Dodaj do ulubionych

Borejkowie po freudowsku

23.08.22, 21:57
"A mnie Laura często przypominała moje własne błędy i moje własne wady." powiedziała Milicja w McD. I wiecie co? Ma starucha rację. Pamiętacie z "Kalamburki" jak młoda Mila odmawia nazywania Gizeli mamą, bo "jest wierna prawdziwym rodzicom"? Po latach Laura drze koty z całą rodzinką, niejako też "będąc wierną" ojcu. Być może Mila, widząc to, doznaje deżawu.
Być może przy okazji zauważyła, że w przeciwieństwie do niej, Laura aktywnie wypytuje o rodzica, którego "zabrakło", a gdy nie dostaje odpowiedzi, bierze sprawy w swoje ręce. Czyli robi coś, na co Mila chyba nigdy się nie zdobyła (poprawcie mnie, jeśli się mylę?).

Idąc tanim półinteligenckim pseudofreudyzmem, może niechęć Milicji do wnuczki, bierze się stąd, że Larwa jest BARDZIEJ "wierna" utraconemu rodzicowi niż ona była swoim i przez to podświadomie czuje się od wnuczki gorsza?



(UWAGA!!! Proszę nie traktować tego wątku jako kopalni wiedzy o psychoanalizie lub nurcie psychodynamicznym! Nie zawiera żadnych definicji, ani założeń teoretycznych! Prezentowane tu spekulacje NIE SĄ przedstawione z fachowego punktu widzenia, a jedynie w formie luźnej zabawy w domysły!)
Obserwuj wątek
    • mroczny_chomik_zaglady Re: Borejkowie po freudowsku 24.08.22, 11:21
      Ja nie wiem, być może się powtarzam ale jużkiedyś chyba wspominałam o tym, że cała ta "rodzina" jest tak dysfunkcyjna że serio bardziej się chyba już nie da. Na moje niwprawne oko Milicja nie bardzo wypytywałą Gizelę o swoich rodziców prawdopodobnie dlatego,że Gizela tworzyła podświadomie barierę między sobą Milicją. Coś tam było chyba,że Makowskich brakło ona zajęła się dzieckiem zgłosiła że takowe posiada idostała kartki czy co tam było w owym czasie i próbowała wychować. Fakt pozostaje faktem: Rodzic w pełni świadomy posiadania dziecięcia popełnia błędy wychowawcze a co mówić o osobie która po prostu zajęła się cudzym dzieckiem? Jakby nie patrzył Gizela jako matka nie swojego dziecka... No cóż. Ponadto co ona mogła wiedzieć o rodzicach Mili? Ano, ona w zaawansowanej ciąży będący miałą fantazję napalić jej w piecu, on przywiózł swojej małżonce worek węgla. Zuzanna Makowska sadziła groszki pod oknem. Szlus. Amen. A błędy które popełniła Milicja młodą podfruwajką będący kontra błędy popełniane przez Laurę... No Laurra jest pomiotem tego podłęgo wrednego wstrętnego Pyziaka przecież, jakim prawem chce cokolwiek wiedzieć na temat swego ojca któren tak podle porzucił TĄ CUDOWNĄ GABRYELLĘ? Wady Laury? Ja widzę jedną ale solidną ( choć nie z jej winy) otóż URODZIŁA SIĘ !!!!! I z miejsca niejako zostałą zakwalifikowana jako nie wiem, osobnik pośledniej kategorii? To nie galaretowata ameba Pyzunia któą stawia się w kąciku do momenty kiedy trzeba polecieć po mleko pełnotłuste tudzież coś tam. Laurze zawsze kibicowałąm i jestem wściekłą na MM za stworzenie syrenkosarenki. Tak się nie robi. Nie wymagam, aby Laura wpadła w złe towarzystwo czy tam coś ale na Bobra!!!! Dziewczyna była twarda, konsekwentna w swoich działaniach i wiedziała czego chce. A mianowicie wyjaśnienia. Wiadomości o swoim ojcu. Milicja no cóż. Jej ojciec zginął na samym początku wojny matka prawdopodobnie w obozie ( była mowa o łapance czy tylko mi się wydaje? ) zatem z przyczyn technicznych nie miała możliwości wnikać i szukać informacji o swoim ojcu czy matce. No i jak wspomniałam dystans. Gizela nie miała zielonego pojęcia JAK wychować dziecko zwłaszcza nie swoje. Można by rzec, że robiła to na przysłowiowego czuja i mamy co mamy. Zimnego sarkastycznego babsztyla, w obecności którego wskazanym jest nie okazywać uczuć "bo to nieznośne". Ręce opadają serio. A kiedyś tak lubiłam Borejków ehhh....
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Borejkowie po freudowsku 24.08.22, 14:27
        >(...) No i jak wspomniałam dystans. Gizela nie
        >miała zielonego pojęcia JAK wychować
        >dziecko zwłaszcza nie swoje. Można by rzec,
        >że robiła to na przysłowiowego czuja i mamy
        >co mamy. Zimnego sarkastycznego babsztyla,
        >w obecności którego wskazanym jest nie
        >okazywać uczuć "bo to nieznośne". Ręce
        >opadają serio. A kiedyś tak lubiłam Borejków
        >ehhh....<

        Który to babsztyl, o dziwo, kiedyś potrafił okazać własnym córkom trochę czułości. Niemiło zrobiło się dopiero jakiś czas po pojawieniu się drugiej wnuczki. Z dużym naciskiem na "jakiś czas", bo jeszcze w BBB widzimy Borejków jako poboczne postacie i nie wgłębiamy się zanadto w ich życie prywatne. Ale już w "Noelce" są głównymi bohaterami (przynajmniej częściowo) i tam widzimy, jak Mila sama się łapie na niechęci do Tygrysa. Jeszcze wtedy jest jej z tego powodu głupio, ale potem, przez kolejne lata, hamulce w tej kwestii coraz bardziej jej wysiadają.
        I już nie ma problemu z mówieniem, że zawsze jej przeszkadzało podobieństwo Laury do "tego łobuza", czy strofowaniem jej, że "ta rozmowa jest niestosowna" (odezwała się ta, co zawsze mówi stosownie do sytuacji).
        • mroczny_chomik_zaglady Re: Borejkowie po freudowsku 24.08.22, 16:38
          O gto to włąśnie. Gdzie Milicja mówiąca "Jedną mam tylko Idusię?" Gdzie Milicja produkująca przemysłem własnym plagiat w stylu Scarlet O`Hara dla Gabona wychodzącego na imprezę w dobie braku wszystkiego w tym odzieży wytwornej? Rozumiem oczywiście,że dziecko któremu nie okazywano uczuć myśli że tak trzeba i ma kłopoty z werbalizacją. A Milicja jak wiemy kłopot ma. Gizela może i na swój sposób ją kochała, kto mówi,że nie ale z tego co czytałam była powiedzmy,że zimna. Może ja się nie znam ale wydaje mi się,że rodzic co prawda wymaga czegoś od potomka ale też przytula, słucha co dziecię ma do powiedzenia choćby była to największa bzdura na świecie i jakoś nie wiem ale stara się wspierać? Było tam gdzieś w "Kalamburce" chyba rozmowa Mili z Gizelą bodajże przed ślubem? Gdzie Gizela mowi coś w rodzaju,że nigdy niczego do Mili nie chciała na co ta jej odparowuje "za to często coś mi kazałaś " czy jakoś tak. I niech mnie ktoś poprawi ale dla mnie było to bezczelne? Moi rodzice mieli w stosunku do mnie pewne wymagania. Często czegoś wymagali tudzież nakazywali uważam, że jest to rzecz absolutnie normalna do ciężkiej deutery. Normalne stosunki na linii rodzic-dziecko. Serio przestaję ogarniać to co się w "Borejczadzie" dzieje. Swirus na świrusie i pogania psycholem w przerwach mieszając sałatę. Dzieci? Jeden miągwa do bólu, galareta biegająca po mleko, Syrenkosarenka na początku stwarzająca nadzieję,że może coś z niej będzie w sensie wyrazistej postaci kobiecej, przemocowiec, tłusta zaryczana upośledzona, dziwadło w balerinkach i rajstopkach oraz dwoje wyraźnie opóźnionych wypuszczonych z klatki i dostających małpy na widok drobiu. A, no i jeszcze dzieciak z niedojrzałym systemem trawiennym ( no, chyba,że ro refluks?) Jakieś coś czort wie co podobno córa Galarety i Psychola z wysokim czółkiem, młodociane chamidło któremu nikt nie pokazał co się robi z gumą do żucia... Serio, gdyby ktoś się chciał doktoryzować na tej rodzinie miałby doskonały obiekt do badań pod względem ilości chorób i zaburzeń.


          A może po prostu za blisko się ze sobą krzyżują? Niby śluby z obcymi osobami ( tak jakby... ) ale czy ja wiem? Coś mi tu NAPRAWDĘ brzydko pachnie... I tej Jęgnacy nestor rodu z tomu na tom coraz bardziej zdemenciały....

          Tak wiem,że rodzina całkowicie fikcyjna. To znaczy, mam nadzieję że autorka nie czerpałą garściami z najbliższego otoczenia...
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Borejkowie po freudowsku 27.08.22, 18:50
      Często powraca na forum temat statusu Kalarepy jako sprzętu AGD, przez co naszło mnie na kolejną teorię:

      Rozkminić całokształtu jego relacji z otoczeniem nie potrafię, ale sądzę, że da się łatwo wyjaśnić skąd taka, a nie inna pozycja Grzesia się wzięła w jego relacji z teściem. Czemu Ignac nie szanuje Grzegorza? Abstrahując, że Ignac chyba nikogo nie szanuje, pozwolę sobie spekulować, że odbieranie Grzesiowi prawa do ojcostwa i wyżywanie się na jego zmywarce wynika stąd, iż Kalarepa jest w oczach Ignaca uzurpatorem, który próbuje zająć miejsce jego ulubionego zięcia… Juliusza!

      Zauważcie, że z żadnym z partnerów córek Ignacjo nie ma tak bliskiej relacji jaką miał z Pyziakiem. Janusz ledwo został chłopakiem Gaby (bo nawet nie mężem), a Ignac już go ciągał na ryby i spędzali tam ze sobą więcej czasu, niż ze swoimi partnerkami (IS). Ponadto, Pyziak wykazywał zainteresowanie rzeczami, o których ględził Ignacy i był w stanie z nim o tym dyskutować (KK). Śmiem wręcz podejrzewać, że Pyza Juliusz stał się dla dziada Boreja substytutem syna, którego ten nigdy nie miał.

      A potem Ignac został przez tego syna marnotrawnego porzucony, a jedyne co Gabrysia mogła mu zaproponować w ramach rekompensaty to Mr Cellophane.
      Zemsssta…
    • mroczny_chomik_zaglady Re: Borejkowie po freudowsku 29.08.22, 12:29
      Kwestia relacji Jęgnaca z otoczeniem... No ja to widzę w ten sposób, że po prostu, on JEST. I nawet nie w charakterze ozdobnym tylko raczej na zasadzie zła koniecznego. Mianowicie: Snuje się gdzieś Jęgnac po salonach a to nosząc czarnoziem w szufelce a to wygłąszająć jakieś brednie które nikogo nie interesują przesadnie ewentualnie ( ale to już ekstremum) spadając z drabiny w trakcie wieszania firanek. Ot takie sobie coś. Szacunek do kogokolwiek? No kurde jakoś go nie widzę, serio. Począwszy od sceny w "kwiecie" gdzie Gabryella Boleściwa zarzuca mu jakoby nikt nie zauważył że Milicja się czuje tak jakby niezbyt dobrze na co ten **** zdemenciały stwierdza, że chorowałą bo jadła zupki mleczne i piłą siemię lniane twierdząc jakoby się odchudzała. Po latach ta scena strasznie mnie gryzie bo do cholery, może i moi rodzice nie mieli ze sobą najlepszych stosunkó w pewnym momencie ale serio? Nie zauważyć,że małżonka odwala jakieś dziwne sztuki? Nie zapytać nawet? No aaaaale herbatka i jedzonko jak najbardziej. Siedzi menda przy stole patrzy żonie na ręce jak kanapki robi i co? I łajenko że tak powiem. Chęć posiadania syna... No teoretycznie ma to sens ( vide Nutria chcąca być chłopcem i Gabon z uporem udający,że nie jest kobietą ) ale w sumie to tak myśłę,że to chyba dobrze,że Jęgnac syna nie miał. Patrząc po tym co wyczyniał ze wsoim wnukiem i imiennikiem? Mały kabel i szpieg, dziadzio mu lekturę podrzuca absolutnie nieodpowiednią dla dzieciaka w jego wieku... I co mamy? Miągwę i dziwadło z fobiami żywieniowymi. No po prostu bosko. Dziadzio idealny. zmywarka zaś... No cóż, Marek Aureliusz i jego ( ha ha ) ideały. A gdzież to ach gdzież te ideały kiedy seniorom sprezentowano łóża na pilota? A gdzie "łoże proste okryte skórą" ja się pytam? Paradoks i niekonsekwencja na każdym kroku a im dalej w las tym że tak frywolnie zauważę - więcej butelek. Odmawianie Człowiekowi z Celofanu ojcostwa... Kurde ja naprawdę STRASZNIE przepraszam za moją wizję ale... Paskudnie mi się kojarzy,doprawdy, paskudnie. No bo: Laurra... No wypisz wymaluj CKNUK tak? Pyza? Przygłupia bezwolna mameja tak? Sprzęt AGD postawiony w kątku i TOLEROWANY tak? Jęgnac Młodszy? Mameja i na moje oko upośledzony lekutko. A było kiedyś coś takiego jak prawo pierwszej nocy... I tak, mam świadomość,że moja wizja jest naprawdę obrzydliwa... Bobrze mój w Żeremiu, ja chyba też powinnam się iść leczyć bo "Borejczada" zryła mi psyche ito straszliwie...
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Borejkowie po freudowsku 29.08.22, 13:27
        Nie dam rady wszystkiego zacytować, bo mi nie przepuści, więc opiszę do czego się odnoszę:

        W kwestii troski Jęgnaca o żonę: Mila w CZ sama przyznaje, że właściwie się nie znają (co nie przeszkadza jej mieć pretensji, że nie domyślił się, że ona jest Kalamburkiem, no jak on mógł, a przecież specjalnie się z tym ukrywała!). Jak wygląda komunikacja tych dwojga widzimy na przestrzeni tomów, widzieliśmy (cytat-autor-cytat-autor), w tej sytuacji takie akcje jak ta z żołądkiem niestety nie dziwią.

        Skoro już mowa o Nutrii: Z tego udawania chłopca od razu wykluwa się teoria tłumacząca dlaczego Natalia wciska kit, że zawsze się Janusza bała, choć w rzeczywistości uwielbiała go jako dziecko. Próbowała być dla Ignacego tym upragnionym synem (i w efekcie otrzymać więcej uwagi i miłości). No to wyobraźmy sobie teraz, że jesteśmy małą Natką, która uświadamia sobie, że jej własny szwagier, który tak chętnie się z nią bawił w pociąg, nagle zajął jej miejsce. I to na niego Ignac przelewa tę ojcowską czułość, przeznaczoną dla nienarodzonego syna, a Nutria może się wypchać ze swoim rodzajem męskim.

        W kwestii Ignasia: zgadzam się, bardzo dobrze, że Ignacjusz Starszy nie ma syna, bo mógł zrobić z nim to, co z wnukiem. A może to dlatego Gajusz Juliusz Pyzar uciekł? Bo Ignac próbował go rzeźbić na swoje podobieństwo, tak jak później Ignasia, by zrobić z niego godnego następce głowy rodu?
      • bupu Re: Borejkowie po freudowsku 29.08.22, 13:57
        To ja sobie pozwolę wyrazić protesta. A nawet dwa.


        mroczny_chomik_zaglady napisała:


        > Gabon z uporem udający, że nie jest kobietą

        Bo się nie maluje, nie stroi w kiecki, tak? Gaba jest kobietą i czuje się kobietą, nigdy nie twierdziła niczego innego. I to, że preferuje odzież wygodną, zamiast stereotypowo kobiecej, a makijażu nie lubi niczego tu nie zmienia. Nie ma przepisu, że kobieta musi w obcasy, sukienki i kosmetyki, bo od niedoboru jej zaraz zawartość kobiety w kobiecie spadnie. Serio.



        > Patrząc po tym co wyczyniał ze wsoim wnukiem i imiennik
        > iem? Mały kabel i szpieg, dziadzio mu lekturę podrzuca absolutnie nieodpowie
        > dnią dla dzieciaka w jego wieku... I co mamy? Miągwę i dziwadło z fobiami żyw
        > ieniowymi.

        Tum się za głowę już złapała, pukle me jedwabiste rwąc z niej w desperacji. Serio myślisz, że fobie żywieniowe Ignasia to wynik wychowania? I poważnie określasz człowieka z wybiórczością pokarmową mianem dziwadła? Bo nie żre tego, co wszyscy, to go weźmy napiętnujmy taką miłą metką? Przepraszam, ale jako autystkę, która całe życie się użera zarówno z własną wybiórczością pokarmową, jak i z licznymi osobami przylepiającymi mi nader ochoczo metkę dziwadła, wkurza mnie to do białości. A IGS (kablowanie wykluczając) jest wręcz modelowym przykładem osoby na spektrum, w dodatku osoby, której rodzina odmawia nie tylko pomocy fachowców (bo lęki, będące chlebem powszednim u autystyków, nadwrażliwość sensoryczna, wybiórczość pokarmowa i problemy w życiu społecznym takiej pomocy wymagają), ale również rzeczy tak podstawowych jak akceptacja i zrozumienie. Zamiast tego wolą fundować dzieciakowi problemy z samooceną i PTSD po długotrwałym znęcaniu się przez kuzyna.

        I tak, Gabriela, która komunikuje dzieciakowi, nie radzącemu sobie na bardzo wielu polach " wychowuj się sam, a mnie d*py nie zawracaj", budzi we mnie żywiołowy wstręt, podobnie jak Sałaciarz, który nigdy w życiu nie kiwnął paluchem by własnemu dziecku pomóc. Oraz Milicja, gardząca własnym wnukiem i nieustająco porównująca go do Złotego Dziecięcia Józefa, ideału niedościgłego, też budzi wstręt aż do mdłości. O dziaduniu, zaabsorbowanym, jak zwykle, wyłącznie sobą i używającym wnuka w obrzydliwy sposób do własnych celów już nie wspomnę.
    • mroczny_chomik_zaglady Re: Borejkowie po freudowsku 29.08.22, 19:04
      Auuuu bupu ja się kajam w tym momencie waląc mym czołem wysokim o biureczko z ajkei i najmocniej przepraszam jeśli zostałam żle zrozumiana. A to wszystko przez to,że za dużo mam dziś na głowie, w sensie że sobie dołożyłam roboty ( i czuję się jak ta Pulpecja -stachanowiec... ) I spieszę dokładnie wyjaśnić o co mi chodziło a mianowicie: Pisząc,że Gabon z uporem maniaka udadje,iż nie jest kobietą w żadnym razie nie myślałam że to z racji nie używania kosmetyków tudzież odzieży damskiej potocznie zwanej kiecką ( jakby nie patrzył suknia z franki plus późniejsze kolory ziemi ) raczej chodziło mi o zachowanie. Coś tam było o zamaszystej blondynce o ile dobrze pamiętam pondato nie wiem kurczę ciężko mi to wyjaśnić ale takie mam wewnętrzne przekonanie,że Gabon udaje kogoś kim nie jest po prostu. Ja też damskich łachów nie używam, z makijażu owszem, używam niekiedy palety koloró z Helikona ale to głównie w czasie terenowcyh
      gier i zabaw, maniakalnie odziewam me ciało boskie w moro i jego pochodne a moja paleta kolorów ( i zdolność ich rozróżniania ) zaczyna się i kończy na kolorach maskowania. Mam syna, ze spektrum. I kurczę, nie wiem, albo ja jakaś dziwna jestem albo co ale: Fobii żywieniowych mój syn nie posiada, po prostu są potrawy które jada chętniej i są takie które jada acz bez przyjemności. Jest nadwrażliwy na bodźce. Podobnie jak ja nie trawi odzieży któa go uciska. Osobiście przez x lat szukałam pościeli w której byłabym w stanie przespać całą noc bez budzenia się, bo mnie zwyczajnie bolało. Tak tylko myśłę,że do ciężkiej deutery- ja z moim dzieckiem rozmawiałam i rozmawiam nadal. Tłumaczyłam mu świat. Reagowałąm na krzywdę i ewentualne odstępstwa od tzw"normy". Mówiąc o dziwadle miałam na myśli raczej stanowczo przesadzone histeryczne zachowania Jęgnaca Juniora. Ale z drugiej strony fakt, skoro właśni rodzice mają go serdecznie w de i ewidentnie nie tłumaczą otaczającego świata ( vide sytuacja ze słąwetnym szerszeniem... Obrzydliwa skądinąd) to co w tym dziwnego, że nieszczęsne dziecko znalazło sobie obiekt do nasladowania? A jak widzimy obiekt ten jest no cóż. Jest Jęgnacym Borejko. I serio, mnie to nie patrzy na spektrum tylko raczej na typowy imprinting plus oczywiście zaniedbanie psychologiczne no i PTSD dzięki kochanemu idealnemu kuzynkowi tu jak raz najmniejszych wątplwości nie mam.

      Nie wiem czy dokładnie wyjaśniłam o co mi u licha chodziło ale to ciężko jest przelać na klawiaturę to wszystko co w człowieku buzuje jak czyta te... pani MM. Przez grzeczność i dobre wychowanie nie napiszę CO. Z jednej strony żal dzieciaka ( mimo,że absolutnie fikcyjnego ) z drugiej potężna i wszechogarniająca chęć oklepania mu tylka. A raczej może nie jemu bo co dziecko winne. Raczej mam ochotę przyłożyć wektor do twarzy i siłę do okolic żołądka wszystkim osobom z "Borejczady" jak leci. Aczkolwiek jeśli mam być całkowicie szczerą tak pięknego studium wszelkiego typu zaburzeń na różnym tle nie znajdzie się chyba nawet w podręcznikach psychologii...
    • haszyszymora Re: Borejkowie po freudowsku 30.08.22, 13:50
      Jestem pewna, że mizoginia Józwy wynika z lęku przed przemocową, walącą po samoocenie matką - przebojową, aktywną erotycznie i atrakcyjną w stereotypowo kobiecy sposób.
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Borejkowie po freudowsku 30.08.22, 14:46
        Dobre! I Józkiniowiec może się w związku z powyższym przesadnie identyfikować z samczą mięskością w formie opozycji wobec Idy. I pewnie trochę dlatego, że brakuje mu zapracowanego i zaspanego ojca (jak jest, to mają fajną relację, ale przeważnie go nie ma, aż dziw, że nie jest marynarzem).
    • srebrny_lisek Re: Borejkowie po freudowsku 22.09.22, 15:07
      Ja proponuję posunąć się nieco dalej, pójść w stronę Recall healing (nienaukowe to to takie, ale, kurcze, daje sporo frajdy, a nawet freudy). RH koncentruje się ściśle na transferowaniu i odzwierciedlaniu wszelkiego rodzaju konfliktów i ról w obrębie rodziny i nie tylko. Freud to przy tym jedynie mały zboczuszek, który grzebał tu i ówdzie siedząc 20 lat za biurkiem. ;)
      Innymi słowy, Larła mogła wziąć na siebie konflikt Mili, która została oddzielona od rodziców i trafiła pod opiekę kogoś, kto ją kochał, ale nie zaakceptował jej w roli swojego dziecka. Mogła też wziąć na siebie konflikt nieobecnego ojca -żywiciela rodziny - Ignac był nieobecny mentalnie, co uchodziło mu płazem, a następny w kolejce Janusz faktycznie się ulotnił i poniekąd "zasłużył" na żal klanu, który powinien się dostać również Ignacowi Rozlazjuszowi. Potem przybył Grzegorz, godząc się na bycie męskim członkiem rodziny w stanie ignacowego półistnienia. Tajemnicą Poliszynela jest to, że Nutria silnie emitowała fale niebinarne albo transpłciowe, ale mniej więcej wraz z nadejściem Grzegorza i Indeksu Glikemicznego Stryby wcisnęła się w rolę ryżego źrebięcia, a jej wytrwałość w byciu chłopcem wytłumaczono dziecięcym altruizmem. Ot kolejny chłoptaś wepchnięty do szafy. ;) Laura jako jedyna zaczęła wyrażać swój żal i gniew z tym związany, jakby chciała potrząsnąć rodziną, "Gdzie te chłopy, gdzie?", co naturalnie przenosiło się na jej tęsknotę za własnym osobistym ojcem, Januszem Hansem Klopsem Pyziakiem.
      Józin to z kolei Homo erectus wypchnięty "za granice" domu Borejków właściwych. Wpadając z wizytą atakował fizycznie Ignasia, a Grzegorza męczył i peszył samą swoją milczącą obecnością. Kto jednak był tym pierwszym maczo w rodzie, którego wypędzono albo oddzielono od rodziny?

      Chcę dodatkowo uściślić, że tu nie chodzi o bycie niekonwencjonalnym i nienormatywnym. Gaba na przykład wydaje się być świetnie zintegrowana jako niemotyl (motylem okrzyknięto Ignasia i wszystko byłoby dobrze, gdyby Juzkiniowiec nie chciał go rozgnieść maczugą). Chodzi dosłownie o to, że większość osób z męską końcówką w rodzie jest po prostu tłamszona, gaszona, nieobecna i tylko w ten sposób jest w stanie się w rzeczonym rodzie utrzymać.
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Borejkowie po freudowsku 22.09.22, 16:25
        >Innymi słowy, Larła mogła wziąć na siebie
        >konflikt Mili, która została oddzielona od
        >rodziców i trafiła pod opiekę kogoś, kto ją
        >kochał, ale nie zaakceptował jej w roli swojego
        >dziecka

        Ale Gizela chciała, żeby jej podopieczna traktowała ją jak matkę, to Milka się od tego uchylała. Chyba, że masz na myśli gizelowe nieokazywanie czułości, to faktycznie młoda Mila mogła odebrać jako oznakę tego braku akceptacji (albo nawet, idąc po bandzie, takie odegranie się za jej odmowę mówienia "mamo")

        >Chcę dodatkowo uściślić, że tu nie chodzi o
        >bycie niekonwencjonalnym i nienormatywnym.
        >Gaba na przykład wydaje się być świetnie
        >zintegrowana jako niemotyl (motylem
        >okrzyknięto Ignasia i wszystko byłoby dobrze,
        >gdyby Juzkiniowiec nie chciał go rozgnieść
        >maczugą). Chodzi dosłownie o to, że
        >większość osób z męską końcówką w rodzie
        >jest po prostu tłamszona, gaszona, nieobecna
        >i tylko w ten sposób jest w stanie się w
        >rzeczonym rodzie utrzymać.

        Fakt, jedynym wyjątkiem jest tu Józkiniowiec Machuga. Ale z drugiej strony on też jest na swój sposób uległy, swoją samczością bynajmniej nie buntuje się przeciwko rodzinie, wręcz przeciwnie, we wszystkim jej przyklaskuje, żeby nie powiedzieć, że łyka przekonania krewnych jak pelikan (ciocia Gaba miała ciężkie życie, nie było mnie przy tym i nie do końca rozumiem dlaczego, ale to kupuję).

        BTW, Hans Klops i Indeks Glikemiczny mnie rozwalili😂
        • srebrny_lisek Re: Borejkowie po freudowsku 25.09.22, 23:05
          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

          > >Innymi słowy, Larła mogła wziąć na siebie
          > >konflikt Mili, która została oddzielona od
          > >rodziców i trafiła pod opiekę kogoś, kto ją
          > >kochał, ale nie zaakceptował jej w roli swojego
          > >dziecka
          >
          > Ale Gizela chciała, żeby jej podopieczna traktowała ją jak matkę, to Milka się
          > od tego uchylała. Chyba, że masz na myśli gizelowe nieokazywanie czułości, to f
          > aktycznie młoda Mila mogła odebrać jako oznakę tego braku akceptacji (albo nawe
          > t, idąc po bandzie, takie odegranie się za jej odmowę mówienia "mamo")

          Ja jednak odniosłam wrażenie - co prawda intuicyjne - że nie było tu stuprocentowej akceptacji Mili jako dziecka. W tym macierzyńskim sensie. Gizela była jej opiekunką, może trochę jak surowa ale kochająca babka, ciotka albo duuużo starsza, nad wiek dojrzała siostra? Mogła to proponować, ale może na zasadzie, że "wypada", skoro już jest jej prawną opiekunką. Gizela nigdy Mili nawet nie powiedziała, że ją kocha, nie było żadnych "nonsensownych" czułości i była dla Mili trochę taką Marylą. ;) Chyba dlatego Mila rzuciła się w ramiona Ignaca, bo jej wyznał to i owo przy fotoplastykonie.

          > BTW, Hans Klops i Indeks Glikemiczny mnie rozwalili😂

          :D :D :D Przyznam, że z Hansa Klopsa jestem dumna.
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Borejkowie po freudowsku 25.09.22, 23:16
            srebrny_lisek napisała:
            >tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
            > BTW, Hans Klops i Indeks Glikemiczny mnie rozwalili😂

            >:D :D :D Przyznam, że z Hansa Klopsa
            >jestem dumna.

            Dlatego pozwoliłam sobie go wykorzystać w fanfiku (wątek "Gaba CKNUK", zapraszam do lektury, gdyż albowiem też jestem dumna!)

            A twój Indeks Glikemiczny Stryba to kolejna cegiełka do teorii, że Ignaś nie jest synem Grzesia - z samej sałaty wyszedłby bardzo niski indeks glikemiczny, a IGS jest opisywany jako wysoki. Gabuchna jak nic po cichu rąbała gorrrące pyzy i klopsy
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Borejkowie po freudowsku 22.09.22, 17:06
        > (...) Mogła też wziąć na siebie konflikt
        >nieobecnego ojca -żywiciela rodziny - Ignac był
        >nieobecny mentalnie, co uchodziło mu płazem,
        >a następny w kolejce Janusz faktycznie się
        >ulotnił i poniekąd "zasłużył" na żal klanu, który
        >powinien się dostać również Ignacowi
        >Rozlazjuszowi. Potem przybył Grzegorz,
        >godząc się na bycie męskim członkiem
        >rodziny w stanie ignacowego półistnienia.

        Właśnie mi przyszło do głowy, że może "wrogiem klanu" staje się ten, kto wyraża jakąś jasną, bezpośrednią deklarację przeciw niemu. Kochany Juliusz, co z teściem ochoczo na ryby chodził, porzuca i odcina się, Larwiszon się buntuje i solidaryzuje z uciekinierem - pokazują wprost, że im się rodzinka nie podoba. Tymczasem inne osoby robiące nielepsze rzeczy (czynnie zaniedbujące dzieci Gabogrzechy, mały kibol Józwa) nie są za nie ganione, bo nie wyrażają otwartego sprzeciwu wobec klanu. Są lojalni, a lojalność (w negatywnym sensie) w rodzinach dysfunkcyjnych to najwyższa wartość.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka