Dodaj do ulubionych

życie miała trudne...

18.04.22, 19:14
Siedzi sobie Józwa na szpitalnym korytarzu i snuje rozważania na temat ciotki Gabrieli:

Nie była słaba. Jak na kobietę. Ale życie miała trudne, czego nikt raczej nie brał pod uwagę.

W tym jednym wersie jest tyle kłamstw, że aż głowa boli.
Nie była słaba? W sensie fizycznym nie, ale psychicznie to galareta, która maże się o byle co. Siedmioletnie dziecko skłamie - ryk; padnie imię Janusza - ryk; córka w dzień ślubu zostanie bez kiecki - ryk...

Życie miała trudne - no tu już autorka pojechała po całości, co było po wielekroć podnoszone na forum. Jakie trudne życie??? Zdrowe dzieci, lubiana praca, kochający mąż, przytulny dach nad głową, zero kłopotów finansowych i uwielbienie przez cały świat.

Nikt nie brał tego pod uwagę? No jak nie, jak tak! Cackają się z Gabryjelą jak ze śmierdzącym jajcem i stadnie ruszają ją pocieszać, gdy tylko ktoś wspomni o Py... Py...

Ale zastanawia mnie jedno - SKĄD Józwa wie, że ciotka miała trudne życie? Wszak o rozwodzie i Py... Py... tym tam osobniku w ogóle się nie mówi. A innych sytuacji trudnożyciowych Józwa nie miał szans widzieć, bo ich w zasadzie nie było.
Obserwuj wątek
    • ako17 Re: życie miała trudne... 19.04.22, 13:01
      Jedyną możliwość widzę. Mianowicie rodzina wie o czymś czego my nie wiemy. Jakieś prawdziwe problemy Gabrieli, typu Grzegorz ją zdradzał i ukradkiem podbierał pieniądze, aby wydać na hazard lub w klubie Go-Go.
      Laura się narkotyzowała (pieniądze miała za płatny seks) a Róża permanentnie nie otrzymywała promocji do następnej klasy. A sama Gaba miała bardzo poważne problemy ze zdrowiem, przez cały czas, tylko ukrywała to przed światem za pomocą dzielnej grzywki i zmarszczonego kostiumu.
      Z kolei Ignaś był gejem albo i co gorszego.
      Byłoby to nie fair w stosunku do czytelników - no bo po co snuć historię, której czytelnicy nie znają.
      Ale na końcu to wszystko się wyda - powstanie epicki apokryf i będzie nam głupio, że tak jechałyśmy po Gabie.
      Po co taki zabieg robić, to nie wiem, ale sprzedaż tego ostatniego tomu na pewno będzie duża.
      Ot co
      • pi.asia Re: życie miała trudne... 19.04.22, 13:33
        Laurą, która miała pieniądze za płatny seks zrobiłaś mi dzień! Ja bym jeszcze dodała, że w tej branży Laura pewnie była dominą, która bierze chłopa na smycz i każe mu ganiać na czworakach, jak robił to "towarzysz Prosiaczek" w pewnym filmie.

        PS - odnośnie Twojej sygnaturki - te dwa ostatnie słowa po ukraińsku pisze się razem :) Ostatnio zrobiono mi wykład na ten temat :)
      • milstar Re: życie miała trudne... 19.04.22, 22:23
        >>Grzegorz ją zdradzał i ukradkiem podbierał pieniądze, aby wydać na hazard lub w klubie Go-Go.
        Laura się narkotyzowała (pieniądze miała za płatny seks)

        może Grzegorz oglądał Laurę na kamerkach, czy jak to się teraz nazywa. Kasa zostawała w rodzinie ;)
    • przymrozki Re: życie miała trudne... 20.04.22, 18:19
      Podobnych rozkmin dokonuje w "Języku Trolli" - Józinek, chłopina dziesięcioletnia, nie może się nadziwić, że Gabriela jest mimo porzucenia przez Pyziaka-samo-zło dokładnie tak dzielna, jak Łusia jest bystra. Co oznacza, że krzywda Gabrysi była mielona, omawiana i wyolbrzymiana lata po szczęśliwym zamążpójściu poszkodowanej i lata po powiciu przez nią Ignasia (inaczej młodszy od Ignasia Józinek nie miałby jak poznać tej strasznej historii).

      Wychodzi na to, że dogmat o dzielności Gabrieli był wciskany rodzinnym niemowlętom wraz ze smoczkiem.
      • guineapigs Re: życie miała trudne... 23.04.22, 23:24
        Ja pewnie jakas glupia jestem. Bo ja nie rozumiem jak 'bycie porzuconym przez meza' uznawac dzis jako jakas niesamowita tragedie. Owszem, jest to bardzo przykre i nielatwe, ale - na wszystko - jest to codziennosc. Gaba pracuje na uniwersytecie, ma dokola wykladowcow, pracownikow administracji i ochrony, studentow i studentki, lekarzy i szatniarzy - niby tam nikt sie nie rozwiodl, nie zostal zdradzony? Tylko Gaba? Moze sto lat temu rozwod mogl byc jakas tragedia osobista czy wizerunkowa - ale teraz? Wejdziesz na taki Pudelek - a masz rozwodow skolko ugodno, od Sasa do Lasa. Dokad nie nazywasz sie Windsor czy Doda to masz 99 proc szans, ze twoje rozwodowe problemy nie beda nikogo interesowac dluzej niz trzy dni. Oczywiscie rozwod to bardzo przykra sprawa - ale nie robmy z tego takiej tragedii, jak wojna czy morderstwo.
        • tt-tka Re: życie miała trudne... 24.04.22, 09:48
          guineapigs napisała:

          > Ja pewnie jakas glupia jestem. Bo ja nie rozumiem jak 'bycie porzuconym przez m
          > eza' uznawac dzis jako jakas niesamowita tragedie.

          Pragmatycznie, Guin... ta pozycja porzuconej i wiecznie cierpiacej daje Gabie calkiem wymierne i niebagatelne profity :)
        • przymrozki Re: życie miała trudne... 24.04.22, 09:58
          Gabriela faktycznie była przez moment w trudnej sytuacji życiowej - samotna matka bez pracy, wyrzucona ze studiów, na dodatek córka niepracującej matki i ojca więźnia politycznego, a do tego siostra studentki i dwóch dziewczyn w wieku szkolnym - ale akurat wtedy faktycznie przez moment zachowywała się dzielnie.

          Potem już porzucenie przez Pyziaka powinno być wspomnieniem z przeszłości. Nie mam danych statystycznych, ale zakładam, że w grupie wiekowej 35+ większość populacji ma za sobą jakieś rozstanie, miłosny zawód lub chociaż rozczarowanie prozą życia w związku. Jedno co czyniło odejście Pyziaka rzeczywiście przykrym i traumatycznym, było porzucenie dzieci. Tylko że akurat dzieciom traumy postpyziaczej nie wolno było mieć, a Józinkowi do głowy nie przyszło ubolewać nad smutnym losem kuzynek.
          • tt-tka Re: życie miała trudne... 24.04.22, 10:33
            Matka bez pracy w okresie australijskim Gaba byla na wlasne zyczenie, mogla te prace podjac. Studia raczej porzucila niz zostala z nich wywalona.
            W trudnej sytuacji to ona byla po drugim, tym juz na zawsze, wyjezdzie Janusza - zostala z dwojgiem dzieci i faktycznie juz porzucona, a nie tylko z wyobrazeniem, ze porzucona. I wtedy rzeczywiscie byla dzielna, podjela i skonczyla studia, zarazem zarabiajac korkami (poplatniejsze i sensowniejsze niz te z tylka wzieta tlumaczenia starozytnicze z OwR), zrobila dyplom, zdobyla prace w zawodzie wyuczonym, znalazla chlopa... po czym mamy kilka dziesiecioleci labidzenia. Wlasnie wtedy, kiedy ulozylo sie i wyszla na prosta !
            • pi.asia Re: życie miała trudne... 24.04.22, 11:54
              tt-tka napisała:

              > W trudnej sytuacji to ona byla po drugim, tym juz na zawsze, wyjezdzie Janusza
              > - zostala z dwojgiem dzieci i faktycznie juz porzucona, a nie tylko z wyobraze
              > niem, ze porzucona. I wtedy rzeczywiscie byla dzielna, podjela i skonczyla stud
              > ia, zarazem zarabiajac korkami (poplatniejsze i sensowniejsze niz te z tylka wz
              > ieta tlumaczenia starozytnicze z OwR), zrobila dyplom, zdobyla prace w zawodzie
              > wyuczonym, znalazla chlopa... po czym mamy kilka dziesiecioleci labidzenia. Wl
              > asnie wtedy, kiedy ulozylo sie i wyszla na prosta !

              Każdy, kto przygarnął kiedyś kota z ulicy/ze schroniska, doskonale zna ten mechanizm.
              W trudnych warunkach (bezdomność, bidul) kot się "trzyma" - funkcjonuje, poluje, szuka jedzenia, ma jakiś kąt do spania, ogólnie - radzi sobie, bo musi. Bo jest tak źle, że trzeba nastawić się na przetrwanie, na zaspokojenie podstawowych potrzeb. Nie ujawnia się ze swymi chorobami, niedomaganiami - one, jeśli nie mają gwałtownego, śmiertelnego przebiegu, schodzą na plan dalszy. Kot walczący o życie nie rozczula się nad sobą.
              Ale gdy takiego kota, pozornie zdrowego (no, może ma pchły i trochę zaropiałe oczy) weźmie się do domu, otoczy opieką, nakarmi i odpchli - nagle zaczyna chorować i to czasem na kilka chorób jednocześnie. Bo teraz już nie musi walczyć o życie i może sobie odpuścić.

              Tak samo ma Gaba - w sytuacjach ekstremalnych jest naprawdę dzielna - bo musi, bo nie ma wyjścia. A gdy sytuacja staje się idealna - wtedy wywleka stare, nieprzepracowane traumy i się nimi upaja. Do tego dochodzi kretyńska postawa rodzinki, która się nad nią rozczula. I mamy labidzenie level master.
              • tt-tka Re: życie miała trudne... 24.04.22, 12:19
                Nie jest. Byla. Bylo i splylo.
                jezeli ciaza corki studentki bez wlasnego kata, pracy i partnera, ucieczka dziecka z domu, zaginiecie drugiego dziecka nie sa sytuacjami ekstremalnymi, w ktorych ta dzielnosc powinna sie zmobilizowac, to ja juz nie wiem, co moze nimi byc.
                • pi.asia Re: życie miała trudne... 24.04.22, 14:02
                  tt-tka napisała:

                  > Nie jest. Byla. Bylo i splylo.
                  > jezeli ciaza corki studentki bez wlasnego kata, pracy i partnera, ucieczka dzie
                  > cka z domu, zaginiecie drugiego dziecka nie sa sytuacjami ekstremalnymi, w ktor
                  > ych ta dzielnosc powinna sie zmobilizowac, to ja juz nie wiem, co moze nimi byc

                  Ta dzielność wcale nie musi się mobilizować, bo nie ma po co.

                  Po pierwsze - wokół Wielkiej Boleściwej jest całe stado gotowe nieść pomoc. To nie Wielka Boleściwa ma się wziąć do galopu, tylko wszyscy wokół. Kto jest ośrodkiem decyzyjnym, gdy Laura uciekła z domu? Mila. Kto działa? Robrojek.
                  Ciąża studentki? - znowu do dzieła bierze się rodzina, w patologiczny zresztą sposób. Mila beszta Różę, a potem razem z Ignacem pastwią się nad Fryderykiem. A Józinek mówi "Jakoś go wychowamy". MY. Nie Róża, nie Gaba. Gaby przy tym nie ma. Gabę się pociesza.

                  Po drugie - a niby dlaczego Gaba miałaby się przejąć takimi sytuacjami ekstremalnymi? Przecież ona ma wywalone na własne dzieci, więc ich kłopoty, problemy, uczucia i emocje są dla niej tylko o tyle istotne, o ile wpływają na jej własny dobrostan.

                  Gaba tych sytuacji nie odbiera w kategorii "dziecko ma kłopot" tylko "dziecko SPRAWIA MI kłopot". I już jest okazja, żeby ryczeć.


              • przymrozki Re: życie miała trudne... 24.04.22, 17:53
                pi.asia napisała:


                > Każdy, kto przygarnął kiedyś kota z ulicy/ze schroniska, doskonale zna ten mech
                > anizm.
                > W trudnych warunkach (bezdomność, bidul) kot się "trzyma" - funkcjonuje, poluje
                > , szuka jedzenia, ma jakiś kąt do spania, ogólnie - radzi sobie, bo musi.

                Mechanizm to znany - organizm, który musi walczyć o fizyczne przetrwanie skupia się na przetrwaniu. Z tonących okrętów uciekają w tempie sprintera ludzie z połamanymi kończynami.

                Tyle że, z całym zrozumieniem dla trudnego położenia Gaby, to ona nigdy nie była w sytuacji naprawdę beznadziejnej. Nie groziły jej bezdomność, głód, oddanie dziecka do całodobowego żłobka, żeby tylko móc podjąć jakąkolwiek pracę ani nawet konieczność rezygnacji ze studiów i praca poniżej kwalifikacji i ambicji, żeby tylko dziecko nie chodziło w dziurawych butach. Z punktu widzenia walki o przetrwanie, Gabrysia mogła mieć więcej zasobów i pewniejsze siatki bezpieczeństwa niż niejedna szczęśliwie zamężna matka dwójki małych dzieci.
          • bupu Re: życie miała trudne... 24.04.22, 18:58
            przymrozki napisała:

            > Gabriela faktycznie była przez moment w trudnej sytuacji życiowej - samotna mat
            > ka bez pracy, wyrzucona ze studiów, na dodatek córka niepracującej matki i ojca
            > więźnia politycznego, a do tego siostra studentki i dwóch dziewczyn w wieku sz
            > kolnym - ale akurat wtedy faktycznie przez moment zachowywała się dzielnie.

            Gaba ze studiów nie została wyrzucona, ona je przerwała, na własne życzenie i nader idiotycznie. Mnóstwo dziewczyn kontynuowało studia z brzuchem i potem z niemowlęciem, Chmielewska wspominała nawet koleżankę, która powiwszy dziecię w porze ciepłej, zasuwała na uczelnię z wózkiem, parkując ten wózek razem z nielatem w uczelnianych ogrodach.
            • kooreczka Re: życie miała trudne... 24.04.22, 20:21
              Zwłaszcza, że maiła matkę niepracującą i do pomocy chętną. Sporo uczelni miało nawet przedszkola i żłobki dla studentek.

              Były tu podnoszone toerpie, że Gaba została wyrzucona za działalność Ignacego, ale IMHO w ogóle nie mamy na to dowodów- nie ma żadnych aluzji w tekście, na uczelnię wraca bez problemu, a jej siostra dostaje się na dużo bardziej niż dziś elitarną medycynę w czasach gdzie o przyjęciu finalnie decydowało widzimisię dziekana i rektora.
              • ciotka.scholastyka Re: życie miała trudne... 25.04.22, 11:30
                kooreczka napisał:

                > Były tu podnoszone toerpie, że Gaba została wyrzucona za działalność Ignacego,
                > ale IMHO w ogóle nie mamy na to dowodów- nie ma żadnych aluzji w tekście, na uc
                > zelnię wraca bez problemu, a jej siostra dostaje się na dużo bardziej niż dziś
                > elitarną medycynę w czasach gdzie o przyjęciu finalnie decydowało widzimisię dz
                > iekana i rektora.

                Przede wszystkim nie ma o tym ani słowa w późniejszych książkach, kiedy można by już było pisać o tym bez aluzji. Skoro jest o męczeństwie aresztowanego Ignacego, zatrzymania wspomina pogodnie Bernard, to czy MM pominęłaby taką okazję wystawienia pięknej opozycyjnej laurki swojej ukochanej postaci?
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: życie miała trudne... 24.04.22, 00:36
      Tak sobie myślę... Jakby iść tropem wątku "Pyziak zamurowan", gdzie ustalono, że go teściowa zamurowała żywcem, to mi się nasuwa taka teoria:
      On się wciąż snuje między tymi ścianami niczym wujek Bruno z "Naszego magicznego Encanto" i tak żyje przez lata, strasząc Gabę po nocach, ewentualnie zostawiając jej bukieciki kwiatów kalafiora przy pamiętnej dziurze pani Szczepańskiej... Tak więc trudne życie ciotki dalej trwa i siostrzeniec może je oglądać.
      A gdy Józkiniowiec spytał rodzinę o przyczynę tych trudów, to mu Borejki zaśpiewały "We don't talk about Pyziak"
        • bupu Re: życie miała trudne... 25.04.22, 15:31
          ciotka.scholastyka napisała:

          > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
          >
          > > A gdy Józkiniowiec spytał rodzinę o przyczynę tych trudów, to mu Borejki
          > zaśpie
          > > wały "We don't talk about Pyziak"
          >
          > Józkiniowiec!!! To jest nawet lepsze niż Stryba na listku sałaty! <3

          Tak, mnie też się Józkiniowiec szalenie podoba :D
    • kocynder Re: życie miała trudne... 28.04.22, 08:28
      Jeszcze gdzieś było, chyba odautorsko, że mimo fury nieszczęść umiała zachować pogodę ducha. Wymieniono (w tej furze nieszczęść) oczywiście porzucenie przez P., straszliwy wypadek samochodowy... Pewnie coś tam jeszcze, ale nie pamiętam. Zresztą może mi się tylko wydaje, że to było odautorsko, a to przemyślenia Józwy? Z tym, że te "nieszczęścia" to takie właśnie... Nie do końca.
    • srebrny_lisek Re: życie miała trudne... 29.04.22, 12:47
      To "trudne życie" to jeden cios, jakich wiele, a Gabochłon i tak miał miękkie lądowanie. Owszem, Pyziak porzucił ją i złamał jej serce, ale nadal miała sytuację godną pozazdroszczenia na tle wielu innych porzuconych kobiet - rodzinę, przyjaciół, życie skromne, ale ze spełnionymi potrzebami, mieszkanie, i o ile się nie mylę, nie musiała przez jakiś czas chyba nawet pracować, tylko gotowała rosoły i piastowała zdrowe, wesołe i pogodne dziecię. Potem studia, kariera marzeń, spełniające życie domowe, dobroduszny mąż... to już pani Lelujkowa, Genowefa, Kreska i Ewa miały sto razy gorszą sytuację, jak nie bytową, to emocjonalną. Tygrys za to sprawiał stosunkowo lekkie problemy; był mimo wszystko zdrowym, dobrze się uczącym, wygadanym dzieckiem - żadnych chorób fizycznych czy psychicznych, żadnych problemów z nauką, żadnej przemocy rówieśniczej, rozbojów, wyzwisk. Brakowało mu tylko jasnego postawienia granic i uwagi. Jestem pewna, że gdyby Gaba chciała, to mogłaby Tygrysa opanować, uwrażliwić. Tygrys był w stanie zrobić wiele dla osoby, która okazała mu serce (podobnie jak Ania Shirley, która na prośbę Mateusza, bez mrugnięcia okiem przeprosiła panią Lynde, a była dużo trudniejszym dzieckiem).
    • briar_rose Re: życie miała trudne... 29.04.22, 14:51
      Ach, nikt nie pochyli się nad nieszczęśliwym życiem Gaby!

      Przecież sam narrator objawia nam jego bezmiar!

      Ale, jak sama często stwierdzała ze zdziwieniem, duchem zakotwiczyła się, ot, gdzieś tak – na siedemnastym roku życia. I w ogóle trzymała się nieźle. A miała za sobą mocne wstrząsy: porzucenie przez Janusza Pyziaka, …potem wymuszony przez niego rozwód (...) po tej klęsce przetrwała też samotne lata z dwojgiem dzieci. Przeżyła furę kłopotów i zmartwień oraz poważny wypadek samochodowy. Nadal jednak przepełniały ją energia i radość życia, poczucie humoru wciąż jej dopisywało, a system mięśniowy niewiele osłabł od tych szkolnych czasów, kiedy jako Gabunia Borejko z zapałem grała w koszykówkę.

      W żadnej z tych książek nie obeszło się bez wzmianki, jak dzielnie Gaba znosi owo Straszliwe Porzucenie. Siła i wiara Gaby w ludzkie dobro a także jej wyluzowanie zamieniły się w użalanie się nad sobą i zamknięcie na świat.
      • bupu Re: życie miała trudne... 29.04.22, 18:05
        briar_rose napisał(a):

        > Ach, nikt nie pochyli się nad nieszczęśliwym życiem Gaby!
        >
        > Przecież sam narrator objawia nam jego bezmiar!
        >
        > Ale, jak sama często stwierdzała ze zdziwieniem, duchem zakotwiczyła się, ot
        > , gdzieś tak – na siedemnastym roku życia. I w ogóle trzymała się nieźle. A mia
        > ła za sobą mocne wstrząsy: porzucenie przez Janusza Pyziaka, …potem wymuszony
        > przez niego rozwód (...) po tej klęsce przetrwała też samotne lata z dwojgiem d
        > zieci. Przeżyła furę kłopotów i zmartwień oraz poważny wypadek samochodowy. Na
        > dal jednak przepełniały ją energia i radość życia, poczucie humoru wciąż jej do
        > pisywało, a system mięśniowy niewiele osłabł od tych szkolnych czasów, kiedy ja
        > ko Gabunia Borejko z zapałem grała w koszykówkę.

        >
        > W żadnej z tych książek nie obeszło się bez wzmianki, jak dzielnie Gaba znosi o
        > wo Straszliwe Porzucenie. Siła i wiara Gaby w ludzkie dobro a także jej wyluzow
        > anie zamieniły się w użalanie się nad sobą i zamknięcie na świat.

        Samotne lata, no kurła nie mogę, samotne lata z dwojgiem dzieci. Brzmi to jakby Gabunia robiła za jedyną żywicielke rodziny, tyrając na trzy etaty i nie mając oparcia w nikim. Tymczasem Gabon mieszkał na łonie licznej rodziny, spokojnie dokończył przerwane studia, zrobił doktorat i nie musiał se urywać rękawów.
        • ciotka.scholastyka Re: życie miała trudne... 30.04.22, 17:46
          bupu napisała:


          > Samotne lata, no kurła nie mogę, samotne lata z dwojgiem dzieci. Brzmi to jakby
          > Gabunia robiła za jedyną żywicielke rodziny, tyrając na trzy etaty i nie mając
          > oparcia w nikim.

          Normalnie współczesna wersja "Pokoju na poddaszu"!
        • briar_rose Re: życie miała trudne... 30.04.22, 23:20
          bupu napisała:

          > Samotne lata, no kurła nie mogę, samotne lata z dwojgiem dzieci. Brzmi to jakby
          > Gabunia robiła za jedyną żywicielke rodziny, tyrając na trzy etaty i nie mając
          > oparcia w nikim. Tymczasem Gabon mieszkał na łonie licznej rodziny, spokojnie
          > dokończył przerwane studia, zrobił doktorat i nie musiał se urywać rękawów.
          >

          Dokładnie. Mnie brak słów na to zdanie. Gaba przeżyła jakieś 7 "samotnych" lat, otoczona bliskimi, nie musiała się martwić o utrzymanie dzieci ani o opiekę nad nimi, naprawdę, mogło jej się trafić o wiele gorzej. Inaczej gdy nie ma się żadnej pomocy przy dzieciach, a nie, że jest się bez faceta.
      • przymrozki Re: życie miała trudne... 29.04.22, 18:56
        briar_rose napisał(a):


        > Przeżyła furę kłopotów i zmartwień

        Jakich? To znaczy wiem, że to cytat z MM, ale adresatem pytania mimo to czynię forum. Zgoda, porzucenie przez męża oraz wypadek to są jakieś tam życiowe perturbacje, ale one zostały wymienione oddzielnie. Jako osobne kategorie robactwa, które wypełzło z puszki Pandory, żeby wystawić na próbę świętą Gabrielę Jeżycką. Czyli ta fura kłopotów i zmartwień to coś innego niż Pyziak-samo-zło i połamana noga.
      • kocynder Re: życie miała trudne... 29.04.22, 19:52
        O! Ten właśnie fragment miałam na myśli! No, wstrząsy i dramaty jak... Ho, ho, ho! Porzucenie przez Janusza. No, ok, przyjmijmy dla dobra narracji, że porzucenie przez Janusza było jej dramatem. Mimo, że pierwsze "porzucenie" nie było de facto porzuceniem a problemami komunikacyjnymi wynikającymi z sytuacji geopolitycznej. No ale ok, porzucona po raz drugi, tym razem na prawdę - mogła faktycznie mieć ciężko i to nawet pomimo oparcia w rodzinie: ojciec siedział (być może internowany?)*, ona z gołą maturą, rzuciła studia (moim zdaniem sugestie, jakoby wywalono ją z powodów politycznych są kompletnie bezzasadne!), dwójka malutkich dzieci... Wymuszony rozwód? Pfff... Skoro Janusz już ją był porzucił, to w czym niby jej robił różnicę rozwód?Ba, nawet rozwód POPRAWIAŁ jej sytuację - zarówno przestawała być żoną niegodnego, który porzucił socjalistyczną ojczyznę na rzecz zgniłego zachodu, ale też przysługiwało jej po tym rozwodzie co najmniej kilka "profitów" - alimenty z funduszu (jeśli Janusz nie płacił), ulgi w szkole - np na obiady itp. W czym tu problem? Zwłaszcza, że rozwód był tylko cywilny, gdyż ślubu kościelnego nie było - mówię w kontekście, że np dla osoby mocno religijnej rozwód może być problematyczny z powodów wiary - no, ale to nie Gaba przecież, która z Januszem bez ślubu kościelnego żyła i współżyła i problemów z tym nie miała żadnych. Poważny wypadek samochodowy? Serio? Jakoś czytając o tej stłuczce miałam wrażenie, że lekarze trzymają Gabunię w szpitalu tylko dlatego, by móc się grzać w jej ciepełku i pławić w blasku grzywki, poza tym raczej była tam wypoczynkowo i rekreacyjnie. Fura kłopotów i zmartwień? Nie sądzę by miała tychże o włos więcej niż przeciętna jej równolatka - a sporo mniej niż większość.
        Natomiast wybitnie trafne jest stwierdzenie, że ona duchem zakotwiczyła gdzieś na siedemnastym roku życia. Dodałabym, nie tylko duchem, ale i mentalnie, emocjonalnie, rozwojowo itd. Ona NIE JEST i nie tylko nigdy nie była, ale nawet nie chciała spróbować być Gabrysią Pyziak i nie jest też Gabrielą Stryba. No, ok, formalnie może, urzędnik po zmianie stanu cywilnego coś jej tam w dowodzie namieszał. Ale tylko w papierach. Ona jest ciągle wyłącznie Gabunią Borejko, która zabójczo rąbie w kosza, która się fajnie zaopiekuje siostrzyczkami pod nieobecność mamusi i która prace traktuje jak lekcje z Pierogiem - zakuj, zalicz, zapomnij. Tylko... O ile to było ok, gdy miała te lat 17 - to już gdy ma pół wieku - perspektywa jakby inna. Ona już powinna przyjąć pełną odpowiedzialność za swoje dzieci (a traktuje je w sumie podobnie jak malutką Pulpę i Nutrię w KK, z tym, że gdy była siostrą zajmująca się małymi pod niebytność mamy - było ok, w momencie kiedy sama JEST mamą powinna mieć już całkiem inne podejście do obowiązków (a nie ma!). Powinna przyjąć odpowiedzialność za założoną przez siebie rodzinę (a nie pozostać w roli córeczki mamusi!). Powinna przyjąć odpowiedzialność chociażby za siebie - a nawet i tego nie ma zbytnio...
        • przymrozki Re: życie miała trudne... 29.04.22, 23:46
          kocynder napisała:

          > Fura kłopotów i zmartwień? Nie sądzę by m
          > iała tychże o włos więcej niż przeciętna jej równolatka - a sporo mniej niż wię
          > kszość.

          Weźmy, dla porównania, inną kobietę mniej więcej w wieku Gaby z tego samego uniwersum. Ida, wstań, kiedy o tobie mówię. Porzucił ją Walduś, wzgardził nią Klaudiusz, rozstała się ze Sławkiem, spuchły jej oczy od mazidła apostaty, zapadła na świnkę, spadła z kładki w Rumiankolandii i stała się niepełnosprawna na całe lato. Gdyby jej nie złowiła Dorotka, mogłaby umrzeć w rowie. A potem jeszcze tymczasowo straciła pośladek, już nie pamiętam czy od słońca, czy od szerszenia, jedno z dwóch. I choć łoże boleści Gaby nawiedzały pielgrzymki żałobników, to kontuzje Idy tylko śmieszyły rodzinę. Poza tym mieszkała w piwnicy bez dostępu do światła dziennego przez większą część roku, ustawicznie nie dosypiała i nie dojadała, męża miała albo nieobecnego, albo śpiącego i zaliczyła co najmniej jeden poważniejszy kryzys małżeński. Czasem była tak padnięta, że dzieciom na obiad dawała lody wyjęte z lodówki swoich rodziców, bo w domu nie było nic do jedzenia (i nie był to jednorazowy wyskok, jak wynikało z narracji Ignasia). Wesele jej nie wyszło, welon jej spaskudzono, miała nerwy z butami. Pierwsze miesiące małżeństwa spędziła na odganianiu niewychowanych bachorów spod swojej sypialni i niewychowaną siostrę ze swoich planów wakacyjnych.

          A jednak nikt nie uważa Idy za postać umęczoną i heroiczną (i słusznie).
        • kocynder Re: życie miała trudne... 30.04.22, 09:48
          A, miałam dodać po *
          Po pierwsze nie wierzę w żadną działalność wywrotową Ignacego. On za leniwy, a do działań zakulisowych, planowania i dyplomacji zdatny jak ją do fizyki. Czyli wcale. Tą odsiadkę widziałabym raczej, że osioł zajmował się kolportażem/drukiem tzw bibuły i zostawił plik gazetek na biurku, albo zaaferowany jakimś newsem kłapnął dziobem gdzie nie powinien. I tak się zastanawiam: bo zwykle pracownicy naukowi, po stwierdzeniu, że są elementem niebezpiecznym mieli problemy z powrotem do pracy. A Ignacy co? Wczasy zaliczył?
          I nie wierzę w to, że Gabę relegowanie z uczelni "za tatusia".
          • bupu Re: życie miała trudne... 01.05.22, 09:15
            kocynder napisała:

            > A, miałam dodać po *
            > Po pierwsze nie wierzę w żadną działalność wywrotową Ignacego. On za leniwy, a
            > do działań zakulisowych, planowania i dyplomacji zdatny jak ją do fizyki. Czyli
            > wcale. Tą odsiadkę widziałabym raczej, że osioł zajmował się kolportażem/druki
            > em tzw bibuły i zostawił plik gazetek na biurku, albo zaaferowany jakimś newsem
            > kłapnął dziobem gdzie nie powinien.

            Podejrzewam raczej to drugie, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie powierzyłby Ignacowi kolportażu bibuły. Wsypa gwarantowana, Ignac machałby tą podziemną literaturą jak pierwszomajowym sztandarem. Mogę sobie ostatecznie wyobrazić że dostał od kogoś taką gazetkę i przystąpił do lektury w miejscu publicznym.


            >I tak się zastanawiam: bo zwykle pracownic
            > y naukowi, po stwierdzeniu, że są elementem niebezpiecznym mieli problemy z pow
            > rotem do pracy. A Ignacy co? Wczasy zaliczył?

            Może go oddali bibliotece z tej tiurmy/internowania z kategorycznym przykazem zamelinowania go w najgłębszych czeluściach instytucji, bo się ubecja bała, że usłyszawszy jeszcze jeden monolog Ignaca, oszaleją z kretesem.

            > I nie wierzę w to, że Gabę relegowanie z uczelni "za tatusia".
            >

            Też nie wierzę.
            • kocynder Re: życie miała trudne... 01.05.22, 23:17
              No nie, Bupu. Machanie sztandarem, niezależnie czy z bibuły czy czerwonym jak pęki pierwszomajowych róż wymaga bycia "jakimś". Poglądów, idei... Nie klepania bezmyślnie cytatów ze starożytnych. Zaangażowania. Więc MOŻE ktoś go poprosił o odbicie na powielaczu gazetek (w bibliotece, jak mniemam, był powielacz) a ten gamoń odbiwszy po prostu pozostawił schludny stosik na biurku, na widoku, bo mu do łba nie przyszło, że to nie do końca, albo też, co bardziej (moim zdaniem) prawdopodobne dostał od kogoś bibułę - jako że nie był szują i świnią kompletną ktoś (docent?) mógł uznać, że nie zaszkodzi, a tępol wyczytawszy coś sensacyjnego poleciał z druczkiem gdzie nie trzeba, na zasadzie "Panie kolego, a widział pan...?" i trafił na partyjnego, albo sprzyjającego.
              Powody zwrotu Ignaca bibliotece podałaś racjonalne i zapewne słuszne, ale tak mniej literacko? Większość "politycznych" po odsiadce albo internacie miała problemy z powrotem na rynek pracy, nie mogli wykonywać niektórych zawodów (np związanych z nauczaniem) a ten co? Kłapnął dziobem czy ten plik bibuły zostawił gdzie nie trzeba, aresztowali go, odsiedział, już pal licho czy w więzieniu czy ośrodku interowania, skończył wyrok i...? Tak se spokojnie wraca na to samo stanowisko w tej samej bibliotece? Bez jakichkolwiek konsekwencji? Hmmm... No to albo ubecja się czasowo urżnęła w drzazgi i przegapiła, albo też Ignacy w tymże więzieniu/internacie podpisał lojalkę i został OZI. Co jest o tyle możliwe, że jeśli podsunęli mu ciut-ciut oczytanego oficera prowadzącego to ów gapę zagadał, rzucił jakimś Markiem Aureliuszem czy innym Seneką, przekonał, że wszak "Hummanum est" oraz "Scio me nihil scire", blablabla, Ignacy zachwycony kretyńskim bełkotem - zwłaszcza jeśli ów oficer prawidłowo akcentował bezokoliczniki - podpisałby wszystko z wyrokiem śmierci na siebie włącznie.
              A co do Gaby - były sugestie, że została relegowana właśnie za tatusia albo też za działalność własną, również wywrotową. Ani jedno ani drugie dla mnie nie do przyjęcia. Za znacznie cięższe winy rodziców dzieci nie miały utrudnionego dostępu do edukacji, a co działalności własnej Gabuni to, sorry, ale nie ma cienia wiarygodności, zarówno ze względu na jej ówczesn ą sytuację życiową jak temperament i ogólne zaangażowanie.
              • bupu Re: życie miała trudne... 02.05.22, 00:42
                kocynder napisała:

                > No nie, Bupu. Machanie sztandarem, niezależnie czy z bibuły czy czerwonym jak p
                > ęki pierwszomajowych róż wymaga bycia "jakimś". Poglądów, idei... Nie klepania
                > bezmyślnie cytatów ze starożytnych. Zaangażowania. Więc MOŻE ktoś go poprosił o
                > odbicie na powielaczu gazetek (w bibliotece, jak mniemam, był powielacz) a ten
                > gamoń odbiwszy po prostu pozostawił schludny stosik na biurku, na widoku, bo m
                > u do łba nie przyszło, że to nie do końca, albo też, co bardziej (moim zdaniem)
                > prawdopodobne dostał od kogoś bibułę - jako że nie był szują i świnią kompletn
                > ą ktoś (docent?) mógł uznać, że nie zaszkodzi, a tępol wyczytawszy coś sensacyj
                > nego poleciał z druczkiem gdzie nie trzeba, na zasadzie "Panie kolego, a widzia
                > ł pan...?" i trafił na partyjnego, albo sprzyjającego.


                O tym właśnie myślałam, pisząc o machaniu jak sztandarem. O jawnym czytaniu, kurcgalopku z sensacją do partyjnego kolegi, zostawianiu bibuły na biurku, tudzież temuż podobnież. Do konspiracji Ignacy nadaje się mniej więcej tak, jak ja do baletu (a mam problemy z koordynacją ruchową).

                > Powody zwrotu Ignaca bibliotece podałaś racjonalne i zapewne słuszne, ale tak m
                > niej literacko? Większość "politycznych" po odsiadce albo internacie miała prob
                > lemy z powrotem na rynek pracy, nie mogli wykonywać niektórych zawodów (np zwią
                > zanych z nauczaniem) a ten co? Kłapnął dziobem czy ten plik bibuły zostawił gdz
                > ie nie trzeba, aresztowali go, odsiedział, już pal licho czy w więzieniu czy oś
                > rodku interowania, skończył wyrok i...? Tak se spokojnie wraca na to samo stano
                > wisko w tej samej bibliotece? Bez jakichkolwiek konsekwencji? Hmmm... No to alb
                > o ubecja się czasowo urżnęła w drzazgi i przegapiła, albo też Ignacy w tymże wi
                > ęzieniu/internacie podpisał lojalkę i został OZI. Co jest o tyle możliwe, że je
                > śli podsunęli mu ciut-ciut oczytanego oficera prowadzącego to ów gapę zagadał,
                > rzucił jakimś Markiem Aureliuszem czy innym Seneką, przekonał, że wszak "Humman
                > um est" oraz "Scio me nihil scire", blablabla, Ignacy zachwycony kretyńskim beł
                > kotem - zwłaszcza jeśli ów oficer prawidłowo akcentował bezokoliczniki - podpis
                > ałby wszystko z wyrokiem śmierci na siebie włącznie.

                Jest to całkiem możliwa opcja.


                > A co do Gaby - były sugestie, że została relegowana właśnie za tatusia albo też
                > za działalność własną, również wywrotową. Ani jedno ani drugie dla mnie nie do
                > przyjęcia. Za znacznie cięższe winy rodziców dzieci nie miały utrudnionego dos
                > tępu do edukacji, a co działalności własnej Gabuni to, sorry, ale nie ma cienia
                > wiarygodności, zarówno ze względu na jej ówczesn ą sytuację życiową jak temper
                > ament i ogólne zaangażowanie.
                >

                W działalność wywrotową Gabelona nie wierzę tak samo, jak w działalność Ignaca. Nie i już.
                • kocynder Re: życie miała trudne... 02.05.22, 07:54
                  A ja w Gbrielę nawet mniej ni ż w Ignaca. Bo on, właśnie, jak osobnik dorosły i przynajmniej sprawiający na pierwsze wrażenie osobnika w normie intelektualnej, poza tym właśnie nie świniący specjalnie, nie czerwony jak flaga Rosyjska mógł właśnie zostać poproszony o pomoc w druku, albo dostać tąże bibułę od kogoś do przeczytania. A Gaba po pierwsze była smarkacz (tak, wiem, studenci to był nader aktywny element, ale mój własny, osobisty kuzyn, w wieku Gabbini będący i w przeciwieństwie do niej będący przynajmniej pozornie zaangażowanym politycznie owszem, parę razy był "spałowany", parę razy go zgarnięto na wiecach itp, jeździł na "zakazane" koncerty - ale studia pomimo to skończył normalnie (no, z rocznym poślizgiem, ale to z przyczyn osobistych a nie politycznych, i nikt go z nikąd nie relegował, ani nawet mu nie utrudniał tych jazd na drugi koniec Polski na koncert Defektu Mózgu czy innego), po drugie samotna (w sensie pozbawiona stałego męskiego ramienia) matka malutkiego dziecięcia miała sporo innych na łbie, po trzecie zaś - ona nigdy się w nic poza sobą nie zaangażowała. Pomijam ESD, bo to była zabawa z kolegami. Zabawa, która JĄ bawiła, z ludźmi, których ONA lubiła.
                  Królestwo i pół księżniczki temu, kto wskaże mi zaangażowanie Gaby w cokolwiek poza sobą samą przez czas dłuższy niż JEJ kaprys.
                • tt-tka Re: życie miała trudne... 02.05.22, 08:42
                  Ale o czym w ogole rozmowa... mamy wyraznie powiedziane, ustami/myslami Milicji, ze Ygnac "zostal aresztowany za redagowanie gazetek z dziedziny kultury i sztuki" :D

                  nb - nie bylo takich gazetek w podziemiu. Mogl byc artykul poswiecony kulturze w podziemnej prasie, ale specjalistycznych poswieconych tylko temu nie bylo. Albo Milicja nie wie, za co naprawde Ygnac usiadl, albo wstyd jej sie przyznac przed sama soba, ze za nic, wzglednie za gapiostwo/glupi przypadek lub cos w tym rodzaju.
                  za pewnik uwazam, ze gleda Ygnac sie do konspiracji nadaje jak ja do baletu - ujemnie
                  • bupu Re: życie miała trudne... 02.05.22, 10:02
                    tt-tka napisała:

                    > Ale o czym w ogole rozmowa... mamy wyraznie powiedziane, ustami/myslami Milicji
                    > , ze Ygnac "zostal aresztowany za redagowanie gazetek z dziedziny kultury i szt
                    > uki" :D
                    >
                    > nb - nie bylo takich gazetek w podziemiu. Mogl byc artykul poswiecony kulturze
                    > w podziemnej prasie, ale specjalistycznych poswieconych tylko temu nie bylo. Al
                    > bo Milicja nie wie, za co naprawde Ygnac usiadl, albo wstyd jej sie przyznac pr
                    > zed sama soba, ze za nic, wzglednie za gapiostwo/glupi przypadek lub cos w tym
                    > rodzaju.

                    No więc mnie się wydaje, że Ignac poszedł siedzieć za coś wyjątkowo kretyńskiego. Dlatego potem nie miał problemów z powrotem do pracy, bo władza ludowa uznała, że tak monumentalny kretyn zagrożenia nie stanowi, no ale ukarać przykładnie należało, dlatego dostał symboliczny wyrok. A że Milicji wstyd się było przyznać, nawet przed sobą, że poślubiła osła dardanelskiego, wymyśliła zatem legendę Ignaca w konspiracji.


                    > za pewnik uwazam, ze gleda Ygnac sie do konspiracji nadaje jak ja do baletu - u
                    > jemnie
                    >

                    No toż.
    • jontrew Re: życie miała trudne... 29.04.22, 22:29
      No właśnie, pierwszą część mamy już pięknie rozwiniętą, o Gabryjeli Wiecznie Cierpiącej. Ale druga cześć tej wypowiedzi jest też tak idiotyczna, że głowa mała.Biedna Gaba, normalnie nikt nie nie docenia jej cierpień. Może dlatego ciągle tyle o tym wszyscy nadają? Może jak chce się urwać z pracy, to szefowa nie bierze argumentu "Ale Pyyy..." na poważnie? A może Mamert przestał ich wszystkich leczyć za darmo, chociaż Gabę porzucił 30 lat temu pierwszy mąż?
      I dokładnie, skąd niby Jóźwinowiec:) o tym wie? Niezła musiała tam być atmosfera, że dzieciak tak to wchłonął z powietrza. Szkoda tylko, że z tej okazji nie oszczędził syna biednej, dzielnej ciotki. Ale widać, pewnie cioci na tym nie zależało, bo przecież on chyba by nie dokładał zmartwień tej dzielnej kobiecie świadomie, co nie?

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka