Dodaj do ulubionych

Ślub Laury - wersja alternatywna

13.01.21, 13:48
Ślub Laury (a raczej przygotowania do niego) to jedna z najgorszych scen w McDusi. Kretyńska akcja z ubieraniem panny młodej w stary kostium po babci, rozczesywanie jej fryzury, połączone w wyrywaniem włosów przez Adama, płacz Gabrieli i totalna niemoc reszty rodziny - każdego wrażliwego czytelnika wywoływały co najmniej zgrzytanie zębów.

A mogło być ZUPEŁNIE inaczej.
Na przykład tak: (początek MM, reszta moja, aczkolwiek inspirowana Jeżycjadą, z jednym prawie dosłownym cytatem)

5.
I welon! - dodała, łkając, Magda. - Zostały jej tylko buty.
- Za to - dwie pary - dostrzegła absurd Babi.
Siedziały przy kuchennym stole, a Magda zalewała go łzami, w kółko zdając wszystkim sprawę z tego, co zaszło, i zarazem tłumacząc gorąco, że nie miała na to żadnego wpływu.
Laura cierpiała na razie indywidualnie i na osobności, zaszyta w swoim pokoju, ale to też miało swoją siłę wyrazu, bowiem Gabriela dobijała się do jego drzwi. Były zamknięte na klucz, a dobijanie się nie odnosiło żadnego skutku.
Typowy dźwięk, towarzyszący działaniu dużego budzika stojącego na lodówce (a wskazującego godzinę trzynastą czterdzieści pięć), brzmiał obecnie dość dramatycznie i mógł ewentualnie się kojarzyć z tykaniem bomby zegarowej.

W przedpokoju dziadek z uporem godnym lepszej sprawy usiłował się dodzwonić do jakiejkolwiek wypożyczalni strojów wieczorowych.
Babi chodziła w kółeczko, próbując coś wymyślić, aczkolwiek jedyne, co jej przychodziło do głowy, to chęć uwiecznienia całej tej sytuacji w kolejnej sztuce, podpisanej pseudonimem Kal Amburka.
Grzegorz siedział bezradnie przy kuchennym stole, oparłszy głowę na rękach.
Po drugiej stronie stołu, w identycznej pozie siedział Janusz Pyziak.
Magda płakała, miażdżona potężnymi wyrzutami sumienia.
Ignaś cierpiał, patrząc na jej łzy.
Józef zgrzytał zębami i ostrzył scyzoryk o brzeg kamiennego garnka. Dźwięk ten zaintrygował babcię, która, tknięta krwawą wizją, rysującą się w jej wyobraźni, żwawo podeszła do wnuka.
- Józinku – zagaiła – masz jakiś konkretny zamiar?
- Yyyyy!!!! - doleciało znienacka z pokoju Laury. – Nnnie-e będzie-dzie żżadnego ślubuuuuu! Magda, ty świnioooo!!!
- Ciszej, na Jowisza – zakrzyknął dziadek od telefonu. - Dzwonię!
- A poza tym byłaś u spowiedzi! – wrzasnął Ignaś, nie mogąc znieść obelg miotanych przez siostrę w kierunku damy swego serca.
Magda, szlochając, po raz kolejny wyjaśniła wszystkim, że nie chciała.
- O mój Boże – jęknął Grzegorz. Dokładnie w tym samym momencie Pyziak jęknął „O mein Gott!” i z urazą spojrzał na Grzegorza.
Babi, z łowieckim błyskiem w oku, odwróciła się od Józinka i z zainteresowaniem popatrzyła na obu swoich zięciów. W jej umyśle, umyśle rasowego dramatopisarza, zaczynał się krystalizować zarys fabuły.
- CHOLERA JASNA!!!! – dobiegło od strony drzwi do pokoju Laury. Wszyscy jak na komendę odwrócili się w kierunku głosu, w którym brzmiało coś niepokojącego.
Głos należał do Gabrieli.
Najulubieńsza ciotka Józinka już nie waliła w drzwi, tylko stała, gryząc pięść. Tak to w każdym razie wyglądało. Po uważniejszym przyjrzeniu się dało się jednak zauważyć, że ciotka nie gryzła pięści, tylko trzymała ją przy ustach, starając się zatamować lecącą krew.
- Mamoooo – powiedział Ignaś słabym głosem i zwiotczał na krześle. Józinek spojrzał na niego z odrazą.
- Co za idiota – wycedziła Gabriela przez zęby – wbił tu gwóźdź w futrynę?!
- Gabrysiu – odezwał się dziadek, odkładając słuchawkę na widełki. – Przecież wiesz, że to ja zabiłem gwoździami okno balkonowe.
- Od kiedy TO jest oknem balkonowym? – w głosie Gabrieli zabrzmiała z trudem powstrzymywana furia. Ponownie rąbnęła pięścią w futrynę, zostawiając na białym lakierze krwawy ślad.
- Gabrysiu – w surowym głosie babci słychać było przyganę. – Proszę nie krzyczeć na ojca. I nie brudź futryny.
- BĘDĘ krzyczeć! – oświadczyła Gabriela. – Dowiem się, kto wbił tu gwoździe?
- Ależ ja, Gabrysiu – kojącym głosem odezwał się dziadek. – Zamierzałem bowiem najpierw zabić gwoździami drzwi, dopiero twoja matka uświadomiła mi, że byłby to ogromny błąd. Milu, serce moje, ach, przed ilomaż błędami życiowymi mnie ustrzegłaś…
- Przed wielomaż – machinalnie odparła Babi.
- SPOKÓJ, do kurwy nędzy! – ryknęła Gabriela.
- A ty nie k-klnij, bbo, tteż byłaś u spo-spooooo – dobiegło zza zamkniętych drzwi. Końcówka wyrazu utonęła w spazmatycznym szlochu.
- Boli mnie żołądek – oznajmiła Babi. – Kto wie, czy nie odnowiły mi się wrzody. Przez was, kurza twarz!!!
Ten okrzyk przyniósł zaskakujący efekt. Cała rodzina jak na komendę odwróciła się w stronę Mili Borejko. Nawet Ignaś wyprostował się na krześle, Magda przestała szlochać, a w pokoju Tygryska zapadła cisza.
- Czego się gapicie? – burknęła Babi. – Miałam kiedyś wrzody. I perforację. I operację. Łaska boska, że przez tyle lat nigdy mi nie dokuczały!
Gabriela patrzyła na matkę wielkimi oczami i odbywała gwałtowną podróż w przeszłość. Zobaczyła siebie, siedemnastoletnią Gabę, która pełna radości i optymizmu żegnała stary rok na sylwestrze u Joanny Borejko, a kilka godzin później zwaliło jej się na głowę nieszczęście, po którym przyszły kolejne.
Mama w szpitalu. Ida z zapuchniętymi powiekami, prawie ślepa. Siedmioletnia Nutria i pięcioletnia Pulpa chore na świnkę. Chory ojciec. Wredna sąsiadka. Klasówka z fizyki. Pustki w sklepach.
Jak ona to wtedy ogarnęła? Prawda, pomogła ciotka Fela. Kochana, nieoceniona ciotka Fela. Ale
ciotka zajęła się w zasadzie tylko obiadami, reszta była na jej, Gabrysi, barkach. Nie miała nikogo do pomocy – to ona musiała dbać o śniadania, kolacje, zakupy, pranie, prasowanie i sprzątanie. To ona paliła w piecach, nosiła węgiel, wyrzucała popiół. To ona chodziła na wywiadówki i wychowywała młodsze siostry. To ona wreszcie biegała do szpitala i zanosiła mamie własnoręcznie gotowane galaretki i kisielki. To ona organizowała zebrania grupy ESD i przeżywała swoją pierwszą miłość i pierwsze rozczarowanie.
Gdzie jesteś, dzielna, silna, zaradna Gabrysiu?...
Otrząsnęła się. Zobaczyła wpatrzone w siebie oczy Janusza Pyziaka. Przypomniała sobie, jak ją wtedy wspierał, jak odprowadzał pod szkołę Nutrii i do szpitala. Przypomniała sobie herbacianą różę, którą dostała. Nagle, w jednej sekundzie uświadomiła sobie, że on myśli dokładnie o tym samym – o dzielnej dziewczynie, która umiała poradzić sobie w każdej sytuacji.
Odchrząknęła.
- Dobra, rodzino – oświadczyła. – Dosyć tego biadolenia. Mamuś, możesz zrobić wszystkim herbaty? Ignasiu, przynieś mi plaster z apteczki. Józinku, ty wiesz, gdzie są kombinerki, wyciągnij te cholerne gwoździe z futryny. Magda, ty siądź z Ignasiem do komputera i wyszukaj czynne zakłady fryzjerskie, zwłaszcza te, które wykonują usługi u klienta w domu. Znajdźcie też kosmetyczkę. Niech się tu zjawią najszybciej jak potrafią.
- Jest niedziela – bąknął Ignaś.
- No to co z tego? – w Magdusię wstąpił nowy duch. – Powie się, że jest awaria, za chwilę ślub, trzeba działać! Dawaj laptop!
- Ignasiu, daj mi ten plaster!
- Głupi pomysł – sprzeciwiła się Babi. I, zapominając o wytwornym kroczku, jednym susem znalazła się w swoim pokoju.
- Chwileczkę, to co mam w końcu dać? – w głosie Ignasia zabrzmiała pretensja.
- Ogarnij się, miągwo! – warknął Józef, walcząc z ostatnim gwoździem, - Najpierw jedno, a potem drugie!
- Ale które najpierw?
- Wleję ci!!!
- Milu, dlaczego uważasz plaster za głupi pomysł?
- Zaoferujcie potrójne wynagrodzenie – odezwał się Janusz Pyziak. – Ja zapłacę. Nie, Gabrysiu, nie sprzeciwiaj się. Coś jestem winien mojej córce.
- A co JA mam robić? – zainteresował się dziadek.
- Ślubną fryzurę! I makijaż! – dało się słyszeć z pokoju dziadków.
- Nie wiem, czy potrafię – zdziwił się Ignacy Borejko. – Jesteś pewna, Milu, że to ja mam uczesać Laurę na ślub?
- Oczywiście! – w głosie babci zabrzmiała absolutna pewność. – No to czekamy!
Cała rodzina, z wyjątkiem dziadka, który zastygł w stuporze, odwróciła się w stronę Mili, z triumfalną miną wkraczającą do kuchni.
Obserwuj wątek
    • pi.asia Re: Ślub Laury - wersja alternatywna 13.01.21, 13:51
      - Matuś – zaczęła niepewnie Gabrysia. – Dobrze się czujesz?
      - No pewnie – prychnęła Babi. – To chyba wam padło na mózgi, że szukacie jakichś obcych fryzjerek, skoro mamy Anielkę!
      - To ona została fryzjerką? – zainteresował się Pyziak. – Zawsze chciała być aktorką!
      - I jest aktorką – cierpliwie tłumaczyła babcia. – I to świetną aktorką. No co, dalej nie rozumiecie?! Zna fryzjerki teatralne! I charakteryzatorki! Zadzwoniłam do niej, obiecała się tym zająć, zaraz tu będą! I to najlepsze! Takie, o których w książkach piszą, że słusznie się je ceni w środowisku śpiewaczym!
      Rodzina patrzyła na nią w pełnym podziwu osłupieniu. Tylko Magda nachyliła się do Ignasia i coś mu gorączkowo wyszeptała, a potem oboje zaczęli pośpiesznie stukać klawiszami laptopa.
      Pierwsza otrząsnęła się Gabrysia.
      - Matuś, jesteś wielka. Teraz tylko jeszcze kwestia sukni. Z tym będzie większy problem.
      - Żaden problem – Mila Borejko zachichotała. – Pamiętasz, jak na sylwestra u Joanny uszyłam ci sukienkę z żółtej bawełnianej firanki? Teraz, dziękować Bogu, mamy nowe, białe firanki, świeżutko wyprane. Kiecka będzie jak malowanie!
      Z pokoju Laury, która najpewniej usłyszała babciną propozycję, znów dobiegło modulowane wycie na jednej nucie.
      - NIE! – krzyknęła nagle Magda, zrywając się od laptopa. – Sprawdziliśmy, które galerie handlowe są dziś czynne! Avenida!
      - To dwa kroki stąd! – dodał Ignaś z entuzjazmem.
      - Nie dwa kroki, a dwa kilometry – uściślił wypowiedź kuzyna Józef.
      - Doskonale! – wykrzyknęła Gabrysia. – Grzesiu, ubieraj się i idź odśnież samochód. Jedziemy!
      - Jadę z wami! - drzwi pokoju Laury otworzyły się nagle i stanęła w nich przyszła panna młoda. Włosy miała w nieładzie, makijaż rozmazany, oczy zapuchnięte i czerwone. Wszyscy spojrzeli na nią ze współczuciem, zdumieniem i niesmakiem. Niesmak zdecydowanie przeważał.
      - Ty zostajesz – zadysponowała Gabriela, pospiesznie zakładając kożuszek i szukając botków. – Umyj włosy, zmyj te resztki makijażu. Fryzjer i kosmetyczka z teatru zaraz tu będą. Jak zaczniemy teraz wszyscy naraz latać po galeriach, to z niczym nie zdążymy. No już, już, Tygrysku, przestań płakać i szoruj do łazienki.
      - Panna młoda POWINNA płakać – oświadczył z przekonaniem Ignacy Borejko. – Taki jest zwyczaj. Jeśli nie płacze, to znaczy, że bardzo jej się spieszy do nocy poślubnej i za nic ma wstyd dziewiczy.
      - Ignacy, ZAMILKNIJ – w głosie babci zabrzmiała autentyczna wściekłość. – Bo, jakem twoja żona, zaraz dokonam na tobie rękoczynów!
      - Ja też mogę? – Magda stanęła przed Gabrysią, a widząc konsternację na jej twarzy, sprecyzowała prośbę. – Mogę jechać z wami? We dwie szybciej obskoczymy tę galerię i znajdziemy coś ładnego. Proszę! Laura, jaki rozmiar nosisz?
      - Trzydzieści osiem! – zawołały równocześnie wchodząca do łazienki Laura i wychodząca z mieszkania Gabrysia.
      - Gaba, zaczekaj! – dał się słyszeć okrzyk Janusza Pyziaka. Chwilę później on sam pojawił się przy Gabrysi, sięgając do wewnętrznej kieszeni marynarki. – Masz tu, trzymaj – dodał, wciskając zaskoczonej Gabie kilka banknotów. – Nie, nie protestuj, pozwól mi kupić córce choć jedną sukienkę! Kup jej może jeszcze coś ładnego. Sobie też. Przecież ja ci w życiu nic nie kupiłem!




      6.

      Do galerii Avenida dojechali w ciągu pięciu minut. Jeszcze w samochodzie, za radą Grzesia, Gabrysia i Magda wymieniły się numerami telefonów i ustaliły, że jedna przeszukuje butiki na parterze, a druga na piętrze. Grzegorz zadeklarował, że nie będzie przeszkadzał im w poszukiwaniach, tylko napije się kawy, jeśli choć jedna kawiarenka będzie czynna.
      Żadna z nich nie zauważyła, że Grześ, gdy tylko żona zniknęła w czeluściach Avenidy, ruszył jej śladem, starając się, by go nie dostrzegła, i uważnie rozglądając się po wystawach.

      7.
      Niestety, większość butików była zamknięta, a w tych czynnych przeważały kreacje sylwestrowe, głównie czerwone i czarne, w dodatku naszywane nieprawdopodobną ilością błyszczących cekinów, dżetów i sztucznych kryształków. Znalezienie, czegoś, co mogłoby choć po części przypominać ślubną kieckę, graniczyło z cudem.
      Gaba po długiej wędrówce skłonna była zdecydować się na kreację w jasnomiętowym kolorze, gorączkowo zastanawiając się, jakimi dodatkami ją wzbogacić, by choć troszkę nabrała ślubnego charakteru, gdy nagle w jej kieszeni rozdzwoniła się komórka. Magda!
      - Ciociu!! To jest, eee, pani Gabrysiu, ZNALAZŁAM!!!! Czekam przy ruchomych schodach!
      - Możesz mówić mi ciociu – krzyknęła Gabrysia i runęła w kierunku schodów.

      • pi.asia Re: Ślub Laury - wersja alternatywna 13.01.21, 13:56
        8.


        Suknia była biała. Na zgięciach i szwach tkanina migotała delikatnie i srebrzyście.
        Fason był więcej niż skromny - ot, po prostu wąska, długa sukienka z rękawami i niewielkim dekoltem, zapinana z tyłu na zamek błyskawiczny i wyposażona w długie rozcięcie z boku. Całą jej ozdobą był materiał, z którego ją uszyto – matowy, w drobne, błyszczące, białe punkciki. Suknie takie na ogół potrafią docenić tylko wyrafinowane elegantki, ale zarówno Magda, która elegantką nie była, jak i Gaba, odległa od elegancji o całe lata świetlne, patrzyły na nią z zachwytem.
        - Nie za skromna? – spytała z powątpiewaniem Gabriela. – Laura, zdaje się, zaprojektowała sobie coś krańcowo odmiennego!
        - Laura jest tak śliczna, że nie potrzebuje dodawać sobie urody koronkami i falbankami, pani… Ciociu. Ta sukienka podkreśli jej urodę, zamiast ją przyćmiewać.
        - No to bierzemy – zdecydowała Gabrysia.

        9.

        Idąc w kierunku schodów i niosąc pudło z sukienką (ubłagały, żeby nie pakować jej do reklamówki, tylko w eleganckie pudełko), nagle przystanęły przed czynnym salonikiem z bielizną. A właściwie przystanęła Magda.
        - Ciociu, czy Laura ma niebieską podwiązkę?
        - Podwiązkę???
        - Panna młoda musi mieć niebieską podwiązkę! Musi mieć też coś nowego, coś starego, coś pożyczonego…
        - A cóż to za zabobony? – zaśmiała się Gabrysia.
        - To nie zabobony, to tradycja! – oburzyła się Magda.
        - Chyba bardzo nowa, bo nie słyszałam o takiej.
        - Każda tradycja kiedyś była nowa, ciociu! Tradycja obrączek czy białych sukni też!
        - Wiesz co, Magdusiu? Właściwie to masz rację. Kupimy tę podwiązkę.
        Gabriela nawet sama przed sobą nie przyznała się do tego, że widok koronkowych fatałaszków w różnych kolorach obudził w niej jakieś dawno zepchnięte na bok myśli i emocje. Prawie bezwiednie weszła do butiku i zaczęła machinalnie przeglądać wiszące na wieszaczkach atłasowe haleczki, podczas gdy Magda oglądała podwiązki, by wreszcie wybrać jedną z nich - z niebieskiej koronki, ozdobioną kokardką i maleńkim sztucznym brylancikiem.
        - Ta będzie idealna – zdecydowała. – Takie małe nawiązanie do tej operowej kiecki. Ciociu?...
        Ciocia właśnie trzymała w dłoniach czarną atłasową halkę na cieniutkich ramiączkach, z koronką na dole. Pomyślała o tym, że bardzo zaniedbuje Grzesia i że właściwie można by wysłać gdzieś na kilka dni Ignasia. Choćby do Florków. Spojrzała na mówiącą nieprzytomnym wzrokiem.
        - Wiesz co, Magda? W zasadzie to nie mam pojęcia, czy Tygrys ma jakąś elegancką bieliznę. Poszukaj dla niej jakiegoś kompleciku, dobrze?
        - Ale przecież nie kupimy jej czarnej halki! – zauważyła Magda.
        - Co?.... A nie, nie. Oczywiście. Idź, szukaj tego kompletu!

        10.
        Wyszły z saloniku bogatsze o kilka paczuszek. Oprócz ślicznego kompletu z białej gipiury nabyły także atłasowy szlafroczek w delikatne, bladoróżowe kwiatuszki.
        - Jakie to śliczne! – zawołały unisono na widok tego cuda.
        - Prawda? – podchwyciła sprzedawczyni. – Te groszki są naprawdę urocze!
        - Jakie groszki? – nie zrozumiała Magda. – Przecież to są kwiatki!
        - Te kwiatki to właśnie groszki. Groszki pachnące – wyjaśniła ekspedientka z uśmiechem. - Śliczne a prawie zupełnie zapomniane.
        - Pani zapakuje jeszcze i to – zadysponowała Gabriela.

        11.
        Grześ czekał niecierpliwie w kawiarni. Na widok żony i Magdy zerwał się od stolika i podbiegł do nich, odbierając im pakunki.
        - Dzwoniła Babi. Fryzjer i kosmetyczka już są. Sytuacja w miarę opanowana. Laurze nawet wrócił humor. Kupiłyście?
        - Tak, i to całkiem, całkiem. Jedziemy do domu, Grzesiu.
        - Nie. Tam teraz jest salon fryzjerski, zdążymy napić się kawy. Wyślę tylko mamie sms, żeby Laura już się nie martwiła. A my zjemy sobie po ciasteczku. Która godzina? Za piętnaście trzecia? To spokojnie zdążymy ze wszystkim.

        12.
        Zarówno fryzjer, jak i charakteryzatorka pokazali co potrafią. Część długich loków Laury została luźno spleciona w koronę wokół zgrabnej główki, reszta – równie luźno – związana w węzeł z tyłu głowy. Kilka pojedynczych kosmyków wymykało się z uczesania, opadając swobodnie na kark i policzek. Fryzura robiła wrażenie lekkiej, delikatnej i nietrwałej, aczkolwiek mistrzyni grzebienia zapewniała, że wytrzyma całe wesele.
        Charakteryzatorka miała zdecydowanie trudniejsze zadanie, jednak i ona dokonała cudów. W jej fachowych rękach zapuchnięta i zapłakana Laura przeistoczyła się w zjawiskową piękność. W gładkiej, matowej twarzy świeciły jak gwiazdy szare oczy. Ciemne, długie rzęsy rzucały delikatny cień na leciutko zarumienione policzki. Usta miały wyraz pełen słodyczy. Całość tchnęła spokojnym szczęściem.
        Zgromadzona w kuchni rodzina w nabożnym zachwycie podziwiała przeistoczoną Laurę, która – w równie nabożnym zachwycie - kontemplowała swoje odbicie w lustrze.
        Na widok matki, wchodzącej do kuchni, przeistoczona Laura oderwała się od zwierciadła i z dzikim rykiem runęła na Gabrielę.
        - MASZ SUKIENKĘ???
        - Nie mam – powiedziała przekornie Gabrysia, lecz zanim Laura zdążyła w ataku furii potargać swoją dopiero co ukończoną koafiurę, Grzegorz wręczył jej pudełko z sukienką oraz dwa mniejsze pakuneczki z bielizną i atłasowym szlafroczkiem w różowe groszki.

        13.
        - Bo wiesz, Magda – mówiła Laura, wyginając się na wszystkie strony, żeby zobaczyć jak lśni na niej założona przed chwilą sukienka. – Chyba miałaś rację z tym moim podświadomym strachem. Ale bałam się nie tyle samego ślubu, co tego, że będę fatalnie wyglądać. I dlatego zgłupiałam. Bo musiałam być chyba głupia, żeby chcieć się wystroić jak jakaś Tosca czy inna Traviata. Dobrze się stało, że ta moja kiecka pojechała z Bernardem w siną dal. W tej chyba dużo lepiej wyglądam. Przepraszam, że tak się na ciebie darłam.
        - Po raz kolejny okazało się, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – zaśmiała się Magda, czując, jak z serca spada jej ogromny kamień. – Ale nie masz racji, mówiąc, że wyglądasz dużo lepiej.
        - COOOO??? – w oczach Laury zalśniły dwa sztylety, a w głosie zabrzmiała zapowiedź mordu.
        - Nie wyglądasz „dużo lepiej” – uściśliła Magda. – Wyglądasz przepięknie! Cudownie! Jak anioł! Najładniejsza panna młoda wszech czasów!

        14.
        - Gabrysiu?
        - Słucham cię, Grzesiu.
        - Mogę cię na chwilę prosić do naszego pokoju?
        - Grzesiu, my już musimy wychodzić, do Kostrzyna jest kawałek drogi, a sam widzisz, jakie są warunki.
        - Ale tylko na moment! Chciałem z tobą zamienić kilka słów sam na sam.
        Gabriela westchnęła, zaśmiała się, pokręciła głową i weszła z Grzesiem do pokoju, zamykając za sobą drzwi.
        - Tak dawno nie dostałaś ode mnie nic ładnego – powiedział cicho Grzegorz, podając jej nieduże zawiniątko. – Podoba ci się?
        Gabriela w oszołomieniu patrzyła na komplet bielizny z kremowego jedwabiu. Krótka haleczka, majteczki w kształcie szortów – fason idealny dla dojrzałej kobiety, której figura i ciało nie są już takie, jak u dwudziestoletniej modelki. Na pozór nieciekawy, w rzeczywistości bardzo seksowny.
        Podniosła wzrok.
        - Grzesiu… Ty telepato…
        Odwróciła się i wyjęła z torebki zawiniątko z czarną, atłasową haleczką.
        - Po weselu wyślemy Ignasia do Florków – mruknęła, wtulając się w ramiona męża.
        - Wykluczone – odmruknął Grzegorz prosto do ucha żony. – Sami gdzieś wyjedziemy.




        KONIEC
        • bupu Re: Ślub Laury - wersja alternatywna 13.01.21, 17:21
          No i taką Jeżycjadę to ja bym z wypiekami czytała, gromkim wrzaskiem domagając się więcej. Wdzięk, poczucie humoru i normalni ludzie jako bohaterowie, a nie tekturowe kukły. No i jeszcze te wszystkie nawiązania do poprzednich powieści <3
        • armari Re: Ślub Laury - wersja alternatywna 14.01.21, 19:12
          Cały ficzek jest wprost fantastyczny, ale najbardziej ujęło mnie:

          "- Głupi pomysł – sprzeciwiła się Babi. I, zapominając o wytwornym kroczku, jednym susem znalazła się w swoim pokoju.
          - Chwileczkę, to co mam w końcu dać? – w głosie Ignasia zabrzmiała pretensja.
          - Ogarnij się, miągwo! – warknął Józef, walcząc z ostatnim gwoździem, - Najpierw jedno, a potem drugie!
          - Ale które najpierw?
          - Wleję ci!!!
          - Milu, dlaczego uważasz plaster za głupi pomysł?"

          Oraz:

          "- A co JA mam robić? – zainteresował się dziadek.
          - Ślubną fryzurę! I makijaż! – dało się słyszeć z pokoju dziadków.
          - Nie wiem, czy potrafię – zdziwił się Ignacy Borejko. – Jesteś pewna, Milu, że to ja mam uczesać Laurę na ślub?
          - Oczywiście! – w głosie babci zabrzmiała absolutna pewność. – No to czekamy!
          Cała rodzina, z wyjątkiem dziadka, który zastygł w stuporze, odwróciła się w stronę Mili, z triumfalną miną wkraczającą do kuchni. "

          Przepiękne <3
    • ako17 Re: Ślub Laury - wersja alternatywna 13.01.21, 17:53
      Świetnie, że ten wątek wrócił na tapetę :) Mi też ta kwestia nie daje spokoju. Ot, w ciągu ok. pół godziny znalazłam w sklepach sieciowych, które na pewno są w galeriach handlowych w Poznaniu, kilka sukien, które nie tylko mogą uchodzić za ślubne, ale wręcz nimi są. Co więcej, przynajmniej jedna z nich wygląda tak, że spokojnie mogłaby być normalną suknią ślubną, WYBRANĄ przez przyszłą pannę młodą, a nie kupioną na zastępstwo.
      BTW, są jakieś wieści na temat dalszych losów tej pierwszej sukni, na niedoszły ślub z Wolfgangiem?
      • tt-tka Re: Ślub Laury - wersja alternatywna 13.01.21, 18:31
        Wiadomo tylko, ze tej sukni na slub z Wolfim Laura nie ma. Magda, ktora dzien wczesniej asystowala przy pakowaniu laurkowych rzeczy zawiadamia nas, ze Larwa nie posiada zadnej bialej sukni. Co sie z kiecka stalo, nie wyjasniono - od zakupu szesc lat minelo :)
        PS mam nadzieje , ze praktyczna Zaba po prostu zwrocila kiece do sklepu i odebrala pieniadze
      • pi.asia Re: Ślub Laury - wersja alternatywna 13.01.21, 20:35
        ako17 napisała:

        > Świetnie, że ten wątek wrócił na tapetę :) Mi też ta kwestia nie daje spokoju.
        > Ot, w ciągu ok. pół godziny znalazłam w sklepach sieciowych, które na pewno są
        > w galeriach handlowych w Poznaniu, kilka sukien, które nie tylko mogą uchodzić
        > za ślubne, ale wręcz nimi są. Co więcej, przynajmniej jedna z nich wygląda tak,
        > że spokojnie mogłaby być normalną suknią ślubną, WYBRANĄ przez przyszłą pannę
        > młodą, a nie kupioną na zastępstwo.

        No proszę, można? Można!
        Ja przyjęłam, że między Świętami a Sylwestrem w butikach będą dominować kreacje wieczorowe. Ale niewykluczone, że w niejednym znalazłoby się ślubną kieckę. Byc może Magda nie szukała juz dalej, tylko zachwyciła się pierwszą zauważoną białą sukienką ;)

        A fryzura Laury była inspirowana tym zdjęciem:


        >
    • dziabka1 Re: Ślub Laury - wersja alternatywna 14.01.21, 10:56
      Piękności! Smakowicie, jędrnie i z życiem.
      Wyobraziłam sobie tę kieckę i jestem bardzo zachwycona. A i fryzurą takoż.
      Natomiast co do kontynuacji, to nienienie. To jest dopełniona scena, nie wymaga kontynuacji. Natomiast chętnie poczytam waryjacje na temat inny.
      • pi.asia Re: Ślub Laury - wersja alternatywna 14.01.21, 11:36
        dziabka1 napisał(a):

        > Piękności! Smakowicie, jędrnie i z życiem.

        Dziękuję (kłania się ślicznie, zamiatając koafiurą po świeżo spadłym śniegu)

        > Wyobraziłam sobie tę kieckę i jestem bardzo zachwycona. A i fryzurą takoż.

        Kamień mi z serca zleciał, bo ciutkę się obawiałam, jak moja wizja zostanie odebrana. Aczkolwiek podparłam się mocno opinią Żaby, że klasyczna uroda Laury nie potrzebuje dopełnień i że prosta sukienka będzie najlepsza.

        Miałam nawet pomysł, żeby Laurę malowała do ślubu właśnie Żaba, znająca się na kosmetykach i makijażu, a obecnie pracująca w prywatnej firmie fryzjersko-kosmetycznej "Kędziorek", ale sprawdziłam daty i wyszło mi, że niekoniecznie.

        > Natomiast co do kontynuacji, to nienienie. To jest dopełniona scena, nie wymaga
        > kontynuacji.
        Właśnie tak. Ciąg dalszy byłby robiony na siłę.

        A wiecie co? Wielokrotnie stykałam się z wyznaniami pisarzy, ze ich bohaterowie żyją własnym życiem i to oni decydują, co mają robić i co mówić. Wy pewnie też trafiłyście na takie wypowiedzi.
        Otóż jest to absolutna prawda.
        Całą (prawie) fabułę miałam obmyśloną, jej osią miała być Gabrysia, która nagle przypomniała sobie, że jest dzielna. Ale gdy zasiadłam do spisywania tej fabuły, zaczęły się dziać rzeczy dziwne. Wszyscy członkowie rodziny Borejków (oraz Janusz Pyziak) nagle mieli coś do powiedzenia. Musiałam dopuścić ich do głosu. Nawet Grzesia, który zbuntował się przeciwko roli mieszalnika do sałat. Nawet hormony Gaby się odezwały!

        >Natomiast chętnie poczytam waryjacje na temat inny.

        Może...

        • bupu Re: Ślub Laury - wersja alternatywna 14.01.21, 14:37
          pi.asia napisała:



          > Całą (prawie) fabułę miałam obmyśloną, jej osią miała być Gabrysia, która nagle
          > przypomniała sobie, że jest dzielna. Ale gdy zasiadłam do spisywania tej fabuł
          > y, zaczęły się dziać rzeczy dziwne. Wszyscy członkowie rodziny Borejków (oraz J
          > anusz Pyziak) nagle mieli coś do powiedzenia. Musiałam dopuścić ich do głosu. N
          > awet Grzesia, który zbuntował się przeciwko roli mieszalnika do sałat. Nawet ho
          > rmony Gaby się odezwały!

          Powiem więcej, odezwały się nawet hormony Grzegorza, a już od dawna wątpiłam, czy ta kukła z kalarepy, kraciastej koszuli i drucika fi dowolne w ogóle jakiekolwiek hormony posiada.
        • dziabka1 Re: Ślub Laury - wersja alternatywna 15.01.21, 11:50
          pi.asia napisała:


          >
          > Kamień mi z serca zleciał, bo ciutkę się obawiałam, jak moja wizja zostanie ode
          > brana. Aczkolwiek podparłam się mocno opinią Żaby, że klasyczna uroda Laury nie
          > potrzebuje dopełnień i że prosta sukienka będzie najlepsza.
          >

          No własnie. Mam koleżankę, która do ślubu szła właśnie w prostej, długiej, białej sukience. Właściwie żadnych ozdób. Rękaw do łokcia, dekolt łódka, spódnica bez halki, we włosach kwiat. Dziewczyna posiada urodę równą urodzie Laury (charakter kompletnie inny, na szczęście). Wyglądała tak pięknie, że dech nam wszystkim zaparło. Dlatego rozumiem, o czym mówi Żaba i absolutnie widzę Laurę właśnie w czymś takim, nie w bezach typu Traviata.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka