Dodaj do ulubionych

Idiotyzmy różanej przeprowadzki

09.07.21, 15:54

Idiotyzm pierwszy: kot, który zaginął. Zgaduję, że się autorce zapomniało, że wyposażyła małą Milę w kotka, słanego pod kanałem La Manche...

Idiotyzm drugi:

"Nutria, masz tu skany świadectw i załatw piorunem przeniesienie Karolka i Mili do szkoły Damazego!". No więc po pierwsze primo zapisać ucznia musi jego opiekun prawny, w tym wypadku Róża. Cioteczna babka takich uprawnień nie posiada. Po drugie primo, nie, skany nie wystarczą, muszą być oryginały, przetłumaczone przez tłumacza przysięgłego. Po trzecie primo czemu do cholery Gaba zleca zapisanie dzieci do szkoły mailem 2 września, nie łaska było wcześniej ruszyć tę kretynkę Różę do działania?

Idiotyzm trzeci: kwaterowanie Róży z dziećmi w pokoju poszczepańskim na Roosevelta jako "znanym, bezpiecznym miejscu". Ono jest znane i bezpieczne dla Róży, jednak Mila stamtąd wyjechała jako niemowlę, natomiast Karolek sie w Oksfordzie urodził i nie ma wzmianki, żeby na Roosevelta kiedykolwiek bywał. W dodatku sypianie na łóżku turystycznym/w jednym wyrku z matką to nie są odpowiednie warunki dla dwójki całkiem sporych dzieci.

Idiotyzm czwarty: Gabowie zamiast myśleć o kupnie używanej kawalerki dla siebie, powinni byli kombinować jakiś lokal dla Róży, gdyż, jak wspomniano, na Roosevelta warunków dla młodych Szopów nie ma.


Kto da więcej?
Obserwuj wątek
    • tt-tka Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 09.07.21, 16:06
      Po nastepne - wszystkie rzeczy Szopow. jak i kotek, tak tez fracht nie dotarl, a przynajmniej czytelnik o tym nie wie.

      Po kolejne - dzieci sa w systemie angielskim edukacjnym i opiekunczym, a i socjalnym, nikt ich nie wypisywal. Forsa leci, a dzieci juz niet. Co bedzie, jak sie system zainteresuje nieprawnie pobranym groszem ?
    • marutax Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 09.07.21, 16:14
      Kolejność przeprowadzki. Otóż kończy się umowa najmu... i co dalej?
      Róża, Gaba, dzieci i kot zwalają się na głowę Hildegardzie i jej bezimiennemu małżonkowi! I co dalej?
      Otóż siedzą tam nie wiadomo jak długo, bo... Róża nadal nie zdecydowała, co robić!
      Cytat:
      "Cóż, jakoś dałyśmy radę. Co do pomocnej rodziny – jak zwykle świetna okazała się Hildegarda, która bardzo się wstydzi za brata (znowu!); przyjechali specjalnie z Londynu i pomogli nam we wszystkim, ona i ten jej walijski mąż, bardzo miły zresztą (znowu zapomniałam, jak on ma na imię). Zaproponowali nam też pobyt u siebie, dopóki wszystkiego nie załatwimy.
      Tak więc, kiedy tylko udało mi się Różę ostatecznie przekonać do wyjazdu, ruszyliśmy wszyscy do Londynu i stąd oto w niedzielę rano polecimy do Poznania. Piszę o tym tak późno, bo do teraz nie było pewne, co Róża w swej desperacji postanowi. Przeważył jednak początek roku szkolnego, to ją ruszyło, a ja dołożyłam wzmiankę o ślubie Józka."

      Czyli zrezygnowano z przedłużenia najmu bez ustalonych planów na przyszłość. I zwalono się na głowę Hildegardzie, zamiast podjąć decyzję, kiedy jeszcze mieszkali w Oxfordzie i stamtąd wracać do Polski. No chyba że Fryc postanowił odegrać się na małżonce i zadzwonił na trzy dni przed końcem umowy, ale nie sądzę, by właściciel wcześniej się sprawą nie interesował i czekał do ostatniej chwili.

      Druga sprawa - skoro Róża mimo opuszczenia domu wcale nie była zdecydowana na powrót to co zamierzała? Siedzieć u Żaby? Jak długo? Zabrała dzieci ze szkoły w Oxfordzie, planowała zapisać je w Londynie?
          • tt-tka Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 09.07.21, 16:45
            Niechby i sama, ale jak ona je upchnela ? Ubrania (trzech osob na wszystkie pory roku, w tym karolkowe z siedmiu lat), posciel, reczniki, gary, talerze, lampy i lampki, ksiazki i to wszystko, co czlowiek zwykle w domu ma ? nawet jesli bez mebli i miksera.

            PS ciekawe, co z rzeczami Fryca. Wyjezdzal planowo na kilka (dwa ?) miesiace, wzial ze soba zapewne tylko letnie ciuchy. Czy teraz zimowy plaszcz i wszystko, od szalika i rekawiczek po cieple kalesony bedzie kupowac ?
            • bupu Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 09.07.21, 16:53
              tt-tka napisała:


              > PS ciekawe, co z rzeczami Fryca. Wyjezdzal planowo na kilka (dwa ?) miesiace, w
              > zial ze soba zapewne tylko letnie ciuchy. Czy teraz zimowy plaszcz i wszystko,
              > od szalika i rekawiczek po cieple kalesony bedzie kupowac ?
              >

              Ciepłe gacie fubrawca poszły na śmietnik. Za karę. Razem, zapewne, z jego literaturą fachową, i rzeczami osobistymi, których w całości przecież za ocean nie zataskał.
            • marutax Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 09.07.21, 17:13
              tt-tka napisała:

              > Niechby i sama, ale jak ona je upchnela ? Ubrania (trzech osob na wszystkie por
              > y roku, w tym karolkowe z siedmiu lat), posciel, reczniki, gary, talerze, lampy
              > i lampki, ksiazki i to wszystko, co czlowiek zwykle w domu ma ? nawet jesli be
              > z mebli i miksera.

              Dlatego właśnie kompletnie nie rozumiem tego przystanku w Londynie. Przy czym wszystko dałoby się wytłumaczyć, gdyby rozegrać to ciut inaczej - rzeczy poszły z Oxfordu, Hildegarda pomogła z formalnościami, wszyscy zatrzymali się w Londynie na dwa dni w oczekiwaniu na samolot.
              Ale Gaba w mailu pisze wprost "Zresztą zupełnie nie wiedziałam, co powiedzieć i napisać, dopóki nie zapadły postanowienia. A te zapadły dopiero kwadrans temu!" i potem: "Piszę o tym tak późno, bo do teraz nie było pewne, co Róża w swej desperacji postanowi. Przeważył jednak początek roku szkolnego, to ją ruszyło, a ja dołożyłam wzmiankę o ślubie Józka."
              Czyli zlikwidowali dom, siedzą w Londynie u Hildegardy i dopiero podejmują decyzję, czy wracać do Polski...
              • bupu Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 09.07.21, 17:27
                marutax napisała:


                >
                > Dlatego właśnie kompletnie nie rozumiem tego przystanku w Londynie. Przy czym w
                > szystko dałoby się wytłumaczyć, gdyby rozegrać to ciut inaczej - rzeczy poszły
                > z Oxfordu, Hildegarda pomogła z formalnościami, wszyscy zatrzymali się w Londyn
                > ie na dwa dni w oczekiwaniu na samolot.
                > Ale Gaba w mailu pisze wprost "Zresztą zupełnie nie wiedziałam, co powiedzieć i
                > napisać, dopóki nie zapadły postanowienia. A te zapadły dopiero kwadrans te
                > mu
                !" i potem: "Piszę o tym tak późno, bo do teraz nie było pewne, co Róż
                > a w swej desperacji postanowi.
                Przeważył jednak początek roku szkolnego, to
                > ją ruszyło, a ja dołożyłam wzmiankę o ślubie Józka."
                > Czyli zlikwidowali dom, siedzą w Londynie u Hildegardy i dopiero podejmują decy
                > zję, czy wracać do Polski...

                Pytanie: czy Gaba z Różą jakkolwiek dokładały się do kosztów utrzymania, czy zwaliły to kompletnie na głowę (i kieszeń) Hiltetatli?

                Drugie pytanie: Skoro Pyza zlikwidowała chałupę w Oxfordzie, to co miałaby dalej robić w UK? Wisieć na szwagierce? Wracać apiać do Oksfordu i szukać nowego mieszkania? No co?
                Bez sensu...
                • marutax Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 09.07.21, 17:33
                  bupu napisała:

                  > Drugie pytanie: Skoro Pyza zlikwidowała chałupę w Oxfordzie, to co miałaby dale
                  > j robić w UK? Wisieć na szwagierce? Wracać apiać do Oksfordu i szukać nowego mi
                  > eszkania? No co?

                  Sama Róża mogłaby wisieć, leżeć albo latać. Ale ma dwójkę dzieci w wieku szkolnym, a w chwili pisania maila rok szkolny już się zaczął, zarówno w Polsce, jak i w UK...
                • przymrozki Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 09.07.21, 19:26
                  bupu napisała:

                  > Pytanie: czy Gaba z Różą jakkolwiek dokładały się do kosztów utrzymania, czy zw
                  > aliły to kompletnie na głowę (i kieszeń) Hiltetatli?

                  Ja nie chcę być nudna, ale przypominam, że siedząc Hildegardom na włościach, śpiąc w ich pościeli i pijąc z ich kubeczków, święta Gabriela pisze o swoim gospodarzu "mąż Walijczyk", ponieważ albowiem, tak jest, nie pamięta jak on ma na imię. Tak sobie wyobrażam scenę pakowania:

                  Serce Gabrysi napłynęło złotym wrzątkiem współczucia i oplotło się wokół wspomnień o miłych twarzach miłych rodziców niczym słodki cierń. Nagle Gabrysia poczuła znajome ukłucie na wspomnienie widma Pyziaka, chrząknęła rezolutnie. Spod dzielnej grzywki doradziła życzliwie pakującym jej córkę parobkom:
                  -Hildegardo, włóż w składanie ubrań cały swój wstyd za brata. Ej, ty, maż Walijczyk, klej pudła.
                  • bupu Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 09.07.21, 21:44
                    przymrozki napisała:

                    > bupu napisała:
                    >
                    > > Pytanie: czy Gaba z Różą jakkolwiek dokładały się do kosztów utrzymania,
                    > czy zw
                    > > aliły to kompletnie na głowę (i kieszeń) Hiltetatli?
                    >
                    > Ja nie chcę być nudna, ale przypominam, że siedząc Hildegardom na włościach, śp
                    > iąc w ich pościeli i pijąc z ich kubeczków, święta Gabriela pisze o swoim gosp
                    > odarzu "mąż Walijczyk", ponieważ albowiem, tak jest, nie pamięta jak on ma na i
                    > mię. Tak sobie wyobrażam scenę pakowania:

                    Poważnie podejrzewam, że ów mąż Walijczyk posiada także nazwisko, którym posługuje się również Hildegarda. Najwyraźniej jednak św. Gabryella Jeżycka, Męczennica Pyziaczna, nie zadaje sobie trudu by pamiętać nazwiska plebsu.

                    >
                    > Serce Gabrysi napłynęło złotym wrzątkiem współczucia i oplotło się wokół wspomn
                    > ień o miłych twarzach miłych rodziców niczym słodki cierń. Nagle Gabrysia poczu
                    > ła znajome ukłucie na wspomnienie widma Pyziaka, chrząknęła rezolutnie. Spod dz
                    > ielnej grzywki doradziła życzliwie pakującym jej córkę parobkom:
                    > -Hildegardo, włóż w składanie ubrań cały swój wstyd za brata. Ej, ty, maż Walij
                    > czyk, klej pudła.


                    Owszem, to nosi wszelkie znamiona prawdopodobieństwa. Oraz podejrzewam, że Hildegarda i Mążwalijczyk nie usłyszeli nawet "dziękuję" od jeżyckich świętej i błogosławionej.
      • guineapigs Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 09.07.21, 18:20
        Marutax cytuje Roze w zwiazku z imieniem meza Hildegardy:
        'znowu zapomniałam, jak on ma na imię'.

        A czy gdzies tam na kartach jest to imie wspomniane? Nie czytalam, to nie wiem. Ale z tych slow Rozy suponuje, iz to musi byc byc jakies imie o zrodle celtyckim (ewentualnie anglo-saskim, bo przypuszczam, ze Walijczycy-narodowcy maja do imion a-s stosunek raczej negatywny), gdyz gdyby to byl zwykly Ben, Richard, Tom czy Steven to chyba nawet Roza by zapamietala.
        Bardzom tego imienia ciekawa, swoja droga. Ktos wie? Jest jakies zrodlo? Hildegarda jakos sie do niego zwraca?
        • marutax Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 09.07.21, 18:25
          guineapigs napisała:

          > Marutax cytuje Roze w zwiazku z imieniem meza Hildegardy:
          > 'znowu zapomniałam, jak on ma na imię'.
          >
          > A czy gdzies tam na kartach jest to imie wspomniane? Nie czytalam, to nie wiem.

          Nie ma i to Gaba nie potrafi owego imienia zapamiętać. Już się kiedyś dziwowałam, że pani profesor nie ma problemu z całą masą wdzięcznych imion.przydomków/nazw greckich i łacińskich...

          • tt-tka Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 09.07.21, 18:49
            Pamietam, pamietam rowniez supozycje, jakoby Gabon zwracal sie do meza Zaby, swego w danej chwili gospodarza (i dobroczyncy) per ten jej maz Walijczyk, przykladowo "niech ten jej maz Walijczyk poda mi herbate", "niech ten jej maz Walijczyk wniesie walizki" :)
            • guineapigs Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 09.07.21, 19:35
              Jesli gaba naprawde tak mowila, jak tt-tka pisze:
              'niech ten jej maz Walijczyk poda mi herbate", "niech ten jej maz Walijczyk wniesie walizki"

              To wchodzimy tu na jakies wybitne wyzyny chamstwa. Ale byc moze zle zrozumialam i Gaba wcale tak nie mowila ani nie myslala.

              Nawet najtrudniejsze imie mozna jakos uproscic, 'spolszczyc' jak ktos tak lubi (w ktorejs czesci 'Jak rozpetalem' jest tak: 'Miranda? To u nas Mirka!' - i to ma i sens, i urok, i nie jest chamskie)

              Ale mowienie komus tak: masz takie imie, ze nie pamietam - wiec cie bede nazywac 'ten Walijczyk' - to juz zalatuje czyms paskudnym. Niech on sie nazywa Branwalther czy Fearnghas - ty tego nie zapamietasz, ale zawsze mozesz sie zapytac: a moge cie nazywac po prostu Bran/Frank? Albo Benio/Franek? Nie urazi cie to? Czasem wystarczy po prostu wyjasnic: nie jestem w stanie tego wymowic, podpowiedz mi prostsza forme.
              Nie wiem, czy milo by bylo Gabie, gdyby dowiedziala sie, ze Branwather mowi o niej: ta Polka o glupim imieniu.
              • marutax Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 09.07.21, 19:46
                guineapigs napisała:

                > Jesli gaba naprawde tak mowila, jak tt-tka pisze:
                > 'niech ten jej maz Walijczyk poda mi herbate", "niech ten jej maz Walijczyk wni
                > esie walizki"

                Nie, Gaba męża Hildegardy wspomina tylko raz, w zacytowanym mailu. Można mieć nadzieję, że po prostu unikała zwracania się do niego po imieniu.

                Natomiast pełna zgoda co do uproszczeń. To całkiem normalne, zwłaszcza w wielokulturowym środowisku, jakim jest Londyn. Zresztą nie tylko - moja siostra pracuje z Chinką, którą wszyscy nazywają Jadzia (z jej pełną aprobatą, kobieta jest na wysokim stanowisku). Moje bardzo pospolite w Polsce imię dla wielu nacji jest nie do (prawidłowego) wymówienia, więc nie mam nic przeciwko skrótom i zmianom. Dlatego mocno podejrzewam, że walijski mąż Hildegardy na co dzień funkcjonował pod czymś uproszczonym.

                Problem w tym, że Gaba nie pisze "nie umiem wymówić/zapisać". Ona pisze, że nie umie tego imienia zapamiętać, w żadnej formie ("znowu zapomniałam, jak on ma na imię"). A to już mocno niefajne.
    • iwoniaw Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 09.07.21, 19:46
      To wszystko jest tak bezsensowne i nieskładne, że nasuwa mi się tylko jedno wyjaśnienie: Gabriela w liście kłamie, wszystko to wymyśliła (stąd nie zna imienia męża Hildegardy, bo go nigdy nie widziała, wie tylko, że to Walijczyk) dla podkręcenia dramy, a jak było naprawdę, to już się nigdy pewnie nie dowiemy. Skoro jednak nie było problemu z pakowaniem i pomieszczeniem rzeczy, to być może Schoppowie zaczęli redukować dobytek wcześniej i Gaba przyjeżdżając z wizytą zastała zaskakującą (ją) sytuację, która polegała na czymś więcej niż tylko Fryc w delegacji. Może zorientowała się, że córka właśnie przygotowuje się do opuszczenia wraz z dziećmi Albionu na rzecz jeszcze bardziej zamorskich krain i poprowadziła szybką kampanię "ale na ślub Józka wszak musicie pojechać do Pl" licząc na to, że jakieś fakty dokonane utrudnią Frycostwu ponowne złączenie rodzinne, tymczasem się nie udało i tym razem, zaprawiony we wchodzeniu po drabinie do narzeczonej i córki (gdy Straszny Dziadunio zakazał mu przekraczania progu R. 5) Fryc nie odpuścił także izolowania żony i dzieci, przysłał bukiet Józkowi, pogadał z Pyzą i wrócił po swe, zatem póki co Fryc - Borejklan 2:0, a Gaba udaje, że się cieszy, ale nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa...
    • przymrozki Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 09.07.21, 19:53
      Mi się w ogóle podoba pomysł uruchamiania znajomości, żeby zapisać dzieci do ich szkoły rejonowej. I to jeszcze prosząc o protekcję Adaaaama, chociaż Damazy będzie zaraz kosił konkurencję w zawodach na najładniejszą nieciężarną żonę na ślubie Józka, czyli najwyraźniej należy do najbliższego kręgu znajomych.

      Natomiast na liście przebojów przeprowadzkowych moim hitem numer jeden jest "zabrońcie dzieciom mówić komukolwiek, że wracają na stałe, bo seniorom będzie przykro, a i dla Róży jest to taka trudna sytuacja". Kiedy zaś bezecny Karolek, zamiast się dzielnie zastosować do polecania, coś tam marudził po kątach, to go szybko Ida zaszufladkowała jako wykapanego tatusia. Takie priorytety miały te przenosiny - najpierw spokój seniorów, potem Gaby, potem Róży (awans z miejsca ostatniego na trzecie dzięki porzuceniu przez męża), potem długo, długo nic, a na końcu dzieci.

      • iwoniaw Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 09.07.21, 19:58
        Zakaz mówienia seniorom jest dlatego, że Gaba jeszcze nie jest pewna (jak się okazało - słusznie) swej skuteczności, a Róży dlatego, że jeszcze by się dowiedziała, że ją mąż porzucił, a nie tylko jej matka truje, że nie przyjechał na ślub i jest ogólnie beznadziejny (w co zaczyna wierzyć, ku nadziei mamuni) i mogłaby zaprotestować, że to nie do końca tak, ktoś by jeszcze coś powiedział i by się posypał plan przywracania córki i wnuków Betonowej Opoki na ojczyzny łono. 😀
      • marutax Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 09.07.21, 20:46
        przymrozki napisała:

        > Natomiast na liście przebojów przeprowadzkowych moim hitem numer jeden jest "za
        > brońcie dzieciom mówić komukolwiek, że wracają na stałe, bo seniorom będzie przykro, a i dla Róży jest to taka > trudna sytuacja".

        To akurat kontynuacja powalającego absurdu czyli długiego braku kontaktu między Londynem i Poznaniem, bo Gaba " zupełnie nie wiedziała(m), co powiedzieć i napisać, dopóki nie zapadły postanowienia." Czyli przez kilka tygodni Gabriela i Róża nie odbierają telefonów ani nie dzwonią, czego seniorzy w ogóle nie zauważają, a siostry zauważają dopiero po długim czasie.
        Absurd podwójny, bo nie tylko tego rodzaju milczenie w dobie współczesnych form kontaktu z miejsca budzi niepokój, ale też powody, jakimi kieruje się Gaba, są od czapy. Jakby nie mogła powiedzieć "u nas nic takiego, a jak tam Agnieszka?" (czyli synowa, która jest w tym czasie w końcówce ciąży i teoretycznie mogła już urodzić).
        • marutax Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 11.07.21, 12:35
          marutax napisała:


          > To akurat kontynuacja powalającego absurdu czyli długiego braku kontaktu między
          > Londynem i Poznaniem, bo Gaba " zupełnie nie wiedziała(m), co powiedzieć i nap
          > isać, dopóki nie zapadły postanowienia." Czyli przez kilka tygodni Gabriela i R
          > óża nie odbierają telefonów ani nie dzwonią, czego seniorzy w ogóle nie zauważa
          > ją, a siostry zauważają dopiero po długim czasie.

          Postscriptum : wiecie, bardzo mnie ciekawi, czy Gaba i Róża ignorowały tylko telefony, czy także sms-y, maile i inne próby kontaktu? Tzn. że nie odpowiadały to wiadomo, ale czy je czytały? Bo jeśli nie to któryś z kolei mail Idy mógł zawierać na przykład takie wieści:

          "Ojca wypisali już ze szpitala, nawet zaczął ruszać jedną ręką, ale raczej nie ma szans na większą poprawę, wylew w tym wieku to nie byle co. Na szczęście może czytać, jeśli ktoś przewraca mu kartki, widziałam, że Nora świetnie sobie z tym radzi.
          Ignaś dalej się maże, a od pogrzebu minęły już trzy tygodnie! Wybacz, ale nie wierzę, że twój syn będzie umiał zająć się niemowlęciem. Na razie dzieciak jest jeszcze w inkubatorze (czego się spodziewać, wcześniak, no i z takimi rodzicami!), a później może Pulpa, skoro i tak zajmuje się Juliuszem?
          Swoją drogą, to wszystko wina Kowalika, jak mógł wyjechać do jakiegoś syna akurat kiedy Ignaś dzwonił do niego po pomoc??? Gdyby ten konował nie był od 15 lat na emeryturze to bym napisała na niego skargę.
          W Florków zrobiło się trochę ciasno odkąd nadzór budowlany kazał wszystkim wynieść się z Roosevelta. Miałam nosa z moją Ruinką. Kto by pomyślał, że to pęknięcie z czasów przebudowy Kaponiery nie dało się jednak załatać? Może Grzegorz dał za mało gipsu?
          A propos, wiesz co się dzieje z twoim mężem? Kilka dni temu Patrycja robiła obiad i nie było komu wypłukać sałaty. Nikt go nie widział od... właściwie to nie wiem. Zabrałaś go ze sobą?"
          • iwoniaw Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 11.07.21, 13:22
            No jakże prawdopodobne, niestety 😂

            Swoją drogą, ten "brak kontaktu" jest prawdziwym kuriozum. Nie mogę pojąć, po co MM wprowadza takie dramatyczne elementy (które w normalnym świecie już by skłoniły rodzinę do uruchomienia jeśli nie konsulatu i zagranicznej policji, to chociaż jakiejś lokalnej oksfordzkiej grupy na FB, a tu główny problem rodzina ma z tym, aby seniorzy się nie zaczęli denerwować, że coś kontaktu nie ma...), skoro wystarczyłoby, żeby wieści od Gaby zamiast w formie "nie odzywałam się przez miesiąc, licząc, że coś się zmieni" były "w poprzednich mailach nic wam o tym nie wspominałam, licząc, że coś się zmieni".
            • marutax Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 11.07.21, 13:35
              iwoniaw napisała:

              > No jakże prawdopodobne, niestety 😂
              >
              > Swoją drogą, ten "brak kontaktu" jest prawdziwym kuriozum.

              Owszem, zwłaszcza że czasy są całkiem inne niż przed epoką kontaktów internetowych. Zmieniły się nie tylko metody, ale i mentalność. Kiedyś fakt, że ktoś nie odebrał i nie oddzwonił był normalny - telefony stacjonarne, zero informacji o tym, że w ogóle była próba kontaktu. Dzisiaj ok, ktoś może nie odebrać, ale ma info, że i kto dzwonił. Nie oddzwoni, nie odbierze drugi czy trzeci raz - to już powód do niepokoju. Cisza przez kilka tygodni jest kompletnie nierealna. Poza tym przecież Borejkówny cały czas piszą do siebie maile. A są też różne komunikatory, z których właśnie ludzie mieszkający w różnych krajach korzystają bardzo często.
              • iwoniaw Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 11.07.21, 13:53
                No więc dokładnie o tym mówię. Ja np. niekoniecznie dzwonię do rodziców czy rodzeństwa codziennie czy nawet raz w tygodniu, ale gdyby któreś nie odpowiadało na maile, smsy, nie odbierało telefonu i nie oddzwaniało, to biorąc poprawki na możliwość bycia zajętym, wyciszonego na czas pracy telefonu, pojechania w głuszę na weekend - najdalej po kilku dniach podniosłabym raban i próbowała się skontaktować przez bliżej mieszkających krewnych, znajomych, sasiadow i księdza proboszcza. Tymczasem tu mamy Natalię - nauczycielkę przed 50 - która BOI SIĘ zadzwonić do Fryca, męża swej siostrzenicy z pytaniem "czy Róży aby telefon się nie zgubił, bo się od tygodnia dobić nie można, a w ogóle to czy Gabriela jest u was jeszcze i czy żyje, albowiem też nie odbiera?", Idę, lekarkę 50+, która ma podbne podejście - i zagadką pozostaje tylko, dlaczego uważają one, że seniorzy mogą się czymś zdenerwować, skoro ci ostatni akurat weszli w fazę "interesuję się tylko sobą" i wszystko wskazuje na to, że przez miesiąc nie próbowali mawet zadzwonić do córki, bez której kiedyś nie mogli dwóch dni przeżyć.
                • tt-tka Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 11.07.21, 14:08
                  A mnie sie to wszystko sklada do kupy... tam od dawna nikt nikogo nie obchodzi, to i kontakty sa zbedne. To tylko Gabon robi szum, gdy chce zwrocic na siebie uwage i Ida, gdy chce porywalizowac z siostra lub jej dokopac. Cala reszta ma wyrabane na pozostalych.
                  • przymrozki Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 11.07.21, 16:48
                    No i jak to wyglądało w praktyce? Gaba miała trzy nieodebrane od Idy, dwa od Pulpy (Natalia bała się zadzwonić, bo ją zje kabel telefoniczny), siedem od Ignasia i cztery od Laury, pięćdziesiąt maili i wiadomości na komunikatorze oraz czternaście smsów i co, kasowała je? udawała, że nie widzi? głaskała czule imiona nadawców na ekranie i roniła łzy? Telefon dzwonił i ona siedziała w kącie z dłońmi na uszach i śpiewała "lalala"? Czy w ogóle wszystko powyłączała? Bo jeżeli tak, to może wyjaśniłyśmy zagadkę rzadkiego kontaktu z Frycem, nie miał jak się chłopina przedrzeć przez tę blokadę informacyjną.

                    Gdyby rozsądny człowiek chciał ukryć przed rodziną fakt, że ma problem, a nie zwrócić na siebie uwagę otoczenia, obrałby dokładnie przeciwną strategię. Zachowałby kontakt. Jeżeli Gaba bała się, że głos ją zdradzi, na nieodebrane połączenia mogła odpowiedzieć mailem "no hej, Ida, widzę, że dzwoniłaś, co tam u was?". Jak niby ktokolwiek miał z tego zdania wyinterpretować, że Fryc zniknął, Pyza chlipie, a Gaba namawia ją na ucieczkę do Polski.
                    • tt-tka Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 11.07.21, 17:01
                      przymrozki napisała:

                      >
                      > Gdyby rozsądny człowiek chciał ukryć przed rodziną fakt, że ma problem,
                      > a nie zwrócić na siebie uwagę otoczenia,
                      >obrałby dokładnie przeciwną strategię.


                      No toz wlasnie :)

                      PS kto to okreslil Gabe jako te, co chce byc panna mloda na kazdym slubie i nieboszczykiem na kazdym pogrzebie ?
                      • iwoniaw Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 11.07.21, 17:04
                        tt-tka napisała:

                        > przymrozki napisała:
                        >
                        > >
                        > > Gdyby rozsądny człowiek chciał ukryć przed rodziną fakt, że ma problem,
                        > > a nie zwrócić na siebie uwagę otoczenia,
                        > >obrałby dokładnie przeciwną strategię.
                        >
                        >
                        > No toz wlasnie :)
                        >
                        > PS kto to okreslil Gabe jako te, co chce byc panna mloda na kazdym slubie i nie
                        > boszczykiem na kazdym pogrzebie ?
                        >


                        Ja! 😂😂😂
                    • bupu Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 11.07.21, 22:06
                      przymrozki napisała:


                      > Gdyby rozsądny człowiek chciał ukryć przed rodziną fakt, że ma problem, a nie z
                      > wrócić na siebie uwagę otoczenia, obrałby dokładnie przeciwną strategię.


                      Otóż. Gabon wcale nie chciał niczego ukrywać, tylko przygotowywał sobie (i przy okazji Róży) efektowne wejście.
                      Dobrze wytresowane wierne siostry zaraz się ruszyły pocieszać, nie Różę przecież, tylko Gabusię dzielną. Tak przy okazji, zauważyliście, że nikt tam Róży w ramach pomocy o nic nie pytał? NIKT. Wszystkie pytania leciały do Gaby. Róża jest jak gadający mebel do przestawiania z kąta w kąt, a czego chce i jakie ma plany, to już wszystkim wisi jak kilo kitu na agrafce.
      • armari Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 09.07.21, 20:26
        Plus kwestie językowe - nawet jeśli Róża z Frycem dbali o polszczyznę dzieci, szczerze wątpię, czy znalazło się w niej miejsce dla zwrotów takich jak: "przeciwprostokątna", "współrzędne geograficzne" czy "zawiesina". Jest to oczywiście do wyuczenia, ale te dzieciaki mają wystarczająco pod górkę i bez tego rodzaju dodatkowych atrakcji lingwistycznych.
        • bupu Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 09.07.21, 21:49
          armari napisał(a):

          > Plus kwestie językowe - nawet jeśli Róża z Frycem dbali o polszczyznę dzieci, s
          > zczerze wątpię, czy znalazło się w niej miejsce dla zwrotów takich jak: "przeci
          > wprostokątna", "współrzędne geograficzne" czy "zawiesina". Jest to oczywiście d
          > o wyuczenia, ale te dzieciaki mają wystarczająco pod górkę i bez tego rodzaju d
          > odatkowych atrakcji lingwistycznych.

          No co wy, przecież polszczyzny nauczać je będzie Maszpan de Tektura y Szalet! Nawet "Daj ać ja pobruszę", tudzież zyszczy nam, spuści nam, matko zwolena to będzie dla Szopiąt kaszka z mleczkiem. No, moze Karolek będzie miał trudności, bo to podły cyborg, po tatusiu (i pewnie będzie ranił swoją matuś, niedobre dziecko).
          • armari Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 09.07.21, 22:16
            bupu napisała:

            > Nawet "Daj ać ja pobruszę", tudzież zyszczy nam, spuści nam, matko zwolena to bę
            > dzie dla Szopiąt kaszka z mleczkiem.

            Ha, w "Daj ać" jestem skłonna uwierzyć bez problemu; wszak płynie w nich krew Borejków, bycie ęlytą zobowiązuje, do poduszki czytano im pewnie "Pana Tadeusza" na zmianę z Seneką. Co innego ta cała, tfu, terminologia nauk ścisłych, może nawet - o zgrozo! - zahaczająca o fizykę. Z astronomią.
                • iwoniaw Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 15.07.21, 14:55
                  Nastrój Pyzy wynika li i jedynie z faktu, iż po miesięcznym "stawianiu oporu" (!!! - określenie to pada w listach samej Gaby, która urabiała córkę od chwili przekroczenia progu jej oksfordzkiego mieszkania, gdzie Fryca JUŻ nie zastała i NIE przeszkadzało to Róży w niczym - prawdopodobnie nie uważała, że delegacja męża to jakieś wielkie halo, dopóki nie została uświadomiona...) ma dość i ląduje w tym Poznaniu, niby na wesele Józka - ona się w ogóle nie odzywa, nie znamy jej myśli, nie jest zainteresowana zapisywaniem dzieci do lokalnej szkoły (czy ona wie o tym, co jej ciotki wyprawiają w tej kwestii?) Moim zdaniem ona jest w jakiejś depresji. A poza tym nie potrafi się przeciwstawić toksycznej matce i jej jedyną nadzieją na ratunek jest powrót męża, który się nie wzdraga mówić różnych rzeczy prosto z mostu (i dlatego dziad Borej go nienawidzi).
                  Ktoś oczywiście powinien nią potrząsnąć i skierować na terapię, zwłaszcza że w tym wszystkim są dzieci, no ale to nie w tej rodzinie. Fryc nie powinien jej zostawiać w łapach Gaby, ale pewnie się nie spodziewał, że ta będzie koczować w Oksfordzie w obliczu rychłego rozwiązania synowej i zbliżającego się wesela ulubionego siostrzeńca.
                  • tt-tka Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 15.07.21, 15:12
                    Dwa miesiace, Iwonio... lipiec i sierpien Gabon tam siedzial i przepuszczal Roze przez maszynke do miesa, az zrobil z niej mielonke. I od progu zaczelo sie "wyjechal tuz przed moim przyjazdem", bo oczywiscie robote w Stanach (legalna, rzadowa) zalatwia sie z dnia na dzien, gdy tylko tesciowa zawiadomi, ze sie wybiera.
                    • iwoniaw Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 15.07.21, 15:33
                      No tak...
                      Licho wie zresztą, czy ona się zapowiedziała - jak sama piszesz słusznie, wyjazd do USA na specjalny projekt to nie jest coś, co się załatwia w trybie "ktoś musi pojechać od jutra do Arizony na kwartał - może Frycek?", więc gdyby Gaba USTALAŁA coś z Różą, to raczej by padło "a pewnie, że wpadnij, Fryderyk wyjeżdża, więc i tak będę tylko z dziećmi w domu", tymczasem z mail Gabonowych wynika, że przyjeżdża ona do Oksfordu i noe tylko jest nieobecnością Fryca zaskoczona, ale wydaje się być wręcz urażona i sugeruje, że zrobił to "specjalnie" (przy czym abstrahując od faktu, jak bardzo prawdopodobne jest sprokurowanie międzynarodowego projektu i wepchnięcie się na wyjazd na inny kontynent, by zrobić afront teściowej, nie bardzo wiadomo, dlaczego miałby chcieć ją widzieć, skoro sama przyznaje post factum, jednocześnie z tym, że "niesprawiedliwie go oceniła", że uważa, iż teściowa jest po to, by się czepiać i oskarżać - ja bym przy perspektywie przyjazdu takiej teściowej zwiała mawet na Antarktydę, gdyby się pojawiła szansa, że szukają kogoś do zamiatania w zamian za wikt...)
                      • tt-tka Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 15.07.21, 15:51
                        Nie wiemy, jak duzo Fryc przebywa w domu, ale nawet jesli niewiele, to sadze, ze chcialby w domu odpoczac lub pobyc z wlasna rodzina, jak wiekszosc ludzi. Tymczasem od Sprezyny, czyli praktycznie od chwili, gdy Szopy znalazly sie w jukeju, ma tam naloty borejkow - Milicja, Milicja z Gabonem, Lucja z Ziutkiem i to wszystko nie na troche, tylko na sporo dluzej. W S przykladowo Milicja jest tam od dwoch tygodni, a po wypadku Gaby jest szansa, ze wczesniej Gabon wroci do domu ze szpitala niz Milicja z Anglii, czyli co ? na miesiac pojechala, na dluzej ? Palysy tez zdaje sie na miesiac i wiemy, jak starszyzna sobie wyobraza ich pobyt tam - Mila, wowczas 9-latka, ma zajmowac sie Rzygulcem, a Roza robic pierogi.
                        Ja wam mowie, Fryc albo postanowil wywiac gdzies, gdzie klan nie bedzie mogl sie tak hop siup wybrac, albo, jesli Szopy zostaja w Anglii, kazal Rozy zwinac chalupe z mocnym postanowieniem, ze nowego adresu rodzina nie dostanie !
                        • iwoniaw Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 15.07.21, 17:13
                          tt-tka napisała:

                          albo, jesli Szopy zostaja w Anglii, kazal Rozy zwinac ch
                          > alupe z mocnym postanowieniem, ze nowego adresu rodzina nie dostanie !
                          >

                          To by tłumaczyło postawę Róży i jej milczenie - wie doskonale, że im mniej rodzinka wie, tym lepiej. Na początku "stawia opór" w kwestii zwijania się z UK, ale gdy Fryc się dowiaduje o pobycie Gaby (a i jej działalności, bo na 100% Róży się wymsknęło przynajmniej coś w stylu "mama mówi, że nas zostawiłeś/nie dbasz/chce żebyśmy wracali z nią do Poznania"), daje jej nowe wytyczne - i stąd zwinięcie dobytku z pomocą Żaby i jej męża - Gaba pewnie nawet nie ogarnia, że ten bezimienny Walijczyk wywozi, co się da, do wynajętego depozytu. Róża spodziewa się, że gdy Fryckowi skończy się delegacja, wróci po nią i dzieci, by zabrać ich do nowego lokum, którego adresu już rodzinie nie podadzą. To by tłumaczyło brak JAKIEJKOLWIEK aktywności Róży w temacie urządzania się w Pl z dziećmi i milczenie na tematy wszelkie - dobrze wie, że musi się pilnować, żeby coś jej się nie wymsknęło; wie też, że sama nie potrafi się rodzinie/matce przeciwstawić, więc czeka na męża, który ją "uratuje". (To, że ona się zawsze na kogoś ogląda, bardzo pasuje do tego, jak jest przedstawiona we wcześniejszych tomach; teraz znalazła się między młotem a kowadłem i trochę decyzji podjąć musiała (głównie - na kim jej zależy bardziej), ale samo działanie jest domeną innych - tu Gaby vs. Fryca)
                          • sayoasiel Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 16.07.21, 22:21
                            iwoniaw napisała:


                            > To by tłumaczyło postawę Róży i jej milczenie - wie doskonale, że im mniej rodz
                            > inka wie, tym lepiej. Na początku "stawia opór" w kwestii zwijania się z UK, al
                            > e gdy Fryc się dowiaduje o pobycie Gaby (a i jej działalności, bo na 100% Róży
                            > się wymsknęło przynajmniej coś w stylu "mama mówi, że nas zostawiłeś/nie dbasz/
                            > chce żebyśmy wracali z nią do Poznania"), daje jej nowe wytyczne - i stąd zwini
                            > ęcie dobytku z pomocą Żaby i jej męża - Gaba pewnie nawet nie ogarnia, że ten b
                            > ezimienny Walijczyk wywozi, co się da, do wynajętego depozytu. Róża spodziewa s
                            > ię, że gdy Fryckowi skończy się delegacja, wróci po nią i dzieci, by zabrać ich
                            > do nowego lokum, którego adresu już rodzinie nie podadzą. To by tłumaczyło bra
                            > k JAKIEJKOLWIEK aktywności Róży w temacie urządzania się w Pl z dziećmi i milcz
                            > enie na tematy wszelkie - dobrze wie, że musi się pilnować, żeby coś jej się n
                            > ie wymsknęło; wie też, że sama nie potrafi się rodzinie/matce przeciwstawić, wi
                            > ęc czeka na męża, który ją "uratuje".
                            Ta wersja wydarzeń tak mi się podoba,że przyjmuję ją jako kanoniczną od dzisiaj.
                        • bupu Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 15.07.21, 18:25
                          tt-tka napisała:


                          > Ja wam mowie, Fryc albo postanowil wywiac gdzies, gdzie klan nie bedzie mogl si
                          > e tak hop siup wybrac, albo, jesli Szopy zostaja w Anglii, kazal Rozy zwinac ch
                          > alupe z mocnym postanowieniem, ze nowego adresu rodzina nie dostanie !

                          On wyjechał do tych Stanów załatwić sobie zatrudnienie (i miejsce dla róży z dziećmi) w jakimś super duper tajnym wojskowym ośrodku badawczym, gdzie nie wpuszczają bez pięciu przepustek, osiemnastu zaświadczeń, skanu siatkówki i badania DNA. To jedyny sposób, żeby się zabezpieczyć przed tą upiorną familią i móc wreszcie usiąść spokojnie we własnym domu, bez potykania się o krewnych Róży (zwłaszcza zaś o jej mamunię i babunię).
                            • iwoniaw Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 15.07.21, 18:51
                              Wiadomość w bukiecie jest zaskoczeniem dla Gaby i jej sióstr. Dla Róży to Umówiony Sygnał. Depresja Róży stąd, że ona się naprawdę źle czuje oszukując rodzinę pochodzenia co do swych planów i ma wyrzuty sumienia. Nie potrafi jeszcze samodzielnie się zbuntować, ale jest wdzięczna za to, że ktoś (Fryderyk) robi to za nią, nawet jeśli zamienia w ten sposób jedno podporządkowanie na inne. Jej nie przeszkadza to, że inni zarządzają jej życiem, tylko cierpi z powodu, że dwie najważniejsze osoby w jej życiu (matka i mąż) mają sprzeczne wizje i ona jest między młotem a kowadłem. A pamiętamy, że ona od dzieciństwa najbardziej cierpiała, gdy na horyzoncie pojawiała się choćby zapowiedź konfliktu i słynnym "herbatki?" próbowała zmienić temat. Teraz to dotyczy jej samej (tzn. ona jest obiektem "rywalizacji" i musi się do tego odnieść - wybrała Frycka i życie z nim, ale ciągle cierpi z powodu "zasmucania matki", wszak od dziecka to temat nr 1 w domu i oznaka bycia CKNUKiem)
                            • tt-tka Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 15.07.21, 18:57
                              sowca napisała:

                              > No, ale skoro wyjechał tylko na delegację, to skąd ta depresja Róży i powrót do
                              > Poznania?

                              Pytasz tak, jakbysmy umialy odpowiedziec... osobiscie sadze, ze depresje Rozy spowodowala mamusia Gabusia. Jesli od pierwszej chwili snula na kanwie "jak to wyjechal bez was, juz ja wiem, czym to sie konczy" to Roza, ktora robila sie chora na sama mysl o czyims niezadowoleniu przez dwa miesiace mogla sie dorobic poteznego dola.

                              >To za grosz sensu nie ma. Poza tym wiadomość przy bukiecie jest zask
                              > oczeniem: Pyza z mężem nie gada?
                              >

                              Obie z Gabonem nie odbieraja telefonow, co mamy jasno napisane w mailu Gaby do siostr. Zarazem wiemy, ze przynajmniej jedno odebrane polaczenie bylo, to, w ktorym Fryc rzekomo (to sa slowa gaby, ktora z nim nie rozmawiala) polecil rodzinie wyjazd do Poznania. Byc moze Roza skorzystala z chwili nieobecnosci matki ? Byc moze sama nie wiedziala, co wlasciwie zostalo powiedziane ? przypominam, ze juz po zlikwidowaniu oksfordzkiego domu i umieszczeniu sie u Zaby Roza nadal nie jest zdecydowana na wyjazd do Polski...
                      • sanfran_84 Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 15.07.21, 18:45
                        iwoniaw napisała:

                        > No tak...
                        > Licho wie zresztą, czy ona się zapowiedziała - jak sama piszesz słusznie, wyjaz
                        > d do USA na specjalny projekt to nie jest coś, co się załatwia w trybie "ktoś m
                        > usi pojechać od jutra do Arizony na kwartał - może Frycek?"

                        A Frycek na to: "Pewnie, pojutrze przyjeżdża teściowa, więc jutro pasuje! Koniecznie z opcją przedłużenia, na wypadek gdyby postanowiła zostać na dłużej".
                        Swoją drogą, naprawdę ciężko sobie wyobrazić, jak to wszystko, co jest streszczone w mailach, miałoby wyglądać w rzeczywistości, np. te dialogi między prawie 40-letnimi ludźmi z dwójką dzieci o tym, że rodziny nikt w USA nie potrzebuje i w ojczyźnie będzie im lepiej. Zapewne prowadzone wraz z długimi rozważaniami na temat tego, co z edukacją dzieci, z mieszkaniem w Pl, z domkiem w Anglii i gdzie właściwie Fryc wróci, gdy mu się ten kontrakt w końcu skończy. Albo to stawianie oporu - Gaba do Róży (ciągnąc ją za fraki): "Róża, wracasz do Polski natychmiast! Twój mąż to szubrawiec i szuja, tylko ja wiem, jak to jest być porzuconą! Wracasz i nie dyskutuj!", Róża (płacze trzymając się jakiejś balustrady): "Nieeeee, nieeeeee, czekam na Fryderyka, bez niego nic nie ma sensu, bez niego nigdzie się nie ruszam, on nas nie porzucił, on wróci, wróóóóóóóci!".
                    • marutax Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 15.07.21, 19:14
                      tt-tka napisała:

                      > lipiec i sierpien Gabon tam siedzial i przepuszczal Roz
                      > e przez maszynke do miesa, az zrobil z niej mielonke. I od progu zaczelo sie "w
                      > yjechal tuz przed moim przyjazdem", bo oczywiscie robote w Stanach (legalna, rz
                      > adowa) zalatwia sie z dnia na dzien, gdy tylko tesciowa zawiadomi, ze sie wybiera.

                      Tutaj pojawia się kolejna ciekawostka, bo tak jak roboty w Stanach nie załatwia się z dnia na dzień, tak i ponad dwa miesiące urlopu to nie jest takie proste, nawet dla pani profesor. Na uczelni są obrony, rekrutacje, różne inne konieczności. A Gaba od czerwca do września przepada, a i po powrocie nie ma wzmianki o tym, by miała jakieś obowiązki zawodowe.

                      Może Gaba wiedziała o wyjeździe Fryca i jej pobyt był z góry zaplanowany tak, żeby mogła "pomóc" Róży w czasie nieobecności męża? Przecież rodzina martwi się (w końcu) jej milczeniem, a nie tym, że miała wracać miesiąc temu. Tyle że nie znali szczegółów, stąd Gaba mogła przekazać własną wersję wydarzeń.


                      • iwoniaw Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 15.07.21, 19:25
                        marutax napisała:


                        > Może Gaba wiedziała o wyjeździe Fryca i jej pobyt był z góry zaplanowany tak, ż
                        > eby mogła "pomóc" Róży w czasie nieobecności męża? Przecież rodzina martwi się
                        > (w końcu) jej milczeniem, a nie tym, że miała wracać miesiąc temu.

                        Tej wersji nie możemy przyjąć, gdyż sama Gaba w mailach do sióstr jest wyraźnie oburzona nieobecnością Fryderyka. Także Natalia nie chce do Fryca dzwonić z pytaniem, dlaczego Pyza ani Gaba nie odpisują/oddzwaniają/odbierają dlatego, że się "boi" mu przeszkadzać w pracy, a nie dlatego, że jest wyjechany do Stanów i skąd ma wiedzieć, a jeszcze gotów zawału dostać/wracać bez powodu...
                      • tt-tka Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 15.07.21, 19:32
                        marutax napisała:


                        > Może Gaba wiedziała o wyjeździe Fryca i jej pobyt był z góry zaplanowany tak, ż
                        > eby mogła "pomóc" Róży w czasie nieobecności męża?

                        Odpada. Ona jest nieobecnoscia Fryca rownie zaskoczona co oburzona.

                        >Przecież rodzina martwi się
                        > (w końcu) jej milczeniem, a nie tym, że miała wracać miesiąc temu.

                        A bo rodzina mogla wiedziec, ze Gabon zamierzal byc u corki (i ziecia) przez cale lato. Takie rzeczy siostrom sie mowi, a gospodarzom naszego dlugiego wypoczynku niekoniecznie...
                        Budzi sie we mnie podejrzenie, ze Gabon wywial przed ciaza synowej, klopotami mieszkaniowymi i wszystkim, czym powinna sie zajac, gdyby byla na miejscu :P

                        _
                        Kompromis - PiS ma wypierdalac. Ale moze to zrobic nie w podskokach
                        • iwoniaw Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 15.07.21, 19:43
                          Mam identyczne co tt-ka podejrzenia! Synowa w wysokiej ciąży własnymi rękami kończy remont, córka potrzebuje opiekunki do dziecka i korzysta z uprzejmości ciotki, mającej na głowie seniorów i gospodarstwo; co robi centrum rodzinne i betonowa opoka? Wyjeżdża do drugiej córki i próbuje jej wyperswadować męża i małżeństwo, bo "taka jest rola teściowej" ;-)
                          • bupu Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 15.07.21, 19:48
                            iwoniaw napisała:

                            > Mam identyczne co tt-ka podejrzenia! Synowa w wysokiej ciąży własnymi rękami ko
                            > ńczy remont, córka potrzebuje opiekunki do dziecka i korzysta z uprzejmości cio
                            > tki, mającej na głowie seniorów i gospodarstwo; co robi centrum rodzinne i beto
                            > nowa opoka? Wyjeżdża do drugiej córki i próbuje jej wyperswadować męża i małżeń
                            > stwo, bo "taka jest rola teściowej" ;-)


                            Gabuchna jest cwana. Nie dość, że znika na ostatni trymestr ciąży synowej (która to synowa programowo nie chodzi do lekarza), zwinnie unikając użerania się z efektami ewentualnych komplikacji ciążowych i koniecznością wypchnięcia idiotki do lekarza, to jeszcze przewidując, że Miągwowie będą wymagali stałego nadzoru przy dziecku, własnemy ręcamy importuje z UK nadzorczynię i może spokojnie oddalić się do Floplicowa, by czytać kolejne nowości literackie i z cienia katalpy patrzeć, jak Pulpet obsprawia seniorów. Geniusz z tej Gaby, po prostu geniusz!
                      • bupu Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 15.07.21, 19:43
                        marutax napisała:


                        > Tutaj pojawia się kolejna ciekawostka, bo tak jak roboty w Stanach nie załatwia
                        > się z dnia na dzień, tak i ponad dwa miesiące urlopu to nie jest takie proste,
                        > nawet dla pani profesor. Na uczelni są obrony, rekrutacje, różne inne konieczn
                        > ości. A Gaba od czerwca do września przepada, a i po powrocie nie ma wzmianki o
                        > tym, by miała jakieś obowiązki zawodowe.

                        He.
                        He he.
                        He he he.
                        Uahahahahaha.

                        W CZ gdy pojawia się idea, żeby Gabowie zamieszkali w pawilonie gościnnym u Flobrych, który to pawilon Floruś musi tylko skończyć remontować, Gabryella rzuca tekstem "To Grześ pomoże, ma jeszcze prawie miesiąc urlopu". Grześ jest wykładowcą matematyki, przypominam. Autoressie się wyraźnie wydaje, że w momencie, gdy studenci kończą sesję, grono profesorskie ucieka z wrzaskiem z uczelni i nie wraca aż do rozpoczęcia roku.
                        • marutax Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 15.07.21, 21:30
                          bupu napisała:

                          > W CZ gdy pojawia się idea, żeby Gabowie zamieszkali w pawilonie gościnnym u Flo
                          > brych, który to pawilon Floruś musi tylko skończyć remontować, Gabryella rzuca
                          > tekstem "To Grześ pomoże, ma jeszcze prawie miesiąc urlopu". Grześ jest wykłado
                          > wcą matematyki, przypominam. Autoressie się wyraźnie wydaje, że w momencie, gdy
                          > studenci kończą sesję, grono profesorskie ucieka z wrzaskiem z uczelni i nie w
                          > raca aż do rozpoczęcia roku.

                          Tu chyba przecenia też możliwości Grzegorza, który zbliża się bodajże do siedemdziesiątki... No chyba że jest w takiej wspaniałej formie, że remonty załatwia jedną ręką i ze śpiewem na ustach.

                          To zresztą objaw innego problemu, mianowicie Autorce z wiekiem poplątało się postrzeganie wieku bohaterów. Mila i Ignacy są od 40 lat starzy, Jędrek i Szymek odwrotnie, zachowują się jak dzieci dużo młodsze...


                          • tt-tka Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 15.07.21, 21:35
                            No wiesz, skoro na weselu to dr Kowalik, pan ok. 80-tki, zajal sie pacyfikowaniem podpitego dwudziestokilkoletniego osilka, to o dekade mlodszy Stryba moze odwalac remont, czemu nie.

                            Stryba i tak ma farta, bo bedzie tylko pomagierem szwagra, a drowi Kowalikowi nie pomagal nikt z licznie obecnych na weselu chlopow mlodszych od niego o pokolenie lub dwa...
                          • bupu Re: Idiotyzmy różanej przeprowadzki 15.07.21, 22:38
                            marutax napisała:


                            > Tu chyba przecenia też możliwości Grzegorza, który zbliża się bodajże do siedem
                            > dziesiątki... No chyba że jest w takiej wspaniałej formie, że remonty załatwia
                            > jedną ręką i ze śpiewem na ustach.

                            Gregorio de Mixerosalado y Callareppa liczył sobie lat 40 w 1991, w "Noelce". Ergo jest on z rocznika 51, ergo w 2017 (CZ) liczy sobie lat 66. Młodzian wiośniany, obleci ten remont z pieśnią na ustach i nawet pustaki będzie nosił.


                            > To zresztą objaw innego problemu, mianowicie Autorce z wiekiem poplątało się po
                            > strzeganie wieku bohaterów. Mila i Ignacy są od 40 lat starzy, Jędrek i Szymek
                            > odwrotnie, zachowują się jak dzieci dużo młodsze...

                            Nie wiem czy zauważyłaś, ale Borejkówny w pewnym momencie przestały się starzeć. Żadna nie siwieje, żadnej się już opakowanie nie marszczy, żadna nie nosi okularów do czytania, a są to panie (w CZ) w przedziale wiekowym 44 - 56, czyli dostatecznie dojrzałe, żeby je zaczęły doganiać pewne symptomy zużycia organizmu. Ich małżowie to samo, ba, Grzegorzowi się nawet magicznie siwizna cofnęła.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka