Dodaj do ulubionych

Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :)

28.01.20, 19:45
W postaci bohaterki książki i filmu "Pełnia życia panny Brodie"/ "The Prime of Miss Jean Brodie".

Bohaterka jest pięknym kwiatem w surowej żeńskiej szkole- lekcje przekształca w dyskusje o sztuce i pięknie, rozumie potrzeby swoich uczennic, zabiera je na wycieczki i do przybytków kultury i generalnie ma je za kwiat narodu. Gdyby tylko nie była przy tym faszystką... wróć, w miarę rozwoju akcji okazuje się, że nawet bez uwielbienia dla Il Duce jej metody wychowawcze pokazane są jako niszczące. Rozpieszcza swoje faworytki ignorując albo upokarzając resztę. Wybiera dziewczęta bez wsparcia w rodzinie i otwarcie mówi, że chce je kształtować. Wyznacza im role- tej pięknej, tej mądrej, tej posłusznej- a dziewczęta albo zaczynają jej wierzyć, albo starają się do swojej roli dorosnąć i w efekcie niszczą sobie życie.

No niestety kojarzy mi się z Dmuchawcem zbierającym grupkę faworytów, stosującym nieczyste zagrywki i wykorzystujących uczniów, żeby hodować swoje wyobrażenie doskonałego pedagoga. Nie lubiłam tej postaci od pierwszego czytania i w sumie z radością witam dekonstrukcje genialnego pedagoga dla wybranych

Obserwuj wątek
    • jontrew Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 29.01.20, 14:42
      Pamiętam ten film, co u mnie jest rzadkością. Zwykle po kilku miesiącach mogę oglądać już widziane rzeczy jak nowe:) Zrobił na mnie duże wrażenie, w ogóle uwielbiam takie duszne lub nie szkolno-internatowe klimaty.
      Co do Dmuchawca, to nigdy nie potrafiłam w nim dojrzeć tego, co jego uczniowie czy narrator. Jak dla mnie jego plusy nie przeważają minusów, gdy popatrzeć na niego całościowo. Ale dla ulubieńców pewnie był wyjątkową postacią. Co do robienia sobie "klubu", to mam mieszane uczucia. Osobiście nie chciałabym w czymś takim uczestniczyć. Ale są tacy, co chcą, i chyba powinno być im wolno. O ile nie wpływałoby to na ich traktowanie w szkole, na lekcjach. A u Dmuchawca wpływa. U innych, z którymi się zetknęłam też wpływało. I nie wiem, czy w ogóle byłoby możliwe, żeby w żaden sposób nie wyróżniać swoich ulubieńców w życiu "pozaklubowym".
    • kocynder Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 30.01.20, 02:35
      1. W początkowych tomach Dmuch-później-uświęcony był NORMALNYM nauczycielem. Dosyć lubianym, ale nie uwielbianym. Niekiedy wkurzającym, innym znów razem fajnym. Jak każdy. Kiedy się to zmieniło? Dla mnie - w OwR. Kiedy rozpoznaje w Ewie Jedwabińskiej Ewę Marcinkowską, swoją niegdysiejszą uczennicę. I wówczas SAM sobie wystawia paskudne świadectwo. Że była ambitna ale nudziara, to jej dawał tą piątkę na "odwal się" i odwracał się do Gabuni czy kogoś bardziej interesującego. To JAK mówi/myśli o Ewie - świadczy o nim paskudnie. O ile nie czepiałam się jego ujawnienia autorki anonimowej ankiety - nic to chlubnego, ale i Beata w swoim zapisie nie zawarła niczego, czego by o niej klasa i tak nie wiedziała, że ma psa Begonię itp. No, nie powinien ujawniać, ale konia zrzędę i stadko wełnianych owiec dla tego, kto NIGDY w życiu nie powiedział o kilka słów za dużo. Rozdrażniło go, że Beata specjalnie zmieniła charakter pisma, żeby się "ukryć", głupio wyśmiał. Źle. Ale po ludzku, w emocjach, złości, może podgrypiony, może po starciu o jakieś duperele w pokoju nauczycielskim z Pierogiem... Natomiast o Ewie myśli niejako "na zimno", o przeszłości. I myśli jakoś tak... Paskudnie. Nawet to, że była ambitna to jest w jego oczach wada, bo do ambicji ma prawo, nieprawdaż, tylko interesujący Jurek Hajduk. No, ewentualnie Gabunia. A nie jakieś tam pomiotło Marcinkowska. Uczył ją przez kilka lat - serio, nie było ANI JEDNEJ sytuacji, w której by ją wspominał ciut serdeczniej? Że np ona jedna była przygotowana, gdy reszta klasy olała "Pana Tadeusza"? Że napisała świetną rozprawkę o "Antygonie" Sofoklesa? Że jej interpretacja wierszy Poświatowskiej była może nie rozwinięta dostatecznie, ale na pewno ciekawa? Nie, skąd! Taki tępak, kujon może tylko wykuć na blachę regułki i zaliczyć na bdb, to się mu to bdb stawia, bo się nie ma wyboru... Podłe.
      2. W którymś tomie Harry'ego Pottera jest taki nauczyciel (eliksirów?): Horacy Slughorn. On jako wykładowca zawsze miał swój "klub akolitów", pupilków, którzy bywali na herbatkach i którzy mięli "fory". W czasach Harry'ego on i Hermiona byli w tymże nieoficjalnym "klubie", niegdyś był w nim także Tom Riddle, późniejszy Voldemort.

      Nie wierzę, że jest opcja nauczyciela, który ma "swój" klub i nie faworyzuje jego członków. Nie wierzę chociażby z tej przyczyny, że tych właśnie uczniów zna po prostu lepiej, wie, że są dobrzy w jego dziedzinie, więc i łatwiej im coś usprawiedliwi ("Przecież X na pewno wie, że mężem królowej Wiktorii nie był Henryk VIII, musiała się przejęzyczyć"), łatwiej odpuści ("N, Y nie powiedział, że oprócz prawa Archimedesa ów matematyk opracował też zasadę dźwigni i prawo równi pochyłej, ale przecież on to wie, rozmawialiśmy o tym na ostatnim kółku") itd.

      --
      Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3:-)
        • armari Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 30.01.20, 19:17
          Słuchajcie, ale czy to nie było tak, że to Ewa w swoim monologu wewnętrznym wspomina, że Dmuchawiec stawiał jej piątki na odwal się, po czym odwracał się, żeby poplotkować z jakąś leniwą uczennicą? Oczywiście jej odczucia nie brały się z niczego (Dmuch sam wspomina, że stawiał jej piątki "bez przekonania", co dla mnie jest dosyć dziwne - albo zasłużyła na bdb swoją pracą, albo nie), ale czy mamy w OwR fragment, w którym to Dmuchawiec daje wyraz swej niechęci, choćby tylko w myślach?
          • tt-tka Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 30.01.20, 19:28
            Mamy. Nie zacytuje, bo ksiazki nie mam, ale bylo o tym, ze ona pilna, ale bez polotu, pedantka i wlasnie ze stawial te piatki, bo na taka ocene zasluzyla, ale bez przekonania (nie rozumiem, szczerze mowiac, albo zasluzyla i nalezy sie jak psu buda, albo nie zasluzyla, co tu ma przekonanie do rzeczy ?)
            I tak, Ewa byla swiadoma tego "na odwal sie", co znaczy, ze on to musial jakos okazywac.

            --
            Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
            • armari Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 30.01.20, 19:33
              A mnie właśnie o cytat chodzi, bo pamiętam z jego strony tylko to stawianie ocen "bez przekonania" i poczucie, że Ewa go nie lubi - natomiast nie sam brak sympatii do Marcinkowskiej jako takiej (oczywiście, można tu dyskutować o tym, czy już samo to stawianie niepewnej piątki nie jest oznaką braku sympatii, ale dla mnie to raczej dowód jego wątpliwych kompetencji).
              • tt-tka Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 30.01.20, 19:42
                Moze ktosia wrzuci stosowny cytat/cala scene...

                Nb odczucie, ze nie lubi go uczennica, ktorej on sam nie lubi/nie okazuje sympatii jest... cokolwiek kuriozalne. Juz wtedy uwazal, ze powinien byc kochany ? :)

                --
                Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
                • armari Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 30.01.20, 19:58
                  tt-tka napisała:

                  > Juz wtedy uwazal, ze powinien byc kochany ? :)

                  A to jest dobre pytanie - kiedy Dmuchawiec w swoim własnym mniemaniu stał się Mędrcem Jeżyc (o ile uznamy, że taka myśl zaświtała mu bodaj w najciemniejszym zakamarku duszy - ale biorąc pod uwagę, że w OwR rozprawia o wychowywaniu idealistów, myślę, że jednak zaświtała...).
                  • tt-tka Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 30.01.20, 21:33
                    Nie wiem, czy to plotka, czy fakt, ale Dmuch byl wzorowany podobno na nauczycielu czy wychowawcy MM. I to byl gosc, ktory jej powiedzial cos w tym stylu, ze jak ona nie chce isc na studia na ten kierunek, na ktorym on ja widzial, to on jej nie dopusci do matury. I dosc dlugo omijal przy odpytywaniu, grozba, ze ona nie bedzie klasyfikowana, byla calkiem realna. A ona pisala o nim jak o wzorze pedagoga...

                    --
                    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
                • ciotka.scholastyka Cytat 31.01.20, 21:47
                  tt-tka napisała:

                  > Moze ktosia wrzuci stosowny cytat/cala scene...

                  Służę cytatem. Ewa odwiedza Dmuchawca w szpitalu (bo biolog poszła rodzić).

                  "Profesor nadchodził powoli, rozglądając się po hallu rotundy; nie widział jej więc
                  wstała, podeszła bliżej, uśmiechnęła się z trudem. Na razie nie zwracał na jej minę uwagi. Poprawiał
                  się właśnie i mimowolny skurcz wykrzywił mu twarz, Ewa drgnęła, chciała wstać ze swojego
                  miejsca i pomóc ale myślała, że się ośmieszy, zawahała się. Tymczasem on już usadowił się
                  wygodnie, oparł głowę na brunatnej, pomarszczonej dłoni odetchnął i spojrzał na nią siwymi
                  oczami.

                  Takie jasne były te stare oczy.

                  Nigdy go nie lubiła, nigdy. Naprawdę. Był złośliwy, dokuczliwy niesprawiedliwy i się czepiał.
                  Nigdy jej nie doceniał. Otaczał się zawsze gromadą pupilków i pupilek i nigdy wśród nich nie było
                  miejsca dla niej. Zawsze wyczuwała jakąś dezaprobatę w jego wzroku chociaż tak pilnie się uczyła.
                  Stawiał jej piątkę i jednym spojrzeniem odbierał ocenie jakąkolwiek wartość. A potem, zachwycony,
                  żartował z jakąś leniwą i niedbałą uczennicą. Nie lubiła go nigdy. Więc dlaczego teraz było go jej tak
                  żal?"
                  • armari Re: Cytat 01.02.20, 10:59
                    ciotka.scholastyka napisała:

                    > Nigdy go nie lubiła, nigdy. Naprawdę. Był złośliwy, dokuczliwy niesprawiedliwy
                    > i się czepiał.
                    > Nigdy jej nie doceniał. Otaczał się zawsze gromadą pupilków i pupilek i nigdy w
                    > śród nich nie było
                    > miejsca dla niej. Zawsze wyczuwała jakąś dezaprobatę w jego wzroku chociaż tak
                    > pilnie się uczyła.
                    > Stawiał jej piątkę i jednym spojrzeniem odbierał ocenie jakąkolwiek wartość. A
                    > potem, zachwycony,
                    > żartował z jakąś leniwą i niedbałą uczennicą. Nie lubiła go nigdy. Więc dlaczeg
                    > o teraz było go jej tak
                    > żal?"

                    No ale właśnie - to jest punkt widzenia Ewy, z niego jasno wynika, że Dmuchawca nie lubiła. Ale czy on nie lubił jej? Czasem człowiek potrafi być niesprawiedliwy wobec drugiego, wcale nie życząc mu źle ani nie czując do niego szczególnej antypatii.
                    • tt-tka Re: Cytat 01.02.20, 12:04
                      Jednak wyczuwala dezaprobate w jego wzroku... zawsze. I to, ze jednym spojrzeniem odbieral cala wartosc ocenie, na ktora ona pracowala.
                      Nawet gdyby przyjac, ze Ewa wowczas byla przewrazliwiona nastolatka, to te zachowania Dmuchawca, ktore widzimy - bezposrednio, nie czyimis oczami - wobec Beaty, Danki, Cesi pozwalaja przypuszczac, ze Dmuchawiec nawet zyczliwosc czy dobre checi potrafil okazac zgola niesympatycznie oraz ze byl/bywal mocno niesprawiedliwy.

                      --
                      Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
                      • armari Re: Cytat 01.02.20, 12:15
                        tt-tka napisała:

                        > Nawet gdyby przyjac, ze Ewa wowczas byla przewrazliwiona nastolatka, to te zach
                        > owania Dmuchawca, ktore widzimy - bezposrednio, nie czyimis oczami - wobec Beat
                        > y, Danki, Cesi pozwalaja przypuszczac, ze Dmuchawiec nawet zyczliwosc czy dobre
                        > checi potrafil okazac zgola niesympatycznie oraz ze byl/bywal mocno niesprawie
                        > dliwy.
                        >

                        To na pewno. I z pewnością to miało olbrzymi wpływ na stosunek Ewy do profesora. Mi chodzi jedynie o to, że Dmuchawiec niekoniecznie musiał żywić do Ewy antypatię. Mógł uważać ją za jedną z wielu twarzy, może za kujona-paznokietka, co to wystuka na tę piątkę, ale od siebie nic ciekawego nie powie (Dmuchawiec wspomina w OwR, że Ewa nie angażowała się w żadne dodatkowe kółka okołopolonistyczne) - no dobra, masz to bdb i znikaj, ja tu prowadzę fascynującą dyskusję z Basią z IIIa. To moim zdaniem byłoby w pewnym sensie nawet smutniejsze - ignorowanie/umniejszanie zasług kogoś, kogo nie lubimy nadal boli, ale przynajmniej jest zrozumiałe. Traktowanie bliźniego niesprawiedliwe, gdy tak naprawdę nic do niego osobiście nie mamy i nawet nie zdajemy sobie sprawy, że robimy mu przykrość to mocno kiepska sprawa.
                        • tt-tka Re: Cytat 01.02.20, 12:23
                          No wlasnie...
                          Przypomnialo mi sie "Co slychac za tymi drzwiami" Ostrowskiej - tam nauczycielka, polonistka, stawia piatki, nawet typuje uczennice na olimpiade, ale otwarcie jej mowi, ze te piatki stawia, bo merytorycznie niczego jej pracom zarzucic nie moze (poprawna gramatyka, ortografia, interpunkcja, skladnia itp), jednak mysli zawarte w tych pracach albo cudze, albo banalne... to nie byla sympatyczna scena i ta nauczycielka nie stanowila obiektu do kochania, ale czytelnik jej przyznawal racje, uzasadnila swoj stosunek do uczennicy i jej prac przekonujaco :)

                          --
                          Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
                          • tt-tka Re: Cytat 01.02.20, 12:25
                            O, od razu, gdy chodzi o szkole, "Dluga lekcja" tejze autorki ! Namawiam na wydania peerelowskie, bo te pozniejsze (tresc i przeslanie niezmienione, ale czasy owszem) wypadly juz gorzej.

                            --
                            Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
                          • ciotka.scholastyka Re: Cytat 02.02.20, 21:11
                            tt-tka napisała:

                            > to nie byla sympatyczna s
                            > cena i ta nauczycielka nie stanowila obiektu do kochania

                            Nauczycielka była niesympatyczną osobą, ale i Marynka daleka od ideału. Trafił swój na swego :-P
                            • tt-tka Re: Cytat 02.02.20, 22:14
                              Wlasnie, Ciotko, i dlatego imo czytelnik mogl rozwazac racje zamiast w ciemno obstawac za sympatyczniejsza :)

                              --
                              Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
                  • kocynder Re: Cytat 01.02.20, 11:00
                    Ciotko, a nie było czegoś takiego... Tak mi się jakoś kojarzy, ale słabo a nie mam w tej chwili możliwości sprawdzić... Że Ewa Jedwabińska przychodzi do Dmucha do domu (w sprawie Kreski?) i TAM on rozpoznaje w Ewie Jedwabińskiej swoją dawną uczennicę, Ewę Marcinkowską? Po jakimś geście, rozcieraniu palców czy coś takiego? Z tym, że nie dam głowy, czy to było w Opium, ani czy w ogóle, ale tak mi się coś wydaje...

                    --
                    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3:-)
                • kocynder Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 04.02.20, 01:10
                  No to ja też, cytat nieco inny niż Ciotki. Sytuacja - Ewa Przychodzi do Dmuchawca w sprawie Kreski.
                  "Dotarł do drzwi wejściowych, otworzył je, krzywiąc się ze zniecierpliwieniem. Na progu stała jakaś była uczennica. W pierwszej chwili pewien był tego, bo jej twarz wydała mu się znajoma. Zaraz jednak potem zwątpił, widząc jej zaskoczenie. Była tak zdumiona jego widokiem, jakby spodziewała się ujrzeć kogoś zupełnie innego. Była wręcz wstrząśnięta. Przez dłuższą chwilę nie odzywała się, co profesora wprawiło w prawdziwą irytację, on bowiem też nie miał pojęcia, co powiedzieć.
                  - Dzień dobry, panie profesorze - przemówiła wreszcie młoda kobieta i Dmuchawiec odetchnął. A więc uczennica jednak. No. Ma się tę pamięć wzrokową. Tylko jak - u licha - nazywała się ta dziewczyna? Nie pamiętał. Ta szczupła, niewyraźna twarz o starannym makijażu i rozbieżnych oczach z niczym mu się nie kojarzyła. Postanowił jednak nie robić dziewczynie przykrości tym, iż nie poznał jej. Uśmiechnął się do niej zachęcająco i powiedział
                  - Aaa, dzień dobry, witam cię, moje dziecko! Proszę - Z ociąganiem przekroczyła próg i poszła za nim tym długim korytarzem. Obejrzawszy się, profesor złowił jej spojrzenie ni to ironii i obawy. Powiedział szybko, sam dziwnie speszony:
                  - A przed chwilą była u mnie Gabrysia Borejko z jakimś śmiesznym brzdącem. Pamiętasz Gabrysię?
                  - Nie - odpowiedziała zdecydowanie młoda kobieta, Weszli do pokoju. Profesor przysunął gościowi krzesło z poręczami, sam zapadł w fotel i obserwował, jak ona siada: z wahaniem obejrzawszy się dwukrotnie na siedzenie wyściełanego krzesła, jakby się brzydziła nawet go dotknąć. Usiadła jednak, a potem, najwyraźniej mimo woli. Otrzepała ręce. Profesor już zaczynał się wstydzić, że tak u niego brudno, kiedy zobaczył, jak młoda kobieta potarła palce jednej ręki o drugą. I w tym momencie przypomniał ją sobie. Widział u niej ten gest przez całe cztery lata, za każdym razem, kiedy wstawała do odpowiedzi i dotykała pulpitu albo kiedy odkładała kredę. Pamiętał. Była wcieleniem ambicji i pedanterii. Miała zawsze same piątki, u niego też, chociaż stawiał jej te oceny bez przekonania. Zawsze też czuł, że ona go nie lubi.
                  - Ewa Marcinkowska! - odgadł, celując w nią palcem. Zauważył, że jednak się ucieszyła.
                  - Poznał mnie pan profesor - powiedziała sztywno. - Tyle lat. Hm. Teraz nazywam się Jedwabińska.
                  - A! Jedwabińska. No, a gdzież twoje warkocze?
                  - Obcięłam je. Dawno. Nie wypada... w pracy.
                  - A co robisz? Gdzie pracujesz? No, jakże ci się życie ułożyło? Kim jesteś? - dopytywał się profesor z ciekawością.
                  - Można powiedzieć, że poszłam w pana ślady - Powiedziała nie bez satysfakcji. Dmuchawiec bez słowa uniósł brwi. - Jestem pedagogiem - wyjaśniła. - Od września uczę w naszym dawnym liceum. A jednocześnie piszę doktorat z psychologii - Popatrzyła na niego tak, jakby się spodziewała, że go to zaboli. Ona go chyba naprawdę nie znosiła. Nigdy dotąd go nie odwiedzała. Nigdy jej tu nie było, ani na próbach sekcji teatralnej, ani na wieczorach dyskusyjnych, ani nawet na zwykłym podwieczorku.".
                  Potem Dmuch pyta ją o rodzinę, a potem, przy wyjściu, Ewa dostrzega dziergany przez Kreskę szalik i Dmuch wyjaśnia, że Janka to jego wnuczka. I tak, z jednej strony mamy info, że święty Dmuch "od zawsze" czuł, że Ewa go nie lubi - być może nawet była to prawda. Ale, na Zeusa, Ewa była smarkaczem, a on dorosłym i doświadczonym pedagogiem! I choćby mi tu zastępy aniołów na kolanach przysięgały, że tak było - nie uwierzę, że ambitna uczennica odmówiłaby udziału w kółku teatralnym, akademii ku czci czegokolwiek, wieczorze dyskusyjnym czy podwieczorku. A GDYBY odmówiła - to doświadczony pedagog zdecydowanie powinien dyskretnie i taktownie zainteresować się jej sytuacją - bo to nie byłoby normalne! Mało tego to on sam twierdzi, że dawał jej te piątki BEZ PRZEKONANIA! Czyli to, że profesor miał uczennicę "w poważaniu" - to nie jest jej wymysł, a jego własne odczucie! Mało tego, ów kwiat pedagogiki w ciągu tej króciutkiej chwili zdążył dwukrotnie podkreślić w myślach, że "zawsze czuł, że Ewa go nie lubi". Doprawdy, ja tam się nie dziwię Ewie, jeśli nauczyciel na "dzień dobry" powziął przekonanie, że ona go nie lubi i szlus, więc piątki jej stawiał, bo nijak nie mógł podważyć tego, że na pięć umiała, ale po tylu latach wciąż jej "ma za złe" tą niby-antypatię - to jak go miała spróbować polubić? Jeśli nawet na wstępie faktycznie, z powodu jakiegoś detalu niechęć powstała (takiemu dzieciakowi wiele często nie potrzeba, wystarczy, że Dmuch np nosił okulary identyczne jak jej wredny fizyk z podstawówki - już jest niedobre skojarzenie!) - to już nie dobry, ale NORMALNY nauczyciel - przez cztery lata nauczania potrafiłby7 dziewczynę przekonać, że poza okularami nic go z tymże fizykiem nie łączy, czyli że jej uprzedzenie było niesłuszne. Dmuch najwyraźniej ewentualne złe pierwsze wrażenie w Ewie tylko umocnił...

                  --
                  Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3:-)
                  • armari Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 04.02.20, 10:24
                    kocynder napisała:

                    I tak, z jednej
                    > strony mamy info, że święty Dmuch "od zawsze" czuł, że Ewa go nie lubi - być mo
                    > że nawet była to prawda. Ale, na Zeusa, Ewa była smarkaczem, a on dorosłym i do
                    > świadczonym pedagogiem!

                    Był też pedagogiem, co wielokrotnie udowodniła seria, dosyć nieudolnym.

                    I choćby mi tu zastępy aniołów na kolanach przysięgały,
                    > że tak było - nie uwierzę, że ambitna uczennica odmówiłaby udziału w kółku tea
                    > tralnym, akademii ku czci czegokolwiek, wieczorze dyskusyjnym czy podwieczorku.
                    > A GDYBY odmówiła - to doświadczony pedagog zdecydowanie powinien dyskretnie i
                    > taktownie zainteresować się jej sytuacją - bo to nie byłoby normalne!

                    Nielubienie nadprogramowych aktywności samo w sobie nie jest nienormalne. Istnieją ludzie np. zbyt nieśmiali, żeby występować na scenie czy zabierać głos niepytani. Co do Ewy jako takiej - Dmuchawiec miałby się zainteresować? Dmuchawiec nawet Cesię (z którą przecież nawiązał w końcu jakąś nić porozumienia, skoro była częścią grupy teatralnej) obarczył bez pardonu obowiązkiem nauczania koleżanki, nie wnikając w to, czy ma a) ochotę b) czas c) talent. Człowiekiem z Kredy, robiącym notatki na temat zawiłości umysłu prawnuczki, stał się już na emeryturze.

                    Mało tego
                    > to on sam twierdzi, że dawał jej te piątki BEZ PRZEKONANIA! Czyli to, że profe
                    > sor miał uczennicę "w poważaniu" - to nie jest jej wymysł, a jego własne odczuc
                    > ie!

                    Jak pisałam wcześniej - mógł je dawać na zasadzie "wykułaś się, to masz, ale Humanistycznego Ducha w tobie nie wyczuwam".

                    > Mało tego, ów kwiat pedagogiki

                    Ale jaki znów kwiat? To jest jeszcze Dmuchawiec sprzed kanonizacji, który potrafił walnąć uczennicy (najpewniej nie w złej wierze), że twarz ma nie taką do roli.

                    w ciągu tej króciutkiej chwili zdążył dwukro
                    > tnie podkreślić w myślach, że "zawsze czuł, że Ewa go nie lubi". Doprawdy, ja t
                    > am się nie dziwię Ewie, jeśli nauczyciel na "dzień dobry" powziął przekonanie,
                    > że ona go nie lubi i szlus, więc piątki jej stawiał, bo nijak nie mógł podważyć
                    > tego, że na pięć umiała, ale po tylu latach wciąż jej "ma za złe" tą niby-anty
                    > patię - to jak go miała spróbować polubić?

                    Pewnie nie miała. Tylko że ja, prosząc o cytat, nijak nie zakładałam, że Dmuchawiec był wobec Ewy w porządku. Chodziło mi wyłącznie o to, czy ON jej nie lubił - no i z tego fragmentu nie wynoszę antypatii z jego strony. Typową dla wczesnego Dmuchawca beztroskę w stosunku do uczuć innych osób i to, jak na owe osoby oddziałuje swoim postępowaniem (oraz chyba swoistą niemożność przeanalizowania sytuacji z perspektywy uczennicy) - jak najbardziej. Ale nie niechęć do Ewy jako takiej.
                  • tt-tka Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 04.02.20, 11:28
                    Omarlam.

                    kocynder napisała:

                    (Dmuch o Ewie) Ona go chyba nap
                    > rawdę nie znosiła. Nigdy dotąd go nie odwiedzała. Nigdy jej tu nie było, ani na
                    > próbach sekcji teatralnej, ani na wieczorach dyskusyjnych, ani nawet na zwykły
                    > m podwieczorku


                    A pan profesor byl uprzejmy ja zaprosic ? Na ten podwieczorek, na wieczor dyskusyjny, na probe ? Czy oczekiwal, ze uczennica wyskoczy z "chetnie wpadne do pana na podwieczorek" ?
                    I to oczywiscie ona jest winna, ze nigdy jej u Dmuchawca nie bylo, i to swiadczy o jej braku sympatii. O rany.
                    --
                    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
                    • guineapigs Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 04.02.20, 12:08
                      Tt-tka napisala, ze 'Omarla'.
                      Jezu Kolczasty i Boru Prastary, mam nadzieje, ze to zart, bo moje zycie bez Ciebie nie ma sensu. Z kimze ja zaloze ten duet wokalny, zbijajacy kokosy na niespiewaniu?

                      Ale fakt: przedstawienia szkolne oczywiscie maja miec znamiona sztuki i odkrywania jeszcze nieodkrytego, ale przede wszystkim powinny pelnic funkcje pedagogiczna i rozwojowa. Nie kazdy marzy o byciu aktorem, czasem sie wstydzi a czasem po prostu potrafi sam ocenic wlasne mozliwosci (wielu tzw. 'aktorom' Bog nie dal tej roztropnosci....). Ale przeciez przy przedstawieniu pracuja nie tylko aktorzy! Sa tez dekoratorzy, ludzie od finansow, , marketingowcy, kierownicy produkcji, inspicjenci, ludzie kontrolujacy czas i wychodzenie/schodzenie aktorow ze sceny... Normalny nauczyciel, jak robi szkolne czy klasowe przedstawienie, szuka nie tylko aktorow, ale tez ludzi, ktorzy zrobia odpowiednia dekoracje, oswietla, umuzylkalnia i naglosnia (tu uklon w strone szkolnego bandu rockowego), nagraja to na jakis nosnik (kamerzysci, fotografowie), zrobia plakaty (uczniowie utalentowani plastycznie), sprzedadza bilety/rozdadza zaproszenia (uczniowie - salesmani in spe), w koncu: dopna wszystko na ostatni guzik (uczniowie - menedzerowie in spe).
                      Wyobrazam, sobie to tak, ze Ewa uznala: nie jestem aktorka, wiec nie mam co robic przy tym przedstawieniu. A dobry nauczyciel (a nie Dmuch, ktory chcial byc polawiaczem aktorskich perel) powinien powiedziec: nie ma co gadac, na scenie co prawda nie wystapisz, ale na gwalt potrzebujemy kogos, kto ogarnie kostiumy/rekwizyty/znajdzie dobrego fotografa i dopilnuje gazetki.
                      A co do zlych nauczycieli: nie wiem jak teraz, ale jak ja sie uczylam to bylo ich mnostwo. Nauczyciele, ktorzy zamiast uczniow mobilizowac i wspierac to ich dolowali oraz oceniali niesprawiedliwie. Ostatnie co chcieli, to odkrywac talenty i umiejetnosci tych 'nielubianych', a za to uwielbiali ich sprowadzac do parteru zdaniami typu: 'Ty sie do niczego nie nadajesz!' lub 'Ty do technikum? Toz to smiechu warte!'.
                      Gula im pewnie wszystkim skoczyla jak pewien uczen, dolowany za wszystko i zawsze i zaocznie skazany na bycie lumpem, nieudacznikiem i mlotem, okazal sie byc wybitnym artysta-fotografikiem, fotografujacym przyrode, robiacym swietne portrety, i teraz jest nawet w zarzadzie jakiejs ogolnopolskiej organizacji fotografii artystycznej. Na koncie ma wystawy, prowadzenie warsztatow fotograficznych, nagrody. A w podstawowce, wg. nauczycieli, nie rokowal nawet na zamiatacza ulic.
                      • przymrozki Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 04.02.20, 12:41
                        guineapigs napisała:

                        > Wyobrazam, sobie to tak, ze Ewa uznala: nie jestem aktorka, wiec nie mam co rob
                        > ic przy tym przedstawieniu. A dobry nauczyciel (a nie Dmuch, ktory chcial byc p
                        > olawiaczem aktorskich perel) powinien powiedziec: nie ma co gadac, na scenie co
                        > prawda nie wystapisz, ale na gwalt potrzebujemy kogos, kto ogarnie kostiumy/re
                        > kwizyty/znajdzie dobrego fotografa i dopilnuje gazetki.


                        Ewa, o ile nam wiadomo, umysł swój kierowała raczej ku przedmiotom ścisłym. Jeżeli w ogóle miała ochotę na nieobowiązkowe, pozaszkolne aktywności, to spełniała się raczej w kółku matematycznym. Dmuchawiec miał za nią chodzić jak ewangeliczny pasterz za zagubioną owcą? I przekonywać, że bez teatru sczeźnie?
                        • tt-tka Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 04.02.20, 13:19
                          przymrozki napisała:


                          > Ewa, o ile nam wiadomo, umysł swój kierowała raczej ku przedmiotom ścisłym. Jeż
                          > eli w ogóle miała ochotę na nieobowiązkowe, pozaszkolne aktywności, to spełniał
                          > a się raczej w kółku matematycznym. Dmuchawiec miał za nią chodzić jak ewangeli
                          > czny pasterz za zagubioną owcą? I przekonywać, że bez teatru sczeźnie?

                          Mial nie wyrazac pretensji (nawet bezslownie), ze ona nigdy u niego nie byla.
                          Albo zaprosic/zaproponowac i dopiero po jej odmowie konstatowac, ze widac go nie lubi, skoro nigdy u niego nie byla.




                          --
                          Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
                        • guineapigs Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 04.02.20, 13:22
                          nie o to mie chodzilo, zeby Dmuch blagal i zmuszal. Chodzilo mie o to, ze Dmuch nie powinien mowic: jak nie szekspir na scenie to wypad.
                          Skoro Ewa byla bliska przedmiotom scislym, to co za problem 'obarczyc ja' kwestia wydatkow na stroje, dekoracje itp? W koncu te wydatki sa bardzo intensywnym elementem w podliczaniu zyskow i strat? Nie chodzi o to, by nauczyciel blagal by zagrala Hamleta, ale o to, by pokazal dziewczynie mozliwosci bycia Niehamletem, ale mimo to kims kluczowym w wystawieniu sztuki.
                          Nauczyciel nie ma obowiazku ganiac za uczniami i ich blagac o wystep, ale ma obowiazek wychowac, wydobyc zdolnosci, wskazac na talenty.
                          No bo, kurde, jak nie nauczyciel ma to zrobic, to niby kto? Pradziadek? A jak niby to nie nauczyciela sprawa, to niby co ten nauczyciel ma robic? Sprawdzac zadania. To niewiele, kazdy rodzic po technikum/liceum to zrobi, ja na pewno (swietne wyniki w matmie, fizie, chemii, polska ortografia, skladnia i gramatyka na najwyzszym poziomie - nie chwale sie, ale taka jest prawda). Czego nie sprawdze?
                          Wnioskowania historycznego, ze cos tam skutkowalo czyms, nie jestem w stanie zrobic analizy literackiej. Nie potrafie uzyc wiedzy psychologicznej czy socjologicznej do analizy tekstow. Historia tez nie jest moim konikiem, ale akurat historie lubie (chociaz jej nie obejmuje rozumem).
                          • tt-tka Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 04.02.20, 15:39
                            guineapigs napisała:

                            > Nie chodzi o to, by nauczyciel blagal b
                            > y zagrala Hamleta, ale o to, by pokazal dziewczynie mozliwosci bycia Niehamlete
                            > m, ale mimo to kims kluczowym w wystawieniu sztuki.

                            Krotko mowiac - by nie pomijal i nie wykluczal. A Dmuchawiec wykluczal i tego nauczyl swoich uczniow, co poniektorych przynajmniej :P




                            --
                            Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
                          • przymrozki Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 04.02.20, 18:46
                            guineapigs napisała:

                            > nie o to mie chodzilo, zeby Dmuch blagal i zmuszal. Chodzilo mie o to, ze Dmuch
                            > nie powinien mowic: jak nie szekspir na scenie to wypad.
                            > Skoro Ewa byla bliska przedmiotom scislym, to co za problem 'obarczyc ja' kwest
                            > ia wydatkow na stroje, dekoracje itp?

                            Dla Dmuchawca żaden, ale dla Ewy już konkretny, bo musiałaby przeznaczyć swój czas wolny na robienie rzeczy, na które zapewne nie miała ochoty w towarzystwie osób, za którymi być może nie przepadała.

                            Z dodatkowymi zajęciami i kołkami zainteresowań zawsze było tak, że przychodził na nie ten, kto chciał. Nauczyciele nie włączali reszty na siłę. A już zwłaszcza nie w liceum.



                            • guineapigs Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 04.02.20, 20:35
                              Absolutnie nie mam ambicji pedagogicznych, ale mimo wszystko cos na ten temat napisze.
                              Zalozmy, ze nauczyciel chce zebrac zespol teatralny, by wystawic Szekspira. Pomijam fakt, ze juz samo to jest dziwactwem i oznaka proznosci, gdyz Szekspir nie nalezy do kanonu latwych, dowcipnych i prostych jednoaktoweczek. No ale jak kto ma takie ambicje, by najtrudniejsze w historii literatury sztuki powierzac nastolatkom i oczekiwac czegos odkrywczego - no to kto takiemu zabroni?
                              No wiec zakladamy to. Wieksza czesc uczniow sie garnie, bo oczywiscie kazdy z nich jest przekonany, ze potrafi. Ale tu siedzi uczennica, ktora wyraznie sie alienuje, jakos odstaje od klasy, nie za bardzo sie interesuje czymkolwiek innym niz to, 'co zadane'.
                              Jakbym ja byla nauczycielka czy wrecz wychowawczynia klasy to bym podeszla i powiedziala: Ewa, ja widze, ze ciebie to nie interesuje, ale tez widze, ze masz scisly umysl, umiesz liczyc, jestes konkretna do bolu. Mam do ciebie prosbe: zajmij sie organizacja tego wszystkiego, bo ci artysci to laza z glowami w chmurach i nie maja pojecia o tym, ze trzeba zorganizowac scene, ze trzeba uszyc kostiumy, ze trzeba ustawic krzesla dla widzow i oswietlic scene i dac odsluchy.
                              To bylby taki troche podstep z mojej strony by wlaczyc Ewe w zycie szkoly czy klasy. Nie po to, by ja wykorzystac do katorzniczej pracy z ktorej smietanke beda spijali aktorzy, ale po to, by dziewczyne jakos otworzyc na zycie i uzmyslowic jej, ze nie jest jakims odpadem systemu edukacji bo nie ma ambicji grac Hamleta.
                              BTW, w zyciu i w swiatku szolbiznesu najwiekszy hajs zarabiaja wlasnie organizatorzy, producenci i menedzerowie gwiazd (lub GWIOZD). To troche tak jak w 'Ksieciu' Machiavellego: niby ktos jest na swieczniku i tylko liczy miriardy dorarow, ale tak naprawde jest tam inny ktos za jego plecami, kto tym wszystkim kreci i ten to dopiero zbija kokosy.
                              • armari Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 04.02.20, 20:58
                                guineapigs napisała:

                                > Zalozmy, ze nauczyciel chce zebrac zespol teatralny, by wystawic Szekspira. Pom
                                > ijam fakt, ze juz samo to jest dziwactwem i oznaka proznosci, gdyz Szekspir nie
                                > nalezy do kanonu latwych, dowcipnych i prostych jednoaktoweczek. No ale jak kt
                                > o ma takie ambicje, by najtrudniejsze w historii literatury sztuki powierzac na
                                > stolatkom i oczekiwac czegos odkrywczego - no to kto takiemu zabroni?

                                Ja tak tylko nieśmiało wtrącę, że w liceum, w którym pracuje moja mama wystawiali "Otella". Oraz "Romea i Julię" w oryginale. Nie wiem, czy wyszło odkrywczo, ale bardzo przyzwoicie jak na dzieciaki w wieku szkolnym - widziałam na własne oczy.
                              • przymrozki Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 05.02.20, 08:16
                                guineapigs napisała:

                                > No wiec zakladamy to. Wieksza czesc uczniow sie garnie, bo oczywiscie kazdy z n
                                > ich jest przekonany, ze potrafi. Ale tu siedzi uczennica, ktora wyraznie sie al
                                > ienuje, jakos odstaje od klasy, nie za bardzo sie interesuje czymkolwiek innym
                                > niz to, 'co zadane'.

                                Nic nam nie wiadomo o tym, żeby Ewa w czasach licealnych wyraźnie się alienowała i nie interesowała niczym innym ponad to, co zadane. Nie każdy, kto nie lata z wywieszonym językiem za Dmuchawcem jest ofiarą losu, którą trzeba ratować przed nią samą.

                                Jeżeli Ewa nie zmieniła się znacząco od czasów licealnych, to w szkole musiała być ambitną, zaangażowaną (w to chce) dziewczyną bez społecznych fobii. Przecież dorosła Jedwabińska wcale nie była nieśmiała i nie spędzała dni samotnie w czterech ścianach myśląc jak by to mogło być, gdyby miała odwagę wyjść do ludzi, poprosić sąsiadkę o zajęcie się dzieckiem, zacząć pracę naukową, zrobić doktorat...

                                > Jakbym ja byla nauczycielka czy wrecz wychowawczynia klasy to bym podeszla i po
                                > wiedziala: Ewa, ja widze, ze ciebie to nie interesuje, ale tez widze, ze masz s
                                > cisly umysl, umiesz liczyc, jestes konkretna do bolu. Mam do ciebie prosbe: zaj
                                > mij sie organizacja tego wszystkiego, bo ci artysci to laza z glowami w chmurac
                                > h i nie maja pojecia o tym, ze trzeba zorganizowac scene,

                                To byłoby mniej więcej to, co Dmuchawiec zrobił Cesi w sprawie Danki. Łatwo jest nałożyć komuś na barki odpowiedzialność przy pomocy łagodnego emocjonalnego szantażu "bez ciebie się nie uda...". Łatwo jest też mieć, przynajmniej w założeniu, dobre intencje.

                                > BTW, w zyciu i w swiatku szolbiznesu najwiekszy hajs zarabiaja wlasnie organiza
                                > torzy, producenci i menedzerowie gwiazd (lub GWIOZD). To troche tak jak w 'Ksie
                                > ciu' Machiavellego: niby ktos jest na swieczniku i tylko liczy miriardy dorarow
                                > , ale tak naprawde jest tam inny ktos za jego plecami, kto tym wszystkim kreci
                                > i ten to dopiero zbija kokosy.

                                Pewnie tak, ale nie dotyczy to przedstawień szkolnych. Gdyby Ewa pilnowała kostiumów to miałaby z tego najwyżej kilka zmarnowanych dni z życia. Nawet nie miałaby zaszczytu dotykać stroju Anieli, bo Aniela rewolucjonizowała Szekspira dobrych kilka lat po tym, jak Ewa skończyła szkołę.
                                • tt-tka Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 05.02.20, 11:24
                                  Sekunde, bo troche nam ten temat zszedl na manowce - Dmuchawcowi nie chodzi o to, ze i czy Ewa byla niezaangazowana w sprawy szkolne, zreszta tego nie wiemy (i on chyba tez nie wie). Z przytoczonego cytatu wynika, ze on za dowod braku sympatii (Ewy do niego) uwazal to, ze ona nigdy nie byla u niego w domu. A tu juz, sorry, inicjatywa zdecydowanie nalezala do nauczyciela, nie do uczennicy.

                                  --
                                  Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
                                  • przymrozki Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 05.02.20, 11:45
                                    tt-tka napisała:

                                    > Z przytoczonego cytatu wynika, ze on za dowod braku sy
                                    > mpatii (Ewy do niego) uwazal to, ze ona nigdy nie byla u niego w domu. A
                                    > tu juz, sorry, inicjatywa zdecydowanie nalezala do nauczyciela, nie do uczenni
                                    > cy.

                                    No ale to nie wyglądało tak (chyba...), że 1 września nowego roku szkolnego pan profesor siadał w domu na kanapie i kto z nowej klasy się domyślił, że trzeba przyjść, ten był lubiany, a kto nie przyszedł, to już przepadło, umarł w butach, kosa po grobową deskę. Jak rozumiem, istniało jakieś otwarte zaproszenie dla uczniów, pewnie jakoś powiązane z uczestnictwem w kółkach zainteresowań, Gabrysie z rocznika Ewy do Dmuchawca chadzały, a Ewa z tej możliwości nie korzystała. Nic nie wskazuje na to, że otwarte zaproszenie obwarowane było klauzulą "wszyscy tak, ale Ewa nie".

                                    To, że Ewa nie uczestniczyła w melanżach u Dmuchawca mogło nie wynikać z niechęci do nauczyciela, tylko do przedmiotu. To jest okoliczność, którą Dmuchawiec powinien wziąć pod uwagę zanim zapałał osobistą niechęcią do ucznia. Ale sam fakt, że Ewa nie bywała u nauczyciela wynikał, jak sądzę, z decyzji Ewy.
                                    • jontrew Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 05.02.20, 13:22
                                      Wydaje mi się, że Ewa nie miała pretensji, że nie należy do "armii" Dmuchawca. Chyba jej w ogóle na tym nie zależało. Jej pretensje dotyczą tego, że Dmuchawiec nie potrafił wznieść się ponad swoją niechęć do niej i jakoś ją docenić. Przecież nauczenie się na piątkę to jest super sprawa. I co z tego, że akurat nie miała z polskiego polotu, tym bardziej należy się pochwała i docenienie. Bo jej oceny wynikały z pracy, a nie z wrodzonego talentu albo z bycia pupilkiem nauczyciela. Tymczasem Dmuchawiec wydaje się być jedną z tych osób, które najbardziej cenią sobie wrodzone talenty czy urok osobisty, a nie np. to, że komuś się chciało zapracować na dobrą ocenę, choć nie ma ani specjalnych predyspozycji, ani nawet zainteresowania tematem. Ani nie uczy się, bo np. uwielbia nauczyciela i nie chce go zawieść.
                      • tt-tka Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 04.02.20, 13:16
                        guineapigs napisała:

                        > Tt-tka napisala, ze 'Omarla'.
                        > Jezu Kolczasty i Boru Prastary, mam nadzieje, ze to zart, bo moje zycie bez Cie
                        > bie nie ma sensu. Z kimze ja zaloze ten duet wokalny, zbijajacy kokosy na niesp
                        > iewaniu?


                        :) :) :)
                        Zart oczywiscie, omarlam tylko na troche, ale co do duetu, sadze, ze wiecej forumek by sie kwalifikowalo :)





                        • guineapigs Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 04.02.20, 20:47
                          Tt-ka napisala, a ja wyczuwam tu falszywa skromnosc:
                          'ale co do duetu, sadze, ze wiecej forumek by sie kwalifikowalo :)'

                          Kochana, nie doceniasz siebie samej. Jestem przekonana, ze wyjesz tak samo paskudnie jak ja, a nawet gorzej. Co wiecej: nawet gorzej niz inni.
                          Musisz tylko uwierzyc w siebie a nie podpierac sie watlym argumentem, ze 'wlazl kotek na plotek' kiedys zaspiewalas calkiem przyzwoicie na urodzinach wujka. Zreszta wtedy pewnie mialas piec lat a wszyscy dorosli byli juz pijani, wiec to zaden argument.
            • turzyca Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 30.01.20, 20:04
              >(nie rozumiem, szczerze mowiac, albo zasluzyla i nalezy sie jak psu buda, albo nie zasluzyla, co tu ma przekonanie do rzeczy ?)

              Zrozumialam, jak zaczelam uczyc. Fajnie uczy sie osoby zaangazowane, chcace zglebiac temat, nawet jesli tylko w czasie zajec. A bywaja osoby, ktore ewidentnie maja przedmiot w powazaniu, ale sa wlasnie sumienne i obowiazkowe i w ogole starannie wyrecytuja dlaczego Slowacki wielkim poeta byl, ale tonem telefonistki.
              Szukam innego porownania i nie moge znalezc, ale moze to jak z aktorem, ktory angazuje sie w film czy tam przedstawienie i takim, ktory dokladnie robi to, co powinien, ale nie ma tego zaangazowania, gra na odwal. Nadal swietnie, bo jest swietnym aktorem, ale jakas taka nieszczerosc sie czuje, cos Ci zgrzyta i odbiera przyjemnosc z ogladania.

              --
              Entropia i chaos dnia codziennego
              • kocynder Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 30.01.20, 21:51
                Ale rzecz w tym, że NIE WIEMY czy Ewa Marcinkowska miała "przedmiot w poważaniu". Bo gdyby tak było - to ok, można zrozumieć: uczeń ma wykute na ta piątkę to ten stopień dostaje, ale nauczyciel ma świadomość zerowej inicjatywy a wyłącznie wklepanie na blachę książki telefonicznej. Ale sęk w tym, że nie mamy pojęcia jaką uczennicą była Ewa. Czy mająca przedmiot "w poważaniu" a wkuwająca tylko by zaliczyć na pięć? Czy odwrotnie, wycofana i zamknięta w sobie (np z powodu problemów rodzinnych, sytuacji domowej) i być może wystarczyłoby, żeby Dmuchawiec spojrzał serdeczniej, oddając zeszyt z piątką powiedział ciepło "Brawo, Ewa! Na ciebie zawsze można liczyć!", zaproponował rolę w akademii ku czci czegoś tam - w jakiś sposób wyciągnął rękę do uczennicy? Ale po co? Łatwiej, wygodniej stwierdzić, że Ewa była nudna i umiała się tylko obkuwać na bdb, no to się jej to bdb wstawiało i odwracało do niej zadkiem, bo inni ciekawsi... To jest wzór pedagoga?

                --
                Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3:-)
                • turzyca Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 01.02.20, 01:52
                  >Ale rzecz w tym, że NIE WIEMY czy Ewa Marcinkowska miała "przedmiot w poważaniu".

                  Ja się do tego nie odnoszę. Ja odpowiadam na wątpliwości czy można stawiać oceny z przekonaniem i czy robi różnicę, jak ktoś wypełnia swoje obowiązki.

                  --
                  Entropia i chaos dnia codziennego
                  • kocynder Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 01.02.20, 11:02
                    A, tak to zgoda. Z tym, że ponieważ tematem jest stosunek Dmuchawca do Ewy - to jednak za mało wiemy o niej jako o uczennicy żeby móc oceniać. A powyżej Ciotka przytoczyła cytat, że to jednak nie Ewa miała w poważaniu przedmiot, a "pan profesor" miał w poważaniu ją, bo uważał za nudną i nie miała szczęścia należeć do jego pupilków...

                    --
                    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3:-)
                    • m.y.q.2 Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 01.02.20, 12:35
                      Ewa Jedwabińska ma wiele wspólnego z Judit Nagy z Powiedzcie Zsofice Magdy Szabò. Zawsze mi się zdawało, że Ewa jest na Judit wzorowana. Są w bardzo podobnej sytuacji, obie z wykształceniem pedagogicznym, obie ambitne, obie są matkami córek, których nie rozumieją i uważają za trudne, niezdolne, nieudane po prostu. Ewa chciała się poświęcić pracy naukowej, Judit jest pracownikiem naukowym doświadczalnego instytutu pedagogicznego w Budapeszcie. Obie jako uczennice były prymuskami, perfekcjonistkami. Marta Szabò, szkolna koleżanka Judit, a obecnie nauczycielka Zsofiki, myśli o matce swej uczennicy, że zawsze pisała najlepsze wypracowania np. o wiośnie, tylko nigdy wiosną nie była w lesie i dobrze nie znała zapachu konwalii.
                      Obie - Ewa i Judit znały problemy wychowywania i nauczania młodzieży teoretycznie, w praktyce nie umiejąc nawiązać relacji nawet ze swoimi córkami.
                      Myślę, że książka Magdy Szabò wywarła duże wrażenie na MM, podobieństwa są widoczne, nawet woźny, pan Jankowiak, bardzo przypomina woźnego Istvana Pongracza ze szkoły Zsofiki Nagy, samotnego wdowca, który podczas bombardowania Budapesztu stracił córkę, zięcia i ukochaną wnuczkę Erzsi, a obecnie nie cierpi dzieci, potrafi się tylko na nie złościć i krzyczeć.
                      Czasami sobie myślę, że Judit Nagy, którą po latach pracy w instytucie, skierowano do pracy w szkole, pojawiła się jako Ewa Jedwabińska w Opium w rosole.










                      --
                      Faszyzm zawsze zaczyna się od wybrania grupy do napiętnowania.
                          • m.y.q.2 Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 03.02.20, 21:15
                            Nawiązując do słów Verdany o skopiowanie pomysłu.
                            Czytałam kiedyś tę książkę:
                            cyfroteka.pl/ebooki/Michasia-ebook/p0303485i030#Darmowy-fragment
                            Po paru miesiącach ściągnęłam z Wikiźródeł Gwiazdę przewodnią, powieść napisaną pod koniec XIX wieku, przetłumacziną na polski i wydaną w 1924 roku (może wcześniej, ale akurat w Wikiźródłach jest to wydanie z 1924).
                            pl.m.wikisource.org/wiki/Gwiazda_przewodnia
                            Przeczytałam i bardzo się zdziwiłam, bo Michasia rożni się od Gwiazdy miejscem i czasem akcji (Gwiazda - USA, okres wojny secesyjnej, Michasia - Polska, okres międzywojenny i czas II w.św.). Również imiona bohaterów zostały zmienione.
                            Oprócz tych różnic powieści są identyczne. Cudów podobno nie ma, jak to wytłumaczyć? ;)


                            --
                            Prawo niby jest, ale chwiejne, mętne, jak brudna woda.
                            Księgi Jakubowe
    • przymrozki Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 30.01.20, 09:02
      Dmuchawca żywcem zbrązowiono, od "Opium w rosole" dobrego człowieka poznaje się po tym, że mu się oczy szklą na samą myśl o świętym profesorze. Żaden bohater tego nie wytrzyma.

      Natomiast wcześniejszy Dmuchawiec był po prostu ulubionym nauczycielem Gabrysi. Miał poczucie humoru, nie nadymał się jak Pieróg, nie deklarował fałszywie "miłości do młodzieży", dał sobie powiedzieć kilka przykrych słów i nawet przyznał wtedy uczniowi rację. Przed całą klasą. Nikt go wtedy na ołtarze nie wynosił, więc to wystarczało.
      • tt-tka Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 30.01.20, 17:29
        Mnie nie wystarczylo :P
        Pierwsza klasa, uczniowie jeszcze slabo znani, w kazdym razie Dmuch nie zna ich stosunkow domowych - i obarcza uczennice czyms, co sam powinien zrobic, a potem w paskudny sposob zglasza pretensje, ze go zawiodla. Dyskwalifikacja

        --
        Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
        • przymrozki Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 30.01.20, 17:44
          tt-tka napisała:

          > Mnie nie wystarczylo :P
          > Pierwsza klasa, uczniowie jeszcze slabo znani, w kazdym razie Dmuch nie zna ich
          > stosunkow domowych - i obarcza uczennice czyms, co sam powinien zrobic, a pote
          > m w paskudny sposob zglasza pretensje, ze go zawiodla. Dyskwalifikacja

          Tak. Ale Dmuchawiec nie był ulubionym nauczycielem i autorytetem Cesi. Uwielbienie Gabuni nie czyniło jeszcze wtedy szamba perfumerią, więc pedagogiczne wpadki Dmuchawca były elementem charakteru złożonej postaci, a nie wyjątkami z hagiografii.

          Inna rzecz, że Cesia z końca książki, ta asertywniejsza wersja Cielęciny z pierwszych stron, pewnie powiedziałaby "panie profesorze, cieszę się, że pan mi tak ufa, ale Danka nie chce mojej pomocy w nauce, a przecież jej nie zmuszę, żeby zechciała".
            • przymrozki Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 31.01.20, 08:34
              tt-tka napisała:

              > Pewnie tak :)
              > Ale Dmuch bezblednie zwrocil sie do osoby, ktora nie byla (wowczas) w stanie ta
              > k odpowiedziec.

              Oczywiście. Ale to się składa w logiczną całość jaką jest postać św. Czesława od Ankiet. "Skoro to dla mnie nie problem i żadna niedogodność, to dla innych też nie". Nic dziwnego, że Gabunia tak za profesorem przepadała, piastuje w swoim gorejącym sercu trochę podobną osobowość. Autorów anonimowych ankiet co prawda nie ujawniała, ale miała podobny ton, gdy dworowała sobie radośnie z lęków bardzo już starszej sąsiadki (skądinąd mamy kolegi z klasy znanej z tego, że w młodości i zdrowiu lęków z byle powodu nie miewała).
              • tt-tka Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 31.01.20, 17:30
                przymrozki napisała:


                > Oczywiście. Ale to się składa w logiczną całość jaką jest postać św. Czesława o
                > d Ankiet. "Skoro to dla mnie nie problem i żadna niedogodność, to dla innych te
                > ż nie".

                Kiedy wlasnie dla niego to byl problem i /lub niedogodnosc, skoro nie zajal sie uczennica sam, tylko zwalil to na pierwszoklasistke...

                Nic dziwnego, że Gabunia tak za profesorem przepadała, piastuje w swoim
                > gorejącym sercu trochę podobną osobowość.

                :)



                --
                Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
    • turzyca Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 30.01.20, 19:53
      Zupelnie luznym ciagiem skojarzen...

      byla taka ksiazka, polskie tlumaczenie mialo na okladce jakies roze czy cos w tym typie i dziwaczny tytul mniej wiecej jak "fizyka zdarzen nieoczekiwanych" (kontrast miedzy tytulem brzmiacym jak podrecznik fizyki teoretycznej i okladki byl potezny) i bylo pisane z punktu widzenia dziewczyny, ktora dolaczyla do grupki wybranej przez taka wlasnie jak sie pozniej okazalo bardzo kontrowersyjna nauczycielke. Ktos kojarzy? Bo mnie gryzie, a nie umiem odnalezc.

      --
      Entropia i chaos dnia codziennego
          • m.y.q.2 Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 31.01.20, 15:30
            Dmuchawiec jest kontaminacją dwóch nauczycieli MM, prof. Węgrzynowicza, wychowawcy klasy uczącego fizyki i prof. Latawca - polonisty.
            Marian Węgrzynowicz, stwierdziwszy, że Małgosia B. nałapała dwój z fizyki, kazał jej przychodzić 3 razy w tygodniu do swego mieszkania na Słowackiego na korepetycje. Poczuwał się do odpowiedzialności za swych uczniów i uważał, że dwóje uczennicy są wynikiem niedostatecznej uwagi poświęconej przez niego przyszłej MM. Korepetycje były darmowe, sama MM wspomina to w
            Tym razem serio, jako o ewenemencie.
            Profesor musiał wyjechać do swojej córki na rok, ale interesował się swą klasą, korespondował z uczniami, starał się być na bieżąco z ich problemami.
            Przed samą maturą wrócił i wpłynął na werdykt komisji maturalnej, kiedy MB oblała ustny z matematyki. Stwierdził, że są ludzie, którzy umieją liczyć i tacy, którzy nie umieją. To dziecko nie umie, ale umie za to wiele innych rzeczy. Zasługuje na świadectwo dojrzałości. I to wystarczyło, przyszła autorka maturę zdała.
            Profesor Latawiec wiecznie spóźniony, nie ogolony, w rozwianym płaszczu, spod łokcia sypały mu się papiery, zeszyty, okulary wiecznie zjeżdżały mu z nosa.
            Wspaniały wykładowca, miłośnik literatury, potrafił czytając na przykład Słowackiego, wzruszać się do łez. Był wybuchowy, co chroniło go przed przed włażeniem mu na głowę przez uczennice, bo zupełnie nie umiał zachowywać dystansu wobec ludzi. Kochali go uczniowie i podobno każdego potrafił zainterrsować literarurą.
            Odwiedzał też uczniów w domach, znał ich rodziny, zapraszał do siebie na imieniny, uczniowie przyjaźnili się z czlonkami jego rodziny.

            --
            Ci co mają ideę wciąż w gębie, mają ją zazwyczaj i w pobliskim nosie.
            St. Jerzy Lec
            • tt-tka Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 31.01.20, 17:28
              Pana W. z jej wspominkow nie przypominam sobie, ale z cala pewnoscia, to pamietam, ten kochany przez uczniow polonista byl tym, ktory szykanowal (chyba naruszajac regulamin ?) M.B., gdy zdecydowala, czy tez powiedziala mu, ze idzie na ASP, a nie na polonistyke. Czy to bylo w Trs, czy w jakims artykule, glowy nie dam, ale bylo.

              --
              Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
          • ireann Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 31.01.20, 17:49
            Polecam się:) A autorkę sobie cenię, ponieważ bardzo mi się spodobał również jej "Nocny film". I w sumie "Neverworld Wake" też, chociaż nieco bardziej młodzieżowe. A wszystkim, którzy lubią duszne i opresyjne klimaty szkolno-studenckie, mogę z całego serca polecać "Tajemną historię" Donny Tartt. Bez dwóch zdań w dziesiątce moich ulubionych książek! Przepraszam za offtop.
            • tt-tka Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 31.01.20, 17:54
              Alez za co ! Tu offtopy sa na miejscu, a literatura, zwlaszcza dobra, zawsze w cenie :)

              Ja ze swej strony polecam (juz to chyba tu robilam) "Wiecej pan niz panow" Ivy Compton-Burnett, swietna szkola, uznana, ceniona, a co wychodzi z ciala nauczycielskiego... oraz "Trudna decyzja panny Pym" Josephine Tey, swietna szkola, uznana, ceniona, a co wychodzi z uczennic...

              --
              Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
              • m.y.q.2 Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 31.01.20, 19:11
                Tt- tko, Latawiec złoscił się na MB za to, że nie złożyła papierów na polonistykę, uważając, że dziewczyna nie ma za grosz zdolności plastycznych. Kiedy MB oświadczyła stanowczo, ze nie ma zamiaru wkuwać na sudiach, chce sobie postudiować w miłej atmosferze, profesor oznajmił, że się na nią obraża. Przestał ją zauważać, nie pytał na lekcjach, nie miała żadnych ocen z polskiego.
                W kwietniu, tuż przed maturą, nauczycielka rysunków urządziła wystawę prac MB na ścianach szkolnego hallu. Wystawa była okazała, bo dziewczyna kompletowała tekę prac wymaganą przez PWSSP. Latawiec napisał do niej wtedy list, m.in.:
                Chcąc uniknąć krzywdy bliskiego mi człowieka zmuszony jestem przyznać, że jednak masz talent plastyczny.
                Kiedy poszła do niego, powiedział a właściwie przepowiedział jej, że będzie kiedyś pisać książki. Jak napiszesz pierwszą i ją zilustrujesz, to pamiętaj, masz mi ją przynieść, powiedział.
                Małomównego skrytykował, kiedy dostał od MM Szóstą klepkę poznał się w prof. Dmuchawcu, a na pytanie autorki, czy książka mu się podobała odparł: - Dostojewskim to ty nie jesteś, ani nawet Aleksym Tołstojem, ale całość - owszem. Niczego sobie. Napisz coś jeszcze i zgłoś się do mnie, kiedy to będzie - przynajmniej - niezła książka.

                --
                Faszyzm zawsze zaczyna się od wybrania grupy do napiętnowania.
                • tt-tka Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 31.01.20, 19:14
                  m.y.q.2 napisała:

                  > Tt- tko, Latawiec złoscił się na MB za to, że nie złożyła papierów na polonisty
                  > kę, uważając, że dziewczyna nie ma za grosz zdolności plastycznych. Kiedy MB oś
                  > wiadczyła stanowczo, ze nie ma zamiaru wkuwać na sudiach, chce sobie postudiowa
                  > ć w miłej atmosferze, profesor oznajmił, że się na nią obraża. Przestał ją zauw
                  > ażać, nie pytał na lekcjach, nie miała żadnych ocen z polskiego.


                  Jednak. A ona go czule wspominala...

                  > Napisz coś jeszcze i zgłoś się do mnie, kiedy to będzie - przynajmniej -
                  > niezła książka.

                  Zlosliwiec :)
                  ale od Dmuchawca madrzejszy. Albo bardziej przenikliwy.




                  --
                  Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
              • guineapigs Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 01.02.20, 10:47
                Jesli chodzi o temat 'edukacja' to ja zas polecam film pt 'If...', jest przetlumaczony na polski i nosi tytul 'Jezeli..' (czyli dokladnie tak, jak po angielsku).
                Jest to mocny, wrecz wstrzasajacy film o tzw. boarding school (czyli cos, co w polskim systemie nosi nazwe 'szkoly z internatem') systemu angielskiego lat 60.
                Nie chce spoilerowac, ale... wszystko konczy sie strzelanina. Do tej pory nie wiem, czy prawdziwa, czy tylko w wyobrazni uczniow.
                Moim zdaniem to jest Kino przez najwieksze K. I ten rzut oka na owczesna Anglie, skrepowana gorsetem poprawnosci obyczajowej, pod ktora sie tli i koncu wybucha.
                Polecam. Ale ostrzegam - to nie jest mily film.
                • jottka Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 02.02.20, 00:01
                  guineapigs napisała:

                  > Jesli chodzi o temat 'edukacja' to ja zas polecam film pt 'If...', jest przetlumaczony na polski i nosi tytul 'Jezeli..' (czyli dokladnie tak, jak po angielsku).

                  to klasyka:) Lindsay Anderson, w roli głównej Malcolm McDowell, późniejszy bohater "Mechanicznej pomarańczy", ale film faktycznie genialny, nie pamiętam ile lat temu to widziałam, ale do tej pory finał mam w oczach...
    • apersona Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 11.02.20, 13:40
      kooreczka napisał:

      > W postaci bohaterki książki i filmu "Pełnia życia panny Brodie"/ "The Prime of
      > Miss Jean Brodie".

      Dobry film. Czy nie wydaje wam się że panna Brodie snując wspomnienia o narzeczonym przed uczennicami przekracza granice?

      Wczesny Dmuchawiec nie był ani tak gorliwy ani tak manipulatorski jak panna Brodie.
      • kooreczka Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 11.02.20, 18:13
        Ona granice rozjeżdżała walcem. Nastawianie uczennic przeciwko dyrekcji i innym nauczycielkom, wyśmiewanie innych przedmiotów i ogólnie całokształt zachowań sprawiają, że te osobiste historie to jedne z mniejszych przewinień.
        Brodie to ekstremum, ale widzę ją jako rozliczenie się z postacią "fajnego nauczyciela" i tym z czym może się wiązać
        • tt-tka Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 11.02.20, 19:12
          Ksiazki nie znam (przeczytam jak dopadne), filmu nie widzialam (obejrze), ale jakos tak mi sie przypomnial "Kot wsrod golebi" Christie - szkola naprawde swietna, kadry na poziomie (z jednym czy dwoma wyjatkami, ale bledy kadrowe moga sie zdarzyc najlepszym), uczennice nie sa faworyzowane ani nastawiane wrogo do siebie czy do nauczycielek, natomiast to, co sie dzieje wsrod grona gogicznego... koniec koncow, morderstwo popelnia jedna z najdluzej pracujacych nauczycielek, sumienna, lojalna, oddana szkole. Czyzby tak sie mscilo dazenie do perfekcjonizmu, wypaczalo charakter, prowadzilo do zachowan niewyobrazalnych nawet dla samej sprawczyni ? Czy w ogole nadmierne oddanie czemu- czy komukolwiek jest potencjalnym, a czasem rzeczywistym zagrozeniem dla innych ?

          --
          Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
          • jontrew Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 12.02.20, 11:45
            tt-tka napisała:

            Czyzby tak sie mscilo dazenie do perfekcjoniz
            > mu, wypaczalo charakter, prowadzilo do zachowan niewyobrazalnych nawet dla same
            > j sprawczyni ? Czy w ogole nadmierne oddanie czemu- czy komukolwiek jest potenc
            > jalnym, a czasem rzeczywistym zagrozeniem dla innych ?
            >
            Oddanie się swojej sprawie bez reszty, jaka by ona nie była, jest moim zdaniem prawie zawsze szkodliwe. I dla tej osoby, i dla otoczenia. Wydaje mi się, że ludzie o tego typ charakterach często chcą mieć ciastko i je zjeść, stąd gros problemów. Bo teoretycznie to ktoś, kto ma w sobie pasję i chce zajmować się tylko nią, szkodliwy być nie musi. Ale jak dodać do tego otoczenie, współmałżonka, dzieci, zobowiązania i odpowiedzialność za innych, to sprawa się często komplikuje. Tu przychodzą mi na myśl np. artyści, żyjący swą pasją, dający radość milionom ludzi, ale dla swoich bliskich toksyczni, okropni, niszczący.
            A małe, zamknięte społeczności, też jakoś potrafią wydobyć z ludzi to, co najgorsze. Często sięgają po nie twórcy dramatów i horrorów i wcale mnie to nie dziwi. Im większy stopień izolacji, tym gorzej. Do tego żądza władzy, hierarchiczna struktura i mamy przepis na prawdziwy koszmar. Jest taki film, nie pamiętam zbyt dokładnie, bo bałam się go obejrzeć drugi raz. Film pokazuje życie kilku "zhańbionych" czy też zagrożonych hańbą dziewczyn z Irlandii, które rodziny odesłały do zakonu. Jakoś mi się skojarzył z tematem, jako kolejny stopień tego, co może się wydarzyć, gdy fanatycy i sadyści dostają władzę i działają w imię swego bóstwa.
            • guineapigs Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 14.02.20, 20:12
              O rany, jaki madry wpis. Tzn. uwazam, ze madry, bo mie pobudzil do myslenia, a mie do myslenia pobudzic - to naprawde nie jest latwe zadanie.
              Tez uwazam, ze ludzie 'skazani na sukces' jakikolwiek, czy to artysci, czy politycy, czy naukowcy - nie powinni sie wiazac na powaznie. Zawsze ta pasja w nich zwyciezy, a konsekwencje poniesie rodzina. Zle napisalam: moze nie ZAWSZE, ale powinno sie przemyslec: czy dla inspiracji artystycznej porzuce rodzine, czy nie?
              Nie mowie nawet o prawie koscielnym, ale przede wszystkim prawo cywilne stanowi, ze rodzina to podstawa i od momentu slubu to z nia zwiazujemy swoje losy, a nie z kariera artysty.
              Bardzo wiele zon jest teraz tylko dodatkami do mezow i wielu mezow jest tylko dodatkami do zon. Sluby dla kariery, dla rozglosu, dla fejmu - to dzis oczywistosc.
              A potem rozwody za tydzien, jak w ostatnim przypadku Pameli Anderson. To juz zakrawa na jakas farse, zastanawiam sie, czy to nie jakas prowokacja. Prawdopodobnie tak - by podstarzala dziunie wyniesc na oltarze tabloidow i umiescic tam jakies reklamy.
              A co do zamknietych spolecznosci to na mysl przychodza mi Chlopi. Tak, tam to swietnie jest pokazane: pozwalamy ci przekraczac granice, ale do czasu. A momentem 'sprawdzam' jest moment rownowagi. Obyczajowej.
              Czy otwartosc na inne to zmieni? Moze tak. Ale nie wiem, czy taka zmiana jest dobra. MY mamy obowiazek myslec przede wszystkim o dobru naszego Narodu i Panstwa.Musimy zatem jakos ustalic, co jest dobre dla naszego Narodu, dla Narodow/Mniejszosci Polske zamieszkalych i dla Polski. Z calym szaconkiem, ale jakies: dobro niesprecyzowanej ludzkosci itepede jest mnie i prawodopodobnie innym bardzo obce.
              Spoleczenstwo Lipcow chcialo i musialo przetrwac - inaczej by zgineli. Dlatego dzialali tak a nie inaczej. Paskudnie. Magda, ktora rodzila na glebie, chociaz sluzyla u ludzi zwiazanych z Kosciolem. Organisci.
              Reymont to opisal genialnie - ja nie dam rady.
              • sayoasiel Re: Znalazłam żeńskiego Dmuchawca :) 15.02.20, 02:32
                guineapigs napisała:

                > Tez uwazam, ze ludzie 'skazani na sukces' jakikolwiek, czy to artysci, czy poli
                > tycy, czy naukowcy - nie powinni sie wiazac na powaznie. Zawsze ta pasja w nich
                > zwyciezy, a konsekwencje poniesie rodzina. Zle napisalam: moze nie ZAWSZE, ale
                > powinno sie przemyslec: czy dla inspiracji artystycznej porzuce rodzine, czy n
                > ie?
                > Nie mowie nawet o prawie koscielnym, ale przede wszystkim prawo cywilne stanowi
                > , ze rodzina to podstawa i od momentu slubu to z nia zwiazujemy swoje losy, a n
                > ie z kariera artysty.
                > Bardzo wiele zon jest teraz tylko dodatkami do mezow i wielu mezow jest tylko d
                > odatkami do zon. Sluby dla kariery, dla rozglosu, dla fejmu - to dzis oczywisto
                > sc.
                > A potem rozwody za tydzien, jak w ostatnim przypadku Pameli Anderson. To juz za
                > krawa na jakas farse, zastanawiam sie, czy to nie jakas prowokacja. Prawdopodob
                > nie tak - by podstarzala dziunie wyniesc na oltarze tabloidow i umiescic tam ja
                > kies reklamy.

                Nie mam tu nic do dodania merytorycznie,bo rozumiem,co napisałaś,ale ...nie. Artyści, politycy, to też ludzie. I mogą kochać. Szczerze, głęboko, prawdziwie i mądrze. Z pewnego punktu widzenia, choćby tego co przytoczyłaś, że małżeństwo ma być podstawą w swoim założeniu, ktoś powiedziałby, że taki ktoś jest zwyczajnie niedojrzały,albo, że wcale nie jest zakochany,tylko sobie romansuje,albo ma tę żonę właśnie jako dodatek,bo "musi,wypada,no niech już mam". Mój najdroższy jest artystą ( no i ja też, ale innym i,nie tak uzdolnionym). Nigdy-przenigdy nie czułam się dodatkiem do niego. To nie jest łatwa osoba,ale ja sama też nie jestem,a moja lekarka twierdzi,że mimo wszystko,to jest najzdrowsza relacja jaką miałam w życiu i na jej podstawie mam oceniać jakie relacje są dobre dla mnie,a jakie się wypaczają. Takiego spełnienia, siły, ciepła-gorąca nie otrzymałam nigdy. Pasji też nie ^^ I uczymy się nawzajem od siebie cały czas, ciągle się czegoś dowiadujemy, dzielimy zwycięstwami i porażkami. Nie wyobrażam sobie inaczej, żeby mój mąż artystą nie był. I wierz mi, poziom zainteresowania czymś poza własną twórczością nie jest proporcjonalny do braku talentu. Życie z kimś takim to jedna wielka przygoda, w której wir możesz się rzucić jak równa z równym. Z resztą, przecież samorealizacja jest na szczycie piramidki, miłość jest pierwszą potrzebą. Według mnie, szczęśliwy artysta lepiej tworzy (jasne,nieszczęśliwi są najsłynniejsi i tu możemy kilkanaście książek napisać jak bardzo ich twórczość jest potrzebna i pomaga innym odbiorcom, ubogaca świat), albo też lepiej MU się tworzy ? I mi z nim też. Nie wiem jak to jest z innymi, politykami, naukowcami, ale to generalizowanie mnie denerwuje. Bardzo rozległy temat. W ogóle, decydowanie o tym,że ktoś nie powinien czegoś,jest krzywdzące. Już tak w kwestii małżeństw robiliśmy przez tysiąclecia i co ? Myślę,że gdyby tego zakazać,to te osoby, dla których to jest jednak ważne by stały się bardziej słyszalne. I co,czyli,żeby było dobrze,to każde z małżonków powinno mieć karierę na tym samym poziomie,ten sam poziom aspiracji i talentu ? żeby druga strona nie poczuła się dodatkiem ? Według mnie tak może się stać w każdym przypadku, nie tylko przy wymienionych przez Ciebie/Was profesjach. Są też historie,w których małżonkowie zaczynają ze sobą rywalizować...i to,i to,niezdrowe. Tak,jak i myślenie "on powinien siedzieć przy mnie,z rodziną,a nie biegać po recitalach!" A ja myślałam,ze to takie piękne jak ktoś ma poczucie misji i druga strona pomaga mu w realizacji marzenia...i są takim pięknym duo,combo,power couple...:(
                No i to, co piszesz,brzmi jakby odnosiło się tylko do jednej płci...No i jeszcze to,że znam takich ,co porzucili te kariery,żeby być z tymi,których kochają,kiedy życie zwyczajnie ich zmusiło,żeby wybierać....ojej,widzisz ile tu wątków, ile nitek za, które można chwycić ? Nie ma co tak generalizować. Czy to nie jest kwestia osobistych priorytetów ? Założenia swoje,a życie swoje. Ilu ludzi zrywa ze sobą,bo ktoś dostał pracę gdzieś daleko,chce jechać się dokształcać,na studia,na kontrakt,nawet na coś niezbyt długiego,ale jednak ? "Ja dostałam się tu,do szkoły,na studia iii-ego/ii-ego wieku. Nie chcę być w związku na odległość,trudne to dla nas obojga,ale nieuniknione,pa". Naprawdę często tak jest,jest to uważane za normę i nikt się temu nie dziwi. Tymczasem to założenie,że skoro się jest razem,to należałoby być razem,czyli dostosować tę karierę do swojej relacji, kombinować tak,żeby przenieść się razem,utrzymywać kontakt,albo jednak,zrezygnować,pójść na inny kompromis (W końcu po to są priorytety,żeby ustalić z czego się rezygnuje,kiedy nie można mieć wszystkiego) występuje bardzo rzadko. Ci,którym się udaje są pokazywani jak jacyś cudotwórcy,albo UFO. Znów więc jest społeczne oczekiwanie ,że w pierwszej kolejności zainwestuje się w siebie,nie w relację/rodzinę.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka