Dodaj do ulubionych

Floplicowo na przestrzeni lat i tomów

21.07.21, 23:12
Postanowiłam sobie prześledzić przedstawienia Floplicowa w kolejnych tomach (mówiłam, są wakacje i nudzimisie. Nie, nie oszalałam i nie oczekuję spójnego obrazu, ciekawam jednak dokąd nas ten eksperyment zawiedzie (tak wiem, dr. Frankenstein też był ciekaw).

Zaczynajmy zatem. Pierwszym tomem, w którym pojawia się wzmianka o Floplicowie jest "Żaba". Dowiadujemy się tam iż:

ciotka Patrycja wyprowadziła się zaraz po ślubie i obecnie mieszkała z mężem Florianem oraz dwiema córeczkami, Anią i Norą, w nowym domku pod lasem.


"Domek" sugeruje siedzibę o niewielkich gabarytach.

Następna wzmianka o domostwie Górskich pojawia się w "Czarnej Polewce".

Domek ciotki Patrycji oraz jej męża, wuja Floriana, znajdował się w pewnej odległości od Pobiedzisk, tuż pod zwartą ścianą lasu, a otoczony był ogrodem, sadem i polami upraw porzeczki.

Z dalszego tekstu dowiadujemy się, iż domeczek ów posiadał werandę, dostatecznie dużą, aby zasiedli na niej biesiadnicy w składzie: Gaba, Grzegorz, Ignaś, Natalia, Milicja i czworo Górskich. Czyli dziewięć osób.

Więcej o Flobrogrodzie dowiadujemy się ze "Sprężyny" w której tak stoi napisane:

Po ślubie Patrycja i Florian kupili tu niedrogo kawałek ziemi pod lasem, wybudowali skromny, lecz porządny domek, otoczyli go jabłoniami, czereśniami i gruszami, a następnie zaprowadzili plantację porzeczek i pasiekę.

Czyli na tym kawałku, powtarzam, KAWAŁKU zmieściła im się chałupa, sad , pasieka i do tego jeszcze plantacja porzeczek, która w Polewce składała się z całych pól, otaczających dom. No ładny mi kawałek...
Ale to jeszcze nie koniec rewelacji sprężynowych, czytajmy dalej.

Po paru latach dokupili przyległe pół hektara, po czym posadzili własnoręcznie dziesiątki drzewek
wiśniowych i morelowych; i już mogli zacząć hodowlę koni.]


Stajnię i pastwisko ulokowali zapewne w koronach tych wiśni i morel. Na ziemi zabrakło miejsca. Państwo Pulpetowie kupili bowiem pół hektara, czyli 5 tysięcy metrów kwadratowych ziemi. Czyli taki prostokącik pięćdziesiąt na sto metrów. Barrrdzo skromnie na sad towarowy, wątpię czy zyskowny, ale na konie nie zostaje miejsca. A konie miejsca potrzebują. Bo pastwisko, bo łąka na siano, bo padok, gdzieś te konie trzeba ćwiczyć i zajeżdżać, wreszcie bo stajnia i stodoła, których to budowli w tym opisie brak. I to ma się zmieścić na kawałku ziemi plus pół hektara, z sadem prywatnym, sadem towarowym, polami porzeczek i pasieką? Yyyy...

No ale dobra, jedźmyż dalej.

Kiedy zaś dochód z niej przyniósł im kolejne zyski, postawili obok domu niekrępujący pawilon drewniany dla
gości, którzy przez cały sezon, od wiosny do jesieni, przybywali ochoczo w te okolice.


Przyznam, że przy wzmiance o dochodach z hodowli koni ryknęłam śmiechem homeryckim. Jest takie powiedzenie wśród koniarzy, że owszem, da się zostać milionerem dzięki hodowli koni, ale to trzeba być na starcie miliarderem. Tyle w temacie ogłuszającego zysku. No i jak było mówione w innych wątkach, koń od samego istnienia nie zarabia. Musi pracować, pod siodłem, w zaprzęgu, w hipoterapii, czy tam czym. Flobre nie udzielają żadnych płatnych końskich zajęć, ba, oni sami z własnymi końmi nie pracują.

W pawilonie stało kilka prostych łóżek, zaopatrzonych w śpiwory, była też skromna łazienka z bojlerem i kącik kuchenny.

A, jednak ten kącik kuchenny był.

Patrycja odstawiła ciężką tacę i osłoniła dłonią oczy: na długiej, polnej drodze,
wiodącej ku ich gospodarstwu od szosy kostrzyńskiej, kłębił sięw dali biały kurz i
błyskały w słońcu jakieś szyby.


Zapamiętajcie topografię. Od Floplicowa do szosy kostrzyńskiej wiedzie długa, polna droga. Dalej znajdujemy informację, że przejazd samochodem z Kostrzyna do Flobrogrodu zajmowała kwadrans. Z czego wynika głównie to, że autorka słabo ogarnia czasoprzestrzeń, bo tyle to się jedzie do Pobiedzisk. Zaraz potem wszystko gmatwa się jeszcze bardziej, bo Larwa, przypomniawszy sobie u wrót Floplicowa, że nie zapłaciła za drzewko, siada na rower i pędzi w kierunku północno-zachodnim. No jeśli Floplicowo leży między Kostrzynem a Pobiedziskami, to tego, Kostrzyn leży na południe od Pobiedzisk, więc cała geografia Wielkopolski właśnie zbaraniała.

Z tomu następnego, "McDusi", dowiadujemy się niewiele o gospodarstwie, ale za to dostajemy ciekawe info o wnętrzu domu. Poprzednie tomy powiedziały nam, że domek Flobrostwa jest mały, a także iż zawiera na pewno kuchnię, sień, gabinet Florka, a także zapewne łazienkę, sypialnię Flobrych i pokój dziewczynek. W "Mcdui" czytamy tymczasem:

Przez cały ten tłumny i gwarny wieczór u ciotki Józef nic, tylko szukał w jadalni
takiego miejsca, gdzie by nie wiało i gdzie by nie przypiekało. I


Oraz...

A tu hałas narastał. Po kolędowaniu i popisach instrumentalnych rozochocona
dzieciarnia znalazła sobie zabawę: wrzeszczała i goniła się w kółko po pokojach. Łusia, ta
intelektualistka, zamiast mitygować hasającą małą Milę, sama podkasała kieckę i skakała
razem z kuzyneczką po kanapach.


Chodzi o wigilię, na której zameldowała się cała borejcza familia, minus Sarenkosyrenka, uwieziona do Kostrzyna. A zatem na wigilii onej były trzy sztuki Strybów (Gaba, Grześ i IGS), dwie sztuki seniorów, pięć sztuk Pałysów (Marek, Ida, Józwa, Łusia i Ulej), trzy sztuki Szopów (Fryc, Róża i Mila), cztery sztuki Rojków (Mamłalia, Robroj, Jędrek, Szymek) oraz oczywiście cztery sztuki gospodarzy (Florian, Pulpa, Ania, Nora). Razem, policzmy... dwadzieścia jeden osób. Czyli w tej skromnej jadalni małego domku siadło do stołu w jadalni dwadzieścia jeden osób (w tym jedna w zaawansowanej ciąży) i jeszcze zostało tyle miejsca, że dzieciaki mogły się ganiać. A stół na tyle luda to jakieś 6 metrów długości, plus te 40 cm na człowieka z krzesłem na każdym końcu, plus pół metra za tym człowiekiem, żeby dzieciaki mogły biegać i mamy pomieszczonko długości 7,8 metra. Szerokość takiego stołu to jakiś metr, powiedzmy, żeby się półmiski wygodnie mieściły, plus 80 cm na ludzi po obu stronach, plus przestrzeń dla dzieci...2,80. niechby 3. Jakieś 23,4 metrów kwadratowych jadalni wychodzi, i to takiej ciasnej oraz na styk. W, przypominam, małym domku.

Następny w kolejniści tom - "Wnuczka do Orzechów". A tam napisano tak oto:

Posiadłość wujostwa leżała na kwadratowej równinie, jak na wielkiej patelni, a
obramowana była z trzech stron ciemnym lasem sosnowym. Prosta droga wśród
pól łączyła te odizolowane hektary ze światem.


To już nie pod ścianą lasu, jak w CP, rok 2004. Dziewięć lat później las (niechybnie birnamski) przesunął się i zaczął Floplicowo oskrzydlać.

Z tegoż tomu dowiadujemy się tez, że ganek, ten ogromny, spowija dzikie wino, a dom wypączkował sobie chłodny pokój od północy (ten "po Wiesi") w którym zakwaterowano seniorów. Uprzejmie przypominam, że wciaż mówimy o małym domku pod lasem, którego nikt nigdy nie rozbudowywał.

Dowiadujemy się takoż, iż istnieje na tych włościach szopa. Zawierająca warsztat Florka, a co, myśleliście, że coś dla koni?
Ale zaraz, coś dla koni też jest:

Ruszyli z tańczącym Bubkiem
przez trawnik otoczony pasami lawendy oraz rabatami mdlejących w
upale floksów i malw. Za trawnikiem, odgrodzona od niego długą kępą iglaków,
była strefa gospodarcza, kończąca się budynkami stajni.


Stajnie! Aha! A jednak!

A potem:

Zaraz pod pierwszymi świerkami bielał schludny, otynkowany baraczek, umownie
zwany szopą. Przytykał krótszym bokiem do drewnianego pawilonu gościnnego,
który zaradny wuj Florian postawił parę lat temu. W pawilonie sypiała rodzinna
młodzież, kiedy przybywała tu na wakacje lub weekendy i nie mieściła się w
domu z gankiem. Biały baraczek za to był królestwem wujka i zawierał
cały warsztat majsterkowicza.


CDN
Obserwuj wątek
    • tt-tka Re: Floplicowo na przestrzeni lat i tomów 21.07.21, 23:45
      To ja bym jeszcze poprosila (ksiazki poszly sie zle prowadzic i nie mam) o sprawdzenie dat. W Imieninach Gorscy mieszkaja jeszcze w willi Kowalikow. Czyli do Zaby - 2004 rok - mija szesc do siedmiu lat. Od Zaby do Sprezyny - piec. Nie wiem, jak wisnie, ale morele zaczynaja owocowac po kilku latach dopiero, a posadzono je po kilku latach od nabycia tego "kawalka ziemi". Ponadto hodowla koni w towarzystwie mlodych drzewek raczej na te drzewka dobrze nie wplywa, bo konie maja zwyczaj objadac, chochrac sie i lamac galazki.

      PS pol hektara, mowisz ? Szwagier inzyniera Karwowskiego twierdzil, ze oplacalny sad to sie zaczyna od dwudziestu hektarow. To, co widywalam w tarczynskiem i grojeckiem tez stanowczo miewalo duzo wiecej niz piecdziesiat na sto metrow.
    • bupu Re: Floplicowo na przestrzeni lat i tomów 22.07.21, 00:18
      Wciąż jesteśmy we Wnuczce i tam piszą nam oto tak:

      O, goście będą - zauważył nagle Marek, który siedział zwrócony twarzą
      do płotu, z widokiem na las. - Ale im się spieszy!


      Oraz:

      Tuman siwego kurzu, jaki uniósł się z leśnej drogi, jeszcze wisiał w
      powietrzu, gdy samochód już się zatrzymał przed ogrodzeniem i zamarł w
      cichym bezruchu.


      Leśna droga??? Przecie na początku WdO mamy jak byk drogę wśród pól! Las się znowu przesunął! Aha!

      I nie tylko las, ponieważ potem czytamy:

      Droga przez las była prosta i widoczna na
      długim odcinku, toteż Jędruś nie zmuszał się do fatygującej, szybkiej jazdy,
      było na to stanowczo za gorąco. Wszystko zresztą wskazywało na to, że
      Józek jedzie do sklepu „U Kasi” -tylko dlaczego robił z tego taki sekret?


      Sklep "U Kasi" jest, przypominam, w Promnie. Jak Floplicowo to robi, że leży jednocześnie pod Kostrzynem, Pobiedziskami i tuż obok Promna?

      I tu przechodzimy do Feblika...

      Tutaj jeszcze, zapamiętajcie, Ania i Nora posiadają wspólny pokój w którym, pod ich nieobecność, sypiają Rojki.
      A poza tym czytamy jak to Ignac zasnął w swym pokoju (tym od północy) i...

      Po przeciwnej stronie korytarza, w obszernej, wygodnej kuchni Patrycji, było odrobinę chłodniej: okno wychodziło na północ, przesłonięte było wielką kępa olch i leszczyn, a w dodatku pracowały tu aż dwa wentylatory.

      Pokoje sie przesuwają w tym domostwie jak ten las dookoła. Toż pokój seniorów miał być od północy, a tymczasem z tekstu wynika (...Borejko spał samotnie i słodko, nieświadom, że słońce się przesunęłoi że teraz przedwieczorny już upał wlewa się do pokoju przez otwarte okno...), że ma okno od zachodu.

      Kuchnia, notabene, musi być obszerna, skoro stoi tam stół, przy którym swobodnie mieszczą się dwie sztuki Górskich, dwie sztuki seniorów, dwie sztuki Strybów, jeden Pałys i cztery Rojki, razem jedenaście sztuk.

      Następnie jadą do Floplicowa Aga i IGS, przez pełne zwierza bory. Las birnamski pochłonął tę polną, prawdaż drogę.

      I wreszcie - uff, uff! - wytoczyli się na płaski teren wśród łąk, objęty z trzech stron podkową lasu sosnowego. za pięć pierwsza podjechali pod obrośnięty ganek skromnego, białego domu, ocienionego drzewami. Przed domem rosły różowe i pąsowe malwy i rozciągał się trawnik z pięknymi rabatami.

      Eeeeeej, a gdzie sady wiśniowe? Gdzie pola porzeczek...? AAAAA! Właśnie sobie uświadomiłam, że wiśniowa potentatka Pulpa w CZ kupuje wiśnie od Rumianków. Czy sady wiśniowe Florianów zeżarły z głodu te biedne konie?

      Jadalnia, jakby kto pytał, domeczkowi nie odpadła, występuje w Febliku i jest określona mianem wielkiej. W skromnym domeczku, przypominam. Łazienkę Flobre mają z uporem jedną, widocznie klan nie może życ bez kolejki do wychodka. Do metrażu skromnego domeczku doliczcie zaś jeszcze i spiżarnię, wymienioną w opisach po burzy i awarii prądu. Oraz piwnicę, wymienioną tamże.

      Tyle "Feblik", teraz zaglądamy do "Ciotki Zgryzotki".

      Tam mamy opisane jak byk osobne pokoje dla obu dziewczyn, Ani i Nory. W "Febliku" panienki jeszcze miały wspólne lokum. Natomiast pokój seniorów awansował do rangi dużego.

      A poza tym autorka pisze nam tak:

      Na przykład kuchnia. Jeśli miało się za młodu, przy Roosevelta, kuchnię ogromną, większą nawet od zielonego pokoju, to we własnym domu chciałoby się mieć przynajmniej taką samą, żeby znów cała rodzina mogła sobie w niej swobodnie siedzieć, w pełnym składzie.
      Florian był tego samego zdania i Patrycja dostała swoją kuchnię marzeń: jasną, kwadratową, rozległą, ze stołem jadalnym pod nisko zawieszoną lampą.


      W wyobraźni wszystko się mieści, nawet gigantyczna kuchnia w małym domku. No co.

      Piaszczysta droga, prowadząca od domu do szosy kostrzyńskiej, była całkiem pusta. Przed ciemną ścianą lasu błyszczały czystym złotem pojedyncze buki.

      Aaa, las birnamski wypluł ścieżkę, miło z jego strony.


      Podsumowując to ja bym chciała wiedzieć gdzie się podziały te wszystkie plantacje i sady towarowe i z czego wobec powyższego żyją Flobre. No bo porzeczek ni ma, morel ni ma, wiśnie Pulpet kupuje od Derotki, w pawilonie tylko rodzina, konie zaś pełnią funkcje ozdobne. To z czego oni się utrzymują, na bogów?
          • tt-tka Re: Floplicowo na przestrzeni lat i tomów 22.07.21, 14:31
            Omarlas mnie. Wizja Ani wespol w zespol z konmi obgryzajacej drzewka to jest ta wersja, ktora kupuje !
            Byc moze krzaki tez zostaly poobgryzane lub ze szczetem zezarte, bo ostatni raz o porzeczkach, przy ktorychs cos trzeba robic, to zdaje sie w CP bylo, wieki temu.
              • mamuka_z_boru Re: Floplicowo na przestrzeni lat i tomów 23.07.21, 16:35
                yvi1 napisała:

                > I te pszczoly w pasiece znikly jak sen zloty …

                Ja zakładam litościwie, że młode Flobrostwo porwało się na te wszystkie pszczoły i porzeczki na fali hurraoptymizmu właściwego mieszczuchom wyprowadzającym się na wieś, tego, co to wiecie: "Będziemy samowystarczalni, będziemy hodować kury i owce, i kozy, i robić sery, piec chleb, uprawiać organiczne warzywa i hodowac pszczoły, i jeszcze będziemy wynajmować pokoje ludziom złaknionym odpoczynku na wsi, i będziemy aktywizować lokalną społeczność różnymi proekologicznymi inicjatywami, i jeszcze..." A potem życie weryfikuje te wszystkie piękne plany i trzeba zrezygnować z 70% założeń i skupić się albo na serach, albo na agroturystyce, albo na wielkoobszarowej produkcji moreli.
                Jeno z tekstu explicite nie wynika, co ostatecznie zostało i jest właściwym źródłem Pulpowych dochodów.
                • tt-tka Re: Floplicowo na przestrzeni lat i tomów 23.07.21, 16:46
                  Porwanie sie na fali hurraoptymizmu wymaga jednak wylozenia konkretnego grosza. Na drzewka, na krzewy, na ule i pszczoly (nb szoklam sie, gdy doczytalam, ze pszczoly kupuje sie na kilogramy !), na konie i karme dla nich... na ziemie, na budowe domu, chocby i skromnego - no i na zycie (jedzenie, mycie, podatki etc), nim ten hurraoptymizm zwiednie. A ze Flobre nie gloduja, to mamy napisane i narysowane.
                • bupu Re: Floplicowo na przestrzeni lat i tomów 23.07.21, 16:47
                  mamuka_z_boru napisała:

                  > yvi1 napisała:
                  >
                  > > I te pszczoly w pasiece znikly jak sen zloty …
                  >
                  > Ja zakładam litościwie, że młode Flobrostwo porwało się na te wszystkie pszczoł
                  > y i porzeczki na fali hurraoptymizmu właściwego mieszczuchom wyprowadzającym si
                  > ę na wieś, tego, co to wiecie: "Będziemy samowystarczalni, będziemy hodować kur
                  > y i owce, i kozy, i robić sery, piec chleb, uprawiać organiczne warzywa i hodow
                  > ac pszczoły, i jeszcze będziemy wynajmować pokoje ludziom złaknionym odpoczynku
                  > na wsi, i będziemy aktywizować lokalną społeczność różnymi proekologicznymi in
                  > icjatywami, i jeszcze..." A potem życie weryfikuje te wszystkie piękne plany i
                  > trzeba zrezygnować z 70% założeń i skupić się albo na serach, albo na agroturys
                  > tyce, albo na wielkoobszarowej produkcji moreli.
                  > Jeno z tekstu explicite nie wynika, co ostatecznie zostało i jest właściwym źró
                  > dłem Pulpowych dochodów.

                  Konie. A co najmniej stajnie, te jeszcze w CZ stoją. A co Flobre w tych stajniach hodują, to ich słodka tajemnica...
                  • pi.asia Re: Floplicowo na przestrzeni lat i tomów 23.07.21, 21:05
                    bupu napisała:


                    > Konie. A co najmniej stajnie, te jeszcze w CZ stoją. A co Flobre w tych stajnia
                    > ch hodują, to ich słodka tajemnica...
                    >
                    Po koniach został doskonały obornik. Na pieczarkarnię jak znalazł.
                    Choć ja raczej wolałabym uprawiać boczniaki. Nie chorują, szkodnik się ich nie ima, grzybnię zaszczepia się na mokrej słomie i niczym nie zasila.
                    Gdyby nie to, że prawie za płotem mam las, obfitujący w maślaki, koźlarze, podgrzybki, rydze, kanie i prawdziwe borowiki w kilku gatunkach (ponury, szlachetny, siatkowany) to bym sobie taki balot z boczniakami zawiesiła gdzieś w cieniu drzewek.
                    Ale jako że ponieważ albowiem przytargałam dzisiaj do domu trzy kilo prawdziwków (całe 5 minut chodzenia po lesie!!!) więc za boczniaki się nie biorę, bo po co.
                    Na zdjęciu połowa zbioru, drugie tyle dałam bratowej.
                    • bupu Re: Floplicowo na przestrzeni lat i tomów 23.07.21, 21:20
                      pi.asia napisała:

                      > bupu napisała:
                      >
                      >
                      > > Konie. A co najmniej stajnie, te jeszcze w CZ stoją. A co Flobre w tych s
                      > tajnia
                      > > ch hodują, to ich słodka tajemnica...
                      > >
                      > Po koniach został doskonały obornik. Na pieczarkarnię jak znalazł.
                      > Choć ja raczej wolałabym uprawiać boczniaki. Nie chorują, szkodnik się ich nie
                      > ima, grzybnię zaszczepia się na mokrej słomie i niczym nie zasila.
                      > Gdyby nie to, że prawie za płotem mam las, obfitujący w maślaki, koźlarze, podg
                      > rzybki, rydze, kanie i prawdziwe borowiki w kilku gatunkach (ponury, szlachetny
                      > , siatkowany) to bym sobie taki balot z boczniakami zawiesiła gdzieś w cieniu d
                      > rzewek.
                      > Ale jako że ponieważ albowiem przytargałam dzisiaj do domu trzy kilo prawdziwkó
                      > w (całe 5 minut chodzenia po lesie!!!) więc za boczniaki się nie biorę, bo po c
                      > o.
                      > Na zdjęciu połowa zbioru, drugie tyle dałam bratowej.


                      Zzieleniałam z zawiści, zfioletowiałam, oblekłam się w purpurę, a potem zżółkłam.
                      • pi.asia Re: Floplicowo na przestrzeni lat i tomów 24.07.21, 09:19
                        bupu napisała:


                        > Zzieleniałam z zawiści, zfioletowiałam, oblekłam się w purpurę, a potem zżółkła
                        > m.
                        >

                        Nie wiem, skądeś Waćpani jest. Bo ja bytuję na Jurze, nieopodal Częstochowy. U mnie jak się jesienią zacznie wysyp grzybów, i sunę w las z wiaderkiem, to bywa, że z bólem serca muszę wysypać zebrane wcześniej maślaki, żeby zrobić miejsce na podgrzybki i prawe. Serio serio. Przez całe swe życie nie zebrałam tylu prawych, co tutaj podczas jednego wypadu do lasu. A w lasku opodal kościółka (kilkanaście sosen) znalazłam tyle rydzów, że musiałam odpiąć kaptur od kurtki, by mieć je do czego zbierać. A więc wracając do adremu - jeśli Waćpani nie masz daleko, to możesz do mnie na grzybobranie przyjechać. Na całe dwa dni - 100 metrów od mojego domostwa jest niedroga agroturystyka, gdzie można się zatrzymać. Jakby co, to pisz na gazetowy :)

                        PS. Powyższy wpis dotyczy takoż innych forumowiczek, zainteresowanych bądź grzybami, bądź równie atrakcyjnym spotkaniem z pi.asią ;)
                        • bupu Re: Floplicowo na przestrzeni lat i tomów 24.07.21, 10:09
                          pi.asia napisała:

                          > bupu napisała:
                          >
                          >
                          > > Zzieleniałam z zawiści, zfioletowiałam, oblekłam się w purpurę, a potem z
                          > żółkła
                          > > m.
                          > >
                          >
                          > Nie wiem, skądeś Waćpani jest. Bo ja bytuję na Jurze, nieopodal Częstochowy.

                          Z Ziemi Chełmińskiej, proszę waćpani. To takie coś co od zachodu ma za sąsiadkę Wisłę, od południa Mazowsze, od północy Pomorze a od Wschodu Warmię z Mazurami.

                          U
                          > mnie jak się jesienią zacznie wysyp grzybów, i sunę w las z wiaderkiem, to bywa
                          > , że z bólem serca muszę wysypać zebrane wcześniej maślaki, żeby zrobić miejsce
                          > na podgrzybki i prawe. Serio serio. Przez całe swe życie nie zebrałam tylu pra
                          > wych, co tutaj podczas jednego wypadu do lasu. A w lasku opodal kościółka (kilk
                          > anaście sosen) znalazłam tyle rydzów, że musiałam odpiąć kaptur od kurtki, by m
                          > ieć je do czego zbierać.

                          Ło pani... Raj grzybiarza...



                          A więc wracając do adremu - jeśli Waćpani nie masz dal
                          > eko, to możesz do mnie na grzybobranie przyjechać. Na całe dwa dni - 100 metrów
                          > od mojego domostwa jest niedroga agroturystyka, gdzie można się zatrzymać. Jak
                          > by co, to pisz na gazetowy :)


                          Z bólem serca muszę odmówić, albowiem budżet mi się nie dopina, a poza tym już mam zaplanowane wczasy all inclusive w szpitalu :/ Za zaproszenie jednak dziękuję i nie omieszkam skorzystać, gdy kiesa będzie pełniejsza, a zdrowie lepsze.
                          • pi.asia Re: Floplicowo na przestrzeni lat i tomów 24.07.21, 13:03
                            bupu napisała:

                            >
                            > Z Ziemi Chełmińskiej, proszę waćpani. To takie coś co od zachodu ma za sąsiadkę
                            > Wisłę, od południa Mazowsze, od północy Pomorze a od Wschodu Warmię z Mazurami

                            Samochodem cztery godziny drogi... Czyli bezwzględnie konieczny byłby przyjazd na dwa dni. Skosztowałabyś przy okazji złotopotockiego pstrąga z najstarszej pstrągarni w Europie, założonej przez hrabiego Raczyńskiego.

                            >
                            > Ło pani... Raj grzybiarza...

                            Wszystkim mówię, że mieszkam w raju. Cisza, piękne widoki (wygugluj sobie Złoty Potok koło Janowa), lasy pełne grzybów i dzikich storczyków.


                            > Z bólem serca muszę odmówić, albowiem budżet mi się nie dopina, a poza tym już
                            > mam zaplanowane wczasy all inclusive w szpitalu :/ Za zaproszenie jednak dzięku
                            > ję i nie omieszkam skorzystać, gdy kiesa będzie pełniejsza, a zdrowie lepsze.
                            >

                            Z całego serca życzę poprawy zdrowia i pełniejszej kiesy!
                        • tt-tka Re: Floplicowo na przestrzeni lat i tomów 25.07.21, 10:37
                          Spotkanie z Pi.asia zawsze, a grzybiarz ze mnie jak z mysiej ... wor na make. Ale zjadac grzybki lubie, pstragi takoz. I starocie lubie. Czy na przelomie listopada i grudnia sa jeszcze jakies grzybki do zbierania, chocby gaski ? Jak pamietam, to najpozniej na poczatku listopada zbieralam...
                          Bo zachecilas mnie do wpadniecia na Jure, zwlaszcza gdy jest agroturystyka.
                          PS palic tam wolno ?
                          • pi.asia Re: Floplicowo na przestrzeni lat i tomów 26.07.21, 21:55
                            tt-tka napisała:

                            > Spotkanie z Pi.asia zawsze, a grzybiarz ze mnie jak z mysiej ... wor na make. A
                            > le zjadac grzybki lubie, pstragi takoz. I starocie lubie. Czy na przelomie list
                            > opada i grudnia sa jeszcze jakies grzybki do zbierania, chocby gaski ? Jak pami
                            > etam, to najpozniej na poczatku listopada zbieralam...
                            > Bo zachecilas mnie do wpadniecia na Jure, zwlaszcza gdy jest agroturystyka.
                            > PS palic tam wolno ?

                            Na przełomie listopada i grudnia jest paskudnie. Grzybów już nie ma, lasy łyse i smutne (bo to głównie liściaste), czy pstrągarnia jakas jeszcze czynna - głowy nie dam.
                            Co do palenia - no, w pokojach to raczej chyba nie. Jest weranda i zadaszony ganeczek. Ale generalnie tę porę roku zdecydowanie odradzam.
                            Na Jurze najpiekniejsze są dwie pory roku - wczesna wiosna, gdy na drzewach dopiero pojawiają się liście, a całe poszycie jest pokryte łanami przylaszczek i zawilców i widać wszystkie skałki oraz październik - gdy buki i graby mienią się wszystkimi możliwymi i niemożliwymi kolorami, skałki zaczynają się wyłaniać, a w poszyciu tkwią podgrzybki, prawdziwki, kanie i rydze.
                            >
    • marutax Re: Floplicowo na przestrzeni lat i tomów 22.07.21, 20:00
      Czy ktoś potrafi oszacować, jak duża powinna być posiadłość Górskich, żeby wszystko, co przypisała im Musierowicz, zmieściło się tam w rozmiarach umożliwiających uzyskanie dochodu? Czyli:
      - dom
      - ogród warzywny
      - rabatki kwiatowe
      - pawilon dla gości
      - szopa
      - stajnie i hodowla koni
      - pasieka
      - plantacja porzeczek
      - sad wiśniowy
      - sad morelowy
      Może coś jeszcze pominęłam...

      Oczywiście zakładamy w tym momencie, że wszystko się ze sobą dogaduje, opryski nie trują pszczół, no i są jacyś robotnicy. Chodzi po prostu o konieczną wielkość obszaru.
      • tt-tka Re: Floplicowo na przestrzeni lat i tomów 22.07.21, 21:04
        Na moje oko 40 ha to absolutne minimum, a i to przy zalozeniu, ze konie zywione sa kupna pasza i potrzebuja tylko padoku, a pastwiska juz nie.

        delikatnie zwracam uwage, ze pszczolkom tez trzeba co nieco obsiac, i czyms na tyle roznorodnym, zeby od wiosny do schylku lata kwitlo intensywnie
        • hamerykanka Re: Floplicowo na przestrzeni lat i tomów 24.07.21, 00:58
          Konie najwyrazniej nie wychodza z boksow. Co do reszty:
          Ogrod warzywny jest na dachu domu, kwiatowy na dachu pawilonu dla gosci, a ten na poddaszu stajni. Wisnie sa szczepione na moreli. Porzeczki pasami podsadzone miedzy drzewami, a pszczoly puszczane na sasiadow. I wszystko sie miesci!
    • kpinkaa Re: Floplicowo na przestrzeni lat i tomów 28.07.21, 07:35
      To takie typowe wyobrażenia mieszczucha o życiu na wsi, którego nigdy nie doświadczył. Piszę to ja, były mieszczuch a teraz prawdziwa mieszkanka wsi. Przed kupnem działki i domu nie wiedziałam, jaką jest różnica między arem a hektarem (wizualnie), a dom wolnostojący bez rozróżnienia metrażowego nazywałam domkiem, chatką albo willą. Musierowicz też kompletnie nic o wsi nie wie i pisze trzy po trzy, co jej wena na palce przyniesie. A potem nikt tego nie poprawia.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka