Dodaj do ulubionych

Pyziak z "Czarnej polewki" a Pyziak z "McDusi"

09.09.20, 09:30
Dzień dobry bardzo serdeczne, dyskretnie podczytuję forum od jakiegoś czasu, ale odzywam się po raz pierwszy. Zwykle nurtujące mnie kwestie udawało mi się odnaleźć w już istniejących wątkach, ale tę jedną mam ciągle – jak to się ładnie mówi – nieogarniętą. Otóż nie czytałam "Czarnej polewki", więc opis przyjazdu Pyziaka na (drugi) ślub Laury w "McDusi" wydawał mi się w miarę prawdopodobny do wystąpienia w rzeczywistości. Owszem, wizyta na Roosevelta jest średnio logicznie napisana (Pyziak siedzi tam nie wiadomo ile, nie wiadomo po co, niewiele z tego nie wynika poza tym, że Laura może dołożyć pean do wspaniałości Gabrieli w postaci "Skoro opuściłeś taką kobietę jak mama!", Grzegorz zagubił się w akcji i odnalazł się dopiero, gdy potrzebny był szofer, i tak dalej), ale pewne rzeczy wydawały mi się oczywiste po tym, jak dawno niewidziany ojciec przyjeżdża na ślub córki (ogólna niezręczność sytuacji, jakieś wspomnienia z przeszłości typu "tu stał telewizor", Łusia nie do końca rozumiejąca, o co tu chodzi, traktuje go jak każdego swoim słowotokiem i wymądrzaniem się, itd.). Tymczasem, po dokładniejszym zapoznaniu się z fabułą CP dowiedziałam się iż Pyziak stosunkowo niedawno powrócił i miał okazję porozmawiać z rodziną B., wiózł weselników, szedł gdzieś z Łusią (!) za rękę (!), coś tam miło wspominał... Wikipedia podaje wręcz, że prosił o wybaczenie. Słowem - po tych informacjach moje zrozumienie dla sytuacji z "McDusi" zmalało niemal do zera. Dlaczego oni wszyscy zachowują się tak, jakby go widzieli po raz pierwszy od 25 lat? Czemu Gabriela jest zdumiona, że przyjechał, skoro na pierwszy ślub przyjechał takoż? Czy oni (ktokolwiek z nich) wyjaśniał komuś coś? Czy Janusz Pyziak miał szansę na powiedzenie z dwóch zdań na temat swojego odejścia i życia po nim? Wspominał tę drugą rodzinę (ze zdjęcia w TiR)? Czemu Łusia nie mówi na niego „wujek”, tylko jest on dla niej śmiesznym panem, nadużywającym zaimka "ja"? A prezent? Pyziak coś kupił na poprzedni ślub i się nie spodobało, więc wyskoczył z Kitchen Aidem, żeby temu zadośćuczynić, ale znów nie trafił? Jak się w ogóle jego poprzedni przyjazd zakończył? Może obie strony ostatecznie powiedziały sobie coś niezbyt miłego, stąd taki a nie inny przebieg wizyty ojca marnotrawnego przed ślubem Laury i Adama? Na ten moment mam wrażenie, iż oba pyziakowe przyjazdy stanowią niezależne od siebie byty, z których nie wynika żaden ciąg przyczynowo skutkowy (bo dopiero drugie odwiedziny, połączone z udarem i wyznaniem CKNUKa ukoiły ból Gabrieli).
Potrzebuję jakiegoś racjonalnego połączenia obu tych przyjazdów w fabularną ciągłość i bardzo przepraszam, jeśli jest ono gdzieś opisane, a ja gapa go nie znalazłam. W takim przypadku proszę o link.
Obserwuj wątek
    • tt-tka Re: Pyziak z "Czarnej polewki" a Pyziak z "McDusi 09.09.20, 13:42
      Witaj, ach, witaj :)

      Pyziak poprzednio - w CP - przyjechal NIE na slub, poniewaz slub wyskoczyl znienacka jak diabel z pudelka, nie byl zapowiadany ani tym bardziej nikogo nie proszono. A w ogole koniec koncow nie odbyl sie.

      Po co przyjechal wtedy - nie wiadomo. On sam powiedzial, ze po przebaczenie, ale za co, od kogo itd czytelnik sie nie dowiaduje, nie mamy zadnej jego rozmowy z Gabonem ani z corkami. I oczywiscie niczego nam nie wyjasniono, zagmatwano tylko jeszcze bardziej, poniewaz z usciech Pyziaka (do Boreja to mowi) padaja miedzy innymi slowa "znane mi sa perypetie Gabrieli" i "naprawde dobrze ja wspominam".

      Natomiast kontakt pozniej, a przynajmniej namiary na Pyziaka byly, widac zostawil, bo na swoj slub w McD Laura go zaprosila. Wiedziala, dokad skierowac zaproszenie.

      Fabularnej ciaglosci miedzy jednym a drugim jego przyjazdem nie ma zadnej. Przynajmniej ja sie nie doszukalam.
      Na forum dominuje przekonanie, ze ten drugi przyjazd byl tylko po to, by altoressa mogla uwolnic Gabona od cienia wspolwiny za rozpad jej pierwszego malzenstwa - to Pyziak taki felerny, kochac nie umi i nigdy nikogo nie kochal, a Gabunia byla i pozostaje bez skazy i zmazy nocnej, dziennej i popoludniowej.
      • sanfran_84 Re: Pyziak z "Czarnej polewki" a Pyziak z 09.09.20, 14:13
        tt-tka napisała:

        > Witaj, ach, witaj :)

        Bardzo dziękuję, miło mi :)

        > Pyziak poprzednio - w CP - przyjechal NIE na slub, poniewaz slub wyskoczyl znie
        > nacka jak diabel z pudelka, nie byl zapowiadany ani tym bardziej nikogo nie pro
        > szono. A w ogole koniec koncow nie odbyl sie.

        Fakt. Oczywiście wiedziałam, iż ślub miał być brany w tajemnicy, w ostatniej chwili wydanej, ale w związku z tym, iż książki nie czytałam, to jakoś mi się przyjazd Pyziaka bezpośrednio ze ślubem skojarzył. Jak to się jednak stało, że Janusz na ten ślub zaciągnięty został? Wpadł do kuchni Borejków na kawę, a oni mu na to "Fajnie, że wpadłeś, ale wiesz... Mamy trochę mało czasu, bo twoja druga córka akurat bierze potajemny ślub i musimy się na nim stawić"?

        >
        > Po co przyjechal wtedy - nie wiadomo. On sam powiedzial, ze po przebaczenie, al
        > e za co, od kogo itd czytelnik sie nie dowiaduje, nie mamy zadnej jego rozmowy
        > z Gabonem ani z corkami. I oczywiscie niczego nam nie wyjasniono, zagmatwano ty
        > lko jeszcze bardziej, poniewaz z usciech Pyziaka (do Boreja to mowi) padaja mie
        > dzy innymi slowa "znane mi sa perypetie Gabrieli" i "naprawde dobrze ja wspomin
        > am"

        No i właśnie do takich urywków jego wypowiedzi doszłam, i myślałam, że to są urywki. A wygląda na to, że to było wszystko, co miał do powiedzenia.


        > Fabularnej ciaglosci miedzy jednym a drugim jego przyjazdem nie ma zadnej. Przy
        > najmniej ja sie nie doszukalam.
        > Na forum dominuje przekonanie, ze ten drugi przyjazd byl tylko po to, by altore
        > ssa mogla uwolnic Gabona od cienia wspolwiny za rozpad jej pierwszego malzenstw
        > a - to Pyziak taki felerny, kochac nie umi i nigdy nikogo nie kochal, a Gabunia
        > byla i pozostaje bez skazy i zmazy nocnej, dziennej i popoludniowej.
        >

        Pytanie, do czego w takim razie (fabularnie) był potrzebny ten pierwszy przyjazd? Czy miał zostać w kolejnej części rozwinięty w inny sposób, tak jak się wydawało, iż w inny sposób zostanie rozwinięty wątek Magdy (ten przyjazd z torbą pełną książek, itp.)? W tym momencie to faktycznie wygląda na to, iż wizyta z McDusi mogła bez problemu być samodzielną wizytą po latach, przyjazd z CP ani na nią nie wpłynął (wszyscy, łącznie z narratorem, są źli lub mają żal do Pyziaka), ani nie przybliżył nam losów Pyziaka po wyjściu z więzienia (dalej nie wiadomo, co się z nim działo, co z tą rodziną ze zdjęcia u Almy, itp.).

        Ogólnie, porzucenie Gabrieli z dziećmi przez Janusza mogłoby być naprawdę udanym wątkiem, i to nawet pomimo faktu, iż sympatyczna skądinąd postać w wieku nastoletnim jako dorosły zmieniłaby się w opuszczającego rodzinę drania. Tylko ten wątek w ogóle nie został napisany. Wszystkie istotne rzeczy dzieją się dla czytelnika poza kadrem, a my nie widzimy nawet pól rozmowy między młodym małżeństwem, które mogłoby choćby zwiastować takie kłopoty. Nie da się nie odnieść wrażenia, że Pyziak stał się figurą, a nawet - można by rzec śladem za filmowcami - McGuffinem. Jest wyciągany z czeluści niczym królik, gdy potrzebne jest pokazanie dzielności lub cierpień Gabrieli, gdy sprawiająca (także przez niego) kłopoty Laura musi mieć pretekst by uciec z domu, gdy potrzebny jest cham w korku i tak dalej. Ale jego historii (nawet przykrej czy stawiającej go naprawdę w złym świetle, ale historii, która by nam przybliżała choćby jego punkt widzenia i jego losy) po prostu nie ma. Wydaje mi się, że o to też część czytelniczek/ków ma żal - Pyziak jest zły i już, nie wiadomo dlaczego, nie wiadomo co się z nim działo, ale jest zły, Gabriela jest dobra, koniec, kropka. Szkoda, że na Roosevelta nie straszyli nim dzieci (bądź grzeczny, bo przyjdzie Pyziak i cię porwie do Niemiec. Albo do Australii).
        • tt-tka Re: Pyziak z "Czarnej polewki" a Pyziak z 09.09.20, 17:51
          sanfran_84 napisał(a):


          > Fakt. Oczywiście wiedziałam, iż ślub miał być brany w tajemnicy, w ostatniej ch
          > wili wydanej, ale w związku z tym, iż książki nie czytałam, to jakoś mi się prz
          > yjazd Pyziaka bezpośrednio ze ślubem skojarzył. Jak to się jednak stało, że Jan
          > usz na ten ślub zaciągnięty został?

          Jako szofer Borejkow. Albo Strybow, nie pamietam. Wtedy przyjechal autkiem, a oni wszyscy do tego Smielowa na wariata... wobec tego, ze srodek transportu byl potrzebny, zawieszono urazy i pogoniono Pyziaka do szoferowania.



          > No i właśnie do takich urywków jego wypowiedzi doszłam, i myślałam, że to są ur
          > ywki. A wygląda na to, że to było wszystko, co miał do powiedzenia.


          Niewykluczone, ze mial do powiedzenia wiecej, moze nawet znacznie wiecej, ale nie zostal dopuszczony do glosu przez altoresse. Nie beda czytelnicy sluchac, co tam jakis Pyziak gledzi, to przeciez jasne.


          >
          > Pytanie, do czego w takim razie (fabularnie) był potrzebny ten pierwszy przyjaz
          > d? Czy miał zostać w kolejnej części rozwinięty w inny sposób,

          Nie sadze. Zgadzam sie z Bupu, ze to mialo zamknac sprawe, przyjechal prosic o wybaczenie, czyli ze winny... tylko czytelnictwo zaczelo sie czepiac, ze w zasadzie nic nie zostalo powiedziane ani wyjasnione. Wiec stad powrot juz z wyraznym ckukostwem, ktore calkiem zdaniem MM uwalnia gabona od odpowiedzialnosci za jej malzenstwo.




          > Ogólnie, porzucenie Gabrieli z dziećmi przez Janusza mogłoby być naprawdę udany
          > m wątkiem (...) Tylko ten wątek w ogóle nie został napisany.

          No wlasnie.
          MM oczekiwala zapewne poparcia w ciemno, a czytelniczki juz troche znajace zycie zaczely marudzic...

          PS na Rusfelta nie straszono dzieci Pyziakiem, bo zadzialo sie odwrotnie - to zua Laura uzywala tego potwora do udreczania swej matki, nieprawdaz :P
          • sanfran_84 Re: Pyziak z "Czarnej polewki" a Pyziak z 09.09.20, 20:51
            tt-tka napisała:

            >
            > Nie sadze. Zgadzam sie z Bupu, ze to mialo zamknac sprawe, przyjechal prosic o
            > wybaczenie, czyli ze winny... tylko czytelnictwo zaczelo sie czepiac, ze w zasa
            > dzie nic nie zostalo powiedziane ani wyjasnione. Wiec stad powrot juz z wyrazn
            > ym ckukostwem, ktore calkiem zdaniem MM uwalnia gabona od odpowiedzialnosci za
            > jej malzenstwo.
            >

            Jednak takie mocno na słowo honoru to pragnienie wybaczenia musiało być, skoro – jak rozumiem - ani nie skierował tego bezpośrednio do Gabrieli, ani do córek, tylko tak sobie rzucił w przestrzeń, zapewne w rozmowie z Ignacem albo Milą. Jeśli pani Musierowicz uważała, że to kończy, a nie rozpoczyna sprawę wybaczania i rozliczeń z życiem, to chyba faktycznie chciała ciąć ten wątek na hop siup sekatorem, żeby już ta kreatura przybyła z niebytu dała jej spokój. Albo znów miała zamiar coś poza kadrem ukręcić.

            > PS na Rusfelta nie straszono dzieci Pyziakiem, bo zadzialo sie odwrotnie - to z
            > ua Laura uzywala tego potwora do udreczania swej matki, nieprawdaz :P
            >

            No tak, swoją funkcję czarnej wołgi Pyziak tak czy siak spełnił - tylko w stosunku do dorosłej byłej żony ;)
    • bupu Re: Pyziak z "Czarnej polewki" a Pyziak z "McDusi 09.09.20, 14:00
      Ni dostaniesz ciągłości tudzież tego tam przyczynowo-skutkowego, bo ni ma. Sensu też ni ma, sens uciekł z tej opowieści już dawno i z rozgłośnym wrzaskiem. Po prostu Autoressa wyciągnęła pyziacze truchło z szafy po raz ostatni żeby udowodnić wszystkim (a najbardziej pewnemu wrednemu forumowi bez czółka), że święta Gabryjella Jeżycka, Męczennica od Pypypy... ziaka, jest niepokalana bo cała wina spoczywa na klopsowatych barkach tego CKNUKa Juliusza Pyzy. Kochać nie umiał, taki wadliwy, no to co biedna święta, prawdaż, mogła.

      Dlatego właśnie cała rodzina Borejków Co Nie Gardzą pastwi się solidarnie nad gościem, łącznie z Łucyją Grammarnazi oraz Larwą, która sama osobiście wszakże tatusia na ślub swój zaprosiła. Wychodzi na to, że celem upokorzenia, głównie. A CKNUK siedzi i masochistycznie cierpi, albowiem Imperatyw Odautorski mu każe, chociaż każdy normalny człowiek ewakuowałby się z Rusfelta po pierwszych pięciu minutach rozrywki.
      • sanfran_84 Re: Pyziak z "Czarnej polewki" a Pyziak z 09.09.20, 14:25
        bupu napisała:

        > Po prostu Autoressa wyciągnęła pyziacze truchło z szafy po raz ostatni

        Dziękuję za odpowiedź. Tym bardziej nie rozumiem, czemu wyciągnęła je wcześniej w CP i czemu nijak to nie wpłynęło na stosunki pomiędzy Pyziakiem a rodziną B (poza tym, że - jak wspomniała tt-tka - Laura musiała złapać z ojcem kontakt, żeby mieć gdzie wysłać zaproszenie na ślub z Aaaaadaaaamem).
        >
        > Dlatego właśnie cała rodzina Borejków Co Nie Gardzą pastwi się solidarnie nad g
        > ościem, łącznie z Łucyją Grammarnazi oraz Larwą, która sama osobiście wszakże t
        > atusia na ślub swój zaprosiła. Wychodzi na to, że celem upokorzenia, głównie. A
        > CKNUK siedzi i masochistycznie cierpi, albowiem Imperatyw Odautorski mu każe,
        > chociaż każdy normalny człowiek ewakuowałby się z Rusfelta po pierwszych pięciu
        > minutach rozrywki.
        >

        Oj, ta sytuacja jest naprawdę jest niemiła i nie chciałabym być wtedy Pyziakiem, ale inaczej się ją odbiera, gdy się myśli, że zły i niedający znaku życia ojciec nagle wpadł na ślub po iks latach niewidzenia się z córką, a inaczej, gdy się czytelnik dowiaduje, że jednak że ten zły ojciec stosunkowo niedawno w skromne progi Roosevelta zawitał i w jakieś tam interakcje z rodziną wchodził. Co oczywiście nie zmienia faktu, iż to kilkugodzinne siedzenie w kuchni nie ma żadnego sensownego uzasadnienia, poza posiadaniem Pyziaka pod ręką, co by go od czasu do czasu pogrążyć. Przecież Laura wysłała zapewne zaproszenie na ślub do Kostrzyna, a nie do sterczenia kilka godzin przez ślubem w borejczej kuchni.
        • bupu Re: Pyziak z "Czarnej polewki" a Pyziak z 09.09.20, 16:03
          sanfran_84 napisał(a):

          > bupu napisała:
          >
          > > Po prostu Autoressa wyciągnęła pyziacze truchło z szafy po raz ostatni
          >
          > Dziękuję za odpowiedź. Tym bardziej nie rozumiem, czemu wyciągnęła je wcześniej
          > w CP i czemu nijak to nie wpłynęło na stosunki pomiędzy Pyziakiem a rodziną B
          > (poza tym, że - jak wspomniała tt-tka - Laura musiała złapać z ojcem kontakt, ż
          > eby mieć gdzie wysłać zaproszenie na ślub z Aaaaadaaaamem).

          Mniemam, że Pyziak w Sprężynie pojawił się w celu zamknięcia własnego wątku. No ale publika nie dała się wziąć na plewy i dalej bubrotała, że bez sensu, a co gorsza, że Gaba nie wania świętością. Trzeba było zatem otworzyć kryptkę i wywlec Pyziaka apiać na światło dzienne, tym razem w szatach sklopsiałego CKNUKa.





          > Oj, ta sytuacja jest naprawdę jest niemiła i nie chciałabym być wtedy Pyziakiem
          > , ale inaczej się ją odbiera, gdy się myśli, że zły i niedający znaku życia ojc
          > iec nagle wpadł na ślub po iks latach niewidzenia się z córką, a inaczej, gdy s
          > ię czytelnik dowiaduje, że jednak że ten zły ojciec stosunkowo niedawno w skrom
          > ne progi Roosevelta zawitał i w jakieś tam interakcje z rodziną wchodził. Co oc
          > zywiście nie zmienia faktu, iż to kilkugodzinne siedzenie w kuchni nie ma żadne
          > go sensownego uzasadnienia, poza posiadaniem Pyziaka pod ręką, co by go od czas
          > u do czasu pogrążyć. Przecież Laura wysłała zapewne zaproszenie na ślub do Kost
          > rzyna, a nie do sterczenia kilka godzin przez ślubem w borejczej kuchni.

          No toteż mówię, Pyziak w kuchni był potrzebny wyłącznie do kanonizacji Gaby. Dlatego kisi się tam bez sensu.
          • sanfran_84 Re: Pyziak z "Czarnej polewki" a Pyziak z 09.09.20, 20:52
            bupu napisała:

            > Mniemam, że Pyziak w Sprężynie pojawił się w celu zamknięcia własnego wątku. No
            > ale publika nie dała się wziąć na plewy i dalej bubrotała, że bez sensu, a co
            > gorsza, że Gaba nie wania świętością. Trzeba było zatem otworzyć kryptkę i wywl
            > ec Pyziaka apiać na światło dzienne, tym razem w szatach sklopsiałego CKNUKa.
            >
            No właśnie, pytanie – czemu został wywleczony bez ładu i składu, zamiast jakoś powiązać to z jego poprzednim pojawieniem się. Zbyt dużo sympatii wbrew intencji autorki wzbudził u czytelników CP, stąd cknukowaty klops z pustymi, podkrążonymi oczami?
    • guineapigs Re: Pyziak z "Czarnej polewki" a Pyziak z "McDusi 09.09.20, 18:52
      Witojcie, lelkamtujcie, zdrastwujcie.
      Ale z nas chamidla… Kobita przychodzi z dobrym slowem, a tu ani herbatki, ani jelitka, ani nawet palta. Wstyd. No to nasci, safran, i herbatke, i jelitko, i palto. Palto co prawda Inki, ale calkiem jeszcze dobre.

      Na szczescie nie pamietam ani CzP ani McDusi (czytalam co prawda, ale dzieki Boru nic nie pamietam), ale musze stwierdzic, iz PYZIAK jest naprawde fascynujaca postacia. Kto wie, moze przypadkowo MM stworzyla jedna z najbardziej tajemniczych postaci w literaturze polskiej?
      Jest taka starozytna zasada, ze aby wyrobic sobie poglad o kims, to trzeba znac obie alteraparsy. I tu mamy problem, bo my - czytelnicy - nie znamy nawet jedej alteraparsy, a co dopiero mowic o drugiej.
      Podano nam to w taki sposob: najpierw Pyziak byl normalnym podrywaczem jakich pelno w kazdym kolektywie mlodziezowym (dzis to sie mowi: badboy), potem go Gaba przemienila/wyprostowala i stal sie fajnym chlopakiem (aktywny uczestnik ESD, Czaplinek => najwyrazniej powazne zamiary co do Gaby), potem nagle znika gdzies w Niemczech/Australii, potem sle telegram ze chce pierogow. A potem rozwod.)
      To tak, jakby ktos napisal: 'I pan Skrzetuski pojechal szukac Heleny, i mial wiele przygod ciekawych jak nie wiem co, ale sie w koncu ozenil z Helena'. Moze splycam, ale moim zdaniem tak mniej wiecej przedstawila MM historie malzenstwa Gaby i Pyziaka. A co ma na ten temat do powiedzenia Pyziak - to tylko tyle, ze jest CNUKIEM. Siedzi ze spuszczona glowa w kuchni, daje soba pomiatac, a rownoczesnie na szosie jest chamem jak z obrazka i kazdemu kto podejdzie to tak wy….ie z liscia, ze lomatulu.
      Wiemy jeszczem ze Mila od razu wiedziala, jaki to gagatek (niby jak i skad? Nie wiadomo), a Ignac Juliusza lubil (to wiemy).
      Wiemy zatem, ze to zly mezczyzna byl, chociaz nie wiemy, dlaczego. Tzn. wiemy, ze byl zly, bo chcial sie rozwiesc z Gaba (jak smial!), ale nic ie wiemy o tym, dlaczego chcial sie z Gaba rozwiesc. Nie znamy jego opinii. Oczywiscie oprocz tego napisanego post factum, ze byl po prostu zly i nie umial kochac. Za to Grzes umie kochac - siedzi w kacie, miesza co mu dadza i zapomina, ze zyje i ze ma inne dzieci procz tych z Gaba i Gaby osobistych. No szczyt milosci rodzinnej.
      A tak na marginesie, to bardzo zlym czlowiekiem jest Alma. Cokolwiek mysli nt. rodziny brata, to nie powinna tego wyrazac w stosunku do goraczkujacego, zagubionego dziecka. Jakim trzeba byc chamem by choremu dzieciakowi mowic cokolwiek o watpliwosciach nt. prowadzenia sie jego mamy? Nawet nie choremu, ale i zdrowemu? Jakiemukolwiek? Paskudny typ.
      Mam takie podejrzenie, ze mimo wszystko Pyziak sie udal MM najbardziej. Mozna powiedziec, ze dzielo przeroslo mistrza. No bo co tak naprawde tam zaszlo, pomiedzy Gaba i Rodzina a Pyziakiem - to chyba tylko Bog i Diabel wiedza.
      • sanfran_84 Re: Pyziak z "Czarnej polewki" a Pyziak z 09.09.20, 20:59
        guineapigs napisała:

        > Witojcie, lelkamtujcie, zdrastwujcie.
        > Ale z nas chamidla… Kobita przychodzi z dobrym slowem, a tu ani herbatki, ani j
        > elitka, ani nawet palta. Wstyd. No to nasci, safran, i herbatke, i jelitko, i p
        > alto. Palto co prawda Inki, ale calkiem jeszcze dobre.

        Dziękuję Waćpani za hojne dary, które natenczas onegdaj przyjmuję uniżono!

        > Na szczescie nie pamietam ani CzP ani McDusi (czytalam co prawda, ale dzieki Bo
        > ru nic nie pamietam), ale musze stwierdzic, iz PYZIAK jest naprawde fascynujaca
        > postacia. Kto wie, moze przypadkowo MM stworzyla jedna z najbardziej tajemnicz
        > ych postaci w literaturze polskiej?

        Mnie na pewno zafascynował, może nawet nie tyle jako on sam, osobiście, jako 50 twarzy Pyziaka, ile sposób poprowadzenia jego historii i wyraźna niechęć, jaką wzbudził w autorce. Już nie mówiąc o tym, że to powinny być (chyba) dwie niezależne rzeczy – wydaje mi się, że można o nielubianej postaci napisać dobrą opowieść. A tu wygląda to tak, jakby autorka się na Pyziaka najzwyczajniej w świecie obraziła i wspomina go mocno niechętnie, tylko wtedy gdy już musi i ogólnie, najlepiej się czuje, gdy jest on fantomem wiszącym nad cierpieniem i dzielnością Gabrieli. Gdy tylko trzeba coś o nim rzeczowego napisać, to najpierw wychodzi jej nietrzymające się kupy nie wiadomo co, a potem dosłownie ciężki klops.

        > Podano nam to w taki sposob: najpierw Pyziak byl normalnym podrywaczem jakich p
        > elno w kazdym kolektywie mlodziezowym (dzis to sie mowi: badboy), potem go Gaba
        > przemienila/wyprostowala i stal sie fajnym chlopakiem (aktywny uczestnik ESD,
        > Czaplinek => najwyrazniej powazne zamiary co do Gaby), potem nagle znika gd
        > zies w Niemczech/Australii, potem sle telegram ze chce pierogow. A potem rozwod
        > .)

        Właśnie, widziałam gdzieś na forum próbę rekonstrukcji czasowej tych wydarzeń i z niej wynikało, iż albo Laura została poczęta w niemieckim więzieniu, albo Gabriela do ślubu szła z Różą pod sercem, chociaż fabularnie nie było o tym mowy, i inne takie niejasności. To niezgrywanie się w czasie pewnie jest pochodną tego, że pani Musierowicz początkowo z Janusza żadnego CKNUKa robić nie chciała, gdzieś jej w trakcie taki wyszedł. Dopisała mu post factum tyle rzeczy, że się one ze sobą nie zgrywają.


        > To tak, jakby ktos napisal: 'I pan Skrzetuski pojechal szukac Heleny, i mial wi
        > ele przygod ciekawych jak nie wiem co, ale sie w koncu ozenil z Helena'.

        Albo gdyby w „Potopie” Zagłoba tłumaczył Wołodyjowskiemu, że Skrzetuski z Heleną już nie jest, ale nie wiadomo, co między nimi zaszło, bo ostatnio widzieliśmy ich szczęśliwych po tym, jak Skrzetuski Bohuna wypuścił. Wiemy tylko, że Skrzetuski cierpi a o Helenie wspominać nie można, bo od razu ma on ochotę rzucać się samotnie na wrogie armie. I jest dzielny, bardzo dzielny – przepraszam, nie mogłam się powstrzymać ;)


        > Wiemy zatem, ze to zly mezczyzna byl, chociaz nie wiemy, dlaczego. Tzn. wiemy,
        > ze byl zly, bo chcial sie rozwiesc z Gaba (jak smial!), ale nic ie wiemy o tym,
        > dlaczego chcial sie z Gaba rozwiesc. Nie znamy jego opinii. Oczywiscie oprocz
        > tego napisanego post factum, ze byl po prostu zly i nie umial kochac.

        No i nie było nam jej dane poznać do końca, bo dla mnie wyznanie CKNUKa było zbyt grubymi nićmi szyte, żeby je wziąć na poważnie. Powtórzę się, ale naprawdę nie rozumiem: czemu Pyziak nie może przejść pani Musierowicz przez klawiaturę, niczym Gabie przez usta złożone w podkówkę i drżącą brodę. Przecież gdyby przedstawiła całe to rozstanie, porzucenie i dalsze jego losy w jakiś logiczny sposób, mający ręce i nogi, to mimo sympatii, jaką mógł Janusz mógł wzbudzić jako nastolatek, a później narzeczony Gabrieli, to nie wierzę, że czytelnicy w dalszym ciągu murem za „Juliuszem” by stali, gdyby książkowe wydarzenia pokazywały, iż wina była ewidentnie jego (np. poznał na winobraniu jakąś kobietę, zakochał się i porzucił dla niej rodzinę). Bronimy go, bo widzimy, że za dużo danych w tej historii brakuje, żeby tak prosto przeciwstawić dobrą Gabrielę i złego Janusza.

        > A tak na marginesie, to bardzo zlym czlowiekiem jest Alma.

        Paskudny typ, to prawda, ale służy jedynie do tego, żeby jeszcze bardziej Pyziaka zohydzić – przecież TAKI ZŁOL nie mógł mieć dobrej siostry, ona musi być także zła, ach jak zła.

        > Mam takie podejrzenie, ze mimo wszystko Pyziak sie udal MM najbardziej. Mozna p
        > owiedziec, ze dzielo przeroslo mistrza. No bo co tak naprawde tam zaszlo, pomie
        > dzy Gaba i Rodzina a Pyziakiem - to chyba tylko Bog i Diabel wiedza.

        No tak, pozostawiono w tej historii tyle niedomówień, że czytelnicy podążający za intencjami autorki zinterpretują ją sobie po swojemu, czytelnicy, którym się wizja odautorska z opisywaną rzeczywistością nie do końca zgrywa, uzupełnią sobie białe plamy po swojemu – i każdy będzie miał argumenty na swoją tezę. Dlatego Janusz Pyziak będzie dalej sobie wisiał w tle historii rodu Borejków, pomimo pozbycia się go jako CKNUKa i wysłania pospiesznym do Berlina.
    • bez_zarzutu Re: Pyziak z "Czarnej polewki" a Pyziak z "McDusi 09.09.20, 19:52
      Uwaga, zahaczę o religię/poglądy, wrażliwe osoby uprasza się o opuszczenie pomieszczenia.

      Mam taką teorię- może ją komuś z forum podkradłam- że w czasie między S a McAbrą MM się nieco światopogląd zmienił. Otóż. Pojawienie się i coming out Pyziaka ma na celu unieważnienie małżeństwa Gabrieli. Jasne, że nie napisane jest to wprost, ale czy bycie CNUKiem nie oznacza kompletnej niedojrzałości do małżeństwa? Ergo, Gabryjela wchodząc w drugie małżeństwo wchodzi w nie de facto dziewicza. Nie mieszam tutaj Religii przez wielkie Re, raczej chodzi mi o skarlałą i przyziemną jej wersję- która w McDusi pojawia również się pod postacią Laury "Masz grzecha" Pyziak.
      Janusz wyznaje, że małżeństwo było nieważne bo jest CNUKiem, Gabrielli jest tak dobrze i błogo, bo przed sobą może uznać je za niebyłe, Janusz zwija się i znika na wieki (według autorki w KK, czy dobrze pamiętam to miłosierne przesłanie?).
      • sanfran_84 Re: Pyziak z "Czarnej polewki" a Pyziak z 09.09.20, 21:12
        bez_zarzutu napisał(a):

        > Mam taką teorię- może ją komuś z forum podkradłam- że w czasie między S a McAbr
        > ą MM się nieco światopogląd zmienił. Otóż. Pojawienie się i coming out Pyziaka
        > ma na celu unieważnienie małżeństwa Gabrieli.

        Nie czuję się na siłach, by fabularnie tę tezę bronić lub obalać, ale gdyby autorka nie opisała, że ślub był jeno cywilny, to pewnie wyznanie CKNUKa miałoby duże szanse na stanowienie argumentu na do stwierdzenia nieważności ślubu kościelnego. Gdyby Janusz przed jakimś kolegium, czy jak to się odbywa (przepraszam, nie korzystałam z tej procedury) wyznał, iż w momencie brania ślubu nie kochał, bo do kochania on niezdolny, to pewnie mogłoby to stanowić powód do stwierdzenia nieważności. Rozumiem, że Twoja teza odnosi się do podobnych rozliczeń, tylko osobistych i uczuciowych (bo wiemy, że formalne nie zaszły - tu cytat z "Nie ma mocnych" - "Eeee tam, ślubu nie było" ;)). Takie unieważnienie w cudzysłowie, żeby Gabrieli się zorientowała, że to w sumie żaden mąż był, bo on tego nie czuł.
        Mnie oczywiście takie rozwiązanie (w sensie - to, co zaprezentowała MM) nie przekonuje, to bardzo duże uproszczenie jest i po fakcie wygląda jak sklejane na kolanie. Nie wiem, czemu Gabrieli się od tego lepiej w "McDusi" zrobiło.
        • tt-tka Re: Pyziak z "Czarnej polewki" a Pyziak z 09.09.20, 21:22
          A to akurat moge wyjasnic :), tzn czemu Gabonowi sie lepiej zrobilo.

          Po primo, jego wyznanie ja uniewinnia calkowicie w oczach innych zdaniem MM (bo we wlasnych to ona i tak zawsze sie czula w porzadku). Taki felerny, ze kochac nie umi, to niechby ona na cyckach zatanczyla i nie wiadomo jak sie starala, i tak nic by z tego nie bylo. Jako ze on felerny.

          Po secundo zas, wychodzi tu (zapewne niechcacy) bardzo paskudna cecha charakteru Gabona, spojna z jej roznymi "lituje sie nad wszystkimi, bo wszyscy sa tacy biedni", "jakas wielka kleska Janusza stala za tym wyznaniem" - jemu zle, przegrany taki, wiec jej od razu lepiej. Bo jej ogolnie robi sie lepiej, kiedy komus jest gorzej.
          • sanfran_84 Re: Pyziak z "Czarnej polewki" a Pyziak z 09.09.20, 21:40
            tt-tka napisała:

            > A to akurat moge wyjasnic :), tzn czemu Gabonowi sie lepiej zrobilo.
            >
            > Po primo, jego wyznanie ja uniewinnia calkowicie w oczach innych zdaniem MM (bo
            > we wlasnych to ona i tak zawsze sie czula w porzadku). Taki felerny, ze kochac
            > nie umi, to niechby ona na cyckach zatanczyla i nie wiadomo jak sie starala, i
            > tak nic by z tego nie bylo. Jako ze on felerny.

            Ja właśnie tych intencji autorki pojąć nie mogę, może inaczej: na etapie McD to pewnie już zbyt dużych możliwości manewru ona nie miała. Zbyt mocno "zapuściła' tę historię, zbyt mało informacji o Januszu wcześniej podała, zbyt bardzo polegała na tym, iż jeśli napisze, że był zły. bo. opuścił. Gabrielę, to czytelnicy łykną, że był zły, bo opuścił Gabrielę, nie ma że jakieś tam racje drugiej strony przedstawiać trzeba i coś tam opisywać poza zdawkowymi informacjami o więzieniach i staniu w korku. Okazało się niestety, że dla części czytelników takie proste to nie jest i trzeba było machnąć Januszowi jakiś feler, żeby już te marudy się odczepiły i nie pytały "dlaczego tak, dlaczego nie inaczej?". Pamiętam z tych opisów z McDusi, że Janusz chyba ani razu nie został opisany w sposób neutralny, nawet wzroku hardo unikał (tak jak Laura kisiel jadła buntowniczo czy jakoś ;)), same negatywne epitety przy nim były, a potem bach! No CKNUK jak żywy i po co była ta cała chryja? No właśnie, pani Małgorzato, po co? Po co wprowadzać wątek, którego się nie czuje i nie potrafi opisać, i na nim budować cierpienia i wspaniałość jednej z głównych postaci cyklu?

            >
            > Po secundo zas, wychodzi tu (zapewne niechcacy) bardzo paskudna cecha charakter
            > u Gabona, spojna z jej roznymi "lituje sie nad wszystkimi, bo wszyscy sa tacy b
            > iedni", "jakas wielka kleska Janusza stala za tym wyznaniem" - jemu zle, przegr
            > any taki, wiec jej od razu lepiej. Bo jej ogolnie robi sie lepiej, kiedy komus
            > jest gorzej.
            >

            Tak, to już całkiem przykre było. Do tego taką klęskę poniósł, niech sobie jedzie w cholerę i czterech liter nie zawraca. A to, że w dalszym ciągu jest ojcem dzieci (jakim jest, takim jest, ale jest i jakąś wolę w stosunku do nich poprzez te przyjazdy, zwłaszcza na proszony ślub, wykazał) i dziadkiem wnucząt, to co tam. Nie ma sensu próbować go choćby szczątkowo przywracać na łono rodziny czy jakiś tam kontakt próbować zachować, bo jeszcze by małe dzieci CKNUKowatością przesiąkły.
            • tt-tka Re: Pyziak z "Czarnej polewki" a Pyziak z 09.09.20, 22:38
              sanfran_84 napisał(a):

              >
              > Tak, to już całkiem przykre było. Do tego taką klęskę poniósł, niech sobie jedz
              > ie w cholerę i czterech liter nie zawraca. A to, że w dalszym ciągu jest ojcem
              > dzieci (jakim jest, takim jest, ale jest i jakąś wolę w stosunku do nich poprze
              > z te przyjazdy, zwłaszcza na proszony ślub, wykazał) i dziadkiem wnucząt, to co
              > tam. Nie ma sensu próbować go choćby szczątkowo przywracać na łono rodziny czy
              > jakiś tam kontakt próbować zachować, bo jeszcze by małe dzieci CKNUKowatością
              > przesiąkły.

              STOP.
              Zupelnie nie to jest motywacja Gabona, jej nie chodzi o dzieci i wnuki - w koncu Laura przesiakla ojcem nie widzac go nigdy w zyciu, co wiemy z Noelki, Imienin, TiR - tylko, jak zawsze, o nia sama. Ten lotr smial ja porzucic i to jest zbrodnia.
              Ygnac, Gizela, sama Gaba, nawet Laura koniec koncow zgodnie twierdza, ze Pyziak porzucil Gabriele, tylko i li, tylko ja skrzywdzil, tylko ona ma prawo wybaczyc albo nie wybaczac.
              • sanfran_84 Re: Pyziak z "Czarnej polewki" a Pyziak z 10.09.20, 11:34
                tt-tka napisała:

                Ten lotr smial ja porzucic i to
                > jest zbrodnia.
                > Ygnac, Gizela, sama Gaba, nawet Laura koniec koncow zgodnie twierdza, ze Pyziak
                > porzucil Gabriele, tylko i li, tylko ja skrzywdzil, tylko ona ma prawo wybaczy
                > c albo nie wybaczac.
                >
                I to jest właśnie kolejna słabość tej historii i kolejny argument za tym, że wątek jest źle poprowadzony. Odpisałam wcześniej, że MM najlepiej się czuje wtedy, gdy Pyziak robi za fantom, za ducha unoszącego się nad cierpieniem i dzielnością Gabrieli, i tylko do tego jest potrzebny. W momentach, w których pasowałoby opisać coś bardziej rzeczowego (choćby stosunek do córek w momencie podjęcia decyzji o rozstaniu z żoną), autorka robi uniki poprzez składanie wszystkich konsekwencji porzucenia wyłącznie na barki Gabrieli. Dzięki temu nie musi opisywać np. co Pyziak czuł porzucając córki, czy coś w ogóle czuł, a może wtedy nie czuł, za to teraz po latach zatęsknił, czy chce widzieć wnuczęta... MM nie ma z tym żadnego problemu, bo konsekwentnie prowadzi ten temat wyłącznie jako sprawa pomiędzy Gabrielą a Januszem. Nawet losy Pyziaka po porzuceniu rodziny są wspominane szczątkowo, mocno fragmentarycznie i nie tworzą żadnej spójnej opowieści. A powinny, nawet jeśli drań z premedytacją porzucił żonę z małymi dziećmi i stał się kryminalistą. Już nie mówiąc o tym, że skoro teraz w więzieniu nie siedzi i jakąś rodzinę ma/miał (?), to jednak wyszedł na prostą i to też mogło mieć wpływ na zmianę jego nastawienia i chęć porozumienia z dawną rodziną. Chociaż w sumie wiemy, że nie wyszedł, bo nie kochał Gabrieli, już nie ma dla niego żadnej nadziei na poprawę życia, niech klops wybywa do tych złych Niemców.
                • bupu Re: Pyziak z "Czarnej polewki" a Pyziak z 10.09.20, 12:58
                  sanfran_84 napisał(a):

                  > I to jest właśnie kolejna słabość tej historii i kolejny argument za tym, że wą
                  > tek jest źle poprowadzony. Odpisałam wcześniej, że MM najlepiej się czuje wtedy
                  > , gdy Pyziak robi za fantom, za ducha unoszącego się nad cierpieniem i dzielnoś
                  > cią Gabrieli, i tylko do tego jest potrzebny. W momentach, w których pasowałoby
                  > opisać coś bardziej rzeczowego (choćby stosunek do córek w momencie podjęcia d
                  > ecyzji o rozstaniu z żoną), autorka robi uniki poprzez składanie wszystkich kon
                  > sekwencji porzucenia wyłącznie na barki Gabrieli. Dzięki temu nie musi opisywać
                  > np. co Pyziak czuł porzucając córki, czy coś w ogóle czuł, a może wtedy nie cz
                  > uł, za to teraz po latach zatęsknił, czy chce widzieć wnuczęta...

                  Heh. Gorzej, że Autoressa nader konsekwentnie odmawia prawa do czucia czegokolwiek córkom Pyziaka. Porzucona jest Gabriela, wszelkie prawa do cierpienia w temacie ma zatem zastrzeżone. Córki mają udawać (jak wzorcowa Pyzunia) że tatuś nie istniał wcale i siedzieć z mor... twarzą w ku... kubek. Niebieski. Z meliską.

                  Zatem tak, masz rację, Widmo Pyziacze służy do upiększania wizerunku Gaby, jako dzielnej, bardzo dzielnej, świętej męczennicy. Li i jedynie.
        • kooreczka Re: Pyziak z "Czarnej polewki" a Pyziak z 09.09.20, 21:29
          W dużej części się zgadzam- może nie mieszałabym unieważnienia kościelnego, ale romantyczne przekonanie, że miłość jedna i na wieki i nie może się skończyć- bo gdyby tak było trzeba by zastanawiać się dlaczego i może doszukało własnej winy, a tak to tylko była jeno chuć.
          • sanfran_84 Re: Pyziak z "Czarnej polewki" a Pyziak z 09.09.20, 21:47
            kooreczka napisał:

            > W dużej części się zgadzam- może nie mieszałabym unieważnienia kościelnego, ale
            > romantyczne przekonanie, że miłość jedna i na wieki i nie może się skończyć- b
            > o gdyby tak było trzeba by zastanawiać się dlaczego i może doszukało własnej wi
            > ny, a tak to tylko była jeno chuć.

            Tak, właśnie o to mi chodziło - że Gabriela może dojść do wniosku, iż ślub był w wymiarze miłosno-romantycznym nieważny, bo miłości tam nie było, romantyzmu takoż. Pozostaje faktycznie sama chuć, ale Gaba w tamtym czasie tego nie wiedziała, więc jej chuć była jak najbardziej uzasadniona uczuciami i powinnością małżeńską, która w tamtym czasie obowiązywała jak najbardziej. Dlatego, tak jak pisałam wyżej, to jest dla mnie takie klejenie po latach, żeby jak nie popatrzeć, tak dobra Gabriela ma pozostać dobra, a zły klops zły - w końcu to on wtedy (jak się okazało po 25 latach) oszukiwał.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka