Dodaj do ulubionych

Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się inacze

05.04.21, 19:32
Przypomniało mi się, że, pierwszy raz czytając OwR, liczyłam na to, że Kreska odpuści sobie Maćka. Taką nadzieję utrzymywałam niemalże do samego końca książki. Podobnie wydawało mi się, że autorka zarysowuje początki związku Gaby z Piotrem. Mieliście też momenty, gdy zakończenie książki was zakończyło, bo sądziliście, że pewne wątki rozwiną się w inny sposób? W ostatnich tomach wszystko wydaje się podane w taki sposób, aby czytelnik od pierwszych stron był w stanie przewidzieć zakończenie książki.
Obserwuj wątek
        • tt-tka Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 07.04.21, 20:03
          sayoasiel napisał(a):


          > Przecież właśnie nauczył ! Wolfi się jej nie spodobał OD RAZU. Na początku był
          > tylko blondynem na grzędzie. Czyli nic z tego być nie mogło.


          Przeciez wlasnie NIE nauczyl. Uciekla, zeby wziac slub z chlopakiem, ktorego wlasciwie nie zna, a w rezultacie wychodzi za innego, ktorego tak samo nie zna. Az szkoda, ze do Jadama zaden Bodzio sie nie przypaletal, najlepiej juz po slubie...
          • apersona Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 07.04.21, 22:42
            tt-tka napisała:

            > Przeciez wlasnie NIE nauczyl. Uciekla, zeby wziac slub z chlopakiem, ktorego wl
            > asciwie nie zna, a w rezultacie wychodzi za innego, ktorego tak samo nie zna. A
            > z szkoda, ze do Jadama zaden Bodzio sie nie przypaletal, najlepiej juz po slubi
            > e...

            Niby był w pakiecie totumfacki Gruszka co jak stara niania od pokoleń w rodzinie
            • tt-tka Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 08.04.21, 00:56
              apersona napisała:


              > Niby był w pakiecie totumfacki Gruszka co jak stara niania od pokoleń w rodzi
              > nie


              Taki stary nian (piastun ?) to stworzenie gderliwe, ale funkcje ma uslugowo-obslugowa. Nie jest konkurencja dla Larwy, w sensie towarzyskim i rozrywkowym, a przede wszystkim w hierarchii wartosci :)
              swoja droga gdyby tak pan Gruszka wyciagnal Adama na piwo, ech *rozmarza sie*
          • sayoasiel Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 11.04.21, 14:54
            Nie, nie sugeruję. To była odpowiedź na post, w którym ktoś szydzi ze "złotego nicienia", czyli momentu, w którym to Laura zakochuje się na wieki w osobie, którą dopiero co zobaczyła i jest co do tego absolutnie pewna. No,to z Wolfim była odwrotna sytuacja, nie wyobrażała go sobie od razu jako swojego męża. Ironia ot co.
      • przymrozki Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 08.04.21, 19:22
        tt-tka napisała:

        > Coz... watek Fryca i Rozy. Praktycznie w kazdym (z trzech bodaj) tomie, w ktory
        > m pojawiaja sie razem.

        O, to ja też. I nawet nie o to chodzi, że życzyłam im rozstania, tylko o to, że miałam wrażenie, że MM szykuje Różę na żonę kogoś innego, stawiałam na Adriana Lelujkę. Wszystkie te dziwaczne wrzutki o dwóch popołudniach w tygodniu w ściśle określonych godzinach, te referaty pilniejsze niż wesela w rodzinie oraz odrzucane zaproszenia na imprezy kulturalne, żeby Frycowi nie było przykro, jak mi się wydawało, miały wieść ku nieuniknionej puencie - Fryderyk Róży tak naprawdę nie kochał. Z tropu nie zbiła mnie nawet różana ciąża, aż się prosiło, żeby porzuconą pannę z dzieckiem przygarnęło pod ołtarzem jakieś wielkoduszne serce. Dopiero ślub Szopów położył kres moim przypuszczeniom.

        Chociaż, tak w sumie, to ich wątek najprawdopodobniej jednak zakończy się jak na Jeżycjadę nietypowo. Tyle że po niewątpliwie kościelnym ślubie Róża już raczej żadnego związku nie stworzy. Żaden Grzegorz na nią nie czeka w przyszłości.
        • pi.asia Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 08.04.21, 20:25
          przymrozki napisała:


          > miałam wrażenie, że MM szykuje Różę na żonę kogoś innego, stawiałam na Adriana
          > Lelujkę.

          Róża to klasyczny przypadek bohaterki, która wymyka się autorowi spod kontroli i żyje własnym, chwilami kompletnie kretyńskim, życiem.
          MM dała jej błękitne oczęta - a tu trzask! Róża zażyczyła sobie mieć brązowe jak kasztany i nie ma przebacz.
          MM postanawia, że jej bohaterka będzie się odchudzać - BUM! Pojawia się obiad u Lelujków i Róża wcina aż jej się uszy trzęsą. Od tego momentu odchudzanie idzie w niepamięć.
          MM podstawia Róży pod nos zafascynowanego nią (z wzajemnością!) Wiktora - a tu znienacka zjawia się Fryc i Róża wykonuje totalnie odjechaną woltę uczuciową, której nie przerwą nawet rozpaczliwe próby autorki, by ukazać dziewczynie bezsens tego "związku".
          MM wyposaża dziewczynę w humanistyczne zainteresowania, ona jednak wie swoje i sunie za Frycem na astrofizykę, której nie kuma ni w ząb.
          MM wielokrotnie podkreśla, jaka odpowiedzialna, rozsądna i dbająca o innych jest jej bohaterka - no to bohaterka w chamski sposób wystawia Wiktora rufą do wiatru, zaręcza się w wieku szesnastu lat, a na koniec, w ramach ratowania beznadziejnego związku, idzie do łóżka z facetem, z którym tak naprawdę nic jej nie łączy.

          Zresztą teraz uświadomiłam sobie, że większość jeżycjadowych bohaterów żyje własnym życiem i robi swoje, nie oglądając się na autorkę, która desperacko usiłuje przypomnieć Gabie, że ma być dzielna, a Józinowi, że ma być rycerski.

            • pi.asia Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 08.04.21, 23:34
              tt-tka napisała:

              > W chwili, kiedy Roza idzie z Frycem pod teleskop, laczy ich szesc lata narzecze
              > nstwa.

              O jerum pajtasz, i przez sześć lat nie zorientowała się, że ten pożal się Boże związek nie ma żadnych szans? Przez sześć lat nie była ani razu u rodziców Fryca? Masakra.

              > Roza nie ma humanistycznych zanteresowan, otwarcie mowiac zadnych nie ma. Duzo
              > czyta, ale scislowcy tez czytaja.
              Ale zaraz, wcześniej dowiadujemy się, że dziewczynki paplają po łacinie jak papugi i że Róża uwielbia Mickiewicza i inne takie.

              > Wiktor zasluzenie zostal wystawiony do wiatru, za to rozporzadzanie czasem Rozy
              > bez uzgodnien z nia.

              Bez uzgodnień??? Róża wiedziała o planach Wiktora od dziewięciu dni! 27 lutego w mieszkaniu przy ul. Roosevelta odbyła się taka rozmowa:
              - Problem w tym... - ciągnął z pewnym wysiłkiem Wiktor - że my mamy imieniny dzień po dniu. I każdy z nas chciałby Różę zaprosić osobno.
              - Trzy torty? - zażartowała mama.
              - Niekoniecznie torty. Może pójdziemy sobie do kina albo do kawiarni. Program dowolny, tak uzgodniliśmy.
              - Ciekawy pomysł - zauważyła mama, przygryzając kącik ust, jak zawsze, kiedy chciało się jej śmiać. - No, ale też sytuacja z waszymi imieninami jest nietypowa.
              - Więc... chcemy panią zapytać o zgodę.
              - Doceniam to - powiedziała mama rzeczowo. - Zgadzam się.
              - A ty, Różo? - spytał z godnością Wiktor, ledwie się ośmielając na nią spojrzeć.
              (...)- Chętnie - odpowiedziała Pyza jak przez sen


              Wiedziała, zapytano ją, wyraziła zgodę, nie odwołała tego. A mogła to zrobić nawet wtedy, gdy Wiktor powiedział, że przyjdzie po nią po lekcjach i że czeka ją wspaniałe popołudnie. Gdy spytała, co takiego ją czeka, odpowiedział "Zobaczysz".

              A Fryc? Zobacz, jak ją potraktował:
              Fryderyk ujął dłoń Pyzy i mówiąc: - Chodź ze mną, o nic nie pytaj - ruszył przez długi korytarz parteru (...) Fryderyk z największym spokojem otworzył drzwi i wyprowadził Pyzę z budynku szkolnego. (...)
              - Co ty robisz? - dopytywała się Pyza, lecz on nie odezwał się, dopóki furtka nie ustąpiła. (...)
              - Ale... dlaczego? Dokąd... co my...
              (...)
              Pchnął furtkę i wyszli na ulicę.
              - Na dworzec stąd bardzo blisko - zauważył Fryderyk. - O nic nie pytaj, Różo, pozwól mi zrealizować mój wielki, wagarowy, imieninowy plan. (...) Zdaj się teraz na mnie, wszystko zaplanowałem co do szczegółu i
              poprowadzę cię teraz w najzupełniej właściwym kierunku.
              - Dobrze, Fryderyku - posłusznie odpowiedziała Róża i pozwoliła się wziąć za rękę.


              Jeżeli to nie jest rozporządzenie czasem Róży bez uzgodnień z nią, to nie wiem, co nim jest. Wiktor zaplanował niespodziankę na popołudnie, Fryc zaplanował cały dzień i jeszcze sobotę, kiedy to mieli nadganiać materiał. Zaplanował też zaciągnięcie Róży na rodzinne przyjęcie, bez pytania jej o zgodę i bez uprzedzenia.
              Nie wiemy, co zaplanował Wiktor, ale Róża miałaby na pewno możliwośc manewru - wybór kina zamiast kawiarni, albo teatru zamiast muzeumj. Tymczasem Fryc decyduje za nią o wszystkim, nawet nie wiedząc, czy Róża umie jeździć na rowerze.

              Poza tym - obiektywnie patrząc - wystawienie do wiatru człowieka, z którym się umówiło, zawsze jest niegrzeczne. A Róża wystawiła do wiatru nie tylko Wiktora ale i całą rodzinę, która przybyła na jej imieniny.
              • tt-tka Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 09.04.21, 08:37
                pi.asia napisała:


                > O jerum pajtasz, i przez sześć lat nie zorientowała się, że ten pożal się Boże
                > związek nie ma żadnych szans? Przez sześć lat nie była ani razu u rodziców Fryc
                > a? Masakra.

                Zorientowala sie czy nie, byla ta narzeczona. Od szesciu lat.



                > Ale zaraz, wcześniej dowiadujemy się, że dziewczynki paplają po łacinie jak pap
                > ugi i że Róża uwielbia Mickiewicza i inne takie.

                Wlasnie jak papugi. To humanistycznych zainteresowan nie dowodzi.



                > Bez uzgodnień??? Róża wiedziała o planach Wiktora od dziewięciu dni!

                Ja mowie o wczesniejszych zachowaniach braci L., kiedy to umowiwszy sie z Roza na popoludnie uprowadzaja ja zaraz po szkole i nawet nie daja dziewczynie zjesc tego jej dietetycznego obiadu, ktory ona zjesc chciala. "Bo tak uzgodnili z babcia". Potraktowali ja jak Fryc :P


                > Poza tym - obiektywnie patrząc - wystawienie do wiatru człowieka, z którym się
                > umówiło, zawsze jest niegrzeczne. A Róża wystawiła do wiatru nie tylko Wiktora
                > ale i całą rodzinę, która przybyła na jej imieniny.

                bez dwoch zdan. Roza jest niewychowana, bo jej nikt nie wychowuje, a niegrzeczne zachowania w jej domu sa aprobowana.
                Oraz, poza wszystkim, to nie Roza mowi o sobie "ona nigdy nie zawodzi". To mowi jej matka jej babce, juz po tym, jak sie dowiedziala o wystawieniu Wiktora :P Widac w pojeciu Borejkow na tym wlasnie polega niezawodnosc.
            • bupu Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 09.04.21, 08:45
              tt-tka napisała:

              > W chwili, kiedy Roza idzie z Frycem pod teleskop, laczy ich szesc lata narzecze
              > nstwa.

              Czyli sześć lat spotkań w ściśle wyznaczonych godzinach i ukrywania przez Fryca związku przed rodzicami. Zaiste, bardzo to wiele... Istota nieco przytomniejsza od Różyczki (czyli de facto każda powyżej jednokomórkowca) jorgnęłaby się wcześniej, niż po sześciu latach, że dla Frycobota nic nie znaczy i zamiast desperacko seksić się pod teleskopem, odstawiłaby bota od piersi.

              > Roza nie ma humanistycznych zanteresowan, otwarcie mowiac zadnych nie ma. Duzo
              > czyta, ale scislowcy tez czytaja

              Ale wie, że z matmą jej wybitnie nie po drodze. I mimo to idzie za Frycobotem na astrofizykę, z tejże matmy się składającą.
              .
              > Wiktor zasluzenie zostal wystawiony do wiatru, za to rozporzadzanie czasem Rozy
              > bez uzgodnien z nia.

              Jak bez uzgodnień, jak z? Przecież zaprosił wcześniej Różę, wszystkie Lelujki hurtem zaprosiły ją na czyczenie, pardą, czczenie, chmielewszczyzm mi się załączył, po kolei imienin z każdym z nich. W obliczu Gabona zaprosiły, a Pyza się zgodziła. Frycobot natomiast nie zapraszał wcale i z żadnym wyprzedzeniem, tylko wywlókł różane Protozoa za nibynóżkę ze szkoły, wsadził na rower i uwiózł w dal. W ogóle nie przejmując się tym, że panna Ameba mogłaby mieć jakiekolwiek plany na ten dzień, czy cóś.
              • tt-tka Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 09.04.21, 09:53
                Na "bez uzgodnien" juz odpowiedzialam powyzej, noale - umawiajac sie z Roza na popoludnie, po jej domowym dietetycznym obiedzie jednostronnie zmieniaja ustalenia i zabieraja Roze na obiad do siebie. Bo tak sie umowili z babcia Rozy i babcia to zaaprobowala.
                Tam sie nikt z nikim nie liczy. Ani z cudzym czasem, ani z planami, ani z pragnieniami. Codzienosc taka.
                • pi.asia Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 09.04.21, 13:13
                  tt-tka napisała:

                  > Na "bez uzgodnien" juz odpowiedzialam powyzej, noale - umawiajac sie z Roza na
                  > popoludnie, po jej domowym dietetycznym obiedzie jednostronnie zmieniaja
                  > ustalenia i zabieraja Roze na obiad do siebie. Bo tak sie umowili z
                  > babcia Rozy
                  i babcia to zaaprobowala.

                  Zrobili to nie dlatego, żeby bez uzgodnienia i uprzedzenia dysponować czasem Róży, lecz by się odciąć od Laury, której nikt nie zapraszał, a która narzucała im swoją niechcianą obecność.
                  Wcześniej napisałaś, że Wiktorowi słusznie należało się olanie przez Różę za taką akcję. Byc może ten argument mógłby się jakoś obronić, gdyby owo olanie Wiktora było przez Różę zrobione świadomie, na zasadzie "Ty mi wywinąłeś numer, to ja tobie wywinę jeszcze lepszy". Ale nie, ona po prostu ZAPOMNIAŁA że się z nim umówiła i nawet przez moment nie pomyślała, że Wiktor na nią czeka, choćby to pomyslenie miało wyglądać tak "a czekaj sobie, ja tu mam ważniejsze sprawy". Zapomniała też o czekającej na nią rodzinie. Również w ramach odwetu za to, że babcia wyraziła zgodę?

                  I drugi problem - skoro za zabranie Róży prosto z lekcji Wiktorowi "słusznie się należało" późniejsze wystawienie do wiatru, to na co, Twoim zdaniem, zasłużył Fryc, który potraktował Różę o wiele, wiele gorzej, wywlekając ją z lekcji na wagary, bez słowa wyjaśnienia, ba, wręcz zakazując jej zadawania pytań? I jeszcze wrzucił ją prosto w rodzinny obiad, między ludzi, których nie znała? Tymczasem panią Lelujkową Róża znała i lubiła.
                  Dodam, że to zabranie z lekcji dotyczyło imienin nie Wiktora, lecz Lucka! Więc niby dlaczego miało się za to oberwać akurat Wiktorowi?
                  Róża była wtedy "niejasno poirytowana. Miała przecież własne zdanie, prawda? I wolała, żeby się z nim liczono."
                  Jakoś nie była poirytowana i nie miała własnego zdania, gdy jej czasem i osobą Fryc rozporządzał jak przedmiotem. A właśnie wtedy powinna powiedzieć - "Za pozwoleniem, Fryderyku, ja mam już plany na dzisiaj, o swoich zamiarach mnie nie uprzedziłeś, więc zapomnij."

                  > Tam sie nikt z nikim nie liczy. Ani z cudzym czasem, ani z planami, ani z pragn
                  > ieniami. Codzienosc taka.

                  Tam nikt nie liczy się nawet z własnymi planami i zamiarami. Ot, wiatr dmuchnie i zdmuchnie. Wczoraj chciałem tego i tego, ale dzisiaj pojawił się ktoś kto to rozwalił, więc będę szczęśliwy i radośnie przyjmę co los niesie. Choćby nawet los przyniósł Bernarda, wpraszającego się do samochodu małżeństwa jadącego na rozkoszne spotkanie we dwoje.
              • przymrozki Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 09.04.21, 10:12
                bupu napisała:

                > Czyli sześć lat spotkań w ściśle wyznaczonych godzinach i ukrywania przez Fryca
                > związku przed rodzicami. Zaiste, bardzo to wiele... Istota nieco przytomniejs
                > za od Różyczki (czyli de facto każda powyżej jednokomórkowca) jorgnęłaby się wc
                > ześniej, niż po sześciu latach, że dla Frycobota nic nie znaczy i zamiast despe
                > racko seksić się pod teleskopem, odstawiłaby bota od piersi.

                A wszystko to u dziewczyny, która usprawiedliwiając sama przed sobą brak więzi z siostrą (z którą mieszkała w jednym pokoju) faktem swojego narzeczeństwa i tym, że teraz cały jej czas i uwaga należą się Fryderykowi (czyli on miał swoje życie, w którym Róży równie dobrze mogło nie być, a ona nie mogła zapytać "co tam u ciebie, Laura?", bo zbyt ją absorbował związek - swoją drogą, ciekawe jak technicznie wyglądało poświęcanie czasu i uwagi człowiekowi, który siedział kilometry od niej zajęty wszystkim tylko nie nią, ona wgapiała się w jego zdjęcie?). Bo gdyby Róża też miała swoje pasje i sprawy, a związek na dwa popołudnia i seks pod teleskopem jej pasił, to to by była inna rozmowa.

                I dlatego właśnie nie wierzyłam w to, że MM doprowadzi tych dwoje przed ołtarz. Logika musierowiczowersum wskazywałaby, że on ją porzuci, po czym za to, że kochać nie umie, przegra, choć wszystko rozumie, a Róża będzie jeść lody malinowe z ramionami pełnymi dzieci. Przez to, że sprawy poukładały się inaczej, Róża wyszła na jednostkę albo głęboko zaburzoną, albo niebywale niedojrzałą. Dorosła kobieta z poukładaną głową po sześciu latach związku nie powinna trzymać się tak kurczowo ciągle odtrącającego ją faceta. Zwłaszcza jeżeli ona już była gotowa na małżeństwo i dzieci, a on by się jeszcze zastanowił, najchętniej na innym kontynencie.
                • bupu Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 09.04.21, 10:38
                  przymrozki napisała:


                  > Przez to, że sprawy poukładały się inaczej, Róża w
                  > yszła na jednostkę albo głęboko zaburzoną, albo niebywale niedojrzałą. Dorosła
                  > kobieta z poukładaną głową po sześciu latach związku nie powinna trzymać się ta
                  > k kurczowo ciągle odtrącającego ją faceta. Zwłaszcza jeżeli ona już była gotowa
                  > na małżeństwo i dzieci, a on by się jeszcze zastanowił, najchętniej na innym k
                  > ontynencie.


                  Ale przecież Różyczka, od czasu gdy weszła w nastolectwo, jest osobą głęboko zaburzoną. Przynajmniej w tym MM jest konsekwentna, w opisie osobowości Róży. To jest dziewczyna desperacko spragniona uwagi innych, nie umiejąca stawiać granic, ba, dla odrobiny zainteresowania gotowa te granice wyrzucić za okno. Ma potwornie zaniżoną samoocenę, patologicznie nie znosi konfliktów i wszystko robi z myśla o tym, żeby ją inni aprobowali. Cholerne, rodzinne słoneczko, ot co. Więc ależ oczywiście, że pokornie znosi upokarzające traktowanie ze strony Frycbota, bo skoro już się trafił ktoś, kto ją łaskawie zaszczyca jakąkolwiek uwagą, to należy osobę trzymać kurczowo i wszystkimi czterema kończynami. Następna osoba się może nie trafić.

                  W sumie nie dziwi mnie, że Róża wyrasta na taką osobę, skoro jej matką jest cholerna Gabunia, tak pochłonięta samą sobą, swoimi emocjami, przeżyciami i potrzebami, że dla innych brak jej czasu i miejsca, dlatego potomku wychowuj się sam, a mnie grzywki nie zawracaj. O ile Pyza to ameba, formująca się posłusznie w kształt każdego naczynia do którego ją wleją, to Gabon jest fikusem dusicielem, tłamszącym wszystkich w żelaznym uścisku, niby miłosnym, ale skierowanym w istocie na zaspokajanie jej własnych potrzeb. Stąd jedno dziecko jest amebą, bez własnych potrzeb, trzymającą się kurczowo wadliwego bota, drugie po desperackich krzykach o odrobinę uwagi przylgnęło do pierwszych portek, które nie zwiały i cóż z tego, że portki owe traktują ją jak nieogarnięte dziecko, a nie pełnoprawną partnerkę życiową, a dziecko trzecie ożeniło się niezwłocznie z pierwszą dziewczyną, która okazała mu zainteresowanie. Wiele rzeczy w Neobachoriadzie się kupy nie trzyma, ale to akurat tak.
                  • przymrozki Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 09.04.21, 12:07
                    bupu napisała:

                    > Ale przecież Różyczka, od czasu gdy weszła w nastolectwo, jest osobą głęboko za
                    > burzoną. Przynajmniej w tym MM jest konsekwentna, w opisie osobowości Róży. To
                    > jest dziewczyna desperacko spragniona uwagi innych, nie umiejąca stawiać granic
                    > , ba, dla odrobiny zainteresowania gotowa te granice wyrzucić za okno. Ma potwo
                    > rnie zaniżoną samoocenę, patologicznie nie znosi konfliktów i wszystko robi z m
                    > yśla o tym, żeby ją inni aprobowali.
                    (...) Wiele rzeczy w Neobachoriadzie się ku
                    > py nie trzyma, ale to akurat tak.
                    >

                    No na to właśnie wychodzi, tylko że, jak mniemam, wbrew intencjom MM. Autorka żyje w przekonaniu, że stworzyła postać ciepłą, kochającą i doskonale wychowaną.

                    A przecież najgderliwsza z mieszczańskich ciotek straszących staropanieństwem wszystkie napotkane dwunastolatki zniechęcałaby do faceta takiego jak Fryc. Chociażby takimi argumentami jak "on cię wpędza w lata!". Dlatego zachwyt MM nad Adaaaaemem mieści się w logice serii i jako taki mnie nie dziwi. Jasnym jest dla mnie, że Laura będzie żyć w szalecie długo i szczęśliwie ze zgrozą wspominając czasy, w których miała coś do powiedzenia w kwestii własnego ubioru i fryzury (co nie pozbawia mnie prawa i ochoty na ton prześmiewczy względem tego nieprawdopodobnego życiowo wątku). Natomiast wydanie Róży za Fryca zdziwiło mnie szalenie.
                    • tt-tka Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 09.04.21, 14:14
                      przymrozki napisała:

                      > bupu napisała:
                      >
                      > > Ale przecież Różyczka, od czasu gdy weszła w nastolectwo, jest osobą głęb
                      > oko za
                      > > burzoną. Przynajmniej w tym MM jest konsekwentna, w opisie osobowości Róż
                      > y. To
                      > > jest dziewczyna desperacko spragniona uwagi innych, nie umiejąca stawiać
                      > granic
                      > > , ba, dla odrobiny zainteresowania gotowa te granice wyrzucić za okno. Ma
                      > potwo
                      > > rnie zaniżoną samoocenę, patologicznie nie znosi konfliktów i wszystko ro
                      > bi z m
                      > > yśla o tym, żeby ją inni aprobowali.
                      > (...) Wiele rzeczy w Neobachoriadzie się ku
                      > > py nie trzyma, ale to akurat tak.


                      Totez to wlasnie. Nic dodac, nic ujac.




                      > co nie pozbawia mnie prawa i ochoty na ton prześmiewczy względem tego nieprawdo
                      > podobnego życiowo wątku). Natomiast wydanie Róży za Fryca zdziwiło mnie szaleni
                      > e.

                      Mnie nie zdziwilo, i nawet nie zasmucilo. Ja tylko mialam nadzieje, ze ulozy im sie inaczej, ze Roza sie zmieni, zwlaszcza gdy (w CP) zaczela przejawiac jakas stanowczosc, miec swoje zdanie i obstawac przy nim oraz podjela jakies dzialania. jakies to bylo, ale dawalo nadzieje. No i nadzieje diabli wzieli. Roza pozostala galareta duszona przez fikusa.

                      @pi.asiu
                      klocilysmy sie juz kiedys o Lelujkow i Roze (chyva w watku o oszukanych, rozczarowanych), a w temacie - nadal uwazam, ze Wiktor swietlana przyszloscia dla Rozy by nie byl. Bo sie z nia nie liczyl, mimo ze zachwycal (ja i sie nia), a w dodatku niedolega, ktory z przeszkodami (Laura) poradzic sobie nie umie i stosuje glupie, a i nieskuteczne, uniki. Oraz od razu, na dzien dobry, stawia przed Roza jej matke i babunie, co Rozy wcale dobrze nie robi. I wlecze ze czy za soba doczepke w postaci braci. Tak ze tu wiele sie nie spodziewalam, watek Lelujkow potoczyl sie imho w prawidlowym kierunku, czyli gracze zespolowi przegrali, a wychowywac Wiktora ani karac go nie zamierzalam i Roza chyba tez nie. Przegral z lepszym w te klocki, po prostu.
                      • marutax Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 10.04.21, 09:29
                        marutax napisała:

                        > ako17 napisała:
                        >
                        > > >
                        > > To dlaczego odrzuciła hurtowo wszystkich Lelujków? Pierwsi byli ;)
                        > >
                        > Bo musiałaby przejawić inicjatywę i któregoś wybrać...

                        Dopisuję, bo dopadł mnie taki wniosek: Róża poddała się Frycowi właśnie dlatego, by uniknąć konieczności wybrania jednego z Lelujków. Dla tej pasywnej, chorobliwie unikającej konfliktów i próbującej zadowolić wszystkich dziewczyny wizja decydowania, którego z braci woli, była koszmarem. Z jednej strony zazdrosna Laura, z drugiej potencjalnie obrażeni odtrąceni adoratorzy, z którymi nie można zerwać kontaktu, bo przecież to bracia wybranka. Plus może jeszcze ingerencja rodziny, która też mogła mieć swoich faworytów. Gdyby nie twist z Frycem Pyza musiałaby w którymś momencie dokonać wyboru, a przyznam, że kompletnie nie wyobrażam sobie takiej sceny.
                        A tak? Zjawia się Fryderyk, problem się rozwiązuje. Lelujkowie może i będą zawiedzeni, ale co z tego, skoro Róża momentalnie wymazuje ich z pamięci i życia. Nie trzeba decydować, wystarczy podporządkować się decyzji faceta. Dodatkowy bonus - od tej pory nie trzeba też zawracać sobie głowy niechcianymi zalotami i życiem towarzyskim. W końcu jest już zaręczona!
                        • tt-tka Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 10.04.21, 09:35
                          I tego zal... bo gdyby Roza nie zrobila sie raptem taka pieciogwiazdkowa i bracia L. zaczeliby nie od podrywu, mogla to byc - lub stac sie - fajna kolezenska relacja. Cos, czego nie tylko Rozy dramatycznie brakuje.

                          teraz sobie uswiadomilam, ze mlodsi bracia L. bardzo sie na takich serdecznych kumpli nadawali !
                        • bupu Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 11.04.21, 18:32
                          marutax napisała:

                          > marutax napisała:
                          >
                          > > ako17 napisała:
                          > >
                          > > > >
                          > > > To dlaczego odrzuciła hurtowo wszystkich Lelujków? Pierwsi byli ;)
                          > > >
                          > > Bo musiałaby przejawić inicjatywę i któregoś wybrać...
                          >
                          > Dopisuję, bo dopadł mnie taki wniosek: Róża poddała się Frycowi właśnie dlatego
                          > , by uniknąć konieczności wybrania jednego z Lelujków. Dla tej pasywnej, chorob
                          > liwie unikającej konfliktów i próbującej zadowolić wszystkich dziewczyny wizja
                          > decydowania, którego z braci woli, była koszmarem. Z jednej strony zazdrosna La
                          > ura, z drugiej potencjalnie obrażeni odtrąceni adoratorzy, z którymi nie można
                          > zerwać kontaktu, bo przecież to bracia wybranka. Plus może jeszcze ingerencja r
                          > odziny, która też mogła mieć swoich faworytów. Gdyby nie twist z Frycem Pyza mu
                          > siałaby w którymś momencie dokonać wyboru, a przyznam, że kompletnie nie wyobra
                          > żam sobie takiej sceny.
                          > A tak? Zjawia się Fryderyk, problem się rozwiązuje. Lelujkowie może i będą zawi
                          > edzeni, ale co z tego, skoro Róża momentalnie wymazuje ich z pamięci i życia. N
                          > ie trzeba decydować, wystarczy podporządkować się decyzji faceta. Dodatkowy bon
                          > us - od tej pory nie trzeba też zawracać sobie głowy niechcianymi zalotami i ży
                          > ciem towarzyskim. W końcu jest już zaręczona!


                          Otóż właśnie. Wszystkich trzech wybrać nie mogła, a wybór jednego oznaczał odrzucenie dwóch, dla osoby patologicznie nienawidzącej konfliktów koszmar senny. A Fryderyk sobie po prostu Różę wziął i rozwiązał problem. Pozamiatane, można wrócić do bycia amebą w szklance.
                • kooreczka Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 09.04.21, 10:50
                  Wiecie co? Zabijcie mnie, ale nie znam żadnej, żadnej nastolatki, która oświadczyny w wieku 16 lat uznałaby za cokolwiek innego bardzo śmieszny żart. A jestem z małopolskiej prowincji, tutaj zaniżamy średnią wieku ślubu.

                  Róża w tym miejscu jawi się jako kobieta bezmyślnie gapiąc się w telefon, czekająca aż on zadzwoni podczas gdy pan bawi się na mieście. Nie mówię, że takich nie znam, ale znowu-nawet na naszej wsi nie uchodzi to za zachowanie godne szacunku.
                  • bupu Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 09.04.21, 11:04
                    kooreczka napisał:

                    > Wiecie co? Zabijcie mnie, ale nie znam żadnej, żadnej nastolatki, która oświadc
                    > zyny w wieku 16 lat uznałaby za cokolwiek innego bardzo śmieszny żart. A jestem
                    > z małopolskiej prowincji, tutaj zaniżamy średnią wieku ślubu.

                    A tymczasem w Prokreacjadzie zaręczyny w wieku nastoletnim stały się normą. Róża i Frycbot w stogu, Wolfi i Larwa, Józwa i Derotka, Ignacy Jr i Wytworniesia...

                    > Róża w tym miejscu jawi się jako kobieta bezmyślnie gapiąc się w telefon, czeka
                    > jąca aż on zadzwoni podczas gdy pan bawi się na mieście. Nie mówię, że takich n
                    > ie znam, ale znowu-nawet na naszej wsi nie uchodzi to za zachowanie godne szacu
                    > nku.
                  • tt-tka Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 09.04.21, 17:18
                    kooreczka napisał:

                    > Wiecie co? Zabijcie mnie, ale nie znam żadnej, żadnej nastolatki, która oświadc
                    > zyny w wieku 16 lat uznałaby za cokolwiek innego bardzo śmieszny żart. A jestem
                    > z małopolskiej prowincji, tutaj zaniżamy średnią wieku ślubu.

                    Ja znam, choc wiekowo to raczej matka Rozy niz Roza... odpowiednikiem zareczyn byl slub wziety na obozie zaraz po osmej klasie (15-latki !) wedle przez nich wymyslonego obrzadku, wiec chyba mozna to uznac ? Osiem lat pozniej wzieli juz formalny slub. Jak ich widzialam ostatni raz , jakies 12 lat po tym prawdziwym slubie nadal byli razem :)
    • marutax Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 05.04.21, 20:53
      Robrojek. Po Filipie naprawdę liczyłam na Natalię - wieczną singielkę.
      Jak już kiedyś pisałam, kompletnie inaczej wyobrażałam sobie życie Anieli. Nie, żeby z miejsca robiła wielką karierę, ale studia graficzne, długoletnie oderwanie od teatru i w końcu związek z Bernardem - za nic.
      A, i długo liczyłam, że sprawa z Januszem zostanie wyjaśniona z szacunkiem dla obu stron. Ale MM konsekwentnie te nadzieje niszczyła w kolejnych tomach.
      • pi.asia Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 06.04.21, 20:32
        Mali Lisieccy.
        Po tylu staraniach Idy, by chłopakom pokazać jakieś wartości, po deklaracji pana Paszkieta, że Marek i Jarek mogą przychodzić do niego, po wspólnej zabawie z Nutrią i Pulpą nagle mamy młodocianych bandytów.
        MM dobitnie pokazała Idzie, że jej dobre intencje i cała praca była funta kłaków niewarta.
        • calpurnia.tate Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 08.04.21, 09:59
          pi.asia napisała:

          > Mali Lisieccy.
          > Po tylu staraniach Idy, by chłopakom pokazać jakieś wartości, po deklaracji pan
          > a Paszkieta, że Marek i Jarek mogą przychodzić do niego...

          Hmm, dla mnie na etapie zaczytywania się Musierowicz, to żadna sensacja. Przecież brak zmiany widać było już w następnej j książce. Tak rzekomo pilnowali Aureli, że była Genusią o wielu rożnych nazwiskach a U Lisieckiej wymiotowała szynką, czy dokładnie upychała wszędzie, jak anorektyczka. Miała klasyczny nerwicowy jadłowstręt. Wiadomo dom- matka, ale pani opiekunka też do empatycznych nie była więc skąd niby przemiana w chłopach, bo ktoś im przeczytał bajkę o dobrym szewczyku, co honorował biednych skarbami? Robin Hood to jedno inne, że brakowało pozytywów. Umówmy się kto dysponował siłą i czasem? Starszy pan Karolek? Jego gospodyni? Może wnuk lgnący do robaczywej Pauliny? Borejkowie też odpadali. Nie, pokazanie tego przez autorkę nie miało sensu. Brulion pominęłam. Wiec scena z panem Jankowiakiem przy windzie szokowała, chociaż może nie bardzo. Z tym, iż w krótkim błysku widzimy oczami woźnego migawkę i słyszymy krzyk matki na cała klatkę - Jarek! To zbyt mało. Wspomnienie Kozia z kolonii też pozostawia wszystko w dużym zawieszeniu. Równie dobrze mogli, przynajmniej jeden wyjść na ludzi lub pozostać dorosłymi bandytami. Na podstawie samej sceny z Dziecka piątku trudno coś wnioskować. Dorosły Lisiecki miał przecież prawo być chwilowo czymś zdenerwowany. To, że spluną przechodząc obok czy potracił staruszka o niczym nie świadczy. Ile osób normalnie kiedyś w życiu przeżywało nerwy? Pamiętam zresztą ogólnie nacechowanie gorzkim refleksjami spojrzenie pana Bronka. Oczywiście mało prawdopodobna alternatywa, ale.. Tego nie poprowadzono głębiej i dobrze. Już amator mógłby opisać trych bohaterów lepiej, niż zawodowa graficzka oraz pisarka.
            • tt-tka Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 09.04.21, 17:25
              piotr7777 napisał:

              > 90 procent prawdopodobieństwa jest, że mężczyzną z Dziecka piątku jest starszy
              > z braci Lisieckich, ale ... pewności nie ma. Choć w sumie blok się zgadza.

              jaki tam mezczyzna sie paleta i jak jest opisany, mozesz wrzucic cytata ? Bo ze blok sie zgadza, to zadna poszlaka, tam mieszka mnostwo ludzi, w tym mezczyzn...
              • bupu Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 09.04.21, 18:38
                tt-tka napisała:

                > piotr7777 napisał:
                >
                > > 90 procent prawdopodobieństwa jest, że mężczyzną z Dziecka piątku jest st
                > arszy
                > > z braci Lisieckich, ale ... pewności nie ma. Choć w sumie blok się zgadza
                > .
                >
                > jaki tam mezczyzna sie paleta i jak jest opisany, mozesz wrzucic cytata ? Bo ze
                > blok sie zgadza, to zadna poszlaka, tam mieszka mnostwo ludzi, w tym mezczyzn.

                Kiedy czekał, aż zjedzie winda, z wahadłowych drzwi parteru wyszedł wysoki cwaniak z grubą, bezczelną gębą.
                - Jarek?! - wrzasnął za nim głos kobiety, pewnie matki. Ale on tylko machnął ręką, splunął i przeszedł, potrącając stojącego spokojnie koło windy pana Jankowiaka.
                • tt-tka Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 09.04.21, 19:12
                  bupu napisała:


                  > Kiedy czekał, aż zjedzie winda, z wahadłowych drzwi parteru wyszedł wysoki c
                  > waniak z grubą, bezczelną gębą.
                  > - Jarek?! - wrzasnął za nim głos kobiety, pewnie matki. Ale on tylko machnął rę
                  > ką, splunął i przeszedł, potrącając stojącego spokojnie koło windy pana Jankowi
                  > aka.


                  Dzieks :)
                  Imie starszego Lisieckiego, gruba geba nie pasuje - on byl rowiesnikiem Nutrii, to ile lat mialby w DP, 22 ? Juz zdazylby sie spasc ?
                  >
                  >
                  >
                  >
                  • bupu Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 11.04.21, 18:41
                    tt-tka napisała:

                    > bupu napisała:
                    >
                    >
                    > > Kiedy czekał, aż zjedzie winda, z wahadłowych drzwi parteru wyszedł wy
                    > soki c
                    > > waniak z grubą, bezczelną gębą.
                    > > - Jarek?! - wrzasnął za nim głos kobiety, pewnie matki. Ale on tylko mach
                    > nął rę
                    > > ką, splunął i przeszedł, potrącając stojącego spokojnie koło windy pana J
                    > ankowi
                    > > aka.

                    >
                    > Dzieks :)
                    > Imie starszego Lisieckiego, gruba geba nie pasuje - on byl rowiesnikiem Nutrii,
                    > to ile lat mialby w DP, 22 ? Juz zdazylby sie spasc ?

                    Dwadzieścia dwa, w rzeczy samej.

                    Nie mogę nie zauważyć przy tym rozkosznego podwójnego standardziku. Otóż domniemany Lisiecki z bloku, spluwający przy wyjściu to jest cham, fuja i fubrawiec, ale już Baltona plujący na pawimenta u Romy, to amant doskonały, godzien ręki Borejkówny.
                    • herbacianasaszetka Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 11.04.21, 20:56

                      > Nie mogę nie zauważyć przy tym rozkosznego podwójnego standardziku. Otóż domnie
                      > many Lisiecki z bloku, spluwający przy wyjściu to jest cham, fuja i fubrawiec,
                      > ale już Baltona plujący na pawimenta u Romy, to amant doskonały, godzien ręki B
                      > orejkówny.

                      Ponieważ Lisiecki pochodzi z patologii, a Baltona to potomek wykształconego rodu Żaków.
                      • calpurnia.tate Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 12.04.21, 11:14
                        herbacianasaszetka napisała:

                        >

                        > > ale już Baltona plujący na pawimenta u Romy, to amant doskonały, godzien
                        > ręki B
                        > > orejkówny.
                        >
                        Kiedy Baltona pluł u Romy i gdzie? Wypowiedź się nie do końca poprawnie zapisała Chyba w Pulpecji, tak? Ale bez przesady tam chyba było coś takiego, że splunął i zagrał na (harmonijce)?? Równie dobrze mógł porostu dmuchnąć W sensie nabrać powietrza i tak wypuścić ustami Często jest wówczas takie pfuu. słychać A określane takiego użyto. Żaden domniemany Lisiecki, jeżeli padło imię, to nie była hipoteza. Tylko co najwyżej naoczny pogląd pana Jankowiaka. Widzącego nieznanego mu faceta, którego ocenił po jednym niefortunnym zachowaniu. Od razu cwaniak z bezczelną, grubą gębą. Mimo wszystko, on na Gabrysi też nie zrobił pierwszego wrażenia zbyt miłego. Pamiętała go wszak ze szkoły, heca ze studniówką, podejrzliwy woźny. Więc pierwsze wrażenie myli, jak widać. Ach, wyrzucił Pyziaka jako domniemanego szpicla.
                    • pi.asia Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 12.04.21, 15:37
                      bupu napisała:



                      > ale już Baltona plujący na pawimenta u Romy, to amant doskonały, godzien ręki B
                      > orejkówny.

                      No pewnie, że godzien ręki Borejkówny! Wszak ona też pluje - gumę do żucia wypluła wprost na buty Marcelka. Pasują do siebie idealnie z tym totalnym nieliczeniem się z cudzymi uczuciami i brakiem elementarnej kultury.

                      MM być może uważała, że ta scena z wypluciem gumy na buty będzie zabawna, albo co, a tymczasem jest ona po prostu odrażająca. I gdyby Marcelek był odrobinę mniej zakochany, to po takiej demonstracji lekceważenia i prostactwa zwiałby w siną dal.
                      Zresztą - dziwna sprawa - wypluwanie gumy na podłogę/buty jest ok, ale już znalezienie krzesła, żeby dziewczyna mogła usiąść, jest wyszydzane.
            • calpurnia.tate Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 09.04.21, 19:02
              piotr7777 napisał:

              > 90 procent prawdopodobieństwa jest, że mężczyzną z Dziecka piątku jest starszy
              > z braci Lisieckich, ale ... pewności nie ma. Choć w sumie blok się zgadza.

              Nie przeczyłam, że mężczyzną jest starszy z braci Lisieckich. Jedynie dałam pod rozwagę kilka możliwości. Pierwsza - Obaj zeszli całkowicie na złą drogę i faktycznie są zbirami z półświatka przestępczego. Mało prawdopodobne u wtedy jeszcze w miarę sensownej autorki.
              Druga - Jarek to opryszek, a Marek ma porządny zawód , na przykład jest architektem albo nie wiem botanikiem i wykłada na uniwersytecie. Został też mężem ewentualnie ojcem.
              Trzecia - Zachowanie, które widział pan Jankowiak, to wynik chwilowego zdenerwowania. Jak pisałam w poprzednim poście. Oczami starszego pana widzimy krótką migawkę. Po krzyku matki albo tym, że ktoś, kogoś potracił albo splunął trudno zakładać, że mamy do czynienia ze zdeprawowanym kryminalistą. Normalni ludzie mogli przeżyć podobny epizod z takiej szybkiej sceny trudno wyciągać konkretne wnioski. Oczywiście zachowanie niewątpliwie chamskie bez dwóch zdań, ale w nerwach ludzkie, w końcu nikt świętym za życia nie zostaje. W cyklu wszystko poplątane. Bardziej prawdopodobne, iż w chłopcach przez matkę, środowisko bak drugiego rodzica nie zaszła pozytywna zmiana. Jenak spekulować można zawsze.
    • blada_twarz3 Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 07.04.21, 13:35
      Po pierwsze, Aniela - oczywiście nie przewidywałam, że mogłaby się naprawdę związać z Krystianem z BBB, nie liczyłam też na większą sympatię z jej strony wobec Robrojka, ale Bernard? Pomijając już fakt, że jest on chyba jedną z najbardziej znienawidzonych przeze mnie postaci w całej Jeżycjadzie, ja po prostu tego nie widzę. Podejrzewam, że MM chciała ukazać Anielę jako muzę artysty, który wielbi ziemię, po której ona stąpa. Wyszło to karykaturalnie, karykaturą samego siebie jest zresztą też Bernard, jednak do Anieli jakoś w ogóle nie pasuje mi bycie żoną i matką. Bardziej widzę ją jako romansującą diwę, która lubi być uwielbiana, lubi być kochana, lubi, kiedy jest o niej głośno, potrzebuje nieustannej uwagi i komplementów, lubi też pokazywać się tu i tam z jakimiś czarującymi mężczyznami, najbardziej liczy się dla niej więc sława i ciągłe bycie na topie. Do tego całego obrazka w ogóle nie wmalowuje się Bernard. Szczerze mówiąc, sądziłam, że Aniela albo będzie sama, albo jeśli już, to zwiąże się z jakimś popularnym aktorem, a ich znajomość mogłaby być pełna skandali i niezbyt też długo przetrwać.
      • bupu Re: Wątki, które byliście pewni, że rozwiną się i 07.04.21, 13:47
        blada_twarz3 napisał(a):

        > Po pierwsze, Aniela - oczywiście nie przewidywałam, że mogłaby się naprawdę zwi
        > ązać z Krystianem z BBB, nie liczyłam też na większą sympatię z jej strony wobe
        > c Robrojka, ale Bernard? Pomijając już fakt, że jest on chyba jedną z najbardzi
        > ej znienawidzonych przeze mnie postaci w całej Jeżycjadzie, ja po prostu tego n
        > ie widzę. Podejrzewam, że MM chciała ukazać Anielę jako muzę artysty, który wie
        > lbi ziemię, po której ona stąpa. Wyszło to karykaturalnie, karykaturą samego si
        > ebie jest zresztą też Bernard, jednak do Anieli jakoś w ogóle nie pasuje mi byc
        > ie żoną i matką.

        Znaczy się, ja sobie mogłam wyobrazić Aniellę, która jakiś czas daje się pocieszać i uwielbiać Bernardowi, tak w charakterze odtrutki po podłym mężczyźnie z bormaszyną, ale żeby zaraz małżeństwo po grób? Dawna Anielka by z Bernardem, jego wiecznym rozwolnieniem werbalnym i szczypiorkiem w brodzie za długo by nie wytrzymała.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka