Dodaj do ulubionych

Będąc (niezbyt) młodą feministką

30.05.22, 12:18
Zacznijmy od małego coming outu: tak, jestem feministką i to nawet w okularach. Niepalącą, jednakowoż, więc nie dymię nikomu w te biedne oczy, natomiast i owszem, wredna potrafię być. I tak sobie postanowiłam skompilować listę dziesięciu najbardziej zgrzytozębogennych, z punktu widzenia feministki, rzeczy w Sadze.

10. Makjiaż to zuo, skromność niewieścia uber alles. Tendencja wielokrotnie na forum omawiana, w ostatnich tomach doprowadzona do rozmiarów szczytowych. Pannie młodej nawet na własny ślub nie przystoi się zrobić na bóstwo i włożyć kreacji o której wymarzyła, ma zasuwać do ołtarza jak słowiańska dziewoja, we wianeczku, gieźle, z lśniącym nosem, pryszczem na czole i z rozcapierzoną szopą na głowie (nie czarujmy się, Larwa nie miała po demontażu pancernej koafiury weselnej gładkiego warkocza, tylko zjeżoną szczotkę). Otóż jako feministka protestuję gwałtownie przeciw narzucaniu jakichkolwiek standardów w tej kwestii. Jak ktoś ma życzenie nosić makijaż, niech się maluje, komu pasuje z gołą twarzą, niech chodzi z gołą. I niech to będzie WYBÓR posiadacza twarzy, a nie odgórny standard, w dodatku wiażący posiadanie makijażu lub jego brak z walorami moralnymi nosiciela.

9. Role płciowe utrwalone zgoła w betonie. Kobiety są grzeczne, miłe, ciche i uległe, faceci małomówni, nie okazują emocji, za to potrafią zrobić remont. Kto odstaje od szablonu jest pacyfikowany (patrz Laura, do pewnego momentu dziewczę przedsiębiorcze i myślące [niekoniecznie rozsądnie, ale jednak], nie poddające się rodzinnej presji, prezentowana jako Ta Zua, w opozycji do swej cielęcej, patologicznie uległej siostry Róży, lansowanej na drugą Matkę Boskę Jeżycką).

8. Praca zawodowa kobiet zawsze mniej ważna niż praca mężczyzn. Tu zgrzytnęło pierwszy raz dawno temu, w Pulpecji, opisem jak to Milicja cierpliwie słuchała opowieści Marka jak tam było w pracy, bo mężczyzna przecież się musi wygadać na ten temat. Kobieta najwyraźniej nie musi, bo opowieści zawodowych swych córek Milicja nie miała w zwyczaju wysłuchiwać. To widać też w opisach tego, co się dzieje z dawno widzianymi parami bohaterów, dowiadujemy się jakie sukcesy zawodowe odniósł on, ale o niej najwyżej co urodziła. O Cesi wiemy, że ma dzieci i wnuki w ilościach na wagony, ale nawet nie wiemy, czy poszła na swoją wymarzona medycynę. Oraz jeszcze okropna scena z Feblika, wiążąca się też z punktem siódmym, gdy IGS dostrzega w kuchennym zlewie u Pałysów górę brudnych garów, pozostawionych tam przez Marka (Ida akurat siedzi w Rumiankowie), bo przecież Marek jest zbyt zajęty pracą, żeby zmywać. Najwyraźniej tyrająca na dwa etaty (Mediluks i szpital) Ida zbyt zajęta nie jest.

7. Praca zawodowa kobiet zawsze mniej ważna niż zajmowanie się domem. Tu mamy mnóstwo materiału, bo od pewnego czasu wszystkie kobiety Klanu prezentowane są wyłącznie przez pryzmat ich klęczenia przy domowym ognisku, praca plącze się w dalekim tle, jeśli w ogóle, a wzorem kobiecości jest ostatnio Pyza, która w życiu nie pracowała zawodowo, a studiowała mężologię. Zaznaczmy, nie mam nic przeciwko osobom, decydującym się na zostanie niepracującym rodzicem, wręcz przeciwnie, pełen szacunek z mojej strony. Ale, po pierwsze, to powinien być dobrowolny wybór, a nie bo tak należy tudzież wypada, po drugie nie każda kobieta jest stworzona na boginię domowego ogniska, można mieć do zajęć domowych dwie lewe łapy i zywiołowy wstręt i też nie ma w tym nic złego. Obowiązki domowe to coś, co powinno być dzielone między obu partnerów i nie na zasadzie "ty jesteś babą, to ty zmywasz" (Pałys, leniu, wstań jak do ciebie mówię).

6. Człowiek istnieje dla rodziny i tylko w rodzinie, ma zatem być tej rodzinie posłuszny, albowiem rodzina wie lepiej. Przykłady licznie rozsiane po całej Sadze, dlaczego jest to szkodliwe do potęgi entej, tłumaczyć chyba nie muszę?

5. Związki męsko-damskie jako więź mistyczna, nie wymagająca rozmów, ani żadnej tam pracy emocjonalnej i mentalnej, po prostu jedno spojrzenie w okna... pardon, oczy i wypełza złoty nicień, po czym żyli długo i szczęśliwie, ona wsparta ufnie na jego silnej męskiej pierwsi. Spojrzysz i będziesz wiedziała, bzdura toksyczna tak, że należałoby ją zabetonować 100 m pod ziemią, w ołowianym pojemniku. Jest to oczywiście więź wymagająca przypieczętowania przed ołtarzem, zawarta na wieki i po grób. Śluby cywilne i rozwody to domena CKNUKów i fubrawców.

4. Związki męsko-damskie i płodzenie progenitury jako jedyny właściwy sposób realizowania się w życiu, zwłaszcza przez osoby płci żeńskiej. Nieważne, moja droga, jakim jesteś człowiekiem i co chcesz osiągnąć w życiu, ważne co urodzisz i ile to będzie miało punktów w skali Apgan, hehe (tak, piję do odrażającego zakończenia CZ). Jeśli jesteś singielką, zapomnij o szczęściu. Możesz bowiem być nieszczęsną firaną, smutną, albowiem żaden dzidziuś na ciebie nie czeka, albo wrednym babsztylem, wyżywającym się na innych. Zadowolona z życia singielka? Takie w Sadze nie występuja.

3. Promowanie koszmarnie toksycznych wzorców "prawdziwej męskości". Generalnie rzecz biorąc jakiekolwiek wzorce ról płciowych nie budzą mojego entuzjazmu, niech każdy sobie żyje tak, jak chce i jak mu pasuje, nie musimy wtykać ludzi w przegródki, natomiast to, co MM promuje jako ideały męskości, będę szczera, jeży mi włos na głowie. Mamy Józefa troglodytę, który bija słabszych, ku aplauzowi całej rodziny, przekonanej, że bycie tłuczonym utwardza charakter (WOMIT), a namolnymi niewiastami trzęsie jak szczurem, co nie przeszkadza mu robić za rycerza. To, że jest nader jadowitym mizoginem, gardzącym kobietami z całego serca, też nie przeszkadza. A w charakterze drugiego wzoru mamy Maszpana, traktującego swoją wybrankę jak słabo rozgarniętą pięciolatkę, za którą trzeba podejmować wszelkie decyzje (nawet kiedy jej zawieźć gacie na nowe mieszkanie), ba, nawet jej buzię trzeba umyć nad zlewem jak dziecku. Coś podejrzewam, że zlobotomizowana złotym nicieniem Larwa za dużo do powiedzenia w swoim związku nie ma. W dodatku ten wzór menskości i obiekt płomiennych zachwytów Józwy, jest absolutnym egoistą, swoje potrzeby i uczucia traktującym jako priorytet ("nie rycz, durna, nad tą kiecką utraconą, mnie ona nie była potrzebna"). Pojawienie się Podeszwy, stalkera, ciągnącego się za Norą, mimo, że ta mu wielokrotnie komunikowała brak zainteresowania, ani trochę nie poprawia sytuacji w zakresie wzorców męskich Sagi.

2. Groteskowe i przerażające poglądy na temat przemocy, w tym również tej na tle seksualnym. Tu mamy Józwę, trzęsącego Magdusią jak szczurem, choć przed niechcianym dotykiem z jej strony mógł się obronić na tysiąc innych sposobów (jak na przykład Klaudiusz, na którego rzuciła się Ida, on zaś odskoczył i wyraził protesta werbalnie), no ale panna zachowała się w sposób niegodny damy, to trzeba ją ukarać, c'nie, więc to nie przemoc. Przemoc to Bogatka, rzucający się na Derotkę (no to się zgadza) ALE gdy ta Dorotka wali agresora w cyferblat, zaraz potem się wstydzi, tego co zrobiła, bo znowuż, kobiecie nie przystoi. Nie, serio? Kobiecie nie przystoi się bronić?

[Zanim ktoś mi zacznie porównywać te dwie sceny, Józwy z Magdusią i Doroty z Igorem, zwrócę tylko uwagę że w pierwszym przypadku zaatakowanym był dwumetrowy drągal, agresorem dziewczę wzrostu hobbita, a rzecz działa się w pełnym ludzi mieszkaniu, w przypadku drugim dzieweczka z nogą w gipsie została na odludziu zaatakowana przez napakowanego osiłka. Taka drobna różnica w okolicznościach.]

1. Rozmowa Flobrego z Norą z CZ, po tym jak ją Gałdęty napadł. Tak, ten moment zdecydowanie takes the cake, jak mawiają Anglosasi. A dlaczego ta scena bierze torcik? Gdyż Flobry tłumaczy tam swojej latorośli nie jak się bronić przed natrętami, czy cuś. O nie. On jej prawi, że ma się ona inaczej zachowywać. Rozsądku i powagi nabrać, no. Tak jakby to ona odpowiadała za zachowanie cymbała, który ją napadł.
Obserwuj wątek
    • haszyszymora Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 30.05.22, 14:19
      Ja bym jeszcze dodała tabuizowanie seksu vel "Co by nam dało mówienie <seks, seks>". No nie wiem, może dwa nieudane małżeństwa mniej? Gaba ewidentnie wyszła za Pyziaka z powodu wpadki, dramaty Róży zajęły trzy tomy, a wszystkiego dałoby się uniknąć, gdyby młodzi wiedzieli coś o antykoncepcji.

      Poza tym zastanawiam się, pod co podpiąć koszmar z Bratkiem: cała rodzina jest świadkiem awantur, Nutria ewidentnie ucieka przed typem aż do Grecji, męczy się kilka lat w toksycznym związku - a rodzina dopinguje psychopatę, by porwał puellę do ołtarza. Bo "Nutria potrzebuje kogoś, kto za nią zdecyduje".
      • jontrew Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 30.05.22, 14:26
        A Laura kogoś, kto jej założy chomąto.
        Fajnie jest zobaczyć tak to wszystko ładnie rozpisane- dzięki Bupu! Bo uwaga tu, głupota tam, to nie robi aż takiego wrażenia, jak szczegółowa lista. Zwłaszcza, że wiele osób nie czyta neo i zna tylko pobieżnie treść. Serio, kobieta o kobietach coś takiego?! Ja rozumiem różnicę poglądów, pokoleń, doświadczeń, ale obwinianie ofiary i wmawianie jej wstydu za nie jej winy, toż to czyste @#$%%^!
      • bupu Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 30.05.22, 15:08
        haszyszymora napisał(a):

        > Ja bym jeszcze dodała tabuizowanie seksu vel "Co by nam dało mówienie <seks
        > , seks>". No nie wiem, może dwa nieudane małżeństwa mniej? Gaba ewidentnie
        > wyszła za Pyziaka z powodu wpadki, dramaty Róży zajęły trzy tomy, a wszystkiego
        > dałoby się uniknąć, gdyby młodzi wiedzieli coś o antykoncepcji.

        A to tak, jak najbardziej.

        > Poza tym zastanawiam się, pod co podpiąć koszmar z Bratkiem: cała rodzina jest
        > świadkiem awantur, Nutria ewidentnie ucieka przed typem aż do Grecji, męczy się
        > kilka lat w toksycznym związku - a rodzina dopinguje psychopatę, by porwał pue
        > llę do ołtarza. Bo "Nutria potrzebuje kogoś, kto za nią zdecyduje".


        Pod toksyczne wzorce męskości, oczywiście. Przecież dla bab w tej rodzinie prawdziwi mężczyźni to Heathcliff, Bohun i Rochester, a Nerwus idealnie wpisuje się w taki typ, "namiętnego", porywczego przemocowca, co to wybrankę siłą wlecze za łeb do ołtarza. Ponadto w tej rodzinie obowiązującą ścieżką dla młodej kobiety jest złapać kurczowo pierwsze portki jakie się nadarzą i popędzić z nimi do ołtarza, Nutria zaś, w czasach Nerwusa była, jak na Borejkowskie standardy, starą panną (a nawet murszejącą z lekka starą panną), zbliżała się bowiem do trzydziestki. A zatem, podle borejczanej wizji świata, skoro kobieta tak leciwa, zamiast wczepić się pazurami w energicznie nań lecącego kawalera z dobrej rodziny, drugą ręką łapiąc w przelocie welon, się waha, ucieka i robi sztuki, to znaczy, że to z nią jest coś nie tak. Nie z nim.
        • przymrozki Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 30.05.22, 18:40
          bupu napisała:


          > Przecież dla bab w tej rodzinie praw
          > dziwi mężczyźni to Heathcliff, Bohun i Rochester,

          Tak, przy czym strażniczki systemu, to znaczy Mila i Gaba, same żyją w zupełnie innych związkach. Mila jest niewątpliwie głową swojej rodziny, tyle że chce jej się udawać przed mężem, że to on jest panem domu. Gabriela zaś ma więcej szacunku i większym posłuchem darzy meble niż Grzegorza.
          • kocynder Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 30.05.22, 19:09
            Właśnie spróbowałam sobie wyobrazić reakcję pana Rochestera na reakcję (a raczej brak reakcji) w sprawie zmywarki... Bo reakcję Bohuna dość łatwo przewidzieć i wizja Gaby po "dyskusji" z Bohunem w kwestii powinności żony jawi mi się piękną... ;)
            • bupu Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 30.05.22, 19:27
              kocynder napisała:

              > Właśnie spróbowałam sobie wyobrazić reakcję pana Rochestera na reakcję (a racz
              > ej brak reakcji) w sprawie zmywarki... Bo reakcję Bohuna dość łatwo przewidzieć
              > i wizja Gaby po "dyskusji" z Bohunem w kwestii powinności żony jawi mi się pię
              > kną... ;)
              >


              "Dyskusja" Bohuna z Ignacem na temat zmywarki jawi mi się również całkiem upojnie.
              • kocynder Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 30.05.22, 19:36
                Rany... MArzy mi się spotkanie Bohuna i jego pułku z Borejkami en masse... I to, jak watażka Jurko by życzliwie i cierpliwie tłumaczył wszystkim, gdzie ma akcentowanie bezokoliczników łacińskich...
                Inna kwestia, że od kiedy Bohuna zagrał nieziemski Saszka Domogarow - kompletnie nie pojmuję jak ta blond-gamonica (? Jak brzmi żeńska wersja od "gamoń"?) mogła wybrać cielę na niedzielę czyli Żebrowskiego... Wiem, scenariusz nie przewidywał innej wersji, ale chyba bym nakichała na scenariusz... ;)
                  • kocynder Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 30.05.22, 20:01
                    Hehehe... Nie. Nie w Bohunie się kocham, ino jak już to w ognistym Saszce Domogarowie (o czym, nota bene, mąż doskonale wie!). I nie, nie ma opcji "łobuz kocha najbardziej". Znaczy jest, ale jako opcja a nie reguła. Na dodatek opcja na tyle rzadka, że należy ją posadzić w borze obok kwiatu paproci i mitu o tym, że pierwsza licealna miłość musi być po ślub, grób i drób.
                    A Aleksandra Domogarowa brałabym w ciemno - choćby za to spojrzenie ostatnie, kiedy prowadzą go na arkanie, ciapowaty Żebrowski (pardon, Skrzetuski) zdejmuje mu pętlę z szyi, oddaje szablę i konia... Rany, jak on umie spojrzeć... Jednym błyskiem w oku umie wyrazić i butę i ciągle nieszczęśliwe kochanie Heleny i obietnicę zemsty... No i ten głos... Kilka razy słyszałam jak on śpiewa, matko, córko i kochanko...
                    Gu, masz pomysł jak powinna brzmieć żeńska wersja od "gamoń"? Nawet nie w kontekście Kurcewiczówny, ale tak na przyszłość? ;)
                    • mamuka_z_boru Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 31.05.22, 08:53
                      kocynder napisała:

                      > A Aleksandra Domogarowa brałabym w ciemno - choćby za to spojrzenie ostatnie, k
                      > iedy prowadzą go na arkanie, ciapowaty Żebrowski (pardon, Skrzetuski) zdejmuje
                      > mu pętlę z szyi, oddaje szablę i konia... Rany, jak on umie spojrzeć... Jednym
                      > błyskiem w oku umie wyrazić i butę i ciągle nieszczęśliwe kochanie Heleny i obi
                      > etnicę zemsty... No i ten głos... Kilka razy słyszałam jak on śpiewa, matko, có
                      > rko i kochanko...
                      > Gu, masz pomysł jak powinna brzmieć żeńska wersja od "gamoń"? Nawet nie w konte
                      > kście Kurcewiczówny, ale tak na przyszłość? ;)
                      >
                      "Gamonica" jest najbardziej regularne i moja matka polonistka odkąd pamiętam tej formy używa.
                      A co do wyboru Heleny, to ja jej się do końca nie dziwię. Tzn, wiadomo - Bohun byłby na pewno ognistym kochankiem i emocji zapewnił więcej niż flanelowy Skrzetuski, ale dorastając z nim miała pewnie niejeden raz okazję zobaczyć jego gwałtowność i niezrównoważenie. I o ile dumki pewnie w alkowie by jej śpiewał, to gdyby mu się odwidziało, to nahajką po białych plecach... U boku Skrzetuskiego wiodła żywot nabożny a nudny, ale nie ryzykowała odesłania do Horpyny w razie małżeńskiego nieposłuszeństwa, konieczności tolerowania innych branek, gdyby się ognistemu watażce ich zachciało i życia w jakimś zapadłym chutorze. Ze Skrzetuskim wchodziła w kręgi dworskie, mogła ewentualnie zasilić fraucymer królowej (i gdyby pan mąż okazał się gwałtownikiem mogłaby poprosić o jakąś interwencję albo przynajmniej zaszkodzić mu wizerunkowo), zostawała w kręgu szanujących ją i kochających (Zagłoba) ludzi. A z Bohunem? Ślub przy tysiącu świec, a potem kamień w wodę, łaska i niełaska pana.
                      • kocynder Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 31.05.22, 11:39
                        Ej, no ale ja bym wybrała Domogarowa przed Żebrowskim a nie Bohuna przed Skrzetuskim! Bohuna (wraz z jego pułkiem) to bym wysłała na dysputę do Borejków en masse, no, samego to może jednorazowo/kilkurazowo do własnej sypialni, ale nie na życie! :D
                        • bupu Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 31.05.22, 11:46
                          kocynder napisała:

                          > Ej, no ale ja bym wybrała Domogarowa przed Żebrowskim a nie Bohuna przed Skrzet
                          > uskim! Bohuna (wraz z jego pułkiem) to bym wysłała na dysputę do Borejków en ma
                          > sse, no, samego to może jednorazowo/kilkurazowo do własnej sypialni, ale nie na
                          > życie! :D
                          >


                          Obawiam się że Domogarow to jak Diabeł Chmielewskiej - mnóstwo uroku i seksapilu, ale do codziennego życia się toto nie nadaje.
                        • kooreczka Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 31.05.22, 12:01
                          Wiem, że może zabrzmi to źle, ale romantyzowanie Bohuna to jak twierdzenie, że Humbert Humbert był nieszczęśliwie zakochany.


                          Ja tylko przypominam, że ideą Bohuna na romantyczną rozmowę było wspominanie jak to z kolegami pojmali statek młodych dziewcząt, zbiorowo je zgwałcili potem potopili, ale to się nie liczy bo się nie zakochał.
                          Zabił przy niej służącego, wymordował z zimną krwią rodzinę.
                          Potem- mając ledwie żywą Helenę- wpada w szał, bo ona o innym pomyślała i Horpyna wywala go z komnaty bo nie daje jej leczyć.


                          Bohun to oryginalny Nice Guy- jest miły, więc Helena mu się należy, w dodatku wcale nie kryje, że mógłby zabić. Nie szanuje jej jako osoby, wielbi jak obraz w kościele. Jak na obrazie pojawi się rysa gotów zabić. Potem pewnie rozwali głowę bijąc nią o trumnę, ale Helenie to już by było na nic.

                          Kiedyś w rozmowie usłyszałam, że "Bohun tego służącego zabił bo bronił Heleny przed gwałtem"- serio, ludzie nadpisują wydarzenia, żeby im pasowały.

                          Wyobraźcie sobie, że zakochuje się w was ruski mafiozo, który ledwie umie się podpisać, ale sypnie kasą na rodziną firmę, więc wszyscy was pchają. Próbujecie uciec, w związku z czym on przychodzi do domu na kolację, po czym wyciąga pepeszę. Bo was tak kocha i teraz zawsze będziecie razem.
                          • bupu Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 31.05.22, 12:41
                            kooreczka napisał:

                            > Wiem, że może zabrzmi to źle, ale romantyzowanie Bohuna to jak twierdzenie, że
                            > Humbert Humbert był nieszczęśliwie zakochany.
                            >
                            >
                            > Ja tylko przypominam, że ideą Bohuna na romantyczną rozmowę było wspominanie ja
                            > k to z kolegami pojmali statek młodych dziewcząt, zbiorowo je zgwałcili potem p
                            > otopili, ale to się nie liczy bo się nie zakochał.

                            Nie, żebym tu usiłowała bronić Jureczka, ale historię o statku pełnym mołodyci to chyba nie on opowiadał, tylko któryś z podwładnych. Acz nie wykluczam, że źle pamiętam.

                            > Zabił przy niej służącego, wymordował z zimną krwią rodzinę.

                            No, z całą pewnością nie z zimną, jako że po lekturze listów znalezionych przy Rzedzianie dostał regularnego szału. Nie, żeby to go jakkolwiek usprawiedliwiało.

                            > Potem- mając ledwie żywą Helenę- wpada w szał, bo ona o innym pomyślała i Horpy
                            > na wywala go z komnaty bo nie daje jej leczyć.
                            >
                            >
                            > Bohun to oryginalny Nice Guy- jest miły, więc Helena mu się należy, w dodatku w
                            > cale nie kryje, że mógłby zabić. Nie szanuje jej jako osoby, wielbi jak obraz w
                            > kościele. Jak na obrazie pojawi się rysa gotów zabić. Potem pewnie rozwali gło
                            > wę bijąc nią o trumnę, ale Helenie to już by było na nic.

                            Otóż właśnie tak.


                            >
                            > Wyobraźcie sobie, że zakochuje się w was ruski mafiozo, który ledwie umie się p
                            > odpisać, ale sypnie kasą na rodziną firmę, więc wszyscy was pchają. Próbujecie
                            > uciec, w związku z czym on przychodzi do domu na kolację, po czym wyciąga pepes
                            > zę. Bo was tak kocha i teraz zawsze będziecie razem.

                            Takie rołmąticzne, prawie jak dzieuo Blanki Lipińskiej...
                            • kooreczka Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 31.05.22, 13:22

                              On mówi. Sprawidziłam i jest gorzej niż myślałam


                              — Co ty mnie uczyniła, ne znaju, ale to znaju, że jeśli ja tobie nieszczęście, to i ty mnie nieszczęście. Żeby ja ciebie nie pokochał, byłby ja wolny jak wiatr w polu i na sercu swobodny, i na duszy swobodny, a sławny jak sam Konasewicz Sahajdaczny. Twoje to liczko mnie nieszczęście, twoje to oczy mnie nieszczęście; ni mnie wola2150 miła, ni sława kozacza! Co mnie były krasawice, póki ty z dziecka na pannę nie wyrosła! Raz ja wziął galerę z najkraśniejszymi mołodyciami2151, bo je sułtanowi wieźli — i żadna serca nie zabrała. Poigrały Kozaki-braty, a potem ja każdej kamień kazał do szyi i w wodę. Nie bał ja się nikogo, nie dbał o nic — wojną na pogan chodził, łup brał — i jak kniaź w zamku, tak ja był na stepie. A dziś co? Ot, siedzę tu — i rab, o dobre słowo u ciebie żebrzę i wyżebrać nie mogę — i nie słyszał go nigdy, nawet i wtedy, gdy cię bracia i stryjna za mnie swatali. Oj, żeby ty, dziewczyno, była dla mnie inna, żeby ty była inna, nie stałoby się to, co się stało; nie byłby ja twoich krewnych pobił, nie byłby ja się z buntem i chłopami bratał, ale przez ciebie ja rozum stracił. Ty by mnie, gdzie chciała, zawiodła — ja by ci krew oddał, duszę by oddał. Ja teraz ot, cały we krwi szlacheckiej ubroczon, ale dawniej ja tylko Tatarów bił, a tobie łup przywoził — żeby ty w złocie i klejnotach chodziła jak cheruwym bożyj2153 — czemu ty mnie wtedy nie kochała? Oj, ciężko, oj, ciężko! Żal sercu mojemu. Ni z tobą żyć, ni bez ciebie, ni z dala, ni z bliska — ni na górze, ni na dolinie — hołubko ty moja, serdeńko ty moje! No, daruj ty mnie, że ja przyszedł po ciebie do Rozłogów po kozacku, z szablą i ogniem, ale ja był pijany gniewem na kniaziów i gorzałkę po drodze pił — zbój nieszczęsny. A potem, jak ty mi uciekła, tak ja po prostu jak pies wył i rany bolały, i jeść nie chciał, i śmierci-matki prosił, żeby zabrała — a ty chcesz, by ja cię teraz oddał, by utracił cię na nowo — hołubko ty moja, serdeńko ty moje!

                              Watażka przerwał, bo mu głos urwał się w gardle i stał się prawie jęczący, a twarz Heleny to rumieniła się, to bladła. Im więcej niezmiernej miłości było w słowach Bohuna, tym większa przepaść otwierała się przed dziewczyną, bez dna, bez nadziei ratunku.


                              ----

                              To jest jakiś horror, tego monologu King by się nie powstydził. Dziewczyna uciekła dręczycielowi, na jego widok próbowała się zabić, on z powrotem targa ją do klatki i jeszcze robi z siebie ofiarę. Nadal romantyczne?

                              Tak się zastanawiam- Sienkiewicz zrobił bardzo dobrą robotę. Jurko jest uzależniony od adrenaliny, nie nadaje się do życia nie tylko w czasach pokoju, ale do życia wcale. Nawet wielka miłość jest dla niego przeżyciem i teatrem jednej osoby. W rezultacie nigdy się nie zmienia i staje się zbyt nieobliczalny dla swoich sojuszników.


                              I czytał o "tej głupiej Helenie, co Skrzetuskiego nie chciała". I już takiego Azję będzie kreślić bardzo grubą kreską, bo przekonał się, że nie może liczyć na inteligencję czytelnika.
                              • bupu Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 31.05.22, 13:29
                                kooreczka napisał:

                                >
                                > To jest jakiś horror, tego monologu King by się nie powstydził. Dziewczyna ucie
                                > kła dręczycielowi, na jego widok próbowała się zabić, on z powrotem targa ją d
                                > o klatki i jeszcze robi z siebie ofiarę. Nadal romantyczne?


                                <Chór Borejkowien z offu> Ale on jom tak kooooochaaaaaa...
                                No i właśnie dlatego rodzina nie reagowała na odpały Nerwusa, widząc w nich dowód miłości i wyraz męskiej stanowczości.
                            • mircja Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 31.05.22, 13:39
                              bupu napisała:



                              > Nie, żebym tu usiłowała bronić Jureczka, ale historię o statku pełnym mołodyci
                              > to chyba nie on opowiadał, tylko któryś z podwładnych. Acz nie wykluczam, że źl
                              > e pamiętam.

                              Nie, w książce to Bohun we własnej osobie opowiadał tę historię:

                              ,,— Co ty mnie uczyniła, ne znaju, ale to znaju, że jeśli ja tobie nieszczęście, to i ty
                              mnie nieszczęście. Żeby ja ciebie nie pokochał, byłby ja wolny jak wiatr w polu i na sercu
                              swobodny, i na duszy swobodny, a sławny jak sam Konasewicz Sahajdaczny. Twoje
                              to liczko mnie nieszczęście, twoje to oczy mnie nieszczęście; ni mnie wola miła, ni
                              sława kozacza! Co mnie były krasawice, póki ty z dziecka na pannę nie wyrosła! Raz ja
                              wziął galerę z najkraśniejszymi mołodyciami, bo je sułtanowi wieźli — i żadna serca
                              nie zabrała. Poigrały Kozaki-braty, a potem ja każdej kamień kazał do szyi i w wodę.
                              Nie bał ja się nikogo, nie dbał o nic — wojną na pogan chodził, łup brał — i jak kniaź
                              w zamku, tak ja był na stepie. A dziś co? Ot, siedzę tu — i rab, o dobre słowo u ciebie
                              żebrzę i wyżebrać nie mogę — i nie słyszał go nigdy, nawet i wtedy, gdy cię bracia i stryjna
                              za mnie swatali. Oj, żeby ty, dziewczyno, była dla mnie inna, żeby ty była inna, nie stałoby
                              się to, co się stało; nie byłby ja twoich krewnych pobił, nie byłby ja się z buntem i chłopami
                              bratał, ale przez ciebie ja rozum stracił. Ty by mnie, gdzie chciała, zawiodła — ja by ci
                              krew oddał, duszę by oddał. Ja teraz ot, cały we krwi szlacheckiej ubroczon, ale dawniej
                              ja tylko Tatarów bił, a tobie łup przywoził — żeby ty w złocie i klejnotach chodziła jak
                              cheruwym bożyj — czemu ty mnie wtedy nie kochała? Oj, ciężko, oj, ciężko! Żal sercu
                              mojemu. Ni z tobą żyć, ni bez ciebie, ni z dala, ni z bliska — ni na górze, ni na dolinie
                              — hołubko ty moja, serdeńko ty moje! No, daruj ty mnie, że ja przyszedł po ciebie do
                              Rozłogów po kozacku, z szablą i ogniem, ale ja był pijany gniewem na kniaziów i gorzałkę
                              po drodze pił — zbój nieszczęsny. A potem, jak ty mi uciekła, tak ja po prostu jak pies
                              wył i rany bolały, i jeść nie chciał, i śmierci-matki prosił, żeby zabrała — a ty chcesz, by
                              ja cię teraz oddał, by utracił cię na nowo — hołubko ty moja, serdeńko ty moje!"
                              • bupu Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 31.05.22, 13:51
                                mircja napisała:

                                > bupu napisała:
                                >
                                >
                                >
                                > > Nie, żebym tu usiłowała bronić Jureczka, ale historię o statku pełnym moł
                                > odyci
                                > > to chyba nie on opowiadał, tylko któryś z podwładnych. Acz nie wykluczam,
                                > że źl
                                > > e pamiętam.
                                >
                                > Nie, w książce to Bohun we własnej osobie opowiadał tę historię:

                                Mówiłam, że mogę źle pamiętać.
                              • kocynder Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 31.05.22, 16:46
                                Oj... Ja myślę, że jakby tak można było Jurko Bohuna wysyłać gdzie bądź w literaturze, to by się znalazło sokiem sporo miejsc, gdzie by się go chętnie zobaczyło, i całkiem sporo bohaterek/bohaterów, którym "rozmówki" z nim by się gorąco życzyło... :) Sama bym znalazła ci najmniej kilka sztuk, oprócz (oczywiście) klanu B.
                              • guineapigs Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 31.05.22, 18:44
                                Haszymora zyczy Bohuna Olence, oto dowod:
                                '/.../ życzę Bohuna Oleńce /.../'

                                Ja przepraszam, nie wiem, nie orientuje sie, zarobiona jestem: dlaczego Olence? Ze niby jak zmienila Kmicica, to by i zmienila Bohuna?

                                Niby i Kmicic, i Bohun to byli badboje, ale Kmicic to taki Badboj chyba mniejszego kalibru niz Bohun. Jak mial pod opieka Anusie, to jednak jej nie zgwalcil i nie utopil. Ja sie nie rzucam porownywac Bohuna z Kmicicem, bo co prawda to nie jest jak porownanie Starego Boryny z Janem Kiepura (ze tak polece Lilka Sagowska), ale jednak ich 'badbojowosci' sie roznily. Moze ktos - np. Bupu - pamieta, czy Kmicic gwalcil sikorki, czy je po prostu balamucil, upajal i rzucal? Bo ze w nietknietym stanie czekal na Olenke - to badzmy dorosli...

                                I skad to przekonanie, ze Skrzetuski to jakas mameja? Swietny rycerz, przystojny facet, byl wysylany z listami i wykradl sie ze Zbaraza do krola - czyli sprytny i inteligentny. Czy jakby casting poszedl inaczej, i Zebrowski zagralby Bohuna a Domagarow Skrzetuskiego, to o Bohunie pisanoby ze lobuz i gwalciciel?
                                • kocynder Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 31.05.22, 19:50
                                  Jakby casting poszedł odwrotnie to nie wiem co by pisano, ale ja bym wolała Skrzetuskiego. :D Skrzetuski u Sienkiewicza jest, wiemy, ideałem cnót rycerskich, noale... No, jest bez ikry. Ślachetny, dzielny, nie kretyn, nawet i przystojny, ale to wszystko (podkreślę: w książce) jakieś takie... Bezpłciowe. Jakby tak się doszukiwać analogii z Jeżycjadą - to dla mnie taki przystojny Robrojek. Fajny, brat-łata, konie można kraść, ale żeby zaraz do łóżka czy tam ołtarza lecieć...? Inna rzecz, że Bohun o ile jeszcze do łóżka to i owszem, to do ślubu i życia codziennego absolutnie nie. Acz powyżej wyłożono bardzo składnie co, oprócz walorów stricte estetycznych, mogło skłaniać Kurcewiczównę ku Skrzetuskiemu: lepsze koneksje, bliżej "cywilizacji", pod bokiem groźnego Jaremy Wiśniowieckiego (i, co istotniejsze, księżnej Gryzeldy Wiśniowieckiej, która by na jakieś bezeceństwa wśród fraucymeru i na dworze nie pozwoliła), majętniejszy i na pewno bezpieczniejszy w użyciu.
                                  Zdecydowanie Kmicic i Bohun to całkiem różna kategoria "badbojów". Kmicic... Co do "sikorek" to w sumie za dawno temu czytałam, ale o ile pamiętam to do gwałtów nie doszło, jakieś tańce, zapewne zbyt frywolne zachowania, może i któryś z kompanionów gdzieś za stodołę z którąś poszedł, ale chyba bez przemocy, a już na pewno bez późniejszej egzekucji na wspomnianych sikorkach. Andrzejek zapewne prawiczkiem nie był wstępując do łożnicy małżeńskiej już po poślubieniu Oleńki, ale jednak ciut bardziej cywilizowany był. Anusię mając w pieczy nie tylko sam jej nie pohańbił, watahę swoją trzymał krótko za pysk, że żaden nawet na nią spojrzeć nie śmiał, ale wszak zgodnie z podanymi przez autora faktami - ocalił tąże Anusię przed zakusami całkiem innego mężczyzny!
                                  Z tym, że mniemam raczej, iż Haszyszmora po prostu Oleńki nie lubi, wnerwia ją jako bohaterka i dlatego by jej życzyła Bohuna, który by ją nauczył moresu i nie zadzierania nosa. Acz jeśli tak - to jednak się nie zgodzę. O ile Gaba w 100% zasługuje na przeczołganie przez Bohuna za wszystko co zrobiła i czego nie zrobiła - to jednak Oleńka, jak dla mnie, aż tak się nie zasłużyła.
                                  • bupu Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 31.05.22, 20:08
                                    kocynder napisała:


                                    > Zdecydowanie Kmicic i Bohun to całkiem różna kategoria "badbojów". Kmicic... Co
                                    > do "sikorek" to w sumie za dawno temu czytałam, ale o ile pamiętam to do gwałt
                                    > ów nie doszło, jakieś tańce, zapewne zbyt frywolne zachowania, może i któryś z
                                    > kompanionów gdzieś za stodołę z którąś poszedł, ale chyba bez przemocy, a już n
                                    > a pewno bez późniejszej egzekucji na wspomnianych sikorkach.

                                    Jędruś, słoneczko nasze orszańskie, spalił Wołmontowicze. Z bezbronnymi ludźmi, w tym babami i dziatkami w środku. Potem zaś, już nawróconym i Hektorem Jasnogórskim będąc, pozwalał Tatarom swoim wyrzynać i palić całe wioski w Prusach Książęcych, odmawiając przy łunie pożogi pacierze pobożne, w których mu nieco wrzaski mordowanych przeszkadzały, bo się czasem omylił. I te Wołmontowicze mogłabym nawet temu głąbowi wybaczyć, bo pokutował za to srodze, jak i za kretyńską pomoc Januszowi, któremu Żmudź przyciasną była, ale cholera tych wiosek pruskich to już nie.
                                    • kocynder Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 31.05.22, 20:27
                                      Wołmontowicze spalił, o ile pomnę, w zemście za wyrezanie mu kumpli, poniekąd wkur... Zdenerwowanie rozumiem. Nieco może przesadził w dawaniu upustu temperamentowi, no, ale... Januszowi dał się ołgać, za bystry to on nie był, więc tego... Wszak to nie jego wina. A zwróć, waćpani, uwagę, że gdy Boguś mu prawdziwe oblicze Radziwiłłów wyjawił to się Jędruś znów wkur... Zdenerwował. Ino wobec Bogusia miał ciut mniejsze możliwości niż wobec Wołmontowicz. A co do "rozrywek" w Prusiech to wrogowie wszak byli, więc wrogów ojczyzny rezać nie grzech. I jednak, mimo wszystko, chyba miał ciut mniej na sumieniu niż watażka Jurko. Acz ogólnie czasy były jakby mniej pokojowe a więcej okrutne. Vide bohaterowie niewątpliwie pozytywni, którzy na pal nawlekają Azję... Oraz parę innych przykładów by się znalazło.
                                      • bupu Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 31.05.22, 20:59
                                        kocynder napisała:


                                        > . Wszak to nie jego wina. A zwróć, waćpani, uwagę, że gdy Boguś mu prawdziwe ob
                                        > licze Radziwiłłów wyjawił to się Jędruś znów wkur... Zdenerwował. Ino wobec Bog
                                        > usia miał ciut mniejsze możliwości niż wobec Wołmontowicz. A co do "rozrywek" w
                                        > Prusiech to wrogowie wszak byli, więc wrogów ojczyzny rezać nie grzech. I jedn
                                        > ak, mimo wszystko, chyba miał ciut mniej na sumieniu niż watażka Jurko. Acz ogó
                                        > lnie czasy były jakby mniej pokojowe a więcej okrutne. Vide bohaterowie niewątp
                                        > liwie pozytywni, którzy na pal nawlekają Azję... Oraz parę innych przykładów by
                                        > się znalazło.
                                        >


                                        Azja sobie nader solidnie zapracował na aplikację pala, natomiast jedyną winą mieszkańców tych pruskich wioseczek było to, że byli poddanymi elektora. Dlatego o ile młodego Nowowiejskiego i spółki nie mam zamiaru się za upalowanie Azji czepiać, mieli chłopaki rzetelne powody by go darzyć zaciętą nienawiścią, o tyle do Jędrusia pretensje za tę rzeźnię w Prusach mam potężne.
                                        • kocynder Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 31.05.22, 21:14
                                          Azja i owszem, zapracował. Ale ja nie w tym kontekście. Po prostu przykład dla zobrazowania, że czasy jakieś takie ciut mniej łagodne niż obecne, a jakby bardziej brutalne.
                                          Ano, winą tych wioseczek było ino to, że geografia i polityka były jakie były. Jak i wielu chutorów na Dzikich Polach winą było tylko właśnie ulo0kowanie geograficzne i polityka. Tu bym się aż tak Jędrusia nie czepiała, bo nie on, to by wydelegowano Marcina, Zbyszka czy tam innego Krzysia, którzy by dokładnie tak samo palili i rezali te wioseczki, a możliwe że i bardziej, bo jednak, czego by nie rzec, pan Andrzej posłuch w swoim czambule miał i jego Tatarzy się go bali, a jakowyś wspomniany Marcinek, Krzyś czy tam Zbyszko - służyłby co najwyżej Tatarom za tłumacza i nic więcej, więc rzeź by sobie urządzili nie wyłącznie w Prusach i na terytorium wroga, ale w sumie wszędzie gdzie popadło.
                                  • kooreczka Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 31.05.22, 20:20
                                    A wiesz, że to zabawne bo przyglądałam się co robią obie postacie i za cholerę nie widzę co ten Bohun zrobił, ze ludziom tak się podoba

                                    Skrzetuski- jeździ na misje dyplomatyczne, zdobywa zaufanie Chmielnickiego, przekrada się z oblężonego miasta, nie truje innym o swoim bólu.
                                    Bohun- morduje bezbronną rodzinę, bierze udział w zdobywaniu baru jako pomniejszy dowódca, bierze po dupie od kurdupla, po zawarciu pokoju wszyczyna burdę i własni ludzie mają go dość.
                                • bupu Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 31.05.22, 20:54
                                  guineapigs napisała:

                                  > Haszymora zyczy Bohuna Olence, oto dowod:
                                  > '/.../ życzę Bohuna Oleńce /.../'
                                  >
                                  > Ja przepraszam, nie wiem, nie orientuje sie, zarobiona jestem: dlaczego Olence?
                                  > Ze niby jak zmienila Kmicica, to by i zmienila Bohuna?
                                  >
                                  > Niby i Kmicic, i Bohun to byli badboje, ale Kmicic to taki Badboj chyba mniejsz
                                  > ego kalibru niz Bohun. Jak mial pod opieka Anusie, to jednak jej nie zgwalcil i
                                  > nie utopil. Ja sie nie rzucam porownywac Bohuna z Kmicicem, bo co prawda to ni
                                  > e jest jak porownanie Starego Boryny z Janem Kiepura (ze tak polece Lilka Sagow
                                  > ska), ale jednak ich 'badbojowosci' sie roznily. Moze ktos - np. Bupu - pamiet
                                  > a, czy Kmicic gwalcil sikorki, czy je po prostu balamucil, upajal i rzucal? Bo
                                  > ze w nietknietym stanie czekal na Olenke - to badzmy dorosli...

                                  Tego, no nie sądzę, żeby nawalony jak kiejdańskie skarbce Jędruś i jego nie mniej nawalona kompanija, poprzestali jedynie na upajaniu i pląsach z siłą zawleczonymi do izby dziewkami folwarcznymi. I nie sądzę, że jeśli która protestowała panowie mówili "O, pardą mła, już cię ostawuję".


                                  > I skad to przekonanie, ze Skrzetuski to jakas mameja? Swietny rycerz, przystojn
                                  > y facet, byl wysylany z listami i wykradl sie ze Zbaraza do krola - czyli spryt
                                  > ny i inteligentny. Czy jakby casting poszedl inaczej, i Zebrowski zagralby Bohu
                                  > na a Domagarow Skrzetuskiego, to o Bohunie pisanoby ze lobuz i gwalciciel?

                                  Ze Skrzetuskim jest ten problem, że z chwilą zaginięcia Heleny zamienia się on w męską wersję Gabryjeli męczennicy, oblicze strapione wszem i wobec obnosząc, ale niewiele czyniąc by ją znaleźć. Blado to wypada w porównaniu do Bohuna, co to jedną z najmocniejszych twierdz kresowych dobył, bo tam Helena była.
                          • guineapigs Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 01.06.22, 20:51
                            Kooreczka strescila pewna historie, ktora mamy sobie wyobrazic:
                            'Wyobraźcie sobie, że zakochuje się w was ruski mafiozo, który ledwie umie się podpisać, ale sypnie kasą na rodziną firmę, więc wszyscy was pchają. Próbujecie uciec, w związku z czym on przychodzi do domu na kolację, po czym wyciąga pepeszę. Bo was tak kocha i teraz zawsze będziecie razem.'

                            Na co Bupu komentuje, ze ta historia to
                            'Takie rołmąticzne, prawie jak dzieuo Blanki Lipińskiej...'

                            Na co ja odpowiem, ze - z tego co wyczytalam i wysluchalam - historia Kooreczki jest o wiele ciekawsza, niz historia BL. Jeszcze jakby Kooreczka przysiadla i rozpisala to na dialogi, dodala didaskalia i sceny erotyczne - to naprawde wyszedlby z tego nieglupi erotyko-horror.

                            No bo porownajmy:
                            1. Historia by Blanka:
                            - on mafiozo
                            - on sie zakochuje i sypie kasa
                            - on ja porywa
                            - ona sie zakochuje
                            - zyja dlugo i szczesliwie

                            2. Historia by Kooreczka
                            - on mafiozo
                            - on sie zakochuje i sypie kasa - ale nie na torebki puelli a na rodzinna firme jej rodzicow
                            - czyli mamy watek pt 'sprzedajemy corke za pokrycie dlugow w ZUSie' i skarbowce
                            - ona chce uciec, ale rodzina nie pozwala, bo hajs. Czy u BL tez chciala, czy po prostu tkwila w tej patologii cieszac sie kolejnymi szanelami?
                            - on przychodzi do domu na kolacje - czyli rodzice zaprosili mafioza. Patologia rodzinna level hard
                            - on wyciaga pepesze w domu 'ukochanej' i zabija jej rodzine - i to jest obraz mafioza, a nie jakis wirtualny typ co daje sie besztac jakiejs babie z jakiejs Polski
                            - i dopiero wtedy on ja porywa, sierote, gdzies nad Bajkal, tam biora slub gdzie ona ma do szyi przylozony noz/ do plecow glocka i juz wie, ze w tym 'malzenstwie' bedzie tylko niewolnica i sie miota: zginac teraz mowiac 'nie' czy za rok z reki 'meza'? Dramat na miare Szekspira.

                            A tak nawiazujac do Bohuna i Heleny: cos mie sie zdaje, ze ta bohunowa milosc skonczylaby sie z chwila legalnego 'dostania' helenowych rarytasow. Zaraz po tym przyszlaby zadrosc o kazdego, nawet Horpyne i Czeremisa, o Skrzetuskim nie mowiac. Albo, przy lepszym scenariuszu, sprowadzenie zony do roli niewolnicy ekonomicznej i seksualnej.
                    • guineapigs Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 18.06.22, 19:56
                      Kocybder, znalazlam cos takiego (mam nadzieje, ze sie wklei poprawnie, jak nie to wyloze pismiennie):
                      zapytaj.onet.pl/Category/033,001/2,28584150,Z_ktorym_z_tych_mezczyzn_poszlabys_do_lozka.html

                      I teraz zagwozdka:
                      Te 'ankiety' onetu sa skierowane do tzw. gimbazy, jak przypuszczam. Czy owa gimbaza wie, ze na zdjeciu jest Bohun i 'glosuje' za lub przeciw Bohunowi, czy po prostu twarz ze zdjecia jest dla niej podobna do nikogo?
                      Az sie prosi, by tego drugiego uznac za takiego w typie Skrzetuskiego - czyli cywilizowany, ogarniety, praca na pierwszym miejscu.
                      Jak tak zestawic: jezdzacy beemka po dzielni w te i nazad golodupiec - patol/kibol contra wspinajacy sie po szczeblach kariery, ogarniety emocjonalnie prawnik/wojskowy/dyplomata...
                      Moze moje przelozenie Sienkiewicza na nasze czasy nie jest jeden do jeden, ale moge sobie wyobrazic ze w tych Rozlogach siedzac jak w wiezieniu Helena miala po tak zwane 'wy***ane' na wszelkiej masci pijanych non stop owczesnie grasujacych patoli, co to w najlepszym scenariuszy tylko napadna, obrabia, zgwalca i uciekna. Dobrze, zeby przy tym nie spalili a juz super, jak nie wytna w pien/wezma do jasyru dla sultana.
                      • kocynder Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 19.06.22, 14:16
                        A tu się zgodzę w pełni.
                        Z tym, że ja od początku NIE pisałam o Bohunie i Skrzetuskim, a o Domogarowie i Żebrowskim. I podtrzymuję: wolałabym Domogarowa na kilka razy niż Żebrowskiego na życie. Abstrahując od tego, że żaden nie dorównuje mojemu mężowi... ;)
      • kloi0505 Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 31.05.22, 08:47
        <dramaty Róży zajęły trzy tomy, a wszystkiego dałoby się uniknąć, gdyby młodzi wiedzieli coś o antykoncepcji.>

        Na studiach to ludzie już coś wiedzą o antykoncepcji, nawet jeśli w rodzinie się o tym nie rozmawia (bo w wielu się nie rozmawia).
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 31.05.22, 14:50
          <<dramaty Róży zajęły trzy tomy, a wszystkiego dałoby się uniknąć, gdyby młodzi wiedzieli coś o antykoncepcji.>>

          <Na studiach to ludzie już coś wiedzą o antykoncepcji, nawet jeśli w rodzinie się o tym nie rozmawia (bo w wielu się nie rozmawia).>

          To prawda, oni powinni coś wiedzieć przede wszystkim o komunikacji
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 30.05.22, 14:58
      I na dokładkę jeszcze, fajne postacie kobiece, które nie miały zadatków na mężolożki i tak kończą jako takowe.
      Np. w którymś Jowiszu widziałam wzmiankę o Belli i Przeszczepie, gdzie umiejąca samodzielnie naprawić rury Belka jest jedynie "odpowiedzialną mamą" i nikim więcej, a ciapciak Czaro ma dla siebie większość rozdziału, traktującego o tym jaki z niego dobrze prosperujący przedsiębiorca (że niby branie przykładu z teścia wystarczyło)
      • bupu Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 30.05.22, 15:11
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        > I na dokładkę jeszcze, fajne postacie kobiece, które nie miały zadatków na mężo
        > lożki i tak kończą jako takowe.
        > Np. w którymś Jowiszu widziałam wzmiankę o Belli i Przeszczepie, gdzie umiejąca
        > samodzielnie naprawić rury Belka jest jedynie "odpowiedzialną mamą" i nikim wi
        > ęcej, a ciapciak Czaro ma dla siebie większość rozdziału, traktującego o tym ja
        > ki z niego dobrze prosperujący przedsiębiorca (że niby branie przykładu z teści
        > a wystarczyło)


        No właśnie. Męska kariera ważniejsza niż kobieca, a dla kobiety w ogóle najważniejsze ognisko domowe. Nieważne, dziewczyno, co masz w głowie, co chciałaś osiągnąć i co ci w duszy gra, masz się rozmnożyć i zająć dzieciakami.
        Hehe.
        • guineapigs Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 30.05.22, 18:49
          Bupu napisala, co czeka kobiete w Rodzinie Borejko:

          'Nieważne, dziewczyno, co masz w głowie, co chciałaś osiągnąć i co ci w duszy gra, masz się rozmnożyć i zająć dzieciakami.

          No ale to chyba nie tak dokladnie jest. Ida robi kariere jako lekarz a dzateczki podrzuca rodzicom i Gabie na wychowanie. Gaba tez snuje sie po uniwerku, robi doktorat, a dzieci ma w sempiternie. MIla to juz wogole zjawisko: niby Matka-Polka, niby siwy koczek i podomka - a tu masz: Kal Amburka. Zreszta, jak popatrzymy na zwiazek Mila - Ygnac, to chyba widac od razu, kto tu te przyslowiowe spodnie nosi. Pulpet tez nie jest jakas matrona, tylko energiczna bizneswoman: ogarnia jakos te wszystkie przepisy o dotacje unijne, ktorych nie ogarniaja chyba sami ustawodawcy. Nie mam pojecia, jak skonczyla Nutria. Czy w paszporcie ma 'przy mezu', czy pracuje zawodowo? Wydaje mi sie, ze Robrojek wcale nie gustowal w pannach 'buzia w ciup, raczki w maldrzyk'. Najpierw Aniella - czyli osoba moze i marzaca o zamazpojciu, ale zdecydowanie nie marzaca o roli podkuchennej, potem flecistka w filharmonii - a jak mniemam, by byc flecistka w filharmonii to naprawde trzeba duzo cwiczyc.

          Fakt, ze mamy sponiewierany talent - Cesie, ktora naprawde wykazywala talent do bycia pediatra czy przynajmniej wykwalifikowana opiekunka do dzieci, a skonczyla nie wiem jak.
          Jakbym miala wieszac psy, to raczej nad tym, ze dziewczyny/kobiety tak strasznie lakna malzenstwa jak kania dzdzu, jakby to byl nie wiem jaki rarytas (nie deszcz, a malzenstwo).

          Czy Laura jakos rozwija swoja kariere muzyczna? Nie mowie o Mediolanie czy Londynie, ale czy pracuje jako spiewaczka operowa przynajmniej na linii Szczecin - Warszawa - Krakow?
          Pyza skonczyla chyba najgorzej z punktu widzenia feminizmu: zadnego wyksztalcenia, zla matka, zla organizatorka zycia rodzinnego, jakies prace dorywcze nie wymagajace ani pasji ani talentow.

          A ze 'wciskanie w role'? To chyba niestety nadal funkcjonuje w Polsce, nie jest to widzimisie MM. Zreszta to chyba jest widoczne w zyciu codziennym kazdego z nas: syn ma 37 stopni. Co powie ojciec? Nic ci nie jest idziemy grac w pilke. Co powie mama? Matkobosko, umierasz, zostajesz w lozku a ja ci podsuwam smakolyki.

          '
          • bupu Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 30.05.22, 19:26
            guineapigs napisała:

            > Bupu napisala, co czeka kobiete w Rodzinie Borejko:
            >
            > 'Nieważne, dziewczyno, co masz w głowie, co chciałaś osiągnąć i co ci w duszy g
            > ra, masz się rozmnożyć i zająć dzieciakami.
            >
            > No ale to chyba nie tak dokladnie jest. Ida robi kariere jako lekarz a dzateczk
            > i podrzuca rodzicom i Gabie na wychowanie.

            Ale Ida funkcjonuje jako rodzinna wariatka, zauważ.

            Gaba tez snuje sie po uniwerku, robi
            > doktorat, a dzieci ma w sempiternie.

            No ma. Ale jako wykładowcy jej nie widujemy, autorka konsekwentnie opisuje ją tylko jako matkę i betonowe centrum.


            > MIla to juz wogole zjawisko: niby Matka-P
            > olka, niby siwy koczek i podomka - a tu masz: Kal Amburka. Zreszta, jak popatrz
            > ymy na zwiazek Mila - Ygnac, to chyba widac od razu, kto tu te przyslowiowe spo
            > dnie nosi.

            Aha. I kalamburkuje chyłkiem, żeby mezowskiego ego nie urazić, w chwilach wolnych od prowadzenia domu i chowania dzieci. A Ignac jak ten cysorz, nic nie musi.

            Pulpet tez nie jest jakas matrona, tylko energiczna bizneswoman: oga
            > rnia jakos te wszystkie przepisy o dotacje unijne, ktorych nie ogarniaja chyba
            > sami ustawodawcy.

            No i co z tego, że ogarnia? Czytelnik nie widzi jej jako biznesłuman, tylko jako matkę, żonę i kucharkę, która w wolnych chwilach sąsiadom z unijnymi papierami pomaga.

            > Nie mam pojecia, jak skonczyla Nutria. Czy w paszporcie ma 'p
            > rzy mezu', czy pracuje zawodowo?

            Polonistką jest. Ostatnia wzmianka o jej pracy była bodaj w TiR, od momentu zadziadpojscia zaś funkcjonuje w Sadze tylko jako matka i żona.

            Wydaje mi sie, ze Robrojek wcale nie gustowal
            > w pannach 'buzia w ciup, raczki w maldrzyk'. Najpierw Aniella - czyli osoba moz
            > e i marzaca o zamazpojciu, ale zdecydowanie nie marzaca o roli podkuchennej, po
            > tem flecistka w filharmonii - a jak mniemam, by byc flecistka w filharmonii to
            > naprawde trzeba duzo ćwiczyć.

            Robrojek może i nie gustował, natomiast ten skapcanialy uzurpator o dziewiętnastowiecznych poglądach ma wyraźnie odmienne gusta.


            >
            > Fakt, ze mamy sponiewierany talent - Cesie, ktora naprawde wykazywala talent do
            > bycia pediatra czy przynajmniej wykwalifikowana opiekunka do dzieci, a skonczy
            > la nie wiem jak.
            > Jakbym miala wieszac psy, to raczej nad tym, ze dziewczyny/kobiety tak straszni
            > e lakna malzenstwa jak kania dzdzu, jakby to byl nie wiem jaki rarytas (nie des
            > zcz, a malzenstwo).
            >
            > Czy Laura jakos rozwija swoja kariere muzyczna? Nie mowie o Mediolanie czy Lond
            > ynie, ale czy pracuje jako spiewaczka operowa przynajmniej na linii Szczecin -
            > Warszawa - Krakow?

            Podobno miewa jakieś koncerty, nie wiadomo gdzie i jak często.

            > Pyza skonczyla chyba najgorzej z punktu widzenia feminizmu: zadnego wyksztalcen
            > ia, zla matka, zla organizatorka zycia rodzinnego, jakies prace dorywcze nie wy
            > magajace ani pasji ani talentow.

            Z punktu widzenia feminizmu niech ona sobie będzie gospodynią domową jak lubi, ale w tej chwili jest jak dziewiętnastowieczna kobieta, kompletnie na łasce męża i rodziny, w razie czego nie mając możliwości utrzymać siebie i dzieci.
            • sanfran_84 Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 31.05.22, 19:40
              bupu napisała:

              > Polonistką jest. Ostatnia wzmianka o jej pracy była bodaj w TiR, od momentu zad
              > ziadpojscia zaś funkcjonuje w Sadze tylko jako matka i żona.

              W McDusi przychodzi na Dziady u Dmucha i ma zamiar zrobić maturzystom piekielną kartkówkę w przeddzień świąt.

              > Z punktu widzenia feminizmu niech ona sobie będzie gospodynią domową jak lubi,
              > ale w tej chwili jest jak dziewiętnastowieczna kobieta, kompletnie na łasce męż
              > a i rodziny, w razie czego nie mając możliwości utrzymać siebie i dzieci.

              Niczym pani Dashwood z córkami po owdowieniu.
          • kloi0505 Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 31.05.22, 08:53
            <Cesie, ktora naprawde wykazywala talent do bycia pediatra czy przynajmniej wykwalifikowana opiekunka do dzieci>

            Raczej to drugie. Tak sobie pomyślałam, że żeby być pediatrą to trzeba dostać się na AM a następnie ją skończyć. A Cesia uczyła się dobrze, ale orłem chyba nie była (z tego co pamiętam).
            • bupu Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 01.06.22, 21:18
              kloi0505 napisał(a):

              > <Cesie, ktora naprawde wykazywala talent do bycia pediatra czy przynajmniej
              > wykwalifikowana opiekunka do dzieci>
              >
              > Raczej to drugie. Tak sobie pomyślałam, że żeby być pediatrą to trzeba dostać s
              > ię na AM a następnie ją skończyć. A Cesia uczyła się dobrze, ale orłem chyba ni
              > e była (z tego co pamiętam).

              Eeee, ja się przepychałam przez liceum jak wieprz przez rurociąg, a przez studia przechodziłam jak burza i na piątkach. Nie medycynę, co prawda, ale za to dwa kierunki (acz nie jednocześnie). Tak więc oceny w liceum nie musza być wskaźnikiem tego, jak se człowiek na studiach poradzi.
      • jakgdyby.nigdynic Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 30.05.22, 22:28
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        > Np. w którymś Jowiszu widziałam wzmiankę o Belli i Przeszczepie, gdzie umiejąca
        > samodzielnie naprawić rury Belka jest jedynie "odpowiedzialną mamą" i nikim wi
        > ęcej, a ciapciak Czaro ma dla siebie większość rozdziału, traktującego o tym ja
        > ki z niego dobrze prosperujący przedsiębiorca (że niby branie przykładu z teści
        > a wystarczyło)


        No wiadomo, że Bella prowadzi tę firmę, i kosi hajs, żeby Przeszczep mógł swobodnie tworzyć abstrakcyjne impresje filmowe oraz zajmować się dziećmi (na zmianę z ukochaną nianią). Tylko przecież nie mogli tego powiedzieć ani Borejkom, ani pani MM. Może Robrojek coś wie.
    • kocynder Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 30.05.22, 18:08
      Jako nie-feministka dopiszę coś, co moim zdaniem jest również mocno szkodliwe. Czyli wpieranie w czytaczy, że pierwsza miłość jest po ślub i grób (chyba, że wybranek okaże się być niegodnym fują, fubrawcem albo CKNUKiem). Przykładów sporo w Borejsadze. I tak, BYWA, że licealna miłość okazuje się być ta jedyną i na resztę życia. Bywa. Rzadko. Na tyle rzadko, że należy to zasadzić w głębi borów, razem z kwiatem paproci.
    • przymrozki Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 30.05.22, 18:29
      To ja bym jeszcze dodała coś. W Borekowersum syn, zwłaszcza z punktu widzenia ojca, jest lepszym sortem dziecka niż córka. Nie to, że córki się topi w rzece, ścina się ich matki albo nadaje im się imię "Czekam na brata" (ponoć była to praktyka w dawnych Chinach, rodzaj wróżby, że kolejna córki, czyli Czakam-na-brata Pierwsza, czekam-na-brata Druga etc. w końcu się doczekają). Ale subtelnymi metodami daje się do zrozumienia, że spełnieniem marzeń i najpewniejszą gwarancją prestiżu jest jednak chłopiec.

      I tak, w prozie o idealnej rodzinie, której czytelnikami są z założenia nastoletnie dziewczęta mamy np. ośmioletnią Natalię, która udaje chłopca, żeby wynagrodzić ojcu zawód jakim jest dla niego trzecia córka, a praktyki poniechuje, gdy orientuje się, że "ojciec nie takiego syna pragnął" (a nie np. gdy matka podejmuje skuteczną próbę wyperswadowania jej kompleksów na tle własnej płci)(tak wiem, że ośmiolatki bywają chłopczycami nie z tego powodu, że rodzina wolałaby, żeby były chłopcami, ale w tym wypadku przyczyna fascynacji autkami u Natalii została nam wyjaśniona przez narratora wszechwiedzącego). Florek lgnie do Józka, bo nie ma własnego syna, a przecież by chciał, Pulpa życzy Laurze synów "ze względu na ojca" (tzn. Ignacego, ojca Patrycji), Ida, na wieść, że Róża urodzi córkę, wykrzykuje, że "następna dziewczynka, ojciec będzie wstrząśnięty". W Jowiszu zaś (nie pamiętam którym, miałam te dzieła wypożyczone z biblioteki, pamiętam je jak przez mgłę i jest to moim zdaniem akt mojej litości względem nich) ojca trzech synów (Tomka?) opisuje się jako mężnego, bo nic tak dobrze nie robi mężczyźnie jak krzepcy synowie. Dla porównanie Konrad, który doczekał się tylko dziewczynek, dowie się o sobie najwyżej, że jego rodzina ładnie wygląda, bo żona ładna i córki ładne.
      • kocynder Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 30.05.22, 18:45
        A to akurat funkcjonuje nie tylko w Borejkowersum - niestety. Osobiście byłam świadkiem odwiedzając osobę bliską i jej noworodka w szpitalu sytuacji (przy sąsiednim łóżku: teściowa rzuciwszy nuebdale okiem na świeżo powite dziecię prychnęła pogardliwie "No tak, ZNOWU córka?! Ty nigdy nic nie zrobisz dobrze?", Ana co matka położnicy rzuciła się "bronić" córki słowami "Oj tam, następnym razem się uda!". Na wszystkich Bogów, których imiona zostały zapomniane, miałam ochotę OBIE baby chwycić za kark i potrząsnąć jak szczurem...
        • kloi0505 Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 31.05.22, 09:01
          <Na wszystkich Bogów, których imiona zostały zapomniane, miałam ochotę OBIE baby chwycić za kark i potrząsnąć jak szczurem...>

          Ja jestem pierwszą wnuczką moich dziadków. Jak miałam jedenaście lat dowiedziałam się, że jeden z dziadków w końcu został dziadkiem, bo urodził mu się wnuk. Pamiętam, że było mi przykro. Na szczęście nie dziadek to powiedział. Do dzisiaj w rodzinie opowiadają o tym jak smutny był mój wujek, kiedy urodziła mu się córka (pierwsze dziecko). Nie wiem dlaczego tak jest i to jest bardzo przykre. Ja piszę o pokoleniu moich rodziców (70+), miałam nadzieję że teraz jest inaczej ale po tym co piszesz wygląda że nie.
          • kocynder Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 19.06.22, 23:01
            Wiesz, no, moim zdaniem - OBIE mamusie (i matka i teściowa tej babki) powinno się... Nie, nie napiszę co się, bo mi moderacja wytnie wulgaryzmy. Teściowa mająca zastrzeżenia o drugą wnuczkę ("ty nigdy nic nie zrobisz dobrze?") i mamusia ("następnym razem się uda"). Co to, przecinek, ma być? Zaczynając od tego, że wcale nie wiadomo czy państwo w ogóle planują mieć więcej dzieci (jakim "następnym razem?), a kończąc na tym, że co, zdrowa córka to "nieudana sztuka"? Bo nie ma penisa? Ech...
            • bupu Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 19.06.22, 23:18
              kocynder napisała:

              > Wiesz, no, moim zdaniem - OBIE mamusie (i matka i teściowa tej babki) powinno s
              > ię... Nie, nie napiszę co się, bo mi moderacja wytnie wulgaryzmy.

              Jako grono empatycznych i nieprzeciętnie inteligentnych osób dokładnie rozumiemy co obie mamusie powinno się. I podzielamy pogląd.
              • bupu Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 19.06.22, 23:19
                bupu napisała:

                > kocynder napisała:
                >
                > > Wiesz, no, moim zdaniem - OBIE mamusie (i matka i teściowa tej babki) pow
                > inno s
                > > ię... Nie, nie napiszę co się, bo mi moderacja wytnie wulgaryzmy.
                >
                > Jako grono empatycznych i nieprzeciętnie inteligentnych osób dokładnie rozumiem
                > y co obie mamusie powinno się. I podzielamy pogląd.
                >

                W sensie my forumowicze, znaczy się.
      • sanfran_84 Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 30.05.22, 19:27
        przymrozki napisała:

        > To ja bym jeszcze dodała coś. W Borekowersum syn, zwłaszcza z punktu widzenia o
        > jca, jest lepszym sortem dziecka niż córka.

        Zgadzam się z tym twierdzeniem (może nie tyle, że lepszym sortem, ale jakoś tak bardziej wyczekiwanym. Ja wiem, że Ignacy B. miał sfeminizowaną rodzinę, ale żeby jego córki z uwagi na ojca miały bardziej nadzieję na synów czy wnuki, to już lekka przesada), jednocześnie ciekawym przypadkiem pod tym kątem jest IGS. Fakt, dla swego ojca rodzonego jest niewątpliwie ważniejszy od siostry, która przepadła w japońskich odmętach zapomnienia. Jednak u Borejków robi się pod tym kątem dosyć osobliwie. Z jednej strony - podziwiany geniusz, z własnym komputerem w wieku 5 lat, czytający "dzieciom" w strasznie dojrzałym wieku 9 lat, rysujący te nieszczęsne kółka, którego siostry zazdroszczą, na spacery z nim ciężko się wręcz było dopchać. Po czym nagle kilka lat później Babi zaczyna czuć do niego ewidentną niechęć i żałuje, że nie jest tak dzielny jak Józef, Idzie się syn sam rwie do bicia na jego widok, Gaba IGSa ignoruje (bicie przez kuzyna, ubrania niedobrane do pory roku i kiedy ona z nim rozmawia, gdy IGS jest w wieku 6-15? Bo kojarzę tylko jakieś zalążki rozmowy z McDusi o tym, czy Gaba kocha Pyziaka, czy nie). O Róży i jej stosunku do brata w wieku pozaniemowlęcym chyba nic nie wiadomo, Laurę IGS wkurza, ale akurat ta relacja mnie nie dziwi, patrząc na całokształt. Jedynie Ignacy dziadek, któremu pewnie się z IGSem łatwiej dogadać, niż z Józefem, widzi w nim mimo wszystko partnera do rozmów, choć i on ładuje go w średnio honorowe zajęcie (ale tutaj Ignacy starszy myślał pewnie, że skoro to służy większemu dobru, czyli pilnowaniu cnoty wnuczki, to jest dobre, raczej go świadomie na złą drogę nie zsyłał). Do tego IGS się chyba nigdy nie wydostanie z nimbu miągwowatości w rodzinie, a akcja z tablicą z CZ nikogo niczego nie nauczyła (nawet żony artystki, która zauważyła, że treści na tablicy poniżają jej męża, a potem podrzuciła portrecik małej do przypięcia. Ja cały czas mam nadzieję, że to było na dużej serwetce i przy wieszaniu Aga szepnęła tam którejś, żeby w miarę możliwości zasłoniła ich niefortunne zdjęcie ze ślubu). Kiedyś już zadałam takie pytanie - czemu MM tak problematycznie i mocno średnio odbierane przez rodzinę dziecko przypisała swojej ulubionej Gabie? Pewnie w założeniu Gabriela miała być taką matką wrażliwego geniusza, który idzie sam jak palec przez zły świat i tylko jedna matka go rozumie. A wyszło jak wyszło.
        • kocynder Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 30.05.22, 19:41
          "Laurę IGS wkurza" - no jakże? A wszak w scenach przedślubnych taż sama Larwa ślozy wylewa, że się rozstaje na wieki nie tylko z mamunią udręczaną przez lata ale i z braciszkiem! Ja się już nawet zapytywałam czy ktoś jest w stanie pokazać JEDNĄ scenę, świadczącą o jakiejkolwiek, złej lub dobrej, ale ogólnie relacji między IGS a L. No i chętnych nie było... Ja pomnę tylko jedną scenę, gdy małoletnia Larwa chciała poszukać ciotki Almy w internetach w pokoju rodziców i zwróciła małemu uwagę, że w kapciach na łóżku siedzi, na co IGS zrzucił papcie i czytał dalej.
          • sanfran_84 Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 30.05.22, 19:52
            kocynder napisała:

            > "Laurę IGS wkurza" - no jakże? A wszak w scenach przedślubnych taż sama Larwa ś
            > lozy wylewa, że się rozstaje na wieki nie tylko z mamunią udręczaną przez lata
            > ale i z braciszkiem! Ja się już nawet zapytywałam czy ktoś jest w stanie pokaza
            > ć JEDNĄ scenę, świadczącą o jakiejkolwiek, złej lub dobrej, ale ogólnie relacji
            > między IGS a L. No i chętnych nie było... Ja pomnę tylko jedną scenę, gdy mało
            > letnia Larwa chciała poszukać ciotki Almy w internetach w pokoju rodziców i zwr
            > óciła małemu uwagę, że w kapciach na łóżku siedzi, na co IGS zrzucił papcie i c
            > zytał dalej.
            >

            Ale ona te ślozy toczy, gdy już usarenkowiona i poślubiona w gieźle oraz koronie cierniowej (znaczy po poślubieniu, na weselu to chyba było) płacze za mamą i nad tym, jak jej krzywdę czyniła. Stąd potem i za bratem hurtowo płacze, że i z nim już nigdy, nigdy nie będzie mieszkać (he he, powiedziała Róża).
            W TiR jest scena, gdy Laura w teen angście będąc, zżyma się, że brat jest faworyzowany - mówi to nie w związku z rzuceniem kapciem znad komputera. Ja wiem, że Laura ma wtedy żal do całego świata, to i bratu się obrywa, ale ona ten żal to chyba do ślubu miała (dopiero Aaaaaaaadaaaaaaam zmył go jej zimną wodą pod kranem), więc raczej trudno sobie wyobrazić, że do IGSa przestała mieć wcześniej.
            W JT woli, żeby spał u niej Józef, a nie rodzony brat.
            • haszyszymora Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 30.05.22, 20:48
              Borejkowie en masse mają skłonność do szybkiego nudzenia się dziećmi. Gabę, która zajmuje się potomstwem tak do przedszkola, omawiano wiele razy. Idzie po Józinku entuzjazm zgasł tak bardzo, że następne dzieci wychowuje rodzeństwo i dziadkowie. Róża zapomina o Ignasiu po wpadnięciu w ramiona Fryca - od tej pory ze sobą nie rozmawiają, nawet w CP nie ma bodaj jednej wymiany zdań, choć Róża ciągle siedzi w domu. Potomstwo Róży cieszy się czyimś zainteresowaniem tylko w niemowlęctwie. Rekordy bije chyba Juliusz Fidelis, którego anielska kariera i pakowanie tornistra kończy się z życiem płodowym.
              • sanfran_84 Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 30.05.22, 22:08
                haszyszymora napisał(a):

                > Borejkowie en masse mają skłonność do szybkiego nudzenia się dziećmi. Gabę, któ
                > ra zajmuje się potomstwem tak do przedszkola, omawiano wiele razy. Idzie po Józ
                > inku entuzjazm zgasł tak bardzo, że następne dzieci wychowuje rodzeństwo i dzia
                > dkowie.

                O, to faktycznie. Jakoś wcześniej nie zwróciłam na to uwagi, mimo iż oczywiście Łusię dźwigającą Uleja do dziadka kojarzę. Faktycznie po zagadaniu Józinatora do oporu, aż biedny udawał niemowlę w wieku lat 3 i rozwinął bogate życie wewnętrzne z dala od strumienia świadomości matki, Ida potem jakby mniej dzieci ogarnia. Oczywiście, wtóruje jej Marek, pamiętam, iż dzieci mają także ojca, ale w ich przypadku to ciężko pamiętać, że Ida ma męża ;)

                > Rekordy bije chyba Juliusz Fidelis, którego anielska kariera i pak
                > owanie tornistra kończy się z życiem płodowym.

                Juliusz Py.... eeee... Fidelis na szczęście ma ciotkę Pulpę, której jest hojnie podrzucany, to pewnie ona mu i tornister zapakuje hojnie. A że u ciotki zamieszkała babcia Gaba, to wszyscy się wzruszą nieraz, jak to Niewzruszone Centrum się dzielnie i miło Laury dzieckiem zajmuje - a przecież takie miała z nią hocki-klocki.
                Czy wiadomo, jakie Julek ma oczy? Bo jeśli po matce i dziadku, to nawet wolę nie myśleć.
    • minerwamcg Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 31.05.22, 09:26
      Będąc niemłodą niefeministką na rubieży z polonistyką w życiorysie (a co, jak coming outy to ja też) stwierdzam, że znacznie mniej miałabym za złe MM wszystkie te nastoletnie miłości po grób, studia z mężologii i prace zawodowe chyłkiem pod tujami, gdyby nie ich nieznośna powtarzalność. Bo wszystko to spokojnie może się zdarzyć, w różnych kombinacjach i konfiguracjach, zdarzają się baby, których powołaniem od najmłodszych lat jest rodzina i dom i jak im z tym dobrze, to ich wybór - ale jeżeli zdarza się nagminnie, to nie mamy tu do czynienia z niepoprawnością ideologiczną, tylko przede wszystkim z błędem w sztuce. Zaryzykuję twierdzenie, że MM wcale nie jest taką arcyapostołką domokurstwa, w którym rozmywa się każdy młodzieńczy bunt - tylko zwyczajnie się jej nie chce pisać postaci jakkolwiek innych niż wypracowany schemat. Kiedyś się jej chciało, mama Żakowa lepiła hipcie, opowiadała o swoich wychowankach, pokazywała zielone króliki w skoku a ciotka Lila oprócz męczenia Tomcia jelitami malowała odjechane obrazy i chodziła z psiapsiółą na ploty. Mam wrażenie, że teraz MM się po prostu nie chce, starsza baba żyje życiem dzieci i wnuków, młodsza nie marzy o niczym, tylko żeby takowe zaposiąść. Schemacik numer jeden, schemacik numer dwa, indywidualności tyle, żeby się bohaterki nie myliły.
      Więc ja mam MM za złe nie to, że jej obraz kobiety jest "jedynie słuszny", tylko że jest rozpaczliwie powtarzalny.
      • sanfran_84 Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 31.05.22, 11:10
        minerwamcg napisała:

        . Zaryzykuję
        > twierdzenie, że MM wcale nie jest taką arcyapostołką domokurstwa, w którym roz
        > mywa się każdy młodzieńczy bunt - tylko zwyczajnie się jej nie chce pisać posta
        > ci jakkolwiek innych niż wypracowany schemat. Kiedyś się jej chciało, mama Żako
        > wa lepiła hipcie, opowiadała o swoich wychowankach, pokazywała zielone króliki
        > w skoku a ciotka Lila oprócz męczenia Tomcia jelitami malowała odjechane obrazy
        > i chodziła z psiapsiółą na ploty. Mam wrażenie, że teraz MM się po prostu nie
        > chce, starsza baba żyje życiem dzieci i wnuków, młodsza nie marzy o niczym, tyl
        > ko żeby takowe zaposiąść. Schemacik numer jeden, schemacik numer dwa, indywidua
        > lności tyle, żeby się bohaterki nie myliły.
        > Więc ja mam MM za złe nie to, że jej obraz kobiety jest "jedynie słuszny", tyl
        > ko że jest rozpaczliwie powtarzalny.

        O tym, że teoria ta może być jak najbardziej słuszna świadczy chociażby uczynienie z narratora JT zrzędę Józefa, zamiast Trolli właśnie, co byłoby o wiele ciekawsze i pozwoliłoby nam spojrzeć na Borejków z zewnątrz, przez sympatyczną i pozytywnie nastawioną do świata dziewczynę. Niestety nie pozwoliłoby to na informowanie czytelników na bieżąco, co u Borejków (Trolla nie podsłuchałaby rozmowy Babi z Różą czytając komiks w kiblu), więc łatwiej było zrobić Józefowi rozdwojenie jaźni. Magda też została wprowadzona do fabuły tylko po to, by być świadkiem ślubu Laury i jej przemiany w sarenkę. Po macoszemu także została potraktowana Nora w "swoim" tomie, do tego jej historia jest mocno w oderwaniu od nastoletnich realiów oraz realiów życia ileś lat w tym samym miejscu a poruszania się po nim, jakby się tam było po raz pierwszy.
        Zauważmy jeszcze, że oprócz "mydełka" Ani, która MM stworzyła jako naczelną rodzinną grubaskę, potem flirciarę i konformistkę, MM pominęła także Łucję. Owszem, ma ona swój tom, ale jako dziecię wczesnoszkolne, nie widzimy jej osobistego poznania swojej miłości lub choćby przeznaczenia życiowego, na marginesie ślubu Józefa z Dorotą zostaje wprowadzony jej prawdopodobnie przyszły mąż.
        Ania być może odpadła z wyścigu o własny tom z siostrą, a MM ogólnie nie ma do niej serca, więc i pisać za dużo o niej nie będzie. Ale Łucji można było poświęcić więcej, niż chyłkiem zabranego na wesele Japończyka grającego na skrzypcach i przypodobującemu się seniorowi rodu. Wątki związków Laury czy Róży, a także Józefa lub Ignacego śledzimy przez kilka tomów, a tu wystarczył jeden mail i parę akapitów wesela brata? Wydaje mi się, że Łucja być może dlatego jest "załatwiana" mocno przy innych okazjach, bo ją akurat MM lubi i pewnie wolałaby rozpisać jej coś innego, ciekawszego niż to samo, co od x tomów. Nie mówię, że nagle Łucja miałaby być szczęśliwą singielką, ale już nawet poznanie Jacka jako potencjalnego męża mogłoby się wiązać z czymś nowym, nad czym trzeba by się było nieco natrudzić i przelać na papier bez stereotypów i baboli. Tymczasem to chyba już nie pora na przedsiębiorcze Anielki czy rozemocjonowane Idusie, stąd Łucja wyjdzie za mąż mimochodem, a schematyczną opowieść o poznawaniu męża w liceum wylosowała Nora.
    • rose-burton Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 31.05.22, 15:25
      Brak makijażu byłby spoko gdyby wynikał z buntu bohaterek przeciwko normom narzucanym kobietom, zupełnego braku zainteresowania kosmetykami lub stuprocentowego zadowolenia z własnej twarzy w stanie nienaruszonym, a nie z konserwatywnych poglądów autorki i gustu naczelnych troglodytów serii.
      • bupu Re: Będąc (niezbyt) młodą feministką 31.05.22, 15:43
        rose-burton napisał(a):

        > Brak makijażu byłby spoko gdyby wynikał z buntu bohaterek przeciwko normom narz
        > ucanym kobietom, zupełnego braku zainteresowania kosmetykami lub stuprocentoweg
        > o zadowolenia z własnej twarzy w stanie nienaruszonym, a nie z konserwatywnych
        > poglądów autorki i gustu naczelnych troglodytów serii.

        No toż. Nie w braku makijażu problem, tylko w tym, że on wynika z "bo tak kobiecie wypada". I tego wypadania robi się więcej. Kiedyś dostawaliśmy Gabe, pożyczającą od Joanny sweterek z dekoltem i malującą się na cześć Pyziaczka, oraz Cesie w płaszczyku, malującą rzęsy, a teraz mamy Dorotkę w giezle, Norę (prawie w tym samym wieku co Gaba w KK i Cesia w SK), odziewajaca się jak pensjonarka i Anię, płoche mydełko co lakieruje paznokcie.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka