Dodaj do ulubionych

50 twarzy Natalii B.

28.07.21, 18:13
Proszę bardzo, ktoś chciał wątek o niekonsekwencjach charakterologicznych Nutrii, jest wątek! Zapraszamy! Nutria co prawda jest jedną wielką niekonsekwencją, której osobowość się zmienia z tomu na tom, ale co nam szkodzi wziąć ją pod lupę.

No to zaczynamy:

- W Noelce Nutria nie tylko ubiera się jak magazynier, ona jest też niechlujem i abnegatką. Chodzi w oberwanej kurtce i ma zerowe poczucie estetyki, zważywszy na fakt, że za właściwe obuwie na ślub uznaje toporne kamasze ze skaju. Tymczasem w NiN mamy zwiewną nimfę - estetkę, która jednej brzydkiej rzeczy nie posiada. W trzy lata Nutria wyhodowała sobie poczucie estetyki klasy top.

- w czasach studenckich Natalia była żeglarką i zdała egzamin na sternika, jako dorosła przez rok pracowała jako pilotka turystyczna na Cyprze. Jedno i drugie kategorycznie wyklucza bycie rozmamłaną niedojdą.

- W NiN Gabrysia wspomina, jak to od pierwszego roku studiów Nutria wypiękniała i zaczęła się odziewać w sukienki. Nutria jest rocznik 71, a zatem jej pierwszy rok studiów to rok 90/91. Tymczasem jeszcze w grudniu 91 (Noelka) widzimy Nutrię jako oberwanego magazyniera, biorącego dla siebie toporne botki ze skaju.

...kto da więcej?
Obserwuj wątek
    • marutax Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 18:41
      Podrzucę materiał źródłowy ;-)

      forum.gazeta.pl/forum/w,25788,158977316,158977316,Czy_Nutria_jest_CKNUK_iem_.html#p159116008

      forum.gazeta.pl/forum/w,25788,136679207,136679207,Jaka_jest_Natalia_.html

      forum.gazeta.pl/forum/w,25788,39284725,39284725,Natalia_.html

      forum.gazeta.pl/forum/w,25788,165749793,165749793,Rant_na_Nutrie.html
      • tt-tka Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 18:46
        Dziekujemy za podrzut :)

        tak w ogole to zgadzam sie z Przymrozkami, teraz doczytalam, ze Nutria to cwana gapa i wylacza sie ze wszystkiego, co jej nie pasuje oraz grabi do siebie cudzymi raczkami. Tyle ze jak byla mlodsza, to robila to z jakims tam wdziekiem, wzglednie inni sie tego wdzieku w niej dopatrywali, a teraz zostalo wieczne pisklatko, czyli dzidzia piernik. Juz bez wdzieku wypatrywanego przez zachwyconych.
      • tt-tka Re: 50 twarzy Natalii B. 01.08.21, 12:20
        Nie wszystkie watki podrzucone przez Marutax czytalam wczesniej, ale teraz uczciwie i solidnie przeczytalam i bardzo mi sie podoba oraz przemawia do mnie opinia Guin, cytuje "przy zalozeniu, ze naprawde byla na Cyrze i w takiej wlasnie roli (rezydentki biura podrozy) no to, Drodzy Panstwo, natalia w Poznaniu najwyrazniej wspaniale odgrywa role "ja taka mala, taka mala" i elegancko zajmuje z gory upatrzona pozycje takiej, co to moze wszystko (a nic nie musi, dopisek moj tt) i nikt nawet zlego slowa nie powie, bo "ona juz taka jest"

        Bardzo cwana gapa. Chyba najcwansza z siostrzyczek. Od pewnego momentu wysforowala sie nawet przed Gabona.
        • jontrew Re: 50 twarzy Natalii B. 01.08.21, 15:44
          Ok, może tak być. Tylko co ona z tego ma? Nikt nie może na nią liczyć, więc niczego od niej nie chcą- tak rozumiem te korzyści z udawania małej i głupiej. Ale od Natalii i tak nikt niczego nie oczekiwał, zawsze była na uboczu i bez udawania głupszej niż jest. Po co więc jej te gierki, o ile to są tylko jej gierki?
          • bupu Re: 50 twarzy Natalii B. 01.08.21, 16:22
            jontrew napisała:

            > Ok, może tak być. Tylko co ona z tego ma? Nikt nie może na nią liczyć, więc nic
            > zego od niej nie chcą- tak rozumiem te korzyści z udawania małej i głupiej. Ale
            > od Natalii i tak nikt niczego nie oczekiwał, zawsze była na uboczu i bez udawa
            > nia głupszej niż jest. Po co więc jej te gierki, o ile to są tylko jej gierki?

            Jak to co ma? Mąż odwala całą robotę w domu, bo Mamłalia zbyt na to rozmamłana, rodziców nikt jej na łeb nie usiłuje wsadzić, ciotecznych wnuków nikt nie podrzuca, luz blues i, co najważniejsze, Klan w tylko takich dawkach, w jakich Nutria sobie życzy. Serio, bycie na uboczu jest w tej rodzinie potężnym atutem.
          • przymrozki Re: 50 twarzy Natalii B. 01.08.21, 16:40
            jontrew napisała:

            > Ok, może tak być. Tylko co ona z tego ma?

            No jak to co - święty spokój, dużo czasu wolnego, komfort i bezpieczeństwo. Jeżeli trzeba zająć się jej dzieckiem albo pomóc w naprawie sprzęgła, ma całą wielką rodzinę gotową do pomocy. A kiedy chodzi o opiekę nad cudzymi dziećmi i naprawianie cudzych sprzęgieł, Natalia żyje jak niezamężna jedynaczka, zero obowiązków.

            To bardzo wygodny układ.
          • tt-tka Re: 50 twarzy Natalii B. 01.08.21, 18:26
            jontrew napisała:

            > Ok, może tak być. Tylko co ona z tego ma? Nikt nie może na nią liczyć, więc nic
            > zego od niej nie chcą- tak rozumiem te korzyści z udawania małej i głupiej. Ale
            > od Natalii i tak nikt niczego nie oczekiwał, zawsze była na uboczu i bez udawa
            > nia głupszej niż jest. Po co więc jej te gierki, o ile to są tylko jej gierki?

            zeby nie bylo powtorki z NiN, przykladowo ?
    • tt-tka Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 18:41
      Ona zeglowala i zdala egzamin na sternika czy tylko miala zamiar, jak i pojechac z Palysami na narty ? Bo mnie sie zdaje, ze to bylo pod Tunia, a jak zerwala z hukiem i koszykiem, to sie zeglarstwo skonczylo, nim sie zaczelo. Ale glowy nie dam.

      "Stara doswiadczona turystka", ktora przesiasc sie nie umie, opanowac dwuosobowej grupki nie umie i nakarmic pieszych turystow tez nie umie...
      • bupu Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 19:13
        tt-tka napisała:

        > Ona zeglowala i zdala egzamin na sternika czy tylko miala zamiar, jak i pojecha
        > c z Palysami na narty ? Bo mnie sie zdaje, ze to bylo pod Tunia, a jak zerwala
        > z hukiem i koszykiem, to sie zeglarstwo skonczylo, nim sie zaczelo. Ale glowy n
        > ie dam.

        Żeglowała i zdała, w roku 1992, wg. Dziecka Piątku. Żeby podejść do tego egzaminu trzeba mieć wypływane parę rejsów, więc widzi mnie się, że to żeglarstwo zaczęło się jednak przed Tuniem, który wedle tego samego DP zaczął się Nutrii na dobre w 1993.
        • przymrozki Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 19:37
          To jest chyba trudno powiedzieć, bo ona zaczęła wspominać o tym egzaminie w tym samym czasie, w którym rodzina ze zdziwieniem odnotowała jej zapewnienia, że nie każdy trzydziestoletni kawaler jest dziwakiem. Czyli tak jakby puszczono do nas oko, że za żaglami ukrywa się jakiś lekko tylko przeterminowany kandydat do ręki.

          Natomiast nutriowe żagle skończyły się wraz z odrzuceniem zaręczyn, a kariera turystki chyba zakończyła się wraz ze wspomnieniem lata w towarzystwie siostrzenic. Chwilę po powrocie z niedoszłej Łeby Natalia została domatorką.
          • bupu Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 19:54
            przymrozki napisała:

            > To jest chyba trudno powiedzieć, bo ona zaczęła wspominać o tym egzaminie w tym
            > samym czasie, w którym rodzina ze zdziwieniem odnotowała jej zapewnienia, że n
            > ie każdy trzydziestoletni kawaler jest dziwakiem. Czyli tak jakby puszczono do
            > nas oko, że za żaglami ukrywa się jakiś lekko tylko przeterminowany kandydat do
            > ręki.

            Nie, wspominać wtedy, w 1993, zaczęła o wyjeździe na obóz żeglarski. Egzamin na sternika zdała rok wcześniej. Ponadto z NiN dowiadujemy się, że w momencie truskawkowej apokalipsy Nutria i Tunio chodzili ze sobą od niespełna pół roku. Czyli Nutria bujała się z żaglami jakieś prawie dwa lata (albo i więcej) zanim jej romans z Tuniem wystartował.

            > Natomiast nutriowe żagle skończyły się wraz z odrzuceniem zaręczyn, a kariera t
            > urystki chyba zakończyła się wraz ze wspomnieniem lata w towarzystwie siostrzen
            > ic. Chwilę po powrocie z niedoszłej Łeby Natalia została domatorką.


            Nnno, potem jeszcze za pilotessę na Cyprze robiła...
      • pi.asia Re: 50 twarzy Natalii B. 29.07.21, 23:27
        tt-tka napisała:


        > "Stara doswiadczona turystka", ktora przesiasc sie nie umie, opanowac dwuosobow
        > ej grupki nie umie i nakarmic pieszych turystow tez nie umie...
        >

        Rozstawienie małego namiociku też ją przerasta.

        Za szuwarami, na górce, nienaturalną barwą wyróżniła się płócienna, niezgrabna budka o załamanej krawędzi. (...) Mały, szafirowy namiocik dwuosobowy, rozbity w dobrym miejscu, ale kompletnie po partacku.

        Doświadczonej turystce nie przeszło również przez myśl, że trzy osoby w dwuosobowym namiocie będą miały cokolwiek ciasno. I że jedna będzie musiała spać poza namiotem, co w przypadku deszczu może nie być przyjemne.
        • julian_arden Re: 50 twarzy Natalii B. 28.11.22, 23:57
          W typowej dwójce trzy osoby się mieszczą, a jeszcze jak dwie to dziesięciolatki, to nie powinno być problemów. Chyba że to była tzw. chińska dwójka, ale tej cymes skończył się na początku lat 90., odszedł z minionym ustrojem. W chińskiej dwójce mieściło się półtorej osoby.
          • minerwamcg Re: 50 twarzy Natalii B. 19.12.22, 15:37
            Diabła tam, nocowałam w "chince" z pełnowymiarowym chłopem, 193 cm jak obszył. Komfortu nie było, aleśmy się zmieścili bez nikakich. W tej samej chince odpracowałam noclegi na pielgrzymce do Częstochowy z niejaką Margolcią, dziewczęciem dorodnym. Z dwiema dziesięciolatkami bym sie nie podjęła, aczkolwiek na jedną noc z bidą - może. W każdym razie nie ma nic, coby pozwalało przypuszczać, że Nutriowy namiot był chinką.
            • julian_arden Re: 50 twarzy Natalii B. 19.12.22, 20:44
              minerwamcg napisała:

              > Diabła tam, nocowałam w "chince" z pełnowymiarowym chłopem, 193 cm jak obszył.
              > Komfortu nie było, aleśmy się zmieścili bez nikakich. W tej samej chince odprac
              > owałam noclegi na pielgrzymce do Częstochowy z niejaką Margolcią, dziewczęciem
              > dorodnym. Z dwiema dziesięciolatkami bym sie nie podjęła, aczkolwiek na jedną n
              > oc z bidą - może. W każdym razie nie ma nic, coby pozwalało przypuszczać, że Nu
              > triowy namiot był chinką.

              To ja jestem tym chłopem :-) Tzn. nie osobiście, ale ponad 190 cm dysponuję swobodnie. I też spałem w takiej dwójce, ale nie z dwiema siostrzenicami, jak nasza męczennica, tylko z jedną kompaktową panną. Dlatego na podstawie doświadczenia mówiłem, że półtora osoby daje radę. Nie, nie sądzę, że Nutriowa chatka była chinką, musiało to być coś większego. W trójce kiedyś spałem w siedem osób i przybłąkany pies, w układzie pięć sztuk w tradycyjnym porządku (wszyscy na boku, inaczej nie szło) plus dwie osoby w poprzek w nogach, oraz pies im na klatce piersiowej. Ale tu już BYŁO niewygodnie.
        • jakgdyby.nigdynic Re: 50 twarzy Natalii B. 01.12.22, 18:17
          pi.asia napisała:

          > rozstawienie małego namiociku też ją przerasta.
          >
          > Za szuwarami, na górce, nienaturalną barwą wyróżniła się płócienna, niezgrab
          > na budka o załamanej krawędzi. (...) Mały, szafirowy namiocik dwuosobowy, rozbi
          > ty w dobrym miejscu, ale kompletnie po partacku.

          >
          > Doświadczonej turystce nie przeszło również przez myśl, że trzy osoby w dwuosob
          > owym namiocie będą miały cokolwiek ciasno. I że jedna będzie musiała spać poza
          > namiotem, co w przypadku deszczu może nie być przyjemne.


          Ale w dwuosobowym namiociku spać miała w Łebie sama Natalia. Proszę nie robić wideł z igieł. Pyziakówny miały wizytować łebskie mieszkanie Kłamczuchy.
          • przymrozki Re: 50 twarzy Natalii B. 01.12.22, 19:14
            jakgdyby.nigdynic napisała:

            >
            > Ale w dwuosobowym namiociku spać miała w Łebie sama Natalia. Proszę nie robić w
            > ideł z igieł. Pyziakówny miały wizytować łebskie mieszkanie Kłamczuchy.

            Ależ wręcz przeciwnie. Wszystkie trzy miały spać w ogrodzie Kowalików, w namiocie.

            Kiedy Laura użala się nad sobą i swoją chorobą, mówi, że w Łebie byłoby jej lepiej, może nawet ciocia Aniela, widząc jej cierpienia, zaproponowałaby jej nocleg pod dachem. Natalia odpowiada, że na pewno nie, że chorej w ogóle nie wpuszczono by do domu z obawy o zdrowie Piotra i Pawła.
          • ako17 Re: 50 twarzy Natalii B. 01.12.22, 22:30
            jakgdyby.nigdynic napisała:


            >
            > Ale w dwuosobowym namiociku spać miała w Łebie sama Natalia. Proszę nie robić w
            > ideł z igieł. Pyziakówny miały wizytować łebskie mieszkanie Kłamczuchy.

            A skąd ten wniosek?
    • przymrozki Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 19:24
      Proszszsz, tyle tego, że człowiek nie wie, od czego zacząć.

      Przykład sztandarowy - dorosła Natalia jest nam (względnie) konsekwentnie przedstawiana jako istota introwertyczna, nadwrażliwa i wyposażona w niemalże paranormalny odbiornik cudzych emocji. I, owszem, takie typy na świecie się zdarzają, ale stosunkowo rzadko narzucają się ze swoim towarzystwem nowożeńcom wybierającym się w podróż poślubną, nie przyjmując odmowy i argumentując, że co to za problem dodatkowa osoba w grupie. Pachnie to bowiem raczej ekstrawertycznym Bernardem niż wycofaną Natalią. Typy nadwrażliwe raczej też nie wpadłyby na pomysł zwalania się komuś bez pytania na wakacje bez cienia obaw, że ich obecność będzie przeszkadzać, krępować albo ograniczać prywatność. Z wizją Natalii empatki nie współgra także niesławna historia jej ucieczki z miejsca katastrofy budowlanej i późniejszego rozważania, że jak to dobrze, że te nieszczęścia to u Patrycji, nie u niej. Że już nie wspomnę, że dumni reprezentanci świata introwertyków woleliby zjeść Żabę (wraz z tym jej mężem Walijczykiem) niż pracować jako rezydent biura podróży.
      Podsumowując, nasza droga Natalka jest pozbawioną empatii empatką, która świetnie odczytuje cudze emocje, ale jest też na nie ślepa w stopniu sugerującym jakieś zaburzenia, a przy okazji zawsze zwraca uwagę na innych mimo beznadziejnego egocentryzmu.

      Rzecz kolejna. Oficjalnie Natalia jest jak narrator pierwszoosobowy z tekstu piosenki "Ja wiedziałem, że tak będzie". Odbiera telefony nim zadzwonią, cofa się przed spadającymi cegłówkami i schodzi z huśtawek, gdy te akurat mają się zepsuć. Spojrzy na brew Nerwusa i od razu wie, że będą z nim problemy. Zaszczyci swym spojrzeniem Fryca i już wewnętrzny Nostradamus Borejko-Rojek nadaje sygnał ostrzegawczy. Problem polega jedynie na tym, że nic w życiorysie Natalii nie świadczy o rozbudowanej intuicji i zdolności unikania katastrof oraz nieporozumień. Dziewczyna ładuje się w związek, z którego nie umie wyjść, bo trzeba by się odezwać i powiedzieć "nie, Tuniu, nie chcę". Z relacji tej wyciąga taką naukę, że wchodzi w kolejną taką samą. Następnie po angielsku zawija się na Cypr, żeby uciec przed toksycznym dla niej związkiem, ale odnawia go w sekundę po powrocie. Z czymś co wygląda na szczery zapał przyjmuje oświadczyny i planuje ślub, niemalże na oczach Roberta, którego przecież z wzajemnością kocha, ale uświadamia to sobie przypadkiem wiele miesięcy później.

      A na deser drobnostka, czyli Natalia wytrawna turystka, która z niejednej menażki chleb jadła, przejechała autostopem całą Polskę i otrzymała patent żeglarski. A wszystko to mając maślane łapy, legitymując się brakiem ogarnięcia manualno-przestrzennego w stopniu wystarczającym chociażby do otrzymania prawa jazdy i zerowym talentem do planowania czynności tak złożonych jak pranie w pralce automatycznej.
      • bupu Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 19:47
        przymrozki napisała:

        > Proszszsz, tyle tego, że człowiek nie wie, od czego zacząć.
        >
        > Przykład sztandarowy - dorosła Natalia jest nam (względnie) konsekwentnie przed
        > stawiana jako istota introwertyczna, nadwrażliwa i wyposażona w niemalże parano
        > rmalny odbiornik cudzych emocji. I, owszem, takie typy na świecie się zdarzają,
        > ale stosunkowo rzadko narzucają się ze swoim towarzystwem nowożeńcom wybierają
        > cym się w podróż poślubną, nie przyjmując odmowy i argumentując, że co to za pr
        > oblem dodatkowa osoba w grupie. Pachnie to bowiem raczej ekstrawertycznym Berna
        > rdem niż wycofaną Natalią. Typy nadwrażliwe raczej też nie wpadłyby na pomysł z
        > walania się komuś bez pytania na wakacje bez cienia obaw, że ich obecność będzi
        > e przeszkadzać, krępować albo ograniczać prywatność. Z wizją Natalii empatki ni
        > e współgra także niesławna historia jej ucieczki z miejsca katastrofy budowlane
        > j i późniejszego rozważania, że jak to dobrze, że te nieszczęścia to u Patrycji
        > , nie u niej. Że już nie wspomnę, że dumni reprezentanci świata introwertyków w
        > oleliby zjeść Żabę (wraz z tym jej mężem Walijczykiem) niż pracować jako rezyde
        > nt biura podróży.
        > Podsumowując, nasza droga Natalka jest pozbawioną empatii empatką, która świetn
        > ie odczytuje cudze emocje, ale jest też na nie ślepa w stopniu sugerującym jaki
        > eś zaburzenia, a przy okazji zawsze zwraca uwagę na innych mimo beznadziejnego
        > egocentryzmu.

        Ja bym powiedziała, że odczytuje, kiedy jej wygodnie. A kiedy nie, ma je w nosie.


        > Rzecz kolejna. Oficjalnie Natalia jest jak narrator pierwszoosobowy z tekstu pi
        > osenki "Ja wiedziałem, że tak będzie". Odbiera telefony nim zadzwonią, cofa się
        > przed spadającymi cegłówkami i schodzi z huśtawek, gdy te akurat mają się zeps
        > uć. Spojrzy na brew Nerwusa i od razu wie, że będą z nim problemy. Zaszczyci sw
        > ym spojrzeniem Fryca i już wewnętrzny Nostradamus Borejko-Rojek nadaje sygnał o
        > strzegawczy. Problem polega jedynie na tym, że nic w życiorysie Natalii nie świ
        > adczy o rozbudowanej intuicji i zdolności unikania katastrof oraz nieporozumień
        > . Dziewczyna ładuje się w związek, z którego nie umie wyjść, bo trzeba by się o
        > dezwać i powiedzieć "nie, Tuniu, nie chcę". Z relacji tej wyciąga taką naukę, ż
        > e wchodzi w kolejną taką samą.

        Gorszą i żeby to przewidzieć, nie trzeba było posiadać umiejętności nadprzyrodzonych. Wszak amant zaczął gorący romans od skucia Nutrii kajdankami i nazwania jej obłąkaną samicą. Jasnowidzem nie jestem, ale wiałabym od typa z prędkością Strusia Pędziwiatra. Bip-bip.

        > . Z czymś co wygląda na szczery zapał przyjmuje oświadczyny i planuje ślub, nie
        > malże na oczach Roberta, którego przecież z wzajemnością kocha, ale uświadamia
        > to sobie przypadkiem wiele miesięcy później.

        I uświadomiwszy sobie ta nadwrażliwa empatka naraża dobrego znajomego na poważną stratę materialną, a cały Poznań na katastrofę w ruchu lądowym, ładując się za kółko furgonetki, chociaż nie umiała prowadzić.

        > A na deser drobnostka, czyli Natalia wytrawna turystka, która z niejednej menaż
        > ki chleb jadła, przejechała autostopem całą Polskę i otrzymała patent żeglarski
        > . A wszystko to mając maślane łapy, legitymując się brakiem ogarnięcia manualno
        > -przestrzennego w stopniu wystarczającym chociażby do otrzymania prawa jazdy i
        > zerowym talentem do planowania czynności tak złożonych jak pranie w pralce auto
        > matycznej.


        Oraz ujemnym talentem do planowania wydatków. Dziewczę było spłukane prawie do gółki już po jednym dniu ekskursyi z siostrzenicami.
        • tt-tka Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 19:54
          Dziewcze pod piecdziesiatke boi sie zadzwonic do Fryca, z ktorym nigdy nie miala zadnych zatargow oraz zalatwia zapisanie dzieci siostrzenicy do szkoly dzwoniac do meza drugiej siostrzenicy...
          • tokyocat Re: 50 twarzy Natalii B. 24.11.22, 18:53
            Dodam, wieloletnia nauczycielka nie wie jak zapisac dzieci do szkoly….
        • przymrozki Re: 50 twarzy Natalii B. 29.07.21, 15:09
          bupu napisała:

          > Ja bym powiedziała, że odczytuje, kiedy jej wygodnie. A kiedy nie, ma je w nosi
          > e.

          Otóż to. Cwana gapa. Mistrzyni manipulacji. Nie taka jak Gaba, bo to inny typ. Nutrii nie zależy na byciu betonowym centrumem z grzywką. Wystarczy jej w zupełności, że ona nic nie musi, wszystko ma podane pod nos i nikt nic od niej nie chce.

          > Gorszą i żeby to przewidzieć, nie trzeba było posiadać umiejętności nadprzyrodz
          > onych. Wszak amant zaczął gorący romans od skucia Nutrii kajdankami i nazwania
          > jej obłąkaną samicą. Jasnowidzem nie jestem, ale wiałabym od typa z prędkością
          > Strusia Pędziwiatra. Bip-bip.

          Co też jest ciekawym testem na wrażliwość. "Dzień dobry, zaraz przykuję się do pani kajdankami, a teraz pani pozwoli, że nazwę ją obłąkaną samicą" "a dziękuję, dziękuję, to co? całujemy się?".


          > I uświadomiwszy sobie ta nadwrażliwa empatka naraża dobrego znajomego na poważn
          > ą stratę materialną, a cały Poznań na katastrofę w ruchu lądowym, ładując się z
          > a kółko furgonetki, chociaż nie umiała prowadzić.

          O, matko, wyparłam ten epizod z pamięci. Jacieee, jakie to było durne. Robert nie umierał, nie opuszczał nawet kraju i na dodatek był pod telefonem, można było do niego spokojnie zadzwonić i poprosić, żeby poczekał. Najwyżej by nie poczekał i wyznanie Natalii opóźniłoby się o czas niezbędny do dojechania do Łodzi transportem publicznym.


          • bupu Re: 50 twarzy Natalii B. 01.08.21, 16:37
            przymrozki napisała:


            > O, matko, wyparłam ten epizod z pamięci. Jacieee, jakie to było durne. Robert n
            > ie umierał, nie opuszczał nawet kraju i na dodatek był pod telefonem, można był
            > o do niego spokojnie zadzwonić i poprosić, żeby poczekał. Najwyżej by nie pocze
            > kał i wyznanie Natalii opóźniłoby się o czas niezbędny do dojechania do Łodzi t
            > ransportem publicznym.

            Ta scena miałaby sens, gdyby akcja TiR toczyła się w XVIII stuleciu, a Łódź leżała w Australii. Niestetyż, toczyła się w XXI wieku, wśród wszelkich udogodnień transportowo-komunikacyjnych, a jedno z tych udogodnień Nutria miała ze sobą, mianowicie komórkę Rojka. Wystarczyłoby, żeby zadzwoniła z niej na własny numer, bo jej aparat wszak posiadał akurat Robert. Dramatyczny pościg był najzupełniej zbędny.

            Do tego cały wstęp do pościgu jest najeżony głupotami. Natalia idzie na Teatralkę, oddać telefon Robertowi. Napatacza się Dmuchawiec. Co robi Nutria? Zamiast wytłumaczyć grzecznie profesorowi, że się spieszy, ględzi o Fryczu Modrzewskim. Widzi wychodzącego z willi Rojka, no ale nie zawoła do niego, bo wstydzi się przy Dmuchawcu (dorosła baba!). Robert odjeżdża, a ona furt profesora taszczy pod łokieć... O rany.
            • mika_p Re: 50 twarzy Natalii B. 01.08.21, 17:38
              > Ta scena miałaby sens, gdyby akcja TiR toczyła się w XVIII stuleciu, a Łódź leżała w Australii

              Święte słowa, Bupu, sama chciałam je napisać. Wpływ komedii romantycznych, jak nic.

              Do tego Robert też rozmawial przez komórkę (Natalii) i nie zorientował się, że to nie jego aparat?
              A Natalia w kilka minut nie tylko opanowała jazdę dwutonowym bydlęciem, to jeszcze opanowała do tego stopnia, żeby prowadzić jedną ręką, drugą obsługując telefon.

              > Do tego cały wstęp do pościgu jest najeżony głupotami.

              Dodajmy do tego kluczyki w stacyjce, tego się nie robi, wystarczy niespodziewana awaria zamka i po kluczykach.
      • turzyca Re: 50 twarzy Natalii B. 28.11.22, 22:52
        >Natalia [...] otrzymała patent żeglarski. A wszystko to mając maślane łapy, legitymując się brakiem ogarnięcia manualno-przestrzennego w stopniu wystarczającym chociażby do otrzymania prawa jazdy

        Jako osoba posiadająca obydwa: patent jest trudniejszy, jeśli chodzi o wyobraźnię przestrzenną i ogarnięcie manualne. Przede wszystkim łódka nie ma hamulców. Po drugie ma dryf. Po trzecie dużo więcej elementów, które trzeba względnie jednocześnie ogarnąć - ster, żagle, cumę, często również kotwicę i miecz, a niekiedy dodatkowo silnik. I bardzo często ogarnianie obejmuje wydanie odpowiednich komend. Po czwarte jest więcej zmiennych - kierunek i siła wiatru chociażby. Po piąte łódki są dużo większe od samochodów, mały jacht to 6 metrów, popularne łajby to około 7,5 metra. Auto w porównaniu do łódki jest łatwe, szczególnie w obrębie placu manewrowego (a tam Natalia oblała pięć razy).
        Nie mówię, że nie ma sternika, który nie ma prawa jazdy, ale ogólnie mi się to nie skleja. Ja rozumiem, gdyby Natalia oblewała teorię lub miasto, ale plac manewrowy?
    • marutax Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 19:57
      Tak przy okazji - przy przeglądaniu tematów zauważyłam, że Natalia ma chyba najwięcej wątków poświęconych jej samej. Tzn. nie dotyczących jakiegoś wydarzenia, w które jest zaangażowana, ale, nazwijmy to, charakterologicznych. Na dalszych miejscach Laura i Gaba.
      Jeśli chodzi o siostry Borejko to o Idzie i Patrycji jako osobach dyskutuje się dużo mniej. Co do Idy to chyba większość osób na forum jest zgodna i nie ma o co się kłócić, zaś Patrycja pojawia się głównie w kontekście przyjaźni z Romą i swoich gumowych włości.
      Za to obszerny wątek "co z tą Natalią" rozkwita niemal co rok...
      • bupu Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 20:03
        marutax napisała:

        > Tak przy okazji - przy przeglądaniu tematów zauważyłam, że Natalia ma chyba naj
        > więcej wątków poświęconych jej samej. Tzn. nie dotyczących jakiegoś wydarzenia,
        > w które jest zaangażowana, ale, nazwijmy to, charakterologicznych. Na dalszych
        > miejscach Laura i Gaba.
        > Jeśli chodzi o siostry Borejko to o Idzie i Patrycji jako osobach dyskutuje się
        > dużo mniej. Co do Idy to chyba większość osób na forum jest zgodna i nie ma o
        > co się kłócić, zaś Patrycja pojawia się głównie w kontekście przyjaźni z Romą i
        > swoich gumowych włości.
        > Za to obszerny wątek "co z tą Natalią" rozkwita niemal co rok...


        Ida i Pulpet są charakterologicznie dosyć spójne (no, pomijając nagłe zamiłowanie Pulpy do tyrania od świtu do nocy), Natalia natomiast istnieje w wielu osobach, co tom, to nowa osobowość, do tego zapewnienia odautorskie na temat jej charakteru radośnie rozjeżdżają się z jej czynami...
      • tt-tka Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 20:06
        Bo te pozostale sa, jakie sa - zmieniaja sie we wlasne karykatury, ale jednak to te same osoby. A Nataliji jest kilka, abo i wiencyj
      • sowca Re: 50 twarzy Natalii B. 29.07.21, 09:12
        marutax napisała:

        > Tak przy okazji - przy przeglądaniu tematów zauważyłam, że Natalia ma chyba naj
        > więcej wątków poświęconych jej samej. Tzn. nie dotyczących jakiegoś wydarzenia,
        > w które jest zaangażowana, ale, nazwijmy to, charakterologicznych. Na dalszych
        > miejscach Laura i Gaba.
        > Jeśli chodzi o siostry Borejko to o Idzie i Patrycji jako osobach dyskutuje się
        > dużo mniej. Co do Idy to chyba większość osób na forum jest zgodna i nie ma o
        > co się kłócić, zaś Patrycja pojawia się głównie w kontekście przyjaźni z Romą i
        > swoich gumowych włości.
        > Za to obszerny wątek "co z tą Natalią" rozkwita niemal co rok...

        Patrycji jest też mało, więc mało mamy materiału do analizy. Od Dziecka Piątku aż do Czarnej Polewki włącznie pojawia się tylko epizodycznie. Teraz pełni rolę opiekunki całej rodziny i słodkiej żonki z potencjałem.
    • kooreczka Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 20:24
      Chciałabym poruszyć problem rzekomej empatii Natalii. Odautorsko opisywana jest jako bardzo empatyczna, ale nie mogę sobie przypomnieć żadnych dowodów tej cechy. Bycie wycofanym czy nieśmiałym to nie empatia. Przeciwnie- Natalia jawi mi się jako osoba, która doskonale ignoruje nastroje otoczenia, a kiedy już jej dotykaja- obraca to tak, żeby w siebie widzieć ofiarę. Kumulacja jest oczywiście ucieczka po wichurze, ale nawet jej synowie widzą, że udaje, że słucha, a z rodzeństwa nikt nie oczekuje od niej pomocy czy wysłuchania
    • mika_p Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 21:53
      Eeee... w butach, które Natalia kupiła Idzie, toporny był zamek błyskawiczny:

      "Pantofle, jakie kupiła Idzie, były skórkowymi, białymi kamaszkami na zupełnie płaskim obcasie. Wysokie nad kostkę, zapinały się z boku na toporny zamek błyskawiczny."

      Jak na zakup na ostatnią chwilę całkiem racjonalny - białe jak trzeba, płaskie jak trzeba, przecenione i podobno porządne.
      Lepszy wybór - moim zdaniem - niż złocone sandałki z rzemyków, które kupiła Patrycja.


      Mnie za to dziwi, jakim cudem wytrawna turystka z ubogiego domu, której wręczono ostatnie pieniądze, tak bezmyślnie szasta forsą w Warsie
      • bupu Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 22:08
        mika_p napisała:

        > Eeee... w butach, które Natalia kupiła Idzie, toporny był zamek błyskawiczny:
        >
        > "Pantofle, jakie kupiła Idzie, były skórkowymi, białymi kamaszkami na zupełn
        > ie płaskim obcasie. Wysokie nad kostkę, zapinały się z boku na toporny zamek bł
        > yskawiczny."

        >
        > Jak na zakup na ostatnią chwilę całkiem racjonalny - białe jak trzeba, płaskie
        > jak trzeba, przecenione i podobno porządne.
        > Lepszy wybór - moim zdaniem - niż złocone sandałki z rzemyków, które kupiła Pat
        > rycja.


        Sandałki Pulpecji były niepraktyczne, to fakt, co się zaś tyczy obuwia Nutrii to jednak:

        - estetka, która nie ma nic brzydkiego powinna zauważyć, że kamaszki nijak nie pasują do wytwornej sukni i kilometrowego welonu

        - taką estetkę ten toporny zamek powinien był ugryźć w oko na samym wstępie i odrzucić na kilometr

        - to praktyczne, by nie rzec: prozaiczne, podejście do ślubnego obuwia nijak nie pasuje do uduchowionej estetki-poetki, w dodatku hiperempatki, która powinna była wyczuć na odległość, czego pragnie Ida.


        > Mnie za to dziwi, jakim cudem wytrawna turystka z ubogiego domu, której wręczon
        > o ostatnie pieniądze, tak bezmyślnie szasta forsą w Warsie

        Mnie dziwi w ogóle dlaczego osoba, która parę tomów wcześniej prezentowała się jako jednostka finansowo ogarnięta (kursy i obozy żeglarskie na ogół nie są za friko, sukienki i perfumy też nie, nart nie rozdają na rogu, a od rodziny z całą pewnością pieniędzy na to nie dostała, zatem musiała nader skutecznie dorabiać), w NiN jawi się nagle jako nędzarka totalna, która chyba zamierzała te wczasy nad morzem spędzić o chlebie i wodzie, bo na nic więcej nie byłoby jej stać.
        • mika_p Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 23:10
          > - taką estetkę ten toporny zamek powinien był ugryźć w oko na samym wstępie i odrzucić na kilometr

          Ale to "Noelka", kiedy Nutria jest znana z niechlujstwa i abnegacji.
          Tak mi teraz przyszło do głowy, że w sumie te buty mogłyby być odwrotnie - sandałki od Natalii, która nie zna się na subtelnościach kobiecego stroju, ale jest poetką o impulsywnej naturze, a praktyczne kamaszki od twardo stąpającej po ziemi Patrycji.

          Nawet wytrawna turystka i Cypr pasowałyby do Pulpy. Zwłaszcza Cypr, wtedy by się człowiek i forum nie zastanawiał:
          - skąd Florian i Patrycja mieli kasę,
          - gdzie się podziała kasa Natalii zarobiona na Cyprze.
          • bupu Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 23:24
            mika_p napisała:

            > > - taką estetkę ten toporny zamek powinien był ugryźć w oko na samym wstęp
            > ie i odrzucić na kilometr
            >
            > Ale to "Noelka", kiedy Nutria jest znana z niechlujstwa i abnegacji.

            No i właśnie o niekonsekwencje jej charakteru chodzi. Raz oberwaniec, mający w nosie estetykę, raz poetka-estetka.

            > Tak mi teraz przyszło do głowy, że w sumie te buty mogłyby być odwrotnie - san
            > dałki od Natalii, która nie zna się na subtelnościach kobiecego stroju, ale jes
            > t poetką o impulsywnej naturze, a praktyczne kamaszki od twardo stąpającej po z
            > iemi Patrycji.

            A i owszem, masz rację.

            > Nawet wytrawna turystka i Cypr pasowałyby do Pulpy. Zwłaszcza Cypr, wtedy by si
            > ę człowiek i forum nie zastanawiał:
            > - skąd Florian i Patrycja mieli kasę,
            > - gdzie się podziała kasa Natalii zarobiona na Cyprze.
            >


            Do późniejszej Pulpy co to żadnej pracy się nie boi, owszem, wytrawna turystka by pasowała. Do różowego wielorybka - rozkosznej sybarytki, ceniącej sobie miłe ciepełko oraz wygodę jazda stopem i noclegi pod namiotem pasują jak wół do kożucha.
            • ciotka.scholastyka Re: 50 twarzy Natalii B. 24.11.22, 12:56
              bupu napisała:


              > > Nawet wytrawna turystka i Cypr pasowałyby do Pulpy. Zwłaszcza Cypr, wtedy
              > by si
              > > ę człowiek i forum nie zastanawiał:
              > > - skąd Florian i Patrycja mieli kasę,
              > > - gdzie się podziała kasa Natalii zarobiona na Cyprze.

              >
              > Do późniejszej Pulpy co to żadnej pracy się nie boi, owszem, wytrawna turystka
              > by pasowała. Do różowego wielorybka - rozkosznej sybarytki, ceniącej sobie miłe
              > ciepełko oraz wygodę jazda stopem i noclegi pod namiotem pasują jak wół do koż
              > ucha

              Ale już Cypr pasowałby idealnie! Pulpa nie ma pomysłu na życie, więc jedzie na Cypr jako pilotka. Uroda i rozkoszne śmietankowe uśmiechy pomagają jej w poskramianiu roszczeniowych turystów. Może jechać nie na rok, ale na kilka miesięcy, po maturze, a przed końcem sezonu, Baltona wiernie na nią czeka.
    • haszyszymora Re: 50 twarzy Natalii B. 28.07.21, 22:39
      To ja jeszcze dodam do kompletu Nutrię-sekutnicę, która w McDusi zaserwowała uczniom "piekielną kartkówkę" w dniu wigilii klasowej. Ja wiem, że w tym tomie wszystkim palma odbiha, ale Nutria jak dotąd nie bywała złośliwa.
      Powątpiewam też w introwertyczkę na żaglach i jeżdzącą stopem, obie te aktywności wymagają interakcji z obcymi ludźmi.
    • briar_rose Re: 50 twarzy Natalii B. 29.07.21, 17:23
      A przypomnijcie mi, czy Natalia nadal pracuje jako nauczycielka? Czy to kolejna, która tylko tak zarabiała na życie do czasu złapania męża? Zupełnie jak u L.M.Montgomery, tam to w ogóle praca zawodowa u kobiet jest szczególnie w cyklu o Ani raczej przystankiem na drodze, akceptowalnym sposobem zarabiania pieniędzy przez młodą pannę, zanim nie ustatkuje się ona przy boku mężczyzny :D
      • tt-tka Re: 50 twarzy Natalii B. 29.07.21, 17:26
        W McD pracuje, a jest juz od dychy mniej wiecej zamezna.
        • bupu Re: 50 twarzy Natalii B. 29.07.21, 18:32
          tt-tka napisała:

          > W McD pracuje, a jest juz od dychy mniej wiecej zamezna.
          >

          W CZ w jednej z epistoł do Idy określa się mianem skromnej polonistki, wnoszę zatem, iż nadal pracuje w szkole.
      • przymrozki Re: 50 twarzy Natalii B. 29.07.21, 21:46
        briar_rose napisał(a):

        > A przypomnijcie mi, czy Natalia nadal pracuje jako nauczycielka?

        Tak, i do tego pisze wiersze.
      • bupu Re: 50 twarzy Natalii B. 30.07.21, 10:00
        briar_rose napisał(a):

        > A przypomnijcie mi, czy Natalia nadal pracuje jako nauczycielka?

        A to też jest potężna sprzeczność, nie sądzicie? Nutria, rozmamłane, bojaźliwe, nadwrażliwe nieszczęście, które daje się sterroryzować małym siostrzeniczkom, pracuje jako nauczycielka w liceum i dobrze jej się tam wiedzie.
        • briar_rose Re: 50 twarzy Natalii B. 30.07.21, 10:24
          bupu napisała:

          > briar_rose napisał(a):
          >
          > > A przypomnijcie mi, czy Natalia nadal pracuje jako nauczycielka?
          >
          > A to też jest potężna sprzeczność, nie sądzicie? Nutria, rozmamłane, bojaźliwe,
          > nadwrażliwe nieszczęście, które daje się sterroryzować małym siostrzeniczkom,
          > pracuje jako nauczycielka w liceum i dobrze jej się tam wiedzie.
          >

          Do tego taka z niej żyleta, że robi klasówki przed samą Wigilią, klasa by ją znienawidziła xD A niby taka super empatyczna i wrażliwa... Do karier Natalii można też dołączyć rezydentkę wycieczek i chyba tłumaczkę, o ile dobrze pamiętam? Wydaje mi się, że ona coś z angielskiego przekładała.
          • tt-tka Re: 50 twarzy Natalii B. 30.07.21, 11:04
            owszem, w studenckich lub tuz postudenckich latach tlumaczyla z angielskiego. Nie pamietam, czy zapodano, co tlumaczyla, na forumie padly supozycje, ze we wczesnych latach 90-tych zajmowala sie tymi haniebnymi i nieczytable przekladami kryminalow - ja pamietam, jakie smiecie wtedy wychdzily pod nazwa ksiazek :)

            podobno tez niezaleznie od stypendium dorabiala w bibliotece TPN czy jakiejs podobnej, nie wiadomo w jakim charakterze, za to wiadomo, ze ta praca nie przeszkodzila jej w wyjezdzie z dnia na dzien, bo to w NiN bylo
            • guineapigs Re: 50 twarzy Natalii B. 30.07.21, 14:41
              Tt-tka kreci nosem na umiejetnosci translatorskie Natalii, poziom przekladanych kryminalow onegdaj:
              'Nie pamietam, czy zapodano, co tlumaczyla, na forumie padly supozycje, ze we wczesnych latach 90-tych zajmowala sie tymi haniebnymi i nieczytable przekladami kryminalow - ja pamietam, jakie smiecie wtedy wychdzily pod nazwa ksiazek :)'

              Hmmm.... A czytalas tylko przeklady, czy i oryginaly? Moze te ostatnie tez byly nieczytable? Nie znam sie na prawie przekladu, ale wydaje mi sie, ze zeby cos przelozyc, trzeba miec 'pozwolenie' wlasciciela praw autorskich. Tzn. mam na mysli przeklad rynkowy, zwiazany z korzysciami finansowymi czy edukacyjnymi (naukowymi) bo tak sobie 'do szyflady' to oczywiscie kazdy moze przekladac, co chce.
              A im bardziej znaczacy autor (np. taki Szekspir, A. Christie czy profesor z Cambridge) - tym wymagania co do tlumacza wieksze. To, ze ja znam angielski i mniej-wiecej konska anatomie i fizjologie nie znaczy, ze moge sobie ot tak wziac jakas prace profesora weterynarii konskiej z Cambridge i ja na polski przelozyc, wydac i zgarnac fure hajsu. O poezji to juz szkoda mowic - tu mozesz znac angielski jak wlasny, a nie przelozysz nawet akapitu tak, by bylo jako-tako. Z mojego pokolenia: kazdy znal rozyjski na tyle, by zamieszkac w Moskwie i tam zyc, robic zakupy itp., ale ilu z nas przelozyloby Jesienina? Wiem, ze Jesienina tlumaczyl Broniewski i Jasienski - i nie oszukujmy sie: to bardzo wysoka polka.
              Do czego zmierzam? Ano do tego, ze jakichs takich nieczytable angielskich autorow to Nutria mogla przekladac, pewnie tantiemy byly niskie, niskie oczekiwania itp., aby tylko wyszlo jako dodatek do zakupow ponad 50 zl w Tesco. Byc moze to byly takie nasze 'Blanki Lipinskie'.
              Wybitnego kryminalu/akcji, takiej Christie czy Bonda, to nikt nie dalby tlumaczyc jakiejs randomowej panience, co lubi poezje i tyle.
              Wiec moze te tlumaczenia byly nieczytable, bo i oryginaly takie byly?
              • marutax Re: 50 twarzy Natalii B. 30.07.21, 17:55
                guineapigs napisała:

                > Do czego zmierzam? Ano do tego, ze jakichs takich nieczytable angielskich autor
                > ow to Nutria mogla przekladac, pewnie tantiemy byly niskie, niskie oczekiwania
                > itp., aby tylko wyszlo jako dodatek do zakupow ponad 50 zl w Tesco. Byc moze to
                > byly takie nasze 'Blanki Lipinskie'.
                > Wybitnego kryminalu/akcji, takiej Christie czy Bonda, to nikt nie dalby tlumacz
                > yc jakiejs randomowej panience, co lubi poezje i tyle.
                > Wiec moze te tlumaczenia byly nieczytable, bo i oryginaly takie byly?

                A nie, to dwie różne sprawy. Owszem, w latach 90. polski rynek zalała nawet nie fala, ale powódź zachodniej literatury i "literatury". Wydawano na potęgę wszystko, co się dało i wcale nie jestem pewna, czy prawo autorskie komuś leżało na sercu. Nagle na rynku pojawiły się stosy romansów, kryminałów, horrorów, fantastyki... Zresztą okładki z tego okresu doczekały się statusu kultowych ;-).Tutaj:
                mojabibliofilia.blogspot.com/2014/12/fantastyczne-lata-90.html
                można zobaczyć kilka przykładów.

                I tu dochodzimy do sprawy drugiej. Mianowicie wydawano naprawdę wszystko, dzieła wybitne mieszając z kompletnym pulp fiction. Natomiast często elementem wspólnym było wydawanie "po taniości". Stąd specyficzna grafika, fatalna jakość składu, kiepski papier, dziwne formaty... i oczywiście tłumaczenia na różnym poziomie, zależnym od tego, czy złapany przypadkowo osobnik znał obcy język w stopniu pozaszkolnym i miał jakiś tam talent.
                Skąd to wiem? Otóż na przekład jakichś powieści romantyczno-erotycznych załapał się mój wujek, który był wtedy studentem. Znajomość angielskiego średnia, umiejętności translatorskie poniżej średniej. A mimo to "jego" dzieło trafiło na półki! To było bolesne doświadczenie...

                W ramach przykładu. W latach 90. ukazała się cała seria romansów Jadwigi Courths-Mahler. Czytały je moje babcie, mieliśmy w domu ze 40. J C-M była taką niemiecką Mniszkówną, niesamowicie płodną, Remigiusz Mróz mógłby jej buty czyścić. Pisała bardzo sztampowo, ale literacko na poziomie powiedzmy średnim, bez błędów, ładnym językiem. Jej książki w 1951 roku zostały w Polsce zakazane, wycofane z bibliotek itd. Po 1989 r. J C-M wróciła do obiegu. Wydawnictwo zaczęło wypuszczać "mahlerki" co kilka tygodni. Oczywiście żaden pojedynczy tłumacz by tego nie ogarnął. W rezultacie widać było jak na dłoni, ile zależy od przekładu. Niektóre powieści czytało się naprawdę dobrze, inne stawiały włosy na głowie. Niżej pierwszy akapit jednej z powieści, którą tłumaczył chyba ktoś z awersją do synonimów. Aha, dzieło to przeszło podobno korektę i redakcję...
                • tt-tka Re: 50 twarzy Natalii B. 30.07.21, 18:44
                  Starannie wyrzucam z pamieci smieci, ale jakis czasem sie uchowa - nikt i nigdy mi nie wmowi, ze "mezczyzna impotentny" w tlumaczeniu z niemieckiego jest bledem autorki, a nie tlumaczki !

                  Na forum chmielewszczykow jest dlugasny i porazajacy (to komplement, nie krytyka !) watek "Zdumienia/zachwycenia lekturowe", cuda tam mozna znalezc. Nie wnikajac, co jest czyim bledem to nie mialo prawa przejsc przez redakcje ! A przechodzilo.
                  • tt-tka Re: 50 twarzy Natalii B. 30.07.21, 18:46
                    Tak z przedwojnia mi sie przypomnialo, opis jakiejs sztuki "Czas: godzina poobiednia, w noc styczniowa". Za pozwoleniem, po polsku mowi sie po prostu - wieczor.
                    • tt-tka Re: 50 twarzy Natalii B. 30.07.21, 18:56
                      Na zachete zacytuje z tych Z/ZL dwa kawalki
                      "na srodku niewielkiego pokoju o wymiarach niecaly metr na metr kazal ustawic rownolegle do siebie dwa biurka"
                      "klaustrofobiczny pokoj mial dwadziescia dwa metry kwadratowe, starczylo w nim miejsca zaledwie na dwa biurka, trzy stare szafy i duza, biala, magnetyczna tablice (...) moze i byl ciasny, ale oddzielal detektywow od calej reszty funkcjonariuszy(...) zapewnial im nieco prywatnosci i ciszy"

                      to na pewno z tych tlumaczen Natalii, poetyczna niedojda nie umie i nie czuje potrzeby przeliczania, tylko swobodnie zastepuje stopy albo jardy metrami, a oficera sadza na barana na sierzancie w tym pokoju niecaly metr na metr z dwoma biurkami
                • kooreczka Re: 50 twarzy Natalii B. 30.07.21, 20:53
                  Prawo autorskie we wczesnych latach 90 znali zapewne studenci prawa, a na pewno nikt się nim nie przejmował. Pierwsze próby wprowadzenia to połowa tego okresu. Tani papier, przekład kogoś kto "znał angielski" i rynek wszystko łyknie.

                  Siedzę trochę w światku fantastyki, która- wbrew opinii- jest do tłumaczenia dość trudna. Niemal każdy autor stara się mieć własny styl, słownictwo, związki frazeologiczne niby nasze ale jednak inne.
                  W dziedzinie fantastyki oberwał zwłaszcza Glenn Cook- autor piszący bardzo barwnym i zmiennym stylem, którego nikt nie starał się nawet oddać. Moorcook- w oryginale dość poetycki- po polsku był zwyczajnie nienadający się do czytania. Pierwsze akta Drezdena- najeżone odniesieniami do popkultury- służyły za straszak.
                  • marutax Re: 50 twarzy Natalii B. 30.07.21, 21:39
                    kooreczka napisał:

                    > Prawo autorskie we wczesnych latach 90 znali zapewne studenci prawa, a na pewno
                    > nikt się nim nie przejmował. Pierwsze próby wprowadzenia to połowa tego okresu
                    > . Tani papier, przekład kogoś kto "znał angielski" i rynek wszystko łyknie.

                    Dokładnie. W tych latach czytałam nałogowo dosłownie wszystko i część była... dziwna ;-)

                    Z drugiej strony, wydano wtedy ogrom książek, które inaczej pewnie nie ukazałyby się na polskim rynku i które nie miały nigdy wznowienia. Koszty były tak niskie, że wydawcom się opłacało, zwłaszcza że rynek naprawdę łykał prawie wszystko. Amber czy Rebis wyrosły w ten sposób na potęgi...
                    • pi.asia Re: 50 twarzy Natalii B. 31.07.21, 00:02
                      Oj tam, oj tam. Nie narzekajcie na kiepskich tłumaczy z lat 90-tych.
                      Przed wojną mieliśmy tłumaczkę z angielskiego, Marię Rafałowicz-Radwanową. To, co ona zrobiła z "Emilką z Księżycowego Nowiu" Lucy Maud Montgomery, nie mieści się w żadnych standardach.
                      Z książki dowiadujemy się m.in., że Emilka ma cienkie pęciny, schodki do mleczarni usypano z piasku, byki to drapieżne zwierzęta, a Emilka lubi "krem mrożony".
                      Tłumaczka z upodobaniem używa czasu zaprzeszłego, więc trafiamy na takie np. zdanie: byliby zapewne przybyli na wieść o jej chorobie, gdyby byli o niej wiedzieli.
                      Szyk wyrazów w zdaniach też pozostawia sporo do życzenia: Elżbiecie jest ten intruz na naszych gruntach solą w oku.
                      Mnóstwo tam takich kwiatków. Kto chce poczytać, zapraszam do tego wątku forum.gazeta.pl/forum/w,30357,127084984,127084984,probuje_przebrnac_przez_Emilke_.html

                      Ze współczesnych tłumaczy LMM najgorsza jest najwspółcześniejsza Jolanta Bartosik. W "Wymarzonym Domu Ani", na samym końcu zamieściła taki oto kwiatek: "Ona odjedzie, ale stary dom nadal będzie stał i spoglądał na morze swoimi dziwnymi oknami. Jesienne, żałobne wiatry będą go owiewały, szary deszcz będzie go grzmocił..."
                      Ta sama tłumaczka z Jerry'ego Mereditha zrobiła GUCIA. W "Rilli ze Złotego Brzegu" Mary Vance mówi o starej ciotce MacAllister:"Jak wiecie, to ona przywróciła mnie do życia, kiedy umarłam na zapalenie płuc… "

                      forum.gazeta.pl/forum/w,30357,171425552,171425552,Rilla_babole_translatorskie_Jolanty_B_.html
                      forum.gazeta.pl/forum/w,30357,126993471,126993471,okropne_tlumaczenia_Ani_wyd_Proszynski_i_S_ka.html
                      • tt-tka Re: 50 twarzy Natalii B. 31.07.21, 01:48
                        Chcesz sie licytowac ? :)

                        Hart-boiled egg przetlumaczone jako rozgotowane jajko. przy czym to rozgotowane jajko bylo na kanapce.
                        Sciany bielone wapieniem.
                        Plama, ktora - sadzac po kolorach - utworzyla krew trzech roznych osob.
                        Garderoba (w sensie pomieszczenia) tlumaczona jako szafa. A czytelnik mysli, po ciula tam ktos co chwile wchodzi do szafy...
                        Blysnal zebami w usmiechu swoich rowiesnikow. I nie, zadne slowko mi nie wypadlo - moze autorowi lub tlumaczowi, ale ja przytaczam doslownie
                        Z tych miar, co to stopy na metry sie zamienia zamiast przetlumaczyc stope jako stope albo uczciwie przeliczyc - Tancerka ? Ona ma z szesc metrow ! - Tancerki bywaja wysokie...
                        Zupa z dzikiej rozy, robiona poprzez wsypanie kilku lyzeczek proszku do wody i nastepnie potraktowana wlaczona grzalka (jak sie kto nie domyslil, to mowa o kisielu po prostu. Plus nie chce wiedziec, co sie bedzie dzialo przy gotowaniu kisielu grzalka)
                        • pi.asia Re: 50 twarzy Natalii B. 31.07.21, 12:41
                          Wysoka tancerka mnie ómarła.

                          Masz kolejne przykłady, wcale nie gorsze:
                          - stojąc na katedrze, czytała panna Brownell, nie pozbawiona pewnej zręczności recytacyjnej, owe piękne wiersze
                          - chodź tu i pomóż zmywać, to ci zrobi dobrze
                          - ona cię nauczy rozsądku i zrobi ci dużo dobrego
                          - na szczęście znalazła się w tym momencie naprężenia Helena Greene
                          - Kicia otarła się ciepłymi biodrami o nogi dziewczynki
                          - zdrowie Ewy nie jest na wysokości zadania
                          - była rozdzierająco szczęśliwa
                          - wątpię - rzekł ciotka Ruth krającym głosem
                          - zapach bzów w kwieciu
                          - wyzyskaj te chwile obecne
                          - był to śnieżnie biały budyneczek wśród krzewów kwietnych
                          - stał w chłodnym, schludnym, ziemią pachnącym obszarze o usypanej podłodze
                          - Emilkę olśnił i przykuł zegar słoneczny
                          - jest on przytomny świadomości całej rodziny
                          - rumieniec wystąpił na wydrążone policzki panny Brownell
                          - gorsze od niesprawiedliwości było upokorzenie zawarte w tym fakcie dzisiejszym
                          - ciotka Elżbieta prowadzi tam zawsze na noc osoby wybitne

                          i moje ulubione:
                          - ale to w nim nurtowało, aż znalazło ujście w tym oto nagrobku - pierwsze skojarzenie podsunęło mi obraz człowieka, który puścił pawia na nagrobek.
                          • pi.asia Re: 50 twarzy Natalii B. 31.07.21, 12:51
                            I jeszcze dwa, których nic nie przebije.

                            Był on naturą wybuchową, toteż przynajmniej raz dziennie dawał sobie ujście.
                            Rozkoszowała się myślą o Tadziu i jego kochanym gwizdku.
                            • marutax Re: 50 twarzy Natalii B. 31.07.21, 13:32
                              pi.asia napisała:

                              > I jeszcze dwa, których nic nie przebije.
                              >
                              > Był on naturą wybuchową, toteż przynajmniej raz dziennie dawał sobie ujście.

                              OK, ale ile z tego to błędy, a ile archaizmy? Tzn. archaizmy dla nas, które dziś śmieszą lub męczą, a kiedyś były na porządku dziennym. Tłumaczka mogła nie mieć talentu literackiego, ale sporo z podanych przykładów sugeruje raczej wykorzystanie nieużywanych dziś zwrotów, a nie nieudolność translatorską.

                              Takie "chodź tu i pomóż zmywać, to ci zrobi dobrze" - serio? Co w tym nieprawidłowego? W starszych tekstach przymiotniki i przysłówki częściej lądowały na końcu, a tłumaczka raczej nie mogła przewidzieć, że zwrot "zrobić komuś dobrze" za sto lat będzie miał inne znaczenie. Wystarczy zamienić kolejność dwóch ostatnich wyrazów i mamy zdanie, które może usłyszeć dzisiaj każda nastolatka.

                              Podsumowując - błędy oczywiście były, pomyłki i głupoty też, ale nie można wrzucać do jednego worka wszystkiego, co dzisiaj wydaje nam się dziwne. Co innego przekłady współczesne - tu tłumacz nie ma nic na swoje usprawiedliwienie.
                              • pi.asia Re: 50 twarzy Natalii B. 01.08.21, 10:48
                                marutax napisała:

                                > pi.asia napisała:
                                >
                                > > I jeszcze dwa, których nic nie przebije.
                                > >
                                > > Był on naturą wybuchową, toteż przynajmniej raz dziennie dawał sobie ujśc
                                > ie.
                                >
                                > OK, ale ile z tego to błędy, a ile archaizmy? Tzn. archaizmy dla nas, które dzi
                                > ś śmieszą lub męczą, a kiedyś były na porządku dziennym. Tłumaczka mogła nie mi
                                > eć talentu literackiego, ale sporo z podanych przykładów sugeruje raczej wykorz
                                > ystanie nieużywanych dziś zwrotów, a nie nieudolność translatorską.

                                Tylko że takich archaizmow nie spotkałam w żadnej innej przedwojennej książce, więc uważam je za totalną nieudolność tłumaczki. Co ciekawe, niektóre fragmenty w jej przekładzie są świetne i na pierwszy rzut oka można podejrzewać, że tłumaczki były dwie, albo że tej jednej czasem się chciało przyłożyć do pracy, a czasem nie.
                                Taki Karol Bobrzymowski, Rozalia Bernsteinowa, czy Jadwiga Zawisza-Krasucka, którzy - również przed wojną - tłumaczyli inne książki Maud, pisali normalnym językiem.

                                >
                                > Takie "chodź tu i pomóż zmywać, to ci zrobi dobrze" - serio? Co w tym nieprawid
                                > łowego? W starszych tekstach przymiotniki i przysłówki częściej lądowały na koń
                                > cu, a tłumaczka raczej nie mogła przewidzieć, że zwrot "zrobić komuś dobrze" za
                                > sto lat będzie miał inne znaczenie. Wystarczy zamienić kolejność dwóch ostatni
                                > ch wyrazów i mamy zdanie, które może usłyszeć dzisiaj każda nastolatka.

                                No właśnie - zwrot "to ci dobrze zrobi" jest całkowicie poprawny. Natomiast zmieniony szyk wyrazów nie musi świadczyć o "przedwojennym stylu" tylko o bezmyślnej kalce z języka angielskiego. Podobnie jak w innym miejscu "Elżbieta, starego Williama Murray'a żona" (old William Murray's wife). Poprawnie powinno być przecież "żona starego Williama Murray'a".
                                >
                                > Podsumowując - błędy oczywiście były, pomyłki i głupoty też, ale nie można wrzu
                                > cać do jednego worka wszystkiego, co dzisiaj wydaje nam się dziwne. Co innego p
                                > rzekłady współczesne - tu tłumacz nie ma nic na swoje usprawiedliwienie.
                      • scamall15 Re: 50 twarzy Natalii B. 31.07.21, 21:44
                        pi.asia napisała:

                        > Oj tam, oj tam. Nie narzekajcie na kiepskich tłumaczy z lat 90-tych.
                        > Przed wojną mieliśmy tłumaczkę z angielskiego, Marię Rafałowicz-Radwanową. To,
                        > co ona zrobiła z "Emilką z Księżycowego Nowiu" Lucy Maud Montgomery, nie mieści
                        > się w żadnych standardach.
                        > Z książki dowiadujemy się m.in., że Emilka ma cienkie pęciny, schodki do mlecza
                        > rni usypano z piasku, byki to drapieżne zwierzęta, a Emilka lubi "krem mrożony"
                        > .

                        To pewnie kompletny off-top, ktory bardziej nadaje się na forum fanów LMM, ale ja byłam bardzo zawiedziona, kiedy przy czytaniu oryginału okazało się, że wykwintny i tajemniczy deser o nazwie "mrożony krem" to najzwyczajniejsze w świecie lody...

                        No i oczywiście rekord świata Szanownej Pani Radwanowej , która angielski idiom "give sb a lift" przetłumaczyła jako "służyć komuś windą" i wsadziła te słowa w usta dżentelmena na wozie drabiniastym proponującego panience podwózkę.

                        A najgorsze jest to, że to tłumaczenie, przy wszystkich swoich babolach, ma właściwą atmosferę, no i okładkę z jedyną słuszną Emilką. Ciekawe, czy oważ okładka to polski projekt czy kopia zagranicznego
                      • ciotka.scholastyka Re: 50 twarzy Natalii B. 24.11.22, 13:02
                        pi.asia napisała:

                        > W "Rilli ze Złotego Brzegu" Mary Vance mówi o starej ciotce MacAllister:"Jak wiecie, to ona przywróciła mnie do życia, kiedy umarłam na zapalenie płuc… "

                        A-a-a! To nie jest błąd tłumaczki. Mary Vance z uporem twierdziła - kilka razy - że umarła na zapalenie płuc, a potem wróciła do życia :) Mówi o tym już bodaj przy pierwszym spotkaniu z dziećmi z plebanii.
                        • pi.asia Re: 50 twarzy Natalii B. 24.11.22, 15:26
                          ciotka.scholastyka napisała:

                          > pi.asia napisała:
                          >
                          > > W "Rilli ze Złotego Brzegu" Mary Vance mówi o starej ciotce MacAllister:"
                          > Jak wiecie, to ona przywróciła mnie do życia, kiedy umarłam na zapalenie płuc…
                          > "
                          >
                          > A-a-a! To nie jest błąd tłumaczki. Mary Vance z uporem twierdziła - kilka razy
                          > - że umarła na zapalenie płuc, a potem wróciła do życia :) Mówi o tym już bodaj
                          > przy pierwszym spotkaniu z dziećmi z plebanii.

                          Nie.
                          Cytuję dokładnie:
                          - Strasznie dużo chorowałam - rzekła z dumą. - (...) Miałam szkarlatynę, odrę, ospę, świnkę, koklusz i dyfteryt.
                          - A byłaś kiedyś śmiertelnie chora? - spytała Una.
                          - Nie wiem - rzekła Mary niepewnie.
                          - Na pewno nie była - zaśmiał się Jerry. - Bo gdyby była śmiertelnie chora, toby umarła.
                          - O, naprawdę nigdy nie umarłam. - rzekła Mary - ale raz byłam prawie umarła. Myśleli że już nie żyję, i mieli mnie kłaść do trumny, ale ja nagle wstałam.


                          Dalej mówi, że miała wtedy dyfteryt, i że ciotka Krystyna MacAllister leczyła ją kompresami.
                          Tak więc Mary nigdy nie mówiła, że umarła. A nawet gdyby jej się zdarzyło tak twierdzić w dzieciństwie, to jako dorosła kobieta na pewno by nie gadała takich bzdur. Zresztą, o ile dobrze pamiętam, Mary nigdy nie kłamała.

                          A wracając do błędów tłumaczki Jolanty Bartosik - mogę Cię uraczyć innymi kwiatkami z jej przekładu "Rilli".
                          Oto dowiadujemy się, że aeroplan ryczał, Jerry ma na imię GUCIO, mały Sandy Logan to Szczepek, pieczeń nabita jest na ruszt, pannie Oliver trzeba "odprowadzić krew z mózgu", a jeden z żołnierzy stracił obie nogi i została z nich galareta. To tylko kilka z wielu przykładów.
                          Jednak wszystko przebijają dwa babole - pierwszy to właśnie ten, że Mary umarła i przywrócono ją do życia, a drugi, że Mary niesie płonące węgle na starej CYNOWEJ patelni (w oryginale była to stara patelnia do frytek). Sęk w tym, że płonące węgle mają temp. 800-1000 stopni, a cyna topnieje w temp. 233...

                          Dodatkowo u Bartosik tekst jest potężnie pocięty i brakuje wielu fragmentów.
          • jontrew Re: 50 twarzy Natalii B. 30.07.21, 12:37
            briar_rose napisał(a):

            .Do karier Natalii moż
            > na też dołączyć rezydentkę wycieczek i chyba tłumaczkę, o ile dobrze pamiętam?
            > Wydaje mi się, że ona coś z angielskiego przekładała.

            Owszem, Natalia była tłumaczką, i to w czasach przedinternetowych. Mila podobnie. Gaba oprócz języków martwych też jakoś wchłonęła kilka żywych. Języków tych panie B. musiały nauczyć się podczas długich spacerów z przygarniętymi psami, innej możliwości nie widzę.
            • sowca Re: 50 twarzy Natalii B. 02.08.21, 12:10
              Akurat w Natalię wierzę, to już były te lata, że mogła angielskiego się nauczyć. Gorzej z Milą znającą biegle francuski...
              • tt-tka Re: 50 twarzy Natalii B. 02.08.21, 12:17
                Wrecz przeciwnie, w latach 50-tych, gdy Milicja uczeszczala do szkoly sredniej, jezyki byly naprawde na poziomie. Przypomnij sobie Sloneczniki - nawet prowincjonalne gimnazjum ma tych jezykow kilka do wyboru, w tym angielski wlasnie i francuski.
                Gorzej z ta znajomoscia jezyka po kilkudziesieciu latach nieuzywania go.
                • haszyszymora Re: 50 twarzy Natalii B. 24.11.22, 16:34
                  Jeszcze w temacie Emilki: dla mnie babolem nad babole jest tytuł. Emilka z Księżycowego Nowiu. A jaki, do diabła, może być nów? Srebrny miał więcej sensu.
                  • pi.asia Re: 50 twarzy Natalii B. 24.11.22, 20:34
                    haszyszymora napisał(a):

                    > Jeszcze w temacie Emilki: dla mnie babolem nad babole jest tytuł. Emilka z Księ
                    > życowego Nowiu. A jaki, do diabła, może być nów? Srebrny miał więcej sensu.

                    Sęk w tym, że Księżyc w nowiu jest NIEWIDOCZNY, więc siłą rzeczy nie może być srebrny.
                    Natomiast określenie "nów Księżyca" jest tak mocno zakorzenione, że użycie samego słowa "nów" jakoś nie brzmi.

                    Analogiczny problem jest np. ze zdaniem "We wsi szczekały psy" - no co innego mogło we wsi szczekać???

                    Zresztą new moon to wcale nie nów księżyca, tylko młody księżyc w czwartej kwadrze. W naszym języku nie mamy na niego osobnej nazwy, choć Tuwim używał określenia "młodzik". W sumie tłumaczka mogła wybrać właśnie nazwę "Młody Księżyc", ale pewnie uznała, że Srebrny Nów brzmi bardziej poetycko.

    • julian_arden Re: 50 twarzy Natalii B. 25.11.22, 17:21
      Lubiłem Natalię jako Nutrię, dziecko, to była naprawdę ładnie zarysowana postać, choć drugoplanowa. Ja chyba w ogóle mam pozytywny stosunek do dzieci, prawdziwych, nie sztucznych konceptów a la Łucja Pałys. Natomiast przestałem na nią zwracać uwagę, kiedy wyewoluowała w zlepek różnych osób, faktycznie mających ze sobą nawzajem niewiele wspólnego. Na przykład historia zawarta w NiN, nie ma wiele wspólnego z Nutrią przed i Mętnalią po. Sama w sobie trzyma się kupy, przez cały ten czas Natalia jest owszem, jedną osobą. Szkoda, że autorka przeszarżowała w charakteryzowaniu obojga bohaterów tego dziwnego romansu: Nerwus jest (pardon my French) pierdolnięty i niedojrzały w stopniu niebezpiecznym dla otoczenia, Natalii natomiast nieudaczność jest drastycznie przeszarżowana. Nikt o takich cechach nie utrzymałby się długo przy życiu, a już na pewno elementarnie choćby odpowiedzialna matka nie powierzyłaby takiemu komuś własnych dzieci. Tak, tak, wiem... :-)
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: 50 twarzy Natalii B. 29.11.22, 21:16
        julian_arden napisał:
        >(...) Szkoda, że autorka przeszarżowała w
        >charakteryzowaniu obojga bohaterów tego
        >dziwnego romansu: Nerwus jest (pardon my
        >French) pierdolnięty i niedojrzały w stopniu
        >niebezpiecznym dla otoczenia, Natalii
        >natomiast nieudaczność jest drastycznie
        >przeszarżowana. (...)

        Co jest jednym z rozlicznych dowodów na to, że MM nie zdaje sobie sprawy o czym pisze. Czy raczej: nie wie, że pewne gdzieś tam zaobserwowane zachowania, które przeniosła do książki, mogą być wręcz objawami zaburzeń psychicznych (tak Robzurpatorze, o tobie mowa). Pół biedy jak przypisze je komuś takiemu jak Nerwus, ale jak każe się tak zachowywać postaci w założeniu pozytywnej...
        • julian_arden Re: 50 twarzy Natalii B. 30.11.22, 18:52
          Noworobcio to może być padaczkowiec, jak książę Myszkin.
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: 50 twarzy Natalii B. 30.11.22, 19:38
            julian _arden napisał:
            >Noworobcio to może być
            >padaczkowiec, jak książę Myszkin.

            GORZEJ. Popatrz tutaj:
            forum.gazeta.pl/forum/w,25788,174040134,174040134,Dowody_na_uzurpatora.html?p=174047580
            • tajna_kryjowka_pyziaka Re: 50 twarzy Natalii B. 30.11.22, 19:52
              napisałam:
              >julian _arden napisał:
              >>Noworobcio to może być
              >>padaczkowiec, jak książę Myszkin.

              >GORZEJ. Popatrz tutaj:
              forum.gazeta.pl/forum/w,25788,174040134,174040134,Dowody_na_uzurpatora.html?p=174047580

              Ale w sumie myszkiny mogłyby mu się zalęgnąć w takich przestronnych wąsach. Taka luźna dygresja
              • julian_arden Re: 50 twarzy Natalii B. 30.11.22, 19:56
                ...wyżerając resztki ze śniadania.
                • tajna_kryjowka_pyziaka Re: 50 twarzy Natalii B. 30.11.22, 20:02
                  julian_arden napisał:
                  >...wyżerając resztki ze śniadania.

                  Jak już wyżrą zapasy z brody Bernarda, ma się rozumieć
                  • julian_arden Re: 50 twarzy Natalii B. 30.11.22, 20:22
                    Fajnie, bo tam w Borejkostanie bród i wąsów co niemiara. Jest w czym żerować.
    • srebrny_lisek Re: 50 twarzy Natalii B. 29.11.22, 09:42
      Moim zdaniem taka niespójność jest prawdopodobna, ale zdarza się niezmiernie rzadko. Raz, a może dwa spotkałam kogoś niekoherentnego i skrajnie zmiennego; jednocześnie ta zmienność nie była taka oczywista jak u osoby jawnie pełnej sprzeczności i głodnej doświadczeń, tylko właśnie konfundująca.
      Poza tym, może Natalia w nowej astrologii zwanej Human Design jest Reflektorem? :P To znaczy, że nie posiada do końca własnych właściwości; odbija natomiast zachowania i kondycję otoczenia, zarówno to, co dobre, jak i patologie. Przykładowo w Noelce Natalia będąc akurat pod wpływem braku dyskrecji i szacunku dla cudzej przestrzeni osobistej nagle sama zaczęła się tak zachowywać i próbowała się wprosić na miesiąc miodowy Idy. Jeżdząc na wycieczki i spotykając się z Tuniem miała styczność z osobami zaradnymi i silnymi dość łatwo i szybko zdołała rozwinąć w sobie te same cechy. Była abnegatką, ale może w trakcie studiów humanistycznych zetknęła się z estetkami czytającymi Rilkego? Tunio również mógł dołożyć swoje trzy grosze mając skrywany ideał subtelnej uległej kobiety - ale oczywiście takiej, z którą pojedzie się na żagle! - więc zaczęła odbijać tuniowy archetyp wysportowanej nimfy. Wcześniej jednak próbowała być chłopcem, żeby spełnić marzenie Ignacego o synu i robiła to całkiem przekonująco (nie, nie, ta wytrwałość na pewno nie świadczyła o tożsamości innej, niż stwierdzona przy narodzinach).
      Fakt, może nie przejęła zachowań typowo przemocowych, ale kiedy zagościły one w domu Borejków na dobre, Nutria już z nimi nie mieszkała. Poza tym wiadomo, każdy człowiek ma swoje granice przyzwoitości i nie powinno zwalać się, czy przewidywać i tłumaczyć wszystkiego na podstawie ezoterycznego zaśmiecacza umysłu.
      • julian_arden Re: 50 twarzy Natalii B. 29.11.22, 20:19
        "Jeżdząc na wycieczki i spotykając się z Tuniem miała styczność z osobami zaradnymi i silnymi dość łatwo i szybko zdołała rozwinąć w sobie te same cechy"

        Zastanawiam się czy fakt, że wymieniona faza skończyła się radykalnie akurat w dniu burzliwego rozstania z Tuńkiem, przemawia za tą tezą, czy wręcz przeciwnie.
      • briar_rose Re: 50 twarzy Natalii B. 29.11.22, 21:23
        Coś w tym jest. Natalia jako ludzki kameleon. Niczym tytułowa bohaterka dramatu Gombrowicza „Iwona, księżniczka Burgunda”. Pomijając już tak oczywiste aspekty, jak uległe i apatyczne zachowanie, to rola jaką odgrywały jest bardzo podobna - stawały się lustrem otoczenia, które odkrywało najgorsze, najbardziej ukrywane cechy, a także – paradoksalnie - poprzez doprowadzoną do ostateczności bierność były katalizatorem wydarzeń. Na swój sposób symbolizują również erotyzm w stanie czystym, pozbawionym estetycznej otoczki ;)
        • julian_arden Re: 50 twarzy Natalii B. 30.11.22, 18:49
          Wspaniałe. Chociaż Nathalie w roli erotyzmu w stanie czystym to dla mnie nowość. Ta cała zwierzęcość. Ja raczej odbieram toto przeciwnie, jako samą otoczkę. Żeby znaleźć wewnątrz erotyzm, Robrodziej musiał zaopatrzyć się w kilof, lampę górniczą i kilometry sznurka.
      • przymrozki Re: 50 twarzy Natalii B. 30.11.22, 19:14
        srebrny_lisek napisał(a):

        > Moim zdaniem taka niespójność jest prawdopodobna, ale zdarza się niezmiernie rz
        > adko. Raz, a może dwa spotkałam kogoś niekoherentnego i skrajnie zmiennego; jed
        > nocześnie ta zmienność nie była taka oczywista jak u osoby jawnie pełnej sprzec
        > zności i głodnej doświadczeń, tylko właśnie konfundująca.

        To by nawet był fajny trop - najmniej kochane dziecko w rodzinie, przyzwyczajone do braku uwagi ze strony najbliższych, nigdy nie wykształca własnej osobowości i dostosowuje się do oczekiwań otoczenia w nadziei na to, że ktoś się w końcu nim zainteresuje.

        Ale to się nie do końca zgadza przynajmniej z dwóch powodów.

        Po pierwsze, ta zmienność dotyczy nie tylko cech osobowości, ale także umiejętności, że tak powiem, okołomotorycznych. Natalia miewa zbyt maślane łapy, żeby obsługiwać pralkę, a czasem bywa zdolna do żeglowania (żeglowanie nie jest może dowodem na nadprzyrodzone zdolności, ale jednak wymaga trafiania palcem za pierwszym razem w to, w co chciało się trafić). Czasem też Natalia widzi szachownicę zwaną życiem na trzysta ruchów do przodu, wyprzedza dzwoniący telefon i zrywającą się huśtawkę, a czasem rzeczywistość zbliża się do niej w tempie walca drogowego, daje po pysku w slow motion, a ona biedna królewna cała zdziwiona, nawet nie wie, co ją siekło.

        Po drugie, widzimy bardzo wyraźnie dowody na to, że Natalia wcale nie jest kameleonem, który dostosuje się do kształtu każdego naczynia. Wiemy np. że związek z Tuniem ją męczy i uwiera do tego stopnia, że w końcu wybucha nad truskawkami, a przed Nerwusem ucieka na Cypr. Ona ogólnie jest raczej agrywno-bierno agrysywna, taki z niej obrażony pingwin mówiący "domyśl się". Wcale nie przejmuje nastrojów otoczenia.
        • briar_rose Re: 50 twarzy Natalii B. 30.11.22, 19:41
          przymrozki napisała:

          > Po drugie, widzimy bardzo wyraźnie dowody na to, że Natalia wcale nie jest kame
          > leonem, który dostosuje się do kształtu każdego naczynia. Wiemy np. że związek
          > z Tuniem ją męczy i uwiera do tego stopnia, że w końcu wybucha nad truskawkami,
          > a przed Nerwusem ucieka na Cypr. Ona ogólnie jest raczej agrywno-bierno agrysy
          > wna, taki z niej obrażony pingwin mówiący "domyśl się". Wcale nie przejmuje nas
          > trojów otoczenia.

          Sama nie wiem. Bo jednak te najgorsze cechy z ludzi wyciąga :D Sympatyczny Tunio z "Małomównego", a co się z nim stało w związku z Natalią? Żeglarz-lodołamacz serc niewieścich, posiadający bruzdy choleryka i mantyki wokół ust. Filip przy Nutrii oszalał... Z kolei Robrojek stał się jeszcze bardziej bezpłciowy, o ile to w ogóle możliwe.

          Coś zaś się tyczy erotyzmu, Nutria niby taka grzeczna dziewczynka, ale zawsze miałam wrażenie, że pod tym kryje się jakaś wewnętrzna demoralizacja, jakiś podwójny system wartości. Ona niby nie potrafi powiedzieć "nie" w odpowiednim momencie, ale z drugiej strony jest to też jej na rękę. Po Natalii nie widać żeby miała bardzo jasny i określony system wartości. Pamiętam rozkminy na forum, że ona byłaby zdolna wejść np. w związek z żonatym i jak dla mnie coś w tym jest.
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: 50 twarzy Natalii B. 30.11.22, 19:52
            briar_rose napisała:
            >Coś zaś się tyczy erotyzmu, Nutria niby
            >taka grzeczna dziewczynka, ale zawsze
            >miałam wrażenie, że pod tym kryje się
            >jakaś wewnętrzna demoralizacja, jakiś
            >podwójny system wartości. Ona niby
            >nie potrafi powiedzieć "nie" w
            >odpowiednim momencie, ale z drugiej
            >strony jest to też jej na rękę. Po Natalii
            >nie widać żeby miała bardzo jasny i
            >określony system wartości. Pamiętam
            >rozkminy na forum, że ona byłaby
            >zdolna wejść np. w związek z żonatym i
            >jak dla mnie coś w tym jest

            To ona miała wobec tego wykładowcy jakieś konkretne plany? Myślałam, że tylko się w nim podkochiwała, tak po szczeniacku
            • srebrny_lisek Re: 50 twarzy Natalii B. 30.11.22, 22:03
              No Pulpecja powiedziała do niej "Miałabyś prawdziwy dylemat moralny", czy jakoś w ten deseń.
              • srebrny_lisek Re: 50 twarzy Natalii B. 30.11.22, 22:04
                A propos, prawda, Mariana Stali, który był żonaty i miał uroczego synka, nieprawda.
                • julian_arden Re: 50 twarzy Natalii B. 30.11.22, 22:22
                  No ale nie miała, bowiem nie doszło do naruszenia norm.
                  • srebrny_lisek Re: 50 twarzy Natalii B. 01.12.22, 12:58
                    Wtedy uznałam to za co najmniej dziwne, jakby Pulpa sugerowała Natalii, że samo zadurzenie w żonatym i dzieciatym z automatu sugeruje niemoralne postępowanie. A warto wspomnieć, że to właśnie Pulpecja w owym czasie miała znacznie większy dylemat moralny, niż nieszczęśliwe zauroczenie niedostępnym idolem; ten związany z Romą i Baltoną. Wtedy jeszcze kiełkujący, ale to właśnie podświadomość mogła projektować to i owo na biedną Nutrię.
                    • przymrozki Re: 50 twarzy Natalii B. 01.12.22, 18:04
                      srebrny_lisek napisał(a):

                      > Wtedy uznałam to za co najmniej dziwne, jakby Pulpa sugerowała Natalii, że samo
                      > zadurzenie w żonatym i dzieciatym z automatu sugeruje niemoralne postępowanie.
                      > A warto wspomnieć, że to właśnie Pulpecja w owym czasie miała znacznie większy
                      > dylemat moralny, niż nieszczęśliwe zauroczenie niedostępnym idolem; ten związa
                      > ny z Romą i Baltoną. Wtedy jeszcze kiełkujący, ale to właśnie podświadomość mog
                      > ła projektować to i owo na biedną Nutrię.

                      Może też Patrycji chodziło o to, że Natalia musiałaby wybrać - wykonać pierwszy krok i narazić cudzą rodzinę na rozbicie czy też zrezygnować, wycofać się i cierpieć po cichu. Zupełnie bez sensu, nawiasem pisząc, bo z tekstu wynikało, że to była jakaś fascynacja dwudziestolatki starszym wykładowcą, może jakieś lekkie zauroczenie, a nie głęboka miłość, która została zawiedziona. Nie ma powodu, że równie młoda Patrycja nadawała temu aż takie znaczenie.

                      Dlatego podoba mi się trop z projekcją Pulpy. Bo ona jakiś problem moralny jednak, jak się okazało, ma.
                      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: 50 twarzy Natalii B. 01.12.22, 18:10
                        srebrny_lisek napisała:
                        >Dlatego podoba mi się trop z
                        >projekcją Pulpy. Bo ona jakiś
                        >problem moralny jednak, jak się
                        >okazało, ma.

                        Mi też się podoba ten trop, zwłaszcza, że u Pulpy, tego co pamiętam, nigdy nie widzieliśmy żadnych jawnych refleksji na temat tego problemu. Więc rzeczone refleksje postanowiły urządzić tani półinteligencki pseudofreudyzm (to chyba jedyne co mi się w McDusidle spodobało)
                • ciotka.scholastyka Re: 50 twarzy Natalii B. 01.12.22, 10:12
                  @julian_arden i @srebrny_lisek, jeszcze raz prośba o cytowanie, do czego się odnosicie!
                • ciotka.scholastyka Re: 50 twarzy Natalii B. 01.12.22, 10:15
                  srebrny_lisek napisał(a):

                  > A propos, prawda, Mariana Stali, który był żonaty i miał uroczego synka, niepra
                  > wda.

                  Nie. Marian Stala to "polski krytyk i historyk literatury, profesor nauk humanistycznych, nauczyciel akademicki UJ". Żonę i uroczego synka miał wykładowca Natalii na UAM, w którym się ona skrycie podkochiwała. I nie miała w związku z tym żadnych zamiarów, w tym rozbijania rodziny.
                  • pi.asia Re: 50 twarzy Natalii B. 01.12.22, 10:26
                    ciotka.scholastyka napisała:

                    > srebrny_lisek napisał(a):
                    >
                    > > A propos, prawda, Mariana Stali, który był żonaty i miał uroczego synka,
                    > niepra
                    > > wda.
                    >
                    > Nie. Marian Stala to "polski krytyk i historyk literatury, profesor nauk humani
                    > stycznych, nauczyciel akademicki UJ". Żonę i uroczego synka miał wykładowca Nat
                    > alii na UAM, w którym się ona skrycie podkochiwała. I nie miała w związku z tym
                    > żadnych zamiarów, w tym rozbijania rodziny.

                    Naprawdę? Gdzie jest informacja, że chodzi o wykładowcę z UAM? Natalia mówi, że nawet go nie widuje, nie rozmawia z nim, tylko lubi to, co on pisze.
                    Jak można nie widywać własnego wykładowcy?
                    • przymrozki Re: 50 twarzy Natalii B. 01.12.22, 11:30
                      pi.asia napisała:

                      > Jak można nie widywać własnego wykładowcy?

                      A to akurat łatwe, mogła mieć u niego zajęcia na pierwszym roku, a na drugim już nie. Albo chodzić do niego na nieobowiązkowe ćwiczenia, a potem przestać.
                      • pi.asia Re: 50 twarzy Natalii B. 01.12.22, 12:22
                        przymrozki napisała:

                        > pi.asia napisała:
                        >
                        > > Jak można nie widywać własnego wykładowcy?
                        >
                        > A to akurat łatwe, mogła mieć u niego zajęcia na pierwszym roku, a na drugim ju
                        > ż nie.

                        Zgoda, coś takiego mogło być.

                        > Albo chodzić do niego na nieobowiązkowe ćwiczenia, a potem przestać.

                        Dobrowolna rezygnacja z możliwości widywania obiektu westchnień? Nie wiem, czy byłabym w stanie zdobyć się na coś takiego ;)

                        Ale powtarzam pytanie - gdzie jest powiedziane, że Natalia kocha się w swoim wykładowcy z UAM? Była gdzieś taka informacja? Bo zupełnie nie kojarzę.
                        Rozmowa Nutrii z Pulpecją na temat jej zakochania ma miejsce w 1992 roku. Cztery lata później dowiadujemy się, że Natalia wielbi dra Mariana Stalę od lat. Czyli teoretycznie w jednym i drugim przypadku może chodzić o tego samego człowieka.
                        • przymrozki Re: 50 twarzy Natalii B. 01.12.22, 12:38
                          pi.asia napisała:

                          > Rozmowa Nutrii z Pulpecją na temat jej zakochania ma miejsce w 1992 roku. Czter
                          > y lata później dowiadujemy się, że Natalia wielbi dra Mariana Stalę [b]od lat[/
                          > b]. Czyli teoretycznie w jednym i drugim przypadku może chodzić o tego samego c
                          > złowieka.

                          Może. I zawsze miałam wrażenie, że chodziło o dwóch różnych mężczyzn, ale nie jestem w stanie przywołać na to dowodów w tekście. To mogło być tylko moje wrażenie.
                          • srebrny_lisek Re: 50 twarzy Natalii B. 01.12.22, 12:45
                            Mogłam rzeczywiście przekazać złą informację, a to przez to, że kiedyś czytałam dyskusję, gdzie Stala i ów wykładowca byli uznani za jedną postać. W ten właśnie sposób skleili się w mojej pamięci w jeden byt. Tak że przepraszam za nieintencjonalne sianie fermentu.
                            Nawet wrzucano zdjęcia pana Stali. Pojawiły się głosy, że sympatyczny facet, ale na wykładowcę do nieszczęśliwego podkochiwania się nie pasuje.
                    • ciotka.scholastyka Re: 50 twarzy Natalii B. 02.12.22, 11:56
                      pi.asia napisała:

                      > Naprawdę? Gdzie jest informacja, że chodzi o wykładowcę z UAM? Natalia mówi, że
                      > nawet go nie widuje, nie rozmawia z nim, tylko lubi to, co on pisze.
                      > Jak można nie widywać własnego wykładowcy?

                      A stąd. Pomyliłam się co prawda co do profesji tego pana, ale zdecydowanie nie jest on Marianem Stalą, który nie pracuje na UAM, tylko na UJ.

                      [Natalia] Ubiera się wciąż jak chłopak, a zakochała się, naturalnie, w sposób wielce poetyczny, sekretny i nieszczęśliwy, w żonatym adiunkcie Wydziału Filozofii, piszącym pracę o postmodernizmie. Pulpecja.

                      W kontekście tego słowa Patrycji o problemie moralnym brzmią głupio, bo Natalia adoruje swój obiekt z daleka, niczym gwiazdę filmową, więc gdzie tu miejsce na problem moralny?
                      • pi.asia Re: 50 twarzy Natalii B. 02.12.22, 14:29
                        ciotka.scholastyka napisała:


                        >
                        > . Pomyliłam się co prawda co do profesji tego pana, ale zdecydowanie nie
                        > jest on Marianem Stalą, który nie pracuje na UAM, tylko na UJ.
                        >
                        > [Natalia] Ubiera się wciąż jak chłopak, a zakochała się, naturalnie, w spos
                        > ób wielce poetyczny, sekretny i nieszczęśliwy, w żonatym adiunkcie Wydziału Fil
                        > ozofii, piszącym pracę o postmodernizmie.
                        Pulpecja.
                        >
                        > W kontekście tego słowa Patrycji o problemie moralnym brzmią głupio, bo Natalia
                        > adoruje swój obiekt z daleka, niczym gwiazdę filmową, więc gdzie tu miejsce na
                        > problem moralny?

                        Dziękuję i posypuję głowę popiołem. Osobę adiunkta totalnie wyparłam z pamięci. Jakoś mi ten Marian Stala przysłonił świat ;)
                        • briar_rose Re: 50 twarzy Natalii B. 02.12.22, 17:10
                          pi.asia napisała:

                          > Dziękuję i posypuję głowę popiołem. Osobę adiunkta totalnie wyparłam z pamięci.
                          > Jakoś mi ten Marian Stala przysłonił świat ;)

                          No wiesz?! Uważaj, bo będziesz miała prawdziwy dylemat moralny! :D
              • pi.asia Re: 50 twarzy Natalii B. 01.12.22, 10:22
                srebrny_lisek napisał(a):

                > No Pulpecja powiedziała do niej "Miałabyś prawdziwy dylemat moralny", czy jakoś
                > w ten deseń.

                Ten tekst zawsze mnie potwornie irytował. Bo zauroczenie Natalii doktorem Stalą na etapie "Pulpecji" (1992 rok) można porównać do, na przykład, mojego zauroczenia Paulem McCartneyem! Daleko, niedostępny (i to nie ze względu na stan cywilny), adoruje się go z daleka, głównie za jego działalność.

                - Wiem, w kim się kochasz - wyrwało się Patrycji i zaraz tego pożałowała, bo rumieniec Natalii pogłębił się tak gwałtownie, że aż biedaczce łzy w oczach stanęły.
                - Milcz - powiedziała zdławionym głosem. - Ja... w nikim się nie kocham.
                - Aha.
                - Nawet go nie widuję.
                - Rozumiem.
                - On... jest żonaty i ma synka. Ja przecież wiem... ja nawet z nim nie rozmawiam. I nie kocham się w nim, naprawdę. Ja tylko... lubię to, co on pisze.
                - To bardzo dobrze, że się w nim nie kochasz - powiedziała twardo Patrycja. - Bo gdybyś się w nim kochała, miałabyś straszny problem moralny. A tak to nie masz.
                - No... właśnie - odpowiedziała słabo Natalia. I zapłakała w róg poduszki.


                Nie widuje go, nie rozmawia z nim, i ma żadnych planów z nim związanych - gdzie tu miejsce na problemy moralne? Zresztą, czy samo zakochanie się w kimś żonatym jest aż tak naganne? Naganne może być wtedy, gdy za tych zakochaniem idą konkretne, niezbyt moralne zachowania.

                Ale, ale!

                Przypomnijmy sobie scenę zerwania z Tuniem (rok 1994). Natalia spotykała się z nim dwa czy trzy lata ("a tak na dobre to od pół roku"), on zawsze był osobą dominującą i kompletnie nie liczył się z jej zdaniem, a co spowodowało truskawkowy wybuch Nutrii? Tunio mówi:
                Jutro u mnie herbatka zapoznawcza. Mama przyjechała specjalnie, żeby poznać moją przyszłą małżonkę.

                ale jedno zdanie wcześniej padają słowa:
                Zignoruj doktora Stalę wraz z jego zamkiem i domkiem, bo nasze plany na jutro są inne.
                Śmiem podejrzewać, że iskrą powodującą wybuch Natalii był właśnie ten lekceważący stosunek Tunia do jej idola.

                A potem mamy "Córkę Robrojka" (1996) i z monologu Idy dowiadujemy się, że Nerwus zrobił Natalii awanturę, bo nie przyszła na jego koncert:
                - Zakład, że to przez doktora Stalę! - wrzeszczał. - Podobno był wczoraj w Poznaniu! - Jest to, Józinku, oczywiste głupstwo. Doktor Marian Stala był rzeczywiście w Poznaniu, w piątek, i miał istotnie spotkanie autorskie w teatrze Verbum i Natalia faktycznie wielbi go od lat, ale daję ci słowo, że ona tylko wręczyła mu kwiatki po spotkaniu. To, że poszli potem na kawę, nie miało żadnego związku z jej dalszym postępowaniem!

                Filip więc wie o zauroczeniu Natalii doktorem Stalą i jest o niego potwornie zazdrosny. Pomijając jego patologiczną osobowość, musiał to nazwisko słyszeć z ust Nutrii dość często.

                A dalej mamy takie oto stwierdzenie:

                Natalia zawsze miała skłonność do starszych od siebie, subtelnych intelektualistów - tyle, ze zazwyczaj ograniczała się do adoracji z bardzo daleka i cichutkich westchnień w zaciszu domowym. Tu jednakże dostrzegamy pewną odmianę zwykłego rytuału: są już kwiatki, jest kawa, jest ciepły autograf w książce doktora Stali

                Można powiedzieć, że znajomość się rozwija :)
                BTW - czy ktoś z Was zauważył tę skłonność Natalii do subtelnych intelektualistów? Ani Tunio, ani tym bardziej Nerwus subtelnością raczej nie grzeszyli, a Robrojka nie da się nazwać intelektualistą.
                Chyba że oni wszyscy przemijają, a dr Stala trwa.
                • przymrozki Re: 50 twarzy Natalii B. 01.12.22, 11:50
                  pi.asia napisała:

                  > Ten tekst zawsze mnie potwornie irytował. Bo zauroczenie Natalii doktorem Stalą
                  > na etapie "Pulpecji" (1992 rok) można porównać do, na przykład, mojego zaurocz
                  > enia Paulem McCartneyem! Daleko, niedostępny (i to nie ze względu na stan cywil
                  > ny), adoruje się go z daleka, głównie za jego działalność.

                  Widać Patrycja, być może najzupełniej bezpodstawnie, zakładała, że gdyby Natalia chciała nawiązać romans ze swoim obiektem westchnień, to wylądowałaby z nim wśród lunet w minuta osiem. Nie wiadomo, czy to pulpecia wiara w uwodzicielskie moce Nutrii, czy zawoalowana sugestia, że ładnej, młodej dziewczynie akurat ten żonaty wykładowca nie zwykł odmawiać.

                  > Można powiedzieć, że znajomość się rozwija :)

                  I to jest trochę dziwne. Bo MM tutaj jakby sugeruje, że może romans jest, może nie ma, ale tak całkiem bez powodu by ludzie nie gadali. Natalii to nie dotyka, bo biedaczka i tak nie ma na mieście najlepszej opinii, a poza tym nie istnieje, ale jej potencjalny kochanek jest postacią autentyczną. Być może nawet autentycznie żonatą.

                  > BTW - czy ktoś z Was zauważył tę skłonność Natalii do subtelnych intelektualist
                  > ów? Ani Tunio, ani tym bardziej Nerwus subtelnością raczej nie grzeszyli, a Rob
                  > rojka nie da się nazwać intelektualistą.
                  > Chyba że oni wszyscy przemijają, a dr Stala trwa.

                  Być może Ida piła do typu, do którego Natalia zwykła wzdychać, mimo że potem, jak przychodziło co do czego, wiązała się z narwańcami i przemocowcami. To by pasowało do płynności osobowości Natalii i mojej tezy, że ma ona jakieś zaburzone wzorce zachowań w kwestii nawiązywania relacji z ludźmi spoza klanu.
                  • jakgdyby.nigdynic Re: 50 twarzy Natalii B. 01.12.22, 18:33
                    przymrozki napisała:

                    >
                    > I to jest trochę dziwne. Bo MM tutaj jakby sugeruje, że może romans jest, może
                    > nie ma, ale tak całkiem bez powodu by ludzie nie gadali.

                    Nie MM, tylko Ida. Jest to monolog Idusi, jeden z wielu w CR, w którym jest ona konsekwentnie przedstawiana jako osoba lubiąca sobie co nieco wyolbrzymić.

                    • przymrozki Re: 50 twarzy Natalii B. 01.12.22, 19:20
                      jakgdyby.nigdynic napisała:

                      > Nie MM, tylko Ida. Jest to monolog Idusi, jeden z wielu w CR, w którym jest ona
                      > konsekwentnie przedstawiana jako osoba lubiąca sobie co nieco wyolbrzymić.

                      Ida, na tym etapie rozwoju swojej osobowości, miała niewyparzony język i była niedyskretna, zgoda, ale nie kłamała i nie oczerniała ludzi na podstawie swoich urojeń. Mogła być jedyną osobą w domu, która na głos wypominała Natalii kawę z żonatym idolem, ale samego faktu wspólnej kawy raczej by nie wymyśliła.

                • ciotka.scholastyka Re: 50 twarzy Natalii B. 02.12.22, 11:58
                  pi.asia napisała:


                  > Ten tekst zawsze mnie potwornie irytował. Bo zauroczenie Natalii doktorem Stalą
                  > na etapie "Pulpecji" (1992 rok) można porównać do, na przykład, mojego zaurocz
                  > enia Paulem McCartneyem! Daleko, niedostępny (i to nie ze względu na stan cywil
                  > ny), adoruje się go z daleka, głównie za jego działalność.
                  >
                  > [i]- Wiem, w kim się kochasz - wyrwało się Patrycji i zaraz tego pożałowała, bo
                  > rumieniec Natalii pogłębił się tak gwałtownie, że aż biedaczce łzy w oczach st
                  > anęły.
                  > - Milcz - powiedziała zdławionym głosem. - Ja... w nikim się nie kocham.
                  > - Aha.
                  > - Nawet go nie widuję.
                  > - Rozumiem.
                  > - On... jest żonaty i ma synka. Ja przecież wiem... ja nawet z nim nie rozmawia
                  > m. I nie kocham się w nim, naprawdę. Ja tylko... lubię to, co on pisze.

                  TO NIE JEST O MARIANIE STALI.
          • kocynder Re: 50 twarzy Natalii B. 01.12.22, 07:34
            Abstrahując od Nutrii, która była fajnym, niezbyt szczęśliwym dzieciakiem... Natalia nie jest cwaną gapą. Ona jest po prostu cwaniarą. Jeśli cokolwiek miałoby JEJ wadzić - zręcznie to omija, ignoruje, wmawia wszystkim, że ona taka mała, taka biedna, skrzywdzone kurczątko. Trzeba szykować imprezę? Natalia nie musi, bo ona "nie umie". Trzeba pomóc przy konkretnej robocie? Natalia nie, bo ona taka słabiutka, lękliwa... Natalia chce jechać na rok na Cypr? Jedzie i świetnie sobie radzi jako pilot wycieczek. Natalia chce żeglować? Patent sternika w kieszeni. Natalia chce jeździć na nartach? Szusuje jak mistrz kombinacji alpejskiej. Ta sama osoba? No sorry, ale jak ONA chce - to nie ma maślanych łap, nie jest słabiutką mimozą. Jak chce.
            I tak, doskonale widzę, że gdyby ona miała chęć to ani żona potencjalnego kochanka, ani jej mąż i dzieci nijak by jej nie zrobiły. Ba, ta cwaniarą (jak tytułowa Żabusia - nie Musierowicz tytuł!) umiałaby tak ustawić sprawę, że ona by wyszła "czysta" i niewiniątko, wrażliwa, skrzywdzona kobietka.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka