Dodaj do ulubionych

No i wyjszło...

29.04.20, 22:10
W sumie, to chyba wyjszło jak zawsze (ostatnio). Nie czytałam, więc się nie wypowiem, ale powołam na niezłe źródło: zpopk.pl/na-jowisza.html?fbclid=IwAR1EfoxmUGAgPVwzTFZg3im5CPGxhsopqnqSg54DsUdDK8ZtZ6PO8A3CAmE
Obserwuj wątek
        • armari Re: No i wyjszło... 29.04.20, 23:58
          Ja zapewne kupię tak czy inaczej, bo z twórczością MM, nieważne jak kiepską, zapoznaję się zawsze osobiście i raczej to już się nie zmieni - ale przeczytałam recenzję Zwierza i muszę przyznać, że jestem rozczarowana. Niby nie liczyłam na żadne fajerwerki, ale z jej opisu wygląda na to, że trudno to-to podciągnąć nawet pod leksykon czy album z ilustracjami - takie niewiadomoco.
    • przymrozki Re: No i wyjszło... 30.04.20, 13:27
      Ha. Nabrałam ochoty, żeby sobie tego "Jowisza" przejrzeć, przy czym zapewne wystarczy mi kontakt z egzemplarzem bibliotecznym. Jestem ciekawa, czy zdjęcia Jeżyc zaprezentowane przez Zwierza są reprezentatywne dla części ilustrowanej, czy też może wybrane po lekkiej acz zrozumiałej złośliwości. Bo ja, rzecz jasna, nie mówię, że fotografie są do bani. Niewątpliwie nie są beznadziejne. Ale nie jest to jakość, że tak powiem, albumowa. Dzisiaj podobne zdjęcia są na wyciągnięcie ręki w dowolnej liczbie i zwykle zupełnie za darmo na kontach społecznościowych różnych patriotów lokalnych, wielbicieli secesji czy Jeżycjady.
    • iwoniaw Re: No i wyjszło... 30.04.20, 17:40
      Wygląda na to, że zawdzięczam Zwierzowi zaoszczędzenie niepotrzebnego wydatku 60 PLN, tudzież ca. trzech godzin życia. Niby to całkiem zacny zysk, ale przykrość jest...
      • inka754 Re: No i wyjszło... 01.05.20, 08:44
        Mam książkę od wczoraj. Niby redakcja jest inna niż zazwyczaj, a nie zauważyła, że pani Musierowicz pomyliła w pewnym momencie Kwiat kalafiora z Idą sierpniową - rozdział S jak Siemczyno. W skali 1-10 daję 5 (ale to chyba z sentymentu).
        • ciotka.scholastyka Re: No i wyjszło... 01.05.20, 10:39
          inka754 napisał(a):

          > Mam książkę od wczoraj. Niby redakcja jest inna niż zazwyczaj, a nie zauważyła,
          > że pani Musierowicz pomyliła w pewnym momencie Kwiat kalafiora z Idą sierpniow
          > ą - rozdział S jak Siemczyno. W skali 1-10 daję 5 (ale to chyba z sentymentu).

          Czy Siemczyno to ta hipotetyczna miejscowość koło Czaplinka? W książkach chyba nazwa nie pada.
          • tt-tka Re: No i wyjszło... 01.05.20, 12:09
            ciotka.scholastyka napisała:


            >
            > Czy Siemczyno to ta hipotetyczna miejscowość koło Czaplinka? W książkach chyba
            > nazwa nie pada.

            Chyba pada - cos mi sie czai, ze listow, a moze telefonu od zbieglej Idy ojciec B. domagal sie wlasnie na Siemczyno. Ale paznokci za to sobie obciac nie dam.
            • ciotka.scholastyka Re: No i wyjszło... 02.05.20, 09:26
              tt-tka napisała:

              > ciotka.scholastyka napisała:
              >
              >
              > >
              > > Czy Siemczyno to ta hipotetyczna miejscowość koło Czaplinka? W książkach
              > chyba
              > > nazwa nie pada.
              >
              > Chyba pada - cos mi sie czai, ze listow, a moze telefonu od zbieglej Idy ojciec
              > B. domagal sie wlasnie na Siemczyno. Ale paznokci za to sobie obciac nie dam.


              A tak, rzeczywiście! Telefonu :)
    • piotr7777 Re: No i wyjszło... 01.05.20, 10:43
      Ze strony wydawnictwa:
      "W tej międzypokoleniowej książce znajdziecie wszystko, czego jeszcze nie wiecie o Jeżycjadzie, a co zawsze chcieliście wiedzieć. Sprawdźcie, jak wyglądała Rubaszna z plecakiem, skąd wziął się serwis Nowakowskich, czy kino Rialto wciąż funkcjonuje, a Fatum Ślubne istnieje naprawdę, jak zrobić najprawdziwszą sałatkę z puńczyka z tuszki i rudą perukę? (...) Dwieście alfabetycznie ułożonych haseł, kolorowe zdjęcia, nigdy dotąd niepublikowane ilustracje, ciekawostki, anegdoty, cytaty i powiedzonka"

      A teraz pytanie - czy uczestniczki tego forum były zainteresowane w tych kwestiach? Tutaj padały inne pytania i jak sądzę na nie odpowiedzi w "Na Jowisza" nie ma.
      Dlatego ten opis jest nie do końca szczery.
      Owszem M.M. mogła - jak w Kalamburce - po prostu wrzucić kilkanaście różnych historii, które nie znalazły się w książkach, ale wtedy musiałaby uważać, żeby nie popaść w sprzeczność a i tak pewnie by nie ustrzegła się wpadki. Dlatego o to pretensji nie mam.
      Żałuję natomiast, że nie ujawniła pierwszych wersji poszczególnych książek, procesu tworzenia itd. To byłoby dużo ciekawsze.

      • weganka_lesbianka Re: No i wyjszło... 09.05.20, 16:51
        piotr7777 napisał:
        > Żałuję natomiast, że nie ujawniła pierwszych wersji poszczególnych książek, pro
        > cesu tworzenia itd. To byłoby dużo ciekawsze.

        Też żałuję. Takie Tym Razem Serio, tylko rozszerzone o te 20+ lat kolejnych tomów.

        Ale wtedy musiałaby się przyznać, co nią kierowało, kiedy pisała coraz gorsze gnioty typu Imieniny (wiem, wiem, odcinanie kuponów, taka książka na odczep się, bez fabuły tylko świąteczna, zamiast Wigilii czy Walentynek clue programu to imieninowe historie), JT i McDusię, gdzie zabiła nawet przesłanie ESD, a córka samej Kreski i wnuczka samego Dmucha jest poddana bodyshaming i fatshaming z ust Idozaury oraz dosłownej przemocy z rąk Idysyna Józina. Ale to wymagałoby autorefleksji, która jeśli by istniała u autorki... to nie byłaby karmiona, tfu, tfu, to wtedy te gnioty nie powstałyby.
    • marutax Re: No i wyjszło... 01.05.20, 11:32
      Według tej recenzji i zamieszczonych zdjęć "Na Jowisza!..." niczego właściwie nie uzupełnia. Owszem. dostajemy nowe informacje, ale kontekstowe, poza historią książkową. Miałam nadzieję, że dowiemy się więcej o postaciach, nawet nie w sprawach kontrowersyjnych typu związek Janusza i Gaby, ale biograficznych, na przykład coś o Gizeli, gdzie Monika, czy Cesia jest lekarzem, takie sprawy. Coś w rodzaju porządku informacyjnego. Tymczasem wygląda na to, że rysunki/malunki postaci nie są uzupełnione żadnymi opisami poza krótkim cytatem z książki...
      • inka754 Re: No i wyjszło... 01.05.20, 13:54
        To by było super, na ale niestety. Ale dowiedziałam się, kto był pierwowzorem Pawełka. Pani Musierowicz bardzo często chodziła ul. Roosevelta. Uważała kamienicę pod nr 5 za najładniejszą, szczególnie podobało jej się drzewo wkomponowane w balkony. I kiedyś patrząc po raz kolejny na to drzewo zauważyła wyglądającego przez okno blondyna, który tęsknie patrzył na ulicę.
        • piotr7777 Re: No i wyjszło... 01.05.20, 14:57
          Trochę to dziwne, bo Pawełek pojawia się (drugoplanowo) już w Szóstej klepce a tam nie ma nic o jego miejscu zamieszkania.
          No chyba, że było tak - autorka po Szóstej klepce miała pomysł na kolejną książkę (dziewczyna znad morza zakochuje się beznadziejnie w świeżo poznanym chłopaku z Poznania, dla niego wyjeżdża do liceum w nieznanym sobie mieście) a potem (brak pewności, czy książka wypali) postanowiła wykorzystać postaci z książki poprzedniej. I dlatego w roli amanta obsadziła Pawełka a na drugim planie dla odmiany umieściła pierwszoplanowych bohaterów Szóstej klepki i tak niechcący narodził się cykl.
      • jontrew Re: No i wyjszło... 01.05.20, 14:21
        Myślałam podobnie, zwłaszcza że tego typu pozycje odnoszące się do popularnych serii książkowych istnieją. Potencjał moim zdaniem był i został paskudnie zmarnowany. Nie mam pojęcia, kto doradza autorce biznesowo, ale ten ktoś raczej za bardzo sobie nie radzi. A i samo wydawnictwo się nie popisało. Ta książka wydaje się być zupełnie bez sensu i dla nikogo.
    • calpurnia.tate Re: No i wyjszło... 01.05.20, 17:32

      Magpie

      Uświadomiłam sobie, że chyba miałam zaćmienie umysłowe, gdy składałam zamówienie! Tylko jeden egzemplarz! A moja mama też już by chciała czytać… I mąż by chciał zerknąć… Właśnie zamówiłam drugą książkę, mama dostanie w prezencie! Bo czuję, że często będziemy zaglądać do tego skarbu!!!"

      Taką laurkę wystawiła dla Na Jowisza jedna z bywalczyń skarbczyka Musierowicz, czyli sławetnej KG. może to zabrzmi zgryźliwie, jednakowoż odnoszę wrażenie, iż kobiety w rożnym wieku rzeczywiście doadło zaćmienie umysłowe. Stąd wytłuczenia zdań. Rozumiem wielbienie czegoś względnie kogoś. Nie do przesady szkodliwej w każdej dziedzinie. Odnoszę nieprzeparte wrażenie bóstwości* autorki w oczach fanów, bezkrytycznie zaślepionych. Nieważne błędy albo jakość . Ach, trzeba wielbić... Komuś chyba zdrowo odbiło... Owszem sama zaczytywałam Jeżycjadę do imentu w długim okresie życia. tylko patrzyłam względnie obiektywnie. Od razu dodam nie jestem nową użytkowniczką. ale bez żadnych rozpatrywań teraz i złośliwości, jeśli można. Nie czas czy pora. Nick był mi tutaj potrzebny na Gazeta.pl do konwersacji z jedną osobą prywatnie.
      * Pan Włodzimierz Bednarski w jednym z wywiadów użył tego określenia. Chodziło o ojca Herskulesa. użyczał mu głosu w polskiej wersji językowej tej animacji.
      www.youtube.com/watch?v=bexJ5qF60Zk
        • calpurnia.tate Re: No i wyjszło... 01.05.20, 18:23
          Skądże mając i upajając się czytaniem. Wnioski po drugim komentarzu wyciągam... Zresztą niekiedy zaglądając tam. czuję ucisk w gardle, że wszystko jest czytane i akceptowane. O ile nie zawiera krytyko dopuszczalne wyłącznie hymny łagodności. Słodzenie jak to życie ratuje życzliwość i ciepło M.M . Czy oni naprawdę nie zauważają tych licznych uszczypliwości stosowanych przez gospodynię. Do tych nielicznych odważnych opinii? Dopuszczanych po uznaniu, że nie są obrażające godność starszej pani?
        • weganka_lesbianka Re: No i wyjszło... 09.05.20, 19:36
          tt-tka napisała:

          > Wystawila laurke jeszcze nie majac tego "skarbu" w rekach, jak rozumiem :)
          >
          „Uświadomiłam sobie, że chyba miałam zaćmienie umysłowe, gdy składałam zamówienie! Tylko jeden egzemplarz! A moja mama też już by chciała czytać… I mąż by chciał zerknąć… Właśnie zamówiłam drugą książkę, mama dostanie w prezencie! Bo czuję, że często będziemy zaglądać do tego skarbu!!!"

          Aaa.. Padłam i wyję!
          To nawet nie jest żadna psychofanka, tylko ktoś z wydawnictwa, względnie sama Kieresiowa lub MM. To jest instrukcja dla Kochanych Konsumentek, że mają zamawiać jak najwięcej egzemplarzy za 60 zł i kogo nimi obdarowywać.

          Wiecie, jak poznałam, że to fejk? Bo żaden tru mąż poza rodzinami twórczyń i sprzedawców nie chciałby zaglądać do tego... kobiecości Skarbu o jakiś telenowelach poznańskich.

          A tu Ciotka Covidka za pasem, sprzedaż książek wysyłkowa teraz, napalą się klientki i tak koronawiosną piniondze urosną.
          • calpurnia.tate Re: No i wyjszło... 10.05.20, 17:44


            > A tu Ciotka Covidka za pasem, sprzedaż książek wysyłkowa teraz, napalą się klie
            > ntki i tak koronawiosną piniondze urosną.
            Uważaj, żeby cie nie dopadło to, z czego się wyśmiewasz. Może wówczas te pazurki się stępią. W ogóle na przekórtemu podśmiewaniu. Mężczyźni czytają książki, nawet Jeżycjadę, serio znam takich. Można wysuwać rożne zastrzeżenia, ale twoje posty są poniżej jakiejkolwiek normalnej dyskusji. Zaraza jednak ogłupia, a niektórych za bardzo. Skoro piszą takie komentarze.
            • miodowocytrynowa Re: No i wyjszło... 10.05.20, 19:49
              calpurnia.tate napisał(a):

              >
              >
              > > A tu Ciotka Covidka za pasem, sprzedaż książek wysyłkowa teraz, napalą si
              > ę klie
              > > ntki i tak koronawiosną piniondze urosną.
              > Uważaj, żeby cie nie dopadło to, z czego się wyśmiewasz. Może wówczas te pazurk
              > i się stępią. W ogóle na przekórtemu podśmiewaniu. Mężczyźni czytają książki, n
              > awet Jeżycjadę, serio znam takich. Można wysuwać rożne zastrzeżenia, ale twoje
              > posty są poniżej jakiejkolwiek normalnej dyskusji. Zaraza jednak ogłupia, a n
              > iektórych za bardzo. Skoro piszą takie komentarze.

              Absolutnie się z Tobą zgadzam. Szczególnie, że bliska koleżanka przeszła coronawirusa i wiem jak bardzo cierpiała w czasie choroby. Temp 40 st, kaszel taki, ze aż miała krwawe wybroczyny na ciele, potworny ból kości i pobyt w szpitalu. Cała reszta rodziny na kwarantannie. Trudności logistyczne w zrobieniu testów. Aż szkoda pisać. Jak dla mnie lesbianka-veganka- to nowe wcielenie Bimbo, dawnej awanturnicy tego forum. Ten sam styl, ta sama agresja, ta sama nienawiść do MM, ta sama obsesja na tle grubych ( nie wolno nic złego napisać. Słownictwo poniżej krytyki. A widzę, że jest jeszcze gorzej niż było.
              • bupu Re: No i wyjszło... 10.05.20, 21:16
                Grzecznie proszę drogie panie, zamiast kręcić flejma na forum proszę zgłaszać zastrzeżenia do poziomu cudzych postów moderacji. Drugi raz nie poproszę, tylko zacznę ciąć wątek aż zatrzeszczy.
    • tt-tka Re: No i wyjszło... 01.05.20, 18:45
      Ja tam bez emocji, raczej ze zniecheceniem...
      Fotki nie powalaja, rysunki (zalaczone przez zwierza i te, ktory byly na forumku) takie sobie, to najlepsze, co mozna o nich powiedziec :(, a o tresci pogadam, gdy sie okaze, ze jest jakas tresc.
    • buka_z_muminkow Re: No i wyjszło... 02.05.20, 12:47
      Mam swój egzemplarz. Nie przeczytałam jeszcze do końca, czytam sobie po kilka haseł, jak mam czas - jak dla mnie to nie jest książka do przeczytania w całości od razu.

      Myślę, że mój odbiór zależy głównie od moich oczekiwań. Nastawiłam się na książkę, w której znaleźlibyśmy uzupełnienia wątków niejasnych czy niezrozumiałych, próby wybrnięcia z baboli ;), jakieś dodatkowe informacje o postaciach, z których autorka zrezygnowała w trakcie pisania. Planowałam czytać po kolei, ale na początku pobieżnie przejrzałam książkę i w pewnym momencie zobaczyłam hasło "Monika Pałys". Myślę sobie: "Ooo, może się dowiemy, co się stało z Moniką w najnowszych tomach, czemu właściwie jej nie ma?". Okazało się, że jedynym uzupełnieniem jest ilustracja do zacytowanego fragmentu Noelki. Całą resztę wiemy z dotychczasowych książek. Często ilustracja jest jedynym uzupełnieniem - cytat z książki plus ilustracja i na tym koniec. Przyznam, że wiele z tych postaci wyobrażałam sobie inaczej i chyba wolałam swoje wyobrażenia. Szczególnie mi szkoda Rubasznej z Plecakiem - na ilustracji jest dziewczyna o dużo milszej aparycji, niż można by było wywnioskować z opisu (grubych kolan na tym obrazku to ja w ogóle nie widzę, no ale Pulpa też podobno miała być obfita, a na większości obrazków w całym cyklu nie jest).

      Do czego zmierzam - początkowo byłam zawiedziona, bo spodziewałam się czegoś innego. Przypomniały mi się te wszystkie osoby w szkole podstawowej, które dostawały szóstki za opracowania (wykonane z reguły z czyjąś pomocą), zawierające milion cytatów i zdjęć pokserowanych z gazet, ale bardzo mało samodzielnych treści, podczas gdy ja skupiałam się głównie na własnej analizie i interpretacji zadanego materiału i wypadałam gorzej, bo nie stać mnie było na kolorowe ksero. Książka przypomina mi właśnie taki kolorowy, odtwórczy referat - jest bardzo dużo zdjęć, ilustracji, sporo cytatów z powieści, ale i z książek innych autorów, sporo zdjęć i historii powtórzonych z "Tym razem serio". Wyjaśnień w zasadzie niewiele. Zdecydowanie wolałabym książkę, w której autorka analizuje wydarzenia z książek i dodaje do nich wyjaśnienia, uzupełnienia, jakieś nowe treści (może niekoniecznie nowe ilustracje). Tego jest mało. Ale trzeba przyznać, że jest ładna, elegancko wydana, chociaż drażni mnie niewyjustowany tekst.

      Żeby nie psuć sobie wrażeń z lektury, potraktowałam ją jako uzupełnienia do Jeżycjady o coś w rodzaju "przypisów" wyjaśniających, które z pomysłów zostały zaczerpnięte z życia prywatnego autorki - i tego rzeczywiście jest sporo. W zasadzie mam wrażenie, że książka jest głównie o tym, chociaż autorki twierdzą, ze to wyszło mimochodem. Dzięki zmianie nastawienia czyta mi się dużo przyjemniej - ale niedosyt pozostaje.
      • ciotka.scholastyka Re: No i wyjszło... 03.05.20, 00:00
        buka_z_muminkow napisała:

        (...) Szczególnie mi szkoda Rubasznej z Plecakiem

        Ciężko się zastanawiam, czym na wzmiankę w tej książeczce zasłużyła sobie Rubaszna z Plecakiem, postać bardziej marginalna i nieistotna niż, dajmy na to, dyrektor Zajęczyk, zięć doktora Kowalika czy też foftorek z Fóftej Flepki.
        • tt-tka Re: No i wyjszło... 03.05.20, 00:53
          Tym, ze latwo ja bylo narysowac ? Rysunek zrobiony na kolanie, wrzuta tekstu z F i juz strona wypelniona, albo pol strony... typowy zapychacz.
          To juz rudej peruce (jeszcze bardziej nieistotnej niz Rubaszna) poswiecono wiecej wysilku :(
      • buka_z_muminkow Re: No i wyjszło... 16.05.20, 14:17
        Po przeczytaniu całości stwierdzam, że MM uzupełniła przede wszystkim "Tym razem serio", a część treści z tej książeczki się powiela. W "Na Jowisza" najwięcej jest bowiem wspomnień z życia autorki wraz z komentarzami, która sytuacja zainspirowała ją do napisania którego fragmentu Jeżycjady. Sporo jest też rzeczy, które - na szczęście - nie pojawiły się w Neo - opisy zabytków, informacje o twórcach, którzy w tych miejscach przebywali itd. Pisze "na szczęście", bo te treści niepotrzebnie wydłużyłyby opisy w powieściach. Jednak moim zdaniem stwierdzenie, że sa one uzupełnieniem Jezycjady, jest na wyrost.
        • guineapigs Re: No i wyjszło... 16.05.20, 17:53
          Buko, napisalas cos, co sprawilo, ze na te pozycje spojrzalam cieplej, Oczywiscie nie czytala, nie widzialam, znam tylko z opowiadan. Zazwuczaj krytycznych.
          Opisy zabytkow, informacje o tworcach - to sa te smaczki, ktore ja lubie.
          Jedne, czego sie boje, to to, ze te smaczki nie zrekompensuja wydatku. 60 zl to niemaly pieniadz, nieprawdaz, a jesli te smaczki to tylko jakies kopiuj-wklej ze stron/zakladek typu: Miasto Poznan - historia - to przykro.
          Ale jesli te smaczki to jakies ustalenia samej MM czy chociazby hipotezy ze tak moglo byc, jakies jej wlasne pomysly czy znaleziska gdzies wyszperane a nie zanotowane na Wikipedii czy na oficjalnej stronie Miasta Poznan - to z mojego punktu widzenia warto to poznac. Oczywiscie jak ktos jest fanem, milosnikiem, moze nawet historykiem czy przewodnikiem turystycznym. Bo jesli nie - to juz musi sam rozwazyc, czy 60 zl warto wydac na cos, co mu posluzy tylko raz jako 'czytadlo do poduszki'.
    • bupu Re: No i wyjszło... 03.05.20, 12:08
      Przepraszam najmocniej Wielce Szanowne Panie i Panów, ale czy tam naprawdę jest przepis na tę nieszczęsną sałatkę z nieszczęsnego puńczyka? Ten który Gabs albo Pulpomat podawały ze szczegółami w Febliku?

      Bo jeśli tak, to ładnie on podsumowuje to dzieło. Jest to mianowicie zbiór rzeczy niepotrzebnych i zrobionych na kolanie, wydany po to by wycisnąć z czytelników trochę tych... tych piniążków.
        • verdana Re: No i wyjszło... 04.05.20, 14:32
          Przeglądałam wczoraj. Gdy przeczytałam, że Autorka nie zesłała swoich dzieci do przedszkola (przedszkole to ZLO) , ani nikomu ich nie powierzała, bo nie miała zaufania, tylko wychowywała sama, to mnie szlag trafił i zakończyłam lekturę.
          • jontrew Re: No i wyjszło... 04.05.20, 15:25
            A czy dziatki miały potem edukację domową aż do ukończenia studiów? Bo jeśli nie, to byłaby to 1. gruba niekonsekwencja, 2. narażenie nieletnich na koszmar zbiorowej edukacji bez maminego nadzoru.
            Ale to wyjaśnia wycofanie się Borejków z życia- większość ludzi w Polsce jednak chodziła do przedszkola, więc pewnie lepiej ich unikać, skoro nasiąkli złem od małego:)
            • tt-tka Re: No i wyjszło... 04.05.20, 15:40
              No prosze... wiemy, ze Ida chodzila do przedszkola i co z niej wyroslo ? Co prawda Nutria nie chodzila i tez z niej rarog wyrosl, choc innego gatunku... A Gabunia, pamieta ktos ? Edukowana wylacznie domowo do czasow szkolnych ?
              • piotr7777 Re: No i wyjszło... 04.05.20, 16:19
                A to jednak dziwne, bo przecież MM popełniła kilka książeczek z serii Poczytaj mi mamo, których akcja działa się w przedszkolu właśnie (Bijacz, Co mam, Hihopter, Kredki). I ani przedszkole nie jest w tych opowiadaniach patologią, co więcej przedstawione w nich historie są dość prawdopodobne.
                • przymrozki Re: No i wyjszło... 04.05.20, 17:23
                  piotr7777 napisał:

                  > A to jednak dziwne, bo przecież MM popełniła kilka książeczek z serii Poczytaj
                  > mi mamo, których akcja działa się w przedszkolu właśnie (Bijacz, Co mam, Hihopt
                  > er, Kredki). I ani przedszkole nie jest w tych opowiadaniach patologią, co więc
                  > ej przedstawione w nich historie są dość prawdopodobne.

                  To była szkolna zerówka, nie przedszkole. Wyraźnie zaznaczono.
                  • piotr7777 Re: No i wyjszło... 04.05.20, 19:35
                    Ano tak.
                    Własnie sobie uświadomiłem, że bohater opowiadania Co mam ma na imię Andrzej, tak jak najstarszy syn M. M. Faktycznie, chodzi do zerówki i jest osamotniony, bo większość kolegów zna się z przedszkola. Ostatecznie jednak znajduje w tejże zerówce przyjaciela, który chyba też jest outsiderem.
                    Tyle, że zanim trafia do zerówki jest nieszczęśliwy z powodu braku przyjaciela właśnie.A przyjaciela nie ma m. in. z tego powodu, że nie chodzi do przedszkola a w sąsiedztwie jest tylko jeden starszy chłopak, który zdaje się pod płaszczykiem przyjaźni traktuje go bardzo niefajnie. Do filozofii późnej Jeżycjady ma się to nijak. No chyba, że autorka wyznaje zasadę :"albo jeden prawdziwy przyjaciel albo wcale" a ponieważ Borejkowie są samowystarczalni, więc zwycięża opcja "wcale".
          • weganka_lesbianka Re: No i wyjszło... 09.05.20, 17:06
            verdana napisała:
            > Przeglądałam wczoraj. Gdy przeczytałam, że Autorka nie zesłała swoich dzieci do
            > przedszkola (przedszkole to ZLO) , ani nikomu ich nie powierzała, bo nie miała
            > zaufania, tylko wychowywała sama, to mnie szlag trafił i zakończyłam lekturę.

            Verdano, tutaj trzeba brać poprawkę na MM dawniejszą w PRLU, która mogła kierować się pogodniejszymi motywami i dzisiejszą MM, cierpiącą na posuniętą paranoję i stany lękowe.

            Za PRLu te przedszkola niekoniecznie musiały być fajne (zwłaszcza jeśli chodzi o stołówkę, choroby zakaźne i wszy) i nic się dzieciom nie stało, jeśli mogły się w domu bawić z rodzeństwem i innymi dziećmi z tego samego budynku.

            MM też kocha i wielbi dzieci i nie chce ich puszczać od siebie. A wtedy nie musiała harować na jakiejś śmieciówce, aby mieć na srogi czynsz i media w środku Poznania, tylko mogła spokojnie zostać w domu i cieszyć się dziećmi jak najdłużej. Zarabiał pan mąż jak panbuk przykazał, czynsz był śmieszny, plus mieli nadmetraż przysługujący grafikom na pracownię w domu, jeszcze nawet mogła chapnąć jakieś zlecenie graficzne między jedną pieluchą a drugą zabawką itd. Po prostu raj dla archetypicznej macierzy, której największym szczęściem są wypełnione ramiona.


            • weganka_lesbianka Re: No i wyjszło... 09.05.20, 17:14
              weganka_lesbianka napisała:
              > MM też kocha i wielbi dzieci i nie chce ich puszczać od siebie. A wtedy nie mus
              > iała harować na jakiejś śmieciówce,

              Dodatkowo urlop macierzyński wtedy wynosił jakieś 2 czy nawet 3 lata, nieprawdaż. Więc dodatkowo nie miała żadnego musu pracować poza domem, tylko mogła swobodnie i na ful legalu pławić się w oceanie szczęścia dzieckowego.

              To dzisiaj MM cierpi na paranoję i syndrom oblężonej twierdzy, której wówczas nie wykazywała, wręcz przeciwnie, towarzyska była i pragnąca szerzyć ESD, co i też widać po książkach. Najgorzej to jak obecny tetryk szkodzi sam swojemu image i zaletom z przeszłości...

              • tt-tka Re: No i wyjszło... 09.05.20, 18:05
                weganka_lesbianka
                >
                > Dodatkowo urlop macierzyński wtedy wynosił jakieś 2 czy nawet 3 lata, nieprawda
                > ż. Więc dodatkowo nie miała żadnego musu pracować poza domem, tylko mogła swobo
                > dnie i na ful legalu pławić się w oceanie szczęścia dzieckowego.

                Jednakowoz nieprawdaz. Urlop macierzynski wynosil niecale cztery miesiace. Trzyletnie urlopy wychowawcze to pozny Gierek, wiec lapie sie na to czasowo tylko dwojka dzieci altoressy. A realnie zadne, bo te urlopy dotyczyly etatowcow, a MM, zdaje sie, nigdy w zyciu nie pracowala na etacie.
                • weganka_lesbianka Re: No i wyjszło... 09.05.20, 19:23
                  tt-tka napisała:
                  > Jednakowoz nieprawdaz. Urlop macierzynski wynosil niecale cztery miesiace. Trzy
                  > letnie urlopy wychowawcze to pozny Gierek, wiec lapie sie na to czasowo tylko d
                  > wojka dzieci altoressy. A realnie zadne, bo te urlopy dotyczyly etatowcow, a MM
                  > , zdaje sie, nigdy w zyciu nie pracowala na etacie.

                  Masz racją, TT. Od biedy na etat mógł ją przyjąć mąż wnętrzowiec, matka stomatolożka czy reszta rodziny. To nie musiał być etat państwowy, bo w P-niu drobni rzemieślnicy czy krawcowie przyjmowali czeladź itp do siebie na warsztat. Ale teraz jak mówisz, to pewnie nie skorzystała. Wszak zaczęła pisać wyłącznie z pazerności, bo nie miała zleceń na ilustracje. Czyli pozostawała graficzką wyuczoną, z metrażem na pracownię. A 2 ostatnie urodziła już po sukcesie pisarskim.

                  Chodziło mi o to, że nie musiała harować na wikt i czynsz, więc mogła trzymać bąble w domu, zamiast posyłać do przedszkola. Nie dlatego, że przedszkola to ZUO a szkoła państwowa grozi kalectwem, tylko dlatego, aby się dziatwą nacieszyć, zanim pójdą do zerówki. I kiedyś mimo że domatorka, to pozytywistka i chciała to ESD szerzyć.
                  Dopiero dzisiaj tryskając jadem, czuje się tak bardzo lepszą od zuej gawiedzi przedszkolnej. Dopiero dzisiaj dopisuje swoją lepszość w tym Skarbie Albumów.
                  • verdana Re: No i wyjszło... 10.05.20, 16:21
                    Niepracująca (tzn bez etatu) matka za czasów PRL miała takie szanse na posłanie dziecka do przedszkola, jak ja na Nobla z fizyki. Widać to zresztą w KK, gdy nie da się umieścić Patrycji w przedszkolu.
      • piotr7777 Re: No i wyjszło... 17.05.20, 17:53
        Nie jestem ekspertem, ale czy nie jest tak, że większość pisarzy w swoich autobiografiach pisze przede wszystkim o sobie, osobach, które spotkali, miejscach, gdzie byli, doświadczeniach życiowych czy zdarzeniach, w których brali aktywny udział, albo których byli świadkami natomiast niewiele (albo nic) o książkach, które napisali. Ewentualnie o okolicznościach towarzyszących pisaniu czy wydaniu, ale nie o fabule, bo to już dla nich temat zastępczy.
    • armari Re: No i wyjszło... 20.05.20, 17:10
      To ja pozwolę sobie przekleić swoją opinię z forum NAKWy:

      Jako że zamówienie wreszcie trafiło w moje łapki (z jakiegoś powodu opóźniono dostawę), zgodnie z obietnicą dzielę się moją opinią.

      Największy problem z "Na Jowisza!" polega na tym, że druga część tytułu - "uzupełniam Jeżycjadę" - jest cokolwiek myląca. Owo "uzupełniam" sugeruje bowiem rozwinięcie jakichś pobocznych wątków, przybliżenie postaci drugo - i dalszoplanowych, ewentualnie podzielenie się ciekawostkami dotyczącymi pomniejszych elementów fabuły. Tymczasem "Na Jowisza!" kręci się głównie wokół osoby autorki, od czasu do czasu lądując w strefie okołojeżycjadowej. Książka powinna raczej nazywać się "Tym razem serio: inspiracje w Jeżycjadzie", bo właśnie o tym - życiu Musierowicz i otaczającej ją rzeczywistości, która miała wpływ na tworzenie niektórych wątków - traktuje w zasadzie to dzieło. MM sama wspomina zresztą we wstępie, że to właściwie skatalogowany zbiór "błysków", momentów natchnienia czerpanego z osobistych przeżyć, które wpłynęły na ostateczny kształt serii. I ok, dlaczego nie, to jest całkiem niezły pomysł na książkę - ale w takim wypadku wypadałoby jednak lojalnie uprzedzić, że lektura będzie dotyczyć w pierwszej kolejności historii MM i jej rodziny, a dopiero później ewentualnych powiązań tejże historii z Borejkami i spółką. Bardzo lubię biografie, jednakże pod warunkiem, że nie próbują się reklamować jako leksykon wzbogacający świat przedstawiony powieści; składając zamówienie, byłam już po lekturze recenzji Zwierza i wątków na ESD, wiedziałam zatem mniej więcej, czego się spodziewać, ale gdybym kupowała w ciemno, byłabym jednak zawiedziona.

      Na swojej stronie MM podaje, że haseł było początkowo 500, po ostrych cięciach zredukowano je do 130; zastanawiam się, co takiego wyleciało w edycji i czy niektóre z owych odrzuconych opcji nie byłyby jednak ciekawsze niż to, co znalazło się w ostatecznym produkcie. "Na Jowisza!" bowiem chyba samo do końca nie wie, czym chce być; w efekcie powstał trochę groch z kapustą. Mamy tu zatem staranne portrety malowane farbami, czarno-białe rysunki znane z książek, zdjęcia najróżniejszych obiektów w rodzaju jeżyckich balkonów i zdobień kamienic (owe zdjęcia, nawiasem mówiąc, funkcjonują także jako oddzielne wpisy, co w większości przypadków nie ma specjalnego sensu), i w końcu same encyklopedyczne hasła o treści wszelakiej: od zakulisowych faktów ze świata Jeżycjady (historia trójkąta Nutria - Filip - Robrojek, geneza afery z kajdankami, skąd wzięła się japonistyka Łusi i Ani), przez sceny z Jeżycjady oparte na życiu MM (Mila wyrywająca bukiet Robrojowi była w dużym stopniu inspirowana oświadczynami pana Musierowicza, fragment z Gwiazdorem z "Kłamczuchy" to z kolei niemal dokładnie skopiowany przebieg Wigilii u Musierowiczów), po hasła raczej luźno zahaczające o Jeżycjadę i traktujące głównie o familii autorki ( "Dyktando" otwiera jeden z moich ulubionych cytatów z "Kłamczuchy", z ciotką Lilą ćwiczącą ortografię z Tomciem. Reszta wpisu nie ma nic wspólnego z powieścią i mówi o tym, że Musierowicz także przeprowadzała podobne zajęcia ze swoimi dziećmi; następnie mamy 7 (!) przykładowych dyktand jej autorstwa, które ponoć składają się w historyjkę, ale szczerze mówiąc, tylko przebiegłam je wzrokiem). Tych ostatnich jest, co stwierdzam z żalem, chyba najwięcej - cytat z Jeżycjady stanowi w nich tylko punkt wyjściowy dla opisania danego epizodu z życia autorki. Muszę przyznać, że byłam zaskoczona, jak wiele elementów serii okazało się być skopiowanych niemal 1:1 z prawdziwych przeżyć MM, i choć czytało się to całkiem przyjemnie, to w moim mniemaniu zaznaczenie, które epizody rozegrały się w realu nie jest jednak tożsame z "uzupełnieniem" serii.

      Przy czym muszę oddać Musierowicz sprawiedliwość: ta książka jest napisana lekko i ze sporym humorem, historyjki rodzinne są pełne ciepła (uroczy jest choćby opis pierwszego spotkania MM z przyszłym mężem oraz ich pierwszej randki), pomijając jeden nieszczęśliwy zgrzyt (fragment o Elvisie jest zwyczajnie nieprzyjemny), nie ma tu raczej wtrętów spod znaku "my, elita vs. reszta świata", które tak często można ostatnimi czasy znaleźć w Jeżycjadzie, ale...no, nie na to się pisałam. I w sumie tu jest pies pogrzebany; gdyby w notce wydawniczej nie sugerowano mi, że dostanę coś innego, w zasadzie nie miałabym specjalnych zastrzeżeń. A tak - zostaje poczucie niedosytu i niewykorzystanego potencjału. Dobrze ilustruje to wpis "Displasia fibrosa", gdzie dostajemy króciutki akapit o tym, że autorka konsultowała się z mamą, jaką by tu chorobę wcisnąć Krzysiowi - po czym następne cztery strony poświęcone są historii życia pani Zofii, matki MM. W książce poświęconej autorowi - jak najbardziej ok. W "uzupełnieniu Jeżycjady" - wolałabym, aby te proporcje były jednak odwrotne.

      Jeszcze słówko o ilustracjach. Te w kolorze są bardzo ładne - to cała znacząca obsada "Kalamburki", mamy tu więc Gizelę, Kazia, małe Milę z Moniką, małych Ignaca i Józefa, Hannę Borejko (z fryzurą a'la Pennywise, ale mimo to wcale przystojną), Lonię, Stefanię, Zmysława (uwielbiam!), Makowskich. Czarno-białe prezentują się identycznie jak w książkach,większość nie wzbudza we mnie huraganu uczuć; plus za to, że jest ich sporo, od postaci ważnych (Piotr Ogorzałka), przez mniej ważne, ale jednak przewijające się w narracji (Nowakowski), po zupełnie epizodyczne (Heniu z Łubowa). Swoją drogą, nie do końca rozumiem, jaką logiką kierowała się MM, dobierając opisy do owych ilustracji - niektóre (np. portret Gizeli) ograniczają się do pojedynczego cytatu z książki, w przypadku innych ("Flecistka" od Robrojka) dostajemy coś na kształt małej biografii. Wielka szkoda, że tych pierwszych jest zdecydowanie więcej - szkoda tym większa, że skoro większość haseł tak naprawdę mówi nam więcej o życiu MM, niż o Jeżycjadzie jako takiej, to przynajmniej tutaj autorka mogłaby uczynić zadość tytułowi i podać nam nieznane dotąd fakty i ciekawostki z życia bohaterów (choć cytat z SK przy "Nowakowskim" sprawił, że zarechotałam radośnie i westchnęłam z żalu za czasami, gdy dzieci w Jeżycjadzie nie musiały wyrażać się wyłącznie literacką polszczyzną).

      Podsumowując - nie jest tak tragicznie, jak nastawiałam się po pierwszych opiniach, ale świetnie też nie jest, głównie dlatego, że zamysł rozjechał się z reklamą. Szkoda, że ostatecznie nie powstało nigdy 'Silva rerum', bo jakkolwiek opisy uczt u Musierowiczów są całkiem sympatyczne, to ja jednak wolałabym dowiedzieć się, gdzie faktycznie przebywał Pyziak, rozbijając się kradzionym australijskim autem w Alzacji.

      PS 1. Trudno, wyjdę na czepliwą, ale wyłapałam dwa błędy rzeczowe (pomylenie KK z IS i Adriana z Jackiem Lelujką). Niby nic wielkiego, no ale jak już się wydaje knigę za prawie sześć dych*, to wypadałoby, żeby była dopracowana na tip-top.

      PS 2. Na wewnętrznej stronie okładki zamieszczona jest mapa "miejsc Jeżycjadowych". Nie znam Poznania, więc z pewnym zdumieniem odkryłam, że po jej przestudiowaniu Gaba i Kalarepa jawią mi się jako jeszcze bardziej odpychający, niż do tej pory; toż domostwo Cyryjka i Metodego leży dosłownie tuż za kołchozem! Jakim cudem ojciec i stryj Grzesia są do tego stopnia nieobecni w życiu Strybów?!

      * olbrzymia zaleta przedsprzedaży - zapłaciłam prawie dwadzieścia złotych mniej.
      • bupu Re: No i wyjszło... 20.05.20, 18:30
        armari napisał(a):


        > PS 2. Na wewnętrznej stronie okładki zamieszczona jest mapa "miejsc Jeżycjadowy
        > ch". Nie znam Poznania, więc z pewnym zdumieniem odkryłam, że po jej przestudio
        > waniu Gaba i Kalarepa jawią mi się jako jeszcze bardziej odpychający, niż do te
        > j pory; toż domostwo Cyryjka i Metodego leży dosłownie tuż za kołchozem! Jakim
        > cudem ojciec i stryj Grzesia są do tego stopnia nieobecni w życiu Strybów?!

        Nie powiem na co wychodzi Kalarepa, który tak jakoś zapominał odwiedzać ojca i stryja, mieszkających całe 130 metrów od Rusfelta 5. Nie powiem, musiałabym bowiem użyć słów powszechnie uznawanych i tak dalej.
    • j-oonka Re: No i wyjszło... 08.06.20, 14:21
      Dopiszę i ja swoje spostrzeżenia, ponieważ "wiedziona wieloletnim odruchem" i uwiedziona szatą graficzną zakupiłam księgę... No cóż, ja po prostu lubię kupować książki ;)
      Nie miałam żadnych oczekiwań w stosunku to tego dzieła. Po prostu - zapomniałam o "Makabrusi" i wszystkich babolach z Neo. Czytało mi się przyjemnie. Trochę tekstu opuściłam - na przykład te 7 dyktand :D Jakoś mnie nie wciągnęły. Nawet już ich nie mogę u potomstwa zastosować, bo za duzi ;)
      Z bólem w sercu znalazłam jednak dwa zgrzyty (oprócz tych, już na Forum ujawnionych), wskazujące na niedostatek redakcji - po raz kolejny...
      Mama Lelujko ma na imię Bogumiła, co ustalił Bernard przy obiedzie z okazji imienin Lucjusza. A nasza Autorka z żalem pisze, że nie znamy jej imienia...
      A "chłopiec Dziuba" ma na imię Jarek, o czym informuje nas któraś z części z początku lat 2000-nych.
      Czasem myślę, że to przecież niemożliwe, że autor nie zna "na pamięć" swoich poprzednich książek. Z drugiej strony - nie wiem, czy istnieje jakiś pisarz, który przeczytałby swoją książkę tyle razy, co taka psychofanka jak ja przeczytała np. książki L.M.M, Olgi Tokarczuk, czy własnie M.M., a ostatnio też Joanny Bator :)
      • tt-tka Re: No i wyjszło... 09.06.20, 02:04
        Eeee... za jak ? Chlopiec Dziuba ? A byla jakas dziewczynka o tym nazwisku lub tak nazywana ?

        I tak, Dziuba mial imie. Ale nawet nie pamietajac imienia czytelnik koszmarka pt McD wie, kim byl Dziuba.

        Autor, a nawet redaktor znac na pamiec nie musi. istnieje takie przydatne narzedzie jak wyszukiwarka :P
        • jontrew Re: No i wyjszło... 09.06.20, 12:34
          Prawda? Że też nikt nie wpadł na pomysł, żeby zapytać o to gugla:) Ale nikt na ten pomysł nie wpadł, co w zależności od aktualnego humoru można interpretować w spektrum od małej wpadki aż do karygodnego niechlujstwa. Ja na pewno byłabym zła na redakcję, że nie wyłapała czegoś takiego.
              • armari Re: No i wyjszło... 22.06.20, 16:13
                Służę cytatem:

                "Tu wyjaśnię, że mam jak najgorszą opinię o ciężkiej twarzy tego słynnego piosenkarza. Wyrażała ona, że tak sobie rzucę eufemizmem, dużą ociężałość duchową. Fakt, że Elvis miał - i ma nadal - miliony rozkochanych w nim fanek, mógłby świadczyć o tym, że mnóstwo dziewcząt i kobiet albo w ogóle nie spogląda mężczyznom w twarze, albo zwyczajnie nie odznacza się psychologiczną intuicją."

                Zaiste, chyba najmniej przyjemny fragment w całej książce.
                  • kooreczka Re: No i wyjszło... 22.06.20, 18:43
                    Rozmawiałam na FB z osob ą, której ksiązka się podobała i nie widziała w tym nic złego- bo każdy ma prawo do opibnii, a pozatym MM na pewno opiera się na intuicji, w końcu- że "ociężałość duchowa" to nic złego.
                      • sowca Re: No i wyjszło... 22.06.20, 20:19
                        Ogólnie całość dla mnie nie była zła, a momentami wręcz przyjemna - fajne opowiastki o Stanisławie, o cioci Luci, o synu Andrzeju. Ale to o Elvisie - zgrzytnęło.

                        Drugą rzeczą dla mnie niemiłą, była niestety mama MM. Może przesadzam, ale jak dzieciak wraca ze szkoły i oznajmia, że dostało czwórkę, a matka na to "a czemu nie piątkę?", to mi się noż w kieszeni otwiera. Zresztą MM chyba też tej metody nie pochwala, bo mama twierdziła, że MM za bardzo chwali własne dzieci.
                • przymrozki Re: No i wyjszło... 22.06.20, 20:10
                  armari napisał(a):

                  > "Tu wyjaśnię, że mam jak najgorszą opinię o ciężkiej twarzy tego słynnego piose
                  > nkarza. Wyrażała ona, że tak sobie rzucę eufemizmem, dużą ociężałość duchową. F
                  > akt, że Elvis miał - i ma nadal - miliony rozkochanych w nim fanek, mógłby świa
                  > dczyć o tym, że mnóstwo dziewcząt i kobiet albo w ogóle nie spogląda mężczyznom
                  > w twarze, albo zwyczajnie nie odznacza się psychologiczną intuicją."

                  O matko jedyna. Czy to było poprzedzone lub zakończone jakaś myślą rozcieńczającą jadowitość wypowiedzi? Bo to już mniejsza o tego Elvisa, nic mu nie ubędzie od krytyki ze strony MM. Rozbijający jest fragment, w którym autorka sugeruje własną niezawodną biegłość w czytaniu ludzkich charakterów na podstawie samych tylko zdjęć ocenianych delikwentów (no, chyba że MM znała Elvisa osobiście, to co innego).

                  • sowca Re: No i wyjszło... 22.06.20, 20:29
                    Owzem, odnosiło się to do tego, że Gburek przypominał Elvisa. Zatem było jasne, że Aurelia z Gburkiem nie będzie, bo Gburek prezentuje ociężałość duchową.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka