Dodaj do ulubionych

Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka

01.07.21, 18:48
Weszłam na stronę MM i znalazłam ilustrację przedstawiającą małego Juliusza (bo kto inny mógłby liczyć sobie lat osiem i posiadać oko skośne, a włos popielaty?). I o ile ona jest ok, tak to, co przeczytałam dalej... A, zobaczcie.

"Kochana Czytelniczka Pola (a wraz z nią kilka innych osób) chce wiedzieć, kiedy wyjdzie „Chucherko”. Cóż, nieszczęsna pandemia trwa w najlepsze, a ja sobie obiecałam, że słowa na jej temat nie napiszę. Ale mam obmyślony plan wyjścia z tej patowej sytuacji i już niebawem zacznę wcielać go w życie! Zobaczymy, jak to się uda." - ja już się boję...

"Pytasz też o Fryderyka: czy od początku założyłam, że będzie miał tyle wad. Ano nie, samo jakoś tak wyszło! Postacie w moich książkach ewoluują jak chcą i bardzo często chodzą własnymi drogami, nie zważając na moje plany!" - zero zdziwienia z mojej strony. Od 5 tomów wszystko jest dziełem przypadku.

"Pytasz też o imiona w Jeżycjadzie: tak, w rzeczy samej, dobieram je ze staraniem, wiedząc, że imiona mają swoje „oblicza” – wybieram je, nawiasem mówiąc z pewnego starego kalendarzyka, gdzie jest dokładny spis wszystkich imion występujących w Polsce.". Stary kalendarzyk dużo wyjaśnia, np. to, czemu nie było wielu popularnych imion, a Gizele i inne Hildegardy pojawiają się non stop.

"Staram się, żeby nie były podobne, ani brzmieniowo, ani optycznie; zauważyłam bowiem, czytając książki innych autorów, że kiedy imiona są zbyt do siebie podobne, postacie im przypisane tracą wyrazistość. A ja lubię wyrazistych i oryginalnych bohaterów!". Szczególnie Derota. Wyrazista jak budyń z soczkiem.

"Marysiu! – nie, nie planowałam takiego rozwoju afery z Wolfim, sam się zaczął zachowywać po swojemu. Ale też wiedziałam od początku, że pomysł małżeństwa dwu sióstr i dwóch braci niekoniecznie musi się okazać udany. Zakładałam więc, że COŚ się stanie i im to uniemożliwi. No i faktycznie! – Laura zmądrzała". Co, jak, gdzie?
Obserwuj wątek
    • sayoasiel Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 02.07.21, 00:42
      herbacianasaszetka napisała:


      > "Marysiu! – nie, nie planowałam takiego rozwoju afery z Wolfim, sam się zaczął
      > zachowywać po swojemu. Ale też wiedziałam od początku, że pomysł małżeństwa dwu
      > sióstr i dwóch braci niekoniecznie musi się okazać udany. Zakładałam więc, że
      > COŚ się stanie i im to uniemożliwi. No i faktycznie! – Laura zmądrzała". Co, ja
      > k, gdzie?

      Moja przyjaciółka poznała pewnego chłopaka przez Internet w zamierzchłych czasach gadu-gadu. Mieszkał, trafem, w tym samym miasteczku, tylko w innej dzielnicy. Szybko zostali parą (do tego byli pierwszą parą dla siebie nawzajem). Dzisiaj są małżeństwem z trojaczkami bardzo bezlitośnie doświadczanym przez los, ale też widać po tych próbach, że niewiarygodnie silnym. Co się nie działo, trzymali się razem. Jednak ! Zanim oni się pobrali, to ślub ze sobą wzięli...starsza siostra tej przyjaciółki i młodszy brat tego chłopaka. Małżeństwo również udane, choć nie tak "wypróbowane". Czemu to nie jest dobry pomysł ? Czyżby literacko ?
    • bupu Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 02.07.21, 10:26
      herbacianasaszetka napisała:

      > "Kochana Czytelniczka Pola (a wraz z nią kilka innych osób) chce wiedzieć, kie
      > dy wyjdzie „Chucherko”. Cóż, nieszczęsna pandemia trwa w najlepsze, a ja sobie
      > obiecałam, że słowa na jej temat nie napiszę. Ale mam obmyślony plan wyjścia z
      > tej patowej sytuacji i już niebawem zacznę wcielać go w życie! Zobaczymy, jak t
      > o się uda." - ja już się boję...

      Nie ty jedna...


      > "Pytasz też o Fryderyka: czy od początku założyłam, że będzie miał tyle wad. An
      > o nie, samo jakoś tak wyszło! Postacie w moich książkach ewoluują jak chcą i ba
      > rdzo często chodzą własnymi drogami, nie zważając na moje plany!" - zero zdziw
      > ienia z mojej strony. Od 5 tomów wszystko jest dziełem przypadku.

      Nie tyle przypadku, co nader zmiennego autorskiego widzimisie, któremu się mieszczą w wyobraźni dowolne zmiany w bohaterach, niezależnie co tym bohaterom przypisano wcześniej. Ponadto Frycu jest najezonym wadami bałwanem już w "Imieninach"... a nie, czekajcie, rys przemocowy i skłonność do kontrolowania partnerki nigdy nie były męskimi wadami w oczach autorki. Co innego kumplowanie się z jakimiś Bodziami.

      > "Staram się, żeby nie były podobne, ani brzmieniowo, ani optycznie; zauważyłam
      > bowiem, czytając książki innych autorów, że kiedy imiona są zbyt do siebie podo
      > bne, postacie im przypisane tracą wyrazistość. A ja lubię wyrazistych i orygina
      > lnych bohaterów!". Szczególnie Derota. Wyrazista jak budyń z soczkiem.

      Albo Nadszympans, człowiek z tektury. Albo Grzegorz Mieszadło-Stryba...

      > "Marysiu! – nie, nie planowałam takiego rozwoju afery z Wolfim, sam się zaczął
      > zachowywać po swojemu. Ale też wiedziałam od początku, że pomysł małżeństwa dwu
      > sióstr i dwóch braci niekoniecznie musi się okazać udany.

      Tuż po wojnie dwie urocze i energiczne siostry z malej wioski poznaly dwóch przystojnych braci z wioski sąsiedniej. Na firmamencie wzeszła miłość, po czym obie pary wzięly ślub. Jedna z tych par to moi osobiści dziadkowie. Nie powiem, że małżeństwo mieli usłane płatkami róż (acz kochali się do końca bardzo), problem jednak stanowiły charaktery obu stron, a nie to, że ich rodzeństwo stanowiło parę.

      Ponadto przeraża mnie niezmiernie tok myślenia autorki, która parując nawet nastoletnich bohaterów zakłada, że to się musi skończyć przed ołtarzem...

      > Zakładałam więc, że
      > COŚ się stanie i im to uniemożliwi. No i faktycznie! – Laura zmądrzała". Co, ja
      > k, gdzie?

      No zmądrzała, odrzuciła nasiąknietego bezczółkowymi miazmatami Wolfiego, by czekać na Człowieka z Tektury i Złotego Nicienia...
    • marutax Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 02.07.21, 21:35
      herbacianasaszetka napisała:

      > "Pytasz też o Fryderyka: czy od początku założyłam, że będzie miał tyle wad. An
      > o nie, samo jakoś tak wyszło! Postacie w moich książkach ewoluują jak chcą i ba
      > rdzo często chodzą własnymi drogami, nie zważając na moje plany!" - zero zdziw
      > ienia z mojej strony. Od 5 tomów wszystko jest dziełem przypadku.

      Czytając to uświadomiłam sobie, że nie wiem, o jakie wady chodzi Autorce. Fryca od wielu tomów wspomina się pośrednio. O żadnych zbrodniach z jego udziałem nie wiadomo. Co się stało w Oxfordzie - nie wiadomo. O co więc biega? Jeśli o brak empatii, oziębłość, introwertyczność, brak kompatybilności z Borejkami i skłonność do planowania pod siebie, to te cechy Fryc miał od początku, bez żadnego poza autorskiego ewoluowania. Czyli odpada. Jakie inne wady "wyszły" u Fryderyka?
      • iwoniaw Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 02.07.21, 22:18
        marutax napisała:

        Fryca
        > od wielu tomów wspomina się pośrednio. O żadnych zbrodniach z jego udziałem ni
        > e wiadomo. Co się stało w Oxfordzie - nie wiadomo. O co więc biega? Jeśli o bra
        > k empatii, oziębłość, introwertyczność, brak kompatybilności z Borejkami i skło
        > nność do planowania pod siebie, to te cechy Fryc miał od początku, bez żadnego
        > poza autorskiego ewoluowania. Czyli odpada. Jakie inne wady "wyszły" u Fryderyk
        > a?

        No jak to, przychodził do Róży ma Roosevelta przez tyle lat, a jak przyszło co do czego, to nagle się okazało, że ma inne wyobrażenie o swym życiu niż zamieszkanie tam w kąciku i poddanie się tyranii Strasznego Dziadunia! A przecież krył się, perfidnie mówiąc "dzień dobry" i prezentując czółko, podczas gdy bardziej prostolinijni szubrawcy są rozpoznawalni z kilometra.
      • kocynder Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 03.07.21, 00:00
        Można by tez podjąć dyskusję już dawno przez MM "rozpoczętą". Pyziak "się źle zapowiadał". Bo będąc singlem flirtował, mówił wyświechtane komplementy koleżankom, a nawet tą czy tamta pocałował pod wierzbą - nie wbrew jej woli. A gdy kwiaty jabłoni i sonaty skrzypcowe odszyfrowały hurtowość jego komplimentów - to się biedak x czasu nie mógł pokazać na treningach kosza, bo mu było głupio. Ustatkowawszy się zaś przy kalafiorze - zaprzestał wypadów podrywczych, jeździł do Czaplinka na ryby i bywał konduktorem "do Biescadów". Natomiast nie zapowiadał się ani Pawełek podrywający wakacyjnie Anielę pomimo posiadania stałej dziewczyny, który tą Anielę oszukiwał w listach (niejednokrotnie!), który nijak nie czuł "winy" wobec swojej (oszukiwanej) dziewczyny... Nie zapowiadał się nijak Maciuś, latający za cytrynową Matyldą. Nie zapowiadali się inni... No, sorry, ale jeśli odsądzamy Janusza od czci i wiary, bo już jako młody "się zapowiadał" - to tak samo źle się zapowiadało co najmniej kilku innych, a jakoś mogą sobie być pozytywami...
        Myślę, że w grę wchodzą dwie kwestie:
        1. Prorokowanie (bodaj ustami Milicji) "że Janusz się zapowiadał" - to takie... W wielu książkach pojawiają się bohaterowie, którzy "przeczuwali", "od rana byli niespokojni" itp. Zwykle owe "przeczuwania i niepokoje" są ujawniane post factum... I tak, w przypadku Mili (moim zdaniem) to tak właśnie zadziałało: "Janusz okazał się być fują i fubrawcem - Gaba cierpi (widowiskowo!) - ja jestem bystra = od początku wiedziałam, że to zły człowiek!"
        2. Tu już kwestia stricte autorki. O osobie kochanej mówimy "Jak on ślicznie pluje!", o osobie niekochanej "Jak on się głupio uśmiecha, jak debil!". "Czy to nasze dzieciątko słodko kwili czy cudzy bachor drze japę". Janusz został przez autorkę znielubiany. I w związku z tym nawet jego zalety to nie są zalety tylko ukryte wady. A wady to koszmary.
        I to samo dotyczy wszystkich bohaterów.
        P. S. Próbowałam kiedyś pisać opowiadania kryminalne (ponoć nawet nienajgorsze) i WIEM, że bohaterowie to paskudne, wredne typy, które ni czorta nie chcą robić tego co powinni robić zdaniem autora! Samowolne to-to i niezdyscyplinowane... ;)
        • bupu Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 03.07.21, 08:09
          kocynder napisała:

          > Można by tez podjąć dyskusję już dawno przez MM "rozpoczętą". Pyziak "się źle z
          > apowiadał". Bo będąc singlem flirtował, mówił wyświechtane komplementy koleżank
          > om, a nawet tą czy tamta pocałował pod wierzbą - nie wbrew jej woli. A gdy kwia
          > ty jabłoni i sonaty skrzypcowe odszyfrowały hurtowość jego komplimentów - to si
          > ę biedak x czasu nie mógł pokazać na treningach kosza, bo mu było głupio. Ustat
          > kowawszy się zaś przy kalafiorze - zaprzestał wypadów podrywczych, jeździł do C
          > zaplinka na ryby i bywał konduktorem "do Biescadów". Natomiast nie zapowiadał s
          > ię ani Pawełek podrywający wakacyjnie Anielę pomimo posiadania stałej dziewczyn
          > y, który tą Anielę oszukiwał w listach (niejednokrotnie!), który nijak nie czuł
          > "winy" wobec swojej (oszukiwanej) dziewczyny... Nie zapowiadał się nijak Maciu
          > ś, latający za cytrynową Matyldą. Nie zapowiadali się inni... No, sorry, ale je
          > śli odsądzamy Janusza od czci i wiary, bo już jako młody "się zapowiadał" - to
          > tak samo źle się zapowiadało co najmniej kilku innych, a jakoś mogą sobie być p
          > ozytywami...

          Nie zapowiadał się też niejaki Górski Florian, który najpierw flirtował z kim popadnie, a potem nafer parszywie wykorzystał Romę, by zblizyć się do Patrycji.

          > Myślę, że w grę wchodzą dwie kwestie:
          > 1. Prorokowanie (bodaj ustami Milicji) "że Janusz się zapowiadał" - to takie...
          > W wielu książkach pojawiają się bohaterowie, którzy "przeczuwali", "od rana by
          > li niespokojni" itp. Zwykle owe "przeczuwania i niepokoje" są ujawniane post fa
          > ctum... I tak, w przypadku Mili (moim zdaniem) to tak właśnie zadziałało: "Janu
          > sz okazał się być fują i fubrawcem - Gaba cierpi (widowiskowo!) - ja jestem bys
          > tra = od początku wiedziałam, że to zły człowiek!"

          Przyznajmy uczciwie, że Milicja nigdy Pyziaczks nie lubiła, albowiem nie był tym dobrze ułozonym blondynkiem, ktorego sobie wyobraziła u boku Gabuni.

          > 2. Tu już kwestia stricte autorki. O osobie kochanej mówimy "Jak on ślicznie pl
          > uje!", o osobie niekochanej "Jak on się głupio uśmiecha, jak debil!". "Czy to n
          > asze dzieciątko słodko kwili czy cudzy bachor drze japę". Janusz został przez a
          > utorkę znielubiany. I w związku z tym nawet jego zalety to nie są zalety tylko
          > ukryte wady. A wady to koszmary.
          > I to samo dotyczy wszystkich bohaterów.

          A owszem. I to się nasila, patrz Janicka.
      • 3piota Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 03.07.21, 01:05
        marutax napisała:
        > Jakie inne wady "wyszły" u Fryderyka?

        Nie zwąsiał i nie zborejczał. Oraz nie pozwolił umieścić się z żoną i dzieckiem w chatynce postawionej z ofiarności rodu. Wyobraźnię miał i na samą myśl, że ta chatynka będzie własnością wszystkich ofiarodawców, a pamiętliwy dziadyga co jakiś czas mu tę ich ofiarność wypomni - wolał wiać nie tylko z Poznania i Polski, ale nawet z kontynentu. Kanałem La Manche i Morzem Północnym się odgrodził z nadzieją, że tam go dziadyga nie najedzie.


        • bupu Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 07.07.21, 16:20
          3piota napisał(a):

          > marutax napisała:
          > > Jakie inne wady "wyszły" u Fryderyka?
          >
          > Nie zwąsiał i nie zborejczał. Oraz nie pozwolił umieścić się z żoną i dzieckiem
          > w chatynce postawionej z ofiarności rodu. Wyobraźnię miał i na samą myśl, że t
          > a chatynka będzie własnością wszystkich ofiarodawców, a pamiętliwy dziadyga co
          > jakiś czas mu tę ich ofiarność wypomni - wolał wiać nie tylko z Poznania i Pols
          > ki, ale nawet z kontynentu. Kanałem La Manche i Morzem Północnym się odgrodził
          > z nadzieją, że tam go dziadyga nie najedzie.

          A to jest chyba wspólny mianownik, łączący Fryca z Pyziaczkiem. Pyziaczek wszakże również nie zwąsiał, nie zborejczał i miast kontentować się życiem w kołchozie (jak to potem czynił Sałaciarz), pojechał zarabiać te... te piniążki, zamierzając za nie nabyć takie zberezieństwa jak TFU!!! samochód. A potem może by mu się jeszcze mieszkania zachciało, co? No jakoś nie widzę Janusza grzecznie kicającego pod komendę Milicji i z uszami po sobie słuchającego awantur Ignaca, na ten przykład o zmywarkę.

          Wniosek: przykładny małżonek Borejczanki musi być bezwolnym dendronem, którego można przestawiać z kąta w kąt, jak Grześ, albo Robroj, ewentualnie kataleptykiem jak Mareczek, albo pracoholikiem, rzadko obecnym w domu i wyżywającym swoje frustracje z użyciem młotka na budowach własnych i sąsiedzkich, jak Flobry. Zięć, usiłujący mieć jakiekolwiek własne zdanie na temat przyszłości swojej i żony jest automatycznie fują, fubrawcem i sklopsiałym CKNUKiem.

          No przeż czy nie dlatego Gabon sączył jad w uszko Róży, gdy Frycu wyjechał z Oksfordu do Stanów? Chłop wyjechał w delegację. Zdarza się. Początkowo miała trwać zdaje się dwa miesiące, więc nic dziwnego, że nie wziął ze sobą rodziny, zwłaszcza, że w UK rok szkolny kończy się w trzecim tygodniu lipca. Idiotyzmem byłoby wyrywać dzieci ze szkoły na miesiąc przed końcem roku, zwłaszcza na dwumiesięczny pobyt. Czyli w sumie nic się nie stało, tymczasem Róża w bek. No błagam, zanosić się szlochem, że chłop pojechał w kilkumiesięczną delegację, to trzeba mieć jednak rzetelny problem psychiczny. A że nie powiedział wcześniej... Primo, Frycu zawsze taki był i jak to mawiała babcia Pawlakowa, był czas przywyknąć, secundo, zważywszy na reakcję Róży ja się wcale nie dziwię. Powiedziałby miesiąc wcześniej, miałby miesiąc szlochów, smarków i scen dantejskich aaalenieopuuuszczaaajmnieeee.

          Gaba, dobrze znająca swoją córkę, powinna to wiedzieć i zadziałać uspokajająco, ale nie, wparowała z cysterną benzyny, by lać ją wprost w płomienie różanej paranoi. Opuścił, krwawy barbus jeden, porzucił na wieki! Zły Fryc, bo tonie, przepraszam, bo nie włóczy ze sobą wszędzie rodziny! A dlaczego jęła jad sączyć? Bo się przestraszyła, że skoro pobyt się wydłuża, to jeszcze czasem Frycu ściągnie Różę z dziatkami za ocean, usuwając ją z zasięgu szponów kochanej mamuni na dobre. Nie będzie taki zięć bruździł, trzeba go należycie zohydzić. Samodzielności mu się zachciewa i własnych decyzji, też coś...
          • guineapigs Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 07.07.21, 18:53
            Do tego wszystkiego, co napisala Bupu ja dodam od siebie, ze ja to bylabym dumna, ze moj narzeczony/maz zostal wyrozniony tak prestizowym zatrudnieniem/stypendium. Jakos Krystyna w SzK nie rozpaczala, ze jej maz, gdy ona sama byla w ciazy, dostal prace przy renowacji czy co tam robil - zgodnie ze swoim wyksztalceniem i talentem. Byle komu takich fuch nie rozdaja. A Krystyna byla w jednak gorszej sytuacji zyciowej, bo nawet wlasnego kawalka dachu nad glowa nie miala. Danusie z dziateczkami Pawelek tez zostawil, bo dostal stypendium w Monachium - i niebo jej i owym dziateczkom na lby nie spadlo.
            Owszem, rozlaka w rodzinie nie jest latwa, wie to mnostwo polskich rodzin, ale na Budde, Jahwe i Allaha - nie robmy dramatu z czegos, co w obecnych czasach jest niemal codziennoscia (vide: zony kierowcow tzw. TIR-ow) oraz nie robmy dramatu z czegos, co powinno byc wrecz powodem do rodzinnej dumy!
            Fryc nie zostawial Pyzy bezdomnej, przymierajacej glodem i osamotnionej - zostawial Pyze otoczona rodzina, w przyzwoitym mieszkaniu, zdrowa i zaopiekowana. I przede wszystkim, nie ze ja zostawial, a tylko wyjezdzal na jakis czas, by rozwinac skrzydla i pchnac nauke do przodu.
            No chyba, ze Pyza sie bala, ze Fryc tam pozna jakas Pamele Anderson i wsiaknie - ale jak tak, to juz od razu taka relacje mozna spisac na straty, bo nawet jakby wrocil nietkniety przez Pamele, to Pyza by sie bala go puscic na wyklady ze studentkami czy do warzywniaka, bo w warzywniaku obsluguje 'taaaka blondyna z taaakimi bimbalami' oraz 'a czy widzial pan, panie kolego doktorze, te studentke z Tykocina? Nie? To prosze sie przyjzec, bo takich nog i biustu to pan kolega doktor jeszcze nie widzial'.
            • bupu Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 07.07.21, 19:49
              guineapigs napisała:

              > Do tego wszystkiego, co napisala Bupu ja dodam od siebie, ze ja to bylabym dumn
              > a, ze moj narzeczony/maz zostal wyrozniony tak prestizowym zatrudnieniem/stypen
              > dium. Jakos Krystyna w SzK nie rozpaczala, ze jej maz, gdy ona sama byla w ciaz
              > y, dostal prace przy renowacji czy co tam robil - zgodnie ze swoim wyksztalceni
              > em i talentem. Byle komu takich fuch nie rozdaja. A Krystyna byla w jednak gors
              > zej sytuacji zyciowej, bo nawet wlasnego kawalka dachu nad glowa nie miala. Dan
              > usie z dziateczkami Pawelek tez zostawil, bo dostal stypendium w Monachium - i
              > niebo jej i owym dziateczkom na lby nie spadlo.


              Ja tylko przypomnę uprzejmie, że niejaki Stryba Grzegorz wyjechał na stypendium, pozostawiając w domu nie tylko kilkumiesięczne dziecię, ale i żonę, CIERPIĄCĄ NA POTENCJALNIE ŚMIERTELNĄ CHOROBĘ. I jakoś nikt go od czci i wiary nie odsądzał, czarnymi barwami nie odmalowywał przed rodziną i gęby fubrawca nie przyprawiał. Wniosek: Frycu jest odsądzany od czci i wiary nie dlatego, że faktycznie jest fubrawcem, tylko dlatego, że go Borejkowie (z Gabuchną na czele) zwyczajnie nie lubią. Gdyby dostał od Klanu pieczęć aprobaty, mógłby wyjeżdżając na stypendium zostawić żonę z dziatkami w jednych gaciach i bez dachu nad głową, a nikt nie mrugnąłby okiem.

              > Owszem, rozlaka w rodzinie nie jest latwa, wie to mnostwo polskich rodzin, ale
              > na Budde, Jahwe i Allaha - nie robmy dramatu z czegos, co w obecnych czasach je
              > st niemal codziennoscia (vide: zony kierowcow tzw. TIR-ow) oraz nie robmy drama
              > tu z czegos, co powinno byc wrecz powodem do rodzinnej dumy!

              No toż, Fryc nie jest pierwszym znanym Borejkom obywatelem, wyjeżdżającym na stypendium przecież. Pawełek, Grześ, Maciuś tombakowy, który też był na stypendium, gdy Kreska rodziła bliźnięta... Żaden z powyższych jakoś rodziny ze sobą w wojaże nie ciągnął. I nie czyniono im z tego zarzutu.
                • 3piota Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 07.07.21, 20:31
                  Tak to było. No ale to były inne czasy! W dodatku wszyscy wyżej wymienieni - owszem - wyjeżdżali zostawiając żony z drobiazgiem albo i w ostatnim stadium ciąży (Kreska) ale te żony były otoczone kochającymi rodzinami i przyjaciółmi gotowymi nawet poród odebrać!
                  A biedna Pyza tam sama na obcej ziemi! Z obawą, że Frycowi za oceanem znów zepsuje się Skype, WhatsApp, maila zapomni, telefon zgubi...
                  W ogóle o czym ta mowa. Zgred Borejko - wzór dla wszystkich - w życiu zadka nie ruszył żeby rodzinie byt poprawić. Wybitny neurolog czy tam neurochirurg na żadne sympozja nie jeździ i w piwnicy dobrze mu. A tu jakiś chłystek Schoppe ambitnego naukowca rżnie!
                • blada_twarz3 Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 07.07.21, 20:38
                  Był, była o tym mowa w Brulionie Bebe B., kiedy to Aniela zaciągnęła młodzież do Hajduków, by Jerzy pomógł z fizyką. No a wtedy Cesia oznajmiła im, że jest on na stypendium w Kanadzie. Tym sposobem, Hajduk zostawiający żonę z dziećmi na powiedzmy te dwa-trzy miesiące też nie był be. Tylko Fryc był.
              • guineapigs Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 07.07.21, 20:33
                he he he!
                Bo Fryc to moze mial byc jak Ignac - wybitny znawca tematu znad biurka. Wszak ignac jest kreowany jako wybitny znawca antyku, a najdalej jak byl to Czaplinek. I to w czasach, gdy zeby poleciec do Aten czy Egiptu to wystarczy pojsc na lotnisko i kupic bilet.
                Ja osobiscie smiem watpic w to, ze Ignac polecialby jak oparzony na lotnisko bilet kupic jakby mu kto powiedzial: 'Panie doktor, tam podobno odkryto w bibliotece w Kairze jakis rekopis Plutarcha, w tajemnicy to trzymaja by sie tlumy nie zlecialy, ale cos tam jest na rzeczy, bo kordony policji, profesory ze Stanow i Oksfordu, prasie zakazali wstepu - ja tam sie nie znam, ale na pana miejscu, panie doktor, to bym sie zainteresowal'.
                Ale Ignac nic, on jak Bede Czcigodny - tylko w lokalnej bibliotece, najwyzej 100 mil poza. Oczywiscie, zeby nie bylo draki, nie rownuje Bede i Ignaca. Tak tylko dokazuje dla smichu ino.
                • 3piota Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 07.07.21, 20:41
                  guineapigs napisała:

                  > he he he!
                  > Bo Fryc to moze mial byc jak Ignac - wybitny znawca tematu znad biurka. Wszak i
                  > gnac jest kreowany jako wybitny znawca antyku, a najdalej jak byl to Czaplinek.

                  A nieprawda! Aż do Łeby dotarł jodu się nawdychać na cały kolejny rok siedzenia za biurkiem.
              • sayoasiel Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 08.07.21, 00:29
                bupu napisała:

                >
                > Ja tylko przypomnę uprzejmie, że niejaki Stryba Grzegorz wyjechał na stypendium
                > , pozostawiając w domu nie tylko kilkumiesięczne dziecię, ale i żonę, CIERPIĄCĄ
                > NA POTENCJALNIE ŚMIERTELNĄ CHOROBĘ. I jakoś nikt go od czci i wiary nie odsądz
                > ał, czarnymi barwami nie odmalowywał przed rodziną i gęby fubrawca nie przypraw
                > iał. Wniosek: Frycu jest odsądzany od czci i wiary nie dlatego, że faktycznie j
                > est fubrawcem, tylko dlatego, że go Borejkowie (z Gabuchną na czele) zwyczajnie
                > nie lubią. Gdyby dostał od Klanu pieczęć aprobaty, mógłby wyjeżdżając na stype
                > ndium zostawić żonę z dziatkami w jednych gaciach i bez dachu nad głową, a nikt
                > nie mrugnąłby okiem.

                A ja przypomnę, że w tej samej książce, w której dowiadujemy się o ciąży, w której też narratorem jest Józek, czytamy, że Fryderyk był przez rodzinę wychwalany pod niebiosa, czego Józek nie rozumie, bo wydaje mu się, że Frycek to starsza wersja Ignacego Grzegorza. Dopiero gdy Frycek się od razu nie oświadcza, czar pryska. I myślę, że tu jest klucz do tej zagadki - ŚLUB. Wszyscy mężczyźni, o których wspomniałaś, byli już legalnie, oficjalnie zaślubieni. Kościelnie nawet. A Ignac wyraźnie mówi Fryderykowi, że nie podoba mu się "NIEŚLUBNA ciąża mojej wnuczki". W Czarnej Polewce też w tym samym tonie - kolejność była niewłaściwa, najpierw miał być ślub, a nie dziecko i skoro Fryderyk jeszcze się nie ożenił, to się wcale nie ożeni i ma niecne zamiary.
                • bupu Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 08.07.21, 10:00
                  sayoasiel napisał(a):

                  > A ja przypomnę, że w tej samej książce, w której dowiadujemy się o ciąży, w któ
                  > rej też narratorem jest Józek, czytamy, że Fryderyk był przez rodzinę wychwalan
                  > y pod niebiosa, czego Józek nie rozumie, bo wydaje mu się, że Frycek to starsza
                  > wersja Ignacego Grzegorza. Dopiero gdy Frycek się od razu nie oświadcza, czar
                  > pryska. I myślę, że tu jest klucz do tej zagadki - ŚLUB. Wszyscy mężczyźni, o k
                  > tórych wspomniałaś, byli już legalnie, oficjalnie zaślubieni. Kościelnie nawet.
                  > A Ignac wyraźnie mówi Fryderykowi, że nie podoba mu się "NIEŚLUBNA ciąża mojej
                  > wnuczki". W Czarnej Polewce też w tym samym tonie - kolejność była niewłaściwa
                  > , najpierw miał być ślub, a nie dziecko i skoro Fryderyk jeszcze się nie ożenił
                  > , to się wcale nie ożeni i ma niecne zamiary.


                  Fajnie, tyle, że my teraz mówimy o drugim wyjeździe Fryca, tym z Ciotki Zgryzotki, gdy Fryc i Róża są już małżeństwem od lat. Odmalowanym jako straszliwe porzucenie, dramat stulecia i zbrodnia niesłychana.
                • bupu Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 08.07.21, 10:24
                  sayoasiel napisał(a):

                  > A ja przypomnę, że w tej samej książce, w której dowiadujemy się o ciąży, w któ
                  > rej też narratorem jest Józek, czytamy, że Fryderyk był przez rodzinę wychwalan
                  > y pod niebiosa, czego Józek nie rozumie, bo wydaje mu się, że Frycek to starsza
                  > wersja Ignacego Grzegorza. Dopiero gdy Frycek się od razu nie oświadcza, czar
                  > pryska. I myślę, że tu jest klucz do tej zagadki - ŚLUB. Wszyscy mężczyźni, o k
                  > tórych wspomniałaś, byli już legalnie, oficjalnie zaślubieni. Kościelnie nawet.
                  > A Ignac wyraźnie mówi Fryderykowi, że nie podoba mu się "NIEŚLUBNA ciąża mojej
                  > wnuczki". W Czarnej Polewce też w tym samym tonie - kolejność była niewłaściwa
                  > , najpierw miał być ślub, a nie dziecko i skoro Fryderyk jeszcze się nie ożenił
                  > , to się wcale nie ożeni i ma niecne zamiary.

                  Tak na marginesie, afery przy pierwszym wyjeździe też by nie było, gdyby nie bezdenna głupota Różyczki oraz idiotyczne oczekiwania i jej i całego klanu.

                  Różyczka bowiem strzeliła we Fryca wieścią o ciąży w ostatniej chwili przed wyjazdem, oczekując, że na wieść o dziecku zrezygnuje on z wyjazdu i popędzi do ołtarza. A rodzina B. uznała te oczekiwania za stosowne, Fryca zaś za fuję, bo nie rzucił się ich spełniać. I nie dała Frycowi najmniejszej szansy na poukładanie sytuacji.

                  No to teraz popatrzcie na tę sytuację z boku: dwoje studentów na dorobku majstruje ciążę. Żadne z nich nie ma własnego kąta, ani pieniędzy, oboje są na garnuszku rodziców. I w takiej sytuacji zaciązone dziewczę i jego rodzina oczekują, że tatuś in spe odrzuci, powtarzam: ODRZUCI NATYCHMIAST możliwość zarobienia pieniędzy na dziecię i ustawienia kariery w dobrym punkcie do dalszego rozwoju, albowiem istotniejszy dla nich jest ślub zawarty jak najszybciej.

                  No przecież to jest tak kretyńskie, że brakuje słów. A Borejki nie zostawiają Fryderykowi żadnego pola manewru, albo zrobi tak, jak oni chcą, albo won. Zero dialogu, zero prób naprostowania sytuacji z ich strony. Zupełnie tak, jakby tego ślubu nie dało się zawrzeć po powrocie Fryca ze stypendium.

                  Moim zdaniem największym problemem w związku Róży i Fryca jest rodzina Borejków in toto.
                  • 3piota Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 08.07.21, 10:40
                    Ta pochwała ubóstwa aż krzyczy a Ty nie słyszysz!
                    Cóż miała Mila z Ignacem na starcie, a czwórki dzieci się dorobili!
                    Nic to, że w warunkach urągających i gdyby nie Gizela...
                    Finis coronat opus - wygłosił by Ignac. - Owidiusz - dobąknęła by Mila.
                    Można było znów przegrodzić kawałek ogromnej kuchni, może uszczknąć nieco z ogromnej łazienki i jak znalazł kącik dla nowej rodziny. Zawsze znalazłoby się trochę miejsca przy stole i w sercach...
                    • bupu Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 08.07.21, 13:22
                      3piota napisał(a):

                      > Ta pochwała ubóstwa aż krzyczy a Ty nie słyszysz!
                      > Cóż miała Mila z Ignacem na starcie, a czwórki dzieci się dorobili!
                      > Nic to, że w warunkach urągających i gdyby nie Gizela...
                      > Finis coronat opus - wygłosił by Ignac. - Owidiusz - dobąknęła by Mila.
                      > Można było znów przegrodzić kawałek ogromnej kuchni, może uszczknąć nieco z ogr
                      > omnej łazienki i jak znalazł kącik dla nowej rodziny. Zawsze znalazłoby się tro
                      > chę miejsca przy stole i w sercach...

                      A widzisz, waćpani, o tym nie pomyślałam... No tak, óbustffffo przecież, kto to widział walczyć o godne warunki bytowe dla dziecka, skoro można je zakisić w kołchozie... wszak wzorem tu jest Gaba, która syna własnego póltorej dekady trzymała za szafą, nie kiwnąwszy nawet palcem by zmienić swoją sytuację lokalową...
                  • sayoasiel Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 08.07.21, 11:13
                    3piota napisał(a):

                    >
                    > A nieślubna ciąża jego pierworodnej mu nie wadziła? Przecież Gaba z Pyziakiem ś
                    > lub brali gdy już Pyza na świecie była.

                    Pewnie mu wadziła,dlatego ślub miał być jak najszybciej, a potem latami żal ( przynajmniej u Mili) ,że tylko cywilny. Pamiętajmy też,że co do tego ślubu były dwie wersje. Według pierwszej Gaba brała go wtedy, kiedy Ignacy siedział w areszcie i nie był on podyktowany ciążą, tylko młodzieńczą głupotą. Ba, według pierwszej wersji, to Mila nawet odradzała to małżeństwo Gabie. Według drugiej, tej z Języka Trolli, Pyziak ślubu nie chciał i był on bezpośrednim wynikiem rozmowy z Milą właśnie po tym jak Gaba zaszła w ciążę. Więc...*rozkłada ręce*
                    Jasne, że mogli ślub wziąć po stypendium. I w ogóle, być w stałym kontakcie. Jasne, że Fryderyk powinien wiedzieć więcej już wcześniej. Tak się jednak nie stało i tak Borejkowie widzą świat. Najważniejsze jest to,żeby Róża nie była w ciąży bez męża. Najlepiej, żeby doszło do ślubu, zanim będzie widać (no,to już za późno), żeby chronić jej godność.

                    A co do tego,że mowa była o drugim wyjeździe Fryca - umknęło mi. Za to sens ma. W końcu, kiedy Pyziak wyjechał za dolarami, zaczęły się kłopoty.
                    • tt-tka Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 08.07.21, 12:21
                      sayoasiel napisał(a):

                      > 3piota napisał(a):
                      >
                      > >
                      > > A nieślubna ciąża jego pierworodnej mu nie wadziła? Przecież Gaba z Pyzia
                      > kiem ś
                      > > lub brali gdy już Pyza na świecie była.
                      >
                      > Pewnie mu wadziła,dlatego ślub miał być jak najszybciej,

                      Wcale nie, wcale nie :P
                      Wspominki Milicji (na slubie Idy) swiadcza , ze to Ygnac mial byc tym, ktory by Gabe od slubu powstrzymal i ze mlodzi chajtneli sie dopiero, gdy Ygnac poszedl siedziec.

                      a potem latami żal ( p
                      > rzynajmniej u Mili) ,że tylko cywilny. Pamiętajmy też,że co do tego ślubu były
                      > dwie wersje. Według pierwszej Gaba brała go wtedy, kiedy Ignacy siedział w ares
                      > zcie i nie był on podyktowany ciążą, tylko młodzieńczą głupotą. Ba, według pier
                      > wszej wersji, to Mila nawet odradzała to małżeństwo Gabie. Według drugiej, tej
                      > z Języka Trolli, Pyziak ślubu nie chciał i był on bezpośrednim wynikiem rozmowy
                      > z Milą właśnie po tym jak Gaba zaszła w ciążę. Więc...*rozkłada ręce*

                      Wiec Milicja modyfikuje wersje w zaleznosci od tego, z kim rozmawia i co chce osiagnac - bo daty sa nieublagane. Pyza rodzi sie w 81, slub jest w 82.


                      >
                      > A co do tego,że mowa była o drugim wyjeździe Fryca - umknęło mi. Za to sens ma.
                      > W końcu, kiedy Pyziak wyjechał za dolarami, zaczęły się kłopoty.

                      Imho klopoty zaczely sie, gdy Pyziak z dolarami wrocil... rok przemieszkal z Borejkami (juz jako slubny maz) i jak sie zawinal, to juz wlasnie nie wrocil. Zatem decydujace bylo to nieopisane, co dzialo sie miedzy jego powrotem z Australii a jego wyjazdem do Alzacji. Na miejscu sie dzialo, na Roosevelta.
    • ciotka.scholastyka Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 03.07.21, 00:54

      > "Pytasz też o Fryderyka: czy od początku założyłam, że będzie miał tyle wad. An
      > o nie, samo jakoś tak wyszło!

      Nie, zaraz! Jakie WADY? Przez te wszystkie lata, kiedy przychodził, jako narzeczony Róży (pamiętajmy, że zaręczyli się w II klasie LO) to wszystko było w porządku! Przychodził, łupał martensami i świecił blond jeżem na schodach, nazywał ją swoją Różyczką, uczył Ignaca internetu itd. Przez te wszystkie lata nie mamy ANI JEDNEGO komentarza narratora, że coś tu jest nie tak. Nawet, gdy okazuje się, że miał dla niej tylko dwa popołudnia w tygodniu, nawet gdy nie poszedł z nią na wesele, bo musiał pisać referat (zorganizowany prymus tak poukładałby sobie czas, że znalazłby go i na referat, i na wesele), ba, nawet gdy - od narratora - wiemy, że dla jego rodziny Róża była "tylko koleżanką" przez co najmniej cztery lata - ani razu nie jest to pokazane jako problem, nie jest to okraszone żadnym komentarzem. To ja się pytam - o jakie wady Fryderyka chodzi?
      • herbacianasaszetka Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 03.07.21, 10:46
        A problemy nie zaczęły się, gdy zareagował jak zaregował na wieść o ciąży Róży? Wrócił, to prawda, ale dziewczynie wychowującej się bez ojca taka chwilowa ucieczka mogła skojarzyć się bardzo źle. Nie jako "przejdzie mu szok i się odezwie", a "zostanę sama z dzieckiem jak moja mama".

        I ta nieszczęsna "pułapka biologiczna". W zasadzie się zgadzam, niemniej tutaj Fryc całkowicie zrzuca z siebie odpowiedzialność. Samo słowo "pułapka"... jakby ktoś mu specjalnie zrobił krzywdę i go oszukał. Jakoś mi nie pasuje do inteligentnego i ambitnego faceta zarówno takie podejście, jak i że nie wpadł na to, by się zabezpieczyć. A nawet jeśli się zabezpieczyli, tylko antykoncepcja rypła, to... na litość. Urodził się człowiekiem w danych warunkach i musi na ich podstawie budować swoje decyzje. To jakby świadomie wjechał na autostradę, a potem narzekał, że nie może jechać 40 km/h, bo "głupi system prawny". To trzeba było jechać osiedlem!
        • tt-tka Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 03.07.21, 11:08
          Sorry, juz naprawde nie chce mi sie powtarzac fafnasty raz, ale skoro trzeba... Fryc nie uciekl. Fryc wyjechal na stypendium zaplanowane i zalatwione wczesniej, niz Roza w ogole zaszla, nim doszlo do zblizenia. Roza caly czas wiedziala, gdzie on jest, co robi i na jak dlugo wyjezdza.
          "Pulapka bio" imho usprawiedliwiona - Roza zainicjowala seks, do ktorego Fryc przez SZESC lat ich narzeczenstwa bynajmniej nie dazyl. Mial prawo oczekiwac, ze skoro "ona zaczela", to i ona zadbala o reszte, on zostal wziety z zaskoczenia. A skoro juz zdarzyla sie wpadka, co bywa - ze zostanie od tym powiadomiony od razu, a nie na trzy dni przed wyjazdem. Mial prawo poczuc sie oszukany i wrobiony.
          • iwoniaw Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 03.07.21, 11:52
            Poza tym, Fryc przecież nie mówi "to nie moje dziecko" ani "więcej was nie chcę znać", tylko, "tak, wsiadam w ten odlatujacy JUTRO samolot zamiast wyrzucić bilety do śmietnika", po czym z USA próbuje się kontaktować z Różą, pisze do niej maile (wątek zmiany adresu potem litościwie pominę). To ona się nie odzywa - ok, czuje się urażona pierwszą jego (nieentuzjastyczną) reakcją, hormony nią miotają itd., ale i Fryc zareagował źle w pierwszej sekundzie po otrzymaniu info (w okolicznościach niezbyt fortunnych, dzień przed wyjazdem na stypendium życia), a nie zachowywał się beznadziejnie tygodniami.

            O tym, co się działo w Oksfordzie (nic złego) i jak bardzo moim zdaniem Gaba się starała o rozwalenie małżeństwa córki, to już pisałam w dawnych wątkach.
          • herbacianasaszetka Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 03.07.21, 15:14
            tt-tka napisała:

            > Sorry, juz naprawde nie chce mi sie powtarzac fafnasty raz, ale skoro trzeba...
            > Fryc nie uciekl. Fryc wyjechal na stypendium zaplanowane i zalatwione wczesnie
            > j, niz Roza w ogole zaszla, nim doszlo do zblizenia. Roza caly czas wiedziala,
            > gdzie on jest, co robi i na jak dlugo wyjezdza.
            > "Pulapka bio" imho usprawiedliwiona - Roza zainicjowala seks, do ktorego Fryc p
            > rzez SZESC lat ich narzeczenstwa bynajmniej nie dazyl. Mial prawo oczekiwac, z
            > e skoro "ona zaczela", to i ona zadbala o reszte, on zostal wziety z zaskoczeni
            > a. A skoro juz zdarzyla sie wpadka, co bywa - ze zostanie od tym powiadomiony o
            > d razu, a nie na trzy dni przed wyjazdem. Mial prawo poczuc sie oszukany i wrob
            > iony.
            >

            Ależ ja tę intepretację znam, czytałam, jedynie się z nią nie zgadzam. :)

            Co do reszty - fantazja niepoparta tekstem. Nie ma w całej jeżycjadzie ani słowa, że to był ich pierwszy raz, ani że Fryc niczego wcześniej nie inicjował.

            I o antykoncepcję dbają obie strony, a nie jedna. A jesli się nie planuje dziecka i idzie na spontan, to trzeba drugą stronę spytać, czy aby na pewno się zabezpieczyła. To zbyt poważna kwestia na bawienie się w to, czyja to wina, czyja odpowiedzialność i "kto zaczął pierwszy". Jak podczas bijatyki w przedszkolu...
            • bupu Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 03.07.21, 15:29
              herbacianasaszetka napisała:


              >
              > Co do reszty - fantazja niepoparta tekstem. Nie ma w całej jeżycjadzie ani słow
              > a, że to był ich pierwszy raz, ani że Fryc niczego wcześniej nie inicjował.

              Za to wiemy, że randki odbywały się u Borejków. To gdzie niby ten Fryc inicjował, w pokoju dziewczyn na oczach Laury, czy na kuchennym stole, między Grzesiem z sałata a pijącym herbatę Ignacem?
            • marutax Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 03.07.21, 15:59
              herbacianasaszetka napisała:


              > Co do reszty - fantazja niepoparta tekstem. Nie ma w całej jeżycjadzie ani słow
              > a, że to był ich pierwszy raz, ani że Fryc niczego wcześniej nie inicjował.

              Jest silna sugestia w "Żabie"

              "– Hm. Hm. Aha. A więc można powiedzieć, Pyzuniu droga, że wasza dwutygodniowa praktyka w obserwatorium astronomicznym pod Toruniem, we wrześniu ubiegłego roku...
              – Co, co? – speszyła się Pyza.
              – ...okazała się prawdziwie owocna – dokończyła Ida z triumfem i wytarła wargi oraz palce serwetką, gdyż kura była nader tłusta. – To tam, wśród teleskopów i lunet, nędzny Fryderyk uwiódł cię bez skrupułów i wykorzystał niecnie twą dziewczęcą naiwność.
              – A skąd, ciociu – gniewnie odparła Róża. – To ja go uwiodłam. Ale niewątpliwie naiwni byliśmy oboje. Ja w swej naiwności sądziłam, że im ściślejszy związek, tym trudniej go zerwać lub zapomnieć za oceanem. A on znów w swej naiwności sądził, że powinien mnie opuścić, gdyż zastawiłam na niego pułapkę biologiczną.
              – A zastawiłaś? – zainteresowała się ciotka.
              – Oczywiście że nie! Biologia sama zadziałała."


              Gdyby Róża i Fryc mieli jakieś życie seksualne wcześniej to teksty o uwodzeniu i naiwności byłyby bez sensu. Podobnie jak fragment o ścisłym związku, z którego jasno wynika, że Róża zainicjowała zbliżenie, by umocnić związek na okoliczność wyjazdu Fryca. Ponadto gdyby bohaterowie uprawiali wcześniej seks to Fryc albo dbałby o antykoncepcję, albo nie bredził o pułapce biologicznej.
            • tt-tka Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 03.07.21, 16:22
              herbacianasaszetka napisała:



              > Ależ ja tę intepretację znam, czytałam, jedynie się z nią nie zgadzam. :)

              To ja poprosze o kontrargumenty...

              >
              > Co do reszty - fantazja niepoparta tekstem. Nie ma w całej jeżycjadzie ani słow
              > a, że to był ich pierwszy raz, ani że Fryc niczego wcześniej nie inicjował.

              Jest. "Ja go uwiodlam" mowi Roza odnoszac to do tych praktyk pod Toruniem, ktore zaowocowaly ciaza. Nie "tym razem ja", zadnej sugestii, ze wczesniej cos bylo lub ze Fryc probowal.

              >
              > I o antykoncepcję dbają obie strony, a nie jedna. A jesli się nie planuje dziec
              > ka i idzie na spontan, to trzeba drugą stronę spytać, czy aby na pewno się zabe
              > zpieczyła. To zbyt poważna kwestia na bawienie się w to, czyja to wina, czyja o
              > dpowiedzialność i "kto zaczął pierwszy". Jak podczas bijatyki w przedszkolu...

              A mamy gwarancje, ze Fryc nie pytal i nie zostal wprowadzony w blad ?
              To zbyt powazna kwestia, zeby przed partnerem przemilczac czteromiesieczna ciaze. Tutaj Roza okazala sie albo idiotka, albo manipulantka.
              • veryvery Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 04.07.21, 23:55
                Jak dla mnie ta cała pułapka biologiczna była próbą złapania fryca na dziecko; "biologia sama zadziałała", "ja go uwiodłam", "ściślejszy związek" - wszystko to jest jednoznaczne. Róża zachowała się I pojmowała świat jak prowincjonalna gęś, której w głowie się nie mieści że chłop nie leci biegiem do kościoła żeby dziecko nie było 'nielegalne'. Pograła I przegrała
                • tt-tka Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 05.07.21, 07:59
                  Nie, Roza nie miala takich zamiarow :)
                  bylo jasno napisane, ze chciala zblizenia, zeby Fryc o niej w Stanach nie zapomnial - nie zamierzala go zatrzymywac ani lapac, tylko bardziej i mocniej przywiazac. Ciaza byla niejako skutkiem ubocznym tych chcen. No ale skoro juz ta ciaza zaistniala, to sie owszem wlaczyl tryb "nigdzie nie jedziesz"...
              • przymrozki Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 06.07.21, 18:19
                tt-tka napisała:

                > A mamy gwarancje, ze Fryc nie pytal i nie zostal wprowadzony w blad ?
                > To zbyt powazna kwestia, zeby przed partnerem przemilczac czteromiesieczna cia
                > ze. Tutaj Roza okazala sie albo idiotka, albo manipulantka.

                Tak. Co prawda tutaj wyjaśnienie jest najpewniej proste - MM się radośnie machnęła. W "JT" ciąża miała być świeża, a dopiero w "Żabie" okazało się, że podczas ogłaszania nowiny w Sylwestra, Róża, przy dochowaniu elementarnej staranności, powinna była wiedzieć o ciąży przynajmniej od dwóch miesięcy.

                No ale skoro traktujemy autorkę jako świadomego stwórcę świata przedstawionego, musimy uznać, że Róża rozpoczęła zakładanie rodziny od zachowania poważnie nie w porządku. Gdyby Ida zwlekała tydzień z powiadomieniem Marka o Ziutku w drodze, bo chciałaby to zrobić w rocznicę ślubu, to, owszem, może byłoby to romantyczne. Ale miesiącami tajniaczyć się w życiowej sytuacji Róży mogła tylko albo osoba nieodpowiedzialna, albo konstruktor pułapek biologicznych.
                • tt-tka Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 06.07.21, 18:55
                  Imo osoba glupia po protu. Bez wyobrazni i bez elementarnej wiedzy o zyciu innym niz jej rodziny.

                  ja zupelnie serio mysle, ze Roza chciala Wielka Nowine oznajmic w odpowiednio podnioslym momencie i w nwy rok wkroczyc z Frycem i dziecina juz jako za chwile zalegalizowana rodzina. Nie przewidywala reakcji innej niz "cudownie, pal diabli wyjazd, biegne zalatwiac slub"
                • 3piota Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 06.07.21, 21:57
                  przymrozki napisała:
                  > Tak. Co prawda tutaj wyjaśnienie jest najpewniej proste - MM się radośnie machn
                  > ęła. W "JT" ciąża miała być świeża, a dopiero w "Żabie" okazało się, że podczas
                  > ogłaszania nowiny w Sylwestra, Róża, przy dochowaniu elementarnej staranności,
                  > powinna była wiedzieć o ciąży przynajmniej od dwóch miesięcy.

                  > Ale miesiącami tajniaczyć się w życiowej sytuacji Róży mogła tylko albo osoba
                  > nieodpowiedzialna, albo konstruktor pułapek biologicznych.

                  Rózia permanentnie się odchudzała. I to drastycznie! Jakiś przezroczysty płatek twarogu na listku sałaty i jabłko jako całodzienne menu. Rozregulowała sobie cykl dokumentnie. Więc dłuższe przerwy "międzyokresowe" były normalką. Pojechali z Fryckiem pod Toruń, klimat Ciechocinka zadziałał na nią prokreacyjnie i stałosie. Przerwa "międzyokresowa" się przedłużała - znów normalka. Tylko coś było nie tak. Oto ona się odchudza, a dżinsy coraz ciaśniejsze, biust się zmienia... I wreszcie ją olśniło. W Sylwestra test popełniła i prawda wychynęła w jego okienku.

                  Najdziwniejsze, że w tej wielce miłującej się rodzinie nikt tych zmian nie zauważył. Przecież jakieś poranne mdłości, nadmierna wrażliwość na kuchenne i inne zapachy, dziwne zachcianki kulinarne, no i jakaś zmiana w sylwetce, tego nie da się ukryć przez tyle miesięcy. Ani mamusia, ani babunia, ani wścibska siostra i ciotka Ida nie zauważyły, że Rózia od dłuższego czasu nie miesiączkuje?
                  Ach ta Borejkowska dyskrecja!
                    • 3piota Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 07.07.21, 11:47
                      tt-tka napisała:
                      > Roza sie odchudzala w Imieninach. Szesc lat pozniej moglo jej juz przejsc. Szcz
                      > erze mowiac i wczesniej moglo jej przejsc, zaraz po tych zareczynach albo krotk
                      > o potem, chlopu sie spodobala taka jaka byla... jest cos w pozniejszych tomach
                      > o jej odchudzaniu ?

                      W TiR odchudzanie raczej trwa:
                      "Róża wykąpała się i umyła głowę, choć było jeszcze stosunkowo wcześnie; ale kiedy się
                      kąpała o późniejszej godzinie, czasu jej starczało tylko na zanurzenie nogi w wannie. Zaraz potem
                      rozlegało się walenie w drzwi i któryś z członków rodziny oznajmiał, że musi koniecznie i
                      natychmiast wejść.
                      Teraz rodzina jadła kolację, więc ktoś, kto tego posiłku unikał jak ognia, bo nie chciał utyć,
                      miał pewne szansę na dokonanie wieczornych ablucji w spokoju.

                      W Kalamburce Róży mało. Widać ją chyba tylko na weselu Rojków - samotna, przy oknie tęsknie patrzy w dal, raczej nic nie je...

                      A później już w JT jest jak jest.
                    • 3piota Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 07.07.21, 12:53
                      ciotka.scholastyka napisała:
                      > Przy tylu babach w domu? Jak niby miały to zauważyć? Przecież tam wymiana podpa
                      > sek i tamponów musi iść na okrągło, bo przecież tam ciągle siedzi jeszcze Ida,
                      > Natalia, Patrycja...

                      No właśnie przy tylu babach w domu. Ja jestem z podobnego babińca: dwóch męskich i pięć żeńskich członków rodziny. Najstarsza siostra wybyła na swoje, gdy ja - najmłodsza - byłam jeszcze w wieku przedpoborowym, ale na okrągło cztery kobiety miały swoje czasowe dolegliwości. Tego nie dało się ukryć. Mama zawsze wiedziała którą brzuch boli i dać jej święty spokój i pyralginę. Moje córki tez żadnych barier w tym temacie nie miały.

                      A w tym klanie wszyscy przed wszystkimi wszystko ukrywają.

        • marutax Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 03.07.21, 14:23
          herbacianasaszetka napisała:

          > A problemy nie zaczęły się, gdy zareagował jak zaregował na wieść o ciąży Róży?
          > Wrócił, to prawda, ale dziewczynie wychowującej się bez ojca taka chwilowa uci
          > eczka mogła skojarzyć się bardzo źle. Nie jako "przejdzie mu szok i się odezwie
          > ", a "zostanę sama z dzieckiem jak moja mama".

          Jak już wspomniano Fryc nie uciekł, a dodatkowo po pierwszym szoku przyszedł do Borejków, żeby poczynić jakieś ustalenia. To, że Ignac potraktował go jak szuję, nie zmienia faktu, że Fryderyk nie unikał odpowiedzialności. Przy jego charakterze podejrzewam, że nawet gdyby zerwał z Różą to czułby się zobowiązany do alimentów chociażby.
          I tu dochodzimy do sedna, bo zachowanie Fryca w tej sytuacji było w 100% zgodne z jego charakterem, który wcześniej ani Autorce, ani Róży nie przeszkadzał. Absurdem było oczekiwać, że facet, który ma takie, a nie inne podejście do życia, nagle postąpi całkiem inaczej, niż dotychczas.
          Dlatego właśnie w słowach MM widzę sprzeczność. Fryderyk to jedna z najbardziej stałych charakterologicznie postaci. Od "Imienin" pokazywany jest podobnie. Ma masę wad, które czynią z niego kiepski materiał na partnera, zwłaszcza dla Róży. Ale ma te wady od samego początku! Tak został stworzony. Nic mu nie doszło, nie uciekł Autorce na manowce. Po prostu pojawiły się inne okoliczności, w których jego wady zaczęły odgrywać większą rolę. To jak z tchórzostwem lub odwagą - na co dzień te cechy mogą być mało znaczące, dopiero w krytycznej sytuacji wychodzą na pierwszy plan.

          • tt-tka Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 03.07.21, 14:50
            marutax napisała:


            > Dlatego właśnie w słowach MM widzę sprzeczność.

            Imho to nie sprzecznosc, ino ucieczka od odpowiedzialnosci ! :)
            gdyz poniewaz

            >Fryderyk to jedna z najbardziej
            > stałych charakterologicznie postaci. Od "Imienin" pokazywany jest podobnie. Ma
            > masę wad, które czynią z niego kiepski materiał na partnera, zwłaszcza dla Róż
            > y. Ale ma te wady od samego początku! Tak został stworzony. Nic mu nie doszło,
            > nie uciekł Autorce na manowce.


            Otoz.
            MM nie moze sie pogodzic z faktem, ze takiego go stworzyla :)
            Woli zwalac na niego, bo wziac na klate nie jest w stanie. Dixi.
    • kon.zrzeda Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 08.07.21, 14:05
      Możliwe, że coś mi umknęło, ale czy Pyza nie wie, czy rozstała się z mężem, czy też nie? Nie ustalili planu dla rodziny na czas wyjazdu Fryderyka oraz długości trwania tegoż? O ile pamiętam, nie przedłużyli umowy wynajmu domu, a ona siedzi na miejscu i czeka, i dopiero Gaba przekonuje ją, że nie ma na co? Czy oni w ogóle cokolwiek omówili, mając dwójkę dzieci w wieku szkolnym? To, że przyjechała teściowa i sączy jady, to jedno, ale dlaczego, u licha, ta rodzina nie ma jasno sprecyzowanej wizji przyszłości? Róża jest podatna na sugestie i memejowata, to na pewno, ale postawa Fryca nie jest w najmniejszym stopniu zachwycająca. Pa, rodzino, to ja spadam na niewiadomojakdługo, a wy wracajcie do Polski, odezwę się albo i nie. Przecież oni mają dzieci. I one też nie wiedzą, kiedy zobaczą ojca i jak będzie wyglądała ich najbliższą przyszłość, czy zostawiają swoje środowisko na zawsze, czy też nie? Kto tak postępuje?
        • tt-tka Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 08.07.21, 14:32
          A skad wiemy, ze sie nie kontaktuje ? jak zwykle u borejkow obcy pomiot glosu nie ma, nikt nie pyta, nie slucha i nikogo nie obchodzi, co dzieci robia i co sie z nimi dzieje. Nie mamy ANI SLOWA Mileny ani Karola w calej ksiazce.

          Fryc dzwonil. Rozmawial z Roza, w sierpniu, gdy zawiadamial, ze umowe przedluzono czy ze projekt sie przeciaga. Nadal nic nie wiemy, bosmy Fryca nie slyszeli, znamy tylko wersje Gaby (ktora z nim nie rozmawiala) przekazana siostrom. Oraz dowiadujemy sie z jej wlasnych ust, ze szkalujac Fryca "mylila sie, ale to nic".
          • kon.zrzeda Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 08.07.21, 14:43
            Wnioskuję z ogólnego szoku, jak ozwał się z okazji wesela. Ale tak, to możliwe, że oni tam po prostu nie przekazują sobie takich informacji. Nadal za to nie podoba mi się brak poczynienia planów dla rodziny. Przecież gdyby to było ustalone wcześniej, Borejkowe nie musieliby organizować im prowizorki na miejscu. Byłoby od dawna jasne, że przyjeżdża Róża z dziećmi, dzieci pójdą do tej szkoły, będą mieszkali z nami albo wynajmą mieszkanie, Róża szuka pracy itp. A ona jest w jakimś dziwnym letargu i panuje wielka improwizacja. To jest niepoważne, zwłaszcza w kontekście obecności dwójki dzieci
            • bupu Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 08.07.21, 15:08
              kon.zrzeda napisała:

              > Wnioskuję z ogólnego szoku, jak ozwał się z okazji wesela. Ale tak, to możliwe,
              > że oni tam po prostu nie przekazują sobie takich informacji. Nadal za to nie p
              > odoba mi się brak poczynienia planów dla rodziny. Przecież gdyby to było ustalo
              > ne wcześniej, Borejkowe nie musieliby organizować im prowizorki na miejscu. Był
              > oby od dawna jasne, że przyjeżdża Róża z dziećmi, dzieci pójdą do tej szkoły, b
              > ędą mieszkali z nami albo wynajmą mieszkanie, Róża szuka pracy itp. A ona jest
              > w jakimś dziwnym letargu i panuje wielka improwizacja. To jest niepoważne, zwła
              > szcza w kontekście obecności dwójki dzieci

              Wiesz co, ja bym nie była zdziwiona, gdyby Fryc przekazał Róży szczegółowe instrukcje, które trafiły w próżnię, bo tej nieudanej galarecie z ryb mózg się odłączył zaraz po komunikacie "projekt się przedłuża, na razie nie wracam".
              • kocynder Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 08.07.21, 22:30
                Albo gdyby nawet przyswoiła owe szczegółowe instrukcje, ale po przyjeździe świętej jeżyckiej i jej jadziku, podszczuwania (o, pardon, troski!) wspomniane instrukcje poszły się wietrzyć. Bo wszak mamusia nie może się mylić, a mamusia mówi, że mam cisnąć wszystko do diabła, olać próby konwersacji z kimkolwiek i jakieś fanaberie męża i mam wracać nach Posen i już. Koniec, kropka. No to co, że Fryc powiedział, że mam przedłużyć umowę najmu/przygotować dokumenty potrzebne do emigracji całej rodziny za ocean/co tam Fryc wymyślił. Mamusia mówi inaczej a mamusia ma rację.
      • bupu Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 08.07.21, 15:02
        kon.zrzeda napisała:

        > Róża jest podatna na sugestie i memejowat
        > a, to na pewno, ale postawa Fryca nie jest w najmniejszym stopniu zachwycająca.
        > Pa, rodzino, to ja spadam na niewiadomojakdługo, a wy wracajcie do Polski, ode
        > zwę się albo i nie. Przecież oni mają dzieci. I one też nie wiedzą, kiedy zobac
        > zą ojca i jak będzie wyglądała ich najbliższą przyszłość, czy zostawiają swoje
        > środowisko na zawsze, czy też nie? Kto tak postępuje?

        To niezupełnie tak wyglądało. Fryc początkowo był w kontakcie z Różą, wszak o tym, że jego wyjazd za ocean się przedłuzy poinformował telefonicznie. Do tego nie wiemy co faktycznie powiedział żonie, bo wszystkie wiadomości na ten temat pochodzą od Gaby, w najmniejszym stopniu nie zainteresowanej obiektywnym przekazem. A że wysłał ją do Polski... dziewucha ma możliwości intelektualne i osobowość średnio rozwiniętej ameby i nie nadaje się do ogarniania solo codzienności dwojga dzieci.
        • iwoniaw Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 08.07.21, 15:14
          On jej nigdzie nie "wysłał" - to Gaba (wedle jej własnych słów w listach do sióstr) non stop truła Róży, żeby z nią wróciła na ojczyzny łono, bo jak to tak czekać na męża i ojva w dalejim Oksfordzie - aż w końcu ta USTĄPIŁA pod naporem mamuninych lamentów i POINFORMOWAŁA o tym Fryca przebywającego za Atlantykiem. Co ten przyjął do wiadomości, bo i cóż miał zrobić. O tym, jak często i w jakim tonie kontaktował się z Różą i dziećmi nie wiemy nic, poza tym, że w końcu Gaba przyznaje, iż "pomyliła się" szkalując go i próbując rozwalić jego małżeństwo z Różą, no ale zdarza się najlepszym, więc pocóż drążyć temat, nieprawdaż.
          • kon.zrzeda Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 08.07.21, 15:28
            No nie, o ile się orientuję, było napisane, że rodziny Frycannie potrzebują za oceanem, więc to on uznał, że będzie im lepiej na ojczyzny łonie, w związku z czym nie przedłużyli wynajmu domu. A Róża siedziała tam i wahała się, czy jechać, czy nie jechać, czy co w ogóle z życiem zrobić. Za to na miejscu organizują im wszystko tak, jakby przyjazd Różu to była wiadomość nagła. Z czego wnioskuję, że niczego wcześniej z rodziną nie ustalali, niczego nie zorganizowali. Dziwne.
              • marutax Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 08.07.21, 20:44
                tt-tka napisała:

                > kon.zrzeda napisała:
                >
                > > No nie, o ile się orientuję, było napisane, że rodziny Frycannie potrzebują za oceanem
                >
                > Bylo napisane przez Gabona do siostr
                > Gaba z Frycem nie rozmawiala. Jego wlasnych slow NIE MA. Ani jednego.

                Wiarygodność słów Gaby rozbija w pył sama Autorka. Po długich oskarżeniach i wykreowaniu portretu Fryca jako porzucającego potwora nagle wszystko jest w porządku tylko dlatego, że przesłał kwiaty na ślub Józefa i krótką informację??? No sorry, ale po takich "zbrodniach" jakich według Gabrieli dopuścił się wobec rodziny żadna kochająca matka/ciotka/żona nie zmieniłaby frontu o180% tylko dlatego, że "Fryderyk się odezwał". Mógłby się odzywać sto razy, to by nie zmyło jego win. A co mamy w "CZ"?

                Najpierw mail Gaby:

                "oto ów problem: Fryderyk Schoppe zamieszkał nagle w Stanach, zrobił to dość zręcznie, bo tuż przed moim przyjazdem do Oksfordu, tak że trafiłam na gotowe i już od razu mogłam wspierać zapłakaną Różę.
                Otóż genialnego i niezastąpionego Fryderyka gwałtownie – jak on sam twierdzi – potrzebują w USA, z uwagi na długofalowy a pilny projekt badawczy o (jak on sam sugeruje) przełomowym znaczeniu dla ludzkości. Jego rodziny natomiast (jak on sam dodał) bynajmniej tam nie potrzebują.
                To, co napisałam, powinno Wam wystarczyć jako zarys nieciekawej sytuacji, z której obecnie wyjście jest tylko jedno: muszę córkę i wnuki przywieźć do domu.
                Przez te dwa letnie miesiące Róża na przemian to stawiała mi opór (twierdząc, że musi być na miejscu i wiernie czekać), to znów traciła nadzieję i skłaniała się do powrotu. I tak da capo. Jednakże mąż ułatwił jej decyzję, a mianowicie oświadczył przez telefon, że wyjechał na jeszcze dłużej niż początkowo przypuszczał, lecz więcej nic powiedzieć nie może ze względu na tajemnicę służbową. Los dodatkowo sprawił, że termin wynajmowania przez nich tego domku w Oksfordzie właśnie minął, toteż Fryderyk uznał, że nie warto przedłużać umowy, gdyż dzieciom i Róży najlepiej będzie w ojczyźnie, wśród pomocnej jak zawsze rodziny. Oczywiście."

                Potem odautorska wzmianka o bukiecie:
                "Podjechał on pod dom weselny, dostarczając nowożeńcom wspaniały bukiet zamówiony przez Fryderyka Schoppe. Załączony bilecik zawierał życzenia na nową drogę życia, ale także obietnicę rychłego spotkania, i to bardzo poprawiło humor nie tylko Róży, ale i trzem jej ciotkom oraz matce."

                I drugi mail Gaby:
                "Fryderyk się wreszcie odezwał! Wstyd mi teraz, że tak w niego zwątpiłam, no ale, do licha, po cóż są teściowe, jeśli nie po to, by wątpić w zięciów, by pilnować wzorowego porządku w rodzinie i dbać o to, żeby nikt nikogo nie krzywdził. Gdyby nie istniała taka instytucja jak teściowa, należałoby ją ustanowić jakimś uroczystym państwowym dekretem."

                Jaki wniosek można wyciągnąć z tych trzech fragmentów? Od razu widać, że pierwszy nie pasuje do dwóch kolejnych. Wystarczył bilecik (nawet nie list), by Fryderyk znowu był cacy... Czyli ciężkie oskarżenia, które wysuwała Gaba z typową borejkowską pogardą, były nic nie warte.

                Czy można to jakoś logicznie pogodzić? Owszem, ale Gaby to nie wybieli. Natomiast mogło rzeczywiście być tak, że Fryderyk zaangażował się w jakiś wysoce tajny projekt, przy którym nie tylko nie mógł zabrać rodziny, ale i miał z nią odgórnie ograniczony kontakt. Ot, pracował dla Elona Muska przy misji marsjańskiej ;-)
                Gaba (co widać wyraźnie w jej sarkastycznych tekstach) nie uwierzyła w taką opcję i uznała, że zięć wykorzystuje sytuację jako pretekst, by porzucić rodzinę. Przekonała Różę, która także zaczęła wątpić w powrót męża. Kiedy więc Fryderyk się kontaktował słyszał "kiedy wrócisz, nie poradzę sobie, nie wiem co robić, wracaj, nie umiem zdecydować, potrzebuję pomocy". A że jest androidem o empatii młotka to logicznie wywnioskował, że skoro Róża nie potrafi przeżyć kilku miesięcy sama to lepiej, by zamieszkała z rodziną. Po czym znowu wybył na orbitę okołoziemską, przekonany, że wszystko jest w porządku.
                Gaba tymczasem przekazała innym swoją wersję wydarzeń. Jednak jako że u jej podstaw leżało przekonanie, że Fryc PORZUCIŁ, to kiedy okazało się, że jednak nie Gaba błyskawicznie zmieniła ocenę.


                • kon.zrzeda Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 08.07.21, 22:47
                  Tak, to mogło tak wyglądać🤔 Odczuwam tylko pewien opór wobec koncepcji, że Róża nie potrafi zająć się dwójką podrośniętych dzieci przez kilka miesięcy. Na litość boską, dlaczego?! Dziewczyna jest w normie intelektualnej, lekko ciapowata, ale to nie są wyzwania wymagające nie wiadomo jakich wyżyn, no i kto się tymi dziećmi, domem i logistyką życiową do tej pory zajmował? Nie ona? Fryc odstawiał drugi etat po pracy, prał, gotował, chadzał na wywiadówki, do ortodonty, płacił rachunki i woził na zajęcia dodatkowe? Nie sądzę. To dlaczego Róża nie miałaby tego w dalszym ciągu robić przez jakiś czas? Wyrwanie dzieci z ich środowiska, zmiana szkół, utrata wszystkich znajomych- to nie jest decyzja, która powinno się podejmować bez bardzo poważnych przyczyn. Jeśli projekt Fryca mial trwać kilka miesięcy, to moim zdaniem do takich przyczyn się nie zalicza. Jeśli dłużej, to rodzinie należy się szersze omówienie tematu przyszłości niż "projekt się przedłuża, jedźcie do mamy". Ale faktycznie android mógłby w ten sposób rozwiązać kwestię. Przykro mi za to uznać Różę, przy całej jej ciapowatości, za jednostkę (przepraszam za sformułowanie, ale nie wiem, jak to ładniej ująć) bliską upośledzenia. Jedyne wyjaśnienie, jakie widzę, to że ma poważną depresję i z tego wynika jej letarg, wycofanie i niemożność ogarnięcia spraw. Możliwe, że u Borejków o tym też się nie mówi. Za to mąż powinien się w takiej sytuacji żoną lepiej zająć, a już na pewno nie fundować jej huśtawek i niepewności, no ale android.
                  • tt-tka Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 08.07.21, 23:05
                    kon.zrzeda napisała:

                    > Tak, to mogło tak wyglądać🤔 Odczuwam tylko pewien opór wobec koncepcji, że Róż
                    > a nie potrafi zająć się dwójką podrośniętych dzieci przez kilka miesięcy.

                    Dziecmi jak dziecmi - moze i potrafi, ale w CZ sie nie zajmuje. Ni ciula. Zajmuje sie Aga i Nornica.

                    Na li
                    > tość boską, dlaczego?! Dziewczyna jest w normie intelektualnej, lekko ciapowata
                    > , ale to nie są wyzwania wymagające nie wiadomo jakich wyżyn, no i kto się tymi
                    > dziećmi, domem i logistyką życiową do tej pory zajmował? Nie ona? Fryc odstawi
                    > ał drugi etat po pracy, prał, gotował, chadzał na wywiadówki, do ortodonty, pła
                    > cił rachunki i woził na zajęcia dodatkowe?

                    Nie, dlaczego ? Roza wiele potrafi, o ile ma dyspozytora :)
                    przeciez ona nigdy w domu nie kierowala sama soba, byla wylacznie "sila pomocnicza", wykonujaca to, co kto inny zarzadzil. Dopoki Fryc dysponowal "wywiadowka u dzieci pon., 18.00, na obiad pomidorowa i pierogi, Karol ma wizyte u ortodonty w srode o 14.15" itd, to sie to krecilo. A po jego wyjezdzie zabraklo napedu.

                    NB nie sadze, by Roza ogarniala rachunki domowe - nawet nie pomyslala o rozliczeniu kaucji, to po pierwsze, oraz nikt jej tego nie nauczyl. Pamietasz, jak caly dom zostal bez pieniedzy, gdy Milicji skradziono portmonentke ? A Gaba i Grzegorz zarabiali i powinni miec wlasne pieniadze. Pamietasz, jak przy dwoch pensjach uniwersyteckich i licznych chalturach Gabie wystarczalo "zaledwie na codzienne wydatki" ?

                    Jedyne wyjaśnienie, jakie widzę, to że ma poważną depresję i z te
                    > go wynika jej letarg, wycofanie i niemożność ogarnięcia spraw. Możliwe, że u Bo
                    > rejków o tym też się nie mówi. Za to mąż powinien się w takiej sytuacji żoną le
                    > piej zająć, a już na pewno nie fundować jej huśtawek i niepewności, no ale andr
                    > oid.


                    Nie sadze, ponownie. Po przyjezdzie do Poznania natychmiast staje sie operatywna, energiczna i bez sladu depresji. Tyle ze wlasne dzieci ma w odwloku, rodzina brata sie zajmuje.
                    • kon.zrzeda Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 09.07.21, 00:00
                      Hm. Powiem tak: ja też w domu rodzinnym wykonywałam głównie konkretne polecenia, a i to jak mi się chciało, a jak nie, to nie, a o takich, na przykład, finansach domowych, nie miałam, wstępując w dorosłość, bladego pojęcia. Teraz oceniam, że mam większą świadomość w tej kwestii niż moi rodzice, którzy, skądinąd, bardzo się starali. Od kiedy dom mam już własny, a w nim trójkę dzieci, przyszło mi opanować wiele nowych umiejętności, wiele cech zwalczyć i wiele rozwinąć. Normalna droga rozwoju człowieka, który staje się odpowiedzialny za innych ludzi. Jeśli ten rozwój nie następuje, lub w pewnym momencie się cofa, to musi istnieć jakaś obiektywna przyczyna.
                      I Róża w Poznaniu właśnie nie wydaje mi się normalnie aktywna, tylko nadal apatyczna i wycofana. Owszem, aktywizuje się na widok niemowlaka- bo to znany grunt, na którym czuje się pewnie. Nie wiem, czuję tam jakiś problem większy niż "jestem głupią krową".
                      • tt-tka Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 09.07.21, 00:14


                        Nie, nie, Roza aktywizuje sie juz jako Strazniczka Lona bratowej, Bogini z patelnia i sloneczny beton centralny na Rusfelta. Oraz poklada sie ze smiechu zaraz po wejsciu w rodzinne pielesze.
                        Roza jest po prostu skazona borejkizmem w znacznie wiekszym stopniu niz kiedykolwiek podejrzewalam, a moze nawet gabonizmem i istniec moze tylko przy rodzinie pochodzenia i w jej aprobacie.
                        Jesli 36-letnia matke dzieci wyrwanych z korzeniami i z calym dotychczasowym zyciem postawionym na glowie te dzieci nie obchodza wcale, nawet ich szkola i warunki bytowe, za to bardzo obchodzi ja bratowa i bratanica i im poswieca cala swoja uwage i starania, to jej mezowi moge doradzic jedynie "zabieraj dzieci jak najdalej i wystepuj o rozwod"
                        • kon.zrzeda Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 09.07.21, 00:24
                          tt-tka napisała:


                          > Jesli 36-letnia matke dzieci wyrwanych z korzeniami i z calym dotychczas
                          > owym zyciem postawionym na glowie te dzieci nie obchodza wcale, nawet ich szkol
                          > a i warunki bytowe, za to bardzo obchodzi ja bratowa i bratanica i im poswieca
                          > cala swoja uwage i starania, to jej mezowi moge doradzic jedynie "zabieraj dzie
                          > ci jak najdalej i wystepuj o rozwod"
                          >

                          No właśnie! Tu się bardzo zgadzam, bo mi się to wydaje nie do pojęcia, ale uprzejmie szukam opcji pt. "ona jest chora i potrzebuje pomocy". W ogóle strasznie mnie zirytowały borejcze (nieliczne) wypowiedzi na temat tych dzieci- że non stop żują gumę i mają katar, czy co to tam było. Przecież one powinny być objęte w takiej sytuacji wsparciem, jeśli nie profesjonalnym, to ja pewno rodzinnym
                      • bupu Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 09.07.21, 00:18
                        kon.zrzeda napisała:

                        > Hm. Powiem tak: ja też w domu rodzinnym wykonywałam głównie konkretne polecenia
                        > , a i to jak mi się chciało, a jak nie, to nie, a o takich, na przykład, finans
                        > ach domowych, nie miałam, wstępując w dorosłość, bladego pojęcia. Teraz oceniam
                        > , że mam większą świadomość w tej kwestii niż moi rodzice, którzy, skądinąd, ba
                        > rdzo się starali. Od kiedy dom mam już własny, a w nim trójkę dzieci, przyszło
                        > mi opanować wiele nowych umiejętności, wiele cech zwalczyć i wiele rozwinąć. No
                        > rmalna droga rozwoju człowieka, który staje się odpowiedzialny za innych ludzi.
                        > Jeśli ten rozwój nie następuje, lub w pewnym momencie się cofa, to musi istnie
                        > ć jakaś obiektywna przyczyna.
                        > I Róża w Poznaniu właśnie nie wydaje mi się normalnie aktywna, tylko nadal apat
                        > yczna i wycofana. Owszem, aktywizuje się na widok niemowlaka- bo to znany grunt
                        > , na którym czuje się pewnie. Nie wiem, czuję tam jakiś problem większy niż "je
                        > stem głupią krową".


                        Ależ Róża zawsze taka była, pozbawiona inicjatywy i wycofana. Związała się z Fryderatorem, bo ten zamiast ją mozolnie podrywać, jak Lelujki, po prostu ją zawłaszczył. Inicjatywy różanej zero. Poszła na astrofizykę, bo tam poszedł Fryc. Inicjatywy własnej null. Gdy Fryc nie poleciał się z nią hajtać na wieść o ciąży, Róża spłynęła wdzięcznie w ramiona klanu, inicjatywy w kwestii własnej i swego dziecka przyszłości wykazując chyba nawet mniej niż zero (o o o). Kobieta - paprotka, gdzie ją postawisz, tam stoi.
                    • bupu Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 09.07.21, 00:09
                      tt-tka napisała:

                      > kon.zrzeda napisała:
                      >
                      > > Tak, to mogło tak wyglądać🤔 Odczuwam tylko pewien opór wobec koncepcji,
                      > że Róż
                      > > a nie potrafi zająć się dwójką podrośniętych dzieci przez kilka miesięcy.
                      >
                      > Dziecmi jak dziecmi - moze i potrafi, ale w CZ sie nie zajmuje. Ni ciula. Zajmu
                      > je sie Aga i Nornica.

                      Sobą też się nie zajmuje, w sensie układania przyszłości. Czytamy wszak w listach jak to ona się świetnie zajmuje Norcią, ale o jej poszukiwaniach pracy? No skąd.

                      > Na li
                      > > tość boską, dlaczego?! Dziewczyna jest w normie intelektualnej, lekko cia
                      > powata
                      > > , ale to nie są wyzwania wymagające nie wiadomo jakich wyżyn, no i kto si
                      > ę tymi
                      > > dziećmi, domem i logistyką życiową do tej pory zajmował? Nie ona? Fryc o
                      > dstawi
                      > > ał drugi etat po pracy, prał, gotował, chadzał na wywiadówki, do ortodont
                      > y, pła
                      > > cił rachunki i woził na zajęcia dodatkowe?
                      >
                      > Nie, dlaczego ? Roza wiele potrafi, o ile ma dyspozytora :)
                      > przeciez ona nigdy w domu nie kierowala sama soba, byla wylacznie "sila pomocni
                      > cza", wykonujaca to, co kto inny zarzadzil. Dopoki Fryc dysponowal "wywiadowka
                      > u dzieci pon., 18.00, na obiad pomidorowa i pierogi, Karol ma wizyte u ortodont
                      > y w srode o 14.15" itd, to sie to krecilo. A po jego wyjezdzie zabraklo napedu.

                      Otóż.
                  • marutax Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 09.07.21, 07:03
                    kon.zrzeda napisała:

                    > Tak, to mogło tak wyglądać🤔 Odczuwam tylko pewien opór wobec koncepcji, że Róż
                    > a nie potrafi zająć się dwójką podrośniętych dzieci przez kilka miesięcy. Na li
                    > tość boską, dlaczego?!

                    Też mnie to dziwiło, podobnie jak kompletny brak życia w UK, gdzie meiszkała plus-minus dziesięć lat. Nawet założyłam taki wątek:
                    forum.gazeta.pl/forum/w,25788,165773895,165773895,Roza_w_Oxfordzie.html
                    • tt-tka Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 09.07.21, 09:06
                      he, he, a ja wrocilam do zgryzotowych spojlerow i zacytuje sama siebie

                      "mowilam, mowilam, ze gdyby Fryc nie zabral Rozy z Roosevelta, przypadlaby jej rola sluzacej do wszystkiego. No i wykrakalam. Gotuje, zaopatruje i sprzata tez zapewne ona, bo przeciez nie Ygnac.bis i nie artystka"

                      W borejklanie gorszy sort stada jest do obslugi lepszych. Pulpa u siebie obskakuje rodzine, to na Rusfelta tez trzeba bylo rodzinna panne/rozwodke sluzaca zainstalowac. Nawet gdyby Frycu tecza kupkal, nie mial szans, zapotrzebowanie klanu decyduje.
            • guineapigs Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 08.07.21, 16:37
              kon zrzeda, o calej sutuacji Fryc-Roza-Borejkowie + epopeja 'Roza na wygnaniu w Oksfordzie' mowi tak:
              'Dziwne'.

              Czy ja wiem, czy dziwne? Jakby wziac pod uwage to, jaka jest Roza, jaki jest Fryc, jacy sa Borejkowie - to w zasadzie wcale nie dziwne.
              Bo tak:
              1. Fryc to osoba zorganizowana i konkretna, umie planowac i sie planow trzyma. Jesli sie pobyt z jakiegos powodu przedluzal, to Fryc z pewnoscia zaplanowalby a przynajmniej mialby konkretna propozycje, co Roza powinna zrobic i jak. Fryc jest inteligentny i wie, ze Roza nie jest w stanie sama niczego ani zaplanowac, ani zorganizowac - wiec robi to za nia. To nie jest przemoc ekonomiczna czy intelektualna, a po prostu dostosowanie sie do okolicznosci, w jakich przyszlo mu zyc. Na wlasna prosbe zreszta.
              2. Roza nie jest w stanie niczego zorganizowac ani zaplanowac logicznie. Dlaczego? Pojecia nie mam, tak ja MM napisala. Jedyne, co Roza moze zrobic to albo histeryzowac (slynna 'budka z kurczakami'), albo stosowac bierny opor 'bo tak' - czyli foch albo cos w tym stylu. Ewentualnie depresja - to moze tlumaczy jej zachowanie, ale nie pomaga w organizowaniu zycia rodzinnego.
              3. O Borejkach nie wspomne, bo kazdy wie, co to za oni i generalnie w tym srodowisku mozna sie spodziewac wszystkiego co najglupsze i najmniej zyciowo logiczne, aby tylko starszyzny nie urazic, bo z kolei ta rzuci fochem. Pewnie na przekor zaradnej i twardo po ziemi stapajacej Gizeli, ktorej Ygnac nie znosil lacznie z jej tzw. chlopskim rozumem.

              Jak tak zbierzemy te trzy krotkie charakterystyki do brzydko mowiac kupy, to tu nic nie jest 'dziwne'. To sie wspaniale uklada w spojna calosc. Przynajmniej IMHO.
            • bupu Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 08.07.21, 17:30
              kon.zrzeda napisała:

              > No nie, o ile się orientuję, było napisane, że rodziny Frycannie potrzebują za
              > oceanem

              To Gaba tak twierdzi, opisując dlaczego Fryc wyjechał sam. A wyjechał na miesiąc przed końcem roku szkolnego w UK, na kilka miesięcy (przynajmniej takie było pierwotne założenie ). Widzisz sens w wyrywaniu dzieci ze szkoły, żeby posiedziały kwartałbza oceanem? Bo ja nie.

              > więc to on uznał, że będzie im lepiej na ojczyzny łonie, w związku z c
              > zym nie przedłużyli wynajmu domu.

              Róża, osoba dorosła i matka dzieciom, jak sądzę wiedziała kiedy jej mija termin wynajmu domu.Sama nie zrobiła nic w tę stronę, musiał Fryc jej palcem kierunek działania wskazać. To ja się nie dziwię, że wolał ją wepchnąć rodzinie, przecież ona sobie nie radzi z najprostszymi sprawami.

              Natomiast Gabon nakłaniał Różę do powrotu na kołchozu łono od chwili gdy postawił stopę w UK (a za Frycem ledwo co się drzwi zamknęły).


              A Róża siedziała tam i wahała się, czy jechać
              > , czy nie jechać, czy co w ogóle z życiem zrobić. Za to na miejscu organizują i
              > m wszystko tak, jakby przyjazd Różu to była wiadomość nagła. Z czego wnioskuję,
              > że niczego wcześniej z rodziną nie ustalali, niczego nie zorganizowali. Dziwne
              > .

              Uprzejmie przypominam że Gabon i Róża nie kontaktowały się z rodziną przez dwa miesiące, czyli od chwili przyjazdu Gabrieli do UK. Milczały zapewne w tym samym celu, w którym Zaczek spożywał suchy chleb: żeby było bardziej dramatycznie. Innego wyjaśnienia nie znajduję.

              Tak na marginesie, cała ta przeprowadzka musiała kosztować. Kto ją opłacał, Gaba czy Róża? A jeśli Róża, to czemu radośnie osiadła w Kołchozie, mimo posiadania kasy?
              A nie, głupie pytanie, rodzina nade wszystko przecież. Co tam potrzeby dzieci, dzieci w tym świecie potrzeb nie mają...
              • tt-tka Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 08.07.21, 17:57
                bupu napisała:



                >
                > Tak na marginesie, cała ta przeprowadzka musiała kosztować. Kto ją opłacał, Gab
                > a czy Róża?

                Zapewne Roza, i miala forse, vide ekspedycja kotka. Choc jesli ten kotek do konca ksiazki (pazdziernik !) nie dotarl, to mam bardzo powazne i bardzo paskudne obawy co do jego losu...

                Mnie bardziej interesuje, i pytalam o to kilkakrotnie, co z rzeczami Frycow, takimi jak meble, lodowka, telewizor, garnki, talerze, posciel i to wszystko, czym czlowiek obrasta przez kilkanascie lat mieszkania gdzies. Zostaly zostawione, wyrzucone, upchniete u Zaby ? A rzeczy samych dzieci, ich ksiazki chociazby, zabawki - niczego takiego w opisach nie ma, choc ubranka PO Karolku (czyli szescio-, siedmioletnie) Roza wlokla, zeby sprezentowac Nornicy. Samolotem, gdzie za kazde kilo nadbagazu sie placi ! A rozliczenie kaucji za domek ? Rozyczka sobie odpuscila i ich dorobek, i zywa gotowke ? A jej dzieci z wlasnych umeblowanych pokoi wyladowaly na materacu na podlodze/polowym lozeczku...
                • bupu Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 08.07.21, 18:52
                  tt-tka napisała:

                  > bupu napisała:
                  >
                  >
                  >
                  > >
                  > > Tak na marginesie, cała ta przeprowadzka musiała kosztować. Kto ją opłaca
                  > ł, Gab
                  > > a czy Róża?
                  >
                  > Zapewne Roza, i miala forse, vide ekspedycja kotka. Choc jesli ten kotek do kon
                  > ca ksiazki (pazdziernik !) nie dotarl, to mam bardzo powazne i bardzo paskudne
                  > obawy co do jego losu...
                  >
                  > Mnie bardziej interesuje, i pytalam o to kilkakrotnie, co z rzeczami Frycow, ta
                  > kimi jak meble, lodowka, telewizor, garnki, talerze, posciel i to wszystko, czy
                  > m czlowiek obrasta przez kilkanascie lat mieszkania gdzies. Zostaly zostawione,
                  > wyrzucone, upchniete u Zaby ? A rzeczy samych dzieci, ich ksiazki chociazby, z
                  > abawki - niczego takiego w opisach nie ma, choc ubranka PO Karolku (czyli szes
                  > cio-, siedmioletnie) Roza wlokla, zeby sprezentowac Nornicy. Samolotem, gdzie z
                  > a kazde kilo nadbagazu sie placi ! A rozliczenie kaucji za domek ? Rozyczka sob
                  > ie odpuscila i ich dorobek, i zywa gotowke ? A jej dzieci z wlasnych umeblowany
                  > ch pokoi wyladowaly na materacu na podlodze/polowym lozeczku...

                  Jak mnie pamięć nie myli to mienie ruchome Fryców jechało frachtem, pytanie co z nim zrobiono potem. Przecież na Rusfelta ten dorobek życiowy Fryców nie miał prawa się zmieścić...
                  • tt-tka Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 08.07.21, 19:36
                    Ale CO bylo w tym frachcie ? ich ubrania na wszystkie pory roku czy i posciel (lozka nie, skoro ciagle spia na podlodze), talerze i sztucce, wazony, ozdoby, gary i patelnie, zmywarka, mikrofalowka ? Czy Roza zakladala od razu, ze juz zostana na Rusfelta, gdzie to wszystko jest ? A jesli nie, to zalozyla, ze kupi sie nowe ? Telewizora, pralki etc raczej frachtem nie slala, to co z tym zrobila, wystawila na oksfordzka ulice ?
                    • bupu Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 08.07.21, 20:49
                      tt-tka napisała:

                      > Ale CO bylo w tym frachcie ? ich ubrania na wszystkie pory roku czy i posciel (
                      > lozka nie, skoro ciagle spia na podlodze), talerze i sztucce, wazony, ozdoby, g
                      > ary i patelnie, zmywarka, mikrofalowka ? Czy Roza zakladala od razu, ze juz zos
                      > tana na Rusfelta, gdzie to wszystko jest ? A jesli nie, to zalozyla, ze kupi si
                      > e nowe ? Telewizora, pralki etc raczej frachtem nie slala, to co z tym zrobila,
                      > wystawila na oksfordzka ulice ?
                      >


                      Nie mam.bladozlotego pojęcia, niemniej jeśli ktokolwiek wystawiał, to nie Róża, tylko Gabon. To wymaga podejmowania decyzji, Rózy by się obwody na miejscu przepaliły.
                          • marutax Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 09.07.21, 14:57
                            tt-tka napisała:

                            > Meble tez ? Dziecinne lozka, szafki, biurka i krzesla ? Od 12 lat te same ?
                            >

                            bupu napisała:

                            > I tak przez dziesięć lat pobytu w Oksfordzie Fryce nie kupiły żadnego urządzenia AGD?

                            Bez przesady, domek jak najbardziej mógł być z wyposażeniem. Nie wiemy, czy cały czas wynajmowali ten sam, czy np. zmienili kiedy dzieci podrosły. Większe sprzęty wymieniał gospodarz albo najemcy z odliczeniem od czynszu, tak że zostawały na stanie. Mniejsze mogli mieć własne, ale po pierwsze coś tym frachtem poszło, a po drugie nie każdy sprzęt opłaca się zabierać, np. taki czajnik czy blender, zwłaszcza kilkuletni.
                            • tt-tka Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 09.07.21, 15:08
                              Tu, gdzie jestem, na ogol ludzie maja wlasne sprzety. Tak, nawet kuchnie, lodowke, pralke, suszarke, nie mowiac juz o meblach. W wynajmowanym lokum sa grzejniki i sedes oraz brodzik/kabina prysznicowa/wanna, nic wiecej.

                              Oraz - czy oplaca sie zabierac, czy nie, to zalezy tez od tego, gdzie bedziemy mieszkac i jak to mieszkanie bedzie wyposazone. Bo zakup wszystkiego od nowa, w/w mebli, pralki etc to jednak spory wydatek i o takowym zwykle decyduje sie wspolnie. Po obliczeniu, tez wspolnym, na co nas stac i co sie oplaca.

                              Czy Roza zdecydowala/poddala sie decyzji Gaby, ze Rusfelta to juz bedzie na stale i ta ponad dwudziestoletnia zmywarka, ktora tam stoi od Imienin, wystarczy ?
                              • bupu Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 09.07.21, 15:24
                                tt-tka napisała:


                                > Oraz - czy oplaca sie zabierac, czy nie, to zalezy tez od tego, gdzie bedziemy
                                > mieszkac i jak to mieszkanie bedzie wyposazone. Bo zakup wszystkiego od nowa, w
                                > /w mebli, pralki etc to jednak spory wydatek i o takowym zwykle decyduje sie ws
                                > polnie. Po obliczeniu, tez wspolnym, na co nas stac i co sie oplaca.

                                No jak, na Rusfelta będą mieszkać, dzieciom w pokoju dla niemowlęcia będzie jak w raju przeca. A zabawki? Na co im zabawki? Książki mają!

                                Tak na marginesie, na Rusfelta w pewnym okresie kłębią się całe stada borejczych wnucząt, natomiast nie ma tam ANI JEDNEJ ZABAWKI. Żadnych rozrzuconych klocków, lalki na kanapie, misia na którym ktoś niechcący siada w kuchni, czy autka czyhającego na nierozważnych w przedpokoju. Nawet gumowej kacki w łazience brak.
                                • minerwamcg Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 16.07.21, 16:17
                                  bupu napisała:


                                  > Tak na marginesie, na Rusfelta w pewnym okresie kłębią się całe stada borejczyc
                                  > h wnucząt, natomiast nie ma tam ANI JEDNEJ ZABAWKI. Żadnych rozrzuconych klockó
                                  > w, lalki na kanapie, misia na którym ktoś niechcący siada w kuchni, czy autka c
                                  > zyhającego na nierozważnych w przedpokoju. Nawet gumowej kacki w łazience brak.

                                  Prawda!
                                  Niestety, w pewnym momencie MM z mamy zmieniła się w Panią Babcię, do której wnuczęta się przyprowadza, umyte, wystrojone i odpowiednio poinstruowane, jak się mają zachować: ciche, bezwonne, milczące jeśli akurat Pani Babcia nie raczyła o nic zapytać. Takie dzieci nie przynoszą z sobą zabawek, rodzice tego dopilnowali.
                              • marutax Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 09.07.21, 15:30
                                tt-tka napisała:

                                > Tu, gdzie jestem, na ogol ludzie maja wlasne sprzety. Tak, nawet kuchnie, lodow
                                > ke, pralke, suszarke, nie mowiac juz o meblach. W wynajmowanym lokum sa grzejni
                                > ki i sedes oraz brodzik/kabina prysznicowa/wanna, nic wiecej.

                                W Polsce często sprzęty są w mieszkaniu. Mój wujek od lat mieszkający w Londynie też wynajmuje urządzone. Obie opcje są więc realne i skoro Róża nie przywozi pralki, lodówki, telewizora i zmywarki to jestem w stanie uznać, że wynajmowali lokum w wersji all included.

                                I powtórzę - nie wiemy, co poszło oddzielnie jako "większe bagaże".

                                Przeprowadzka Róży jest tak bzdurna, że nie ma sensu jeszcze jej coś dopisywać.
                                • tt-tka Re: Ilustracja tygrysiątka i o Frycu słów kilka 09.07.21, 15:55
                                  Ale ja nie dopisuje Rozy, tylko serio sie zastanawiam - ona zalozyla, ze ten powrot do Polski to juz na stale i ze beda mieszkac na Rusfelta ? Bo jednak dzieciom jakies legowiska, biurka i szafy, czy szafki zapewnic wypadaloby. A wiemy, ze nie maja i ze o zakupie takowych nikt nie mysli, z ich matka na czele. I to ciagle w wersji "Fryc sie zmyl", czyli co, Mila i Karolek beda spac, siedziec i odrabiac lekcje na podlodze... jak dlugo ? Roza jednak nawet jako dziecko wlasny tapczan i wlasne biurko miala.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka