Dodaj do ulubionych

Burek skalany okiem mem widziany

21.06.22, 17:15
Przeczytałam wreszcie Kalamburkę i spieszę z garścią refleksji. Większość niezbyt oryginalna - bardzo lubię Gizelę, natomiast Milę i Ignaca miałam ochotę wiele razy okładać nogą stołową (ta scena na weselu Nutrii i hissy fit Milicji, bo Ignac, zemdlawszy z bólu dał się znaleźć niewłaściwej osobie, ta scena z pierogami, i wiele innych scen...) Nadęta marysujka i megaloman-egoista, pasują do siebie, zaiste. I zasługują na siebie nawzajem.

Natomiast uderzyła mnie w sposób specjalny jedna scena. Milicja i Ignac wczasują w Łebie, a spacerując na plaży spotykają Zmysława z psem. Jest to chyba pierwsza scena od wieków w której Melania Borejko demonstruje beztroską radość. Tak, ta zamarynowana w ironii, uszczypliwa, oschła Milicja biega po plaży, bawi się z psem i chichocze jak nastolatka. Takiej Mili w domu nigdy nie widziano chyba. Jest to uderzające, że aby pozwolić sobie na chwilę beztroski, Mila musi wyjechać z dala od rodzinki i przez chwilę przestać się koncentrować na Ignacu (który oczywiście kwaśny był jak cysterna octu, że Mila zajmuje się kimkolwiek innym niż on). Niezbyt ciekawie to mówi zarówno na temat małżeństwa Borejków jak i generalnych stosunków w Klanie.
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka