Dodaj do ulubionych

50 twarzy Natalii B.

28.07.21, 18:13
Proszę bardzo, ktoś chciał wątek o niekonsekwencjach charakterologicznych Nutrii, jest wątek! Zapraszamy! Nutria co prawda jest jedną wielką niekonsekwencją, której osobowość się zmienia z tomu na tom, ale co nam szkodzi wziąć ją pod lupę.

No to zaczynamy:

- W Noelce Nutria nie tylko ubiera się jak magazynier, ona jest też niechlujem i abnegatką. Chodzi w oberwanej kurtce i ma zerowe poczucie estetyki, zważywszy na fakt, że za właściwe obuwie na ślub uznaje toporne kamasze ze skaju. Tymczasem w NiN mamy zwiewną nimfę - estetkę, która jednej brzydkiej rzeczy nie posiada. W trzy lata Nutria wyhodowała sobie poczucie estetyki klasy top.

- w czasach studenckich Natalia była żeglarką i zdała egzamin na sternika, jako dorosła przez rok pracowała jako pilotka turystyczna na Cyprze. Jedno i drugie kategorycznie wyklucza bycie rozmamłaną niedojdą.

- W NiN Gabrysia wspomina, jak to od pierwszego roku studiów Nutria wypiękniała i zaczęła się odziewać w sukienki. Nutria jest rocznik 71, a zatem jej pierwszy rok studiów to rok 90/91. Tymczasem jeszcze w grudniu 91 (Noelka) widzimy Nutrię jako oberwanego magazyniera, biorącego dla siebie toporne botki ze skaju.

...kto da więcej?
Obserwuj wątek
    • marutax Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 18:41
      Podrzucę materiał źródłowy ;-)

      forum.gazeta.pl/forum/w,25788,158977316,158977316,Czy_Nutria_jest_CKNUK_iem_.html#p159116008

      forum.gazeta.pl/forum/w,25788,136679207,136679207,Jaka_jest_Natalia_.html

      forum.gazeta.pl/forum/w,25788,39284725,39284725,Natalia_.html

      forum.gazeta.pl/forum/w,25788,165749793,165749793,Rant_na_Nutrie.html
      • tt-tka Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 18:46
        Dziekujemy za podrzut :)

        tak w ogole to zgadzam sie z Przymrozkami, teraz doczytalam, ze Nutria to cwana gapa i wylacza sie ze wszystkiego, co jej nie pasuje oraz grabi do siebie cudzymi raczkami. Tyle ze jak byla mlodsza, to robila to z jakims tam wdziekiem, wzglednie inni sie tego wdzieku w niej dopatrywali, a teraz zostalo wieczne pisklatko, czyli dzidzia piernik. Juz bez wdzieku wypatrywanego przez zachwyconych.
      • tt-tka Re: 50 twarzy Natalii B. 01.08.21, 12:20
        Nie wszystkie watki podrzucone przez Marutax czytalam wczesniej, ale teraz uczciwie i solidnie przeczytalam i bardzo mi sie podoba oraz przemawia do mnie opinia Guin, cytuje "przy zalozeniu, ze naprawde byla na Cyrze i w takiej wlasnie roli (rezydentki biura podrozy) no to, Drodzy Panstwo, natalia w Poznaniu najwyrazniej wspaniale odgrywa role "ja taka mala, taka mala" i elegancko zajmuje z gory upatrzona pozycje takiej, co to moze wszystko (a nic nie musi, dopisek moj tt) i nikt nawet zlego slowa nie powie, bo "ona juz taka jest"

        Bardzo cwana gapa. Chyba najcwansza z siostrzyczek. Od pewnego momentu wysforowala sie nawet przed Gabona.
        • jontrew Re: 50 twarzy Natalii B. 01.08.21, 15:44
          Ok, może tak być. Tylko co ona z tego ma? Nikt nie może na nią liczyć, więc niczego od niej nie chcą- tak rozumiem te korzyści z udawania małej i głupiej. Ale od Natalii i tak nikt niczego nie oczekiwał, zawsze była na uboczu i bez udawania głupszej niż jest. Po co więc jej te gierki, o ile to są tylko jej gierki?
          • bupu Re: 50 twarzy Natalii B. 01.08.21, 16:22
            jontrew napisała:

            > Ok, może tak być. Tylko co ona z tego ma? Nikt nie może na nią liczyć, więc nic
            > zego od niej nie chcą- tak rozumiem te korzyści z udawania małej i głupiej. Ale
            > od Natalii i tak nikt niczego nie oczekiwał, zawsze była na uboczu i bez udawa
            > nia głupszej niż jest. Po co więc jej te gierki, o ile to są tylko jej gierki?

            Jak to co ma? Mąż odwala całą robotę w domu, bo Mamłalia zbyt na to rozmamłana, rodziców nikt jej na łeb nie usiłuje wsadzić, ciotecznych wnuków nikt nie podrzuca, luz blues i, co najważniejsze, Klan w tylko takich dawkach, w jakich Nutria sobie życzy. Serio, bycie na uboczu jest w tej rodzinie potężnym atutem.
          • przymrozki Re: 50 twarzy Natalii B. 01.08.21, 16:40
            jontrew napisała:

            > Ok, może tak być. Tylko co ona z tego ma?

            No jak to co - święty spokój, dużo czasu wolnego, komfort i bezpieczeństwo. Jeżeli trzeba zająć się jej dzieckiem albo pomóc w naprawie sprzęgła, ma całą wielką rodzinę gotową do pomocy. A kiedy chodzi o opiekę nad cudzymi dziećmi i naprawianie cudzych sprzęgieł, Natalia żyje jak niezamężna jedynaczka, zero obowiązków.

            To bardzo wygodny układ.
          • tt-tka Re: 50 twarzy Natalii B. 01.08.21, 18:26
            jontrew napisała:

            > Ok, może tak być. Tylko co ona z tego ma? Nikt nie może na nią liczyć, więc nic
            > zego od niej nie chcą- tak rozumiem te korzyści z udawania małej i głupiej. Ale
            > od Natalii i tak nikt niczego nie oczekiwał, zawsze była na uboczu i bez udawa
            > nia głupszej niż jest. Po co więc jej te gierki, o ile to są tylko jej gierki?

            zeby nie bylo powtorki z NiN, przykladowo ?
    • tt-tka Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 18:41
      Ona zeglowala i zdala egzamin na sternika czy tylko miala zamiar, jak i pojechac z Palysami na narty ? Bo mnie sie zdaje, ze to bylo pod Tunia, a jak zerwala z hukiem i koszykiem, to sie zeglarstwo skonczylo, nim sie zaczelo. Ale glowy nie dam.

      "Stara doswiadczona turystka", ktora przesiasc sie nie umie, opanowac dwuosobowej grupki nie umie i nakarmic pieszych turystow tez nie umie...
      • bupu Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 19:13
        tt-tka napisała:

        > Ona zeglowala i zdala egzamin na sternika czy tylko miala zamiar, jak i pojecha
        > c z Palysami na narty ? Bo mnie sie zdaje, ze to bylo pod Tunia, a jak zerwala
        > z hukiem i koszykiem, to sie zeglarstwo skonczylo, nim sie zaczelo. Ale glowy n
        > ie dam.

        Żeglowała i zdała, w roku 1992, wg. Dziecka Piątku. Żeby podejść do tego egzaminu trzeba mieć wypływane parę rejsów, więc widzi mnie się, że to żeglarstwo zaczęło się jednak przed Tuniem, który wedle tego samego DP zaczął się Nutrii na dobre w 1993.
        • przymrozki Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 19:37
          To jest chyba trudno powiedzieć, bo ona zaczęła wspominać o tym egzaminie w tym samym czasie, w którym rodzina ze zdziwieniem odnotowała jej zapewnienia, że nie każdy trzydziestoletni kawaler jest dziwakiem. Czyli tak jakby puszczono do nas oko, że za żaglami ukrywa się jakiś lekko tylko przeterminowany kandydat do ręki.

          Natomiast nutriowe żagle skończyły się wraz z odrzuceniem zaręczyn, a kariera turystki chyba zakończyła się wraz ze wspomnieniem lata w towarzystwie siostrzenic. Chwilę po powrocie z niedoszłej Łeby Natalia została domatorką.
          • bupu Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 19:54
            przymrozki napisała:

            > To jest chyba trudno powiedzieć, bo ona zaczęła wspominać o tym egzaminie w tym
            > samym czasie, w którym rodzina ze zdziwieniem odnotowała jej zapewnienia, że n
            > ie każdy trzydziestoletni kawaler jest dziwakiem. Czyli tak jakby puszczono do
            > nas oko, że za żaglami ukrywa się jakiś lekko tylko przeterminowany kandydat do
            > ręki.

            Nie, wspominać wtedy, w 1993, zaczęła o wyjeździe na obóz żeglarski. Egzamin na sternika zdała rok wcześniej. Ponadto z NiN dowiadujemy się, że w momencie truskawkowej apokalipsy Nutria i Tunio chodzili ze sobą od niespełna pół roku. Czyli Nutria bujała się z żaglami jakieś prawie dwa lata (albo i więcej) zanim jej romans z Tuniem wystartował.

            > Natomiast nutriowe żagle skończyły się wraz z odrzuceniem zaręczyn, a kariera t
            > urystki chyba zakończyła się wraz ze wspomnieniem lata w towarzystwie siostrzen
            > ic. Chwilę po powrocie z niedoszłej Łeby Natalia została domatorką.


            Nnno, potem jeszcze za pilotessę na Cyprze robiła...
      • pi.asia Re: 50 twarzy Natalii B. 29.07.21, 23:27
        tt-tka napisała:


        > "Stara doswiadczona turystka", ktora przesiasc sie nie umie, opanowac dwuosobow
        > ej grupki nie umie i nakarmic pieszych turystow tez nie umie...
        >

        Rozstawienie małego namiociku też ją przerasta.

        Za szuwarami, na górce, nienaturalną barwą wyróżniła się płócienna, niezgrabna budka o załamanej krawędzi. (...) Mały, szafirowy namiocik dwuosobowy, rozbity w dobrym miejscu, ale kompletnie po partacku.

        Doświadczonej turystce nie przeszło również przez myśl, że trzy osoby w dwuosobowym namiocie będą miały cokolwiek ciasno. I że jedna będzie musiała spać poza namiotem, co w przypadku deszczu może nie być przyjemne.
    • przymrozki Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 19:24
      Proszszsz, tyle tego, że człowiek nie wie, od czego zacząć.

      Przykład sztandarowy - dorosła Natalia jest nam (względnie) konsekwentnie przedstawiana jako istota introwertyczna, nadwrażliwa i wyposażona w niemalże paranormalny odbiornik cudzych emocji. I, owszem, takie typy na świecie się zdarzają, ale stosunkowo rzadko narzucają się ze swoim towarzystwem nowożeńcom wybierającym się w podróż poślubną, nie przyjmując odmowy i argumentując, że co to za problem dodatkowa osoba w grupie. Pachnie to bowiem raczej ekstrawertycznym Bernardem niż wycofaną Natalią. Typy nadwrażliwe raczej też nie wpadłyby na pomysł zwalania się komuś bez pytania na wakacje bez cienia obaw, że ich obecność będzie przeszkadzać, krępować albo ograniczać prywatność. Z wizją Natalii empatki nie współgra także niesławna historia jej ucieczki z miejsca katastrofy budowlanej i późniejszego rozważania, że jak to dobrze, że te nieszczęścia to u Patrycji, nie u niej. Że już nie wspomnę, że dumni reprezentanci świata introwertyków woleliby zjeść Żabę (wraz z tym jej mężem Walijczykiem) niż pracować jako rezydent biura podróży.
      Podsumowując, nasza droga Natalka jest pozbawioną empatii empatką, która świetnie odczytuje cudze emocje, ale jest też na nie ślepa w stopniu sugerującym jakieś zaburzenia, a przy okazji zawsze zwraca uwagę na innych mimo beznadziejnego egocentryzmu.

      Rzecz kolejna. Oficjalnie Natalia jest jak narrator pierwszoosobowy z tekstu piosenki "Ja wiedziałem, że tak będzie". Odbiera telefony nim zadzwonią, cofa się przed spadającymi cegłówkami i schodzi z huśtawek, gdy te akurat mają się zepsuć. Spojrzy na brew Nerwusa i od razu wie, że będą z nim problemy. Zaszczyci swym spojrzeniem Fryca i już wewnętrzny Nostradamus Borejko-Rojek nadaje sygnał ostrzegawczy. Problem polega jedynie na tym, że nic w życiorysie Natalii nie świadczy o rozbudowanej intuicji i zdolności unikania katastrof oraz nieporozumień. Dziewczyna ładuje się w związek, z którego nie umie wyjść, bo trzeba by się odezwać i powiedzieć "nie, Tuniu, nie chcę". Z relacji tej wyciąga taką naukę, że wchodzi w kolejną taką samą. Następnie po angielsku zawija się na Cypr, żeby uciec przed toksycznym dla niej związkiem, ale odnawia go w sekundę po powrocie. Z czymś co wygląda na szczery zapał przyjmuje oświadczyny i planuje ślub, niemalże na oczach Roberta, którego przecież z wzajemnością kocha, ale uświadamia to sobie przypadkiem wiele miesięcy później.

      A na deser drobnostka, czyli Natalia wytrawna turystka, która z niejednej menażki chleb jadła, przejechała autostopem całą Polskę i otrzymała patent żeglarski. A wszystko to mając maślane łapy, legitymując się brakiem ogarnięcia manualno-przestrzennego w stopniu wystarczającym chociażby do otrzymania prawa jazdy i zerowym talentem do planowania czynności tak złożonych jak pranie w pralce automatycznej.
      • bupu Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 19:47
        przymrozki napisała:

        > Proszszsz, tyle tego, że człowiek nie wie, od czego zacząć.
        >
        > Przykład sztandarowy - dorosła Natalia jest nam (względnie) konsekwentnie przed
        > stawiana jako istota introwertyczna, nadwrażliwa i wyposażona w niemalże parano
        > rmalny odbiornik cudzych emocji. I, owszem, takie typy na świecie się zdarzają,
        > ale stosunkowo rzadko narzucają się ze swoim towarzystwem nowożeńcom wybierają
        > cym się w podróż poślubną, nie przyjmując odmowy i argumentując, że co to za pr
        > oblem dodatkowa osoba w grupie. Pachnie to bowiem raczej ekstrawertycznym Berna
        > rdem niż wycofaną Natalią. Typy nadwrażliwe raczej też nie wpadłyby na pomysł z
        > walania się komuś bez pytania na wakacje bez cienia obaw, że ich obecność będzi
        > e przeszkadzać, krępować albo ograniczać prywatność. Z wizją Natalii empatki ni
        > e współgra także niesławna historia jej ucieczki z miejsca katastrofy budowlane
        > j i późniejszego rozważania, że jak to dobrze, że te nieszczęścia to u Patrycji
        > , nie u niej. Że już nie wspomnę, że dumni reprezentanci świata introwertyków w
        > oleliby zjeść Żabę (wraz z tym jej mężem Walijczykiem) niż pracować jako rezyde
        > nt biura podróży.
        > Podsumowując, nasza droga Natalka jest pozbawioną empatii empatką, która świetn
        > ie odczytuje cudze emocje, ale jest też na nie ślepa w stopniu sugerującym jaki
        > eś zaburzenia, a przy okazji zawsze zwraca uwagę na innych mimo beznadziejnego
        > egocentryzmu.

        Ja bym powiedziała, że odczytuje, kiedy jej wygodnie. A kiedy nie, ma je w nosie.


        > Rzecz kolejna. Oficjalnie Natalia jest jak narrator pierwszoosobowy z tekstu pi
        > osenki "Ja wiedziałem, że tak będzie". Odbiera telefony nim zadzwonią, cofa się
        > przed spadającymi cegłówkami i schodzi z huśtawek, gdy te akurat mają się zeps
        > uć. Spojrzy na brew Nerwusa i od razu wie, że będą z nim problemy. Zaszczyci sw
        > ym spojrzeniem Fryca i już wewnętrzny Nostradamus Borejko-Rojek nadaje sygnał o
        > strzegawczy. Problem polega jedynie na tym, że nic w życiorysie Natalii nie świ
        > adczy o rozbudowanej intuicji i zdolności unikania katastrof oraz nieporozumień
        > . Dziewczyna ładuje się w związek, z którego nie umie wyjść, bo trzeba by się o
        > dezwać i powiedzieć "nie, Tuniu, nie chcę". Z relacji tej wyciąga taką naukę, ż
        > e wchodzi w kolejną taką samą.

        Gorszą i żeby to przewidzieć, nie trzeba było posiadać umiejętności nadprzyrodzonych. Wszak amant zaczął gorący romans od skucia Nutrii kajdankami i nazwania jej obłąkaną samicą. Jasnowidzem nie jestem, ale wiałabym od typa z prędkością Strusia Pędziwiatra. Bip-bip.

        > . Z czymś co wygląda na szczery zapał przyjmuje oświadczyny i planuje ślub, nie
        > malże na oczach Roberta, którego przecież z wzajemnością kocha, ale uświadamia
        > to sobie przypadkiem wiele miesięcy później.

        I uświadomiwszy sobie ta nadwrażliwa empatka naraża dobrego znajomego na poważną stratę materialną, a cały Poznań na katastrofę w ruchu lądowym, ładując się za kółko furgonetki, chociaż nie umiała prowadzić.

        > A na deser drobnostka, czyli Natalia wytrawna turystka, która z niejednej menaż
        > ki chleb jadła, przejechała autostopem całą Polskę i otrzymała patent żeglarski
        > . A wszystko to mając maślane łapy, legitymując się brakiem ogarnięcia manualno
        > -przestrzennego w stopniu wystarczającym chociażby do otrzymania prawa jazdy i
        > zerowym talentem do planowania czynności tak złożonych jak pranie w pralce auto
        > matycznej.


        Oraz ujemnym talentem do planowania wydatków. Dziewczę było spłukane prawie do gółki już po jednym dniu ekskursyi z siostrzenicami.
        • tt-tka Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 19:54
          Dziewcze pod piecdziesiatke boi sie zadzwonic do Fryca, z ktorym nigdy nie miala zadnych zatargow oraz zalatwia zapisanie dzieci siostrzenicy do szkoly dzwoniac do meza drugiej siostrzenicy...
        • przymrozki Re: 50 twarzy Natalii B. 29.07.21, 15:09
          bupu napisała:

          > Ja bym powiedziała, że odczytuje, kiedy jej wygodnie. A kiedy nie, ma je w nosi
          > e.

          Otóż to. Cwana gapa. Mistrzyni manipulacji. Nie taka jak Gaba, bo to inny typ. Nutrii nie zależy na byciu betonowym centrumem z grzywką. Wystarczy jej w zupełności, że ona nic nie musi, wszystko ma podane pod nos i nikt nic od niej nie chce.

          > Gorszą i żeby to przewidzieć, nie trzeba było posiadać umiejętności nadprzyrodz
          > onych. Wszak amant zaczął gorący romans od skucia Nutrii kajdankami i nazwania
          > jej obłąkaną samicą. Jasnowidzem nie jestem, ale wiałabym od typa z prędkością
          > Strusia Pędziwiatra. Bip-bip.

          Co też jest ciekawym testem na wrażliwość. "Dzień dobry, zaraz przykuję się do pani kajdankami, a teraz pani pozwoli, że nazwę ją obłąkaną samicą" "a dziękuję, dziękuję, to co? całujemy się?".


          > I uświadomiwszy sobie ta nadwrażliwa empatka naraża dobrego znajomego na poważn
          > ą stratę materialną, a cały Poznań na katastrofę w ruchu lądowym, ładując się z
          > a kółko furgonetki, chociaż nie umiała prowadzić.

          O, matko, wyparłam ten epizod z pamięci. Jacieee, jakie to było durne. Robert nie umierał, nie opuszczał nawet kraju i na dodatek był pod telefonem, można było do niego spokojnie zadzwonić i poprosić, żeby poczekał. Najwyżej by nie poczekał i wyznanie Natalii opóźniłoby się o czas niezbędny do dojechania do Łodzi transportem publicznym.


          • bupu Re: 50 twarzy Natalii B. 01.08.21, 16:37
            przymrozki napisała:


            > O, matko, wyparłam ten epizod z pamięci. Jacieee, jakie to było durne. Robert n
            > ie umierał, nie opuszczał nawet kraju i na dodatek był pod telefonem, można był
            > o do niego spokojnie zadzwonić i poprosić, żeby poczekał. Najwyżej by nie pocze
            > kał i wyznanie Natalii opóźniłoby się o czas niezbędny do dojechania do Łodzi t
            > ransportem publicznym.

            Ta scena miałaby sens, gdyby akcja TiR toczyła się w XVIII stuleciu, a Łódź leżała w Australii. Niestetyż, toczyła się w XXI wieku, wśród wszelkich udogodnień transportowo-komunikacyjnych, a jedno z tych udogodnień Nutria miała ze sobą, mianowicie komórkę Rojka. Wystarczyłoby, żeby zadzwoniła z niej na własny numer, bo jej aparat wszak posiadał akurat Robert. Dramatyczny pościg był najzupełniej zbędny.

            Do tego cały wstęp do pościgu jest najeżony głupotami. Natalia idzie na Teatralkę, oddać telefon Robertowi. Napatacza się Dmuchawiec. Co robi Nutria? Zamiast wytłumaczyć grzecznie profesorowi, że się spieszy, ględzi o Fryczu Modrzewskim. Widzi wychodzącego z willi Rojka, no ale nie zawoła do niego, bo wstydzi się przy Dmuchawcu (dorosła baba!). Robert odjeżdża, a ona furt profesora taszczy pod łokieć... O rany.
            • mika_p Re: 50 twarzy Natalii B. 01.08.21, 17:38
              > Ta scena miałaby sens, gdyby akcja TiR toczyła się w XVIII stuleciu, a Łódź leżała w Australii

              Święte słowa, Bupu, sama chciałam je napisać. Wpływ komedii romantycznych, jak nic.

              Do tego Robert też rozmawial przez komórkę (Natalii) i nie zorientował się, że to nie jego aparat?
              A Natalia w kilka minut nie tylko opanowała jazdę dwutonowym bydlęciem, to jeszcze opanowała do tego stopnia, żeby prowadzić jedną ręką, drugą obsługując telefon.

              > Do tego cały wstęp do pościgu jest najeżony głupotami.

              Dodajmy do tego kluczyki w stacyjce, tego się nie robi, wystarczy niespodziewana awaria zamka i po kluczykach.
    • marutax Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 19:57
      Tak przy okazji - przy przeglądaniu tematów zauważyłam, że Natalia ma chyba najwięcej wątków poświęconych jej samej. Tzn. nie dotyczących jakiegoś wydarzenia, w które jest zaangażowana, ale, nazwijmy to, charakterologicznych. Na dalszych miejscach Laura i Gaba.
      Jeśli chodzi o siostry Borejko to o Idzie i Patrycji jako osobach dyskutuje się dużo mniej. Co do Idy to chyba większość osób na forum jest zgodna i nie ma o co się kłócić, zaś Patrycja pojawia się głównie w kontekście przyjaźni z Romą i swoich gumowych włości.
      Za to obszerny wątek "co z tą Natalią" rozkwita niemal co rok...
      • bupu Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 20:03
        marutax napisała:

        > Tak przy okazji - przy przeglądaniu tematów zauważyłam, że Natalia ma chyba naj
        > więcej wątków poświęconych jej samej. Tzn. nie dotyczących jakiegoś wydarzenia,
        > w które jest zaangażowana, ale, nazwijmy to, charakterologicznych. Na dalszych
        > miejscach Laura i Gaba.
        > Jeśli chodzi o siostry Borejko to o Idzie i Patrycji jako osobach dyskutuje się
        > dużo mniej. Co do Idy to chyba większość osób na forum jest zgodna i nie ma o
        > co się kłócić, zaś Patrycja pojawia się głównie w kontekście przyjaźni z Romą i
        > swoich gumowych włości.
        > Za to obszerny wątek "co z tą Natalią" rozkwita niemal co rok...


        Ida i Pulpet są charakterologicznie dosyć spójne (no, pomijając nagłe zamiłowanie Pulpy do tyrania od świtu do nocy), Natalia natomiast istnieje w wielu osobach, co tom, to nowa osobowość, do tego zapewnienia odautorskie na temat jej charakteru radośnie rozjeżdżają się z jej czynami...
      • sowca Re: 50 twarzy Natalii B. 29.07.21, 09:12
        marutax napisała:

        > Tak przy okazji - przy przeglądaniu tematów zauważyłam, że Natalia ma chyba naj
        > więcej wątków poświęconych jej samej. Tzn. nie dotyczących jakiegoś wydarzenia,
        > w które jest zaangażowana, ale, nazwijmy to, charakterologicznych. Na dalszych
        > miejscach Laura i Gaba.
        > Jeśli chodzi o siostry Borejko to o Idzie i Patrycji jako osobach dyskutuje się
        > dużo mniej. Co do Idy to chyba większość osób na forum jest zgodna i nie ma o
        > co się kłócić, zaś Patrycja pojawia się głównie w kontekście przyjaźni z Romą i
        > swoich gumowych włości.
        > Za to obszerny wątek "co z tą Natalią" rozkwita niemal co rok...

        Patrycji jest też mało, więc mało mamy materiału do analizy. Od Dziecka Piątku aż do Czarnej Polewki włącznie pojawia się tylko epizodycznie. Teraz pełni rolę opiekunki całej rodziny i słodkiej żonki z potencjałem.
    • kooreczka Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 20:24
      Chciałabym poruszyć problem rzekomej empatii Natalii. Odautorsko opisywana jest jako bardzo empatyczna, ale nie mogę sobie przypomnieć żadnych dowodów tej cechy. Bycie wycofanym czy nieśmiałym to nie empatia. Przeciwnie- Natalia jawi mi się jako osoba, która doskonale ignoruje nastroje otoczenia, a kiedy już jej dotykaja- obraca to tak, żeby w siebie widzieć ofiarę. Kumulacja jest oczywiście ucieczka po wichurze, ale nawet jej synowie widzą, że udaje, że słucha, a z rodzeństwa nikt nie oczekuje od niej pomocy czy wysłuchania
    • mika_p Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 21:53
      Eeee... w butach, które Natalia kupiła Idzie, toporny był zamek błyskawiczny:

      "Pantofle, jakie kupiła Idzie, były skórkowymi, białymi kamaszkami na zupełnie płaskim obcasie. Wysokie nad kostkę, zapinały się z boku na toporny zamek błyskawiczny."

      Jak na zakup na ostatnią chwilę całkiem racjonalny - białe jak trzeba, płaskie jak trzeba, przecenione i podobno porządne.
      Lepszy wybór - moim zdaniem - niż złocone sandałki z rzemyków, które kupiła Patrycja.


      Mnie za to dziwi, jakim cudem wytrawna turystka z ubogiego domu, której wręczono ostatnie pieniądze, tak bezmyślnie szasta forsą w Warsie
      • bupu Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 22:08
        mika_p napisała:

        > Eeee... w butach, które Natalia kupiła Idzie, toporny był zamek błyskawiczny:
        >
        > "Pantofle, jakie kupiła Idzie, były skórkowymi, białymi kamaszkami na zupełn
        > ie płaskim obcasie. Wysokie nad kostkę, zapinały się z boku na toporny zamek bł
        > yskawiczny."

        >
        > Jak na zakup na ostatnią chwilę całkiem racjonalny - białe jak trzeba, płaskie
        > jak trzeba, przecenione i podobno porządne.
        > Lepszy wybór - moim zdaniem - niż złocone sandałki z rzemyków, które kupiła Pat
        > rycja.


        Sandałki Pulpecji były niepraktyczne, to fakt, co się zaś tyczy obuwia Nutrii to jednak:

        - estetka, która nie ma nic brzydkiego powinna zauważyć, że kamaszki nijak nie pasują do wytwornej sukni i kilometrowego welonu

        - taką estetkę ten toporny zamek powinien był ugryźć w oko na samym wstępie i odrzucić na kilometr

        - to praktyczne, by nie rzec: prozaiczne, podejście do ślubnego obuwia nijak nie pasuje do uduchowionej estetki-poetki, w dodatku hiperempatki, która powinna była wyczuć na odległość, czego pragnie Ida.


        > Mnie za to dziwi, jakim cudem wytrawna turystka z ubogiego domu, której wręczon
        > o ostatnie pieniądze, tak bezmyślnie szasta forsą w Warsie

        Mnie dziwi w ogóle dlaczego osoba, która parę tomów wcześniej prezentowała się jako jednostka finansowo ogarnięta (kursy i obozy żeglarskie na ogół nie są za friko, sukienki i perfumy też nie, nart nie rozdają na rogu, a od rodziny z całą pewnością pieniędzy na to nie dostała, zatem musiała nader skutecznie dorabiać), w NiN jawi się nagle jako nędzarka totalna, która chyba zamierzała te wczasy nad morzem spędzić o chlebie i wodzie, bo na nic więcej nie byłoby jej stać.
        • mika_p Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 23:10
          > - taką estetkę ten toporny zamek powinien był ugryźć w oko na samym wstępie i odrzucić na kilometr

          Ale to "Noelka", kiedy Nutria jest znana z niechlujstwa i abnegacji.
          Tak mi teraz przyszło do głowy, że w sumie te buty mogłyby być odwrotnie - sandałki od Natalii, która nie zna się na subtelnościach kobiecego stroju, ale jest poetką o impulsywnej naturze, a praktyczne kamaszki od twardo stąpającej po ziemi Patrycji.

          Nawet wytrawna turystka i Cypr pasowałyby do Pulpy. Zwłaszcza Cypr, wtedy by się człowiek i forum nie zastanawiał:
          - skąd Florian i Patrycja mieli kasę,
          - gdzie się podziała kasa Natalii zarobiona na Cyprze.
          • bupu Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 23:24
            mika_p napisała:

            > > - taką estetkę ten toporny zamek powinien był ugryźć w oko na samym wstęp
            > ie i odrzucić na kilometr
            >
            > Ale to "Noelka", kiedy Nutria jest znana z niechlujstwa i abnegacji.

            No i właśnie o niekonsekwencje jej charakteru chodzi. Raz oberwaniec, mający w nosie estetykę, raz poetka-estetka.

            > Tak mi teraz przyszło do głowy, że w sumie te buty mogłyby być odwrotnie - san
            > dałki od Natalii, która nie zna się na subtelnościach kobiecego stroju, ale jes
            > t poetką o impulsywnej naturze, a praktyczne kamaszki od twardo stąpającej po z
            > iemi Patrycji.

            A i owszem, masz rację.

            > Nawet wytrawna turystka i Cypr pasowałyby do Pulpy. Zwłaszcza Cypr, wtedy by si
            > ę człowiek i forum nie zastanawiał:
            > - skąd Florian i Patrycja mieli kasę,
            > - gdzie się podziała kasa Natalii zarobiona na Cyprze.
            >


            Do późniejszej Pulpy co to żadnej pracy się nie boi, owszem, wytrawna turystka by pasowała. Do różowego wielorybka - rozkosznej sybarytki, ceniącej sobie miłe ciepełko oraz wygodę jazda stopem i noclegi pod namiotem pasują jak wół do kożucha.
    • haszyszymora Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 22:39
      To ja jeszcze dodam do kompletu Nutrię-sekutnicę, która w McDusi zaserwowała uczniom "piekielną kartkówkę" w dniu wigilii klasowej. Ja wiem, że w tym tomie wszystkim palma odbiha, ale Nutria jak dotąd nie bywała złośliwa.
      Powątpiewam też w introwertyczkę na żaglach i jeżdzącą stopem, obie te aktywności wymagają interakcji z obcymi ludźmi.
    • briar_rose Re: 50 twarzy Natalii B. 29.07.21, 17:23
      A przypomnijcie mi, czy Natalia nadal pracuje jako nauczycielka? Czy to kolejna, która tylko tak zarabiała na życie do czasu złapania męża? Zupełnie jak u L.M.Montgomery, tam to w ogóle praca zawodowa u kobiet jest szczególnie w cyklu o Ani raczej przystankiem na drodze, akceptowalnym sposobem zarabiania pieniędzy przez młodą pannę, zanim nie ustatkuje się ona przy boku mężczyzny :D
        • bupu Re: 50 twarzy Natalii B. 29.07.21, 18:32
          tt-tka napisała:

          > W McD pracuje, a jest juz od dychy mniej wiecej zamezna.
          >

          W CZ w jednej z epistoł do Idy określa się mianem skromnej polonistki, wnoszę zatem, iż nadal pracuje w szkole.
      • bupu Re: 50 twarzy Natalii B. 30.07.21, 10:00
        briar_rose napisał(a):

        > A przypomnijcie mi, czy Natalia nadal pracuje jako nauczycielka?

        A to też jest potężna sprzeczność, nie sądzicie? Nutria, rozmamłane, bojaźliwe, nadwrażliwe nieszczęście, które daje się sterroryzować małym siostrzeniczkom, pracuje jako nauczycielka w liceum i dobrze jej się tam wiedzie.
        • briar_rose Re: 50 twarzy Natalii B. 30.07.21, 10:24
          bupu napisała:

          > briar_rose napisał(a):
          >
          > > A przypomnijcie mi, czy Natalia nadal pracuje jako nauczycielka?
          >
          > A to też jest potężna sprzeczność, nie sądzicie? Nutria, rozmamłane, bojaźliwe,
          > nadwrażliwe nieszczęście, które daje się sterroryzować małym siostrzeniczkom,
          > pracuje jako nauczycielka w liceum i dobrze jej się tam wiedzie.
          >

          Do tego taka z niej żyleta, że robi klasówki przed samą Wigilią, klasa by ją znienawidziła xD A niby taka super empatyczna i wrażliwa... Do karier Natalii można też dołączyć rezydentkę wycieczek i chyba tłumaczkę, o ile dobrze pamiętam? Wydaje mi się, że ona coś z angielskiego przekładała.
          • tt-tka Re: 50 twarzy Natalii B. 30.07.21, 11:04
            owszem, w studenckich lub tuz postudenckich latach tlumaczyla z angielskiego. Nie pamietam, czy zapodano, co tlumaczyla, na forumie padly supozycje, ze we wczesnych latach 90-tych zajmowala sie tymi haniebnymi i nieczytable przekladami kryminalow - ja pamietam, jakie smiecie wtedy wychdzily pod nazwa ksiazek :)

            podobno tez niezaleznie od stypendium dorabiala w bibliotece TPN czy jakiejs podobnej, nie wiadomo w jakim charakterze, za to wiadomo, ze ta praca nie przeszkodzila jej w wyjezdzie z dnia na dzien, bo to w NiN bylo
            • guineapigs Re: 50 twarzy Natalii B. 30.07.21, 14:41
              Tt-tka kreci nosem na umiejetnosci translatorskie Natalii, poziom przekladanych kryminalow onegdaj:
              'Nie pamietam, czy zapodano, co tlumaczyla, na forumie padly supozycje, ze we wczesnych latach 90-tych zajmowala sie tymi haniebnymi i nieczytable przekladami kryminalow - ja pamietam, jakie smiecie wtedy wychdzily pod nazwa ksiazek :)'

              Hmmm.... A czytalas tylko przeklady, czy i oryginaly? Moze te ostatnie tez byly nieczytable? Nie znam sie na prawie przekladu, ale wydaje mi sie, ze zeby cos przelozyc, trzeba miec 'pozwolenie' wlasciciela praw autorskich. Tzn. mam na mysli przeklad rynkowy, zwiazany z korzysciami finansowymi czy edukacyjnymi (naukowymi) bo tak sobie 'do szyflady' to oczywiscie kazdy moze przekladac, co chce.
              A im bardziej znaczacy autor (np. taki Szekspir, A. Christie czy profesor z Cambridge) - tym wymagania co do tlumacza wieksze. To, ze ja znam angielski i mniej-wiecej konska anatomie i fizjologie nie znaczy, ze moge sobie ot tak wziac jakas prace profesora weterynarii konskiej z Cambridge i ja na polski przelozyc, wydac i zgarnac fure hajsu. O poezji to juz szkoda mowic - tu mozesz znac angielski jak wlasny, a nie przelozysz nawet akapitu tak, by bylo jako-tako. Z mojego pokolenia: kazdy znal rozyjski na tyle, by zamieszkac w Moskwie i tam zyc, robic zakupy itp., ale ilu z nas przelozyloby Jesienina? Wiem, ze Jesienina tlumaczyl Broniewski i Jasienski - i nie oszukujmy sie: to bardzo wysoka polka.
              Do czego zmierzam? Ano do tego, ze jakichs takich nieczytable angielskich autorow to Nutria mogla przekladac, pewnie tantiemy byly niskie, niskie oczekiwania itp., aby tylko wyszlo jako dodatek do zakupow ponad 50 zl w Tesco. Byc moze to byly takie nasze 'Blanki Lipinskie'.
              Wybitnego kryminalu/akcji, takiej Christie czy Bonda, to nikt nie dalby tlumaczyc jakiejs randomowej panience, co lubi poezje i tyle.
              Wiec moze te tlumaczenia byly nieczytable, bo i oryginaly takie byly?
              • marutax Re: 50 twarzy Natalii B. 30.07.21, 17:55
                guineapigs napisała:

                > Do czego zmierzam? Ano do tego, ze jakichs takich nieczytable angielskich autor
                > ow to Nutria mogla przekladac, pewnie tantiemy byly niskie, niskie oczekiwania
                > itp., aby tylko wyszlo jako dodatek do zakupow ponad 50 zl w Tesco. Byc moze to
                > byly takie nasze 'Blanki Lipinskie'.
                > Wybitnego kryminalu/akcji, takiej Christie czy Bonda, to nikt nie dalby tlumacz
                > yc jakiejs randomowej panience, co lubi poezje i tyle.
                > Wiec moze te tlumaczenia byly nieczytable, bo i oryginaly takie byly?

                A nie, to dwie różne sprawy. Owszem, w latach 90. polski rynek zalała nawet nie fala, ale powódź zachodniej literatury i "literatury". Wydawano na potęgę wszystko, co się dało i wcale nie jestem pewna, czy prawo autorskie komuś leżało na sercu. Nagle na rynku pojawiły się stosy romansów, kryminałów, horrorów, fantastyki... Zresztą okładki z tego okresu doczekały się statusu kultowych ;-).Tutaj:
                mojabibliofilia.blogspot.com/2014/12/fantastyczne-lata-90.html
                można zobaczyć kilka przykładów.

                I tu dochodzimy do sprawy drugiej. Mianowicie wydawano naprawdę wszystko, dzieła wybitne mieszając z kompletnym pulp fiction. Natomiast często elementem wspólnym było wydawanie "po taniości". Stąd specyficzna grafika, fatalna jakość składu, kiepski papier, dziwne formaty... i oczywiście tłumaczenia na różnym poziomie, zależnym od tego, czy złapany przypadkowo osobnik znał obcy język w stopniu pozaszkolnym i miał jakiś tam talent.
                Skąd to wiem? Otóż na przekład jakichś powieści romantyczno-erotycznych załapał się mój wujek, który był wtedy studentem. Znajomość angielskiego średnia, umiejętności translatorskie poniżej średniej. A mimo to "jego" dzieło trafiło na półki! To było bolesne doświadczenie...

                W ramach przykładu. W latach 90. ukazała się cała seria romansów Jadwigi Courths-Mahler. Czytały je moje babcie, mieliśmy w domu ze 40. J C-M była taką niemiecką Mniszkówną, niesamowicie płodną, Remigiusz Mróz mógłby jej buty czyścić. Pisała bardzo sztampowo, ale literacko na poziomie powiedzmy średnim, bez błędów, ładnym językiem. Jej książki w 1951 roku zostały w Polsce zakazane, wycofane z bibliotek itd. Po 1989 r. J C-M wróciła do obiegu. Wydawnictwo zaczęło wypuszczać "mahlerki" co kilka tygodni. Oczywiście żaden pojedynczy tłumacz by tego nie ogarnął. W rezultacie widać było jak na dłoni, ile zależy od przekładu. Niektóre powieści czytało się naprawdę dobrze, inne stawiały włosy na głowie. Niżej pierwszy akapit jednej z powieści, którą tłumaczył chyba ktoś z awersją do synonimów. Aha, dzieło to przeszło podobno korektę i redakcję...
                • tt-tka Re: 50 twarzy Natalii B. 30.07.21, 18:44
                  Starannie wyrzucam z pamieci smieci, ale jakis czasem sie uchowa - nikt i nigdy mi nie wmowi, ze "mezczyzna impotentny" w tlumaczeniu z niemieckiego jest bledem autorki, a nie tlumaczki !

                  Na forum chmielewszczykow jest dlugasny i porazajacy (to komplement, nie krytyka !) watek "Zdumienia/zachwycenia lekturowe", cuda tam mozna znalezc. Nie wnikajac, co jest czyim bledem to nie mialo prawa przejsc przez redakcje ! A przechodzilo.
                    • tt-tka Re: 50 twarzy Natalii B. 30.07.21, 18:56
                      Na zachete zacytuje z tych Z/ZL dwa kawalki
                      "na srodku niewielkiego pokoju o wymiarach niecaly metr na metr kazal ustawic rownolegle do siebie dwa biurka"
                      "klaustrofobiczny pokoj mial dwadziescia dwa metry kwadratowe, starczylo w nim miejsca zaledwie na dwa biurka, trzy stare szafy i duza, biala, magnetyczna tablice (...) moze i byl ciasny, ale oddzielal detektywow od calej reszty funkcjonariuszy(...) zapewnial im nieco prywatnosci i ciszy"

                      to na pewno z tych tlumaczen Natalii, poetyczna niedojda nie umie i nie czuje potrzeby przeliczania, tylko swobodnie zastepuje stopy albo jardy metrami, a oficera sadza na barana na sierzancie w tym pokoju niecaly metr na metr z dwoma biurkami
                • kooreczka Re: 50 twarzy Natalii B. 30.07.21, 20:53
                  Prawo autorskie we wczesnych latach 90 znali zapewne studenci prawa, a na pewno nikt się nim nie przejmował. Pierwsze próby wprowadzenia to połowa tego okresu. Tani papier, przekład kogoś kto "znał angielski" i rynek wszystko łyknie.

                  Siedzę trochę w światku fantastyki, która- wbrew opinii- jest do tłumaczenia dość trudna. Niemal każdy autor stara się mieć własny styl, słownictwo, związki frazeologiczne niby nasze ale jednak inne.
                  W dziedzinie fantastyki oberwał zwłaszcza Glenn Cook- autor piszący bardzo barwnym i zmiennym stylem, którego nikt nie starał się nawet oddać. Moorcook- w oryginale dość poetycki- po polsku był zwyczajnie nienadający się do czytania. Pierwsze akta Drezdena- najeżone odniesieniami do popkultury- służyły za straszak.
                  • marutax Re: 50 twarzy Natalii B. 30.07.21, 21:39
                    kooreczka napisał:

                    > Prawo autorskie we wczesnych latach 90 znali zapewne studenci prawa, a na pewno
                    > nikt się nim nie przejmował. Pierwsze próby wprowadzenia to połowa tego okresu
                    > . Tani papier, przekład kogoś kto "znał angielski" i rynek wszystko łyknie.

                    Dokładnie. W tych latach czytałam nałogowo dosłownie wszystko i część była... dziwna ;-)

                    Z drugiej strony, wydano wtedy ogrom książek, które inaczej pewnie nie ukazałyby się na polskim rynku i które nie miały nigdy wznowienia. Koszty były tak niskie, że wydawcom się opłacało, zwłaszcza że rynek naprawdę łykał prawie wszystko. Amber czy Rebis wyrosły w ten sposób na potęgi...
                    • pi.asia Re: 50 twarzy Natalii B. 31.07.21, 00:02
                      Oj tam, oj tam. Nie narzekajcie na kiepskich tłumaczy z lat 90-tych.
                      Przed wojną mieliśmy tłumaczkę z angielskiego, Marię Rafałowicz-Radwanową. To, co ona zrobiła z "Emilką z Księżycowego Nowiu" Lucy Maud Montgomery, nie mieści się w żadnych standardach.
                      Z książki dowiadujemy się m.in., że Emilka ma cienkie pęciny, schodki do mleczarni usypano z piasku, byki to drapieżne zwierzęta, a Emilka lubi "krem mrożony".
                      Tłumaczka z upodobaniem używa czasu zaprzeszłego, więc trafiamy na takie np. zdanie: byliby zapewne przybyli na wieść o jej chorobie, gdyby byli o niej wiedzieli.
                      Szyk wyrazów w zdaniach też pozostawia sporo do życzenia: Elżbiecie jest ten intruz na naszych gruntach solą w oku.
                      Mnóstwo tam takich kwiatków. Kto chce poczytać, zapraszam do tego wątku forum.gazeta.pl/forum/w,30357,127084984,127084984,probuje_przebrnac_przez_Emilke_.html

                      Ze współczesnych tłumaczy LMM najgorsza jest najwspółcześniejsza Jolanta Bartosik. W "Wymarzonym Domu Ani", na samym końcu zamieściła taki oto kwiatek: "Ona odjedzie, ale stary dom nadal będzie stał i spoglądał na morze swoimi dziwnymi oknami. Jesienne, żałobne wiatry będą go owiewały, szary deszcz będzie go grzmocił..."
                      Ta sama tłumaczka z Jerry'ego Mereditha zrobiła GUCIA. W "Rilli ze Złotego Brzegu" Mary Vance mówi o starej ciotce MacAllister:"Jak wiecie, to ona przywróciła mnie do życia, kiedy umarłam na zapalenie płuc… "

                      forum.gazeta.pl/forum/w,30357,171425552,171425552,Rilla_babole_translatorskie_Jolanty_B_.html
                      forum.gazeta.pl/forum/w,30357,126993471,126993471,okropne_tlumaczenia_Ani_wyd_Proszynski_i_S_ka.html
                      • tt-tka Re: 50 twarzy Natalii B. 31.07.21, 01:48
                        Chcesz sie licytowac ? :)

                        Hart-boiled egg przetlumaczone jako rozgotowane jajko. przy czym to rozgotowane jajko bylo na kanapce.
                        Sciany bielone wapieniem.
                        Plama, ktora - sadzac po kolorach - utworzyla krew trzech roznych osob.
                        Garderoba (w sensie pomieszczenia) tlumaczona jako szafa. A czytelnik mysli, po ciula tam ktos co chwile wchodzi do szafy...
                        Blysnal zebami w usmiechu swoich rowiesnikow. I nie, zadne slowko mi nie wypadlo - moze autorowi lub tlumaczowi, ale ja przytaczam doslownie
                        Z tych miar, co to stopy na metry sie zamienia zamiast przetlumaczyc stope jako stope albo uczciwie przeliczyc - Tancerka ? Ona ma z szesc metrow ! - Tancerki bywaja wysokie...
                        Zupa z dzikiej rozy, robiona poprzez wsypanie kilku lyzeczek proszku do wody i nastepnie potraktowana wlaczona grzalka (jak sie kto nie domyslil, to mowa o kisielu po prostu. Plus nie chce wiedziec, co sie bedzie dzialo przy gotowaniu kisielu grzalka)
                        • pi.asia Re: 50 twarzy Natalii B. 31.07.21, 12:41
                          Wysoka tancerka mnie ómarła.

                          Masz kolejne przykłady, wcale nie gorsze:
                          - stojąc na katedrze, czytała panna Brownell, nie pozbawiona pewnej zręczności recytacyjnej, owe piękne wiersze
                          - chodź tu i pomóż zmywać, to ci zrobi dobrze
                          - ona cię nauczy rozsądku i zrobi ci dużo dobrego
                          - na szczęście znalazła się w tym momencie naprężenia Helena Greene
                          - Kicia otarła się ciepłymi biodrami o nogi dziewczynki
                          - zdrowie Ewy nie jest na wysokości zadania
                          - była rozdzierająco szczęśliwa
                          - wątpię - rzekł ciotka Ruth krającym głosem
                          - zapach bzów w kwieciu
                          - wyzyskaj te chwile obecne
                          - był to śnieżnie biały budyneczek wśród krzewów kwietnych
                          - stał w chłodnym, schludnym, ziemią pachnącym obszarze o usypanej podłodze
                          - Emilkę olśnił i przykuł zegar słoneczny
                          - jest on przytomny świadomości całej rodziny
                          - rumieniec wystąpił na wydrążone policzki panny Brownell
                          - gorsze od niesprawiedliwości było upokorzenie zawarte w tym fakcie dzisiejszym
                          - ciotka Elżbieta prowadzi tam zawsze na noc osoby wybitne

                          i moje ulubione:
                          - ale to w nim nurtowało, aż znalazło ujście w tym oto nagrobku - pierwsze skojarzenie podsunęło mi obraz człowieka, który puścił pawia na nagrobek.
                          • pi.asia Re: 50 twarzy Natalii B. 31.07.21, 12:51
                            I jeszcze dwa, których nic nie przebije.

                            Był on naturą wybuchową, toteż przynajmniej raz dziennie dawał sobie ujście.
                            Rozkoszowała się myślą o Tadziu i jego kochanym gwizdku.
                            • marutax Re: 50 twarzy Natalii B. 31.07.21, 13:32
                              pi.asia napisała:

                              > I jeszcze dwa, których nic nie przebije.
                              >
                              > Był on naturą wybuchową, toteż przynajmniej raz dziennie dawał sobie ujście.

                              OK, ale ile z tego to błędy, a ile archaizmy? Tzn. archaizmy dla nas, które dziś śmieszą lub męczą, a kiedyś były na porządku dziennym. Tłumaczka mogła nie mieć talentu literackiego, ale sporo z podanych przykładów sugeruje raczej wykorzystanie nieużywanych dziś zwrotów, a nie nieudolność translatorską.

                              Takie "chodź tu i pomóż zmywać, to ci zrobi dobrze" - serio? Co w tym nieprawidłowego? W starszych tekstach przymiotniki i przysłówki częściej lądowały na końcu, a tłumaczka raczej nie mogła przewidzieć, że zwrot "zrobić komuś dobrze" za sto lat będzie miał inne znaczenie. Wystarczy zamienić kolejność dwóch ostatnich wyrazów i mamy zdanie, które może usłyszeć dzisiaj każda nastolatka.

                              Podsumowując - błędy oczywiście były, pomyłki i głupoty też, ale nie można wrzucać do jednego worka wszystkiego, co dzisiaj wydaje nam się dziwne. Co innego przekłady współczesne - tu tłumacz nie ma nic na swoje usprawiedliwienie.
                              • pi.asia Re: 50 twarzy Natalii B. 01.08.21, 10:48
                                marutax napisała:

                                > pi.asia napisała:
                                >
                                > > I jeszcze dwa, których nic nie przebije.
                                > >
                                > > Był on naturą wybuchową, toteż przynajmniej raz dziennie dawał sobie ujśc
                                > ie.
                                >
                                > OK, ale ile z tego to błędy, a ile archaizmy? Tzn. archaizmy dla nas, które dzi
                                > ś śmieszą lub męczą, a kiedyś były na porządku dziennym. Tłumaczka mogła nie mi
                                > eć talentu literackiego, ale sporo z podanych przykładów sugeruje raczej wykorz
                                > ystanie nieużywanych dziś zwrotów, a nie nieudolność translatorską.

                                Tylko że takich archaizmow nie spotkałam w żadnej innej przedwojennej książce, więc uważam je za totalną nieudolność tłumaczki. Co ciekawe, niektóre fragmenty w jej przekładzie są świetne i na pierwszy rzut oka można podejrzewać, że tłumaczki były dwie, albo że tej jednej czasem się chciało przyłożyć do pracy, a czasem nie.
                                Taki Karol Bobrzymowski, Rozalia Bernsteinowa, czy Jadwiga Zawisza-Krasucka, którzy - również przed wojną - tłumaczyli inne książki Maud, pisali normalnym językiem.

                                >
                                > Takie "chodź tu i pomóż zmywać, to ci zrobi dobrze" - serio? Co w tym nieprawid
                                > łowego? W starszych tekstach przymiotniki i przysłówki częściej lądowały na koń
                                > cu, a tłumaczka raczej nie mogła przewidzieć, że zwrot "zrobić komuś dobrze" za
                                > sto lat będzie miał inne znaczenie. Wystarczy zamienić kolejność dwóch ostatni
                                > ch wyrazów i mamy zdanie, które może usłyszeć dzisiaj każda nastolatka.

                                No właśnie - zwrot "to ci dobrze zrobi" jest całkowicie poprawny. Natomiast zmieniony szyk wyrazów nie musi świadczyć o "przedwojennym stylu" tylko o bezmyślnej kalce z języka angielskiego. Podobnie jak w innym miejscu "Elżbieta, starego Williama Murray'a żona" (old William Murray's wife). Poprawnie powinno być przecież "żona starego Williama Murray'a".
                                >
                                > Podsumowując - błędy oczywiście były, pomyłki i głupoty też, ale nie można wrzu
                                > cać do jednego worka wszystkiego, co dzisiaj wydaje nam się dziwne. Co innego p
                                > rzekłady współczesne - tu tłumacz nie ma nic na swoje usprawiedliwienie.
                      • scamall15 Re: 50 twarzy Natalii B. 31.07.21, 21:44
                        pi.asia napisała:

                        > Oj tam, oj tam. Nie narzekajcie na kiepskich tłumaczy z lat 90-tych.
                        > Przed wojną mieliśmy tłumaczkę z angielskiego, Marię Rafałowicz-Radwanową. To,
                        > co ona zrobiła z "Emilką z Księżycowego Nowiu" Lucy Maud Montgomery, nie mieści
                        > się w żadnych standardach.
                        > Z książki dowiadujemy się m.in., że Emilka ma cienkie pęciny, schodki do mlecza
                        > rni usypano z piasku, byki to drapieżne zwierzęta, a Emilka lubi "krem mrożony"
                        > .

                        To pewnie kompletny off-top, ktory bardziej nadaje się na forum fanów LMM, ale ja byłam bardzo zawiedziona, kiedy przy czytaniu oryginału okazało się, że wykwintny i tajemniczy deser o nazwie "mrożony krem" to najzwyczajniejsze w świecie lody...

                        No i oczywiście rekord świata Szanownej Pani Radwanowej , która angielski idiom "give sb a lift" przetłumaczyła jako "służyć komuś windą" i wsadziła te słowa w usta dżentelmena na wozie drabiniastym proponującego panience podwózkę.

                        A najgorsze jest to, że to tłumaczenie, przy wszystkich swoich babolach, ma właściwą atmosferę, no i okładkę z jedyną słuszną Emilką. Ciekawe, czy oważ okładka to polski projekt czy kopia zagranicznego
          • jontrew Re: 50 twarzy Natalii B. 30.07.21, 12:37
            briar_rose napisał(a):

            .Do karier Natalii moż
            > na też dołączyć rezydentkę wycieczek i chyba tłumaczkę, o ile dobrze pamiętam?
            > Wydaje mi się, że ona coś z angielskiego przekładała.

            Owszem, Natalia była tłumaczką, i to w czasach przedinternetowych. Mila podobnie. Gaba oprócz języków martwych też jakoś wchłonęła kilka żywych. Języków tych panie B. musiały nauczyć się podczas długich spacerów z przygarniętymi psami, innej możliwości nie widzę.
              • tt-tka Re: 50 twarzy Natalii B. 02.08.21, 12:17
                Wrecz przeciwnie, w latach 50-tych, gdy Milicja uczeszczala do szkoly sredniej, jezyki byly naprawde na poziomie. Przypomnij sobie Sloneczniki - nawet prowincjonalne gimnazjum ma tych jezykow kilka do wyboru, w tym angielski wlasnie i francuski.
                Gorzej z ta znajomoscia jezyka po kilkudziesieciu latach nieuzywania go.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka