                • tt-tka Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 25.02.18, 13:34
                  zuzudanslemetro napisała:

                  > Mogło być też tak, że w wypadku Deroci to był taki fason po prostu. Lubiła się
                  > stylizować na ubogą sierotkę.

                  Nie miala wyboru. W szafie bylo tylko to, co bylo.


                  > A z drugiej strony znam dwie wsie dosyć dobrze i w obu ludzie niekoniecznie z p
                  > owodu biedy na co dzień chodzą ubrani nędznie i w życiu byśmy nie powiedzieli,
                  > że orientują się zarówno w modzie, jak i mają kaskę na tę modę. Po prostu uznaj
                  > ą, że do roboty w obejściu wystarczy sweter po babce, byle jakie spodnie i byle
                  > jakie buty.

                  Gdybyz to bylo do roboty w obejsciu tylko ! Derocia w tych samych lachach grzebie w kurniku (wonie malo aromatyczne), a nastepnie jedzie do sklepu. Do kosciola. Miedzy ludzi ogolnie rzecz biorac. Mowa wyraznie o jedynych portkach i jedynej sukience.
                  • zuzudanslemetro Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 25.02.18, 13:46
                    Mam na myśli fason w sensie, że ona specjalnie nie kupuje sobie nic i ma tylko tę kieckę i dżinsy. Nastolatki mają różne pomysły. Ja jako nastolatka też miałam szalone pomysły i niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie poszukiwał swojej tożsamości w ten sposób. Ja nawet uważam, że stylówa Gaby z KK jest w większej części podyktowana fasonem "być ponad to" niż rodzinnymi niedoborami. Raptem rok później Ida zaczęła się ubierać i matka jej w tym pomagała. Gdyby Gaba chciała też mogłaby wyglądać jak człowiek a nie jak magazynier.
                  • panna.ze.dworku Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 26.02.18, 10:45
                    O! Dokładnie! Znam w miarę co najmniej kilka gospodarstw wiejskich, i owszem, łachy do pracy w chlewiku czy oborze mogą być byle jakie i nawet fufajka po dziadku się nadaje. Takoż i gumiaki. I gdyby Dorocia popylała w tej przykusej sukienczynie do kurnika czy tam do pielenia ogródka - to ok, w pełni kupuję. Ale WSZYSCY znani mi osobnicy mieszkający na wsi i posiadający/pomagający rodzicom w gospodarstwie - po powrocie z obory, pracy w polu, sadzie czy innych czynności gospodarskich - biorą prysznic (lub kąpiel) i zmieniają przyodziewę z roboczej na schludną, domową. Ba, w wielu domach panuje dodatkowy podział na odzież codzienną - czyli taką, w której się je posiłek, ogląda tv, idzie/jedzie do sklepu itp, i odzież odświętną - czyli taką, w którą się przyobleka na mszę niedzielną, Wiliję, na imprezę urodzinowa koleżanki czy wizytę u cioci. I nie wierzę, że Dorotka, mając lat naście i mieszkając 20 minut kolejką od Poznania NIE MOŻE i nie chce mieć innego ciucha niż ta jedna kiecuszka i jedna para dżinsów.
                    Mogła nie przywiązywać wagi do "kolorów ziemi" i wówczas nie mieć obowiązujących w danym sezonie szmatek. Ale miałaby INNE ciuchy, może nie modne, może nie "odpowiednie", ale by je miała. Io ile mogę uwierzyć, że Dorotka nagle odkryła że jej "jedyna odświętna" kiecka jest za kusa - nie lubi sukienek, nie chadza, to i nie zauważyła wcześniej niedopasowania ciucha - o tyle oprócz tej jednej sukienusi i jednych spodni nie ma nic kompletnie w szafie? Nie wiarygodne!
                    A z ciekawości: nie czytałam zbyt uważnie, ale zdaje mi się, że kusość sukienki odkryto, gdy babunie się uparły, że do kościoła tylko w sukience bo tak wypada? To co, tydzień wcześniej Dorotka w kościele nie była, czy też sukienka się raptem obkurczyła od wiszenia w szafie?
                    Moim zdaniem to dowód na to, że początkowo Dorocia miała być letniczką - wnusią, która babcie odwiedziła w ramach wakacji. I to by miało sens - bo po co na wyraj wiejski wlec szafę ciuchów? Jedne portki, jedna kiecka, sweter na wszelki wypadek, kilka koszulek, bielizna i dosyć. Zwłaszcza, jeśli wieś podmiejska i w razie czego bez zbytniej fatygi panna (albo któraś z babć) może podskoczyć do jej rodzinnego domu po zmianę ciuchów... Tylko potem MM się koncepcja zmieniła i przeniosła Dorocię na stałe na wieś, a realia jej zostały...
                    • ciotka_scholastyka Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 26.02.18, 11:31
                      panna.ze.dworku napisała:

                      > Ba, w wielu domach panuje dodatkowy podział na odzież codzi
                      > enną - czyli taką, w której się je posiłek, ogląda tv, idzie/jedzie do sklepu i
                      > tp, i odzież odświętną - czyli taką, w którą się przyobleka na mszę niedzielną,
                      > Wiliję, na imprezę urodzinowa koleżanki czy wizytę u cioci.

                      O właśnie! Ba, u mnie w domu są trzy rodzaje odzieży: wyjściowa w sensie do szkoły, do sklepu itd., wyjściowa imprezowa oraz domowa - po przyjściu do domu przebieramy się w luźniejsze, wygodniejsze domowe ciuchy. A gdybyśmy mieszkali na wsi, doszedłby rodzaj czwarty - do pracy w gospodarstwie.
                      Przy czym tu jeszcze można zauważyć, że pielenie ogródka niekoniecznie wymaga tych samych ciuchów co obrządek w oborze albo w kurniku - o ile pracując w oborze nie czujesz woni odzienia, bo jest taka sama, co woń obory, o tyle podczas pielenia ogródka woń oborowa może odrobinę irytować, zwłaszcza gdy zmiesza się z wonią fiołków.
                      • guineapigs Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 26.02.18, 17:42
                        No i godzi sie dodac, iz do obory/kurnika zalozysz gumowce i cos na leb, zeby uchronic nogi i wlosy przed go...nem, zas do ogrodka nie musisz sie tak zbroic.
                        Miala Dorotka chociaz pare gumowcow? Ksiazki nie czytalam, znam tylko z wypowiedzi.
                        • bupu Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 26.02.18, 18:33
                          guineapigs napisała:

                          > No i godzi sie dodac, iz do obory/kurnika zalozysz gumowce i cos na leb, zeby u
                          > chronic nogi i wlosy przed go...nem, zas do ogrodka nie musisz sie tak zbroic.
                          > Miala Dorotka chociaz pare gumowcow? Ksiazki nie czytalam, znam tylko z wypowie
                          > dzi.

                          Gumowce się nie pojawiły, strój oborowy też nie. W sumie jeśli Derotka latała między ludźmi w tym samym stroju i obuwiu co, dajmy na to, do wywalania gnoju ze stajni, to przestaje mnie dziwić, że dziewczę cierpi na niedobór przyjaciół i znajomych.
    • ciotka_scholastyka Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 23.02.18, 15:49
      wisniowy_sad napisała:

      > sama będąc nastolatką (a było to nie tak
      > dawno) nosiłam przykrótkie kiecki i buty po babci. Nie z biedy, ale właśnie dl
      > atego, że nic nie było.

      Wybacz, ale absolutnie w to nie wierzę. Przefajnowałaś z tym gorliwym opisem. "Nic nie było" to trzydzieści lat temu (powiedzmy). Jeśli twoja sytuacja to nie była bieda - jak najbardziej miałaś możliwości, żeby ubrać się w normalne ciuchy i normalne obuwie, mimo braku galerii czy sklepów w twojej miejscowości. I do tego żadne "modowe blogerki" nie były potrzebne. T-shirty, dżinsy i sandały/trampki nie wymagają wielkich zachodów, a są o niebo lepsze niż przykrótkie sukienki i buty po babci. Tak że jeszcze raz - absolutnie nie wierzę w to, co napisałaś. Mogły istnieć przyczyny, dla których ubierałaś się tak a nie inaczej, nie wnikam w to, ale z całą pewnością nie dlatego, że "nic nie było".

      (A poza tym autorka wmawia nam, że Dorciny outfit to z biedy właśnie.)
      • guineapigs Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 23.02.18, 19:19
        I mie tez to wydaje sie nieprawdopodobne, zeby kilka lat temu na wsi - nawet najbardziej zapadlej - ludzie nie mieli dostepu do ubran, jesli problemem nie byla kasa a w zasadzie jej brak. Juz nawet nie mowie o zakupach przez internet, bo nie kazdy lubi (ja nie lubie), ale sklepow bylo juz wtedy jak grzybow po deszczu i nie trzeba bylo jezdzic do miasta wojewodzkiego, by kupic wszystko - wystarczylo do najblizszego miasteczka. Moze nie bylo tam spektakularnych galerii handlowych, ale sklepy z ubraniami, butami, takze tzw. tanie odzieze to byly na pewno. Moze sukni slubnej by sie nie kupilo, ale koszulki, tenisowki, pantofle, spodnie i sukienki - to z pewnoscia.
        Zrobie typowy dla siebie wtret z 'Daleko od szosy' - akcja dzieje sie daaawno temu, a Bronka ma caly arsenal sukienek, torebek itp.
        Moze mialo byc tak, jak napisala Bupu - ze Dorotka po prostu miala nie dbac o to, co nosi na grzbiecie, jak Gaba w Poznaniu ad 1977. Ale... Gaba nie dbala, bo nie bylo kasy i to zostalo wyjasnione w KK. Joanna dbala - i miala ladne ubrania.
        Nawet Aniela w Klamczusze szykuje sie na odwiedziny u Wujostwa tak, zeby wygladala na 'bidna sirote' - by wzbudzic ich litosc, ze nie ma nic porzadnego. Czyli jakies ciuchy miala, prawdopodobnie zupelnie przyzwoite, ale celowo robi z siebie 'dziadowke'.
        Moze tajemnice rozwiazalaby jakas informacja, skad Wisniowy Sad tak mniej wiecej pochodzi - nie pisze o dokladnym adresie, ale o przyblizonej lokalizacji. Moze tam rzeczywiscie z jakichs powodow czas stanal w miejscu i ludzie ciagle, w pierwszym dziesiecioleciu wieku dwudziestego pierwszego, ekscytuja sie para trampek?
        Ja osobiscie pochodze z Polski Zet, i to jeszcze z przysiolku zagubionego gdzies w ostepach dawnej Puszczy Karpackiej - i absolutnie nie kojarze czasow, kiedy trudnoscia niemozebna bylo kupic sukienke czy bluzke. Moze kiedys, za czasow praprababc, to moze tak, ale w czasach gdy jestesmy w UE? I w zasadzie kazdy ma auto?
        • soova Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 23.02.18, 19:27
          <Moze tam rzeczywiscie z jakichs powodow czas stanal w miejscu i ludzie ciagle, w pierwszym dziesiecioleciu wieku dwudziestego pierwszego, ekscytuja sie para trampek?>

          Naprawdę w pierwszym dziesięcioleciu XXI w. nikt się nie ekscytował u nas parą trampek. Wielkie galerie handlowe dopiero startowały, ale sklepy były pełne towarów.

          <absolutnie nie kojarze czasow, kiedy trudnoscia niemozebna bylo kupic sukienke czy bluzke. Moze kiedys, za czasow praprababc, to moze tak, ale w czasach gdy jestesmy w UE?>

          Lata 80. to jeszcze nie czasy prababć. A wtedy była smutna Polska post-stanowojenna w kryzysie gospodarczym i takie trudności były na bieżąco. Też miałam wtedy jedne dżinsy jak Gaba, i chyba jedną białą bluzkę (tzn. miałam też inne ciuchy, ale mało, nie miałam więcej dżinsów niż 1 para, dżinsy "Mawin", o których pisze np. Grzegorzewska w "Gugułach" były naprawdę przedmiotem pożądania).
            • guineapigs Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 24.02.18, 18:07
              Pojecia nie mam, czymze owe 'Guguly' sa. Suponuje, iz to cos z literatury: powiesc, powiastka, nowelka?
              Skoro Potworia uwielbia, to chyba warto poswiecic czas i piniundze na zapoznanie sie z trscia i mysla przewodnia?
              A co do: OT, ale sie powstrzymac nie moglam - to pani kochana, 1/3 wypowiedzi na tym kochanym forum sie opiera na OT-ach i sa jak najbardziej mile widziane i komentowane, nie ma co sie kajac a zapodawac, bo to rozszerza nasze horyzonty.
              Czekam na moment, kiedy zaczniemy rozwiazywac zadania Dmuchawca i w nich wylapywac kiksy. Na przyklad to o tym jakims patyku gdzies tam zanurzonym, czy to bylo w BBB?
              • potworia Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 24.02.18, 18:47
                Guguły to kilkanaście małych opowiadanek z życia lokalnej społeczności wsi Hektary w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, pisanych z perspektywy kilku i kilkunastoletniej Wiolki. Socjologicznie przenikliwe, bez sentymentalizmu i egzotyzacji, ale z szacunkiem i taką dziecięco- młodzieńczą intensywnością przeżycia. Piękny, zmysłowy język, gorzka słodycz i słodka gorycz dorastania jednych i przemijania drugich - ludzi, światów, pór roku i życia.
                Książeczka nieduża, zachwyt wielki. Autorka też jest zresztą emigrantką, jak i Ty, Guin. W Polsce doceniona głębiej dopiero po zagranicznych sukcesach (nominacja do Bookera, zdaję się, czyli nie w kij dmuchał).
                Ale o patyku to nie dzwoni mi nawet:-(
                • marutax Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 24.02.18, 19:00
                  potworia napisał(a):

                  > Ale o patyku to nie dzwoni mi nawet:-(

                  O pręcie ;-)

                  "Drewniany pręt jest zawieszony jednym końcem na nici, drugi koniec natomiast pływa w wodzie. Jaka część pręta o gęstości, p _ 0,84 g/cm3 zanurzona jest w wodzie? Załóż, że pręt jest bardzo cienki."

                  Zapewne komuś coś to mówi...
                  • guineapigs Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 24.02.18, 19:25
                    Co to znaczy: bardzo cienki? Jak zapalka czy jak jej pol?
                    Bo w sumie zadanie jest logiczne ale musimy wiedziec cos o tym precie, cos wiecej niz to, ze jest bardzo cienki. Moze przynajmniej jego dlugosc, to byc moze pozwoliloby nam rozstrzygac o jego mozliwym zanurzeniu.
                    Ale ja dalej nie komentuje, dla mnie juz sam fakt, ze przedmioty spadaja z Krzywej Wiezy w takim samym czasie, niezaleznie od tego, ile waza - to juz cos dziwacznego, ale tak jest...
                    Newton w spodnicy to ja na pewno nie jestem. Za bzdury zawarte w tym poscie przepraszam.
                    • marutax Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 24.02.18, 19:45
                      guineapigs napisała:

                      > Co to znaczy: bardzo cienki? Jak zapalka czy jak jej pol?
                      > Bo w sumie zadanie jest logiczne ale musimy wiedziec cos o tym precie, cos wiec
                      > ej niz to, ze jest bardzo cienki. Moze przynajmniej jego dlugosc, to byc moze p
                      > ozwoliloby nam rozstrzygac o jego mozliwym zanurzeniu.

                      Dla mnie jest średnio logiczne... Tzn. na logikę odpowiedziałabym, że gęstość nie jest najważniejsza, liczy się długość pręta i to, na jakiej wysokości jest zawieszony. Ale przypuszczam, że w zadaniu chodzi raczej o pręt "leżący" poziomo na powierzchni wody i częściowo zanurzony - tylko po co wtedy ta nitka?

                      • pani.owiec Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 24.02.18, 20:20
                        Nitka jest po to żeby pręt trzymał się pionowo. Prawdopodobnie jest tak długa, że umożliwiłaby zanurzenie pręta w całości, ale on się tak nie zanurzy, bo go woda wyprze. Trzeba policzyć wyporność i będzie wiadomo jaka część pręta jest pod wodą a jaka nad wodą.
                        Co nie znaczy, że umiem policzyć.
                        • gat45 Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 24.02.18, 20:33
                          Czyli : zanurzenie pręta zależy od długości nitki oraz od usytuowania punktu jej zaczepienia po drugiej stronie :)
                          Odpowiednio krótka i przytwierdzona wysoko nad wodą nitka zapewnia zerowe zanurzenie.
                          Głupota do potężnej potęgi.
                        • marutax Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 24.02.18, 20:36
                          pani.owiec napisał(a):

                          > Nitka jest po to żeby pręt trzymał się pionowo. Prawdopodobnie jest tak długa,
                          > że umożliwiłaby zanurzenie pręta w całości, ale on się tak nie zanurzy, bo go w
                          > oda wyprze.

                          Skoro nitka jest tak długa, że umożliwia zanurzenie pręta w całości (tzn. sięga do powierzchni) to jak woda go wyprze to pręt nie będzie stał pionowo, tylko się położy na powierzchni. A jak będzie leżał, to nitka mu niepotrzebna... To już lepiej włożyć go do długiej, wąskiej rury z wodą, żeby trzymał pion.
                          Pewnie jest w tym jakiś sens, ale nie potrafię sobie tego zwizualizować. Może znajdę jutro jakiś kij i poeksperymentuję ;-)
                          • ciotka_scholastyka Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 26.02.18, 09:47
                            marutax napisała:


                            > Skoro nitka jest tak długa, że umożliwia zanurzenie pręta w całości (tzn. sięga
                            > do powierzchni) to jak woda go wyprze to pręt nie będzie stał pionowo, tylko s
                            > ię położy na powierzchni. A jak będzie leżał, to nitka mu niepotrzebna...

                            On jest pod kątem, ten pręt. Nie stoi pionowo, nie leży na powierzchni całkiem, zwisa z nitki i utrzymuje się pod kątem do powierzchni, dzięki odpowiedniej długości nitki i wyporowi wody takiemu, że właśnie nie zanurza się pionowo i nie leży na powierzchni całkiem.
                            Nigdy nie miałam problemu z wyobrażeniem sobie tego, w podręcznikach do fizyki są takie rysunki :)
                            • guineapigs Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 26.02.18, 10:04
                              Podrecznikom Do Fizyki przestalam ufac od momentu, gdy Trase zaczeli utozsamiac z Przesunieciem i Droga. To bylo chyba na poczatku edukacji fizycznej, w szostej badz siodmej klasie. Do dzis zachowalam podrecznik (jest gdzies w piwnicy...). Jak tam upraszczaja wszystko - to az zal pisac a juz na pewno wykopywac podreczniki.

                              Zeby sie usprawiedliwic to tylko podam, ze wszelkie 'pociagi z A do Z', nawet przyspieszone, rozwiazywalam dobrze i z matmy bylam doskonala. Piatka na maturze - mowi wam to cos? Geometria przestrzenna oraz prawdopodobienstwo to bylo dla mie male piwko przed sniadaniem.

                              No i patrzcie, jak czlowiek moze zdziadziec - dzis nawet nie wiem o co chodzi z pretem zanurzonym w cieczy,na nitce...


                              BTW, poda w koncu ktos to rozwiaznie? Bo ja juz nawet nie wiem, jak sobie ten - hmmm hmmm - zanurzony pret wyobrazic i przychodza mie do lba najbardziej brzydkie wizje...
                    • a_weasley Co Pieróg chciał przez to powiedzieć 24.02.18, 22:33
                      Guineapigs napisała:

                      > Co to znaczy: bardzo cienki?

                      To znaczy, że jego grubość jest bardzo mała w stosunku do długości.
                      Na tyle mała, że nie ma znaczenia, pod jakim kątem się zanurzy. Zwykłe zastrzeżenie w tym dialekcie, zjawisko z tego samego gatunku co masa skupiona w punkcie zawieszona na nierozciągliwej i nieważkiej nici (czyli wahadło matematyczne) i inne doskonale czerwone kapturki.

                      > Bo w sumie zadanie jest logiczne ale musimy wiedziec cos o tym precie, cos wiec
                      > ej niz to, ze jest bardzo cienki.

                      Wiemy dokładnie tyle, ile trzeba, żeby mając opanowaną fizykę na poziomie ósmej klasy to zadanie rozwiązać w pamięci w czasie liczonym w sekundach.

                      >Moze przynajmniej jego dlugosc, to byc moze pozwoliloby nam
                      > rozstrzygac o jego mozliwym zanurzeniu.

                      Ale pytanie nie było o zanurzenie w liczbach bezwzględnych, tylko o to, jaka część pręta się zanurzy.

                      > Ale ja dalej nie komentuje, dla mnie juz sam fakt, ze przedmioty spadaja z Krzy
                      > wej Wiezy w takim samym czasie, niezaleznie od tego, ile waza - to juz cos dziw
                      > acznego, ale tak jest...

                      Nie jest i nikt nie twierdzi, że jest. Byłoby, gdyby Krzywa Wieża stała na Księżycu.
                      • ciotka_scholastyka Re: Co Pieróg chciał przez to powiedzieć 26.02.18, 09:49
                        a_weasley napisał:

                        > Wiemy dokładnie tyle, ile trzeba, żeby mając opanowaną fizykę na poziomie ósmej
                        > klasy to zadanie rozwiązać w pamięci w czasie liczonym w sekundach.

                        Och-och-och, jaki tonik wyższości! Lepiej ci z tym?
                        To teraz będzie ci jeszcze lepiej: w życiu nie rozwiązałabym tego zadania, mimo że miałam fizykę także w liceum i przez rok studiów. No to teraz tarzaj się w samouwielbieniu, supermanie.
        • bupu Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 23.02.18, 19:33
          guineapigs napisała:

          > I mie tez to wydaje sie nieprawdopodobne, zeby kilka lat temu na wsi - nawet na
          > jbardziej zapadlej - ludzie nie mieli dostepu do ubran, jesli problemem nie byl
          > a kasa a w zasadzie jej brak. Juz nawet nie mowie o zakupach przez internet, bo
          > nie kazdy lubi (ja nie lubie), ale sklepow bylo juz wtedy jak grzybow po deszc
          > zu i nie trzeba bylo jezdzic do miasta wojewodzkiego, by kupic wszystko - wysta
          > rczylo do najblizszego miasteczka. Moze nie bylo tam spektakularnych galerii ha
          > ndlowych, ale sklepy z ubraniami, butami, takze tzw. tanie odzieze to byly na p
          > ewno. Moze sukni slubnej by sie nie kupilo, ale koszulki, tenisowki, pantofle,
          > spodnie i sukienki - to z pewnoscia.

          W moim miasteczku trzydzieści tysia ludzi pierwszy szmateks otwarli w połowie lat 90. A zwyczajne sklepy, owszem, były od zawsze.
          • ciotka_scholastyka Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 23.02.18, 20:05
            bupu napisała:

            > W moim miasteczku trzydzieści tysia ludzi pierwszy szmateks otwarli w połowie l
            > at 90. A zwyczajne sklepy, owszem, były od zawsze.

            No więc to samo chciałam napisać, od lat 90-tych, kiedy "prywatna inicjatywa" wybuchła jak szalona na każdym możliwym polu, taka posucha? Zero lumpeksów, zero targowiska typu Stadion (z zachowaniem proporcji)? W czasach, kiedy na ciuchach robiło się niezłą kasę, a starczyło wybrać się do Niemiec po dostawę szmatek?... Zwłaszcza, że to nie mogła być jakaś nędzna wiocha zabita bardzo grubymi dechami - skoro teraz są tam dwie "galerie"; nawet jeśli są to parterowe duże blaszane powierzchnie z dużą ilością rozmaitych stoisk, to musi to być jakieś małe miasteczko. I z tego miasteczka po buty i wszelki przyodziewek przez plus minus 20 lat trzeba było jechać 70 km do większego miasta? Żarty.
    • bupu Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 23.02.18, 16:29
      ciotka_scholastyka napisała:

      > miodowocytrynowa napisała:
      >
      > > Aha, wisniowy_sad nick świezo założony przez dwoma dniami, zero postów i
      > wątek
      > > wręcz prowokacyjny.
      >
      > No, i ta bieda jak z Nędzników, o przepraszam, jak z Wnuczki...

      O święta makrelo, to znowu to nieszczęsne stworzenie? A się dałam złapać...
    • wisniowy_sad Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 23.02.18, 16:33
      Nie wiem o jakim trollu mówicie. Mój nick istnieje ładnych parę lat, ale najczęściej piszę na ematce. Ciociu Scholastyko, wcale nie "przefajnowałam" - w moim rodzinnym mieście istniało kilka butików dla starszych pań założonych przez cwaniaczków na początku lat 90-tych, które wraz z pojawieniem się galerii zaczęły padać jeden po drugim. Po buty jeździło się do (oddalonego o 70 km w jedną) dużego miasta, bo nie było nawet durnego CCC. Dżinsy natomiast były, ale nawet te byle jakie (wcale nie markowe) kosztowały parę stów, a dodatkowo na mój tyłek (wtedy mocno plus size, bo byłam zwyczajnie przekarmiana przez babcię) nie było rozmiarów. Były za to przykrótkie spódniczki mini, kupowane "na szmatach" za psie pieniądze i cieszyłam się nawet z tego, choć rówieśnicy gardzili mną i moim stylem.
      • rosa_huberman Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 23.02.18, 16:43
        Długo by tłumaczyć. Pewna osoba, napsuła wszystkim krwi. Pojawiała się pod różnymi nickami. Zakładała dziesiątki tematów niby-to- o Jeżycjadzie. Świrowała szczególnie na punkcie Laury. Miała też odbicia na tle seksualnym To wyjaśnienie, dlaczego zostałaś podejrzliwie przyjęta, Sadzie...
      • ciotka_scholastyka Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 23.02.18, 17:44
        wisniowy_sad napisała:

        > w moim
        > rodzinnym mieście istniało kilka butików dla starszych pań założonych przez cwa
        > niaczków na początku lat 90-tych, które wraz z pojawieniem się galerii zaczęły
        > padać jeden po drugim.

        Czyli kiedy? Przez plus minus ostatnie 20 lat w twoim mieście były tylko "butiki dla starszych pań" i nic, kompletnie nic poza tym? A ludność okoliczna przez ten czas chodziła w workach sizalowych?

        > Po buty jeździło się do (oddalonego o 70 km w jedną) duż
        > ego miasta, bo nie było nawet durnego CCC. Dżinsy natomiast były, ale nawet te
        > byle jakie (wcale nie markowe) kosztowały parę stów, a dodatkowo na mój tyłek (
        > wtedy mocno plus size, bo byłam zwyczajnie przekarmiana przez babcię) nie było
        > rozmiarów. Były za to przykrótkie spódniczki mini, kupowane "na szmatach" za ps
        > ie pieniądze

        I na "twój tyłek" minispódniczki już były, a dżinsów niet. Jasne. Nawet na allegro nie było. Co tam dżinsy, żadnych spodni! "Na szmatach" ?! Niczego?
        CCC nie było, dobra, ale poza tym najmarniejszego "obuwniczego" też nie?

        Ja nie twierdzę, że jesteś trollem, tylko że wymyślasz sobie te straszne tekstylne okoliczności, w których przyszło ci wzrastać. Po co - bóg raczy wiedzieć.
    • rosa_huberman Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 23.02.18, 16:36
      Obiecywałam nie wypowiadać się w niejasnych sytuacjach. Nie zaczynajmy po raz kolejny snuć torii spiskowych. W końcu popadniemy w paranoję podejrzewając każdego nowego użytkownika o bycie TROLLEM. Zresztą dziwnym trafem jakoś zawsze pojawia się kilka wpisów i tym samym tworzycie dobre warunki. Czy warto, pytam?
      • wisniowy_sad Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 24.02.18, 08:28
        4-5 lat temu listonosz dochodził, ale było w sumie tylko allegro (i kiedyś szafa.pl), gdzie można było kupować, a nie bardzo można było zwracać, jak coś nie pasuje. Durny H&M online otworzył się (dopiero!) w 2015 roku, Reserved chyba w drugiej połowie owego "magicznego" 2013. Nie mówię, że w moim rodzinnym miasteczku butów i ciuchów nie było wcale, ale wszystko było jak po babci, albo po mamie, w cenach z kosmosu. Minispódniczki dało się jakoś na tyłek włożyć, bo były na gumce, dlatego namiętnie je kupowałam. Aha, przypomniało mi się - miałam też spodnie. W kancik :D Właściwie sama nie wiem, skąd. Coś kojarzę też bordowe dresy, które kupiłam w supermarkecie.
        • guineapigs Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 24.02.18, 10:19
          wisniowy







          Wisniowy _sad przypomniala sobie:
          'Aha, przypomniało mi się - miałam też spodnie. W kancik :D Właściwie sama nie wiem, skąd.'

          Alez czarne spodnie w kancik to typowy ciuch w szafie kobiecej, sa bardzo popularne od lat!
          O, tu dowod: kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,152881,20808155,czarne-spodnie-w-kant-na-trzy-sposoby-ciekawe-stylizacje.html

          Ja natomiast mialam taka ciekawa przygode: otoz kilka lat temu chcialam kupic tzw. mala czarna, bo gdzies szlam a ja nie mam jakiegos rozwinietego zmyslu odziezowego i pozostaje przy sprawdzonych receptach.
          I bylam w miescie Jasle, poszlam do tzw. galerii, i nie bylo. Byly rozne sukienki, szare, czerwone, z bufkami, falbankami, asymetryczne, zatem wymagajace jakiegos wyrobienia stylizacyjnego - a prostej malej czarnej nie bylo.
          Poszlam do innego centrum, mniej wysofistykowanego, tzn. nie rozne Moschino czy Reservedy, ale 'made in China' bez 'metki'. I tam kupilam fajna sukienke, prosta, czarna, o dlugosci mini, bez rekawow, dopasowana - o taka mie chodzilo. Jedyna wada to material - cos strasznie sztucznego. Za to cena banalna - chyba 50 zl, jak nie 45. Ale tez nie bylo tego jak naplute, a jeden fason na cale centrum.
          Zaznacze, ze Jaslo to niby male miasto, ale sklepow tak ze lomatko, chyba rozmnazaja sie przez paczkowanie.

          Zatem jak wierszu: pelno ich, a jakoby zadnego nie bylo, gdy chcesz kupic klasyczny evergreen.




          • tt-tka Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 24.02.18, 15:33
            No ale zalozmy, ze drozsze niz Dorote byloby stac, wzglednie babcie nie zamierzaly przeplacac. Bonprix to dla elegantek :)

            Natomiast dokladnie w 2012 roku w malenkim Lidzbarku Welskim (mniejszym niz Pobiedziska i Kostrzyn, i Swarzedz) w jednym z trzech sklepow obuwniczych przy ryneczku (dalej nie szukalam) kupilam od reki polbuty, bo moje sie rozlecialy. Za 14 (czternascie) PLN. I nie byla to tandeta na dwa tygodnie, dwa lata w nich chodzilam, a butow nie oszczedzam. Sklepy odziezowe tez przy rynku byly i ceny rozne, w tym bardzo przystepne.
            • pani.owiec Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 24.02.18, 15:41
              Nie wiem jak teraz, bo nie kupuję, lata temu bon-prox był tani.
              Ja nie wierze, że 20 km od Poznania Dorotka ma jedną za mała sukienkę, bo nie ma gdzie kupić ubrać. No akurat w ten powód nie dam rady uwierzyć.

              Dokładnie chodzi o to o czym dalej piszesz.
              Sporo podróżujemy z mężem po Polsce i zdarzało mi się kupować coś z ubrania w najróżniejszych miejscach, dziś można się ubrać wszędzie. A Dorotka ma jeszcze opcję zamawiania przez internet.

              Autorka chciała z niej zrobić taką biedną i mało przywiązaną do wartości materialnych, ale wyszła karykatura.
              • bupu Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 24.02.18, 15:55
                pani.owiec napisał(a):

                > Autorka chciała z niej zrobić taką biedną i mało przywiązaną do wartości materi
                > alnych, ale wyszła karykatura.

                No otóż właśnie, miała być ślachetna uboga sierotka, co nie dba o wartości materialne, a dobry panicz Józwa ją zachwycon w jednej koszulinie... pardon, kiecce bierze. Kiej w jakich romansach z XIX wieku.
            • bupu Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 24.02.18, 15:53
              tt-tka napisała:

              > No ale zalozmy, ze drozsze niz Dorote byloby stac, wzglednie babcie nie zamierz
              > aly przeplacac. Bonprix to dla elegantek :)
              >
              > Natomiast dokladnie w 2012 roku w malenkim Lidzbarku Welskim (mniejszym niz Pob
              > iedziska i Kostrzyn, i Swarzedz) w jednym z trzech sklepow obuwniczych przy ryn
              > eczku (dalej nie szukalam) kupilam od reki polbuty, bo moje sie rozlecialy. Za
              > 14 (czternascie) PLN. I nie byla to tandeta na dwa tygodnie, dwa lata w nich c
              > hodzilam, a butow nie oszczedzam. Sklepy odziezowe tez przy rynku byly i ceny r
              > ozne, w tym bardzo przystepne.

              No, ludnościowo Lidzbark Welski jest całkiem taki sam duży jak Pobiedziska, ponad 8 tysięcy ludu. Swarzędz za to ma ludności prawie cztery razy tyle co Lidzbark.

              Sklepy z ciuchami istnieją także, na ten przykład, w Jabłonowie Pomorskim (porażające niecałe cztery tysiące ludności) czy Kowalewie Pomorskim (ciut powyżej czterech tysięcy głów), skoro już latamy po metropoliach mojego regionu.
              • tt-tka Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 24.02.18, 16:15
                bupu napisała:

                >
                > No, ludnościowo Lidzbark Welski jest całkiem taki sam duży jak Pobiedziska, pon
                > ad 8 tysięcy ludu. Swarzędz za to ma ludności prawie cztery razy tyle co Lidzba
                > rk.

                O, najmoniej pardon. Optycznie obliczylam go na polowe tego :(
                W kazdym razie ryneczek malenki, a sklepow dobrze zaopatrzonych przy nim mrowie a mrowie. Plus zapewne istnieja jakies dalej od rynku.

                > Sklepy z ciuchami istnieją także, na ten przykład, w Jabłonowie Pomorskim (pora
                > żające niecałe cztery tysiące ludności) czy Kowalewie Pomorskim (ciut powyżej c
                > zterech tysięcy głów), skoro już latamy po metropoliach mojego regionu.

                No wlasnie. Cokolwiek jest przyczyna tej porazajacej nedzy odziezowej Deroty, to na pewno nie braki w masie towarowej.

                Zreszta na wschodzie Polski tez bywalam, i to w latach 2000-2006. Nie napotkalam takiej dziury, w ktorej nic zupelnie nie mozna bylo kupic do ubrania. Jezeli brakowalo sklepow stacjonarnych, to byly bazarki z asortymentem takim, jak w miescie, albo prawie takim, przynajmniej raz w tygodniu.
        • pavvka Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 24.02.18, 20:46
          wisniowy_sad napisała:

          > 4-5 lat temu listonosz dochodził, ale było w sumie tylko allegro (i kiedyś szaf
          > a.pl), gdzie można było kupować, a nie bardzo można było zwracać, jak coś nie p
          > asuje.

          Wszystkie rzeczy kupione przez sklep internetowy podlegają zwrotowi, takie są przepisy, i obowiązują na pewno dłużej niż 5 lat. Nie dotyczy to osób fizycznych sprzedających pojedyncze rzeczy, ale większość artykułów na Allegro jest sprzedawane przez sklepy z zarejestrowaną działalnością gospodarczą.
    • emae Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 26.02.18, 07:32
      Ja jako nastolatka nie miałam w ogóle własnych pieniędzy (do czasu pójścia do liceum, ale wówczas też szału nie było). Miałam pojedyncze sztuki odzieży, które kupiłam sobie sama, pamiętam np. dżinsową zieloną kamizelkę... i w sumie tyle. W całą resztę zaopatrywali mnie rodzice.
      Może wiec problem Dorotki-sierotki bierze się stąd, że jej nie ma kto ubierać.
      • minerwamcg Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 26.02.18, 12:12
        Problem Dorotki imho bierze się stąd, że się jej autorka "oderwała od mas". Siedzi sobie na wsi, uprawia ogródek, ludzi widuje jak chce, a jak nie chce, to nie musi - i tak sobie tych ludzi wyobraża. Na podstawie tego, co pamięta. Na podstawie tego, co zobaczy, jak się jej zachce. Młodzież pozytywną pisze z wyobraźni, negatywną patrz Bogatka i jego kolesie być może częściowo z obserwacji.
        • marzenna114 Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 07.07.20, 11:22
          Niedawno zaglądałam do "Wnuczki". Chciałam sobie odświeżyć wakacyjne klimaty :). Atmosfera gorącego lata, upału, wiejskiej przyrody - to chyba jeden z nielicznych aspektów, który mi się w tej książce podoba. I właśnie - potworny upał, ponad 30stopni, a Dorota z gipsem siedzi cały czas w jednych rozprutych dżinsach. A może są takie nastolatki, że nawet w największych upałach chodzą w dżinsach - tylko pytanie czy w domu też? To już chyba wolałabym w przykrótkiej sukience :). Naprawdę nie miała krótkich spodenek, tylko musiała dżinsy pruć? A może myślała, że ma brzydkie nogi i wstydziła się przy Ignasiu. Ja rozumiem, że Dorota nie ma ubrań, ale mieszkając na wsi nie ma krótkich spodenek na lato? Jedynym wytłumaczeniem jest to, że miała kompleksy na tle swoich nóg.
          • tt-tka Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 07.07.20, 12:50
            Derota jest nam pokazana jako osoba absolutnie bez kompleksow. Zreszta przykrotka sukienke nosila.
            jedynym wytlumaczeniem jest to, ze babcie nie godzily sie na krotkie spodnie, a ta doskonalosc wcielona nie wziela sobie nawet pieciu zlotych z tych pieniedzy za jajka, by nabyc szorty w Kostrzyniu czy Swarzedzu w drodze powrotnej ze szkoly, bo taka jest doskonala, ze nie skreci ani grosza.

            Ktos pamieta, w czym w czasie upalow chodzila Gaba i IS ? Czy pruypadkiem tez nie w dzinsach ("Odra"), choc jako sportowka musiala miec inne odzienie ?
              • tt-tka Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 07.07.20, 16:41
                Na drzewo mozna wejsc w spodniach, owszem. I chyba wlasnie tak bylo, skoro z tego orzecha spadla, a potem na zakladanie gipsu musiala ciac portki.

                Derota lsni cnotami, ale rozumem nie grzeszy, na co mamy w WdO niejeden dowod, i nie dwa. A altorka nie wie, ze od dawna nie stosuje sie gipsu przy takich uszkodzeniach i ze dziewczynie zalozono by orteze, do czego wystarczy nogawke podwinac, a nie ciac.
                • marzenna114 Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 08.07.20, 10:04
                  Wszystko ładnie, ale jak w takim upale w domu można wytrzymać w dżinsach!!!?? Mogła założyć tę kusą sukienkę. :). A skoro dżinsy zniszczone, to mogła je obciąć do kolan :). Nastoletnia Ida w lecie chodziła w płaszczu (bo lało). Chyba nie było powiedziane co pod płaszczem.
    • przymrozki Re: A ja tam wierzę Musierowicz. 07.07.20, 16:53
      Tylko że nikt by nie dziwił się skromnej szafie Dorotki, gdyby Teresa była wyrodną matką. Albo gdyby pracowała w polskim szpitalu, a w domu było jeszcze drugie, niepełnosprawne dziecko. Ale w książce mamy jedynaczkę, córkę nieźle zarabiającej, troskliwej i zaradnej mamy, wnuczkę i cioteczną wnuczkę starszych pań z prawem do emerytury. Nie ma żadnego powodu, żeby Dorotce do snu piszczała aż taka bieda.

      Zresztą, człowiek bardzo niezamożny lub bardzo oszczędny nie dopuściłby do sytuacji, w której nie ma żadnego ciucha na zmianę. Gdyby ostatnia sztuka odzieży fatalnie się splamiła lub popsuła, człowiek ów zostałby bowiem z gołym tyłkiem i musiałby go przyodziać w pierwszą, czyli niekoniecznie okazyjnie zakupioną, rzecz w odpowiednim rozmiarze.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka