Dodaj do ulubionych

Co wolno wojewodzie...

20.01.22, 20:33
...to nie tobie, smrodzie. Czyli podwójne standardy w Jeżycjadzie.

Babi beszta Józinka, gdy ten, przepraszając, mówi "sorry". Bo co by było, gdyby dziadek usłyszał, że wnuczę wtrąca angielskie słówka.
A Ygnacowi wolno powiedzieć "o, pardon". Może dlatego, że to słówko francuskie. Ale chyba raczej dlatego, że to dziadek. A dziadkowi wolno.

Wrzucajcie inne przykłady.
Obserwuj wątek
    • haszyszymora Re: Co wolno wojewodzie... 20.01.22, 21:16
      Tamara i Waldemar, nowobogackie dzieci, które dostały komputer - och, jakie antypatyczne, co za fatalna rodzina!
      Ignaś w wieku lat sześciu dostaje swój (!!!) komputer - ukochany mały geniusz.


      Rozkosznie pulchna Pulpecja i tłusta Magda/Iza/Rubaszna z plecakiem.

      Róża zaręczająca się na drugiej randce jest romantyczna, Laura zaręczająca się po dwóch miesiącach to idiotka.

      Czerwona szminka Feli jest odstręczająca, Nutrii zmysłowa.

      Dresy bijące się na Kaponierze to patologia, Józwa bijący Ignasia jest taki męski.
    • tt-tka Re: Co wolno wojewodzie... 20.01.22, 21:41
      Gizela jest matka, ktora nie ma nic do powiedzenia, traktowana jest z buta, a koniec koncow okazuje wiele taktu usuwajac sie z zycia corki i jej rodziny.

      pani Borejko jest wyrocznia dla wszystkich swoich corek, zieciow i wnukow, z prawem do stosowania rekoczynow wlacznie.
    • bupu Re: Co wolno wojewodzie... 20.01.22, 22:04
      Grzendron, który wyjeżdża na stypendium zagraniczne, zostawiając ciężko chorą żonę z niemowlęciem (czy on bodaj raz zadzwonił przez te trzy dni NiN?), to mąż wzorowy i kochający. Tombakowy Maciuś, który wyjeżdża za granicę, zostawiając w domu żonę w zaawansowanej ciąży, z dzieckiem i dziadkiem zawałowcem pod opieką, a wszystko to na czwartym piętrze bez windy, jest mężem wspaniałym i podziwu godnym. Fryderyk wyjeżdżający służbowo i zostawiający małżonkę zdrową jak krowa zarodowa, w pełni sił i środków, z nieźle podrośniętymi dziećmi pod opieką i rodziną przylatującą na każde skinienie? Fuja, fubrawiec i krwawy barbus.
    • bupu Re: Co wolno wojewodzie... 20.01.22, 22:12
      Oraz jeszcze Tunio, który dyryguje wybranką to łajza, zasługująca na bombardowanie truskawkami. Maszpan, czyniący toż samo - supermen, najwyższej miłości klanu godzien.

      Pani Kopcowa nadająca dzieciom swym wymyślne imiona? Plebejski prymityw. Borejkowie? Kwiat inteligencji i wyrafinowania.

      Opowiadająca niewinne dziecięce łgarstewka Laura? Uuuuu, pyziacze nasienie, egzorcyzmować! Józwa, łgający jak z nut, że kuzyn się wywrócił z krzesłem na białku? Taki prawy i rycerski chłopiec!
    • tt-tka Re: Co wolno wojewodzie... 21.01.22, 01:41
      tak jeszcze ... nie bardzo wiem, jak zakwalifikowac - Ignas ratujacy tonacego Jozwe jest ok, podobnie jak Ignas wymachujacy klodka na szaliku z samczym rykiem... jakos mi sie te dowody jego meskosci nie daja porownac, a chwalone sa oba...

      oraz - Ignas pod pantoflem Agi jest smieszny, Jozwa pod pantoflem Deroty ma byc chyba wzruszajacy i zachwycajacy, Milicja nominalnie podporzadkowana Ygnacowi stanowi wzor malzonki i kobiecego taktu

      Fryc, o korego pracy zona nic nie wie jest fuja, Milicja, o ktorej pracy maz nic nie wie jest uosobieniem skromnosci i milosci malzenskiej :P
    • przymrozki Re: Co wolno wojewodzie... 21.01.22, 09:03
      Kiedy nastoletniej Idzie wypominano szczupłość, to było to brzydkie, płytkie, krzywdzące i uderzające w kruche poczucie własnej wartości dorastającej panienki. Ale Ida robiąca uwagi o wadze Magdy i Nory była oryginalna, dowcipna i kierowała nią troska.

      Gizela dając klapsa panience Mili przekroczyła granice i musiała przepraszać. Mila zostawiała na pośladkach wnuków bolesne ślady swych sękatych dłoni, za co wnuki były jej wdzięczne i za co ją szanowały.

      • pi.asia Re: Co wolno wojewodzie... 21.01.22, 17:24
        Bracia Lelujkowie, uprowadzający Różę bezpośrednio ze szkoły do swego mieszkania (po wcześniejszym uzgodnieniu i zaproszeniu jej na imieninowy obiad) wywołują w niej niejasną irytację.

        Fryderyk, uprowadzający Różę bezpośrednio ze szkoły wprost na wielopokoleniową imprezę (bez żadnego uzgodnienia i uprzedzenia) budzi w niej zachwyt.
        • tt-tka Re: Co wolno wojewodzie... 21.01.22, 17:49
          A to ostatnie to akurat zrozumiale... chyba mowa o podwojnych standardach wywolujacych nasze, a nie postaci, obiekcje
          • tt-tka Re: Co wolno wojewodzie... 21.01.22, 18:28
            oraz Lelujkowie zapraszali Roze na popoludnie, a nie na obiad i zmiane uzgodnili z babcia, a nie z dziewczyna, tam Roza byla niezadowolona wlasnie z tego, ze ja zmuszono do rezygnacji z jej wlasnego dietettycznego posilku - a Fryc, zamiast ja tuczyc, na rower wsadzil, plus atrakcje w stogu, co tu w pgole porownywac !
            • przymrozki Re: Co wolno wojewodzie... 21.01.22, 21:17
              tt-tka napisała:

              > oraz Lelujkowie zapraszali Roze na popoludnie, a nie na obiad i zmiane uzgodnil
              > i z babcia, a nie z dziewczyna, tam Roza byla niezadowolona wlasnie z tego, ze
              > ja zmuszono do rezygnacji z jej wlasnego dietettycznego posilku - a Fryc, zamia
              > st ja tuczyc, na rower wsadzil, plus atrakcje w stogu, co tu w pgole porownywac
              > !

              Poza tym tutaj sytuacje nie są porównywalne - z punktu widzenia osoby podrywanej konkury konkurenta miłego sercu to jest zupełnie coś innego niż konkury konkurenta sercu niemiłego. To jasne, że te pierwsze rozanielają, a drugie irytują, męczą lub nudzą.

              Tak samo było np. z kwiatami, które Mila dostała od Ignacego i Zmysława. Pierwszy wiecheć wybranka traktowała jako ten skarb i pośmiertnie zasuszyła na pamiątkę, a drugi umarł sobie w zapomnieniu.
              • pi.asia Re: Co wolno wojewodzie... 23.01.22, 19:48
                przymrozki napisała:


                >
                > Poza tym tutaj sytuacje nie są porównywalne - z punktu widzenia osoby podrywane
                > j konkury konkurenta miłego sercu to jest zupełnie coś innego niż konkury konku
                > renta sercu niemiłego. To jasne, że te pierwsze rozanielają, a drugie irytują,
                > męczą lub nudzą.

                No, w czasie, gdy Lelujkowie po kolei zapraszali Różę (zwłaszcza na pierwsze imieniny), absolutnie nie byli jej niemili, wręcz przeciwnie.
                Niemiły był wtedy Fryc, który - jak sądziła - traktował ją z pogardą i wyższością.

                - A, zmieniliśmy plany - oświadczył Wiktor. - Zapraszamy cię na obiad do nas. Mama obiecała, że
                przejdzie samą siebie.
                Konsternacja. Pyza za nic w świecie nie przyznałaby się nikomu, a już zwłaszcza chłopakom, że
                narzuciła sobie dietę odchudzającą, i to tak rygorystyczną, iż sama myśl o tłustym kotlecie schabowym
                przyprawiała ją o dreszcz zgrozy.


                Tak, myśl o tłustym kotlecie przyprawiała ją o dreszcz, co nie przeszkadzało jej pożerać z apetytem pyszności ugotowanych przez panią Lelujkową.
                A dwa dni później objadać się tuczącymi daniami w dworze w Koszutach.

                - Przecież na mnie czekają w domu - powiedziała wreszcie.
                Dwa dni później nic jej to nie obchodziło. A czekali nie tylko rodzice i dziadkowie, ale także cała rodzina, przybyła na jej imieniny. Konsekwencjo, tyś jest piękną cechą.

                Dodam, w pierwszym przypadku rodzina Róży została UPRZEDZONA o tym, że Różyczka na obiad nie przybędzie. W drugim - nawet sama solenizantka nie pomyślała o zawiadomieniu rodziny.

                A w ogóle irytacja Róży dotyczyła głównie tego, że bracia wyautowali Laurę: To o to chodziło! - Róża dopiero teraz przeniknęła ich intrygę. Spławili w ten sposób Laurę; nie chcieli jej. Cóż, w zasadzie mieli prawo... a ona nie bardzo mogła im Tygrysa narzucać, skoro sama została zaproszona do ich domu. Ale było to raczej nieładnie z ich strony.
    • bupu Re: Co wolno wojewodzie... 24.01.22, 12:51
      Aaa, jeszcze doktor Ida, łykająca pierogi in toto, wcinająca boczki i tłuste jajecznice w Rumiankowie oraz kaloryczne frykasy u Pulpy, a jednak prawiąca innym kazania o zdrowym żywieniu.
      • kocynder Re: Co wolno wojewodzie... 24.01.22, 19:48
        Nie wiem czy tez by pasowała, zwłaszcza, że nie pamiętam w którym tomie, ale ta pani "doktor" (cudzysłów nieprzypadkowy - odmawiam traktowania jako lekarza kretynki podającej komukolwiek barbiturany, bez wiedzy faszerowanego!) z manią mycia rak i higieny niosła bagietkę (pieczywo!) niczym nie osłonięte tylko wetknięte pod pachę? Albo mi się wydaje...
        • bupu Re: Co wolno wojewodzie... 24.01.22, 23:13
          kocynder napisała:

          > Nie wiem czy tez by pasowała, zwłaszcza, że nie pamiętam w którym tomie, ale ta
          > pani "doktor" (cudzysłów nieprzypadkowy - odmawiam traktowania jako lekarza kr
          > etynki podającej komukolwiek barbiturany, bez wiedzy faszerowanego!) z manią my
          > cia rak i higieny niosła bagietkę (pieczywo!) niczym nie osłonięte tylko wetkni
          > ęte pod pachę? Albo mi się wydaje...

          Nosiła. I pasuje to tutaj jak ulał, bo przecież w Sprężynie bodaj sztorcowała Magdusię za żarcie chipsów brudnymi rękami. Jakby noszenie bagietki pod pachą było bardziej higieniczne. Notabene w Makabrusi taż sama osoba jednym tchem żądała dla siebie kopiastego talerza żarcia i wygłaszała pod adresem Magdy pouczenia o błogosławionym luziku w pasie i nie najadaniu się do syta celem utrzymania smukłej sylwetki. Podwójny standard jak złoto.
          • piotr7777 Re: Co wolno wojewodzie... 25.01.22, 08:05
            Tyle do końca nie jest to dobry przykład
            Większość sytuacji polega na nierównym ale i nieuświadomionym przez autorkę tratkowaniu postaci. Tu jak sądzę Ida ze swoimi fobiami żywieniowymi jest z założnia postacią komiczną a ta scena w założeniu ma być zabawna, fakt, nie jest, ale to inna kwestia.
            Ale już np. sytuacja, w której pięcioletni Ignaś ma własny komputer a jego nastoletnie siostry nie. Tu, jak sądzę autorka uznała, że a) Ignaś jest postrzegany przez rodzinę jako geniuszem, b) jego ojciec zapalonym informatykiem a c) dziewczynom wystarczy okazyjne korzystanie z komputera matki (bo w tamtych czasach komputer jako pomoc naukowa nie był jeszcze tak oczywisty). I nie powiązała ze sobą tych kwestii.
            • piotr7777 Re: Co wolno wojewodzie... 25.01.22, 08:12
              A i jeszcze jedno.
              W trzymanie luzem bagietki pod pachą nie wierzę, już jakieś 20 lat pieczywa nie sprzedaje się luzem a kupujący zawsze dostaje w plastikowym worku, reklamówce, zawinięte w papier. Chyba, że Ida zrobiła się głodna i postanowiła oskubać bagietkę po drodze.
              Tak jak nie wierzę w wyrzucenie telewizora na śmietnik, bo sprzęt audiowizulany należy do kategorii elektrośmieci i podlega szczególnej procedurze. Tak samo jak np. nie można padłych zwierząt zakopywać w ogrodzie. Choć, ok, tu autorka mogła nie wiedzieć. .
              • ciotka.scholastyka Re: Co wolno wojewodzie... 25.01.22, 09:42
                piotr7777 napisał:


                > Tak jak nie wierzę w wyrzucenie telewizora na śmietnik, bo sprzęt audiowizulan
                > y należy do kategorii elektrośmieci i podlega szczególnej procedurze.
                To mogła być przenośnia.

                > Tak samo
                > jak np. nie można padłych zwierząt zakopywać w ogrodzie. Choć, ok, tu autorka m
                > ogła nie wiedzieć. .

                Nie można, a ludzie i tak to robią ze swoimi pupilami, które odeszły.
              • kocynder Re: Co wolno wojewodzie... 25.01.22, 21:49
                Ekhem... Że tak sobie pozwolę... Wąteczek "co wolno wojewodzie..." więc rzucę drobnym cytacikiem. Na moje stwierdzenie, iż nie przyjmuję do wiadomości Janusza jako klopsowatego pijaka i złodzieja - cóż Piotr napisał? Ano otóż "jeśli autorka coś napisała to negacja jest bezcelowa". Tymczasem gdy autorka napisała, że Ida niosła bagietkę pod pachą bez papierowej torby, foliówki i czegokolwiek innego - co piotr napisał? Ano - NIESPODZIANKA! "W trzymanie luzem bagietki pod pachą nie wierzę". Ano to niechby sobie piotr sam odpowiedział, że jeśli autorka coś napisała - to negowanie tego jest bezcelowe! Tak samo jak piotr nie wierzy, w wyrzucenie telewizora na śmietnik - no możliwe, piotr może nie wierzyć, ale autorka TO właśnie napisała. Że Borejkowie telewizor wynieśli na śmietnik. Ergo - jak ktoś nie wierzy w to co autorka napisała jest bezcelowym i bezsensownym, a jak piotr nie wierzy - jest uzasadnione i zrozumiałe? Fajnie, że padło akurat w wątku o podwójnych standardach... :D
                • piotr7777 Re: Co wolno wojewodzie... 27.01.22, 18:13
                  1. Autorka nie niapisała, że Ida taszczyła bagietkę pod pachą. Tylko tak wynika z rysunku, forumowiczki uznały, że taszczyla ją luzem bez żadnej warstwy ochronnej a ja - świadomy praktyki handlowej w to wątpię. Gdyby np. rysunek pokazywał Idę z filiżanką herbaty uznałbym, że jest to herbata z torebki a nie z fusów, bo te ostatnie są dziś raczej w zaniku.
                  2. Autorka nie napisała : "Borejkowie wyrzucili telewizor na śmietnik", tak powiedziałbym Ignacy a ja w tym zdaniu dostrzegam pewien element bluffu. W filmie państwa Rose bohaterka, chcąc sprowokować męża, mówi, że właśnie zjadł swojego ukochanego psa, choć pies w tym momencie ma się dobrze. Ale tu faktycznie zakładając, że MM na pewno potępia wywożenie śmieci do lasu, ale ich segregację uważa pewnie za fanaberię, może podałem inny powód.
                  • bupu Re: Co wolno wojewodzie... 27.01.22, 19:31
                    piotr7777 napisał:

                    > 1. Autorka nie niapisała, że Ida taszczyła bagietkę pod pachą. Tylko tak wynika
                    > z rysunku, forumowiczki uznały, że taszczyla ją luzem bez żadnej warstwy ochro
                    > nnej a ja - świadomy praktyki handlowej w to wątpię. Gdyby np. rysunek pokazywa
                    > ł Idę z filiżanką herbaty uznałbym, że jest to herbata z torebki a nie z fusów,
                    > bo te ostatnie są dziś raczej w zaniku.

                    Rysunek jednak ukazuje Idę z dwiema nieopakowanymi bagietkami wetkniętymi pod pachę. Tu nie ma nic do uznawania ani interpretowania, bagietka bez opakowania pozostaje bagietką bez opakowania.


                    > 2. Autorka nie napisała : "Borejkowie wyrzucili telewizor na śmietnik", tak pow
                    > iedziałbym Ignacy a ja w tym zdaniu dostrzegam pewien element bluffu.

                    A opierasz ten wniosek na...?
                    • kocynder Re: Co wolno wojewodzie... 27.01.22, 20:18
                      Na tym, że jak ktoś nie wierzy, w to co autorka napisała - to jest bezzasadne, a jak Piotr - to jest logiczne. Piotr (zdaje się) zapomniał, że jeśli nawet autorka nie napisała - to NARYSOWAŁA. Sama jest wszak ilustratorką swoich książek. I tak, narysowała bagietki bez siatki, torby papierowej, jakiejś innej "osłony".
                      Autorka ustami Ignacego oznajmiła, że telewizor wyrzucili na śmietnik. Kropka. Ignacy nie bluffował (niby czemu miałby to robić?). No, ale Piotr widzi w tym bluff i już. A jak my nie widzimy logiki w tym co autorka pisze - to jesteśmy bezzasadne negatorki. I to by było na tyle w kwestii podwójnych standardów.
                      • kloi0505 Re: Co wolno wojewodzie... 28.01.22, 06:46
                        <Autorka ustami Ignacego oznajmiła, że telewizor wyrzucili na śmietnik.>

                        Ja to odbieram jako przenośnię. Zresztą elektrośmieci też są zapewne składowane na jakimś elektrośmietniku przynajmniej na jakiś czas. No chyba, że autorka napisała, że na śmietnik pod kamienicą (nie pamiętam).
                        • tt-tka Re: Co wolno wojewodzie... 28.01.22, 10:56
                          kloi0505 napisał(a):

                          > <Autorka ustami Ignacego oznajmiła, że telewizor wyrzucili na śmietnik.>
                          > ;
                          >
                          > Ja to odbieram jako przenośnię. Zresztą elektrośmieci też są zapewne składowane
                          > na jakimś elektrośmietniku przynajmniej na jakiś czas.

                          Juz widze, jak Ygnac fatyguje sie na elektrosmietnik :P, on pewnie nawet nie slyszal o czyms takim jak segregowanie smieci. Marek Aureliusz nie segregowal !
                          a jesli kazal to zrobic ktoremus wnukowi, to wnuk takze nie pofatygowal sie dalej niz pod dom. Oni fatygi nie lubia, a dobro spoleczne jest pojeciem najdoskonalej im nieznanym.
                          • bupu Re: Co wolno wojewodzie... 28.01.22, 12:36
                            tt-tka napisała:

                            > kloi0505 napisał(a):
                            >
                            > > <Autorka ustami Ignacego oznajmiła, że telewizor wyrzucili na śmietni
                            > k.>
                            > > ;
                            > >
                            > > Ja to odbieram jako przenośnię. Zresztą elektrośmieci też są zapewne skła
                            > dowane
                            > > na jakimś elektrośmietniku przynajmniej na jakiś czas.
                            >
                            > Juz widze, jak Ygnac fatyguje sie na elektrosmietnik :P, on pewnie nawet nie sl
                            > yszal o czyms takim jak segregowanie smieci. Marek Aureliusz nie segregowal !
                            > a jesli kazal to zrobic ktoremus wnukowi, to wnuk takze nie pofatygowal sie dal
                            > ej niz pod dom. Oni fatygi nie lubia, a dobro spoleczne jest pojeciem najdoskon
                            > alej im nieznanym.

                            Jeśli mam być zupełnie szczerą, to już widzę, jak Ygnac fatyguje się wynoszeniem czegokolwiek na dowolny śmietnik, lub gdziekolwiek indziej. Ktokolwiek ten telewizor wyrzucił, z całą pewnością nie był to gleń Ignacy, wyrywny wyłącznie do wygłaszania tyrad, ale nie do jakichkolwiek prac domowych. Przypuszczam, że obarczono tym obowiązkiem Józwę, jeśli już.
                        • kocynder Re: Co wolno wojewodzie... 30.01.22, 17:58
                          A i owszem, możesz odbierać jako przenośnię. Kiedyś w jakiejś książce czołowa amantka rzuciła do swojego eks, który okazał się być szują (w przeciwieństwie, ofkors, do obecnego amanta) "Wszelkie uczucia do ciebie wymiotłam i wyniosłam na śmietnik!". Czy to znaczy, że że zmiotką po swoich emocjach ganiała? No, nie przecież!
                          Clou leży jednak w tym, że Piotr, już co najmniej kilkakrotnie na stwierdzenie różnych forumek, że nie wierzą w coś tam - nadymał się nader ostro i bulwersował, że skoro autorka coś napisała, to nie wolno tego podważać. Tymczasem... Autorka napisała, że Idą niosła bagietki. Narysowała. Bagietki pod pachą Udusi, bez torebki, bez czegokolwiek. I co? Ano Piotr nie wierzy, bo to nielogiczne. Autorka napisała, że Borejkowie wynieśli telewizor na śmietnik. I co? Ano Piotr nie wierzy, bo... Jego prawo, ale jednak moralnością Kalego cuchnie...
                          • przymrozki Re: Co wolno wojewodzie... 30.01.22, 18:47
                            kocynder napisała:

                            > A i owszem, możesz odbierać jako przenośnię. Kiedyś w jakiejś książce czołowa a
                            > mantka rzuciła do swojego eks, który okazał się być szują (w przeciwieństwie, o
                            > fkors, do obecnego amanta) "Wszelkie uczucia do ciebie wymiotłam i wyniosłam na
                            > śmietnik!". Czy to znaczy, że że zmiotką po swoich emocjach ganiała? No, nie p
                            > rzecież!

                            No dobra, ale jest powód, dla którego ktoś miałby mówić byłemu amantowi będącemu jednocześnie szują, że już go nie kocha. Może też przy tym użyć czytelnej metafory.

                            Ale po co Ignacy miałby mówić Pyziakowi, że telewizor jest na śmietniku, gdyby nie był na śmietniku. Możemy się co najwyżej zastanawiać, czy Ignacy nie użył skrótu myślowego i czy "telewizor jest na śmietniku" nie może być rozumiane jako "telewizor został przez nas wyrzucony jako śmieć" (wtedy mogłoby być i tak, że osoba faktycznie fizycznie wynosząca telewizor zaniosła go w miejsce przeznaczone do składowania elektrośmieci).
                            • kocynder Re: Co wolno wojewodzie... 30.01.22, 19:08
                              Otóż, jeśli odczytywać ów "śmietnik" jako przenośnię - to właśnie w tym sensie. Wyrzuciliśmy bo zbędny. I ów "śmietnik" to niejako synonim miejsca, gdzie się wyrzuca rzeczy zbędne (uczucia do szujowatego eksa, telewizor). Acz nadal nie zmienia to faktów, że MM swemu ręcami napisała o śmietniku. I o ile WSZYSCY na forum (w moich oczach) mogą dywagować czy to przenośnia, metafora czy też nieuzasadnione gadulstwo - o tyle Piotr, który niejednokrotnie pieklił się, że jak autorka coś napisała to tak jest i wara wszystkim a w tym wątku sam podważa, bo on nie wierzy bo to nie logiczne - jest takim tytułowym "wojewodą"...
                              • sayoasiel Re: Co wolno wojewodzie... 30.01.22, 22:52
                                kocynder napisała:

                                > Otóż, jeśli odczytywać ów "śmietnik" jako przenośnię - to właśnie w tym sensie.
                                > Wyrzuciliśmy bo zbędny. I ów "śmietnik" to niejako synonim miejsca, gdzie się
                                > wyrzuca rzeczy zbędne (uczucia do szujowatego eksa, telewizor). Acz nadal nie z
                                > mienia to faktów, że MM swemu ręcami napisała o śmietniku. I o ile WSZYSCY na f
                                > orum (w moich oczach) mogą dywagować czy to przenośnia, metafora czy też nieuza
                                > sadnione gadulstwo - o tyle Piotr, który niejednokrotnie pieklił się, że jak au
                                > torka coś napisała to tak jest i wara wszystkim a w tym wątku sam podważa, bo o
                                > n nie wierzy bo to nie logiczne - jest takim tytułowym "wojewodą"...
                                >

                                Ale dlaczego zaraz,że się pieklił, albo nadymał ? Piotr zawsze bardzo grzecznie pisze, mam często wrażenie, że właściwie tym się jego posty wyróżniają; są bez emocji.
                                • kocynder Re: Co wolno wojewodzie... 30.01.22, 23:22
                                  Być może twoim zdaniem wpisy typu "takie dywagacje są bez sensu", "skoro autorka coś napisała to nie ma jak podważać", "takie pomysły niczemu nie służą, bo autorka napisała inaczej" są grzeczne - ok, możesz tak uważać. Ale moim zdaniem po pierwsze nie są ani miłe, ani grzeczne, pomimo pozorów obiektywizmu, a po drugie jeśli ktoś niemal co chwilę poucza "to że nie wierzysz jest bezzasadne, bo autorka napisała to i to" po czym SAM pisze, że nie wierzy w coś tam, pomimo, że autorka TAK WŁAŚNIE napisała - jest hipokrytą. Bo jak wy nie wierzycie - to bezzasadne, głupie i bez sensu, bo autorka napisała inaczej a ona wie lepiej. A jak ja nie wierzę w to, co ta sama autorka napisała, to to jest mądre, logiczne i wręcz oczywiste.
                                • ciotka.scholastyka Re: Co wolno wojewodzie... 31.01.22, 09:55
                                  sayoasiel napisał(a):


                                  > Ale dlaczego zaraz,że się pieklił, albo nadymał ? Piotr zawsze bardzo grzecznie
                                  > pisze, mam często wrażenie, że właściwie tym się jego posty wyróżniają; są bez
                                  > emocji.

                                  O to, to. Spokoju i grzeczności od Piotra niektórzy wręcz mogliby się uczyć.
                  • fistasz Re: Co wolno wojewodzie... 27.01.22, 22:12
                    piotr7777 napisał:

                    > 1. Autorka nie niapisała, że Ida taszczyła bagietkę pod pachą. Tylko tak wynika
                    > z rysunku, forumowiczki uznały, że taszczyla ją luzem bez żadnej warstwy ochro
                    > nnej a ja - świadomy praktyki handlowej w to wątpię. Gdyby np. rysunek pokazywa
                    > ł Idę z filiżanką herbaty uznałbym, że jest to herbata z torebki a nie z fusów,


                    Herbaty liściaste nie są w zaniku, są w każdym sklepie w równie dużym wyborze co te w torebkach. Skoro jest podaż to jest popyt.
                    • kloi0505 Re: Co wolno wojewodzie... 28.01.22, 06:48
                      Herbaty liściaste mają się bardzo dobrze, co widać w sklepach (do wyboru, do koloru). Ja np. piję głównie takie. Herbatę z torebki piję tylko w pracy.
                  • przymrozki Re: Co wolno wojewodzie... 27.01.22, 22:54
                    piotr7777 napisał:

                    > 2. Autorka nie napisała : "Borejkowie wyrzucili telewizor na śmietnik", tak pow
                    > iedziałbym Ignacy a ja w tym zdaniu dostrzegam pewien element bluffu. W filmie
                    > państwa Rose bohaterka, chcąc sprowokować męża, mówi, że właśnie zjadł swojego
                    > ukochanego psa, choć pies w tym momencie ma się dobrze.

                    No ale w tym filmie, o ile mnie pamięć nie myli, pani Rose faktycznie bluffowała, a żywy pies był dobitnie pokazany w innym ujęciu. Poza tym widz, nawet przeciętnie uważny, był w stanie objąć rozumem, po co pani Rose wymyśliła ten bluff.

                    Ze sceną z telewizorem i Pyziakiem było inaczej. Zgoda, mogło być tak, że telewizor stał sobie grzeczniutko w drugim pokoju ustawiony na Paramount (czy co tam Ignacy oglądał w "Sprężynie"), a Ignacy skłamał, bo chciał sprowokować Pyziaka (do czego, swoją drogą, on go chciał w ten sposób sprowokować?), ale rozumując w ten sposób możemy też uznać, że w pokoju obok rozkładało się ciało Elki i Ignacy próbował odciągnąć uwagę Pyziaka od zapachu.
                  • tt-tka Re: Co wolno wojewodzie... 28.01.22, 01:23
                    piotr7777 napisał:

                    > 1. Autorka nie niapisała, że Ida taszczyła bagietkę pod pachą. Tylko tak wynika
                    > z rysunku, forumowiczki uznały, że taszczyla ją luzem bez żadnej warstwy ochro
                    > nnej a ja - świadomy praktyki handlowej w to wątpię.

                    Ja zas, zaopatrzeniowiec od lat, swietnie pamietam, jak w sklepie/stoisku z pieczywem po prostu bralo sie owo pieczywo i wrzucalo do wlasnej zakupowej torby - nie do papierowej sklepowej. Nie tak znowu dawno to bylo. W latach, gdy widzimy Ide z bagietkami pod pacha, bylo jak najbardziej. Ba, w samoobslugowym dzis jeszcze moge wziac bulke w reke, choc z koszyka z pieczywem musze ja wyciagnac szczypcami, niemniej nikt mi nie zabroni niesc pod pacha, bylebym zaplacila.


                    • ciotka.scholastyka Re: Co wolno wojewodzie... 31.01.22, 09:51
                      > w sklepie/stoisku z pieczywem po prostu bralo sie owo pieczywo i wrzucalo do wlasnej zakupowej torby -
                      > nie do papierowej sklepowej.

                      Toż i dzisiaj nikt ci nie każe wkładać go do torebki sklepowej. Masz wziąć bochenek przez papier (jako i dawniej bywało, pamiętam te kawałki szarego papieru w supersamie przy stoisku z pieczywem) albo przez foliowa rękawiczkę, a potem możesz go luzem wrzucić do koszyka. Papierowe i foliowe torebki w sklepie są, ale nie ma obowiązku ich używania. Tak samo zresztą, jak koszyki - chcesz, to nieś wszystko w rękach do kasy, twoja sprawa :)
                      • ciotka.scholastyka Re: Co wolno wojewodzie... 31.01.22, 09:53
                        PS. Widzę, że też to napisałaś, nie doczytałam.
            • bupu Re: Co wolno wojewodzie... 25.01.22, 13:53
              piotr7777 napisał:

              > Tyle do końca nie jest to dobry przykład
              > Większość sytuacji polega na nierównym ale i nieuświadomionym przez autorkę tra
              > tkowaniu postaci. Tu jak sądzę Ida ze swoimi fobiami żywieniowymi jest z założn
              > ia postacią komiczną a ta scena w założeniu ma być zabawna, fakt, nie jest, ale
              > to inna kwestia.

              Khem. No nie do końca jest jak mówisz. Bo oto nikt Idy nie hamuje, a Józef, notabene rąbiący pierogi jak maszyna, podśmiewa się złośliwie z Magdusi. Nie ze swojej matki. Więc owszem, tu jest podwójny standard, z tłustej Makdonaldusi można się nabijać, że za dużo żre, tudzież pouczać ją w tej kwestii, Borejkowie mogą żreć do wypęku.
              • piotr7777 Re: Co wolno wojewodzie... 25.01.22, 14:24
                Ale np. mamy wcześniejszą Spręzynę, gdzie Józef mówi, że przyjechał do ciotki Patrycji, bo stęsknił się za niezdrowym jedzeniem i to wywołuje ogólną wesołość jako przytyk do nioebecnej Idy. Inna sprawa, że wcale to zabawne nie jest, to znaczy byłoby, gdyby powiedziała tak sama Patrycja. .
                • tt-tka Re: Co wolno wojewodzie... 25.01.22, 14:32
                  Alez Jozwa, i sama Ida oraz pozostale jej dzieci stoluja sie u Borejkow, ktorzy gotuja tlusto, slodko i tradycyjnie. Za czym ten Jozwa sie tak stesknil, za pierogami z miesem czy makaronem w rosole ? przeciez ma to na co dzien !
                • bupu Re: Co wolno wojewodzie... 25.01.22, 16:27
                  piotr7777 napisał:

                  > Ale np. mamy wcześniejszą Spręzynę, gdzie Józef mówi, że przyjechał do ciotki P
                  > atrycji, bo stęsknił się za niezdrowym jedzeniem i to wywołuje ogólną wesołość
                  > jako przytyk do nioebecnej Idy. Inna sprawa, że wcale to zabawne nie jest, to z
                  > naczy byłoby, gdyby powiedziała tak sama Patrycja. .
                  >

                  Józef na co dzień jada u dziadków, a kuchnia Mili jest dokładnie tak samo niezdrowa i tłusta jak Patrycji. Co jednak jakoś Idzie snu z powiek nie spędza. I tu mamy następny podwójny standard: Rosół i pierogi (McD), kiełbaski i sałatka z majonezem (JT), tłusty bigos (też McD) serwowany u starych Borejków jest cacy i Ida okiem nie mrugnie. Frytki, serwowane przez Magdę? Zbrodnia, zbrodnia w ciemną noc. Na marginesie, Dorotka gotuje potwornie kalorycznie i absolutnie niezdrowo, co nie przeszkadza Idzie uznawać jej za synową stulecia i ósmy cud świata, ruda tam sobie tylko mamrocze coś na boku. Natomiast lubiąca frytki Magdusia jest w oczach Idy jakimś ociekającym olejem spożywczym potworem z piekła rodem. Bo lubi frytki.
                  • ako17 Re: Co wolno wojewodzie... 25.01.22, 22:35

                    > Bo lubi frytki.
                    >
                    >
                    >

                    Może dlatego, że frytki były z Maka, nie domowe?

                    Ale jak (chyba) usmażyła Magda Ziutkowi w domu u Idy, to nie posprzątała kuchni?
                    Może te warunki muszą jakoś występować łącznie?
                    • bupu Re: Co wolno wojewodzie... 25.01.22, 23:23
                      ako17 napisała:

                      >
                      > > Bo lubi frytki.
                      > >
                      > >
                      > >
                      >
                      > Może dlatego, że frytki były z Maka, nie domowe?
                      >
                      > Ale jak (chyba) usmażyła Magda Ziutkowi w domu u Idy, to nie posprzątała kuchni
                      > ?
                      > Może te warunki muszą jakoś występować łącznie?

                      Well...

                      Jeżeli zaś sprawczynią bałaganu była też Miss McDonaldusia, na co wskazywałaby spoczywająca na posadzce patelnia z zakrzepłymi resztkami oleju oraz pokrojonych ziemniaków -aaa! - to tym samym pannica wystawiła sobie jak najgorsze świadectwo! Jeżeli zaś dała Ziutkowi na kolację to tłuste paskudztwo, to należałoby się jej niezłe manto.

                      To niech mnie teraz ktoś wyjaśni, w czym smażona kiełbasa jest lepsza od frytek pod względem dietetycznym? Albo pełna majonezu sałatka? Najwyraźniej smażenina produkowana przez Nieborejków jest zła, natomiast ta borejcza albo przynajmniej rumiankowa jest cacy.
                      • przymrozki Re: Co wolno wojewodzie... 27.01.22, 22:34
                        bupu napisała:

                        > To niech mnie teraz ktoś wyjaśni, w czym smażona kiełbasa jest lepsza od frytek
                        > pod względem dietetycznym?

                        Ha, ja mam trudniejszą zagadkę. Czym się różnią takie domowe frytki od smażonych ziemniaków, które jada rodzina B. (mamy ze dwa widzenia ww. potrawy podczas posiłków bohaterów pozytywnych).






                        • ako17 Re: Co wolno wojewodzie... 27.01.22, 23:59
                          przymrozki napisała:

                          > bupu napisała:
                          >
                          > > To niech mnie teraz ktoś wyjaśni, w czym smażona kiełbasa jest lepsza od
                          > frytek
                          > > pod względem dietetycznym?
                          >
                          > Ha, ja mam trudniejszą zagadkę. Czym się różnią takie domowe frytki od smażonyc
                          > h ziemniaków, które jada rodzina B. (mamy ze dwa widzenia ww. potrawy podczas p
                          > osiłków bohaterów pozytywnych).
                          >
                          >
                          >
                          >
                          >
                          >

                          no i właśnie tego nie mogłam pojąć. Czemu dałam wyraz w sąsiednim wątku
                          • herbacianasaszetka Re: Co wolno wojewodzie... 28.01.22, 10:44
                            ako17 napisała:

                            > no i właśnie tego nie mogłam pojąć. Czemu dałam wyraz w sąsiednim wątku
                            >
                            >

                            A temu, że ziemniaczki są takie tradycyjne, staropolskie i domowe, a frytki to wymysł serwowany na szybko w knajpach, gdzie stołuje się bezczółkowa młodzież ze smartfonami. Domowe ziemniaczki zaś służą siedzeniu sobie razem w kuchni całą rodziną i rozmawianiu o tematach ambitnych.

                            Jak OwR w krzywym zwierciadle.
                            • bupu Re: Co wolno wojewodzie... 28.01.22, 12:50
                              herbacianasaszetka napisała:

                              > ako17 napisała:
                              >
                              > > no i właśnie tego nie mogłam pojąć. Czemu dałam wyraz w sąsiednim wątku
                              > >
                              > >
                              >
                              > A temu, że ziemniaczki są takie tradycyjne, staropolskie i domowe, a frytki to
                              > wymysł serwowany na szybko w knajpach, gdzie stołuje się bezczółkowa młodzież z
                              > e smartfonami. Domowe ziemniaczki zaś służą siedzeniu sobie razem w kuchni całą
                              > rodziną i rozmawianiu o tematach ambitnych.
                              >
                              > Jak OwR w krzywym zwierciadle.


                              A bo w ogóle jadanie poza domem zrobiło się w Borejsadze passe oraz be. Ostatnia wizyta w przybytku zbiorowego żywienia ma miejsce, o ile dobrze pomnę, w JT i kończy się gromkim escandalo, bo prymityw właściciel poprzycinał książki, służące za dekoracje. Od tego momentu noga żadnego z Borejków zdaje się w knajpie nie postała.

                              Co mnie poraża, to to jak szalenie Borejkowie stępieli na świat. Oni zwyczajnie nie są go ciekawi, zamknęli się hermetycznie we własnej puszce, a to, co na zewnątrz ich nie obchodzi. Kino? Tam same zberezieństwa serwują. Koncerty? Wystawy? Galerie? Muzea? Nope. Podróże? Najwyżej poślubne, potem należy siedzieć na tyłku i kisnąć w rodzinnym ciepełku. Nawet restauracje są be, kto by tam chciał nowych doznań kulinarnych.

                              Pamiętacie przyjęcie imieninowo-powitalne z "Imienin"? Do dziś nie mogę pojąć jakim cudem miłośnik antyku Ignacy Borejko nie uczepił się Nutrii jak pijawka, żądając relacji, zdjęć i czego tam jeszcze, z jej pobytu na Cyprze. Powtarzam, na CYPRZE, w miejscu, gdzie się nie można obrócić, żeby nie trafić na coś antycznego. Ale nie, Ignacy w ogóle Nutrii nie zauważa. Z czego wniosek mnie się nasunął, że Ignacy jest zainteresowany wyłącznie sobą samym, a ta cała antykofilia to tylko poza, coby wyglądać na mędrca. No i po Ygnacu poszło na resztę familii, też są zainteresowani wyłącznie sami sobą, a najbardziej wewnątrzklanowym rozmnażaniem, reszta świata zaś może uschnąć i odpaść.
    • bupu Re: Co wolno wojewodzie... 28.01.22, 21:56
      To jeszcze dorzucę: Gabie wolno szlochać, zawsze, wszędzie i nad byle duperelami, patrz Laury dowcip z różą wetkniętą śpiącej Idzie. Ale tylko Gabie, inna płacząca osoba jest natychmiast przywoływana do porządku (Róża w JT), określana lekceważącym mianem histeryczki, czy coś w ten deseń. A największym kuriozum z tej dziedziny jest zdecydowanie scena z Makabrusi, gdy Laura płacze po stracie ślubnej kiecki. No więc płacząca Laura udręcza własną matkę, podua i niedobra, nieważne, że to jej ślubną wypieszczoną kreację pomyłkowo uwieziono na drugi koniec Polski. Gaba, wychodząca, jak w dziewiętnastowiecznym melodramacie, z chusteczką przy oczach? A nie, ona może, jej wolno.
      • tt-tka Re: Co wolno wojewodzie... 30.01.22, 16:34
        Wolno plakac rzesiscie Milicji po pogrzebie Gizeli. Tolerowalne sa "lezki" w oczach Natalii. Ale fakt, wtedy ona jest w kuchni tylko z Bella i nie ma jej kto przywolywac do porzadku.
        • bupu Re: Co wolno wojewodzie... 31.01.22, 10:15
          tt-tka napisała:

          > Wolno plakac rzesiscie Milicji po pogrzebie Gizeli.

          Milicja naprawdę łkała jak rynna po pogrzebie Gizeli? Tej samej Gizeli którą na zimno wywaliła z życia swojego i swojej rodziny?
          O fuuuuj. Co za obłudny fubrawiec z Miluchny.
          • tt-tka Re: Co wolno wojewodzie... 31.01.22, 16:37
            bupu napisała:


            > Milicja naprawdę łkała jak rynna po pogrzebie Gizeli? Tej samej Gizeli którą na
            > zimno wywaliła z życia swojego i swojej rodziny?
            > O fuuuuj. Co za obłudny fubrawiec z Miluchny.

            O, mogla wyc zupelnie szczerze. Nad soba ofkors. Nie bedzie juz komu wyflaczac sie z tego, czego Ygnac nie zechce sluchac wzglednie czego Ygnacowi powiedziec nie mozna.
        • agafiatichonowna Re: Co wolno wojewodzie... 31.01.22, 11:30
          tt-tka napisała:

          > Wolno plakac rzesiscie Milicji po pogrzebie Gizeli. Tolerowalne sa "lezki" w oc
          > zach Natalii. Ale fakt, wtedy ona jest w kuchni tylko z Bella i nie ma jej kto
          > przywolywac do porzadku.

          Tak na marginesie. Pani MM nie lubi ponoć zdrobnień, zżyma się na słowo "ciepełko", a tu masz - po licach dorosłej baby płyną rzewne łezki. Łzy! Łzy! Li i jedynie. Łezki są chyba jednak zarezerwowane dla dzieci a nie dla mimozowatej kucharki płaczącej z powodu /no, straszne!/ bąbelka.
          • bupu Re: Co wolno wojewodzie... 31.01.22, 17:00
            agafiatichonowna napisała:

            > tt-tka napisała:
            >
            > > Wolno plakac rzesiscie Milicji po pogrzebie Gizeli. Tolerowalne sa "lezki
            > " w oc
            > > zach Natalii. Ale fakt, wtedy ona jest w kuchni tylko z Bella i nie ma je
            > j kto
            > > przywolywac do porzadku.
            >
            > Tak na marginesie. Pani MM nie lubi ponoć zdrobnień, zżyma się na słowo "ciepeł
            > ko", a tu masz - po licach dorosłej baby płyną rzewne łezki. Łzy! Łzy! Li i jed
            > ynie. Łezki są chyba jednak zarezerwowane dla dzieci a nie dla mimozowatej kuch
            > arki płaczącej z powodu /no, straszne!/ bąbelka.


            A bo Nutria od pewnego momentu jest malowana przez autorkę w konwencji "taka mala, taka slaba", stąd te łezki, babelki, niezdarność i farfurkowatość godna pastereczki z saskiej porcelany. Wprawdzie ta farfurka pracowała jako pilot wycieczek, do czego potrzebne są nerwy ze stali i żelazna osobowość, potrafiła też, porcynela jedna, przejechać coś trzydzieści kilometrów z Floplicowa do swojego domu, w trakcie burzy stulecia, poprzez drogi pozawalane drzewami, galęźmi i nie wiem czym jeszcze, ale mamy nie zwracać na to uwagi. Założenie bowiem autorskie jest takie, że Natalia to połetycka porcelanowa figurka, wymagająca solidnej podpory z solifnych wąsów solidnego Robrojka. I cześć.

            W sumie może granie mimozy też jest jakimś sposobem na przetrwanie w tej piekielnej rodzinie...
            • tt-tka Re: Co wolno wojewodzie... 31.01.22, 17:20
              Moze i byl to sposob na przetrwanie (przez 30 bez mala lat !), ale stal sie on bardzo wygodnym sposobem na zycie. Blisko piecdziesiecioletnia Nutryja od dwudziestu lat na swoim nadal nic nie musi i nie robi, wlasne dzieci zlewa "z typowa dla niej pozorna uwaga", domem sie nie zajmuje, za co sie wezmie, np za pranie, to sp... cos zepsuje, wiec przejmie dana czynnosc kto inny - ona nawet nie musi udawac, ze obchodza ja rodzice i siostry ! nawet z tego, co jest kanonem dla Borejkowien zostala zwolniona !
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Co wolno wojewodzie... 13.09.22, 18:49
      Porzucający rodzinę Pyziak/Bitner/Górski/Jedwabiński - be.
      Porzucający rodzinę Kalarepa - cacy.

      Rozwód - czyssste zuo
      Traktowanie zmarłej żony jak nikogo ważnego - normalka

      Gałdęty wysyłający stalkerskie SMSy (tak wydawało się Norze) - zbok
      Podeszwa wysyłający stalkerskie SMSy - uroczo nieporadny amant

      Za zaniedbywanie cudzych dzieci bohaterowie są ganieni.
      Zaniedbywanie własnych uchodzi im płazem. Nie ma, że "obowiązek, który się na siebie przyjęło trzeba spełnić".
      • bupu Re: Co wolno wojewodzie... 13.09.22, 20:57
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        > Porzucający rodzinę Pyziak/Bitner/Górski/Jedwabiński - be.
        > Porzucający rodzinę Kalarepa - cacy.
        >
        > Rozwód - czyssste zuo
        > Traktowanie zmarłej żony jak nikogo ważnego - normalka
        >
        > Gałdęty wysyłający stalkerskie SMSy (tak wydawało się Norze) - zbok
        > Podeszwa wysyłający stalkerskie SMSy - uroczo nieporadny amant
        >
        > Za zaniedbywanie cudzych dzieci bohaterowie są ganieni.
        > Zaniedbywanie własnych uchodzi im płazem. Nie ma, że "obowiązek, który się n
        > a siebie przyjęło trzeba spełnić
        ".

        a to dorzucę jeszcze jedno:

        Józefina Bittner, która ma wywalone na własne dzieci i myśli tylko o sobie - potwór, podła i wyrodna.
        Gabriela Borejko - Pyziak - Stryba, która ma wywalone na własne dzieci i myśli tylko o sobie - wzór cnót macierzyńskich.
        • ako17 Re: Co wolno wojewodzie... 13.09.22, 21:26
          bupu napisała:


          "obowiązek, który
          > się n
          > > a siebie przyjęło trzeba spełnić
          ".


          Kto to powiedział? W sensie, to z ksiąg Jeżyckich, czy z forum?
          Obstawiam Gizelę z KALAM. Ale mogę się mylić
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Co wolno wojewodzie... 13.09.22, 21:32
            ako17 napisała:
            >bupu napisała:
            "obowiązek, który
            > się n
            > a siebie przyjęło trzeba spełnić".

            >Kto to powiedział? W sensie, to z ksiąg
            >Jeżyckich, czy z forum?
            >Obstawiam Gizelę z KALAM. Ale mogę
            >się mylić

            Za pozwoleniem, ja żem to napisała pierwsza!
            To powiedziała ciotka Lila w "Kłamczusze", gdy Mamerty sztorcowały Anielę za zgubienie Mamerciątek
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Co wolno wojewodzie... 13.09.22, 21:37
          bupu napisała:
          >Józefina Bittner, która ma wywalone na
          >własne dzieci i myśli tylko o sobie - potwór,
          >podła i wyrodna.
          >Gabriela Borejko - Pyziak - Stryba, która ma
          >wywalone na własne dzieci i myśli tylko o
          >sobie - wzór cnót macierzyńskich.

          A nie nie nie, z Józefiną to inna sprawa - ona potem te dzieci porzuca, jak jakiś za przeproszeniem Pyziak.
          Gabriela natomiast zaniedbuje swoje dzielnie na miejscu będąc
          • kocynder Re: Co wolno wojewodzie... 14.09.22, 17:13
            Ale skąd przekonanie, że Józefina porzuciła? Owszem, w BBB Konrad Piska, jakby to było na wieki wieków, ale... Józefina wyjechała niezbyt dawno, najpewniej tuż po wysłaniu dzieci na kolonie/obóz (Bebe po powrocie sprząta, można założyć, że gdyby to ona opuszczała dom jako ostatnia to sprzątnęła by przed wyjściem). Miała wrócić na koniec wakacji, ale podpisała kontrakt, nie pomnę na ile - ale zapewne na trzy miesiące, do pół roku. Dłuższy "niebyt" wymagałby załatwienia formalności opieki nad nieletnimi dziećmi. I ja zawsze miałam wrażenie, że Józefina wróciła na Gwiazdkę czy tam na Wielkanoc. Być może później wyjechała ponownie, ale porzucania dzieci jej zarzucić nie bardzo. A żal Kozia JEST zrozumiały i uzasadniony; matka miała mu zmienić klasę, boi się nauczycielki, na koloniach dostał wycisk od Lisieckich a do tego jest typem wrażliwego chłopaczka.
            Dla jasności: nie, nie uważam Józefiny za matkę dobrą, odpowiedzialną i troskliwą. Ale porzucenie?
            • bupu Re: Co wolno wojewodzie... 14.09.22, 18:09
              kocynder napisała:

              > Ale skąd przekonanie, że Józefina porzuciła? Owszem, w BBB Konrad Piska, jakby
              > to było na wieki wieków, ale... Józefina wyjechała niezbyt dawno, najpewniej tu
              > ż po wysłaniu dzieci na kolonie/obóz (Bebe po powrocie sprząta, można założyć,
              > że gdyby to ona opuszczała dom jako ostatnia to sprzątnęła by przed wyjściem).
              > Miała wrócić na koniec wakacji, ale podpisała kontrakt, nie pomnę na ile - ale
              > zapewne na trzy miesiące, do pół roku.

              Trzy miesiące, może trochę dłużej, tako Józefina napisała w liście.
              • kocynder Re: Co wolno wojewodzie... 14.09.22, 19:42
                Ano otóż. Czyli zapewne po tych kilku miesiącach (trzech lub trochę dłużej) po prostu wróciła. Do domu, dzieci itd. Zapewne nie zaczęła być po powrocie matką z filmu dla grzecznych dziatek, ale i Bebe i Kozio dobrze ją znali i nie oczekiwali matuli-tuli-luli, nie ta bajka. Być też może, że Józefina później wyjechała ponownie, zakazu nie ma. Ale skąd w niektórych przekonanie, że wybyła na zawsze porzucając ojczyznę i dzieci?
                • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Co wolno wojewodzie... 14.09.22, 19:44
                  kocynder:
                  >Ale skąd w niektórych przekonanie,
                  >że wybyła na zawsze porzucając
                  >ojczyznę i dzieci?

                  Kozio mówił coś w DP, że mieszka w USA, bo wyszła tam za mąż. Nie pamiętam dokładnie, bo na razie tylko przejrzałam pobieżnie
                  • kocynder Re: Co wolno wojewodzie... 14.09.22, 20:14
                    To sprawdź, prooooszę. Bo mi takie coś umknęło zupełnie!
                    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Co wolno wojewodzie... 14.09.22, 21:58
                      Aurelia zmusiła się, by słuchać, o czym mówi jej nowy znajomy. Po niedługim czasie wiedziała już o nim całkiem sporo: że mieszka ze starszą siostrą, studentką; że ich matka, Józefina Bitner, jest wybitną aktorką, że przeniosła się do Bostonu, bo tam wyszła za mąż; Konrad był u niej dwa razy, Józefina też czasem przyjeżdża na święta albo na wakacje. Przysyła pieniądze na życie, ale oni z siostrą nie najlepiej sobie radzą, więc też ciągle im brakuje funduszów.
                      • bupu Re: Co wolno wojewodzie... 14.09.22, 22:53
                        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                        > Aurelia zmusiła się, by słuchać, o czym mówi jej nowy znajomy. Po niedługim
                        > czasie wiedziała już o nim całkiem sporo: że mieszka ze starszą siostrą, studen
                        > tką; że ich matka, Józefina Bitner, jest wybitną aktorką, że przeniosła się do
                        > Bostonu, bo tam wyszła za mąż; Konrad był u niej dwa razy, Józefina też czasem
                        > przyjeżdża na święta albo na wakacje. Przysyła pieniądze na życie, ale oni z si
                        > ostrą nie najlepiej sobie radzą, więc też ciągle im brakuje funduszów.


                        Ciekawość co też panna Bebe studiowała. W tomach późniejszych albowiem przybliża nam się tylko takie dokonania Beaty jak powicie Bebisia i piekne wyglądanie w beżach.
                        • kocynder Re: Co wolno wojewodzie... 15.09.22, 03:56
                          Jak to "co studiowała"? Filologię polską, oczywiście! Specjalizacja nauczycielska, jedyna słuszna dla kobiety. No, może w drodze wyjątku, że względu na jej charakter, bibliotekarstwo. Antyku, jako nie-Borejkówna studiować nie godna, a fanaberie jak informatyka i inne ścisłe są li i jedynie dla mężczyzn.
                      • kocynder Re: Co wolno wojewodzie... 15.09.22, 03:53
                        A. To ok, przynajmniej częściowo porzuciła (mimo wizyt i kasy). Z tym, że biorąc pod uwagę chsrakterek Konrada to nie wykluczam, że matka mieszka pół na pół Poznań - Boston, a on nie lubi jej drugiego męża i przerysowuje. Z tym, że to "znając Konrada", bo w tekście stoi co innego.
                        To "brakuje funduszów" jest zagadkowe. Brakuje na co? Na tzw "życie" czy na brylowanie pt "mam mamuśkę w Stanach to mogę szastać!"? W 1993 roku to było jeszcze nie tak strasznie z cenami u nas, jeśli matka skala dolary, to podejrzewam, że Beata je anektowała na szeroko pojęty dom, Konrad dostawał jakieś kieszonkowe i to kieszonkowe było, jego zdaniem, zbyt skąpe. Pytanie, czy było skąpe w stosunku do kwot, jakie dostawali koledzy, czy w stosunku do oczekiwań himerycznego nastolatka, oburzonego, że matka nie "płaci" więcej za porzucenie...
                        • kloi0505 Re: Co wolno wojewodzie... 15.09.22, 08:09
                          kocynder napisała:

                          > A. To ok, przynajmniej częściowo porzuciła (mimo wizyt i kasy). Z tym, że bior
                          > ąc pod uwagę chsrakterek Konrada to nie wykluczam, że matka mieszka pół na pół
                          > Poznań - Boston, a on nie lubi jej drugiego męża i przerysowuje. Z tym, że to "
                          > znając Konrada", bo w tekście stoi co innego.
                          > To "brakuje funduszów" jest zagadkowe. Brakuje na co? Na tzw "życie" czy na bry
                          > lowanie pt "mam mamuśkę w Stanach to mogę szastać!"? W 1993 roku to było jeszcz
                          > e nie tak strasznie z cenami u nas, jeśli matka skala dolary, to podejrzewam, ż
                          > e Beata je anektowała na szeroko pojęty dom, Konrad dostawał jakieś kieszonkowe
                          > i to kieszonkowe było, jego zdaniem, zbyt skąpe. Pytanie, czy było skąpe w sto
                          > sunku do kwot, jakie dostawali koledzy, czy w stosunku do oczekiwań himeryczneg
                          > o nastolatka, oburzonego, że matka nie "płaci" więcej za porzucenie...
                          >

                          W 1993 roku byłam w liceum. Miałam w klasie kolegę, którego mama mieszkała w USA. On został z ojcem w Polsce. Widać było, że z kasą u niego słabo, gorzej niż u większości w klasie (lata bardzo wysokiego bezrobocia). Często zastanawialiśmy się dlaczego. Teraz po latach myślę, że jego matka mogła mieć tam drugą rodzinę i w syna w Polsce za bardzo nie inwestowała. A może myślała, że to co przysyła to na polskie warunki bardzo dużo (wiem, że coś tam przysyłała bo kolega mówił, że dostał od matki próbki perfum). Może kolega nie chciał prosić o więcej, a może matka nie chciała dać.
                          • kocynder Re: Co wolno wojewodzie... 15.09.22, 08:39
                            No ale z cytatu wrzuconego przez Tajną wynika, że Józefina słała pieniądze na życie. Czyli po prostu i Beata i Konrad byli na jej wyłącznym utrzymaniu (żadna łaska, a psi obowiązek). Natomiast jest też w powyższym cytacie, że Józefina w Polsce bywała (czyli pi razy drzwi znała ceny) a w Bostonie miała TYLKO męża, a nie dodatkowe dzieci. Więc sytuacja nie jest analogiczna do sytuacji twojego kolegi. Do tego skoro Konrad był u niej co najmniej dwukrotnie - to nie było tam serio krucho z kasą, bo wyjazd do USA był piekielnie drogi.
                            • kloi0505 Re: Co wolno wojewodzie... 15.09.22, 10:48
                              Już w BBB odniosłam wrażenie, że Józefina była narcyzką a co za tym idzie egoistką. Zostawiła dzieci pod opieką Anieli, chociaż nie miała pojęcia czy Aniela chce/może zamieszkać z jej dziećmi. Dalej było tylko gorzej. Świadczy o tym fakt pozostawienia małoletniego syna pod opieką studentki. O ile Bebe była już studentką, kiedy J. wyjechała a nie dorosłą licealistką. Bebe chciała czy nie musiała matkować bratu czyli m.in. prać, sprzątać i gotować. J. przyjeżdżała do Polski "czasem". Odnoszę wrażenie, że nie zależało jej na dzieciach. W związku z wszystkim, co powyżej napisałam odnoszę wrażenie, że finansowo dzieci też nie rozpieczczała.
                              • kloi0505 Re: Co wolno wojewodzie... 15.09.22, 10:52
                                Bilety do USA Koziowi przysyłała. Raczej nie kupował ich z kieszonkowego.
                              • bupu Re: Co wolno wojewodzie... 15.09.22, 11:20
                                kloi0505 napisał(a):

                                > Już w BBB odniosłam wrażenie, że Józefina była narcyzką a co za tym idzie egois
                                > tką. Zostawiła dzieci pod opieką Anieli, chociaż nie miała pojęcia czy Aniela c
                                > hce/może zamieszkać z jej dziećmi. Dalej było tylko gorzej. Świadczy o tym fakt
                                > pozostawienia małoletniego syna pod opieką studentki. O ile Bebe była już stud
                                > entką, kiedy J. wyjechała a nie dorosłą licealistką. Bebe chciała czy nie musia
                                > ła matkować bratu czyli m.in. prać, sprzątać i gotować.

                                Kondradek miał ile, 10 lat w BBB? Czyli gdy Józefina wyjeżdżała na stałe był dostatecznie duży, żeby wykonywać część obowiązków domowych. Nie, żebym uważała, że Józefina postąpiła właściwie, ale jak czytam że Bebe musiała ogarniać wszystko za Kondradka, to coś mnie się w środku robi. Zrobienie mniejszych zakupów, wrzucenie gaci do pralki i odpalenie ustrojstwa, zmywanie garów i obsługa odkurzacza nie przekraczają możliwości nastolatka.
                                • angazetka Re: Co wolno wojewodzie... 20.09.22, 19:16
                                  Nadal nie był dostatecznie duży, by żyć bez matki.
                                • kocynder Re: Co wolno wojewodzie... 20.09.22, 22:39
                                  Jedenaście. W BBB Konrad ma jedenaście lat. Jest rok 1988. I nie, zostawienie jedenastolatka pod opieką starszej siostry i "pseudoopieką" Anieli nie jest odpowiedzialne. Jednakże, i tu przechodzimy do tego, co napisała Bupu: gdy Józefina wyjechała "za mąż", powiedzmy w roku 1991, Konrad miał lat 14. I tak, nadal to za mało, żeby uznać iż opieka siostry - studentki to dosyć, ale (i tu rację ma Bupu!) zdecydowanie dosyć, by chłopak SAM szykował sobie śniadania, wrzucił do pralki galoty i skarpetki, poznał technikę obsługi odkurzacza itd. Czyli nie ma absolutnie żadnych powodów, by Beata za niego gotowała, prała, sprzątała...
                                  • kloi0505 Re: Co wolno wojewodzie... 21.09.22, 06:26
                                    kocynder napisała:

                                    Czyli nie m
                                    > a absolutnie żadnych powodów, by Beata za niego gotowała, prała, sprzątała...
                                    >
                                    Możemy sobie zaklinać rzeczywistość, że Kozio i kilka lat starsza i dorosła Bebe mieli takie same obowiązki w domu, a to że Kozio wrzucił gacie do pralki albo zrobił małe zakupy rozwiązywało problem. Ale życie jest bardziej skomplikowane, a prawda jest taka że Bebe była odpowiedzialna za brata. Musiała pilnować czy odrabia lekcje, martwić się że jest 22 a jego nie ma, uważać czy przypadkiem nie wpadł w złe towarzystwo, chodzić na wywiadówki, jeśli zdarzyło mu się nabroić musiała świecić za niego oczami, pilnować czy Kozio z jego charakterem a pozbawiony matki nie wpada w depresję. A jeśli Kozio nie chciał sprzątać bo nie lubił, to i tak Bebe musiała zrobić to za niego, żeby nie zaleźli w brud i żeby nie musiała się wstydzić przed koleżankami. A jeśli Kozio nie chciał zrobić zakupów to musiała zrobić ona. Jedno, że zapewne została jego opiekunem prawnym a drugie że czuła się za niego odpowiedzialna. O sprawach urzędowych nie będę wspominać. Także z której strony by nie spojrzeć, Bebe została zastępczą matką brata czy chciała czy nie zamiast być beztroską bezdzietną studentką, bo 14-latek jest wciąż dzieckiem.
                            • kloi0505 Re: Co wolno wojewodzie... 15.09.22, 10:55
                              kocynder napisała:

                              > Więc sytuacja nie jest analogiczna do sytuacji twojego k
                              > olegi. Do tego skoro Konrad był u niej co najmniej dwukrotnie - to nie było tam
                              > serio krucho z kasą, bo wyjazd do USA był piekielnie drogi.
                              >

                              Nigdzie nie napisałam, że sytuacja jest analogiczna i że matka kolegi miała tam na 100% kolejne dzieci.
                        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Co wolno wojewodzie... 15.09.22, 12:37
                          kocynder napisała:
                          >A. To ok, przynajmniej częściowo
                          >porzuciła (mimo wizyt i kasy). Z tym,
                          >że biorąc pod uwagę chsrakterek
                          >Konrada to nie wykluczam, że matka
                          >mieszka pół na pół Poznań - Boston,
                          >a on nie lubi jej drugiego męża i
                          >przerysowuje. Z tym, że to "znając
                          >Konrada", bo w tekście stoi co
                          >innego.

                          Wgl w DP pojawia się takie przekonanie (bohaterów? autorki?), że nowy partner rodzica go "zabiera". Kozio mówi, że nie lubi pewnych siebie facetów po 40-stce, bo jeden mu zabrał matkę, Monika też jest tak traktowana, choć nie do końca wiadomo czy faktycznie coś zrobiła ("rozwiodła go ta jego Monika" - sugestie, że romansowała z Gienkiem gdy jeszcze był z Ewą?), czy obrywa za sam fakt, że jest. Muszę doczytać do końca, ale z tego co zrozumiałam z postów na forum, nie ma wyjaśnienia co przeskrobała

                          >To "brakuje funduszów" jest zagadkowe.<

                          Może to właśnie z powyższego przekonania wynika? Że ktoś rodzica zabrał i właściwie już się go nie ma i jego forsy też?
                          • bupu Re: Co wolno wojewodzie... 15.09.22, 12:45
                            tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                            >
                            > Wgl w DP pojawia się takie przekonanie (bohaterów? autorki?), że nowy partner r
                            > odzica go "zabiera". Kozio mówi, że nie lubi pewnych siebie facetów po 40-stce,
                            > bo jeden mu zabrał matkę, Monika też jest tak traktowana, choć nie do końca wi
                            > adomo czy faktycznie coś zrobiła ("rozwiodła go ta jego Monika" - sugestie, że
                            > romansowała z Gienkiem gdy jeszcze był z Ewą?), czy obrywa za sam fakt, że jest

                            Taaa, nowy partner zabiera rodzica, no chyba, że nazywa się Gabriela Borejko. Wtedy nie zabiera, nawet jeśli tatunio przestaje odwiedzać mieszkającą rzut beretem od jego nowego lokum córkę, a potem w ogóle zapomina że taką posiada i że mu jakieś wnuki urodziła. Wtedy wszystko jest cacy i miłe jak kurz na regałach.
                            • pi.asia Re: Co wolno wojewodzie... 19.09.22, 23:24
                              Przypomnijcie, proszę, w którym to roku Józefina Bitner wyjechała na stałe?
                              Bo w 1991-ym jak najbardziej była w Polsce i miała tu dobrze sytuowanego amanta:
                              Po paru minutach bezruchu spod domu naprzeciwko ruszył cicho lśniący mercedes. Jakiś
                              wytworny pan zabierał dokądś opatuloną w długie futro Józefinę Bitner, tę aktorkę.
                              (Noelka)
                              • kocynder Re: Co wolno wojewodzie... 20.09.22, 06:06
                                Akcja DP to bodajże czerwiec/lipiec 1993. Czyli albo w Noelce akurat Józefina w Polsce była (Konrad mówił, że czasem przyjeżdżała) albo porzuciła Polskę aż 1,5 roku wcześniej i Kozio po prostu histeryzuje i się nad sobą rozczula. Bo jeśli wyjechała 1,5 roku wcześniej, zdążyła już kilkakrotnie być z Polsce a Kozio dwukrotnie zwizytował USA - to o porzucania kogo lub czegokolwiek trudno mówić.
                                Owszem, Józefina nadal pozostaje matką egoistyczną. Niedbałą. Ale porzucającą?
                                • hanuszka189 Re: Co wolno wojewodzie... 06.10.22, 22:30
                                  kocynder napisała:

                                  > Akcja DP to bodajże czerwiec/lipiec 1993. Czyli albo w Noelce akurat Józefina w
                                  > Polsce była (Konrad mówił, że czasem przyjeżdżała) albo porzuciła Polskę aż 1,
                                  > 5 roku wcześniej i Kozio po prostu histeryzuje i się nad sobą rozczula. Bo jeśl
                                  > i wyjechała 1,5 roku wcześniej, zdążyła już kilkakrotnie być z Polsce a Kozio d
                                  > wukrotnie zwizytował USA - to o porzucania kogo lub czegokolwiek trudno mówić.
                                  > Owszem, Józefina nadal pozostaje matką egoistyczną. Niedbałą. Ale porzucającą?
                                  >
                                  Matka, która zostawia nastoletnie dziecko bez opieki żadnego rodzica i wybywa sobie za granicę, ale łaskawie odwiedza co parę miesięcy - nie porzuca go?? Zdecydowanie nie chciałabym się znaleźć w takiej sytuacji. Kozio może mieć wyjątkowo kiepski charakter, ale mówienie, że histeryzuje i się nad sobą rozczula jest trochę przerażające. Dobrze, że i Konrad, i Józefina nie istnieją bo włos by mi się zjeżył, gdyby taka opinia dotyczyła rzeczywistej sytuacji.
                                  • kocynder Re: Co wolno wojewodzie... 08.10.22, 08:58
                                    Hanuszko - przy całej nieodpowiedzialności Józefiny (tak, jej postępowanie jest egoistyczne i nieodpowiedzialne) jej wyjazd do USA nie spełnia warunków porzucenia. Bowiem porzucenie to – przestępstwo polegające na pozostawieniu własnemu losowi małoletniego poniżej lat 15, albo innej osoby nieporadnej ze względu na swój stan psychiczny lub fizyczny wbrew obowiązkowi troszczenia się o nią. Józefina nie pozostawiła małoletniego Kozia własnemu losowi. Zostawiła go pod opieką pierw Anieli, a potem pełnoletniej siostry. Jak ta opieka wyglądała - to inna kwestia. Że było to nie w porządku zarówno wobec samego Konrada jak i wobec Beaty - to inna kwestia. Ale nie było PORZUCENIEM, w sensie kodeksowym. I tak, jeśli nastoletni chłopak plecie o "porzuceniu", bo matka półtora roku wcześniej wyjechała, przez te półtora roku sam zdążył dwukrotnie być w Bostonie, a matka kilkakroć w Polsce - to histeryzuje i się użala nad sobą. Nie, Józefina nie jest dobrą, troskliwą matką. Jej zachowania są często nie w porządku wobec innych, patrzy tylko na własny interes, nie liczy się ani z bliskimi ani z wcześniej podjętymi zobowiązaniami. Natomiast nie porzuciła dzieci.
                                    Acz w pełni zgadzam się, że dobrze i i Józefina i Konrad to postaci fikcyjne, gdyż neurotyczność Kozia, potwornie wkurzająca, moim zdaniem, jest w dużym stopniu wynikiem zaniedbań Józefiny.
    • briar_rose Re: Co wolno wojewodzie... 04.10.22, 01:49
      Wymuskane mieszkanie Ewy Jedwabińskiej jest bezduszne i zimne, wymuskane mieszkanie Idy jest stylowe i eleganckie.
      • ciotka.scholastyka Re: Co wolno wojewodzie... 06.10.22, 12:36
        briar_rose napisał(a):

        > Wymuskane mieszkanie Ewy Jedwabińskiej jest bezduszne i zimne, wymuskane mieszk
        > anie Idy jest stylowe i eleganckie.

        -Kolory - wyjaśniła zwięźle Ciotka. Mieszkanie Ewy jest wyłącznie czarno-białe, u Idy królują jakieś oranże, żółcie, pomarańcze. Gdyby pominąć fakt mieszkania w piwnicy - tak, mieszkanie Idy może być wymuskane, eleganckie i nawet przytulne. Gdyby.
        • bupu Re: Co wolno wojewodzie... 06.10.22, 23:02
          ciotka.scholastyka napisała:

          > briar_rose napisał(a):
          >
          > > Wymuskane mieszkanie Ewy Jedwabińskiej jest bezduszne i zimne, wymuskane
          > mieszk
          > > anie Idy jest stylowe i eleganckie.
          >
          > -Kolory - wyjaśniła zwięźle Ciotka. Mieszkanie Ewy jest wyłącznie czarno-białe,
          > u Idy królują jakieś oranże, żółcie, pomarańcze. Gdyby pominąć fakt mieszkania
          > w piwnicy - tak, mieszkanie Idy może być wymuskane, eleganckie i nawet przytul
          > ne. Gdyby.

          Otóż nie. U idy króluje biel. Sterylna. Język Trolli:

          Mama lubiła na wszystkie sposoby rozświetlać tę suterenę; to dlatego podłoga
          była lśniąco biała, podobnie jak kanapy i fotele (Józinek, szczerze mówiąc, nie należał
          do zwolenników takiej bezwzględnej czystości. O wiele lepiej czuł się w zakurzonym
          bałaganie u dziadków). Kiedy wpadł do dużego pokoju, od razu stało się pewne, że
          wieczór będzie inny, niż sobie zaplanował: na najwygodniejszej kanapie przed telewizorem
          chrapał tata, a Łusia spała, wsparta o jego kolana. Natomiast w kuchni, jarzącej
          się bielą oraz kolorami żółtym i pomarańczowym, przyrządzenie sobie tłustej przekąski
          wyglądało na rzecz niemożliwą.


          Już widział minę swojej mamy, gdyby zrobili coś takiego z Łusią w sterylnej bieli ich sutereny.


          Sprężyna:

          Wszędzie panował przyjemny chłodek i miły ład, a suterena aż lśniła jasnością, gdyż Ida pomalowała wszystko na biało, z podłogą włącznie. Kolory dodatkowe (żółć, oranż, barwy piasku), rozświetlane przez liczne
          żarówki, lampki oraz halogeny, nadawały piwnicznemu lokalowi charakter słoneczny,
          optymistyczny i radosny.


          Lokal cały na biało, nic nie wystawało, rozświetlany tylko plamami żółci, beżu i oranżu moim zdaniem wygląda jak starający się wyglądać przytulnie szpital.
          • ciotka.scholastyka Re: Co wolno wojewodzie... 07.10.22, 09:54
            bupu napisała:


            > Otóż nie. U idy króluje biel. Sterylna. Język Trolli:
            (...)
            > Lokal cały na biało, nic nie wystawało, rozświetlany tylko plamami żółci, beżu
            > i oranżu moim zdaniem wygląda jak starający się wyglądać przytulnie szpital.

            A. To rzeczywiście.

    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Co wolno wojewodzie... 06.10.22, 13:03
      Naszło mnie na dorzucenie kolejnej porcji:


      Mamerciątka wyciągające od ludzi pieniądze poprzez ich dzieci (sytuacja raczej dwuznaczna, nie chciały źle i nie mogły przewidzieć jak to się skończy) - pasem po tyłkach

      Larwa dokuczająca siostrze i kradnąca z klasowe składki, Józwa regularnie znęcający się nad kuzynem, Przeszczep kradnący ludziom krasnale (wszyscy wszystko z premedytacją) - nic takiego, po co reagować


      Jaś Kwiatojabłoniczek, któremu za odprowadzanie i komplementowanie każdej dziewczyny jest później wstyd - od początku źle się zapowiadał, łobuz!

      Bobek Buraczany, który za całowanie każdej dziewczyny bez pytania(!) nie wykazuje żadnej skruchy - och-jak-przykładny mąż, ojciec, sąsiad i wuj wie kto jeszcze (nawet wychowawczyni Nory i rodzice Podeszwy za nim szaleją)
      • kocynder Re: Co wolno wojewodzie... 06.10.22, 22:07
        Dodałabym, że budyniowy Pawełek też się nie zapowiadał. I to pomimo detalu, że mając stałą dziewczynę na wakacjach całował podrywkę, łgał tejże podrywce itd.
        I kompletnie nie pojmuję jak czytelniczki (bo niech tam, autorce sympatia do bohatera lub jej brak zakłóca osąd) mogą odbierać zachowanie Pawełka jako ZABAWNE?! A i owszem, nawet tu na forum zetknęłam się z opinią co najmniej jednej użytkowniczki, że "Och, Janusz to parszywa podłota i od razu widać, że czarny charakter, zło wcielone i dno dna", natomiast Oj, Pawełek, no, nie był ok, ale w końcu to było, hahaha, zabawne!"... No nie, nie było. Zabawne. Z żadnego punktu widzenia. A w każdym razie z żadnego punktu widzenia jakie ja dostrzegam. Ale może ja jestem spaczona? Bo jakoś wspomniana forumka zignorowała pytanie, czy również uznałaby za zabawne, gdyby jej własna córka była na miejscu Danusi, którą chłopak zdradza, oszukuje i traktuje dość paskudnie? Albo gdyby jej córka znalazła się na miejscu Anielki, którą wakacyjny kogut zauroczył, która dla niego rzuca wszystko, a który post factum okazuje się być nie tylko bucem i łgarzem, ale na dodatek bucem i łgarzem pod ciężkim pantofelkiem lubej...
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Co wolno wojewodzie... 06.10.22, 22:52
          kocynder napisała:
          >Dodałabym, że budyniowy Pawełek też się
          >nie zapowiadał. I to pomimo detalu, że
          >mając stałą dziewczynę na wakacjach
          >całował podrywkę, łgał tejże podrywce itd.

          Paweł Puszczalski, znaczy przepraszam Nowacki, w kwestii świństw damsko-męskich zdecydowanie króluje.
          ALE zostaje jakoś ukarany za swe uczynki (Aniela powoli i boleśnie morduje go pączkami). Wprawdzie nie widać, żeby później zmienił swoje postępowanie, ale faktem jest, że symbolicznie "karma wróciła" i czytelniczkom dano do zrozumienia co trzeba (choć z tego co piszesz wynika, że nie do każdej dotarło).

          Tymczasem Baltona, z tego co pamiętam, nie obrywa za swoje zachowanie ani od tych dziewczyn, ani od "losu", i choć Pulpa to skrytykowała, to koniec końców się w nim zakochuje i to, co było wcześniej jakby z automatu robi się nieaktualne. I nawet namiastki przesłania brak
          • kocynder Re: Co wolno wojewodzie... 07.10.22, 07:28
            Ale mowa o dwóch różnych kwestiach.
            A. Działalność pączkowa Anieli - słuszna itd. zemsta krwawa, powrót karmy i co tam jeszcze.
            B. Działalność romansową Pawełka - nigdzie nie nazwana zgodnie z prawdą, nigdzie nie oceniona jednoznacznie. A jeśli nawet, to właśnie przez pryzmat "no, nie ok, ale w sumie zabawne i nic takiego się nie stało".
            Podczas gdy Janusz, który jako chłopiec wolny, nie mający stałej dziewczyny, umawiający się na randki, na których nawet do całowania się nie pchał, a tylko prawił wyświechtane komplementy się źle zapowiadał...
            • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Co wolno wojewodzie... 07.10.22, 09:36
              kocynder napisała:
              >B. Działalność romansową Pawełka
              >- nigdzie nie nazwana zgodnie z
              >prawdą, nigdzie nie oceniona
              >jednoznacznie. A jeśli nawet, to
              >właśnie przez pryzmat "no, nie ok,
              >ale w sumie zabawne i nic takiego
              >się nie stało".

              Niby wszyscy mówią o nim, że ptyś, ale właściwie nic z tego dla rzeczonego ptysia nie wynika, podobnie jak z krytyki Pulpy pod adresem Baltosława. To chyba raczej na zasadzie "a, on już taki jest..."
              U MM generalnie nie jest najlepiej z nazwaniem i ocenianiem zachowań swoich bohaterów, nie chcę tu wjeżdżać w prywatę, ale chwilami odnoszę wrażenie, że ma problem z rozróżnieniem dobra od zła.

              >Podczas gdy Janusz, który jako
              >chłopiec wolny, nie mający stałej
              >dziewczyny, umawiający się na
              >randki, na których nawet do
              >całowania się nie pchał, a tylko
              >prawił wyświechtane komplementy
              >się źle zapowiadał...

              I mówi to Mila, która chyba nawet nie dowiedziała się o akcji "kwiat jabłoni" (ktoś pamięta?).
              W kwestii pyziaczego randkowania, myślę, że tu dużo zależy od odbioru sytuacji przez drugą stronę - jedna dziewczyna ten jeden spacer i jeden komplement weźmie za poważną deklarację i wkurzy się, gdy się dowie, że nie jest "wyjątkowa" (Gaba), inna uzna to niezobowiązujący flirt, a z odkrycia pozostałych kwiatuszków będzie miała bekę (pozostałe koszykarki).
              • kocynder Re: Co wolno wojewodzie... 08.10.22, 09:18
                Oczywiście, że jedna panna wieczorny spacer i kilka komplementów weźmie za deklarację, ale to raczej z nią jest wówczas "coś nie tak" niż z chłopakiem. Dla jasności: Gaba kwiatu jabłoni NIE WZIĘŁA za deklarację i synonim zaręczyn. Była zachwycona, podekscytowana, zauroczona przystojnym chłopakiem, ale nie traktowała tego wieczornego spaceru jako treści życia. Z emocji i wrażeń zwierzyła się koleżance, i kiedy okazało się, że ta też, nieco wcześniej, usłyszała TEN SAM komplement z ust chłopaka - skonfrontowały z resztą drużyny, et cetera. I sama Gaba brała czynny udział w wykpiwaniu Januszowych diamentów, jabłoni i muzyki skrzypcowej.
                Natomiast nadal: Janusz był wolny. Dziś by się powiedziało: singiel. Więc Janusz był singlem. Dziewczynom nie plótł o nagłej wielkiej miłości, nie snuł deklaracji, nie rwał się do całowania. Ot, próbował, w tym wieku to raczej norma. Umówił się z jedną, na oko najładniejszą, poszli na spacer, nie zaiskrzyło, trudno. Wybrał inną, poszli do kina, ale okazało się, ze ona ziewa na Gwiezdnych Wojnach, za to lubi się wymądrzać o teozofii wyzwolonej. Umówił się z trzecią... I tak dalej. Z żadną nie był, nawet najbardziej nieformalnie "w związku". Jeden - dwa spacery, jedno - dwa wyjścia, nic więcej. Tymczasem Paweł BYŁ w regularnym związku z Danką. Byli znaną w towarzystwie parą, nikt nie miał wątpliwości, że ze sobą chodzą. I ten sam Paweł jakoś bez problemu na wakacyjnym wyjeździe czarował Anielę, całował, obiecywał i podtrzymywał swoje (kłamliwe) deklaracje w listach przez dość długi czas! Mając pełną świadomość, że w Poznaniu waruje przy Danusi, i że Aniela nie traktuje tego lekko ani jako żart.
                I to Janusz "źle się zapowiadał"?
                P. S. A sformułowanie "ona/on tak ma" jest chyba drugim najbardziej mnie wkurzającym na świecie. Pierwszym jest "Bo to facet...". Na to ostatnie zawsze odpowiadam, że jak za posiadanie penisa zaczną dawać rentę inwalidzką, to ja uznam argument, że on nie umie sprzątać/gotować/opiekować się dzieckiem/cokolwiek, bo to facet, wcześniej nie ma opcji. A na pierwsze... A jakby ktoś dla zabawy kłuł cię szpilką? to tez uznasz, że musisz się pogodzić, bo "on tak ma"? Jeśli ktoś "tak ma" w kwestiach zdecydowanie wykraczających poza normy - to niech albo się w towarzystwie dostosuje do norm, albo niech wynosi się z towarzystwa. :)
                • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Co wolno wojewodzie... 08.10.22, 10:53
                  kocynder napisała:
                  >P. S. A sformułowanie "ona/on tak
                  >ma" jest chyba drugim najbardziej
                  >mnie wkurzającym na świecie.
                  >Pierwszym jest "Bo to facet...". (...) A
                  >na pierwsze... A jakby ktoś dla
                  >zabawy kłuł cię szpilką? to tez
                  >uznasz, że musisz się pogodzić, bo
                  >"on tak ma"? Jeśli ktoś "tak ma" w
                  >kwestiach zdecydowanie
                  >wykraczających poza normy - to
                  >niech albo się w towarzystwie
                  >dostosuje do norm, albo niech
                  >wynosi się z towarzystwa. :)

                  Ale ty wiesz, że ja tego sformułowania użyłam żeby opisać stosunek innych postaci do Pawła, a nie swój?
                  Nie przedstawiam tego podejścia jako słuszne, bo je za takie nie uważam - tak się składa, że zawsze kiedy w szkole mi ktoś dokuczał (z mówieniem, że nie dziwi się, że nie mam ojca włącznie), to nauczyciele używali tego typu zwrotów, żeby usprawiedliwić tę osobę
                  • kocynder Re: Co wolno wojewodzie... 08.10.22, 12:11
                    A nie, wiem, że ty tylko dla zobrazowania. :) Pisałam nie jako przytyk do ciebie tylko ogólnie o moim stosunku do "on-tak-maczy". :)
                    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Co wolno wojewodzie... 08.10.22, 12:19
                      kocynder napisała:
                      >A nie, wiem, że ty tylko dla
                      >zobrazowania. :) Pisałam nie jako
                      >przytyk do ciebie tylko ogólnie o
                      >moim stosunku do "on-tak-maczy".
                      >:)

                      Jak tak, to ok, odebrałam to jako przytyk, bo przykład ze szpilką pisałaś w formie "ty", "jakby ciebie ktoś ukłuł", więc założyłam, że zwracasz się do mnie

                      kocynder napisała wcześniej:
                      >Dla jasności: Gaba kwiatu jabłoni
                      >NIE WZIĘŁA za deklarację i synonim
                      >zaręczyn. Była zachwycona,
                      >podekscytowana, zauroczona
                      >przystojnym chłopakiem, ale nie
                      >traktowała tego wieczornego
                      >spaceru jako treści życia. (...) I sama
                      >Gaba brała czynny udział w >wykpiwaniu Januszowych
                      >diamentów, jabłoni i muzyki
                      >skrzypcowej.

                      Ale Gaba nie ograniczyła się tylko do pośmiania się z Jasia z pozostałymi - długo po wykpiwaniu wciąż była o to obrażona i później często wypominała tę sytuację Januszowi. Przez pierwsze pół książki, za każdym razem gdy Pyziak się pojawia, ona myśli o nim z autentyczną odrazą, epitetami typu "ohydny uwodziciel", "wampir", jakby ją co najmniej zdradził (choć, jak piszesz, nie był jej chłopakiem, ani w ogóle nic jej nie obiecywał). A gdy próbował się wytłumaczyć, za każdym razem gasiła go, niczym fochająca się małżonka. Stąd wnioskuję, że dla niej ten jeden spacer to jednak była jakaś deklaracja. To, co opisałam to nie jest zachowanie dziewczyny, która wie, że chłopak nie ma wobec niej żadnych zobowiązań.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka