Dodaj do ulubionych

Ślub to nie bal

08.06.22, 15:47
Czasami chodzą mi po głowie pewne zdania z Jeżycjady, których znaczenia nie rozumiem. W związku z tym zakładam co jakiś czas wątki z prośbą o Wasze interpretacje. Tak było z Laurą, co nie zrobi nic głupiego, czy Pyzą, która się rzuca w życie głową naprzód.

Teraz myślę o słowach bodaj Jędrka (nie odróżniam go od jego brata), które padły w CZ jako wyraz aprobaty dla wyglądu Dorotki. Chyba - bo nie pamiętam tego z książki, gdzieś się te słowa przewinęły na Forum.

Ok, ślub to sakrament, nie bal. Ale wesele to już bal, jak najbardziej. Co więcej, w przypadku wielu osób wesela są jedynymi balami, w jakich w życiu brali udział. Nie wszyscy mieli studniówki, bale maturalne czy bale branżowe (architektów, lekarzy), albo wybrali się na jakiś oficjalny bal sylwestrowy. Bo mieszkają na wsi, bo nie zdawali matury, czy z jakichkolwiek innych powodów - i nic w tym złego.

Zatem, wracając do ad remu: wesele to jest jakiś rodzaj balu, dla wielu ludzi jedyna okazja, by kupić sobie wyjątkowy ciuch, zrobić makijaż czy manicure, wystroić się i "pokazać". Wciąż nic w tym złego.

No i o co temu Jędrkowi chodziło? Na jaki bal dopuszcza wyjątkowy look? Taki, co go wyprawiała jego siostra przyrodnia Bella z mężem Czarkiem w Łodzi? A na wiejskie wesele to jak należy się ubrać?
Obserwuj wątek
    • bupu Re: Ślub to nie bal 08.06.22, 16:38
      ako17 napisała:

      > Czasami chodzą mi po głowie pewne zdania z Jeżycjady, których znaczenia nie roz
      > umiem. W związku z tym zakładam co jakiś czas wątki z prośbą o Wasze interpreta
      > cje. Tak było z Laurą, co nie zrobi nic głupiego, czy Pyzą, która się rzuca w ż
      > ycie głową naprzód.
      >
      > Teraz myślę o słowach bodaj Jędrka (nie odróżniam go od jego brata), które pad
      > ły w CZ jako wyraz aprobaty dla wyglądu Dorotki. Chyba - bo nie pamiętam tego z
      > książki, gdzieś się te słowa przewinęły na Forum.

      A to nie Jędrek tak bredził. To Jaskiniowiec Młodszy (Kazkiniowiec), znany także jako Ulej, Ziutek, lub Kazimierz Pałys. Założę się, że te światłe idee brał od swojego starszego braciszka, w którego chodzi zapatrzony jak w tęczę.

      > Ok, ślub to sakrament, nie bal. Ale wesele to już bal, jak najbardziej.

      Może i nie bal, ale niewątpliwie specjalna okazja. A odkąd ludzkość wymyśliła odzież i zdobienie ciała (czyli od dziesiątek, jeśli nie setek tysięcy lat, podejrzewam) specjalne okazje czci się między innymi przybierając swe ciało w sposób odświętny, który z reguły jest bardziej obfity i ozdobny niż ten codzienny. Nie rozumiem zatem skąd u MM (i u Ziutka) to parcie na śluby w giezłach.

      > Zatem, wracając do ad remu: wesele to jest jakiś rodzaj balu, dla wielu ludzi j
      > edyna okazja, by kupić sobie wyjątkowy ciuch, zrobić makijaż czy manicure, wyst
      > roić się i "pokazać". Wciąż nic w tym złego.

      No oczywiście, że nic złego.

      > No i o co temu Jędrkowi chodziło? Na jaki bal dopuszcza wyjątkowy look? Taki, c
      > o go wyprawiała jego siostra przyrodnia Bella z mężem Czarkiem w Łodzi? A na wi
      > ejskie wesele to jak należy się ubrać?

      Ja bym się zapytała czemu Ziutek (a jego ustyma autorka) wyznaje odwójny standard. Józef bowiem idzie do ołtarza niewątpliwie zestrojony, w najlepszy garnitur, białą koszulę i jedwabny krawat. To ja się pytam czemu pan młody może w jedwabiach, a panna młoda musi w gieźle, za jedyną ozdobę mając chabazie na głowie (te splecione frezje nie miały prawa wyglądać dobrze, one kruche są!)?
      • ako17 Re: Ślub to nie bal 08.06.22, 17:28
        bupu napisała:



        >
        > A to nie Jędrek tak bredził. To Jaskiniowiec Młodszy (Kazkiniowiec), znany takż
        > e jako Ulej, Ziutek, lub Kazimierz Pałys. Założę się, że te światłe idee brał o
        > d swojego starszego braciszka, w którego chodzi zapatrzony jak w tęczę.
        >
        Ło matulu, ja już zupełnie nie rozróżniam tego młodszego rodzeństwa. A Jędrek, coś mi się zdaje, też był zapatrzony w Józka - jeździł za nim rowerkiem w WdO, czy coś w tym stylu? W sumie o jednym i o drugim można powiedzieć tyle, że wpatrzony w starszego brata/ kuzyna, ale nie w tęczę (wiadomo, tęcza niedobra ideologicznie), raczej jak wół w malowane wrota - w tych okolicznościach przyrody.
        Tak czy siak, dziwne te poglądy. Bo w sumie, nawet w środowisku konserwatywnym występuje taki nurt, że trza być w butach na weselu. No, wyglądać wyjątkowo, inaczej niż na co dzień. To z szacunku dla państwa młodych i ich rodziców, którzy przygotowali przyjęcie. Odświętny strój podkreśla, że się te wysiłki docenia, że jest to również dla gości ważne wyjście z domu.
        Oczywiście, to wesele akurat było mało wytworne, nawet chyba mało higieniczne, no ale było to jednak jakieś wydarzenie, skoro się spodziewano, że kupa ludzi przyjdzie bez zaproszenia. No chyba nie w gumiakach i przepoconych koszulach flanelowych?
        • bupu Re: Ślub to nie bal 08.06.22, 17:40
          ako17 napisała:


          > Ło matulu, ja już zupełnie nie rozróżniam tego młodszego rodzeństwa. A Jędrek,
          > coś mi się zdaje, też był zapatrzony w Józka - jeździł za nim rowerkiem w WdO,
          > czy coś w tym stylu?

          Tam wszyscy są zapatrzeni w Józkiniowca kieby w ten święty obraz. I młodzi i starzy. A ja w ... żółtą febrę nie wiem, co oni w nim takiego cudownego widzą? Gburowatość? Tępy maczyzm? Brak manier? No nie ogarniam.


          > Oczywiście, to wesele akurat było mało wytworne, nawet chyba mało higieniczne,
          > no ale było to jednak jakieś wydarzenie, skoro się spodziewano, że kupa ludzi p
          > rzyjdzie bez zaproszenia. No chyba nie w gumiakach i przepoconych koszulach fla
          > nelowych?

          W kufajkach. I w krawacie, bo gość w krawacie jest mniej awanturujący się.
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Ślub to nie bal 08.06.22, 19:56
            bupu napisała:
            >Tam wszyscy są zapatrzeni w >Józkiniowca kieby w ten święty obraz. I >młodzi i starzy. A ja w ... żółtą febrę nie > wiem, co oni w nim takiego cudownego > widzą? Gburowatość? Tępy maczyzm? > Brak manier? No nie ogarniam.

            Właśnie, przecież tacy ludzie jak Borejki - miłośnicy czółek, szpanu literackiego i w ogóle śmierć plebsowi - chyba pierwsi powinni się rzucić do potępiania józkiniowych zachowań tego drechola in spe? A ci go wielbią jak Świętego Józefa Od Piąchy
      • ciotka.scholastyka Re: Ślub to nie bal 09.06.22, 10:26
        bupu napisała:


        > Może i nie bal, ale niewątpliwie specjalna okazja. A odkąd ludzkość wymyśliła o
        > dzież i zdobienie ciała (czyli od dziesiątek, jeśli nie setek tysięcy lat, pode
        > jrzewam) specjalne okazje czci się między innymi przybierając swe ciało w sposó
        > b odświętny, który z reguły jest bardziej obfity i ozdobny niż ten codzienny. N
        > ie rozumiem zatem skąd u MM (i u Ziutka) to parcie na śluby w giezłach.

        Pamiętam Kreskę, mówiącą w Operze, że specjalna okazja wymaga specjalnego stroju. Nespa, madame MM?
    • przymrozki Re: Ślub to nie bal 08.06.22, 18:29
      Jeżeli mnie pamięć nie myli, to tam w ogóle była sytuacja typu, excuzez les mots, ostry krindż, bo babcie Dorotki na poważnie rozmawiały z jedenastolatkiem o tym, co Dorotce wypada mieć na własnym ślubie. W prawdziwym świecie to by było dziwaczne, nawet gdyby ten dzieciak nie był jaskiniowym mizoginem (a może i nie był, nie wiadomo, czy biedna chłopaczyna wychowywana od przypadku do przypadku przez jaskiniowego brata i czasem, jak się trafi, przez przygodne amatorki frytek, nie powtarza po prostu zasłyszanych sloganów bez większego zrozumienia, co one znaczą)
      • bez_zarzutu Re: Ślub to nie bal 09.06.22, 10:31
        przymrozki napisała:

        > Jeżeli mnie pamięć nie myli, to tam w ogóle była sytuacja typu, excuzez les mot
        > s, ostry krindż, bo babcie Dorotki na poważnie rozmawiały z jedenastolatkiem o
        > tym, co Dorotce wypada mieć na własnym ślubie. W prawdziwym świecie to by było
        > dziwaczne, nawet gdyby ten dzieciak nie był jaskiniowym mizoginem (a może i nie
        > był, nie wiadomo, czy biedna chłopaczyna wychowywana od przypadku do przypadku
        > przez jaskiniowego brata i czasem, jak się trafi, przez przygodne amatorki fry
        > tek, nie powtarza po prostu zasłyszanych sloganów bez większego zrozumienia, co
        > one znaczą)
        I do jakich to wniosków doszli, i jakie stanowiska zajęły poszczególne strony? Care to share?
    • guineapigs Re: Ślub to nie bal 08.06.22, 18:46
      Oczywiscie, ze slub jako uroczystosc w swiatyni towarzyszaca zawarciu sakramentu malzenstwa to nie bal i moim zdaniem jesli juz ktos sie na to decyduje to nie powinien z tego robic smichow-chichow ani przedstawienia, ale ubrac sie odswietnie a przyzwoicie. Poniewaz nie pamietam, czym konkretnie bylo owo 'giezlo', to prosze o podpowiedz.
      Skromnosc aczkolwiek ma swe granice, i nawet jesli Panna Mloda chce wygladac skromnie, to jednak ma wybor i wcale nie musi kupowac kiecki od szanela, ale tez nie powinna przesadzac i isc owinieta przescieradlem czy w czyms a la koszula nocna. Biala, prosta w formie sukienka, jednak okraszona dyskretna elegancja powinna przypasc do gustu zarowno zwolenniczce szkoly 'panne mloda zdobi skromnosc i niewinnosc' jak i szkoly 'w sempiternie mam wszelkie konwenansa'.
      Tak sie zastanawiam, czy ten cytat i giezlo to nie byla jakas reakcja narratorska wobec moim zdaniem upiornej tendencji do robienia z sukien slubnych w swiatyni seks-outfitow. Na YT jest mnostwo filmow z prywatnych slubow, i naprawde mozna zobaczyc dekolty do pasa, gorsety wyndujace biust pod brode, dlugosc przed kolana. W swiatyni! Moze jestem staroswiecka, ale moim zdaniem to przesada. No dobra, walne ostrzej: to nieuchodzi.
      Z drugiej strony - nie chce sie tu wdawac za bardzo w antropologie kultury czy socjologie bo nie mam ku temu uprawnien - slub zawsze byl parada bogactwa i pokazem 'na co nas stac'. Zreszta, do tej pory jest - jak sie popatrzy, ile ludzie wydaja na wesela, zadluzaja sie na lata czesto i zamiast wlozyc we wlasne lokum czy fajna wycieczke poslubna - to robia bale a la rojalsi niemal.
      OT. Moja kolezanka, osoba bardzo konserwatywna i zaangazowana w dzialalnosc KRK, poszla do slubu w sukiemce wlasnego autorstwa, prostej u gory a la zwykla bluzka, ze spodniczka bombka do kolan zaledwie, w dodatku okraszonej zielonymi elementami/wstawkami. Wygladala niesamowicie jak na owe czasy: skromnie, przyzwoicie, odswietnie, indywidualistycznie i cool. Czyli spokojnie mozna wyposrodkowac miedzy szanelem a giezlem.
      A z ciekawostek dodam, ze biale suknie slubne to dosc mlody wynalazek. Na przyklad, bodaj na Kaszubach, jeszcze do niedawna (czyli tak 100 lat nazad) kolorem slubnym byl ... czarny. Moda na biale, wystawne suknie slubne zaczela sie od jakiegos rojalskiego slubu, chyba Angielskiego czy Brytyjskiego. Moze slubu Wiktorii? Nie wiem, ale z pewnoscia biala slubna suknia to cos duzo mlodszego niz kolo.
      • bupu Re: Ślub to nie bal 08.06.22, 19:16
        guineapigs napisała:

        > Oczywiscie, ze slub jako uroczystosc w swiatyni towarzyszaca zawarciu sakrament
        > u malzenstwa to nie bal i moim zdaniem jesli juz ktos sie na to decyduje to nie
        > powinien z tego robic smichow-chichow ani przedstawienia, ale ubrac sie odswie
        > tnie a przyzwoicie. Poniewaz nie pamietam, czym konkretnie bylo owo 'giezlo', t
        > o prosze o podpowiedz.

        Tym, co widać w załączniku.

        > Skromnosc aczkolwiek ma swe granice, i nawet jesli Panna Mloda chce wygladac sk
        > romnie, to jednak ma wybor i wcale nie musi kupowac kiecki od szanela, ale tez
        > nie powinna przesadzac i isc owinieta przescieradlem czy w czyms a la koszula n
        > ocna. Biala, prosta w formie sukienka, jednak okraszona dyskretna elegancja pow
        > inna przypasc do gustu zarowno zwolenniczce szkoly 'panne mloda zdobi skromnosc
        > i niewinnosc' jak i szkoly 'w sempiternie mam wszelkie konwenansa'.

        A oczywiście, ale problem nie w samym gieźle, jak sobie Dorotka lubi, to niech tak idzie do ołtarza, jej ślub, jej babci buraczki. Problem w tym, że od czasów Makabrusi jest to trynd, rzekłabym, obowiązujący. Panna młoda ma zasuwać do ołtarza skromnie, w ogóle dzieweczki winny wyglądać skromnie i nosić się prosto, pompadury, blichtr i pozłota ja proszę won. Znaczy nie ja, tylko najwyraźniej autorka.


        > Tak sie zastanawiam, czy ten cytat i giezlo to nie byla jakas reakcja narrators
        > ka wobec moim zdaniem upiornej tendencji do robienia z sukien slubnych w swiaty
        > ni seks-outfitow. Na YT jest mnostwo filmow z prywatnych slubow, i naprawde moz
        > na zobaczyc dekolty do pasa, gorsety wyndujace biust pod brode, dlugosc przed k
        > olana. W swiatyni! Moze jestem staroswiecka, ale moim zdaniem to przesada. No d
        > obra, walne ostrzej: to nieuchodzi.

        Do kościoła iść świecąc cielskiem istotnie nie uchodzi, tu się zgadzam. Jednak w treści Sagi nigdzie nie ma potępienia niestosownego rozdziania w świątyni, jest wyłącznie potępienie nadmiernej strojności (na ten przykład bidermajery Larwy dekolt posiadały taki więcej szczątkowy a i tak została ona ich pozbawiona przez autorkę wręcz pokazowo, podobnie jak fryzury i makijażu, po czym wbita w uniform obowiązkowy, czyli prostą przyodziewę i wianeczek).



        > A z ciekawostek dodam, ze biale suknie slubne to dosc mlody wynalazek.

        A owszem. Biel ślubną wypromowała była królowa Wiktoria, która ślub ze swoim Albercikiem brała w roku pańskim 1840. Poszła do ołtarza na biało, świat się zachwycił, po czym zaczął naśladować, od arystokracji idąc w dół.


        > Na przyk
        > lad, bodaj na Kaszubach, jeszcze do niedawna (czyli tak 100 lat nazad) kolorem
        > slubnym byl ... czarny. Moda na biale, wystawne suknie slubne zaczela sie od ja
        > kiegos rojalskiego slubu, chyba Angielskiego czy Brytyjskiego. Moze slubu Wikto
        > rii? Nie wiem, ale z pewnoscia biala slubna suknia to cos duzo mlodszego niz ko
        > lo.

        Wiktorii, Wiktorii. Zresztą w dziewiętnastym wieku wiele panienek z dobrych, a mniej zamożnych domów, nawet już po slubie Wiktorii gnało do ołtarza w ciemnych sukniach. Tak było po prostu praktyczniej, białą odziez trudno było utrzymać w czystości, nie nadawała się do noszenia na co dzień, o ile nie było się arystokratką co leży i pachnie, a taka beżowa, granatowa, czy brązowa kiecka mogła posłużyć długie lata.
        • bupu Re: Ślub to nie bal 08.06.22, 19:28
          I Larwa w paprochach po babci. Intencja autorska chyba widoczna jak na patelni, ma być PROSTO i SKROMNIE. Skromnie nie w sensie braku golizny tylko braku ozdób.
          • sanfran_84 Re: Ślub to nie bal 08.06.22, 20:53
            bupu napisała:

            > I Larwa w paprochach po babci. Intencja autorska chyba widoczna jak na patelni,
            > ma być PROSTO i SKROMNIE.

            Mam pytanie o zdjęcie Laury w bidermajerach (swoją drogą, na pierwszy rzut oka ciężko ocenić, czy Laura stoi przodem, czy tyłem). Czy ta fryzura na zdjęciu to fryzura ślubna, a obrazek jest z przymiarki w dniu ślubu? Czy z wcześniejszej wizyty u krawcowej śpiewaczej?
            Przymiarka w dniu ślubu, co za pomysł...
            • bupu Re: Ślub to nie bal 08.06.22, 20:59
              sanfran_84 napisał(a):

              > bupu napisała:
              >
              > > I Larwa w paprochach po babci. Intencja autorska chyba widoczna jak na pa
              > telni,
              > > ma być PROSTO i SKROMNIE.
              >
              > Mam pytanie o zdjęcie Laury w bidermajerach (swoją drogą, na pierwszy rzut oka
              > ciężko ocenić, czy Laura stoi przodem, czy tyłem). Czy ta fryzura na zdjęciu to
              > fryzura ślubna, a obrazek jest z przymiarki w dniu ślubu? Czy z wcześniejszej
              > wizyty u krawcowej śpiewaczej?
              > Przymiarka w dniu ślubu, co za pomysł...

              Ilustracja jest do przymiarki wykonanej pięć dni przed ślubem. Fryzura zatem nie jest ślubną.
              • sanfran_84 Re: Ślub to nie bal 08.06.22, 21:23
                bupu napisała:


                > Ilustracja jest do przymiarki wykonanej pięć dni przed ślubem. Fryzura zatem ni
                > e jest ślubną.
                >

                Szkoda właśnie, że nie ma na rysunku tej bombastycznej fryzury, ciekawie by ją było porównać do warkocza. Akurat ten laurowy wygląda nieco jak mysi ogonek, a po tym fryzjerskim pandemonium powinien raczej być nieco bardziej... puszysty.

                Jak to drzewiej bywało z jeżycjadowymi pannami młodymi? Jaką fryzurę miała Ida? Co z Natalią, oprócz kontusika? I chyba jeszcze ślub Elki i Tomka był w kadrze - jak wyglądała młoda? A czy o wyglądzie Agnieszki wiadomo coś więcej, czy jedyne wspomnienie ze ślubu to to nieszczęsne i złośliwe zdjęcie Józefa, który zamiast pomóc szukać obrączek, to stał i robił zdjęcia?
                Przepraszam za tyle pytań, ale mam wrażenie, że panna młoda w gieźle to dosyć nowy wynalazek w cyklu.
                • bupu Re: Ślub to nie bal 08.06.22, 21:42
                  sanfran_84 napisał(a):



                  > Jak to drzewiej bywało z jeżycjadowymi pannami młodymi? Jaką fryzurę miała Ida?
                  > Co z Natalią, oprócz kontusika? I chyba jeszcze ślub Elki i Tomka był w kadrze
                  > - jak wyglądała młoda? A czy o wyglądzie Agnieszki wiadomo coś więcej, czy jed
                  > yne wspomnienie ze ślubu to to nieszczęsne i złośliwe zdjęcie Józefa, który zam
                  > iast pomóc szukać obrączek, to stał i robił zdjęcia?
                  > Przepraszam za tyle pytań, ale mam wrażenie, że panna młoda w gieźle to dosyć n
                  > owy wynalazek w cyklu.

                  Ida musiała mieć włosy upięte, albowiem wicher szarpał jej welonem, nie zaś lokami. Na tychże włosach miała wianuszek z plastikowych konwalii, z długim welonem (nieco skróconym przez Tygrysa). Nutria do kontusika miała futrzany toczek z welonem, więc był to niewątpliwie strój na pełnym wypasie. O Adze wiemy tylko, że była spowita w biel, natomiast młode Kowaliki mają swój obrazek ślubny, który w załączniku.
                  • sanfran_84 Re: Ślub to nie bal 08.06.22, 21:55
                    bupu napisała:


                    > Ida musiała mieć włosy upięte, albowiem wicher szarpał jej welonem, nie zaś lok
                    > ami. Na tychże włosach miała wianuszek z plastikowych konwalii, z długim welone
                    > m (nieco skróconym przez Tygrysa). Nutria do kontusika miała futrzany toczek z
                    > welonem, więc był to niewątpliwie strój na pełnym wypasie. O Adze wiemy tylko,
                    > że była spowita w biel, natomiast młode Kowaliki mają swój obrazek ślubny, któr
                    > y w załączniku.

                    Bardzo dziękuję. Suknia Elki wygląda na prototyp sukni dorocinej. Jednak z welonem wygląda mniej ubogo, ponadto wykończenie na szyi pozwala sądzić, że mogła to być modna swego czasu suknia z koronkowym półgolfem. Ale oczywiście nie musiała, bo koronki na obrazku nie widać.
                    • bupu Re: Ślub to nie bal 12.07.22, 22:13
                      sanfran_84 napisał(a):

                      > bupu napisała:
                      >
                      >
                      > > Ida musiała mieć włosy upięte, albowiem wicher szarpał jej welonem, nie z
                      > aś lok
                      > > ami. Na tychże włosach miała wianuszek z plastikowych konwalii, z długim
                      > welone
                      > > m (nieco skróconym przez Tygrysa). Nutria do kontusika miała futrzany toc
                      > zek z
                      > > welonem, więc był to niewątpliwie strój na pełnym wypasie. O Adze wiemy t
                      > ylko,
                      > > że była spowita w biel, natomiast młode Kowaliki mają swój obrazek ślubny
                      > , któr
                      > > y w załączniku.
                      >
                      > Bardzo dziękuję. Suknia Elki wygląda na prototyp sukni dorocinej. Jednak z welo
                      > nem wygląda mniej ubogo, ponadto wykończenie na szyi pozwala sądzić, że mogła t
                      > o być modna swego czasu suknia z koronkowym półgolfem. Ale oczywiście nie musia
                      > ła, bo koronki na obrazku nie widać.


                      Ta suknia ma także bufiaste rękawy typu leg-of-mutton, więc do prostego giezła jej raczej daleko, zwłaszcza, iż wedle skromnego dosyć opisu w książce, była ona jedwabna i posiadała tren.
          • ako17 Re: Ślub to nie bal 08.06.22, 22:54
            Jeśli już miałabym wybierać z powyższych, to zdecydowanie opcję biedęmajer. Przynajmniej wygląda na jakiś zamysł, może nie idealnie udany, ale jakiś, po prostu pomysł, stylizację, nawiązanie do czegoś (Traviatty?)
            Jeśli to jest ilustracja z książki (nie wiem, nie pamiętam! - no ale przecież chyba nikt tu sobie tego ot tak nie narysował), to kojarzy mi się z nic nieznaczącym wtrętem z Autobiografii J. Chmielewskiej, że śluby cywilne nie były uznawane za bardzo serio w latach 50-70 (naprawdę nie pamiętam o którą dekadę chodziło) i Państwo Młodzi przypomnieli sobie w ostatniej chwili o obowiązku rejestracji w USC i polecieli tak, jak stali, Panna Młoda od bodaj szorowania podłóg, ledwo fartuszek przez głowę zdjęła. Po ceremonii usłyszeli chyba jakieś dyscyplinujące zdanie od Urzędnika :D
            Laura tak właśnie wygląda z tymi podwiniętymi rękawami, mysim zakończeniem warkoczyka i tym... no nie wiem jak to nazwać...? quasi-greckim ornamentem dookoła głowy? Jakby właśnie oderwała się od remontu. A przecież Adam już tam wszystko porobił, tak? Łącznie z aniołkami laubzegą i szafami w ścianach...? To co ona taka pomięta?
            W życiu bym się tak nie pokazała na czyimkolwiek ślubie - nie mówiąc o weselu - a przez 90%+ mojego czasu funkcjonuję w dresach...
            A już na swoim??
            Laura - istny elf w minispódniczce i pończochach?
            Przepraszam za nadmiar znaków zapytania, coś mi nie styka [oddala się, mamrocząc pod nosem o stabilnej reakcji rozszczepienia jądra deuteru]
            • bupu Re: Ślub to nie bal 08.06.22, 23:00
              ako17 napisała:

              > Jeśli już miałabym wybierać z powyższych, to zdecydowanie opcję biedęmajer. Prz
              > ynajmniej wygląda na jakiś zamysł, może nie idealnie udany, ale jakiś, po prost
              > u pomysł, stylizację, nawiązanie do czegoś (Traviatty?)
              > Jeśli to jest ilustracja z książki (nie wiem, nie pamiętam! - no ale przecież c
              > hyba nikt tu sobie tego ot tak nie narysował), to kojarzy mi się z nic nieznacz
              > ącym wtrętem z Autobiografii J. Chmielewskiej, że śluby cywilne nie były uznawa
              > ne za bardzo serio w latach 50-70 (naprawdę nie pamiętam o którą dekadę chodził
              > o) i Państwo Młodzi przypomnieli sobie w ostatniej chwili o obowiązku rejestrac
              > ji w USC i polecieli tak, jak stali, Panna Młoda od bodaj szorowania podłóg, le
              > dwo fartuszek przez głowę zdjęła. Po ceremonii usłyszeli chyba jakieś dyscyplin
              > ujące zdanie od Urzędnika :D

              Młoda poleciała jak stała, bo zupełnie zapomniała o terminie ślubu i dopiero wybranek ja strasznym krzykiem oderwał od tej podłogi. No i stanęła przed obliczem urzędnika w brudnej, zachlapanej mydlinami kiecce, za co parę ciepłych słów na boku potem usłyszała.


              > Laura tak właśnie wygląda z tymi podwiniętymi rękawami, mysim zakończeniem wark
              > oczyka i tym... no nie wiem jak to nazwać...? quasi-greckim ornamentem dookoła
              > głowy?

              To jest wieniec z róż białych i kabelka fi ileś tam. Ten grecki ornament. Uwity temy ręcyma przez Maszpana.

              > Jakby właśnie oderwała się od remontu. A przecież Adam już tam wszystko
              > porobił, tak? Łącznie z aniołkami laubzegą i szafami w ścianach...? To co ona t
              > aka pomięta?
              > W życiu bym się tak nie pokazała na czyimkolwiek ślubie - nie mówiąc o weselu -
              > a przez 90%+ mojego czasu funkcjonuję w dresach...
              > A już na swoim??
              > Laura - istny elf w minispódniczce i pończochach?
              > Przepraszam za nadmiar znaków zapytania, coś mi nie styka [oddala się, mamroczą
              > c pod nosem o stabilnej reakcji rozszczepienia jądra deuteru]

              Taaa, elf wyszorowany na wysoki połysk wodą z mydłem i wyszczotkowany aż trzaskało.
            • bupu Re: Ślub to nie bal 08.06.22, 23:00
              ako17 napisała:

              > Jeśli już miałabym wybierać z powyższych, to zdecydowanie opcję biedęmajer. Prz
              > ynajmniej wygląda na jakiś zamysł, może nie idealnie udany, ale jakiś, po prost
              > u pomysł, stylizację, nawiązanie do czegoś (Traviatty?)
              > Jeśli to jest ilustracja z książki (nie wiem, nie pamiętam! - no ale przecież c
              > hyba nikt tu sobie tego ot tak nie narysował), to kojarzy mi się z nic nieznacz
              > ącym wtrętem z Autobiografii J. Chmielewskiej, że śluby cywilne nie były uznawa
              > ne za bardzo serio w latach 50-70 (naprawdę nie pamiętam o którą dekadę chodził
              > o) i Państwo Młodzi przypomnieli sobie w ostatniej chwili o obowiązku rejestrac
              > ji w USC i polecieli tak, jak stali, Panna Młoda od bodaj szorowania podłóg, le
              > dwo fartuszek przez głowę zdjęła. Po ceremonii usłyszeli chyba jakieś dyscyplin
              > ujące zdanie od Urzędnika :D

              Młoda poleciała jak stała, bo zupełnie zapomniała o terminie ślubu i dopiero wybranek ja strasznym krzykiem oderwał od tej podłogi. No i stanęła przed obliczem urzędnika w brudnej, zachlapanej mydlinami kiecce, za co parę ciepłych słów na boku potem usłyszała.


              > Laura tak właśnie wygląda z tymi podwiniętymi rękawami, mysim zakończeniem wark
              > oczyka i tym... no nie wiem jak to nazwać...? quasi-greckim ornamentem dookoła
              > głowy?

              To jest wieniec z róż białych i kabelka fi ileś tam. Ten grecki ornament. Uwity temy ręcyma przez Maszpana.

              > Jakby właśnie oderwała się od remontu. A przecież Adam już tam wszystko
              > porobił, tak? Łącznie z aniołkami laubzegą i szafami w ścianach...? To co ona t
              > aka pomięta?
              > W życiu bym się tak nie pokazała na czyimkolwiek ślubie - nie mówiąc o weselu -
              > a przez 90%+ mojego czasu funkcjonuję w dresach...
              > A już na swoim??
              > Laura - istny elf w minispódniczce i pończochach?
              > Przepraszam za nadmiar znaków zapytania, coś mi nie styka [oddala się, mamroczą
              > c pod nosem o stabilnej reakcji rozszczepienia jądra deuteru]

              Taaa, elf wyszorowany na wysoki połysk wodą z mydłem i wyszczotkowany aż trzaskało.
                • bupu Re: Ślub to nie bal 09.06.22, 15:19
                  haszyszymora napisał(a):

                  > Laura jest wymięta, bo leci w babcinej garsonce, która to garsonka leżała 50 la
                  > t w szafie i nijak nie pasuje na Laurę (w tekście stoi, że spódnica wisi do kos
                  > tek)

                  I tak a'propos tej spódnicy do kostek wygrzebałam zdjęcie Grace Kelly (z której jak zdjęta oważ przyodziewa miała być) w jasnym kostiumie, nawet pi razy oko podobnym do Milicyjnych paprochów.

                  https://beetlescarab.files.wordpress.com/2020/02/grace_suit.jpg?w=400

                  Problem polega na tym, że maxi akurat wtedy modne nie było jesli chodzi o kostiumy, najdłuższe spódnice sięgały, jak na załączonym obrazku, do połowy łydki. Jak bardzo musiałaby wysokiej Larwie opaść ta spódnica, szyta na miniaturową Milicję, żeby sięgała do kostek? Naprawdę, wizja panny młodej ze spódnicą zapiętą na udach, której między tąż spódnicą a dołem żakietu błyskają ineksprymable, jest taka więcej upojna.
                  • sanfran_84 Re: Ślub to nie bal 09.06.22, 15:52
                    bupu napisała:

                    . J
                    > ak bardzo musiałaby wysokiej Larwie opaść ta spódnica, szyta na miniaturową Mil
                    > icję, żeby sięgała do kostek? Naprawdę, wizja panny młodej ze spódnicą zapiętą
                    > na udach, której między tąż spódnicą a dołem żakietu błyskają ineksprymable, je
                    > st taka więcej upojna.
                    >

                    Ładne zdjęcie, góra faktycznie podobna do tej z obrazka.
                    Nie wiem, po co MM usiłowała nam wmówić, że spódnica Laurze zwisała niemal do kostek, a Laura z Milą były niemal tego samego wzrostu i rozmiaru (tyle, że nie). Chyba tylko dlatego, że żeby nie wiem co, to do ślubu "na długo" musi być i mimo, że Laurę odziano w garsonkę po babci, to musiała udawać, że toż to suknia ślubna jak się patrzy, biała i długa, panie tego. I SKROMNA, to przede wszystkim. Nie rozumiem, dlaczego Laura nie mogła pójść do ślubu, jeśli już musiała w milowej garsonce, to w spódnicy po prostu do kolan. Chyba, że chodziło o zakrycie butów z bidermajerowskiej kreacji.
                    • bupu Re: Ślub to nie bal 09.06.22, 16:21
                      sanfran_84 napisał(a):


                      > Ładne zdjęcie, góra faktycznie podobna do tej z obrazka.
                      > Nie wiem, po co MM usiłowała nam wmówić, że spódnica Laurze zwisała niemal do k
                      > ostek, a Laura z Milą były niemal tego samego wzrostu i rozmiaru (tyle, że nie)
                      > . Chyba tylko dlatego, że żeby nie wiem co, to do ślubu "na długo" musi być i m
                      > imo, że Laurę odziano w garsonkę po babci, to musiała udawać, że toż to suknia
                      > ślubna jak się patrzy, biała i długa, panie tego. I SKROMNA, to przede wszystki
                      > m. Nie rozumiem, dlaczego Laura nie mogła pójść do ślubu, jeśli już musiała w m
                      > ilowej garsonce, to w spódnicy po prostu do kolan. Chyba, że chodziło o zakryci
                      > e butów z bidermajerowskiej kreacji.


                      A swoją drogą do tego kostiumu wieniec różany i warkocz pasują jak wół do kożucha. Do kostiumu z lat 50 to raczej gładki kok, ewentualnie kapelusik/toczek. Wieniec i warkocz mnie osobiście by się komponowały z czymś empirowym, o:

                      https://i.pinimg.com/564x/94/e6/50/94e65056cd9a0a61953a292f66dcf44a.jpg
                      • sanfran_84 Re: Ślub to nie bal 09.06.22, 17:55
                        bupu napisała:

                        > A swoją drogą do tego kostiumu wieniec różany i warkocz pasują jak wół do kożuc
                        > ha. Do kostiumu z lat 50 to raczej gładki kok, ewentualnie kapelusik/toczek. Wi
                        > eniec i warkocz mnie osobiście by się komponowały z czymś empirowym, o:

                        To fakt, wyobraźmy sobie Grace Kelly z tego zdjęcia w warkoczu i różanym wieńcu. Jeśli w babcinej garsonce miało być zwiewnie i romantycznie, to też nie wyszło.

                        Inna sprawa, że tam w ogóle mało co do siebie pasowało - fryzura i przyozdobienie głowy do garsonki, a garsonka do Laury. I ona widząc to wszystko tak spokojnie sobie stukała obcasikiem (czego - tego już MM nie napisała, może białych kozaczków - muszkieterek ze skaju po kolana, jak jechać po pyziaczym dziecku, to jechać, skoro chciała założyć plastikowe konwalie...). Laura. Już to widzę. To przerobienie na niebojącą się (Laura! Hahaha) sarenkę wyszło cokolwiek komicznie. Ale oczywiście towarzyszyły temu zachwyty Józefa, że super i "Wyglądała dokładnie tak, jak powinna wyglądać panna młoda". Wrrrr. To co się dziwić, że młodszy brat potem powtarza, jak się nasłuchał przy każdej okazji. Aż szkoda, że zamiast dziewczęcia hożego w jednej sukienczynie MM nie napisała mu jakiejś konkretnej babki za żonę (Janickiej na przykład), która by miała w nosie jego wizję płochej dziewicy w skromnym gieźle, wianku i na bosaka, tylko by chciała się ubrać, uczesać i pomalować według swojego uznania. Może by Józinator musiał jej coś więcej powiedzieć, próbując wyperswadować zbyt strojny strój-jak-na-bal poza "tak powinna wyglądać panna młoda", może musieliby nawet o tym eee... porozmawiać.
                      • guineapigs Re: Ślub to nie bal 09.06.22, 20:57
                        Bupu, jak nastoletnia Gaba, ma ambicje dyktatorskie i komentuje, co jak pasuje:
                        'pasują jak wół do kożucha'.

                        Pomijajac, ze zestaw iscie genialny, to osmiele sie zauwazyc, iz w tradycjonalnym i konserwatywnym jezyku polskim mamy albo wola do karety, albo kwiatka do kozucha. A co wiecej: wol do kozucha pasuje jak najbardziej.
                        Aczkolwiek porownanie Bupu uwazam nie za niedbalosc, a za bardzo specyficzny i odautorski superskrot.
                        Lata temu Ciotka Sccholastyka wydala cos podobnego, nie pamietam juz co to bylo, ale to bylo przepyszne.
                        • bupu Re: Ślub to nie bal 09.06.22, 21:11
                          guineapigs napisała:

                          > Bupu, jak nastoletnia Gaba, ma ambicje dyktatorskie i komentuje, co jak pasuje:
                          > 'pasują jak wół do kożucha'.
                          >
                          > Pomijajac, ze zestaw iscie genialny, to osmiele sie zauwazyc, iz w tradycjonaln
                          > ym i konserwatywnym jezyku polskim mamy albo wola do karety, albo kwiatka do ko
                          > zucha. A co wiecej: wol do kozucha pasuje jak najbardziej.
                          > Aczkolwiek porownanie Bupu uwazam nie za niedbalosc, a za bardzo specyficzny i
                          > odautorski superskrot.

                          Wołu do kożucha podłapałam z "Tajemnicy" Chmielewskiej, razem ze skarpetkami w żeberka i teraz nijak nie chce być inaczej, chociaż wiem, że do kożucha kwiatek a wół do karety.
                  • ako17 Re: Ślub to nie bal 09.06.22, 22:00
                    bupu napisała:


                    > I tak a'propos tej spódnicy do kostek wygrzebałam zdjęcie Grace Kelly (z której
                    > jak zdjęta oważ przyodziewa miała być) w jasnym kostiumie, nawet pi razy oko p
                    > odobnym do Milicyjnych paprochów.
                    >
                    > [img]https://beetlescarab.files.wordpress.com/2020/02/grace_suit.jpg?w=400[/im
                    > g]
                    >
                    Tak, Grace Kelly wygląda w tej garsonce bardzo szykownie i tak, to co Laura ma na sobie, trochę tę kreację przypomina. Tylko Laura ma ją niedopasowaną i wymiętą oraz prezentuje kompletnie do tego niepasującą fryzurę i ten okropny wieniec, który wygląda, jakby przedszkolak uczył się rysować greckie szlaczki.
                    Tak czy inaczej - nawet GK w swojej kreacji nie wygląda, jakby szła do ślubu. Chyba, że cywilnego.
        • guineapigs Re: Ślub to nie bal 10.06.22, 18:35
          Bupu napisala, jak skromnie i prosto ma sie nosic Oblubienica by MM:
          'Panna młoda ma zasuwać do ołtarza skromnie, w ogóle dzieweczki winny wyglądać skromnie i nosić się prosto, pompadury, blichtr i pozłota ja proszę won.'

          W takiej wersji to Panna Mloda nie ma prawa moralnego ubrac sie w tradycyjny stroj regionalny, czyli po wiejsku. Zdajecie sobie sprawe, ile kosztuje tradycyjny stroj regionalny? To sa grube tysiace zlotych. Nawet te zdalo by sie proste jak podlaski - to kosztuje wiecej niz salonowa suknia slubna sredniej-wyzszej polki. O krakowskim czy lowickiem stroju nie wspomne.A goralski czy slaski to juz poziom szanela.
          Wiem to, bo kiedys, lata temu, mialam ambicje kupic jakis detal odziezowy a la regionalnie na prezent. Ceny zbily mnie z nog. . Nie mam na mysli chinskich ciupag, ale asortymet cepelii czy lokalnych jej odpowiednikow. I to nie jest kilka setek za caly stroj - to jest kilka setek za element stroju. Mysle zatem, ze ten szlachecki kontusik Natalii moze i wygladal skromnie, ale kosztowal dobre, jak nie bardzo dobre, pieniadze. Takich rzeczy sie nie kupuje, to trzeba uszyc. To sie chyba nazywa 'kusnierz'. I to nie jest tania usluga. Powien nawet, ze droga.
          • bupu Re: Ślub to nie bal 10.06.22, 19:11
            guineapigs napisała:

            >. Mysle zatem, ze t
            > en szlachecki kontusik Natalii moze i wygladal skromnie, ale kosztowal dobre, j
            > ak nie bardzo dobre, pieniadze. Takich rzeczy sie nie kupuje, to trzeba uszyc.
            > To sie chyba nazywa 'kusnierz'. I to nie jest tania usluga. Powien nawet, ze dr
            > oga.


            Owszem, w czasach obecnych szyje się takie rzeczy na zamówienie, a ceny idą w tysiące. Więc o ile Nutria strój kupiła, nie wypożyczyła, musiała się zdrowo szarpnąć.
          • przymrozki Re: Ślub to nie bal 10.06.22, 21:12
            guineapigs napisała:


            > W takiej wersji to Panna Mloda nie ma prawa moralnego ubrac sie w tradycyjny st
            > roj regionalny, czyli po wiejsku. Zdajecie sobie sprawe, ile kosztuje tradycyjn
            > y stroj regionalny? To sa grube tysiace zlotych.

            Tak po prawdzie to pompadura Laury, tak lekką ręką puszczona z Bernardem w wycieczkę na wschód, też musiała swoje kosztować. Przyjmijmy nawet, że krawcowa jest słusznie ceniona w środowisku śpiewaczym, bo liczy sobie wynagrodzenie na poziomie minimalnych stawek godzinowych, ale i tak godziny jej pracy plus materiał musiały być sporym szarpnięciem dla budżetu, zwłaszcza zaś budżetu praktycznie bezrobotnej dziewczyny, narzeczonej nauczyciela, który właśnie zbudował dom (tak, wiem, że z resztek po różach, ale nie uwił z nich przecie sprzętu agd, naczyń kuchennych wraz z zastawą stołową, materaca, pościeli, zasłon czy ręczników).




            • bupu Re: Ślub to nie bal 10.06.22, 23:08
              przymrozki napisała:

              >
              > Tak po prawdzie to pompadura Laury, tak lekką ręką puszczona z Bernardem w wyci
              > eczkę na wschód, też musiała swoje kosztować. Przyjmijmy nawet, że krawcowa jes
              > t słusznie ceniona w środowisku śpiewaczym, bo liczy sobie wynagrodzenie na poz
              > iomie minimalnych stawek godzinowych,


              Krawcowa Operowa szyję kostiumy dla najlepszych teatrów, więc na pewno bierze za swe usługi stawki sporo większe od minimalnych. Bardzo sporo, śmiem twierdzić.

              > tak godziny jej pracy plus materiał
              > musiały być sporym szarpnięciem dla budżetu, zwłaszcza zaś budżetu praktycznie
              > bezrobotnej dziewczyny, narzeczonej nauczyciela, który właśnie zbudował dom (t
              > ak, wiem, że z resztek po różach, ale nie uwił z nich przecie sprzętu agd, nacz
              > yń kuchennych wraz z zastawą stołową, materaca, pościeli, zasłon czy ręczników)

              A to wypaśne łoże małżeńskie, z baldachimem drukowanym w klucze wiolinowe z całą pewnością nie kosztowało 5 złotych. Ani go Maszpan laubzegą nie wycinał.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka