Dodaj do ulubionych

A gdyby tak Laura i Róża...

11.11.21, 14:45
A gdyby tak ich przygody miłosne potoczyły się zupełnie inaczej? Mam pomysł, jak by można uszczęśliwić je obie, ale najpierw szybka analiza.

Róża. Ślepo zakochana we Frycku, który najpierw był prześmiewczym prymusem, potem okazał się nie takim cyborgiem i nawet jego rodzina była fajna, a potem chyba uznał, że Pyza w jego rodzinie się nie sprawdza, więc nie zapraszał jej nigdy do siebie. Ponieważ jednak podobała mu się fizycznie, toteż nadal z nią chodził, no a potem sprawa niechcianej ciąży, American Dream, praca na stacji benzynowej i wielki powrót do dziewczyny, którą porzucił i do której od miesięcy się nie odzywał.
Dla tego osobnika Róża zostawiła:
1) Lucka, z którym nie za bardzo miała o czym rozmawiać, ale go lubiła
2) Wiktora, którego uważała za najprzystojniejszego, ale który był jej raczej obojętny
3) Darka, z którym znalazła nić porozumienia na tyle dużą, że w drodze do szkoły w dniu imienin chłopaka gadali jak najęci, a tematy się im nie kończyły - popołudnie popsuł im zaś prymus Schoppe. Moim zdaniem był to najlepszy kandydat dla niej.

Laura. Spontaniczna, narwana, od dziecka zainteresowana wszelkimi osobnikami płci przeciwnej - najpierw traktując ich jako tych od gry w makao, potem chodząc już z nimi na randki. Do szaleństwa zakochana była w równie energicznym i spontanicznym Wolfim, co poskutkowało planem spontanicznego jak oni sami ślubu. Świetnie się dogadywali, oboje byli charakterni, Wolfi tolerował i uwielbiał wszystkie jej wybryki. Jedyny minus kandydata: nieogarnięty kolega i brak miłości do poezji. Ale przecież nie są to takie wady, dla których się zrywa...
Potem Aaadammm - człowiek z tektury, złoty nicień, nieznający zastosowania wacików kosmetycznych i płynu micelarnego. Człowiek, który sprawił, że Laura straciła całkowicie swój charakter i przestała patrzeć na to, czy wygląda szałowo czy jak żyrafa w za małym kostiumiku.

Moja wymarzona koncepcja: Róża zachodzi w ciążę z prymusem Schoppe, ten wyjeżdża do USA. Nagle napatacza się adorator z przeszłości, Darek, który widząc Różę w stanie błogosławionym, ale jakąś taką smutną, postanawia jej pomóc. Nosi za nią zakupy, przynosi z biblioteki książki o macierzyństwie i kupuje tony śpioszków. Przyjaźń powoli przeradza się w miłość, wraca prymus Schoppe, ale Róża go odtrąca i wiąże się z Darkiem. Tymczasem Laura kontynuuje związek z Wolfim, w końcu razem mogą konie kraść - rusza z nim w podróż po Europie (wspólnie uzgodnioną) i żyją długo i szczęśliwie, czasem się kłócąc, ale zawsze się godząc.
Obserwuj wątek
    • bupu Re: A gdyby tak Laura i Róża... 11.11.21, 16:51
      patgardiner napisał(a):


      >
      > Laura. Spontaniczna, narwana, od dziecka zainteresowana wszelkimi osobnikami pł
      > ci przeciwnej - najpierw traktując ich jako tych od gry w makao, potem chodząc
      > już z nimi na randki. Do szaleństwa zakochana była w równie energicznym i spont
      > anicznym Wolfim, co poskutkowało planem spontanicznego jak oni sami ślubu. Świe
      > tnie się dogadywali, oboje byli charakterni, Wolfi tolerował i uwielbiał wszyst
      > kie jej wybryki. Jedyny minus kandydata: nieogarnięty kolega i brak miłości do
      > poezji. Ale przecież nie są to takie wady, dla których się zrywa...

      Ja tam widzę poważniejsze minusy, acz po stronie Larwy: galopująca niedojrzałość emocjonalna i egoizm. Laura się świetnie dogadywała z wolfim, o ile robił to, co chciała. Poza tym niestety ta faza zakochania, kiedy panienka tak ślicznie kopie stół, a panicz młody cudownie pluje, szybko mija. Wolfiemu też by minęła, razem z uwielbieniem dla fochów i chimer Larwy.

      > Potem Aaadammm - człowiek z tektury, złoty nicień, nieznający zastosowania waci
      > ków kosmetycznych i płynu micelarnego. Człowiek, który sprawił, że Laura straci
      > ła całkowicie swój charakter i przestała patrzeć na to, czy wygląda szałowo czy
      > jak żyrafa w za małym kostiumiku.

      <sarkazm> No co ty, dla Maszpana kiecki i makijaże są nieważne, to po co Laura miałaby o nie dbać? </sarkazm> Chyba właśnie dlatego Jadamm de Tektura został zaaprobowany przez Borejklan, że umiał zamienić niepokornego Tygrysa w modelową dziewoję borejczą, co to skromnie, bez makijażu, wypełnia swe ramiona czym trzeba. Niemniej jednak, jako się rzekło, faza ślicznego plucia zbyt długo nie trwa, a zakochanie nie zmienia trwale charakteru. W rzeczywistości Laura, krótko po ślubie, szału by zaczęła dostawać w tym szalecie miełości, a do niedawna cudowny Aaaaaaadaaaaammmmmmm okazałby się nudny i apodyktyczny. I Sarence by odrosły kły, pazury i pręgi na grzbiecie.


      > Moja wymarzona koncepcja: Róża zachodzi w ciążę z prymusem Schoppe, ten wyjeżdż
      > a do USA. Nagle napatacza się adorator z przeszłości, Darek, który widząc Różę
      > w stanie błogosławionym, ale jakąś taką smutną, postanawia jej pomóc. Nosi za n
      > ią zakupy, przynosi z biblioteki książki o macierzyństwie i kupuje tony śpioszk
      > ów. Przyjaźń powoli przeradza się w miłość, wraca prymus Schoppe, ale Róża go o
      > dtrąca i wiąże się z Darkiem.

      Pyza musiałaby być napisana zupełnie inaczej, żeby to się mogło zdarzyć. Bo związanie się z Lelujką, czy posłanie Fryca w diabły, to są decyzje, a ten kisiel z grzywką jest kompletnie niezdolny do samodzielnego podejmowania takowych. Gdyby rodzina wepchnęła jej Adriana jako męża, w zastępstwie Fryca który zwiał, to tak, taki wariant bym widziała. Ale Pyza, która decyduje samodzielnie o czymś ważniejszym niz które śpioszki przeprasować? Nie widze tego zupełnie.
    • blada_twarz3 Re: A gdyby tak Laura i Róża... 11.11.21, 19:33
      Jak myślę o Laurze to jakoś nie pasuje mi ona do kogoś, kto wiąże się z kimś na długie lata i zakłada rodzinę. Widzę ją bardziej jako taką niezależną artystkę, bardziej celebrytkę, która chce być przez wszystkich podziwiana, chce, by o niej mówiono, by była ciągle na topie, która nie stroni od skandali i od przelotnych romansów. Wiązałaby się z mężczyznami bardziej po to, by prawili jej komplementy, by mogła przy nich błyszczeć jeszcze bardziej, by czuć się najlepszą i najpiękniejszą. Byłaby po prostu taką wolną duszą, kimś, kto nie przywiązuje większej wagi do niczego poza sobą.
      Co do Róży, dla mnie jest ta bezbarwna, że w sumie widzę tu tylko jeden model: mąż, dzieci i prasowanie śpioszków, dodatkowo całkowite uzależnienie od matki i reszty rodzinki i usługiwanie im wszystkim. Istna Gaba.
    • jontrew Re: A gdyby tak Laura i Róża... 11.11.21, 19:59
      Ja też nie widziałabym Laury w żadnym stałym związku. Zaraz po fazie różowej i pluszowej i ona by się znudziła nim i on nią. Raczej widziałabym ją jako poszukiwaczkę "tego jedynego", którego nigdy by nie znalazła, co by nie przeszkadzało w miłych łowach. Potem miodowy miesiąc, narastająca frustracja, zerwanie i znów od nowa.
      A Róża pasuje mi do Cyberfryca. Taki kat i ofiara, zmieniający się rolami od czasu do czasu, którzy nie mogą ze sobą ani bez siebie żyć. Ewentualnie widziałabym ją z jakimś Grzędronem, co to siedzi grzecznie w szafie i wychodzi tylko na zmywanie i nie przeszkadza jej w byciu Gabą II. Róża jest w moim odczuciu, tak samo jak Gaba, przede wszystkim córką i mogłaby być równie dobrze bez pary. Parzyłaby herbatę i zajmowała się seniorami, matką i ciotkami, coraz liczniejsza armią dzieci oraz pracowałby na część etatu np. w bibliotece (u matki na wydziale, albo na etacie po dziadku) albo w świetlicy albo w przedszkolu.
    • przymrozki Re: A gdyby tak Laura i Róża... 11.11.21, 20:26
      Związek Róży z Adrianem miałby więcej sensu i, mam wrażenie, że przez moment czytelnikowi dawano nadzieję na taki obrót spraw (smutna Róża na weselu Natalii wystawiona przez nieczułego kujona wydawała mi się zapowiedzią rychłego otrzeźwienia Pyzy z zaczadzenia cyborgiem).

      A co do Laury. Gabriela wyraźnie wyjaśniła, że Wolfi się nie nadawał, bo Tygrysowi potrzeba ujarzmienia i podporządkowania a nie partnera (nawiasem mówiąc, wszyscy wiemy, jak swojemu panu mężowi podporządkowała się sama Gabriela, hehe). I to wbrew pozorom miałoby trochę sensu, o ile nie zakończyłoby się happy endem i cudowną przemianą tygrysa w sarnę. Laura wygląda na osobę właśnie tak zaburzoną, żeby wyjść za tyrana z tęsknoty z ojcem, a potem, bardzo szybko, zacząć żałować i uciec z powrotem na wolność. Bo wierzę w długotrwały, obustronnie satysfakcjonujący związek niedojrzałej, uległej, zewnątrzsterownej mimozy (jak Róża) i wierzę w udany związek narwanej, egocentrycznej królowej dram (jak Aniela), ale nie wierzę w udane życie miłosne Laury, która chce oba te typy związków naraz.
    • rose-burton Re: A gdyby tak Laura i Róża... 12.11.21, 02:34
      Róża jest zbyt mdła, żebym widziała ją w jakimś konkretnym scenariuszu romantycznym. Chyba że autorka FAKTYCZNIE, poza deklaracjami, zdecydowałaby się ukazać jakąś jej przemianę, niezależność i Róża olałaby Fryca i zaczęła pracować w sławetnej budce z kurczakami, później ewentualnie znalazła jakiegoś sympatycznego partnera, Lelujkę lub nie.

      Nie widzę Laury z Wofim na dłuższą metę, to był jednak nastoletni związek głównie oparty na feromonach. Był tu kiedyś ff o Laurze z Nerwusem i to dobry pomysł, ale MM nigdy by czegoś takiego nie napisała. :) Widzę Tygrysa raczej jako egocentryczkę wikłającą się w niezdrowe relacje z mężczyznami, desperacko łaknącą uwagi, próbującą zastąpić brak ojca.

      Lekki offtop, ale widząc tytuł, myślałam że post jest o relacji Laury i Róży – a ostatnio zastanawiałam się, jak lepszą ksiażką mógłby być TiR gdyby, tak jak sugeruje tytuł, faktycznie był o relacji dziewczynek i ich zbliżeniu się do siebie po zniknięciu Tygrysa czy przy powracającym temacie ojca.
      • bupu Re: A gdyby tak Laura i Róża... 12.11.21, 09:29
        rose-burton napisał(a):


        > Lekki offtop, ale widząc tytuł, myślałam że post jest o relacji Laury i Róży –
        > a ostatnio zastanawiałam się, jak lepszą ksiażką mógłby być TiR gdyby, tak jak
        > sugeruje tytuł, faktycznie był o relacji dziewczynek i ich zbliżeniu się do sie
        > bie po zniknięciu Tygrysa czy przy powracającym temacie ojca.


        Najpierw musiałyby jakąś relację mieć. A nie mają, jako i reszta klanu. Paradoksalnie dosyć, autorka, opiewając wyższość więzi rodzinnych nad wszystkim innym, od dłuższego czasu opisuje rodzinę, w której prawdziwych więzi w zasadzie brak. Członkowie klanu bowiem żyją obok siebie, każdy zamknięty we własnym bąbelku i zainteresowany wyłącznie sobą. I co mi z tego, że siadywują wspólnie przy stole, skoro zamiast rozmawiać ze sobą, miotają tylko cytatami i ględzą?

        Pamiętacie Mamę Żakową, cieszącą się z całego serca osiągnięciami fizyki jądrowej, bo lubiła dzielić z małżonkiem radość? No to u Borejków tego nie ma. Żadnego Gaba co tam na uczelni, Grzesiu jak tam projekt naukowy, dlaczego nie ma Marka i kogo znowu kroi, dzieci co w szkole, Floruś, podobno kupiliście nowe konie na dopłaty, Ignasiu o czym teraz krecisz film... No nie ma normalnej, ludzkiej rozmowy z innymi.

        Nie ma też troski o innych, no chyba że trzeba Gabuchnie ojojać. Nikt się nie martwi zerwanym dachem u Patrycji, ba, nikt z siedzących jej na głowie ukochanych krewnych nie rwie się by jej pomóc, czy w gospodarstwie, czy finansowo, nikt, z dr brrr Idą Pałys na czele nie zauwaza, że mdlejąca artystka Stryba Agnieszka nie chodzi do lekarza... Ba, własny mąż artystki tego nie zauważa, teściowa, dzieląca z nią mieszkanie, bastion troski podobno, też nic nie widzi. Oni po prostu mają się wzajem w odwlokach, inaczej tego wyjaśnić nie potrafię.
        • rose-burton Re: A gdyby tak Laura i Róża... 12.11.21, 23:29
          Małe Pyziakówny jakąś relację mają, chociaż toksyczna i polegającą na wykorzystywaniu Pyzy przez Laurę. Ale spędzają ze sobą czas (Pyza po zniknięciu Laury stwierdza, że ich oddalenie się od siebie to coś nowego). W TiR Róża mogła wreszcie postawić się Tygrysowi, a Larwa zacząć patrzeć na nią z szacunkiem. Lub mogły wspólnie przepracować temat ojca, tym bardziej interesująco, że mają do niego zupełnie różne podejścia.
          • tt-tka Re: A gdyby tak Laura i Róża... 15.11.21, 17:19
            Imo w TiR Roza nie stawia sie tygrysowi, tylko zlewa tygrysa (mala litera, bo na temat tej rzekomej tygrysowatosci Larwy pisalam wiele razy i zawsze to samo - to kreacja, i to bardziej rodziny niz jej samej, a nie charakter), a i to tylko dlatego, ze jest Fryc, czyli ma kogos, kto jej poswieca swoja uwage. Co prawda tylko dwa razy na tydzien przez dwie godziny, ale za to bez postulatow pod jej adresem.
              • rose-burton Re: A gdyby tak Laura i Róża... 16.11.21, 00:11
                Pewnie, miałam na myśli, że gdyby TiR bardziej przypominało starą Jeżycjadę niż Neo i opisywało konkretną progresję postaci, Róża mogłaby stać się bardziej niezależna i tym samym wzbudzić szacunek Laury. W książce, którą mamy, ich relacji praktycznie nie ma poza zdawkowymi zdaniami, a o ile wokół Tygrysa kręci się większość fabuły, Róża robi jedynie za kupidyna w żenującym wątku Robroja i Nutrii, z nią samą nic się nie dzieje.
                Pojednanie sióstr po latach to też fajna opcja, niestety obie zostały zredukowane do wypełnionych ramion.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka