Dodaj do ulubionych

wewnętrzny monolog Konrada

18.06.22, 21:03
pamiętacie, jak Konrad wbił się do samochodu Piotra Ogorzałki by pojechać z Aurelią do Pobiedzisk? Zabrał też torbę z rekwizytami bo zamierzał popracować w terenie.
Potem gówniak siedzi naburmuszony, bo Aurelia usiadła z przodu i dalej to monologować w duchu - najpierw o niej, że jest nieczuła, że się co do niej pomylił (poznał ją ze 2 godziny wcześniej), a potem o właścicielu i kierowcy auta. Z dużą niechęcią, zwłaszcza gdy p Piotr "grubiańsko" zauważył, że Konrad pożera truskawkę i głośno powiedział "na zdrowie". Myśli też, że chciałby żeby Ogorzałce zaszkodziły te przysmaki, które ma odebrać z Pobiedzisk (czereśnie i jajka). I że żywi niechęć do obrotnych czterdziestolatków z drogimi autami. I czuje narastającą chandrę i psychiczną niewygodę. Jakoś tak.
W ogóle Konrad jest pełen pretensji do wszystkich i wszystkiego, no ale to po jaki grzyb pakował się temu człowiekowi do samochodu? I czego po nim oczekiwał? Ja, jeśli napotykam typa, budzącego moją niechęć, to mu raczej nie wbijam do auta...
Z takim Bernardem bym nie wsiadła :)
Czy Konrad był od pierwszej chwili tak zauroczony Aurelią, że bez zważania na wszystko, postanowił znieść trudy podróży z niepolubionym osobnikiem? Czy tak mu się straaasznie nudziło w Poznaniu, że postanowił jechać gdziekolwiek z kimkolwiek?
Obserwuj wątek
    • kocynder Re: wewnętrzny monolog Konrada 19.06.22, 17:18
      Konrada jako dzieciaka, z BBB, było mi po prostu piekielnie żal. Samotny, pozornie niczym się nie przejmujący a w gruncie rzeczy przeraźliwie potrzebujący akceptacji chłopiec w starciu pierw z Lisiecki mi, potem z Anielą, której nie lubił i której energii się bał, a "na deser z upiornym Bernardem (ja bym Bernarda zabiła mniej więcej po kwadransie w jednym pomieszczeniu!)... Wtedy.
      Potem jednak, z tego po prostu biednego, zaniedbanego emocjonalnie dzieciaka wyrosło coś, co w moich oczach plasuje się gdzieś blisko Bernarda. Przemądrzały, zarozumiały koszmarek, z rozdmuchanym ego, obrażony na cały świat i przekonany, że ów świat powinien żebrać o łaskę jego aprobaty. Do tego jeszcze typek próżny i egocentryczny. Brrr...
      • bupu Re: wewnętrzny monolog Konrada 19.06.22, 17:50
        kocynder napisała:

        > Konrada jako dzieciaka, z BBB, było mi po prostu piekielnie żal. Samotny, pozor
        > nie niczym się nie przejmujący a w gruncie rzeczy przeraźliwie potrzebujący akc
        > eptacji chłopiec w starciu pierw z Lisiecki mi, potem z Anielą, której nie lubi
        > ł i której energii się bał, a "na deser z upiornym Bernardem (ja bym Bernarda z
        > abiła mniej więcej po kwadransie w jednym pomieszczeniu!)... Wtedy.

        Zgadza się, Kozia z BBB też mi bylo żal.


        > Potem jednak, z tego po prostu biednego, zaniedbanego emocjonalnie dzieciaka wy
        > rosło coś, co w moich oczach plasuje się gdzieś blisko Bernarda. Przemądrzały,
        > zarozumiały koszmarek, z rozdmuchanym ego, obrażony na cały świat i przekonany,
        > że ów świat powinien żebrać o łaskę jego aprobaty. Do tego jeszcze typek próżn
        > y i egocentryczny. Brrr...
        >

        Ja mam gruby żal do autorki za wydanie Aurelii za tego osobnika. Czym sobie biedna zasłużyła, żeby użerać się z takim Artystą Skończonym, co ma ego bardziej kruche od najcieńszej porcelany świata? Czym sobie zasłuzyła ta nieszczęsna istota na przemianę w szemrzącą firanę, truchtającą za panią Sznytek? No czyyyyyym?

        Chociaz w sumie i kochany Robrojek nie zaslużył sobie na przemianę w pożółkłą firanę z wąsami, a Bobcio na zostanie Floryjanem de Floplicowo, panem na włościach i uniżonym sługą rodziny swej małżonki (czy ktoś tam kiedykolwiek widział bodaj jedno Hajduczę/Kolodziejątko?). A Żak Celestyna, marząca o zostaniu lekarzem, nie zaslużyła na bycie Matką Polką, obwieszoną dziećmi i wnukami. Ech.
        • kocynder Re: wewnętrzny monolog Konrada 19.06.22, 18:07
          Ej, no ale, chwała Zeusowi, Teutatesowi i całej reszcie Bogów, których imiona zapomniano, o Cesi Hajduk nie wiemy NIC. Wiemy, że przez jakiś czas opiekowała się siostrzenica mu i że ma dzieci. Uwaga, będzie prywata! Operowała mnie lat temu kilka genialną pani chirurg. Specjalizacja piekielnie trudna, zwłaszcza dla kobiety. Wspomniana pani chirurg, obecnie już profesor (belwederski!) prywatnie jest żoną (profesora nefrologii) i matką trójki dzieci! I potrafiła pogodzić karierę zawodową, pracę na uczelni medycznej z byciem żoną i matką! Więc się da. Wracając "do ad temu" i kończąc prywatę - ja tam wierzę, że Cesia JEST lekarzem. Może nie demonem skalpela, ale jest. :) I nie przypominamy o Żaczkach MM, bo jak się dowiemy co autorka u nich widzi to nam w pięty pójdzie...
          • bupu Re: wewnętrzny monolog Konrada 19.06.22, 18:13
            kocynder napisała:

            > Ej, no ale, chwała Zeusowi, Teutatesowi i całej reszcie Bogów, których imiona z
            > apomniano, o Cesi Hajduk nie wiemy NIC. Wiemy, że przez jakiś czas opiekowała s
            > ię siostrzenica mu i że ma dzieci. Uwaga, będzie prywata! Operowała mnie lat te
            > mu kilka genialną pani chirurg. Specjalizacja piekielnie trudna, zwłaszcza dla
            > kobiety. Wspomniana pani chirurg, obecnie już profesor (belwederski!) prywatnie
            > jest żoną (profesora nefrologii) i matką trójki dzieci! I potrafiła pogodzić k
            > arierę zawodową, pracę na uczelni medycznej z byciem żoną i matką! Więc się da.
            > Wracając "do ad temu" i kończąc prywatę - ja tam wierzę, że Cesia JEST lekarze
            > m. Może nie demonem skalpela, ale jest. :) I nie przypominamy o Żaczkach MM, bo
            > jak się dowiemy co autorka u nich widzi to nam w pięty pójdzie...
            >

            Celestyna ma więcej wnuków niż Milicja, która posiada ich dziesiątkę. Więc albo jej dzieci są superwielodzietne, albo jednak ma ich więcej niż trzy sztuki.
              • bupu Re: wewnętrzny monolog Konrada 19.06.22, 18:35
                kocynder napisała:

                > Yyy... A o jej wnukach wiemy z...? Bo mi umknęło...
                >

                CZ. Najwięcej dzieci i wnuków zaprezentowali na weselu Józefa Hajdukowie. A dzieci i wnuki Milicji były na tym weselu wszakże w komplecie (minus IGS).
                • kocynder Re: wewnętrzny monolog Konrada 19.06.22, 19:10
                  Aaa... Co, na Bogów, wnuki Hajduków robiły na ślubie Józwinowców? Czy też w jakich okolicznościach były wspominane i po co? Rany, CZ jest chyba jeszcze gorsza niż zapamiętałam po przekartkowaniu, a miałam wrażenie, że przerzucam puste strony...
                    • mircja Re: wewnętrzny monolog Konrada 19.06.22, 21:20
                      mika_p napisała:

                      > > Co wnuki Hajduków robiły na ślubie Józwinowców?
                      >
                      > Wolisz wersję: Cesia była przyjaciółka ciotki pana młodego w młodości, czy: Ces
                      > ia jest cioteczną siostrą męża innej ciotki pana młodego?
                      >
                      Ja bym chciała przypomnieć, że zapraszanie gości ze swojej strony Józef pozostawił Idzie. Ta zapewne po prostu zaprosiła osoby, które sama miała ochotę zobaczyć na weselu. I tyle.
                      • mika_p Re: wewnętrzny monolog Konrada 20.06.22, 00:24
                        > zapraszanie gości ze swojej strony Józef pozostawił Idzie. Ta zapewne
                        > po prostu zaprosiła osoby, które sama miała ochotę zobaczyć na weselu.

                        I to tłumaczy, dlaczego na tym weselu nie ma teściowej Idy :D
                  • bupu Re: wewnętrzny monolog Konrada 19.06.22, 19:48
                    kocynder napisała:

                    > Aaa... Co, na Bogów, wnuki Hajduków robiły na ślubie Józwinowców? Czy też w jak
                    > ich okolicznościach były wspominane i po co?

                    To samo co tam robiła nie widziana od wieków przyjaciółka z dzieciństwa babci pana młodego (Lonia), dyrektor podstawówki do której uczęszczał pan młody (Dambo), małżonka tegoż dyrektora która dawno temu chodziła do jednej klasy z ciotką pana młodego (Bebe), brat tejże małżonki (Kondradek), wraz ze swoją żoną która kiedyś przyszła do dziadków pana młodego na obiadek (Aurelia), wnuczka polonisty ciotki i matki pana młodego (Kreska) i dawny sąsiad dziadków pana młodego z parteru (Tombakowy Maciuś), dawna przyjaciółka ciotki pana młodego (Aniella) z gadającym pasem cnoty Strybów (Berni) oraz dorosłymi synami... Zauważ, że na tym weselu nie ma ANI JEDNEGO kumpla czy przyjaciela któregokolwiek z młodych (ani babci rodzonej pana młodego, Pałys Moniki). Goście Deroty składają się z Teresy, babć i Chrobota, cała reszta tego stada (pomijając biesiadników na krzywy ryj) to krewni i znajomi Królika. Tfy, chciałam powiedzieć krewni i znajomi starszej generacji Borejków.
                    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: wewnętrzny monolog Konrada 19.06.22, 20:02
                      kocynder napisała:
                      >>To samo co tam robiła nie widziana od wieków przyjaciółka z dzieciństwa babci pana młodego (Lonia), dyrektor podstawówki do której uczęszczał pan młody (Dambo), małżonka tegoż dyrektora która dawno temu chodziła do jednej klasy z ciotką pana młodego (Bebe), brat tejże małżonki (Kondradek), wraz ze swoją żoną która kiedyś przyszła do dziadków pana młodego na obiadek (Aurelia), wnuczka polonisty ciotki i matki pana młodego (Kreska) i dawny sąsiad dziadków pana młodego z parteru (Tombakowy Maciuś), dawna przyjaciółka ciotki pana młodego (Aniella) z gadającym pasem cnoty Strybów (Berni) oraz dorosłymi synami...<<

                      No, jego obecność akurat jest do wytłumaczenia - ocalił Józwę przed zyskaniem kolejnego miągwowatego kuzyna vel worka treningowego, a co za tym idzie zaniedbaniem edukacji zmężnieniowej Ignasia. To Józkiniowiec mu się odwdzięczył zaproszeniem na ślub
                    • kocynder Re: wewnętrzny monolog Konrada 19.06.22, 20:16
                      Z drugiej strony... Biorąc pod uwagę mrowie a mrowie przyjaciół państwa młodych, to gdyby na weselisku nie było zmurszałych kopalin to by nie musieli wiać do motelu celem konsumpcji związku, gdyż albowiem ponieważ poza nimi nie byłoby tam nikogusieńko...
                      • bupu Re: wewnętrzny monolog Konrada 19.06.22, 20:22
                        kocynder napisała:

                        > Z drugiej strony... Biorąc pod uwagę mrowie a mrowie przyjaciół państwa młodych
                        > , to gdyby na weselisku nie było zmurszałych kopalin to by nie musieli wiać do
                        > motelu celem konsumpcji związku, gdyż albowiem ponieważ poza nimi nie byłoby ta
                        > m nikogusieńko...

                        Owszem. Pan młody jest do tego stopnia wyprany z nie tylko przyjaciół, ale nawet znajomych, że gdy kuzyn mu odpada jako świadek, z powodu narodzin dziecięcia, tego świadka trzeba brać z łapanki.
                        • kocynder Re: wewnętrzny monolog Konrada 19.06.22, 23:11
                          Ja już gdzieś w którymś wątku pisałam, że taki spęd praszczurów byłby ok, gdyby to był np jubel sześćdziesięciolecia pracy Gabuni. Albo coś takiego. Ewentualnie któreś gody seniorów, acz to już bardziej naciągane (bo co u seniorów by robili Hajduk, Dambo itd? Natomiast właśnie na imprę (najlepiej nieco oficjalną) Gaby - byłoby ok. Można wepchnąć w sumie kogo się chce, bo np Nerwus może akurat robić zlecenia dla gabinej koleżanki z uczelni, Hajduk wdrażał ministra, to teraz może się trudnić deformą oświaty, Dambo też coś tam, uzasadniony jest kompletny brak małolatów spoza ścisłego kółka rodzinnego (bo kto by z własnej woli lazł na jubel jakiejś starej baby?), ba, ewentualnie można by wkleić delegację uwielbiających Beton studentów....
                          Natomiast jako wesele Józkiniowców, czyli pary smarkatych studenciaków - sensu ma tyle, co ja wiedzy o fizyce kwantowej.
                          • bupu Re: wewnętrzny monolog Konrada 19.06.22, 23:23
                            kocynder napisała:

                            > Ja już gdzieś w którymś wątku pisałam, że taki spęd praszczurów byłby ok, gdyby
                            > to był np jubel sześćdziesięciolecia pracy Gabuni. Albo coś takiego. Ewentualn
                            > ie któreś gody seniorów, acz to już bardziej naciągane (bo co u seniorów by rob
                            > ili Hajduk, Dambo itd?

                            Jubileusz małżeństwa państwa Sałatobetonowstwa. Pobierali się w 1992, więc akurat w 2017 mieli srebrne gody (25 rocznicę). I wtedy wszystkie Hajduki, Kondradki i inne kopaliny nabierają sensu.
                          • kooreczka Re: wewnętrzny monolog Konrada 20.06.22, 00:56
                            Stypa. Stypa po Ignacym to miała być, jestem pewna.

                            A co do gości- w mojej rodzinie ostatnio rodzice młodej dodali do listy paru dobrych znajomych i sąsiadów na zasadzie rewanży i relacji- ale sami za nich zapłacili. Pewnie Mila sypnęła kasą na ugoszczenie znajomych, a młodzi na swoich poskąpili.
                            • bupu Re: wewnętrzny monolog Konrada 21.06.22, 16:25
                              kooreczka napisał:

                              > Stypa. Stypa po Ignacym to miała być, jestem pewna.
                              >
                              > A co do gości- w mojej rodzinie ostatnio rodzice młodej dodali do listy paru do
                              > brych znajomych i sąsiadów na zasadzie rewanży i relacji- ale sami za nich zapł
                              > acili. Pewnie Mila sypnęła kasą na ugoszczenie znajomych, a młodzi na swoich po
                              > skąpili.

                              Młodzi swoich znajomych nie mają, od tego zacznijmy. Derocia komputera używała w WdO tylko do komunikacji z mamusią, jedyna zaś znana jej w okolicy istota ludzka poniżej czterdziestki to Igor Bogatka. Józwa natomiast, jak mu się kuzyn wyłączył z imprezy, musiał urządzać łapankę na świadka ślubnego. To na kogo oni mieli sypać? I czym, skoro zdążyli się wyprztykać na szklane ściany?
                    • guineapigs Re: wewnętrzny monolog Konrada 19.06.22, 21:03
                      Bupu napisala, kto byl na weselu:
                      'nie widziana od wieków przyjaciółka z dzieciństwa babci pana młodego (Lonia), dyrektor podstawówki do której uczęszczał pan młody (Dambo), małżonka tegoż dyrektora która dawno temu chodziła do jednej klasy z ciotką pana młodego (Bebe), brat tejże małżonki (Kondradek), wraz ze swoją żoną która kiedyś przyszła do dziadków pana młodego na obiadek (Aurelia), wnuczka polonisty ciotki i matki pana młodego (Kreska) i dawny sąsiad dziadków pana młodego z parteru (Tombakowy Maciuś), dawna przyjaciółka ciotki pana młodego (Aniella) z gadającym pasem cnoty Strybów (Berni) oraz dorosłymi synami..'

                      Ten opis uczestnikow kojarzy mi sie bardziej z ostatnim tchnieniem umierajacego niz z weselem.
                  • bupu Re: wewnętrzny monolog Konrada 20.06.22, 09:27
                    ciotka.scholastyka napisała:

                    > bupu napisała:
                    >
                    >
                    > > CZ. Najwięcej dzieci i wnuków zaprezentowali na weselu Józefa Hajdukowie.
                    >
                    >
                    > Zaprezentowali? Czy mowa była po prostu o tym, że mają ich najwięcej?

                    Zaprezentowali.
                    • dziabka1 Re: wewnętrzny monolog Konrada 20.06.22, 15:07
                      bupu napisała:

                      > ciotka.scholastyka napisała:
                      >
                      > > bupu napisała:
                      > >
                      > >
                      > > > CZ. Najwięcej dzieci i wnuków zaprezentowali na weselu Józefa Hajdu
                      > kowie.
                      > >
                      > >
                      > > Zaprezentowali? Czy mowa była po prostu o tym, że mają ich najwięcej?
                      >
                      > Zaprezentowali.
                      >
                      >

                      Może na zdjęciach w smartfonie <wybucha rozdziawionym śmiechem Kermita>
                    • kocynder Re: wewnętrzny monolog Konrada 20.06.22, 19:49
                      Rany Boskie... Ale zaprezentowali w sensie fotografii w smarkfonie czy tez owe wnuki gromadnie objawiły się w tzw realu? Bo jeśli to drugie to może ja nie tyle czytałam mało uważnie co mózg mój wyparł wszelkie debilizmy, stąd wrażenie pustych stron...?
                      • bupu Re: wewnętrzny monolog Konrada 20.06.22, 21:53
                        kocynder napisała:

                        > Rany Boskie... Ale zaprezentowali w sensie fotografii w smarkfonie czy tez owe
                        > wnuki gromadnie objawiły się w tzw realu? Bo jeśli to drugie to może ja nie tyl
                        > e czytałam mało uważnie co mózg mój wyparł wszelkie debilizmy, stąd wrażenie pu
                        > stych stron...?
                        >


                        Nie doprecyzowano jak odbyła się prezentacja.
                        • ako17 Re: wewnętrzny monolog Konrada 21.06.22, 15:10
                          bupu napisała:

                          > kocynder napisała:
                          >
                          > > Rany Boskie... Ale zaprezentowali w sensie fotografii w smarkfonie czy te
                          > z owe
                          > > wnuki gromadnie objawiły się w tzw realu? Bo jeśli to drugie to może ja n
                          > ie tyl
                          > > e czytałam mało uważnie co mózg mój wyparł wszelkie debilizmy, stąd wraże
                          > nie pu
                          > > stych stron...?
                          > >
                          >
                          >
                          > Nie doprecyzowano jak odbyła się prezentacja.
                          >

                          Zainspirowała mnie powyższa dyskusja. Spróbuję w wolnej chwili coś na ten temat napisać :D
                        • ako17 Re: wewnętrzny monolog Konrada 21.06.22, 21:38
                          bupu napisała:


                          >
                          > Nie doprecyzowano jak odbyła się prezentacja.
                          >

                          (…) Na widok młodej pary zespół muzyczny z Gminnego Ośrodka Kultury wybuchnął triumfalną
                          fanfarą w wykonaniu z lekka tylko fałszującego saksofonu altowego i nieco ochrypłej trąbki, a w
                          tym czasie babcie Doroty pomknęły do kuchni, skąd niebawem wyszły w tempie polonezowym,
                          niosąc uroczyście, we dwie, chleb i sól na jednej tacy. (...)
                          PRZEDOSTATNIM punktem części oficjalnej (…) powitania był występ Ignacego Borejki, nestora rodu, który – z nienagannie zawiązaną muszką w grochy, wytworny i ujmujący, jak zwykle w okazjach towarzyskich – wysforował się przed tłum gości i z przejęciem odegrał na swej fletni Pana krótki utwór pod tytułem „Greckie wino”, zasapał się, godnie przyjął aplauz, po czym wygłosił klasycznie zwięzłą mowę, przetykaną stosownymi cytatami. (...).
                          O ukoronowanie tego fragmentu uroczystości postarali się państwo Hajdukowie.
                          Zaledwie kilka minut trwało rozstawianie specjalnego ekranu z bielusieńkiego płótna, rozpostartego na szerokich sztalugach, dostarczonych wspólnie przez matkę i siostrę Panny Młodej. Przy ekranie stanęli Konrad i Aurelia Bittner. Konrad dał znak swojej małżonnce, której przypadł w udziale zaszczyt odsłonięcia kurtyny.
                          (...) Kurtyna odrobinę się zacięła i przez kilkanaście straszliwych sekund nie chciała ruszyć z miejsca. Konrad rzucił Aurelii spojrzenie Gromowładnego.
                          - Jazda! - syknął.
                          Aurelia spróbowała raz jeszcze, mocniej, pociągnąć za sznureczek, po czym, odsunąwszy kurtynę, odsunęła się sama, by podziwiać spektakl. (...)
                          Państwo Hajdukowie przygotowali wspaniałą, multimedialną prezentację. Z niedużego laptopa, za pomocą przenośnego rzutnika podłączonego do prądu w domu Pałysów-Rumianków wyświetlono doskonale zmontowany film (montaż wykonał był Ignacy Grzegorz Stryba, w prezencie dla Młodej Pary).
                          Wszyscy śledzili z zapartym tchem zdjęcia, filmiki i wypowiedzi poszczególnych wnuków Cesi i Jerzego.
                          Jako pierwsza wystąpiła Tosia, najstarsza wnuczka, córka najstarszej córki pp. Hajduków. Była niesłychanie zdolną skrzypaczką, mającą szansę na angaż w prawdziwej Filharmonii Wiedeńskiej!
                          Głosem Jerzego oznajmiono:
                          - Wykonana zostanie pieśń Wolfganga Amadeusza Mozarta, Fiołek.
                          (...) Tytuł pieśni niespodziewanie rozbawił publikę
                          Ale wystarczyło tylko, że artystka stanęła tuż przy krawędzi sceny i władczo odrzuciła głowę w tył, starczyło, że spojrzała z ekranu na tłum – by publiczność struchlała. W jednej chwili na sali zapanowała cisza zupełna.
                          To była najpiękniejsza gra na skrzypcach. Brzmiała tak słodko, srebrzyście i czysto, tak czule i łagodnie!
                          Po występie wszyscy domagali się bisu, ale że występ nie był na żywo, można go było tylko gorąco oklaskiwać. Występ Tosi został przypieczętowany długim pokazem fajerwerków z tradycyjnego powitania Nowego Roku w Rio de Janeiro.
                          • bupu Re: wewnętrzny monolog Konrada 21.06.22, 22:23
                            ako17 napisała:


                            > Głosem Jerzego oznajmiono:
                            > - Wykonana zostanie pieśń Wolfganga Amadeusza Mozarta, Fiołek.
                            > (...) Tytuł pieśni niespodziewanie rozbawił publikę
                            > Ale wystarczyło tylko, że artystka stanęła tuż przy krawędzi sceny i władczo od
                            > rzuciła głowę w tył, starczyło, że spojrzała z ekranu na tłum – by publiczność
                            > struchlała. W jednej chwili na sali zapanowała cisza zupełna.
                            > To była najpiękniejsza gra na skrzypcach. Brzmiała tak słodko, srebrzyście i cz
                            > ysto, tak czule i łagodnie!
                            > Po występie wszyscy domagali się bisu, ale że występ nie był na żywo, można go
                            > było tylko gorąco oklaskiwać. Występ Tosi został przypieczętowany długim pokaze
                            > m fajerwerków z tradycyjnego powitania Nowego Roku w Rio de Janeiro.
                            >

                            Po raz czwarty: kwicze z zachwytu!

                            <Odchodzi wygrażając gazetowym forumom>
                            • ako17 Re: wewnętrzny monolog Konrada 22.06.22, 16:44
                              Po Antoninie miejsce przypadło dzieciom Cesi i Jurka: Halinie (l. 40 – doktor medycyny, specjalizacja: choroby wieku dziecięcego), Witoldowi (l 36 - architekt), Bożenie (l. 33 – nauczycielka języka polskiego w liceum im. Juliusza Słowackiego) i Gabrysiowi (l.29 - informatyk). Ustawiwszy się jeden za drugim, zgodnie uformowali pociąg z miejscówką do Biescadów.

                              Kolejnym wnuczęciem był osiemnastoletni Ksawery. Dzięki informacji na pasku można było się dowiedzieć, że jest on tegorocznym maturzystą w liceum im. Słowackiego. Jego pasją jest biała broń i hodowla grzybów. Pokazano go w zimowej scenerii na rondzie, przed hotelem Mercure, gdzie migotała olbrzymia choinka, cała w drobniutkich gwiazdeczkach. Ksawery jednym ruchem ściągnął szalik, przetknął go przez ramię kłódki, ścisnął szal za oba końce i zaczął wywijać tą bronią strasznego młyńca. Siła odśrodkowa! - ależ to działa! Hu-huuu! Cofał się, wywijał, a wszystko to do muzyki zespołu Rammstein.
                              Zgromadzeni na weselu aż przycichli, zachwyceni tą demonstracją prawdziwej, męskiej siły. To było naprawdę... coś.

                              Następnie prezentacją zawładnął szesnastoletni, jak zawiadamiał pasek, Kuba. Przygotował on domowy obiad w postaci kaszy gryczanej z jogurtem greckim i brukselką.

                              Alinka, lat 14 i pół, powiedziała, że to się jej kojarzy na hindusko i że wobec tego ona zaraz
                              będzie tańczyć. Poruszenia jej ciała, oświadczyła, stanowić mają wyraz targających nią
                              sprzeczności i żywo przypominać będą hinduski Taniec Lotosu.

                              Dwunastoletni bliźniacy, Kosma i Damian zaprezentowali fantastyczny pokaz gry w Dixit.

                              Dziewięcioletnia Lidia pokazała szczerbę po zębach mlecznych. Było to tak urocze, że wszyscy weselnicy zaczęli domagać się więcej. Niestety, film nie obejmował akcji wypadania kolejnych mleczaków.

                              Przyszła kolej na ośmioletnią Krystynę. Pokazała ona okładkę książki „Krystyna, córka Lavransa”. Gabriela miała łzy w oczach.

                              Trzech pięciolatków: Kacper, Melchior i Baltazar zaprezentowało fragment szkolnych Jasełek, w których wpadli na scenę jako Trzej Królowie w adidasach.
                              - Jedziemy z krainy, w której słońce wschodzi! - wrzasnął szczupły blondynek z kruczoczarną bródką w szpic. Okryty był purpurowym płaszczem i groźnie wymachiwał plastykowym sztyletem. W drugiej łapinie ściskał gliniany wazonik z domniemaną mirrą.
                              - By ciebie powitać, coś się dla nas zrodził! - dorzucił z jeszcze większą energią.
                              - I by złożyć dary oraz dziękowanie za to, ze psyniosłeś ludzkości zbawienie! - wyseplenił bezzębny pulpet z brzuszkiem, godny i poważny jak dyrektor, a ubrany w gronostaje z flaneli podrysowanej tuszem.
                              Trzeci król, dyndając siateczką pełną złotych talarów (guma do żucia w kształcie monet), zadławił się z tremy w połowie kwestii i drugą jej połowę wymamrotał we własny łokieć, którym zakrył
                              spłonione oblicze.

                              Trzyletnia Zuzia oraz dwuletnia Maja pokazane zostały przed telewizorem, w którym oglądały Ulicę Sezamkową.

                              Wreszcie przyszedł moment, na który wszyscy czekali. Wniesiono czwórkę niemowląt, a prezentacja pokazywała ich wzrost i wagę w momencie urodzenia.
                              Zosia, 12 miesięcy, mierzyła 53 cm, 3,6 kg.
                              Franek, 8 miesięcy 56 cm, 4 kg
                              Antek, 6 miesięcy, 49 cm, 3 kg
                              Mania, 1 miesiąc, 59 cm 3,6 kg
                              I wszystkie miały 10 punktów w skali Apgar!

                              Dzieci tak ładnie pachną... powiedziała Mila. Wszystkim gościom pozwolono powąchać dowolnie wybranego niemowlaka. I to była najmilsza część prezentacji.
                              • ako17 Re: wewnętrzny monolog Konrada 22.06.22, 16:49
                                Po części oficjalnej ogłoszono przyznanie nagród w tradycyjnym weselnym konkursie „Naj”.
                                Wszyscy zgodzili się, że najwięcej dzieci i wnuków zaprezentowali Cesia i Jerzy Hajdukowie.
                                Najgłośniej i najobficiej gadał radosny Bernard Żeromski
                                Najbardziej w ciąży była córka Robrojka, Bella.
                                Najgorętszy aplauz wywołało pojawienie się, wraz z rodziną, dawnej Genowefy Bombke, czyli Aurelii Bitner.
                                Najpiękniej wyglądała smukła Laura – Tygrys.
                                Największą niespodzianką było przybycie z Paryża kochanej Kreski z Maćkiem.
                                Największy niesmak wywołało pojawienie się silnie rozżalonego Igora z opróżnioną do połowy butelką żubrówki.
                                Największe zdumienie wywołał Jacek Tanaka, stając nagle pośród członków zespołu muzycznego Gminnego Ośrodka Kultury.

                                Wyczekiwaną nagrodą była przejażdżka po okolicach wybranym przez laureata środkiem lokomocji: powózką, zaprzężoną w Kobyłkę (leciwą, ale wciąż w znakomitej formie), lub fiatem panda, przewiązanym ogromną białą kokardą, a wypucowanym do takiego błysku, że nikt by nawet nie przypuścił, iż jest to samochód używany, po sporym przebiegu. Miła to będzie jazda! – parę kilometrów wśród płowych ściernisk i zaoranych pól, przez lasy i łąki, wzgórza i gaiki. Na niebie tylko słońce i ani jednej chmureczki, a młoda para może sobie do woli wymieniać długie i słodkie pocałunki, nie obawiając się zupełnie, że straci przy tym panowanie nad pojazdem.

                                Radościom, uściskom, przyjacielskim kuksańcom i ogólnej wesołości nie było końca! Wszyscy gratulowali wygranym i nikt nikomu nie zazdrościł!

                                Niezastąpiona Gabrysia zaczęła przyjmować zapisy na przejażdżki, notując terminy w specjalnym zeszycie. Oczywiście, odbiór nagród miał nastąpić po powrocie pp. Pałysów z podróży poślubnej, czyli najwcześniej za 2 tygodnie. Kiedy to już Państwo Młodzi, wypoczęci, nacieszywszy się sobą, powrócą z nieodległego moteliku do przepięknie wyremontowanego wnętrza na pięterku domu, w którym dotąd mieszkała Dorota i jej dwie babcie.
                              • przymrozki Re: wewnętrzny monolog Konrada 22.06.22, 17:34
                                ako17 napisała:

                                > Po Antoninie miejsce przypadło dzieciom Cesi i Jurka: Halinie (l. 40 – doktor m
                                > edycyny, specjalizacja: choroby wieku dziecięcego), Witoldowi (l 36 - architekt
                                > ), Bożenie (l. 33 – nauczycielka języka polskiego w liceum im. Juliusza Słowack
                                > iego) i Gabrysiowi (l.29 - informatyk). Ustawiwszy się jeden za drugim, zgodnie
                                > uformowali pociąg z miejscówką do Biescadów.

                                Trop doskonały, ale czy Cesia i Jurek nie mieli synów? Na pewno ich pierworodne było chłopcem i jako chłopiec łypało w BBB na młodzież spragnioną wiedzy o zanurzaniu prętów w plazmie. Na pewno też, oprócz małego łypacza, mieli w 1988 r. dziecko w wieku pełzającym i niemowlę.
                                • tajna_kryjowka_pyziaka Re: wewnętrzny monolog Konrada 22.06.22, 18:02
                                  przymrozki napisała:
                                  >>Trop doskonały, ale czy Cesia i Jurek nie mieli synów? Na pewno ich pierworodne było chłopcem i jako chłopiec łypało w BBB na młodzież spragnioną wiedzy o zanurzaniu prętów w plazmie. Na pewno też, oprócz małego łypacza, mieli w 1988 r. dziecko w wieku pełzającym i niemowlę.<<

                                  Łypacz i Pełzacz🥰, jak jakieś mutanty popromienne
                                  Może mówiąc "pułapka biologiczna", Frycu dawał do zrozumienia, że boi się by mu się coś podobnego nie wylęgło😂?
                                • ako17 Re: wewnętrzny monolog Konrada 22.06.22, 21:02
                                  przymrozki napisała:


                                  >
                                  > Trop doskonały, ale czy Cesia i Jurek nie mieli synów? Na pewno ich pierworodne
                                  > było chłopcem i jako chłopiec łypało w BBB na młodzież spragnioną wiedzy o zan
                                  > urzaniu prętów w plazmie. Na pewno też, oprócz małego łypacza, mieli w 1988 r.
                                  > dziecko w wieku pełzającym i niemowlę.

                                  Możliwe, bo ja researchu nie robiłam. To można poprzestawiać te dzieci i dać facetów na początek. Nie jestem przywiązana do ich kolejności :) Chodziło mi o pokazanie, jak mnie zainspirowały te słowa, że zaprezentowali najwięcej wnuków, oraz to wyliczanie kto był Naj. No po prostu miałam taką wizję :)
                                  • bupu Re: wewnętrzny monolog Konrada 22.06.22, 23:15
                                    ako17 napisała:


                                    > Możliwe, bo ja researchu nie robiłam. To można poprzestawiać te dzieci i dać fa
                                    > cetów na początek. Nie jestem przywiązana do ich kolejności :) Chodziło mi o po
                                    > kazanie, jak mnie zainspirowały te słowa, że zaprezentowali najwięcej wnuków, o
                                    > raz to wyliczanie kto był Naj. No po prostu miałam taką wizję :)

                                    Wizja Twoja była PRZEOGROMNA.
                                    • ako17 Re: wewnętrzny monolog Konrada 23.06.22, 08:57
                                      bupu napisała:


                                      >
                                      > Wizja Twoja była PRZEOGROMNA.
                                      >
                                      >
                                      >
                                      >

                                      To Wasza zasługa. Sama książka mnie nie zainspirowała, bo nic w niej nie było. Ale te rozkminy na forum są takie, że właśnie od nich się dostaje wizji
                              • ciotka.scholastyka Re: wewnętrzny monolog Konrada 24.06.22, 11:27
                                ako17 napisała:


                                > Wreszcie przyszedł moment, na który wszyscy czekali. Wniesiono czwórkę niemowlą
                                > t, a prezentacja pokazywała ich wzrost i wagę w momencie urodzenia.
                                > Zosia, 12 miesięcy, mierzyła 53 cm, 3,6 kg.
                                > Franek, 8 miesięcy 56 cm, 4 kg
                                > Antek, 6 miesięcy, 49 cm, 3 kg
                                > Mania, 1 miesiąc, 59 cm 3,6 kg
                                > I wszystkie miały 10 punktów w skali Apgar!
                                >
                                > Dzieci tak ładnie pachną... powiedziała Mila. Wszystkim gościom pozwolono powąc
                                > hać dowolnie wybranego niemowlaka. I to była najmilsza część prezentacji.

                                Szlocham!!! Szlocham!!! Encore! Encore!
                                • ako17 Re: wewnętrzny monolog Konrada 24.06.22, 15:35
                                  ciotka.scholastyka napisała:


                                  >
                                  > Szlocham!!! Szlocham!!! Encore! Encore!

                                  Prącie bardzo :)

                                  Dzieci tak ładnie pachną... powiedziała Mila. Rodzina Borejków zaanektowała najmłodszą Manię.
                                  Nadbiegł zaraz podekscytowany wujek Grzegorz, jakże spieszno mu było powąchać jako pierwszemu! Cały promieniał. Tata Nory zaciągnął się zaraz za nim, uśmiechał się szeroko, w ogorzałej, radosnej twarzy świeciły mu zęby i oczy. Wyglądał jakby wąchanie dziewczynki dodało mu promiennej gościnności. Zakład, że zaraz zacznie rządzić i rozkazywać kto ma powąchać następny!

                                  Teraz pojawiła się zaaferowana Babi wyciągając szeroko ręce, jakby miała zamiar objąć nimi wszystkich.
                                  – Podajcie mi ją, podajcie! – domagała się. Wszyscy zatrzymali się teraz na gumnie, stłoczyli się i zaczęli wąchać malutką Manię. Wujek Grzegorz łapał się za serce i czoło na przemian, wszystkie kobiety mówiły to samo („Cudnie pachnie!), tata Nory zarządzał ruchem, a Podeszwa powiedział, że tak właśnie pachnie noworodek. Gwar był taki, że mała się oczywiście obudziła i zaczęła płakać.

                                  Ale wtedy wtrąciła się Gabriela, zachowując się, co tu kryć, jak typowa teściowa i babcia.
                                  – Dajcie ją mnie – powiedziała. Wypraktykowanym i pewnym ruchem wzięła Manię na ręce, podtrzymując jej główkę, a malutka, jak przyciągnięta magnesem, przylgnęła uchem do tego miejsca, na którym kiedyś już tak spoczywały, gotowe do wąchania, kolejno, trzy inne główki (jedna ruda i dwie ciemnowłose).
                                  - Róża już wąchała... - powiedziała Laura
                                  - Pewnie, przecież ja wąchałam ją.
                                  - A ja – ciebie – mruknęła Babi

                                  Babi pewną ręką przytuliła małą, która, przez sen, znów wybrała miejsce do złożenia czarnej główki w tym wypróbowanym, wyleżanym punkcie, gdzie już kiedyś, dawno temu, kładły się kolejno do wąchania cztery inne łepetyny: jedna jasnoblond, dwie rude i jedna złota. Nora też chciała powąchać dziecko, ale Babi zazdrośnie się uchyliła: – Jeszcze zdążysz. Cały dzień przed tobą. Teraz musi ją powąchać pradziadek.
                                  - Ale tylko niuchnę, na chwilkę, Babi! Tak cię proszę!
                                  Nora wzięła na ręce malutkie ciałko, powąchała je i – od razu poczuła, jak ogarnia ją całą spokój i ciepło. Uśmiechnęła się, szczęśliwa

                                  Babi wzięła od niej dziewczynkę i obrała azymut na dziadka. Niestety, zaaferowana, nie zauważyła, że ten moment wybrała sobie Mania na soczyste zafajdanie pieluchy. Babi podeszła do męża i gwałtownie, bez słowa, podetkała mu dziecko pod nos. Przyjął to najzupełniej naturalnie.
                                  - O! Co czuję? Znów dziecko? – zauważył z pewnym dystansem i po swojemu, elegancko, wciągnął głęboko w nozdrza ten niepowtarzalny zapach.
                                  - Hm. Brawo! Uroczy aromat! – dodał kurtuazyjnie.

                                  Niestety, już po chwili wszyscy zauważyli, że nestor rodu siedzi bez ruchu, jakoś dziwnie przechylony w bok. Głowa opadła mu nisko na piersi, tak że nie było widać twarzy, a jedna dłoń zwisała bezwładnie aż do ziemi.
                                  – Tato! – powiedziała bez tchu ciocia Gabrysia, a Babi złapała się oburącz za usta. – Tato!!! – powtórzyła Gabriela głośniej. Ale Ignacy Borejko już się nie poruszył...
                                  • tajna_kryjowka_pyziaka Re: wewnętrzny monolog Konrada 24.06.22, 15:53
                                    ako17 napisała:
                                    >>Babi wzięła od niej dziewczynkę i obrała azymut na dziadka. Niestety, zaaferowana, nie zauważyła, że ten moment wybrała sobie Mania na soczyste zafajdanie pieluchy. Babi podeszła do męża i gwałtownie, bez słowa, podetkała mu dziecko pod nos. Przyjął to najzupełniej naturalnie.
                                    - O! Co czuję? Znów dziecko? – zauważył z pewnym dystansem i po swojemu, elegancko, wciągnął głęboko w nozdrza ten niepowtarzalny zapach.
                                    - Hm. Brawo! Uroczy aromat! – dodał kurtuazyjnie.
                                    Niestety, już po chwili wszyscy zauważyli, że nestor rodu siedzi bez ruchu, jakoś dziwnie przechylony w bok. Głowa opadła mu nisko na piersi, tak że nie było widać twarzy, a jedna dłoń zwisała bezwładnie aż do ziemi.
                                    – Tato! – powiedziała bez tchu ciocia Gabrysia, a Babi złapała się oburącz za usta. – Tato!!! – powtórzyła Gabriela głośniej. Ale Ignacy Borejko już się nie poruszył...<<

                                    Trzymajcie mnie, bo pęknę😂🤣
        • kocynder Re: wewnętrzny monolog Konrada 30.06.22, 06:49
          "Ja mam gruby żal do autorki za wydanie Aurelii za tego osobnika."
          Taka głupia firana w jaką zamieniła MM Aurelię nie zasługuje na ciekawszego męża. ;) Określenia "firana" chyba tłumaczyć nie trzeba, a głupia... No, jeśli pani Sznytek z nerwów, bezmyślności czy czego tam postanowiła sama zawozić dzieciaka z ostrym krwotokiem z ust potrąconego przez samochód (o ile dobrze pamiętam) do prywatnej kliniki, to druga nauczycielka, nie dziecko przecież, powinna mieć dość oleju z głowie, żeby: a/. wezwać policję, b/. wezwać pogotowie. I nie fakt, że smarkula nie chce - nie jest agentem, nawet gdyby smarkula dezaprobatę wyrażała głośno.
    • srebrny_lisek Re: wewnętrzny monolog Konrada 30.06.22, 16:15
      Niby tak, ale to był osamotniony piętnastolatek, który wsiadł do tego samochodu ze względu na dziewczynę, a nie Piotrka. To nawet nie był ktoś, kogo można nazwać młodym dorosłym, o ile wiadomo, nawet mutacji nie przeszedł. Czuł się ignorowany przez Aurelię, co się odbiło na jowialnym czterdziestolatku, który, co gorsza, przypomniał mu o tym, czemu stracił matkę. Fakt, że wychował się w niezamożnej, artystycznej rodzinie, mógł sprawić, że wyżywał się wewnętrznie przy pomocy tych narzędzi, które znał, w których znajdował bezpieczeństwo. Nie znał też serdeczności, dystansu do siebie, bo żył w towarzystwie sztywnej, zamkniętej w sobie siostry, to jak miał się śmiać z tej truskawki? Miał jeszcze za mało lat, by przepracować te emocje, przerobić swoje schematy myślowe, a silne emocje i frustracja powodują brzydkie myśli nawet u dorosłych, ukształtowanych osób. No i może mu pryszcz na białym czole wyskoczył.
      • ako17 Re: wewnętrzny monolog Konrada 01.07.22, 10:51
        srebrny_lisek napisał(a):

        > Niby tak, ale to był osamotniony piętnastolatek, który wsiadł do tego samochodu
        > ze względu na dziewczynę, a nie Piotrka. To nawet nie był ktoś, kogo można naz
        > wać młodym dorosłym, o ile wiadomo, nawet mutacji nie przeszedł. Czuł się ignor
        > owany przez Aurelię, co się odbiło na jowialnym czterdziestolatku, który, co go
        > rsza, przypomniał mu o tym, czemu stracił matkę. Fakt, że wychował się w niezam
        > ożnej, artystycznej rodzinie, mógł sprawić, że wyżywał się wewnętrznie przy pom
        > ocy tych narzędzi, które znał, w których znajdował bezpieczeństwo. Nie znał też
        > serdeczności, dystansu do siebie, bo żył w towarzystwie sztywnej, zamkniętej w
        > sobie siostry, to jak miał się śmiać z tej truskawki? Miał jeszcze za mało lat
        > , by przepracować te emocje, przerobić swoje schematy myślowe, a silne emocje i
        > frustracja powodują brzydkie myśli nawet u dorosłych, ukształtowanych osób. No
        > i może mu pryszcz na białym czole wyskoczył.


        O. I właśnie o takie wytłumaczenie mi chodziło. Rzeczywiście, tak mogło być :)

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka