Dodaj do ulubionych

" Przejadanie " pieniedzy.

12.06.18, 12:51
Juz od dluzszego czasu zastanawiamy sie nad finansami Borejkow/ Strybow/Palysow i Gorskich.

Zaznaczam,ze uwielbiam opisy potraw u Borejkow ,sama bardzo bym chciala byc zaproszona tam na obiad.
Tutaj bardziej chodzi o wydatki na zywnosc.
Do niedawna mielismy Borejkow/ Palysow i rodzine Strybow w jednej kuchni.
Z opisow ( bardzo smacznych) wynika ze zywiono sie smacznie ,ale niekoniecznie luksusowo,tzn twarog,sery,rozne pasty,zupy,pierogi ,nalesniki itd.
Nie widac kawioru,sushi,homarow itp.Niewidoczne wyjscia do restauracji.
Nawet nie zamawiaja pizzy itd.
Dobre,swojskie i domowe jedzenie.Nawet gdy przyjmiemy ze jadlo 11 osob ( 2 Borejki,5 Strybow i 4 Palysow) i przyjmiemy ze wszyscy sie na to skladali to jakie to mogly byc sumy ?
Wy wiecie najlepiej,bo mnie od 88 juz w Polsce nie bylo.
Pokusicie sie o zrobienie kosztow takiego obiadu ,powiedzmy zupa ogorkowa i pierogi z kapusta i skwarkami ,dla 11 osob ? Chodzi mniej wiecej o lata 1999- 2004.Wtedy tam wlasnie w tym skladzie mieszkali .
Jezeli juz kiedys bylo to poprostu nie piszcie albo porosze o link do watku,dziekuje.
Obserwuj wątek
    • dakota77 Re: " Przejadanie " pieniedzy. 12.06.18, 13:00
      To tytulowe przejadanie pieniedzy brzmi wlasnie, jakby stolowali sie ciagle w luksusowych restauracjach, zamawiali co drugi dzien sushi dla wszystkich itp. Wiadomo, ze w klanie Borejkow bylo sporo osob do wykarmienia, i ze to kosztuje. Ale jesc trzeba. Pieniadze maja to do siebie, ze sie je przejada. Nie bardzo wiem, po co Borejkow probowac podliczac.
      • tt-tka Re: " Przejadanie " pieniedzy. 12.06.18, 13:42
        Sprobowac mozna, z czystej ciekawosci - tylko ja, choc bylam w Polsce w wymienionych latach, za czorta nie pamietam cen.
        Sadze raczej - w sasiednim watku ktosia to napisala - ze im po prostu pieniadze "przeciekaja przez palce". Swiatla wszedzie i ciagle, wody idzie na 9 osob, jesli czegos zabraklo (masla, cukru do ciasta,papieru toaletowego, plynu do kapieli itp) to kupia w najblizszym sklepiku, nawet jesli 100 metrow dalej mozna kupic taniej...
        Przeciez tam nawet meble od lat te same, seniorzy wynosza sie na wies z tym, z czym wprowadzali sie na Rusfelta. A Nutria juz po cypryjskich zarobkach sypia na kanapce tortur sfatygowanej do niemozliwosci.
        • soova Re: " Przejadanie " pieniedzy. 12.06.18, 14:17
          <Sadze raczej - w sasiednim watku ktosia to napisala - ze im po prostu pieniadze "przeciekaja przez palce". Swiatla wszedzie i ciagle, wody idzie na 9 osob, jesli czegos zabraklo (masla, cukru do ciasta,papieru toaletowego, plynu do kapieli itp) to kupia w najblizszym sklepiku, nawet jesli 100 metrow dalej mozna kupic taniej...>

          I nad tym właśnie jest sens dyskutować (chociaż milion takich dyskusji już było...), a nie nad tym, że "przejadają". Jak ktoś żywi się tradycyjnymi, pracochłonnymi, ale niedrogimi potrawami mącznymi, to niczego nie przejada, tylko żywi się właśnie, bo żywienie jest niezbędne do życia.
          • tt-tka Re: " Przejadanie " pieniedzy. 12.06.18, 14:37
            No bez przesady, nie tylko pierogi tam byly. A to cielecina rumieni sie w piekarniku, a to wolowe rozmraza, a to zupa taka i owaka z dodatkiem wina, na kolacje kielbasa, pstrag, salatki itp. Jedza duzo, nie luksusowo, ale i niebiednie.

            Oraz ciagle nie wiemy, jak rozliczano zakupy, ale wiemy, ze Ida produkty do rodzicow nosi czasem, a je ona i jej dzieci praktycznie codziennie. Zarabiam nienajgorzej, ale codzienne zywienie trzech dodatkowych osob przez kilka lat jednak daloby mi po kieszeni.
              • miodowocytrynowa Re: " Przejadanie " pieniedzy. 12.06.18, 15:59
                tt-tka napisała:

                > O, przypomnialo mi sie ! 1994 chyba, albo cos sie wtedy z pieniadzem porobilo,
                > albo byl wyjatkowy nieurodzaj na ziemniaki, bo ceny z jesiennych 80 gr kilo sk
                > oczylo do 8 zl kilo na wiosne !

                W 94 była denominacja złotówki i wyjątkowo sucha i upalna wiosna oraz lato, stąd horrendalne ceny wszystkich warzyw i owoców. Pamiętam to doskonale.
                • gat45 Re: " Przejadanie " pieniedzy. 12.06.18, 19:03
                  miodowocytrynowa napisała:

                  >
                  > W 94 była denominacja złotówki i wyjątkowo sucha i upalna wiosna oraz lato, stą
                  > d horrendalne ceny wszystkich warzyw i owoców. Pamiętam to doskonale.

                  Denominacja była w roku 1995.
              • kajaanna Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 13:56
                Taki skok mógł zdarzyć się w 1989 i trochę później, gdy zdjęto państwowe ceny i wprowadzono ceny rynkowe, a do tego była potężna inflacja.

                Denominacja spowodowałaby, że ceny z 80.000 (osiemdziesięciu tysięcy) złotych zamieniłyby się w 8 złotych, gdyż "odcięto" cztery zera.
            • soova Re: " Przejadanie " pieniedzy. 12.06.18, 14:48
              tt-tka napisała:

              > No bez przesady, nie tylko pierogi tam byly. A to cielecina rumieni sie w pieka
              > rniku, a to wolowe rozmraza, a to zupa taka i owaka z dodatkiem wina, na kolacj
              > e kielbasa, pstrag, salatki itp. Jedza duzo, nie luksusowo, ale i niebiednie.

              To w dalszym ciągu nie jest przejadanie. Niefrasobliwość gospodarcza Borejków to nieuporządkowane stosunki żywieniowe w obrębie dwóch komórek społecznych połączonych wspólnym sufitem/podłogą, nadmierne zużycie mediów, gdy tu dałoby się zrobić cięcia, nieuzasadniona rozrzutność remontowa i niejasne posunięcia majątkowe w stosunku do dzieci. Natomiast wątek o przejadaniu w kontekście "co oni jedzą?", nawet jeśli ujęto to w cudzysłów, dla mnie wygląda jak bicie piany. Bo czym w końcu zasłużyli sobie Borejkstrybowie na posądzenie o przejadanie, skoro homarów i kawiorów nie jedzą?
              • dakota77 Re: " Przejadanie " pieniedzy. 12.06.18, 14:57
                soova napisała:
                > To w dalszym ciągu nie jest przejadanie. Niefrasobliwość gospodarcza Borejków t
                > o nieuporządkowane stosunki żywieniowe w obrębie dwóch komórek społecznych połą
                > czonych wspólnym sufitem/podłogą, nadmierne zużycie mediów, gdy tu dałoby się z
                > robić cięcia, nieuzasadniona rozrzutność remontowa i niejasne posunięcia majątk
                > owe w stosunku do dzieci. Natomiast wątek o przejadaniu w kontekście "co oni je
                > dzą?", nawet jeśli ujęto to w cudzysłów, dla mnie wygląda jak bicie piany. Bo c
                > zym w końcu zasłużyli sobie Borejkstrybowie na posądzenie o przejadanie, skoro
                > homarów i kawiorów nie jedzą?


                Otoz to. Tez uwazam, ze Borejkowie kiepsko gospodarowali pieniedzmi, ale to "przejadanie pieniedzy" jest absurdalne.
                • verdana Re: " Przejadanie " pieniedzy. 12.06.18, 15:45
                  Trudno robić jedzenie na 3 osoby, jak na obiedzie jest 11. Wygląda na to, że Borejkowie powinni po prostu nie jeść, skoro za "przejadanie" pieniędzy uznaje się karmienie rodziny jak najmniejszym kosztem.
                  W PRL-u nie było tak, ze w sklepie 100 metrów dalej było taniej. Wszędzie, poza prywatnymi sklepikami, ceny były takie same, a i prywaciarze nie mogli brać za dużo.
                  • tt-tka Re: " Przejadanie " pieniedzy. 12.06.18, 17:49
                    verdana napisała:

                    > Trudno robić jedzenie na 3 osoby, jak na obiedzie jest 11. Wygląda na to, że Bo
                    > rejkowie powinni po prostu nie jeść, skoro za "przejadanie" pieniędzy uznaje si
                    > ę karmienie rodziny jak najmniejszym kosztem.
                    > W PRL-u nie było tak, ze w sklepie 100 metrów dalej było taniej. Wszędzie, poza
                    > prywatnymi sklepikami, ceny były takie same, a i prywaciarze nie mogli brać za
                    > dużo.

                    Verdano, mowa nie o PRLu, tylko o czasach, gdy do rodziny naleza juz Gorscy, Stryby i Palysy. I owszem, roznica cen w sklepach niemal sasiadujacych ze soba jest, a w bardziej oddalonych jest bardzo widoczna i odczuwalna.
                  • tt-tka Re: 12.06.18, 17:51
                    verdana napisała:

                    > Trudno robić jedzenie na 3 osoby, jak na obiedzie jest 11. Wygląda na to, że Bo
                    > rejkowie powinni po prostu nie jeść, skoro za "przejadanie" pieniędzy uznaje si
                    > ę karmienie rodziny jak najmniejszym kosztem.
                    > W PRL-u nie było tak, ze w sklepie 100 metrów dalej było taniej. Wszędzie, poza
                    > prywatnymi sklepikami, ceny były takie same, a i prywaciarze nie mogli brać za
                    > dużo.

                    Verdano, mowa nie o PRLu, tylko o czasach, gdy do rodziny naleza juz Gorscy, Stryby i Palysy. I owszem, roznica cen w sklepach niemal sasiadujacych ze soba jest, a w bardziej oddalonych jest bardzo widoczna i odczuwalna.
                    Oraz nie widze powodu karmienia stale 11 osob, skoro mieszka mniej, ale to juz zapewne moja wstrzasajaca niegoscinnosc.
                    • verdana Re: 12.06.18, 19:16
                      Ok, tylko do dalszego sklepu po jedzenie na 11 osób trzeba dojechać samochodem i różnice w cenach twarogu tego nie wyrównają.
                      • tt-tka Re: 12.06.18, 19:53
                        verdana napisała:

                        > Ok, tylko do dalszego sklepu po jedzenie na 11 osób trzeba dojechać samochodem
                        > i różnice w cenach twarogu tego nie wyrównają.

                        Tansze sklepy ma sie po drodze z pracy/do pracy, mozna pobiegac dla zdrowia, skorzystac z komunikacji publicznej... i nie ma obowiazku karmienia - stale, latami - osob innych niz mieszkajace.
                        • dakota77 Re: 12.06.18, 19:57
                          tt-tka napisała:

                          > Tansze sklepy ma sie po drodze z pracy/do pracy, mozna pobiegac dla zdrowia, sk
                          > orzystac z komunikacji publicznej... i nie ma obowiazku karmienia - stale, lata
                          > mi - osob innych niz mieszkajace.

                          Nie mam wrazenia, zeby dla klanu Borejkow karmienie czlonkow rozbudowanej rodziny bylo li i jedynie obowiazkiem.
                          • tt-tka Re: 12.06.18, 20:03
                            Zapewne nie jest. Pytanie, z czyjej kieszeni to karmienie. Bo w ciagu ostatnich lat w mieszkaniu seniorow/Strybow regularnie zywi sie Ida z dziecmi, a u Pulpy sezonowo cala rodzina.
                            Powtorze sie - nie naleze do najubozszych, ale karmienie przez iks lat, dzien w dzien, trzech dodatkowych osob odczulabym finansowo.
              • panna.ze.dworku Re: " Przejadanie " pieniedzy. 12.06.18, 22:23
                W dużym stopniu masz rację, Soovo. Nie tyle "przejadanie" co niegospodarność. Palenie świateł wszędzie, nie oszczędzanie wody i temu podobne. Ale... Tt-tka tez ma rację. Bo zakupy robią tam gdzie akurat najbliżej. A chyba każda średnio rozgarnięta gospodyni po kilku latach mieszkania w jednym miejscu już WIE, że w tym sklepie nie ma co kupować warzyw i owoców, bo chociaż tanie, to zawsze przywiędnięte i polowa do wyrzucenia, w tamtym mają dobry wybór serów i wędlin, chociaż dość drogo, a znów po drugiej stronie ulicy jest dobra piekarnia... Nie znam ani jednej kobiety prowadzącej normalny dom, normalnie gotującej, która by zakupy robiła "gdzie popadnie". No, bywa, że się kupi jedną zapomnianą śmietanę czy pęczek pietruszki najbliżej domu, a nie "tam gdzie zawsze", ale sporadycznie!
                  • significado-significante Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 10:07
                    zuzudanslemetro napisała:

                    > Ja kupuję "gdzie popadnie" i nie patrzę na ceny tylko na wygodę dokonania zakup
                    > u, ale nie wykluczam, że nie jestem normalną kobietą ;)

                    O, to tak jak ja :) Kupuję tam gdzie mam akurat bardziej po drodze lub gdzie danego dnia zaspokoję więcej potrzeb (względnie kaprysów) na raz, albo tam gdzie wygodnie mi wejść z wózkiem, tam gdzie mają moją ulubioną kawę, gdzie jest dłużej otwarte lub tam gdzie moja czteroletnia córka nie będzie próbowała namówić mnie na gazetkę z tandetnym dodatkiem.... tak że moje kryteria są przeróżne, ale raczej nie cenowe, a na pewno nie jest to czynnik decydujący :)
                    • zuzudanslemetro Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 10:36
                      Z tą czteroletnią córką i naciąganiem na gazetkę to jest problem, bo prasa dziecięca jest niemal wszędzie. Wiem, bo co jakiś czas muszę odbyć w sklepie poważną rozmowę z córką na temat periodyków, od których robi mi się niedobrze, zwłaszcza, że ma zaprenumerowane kucyponki. Ja najczęściej robię zakupy w sklepie pod domem, mam fajne sprzedawczynie, towar czasem średni a czasem dobry, ceny może trochę za wysokie, ale nie mam niestety mentalności liczykrupy (serio, czasem nad tym ubolewam, bo gesty mam iście pańskie) i rower córki mogę zostawić przy wejściu i wiem, że nikt mi go nie ruszy. Oraz spokojnie mogę odbyć miliony okrążeń po sklepie, kiedy mała małpiszona nie może się zdecydować, co ona by chciała.
                      • significado-significante Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 16:53
                        zuzudanslemetro napisała:

                        > Z tą czteroletnią córką i naciąganiem na gazetkę to jest problem, bo prasa dzie
                        > cięca jest niemal wszędzie. Wiem, bo co jakiś czas muszę odbyć w sklepie poważn
                        > ą rozmowę z córką na temat periodyków, od których robi mi się niedobrze, zwłasz
                        > cza, że ma zaprenumerowane kucyponki. Ja najczęściej robię zakupy w sklepie pod
                        > domem, mam fajne sprzedawczynie, towar czasem średni a czasem dob

                        Kiedy moja córka była jeszcze w powijakach, byłam bardzo radykalna w wielu kwestiach - min. koloru różowego czy też właśnie dziecięcej prasy z dołączonymi plastikowymi skarbami. Teraz siłą rzeczy rzeczywistość zweryfikowała mocno moje podejście i staram się usilnie znaleźć złoty środek miedzy kształtowaniem młodocianego gustu, a chęcią wyjścia naprzeciw dziecięcym pragnieniom. Mamy od czasu do czasu "gazetkowy dzień", kiedy może sobie wybrać (w sposób nieco moderowany) to co jej się podoba ;) Kucuponki też kupujemy, ostatnio nawet w poszukiwaniu jednej z upragnionych figurek odwiedziłyśmy chyba kilkanaście kiosków wysiadając nawet w tym celu na wszystkich stacjach metra po drodze, tak więc bywam matką skłonną do gazetkowych poświęceń, ale częściej jednak nie :)) Lokalne sklepiki osiedlowe doceniam dokładnie z powodów, o których piszesz, w dodatku w mojej części miasta mam w zasięgu spaceru z dziećmi zatrzęsienie sklepów, sklepików, małych marketów, straganów z warzywami itp. więc przede wszystkim wybieram komfort. Fizyczny i psychiczny.
                        Poza tym mam fatalną cechę - nie umiem robić zapasów, kupować hurtowo, planować obiadów ma tydzień do przodu, nie ulegać nagłym zachciankom itd. Wiem, to fatalna przypadłość :/ Gdybym kupowała w hipermarkecie jakieś większe ilości to sądzę że duużo jedzenia by się u nas marnowało :)
                        • tt-tka Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 17:54
                          significado-significante napisała:


                          > Poza tym mam fatalną cechę - nie umiem robić zapasów, kupować hurtowo, planowa
                          > ć obiadów ma tydzień do przodu, nie ulegać nagłym zachciankom itd. Wiem, to fat
                          > alna przypadłość :/ Gdybym kupowała w hipermarkecie jakieś większe ilości to są
                          > dzę że duużo jedzenia by się u nas marnowało :)

                          Pytanie zasadnicze - na ile osob kupujesz i ile osob karmisz codziennie ?
                          Pytanie drugie - jakimi srodkami rozporzadzasz ?
                          nie, nie odpowiadaj ! :)

                          Bo jak kto lubi i stac go, to nawet reczniki kuchenne moze regularnie kupowac przeplacajac o 100 i wiecej procent, czemu nie. Jezeli kwestia staje na "wygodne, pobliskie zakupy vs zimowa odziez dla dzieci", to juz namysl bylby wskazany i jakies tych zakupow planowanie oraz kalkulacja. A gdy to jest "jemy duzo i dobrze oraz karmimy kazdego, kto chce u nas jadac kosztem wakacji/zajec pozalekcyjnych dla dzieci/inne niz jedzenie potrzeby" to, tego...
                          • significado-significante Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 19:30
                            tt-tka napisała:

                            > Pytanie zasadnicze - na ile osob kupujesz i ile osob karmisz codziennie ?
                            > Pytanie drugie - jakimi srodkami rozporzadzasz ?
                            > nie, nie odpowiadaj ! :)
                            >
                            > Bo jak kto lubi i stac go, to nawet reczniki kuchenne moze regularnie kupowac p
                            > rzeplacajac o 100 i wiecej procent, czemu nie. Jezeli kwestia staje na "wygodne
                            > , pobliskie zakupy vs zimowa odziez dla dzieci", to juz namysl bylby wskazany
                            > i jakies tych zakupow planowanie

                            Co racja to racja :) Rodzinę mam czteroosobową, a aktywnie jedzących jest nas tylko troje, bo najmłodsze ogniwo póki co korzysta głównie z moich własnych zasobów :) Środkami rozporządzam nieszczególnie imponującymi i pewnie gdybym miała większy talent do oszczędzania, domowy budżet by na tym zyskał zauważalnie. No ale cóż...głęboko wierzę lub tylko się pocieszam, że coś za coś ;)
                            Ale fakt - rodzina niewielka, nie staję też, póki co, przed dylematem: jedzenie czy odzienie, więc sytuacja odmienna od borejczej.
                            • tt-tka Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 20:01
                              Mieszkam teraz wlasciwie na przedmiesciu, dojazd do sklepow dobry, ale rzadki. Do najblizszego okolicznego (sieciowka, niezla jakosc i niedrogi) mam cztery kilometry (i wreszcie powod, zeby biegac). Pod bokiem osiedlowy sklepik i sporadyczne kupuje tam dwie bulki, jesli zabraklo na sniadanie lub dwie rolki papieru toaletowego. Stale takie zakupy, gdyby w gre wchodzilo, powiedzmy, 10 osob, a nie dwie to byloby okolo 400 zlotych wiecej na samych bulkach i papierze higienicznym miesiecznie. A maslo do tych bulek i jakis ser to nastepne dwiescie. Wedlina, mleko - kolejne. Tylko na sniadaniowo-kolacyjnych zakupach (i ewentualnie srodki czystosci) bylabym w plecy okolo tysiaca.
                              • panna.ze.dworku Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 23:41
                                No i o to mi właśnie chodziło! Jak mam do dyspozycji budżet skromny, ale wystarczający i trzy sztuki w domu - to ok, mogę sobie patrzeć gdzie MI wygodniej, gdzie nie muszę się kłopotać o rowerek dla córki, gdzie gazetki, a gdzie sprzedaje ta fajna pani Halinka, która ma zawsze nowe wzory do haftów... Jeśli mam budżet bardzo, BARDZO skromny i gęb w domu 10 - 11 - to nie ma bata na wariata - muszę tak kręcić głową, żeby mi wystarczyło. I mam w nosie że rowerek, pani Halinka i wzory haftów, bo u pani Halinki za produkty do śniadania dla domowników zapłacę 50,- (albo i lepiej), a w kawałek dalej usytuowanym markecie - zapłacę 25,-. Owszem, raz wyjątkowo mogę kupić u pani Halinki, ale na codzienne zakupy?
                • przymrozki Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 08:00
                  panna.ze.dworku napisała:

                  > Bo zakupy robią tam gdzie akurat najbliżej. A chyba każda średnio r
                  > ozgarnięta gospodyni po kilku latach mieszkania w jednym miejscu już WIE, że w
                  > tym sklepie nie ma co kupować warzyw i owoców, bo chociaż tanie, to zawsze przy
                  > więdnięte i polowa do wyrzucenia, w tamtym mają dobry wybór serów i wędlin, cho
                  > ciaż dość drogo, a znów po drugiej stronie ulicy jest dobra piekarnia... Nie zn
                  > am ani jednej kobiety prowadzącej normalny dom, normalnie gotującej, która by z
                  > akupy robiła "gdzie popadnie". No, bywa, że się kupi jedną zapomnianą śmietanę
                  > czy pęczek pietruszki najbliżej domu, a nie "tam gdzie zawsze", ale sporadyczni
                  > e!

                  Możliwe, że Borejkowie wcale nie przepłacają za jedzenie, tylko autorka, sama nie mieszkając na Roosevelta, nie pomyślała, że trasa Laury i Grzegorza w śniegu wskazuje, że wysłała ich do najdroższego sklepu w okolicy. Borejków na zakupach praktycznie nie widujemy, nie wiadomo, czym się, co do zasady, kierują wybierając sklep.

                  I jeszcze mi jedna okoliczność przychodzi do głowy. MM ma dużą rodzinę, Borejków też jest dużo. Kiedy się robi się zakupy na obiad dla dziesięciu osób, istotnym czynnikiem staje się bliskość sklepu. Bo cóż Gabie z zaoszczędzonych 50 zł, jeżeli nie będzie miała czym ich wydać na własne przyjemności, bo ręce jej odpadną.

                  • bupu Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 08:27

                    > I jeszcze mi jedna okoliczność przychodzi do głowy. MM ma dużą rodzinę, Borejkó
                    > w też jest dużo. Kiedy się robi się zakupy na obiad dla dziesięciu osób, istotn
                    > ym czynnikiem staje się bliskość sklepu. Bo cóż Gabie z zaoszczędzonych 50 zł,
                    > jeżeli nie będzie miała czym ich wydać na własne przyjemności, bo ręce jej odpa
                    > dną.
                    >


                    Gaba ma przecież samochód. Nie musi ganiac po zakupy na piechote, zresztą żeby przynieść takie obliczone na 11+ sztuk konsumentów musiałaby być chyba zawodowym tragarzem o posturze Schwarzeneggera.
                    • przymrozki Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 08:44
                      bupu napisała:

                      > Gaba ma przecież samochód. Nie musi ganiac po zakupy na piechote, zresztą żeby
                      > przynieść takie obliczone na 11+ sztuk konsumentów musiałaby być chyba zawodowy
                      > m tragarzem o posturze Schwarzeneggera.

                      Ma, ale Kalarepa nie pozwala wyprowadzać go na mróz. A zimą wszak też się je.

                      Natomiast gdyby uznać, że wyprawa Laury i Grzegorza z pierwszych stron TiR jest reprezentatywna dla codzienności Borejków, to tam rzeczywiście dochodzi do nieracjonalnej gospodarowania zasobami ludzkimi. Tygrys niósł jabłka, kontenerek proszku do prania i soki w dużych szklanych butlach. Zakładając, że Grzegorz, człowiek dorosły i dżentelmen, dał dziecku i osobie płci żeńskiej raczej lżejsze rzeczy do niesienia, oznaczałoby to, że sam niósł do domu zakupy w rodzaju zapas wozów opancerzonych typu Rosomak. Wiedząc, że po to wszystko idą, racjonalnie myślący człowiek jednak wziąłby samochód. A potem, najwyżej, swoje kochane auto czule przeprosił.
                      • kooreczka Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 09:23
                        Różnica między litrem mleka w Żabce pod moim domem a w supermarkecie to złotówka, kilo mąki 80 groszy, po mięso i sery chodzę do sklepów specjalistycznych. Przy 11 osobach i jednych dużych zakupach w tygodniu różnice na paliwie zwracają się bardzo szybko. A nieużywane samochodu kojarzy mi się nawet nie z Ziemią Obiecaną, a Sprawa się Rypła
                      • soova Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 09:40
                        Posiadanie samochodu i robienie w tych okolicznościach przyrody zakupów dla dużej rodziny nie w hipermarketach, a w okolicznych sklepach, to jest dopiero dowód niegospodarności. A ten samochód niewyprowadzany w zimę... Czy w TiR to był maluch czy opel? Bo jeśli ten drugi, to byłby to z kolei kwiatek do wątku o starych pomysłach i nowych realiach. Maluch mógłby mieć w zimie problemy z odpaleniem, ale opel na benzynę?
                        • sayoasiel Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 09:45
                          Poza tym czy auto nie jest właśnie potrzebniejsze zimą ? Latem można się przejść, wiosną też, ale zimą wystawanie na przystankach i brnięcie przez zaspy do sklepu, zdrowe nie jest. Nie lepiej oszczędzać je o innej porze roku ?
                        • przymrozki Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 10:01
                          soova napisała:

                          > Czy w TiR to był m
                          > aluch czy opel? Bo jeśli ten drugi, to byłby to z kolei kwiatek do wątku o star
                          > ych pomysłach i nowych realiach. Maluch mógłby mieć w zimie problemy z odpaleni
                          > em, ale opel na benzynę?

                          Nie pamiętam marki, ale maluch na pewno nie. Oczywiście, niewykluczone, że podane nam uzasadnienie pieszej wycieczki w śnieżycę po ciężkie zakupy (Grzegorz kochał swój samochód i nie chciał go wyprowadzać na zawieruchę) jest projekcją Laury, a rzeczywisty powód był inny, bardziej racjonalny. Tygrys ogólnie się wtedy nad sobą użalał i wyolbrzymiał swoje krzywdy.

                          Tyle że opis nabytych dóbr (proszek do prania, owoce, soki) wskazuje raczej na planowe zakupy, nie na szybki skok do sklepu, bo zabrakło soli i przydałby się liść laurowy. Spokojnie można było poprosić o pożyczenie samochodu Pałysów (i jakoś dograć z nimi termin pożyczki) albo przeczekać przyczyny unieruchomienia samochodu. Zwłaszcza, że ja soki dr Witt pamiętam, one naprawdę ważyły jak głupie. A proszek do prania dla tak dużej rodziny raczej kupuje się w większych, powiedzmy pięciokilowych, torbach. Przecież nie kupują jednorazowych saszetek. Kto daje takie zakupy do noszenia nastolatce?
                          • sayoasiel Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 10:20
                            Ktoś, kto pozwala bić synka, chociaż mu to nie pasuje, albo zapomina, że ma córkę ? Nie chcę się stawać śmieszna i bić piany znowu, ale Grzegorz z dobrego kontaktu z rzeczywistością i troski o swoje dzieci nie słynie. Co dopiero o Tygrysa, który krzywdzi swoją matkę.
                            • przymrozki Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 10:33
                              sayoasiel napisał(a):

                              > Ktoś, kto pozwala bić synka, chociaż mu to nie pasuje, albo zapomina, że ma cór
                              > kę ? Nie chcę się stawać śmieszna i bić piany znowu, ale Grzegorz z dobrego kon
                              > taktu z rzeczywistością i troski o swoje dzieci nie słynie. Co dopiero o Tygrys
                              > a, który krzywdzi swoją matkę.

                              Grzegorz w zasadzie zareagował na fakt, że jego zdaniem Gabrysia robi błąd lekceważąc konflikt Józka z Ignasiem. A zareagował tak, że się po cichu obraził na Józka. Nie na Gabrysię.

                              Natomiast po zakupy Laurę wysłała matka (lub szerzej, rodzina). Zakładam, że ze świadomością, że te wszystkie proszki i soczki będą niesione, nie wożone, bo wtedy pomoc Tygrysa byłaby zbędna. Grześ mógł nie wiedzieć, że dziewczynka nie uniesie kilkunastu kilogramów na dłuższym dystansie, podobnie jak mógł nie wiedzieć, że córki się wychowuje, a nie zostawia w pokoju obok z nadzieją, że dziadek z bratem się nią zajmą. Ale Gabie jednak powinno coś świtać.
                                • przymrozki Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 10:50
                                  zuzudanslemetro napisała:

                                  > Przymrozki, ale czy Grzegorz czasem nie zareagował na konflikt Józka i Ignasia
                                  > dopiero kiedy rzeczeni bratobójcy in spe byli dorośli i poniechali swoich rozry
                                  > wek?

                                  Wtedyż to nastąpiło, dokładnie tak.

                                  Przyznajmy jednak, że nastąpił szalony postęp. Drugie dziecko zauważył już w jego dwudziestym roku życia. Jakby miał trzecie, może zainteresowałby się nim jeszcze w podstawówce.
                                    • przymrozki Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 10:55
                                      zuzudanslemetro napisała:

                                      > Ciekawe, ile musiałby mieć dzieci, żeby wreszcie któreś zauważyć od razu po por
                                      > odzie?... Z drugiej strony: kalarepy nie słyną z jakiejś wielkiej empatii oraz
                                      > rozbudowanego świata uczuć.

                                      I słusznie nie słyną. Czasem i w stereotypie tkwi nagromadzona przez kolejne pokolenia życiowa mądrość.
                                      • przymrozki Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 11:08
                                        potworia napisał(a):

                                        > Jeśli chodzi o wnuczęta, to ocknął się przy trzecim.

                                        Wydaje mi się, że MM powinna zweryfikować swoje pozaksiążkowe doniesienia o dwóch synach Elki. Czy na wiadomość o drugiej ciąży Mila Borejko naprawdę zareagowałaby zdziwionym "znowu"?.

                                        Kiedy kobieta w wieku 38 lat informuje matkę wielodzietnej rodziny w świecie, w którym nie ma jedynaków, że spodziewa się drugiego dziecka, raczej nie usłyszy pytania sugerującego zaskoczenie dużą liczbą potomstwa.
                                        • zla.m Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 14:05
                                          przymrozki napisała:

                                          >
                                          > Wydaje mi się, że MM powinna zweryfikować swoje pozaksiążkowe doniesienia o dwó
                                          > ch synach Elki. Czy na wiadomość o drugiej ciąży Mila Borejko naprawdę zareagow
                                          > ałaby zdziwionym "znowu"?.
                                          >
                                          > Kiedy kobieta w wieku 38 lat informuje matkę wielodzietnej rodziny w świecie, w
                                          > którym nie ma jedynaków, że spodziewa się drugiego dziecka, raczej nie usłyszy
                                          > pytania sugerującego zaskoczenie dużą liczbą potomstwa.

                                          Chyba że różnica czasowa jest niewielka i pierwszy potomek nie ma jeszcze roczku. To się można zdziwić.
                                          • przymrozki Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 14:28
                                            zla.m napisała:

                                            > przymrozki napisała:

                                            > > Wydaje mi się, że MM powinna zweryfikować swoje pozaksiążkowe doniesienia
                                            > o dwó
                                            > > ch synach Elki. Czy na wiadomość o drugiej ciąży Mila Borejko naprawdę za
                                            > reagow
                                            > > ałaby zdziwionym "znowu"?.
                                            > >
                                            > Chyba że różnica czasowa jest niewielka i pierwszy potomek nie ma jeszcze roczk
                                            > u. To się można zdziwić.

                                            Tak by rzeczywiście mogło być, z tym że "znowu?" mi jednak brzmi raczej jak "ho ho ho, któryż to już raz" niż "ho ho ho, jaka krótka przerwa".

                                            No i by znaczyło, że Elka, jak na jeżycjadowe standardy, dosyć długo zwlekała z wypełnieniem ramion. Zupełnie jak Bella. No ale może córki z pierwszych małżeństw mężów Borejkówien założyły jakiś związek zawodowy i tam jednym z punktów programu były bezdzietne trzydzieste piąte urodziny.
                                            • aadrianka Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 14:43
                                              przymrozki napisała:

                                              > No ale może córki z pierwszych małżeń
                                              > stw mężów Borejkówien założyły jakiś związek zawodowy i tam jednym z punktów pr
                                              > ogramu były bezdzietne trzydzieste piąte urodziny.



                                              Lubię to!
                        • vilez Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 10:12
                          Można ograniczać zakupy w hipermarketach z przyczyn ideowych. Nie chcieć popierać interesów tychże hipermaketów a popierać małe lokalne sklepiki.
                          Ps. Moja rodzina robi zakupy w hiper..., ale rozumiem, gdy ktoś nie robi.
                          • soova Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 10:34
                            vilez napisała:

                            > Można ograniczać zakupy w hipermarketach z przyczyn ideowych.>

                            Tak, zgadzam się, tylko że to dość daje po kieszeni, tym bardziej, gdy zakupy są dla dużej rodziny. Parę tygodni temu, gdy zaczął się sezon na młodą kapustę, w moim sklepiku główka (naprawdę główka, nie głowa) kosztowała 9 zł, a w Biedronce była za 4,99. Wybór był dość prosty, wszak taka główka schodziła mi na maks. dwa obiady dla dwóch osób.
                              • soova Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 10:58
                                > Dlatego my kupujemy czasem taniej w hiper, bo nie śpimy na kasie, ale rozumiemy
                                > , że kwestia ceny nie zawsze musi być priorytetowa.

                                To jest ciekawe zagadnienie. Bo mamy sporą rodzinę niezbyt zasobną finansowo. Czy w tym przypadku podejście ideowe (nie kupujemy w złym hipermarkecie, bo jest obcy kapitałowo i nie niszczy rynek, wspieramy lokalną przedsiębiorczość) jest na pewno właściwe i usprawiedliwione? Wszak za te zaoszczędzone pieniądze można byłoby kupić - nie mówię o wakacjach gdzieś indziej niż pod Poznaniem - ale przynajmniej zimowe buty Ignacemu.
                                • vilez Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 11:02
                                  Sprawa jest złożona, oględnie mówiąc ;) I rozstrzygnięć też będzie zapewne sporo.
                                  Wiemy, że w tej niezbyt zasobnej rodzinie wybierano już między książkami a lepszym jedzeniem -na rzecz książek. I ja to rozumiem. Ale rozumiałabym też, gdyby wybrano na rzecz lepszego jedzenia.
                                  Tak to już jest z tymi złożonymi sprawami...
                              • panna.ze.dworku Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 11:43
                                No i ok. Ale zabawa polega na jednym. Mając do wyżywienia 11 osób i mocno (wręcz bardzo mocno) ograniczone środki obrotowe (MM tak regularnie podkreśla szlachetne ubóstwo) - no to sorry, Winnetou, nie ma że boli. Nie ma opcji kupowania 4 główek młodej kapustki w miejscowym warzywniaczku (9,- sztuka - razem 36,-) a nie w Biedronie (5,- sztuka - razem 20,-). Nie ma opcji kupowania STALE mleka w lokalnym sklepiku X (3,90 za litr) a nie w Tesco (2,59 za litr). Bo ok, jednorazowo - to oczywiście, każdy kupi, bo po jedno mleko nie będzie latał do marketu. Ale to jednorazowo!
                                • mamuka_z_boru Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 13:57
                                  panna.ze.dworku napisała:

                                  > No i ok. Ale zabawa polega na jednym. Mając do wyżywienia 11 osób i mocno (wręc
                                  > z bardzo mocno) ograniczone środki obrotowe (MM tak regularnie podkreśla szlach
                                  > etne ubóstwo) - no to sorry, Winnetou, nie ma że boli.
                                  >
                                  No i żyjąc na granicy ubóstwa nie kupowało się (przynajmniej wtedy, teraz nie wiem) soków Witt. To były soki z wysokiej półki cenowej i jakoś nie wyobrażam sobie kupowania ich na jedenaście osób.
                                • meduza7 Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 14:18
                                  >Mając do wyżywienia 11 osób i mocno (wręcz bardzo mocno) ograniczone środki obrotowe (MM tak regularnie podkreśla szlachetne ubóstwo) - no to sorry, Winnetou, nie ma że boli.

                                  No i zakupy na taką wieloosobową rodzinę to jednak najlepiej załatwia się hurtem, raz na kilka dni i samochodem (a samochód już wtedy mieli, tylko w TiR pada kwestia, że nie chcieli go narażać na złe warunki pogodowe ;)). A skoro samochodem, to można podjechać tam, gdzie taniej.
                                  • yvi1 Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 19:21
                                    Przepraszam za tytul,ale zainspirowal mnie sasiedni watek o zasobach na starosc.Tam wlasnie padlo podobne stwierdzenie.Nie chodzi mi oczywiscie o krytykowanie Borejkow i Co za kupowanie jedzenia tylko wlasnie o kierunek ,w ktory poszla teraz dyskusja.
                                    Czy pieniedzy starczylo by na nieuzywane kawalerki,pandy i egzotyczne urlopy gdyby lepiej / inaczej nimi gospodarowano .
                                    Fajnie ,ze lepiej wiecie co ja mam na mysli,niz ja sama.
                                  • sayoasiel Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 20:16
                                    Tyle czy my nie mamy podkreślane od KK, że oni są niepraktyczni i nieżyciowi ? MM tego nie kryje, to nie jest akurat jej babol. Pewnie teraz ubóstwo znaczy i dla niej coś innego niż w dawnych czasach. To,że gdyby Borejkowie rozsądniej gospodarowali,to by mieli tych pieniędzy więcej, to pewne, ale i od Tygrysa i Róży oficjalnie o ubóstwie nic nie ma, Laura mówi,że pieniędzy im ostatnio nie brakuje. Kariery porobili itd.
                                    • tt-tka Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 20:30
                                      sayoasiel napisał(a):

                                      > Tyle czy my nie mamy podkreślane od KK, że oni są niepraktyczni i nieżyciowi ?

                                      Mamy, tylko to jednak byla odmienna sytuacja i inne warunki (ustrojowe m. in.) - niepraktycznosc oznaczala kupno ksiazek zamiast czekolady czy zachwyt piecami weglowymi (w ktorych i tak palila jedna osoba). Rozpietosci cen takiej jak obecna nie bylo i najblizszy sklep dawal po kieszeni tak sam jak dalszy :)


                                      > MM tego nie kryje, to nie jest akurat jej babol. Pewnie teraz ubóstwo znaczy i
                                      > dla niej coś innego niż w dawnych czasach. To,że gdyby Borejkowie rozsądniej g
                                      > ospodarowali,to by mieli tych pieniędzy więcej, to pewne, ale i od Tygrysa i Ró
                                      > ży oficjalnie o ubóstwie nic nie ma, Laura mówi,że pieniędzy im ostatnio nie br
                                      > akuje. Kariery porobili itd.

                                      Laura to mowi Almie w sytuacji napietej. To, co mowia inni, nie potwierdza. Zwlaszcza w odniesieniu do dzieci Gaby, ktore ona "chcialaby gdzies wyslac, ale nie ma za co", ktore chodza ubrane byle jak (Jozinek mial ciepla odziez i porzadne buty oraz zimowisko).

                                      • sayoasiel Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 20:41
                                        Mi się wydaje, że to jest raczej niedostrzeganie potrzeb tych dzieci. Wręcz patologiczny brak zainteresowania nimi. Tylko to zainteresowanie jest, kiedy zainteresowania dzieci i ich potrzeby zbiegają się z zainteresowaniami i potrzebami ogółu.
                                        Rzęsiście oświetlone wszystkie pomieszczenia mimo,że rodzina przebywa tylko w jednym. Pozwalanie na moczenie się Nutrii wiele razy dziennie w wannie. Cudem odnaleziona forsa w kolanku, bo przecież pieniędzy brakuje, ale jakby przypadkiem Gaba nie odkryła czemu, to nikt by nie próbował ustalić. Samego kolanka naprawić też nie. Karmienie całego podwórka przez panią Borejko. itp.
                                        • tt-tka Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 20:48
                                          Wrecz patologiczny brak zainteresowania to jedno, a olewactwo skutkujace permanentnymi brakami - drugie. Chocciat skutki wspolne :)
                                          Gwoli scislosci , Gaba odkryla topienie pieniedzy, a nie braki w ojcowskim prtfelu. Brakow to Ygnac tez nie zauwazyl i nie dziwota - to jest ten okres, gdy zakupy robi Fela. A przy aluzji o rosnacej drozyznie Ygnac wykonuje wdzieczna wollte i zmienia temat.
                                          Z czego i za czyje karmiono pol podworka w OwR dociekalysmy. Bezskutecznie.
                                        • vilez Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 21:02
                                          Woda w tamtych czasach była płatna ryczałtem. Nie było liczników wody w mieszkaniach, więc wody się nie oszczędzało. A ekologicznej świadomości też nie było- woda była dobrem powszechnym i jej nie brakowało (poza sytuacjami, że była awaria wodociągów czy coś w tym rodzaju...).
                                    • przymrozki Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 21:42
                                      sayoasiel napisał(a):

                                      > Laura mówi,że pieniędzy im ostatnio nie br
                                      > akuje. Kariery porobili itd.

                                      Mówi to uniesiona honorem, gdy Alma pyta, czy w niespodziewanej wizycie bratanicy nie chodzi przypadkiem o pieniądze.

                                      Jeszcze w "Imieniach" Róża Luckowi, w szczerej rozmowie o codzienności, mówi, że jeżeli chodzi o pieniądze, to w jej rodzinie może bardzo źle nie jest, ale jednak łatwo też nie. Wtedy też Grześ myśli o rzuceniu karier naukowej, powodem miał być właśnie brak kasy. A tu już jest czas, w którym w raczej tanim w utrzymaniu mieszkaniu jest czwórka dorosłych ze stałym dochodem. Ludzie ogarniają jakieś wakacje dla dzieci nawet w jeszcze mniej komfortowych układach finansowych (już o uczelnianym socjalu nie wspomnę, dziś Gaba z NiN dostałaby na tzw. "wczasy pod gruszą" jakieś 3 tysiące, już nie czarujmy się, że nie starczyłoby nawet na obóz harcerski dla dziewczynek).
                                      • sayoasiel Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 22:10
                                        A to nie w Nutrii i Nerwusie, czy tam w Córce Robrojka myślał ? Trochę wcześniej. Sytuacja w Imieninach była ustabilizowana. I zgadzałoby się to z wypowiedzią Laury, że nie brakuje przynajmniej ostatnio. Gaba i Grzegorz awansowali, nowy stopień naukowy, to i płace wyższe, a Natalia się wyprowadziła do przedsiębiorczego Robroja (TiR oczywiście). No i przecież babcia pisarka podrzucała pieniążki ? Kariera też się rozkręciła ? =)
                                        • tt-tka Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 22:34
                                          Ale to w pozniejszym o kilka lat od Imienin JT Igstryba slyszy, ze ma sie cieszyc, iz ma co jesc i co czytac, a o wyjazdach niech zapomni. Oraz odzian jest w tandetne i nieodpowiednie do pory roku ubrania, i czy to nie tam (albo pozniej) bylo podklejanie (!) adidaskow ?
                                          • sayoasiel Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 22:56
                                            Tylko czy Mila odmawia z powodów finansowych ? Mi się wydawało,że to w najgorszym razie jest traktowane jako fanaberia, czyli lekceważenie potrzeb i pragnień, a w najlepszym, że się zdenerwowała, że Ignaś próbuje wykorzystać sytuację, bo dziadek miękł, że nigdzie dzieci nie były, a on na jego sumieniu gra i na jej próbuje też, że niby zgrywa pokrzywdzonego. Moim zdaniem pokrzywdzony był,ale to nie jest mentalność Borejków.
                                        • potworia Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 23:03
                                          W Imieninach zachodzą prezenty w rodzaju zmywarki, w Tygrysie i Róży pojawia się nowiutkie auto, wtedy też mniej więcej Mila dostaje laptop w prezencie.
                                          Byłam w tych czasach już w miarę świadomą osobą - jeśli tak wygląda niedostatek, to ja wychowałam się w nędzy.
                                          • tt-tka Re: " Przejadanie " pieniedzy. 13.06.18, 23:23
                                            potworia napisał(a):

                                            > W Imieninach zachodzą prezenty w rodzaju zmywarki, w Tygrysie i Róży pojawia si
                                            > ę nowiutkie auto, wtedy też mniej więcej Mila dostaje laptop w prezencie.
                                            > Byłam w tych czasach już w miarę świadomą osobą - jeśli tak wygląda niedostate
                                            > k, to ja wychowałam się w nędzy.

                                            Czyli - potrzeby, a nawet nadpotrzeby doroslych sa zaspokajane i na to wystarcza. Nie wystarcza na potrzeby dzieci i mlodziezy.
                                            Taka perspektywa godzi opinie o dostatku i o nedzy, ale jakie wnioski nasuwa, to nie powiem. Z powodu autocenzury.
                                          • mamuka_z_boru Re: " Przejadanie " pieniedzy. 14.06.18, 10:10
                                            potworia napisał(a):

                                            > W Imieninach zachodzą prezenty w rodzaju zmywarki, w Tygrysie i Róży pojawia si
                                            > ę nowiutkie auto, wtedy też mniej więcej Mila dostaje laptop w prezencie.
                                            > Byłam w tych czasach już w miarę świadomą osobą - jeśli tak wygląda niedostate
                                            > k, to ja wychowałam się w nędzy.

                                            Miałam to samo czytając już bodaj Pulpecję - sama ze średnio sytuowanej rodziny i rówieśnica Pyzy, jakoś do pewnego momentu kupowałam to ubóstwo deklaratywne. Aż w pewnym momencie dysonans poznawczy się przebił przez nastoletnią naiwność. Bo jak to - ubożuchna Gaba pachnie Aqua di Gio? A ja na Masumi odkładałam parę miesięcy z tego, co mi zostało z kieszonkowego...
                                            • potworia Re: " Przejadanie " pieniedzy. 14.06.18, 11:12
                                              Lody Opal dla wszystkich - na etapie DP sama żywo interesowalam się cenami lodów - fakt, że oznaczone jako szastanie pieniędzmi, to coś, co nigdy nie zdarzyłoby się w moim domu. A też okreslilabym nasza sytuację jako przeciętną. To były lody z wyższej półki:-)
                                              PS. Koroną pożądań był oczywiście Magnum. Ach, ta cesarska grubość czekoladowej polewy, pękająca pod białymi zębami modelki:-)
                                              • significado-significante Re: " Przejadanie " pieniedzy. 14.06.18, 11:40
                                                potworia napisał(a):

                                                > PS. Koroną pożądań był oczywiście Magnum. Ach, ta cesarska grubość czekoladowej
                                                > polewy, pękająca pod białymi zębami modelki:-)

                                                Haha, ostatnio opowiadałam o tym mężowi, który przez całe swe dzieciństwo i wczesną młodość nie mieszkał w Polsce i w ogóle wychowywał się w zupełnie innych realiach kulturowych i socjoekonomicznych niż ja, dlatego takie rozmowy wspominkowe są u nas ogromnie pouczające dla obu stron - jedno odkrywa, a drugie zaczyna patrzeć z dystansem, świeżym okiem. No więc ja próbowałam wytłumaczyć mu jakim obiektem pożądania były lody magnum, jak bardzo zazdrościłam tym, którzy mogli sobie na nie pozwolić codziennie, a nie od święta, bo ja nie należałam do tej grupy :) Tak, i ta reklama :)
                                              • przymrozki Re: " Przejadanie " pieniedzy. 14.06.18, 11:54
                                                potworia napisał(a):

                                                > Lody Opal dla wszystkich - na etapie DP sama żywo interesowalam się cenami lodó
                                                > w - fakt, że oznaczone jako szastanie pieniędzmi,

                                                Jako szastanie pieniędzmi i chyba jednak szczególna okazja. No i wkupianie się w łaski. Na co dzień, najwyraźniej, tak drogich lodów na Roosevelta nie jadano. Tort lodowy na dzień dziecka był domowy i niemarkowy.

                                                Laura najbardziej lubiła Banana Joe (nie pamiętam tych lodów, nie wiem, czy były jakoś szczególnie drogie). Fantę na podróż pociągiem panny z rodziny Ignacego miały jedną, litrową, na trzy osoby. Ewidentnie służyła za smakołyk, do picia była zawartość bidonów. Zapijanie parówek z Warsu Sprite'm było dowodem na brak asertywności Natalii. To się chyba trzyma ówczesnych realiów.
                                                • potworia Re: " Przejadanie " pieniedzy. 14.06.18, 12:07
                                                  Nie, to nie była szczególna okazja. To był dzień powszedni. Banana Joe pamiętam doskonale - był drogi, niemal tak jak Magnum.
                                                  Płyn Sunlicht był trzykrotnie drożdży od krajowych płynów do naczyń. A jesteśmy caly czas w DP, czyli krucha inteligencka łódeczka na wzburzonych falach transformacji.
                                                  Tak, trzyma się realiów, ale nie przystaje do wizerunku rodziny liczącej się z każdym groszem.
                                                  • przymrozki Re: " Przejadanie " pieniedzy. 14.06.18, 12:39
                                                    potworia napisał(a):

                                                    > Nie, to nie była szczególna okazja. To był dzień powszedni.

                                                    Nie była okazja w tym sensie, że nie były to niczyje urodziny. Okazją było samo to, że Grześ kupił Opale. To było wydarzenie warte odnotowania i królewski gest, żeby sprawić przyjemność rodzinie. Nie wiadomo, jak często on się powtarzał. A naczynia myli, co do zasady, Ludwikiem. Czasami zdradzali go na rzecz nowomodnych płynów, ale wracają z podkulonymi ogonami.

                                                    Wynika z tego jednak, że nie pilnowali każdego grosza. Tylko pytanie, czy to nie było tak jak w KK - książki w każdych ilościach i brak czekolady. Może rzeczywiście właśnie przez Opale i inne podobne gesty brakowało pieniędzy na wakacje dla dziewczynek (owszem, Gaba "sypnęła groszem" Natalii, ale sypnęła na waletowanie w namiocie w ogródku Anieli, gdyby nie ta okazja, Róża i Laura siedziałyby w domu). Czyli nie ubóstwo, tylko po prostu takie a nie inne gospodarowanie zasobami.
                                                  • potworia Re: " Przejadanie " pieniedzy. 14.06.18, 13:17
                                                    Tak, w tamtych czasach nawyk testowania nowych produktów potrafił być kosztowny:)) Nie pamiętam już ceny kanapki w pierwszym McDonald's, ale nawet nie było sensu nawet prosić.
                                                    Co do wakacji dziewczynek, to Gaba jako pracownik uniwersytetu miała dostęp do jakichś na ten cel funduszy, z których nie zechciała skorzystać. A dlaczego, to możemy dyskutować do bladego trupa;-)
                                                  • przymrozki Re: " Przejadanie " pieniedzy. 14.06.18, 13:35
                                                    potworia napisał(a):

                                                    > Co do wakacji dziewczynek, to Gaba jako pracownik uniwersytetu miała dostęp do
                                                    > jakichś na ten cel funduszy, z których nie zechciała skorzystać. A dlaczego, to
                                                    > możemy dyskutować do bladego trupa;-)

                                                    Ktoś autentycznie ubogi dofinansowanie na wakacje mógł wykorzystać na łatanie budżetu albo większe, praktyczne zakupy typu lodówka czy pralka. Nie wiem, jak było wtedy, ale dziś jedynym formalnym warunkiem wypłaty z Funduszu Socjalnego jest wzięcie urlopu tak, że przynajmniej czternaście kolejnych dni pracownik jest poza miejscem pracy (tzw. "wczasy pod gruszą"). Są ludzie, którzy i pieniądze, i urlop przeznaczają np. na remont. Borejkowie też mogli.

                                                    Ale w tym sensie to się nie trzyma kupy, że Gabrysia nie tęskni za luksusowym hotelem w Australii, ale za namiotem i lasem. Czyli za wakacjami, które mogą być całkiem tanie.

                                                  • tt-tka Re: " Przejadanie " pieniedzy. 14.06.18, 13:44
                                                    przymrozki napisała:


                                                    > Ale w tym sensie to się nie trzyma kupy, że Gabrysia nie tęskni za luksusowym h
                                                    > otelem w Australii, ale za namiotem i lasem. Czyli za wakacjami, które mogą być
                                                    > całkiem tanie.
                                                    >

                                                    Oraz wyraznie powiedziano w DP "nie miala ich (dziewczynek) ani z kim wyslac, ani za co", a pozniej (CR ?), ze wakacje byly u Jankowiakow co roku, bo na inne nie bylo pieniedzy", a wszystkie dochody obojga Strybow "ledwo wystarczaly na codzienne wydatki".
                                                  • yvi1 Re: " Przejadanie " pieniedzy. 14.06.18, 13:33
                                                    przymrozki napisała:

                                                    > potworia napisał(a):
                                                    >
                                                    > > Nie, to nie była szczególna okazja. To był dzień powszedni.
                                                    >
                                                    > Nie była okazja w tym sensie, że nie były to niczyje urodziny. Okazją było samo
                                                    > to, że Grześ kupił Opale. To było wydarzenie warte odnotowania i królewski ges
                                                    > t, żeby sprawić przyjemność rodzinie. Nie wiadomo, jak często on się powtarzał.
                                                    > A naczynia myli, co do zasady, Ludwikiem. Czasami zdradzali go na rzecz nowomo
                                                    > dnych płynów, ale wracają z podkulonymi ogonami.
                                                    >
                                                    > Wynika z tego jednak, że nie pilnowali każdego grosza. Tylko pytanie, czy to ni
                                                    > e było tak jak w KK - książki w każdych ilościach i brak czekolady. Może rzeczy
                                                    > wiście właśnie przez Opale i inne podobne gesty brakowało pieniędzy na wakacje
                                                    > dla dziewczynek (owszem, Gaba "sypnęła groszem" Natalii, ale sypnęła na waletow
                                                    > anie w namiocie w ogródku Anieli, gdyby nie ta okazja, Róża i Laura siedziałyby
                                                    > w domu). Czyli nie ubóstwo, tylko po prostu takie a nie inne gospodarowanie za
                                                    > sobami.
                                                    " Gaba sypnela groszem " w NiN ,a byl to grosz pozyczony od Patrycji.( Nie od Inki 😁😁😁,sorry glupawke mam). A na powaznie to tak stoi w tekscie,czyli Gabon tez za bardzo oszczedny nie byl.Za to kupowali 5 zeszytow z " Jolkami" tylko Grzes sobie kopiowal zeby nie kupowali 6 ...
    • przymrozki Re: " Przejadanie " pieniedzy. 14.06.18, 07:50
      Czekajcie, czekajcie. Czy mnie naszło olśnienie, czy też coś mi się pomyliło? Czy nie było tak (nie mam książki pod ręką, nie sprawdzę), że gdy Laura przywiozła roślinność na rowerze, któreś z Górskich powiedziało, że Fidelisowie mają dobrą ofertę, ale Górscy tam nie bywają, bo drogo? To by znaczyło, że jakaś refleksja o różnicach cen między sklepami jednak się w Jeżycjadzie pojawia. I możemy spokojnie założyć, że Patrycjowie kierują się podobną logiką robiąc zakupy spożywcze czy kupując chemię gospodarczą.
        • gat45 Re: " Przejadanie " pieniedzy. 14.06.18, 10:16
          Na szczęście w pdf-ie działa wyszukiwarka :)
          Monolog Pulpy przy szpitalny łożu boleści pani Strybowej : ".... Ten młody ogrodnik, choć oczywiście do Florka mu daleko, też nie wypadł sroce spod ogona, widziałam to na własne oczy, kiedy oglądałam w „Maglezji" dagnolie, jakoś tak na początku kwietnia to było. Tak, na pewno, bo jedna magnolia właśnie kwitła, śliczna, różowa, i strasznie długo musiałam z sobą walczyć, żeby jej nie kupić, bo niestety była za droga, jak to u nich...."

          • panna.ze.dworku Re: " Przejadanie " pieniedzy. 14.06.18, 10:36
            Dziękować, Gatu! Czyli przynajmniej Pulpostwo zauważają, że ceny bywają różne i niektóre przekraczają ich budżet.
            Acz u Pulpy to mnei raczej zastanawia gospodarowanie czasem niż pieniędzmi. Kurczę, nno, ja nie mam gospodarstwa agroturystycznego, sadów, porzeczek, moreli, uli, HODOWLI koni i czego tam jeszcze, moja doba ma 24 godziny i nijak nie chce więcej, mam mieszkanie w bloku, jednego męża i jednego psa, a i tak mam wrażenie, że non - stop czegoś nie dokończyłam, czegoś nie zrobiłam, coś tam mi zalega... Kiedy ta Pulpa to wszystko ogarnia? Wnioski o dopłaty unijne, to trzeba w tym cały czas siedzieć, bo się zmieniają przepisy, kwoty itd, nie da się stworzyć "szablonu" i tylko podstawiać dane, ogródek trzeba pielić, sam się nie podleje, nowalijki ni czorta nie chcą same z grządki przymaszerować do kuchni, to lody się same nie produkują, a ona ma jeszcze czas na czytanie nowości...
            • tt-tka Re: " Przejadanie " pieniedzy. 14.06.18, 12:02
              panna.ze.dworku napisała:

              > Dziękować, Gatu! Czyli przynajmniej Pulpostwo zauważają, że ceny bywają różne i
              > niektóre przekraczają ich budżet.

              Zauwazali. W Sprezynie, sziesiec lat wczesniej. Nie tylko drogiej rosliny nie kupili, ale robiac "plany inwestycyjne" Pulpa zauwaza, ze jakas tam oferta jest niekorzystna i ze poczeka na lepsza okazje.
              A w CZ wyplukuja sie oboje z pieniedzy na zakup ziemi calkiem im zbednej, na ktorej zagospodarowanie nie maja gotowki ni pomyslu... Oraz lekka reka rezygnuja z zarobku na letnikach w zamian za szczescie psuadania na miejscu siostry i szwagra na stale.
              • potworia Re: " Przejadanie " pieniedzy. 14.06.18, 12:15
                Letnikach, dodajmy z tej samej zlotodajnej ektoplazmy, co konie i porzeczki.

                Ach i te systematycznie przysyłane nowości wydawnicze! Jasne, ze boli, kiedy człowiek musi odczekać parę miesięcy zanim 'nowy Eugenides' czy 'nowa Bator' trafią do biblioteki. O ile trafią.
                Fajnie ma ta Patrycja, że nie musi.
                    • tt-tka Re: " Przejadanie " pieniedzy. 14.06.18, 13:01
                      potworia napisał(a):

                      > Pacz, a ja nie skojarzylam, że on letnik!

                      Bo moze zimownik :) - Flor o nim rodzinie w sierpniu opowiada. Gdyby byl latem, powinni go znac czy przynajmniej kojarzyc.
                      Z drugiej strony zima nie mieszkalby w pawilonie...

                      Nie wiem, albo ten pawilon jest dochodowy i oddawanie go jest wyzbyciem sie tych dochodow, albo pawilon jest najzupelniej zbedny i w takiem wypadku przerabianie go na caloroczny domek, ocieplanie, przebudowa itp jest finansowym nonsensem.
                      • marutax Re: " Przejadanie " pieniedzy. 14.06.18, 17:08
                        tt-tka napisała:

                        > Nie wiem, albo ten pawilon jest dochodowy i oddawanie go jest wyzbyciem sie tyc
                        > h dochodow, albo pawilon jest najzupelniej zbedny i w takiem wypadku przerabian
                        > ie go na caloroczny domek, ocieplanie, przebudowa itp jest finansowym nonsense
                        > m.

                        Tym bardziej, że w tej konkretnej sytuacji może być i wilk syty, i owca cała. Tzn. jeśli już Gaba i Grześ postanowili się wyprowadzić, a Patrycji przydałaby się pomoc w opiece nad seniorami, to Strybowie Starsi mogli kupić mieszkanie... ale w Pobiedziskach czy innej okolicy. Ceny dużo niższe niż w Poznaniu, do Pulpy rzut beretem, własna przestrzeń, dojazdy do Poznania im nie przeszkadzają... Jeśli mieli na "używaną kawalerkę" w Poznaniu to w Pobiedziskach stać by ich było na 2 pokoje w dobrym stanie. Na przykład:

                        gratka.pl/nieruchomosci/mieszkanie-pobiedziska-ul-centrum/ob/2888029
                        gratka.pl/nieruchomosci/mieszkanie-pobiedziska/ob/3265555
                        gratka.pl/nieruchomosci/nowe-mieszkanie-pobiedziska-ul-fiolkowa/ob/4406539


                        • przymrozki Re: " Przejadanie " pieniedzy. 14.06.18, 18:01
                          marutax napisała:

                          > Tym bardziej, że w tej konkretnej sytuacji może być i wilk syty, i owca cała. T
                          > zn. jeśli już Gaba i Grześ postanowili się wyprowadzić, a Patrycji przydałaby s
                          > ię pomoc w opiece nad seniorami, to Strybowie Starsi mogli kupić mieszkanie...
                          > ale w Pobiedziskach czy innej okolicy. Ceny dużo niższe niż w Poznaniu, do Pulp
                          > y rzut beretem, własna przestrzeń, dojazdy do Poznania im nie przeszkadzają...


                          Albo odkupić od Florka poniemiecką ziemię i postawić tam jakąś rezydencję w stylu Fidelisów.
                          • marutax Re: " Przejadanie " pieniedzy. 14.06.18, 18:28
                            przymrozki napisała:

                            > marutax napisała:
                            >
                            > > Tym bardziej, że w tej konkretnej sytuacji może być i wilk syty, i owca c
                            > ała. T
                            > > zn. jeśli już Gaba i Grześ postanowili się wyprowadzić, a Patrycji przyda
                            > łaby s
                            > > ię pomoc w opiece nad seniorami, to Strybowie Starsi mogli kupić mieszkan
                            > ie...
                            > > ale w Pobiedziskach czy innej okolicy. Ceny dużo niższe niż w Poznaniu, d
                            > o Pulp
                            > > y rzut beretem, własna przestrzeń, dojazdy do Poznania im nie przeszkadza
                            > ją...
                            >
                            >
                            > Albo odkupić od Florka poniemiecką ziemię i postawić tam jakąś rezydencję w sty
                            > lu Fidelisów.

                            To znowu wyszłaby bzdura, z dworkiem z resztek po rozbudowie stajni. Tymczasem przeprowadzka do Pobiedzisk byłaby i realna, i jakoś tam uzasadniona (pomijam samą decyzję o wyniesieniu się z Roosevelta). Jeśli G&G byłoby stać na "używaną kawalerkę" w Poznaniu to stać ich też na spore mieszkanie w Pobiedziskach plus jakiś remont i urządzenie. Ich praca zawodowa pozwala na sporą swobodę, np. wystarczyłoby, żeby Gaba dojeżdżała na uczelnię 3 dni w tygodniu w "dobrych" godzinach, Grzegorz podobnie, zresztą to już prawie emeryt... W wolne dni Gaba mogłaby odwiedzać rodzinę lub gościć ją u siebie. Ogólnie same przenosiny pod miasto pary starszych osób są jak najbardziej ok. Niestety wszystko psuje pawilon dla letników w ogródku młodszej siostry.
              • jakgdyby.nigdynic Re: " Przejadanie " pieniedzy. 14.06.18, 13:48
                tt-tka napisała:


                > A w CZ wyplukuja sie oboje z pieniedzy na zakup ziemi calkiem im zbednej, na kt
                > orej zagospodarowanie nie maja gotowki ni pomyslu... Oraz lekka reka rezygnuja
                > z zarobku na letnikach w zamian za szczescie psuadania na miejscu siostry i sz
                > wagra na stale.

                Cóż, każda rodzina ma inne priorytety finansowe. Niektórzy oszczędzają, inni nie. Jedni wydają na kawę, inni na samochody i telewizory, a jeszcze dla innych najważniejsza jest rodzina. A skoro tak właśnie jest u Borejków, to pieniądze będą wydawać na wspólne bycie razem (mieszkanie, jedzenie), a nie wycieczki dookoła świata albo kursy paralotniarstwa.
                Ziemia to inna sprawa, ale też dość konsekwentnie poprowadzona, zważywszy na narastający flobryzm piastowski u Górskich (Baltona, wróć!).
                • tt-tka Re: " Przejadanie " pieniedzy. 14.06.18, 14:27
                  jakgdyby.nigdynic napisała:


                  > Cóż, każda rodzina ma inne priorytety finansowe. Niektórzy oszczędzają, inni ni
                  > e. Jedni wydają na kawę, inni na samochody i telewizory, a jeszcze dla innych n
                  > ajważniejsza jest rodzina. A skoro tak właśnie jest u Borejków

                  Tak wlasnie, tylko ta rodzina cos wybiorczo traktowana... patrzac na strukture wydatkow u Strybow dzieci do rodziny nie naleza. Albo w niklym stopniu.

                  >na bycie razem

                  I dlatego Gabony zaraz po kosztochlonnym robieniu drugiej lazienki uciekaja od syna, synowej i wnuczki :)
                  No tak, od dawna wiemy, ze rodzina, a przynajmniej jej zasadniczy trzon to seniorzy i siostry Borejko. Nie mezowie, nie dzieci...
                  • przymrozki Re: " Przejadanie " pieniedzy. 14.06.18, 15:09
                    tt-tka napisała:

                    > > ajważniejsza jest rodzina. A skoro tak właśnie jest u Borejków
                    >
                    > Tak wlasnie, tylko ta rodzina cos wybiorczo traktowana... patrzac na strukture
                    > wydatkow u Strybow dzieci do rodziny nie naleza. Albo w niklym stopniu.

                    Ale też na jedzenie dla Różo-Lauro-IGSów pieniądze zawsze były. Dostawały świeże masło, osobiście wybrany przez Ignacego seniora ser i wypiekane na miejscu ciasta. Po domu chodziły ubrane jak królewięta, konkretnie w atłasowe bonżurki. Gabrysia lekką ręką proponuje Laurze remont pokoju - ściany jak banany, zasłony w kratkę. Były książki, radio, telewizja (przez jakiś czas przynajmniej), gry planszowe, krzyżówki i rodzinne biesiady.

                    Oszczędności pojawiają się dopiero, gdy dziecko chce dom opuścić i potrzebuje w tym celu butów lub opłaconych wczasów.
                    • tt-tka Re: " Przejadanie " pieniedzy. 14.06.18, 16:54
                      przymrozki napisała:


                      > Ale też na jedzenie dla Różo-Lauro-IGSów pieniądze zawsze były. Dostawały śwież
                      > e masło, osobiście wybrany przez Ignacego seniora ser i wypiekane na miejscu ci
                      > asta.

                      Zwlaszcza dla Ignasia, ktory produktow zwierzecych nie jadal... no tak, maslo fistaszkowe mu kupili...

                      >Po domu chodziły ubrane jak królewięta, konkretnie w atłasowe bonżurki.

                      Dziewczyny tez ? Chcialabym to zobaczyc :)

                      >G abrysia lekką ręką proponuje Laurze remont pokoju

                      Odmalowanie, odmalowanie.

                      - ściany jak banany, zasłony
                      > w kratkę. Były książki, radio, telewizja (przez jakiś czas przynajmniej), gry p
                      > lanszowe, krzyżówki i rodzinne biesiady.
                      >
                      > Oszczędności pojawiają się dopiero, gdy dziecko chce dom opuścić i potrzebuje w
                      > tym celu butów lub opłaconych wczasów.

                      Myslisz, ze to celowo ? Ciekawy aspekt... wszystko w domu, nic poza domem, to jest idea !
                      • przymrozki Re: " Przejadanie " pieniedzy. 14.06.18, 18:03
                        tt-tka napisała:

                        > > Oszczędności pojawiają się dopiero, gdy dziecko chce dom opuścić i potrze
                        > buje w
                        > > tym celu butów lub opłaconych wczasów.
                        >
                        > Myslisz, ze to celowo ? Ciekawy aspekt... wszystko w domu, nic poza domem, to j
                        > est idea !

                        Gdyby zastosować taki klucz, to wiele rzeczy zaczyna się zgadzać.
              • bupu Re: " Przejadanie " pieniedzy. 14.06.18, 16:35
                tt-tka napisała:

                > panna.ze.dworku napisała:
                >
                > > Dziękować, Gatu! Czyli przynajmniej Pulpostwo zauważają, że ceny bywają r
                > óżne i
                > > niektóre przekraczają ich budżet.
                >
                > Zauwazali. W Sprezynie, sziesiec lat wczesniej. Nie tylko drogiej rosliny nie k
                > upili, ale robiac "plany inwestycyjne" Pulpa zauwaza, ze jakas tam oferta jest
                > niekorzystna i ze poczeka na lepsza okazje.
                > A w CZ wyplukuja sie oboje z pieniedzy na zakup ziemi calkiem im zbednej, na kt
                > orej zagospodarowanie nie maja gotowki ni pomyslu... Oraz lekka reka rezygnuja
                > z zarobku na letnikach w zamian za szczescie psuadania na miejscu siostry i sz
                > wagra na stale.

                Ziemia to akurat by im się przydala, żeby konie nie musiały ciegiem w szufladach leżeć...
    • marutax Re: " Przejadanie " pieniedzy. 15.06.18, 09:47
      To może spróbujmy ustalić w miarę konkretnie, na co idą pieniądze na Roosevelta? Tzn. jakie wydatki sprawiają, że nie ma ich na inne cele, takie jak wakacje czy odpowiednie ubrania. Przy czym trzymajmy się czasów w miarę współczesnych, kiedy w sklepach nie ma pustek, a dochody rodziny są na dobrym poziomie (zakładając, że dorośli zarabiają normalne sumy, a nie pracują charytatywnie)
      Z dotychczasowej dyskusji można wyciągnąć kilka przykładów:
      1. kupowanie drogich produktów, pomimo że istnieją tańsze zamienniki (soki Witt, perfumy). Tu można odnieść wrażenie, że Autorka albo uprawia lokowanie produktu, albo wspomina po prostu o tym, czego sama używa, nie myśląc o cenach
      2. robienie zakupów nieekonomicznie - najbliższy sklep, produkty kupowane na bieżąco, bez planowania
      3. marnowanie prądu czy wody
      4. kupowanie książek w dwóch egzemplarzach, ale też ogólnie niekorzystanie z bibliotek. To mnie szczególnie dziwi, ponieważ przy obecnej obfitości wydawniczej często można się naciąć i zawieść na szeroko chwalonych pozycjach. Po osobistych przejściach nauczyłam się, że kupowanie wszystkiego co MOŻE się spodobać kończy się siatkami odnoszonymi do biblioteki. Nie wiem, jak to funkcjonuje u Borejków - zachowują wszystko, co kupują? Może zaginiony pokój i spiżarnia stały się tak naprawdę magazynami podwójnych egzemplarzy książek?

      Coś jeszcze?
      • tt-tka Re: " Przejadanie " pieniedzy. 15.06.18, 10:01
        Tylko jeden tom - lekcje spiewu Laury. Nie mam pojecia, ile to kosztuje, ale zapewne kosztuje. No i pianino :) Oraz konkursy spiewacze :), tez zapewne jakies koszty to generuje. Nb Laura jest jedynym dzieckiem Gaby, na ktorego edukacje pozaszkolna ida jakies pieniadze.
        O, pardon, prawo jazdy Ignasia. Tez kosztowalo.
        Systematyczne, latami, karmienie Idy z dziecmi - drogo, niedrogo, ale troje stalych nadprogramowych stolownikow jest w budzecie zauwazalne.
        • przymrozki Re: " Przejadanie " pieniedzy. 15.06.18, 11:07
          tt-tka napisała:

          > Tylko jeden tom - lekcje spiewu Laury. Nie mam pojecia, ile to kosztuje, ale za
          > pewne kosztuje.

          Jeszcze na etapie "Języka Trolli" Laura uczy się śpiewać w jakimś kółku ("ognisku") prowadzonym przez Teresą Oracabessę. To może być:
          1. dom kultury prowadzony na podstawie ustawy o oświacie (ówczesnej), czeli zajęcia za darmo plus dobrowolny komitet rodzicielski;
          2. samorządowa instytucja kultury, czyli zajęcia albo bardzo tanie, albo darmowe (zależy, na ile organ prowadzący się szarpnie i czy uda się dostać jakieś pieniądze z Unii).

          Czy takie kółko wystarcza, żeby wyszkolić głos na poziomie niezbędnym do studiów, które wybrała Laura - tego nie wiem. Ale nawet jeżeli nie, to to inny typ babola.
          • tt-tka Re: " Przejadanie " pieniedzy. 15.06.18, 11:30
            przymrozki napisała:

            > tt-tka napisała:
            >
            > > Tylko jeden tom - lekcje spiewu Laury. Nie mam pojecia, ile to kosztuje,
            > ale za
            > > pewne kosztuje.
            >
            > Jeszcze na etapie "Języka Trolli" Laura uczy się śpiewać w jakimś kółku ("ognis
            > ku")

            Nie, chodzi mi o ktorys pozniejszy tom - Laura idzie "na lekcje spiewu", nie na zajecia w ognisku. Oraz szykuje sie czy brala udzial w konkursie spiewaczym. To juz bylo po tym niedostaniu sie na studia chyba.
      • przymrozki Re: " Przejadanie " pieniedzy. 15.06.18, 10:11
        marutax napisała:


        > 1. kupowanie drogich produktów, pomimo że istnieją tańsze zamienniki (soki Witt
        > , perfumy).

        Perfumy mogły być prezentem (jak w przypadku Natalii) albo przyjemnością sprawianą sobie z rzadkich okazji. Budżet jako tako zarabiającej osoby nie powinien runąć, jeżeli raz w roku ta osoba kupi butelkę perfum za 300 zł. A tymi perfumami przecież nie szastano - Ida była wściekła, gdy podkradano jej pachnidło, a Gabrysia, używając perfum do odkażenia rany, pyta, czy można i czy nie szkoda.

        Rzeczywiście inaczej wygląda sprawa z Dr Wittem. Jeżeli oni pili to na co dzień, to to się, w skali miesiąca, robią zauważalne sumy. Tym bardziej, że te soki nie bardzo różniły się od swoich dwukrotnie tańszych zamienników. A jeżeli takich "Wittów" w diecie było więcej, to tak można przetracić kilkaset złotych co miesiąc.
        Natomiast co do lokowania produktu, myślę, że Dr Witt pojawił się ze względu na ciężar. Trzeba było pokazać, że Laura dźwiga konkretnie ważące siaty.

        > 4. kupowanie książek w dwóch egzemplarzach, ale też ogólnie niekorzystanie z bi
        > bliotek. To mnie szczególnie dziwi, ponieważ przy obecnej obfitości wydawniczej
        > często można się naciąć i zawieść na szeroko chwalonych pozycjach. Po osobisty
        > ch przejściach nauczyłam się, że kupowanie wszystkiego co MOŻE się spodobać koń
        > czy się siatkami odnoszonymi do biblioteki. Nie wiem, jak to funkcjonuje u Bore
        > jków - zachowują wszystko, co kupują? Może zaginiony pokój i spiżarnia stały si
        > ę tak naprawdę magazynami podwójnych egzemplarzy książek?

        Wiemy, że odnosili książki do antykwariatów. Na pewno takie źródło pozyskiwania pieniędzy pojawia się nie tylko w pierwszych tomach. Przy czym, oczywiście, rzadko kiedy oddawana książka na tyle zyskała na wartości, żeby oddawanie do antykwariatu się opłacało. Przy takim trybie czytania, traci się pieniądze. Natomiast jest to chyba robione świadomie, Borejkowie dzielą się lekturami, polecają sobie i pożyczają i jest to dla nich ważna część radości z lektury. Pewnie dlatego książka z biblioteki są gorszym sortem.
        • tt-tka Re: " Przejadanie " pieniedzy. 15.06.18, 10:26
          przymrozki napisała:


          > Natomiast co do lokowania produktu, myślę, że Dr Witt pojawił się ze względu na
          > ciężar. Trzeba było pokazać, że Laura dźwiga konkretnie ważące siaty.

          Ale tam bylo tego wiecej - cegly siporex, plyn do naczyn kop, wszystkiego nie pamietam, ale bylo. Podejrzewam jednak raczej lokowanie produktu. I bez Witta kilka butelek soku, proszek do prania daje w sumiedobrze ponad piec kilo i Laura nawet bez szkla mialaby powod uzalac sie nad soba.


          > Wiemy, że odnosili książki do antykwariatów. Na pewno takie źródło pozyskiwania
          > pieniędzy pojawia się nie tylko w pierwszych tomach.

          Tylko w KK. Nawet glodujaca w IS Ida sprzedaje butelki, nie ksiazki, a potem rekodzielo wlasne. W neo mamy wzmianki o biurku czy polkach, na ktorych spoczywaly te podwojne, a niekiedy potrojne egzemplarze. Czyli - zostawaly w domu.
      • aadrianka Re: " Przejadanie " pieniedzy. 15.06.18, 10:12
        marutax napisała:


        > 4. kupowanie książek w dwóch egzemplarzach, ale też ogólnie niekorzystanie z bi
        > bliotek. To mnie szczególnie dziwi, ponieważ przy obecnej obfitości wydawniczej
        > często można się naciąć i zawieść na szeroko chwalonych pozycjach. Po osobisty
        > ch przejściach nauczyłam się, że kupowanie wszystkiego co MOŻE się spodobać koń
        > czy się siatkami odnoszonymi do biblioteki. Nie wiem, jak to funkcjonuje u Bore
        > jków - zachowują wszystko, co kupują? Może zaginiony pokój i spiżarnia stały si
        > ę tak naprawdę magazynami podwójnych egzemplarzy książek?
        >
        > Coś jeszcze?


        To kupowanie wszelkich nowości w dwóch egzemplarzach jest dla mnie jakimś pomysłem nie do ogarnięcia. Rynek wydawniczy mamy płodny, nowości co miesiąc pojawia się więcej, niż statystyczny Polak* czyta w ciągu życia, argument, że podwójne zakupy mają na celu uniknięcie kłótni, jest idiotyczny (dlaczego ograniczać się do dwóch egzemplarzy, nabywajmy od razu po jednym dla każdego członka rodziny). Nawet jeśli po przeczytaniu upłynniają nadliczbowe pozycje, i tak jest to fanaberia. I pewnie, ekscentryczna, zamożna rodzina niech sobie takowe fanaberie uprawia, ale Borejkowie wciąż uparcie kreowani są na szlachetnie ubogich...
        W dodatku, naprawdę kupują te nowości jak leci? Tokarczuk, Stasiuka, Kasię Michalak, Dukaja, Mroza, noblistów, fantastykę zagramaniczną i rodzimą, young adult, reportaże z Wydawnictwa Czarnego? Seneka chyba nie jest zbyt często wznawiany... Gusta czytelnicze Borejków były już omawiane wielokrotnie, ale wiemy, że niektóre książki czytują w ramach guilty pleasure, skrzętnie skrywanej przed nestorem rodu. Jakie książki zasługują na bycie zakupionymi x2?

        *Wiem, że mój bąbelek nie jest może reprezentatywny, ale znajomych mam naprawdę spory przekrój i nawet uwzględniając tych, którzy aktualnie czytają wyłącznie dzieciom na dobranoc, i to głównie "Nelę małą reporterkę", wychodzi mi całkiem spora średnia, "statystyczny Polak" odnosi się do ponurych raportów, odkąd pamiętam wieszczących całkowity upadek czytelnictwa w Polsce.
        • przymrozki Re: " Przejadanie " pieniedzy. 15.06.18, 10:26
          aadrianka napisała:

          > To kupowanie wszelkich nowości w dwóch egzemplarzach jest dla mnie jakimś pomys
          > łem nie do ogarnięcia. Rynek wydawniczy mamy płodny,

          Ale też niekoniecznie kupują wszystkie nowości. Na pewno istnieje selekcja, pytanie - jak duże oczka są w sitku służącym do przesiewu.
      • panna.ze.dworku Re: " Przejadanie " pieniedzy. 15.06.18, 10:44
        Ad. 1. Perfumy to "osobna bajka" - jak już napisała Przymrozki - kupowane raz na jakiś czas nie zburzą budżetu. Natomiast co do soków... No właśnie, były wówczas tańsze zamienniki. I nie zgodzę się, że Dr Witt pojawił się "dla pokazania ciężaru". Tak samo by było, gdyby autorka kazała Laurce taszczyć trzy duże, dwulitrowe butle oranżady czy tam coś innego, o wadze zbliżonej, a bardziej sensownego cenowo.
        Ad. 2. Tu w pełni zgoda i nie mam pojęcia czemu MM to tak głupio napisała! Żeby napisała np, że Gaba/Ida z małym Ignasaiem/Łusią/Józiem WOLAŁA chodzić do sklepów bliżej, bo tak jej było z dzieckiem wygodniej - i ta wygoda była warta tych kilku złotych drożej - to ok, jak już wyżej dziewczyny napisały i ja to rozumiem. Ale, na Zeusa, czemuż w "normalnym trybie" dla 10 - 11 osób nie robić zakupów EKONOMICZNIE? Na "oszczędzanie" uczuć samochodu i nie wyprowadzanie go na mróz spuszczę zasłonę milczenia, bo to czyni z Grzegorza osobnika o intelekcie przedszkolaka...
        Ad. 3. Kurczę, no, nie rozumiem. Ja tam biedy nie mam, ale, zaraza jasna, światło w ubikacji gaszę jak wychodzę. To samo dotyczy dużego pokoju, kuchni itd. Jeśli gdzieś nie siedzę - to nie palę tam światła. Jeśli wychodzę - to światło gaszę. I ok, lato jest, upały, prysznic szybki biorę nawet i kilka razy dziennie - dla higieny. Ale wielogodzinne kąpiele z dolewaniem tylko gorącej wody? Sorry, ale...
        Ad. 4. To kupowanie książek w dwóch egzemplarzach jest równym curiosum jak czytanie synchroniczne i całowanie się po każdym rozdziale.
        • tt-tka Re: " Przejadanie " pieniedzy. 15.06.18, 10:54
          A propos przypomniala mi sie sprawa sadowa z lat 70-tych - kobieta zrobila naduzycie na ponad milion. Systematycznie podkradala nieduze sumy przez kilka lat. Sad nie mogl uwierzyc, ze ona to wszystko wydala na dom - a tak bylo. Schab w komercyjnym, zeby nie stac w kolejkach i taksowki, zeby nie czekac na komunikacje (Slask, ten siedmiogrod), poza tym zadnych specjalnych wydatkow, raz hotel Forum z kawa i koniakiem w kilka osob, raz wizyta u dobrego i drogiego okulisty, raz kupno jakiegos lazienkowego kompletu za poltora tysiaca. Ten ponad milion o tyle zmienial sytuacje, ze byla wczesniej i mniej zmeczona w domu, a na stole byla szynka zamiast salcesonu.
          Tak ze przep...yc mozna wlasciwie dowolna sume na codzienne wydatki :(
          • panna.ze.dworku Re: " Przejadanie " pieniedzy. 15.06.18, 11:15
            Dokładnie! Nie ma górnej granicy "domowych wydatków". Ja mam ograniczony budżet - jak chyba większość. I owszem, gdybym miała te dwie czy trzy stówki miesięcznie więcej - to tez by "poszły" i to w sposób w sumie niedostrzegalny - właśnie na lepsza wędlinę, na lepszy ser, na to, żeby kupić coś bliżej, a nie taszczyć z dalszego marketu itp. Na takie zwykłe, codzienne drobiazgi. I temu właśnie mnie zaskakuje bezmyślność (tak, bezmyślność, a nie eufemistycznie ujmując "niegospodarność") Borejków en masse. Bo mając mało forsy a liczną rodzinę - po prostu TRZEBA myśleć przy zakupach i koniec. Bo nie ma opcji, że budżet domowy się "dopnie", jak sobie a to soczki, a to lody, a to inne szaleństwa uskutecznimy. Ok, raz na jakiś czas można odrobinę szaleństwa, ale to raz na jakiś czas, a nie jako reguła.
            • przymrozki Re: " Przejadanie " pieniedzy. 15.06.18, 11:30
              panna.ze.dworku napisała:

              > Dokładnie! Nie ma górnej granicy "domowych wydatków". Ja mam ograniczony budżet
              > - jak chyba większość. I owszem, gdybym miała te dwie czy trzy stówki miesięcz
              > nie więcej - to tez by "poszły" i to w sposób w sumie niedostrzegalny - właśnie
              > na lepsza wędlinę, na lepszy ser, na to, żeby kupić coś bliżej, a nie taszczyć
              > z dalszego marketu itp. Na takie zwykłe, codzienne drobiazgi. I temu właśnie m
              > nie zaskakuje bezmyślność (tak, bezmyślność, a nie eufemistycznie ujmując "nieg
              > ospodarność") Borejków en masse.

              Tylko że żeby zacząć planować zakupy, trzeba najpierw zauważyć, że pieniądze się rozchodzą. Większość Borejków jest do tej refleksji niezdolna, bo dla nich pieniądze to coś, co się z definicji rozchodzi. Po drugie, trzeba by samemu przed sobą uznać, że pieniądze to cenny zasób, którego integralność może być wartością przewyższającą intelektualne czy kulinarne fanaberie. I tutaj pojawia się kolejny problem, dla Borejków liczenie wydatków i pilnowanie zakupów może być nie tylko organizacyjnie uciążliwe, ale też niewskazane ze względów etycznych. W sensie oni nie chcą, żeby życie rodzinne toczyło się wokół pieniędzy. Mogą uważać, że myślenie o kasie jest niewłaściwe i małostkowe.

              A że można wydawać ogromne pieniądze nie wiadomo jak - pełna zgoda. Odróżnienie luksusu i normy, poniżej którą się nie schodzi w dużej mierze zależy od człowieka. Moja współpracownica uważa na przykład, 60 zł tygodniowo na kawę na wynos jest wydatkiem, którego nie da się uniknąć nie rezygnując z minimum życiowego komfortu. Niedawno słyszałam zaś dwie kobiety obgadującą trzecią - trzecia podobno szasta pieniędzmi, a narzeka, że jej brakuje. A przecież nic dziwnego, że brakuje, wydały osób dwie obgadujące, skoro zamiast przynieść do pracy słoik kawy rozpuszczalnej, trzecia kupuje sobie kawę w automacie za 2 zł.
              • panna.ze.dworku Re: " Przejadanie " pieniedzy. 15.06.18, 11:48
                "oni nie chcą, żeby życie rodzinne toczyło się wokół pieniędzy. Mogą uważać, że myślenie o kasie jest niewłaściwe i małostkowe" - mogą, ale wówczas nadal pozostają nie "niegospodarni" a durni. Bo, niestety, doprawdy, w dzisiejszym świecie bez pieniędzy żyć się nie da po prostu. I ok, można o pieniądzach nie rozmawiać, ale MYŚLEĆ o nich, a zwłaszcza o ich racjonalnym wydawaniu trzeba! Plus - jakoś w KK i IS Mila umiała myśleć "gospodarnie" robiła przetwory itp.
                "Niedawno słyszałam zaś dwie kobiety obgadującą trzecią - trzecia podobno szasta pieniędzmi, a narzeka, że jej brakuje. A przecież nic dziwnego, że brakuje, wydały osób dwie obgadujące, skoro zamiast przynieść do pracy słoik kawy rozpuszczalnej, trzecia kupuje sobie kawę w automacie za 2 zł" - a ja się z nimi zgadzam. To znaczy nie z obgadywaniem, ale co do zasady. Jeśli owa "trzecia" tą kawę kupuje np 3 - 4 razy dziennie - masz 8 zł na jeden dzień. Czyli w powiedzmy trzy dni miałaby słoik kawy rozpuszczalnej. I, oczywiście, to wyłącznie jej sprawa co woli, ale jeśli wybiera opcję droższą (dużo!) to niech nie jojczy, że jej kasy brakuje! Mam taką koleżankę - zawsze jej brakuje do pierwszego, pożycza, żeby załatać dziurę budżetową... Po wypłacie uczciwie i sumiennie oddaje co do grosza. a za resztę kupuje np łososia na grilla, bo tak lubi, z pracy do domu taksóweczką, bo jej się nie chce czekać na autobus... Po czym znów jej brakuje, znów pożycza i tak w kółko. I też jęczy, że jej brakuje. No, zaraza, gdyby po wypłacie oddała długi, nie szastała resztą - to może za jakiś czas nie musiałaby pożyczać? Bo na "normalne" życie - zarabia. Ale nie na fanaberie...
                • przymrozki Re: " Przejadanie " pieniedzy. 15.06.18, 12:07
                  panna.ze.dworku napisała:

                  > "Niedawno słyszałam zaś dwie kobiety obgadującą trzecią - trzecia podobno szast
                  > a pieniędzmi, a narzeka, że jej brakuje. A przecież nic dziwnego, że brakuje, w
                  > ydały osób dwie obgadujące, skoro zamiast przynieść do pracy słoik kawy rozpusz
                  > czalnej, trzecia kupuje sobie kawę w automacie za 2 zł" - a ja się z nimi zgadz
                  > am. To znaczy nie z obgadywaniem, ale co do zasady. Jeśli owa "trzecia" tą kawę
                  > kupuje np 3 - 4 razy dziennie - masz 8 zł na jeden dzień. Czyli w powiedzmy tr
                  > zy dni miałaby słoik kawy rozpuszczalnej. I, oczywiście, to wyłącznie jej spraw
                  > a co woli, ale jeśli wybiera opcję droższą (dużo!) to niech nie jojczy, że jej
                  > kasy brakuje!

                  Przykład z kawą wydał mi się w tym sensie trafny, że pokazuje, na jak różnym poziomie ludzie mają ustawioną drabinkę luksusu. Dla jednych 11 zł za kawę co rano jest standardem, innych będzie raziła kawa za 2 zł. Bardzo trudno się przestawić z myślenia pierwszych na myślenie drugich (w przypadku kawy tym trudniej, że mielona tuż przed zaparzeniem kawa z profesjonalnego ekspresu ciśnieniowego to jest jednak zupełnie inny smak niż kawa rozpuszczalna ze słoika za 30 zł). Borejkowie nie czują presji, by się przestawiać, bo w końcu na to, na czym im najbardziej zależy, im starcza. A więc rozumiem, że się nie przestawiają.

                  Choć rzeczywiści poznańskiej gospodarności to tam nie ma.
                • jakgdyby.nigdynic Re: " Przejadanie " pieniedzy. 15.06.18, 12:52
                  panna.ze.dworku napisała:

                  > "oni nie chcą, żeby życie rodzinne toczyło się wokół pieniędzy. Mogą uważać, że
                  > myślenie o kasie jest niewłaściwe i małostkowe" - mogą, ale wówczas nadal pozo
                  > stają nie "niegospodarni" a durni.

                  Nie wydaje mi się, żeby określenie "durni" było odpowiednie (oraz jest bardzo nieładne). Mają po prostu inny system wartości niż Ty, a to wcale nie oznacza głupoty. Wiemy z książek, że Borejkowie nie chodzą głodni, mają gdzie mieszkać i nie zaniedbują swojego zdrowia (bardziej niż każda przeciętna rodzina), więc po co ich oceniać tak surowo?

                  > "Niedawno słyszałam zaś dwie kobiety obgadującą trzecią - trzecia podobno szast
                  > a pieniędzmi, a narzeka, że jej brakuje. A przecież nic dziwnego, że brakuje, w
                  > ydały osób dwie obgadujące, skoro zamiast przynieść do pracy słoik kawy rozpusz
                  > czalnej, trzecia kupuje sobie kawę w automacie za 2 zł" - a ja się z nimi zgadz
                  > am. To znaczy nie z obgadywaniem, ale co do zasady. Jeśli owa "trzecia" tą kawę
                  > kupuje np 3 - 4 razy dziennie - masz 8 zł na jeden dzień. Czyli w powiedzmy tr
                  > zy dni miałaby słoik kawy rozpuszczalnej. I, oczywiście, to wyłącznie jej spraw
                  > a co woli, ale jeśli wybiera opcję droższą (dużo!) to niech nie jojczy, że jej
                  > kasy brakuje!

                  Cóż, większości z nas często "brakuje kasy" i większość też często "jojczy" na to. Prawda jednak jest taka, że pewnie większość z nas mogłaby wprowadzić jakieś drastyczne oszczędności i mieć pieniędzy więcej, ale kosztem bardzo subiektywnie rozumianego komfortu. Dla kogoś będzie to kawa z automatu, dla innej osoby tajemnicze zmultiplikowane "nowości wydawnicze", a jeszcze dla innych paliwo i samochód. To, że ja wydałabym forsę na coś innego, nie oznacza, że inni wydają ją głupio (oczywiście, dopóki podstawowe potrzeby bytowe zostają zaspokojone). Tak myślę.
                  • potworia Re: " Przejadanie " pieniedzy. 15.06.18, 14:06
                    jakgdyby.nigdynic napisała:

                    >
                    > Nie wydaje mi się, żeby określenie "durni" było odpowiednie (oraz jest bardzo n
                    > ieładne). Mają po prostu inny system wartości niż Ty, a to wcale nie oznacza gł
                    > upoty. Wiemy z książek, że Borejkowie nie chodzą głodni, mają gdzie mieszkać i
                    > nie zaniedbują swojego zdrowia (bardziej niż każda przeciętna rodzina), więc po
                    > co ich oceniać tak surowo?
                    >
                    > >
                    Wiesz, należę, niestety, do osób o dość niefrasobliwym podejściu do pieniędzy i kiedy co jakiś czas podliczam, ile w tym miesiącu puściłam na jedzenie na mieście - zakupy w eko-sklepach - książki, to 'durna' jest najłagodniejszym epitetem, którym się określam:-)

                    Co do Borejków, to gdyby nie te nieszczęsne Ignasiowe buty (sama przyznasz, przegięcie i nie wiadomo nawet i w imię czego, chyba zrobienia z niego jeszcze większej ofiary losu) to byłoby to w miarę spójne. A mnie jako czytelniczce zależy, żeby było spójnie, a nie słusznie i wzorcowo.
                    Aha, złoszczą mnie jeszcze "wakacje" dziewczynek przy oczywistym odpuszczeniu sobie alimentów na nie
                    • przymrozki Re: " Przejadanie " pieniedzy. 15.06.18, 14:25
                      potworia napisał(a):

                      > Co do Borejków, to gdyby nie te nieszczęsne Ignasiowe buty (sama przyznasz, prz
                      > egięcie i nie wiadomo nawet i w imię czego, chyba zrobienia z niego jeszcze wię
                      > kszej ofiary losu) to byłoby to w miarę spójne. A mnie jako czytelniczce zależy
                      > , żeby było spójnie, a nie słusznie i wzorcowo.

                      Z tymi butami musimy pamiętać, że MM mogła uznawać "adidasy" za szeroką kategorię "młodzieżowych krytych butów skórzanych". Ja oczywiście jestem za tym, żeby zawodowego pisarza rozliczać z tego, co napisał, a nie domyślać się, o co mu chodziło. Tym bardziej, że w JT narratorem był dziewięciolatek, a nie pani po sześćdziesiątce.
                      Ale jednak adidasy Ignasia nie miały służyć jako ukazanie biedy w domu, ale raczej pokazać, jak niemodny i infantylny w oczach Józinka był Ignaś.

                      > Aha, złoszczą mnie jeszcze "wakacje" dziewczynek przy oczywistym odpuszczeniu s
                      > obie alimentów na nie

                      Nie wiemy, czy ona sobie odpuściła. To były lata '80, a Gabrysia w wyroku rozwodowym ewidentnie uzyskała ograniczenie lub pozbawienie Pyziaka praw rodzicielskich (wiemy to na pewno, bo Róża była we Włoszech - gdyby Janusz miał prawa rodzicielskie, bez jego zgody, Pyza nie dostałaby paszportu). Pamiętam z "Hani Bani" (rzecz działa się w latach '60), że matka Hani zgodziła się na "śmiesznie niskie alimenty" w zamian za to, że jej były mąż zrzekł się praw rodzicielskich. Wtedy mnie to strasznie zaskoczyło, ale podobno wtedy nie było w tym nic dziwnego. Rozwodzące się żony za priorytet uznawały "prawa rodzicielskie", bo miało to ogromne znaczenie praktycznie (paszport, wybór szkoły, prawo do decydowanie, czy i jeżeli tak, to w jakim wymiarze dziecko będzie miało kontakt z ojcem i jego rodziną etc.), a ściągalność alimentów i tak była słabsza niż dziś. A Janusz jeszcze był nie wiadomo gdzie za granicą, co dodatkowo komplikowało sprawę. Nawet gdyby Gaba wywalczyła tytuł wykonawczy, to dług byłby faktycznie nieściągalny.
                      • tt-tka Re: " Przejadanie " pieniedzy. 15.06.18, 14:51
                        przymrozki napisała:


                        >
                        > Z tymi butami musimy pamiętać, że MM mogła uznawać "adidasy" za szeroką kategor
                        > ię "młodzieżowych krytych butów skórzanych".

                        Byly to adidaski "tandetne", cytat.



                        > > Aha, złoszczą mnie jeszcze "wakacje" dziewczynek przy oczywistym odpuszcz
                        > eniu s
                        > > obie alimentów na nie
                        >
                        > Nie wiemy, czy ona sobie odpuściła. To były lata '80,

                        Wakacje dziewczynek to byly lata 80-te ??? DP, NiN, CR ?

                        a Gabrysia w wyroku rozwo
                        > dowym ewidentnie uzyskała ograniczenie lub pozbawienie Pyziaka praw rodzicielsk
                        > ich (wiemy to na pewno, bo Róża była we Włoszech - gdyby Janusz miał prawa rodz
                        > icielskie, bez jego zgody, Pyza nie dostałaby paszportu). Pamiętam z "Hani Bani
                        > " (rzecz działa się w latach '60), że matka Hani zgodziła się na "śmiesznie nis
                        > kie alimenty" w zamian za to, że jej były mąż zrzekł się praw rodzicielskich. W
                        > tedy mnie to strasznie zaskoczyło, ale podobno wtedy nie było w tym nic dziwneg
                        > o. Rozwodzące się żony za priorytet uznawały "prawa rodzicielskie", bo miało to
                        > ogromne znaczenie praktycznie (paszport, wybór szkoły, prawo do decydowanie, c
                        > zy i jeżeli tak, to w jakim wymiarze dziecko będzie miało kontakt z ojcem i jeg
                        > o rodziną etc.), a ściągalność alimentów i tak była słabsza niż dziś. A Janusz
                        > jeszcze był nie wiadomo gdzie za granicą, co dodatkowo komplikowało sprawę. Naw
                        > et gdyby Gaba wywalczyła tytuł wykonawczy, to dług byłby faktycznie nieściągaln
                        > y.


                        No nie moge. Fundusz Alimentacyjny tez nie funkcjonowal ? Wczasy pracownicze i doplaty do kolonii i obozow tez nie funkcjonowaly ?
                        Oraz nic nie wiemy na pewno, w ogole o sprawie rozwodowej nie wiemy NIC. Nawet czy byla z orzeczeniem winy. A po wejsciu do UE, wczesniej zreszta tez, sciagniecie alimentow z zagranicznego ojca, gdy ten legalnie pracuje, nie jest wielkim problemem, zwlaszcza ze Janusz mieszka w Niemczech, na te sprawy mocno uwrazliwionych.
                        Gabon po prostu olal wypoczynkowe ptrzeby swoich dzieci. Mocnym sikiem.
                        • przymrozki Re: " Przejadanie " pieniedzy. 15.06.18, 15:04
                          tt-tka napisała:

                          > Wakacje dziewczynek to byly lata 80-te ??? DP, NiN, CR ?

                          Rozwód Gaby, którego skutkiem była sytuacja finansowa w latach '90.

                          > No nie moge. Fundusz Alimentacyjny tez nie funkcjonowal ? Wczasy pracownicze i
                          > doplaty do kolonii i obozow tez nie funkcjonowaly ?
                          > Oraz nic nie wiemy na pewno, w ogole o sprawie rozwodowej nie wiemy NIC. Nawet
                          > czy byla z orzeczeniem winy. A po wejsciu do UE, wczesniej zreszta tez, sciagni
                          > ecie alimentow z zagranicznego ojca, gdy ten legalnie pracuje, nie jest wielkim
                          > problemem, zwlaszcza ze Janusz mieszka w Niemczech, na te sprawy mocno uwrazli
                          > wionych.
                          > Gabon po prostu olal wypoczynkowe ptrzeby swoich dzieci. Mocnym sikiem.

                          Potrzeby wypoczynkowe - tak. Ale z alimentami rzecz prosta by nie była. Żeby pozwać Janusza Gaba musiała podać w pozwie jego miejsce zamieszkania. A go nie znała. Nawet gdyby Januszowi ustanowić kuratora i Gaba wywalczyłaby tytuł wykonawczy, komornik mógłby tylko rozłożyć ręce. Przecież tego, że Janusz jest w Niemczech do "TiR" nie wiedziano.

                          Nie wiem, jak bywało w latach '90, ale dziś wypłaty z Funduszu są uzależnione od dochodu na osobę w rodzinie (jakieś 700 zł na osobę). Gabrysia, zwłaszcza po ślubie, kryterium by nie spełniała.
                          • tt-tka Re: " Przejadanie " pieniedzy. 15.06.18, 15:51
                            Rozwod byl w 85. Fundusz juz istnial. Ona w ogole nie starala sie o alimenty, ani od ojca, ani od instytucji. Nie starala sie o ZADNE DOPLATY, nawet przyslugujace jej z urzedu (grusza) na potrzeby swoich dzieci.
                            Czy nie spelnialaby kryteriow w NiN np, to bym nie powiedziala. Dwoje pracownikow uczelnianych, ona jeszcze szeregowa i nieutytulowana, a dzieci czworo (Elka jeszcze niezamezna). Czyli dwie pensje na szesc osob.
                            • jakgdyby.nigdynic Re: " Przejadanie " pieniedzy. 15.06.18, 17:50
                              tt-tka napisała:

                              > Rozwod byl w 85. Fundusz juz istnial. Ona w ogole nie starala sie o alimenty, a
                              > ni od ojca, ani od instytucji. Nie starala sie o ZADNE DOPLATY, nawet przyslugu
                              > jace jej z urzedu (grusza) na potrzeby swoich dzieci.
                              >

                              Tak sobie myślę, że MM chyba o tym wszystkim... nie wiedziała. Z tego, co pamiętam, to ani ona, ani jej mąż nie pracowali nigdy na etatach, więc o dobrodziejstwa systemu, takich jak np. wczasy pod gruszą, autorka mogła po porostu nie mieć pojęcia.
                              Poza tym jeszcze do niedawna o alimentach i ich ściąglaności niewiele się mówiło. Sama pamiętam masę znajomych dzieciaków, które nie dostawały od tatusiów ani grosza, podczas gdy mamy unosiły się honorem i zasuwały na 2 etatach (casus Gaby to wtedy byłoby tylko unoszenie się honorem, bez zasuwania).
                              Aha, i jeszcze jedna rzecz. Mam wrażenie, że w PRL była spora grupa ludzi, która w ogóle kontestowała system, państwo i wszelkie instytucje (np. moja rodzina + znajomi) z powodów że tak powiem praktyczno-ideologicznych. Nie wchodząc w szczegóły, MM mogła również należeć do takich osób i taki sposób postępowania ciągle praktykuje/ewokuje (Bernard w szarej strefie), więc trudno się dziwić, że nie wspomina np. o rentach po zmarłych rodzicach (Bella!).
                              • tt-tka Re: " Przejadanie " pieniedzy. 15.06.18, 18:03
                                Boru, ale jej rodzice pracowali na etatach ! Kolezanki miala w szkole, jesli nawet potem nie. Nie ma cudow, zeby nie wiedziala o istnieniu dofinansowan, nawet jesli nie zna szczegolow.

                                Czy chcesz powiedziec, ze ci kontestatorzy nie przyjmowali korespondencji z ADM, wyzucali swiadectwa szkolne i dyplomy wlasne i dzieci, nie korzystali ze szpitali w potrzebie ? Odsylali renty i zasilki ? jak wygladala taka kontestacja ideologiczno-praktyczna ?
                                • jakgdyby.nigdynic Re: " Przejadanie " pieniedzy. 16.06.18, 16:47
                                  tt-tka napisała:

                                  > Boru, ale jej rodzice pracowali na etatach ! Kolezanki miala w szkole, jesli na
                                  > wet potem nie. Nie ma cudow, zeby nie wiedziala o istnieniu dofinansowan, nawe
                                  > t jesli nie zna szczegolow.

                                  Chodzi Ci o MM?
                                  No, nie byłabym taka pewna. Ja sama o istnieniu wszelkich dofinansowań dowiedziałam się w mojej pierwszej etatowej pracy, mocno po 30. A gdybym na etat się nie załapała, "wczasy pod gruszą" byłyby dla mnie takim bezznaczeniowym frazesem.

                                  >
                                  > Czy chcesz powiedziec, ze ci kontestatorzy nie przyjmowali korespondencji z AD
                                  > M, wyzucali swiadectwa szkolne i dyplomy wlasne i dzieci, nie korzystali ze szp
                                  > itali w potrzebie ? Odsylali renty i zasilki ? jak wygladala taka kontestacja i
                                  > deologiczno-praktyczna ?

                                  Np. nie odbierali kartek i nie stali w kolejkach, tylko sami hodowali, co się dało. Pracowali "na swoim", więc o żadnych urlopach czy dofinansowaniach nie było mowy. Rent i zasiłków nie pobierali, bo im się nie chciało "załatwiać". Ot, Borejki takie...
                                  Rozumiem, że masz inne doświadczenia życiowe, ale na prawdę dało się żyć w PRL (w 3. RP zresztą też) trochę "obok systemu", tzn. instytucjonalnego wsparcia państwa. Zwłaszcza w środowisku artystów i bezetatowców, a przecież do tej grupy należy MM. Wydaje mi się, że to właśnie stąd wynika jej niewiedza w temacie.
                                  • tt-tka Re: " Przejadanie " pieniedzy. 16.06.18, 18:04
                                    jakgdyby.nigdynic napisała:
                                    > Chodzi Ci o MM?
                                    > No, nie byłabym taka pewna. Ja sama o istnieniu wszelkich dofinansowań dowiedzi
                                    > ałam się w mojej pierwszej etatowej pracy, mocno po 30. A gdybym na etat się ni
                                    > e załapała, "wczasy pod gruszą" byłyby dla mnie takim bezznaczeniowym frazesem.

                                    O MM, tak. Ona wiedziala, bo to byla oczywista oczywistosc (dorastala w innych latach niz ty :) wtedy, kolonie byly z pracy mamy lub taty - a w ogole spora czesc zycia przemieszkala z matka, pracujaca na etat.
                                    >


                                    > Np. nie odbierali kartek i nie stali w kolejkach, tylko sami hodowali, co się d
                                    > ało. Pracowali "na swoim", więc o żadnych urlopach czy dofinansowaniach nie był
                                    > o mowy. Rent i zasiłków nie pobierali, bo im się nie chciało "załatwiać". Ot, B
                                    > orejki takie...


                                    W zadnym wypadku Borejki. Oni kartki odbierali, na urlopy jezdzili za czasow komuny, to potem przestali, niczego nie hodowali, Milicja nawet p.elargonie w skrzynkach zasuszyla na amen. Pracowali na panstwowm lub spoldzielczym. Stali w kolejkach, a nawet przepychali sie (Ignac) na bezczela.

                                    Rozumiem, że masz inne doświadczenia życiowe, ale na prawdę dało się żyć w PRL
                                    > (w 3. RP zresztą też) trochę "obok systemu", tzn. instytucjonalnego wsparcia pa
                                    > ństwa. Zwłaszcza w środowisku artystów i bezetatowców, a przecież do tej grupy
                                    > należy MM. Wydaje mi się, że to właśnie stąd wynika jej niewiedza w temacie.

                                    Nie przyjmuje tego wyjasnienia, corka rodzicow pracujacych na panstwowym i matka dzieci w wieku szkolnym wtedy musiala wiedziec. Nawet jesli nie korzystala.
                              • przymrozki Re: " Przejadanie " pieniedzy. 16.06.18, 18:14
                                jakgdyby.nigdynic napisała:

                                > Tak sobie myślę, że MM chyba o tym wszystkim... nie wiedziała. Z tego, co pamię
                                > tam, to ani ona, ani jej mąż nie pracowali nigdy na etatach, więc o dobrodziejs
                                > twa systemu, takich jak np. wczasy pod gruszą, autorka mogła po porostu nie mie
                                > ć pojęcia.

                                Przy czym to jest okoliczność obciążająca, nie usprawiedliwiająca. MM jest zawodową pisarką i badanie tematu, o którym się pisze, należy do jej zawodu.

                                Jak człowiek nie ma pojęcia o średniowieczu, to nie powinien pisać o średniowieczu, a nie potem tłumaczyć się, że sorry, on nie wiedział, że nie znano wtedy telefonów komórkowych.
                                • jakgdyby.nigdynic Re: " Przejadanie " pieniedzy. 17.06.18, 11:55
                                  przymrozki napisała:

                                  >
                                  > Przy czym to jest okoliczność obciążająca, nie usprawiedliwiająca. MM jest zawo
                                  > dową pisarką i badanie tematu, o którym się pisze, należy do jej zawodu.
                                  >

                                  Oczywiście, że tak. Po prostu zastanawiam się, skąd tak daleko posunięta dezynwoltura w kwestiach bytowo-instytucjonalnych.
                                  Z drugiej strony, nawet zawodowy pisarz nie ma obowiązku uwzględniać w książkach każdego aspektu egzystencji, zwłaszcza w popularnych powieściach dla nastolatek. Chodzi tylko o poziom tego pomijania realiów.
                                  • tt-tka Re: " Przejadanie " pieniedzy. 17.06.18, 12:12
                                    jakgdyby.nigdynic napisała:


                                    zastanawiam się, skąd tak daleko posunięta dezynw
                                    > oltura w kwestiach bytowo-instytucjonalnych.
                                    > Z drugiej strony, nawet zawodowy pisarz nie ma obowiązku uwzględniać w książkac
                                    > h każdego aspektu egzystencji, zwłaszcza w popularnych powieściach dla nastolat
                                    > ek. Chodzi tylko o poziom tego pomijania realiów.

                                    Ale to, co pisarz pomija, mowi o jego postaciach cos innego, niz chcialby i probuje przedstawic... Gaba bez alimentow i staran o takowe, bez gruszy i staran o takowa itd staje sie matka, ktora potrzeby bytowe i edukacyjne swoich dzieci ma gleboko w dudzie. Wyjasnienie moze mogloby wyjasnic taka jej postawe (czy byloby to wyjasnienie do przyjecia, to inna rzecz), brak wyjasnienia zostawia tylko jedno wytlumaczenie, mianowicie totalna olewke.
                                    • marutax Re: " Przejadanie " pieniedzy. 17.06.18, 13:19
                                      tt-tka napisała:


                                      > Ale to, co pisarz pomija, mowi o jego postaciach cos innego, niz chcialby i pro
                                      > buje przedstawic... Gaba bez alimentow i staran o takowe, bez gruszy i staran o
                                      > takowa itd staje sie matka, ktora potrzeby bytowe i edukacyjne swoich dzieci m
                                      > a gleboko w dudzie. Wyjasnienie moze mogloby wyjasnic taka jej postawe (czy byl
                                      > oby to wyjasnienie do przyjecia, to inna rzecz), brak wyjasnienia zostawia tylk
                                      > o jedno wytlumaczenie, mianowicie totalna olewke.

                                      Dokładnie. Wystarczy porównać zachowanie Gaby z pokazaniem Ignaca z KK. Facet nie bierze urlopu na opiekę nad dziećmi, który w przypadku choroby żony by mu przysługiwał. Nie bierze nawet zwykłego urlopu. Nie stara się zorganizować żadnej pomocy. I to realistyczne, bo ojciec Borejko jest przestawiony w tej książce jako życiowy oszołom, niezorientowany w realiach i codziennym życiu rodziny. Wiemy, że najprawdopodobniej nawet nie pomyślał o przejęciu odpowiedzialności za dom, więc nie dziwi, że nie starał się o urlop czy zapomogę. Czyli - jego ignorancja i zaniedbanie wynikają z jego charakteru oraz postawy życiowej.
                                      A Gaba - według Autorki cudowna, troskliwa matka, wspaniała, skuteczna organizatorka, troszcząca się o rodzinę i całą resztę świata? Przecież jej zaniedbania świadczą o czymś przeciwnym! I nie są w żaden sposób uzasadnione. Bezczynność Ignacego można tłumaczyć (nie usprawiedliwiać) faktem, że całość obowiązków rodzinnych przejęła Mila i facet nie wiedział, co powinien robić. Gaba ponoć wszystkim się zajmuje, cały czas coś robi i załatwia. A mimo to wykazuje "ogarnięcie" na poziomie swojego ojca.
                          • marutax Re: " Przejadanie " pieniedzy. 15.06.18, 17:58
                            przymrozki napisała:


                            > Potrzeby wypoczynkowe - tak. Ale z alimentami rzecz prosta by nie była. Żeby po
                            > zwać Janusza Gaba musiała podać w pozwie jego miejsce zamieszkania. A go nie zn
                            > ała. Nawet gdyby Januszowi ustanowić kuratora i Gaba wywalczyłaby tytuł wykonaw
                            > czy, komornik mógłby tylko rozłożyć ręce. Przecież tego, że Janusz jest w Niemc
                            > zech do "TiR" nie wiedziano.

                            Mogłabym się nawet zgodzić, gdyby nie to, że alimenty z zasady w "Jeżycjadzie" nie istnieją. Rozwiedzeni ojcowie znikają, a matki unoszą się "honorem". Gabę można jeszcze tłumaczyć, ale taka Teresa? Ona na pewno wiedziała, gdzie mieszka ojciec Dorotki.

                            I jeszcze jedna sprawa - gdyby Gaba starała się o alimenty i w tym celu chciałaby poznać adres Janusza, to naturalnym rozwiązaniem byłby kontakt z Almą. Tymczasem wiemy prawie na pewno, że takiego kontaktu nie było. Przez chwilę zastanawiałam się, czy niechęć Almy do Laury nie wynika właśnie z jakiegoś dawnego starcia z Borejkami na tle miejsca pobytu Pyziaka, ale nic innego na to nie wskazuje - a sporo wskazuje na coś odwrotnego. Alma o takim incydencie na pewno by wspomniała, w żadnym też miejscu "Jeżycjady" nie ma słowa o próbach odnalezienia Janusza. Wręcz przeciwnie, jest podkreślane, że przepadł bez wieści, jedyny kontakt z nim to rozwód, od tamtej pory Gaba nic o nim nie wie i najwyraźniej nie próbuje się dowiedzieć.
                            • przymrozki Re: " Przejadanie " pieniedzy. 15.06.18, 23:34
                              marutax napisała:


                              > I jeszcze jedna sprawa - gdyby Gaba starała się o alimenty i w tym celu chciała
                              > by poznać adres Janusza, to naturalnym rozwiązaniem byłby kontakt z Almą.

                              Problem, niestety, polega na tym, że cała ta historia z Pyziakiem, który "się rozwiódł" nie ma sensu. Po prostu MM napisała kilka wzajemnie wykluczających się historii. Jeżeli w chwili rozwodu Janusz siedział w więzieniu, Gabrysia musiała się o tym dowiedzieć najpóźniej z papierów rozwodowych - przecież RFN poinformował PRL, że polski obywatel przebywa w niemieckim zamknięciu . Gaba musiała tez wiedzieć, że Pyziak jest w Niemczech, nie w żadnej Australii.

                              Na dodatek nie jest możliwe, że sąsiad Almy zmyśla o tym więzieniu. Siostra Janusza sama mówi Laurze o "życiowych perturbacjach" (czy jakoś tak), które Pyziak przeszedł i obecnie jest dobrym obywatelem.

                              • zuzudanslemetro Re: " Przejadanie " pieniedzy. 16.06.18, 09:41
                                przymrozki napisała:


                                >
                                > Na dodatek nie jest możliwe, że sąsiad Almy zmyśla o tym więzieniu. Siostra Jan
                                > usza sama mówi Laurze o "życiowych perturbacjach" (czy jakoś tak), które Pyziak
                                > przeszedł i obecnie jest dobrym obywatelem.
                                >
                                Mnie się zawsze wydawało, że życiowe perturbacje to eufemizm dla tej ohydy i obrazy boskiej, jakiej dla Almy był związek Janusza z Gabą...
                                • tt-tka Re: " Przejadanie " pieniedzy. 16.06.18, 10:07
                                  zuzudanslemetro napisała:

                                  > >
                                  > Mnie się zawsze wydawało, że życiowe perturbacje to eufemizm dla tej ohydy i ob
                                  > razy boskiej, jakiej dla Almy był związek Janusza z Gabą...


                                  I obecnie jest dobrym obywatelem, bo juz z Gaba niezwiazany ? :)
                                    • tt-tka Re: " Przejadanie " pieniedzy. 16.06.18, 18:43
                                      zuzudanslemetro napisała:
                                      > >
                                      > >
                                      > > I obecnie jest dobrym obywatelem, bo juz z Gaba niezwiazany ? :)
                                      > Z punktu widzenia Almy? Jak najbardziej! Ciekawe, swoją drogą, co się Almie w m
                                      > łodej Gabie nie podobało?

                                      Najpewniej to, ze Pyziak wlasnie z nia zaliczyl wpadke. Ojciec w wieku 21-22, zaraz po maturze, z perspektywami zyciowymi bardzo ograniczonymi tym samym - to rzadko sie rodzinie podoba.
                                      A jesli wyjazd i pozniejsza odsiadka miala jakikolwiek zwiazek z Borejkami, nawet tylko taki, ze od nich uciekal jak najdalej :), to ja sie Almie nie dziwie. Sadzac z fotek, ktore miala, przy innej kobiecie wyszedl na ludzi, tak ze tego... mogl sobie wielu przykrosci (eufemizm) oszczedzic, gdyby sie nie potknal o te panne z Poznania, prawdaz.
                                    • przymrozki Re: " Przejadanie " pieniedzy. 16.06.18, 19:10
                                      zuzudanslemetro napisała:

                                      > > I obecnie jest dobrym obywatelem, bo juz z Gaba niezwiazany ? :)

                                      Też mi się wydaje, że to musiało chodzić albo o więzienie, albo o coś podobnego. Bo co to za przytyk "od kiedy Janusz z tobą nie jest, panno z Poznania, jest już dobrym obywatelem".

                                      > Z punktu widzenia Almy? Jak najbardziej! Ciekawe, swoją drogą, co się Almie w m
                                      > łodej Gabie nie podobało?

                                      W prawdziwym życiu chodziłoby o to, że Janusz ma swoją wersję historii końca małżeństwa, a Alma lojalnie stoi po stronie brata. W Jeżycjadzie, w której Pyziak odszedł od wzoru cnót, bo nie umiał kochać, odpowiedź pewnie jest taka, że Alma też nie umiała kochać. I tak jak każdy ciemny typ z Gotham nienawidzi Batmana, tak każdy nieumiejący kochać nienawidzi Gaby.
                              • tt-tka Re: " Przejadanie " pieniedzy. 16.06.18, 11:35
                                przymrozki napisała:


                                >
                                Jeżeli w chwili rozwodu Janusz siedział w więzieniu, Gabrysia musiał
                                > a się o tym dowiedzieć najpóźniej z papierów rozwodowych - przecież RFN poinfor
                                > mował PRL, że polski obywatel przebywa w niemieckim zamknięciu . Gaba musiała t
                                > ez wiedzieć, że Pyziak jest w Niemczech, nie w żadnej Australii.


                                Gdziekolwiek byl Janusz, w wiezieniu czy na wolnosci, w Australii czy Brazylii, Gaba musiala to wiedziec, przynajmniej poki rozwod nie zostal orzeczony. On wnioskowal, adres do korespondencji i miejsce pobytu w papierach byc musialo.

                                Oraz wiemy, ze Milicja spotkala Alme i chwile porozmawialy. Nie bylo sytuacji, ze na widok kogos od Borejkow Alma przechodzi na druga strone ulicy spluwajac przez ramie. Wiadomo tez, ze Alma w kontakcie z Januszem jest, powiedziala to Milicji.

                                Gaba programowo nie chce kontaktu. Kiedy Nutria zaczyna rozmowe na ten temat (Imieniny albo TiR) Gabon mowi, ze ona juz dosyc wie i wcale jej wiecej wiedzy nie trzeba. Co tam mozliwosci, co tam braki finansowe i potrzeby corek, ona nie chce, wiec to decyduje. jak zwykle chcenia Gaby przewazaja nad potrzebami dzieci.


                                >
                                > Na dodatek nie jest możliwe, że sąsiad Almy zmyśla o tym więzieniu. Siostra Jan
                                > usza sama mówi Laurze o "życiowych perturbacjach" (czy jakoś tak), które Pyziak
                                > przeszedł i obecnie jest dobrym obywatelem.
                                >
                    • jakgdyby.nigdynic Re: " Przejadanie " pieniedzy. 15.06.18, 18:00
                      potworia napisał(a):

                      > Co do Borejków, to gdyby nie te nieszczęsne Ignasiowe buty (sama przyznasz, prz
                      > egięcie i nie wiadomo nawet i w imię czego, chyba zrobienia z niego jeszcze wię
                      > kszej ofiary losu) to byłoby to w miarę spójne. A mnie jako czytelniczce zależy
                      > , żeby było spójnie, a nie słusznie i wzorcowo.

                      Ależ oczywiście, że przyznam! Chociaż muszę zaznaczyć, że na jakieś 30 lat życia najmłodszego pokolenia Borejcząt taka sytuacja zdarzyła się raz i w sumie można domniemywać, że sam Ignac junior maczał w tym swoje paluszki oraz stópki. Otóż: wiemy, że w garniturku chodzi z własnej woli, podobnie, jak w atłasowym pudermantlu (o niebiosa...), a kiedy wreszcie porzuca gajerek i żąda jeansów, rodzina jest raczej zadowolona. Zapewne adidaski też były jego osobistą fantazją. A że Gaba nie interweniowała, to już inna historia. Tak że (ha!) sytuacja nie jest dla mnie w stu procentach jasna i kamieniem oraz adidaskiem w Borejków nie rzucam.