Dodaj do ulubionych

Skutki czytania nie-w-kolejności

30.06.22, 20:37
Wyczytałam gdzieś, że pozycje z Jeżycjady można czytać niezależnie, mimo, że są częścią cyklu. Myślę sobie o tym i zastanawiam się: jak dużą różnicę (w odbiorze) robi czy przeczyta się daną książkę niezależnie, czy znając już wcześniej resztę cyklu?
Bo wydaje mi się, że sporą. Np. związek Natalii i dziadziska w CR wyglądał całkiem sympatycznie. Ale czytając o nim już ze znajomością treści pozostałych tomów, mój odbiór robi się bardziej sceptyczny. Przeczytawszy zaledwie NiN i TiR już nie rokuję im tak dobrze jako parze, zwłaszcza gdy przypomnę sobie te wąsate przemyślenia z TiR (niby dzięki miłości wyszedł z tej deprechy, a dalej w niej jest, mimo, że "córka szanowanego człowieka" nie dała mu kosza, ani nic z tych rzeczy). Wtedy, przy kolejnej lekturze CR, zaczynam myśleć "biedna Nutria, jej to się same oszołomy trafiają" lub "idź do psychogeriatry, Robdziadzie". A jak się jeszcze wzięłam za starą Jeżycjadę, gdzie występuje młody Robrojek… Dysonans, panie tego.

Ale z drugiej strony, w analogicznej sytuacji z postacią Pyziaka, mój stosunek do niego nic się nie zmienił po "doczytaniu". Pierwszy raz go ujrzałam w McD (wcześniej czytałam JT, ale w kamień zapomniałam, że on tam był) i nie wiedziałam co nawywijał, ale podejrzewałam, że coś poważnego, skoro bohaterowie mówią o nim z taką niechęcią. I choć narracja sugerowała, że zasłużył na wszystko co go spotkało, nie potrafiłam myśleć o nim inaczej niż "biedny Pyzio!". A gdy wreszcie przeczytałam starą Jeżycjadę i poznałam cały kontekst powstania CKNUKa… utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że hasło #justiceforpyziak brzmi dumnie. Ja, która jestem w podobnej sytuacji rodzicielskiej co Pyziakówny i właściwie nie powinnam go lubić.

A wy jak macie? Na ile poznanie "całego" kontekstu zmieniło wasz stosunek do pojedynczej historii? To pytanie głównie do osób, które tak jak ja czytały poza właściwą kolejnością, ale refleksje pozostałych też mile widziane.
Obserwuj wątek
    • kocynder Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 30.06.22, 21:13
      Pierwsze tomy Jeżycjady - swobodnie można było czytać nie trzymając się kolejności. Jeśli zaczęłaś od Kłamczuchy - w niczym to nie zmieniało lektury i odbioru bohaterów Szóstej Klepki. A jeśli przeczytałaś Kwiat Kalafiora a potem dopiero Brulion Bebe B - to też było ok. Moim zdaniem - tak do Pulpecji się dało. Potem, niestety, Jeżycjada zanikła i pojawiło się B jak Borejko. I tu już, nadal niestety, jeśli chce się orientować kto jest czyją ciotką, żoną, siostrą czy córką - trzeba czytać wg chronologii ukazywania się kolejnych tomów. Nie, żeby przez to akcja książek nabierała jakiegoś sensu...
    • bupu Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 30.06.22, 23:28
      tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

      > Wyczytałam gdzieś, że pozycje z Jeżycjady można czytać niezależnie, mimo, że są
      > częścią cyklu. Myślę sobie o tym i zastanawiam się: jak dużą różnicę (w odbior
      > ze) robi czy przeczyta się daną książkę niezależnie, czy znając już wcześniej r
      > esztę cyklu?

      Zależy o których częściach cyklu mówimy. Początkowe mozna było czytać niezależnie, niestety, od pewnego momentu zamiast luźno powiązanego cyklu powieści dla młodzieży mamy telenowelę i nie da się już czytać nie wiedząc kto jest żoną Ridge'a... przepraszam, Ryżego, a kto córką ciotecznej wnuczki przyszywanej przyjaciółki.

      > Bo wydaje mi się, że sporą. Np. związek Natalii i dziadziska w CR wyglądał całk
      > iem sympatycznie. Ale czytając o nim już ze znajomością treści pozostałych tomó
      > w, mój odbiór robi się bardziej sceptyczny. Przeczytawszy zaledwie NiN i TiR ju
      > ż nie rokuję im tak dobrze jako parze, zwłaszcza gdy przypomnę sobie te wąsate
      > przemyślenia z TiR (niby dzięki miłości wyszedł z tej deprechy, a dalej w niej
      > jest, mimo, że "córka szanowanego człowieka" nie dała mu kosza, ani nic z tych
      > rzeczy). Wtedy, przy kolejnej lekturze CR, zaczynam myśleć "biedna Nutria, jej
      > to się same oszołomy trafiają" lub "idź do psychogeriatry, Robdziadzie". A jak
      > się jeszcze wzięłam za starą Jeżycjadę, gdzie występuje młody Robrojek… Dysonan
      > s, panie tego.

      Czytając CR i późniejsze tomy musiałam tłumić rwący mi się na usta okrzyk: Kim jest ten zdziadziały wąs udający Roberta Rojka i co zrobił z prawdziwym Robrojeczkiem?! Ja rozumiem, że życie może człowieka mocno zmienić, między KK a CR minęło sporo lat, ale nie uwierzę, że energiczny poczciwy Robrojeczek pod wpływem danego mu przez Aniellę kosza zamienił się w to skapcaniałe zombie, o mentalności steranego osiemdziesięciolatka. Bo zgonu żony to przepraszam, ale Dziadojek prawie nie odnotował.

      > Ale z drugiej strony, w analogicznej sytuacji z postacią Pyziaka, mój stosunek
      > do niego nic się nie zmienił po "doczytaniu". Pierwszy raz go ujrzałam w McD (w
      > cześniej czytałam JT, ale w kamień zapomniałam, że on tam był) i nie wiedziałam
      > co nawywijał, ale podejrzewałam, że coś poważnego, skoro bohaterowie mówią o n
      > im z taką niechęcią. I choć narracja sugerowała, że zasłużył na wszystko co go
      > spotkało, nie potrafiłam myśleć o nim inaczej niż "biedny Pyzio!". A gdy wreszc
      > ie przeczytałam starą Jeżycjadę i poznałam cały kontekst powstania CKNUKa… utwi
      > erdziłam się tylko w przekonaniu, że hasło #justiceforpyziak brzmi dumnie. Ja,
      > która jestem w podobnej sytuacji rodzicielskiej co Pyziakówny i właściwie nie p
      > owinnam go lubić.

      To znaczy, rozumiem doskonale dlaczego zwiał z rusfelckiego kołchozu, też bym stamtąd uciekła z wrzaskiem, hamując dopiero na antypodach, natomiast kompletne porzucenie własnych dzieci uważam za czyn naganny. Acz nie jestem pewna, czy wierzę w borejkowską narrację, gdyż po scenach z Frycem, któremu rodzina broniła własną piersią przystępu do Róży, mogę sobie ich (a zwłaszcza Milicję) wyobrazić robiących to samo w odniesieniu do Janusza i Gaby. Ona cię nie chce i nie potrzebuje (potrzeby dzieci wszak się nie liczą), więc ja pana Mutry w Oczach takoż proszę won i nie pokazywać mnie się więcej. Listy Milicja skrzętnie przechwytywała i wyrzucała, telefonować z antypodów tudzież Brazylii Pyziaczek nie próbował (a tak swoją drogą, czy Borejki dostały telefon w pakiecie z mieszkaniem Gizeli? Bo jeśli nie, to ja bym chciała wiedzieć kto im ten telefon załatwiał, no nie Ignasjo de WollaDuppa przecie...) no i kontakt zdechł.

      > A wy jak macie? Na ile poznanie "całego" kontekstu zmieniło wasz stosunek do po
      > jedynczej historii? To pytanie głównie do osób, które tak jak ja czytały poza w
      > łaściwą kolejnością, ale refleksje pozostałych też mile widziane.

      KK czytałam przed Kłamczuchą i nie potrafiłam pojąć, czemu Aniella jest taka ostra dla Pawełka, cóż to jej ten pączuś z budyniem uczynił takiego. Przeczytałam Kłamczuchę, zrozumiałam, pochichotałam, zdania o Anielce i Pawełku nie zmieniłam. No, co do Pawełka się nawet umocniłam w opinii, że to nieuleczalny ptyś, który będzie do końca życia usiłował latać za każdą babą w wieku rębnym.
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 01.07.22, 00:58
        >Czytając CR i późniejsze tomy musiałam >tłumić rwący mi się na usta okrzyk: Kim jest >ten zdziadziały wąs udający Roberta Rojka i co >zrobił z prawdziwym Robrojeczkiem?! Ja >rozumiem, że życie może człowieka mocno >zmienić, między KK a CR minęło sporo lat, ale >nie uwierzę, że energiczny poczciwy >Robrojeczek pod wpływem danego mu przez >Aniellę kosza zamienił się w to skapcaniałe >zombie, o mentalności steranego >osiemdziesięciolatka. Bo zgonu żony to >przepraszam, ale Dziadojek prawie nie >odnotował.

        Przysięgam, że jak kiedyś będę w Poznaniu, to dopadnę starego fafułę i powieszę za wąsy na Teatralce! A nuż wyśpiewa gdzie gdzie przepędził jedynego i prawdziwego Robrojcia (lub gdzie zakopał robrojkowe zwłoki)...

        >KK czytałam przed Kłamczuchą i nie >potrafiłam pojąć, czemu Aniella jest taka ostra >dla Pawełka, cóż to jej ten pączuś z budyniem >uczynił takiego. Przeczytałam Kłamczuchę, >zrozumiałam, pochichotałam, zdania o Anielce >i Pawełku nie zmieniłam. No, co do Pawełka >się nawet umocniłam w opinii, że to >nieuleczalny ptyś, który będzie do końca życia >usiłował latać za każdą babą w wieku rębnym.

        Ja miałam podobnie, przeczytałam "Idę Sierpniową" przed "Kwiatem Kalafiora". Przez to nie wiedziałam, że Robrojek ma Januszowi za złe podkładanie Anieli kwiatu jabłoni na sylwestrze i w efekcie, czytając jego docinki względem Pyzia, myślałam, że:
        - są najlepszymi kumplami i tak się ze sobą droczą,
        albo
        - Robroj w ten sposób Pyziaka podrywa😋
        Za obiema wersjami przemawiała ksywa "Robertino", której nikt poza Januszem nie używał. A potem przeczytałam KK i la romance de Robroille et Pysiaque prysł...
        • bupu Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 01.07.22, 09:25
          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

          >
          > Ja miałam podobnie, przeczytałam "Idę Sierpniową" przed "Kwiatem Kalafiora". Pr
          > zez to nie wiedziałam, że Robrojek ma Januszowi za złe podkładanie Anieli kwiat
          > u jabłoni na sylwestrze i w efekcie, czytając jego docinki względem Pyzia, myśl
          > ałam, że:
          > - są najlepszymi kumplami i tak się ze sobą droczą,
          > albo
          > - Robroj w ten sposób Pyziaka podrywa😋
          > Za obiema wersjami przemawiała ksywa "Robertino", której nikt poza Januszem nie
          > używał. A potem przeczytałam KK i la romance de Robroille et Pysiaque
          > prysł...


          Ej, ale to by wyjaśniało czemu Robertino był taki ponury na ślubie Gaby i Pyziaczka. A potem zaraz znikł...

          Teorię spisku mam taką, że Pyziaczek i Robertino żyją szczęśliwie w jakimś miłym, ciepłym miejscu, gdzie małżeństwa gejów zalegalizowano dawno temu, a to zdziadziale coś, co ożeniło się z Nutrią, to oszust.
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 01.07.22, 10:34
            bupu napisała:
            >>Teorię spisku mam taką, że Pyziaczek i Robertino żyją szczęśliwie w jakimś miłym, ciepłym miejscu, gdzie małżeństwa gejów zalegalizowano dawno temu, a to zdziadziale coś, co ożeniło się z Nutrią, to oszust.<<

            W sumie fajnie by było gdyby Bella została przyszywaną siostrą Róży, Belka do nauki szanowania słabości miałaby kogoś zdrowszego psychicznie niż Przeszczep, a Pyzata zaczęłaby ćwiczyć karate i miała jakiś pozytywny wzór do naśladowania.
      • kocynder Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 01.07.22, 06:53
        Że tylko do dwóch się odniosę...
        1. "kompletne porzucenie własnych dzieci uważam za czyn naganny. Acz nie jestem pewna, czy wierzę w borejkowską narrację, [...] Ona cię nie chce i nie potrzebuje (potrzeby dzieci wszak się nie liczą), więc ja pana Mutry w Oczach takoż proszę won i nie pokazywać mnie się więcej." - napisałam kiedyś taką scenkę,nie pamiętam w jakim wątku i czemu, ale rozmowę Janusza z mającą za kilka dni brać ślub z Nadszympansem Laurą. I Janusz tam powiedział coś w tym rodzaju: " mówiłem ci, jak to było ze mną i Gabrysią. Oboje byliśmy za młodzi, za niecierpliwi. Nie wyszło, trudno. Ale przez lata płaciłem alimenty, nawet jak na niemieckie warunki dość wysokie, wiele razy przyjeżdżałem, próbowałem się z wami spotkać i zawsze odbijałem się od muru twojej babki i Gabrysi. Nie darowały...". Czyli nie ja jedna tak mam? :D A co do tych alimentów - zauważcie, że właśnie mniej - więcej wtedy faktyczne niedostatki z pierwszych tomów zastępuje zwykła niegospodarność. No i już wiadomo skąd ta kasa, na kolejne książki do pokrywania się kurzem. A że dla dzieci nie było ani na właściwe rozmiarem ciuchy, ani na wakacje? Wszak tam kasę od lat dzierży Milicja sękatą dłonią i nie ma opcji, by wydała choć zeta niezgodnie z własnym widzimisię.
        2. "czy Borejki dostały telefon w pakiecie z mieszkaniem Gizeli? Bo jeśli nie, to ja bym chciała wiedzieć kto im ten telefon załatwiał, no nie Ignasjo de WollaDuppa przecie...)" - Jeśli Ignacy siedząc podpisał lojalkę, to mógł dostać przydział na telefon. Jako OZI-emu bezpieka mu załatwiła. I tego się trzymajmy. :D
        • bupu Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 01.07.22, 09:19
          kocynder napisała:



          > 2. "czy Borejki dostały telefon w pakiecie z mieszkaniem Gizeli? Bo jeśli nie,
          > to ja bym chciała wiedzieć kto im ten telefon załatwiał, no nie Ignasjo de Woll
          > aDuppa przecie...)" - Jeśli Ignacy siedząc podpisał lojalkę, to mógł dostać prz
          > ydział na telefon. Jako OZI-emu bezpieka mu załatwiła. I tego się trzymajmy. :D
          >

          Ej, ale telefon oni mają już w KK, o ile dobrze pamiętam, czyli zanim Wielki Kąspirator poszedł siedzieć.
          • kocynder Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 01.07.22, 19:59
            Ażem sprawdziła. I owszem, Dobrodziejko. Telefon Borejkowie mięli już w KK. Pierwsza wzmianka jest, że Joanna miała zwyczaj zapraszać Gabrielę na prywatki telefonując na kilka dni przed imprezą - no ale to jeszcze nie koniecznie musi świadczyć, że telefon był w mieszkaniu Borejków, tamtemi czasy bywało i tak,l że aparat miała np jedna osoba w klatce schodowej, a "użyczali go" sąsiadom. No ale później jest scena, że Gaba dzwoni do szpitala na Przybyszewskiego, gdzie operowano mamę. Dzwoni raniutko. I nie ma wzmianki, że od sąsiadów - ergo - telefon był.
            A swoją drogą - nieco "oftopując": mamę Borejko operował dr Kowalik. To jest powiedziane wprost. Kiedy Gaba w noc sylwestrową przyjeżdża do szpitala jej tata wskazując przechodzącego lekarza mówi, że to on właśnie operował Milę i wymienia jego nazwisko - Kowalik. Jest też wyraźnie powiedziane, wprost, że Milę pogotowie zabrało do szpitala na Przybyszewskiego. No to skąd później Raszeja?
            • bupu Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 01.07.22, 21:04
              kocynder napisała:

              > Ażem sprawdziła. I owszem, Dobrodziejko. Telefon Borejkowie mięli już w KK. Pie
              > rwsza wzmianka jest, że Joanna miała zwyczaj zapraszać Gabrielę na prywatki tel
              > efonując na kilka dni przed imprezą - no ale to jeszcze nie koniecznie musi świ
              > adczyć, że telefon był w mieszkaniu Borejków, tamtemi czasy bywało i tak,l że a
              > parat miała np jedna osoba w klatce schodowej, a "użyczali go" sąsiadom. No ale
              > później jest scena, że Gaba dzwoni do szpitala na Przybyszewskiego, gdzie oper
              > owano mamę. Dzwoni raniutko. I nie ma wzmianki, że od sąsiadów - ergo - telefon
              > był.

              No właśnie. Był. W pakiecie z mieszkaniem, załatwiony przez Gizelę?

              > A swoją drogą - nieco "oftopując": mamę Borejko operował dr Kowalik. To jest po
              > wiedziane wprost. Kiedy Gaba w noc sylwestrową przyjeżdża do szpitala jej tata
              > wskazując przechodzącego lekarza mówi, że to on właśnie operował Milę i wymieni
              > a jego nazwisko - Kowalik. Jest też wyraźnie powiedziane, wprost, że Milę pogot
              > owie zabrało do szpitala na Przybyszewskiego. No to skąd później Raszeja?
              >

              Aż wsadziłam z ciekawości łeb na właściwą półkę mojej biblioteczki. Kowalik Mamert objawia się w Raszei w JT. Powód jest banalnie prosty: odległość. Szpital Raszei jest 100 metrów spacerkiem od Roosevelta 5, natomiast dawny Przybyszewskiego, obecny Święcickiego, znajduje się 2,5 km od kwatery głównej Borejków, w związku z czym Larwa nie mogłaby tam po prostu pójść piechotą z zażarówkowanym kuzynem. Autorka poszła więc na łatwiznę i przeniosła Kowalika do Raszei, bo przecież nikt prócz Kowalika nie był godzien tykać paniczów Borejko.
              • kocynder Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 01.07.22, 21:40
                Załatwianie telefonu nie zostało doprecyzowane. Jednakże oceniając obrotność i zaradność rudego ględy - moim zdaniem zasadne jest domniemanie sprawczości w tej kwestii Gizeli.
                A przenosiny te ( Przybyszewski - Raszeja) zostały jakoś uzasadnione? Czy po prostu okazało się, że Mamert od zawsze był związany z Raszeją, a szpital Przybyszewskiego w KK sobie wymyśliłyśmy zbiorowo?
                • bupu Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 01.07.22, 21:43
                  kocynder napisała:


                  > A przenosiny te ( Przybyszewski - Raszeja) zostały jakoś uzasadnione? Czy po pr
                  > ostu okazało się, że Mamert od zawsze był związany z Raszeją, a szpital Przybys
                  > zewskiego w KK sobie wymyśliłyśmy zbiorowo?

                  Nie, nie zostało, Mamert po prostu objawił się w Raszei i cześć.
                  • ciotka.scholastyka Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 04.07.22, 10:35
                    bupu napisała:

                    > kocynder napisała:
                    >
                    >
                    > > A przenosiny te ( Przybyszewski - Raszeja) zostały jakoś uzasadnione? Czy
                    > po pr
                    > > ostu okazało się, że Mamert od zawsze był związany z Raszeją, a szpital P
                    > rzybys
                    > > zewskiego w KK sobie wymyśliłyśmy zbiorowo?
                    >
                    > Nie, nie zostało, Mamert po prostu objawił się w Raszei i cześć.

                    Przecież lekarze zmieniają miejsca pracy tak samo, jak zwykli ludzie ;) Skoro Mamert miał okazję przenieść się do szpitala, do którego może dojść piechotą w piętnaście minut, to dlaczego nie?
                    • kocynder Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 05.07.22, 06:33
                      Owszem, lekarze zmieniają miejsca pracy. Ba, zmieniają też specjalizacje, robią z tychże najróżniejsze kombinacje... Więc skoro wg przepisów (i możliwości) Marek MÓGŁ po neurologii zrobić chirurgię i neurochirurgię (a technicznie rzecz biorąc - MÓGŁ - nie żeby to nabierało sensu) to się głupio czepiamy?
                • bez_zarzutu Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 03.07.22, 00:11
                  kocynder napisała:

                  > Załatwianie telefonu nie zostało doprecyzowane. Jednakże oceniając obrotność i
                  > zaradność rudego ględy - moim zdaniem zasadne jest domniemanie sprawczości w te
                  > j kwestii Gizeli.
                  > A przenosiny te ( Przybyszewski - Raszeja) zostały jakoś uzasadnione? Czy po pr
                  > ostu okazało się, że Mamert od zawsze był związany z Raszeją, a szpital Przybys
                  > zewskiego w KK sobie wymyśliłyśmy zbiorowo?
                  >

                  W Kalamburce Gizela odnotowuje w myślach, że musi zalatwić telefon- żeby w razie wypadku Mila dzwoniła do niej, nie do Feli. A że to rzutka kobieta była, to pewno załatwiła (przez klientkę), i podczas wymiany mieszkań... został? Tutaj trochę się stropiłam, bo nie mam pojęcia w jaki sposób "przypisany" jest numer do mieszkania/właściciela, ale skoro oba mieszkania miały już i aparat, i numer, to chyba było do wykonalne?
              • ciotka.scholastyka Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 05.07.22, 11:54
                bupu napisała:


                > Aż wsadziłam z ciekawości łeb na właściwą półkę mojej biblioteczki. Kowalik Mam
                > ert objawia się w Raszei w JT.

                Aha, i jeszcze jedno. Jestem na wakacjach, więc nie mam jak sprawdzić, ale gdzie Bella wiozła pokaleczonego Przeszczepa w CR? Bo że zszywał go doktor Kowalik, tego jestem granitowo pewna. Oni przyjechali do szpitala, który nie miał dyżuru, ale pani w szatni/rejestracji "szybko przestała wysyłać ich gdzie indziej", kiedy zobaczyła stan Przeszczepa. I wydzwoniła Kowalika.
                Od Parku Sołackiego, gdzie Czarek się pokaleczył, najbliżej jest rzeczywiście do Raszei. Skoro nie patrzyli, gdzie dyżur, tylko pchali się, gdzie najbliżej, to powinni wylądować właśnie tam, ergo Kowalik już tam pracował. Bupu, czy możesz jeszcze raz wsadzić łeb na półkę i sprawdzić CR? :)
                • bupu Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 05.07.22, 13:00
                  ciotka.scholastyka napisała:

                  > bupu napisała:
                  >
                  >
                  > > Aż wsadziłam z ciekawości łeb na właściwą półkę mojej biblioteczki. Kowal
                  > ik Mam
                  > > ert objawia się w Raszei w JT.
                  >
                  > Aha, i jeszcze jedno. Jestem na wakacjach, więc nie mam jak sprawdzić, ale gdzi
                  > e Bella wiozła pokaleczonego Przeszczepa w CR? Bo że zszywał go doktor Kowalik,
                  > tego jestem granitowo pewna. Oni przyjechali do szpitala, który nie miał dyżur
                  > u, ale pani w szatni/rejestracji "szybko przestała wysyłać ich gdzie indziej",
                  > kiedy zobaczyła stan Przeszczepa. I wydzwoniła Kowalika.
                  > Od Parku Sołackiego, gdzie Czarek się pokaleczył, najbliżej jest rzeczywiście d
                  > o Raszei. Skoro nie patrzyli, gdzie dyżur, tylko pchali się, gdzie najbliżej, t
                  > o powinni wylądować właśnie tam, ergo Kowalik już tam pracował. Bupu, czy możes
                  > z jeszcze raz wsadzić łeb na półkę i sprawdzić CR? :)

                  Wsadziłam. Istotnie, Przeszczepa szył Mamert, w szpitalu Raszei. Umknęła mi ta scena wcześniej, bo dobry doktor Kowalik jest tam opisany jako młody blondyn z wąsem. Młody. Rok jest 96, więc ów młodzian zbliża się do pięćdziesiątki, mam wrażenie.
                  • significado-significante Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 08.07.22, 17:00
                    bupu napisała:

                    > Umknęła mi ta
                    > scena wcześniej, bo dobry doktor Kowalik jest tam opisany jako młody blondyn z
                    > wąsem. Młody. Rok jest 96, więc ów młodzian zbliża się do pięćdziesiątki, mam w
                    > rażenie.

                    Jeśli tak, to jakaż to miła odmiana po stareńkich, pomarszczonych i zgrzybiałych trzydziestopięciolatkach :)
                    • bupu Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 08.07.22, 17:07
                      significado-significante napisała:

                      > bupu napisała:
                      >
                      > > Umknęła mi ta
                      > > scena wcześniej, bo dobry doktor Kowalik jest tam opisany jako młody blon
                      > dyn z
                      > > wąsem. Młody. Rok jest 96, więc ów młodzian zbliża się do pięćdziesiątki,
                      > mam w
                      > > rażenie.
                      >
                      > Jeśli tak, to jakaż to miła odmiana po stareńkich, pomarszczonych i zgrzybiałyc
                      > h trzydziestopięciolatkach :)


                      Sprawdziłam, młodzian ów liczył sobie dokładnie 52 lata.
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 01.07.22, 18:24
          kocynder napisała:
          >>napisałam kiedyś taką scenkę,nie >>pamiętam w jakim wątku i czemu, ale >>rozmowę Janusza z mającą za kilka dni >>brać ślub z Nadszympansem Laurą. I >>Janusz tam powiedział coś w tym >>rodzaju: " mówiłem ci, jak to było ze mną i >>Gabrysią. Oboje byliśmy za młodzi, za >>niecierpliwi. Nie wyszło, trudno. Ale przez >>lata płaciłem alimenty, nawet jak na >>niemieckie warunki dość wysokie, wiele >>razy przyjeżdżałem, próbowałem się z >>wami spotkać i zawsze odbijałem się od >>muru twojej babki i Gabrysi. Nie >>darowały...".

          To było wątku "O Pulpecji". Jakbyś chciała wrzucić kontynuację tej sceny, to się nie krępuj😉
          • kocynder Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 01.07.22, 18:51
            A możliwe. Ja za cienka jestem w internet, nie umiem szukać w archiwaliach... A ciągu dalszego się nie da, bo ja umiem tylko takie... Pojedyncze scenki. Oderwane od siebie. A jakbym miała coś dalej, to już by wyszedł fanfik? Natomiast jeśli ktoś chce wykorzystać jako "starter" do swojego fanfika - to proszę brać spokojnie, w ramach "tantiem autorskich poproszę tylko o link do utworu. :)
            • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 01.07.22, 20:03
              Już pojedyncza scenka uchodzi za fanfic, niektórzy piszą właśnie takie oneshoty. Są tacy, co zbierają je w "komplety" i każdy, względnie niezależny, krótki oneshot robi za rozdział. Gdybyś napisała taki zestaw pojedynczych scen "wyciętych" z życia postaci, to bym chętnie przeczytała. Laura codziennie gadająca z ojcem przez Messengera mnie wzruszyła🥰
              • kocynder Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 01.07.22, 20:28
                Już kilka takich napisanych "wisi" na forum. Ktoś by to mógł pozbierać, poskładać "do kupy", w razie potrzeby dać znać, że brakuje jakiegoś "dosztukowania" - to bym coś pokombinowała. :) Może i byłoby to fajne, ale nie mam sama z siebie ani cierpliwości (umiejętności też!) do odszukania tych już napisanych, ani ambicji poskładania. :)
    • mariamm87 Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 01.07.22, 13:07
      Ja tak czytałam pierwszy raz Jezycjade. Jako pierwszy tom przeczytałam Córkę Robrojka, która właśnie wtedy ukazała się w księgarniach i tata kupił mi ją na poprawę humoru bo byłam wtedy chora. Potem w dosyć randomowej kolejności czytałam wcześniejsze części, nie pamiętam dokładnie kolejności ale na pewno wcześniej było np. Dziecko Piątku niż Opium w Rosole i Brulion Bebe B., wcześniej Brulion Bebe B. niż Kłamczuchę. Więc tak jakoś od tyłu mi wyszło.
      Ostatecznie przez to chyba jednak nigdy nie polubiłam młodego Pyziaka, co nie znaczy że obwiniam go o całe zło tego świata! Raczej nie zaangażowałam się w kibicowanie Gabie i Pyziakowi, bo wiedziałam, że nic z tego nie będzie.
      Druga rzecz jaka wynikła z czytania od dupy strony jest taka, że dla mnie Robrojek w Klamczusze ma się włosy i wąsy 😄
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 03.07.22, 00:40
        >Druga rzecz jaka wynikła z czytania od dupy >strony jest taka, że dla mnie Robrojek w >Klamczusze ma się włosy i wąsy 😄<

        O nie🤣. Ja tak miałam z Gabryśką, tyle że charakterologicznie (trudno, żeby wizualnie, skoro ona przez te wszystkie lata wciąż wygląda tak samo). Poznałam ją jako ciapciakowatą mamuśkę, która lubi słyszeć jaka jest dzielna (co było dość wkur...kawodnające, bo sama miałam w domu taką Gabę), więc gdy we wcześniejszych tomach zobaczyłam tę dziarską, pewną siebie nastolatkę, to zastanawiałam się kto to, u licha, jest.
    • angazetka Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 01.07.22, 15:58
      Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce, siedząc na regale w pokoju starszego brata przeczytałam "Kwiat kalafiora". Rok pański to mógł być, nieprawda, z 1992, lat liczyłam sobie z dziewięć (a Gabrysia i jej towarzystwo to byli dla mnie całkowicie dorośli ludzie).
      Potem chyba trafiłam na "Kłamczuchę" i pamiętam, że byłam ucieszona, że częściowo to są ci sami bohaterowie.
      Ale potem to już czytałam po kolei...
      W każdym razie tak od "Noelki" nie próbowałabym czytać Jeżycjady jako osobnych książek, bo się nie da się.
    • latarnia_umarlych Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 03.07.22, 09:50
      Kiedyś pisałam, że najpierw przeczytałam "Tygrysa i Różę", która akurat wyszła i w pewnym momencie zaczęłam kartkować książkę, żeby sprawdzić, czy na pewno to Gaba jest matką Laury. Nie interesuje się nią, nie zna jej. Kiedy już wie, że Laura nakłamała i uciekła, nie robi nic, żeby znaleźć dziecko, popłakuje w kącie, gra w szachy albo siedzi w kuchni. No co za nieczuła sucz! (Pardon).
      I to byłoby nawet interesujące i miało potencjał, gdyby nie odautorskie wtręty o tym, jaką cudowną matkę i dom ma ten niewdzięczny Tygrys. Tak samo wkurzała mnie wtrącająca się Mila ze swoimi komentarzami. W tej rodzinie wszystko było nie tak.
      Potem była "Pulpecja", której jako bohaterki nie polubiłam i gdzie oczy wybałuszałam na absurdalne sceny typu "nikogo nie obchodzi matura" albo "nikogo nie obchodzi przybicie butów gwoździami do podłogi" czy "smarkule szarpiące klamką do pokoju nowożeńców są takie zabawne".
      Resztę Jeżycjady przeczytałam dlatego, że koleżanka przyniosła mi cały komplet jak chorowałam. Gaby już nie polubiłam, wkurzała mni, ale po przyzwyczajeniu się do rodziny Borejków już mnie te sceny w P i TiR tak nie ruszały.
    • mroczny_chomik_zaglady Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 03.07.22, 18:00
      Pierwsze co przeczytalam to "Kwiat kalafiora" . Jakoś nie byłam w stanie wzbudzić w sobie sympatii do Jęgnaca, do Betonowego Gabona tym bardziej. Jakoś nie mieściło mi się w głowie,że można być do tego stopnia (ekskujze mua) pierdołą,żeby nie umieć ryby usmażyć? I w ogóle, na jakim świecie oni zyją?! Ja oczywiście rozumiem, okres błędów i wypaczeń, szlachetne ubóstwo, masa książek ale serio? Matka ląduje w szpitalu i wszystko nagle leży? Procesy myślowe się zatrzymują? I to też nieco dziwne, rozumiem że Milicja jako osoba nie zatrudniona na stałym etacie ma dużo czasu na zajmowanie się domem ale serio? Cztery baby w domu i żadna nie umie wanny umyć? O sprawach kuchennych nie wspominam bo serio,żałość mnie w żywocie ciśnie. Rozumiem Matołalję i Pulpę bo to szczawiki ale że Gabon i Ryży Kościotrup nawet nie zagladaly do kuchni w czasie kiedy Milicja tam działała? Będąc już nieco posuniętą w leciech umiejętności kuchennych nabywalam patrząc mojej matuli na rece. Nie,że mnie goniła do kuchni czy innych typowo domowych robót ale Jeżu mój kolczasty dzieci uczą się poprzez naśladownictwo i serio nie dociera do mnie tłumaczenie że "mamusie denerwuje, jak jej się ktoś pod ręką kręci bo ona nie ma cierpliwości. Fakt, że pierwsze tomy "Jeżycjady" swego czasu bardzo lubiłam, czytywałam namiętnie le kolejne... O matko, to jest absolutnie niestrawne. Z tomu na tom coraz większe zbiorowisko wynaturzen i chorob psychicznych serio. Co postać to bardziej rąbnięta że tak powiem. Ignacowi peron odjechał po całości, jak ta mameja dała radę po wojnie rodzinę przetransportować dokądkolwiek? Jak ja się pytam?! Milicja? O matko, ideał mamuni i babuni taki,że się mataforyczny Glock w kieszeni przeładowuje. Córunie sztuka w sztukę udane, maślane łąpy i absolutny brak zaradności życiowej chociaż nie przeczę, Ida pozbawiona kontaktu z ukochaną rodziną o dziwo potrafi sobie poradzić, bo i piniążki zarobi i prace sobie znajdzie czyli nie jest źle. Niemniej jednak niezaleznie od tego czy czyta się w kolejności czy na wyrywki całkoształt jest średnio strawny a już najnowsze wypociny... No zwyczajnie, be i fuj bardzo.

      Ale i tak, jak się to całe "Truchełko" czy jak mu tam pojawi to najpewniej kupię, przeczytam i postawię na półce. Choćby tylko po to,żeby masochistycznie patrzeć na to i myśleć w kategoriach " na cholerę ja te pieniądze wydałam, mogłam sobie kupić jakiś nowy szpej"...
      • bupu Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 03.07.22, 18:25
        mroczny_chomik_zaglady napisała:

        > Pierwsze co przeczytalam to "Kwiat kalafiora" . Jakoś nie byłam w stanie wzbud
        > zić w sobie sympatii do Jęgnaca, do Betonowego Gabona tym bardziej. Jakoś nie
        > mieściło mi się w głowie,że można być do tego stopnia (ekskujze mua) pierdoł
        > ą,żeby nie umieć ryby usmażyć? I w ogóle, na jakim świecie oni zyją?! Ja oczywi
        > ście rozumiem, okres błędów i wypaczeń, szlachetne ubóstwo, masa książek ale se
        > rio? Matka ląduje w szpitalu i wszystko nagle leży? Procesy myślowe się zatrzym
        > ują?

        Ja nie bardzo ogarniam tego przeskoku od Mili, co miała wyrąbane na gospodarstwo domowe i nie przeszkadzały jej te dżemy na gazecie, do Mili stachanowca, co ręce po łokcie urabia żeby córki miały beztroskę.

        Co do meritum, babcia moja wyganiała swoje córki z kuchni, bo jej przeszkadzały, niemniej jednak zarówno moja matka, jak i jej siostra gotować się nauczyły. Dziadek, na co dzień obsługiwany przez babcię pięciogwiazdkowo, pozostawiony w domu sam (bo babci zdarzało się wyjeżdżać) potrafił zarówno się wyżywić jak i utrzymać mieszkanie w przyzwoitym stanie. Oboje starsi od Ignacostwa, zaznaczam. I na co dzień, mimo że babcia była faktyczny stachanowiec i tytan pracy, zarówno mąż jak i dzieci mieli obowiązki do ogarnięcia. Dlatego Ignac jest dla mnie przywra i obleniec, ot co.
        • kocynder Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 03.07.22, 18:54
          A to już podnosiłam ja i zapewne sto innych. Nawet przy zupełnie nie pracującej matce (a Miła pracuje - jakieś dziewiarskie czy coś?) w żadnym, absolutnie żadnym domu u nikogo, kogo znam nie było tak, że dziatwanie miała ŻADNYCH obowiązków. Jeśli już ktoś nie miał domowych (dostosowanych do wieku) to jego obowiązkiem było się uczyć. I wówczas nie na liche trójczyny. Tymczasem Borejkówny co? Nauka jak cię mogę, ani ocen wybitnych, ani przykładania się do nauki zbytnio, w domu palcem o palec żadna nie trąciła... Ok, nawet "kupuję", że Miła córki z kuchni goniła. Znam takie matki. Ale to nie tylko kwestia kuchni. Matka walczy z odkurzaczem, a córeczki co? Ano jedna się mizdrzy przed zwierciadłem, a druga ułożona wygodnie czyta. No nie... Ja tam patologia z bloków i bez czółka, ba, nawet i okresowo "dziecko z kluczem na szyi" (dziś nie do pomyślenia!) ale miałam głęboko wydrukowane, że po szkole muszę OPRÓCZ odrobienia lekcji i przygotowania do szkoły na dzień następny posprzątać, podszykować obiad, wyskoczyć do sklepu z listą od mamy, i dopiero po zrobieniu co do mnie należy - mogę lecieć "z grandą" rozrabiać. Oczywiście obowiązki domowe były uzależnione od wieku, inne jak miałam 7-8 lat, inne jak 15-16, ale te obowiązki BYŁY. A panny B. nic nie muszą. No, kopsnęły się po zakupy, ale to wszystko. I po ich zachowaniu już gdy mama trafiła do szpitala widać, że to nie kwestia braku komend mamy co kiedy, a autentyczne i kompletne oderwanie od jakichkolwiek prac domowych.
          • guineapigs Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 04.07.22, 18:44
            Kocynder sprawe przedstawia tak, jak napisala MM
            'Matka walczy z odkurzaczem, a córeczki co? Ano jedna się mizdrzy przed zwierciadłem, a druga ułożona wygodnie czyta. '
            W KK to bylo pokazanie przecietnej rodziny, ba - rodziny raczej inteligenckiej niz robotniczej, ale milej i cieplej.

            A przelozmy to na nasze, obecne realia:
            Matka sprzata, Brajanek w tym czasie czyta magazyny motoryzacyjne a Dzesika sie stroi na melanz. Nie ma to tamto - wychodzi nam patologia i brzmi jak wstep do podcastu o true crime.

            Ciekawostka semantyczna: wystarczy zmienic imiona/nazwiska, magazyny motoryzacyjne na Arystotelesa a melanz na prywatke u kuzynki - i wychodzi nam odautorska mila i ciepla rodzina.
        • bupu Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 05.07.22, 20:58
          angazetka napisała:

          > > Cztery baby w domu i żadna nie umie wanny umyć?
          >
          > ??? A jeden chłop, w dodatku dorosły?
          >

          Ten chłop nie zauważyłby potrzeby osobistego umycia wanny, nawet gdyby mu w niej pokrzywy wyrosły. To nie jest kwestia czy Ignac umie, czy nie, to jest kwestia tego, że Ignac uważa, iż to nie jego problem i nie robota dla niego. Nawet gdy jego żona leży w szpitalu, Ignac uważa, że to nie jego problem, niech Gaba zawala szkołę, bo on wszak domem zajmował się nie będzie. I gdyby nie interwencja zbrojna Feli, to Gaba by tę szkołę zawaliła. A Ignac by nie mrugnął.
            • kocynder Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 06.07.22, 19:09
              A ja bym się "czepnęła" jeszcze jednego w tym co Chomik pisze. "Cztery baby"? Serio? Mila - ok. Gaba - słusznie. Ida - jak najbardziej. Ale na Teutatesa, Nutria w KK ma chyba siedem lat, Pulpa pięć! Gdyby zrzucono szorowanie wanny na pięcio i siedmioletnie dzieciaki - to by dopiero była patologia! I piszę to ja, która niejednokrotnie protestowała przeciwko absolutnemu nieróbstwu panien Borejko wszystkich! Ale te obowiązki winny być dopasowane do wieku! Szorowanie wanny nie mieści się w zakresie dostosowanych do wieku obowiązków dla siedmioletniego i młodszego dziecka.
              • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 06.07.22, 19:24
                kocynder napisała:
                >>A ja bym się "czepnęła" jeszcze jednego w tym co Chomik pisze. "Cztery baby"? Serio? Mila - ok. Gaba - słusznie. Ida - jak najbardziej. Ale na Teutatesa, Nutria w KK ma chyba siedem lat, Pulpa pięć! Gdyby zrzucono szorowanie wanny na pięcio i siedmioletnie dzieciaki - to by dopiero była patologia! I piszę to ja, która niejednokrotnie protestowała przeciwko absolutnemu nieróbstwu panien Borejko wszystkich! Ale te obowiązki winny być dopasowane do wieku! Szorowanie wanny nie mieści się w zakresie dostosowanych do wieku obowiązków dla siedmioletniego i młodszego dziecka.<<

                Pełna zgoda. Chyba, że małe same z siebie wpadłyby na pomysł wyszorowania wanny. Ale nawet wtedy to by się źle skończyło, właśnie dlatego, że są na to ciut za młode. Pewnie wyszłaby im scena w pod tytułem "Gupia Nutria, bo tonie"
                • kocynder Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 06.07.22, 20:04
                  Znaczy powinny POMAGAĆ przy porządkach. Ułożyć zabawki. Powycierać kurz. Nawet i przy tym szorowaniu wanny - pod ścisłą kontrolą mamy czemu nie? Itp. Ale protestuję, przeciw "czterem babom w domu". I to zarówno z punktu widzenia Angazetki, bo wszak w domu był dorosły, w pełni sprawny fizycznie i umysłowo mężczyzna, jak i odmawiam włączania do kategorii "bab" pięcioletniej Patrycji i siedmioletniej Natalii. :)
                  • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 06.07.22, 20:30
                    kocynder napisała:
                    >>Znaczy powinny POMAGAĆ przy porządkach. Ułożyć zabawki. Powycierać kurz. Nawet i przy tym szorowaniu wanny - pod ścisłą kontrolą mamy czemu nie? Itp. Ale protestuję, przeciw "czterem babom w domu". I to zarówno z punktu widzenia Angazetki, bo wszak w domu był dorosły, w pełni sprawny fizycznie i umysłowo mężczyzna, jak i odmawiam włączania do kategorii "bab" pięcioletniej Patrycji i siedmioletniej Natalii. :)<<

                    No i właśnie w tym się z tobą zgodziłam, że na samodzielnie wykonywanie niektórych obowiązków są jeszcze za małe😉
                    • bupu Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 06.07.22, 21:04
                      tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                      > kocynder napisała:
                      > >>Znaczy powinny POMAGAĆ przy porządkach. Ułożyć zabawki. Powycierać ku
                      > rz. Nawet i przy tym szorowaniu wanny - pod ścisłą kontrolą mamy czemu nie? Itp
                      > . Ale protestuję, przeciw "czterem babom w domu". I to zarówno z punktu widzeni
                      > a Angazetki, bo wszak w domu był dorosły, w pełni sprawny fizycznie i umysłowo
                      > mężczyzna, jak i odmawiam włączania do kategorii "bab" pięcioletniej Patrycji i
                      > siedmioletniej Natalii. :)<<
                      >
                      > No i właśnie w tym się z tobą zgodziłam, że na samodzielnie wykonywanie niektór
                      > ych obowiązków są jeszcze za małe😉

                      Macie absolutną i zbiorową rację, moje panie.
    • mroczny_chomik_zaglady Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 07.07.22, 11:38
      Czekajcie kobitki, bo ja się ustosunkować chciałam. Może ciut kulawo mi wyszło z tymi czterema babami w domu i kwestią mycia wanny przez tą przywrę tudzież innego obleńca ale: Przeskok Milicji od osoby któej nie przeszkadza wytworny obrus z gazety ugarnirowany okruchami do stachanowca to już według mnie wymysł pani MM, trzeba było przecież pokazać, jaka to ona dzielna, bardzo dzielna. Przywra i obleniec w charakterze małżonka. Czwórka drobnych dziatek, którym trzeba i jeść dać, i pieluchę zmienić, i dom posprzątać "żeby miały rodzinną atmosferę", no ja to w pewnym sensie rozumiem. Jedno dziecko- OK, łatwo ogarnąć. Dwoje - nieco ciężej ale da się. Ba, są i osoby mające tychże dzieciąt nieco więcej i też dają radę ale odnoszę wrażenie,że tam jakoś to wszystko w niewłaściwą stronę poszło. Rozumiem sytuację w której ojciec rodziny pracuje nie wiem, gdzieś. No w kopalni? Na budowie? Zarabia na utrzymanie żony i stadka, na opłaty, na jedzenie i wraca do domu zmordowany jak koń po orce. Wtedy przysięgam, choćbym miała umrzeć podam mu ten obiad, posprzątam, ba, ja mu nawet skarpety upiorę i wcale nie w pralce. Ale w sytuacji w której osobnik zakontraktowany pracuje W BIBLIOTECE?! Co on tam takiego robi ja się pytam?! Inkunabuły na własnych plecach nosi? Wątłą piersią broni Biblioteki Aleksandryjskiej przed hordami barbarzyńców? No ja tego nie kupuję wybaczcie. W kwestii czterech bab. No dobra, może przeszarżowałam z Natalią i Patrycją ale gdzieś ( nie pamiętam gdzie ale chyba w "Kalamburce") jest uwaga Felicji na temat syfu panującego w borejczej jaskini, mianowicie: Joasia ma swoją zmiotkę i szufelkę i bardzo lubi pomagać mamusi w pracach domowych. Ktoś może powiedzieć,że Joanna jest jedynaczką i takową łatwiej wdrożyć do obowiązków domowych. I tu się nie zgodzę, za to zgodzę sie z wcześniejszą uwagą w kwestii obowiązków dostosowanych do wieku. Mycie wanny było li i jedynie metaforyczne. No żesz motyla noga, miałam 10 lat kiedy do moich obowiązków należało: Przyprowadzenie młodszej siostry z przedszkola (tak, sławetne pokolenie z kluczem na wątłej szyjce) najpierw do domu, gdzie należało ją odziać w ciuch "podwórkowy" nastęnie zaprowadzenie do babci ( dwa osiedla dalej) i wymarsz do szkoły. Na drugą zmianę. Niekiedy nawet wskazanym było podanie siostrzyczce jakiegoś pożywienia i nikogo nie obchodziło,że to pożywienie należy o zgrozo poddać obróbce termiczej. 10 lat, przypominam. Szkolenie BHP z zakresu użytkowania kuchanki gazowej tak,żeby nie wysadzić bloku w powietrze odbyłam w wielku lat bodajże 7. O zgrozo, cóż za patologia nieprawdaż? A i żeby była pełna jasność: Szczotę do pucowania wanny trzymałam w miarę pewnie w łapie mając lat 11. I moim psim obowiązkiem było po zakończonych ablucjach wieczornych tąże wannę umyć po sobie. Po siostrze myła matula. Bądź ojczulek. Zmywałam również naczynia, potrafiłam się posługiwać odkurzaczem oraz nożem do chleba.( i ta, mam wszystkie palce oraz nie mam żadnych widocznych blizn po ranach ciętych) I nie dlatego,że moi rodzice byli cholerną patolą któa mając dwie córy nie potrafiła się nimi zając. Moja matuś pracowała ( tadaaaaaam) W BIBLIOTECE !!!!!! A ojczulek niekiedy jak wyszedł z domu tak go i tydzień potrafiło nie być. Bo pracował w wojsku. Dlatego też co prawda jak najbardziej zgadzam się z kwestią dostosowania obowiązków do wieku dziecięcia ale za Chiny Ludowe i pół Ameryki tej opcji przedstawionej w "Borejczadzie" nie kupuję bo nie i koniec. Na moje oko Milicja była taką wersją próbną Gabona. Biedna, nieszczęśliwa, uciśnięta. Wszystko musi robić. Ale za to z jakże dzielnym uśmiechem na ustach. Zamiast ( jak na przykład Celestyna Żak zwana Cielęciną ) za przeproszeniem grzmotnąć ścierą o ziemię i odmówić posługi. Najwyżej by Jęgnacowi ten - dendron spadł na łeb i może ( acz wątpię ) poprzestawiał odpowiednio klepki. I wiecie co? Tak się zastanawiam, co ja kiedyś w tych książkach widziałam na miłość Wielkiej Melitele?! Czym starsza jestem tym bardziej mnie one przerażają...
      • bupu Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 07.07.22, 12:30
        mroczny_chomik_zaglady napisała:


        > udzież innego obleńca ale: Przeskok Milicji od osoby któej nie przeszkadza w
        > ytworny obrus z gazety ugarnirowany okruchami do stachanowca to już według
        > mnie wymysł pani MM,

        Znaczy generalnie cała Saga jest wymysłem MM, ino że przemiana Milicji z leniwej flei w stachanowca jest wymysłem, który wybitnie nie trzyma się kupy (podobnie jak przemiana Pulpy z rozkosznie leniwej sybarytki w tytanke pracy z dobą licząca co najmniej 72 godziny).


        >Rozumiem sytuację w której ojciec
        > rodziny pracuje nie wiem, gdzieś. No w kopalni? Na budowie? Zarabia na utrzy
        > manie żony i stadka, na opłaty, na jedzenie i wraca do domu zmordowany jak koń
        > po orce. Wtedy przysięgam, choćbym miała umrzeć podam mu ten obiad, pospr
        > zątam, ba, ja mu nawet skarpety upiorę i wcale nie w pralce. Ale w sytuacji
        > w której osobnik zakontraktowany pracuje W BIBLIOTECE?! Co on tam takiego robi
        > ja się pytam?! Inkunabuły na własnych plecach nosi? Wątłą piersią broni Bibl
        > ioteki Aleksandryjskiej przed hordami barbarzyńców? No ja tego nie kupuję w
        > ybaczcie.

        To jest kwestia tego, że MM szereguje wszelkie prace domowe jako niemęskie. Chłop może remonty robić, ale nie gotować, czy odkurzać. Popatrzcie na inne stadła w Jeżycjadzie. Flobry macha młotkiem, opryskuje i glansuje konie, ale w domu nie zegnie paluszka, tam działa tylko Pulpet. Superman Mareczek, ordynat na neurochirurgologii, jest zbyt zajęty, by sprzątać i zmywać, zasuwająca na dwóch etatach Ida ma to wpisane w obowiązki. Józkiniowy robi remont sam, mimo, że Derocia to istota hoża, zdrowa i pełnosprawna, do trzymania pędzla i młotka z pewnością zdolna. No ale ma jajniki, przeto dzierży patelnię i wazową łyżkę. Jadammmmm dom laubzegą wycina, herbatkę podaje Larwa.

        Do czynności domowych przystępują tylko osobnicy o męskości co najmniej wątpliwej. Grzegorz, atrapa męża i mieszadło do sałaty, IGS, miągwa i dziwadło, Robzgred uzurpator, w ostatnich tomach zredukowany do wąsów, podających herbatkę...

        A że Ignac jest leniwą przywrą, to na takim podziale obowiązków korzysta, natomiast gdy już ktoś go zmusi do zrobienia czegoś, cwaniutki obleniec zaraz coś psuje, albo widowiskowo spada z drabiny i kona jak łabędź w operze z powodu stłuczonej kości ogonowej (a w powagę tego stłuczenia każe mi wątpić fakt, że upadły Ignac zalega na twardej podłodze na wznak, co przy porządnym stłuczeniu rzeczonej kości jest słabo wykonalne, nawet gdy ma się dobrze rozwinięte pośladki). No i nikt potem już Ignacowi obowiązków nie wtrynia. Tak na marginesie, znacznie starszy Ignac zdołał na drabinę bezawaryjnie wleźć, zabić okno balkonowe gwoździami, nie waląc się młotkiem w palce i nie wybijając szyb, zleźć i odtransportować drabinę na miejsce, nie powodując strat w mieniu, więc chyba jednak nie był takim łamagą, na jakiego starannie usiłował wyglądać.


        > W kwestii czterech bab. No dobra, może przeszarżowałam z Natalią i P
        > atrycją ale gdzieś ( nie pamiętam gdzie ale chyba w "Kalamburce") jest uwag
        > a Felicji na temat syfu panującego w borejczej jaskini, mianowicie: Joasia m
        > a swoją zmiotkę i szufelkę i bardzo lubi pomagać mamusi w pracach domowych. K
        > toś może powiedzieć,że Joanna jest jedynaczką i takową łatwiej wdrożyć do ob
        > owiązków domowych. I tu się nie zgodzę, za to zgodzę sie z wcześniejszą uwagą
        > w kwestii obowiązków dostosowanych do wieku. Mycie wanny było li i jedynie me
        > taforyczne. No żesz motyla noga, miałam 10 lat kiedy do moich obowiązków nal
        > eżało: Przyprowadzenie młodszej siostry z przedszkola (tak, sławetne pokolenie
        > z kluczem na wątłej szyjce) najpierw do domu, gdzie należało ją odziać w ciu
        > ch "podwórkowy" nastęnie zaprowadzenie do babci ( dwa osiedla dalej) i wymarsz
        > do szkoły. Na drugą zmianę. Niekiedy nawet wskazanym było podanie siostrzyczc
        > e jakiegoś pożywienia i nikogo nie obchodziło,że to pożywienie należy o zgroz
        > o poddać obróbce termiczej. 10 lat, przypominam. Szkolenie BHP z zakresu uż
        > ytkowania kuchanki gazowej tak,żeby nie wysadzić bloku w powietrze odbyłam w
        > wielku lat bodajże 7. O zgrozo, cóż za patologia nieprawdaż? A i żeby była
        > pełna jasność: Szczotę do pucowania wanny trzymałam w miarę pewnie w łapie
        > mając lat 11. I moim psim obowiązkiem było po zakończonych ablucjach wiecz
        > ornych tąże wannę umyć po sobie. Po siostrze myła matula. Bądź ojczulek. Zmyw
        > ałam również naczynia, potrafiłam się posługiwać odkurzaczem oraz nożem do chl
        > eba.( i ta, mam wszystkie palce oraz nie mam żadnych widocznych blizn po rana
        > ch ciętych) I nie dlatego,że moi rodzice byli cholerną patolą któa mając dw
        > ie córy nie potrafiła się nimi zając. Moja matuś pracowała ( tadaaaaaam) W BI
        > BLIOTECE !!!!!! A ojczulek niekiedy jak wyszedł z domu tak go i tydzień potra
        > fiło nie być. Bo pracował w wojsku. Dlatego też co prawda jak najbardziej z
        > gadzam się z kwestią dostosowania obowiązków do wieku dziecięcia ale za Chiny
        > Ludowe i pół Ameryki tej opcji przedstawionej w "Borejczadzie" nie kupuję bo n
        > ie i koniec.

        Szczególnie, że jeśli Milicja sama gotowała, prała i sprzątała dla czwórki dzieci, oraz ogarniała dla nich większość aprowizacji, co wtedy oznaczało godziny stania w tasiemcowych kolejkach, to nie wiem skąd miałaby jeszcze brać czas na dzierganie swetrów dla spółdzielni i kalanie burka.

        > Na moje oko Milicja była taką wersją próbną Gabona. Biedna, n
        > ieszczęśliwa, uciśnięta. Wszystko musi robić. Ale za to z jakże dzielnym uśmiec
        > hem na ustach. Zamiast ( jak na przykład Celestyna Żak zwana Cielęciną ) za p
        > rzeproszeniem grzmotnąć ścierą o ziemię i odmówić posługi. Najwyżej by Jęgnac
        > owi ten - dendron spadł na łeb i może ( acz wątpię ) poprzestawiał odpowied
        > nio klepki. I wiecie co? Tak się zastanawiam, co ja kiedyś w tych książkach
        > widziałam na miłość Wielkiej Melitele?! Czym starsza jestem tym bardziej mni
        > e one przerażają...


        Ja bym postulowała złapanie dendrona za zielone i walniecie Ignac doniczką. A zasadniczo jestem łagodna i przemocy nie znoszę...
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Skutki czytania nie-w-kolejności 07.07.22, 13:04
          bupu napisała:
          >>Ja bym postulowała złapanie dendrona za zielone i walniecie Ignac doniczką. A zasadniczo jestem łagodna i przemocy nie znoszę...<<

          Ej, to świetny pomysł na fanfik! Ignac obrywa donicą ciut za mocno i traci przytomność. Po paru dniach śpiączki wybudza się i okazuje się, że stracił pamięć, a wraz z nią większość dotychczasowo wykształconych cech osobowości. I nagle robi się z niego normalny, kochający mąż i ojciec, który ochoczo szoruje wannę, pitrasi coś fajnego na obiad i aktywnie angażuje się w życie żony i córek. Mila w rozterce, czy próbować odzyskać dawnego Ignaca, czy zacząć od nowa z tym nowym, Gaba ma kogo zapytać jak to jest z tymi mężczyznami (jak czytać zamiary Pyziaka), a Nutria korzysta z okazji, że ojciec jej nie pamięta i przedstawia mu się jako syn. Co wy na to?

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka