Dodaj do ulubionych

'Egzamin osmoklasisty. Matematyka'.

16.04.19, 16:05
Ja juz wlasciwie to umierajaca jestem wg. kryteriow tzw. dyktatorow mody czy mlodziezy, bo mie na piaty krzyzyk juz albo idzie, albo wrecz poszlo (mam 46 lat - to ja dzwigam chyba juz piaty krzyzyk, co nie? Czy ciagle czwarty?). Juz dla mie sie nie projektuje, mie sie juz nie uwaza za 'cool', ja juz tylko w przestrzeni publicznej moge wlasciwie trumny reklamowac albo sztuczne szczeki.
Ale skoro moglam, to se otworzylam strone z egzaminem dla osmoklasistow. Z matematyki. Nie bylo nigdzie napisane, ze: wapniaki/alzheimery/starce ledwo kojarzace cokolwiek - nie moga. O, prosze: ttps://plikicke.men.gov.pl/EGZAMIN_OSMOKLASISTY/2019/matematyka/Arkusz_OMAP-100-1904.pdf

Wiecie co? To chyba zart ten test. Pomijam, ze wiekszosc zadan obliczylam w pamieci, tylko do kilku uzylam olowka i skrawka papieru - ale to swiadczy wylacznie przeciwko mie, bo kazde z tych zadan mozna rozwiazac 'w pamieci' lub 'na zdrowy rozum'. Zajelo mie - rozwiazanie testu - moze 20 minut, po prostu czytalam i liczylam. W pamieci, na biezaco z czytaniem.
Jestem absolutnie pewna, ze moje klasowki z klasy siodmej czy osmej, a nawet szostej, wymagaly wiekszej wiedzy. WIEDZY, a nie umiejetnosci uzycia kalkulatora. Chociazby geometria przestrzenna w klasie siodmej, a chyba nawet szostej, obejmowala tangensy, ctg, nawet juz mowiono o 'arcus' - ale to bylo dla chetnych na kolku, nie dla wszystkich. A gdzie prawdopodobienstwo, gdzie statystyka? Ja w siodmej klasie liczylam 'prawdopodobienstwo trafienia do tablicy na numer osiem pod warunkiem, ze z tego pistoletu trafia sie z prawdopobienstwem 1/3' - gdzie to to jest w tym tescie???? Ja to mialam w podstawowce!!!
Ufff....
Najciekawsze jest zadanie nr 18, o kwiatach. Moja odpowiedz: tak. Mogl zaplacic 35 zl jak pogadal z kwiaciarka. To sie nazywa: rynek. WOLNY RYNEK. Kwiaciarka absolutnie miala prawo mu sprzedac za 35 zl 4 roze i 8 gozdzikow - co prawda 12 kwiatow to jak na pogrzeb, ale w zadaniu nie napisano, po co ten bukiet. Moze wlasnie na pogrzeb?

W szkole nie bylam juz ohoho, oho ile lat, ale zadania z matematyki, fizyki, chemii to moge sprawdzac na biezaco (ale nie wg. 'klucza', a wg. poprawnosci rozumowania).

Jestem w szoku. Dzis zadania dla osmych klas sa po prostu naiwnie trywialne.
Obserwuj wątek
    • soova Re: 'Egzamin osmoklasisty. Matematyka'. 16.04.19, 16:32
      <Jestem w szoku. Dzis zadania dla osmych klas sa po prostu naiwnie trywialne.>

      Czyli: za moich czasów, to, panie tego, matematyka to było ho, ho, i kto wie, co jeszcze, a jak ktoś nie umiał, to dostawał pałę, a i potem od ojca pasem też się zdarzało.

      Poziom wymagań w szkole spada, jest to spowodowane chyba prawem kopernikańskim o pieniądzu. Ciekawsza byłaby jakaś próba pokuszenia się o analizę przyczyn tego, bo sam opis plus komentarze, że jak się było w tym wieku, to się miało wiedzę, niewiele daje, poza wyżej opisanym utrzymaniem się w przekonaniu. Borejkowie też są przekonani, że ich kultura i wiedza stawia ich ponad innych, tylko co z tego?
      • guineapigs Re: 'Egzamin osmoklasisty. Matematyka'. 16.04.19, 18:06
        Matematyka nie byla, ze ho ho, nie wiem tez, czy ktos od ojca pasem dostawal, ale wiem, ze ode mie i od moich rowiesnikow wymagano pewnego poziomu wiedzy i z tej wiedzy egzaminowano. Nie byla to wiedza tajemna, nie bylo to zadne ho ho, a po prostu tresc podrecznika. Owczesnego.
        Dlaczego matematyka w klasie dzisiejszej osmej spadla do poziomu klasy owczesnej czwartej - nie mam pojecia i nie mam zadnego obowiazku ani nawet hobby wiedziec przyczyn. Stwierdzilam suchy fakt. Nie jestem nauczycielka, nie jestem ministra edukacji, po prostu nie wiem.
        A poniewaz wiem, ze wiedza taka nie nie jest ani tajemna, ani przekraczajaca mozliwosci przecietnego nastolatka to moge tylko przypuszczac, ze obnizyl sie poziom oczekiwan wobec owego nastolatka. Ja osobiscie czuje sie dumna, ze od mojego pokolenia, w klasie osmej, wymagano czegos wiecej niz tabliczki mnozenia i 'umienia' narysowania trojkata.
        Mialam wiedze - bo tego ode mie wymagano. Jakby nie wymagano, to oczywistym jest, ze czas spedzalabym na rznieciu w pokera i harataniu w gale zamiast na odrabianiu zadan i czytaniu klasyki. Tyle moge powiedziec, bo tyle wiem na pewno. A co siedzi glebiej - to juz niech te miliony specow od edukacji w Polsce kombinuja.
    • kindzie Re: 'Egzamin osmoklasisty. Matematyka'. 16.04.19, 20:42
      guineapigs napisała:

      > Ale skoro moglam, to se otworzylam strone z egzaminem dla osmoklasistow. Z mate
      > matyki. Nie bylo nigdzie napisane, ze: wapniaki/alzheimery/starce ledwo kojarza
      > ce cokolwiek - nie moga. O, prosze: ttps://plikicke.men.gov.pl/EGZAMIN_OSMOKLAS
      > ISTY/2019/matematyka/Arkusz_OMAP-100-1904.pdf
      >
      > Wiecie co? To chyba zart ten test.

      Bez przesady. Test, owszem, nie jest trudny, ale całkiem nieźle sprawdza wiedzę matematyczną i umiejętność posługiwania się nią, jakie dziecko powinno mieć kończąc szkołę podstawową. Jeśli miałabym się czegoś czepiać, to formy testu - to zawsze imo niepotrzebnie ułatwia dowolny sprawdzian.

      > Jestem absolutnie pewna, ze moje klasowki z klasy siodmej czy osmej, a nawet sz
      > ostej, wymagaly wiekszej wiedzy.

      I słusznie. Klasówka dotyczy zwykle szczegółowej wiedzy z jednego działu, a ten test ma sprawdzać ogólną znajomość matematyki nabytą przez osiem lat podstawówki. Per analogiam: egzamin magisterski, jaki zadawałam na matematyce, wymagał bardziej powierzchownej, ale za to szerszej wiedzy niż dowolne kolokwium na tych studiach.

      > Chociazby geometria przestrzenna w klasie siodmej, a chyba nawet szostej, obej
      > mowala tangensy, ctg, nawet juz mowiono o 'arcus' - ale to bylo dla chetnych na
      > kolku, nie dla wszystkich. A gdzie prawdopodobienstwo, gdzie statystyka? Ja w
      > siodmej klasie liczylam 'prawdopodobienstwo trafienia do tablicy na numer osiem
      > pod warunkiem, ze z tego pistoletu trafia sie z prawdopobienstwem 1/3' - gdzie
      > to to jest w tym tescie???? Ja to mialam w podstawowce!!!

      Jesteś pewna, że dobrze pamiętasz? Jestem ledwie parę lat młodsza od Ciebie, ale z pewnością funkcje cyklometryczne i rachunek prawdopodobieństwa miałam dopiero w liceum. Być może miałam w podstawówce tylko jakąś zajawkę funkcji trygonometrycznych, definiowanych wyłącznie jako stosunek boków trójkąta prostokątnego.
      • kocynder Re: 'Egzamin osmoklasisty. Matematyka'. 16.04.19, 22:00
        "Test, owszem, nie jest trudny, ale całkiem nieźle sprawdza wiedzę matematyczną i umiejętność posługiwania się nią"
        Tu bym polemizowała...

        "Klasówka dotyczy zwykle szczegółowej wiedzy z jednego działu, a ten test ma sprawdzać ogólną znajomość matematyki nabytą przez osiem lat podstawówki. Per analogiam: egzamin magisterski, jaki zadawałam na matematyce, wymagał bardziej powierzchownej, ale za to szerszej wiedzy niż dowolne kolokwium na tych studiach"
        Z tym się zgadzam, ale... Ten test moim zdaniem właśnie nie sprawdza żadnej poza na serio elementarną, wiedzy matematycznej.

        "Jesteś pewna, że dobrze pamiętasz? Jestem ledwie parę lat młodsza od Ciebie, ale z pewnością funkcje cyklometryczne i rachunek prawdopodobieństwa miałam dopiero w liceum"
        A ja trygonometrię miałam w siódmej klasie - wiek też jakoś zbliżony, no, dosłownie kilka lat mniej niż Gu. I nie, nie na "kółku matematycznym" dla chętnych i "ponadprogramowych", a normalnie na lekcjach. Nie piszesz ile masz lat dokładnie, ale i tak nie wierze, żeby przez tam dwa czy trzy lata (jakie mogą nas - ciebie i mnie - dzielić) aż tak drastycznie pociachano program nauczania matematyki.
        • kindzie Re: 'Egzamin osmoklasisty. Matematyka'. 16.04.19, 22:13
          kocynder napisała:

          > A ja trygonometrię miałam w siódmej klasie - wiek też jakoś zbliżony, no, dosło
          > wnie kilka lat mniej niż Gu. I nie, nie na "kółku matematycznym" dla chętnych i
          > "ponadprogramowych", a normalnie na lekcjach. Nie piszesz ile masz lat dokładn
          > ie, ale i tak nie wierze, żeby przez tam dwa czy trzy lata (jakie mogą nas - ci
          > ebie i mnie - dzielić) aż tak drastycznie pociachano program nauczania matematy
          > ki.

          Czytaj uważnie. Pisałam, że być może w podstawówce miałam funkcje trygonometryczne definiowane jako stosunek boków trójkąta prostokątnego. Nie miałam na pewno funkcji cyklometrycznych, czyli odwrotności funkcji trygonometrycznych, czyli arcus sinus, arcus cosinus, arcus tangens i arcus contangens. Jeśli Ty je miałaś w siódmej klasie, to szacuneczek dla szkoły.

          • kocynder Re: 'Egzamin osmoklasisty. Matematyka'. 16.04.19, 22:27
            Cyklometrycznych nie pamiętam, ale ja z matmą zawsze byłam nie do końca po drodze. Na pewno była trygonometria, i nie jako "stosunek boków trójkąta prostokątnego". I rachunek prawdopodobieństwa. To akurat pamiętam, bo bardzo mi się podobało i jest to jedna z niewielu "matematycznych" spraw, które polubiłam. :)
            • kindzie Re: 'Egzamin osmoklasisty. Matematyka'. 16.04.19, 22:35
              kocynder napisała:

              > I rachunek prawdopodobieństwa. To akurat pamiętam, bo bardzo mi się podob
              > ało i jest to jedna z niewielu "matematycznych" spraw, które polubiłam. :)
              >
              I co do rachunku prawdopodbieństwa - mieliście w podstawówce wprowadzane prawdopodobieństwo warunkowe? Bo o takim w swoim poście wspominała guineapigs.
              • kocynder Re: 'Egzamin osmoklasisty. Matematyka'. 16.04.19, 23:04
                Jeśli sądzisz, że dam się wciągnąć w licytację "co i kiedy" - to się mylisz. Część pamiętam, ale nie wszystko. Zaskoczę cię: nie uczyłam się zeszytów do matmy na pamięć, a i tak zapisywałam je ponad ćwierć wieku temu. Coś tam pamiętam - chociażby dlatego, że do 6 klasy matmę miałam z inną nauczycielką niż w klasach 7 - 8 i pamiętam, że ta "nowa" wydawała się nam "ostra", a okazała się świetnym nauczycielem. Więc wybacz, nie mam ani ochoty ani możliwości wnikać w szczegóły. Trygonometria była na pewno i nie tylko jako twierdzenie Pitagorasa oraz wierszyk "W pierwszej wszystkie są dodatnie" itd. Rachunek prawdopodobieństwa też był. I tyle. A skoro było to i w szkole Gu i w mojej a twierdzisz, że w twojej nie - to raczej wniosek, że nie nasze szkoły były jakieś super-hiper-wyjątkowe, a twoja kiepska. I nie mam co prawda pojęcia gdzie Gu chodziła do szkoły, ale byłby to wyjątkowy zbieg okoliczności, gdyby się okazało, że do tej właśnie co i ja...
                • kindzie Re: 'Egzamin osmoklasisty. Matematyka'. 16.04.19, 23:36
                  kocynder napisała:

                  > Jeśli sądzisz, że dam się wciągnąć w licytację "co i kiedy" - to się mylisz. Cz
                  > ęść pamiętam, ale nie wszystko. Zaskoczę cię: nie uczyłam się zeszytów do matmy
                  > na pamięć, a i tak zapisywałam je ponad ćwierć wieku temu. Coś tam pamiętam -
                  > chociażby dlatego, że do 6 klasy matmę miałam z inną nauczycielką niż w klasach
                  > 7 - 8 i pamiętam, że ta "nowa" wydawała się nam "ostra", a okazała się świetny
                  > m nauczycielem. Więc wybacz, nie mam ani ochoty ani możliwości wnikać w szczegó
                  > ły. Trygonometria była na pewno i nie tylko jako twierdzenie Pitagorasa oraz wi
                  > erszyk "W pierwszej wszystkie są dodatnie" itd. Rachunek prawdopodobieństwa też
                  > był. I tyle. A skoro było to i w szkole Gu i w mojej a twierdzisz, że w twojej
                  > nie - to raczej wniosek, że nie nasze szkoły były jakieś super-hiper-wyjątkowe
                  > , a twoja kiepska. I nie mam co prawda pojęcia gdzie Gu chodziła do szkoły, ale
                  > byłby to wyjątkowy zbieg okoliczności, gdyby się okazało, że do tej właśnie co
                  > i ja...

                  Ok, widzę, że się zdenerwowałaś. Zatem bez urazy, ale zanim włączy się w wątek wypadałoby przynajmniej mieć blade pojęcie, o czy rozmówca pisze. A Ty - znowu bez urazy - mylisz podstawowe pojęcia i nie pamiętasz podstawowych definicji z zakresu trygonometrii, a jednocześnie twierdzisz, że byłaś o tym wszystkim wyśmienicie nauczana.

      • ciotka.scholastyka Re: 'Egzamin osmoklasisty. Matematyka'. 17.04.19, 08:01
        Podpisuję się pod każdym twoim słowem! Rachunek prawdopodobieństwa (trudniejszy niż "w w worku jest sześć kul białych i jedna czarna...") to ja miałam na maturze. Podobnie jeśli chodzi o funkcje trygonometryczne NIE wiążące się z bokami trójkąta. Z matmy to ja byłam niezła przez całą edukację, ale czegoś takiego, o czym pisze guinea, w podstawówce sobie nie przypominam.
        I tak jak tam niżej mika stwierdza - to jest egzamin kończący szkołę, którego za "naszych czasów" nie było!
    • mika_p Re: 'Egzamin osmoklasisty. Matematyka'. 16.04.19, 23:52
      Po pierwsze, to nie jest egzamin wstępny do liceum - które 30 lat temu były dość elitarną ścieżką kształcenia - tylko egzamin kończący szkołę. Gdyby były same zadania "dla elity", to slabsi uczniowie (którzy 30 lat temu kierowali się ku murom techników i zawodówek) nie zdobyliby żadnego punktu i trudno by było ocenić poziom zdobytej wiedzy.

      Po drugie, jest polowa kwietnia, a rok szkolny kończy się za ponad 2 miesiące. Są działy przewidziane do realizacji PO egzaminie, w tym kombinatoryka i prawodpodobiestwo. Które za moich czasów też było pod koniec VIII klasy i niektórzy je mieli, a inni nie, bo nauczyciel nie zdązył z programem.

      Po trzecie, obecna ósma klasa to efekt deformy edukacji. Przez pięć i pół roku dzieci realizowały określoną podstawę programową, po czymw okolicach feriii w VI klasie podpisano ustawę mowiącą o tym, że nie idą jesienią do gimnazjum, tylko zostają w podstawówce, w VII klasie. Podstawy programowe pisano na kolanie, nauczyciele z podstawówek nagle zostali zmuszeni do uczenia czegoś, czego - być może - nigdy nie uczyli.
      Dalej, tegoroczny egzamin (i przyszłoroczny chyba też) są inne niż przyszłe to takie roczniki przejściowe.
      Ogólnie sytuacja wygląda tak, że do liceum startuja jednocześnie uczniowie kończący gimnazjum i uczniowie kończący podstawówkę - dwa roczniki. Już w momencie uruchomienia reformy pojawiały się glosy, że egzamin ósmoklasistów będzie łatwiejszy niż gimnazjalny, żeby wykazać słuszność likwidacji gimnazjów.

      Kolejna sprawa, na egzaminie nie wolno miec nic poza długopisem, linjką i małą butelką wody. Kalkulator odpada.

      I dalej. Fajnie się dywaguje, jak się bazgroli po byle świstku. Egzamin jest bardzo formalizowany i w częsci testowej zadanie oceniane jest tylko TAK/NIE. Nikt nie sprawdza brudnopisu, obliczeń, toku rozumowania. Egzaminu ósmoklasisty jeszcze nie robiłam, ale robiłam gimnazjalny. W zadaniu 2, z malinami, pamiętąłam o tym, żeby odjąć wagę opakowania, pamiętałam tak starannie, że odjęłam ja dwa razy, wyszła mi inna odpowiedź niż prawidłowa. 0 pkt. Gdyby to był egzamin starego typu, to pewnie bym dostała jakis kawałek punktu, bo sprawdzający by zauważył, że zaczełam dobrze.

      A zadanie o kwiatach - cóż, zadanie z matematyki rozwiązuje się zgdonie z założeniami. Tu nie ma miejsca na dywagacje typu "czy mozna się targować z kwiaciarką, czy tez jest to kwiaciarnia sieciowa, gdzie ceny są sztywne i jak sie nie podoba, to pracowniak nie obchodzi"
      • kindzie Re: 'Egzamin osmoklasisty. Matematyka'. 17.04.19, 09:05
        mika_p napisała:

        > Po trzecie, obecna ósma klasa to efekt deformy edukacji. Przez pięć i pół roku
        > dzieci realizowały określoną podstawę programową, po czymw okolicach feriii w
        > VI klasie podpisano ustawę mowiącą o tym, że nie idą jesienią do gimnazjum, ty
        > lko zostają w podstawówce, w VII klasie. Podstawy programowe pisano na kolanie,
        > nauczyciele z podstawówek nagle zostali zmuszeni do uczenia czegoś, czego - by
        > ć może - nigdy nie uczyli.
        > Dalej, tegoroczny egzamin (i przyszłoroczny chyba też) są inne niż przyszłe to
        > takie roczniki przejściowe.
        > Ogólnie sytuacja wygląda tak, że do liceum startuja jednocześnie uczniowie końc
        > zący gimnazjum i uczniowie kończący podstawówkę - dwa roczniki. Już w momencie
        > uruchomienia reformy pojawiały się glosy, że egzamin ósmoklasistów będzie łatwi
        > ejszy niż gimnazjalny, żeby wykazać słuszność likwidacji gimnazjów.

        Pewnie masz tu rację. Bo zerknęłam na egzamin gimnazjalny i faktycznie jest jednak wyraźnie trudniejszy. Testuje więcej pojęć (funkcje kwadratowe, ułamki okresowe, układy równań, pole koła, pole trójkąta, objętość graniastosłupa) i zadania są trochę trudniejsze (choć też oczywiście bez przesady). Jeden rok nauki dłużej raczej nie uzasadnia takiej różnicy.
      • mama_kotula Re: 'Egzamin osmoklasisty. Matematyka'. 22.04.19, 23:34
        > Ogólnie sytuacja wygląda tak, że do liceum startuja jednocześnie uczniowie kończący gimnazjum i uczniowie kończący podstawówkę - dwa roczniki. Już w momencie uruchomienia reformy pojawiały się glosy, że egzamin ósmoklasistów będzie łatwiejszy niż gimnazjalny, żeby wykazać słuszność likwidacji gimnazjów.

        Amen, dokładnie to.
        Moja córka po tym egzaminie wysłała mi sms treści "to było takie proste, że nie bardzo wiem nawet, gdzie można było się pomylić".
      • joasia33 Re: 'Egzamin osmoklasisty. Matematyka'. 17.04.19, 15:02
        Nie pisuję, tylko czytam nieustannie, ale tym razem muszę, bo się uduszę :) Jestem jeszcze starsza, bo podstawówkę kończyłam w 1987 i pewnie dlatego demencja starcza sprawia, iż jestem przekonana, że ani cosinusów czy tangensów ani tym bardziej prawdopodobieństwa w podstawówce nie było. Pamiętam, że trygonometria była w 3 klasie liceum, a prawdopodobieństwo w 4 kl. (Byłam biol-chem, może mat-fiz miał inaczej.)
        A przy okazji podpisuję się pod Miką_p (heloł :)).
        • soova Re: 'Egzamin osmoklasisty. Matematyka'. 17.04.19, 15:12
          joasia33 napisała:

          > Nie pisuję, tylko czytam nieustannie, ale tym razem muszę, bo się uduszę :) Jes
          > tem jeszcze starsza, bo podstawówkę kończyłam w 1987 i pewnie dlatego demencja
          > starcza sprawia, iż jestem przekonana, że ani cosinusów czy tangensów ani tym b
          > ardziej prawdopodobieństwa w podstawówce nie było. Pamiętam, że trygonometria b
          > yła w 3 klasie liceum, a prawdopodobieństwo w 4 kl. (Byłam biol-chem, może mat-
          > fiz miał inaczej.)
          > A przy okazji podpisuję się pod Miką_p (heloł :)).

          Też skończyłam podstawówkę w 1987. Cosinusy i tangensy były w VIII klasie na pewno, pamiętam. Prawdopodobieństwo pamiętam z LO.
          • tt-tka Re: 'Egzamin osmoklasisty. Matematyka'. 17.04.19, 15:35
            Podstawowke konczylam, wstyd sie przyznawac, w 1975. Suma madrosci z matmy, jaka pamietam dzis z tego okresu (byc moze wynioslam wiecej niz pamietam teraz) zamyka sie w kilku krotkich rymowankach typu "pamietaj, cholero, nie dzielic przez zero" czy wlasnie tryg "w pierwszej wszystkie sa dodatnie, w drugiej tylko sinus, w trzeciej tangens i cotangens, a w czwartej cosinus" (o cwiartki chodzilo) i jeszcze kilka innych. Ale niewiele.
            Z tym ze my egzaminu konczacego nie mielismy, to fakt.

            PS Kindzie pewnie mnie zabije smiechem, ale co to cyklometria, to musialam sprawdzic w wiki :(
            • kindzie Re: 'Egzamin osmoklasisty. Matematyka'. 17.04.19, 16:10
              tt-tka napisała:

              > PS Kindzie pewnie mnie zabije smiechem, ale co to cyklometria, to musialam spra
              > wdzic w wiki :(

              Z tym śmiechem to bynajmniej. Dorosły człowiek ileś lat po maturze ma prawo nie pamiętać o czymś, co miał wspomniane (albo i nie, pewnie różnie to bywało) na kilku lekcjach w liceum.
    • guineapigs Re: 'Egzamin osmoklasisty. Matematyka'. 17.04.19, 19:46
      Z dusza na ramieniu otwarlam wlasny watek - bo spodziewalam sie pomidorow. A tu prosze - nie dosc, ze nie ma pomnidorow, to jeszcze dyskusja i wspomnienia.
      Poniewaz zmienialam szkoly czesto, co 2-3 lata, to mam latwiejsze podejscie nt. 'czego i gdzie nas uczyli'. Po prostu te cenzusy zmian pozwalaja mi latwiej przyporzadkowac wymagania. I jestem pewna na sto procent, nawet na dwiescie, ze w klasach 6-8 mialam i trygonometrie, i statystyke, i funkcje. Pamietam - bo pamietam, ze w szostej klasie zmienilam szkole. Nauczycielka matematyki byla taka, ze uczyla nas furtem od trygo po funkcje. W klasie osmej mialam analize przebiegu funkcji, miejsca zerowe itp.
      A tak a propos, bo nie pamietam: jest w tym tescie cos o skladaniu wektorow? jak nie ma - to czego (znowu!!!) ucza na fizyce? Matematyka to na poziomie podstawowki niestety tylko narzedzie do liczenia. Za pomoca matematyki policzysz rzuty czy sily na fizyce. No nie da sie inaczej.
      jak poszlam do liceum, to mie przywitano logika, a potem zaraz przywitanie poprawiono limesami. Jak ktos, kto nie wie, co to funkcja, ma liczyc limes?
      Testow na jezyk polski to nawet boje sie szukac - tam to juz musi byc taki obciach, ze az strach czytac. Na zasadzie: znasz litery - zdales. Nie zajrze tam, bo sie po prostu boje i wstydze.
      • kindzie Re: 'Egzamin osmoklasisty. Matematyka'. 17.04.19, 21:46
        guineapigs napisała:

        > Z dusza na ramieniu otwarlam wlasny watek - bo spodziewalam sie pomidorow. A tu
        > prosze - nie dosc, ze nie ma pomnidorow, to jeszcze dyskusja i wspomnienia.
        > Poniewaz zmienialam szkoly czesto, co 2-3 lata, to mam latwiejsze podejscie nt.
        > 'czego i gdzie nas uczyli'. Po prostu te cenzusy zmian pozwalaja mi latwiej pr
        > zyporzadkowac wymagania. I jestem pewna na sto procent, nawet na dwiescie, ze w
        > klasach 6-8 mialam i trygonometrie, i statystyke, i funkcje.

        Na fali tej dyskusji zerknęłam do obecnej podstawy programowej klas VII-VIII. Są w niej uwzględnione podstawowe elementy rachunku prawdopodbieństwa (losowanie ze zwracaniem, bez zwracania), elementy statystyki polegające głównie na odczytywaniu danych z wykresów, nie ma natomiast funkcji ani nawet układów równań. Ten brak imo to bardzo zła decyzja. Funkcje to podstawowe narzędzie opisu i analizy zjawisk fizycznych, przyrodniczych, społecznych, i moim zdaniem dzieci w tym wieku bez problemu mogą je zrozumieć i posługiwać się nimi, jeśli tylko mają je dobrze wyłożone.

        Ale o tym, jak dobrze nauczać matematyki i co zwykle szwankuje w jej nauczaniu można by pewnie tomy napisać i wiele nocy przedyskutować. IMO przede wszystkim za mało uczy się dzieci dowodzenia, rozumowania (dlatego to zadanie o cenie bukietu jest fajne, bo wymaga od dziecka przeprowadzania prostego dowodu), wymaga się zbyt często wkuwania na pamięć reguł i wzorów zamiast uczyć ich wyprowadzania. Ten wierszyk "w pierwszej wszystkie są dodatnie", czy jakoś tak, przytoczony przez dwie osoby w tym wątku jest tego dobrym przykładem. Gdyby dobrze przedstawić uogólnioną definicję funkcji trygonometrycznych dla kątów większych niż 90 stopni, żadne takie mnemotechniki nie byłyby potrzebne, bo znak tych funkcji dla danego kąta wynikałby wprost z tej definicji.
        No i zbyt mało pokazuje się praktycznych zastosowań narzędzi matematycznych, zbyt mało tłumaczy się PO CO dane pojęcie zostało wymyślone, do czego miało służyć początkowo i jakie zastosowania znalazło później.
        • tt-tka Re: 'Egzamin osmoklasisty. Matematyka'. 18.04.19, 10:24
          kindzie napisała:

          wymaga
          > się zbyt często wkuwania na pamięć reguł i wzorów zamiast uczyć ich wyprowadzan
          > ia.



          > No i zbyt mało pokazuje się praktycznych zastosowań narzędzi matematycznych, zb
          > yt mało tłumaczy się PO CO dane pojęcie zostało wymyślone, do czego miało służy
          > ć początkowo i jakie zastosowania znalazło później.


          O, o, o. Swiete slowa, dobrodziko. Przy czym ja konczac podstawowke umialam wyprowadzac, ale szybko mi sie zapomnialo, bo nie znalazlam zastosowania :(
          Wiecej, szczerze mowiac, pamietam z takiej malej zabawnej ksiazeczki "Przygody z Machefim" (Machefi, jak samo imie wkazuje, byl duszkiem nauk matematycznych, chemicznych i fizycznych), bo tam w serii krociutkich przygod i zdarzen z codziennego zycia pokazano, do czego znajomosc powyzszych nauk przydaje sie na co dzien i jak z niej z pozytkiem korzystac :)
          • guineapigs Re: 'Egzamin osmoklasisty. Matematyka'. 18.04.19, 19:21
            Ja odpowiedz zaczne od nie cytowania, ale stwierdzenia mojego wlasnego: nie ma czegos takiego, jak 'nie lapie matmy', 'jestem kiepski z matmy'. Matematyka - moim zdaniem - jest swietna jako przedmiot z tego powodu, ze jak zrozumiesz - to wiesz, nawet nie musisz sie uczyc. Tam wszystko wyplywa z poprzedniego i wplywa na dalsze. Moim zdaniem matematyka na poziomie szkoly podstawowej czy czesci liceum to nie wiedza klepana czy uczona na pamiec, a po prostu ZROZUMIENIE. Tyle wystarcza. Nie mozna - moim zdaniem - 'troche zrozumiec'. Mozna troche zapamietac, ale nie troche zrozumiec.
            Historia jest o tyle trudna, ze tam jest masa do zapamietania, po prostu masa, i nie ma na to zadnych wzorow (na poziomie podstawowki, bo filozofowie czy praktycy wojen to co innego). W historii w zasadzie kazdy przypadek to... Przypadek, nie ma jak tego ujac we wzor.
            Ja osobiscie uwazam, ze jestem w stanie kazdego nauczyc matematyki na poziomie szkoly podstawowej i sredniej. To tylko kwestia czasu. Czasem rok, czasem dwa miesiace. To jest konkretna wiedza, oraz prosta intuincja. Ci, ktorzy 'nie maja glowy do matmy' to ludzie, ktorych uczyli zli nauczyciele. Albo ktos matme kuma - albo nie. Niezaleznie od czasu nauki. Ci, co 'nie, nie i jeszce raz' - to nie powinni startowac do 'wyksztalcenia sredniego', bo to po prostu ludzie. ktorzy nie sa w stanie przyjac pewnych modulow i koniec. Nie wiem, jak to zgrabnie ujac, wiec opisze: nie ma obowiazku miec matury.
            Oraz jeszcze prosciej: jak matme zrozumiesz to rozwiazesz kazde zadanie, kombinujac. Jak matmy nie kumasz - to i trapez bedzie dla ciebie wyzwaniem nie lada.
            • ciotka.scholastyka Re: 'Egzamin osmoklasisty. Matematyka'. 18.04.19, 19:33
              guineapigs napisała:

              > Historia jest o tyle trudna, ze tam jest masa do zapamietania, po prostu masa,
              > i nie ma na to zadnych wzorow (na poziomie podstawowki, bo filozofowie czy prak
              > tycy wojen to co innego). W historii w zasadzie kazdy przypadek to... Przypadek
              > , nie ma jak tego ujac we wzor.

              Nie. Historii można się nauczyć pod warunkiem, że trafisz na nauczyciela, który będzie ci ją przedstawiał jako rozgałęziający się łańcuch przyczyn i skutków. Niestety, mam wrażenie, że taki sposób uczenia historii skończył się wraz z przejściem na emeryturę mojej ciotki...
              • marutax Re: 'Egzamin osmoklasisty. Matematyka'. 18.04.19, 21:44
                ciotka.scholastyka napisała:

                > Nie. Historii można się nauczyć pod warunkiem, że trafisz na nauczyciela, który
                > będzie ci ją przedstawiał jako rozgałęziający się łańcuch przyczyn i skutków.
                > Niestety, mam wrażenie, że taki sposób uczenia historii skończył się wraz z prz
                > ejściem na emeryturę mojej ciotki...

                Miałam napisać coś podobnego ;-) Co ważne, do zrozumienia "wzorów historycznych" potrzebna jest też znajomość historii religii, nauki czy sztuki, a czasem i różnych innych nauk. Przypadki się zdarzają, ale często tylko wydają się przypadkami, bo nie znamy ich źródeł. Niestety program nauczania za moich czasów skupiał się na historii "kalendarzowej" - kuciu na pamięć dat wraz z opisem konkretnego wydarzenia (bitwa, zawarcie pokoju), bez kontekstu. Do tego dochodził podział programu na historię świata ("przerabianą" dość pobieżnie) i historię Polski. W rezultacie uczeń dowiadywał się, że Władysław Warneńczyk zginął w bitwie pod Warną, ale nie wiedział, o co w tej bitwie chodziło...
                  • tt-tka Re: 'Egzamin osmoklasisty. Matematyka'. 19.04.19, 11:27
                    "Lsni choragiew pozlocista
                    chrzesci zbroja szmelcowana
                    jedzie, jedzie krol Wladyslaw
                    by pogromic bisurmana

                    Cos tam, costam
                    kon krolewski razno parska
                    dzielny Wegier, Jan Hunyady
                    sprawia szyki, klnac z madziarska
                    (...)
                    Krol napredce je sniadanie
                    Jan Hunyady wszedl z loskotem
                    "nawalili Wenecjanie
                    wycofali swoja flote"

                    Krol odstawil kubek z winem
                    blask mu strzelil spod powieki
                    "uderzamy za godzine
                    a Wenecji wstyd na wieki!"

                    Jeszcze Warna w dali drzemie
                    jeszcze nisko stoi slonce
                    a pancerni - strzemie w strzemie
                    a pancerni koncerz w koncerz
                    ku piaszczystym patrza brzegom...
                    "no to czesc, daj pyska chlopie"-
                    - mowi krol do Hunadyego

                    I zalsnilyjednym blaskiem
                    setki mieczy wyszarpnietych
                    i zgrzytnely jednym trzaskiem
                    setki przylbic zatrzasnietych
                    i zadrzala ziemia swieta
                    i zabrzmialy dzwony w miescie

                    i ruszyli - najpierw stepa
                    potem klusem, cwalem wreszcie
                    I widziani, jak lecieli
                    pedem weilkim i szalonym
                    i wiadziano, jak toneli
                    w morzu Turkow niezmierzonym...

                    Potem - w celi siadl nad karta
                    mnich uczony, stary skryba
                    "warto bylo czy nie warto ?
                    odwrot bylby lepszy chyba..."

                    i to jest z grubsza to, co pamietam o bitwie pod Warna. A i tak nie z lekcji, tylko z lektur pod lawka. Waligorski gora !
        • katriel Re: 'Egzamin osmoklasisty. Matematyka'. 19.04.19, 19:30
          kindzie napisała:
          > zerknęłam do obecnej podstawy programowej klas VII-VIII.
          > nie ma natomiast funkcji ani nawet układów równań.

          A czy zerknęłaś również do komentarza do podstawy?
          Mam na myśli tekst znajdujący się na końcu tego na przykład dokumentu (od strony 25), podpisany nazwiskami Macieja Borodzika i Reginy Pruszyńskiej. Fragment poświęcony pojęciu funkcji w szkole podstawowej nosi nagłówek O funkcjach inaczej i zaczyna się na stronie 27. W skrócie, chodzi w nim o to, aby odejść od tradycyjnej abstrakcyjnej definicji funkcji, która nie jest ani formalnie poprawna, ani intuicyjnie zrozumiała, i zamiast tego kształtować w uczniach nieformalne, intuicyjne rozumienie funkcji jako "zależności" czy "procedury", niekoniecznie nawet używając samego słowa "funkcja".

          Cóż: postulat ten wydaje mi się do pewnego stopnia naiwnie nierealistyczny. Nauczyciele, którzy przez x lat egzekwowali znajomość formułki, nie zaczną nagle kształtować intuicyjnego rozumienia, niezależnie od tego, co się napisze w podstawie programowej. Abstrahując od realiów, jest on jednak ciekawy i wart rozważenia, zanim się zarzuci podstawie programowej milczenie w kwestii funkcji.
          • kindzie Re: 'Egzamin osmoklasisty. Matematyka'. 22.04.19, 21:34
            katriel napisała:

            > kindzie napisała:
            > > zerknęłam do obecnej podstawy programowej klas VII-VIII.
            > > nie ma natomiast funkcji ani nawet układów równań.
            >
            > A czy zerknęłaś również do komentarza do podstawy?

            Nie czytałam komentarza.

            > Cóż: postulat ten wydaje mi się do pewnego stopnia naiwnie nierealistyczny (...)
            > Abstrahując od realiów, jest on jednak ciekawy i wart rozważe
            > nia, zanim się zarzuci podstawie programowej milczenie w kwestii funkcji.

            Zgoda, postulat, o którym piszesz, jest ciekawy i wart rozważenia. Gdyby przyniósł faktycznie lepsze, bardziej intuicyjne zrozumienie funkcji wśród uczniów, bardzo bym się cieszyła.
        • mika_p Re: 'Egzamin osmoklasisty. Matematyka'. 26.04.19, 13:02
          > IMO przede wszystkim za mało uczy się dzieci dowodzenia, rozumowania (...), wymaga się zbyt często wkuwania na pamięć reguł i wzorów zamiast uczyć ich wyprowadzania.

          Dowcip polega na tym, że pracuje się z dziećmi, które jeszcze nie znają pewnych technik, które pozwolą im zrozumieć wyprowadzenie.
          Na przykładzie wspomnianego trapezu.
          Obliczania pola kwadratu i prostokąta można nauczyć w sposób intuicyjny. Równoległobok? Wystarczy odciąć trójkąt pionowo i przesunąć go na drugą stronę, otrzymujemy prostokąt, którego pionowy bok nie nazywa sie b, jak zwykle, tylko h.

          A trapez?
          Przyjmijmy standardowe oznaczenia: a - dluższa podstawa, b - krótsza, h - wysokość.
          Obetnijmy trójkaty wzdłuż wysokości opuszczonych z górnych wierzchołków i scalmy je szwem-wysokością. Mamy prostokąt o wymirach b x h oraz trójkąt o wysokosci h i podstawie (a-b). Pola tych figur trzeba zsumować. Otrzymujemy wyrażenie algebraiczne, które trzeba uprościć.
          Dowcip polega na tym, że pole trapezu omawia się w V klasie, a algebra na poziomie umożliwiającym zrozumienie wywodu jest w klasie VI
    • rosa-huberman Re: 'Egzamin osmoklasisty. Matematyka'. 18.04.19, 09:27
      Zdawałam część matematyczno-przyrodniczą na egzaminie gimnazjalnym. Ze względu na przypisanie nauczanie indywidualne w domu, nie w szkole. Pamiętam, że tak zwana komisja składała się odwrotnie dobranych pedagogów. To znaczy panie uczące przedmiotów humanistycznych były obecne podczas matematycznej z przyrody akurat wymyślili niewiele. Na humanistycznej skład uczący mat-fiz-chem. Sprytne to, trudno nie przyznać. Zarówno jedni, jak drudzy nie mogliby podpowiadać, bo wiedza ograniczała się do przyłożenia ekierki w odpowiednie miejcie czy rozważań zapamiętanych z wypracowania, które wyglądały inaczej. Na szczęście mój rocznik ominęła matura z matematyki. Szczególnie ustej, bo potrzebowałabym kogoś w rodzaju profesora Węgrzynowicza. Przez stres towarzyszący egzaminowi, bo wiedzę przyswajałam. Dlatego łatwo mówić tym, którzy arkusze rozwiązują na zasadzie ciekawości, sprawdzę co pamiętam Porównania brakuje. W przypadku ograniczenia czasem to zupełnie różna bajka.
      • briar_rose Re: 'Egzamin osmoklasisty. Matematyka'. 26.04.19, 11:01
        rosa-huberman napisał(a):

        > Zdawałam część matematyczno-przyrodniczą na egzaminie gimnazjalnym. Ze względu
        > na przypisanie nauczanie indywidualne w domu, nie w szkole. Pamiętam, że tak
        > zwana komisja składała się odwrotnie dobranych pedagogów. To znaczy panie ucząc
        > e przedmiotów humanistycznych były obecne podczas matematycznej z przyrody akur
        > at wymyślili niewiele. Na humanistycznej skład uczący mat-fiz-chem. Sprytne to,
        > trudno nie przyznać. Zarówno jedni, jak drudzy nie mogliby podpowiadać, bo wie
        > dza ograniczała się do przyłożenia ekierki w odpowiednie miejcie czy rozważań z
        > apamiętanych z wypracowania, które wyglądały inaczej. Na szczęście mój roczni
        > k ominęła matura z matematyki. Szczególnie ustej, bo potrzebowałabym kogoś w ro
        > dzaju profesora Węgrzynowicza. Przez stres towarzyszący egzaminowi, bo wiedzę p
        > rzyswajałam. Dlatego łatwo mówić tym, którzy arkusze rozwiązują na zasadzie ci
        > ekawości, sprawdzę co pamiętam Porównania brakuje. W przypadku ograniczenia cza
        > sem to zupełnie różna bajka.

        Oj, matma była od pierwszych lat szkolnych tragedią mego życia, jak dramatycznie by to nie brzmiało xD Straszne, do dziś pamiętam, jak się skręcał żołądek przed lekcjami. I akurat trafiła mi się obowiązkowa matura z matmy, bo liceum plastyczne było czteroletnie, koszmar! Zdałam chyba cudem, dzięki częstym i drogim korepetycjom, ale muszę przyznać, że po tych wszystkich latach nie pamiętam już prawie nic.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka