Dodaj do ulubionych

Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku…

21.09.22, 16:49
… i mieliście rację, bardzo fajna książka! A oto garść refleksji i refluksji:

1. Rodzina Jedwabińskich jest super. Już w OwR mi się podobali, a DP mi przypomniało dlaczego - bo są tacy… normalni. Wiem, że to nie najwłaściwsze określenie, ale to pierwsze słowo, które przychodzi mi do głowy, zwłaszcza porównując ich opis z opisem pozostałych rodzin w Jeżycjadzie. Nie dlatego, że są realistyczni (a są i to cenię, choć lubię cukierkowe klimaty), ale dlatego, że nie są jednowymiarowi. Nikt tam nie jest jednoznacznie dobry lub zły, każdy ma wady i zalety, każdy ma historię która go ukształtowała.

2. Dość mało komentarza odautorskiego. To chyba dlatego tę książkę tak fajnie się czyta. To dlatego Jedwabińscy wyszli tak wielowymiarowi. Autorka oddaje głos bohaterom i możemy sami oceniać postępowanie postaci, na podstawie ich czynów, zamiast dostawać odgórną gotową interpretację z ust narratora wszechwiedzącego lub (jak też się MM zdarzało) innych postaci. I tak przemyślenia pana Jankowiaka są tu tylko przemyśleniami pana Jankowiaka, nie prawdą objawioną. Nie narzucając aż tak bardzo własnej oceny postaci (poza Najwyższą Gabinią i jej cementem, oczywiście😒), MM pokazała szacunek do czytelnika. Szkoda, że to już nieaktualne…

3. … choć i w DP trafił się jeden zgrzyt w tej sferze - Monika. To już nie łaska poświęcić tej jednej strony, żeby jakoś uzasadnić dlaczego jest nielubiana przez większość postaci?
Obserwuj wątek
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 21.09.22, 16:50
      4. Całe forum bluzga na irytujący egocentryzm Kozia. Czytając o nim czułam jednak nie tyle irytację, co… politowanie. W moich oczach Konrad to jeden z tych nastolatków, którym wydaje się, że jak mają wiedzę na niszowe tematy/oryginalne hobby, to są z automatu dojrzalsi niż rówieśnicy. Tymczasem rzeczywistość jest wręcz odwrotna, nastoletni Kozio wydaje mi się bardzo infantylny, emocjonalnie i społecznie.

      5. Zaciekawiło mnie rozwiązanie kwestii Józefiny - dowiadujemy się, że pozostała w USA i wyszła tam za mąż. Czyli technicznie zrobiła to samo, co jej mąż wcześniej. Bardzo ciekawe rozwiązanie i fabularne i psychologiczne, w pewnym sensie schemat "skrzywdzono mnie, to teraz ja skrzywdzę" (nieświadomie!). Chciałabym zobaczyć więcej takich przypadków "ironii losu" w Jeżycjadzie, a może pojawiły się jeszcze jakieś, tylko nie zauważyłam?
      • bupu Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 21.09.22, 17:25
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        > 4. Całe forum bluzga na irytujący egocentryzm Kozia. Czytając o nim czułam jedn
        > ak nie tyle irytację, co… politowanie. W moich oczach Konrad to jeden z tych na
        > stolatków, którym wydaje się, że jak mają wiedzę na niszowe tematy/oryginalne h
        > obby, to są z automatu dojrzalsi niż rówieśnicy. Tymczasem rzeczywistość jest w
        > ręcz odwrotna, nastoletni Kozio wydaje mi się bardzo infantylny, emocjonalnie i
        > społecznie.

        Kondradek w DP to jest ten niesłychanie irytujący typ egzaltowanego nastolatka, któremu się wydaje, że jest tak bardzo dojrzały, tak bardzo inteligentny i tak bardzo ponad innych, podczas gdy tak naprawdę jest tylko nastroszonym małolatem.
      • ciotka.scholastyka Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 04.10.22, 12:02
        > rozwiązanie kwestii Józefiny - dowiadujemy się, że pozostała w USA i wyszła tam za mąż

        Tak tylko dodam gwoli ścisłości, że wróciła z tych Usiech i najwyraźniej potem wyjechała ponownie i została - bo w Noelkową wigilię ktoś ją dokądś zabiera eleganckim samochodem.
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 04.10.22, 13:43
          ciotka.scholastyka napisała:
          >Tak tylko dodam gwoli ścisłości, że wróciła
          >z tych Usiech i najwyraźniej potem
          >wyjechała ponownie i została - bo w
          >Noelkową wigilię ktoś ją dokądś zabiera
          >eleganckim samochodem.

          Przecież "Noelka" jest przed "Dzieckiem Piątku". To raczej najpierw był elegancky samochód, a potem Uściechy
          • bupu Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 04.10.22, 13:50
            tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

            > ciotka.scholastyka napisała:
            > >Tak tylko dodam gwoli ścisłości, że wróciła
            > >z tych Usiech i najwyraźniej potem
            > >wyjechała ponownie i została - bo w
            > >Noelkową wigilię ktoś ją dokądś zabiera
            > >eleganckim samochodem.
            >
            > Przecież "Noelka" jest przed "Dzieckiem Piątku". To raczej najpierw był eleganc
            > ky samochód, a potem Uściechy

            Józefina pierwszy raz wyjechała do Usiech w BBB, rok 1988. Potem musiała jednak wrócić, skoro w Noelce bujała po Poznaniu, spowita w futra i limuzyny, a potem wyjechać, skoro Kondradek w DP pozował na porzucone dziecię.
            • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 04.10.22, 13:59
              bupu napisała:
              >Józefina pierwszy raz wyjechała do
              >Usiech w BBB, rok 1988. Potem
              >musiała jednak wrócić, skoro w
              >Noelce bujała po Poznaniu, spowita
              >w futra i limuzyny, a potem
              >wyjechać, skoro Kondradek w DP
              >pozował na porzucone dziecię.

              A, no tak, jej pierwszy wyjazd był przecież w tym samym kierunku co wyjazd porzucawczy
          • ciotka.scholastyka Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 05.10.22, 09:45
            tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

            > Przecież "Noelka" jest przed "Dzieckiem Piątku". To raczej najpierw był eleganc
            > ky samochód, a potem Uściechy

            No toteż mówię. Pierwszy raz o wyjeździe Józefiny jest mowa w Brulionie. Po tamtym pobycie wróciła, a potem najwidoczniej pojechała drugi raz i wtedy została. Chyba że MM tradycyjnie zapomniała, że w Noelce Józefina miga na Krasińskiego i dlatego napisała, że "została w Stanach".
      • julian_arden Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 14.10.22, 21:45
        Konrad jest nieszczęśliwy. Jestem wyczulony na ten rodzaj defektu.
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 21.09.22, 16:50
      6. Gaba i nadopiekuńczość. Już pomijając mój szyderczy śmiech nad prawdopodobieństwem wystąpienia tych dwóch pojęć w jednym zdaniu…
      Czytam, czytam i kataloguję w jakich okolicznościach Gabrycha zarzuca sobie nadopiekuńczość i się za nią sztorcuje. I wyszło mi, że robi to przy reakcjach, które dla mnie wyglądają jak normalna troska o dziecko. A ona czuje się winna/zła na siebie, że tak reaguje! Zastanawia mnie dlaczego tak wzbrania się przed odczuwaniem tej troski i jest przekonana, że to nadopiekuńczość, której należy się wyzbyć. Jak sądzicie, skąd to się u niej wzięło? Czy to może być powód, dla którego z każdym tomem coraz bardziej zaniedbywała swoje dzieci?
      • ciotka.scholastyka Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 04.10.22, 12:07
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        > 6.
        > Czytam, czytam i kataloguję w jakich okolicznościach Gabrycha zarzuca sobie nad
        > opiekuńczość i się za nią sztorcuje. I wyszło mi, że robi to przy reakcjach, kt
        > óre dla mnie wyglądają jak normalna troska o dziecko.

        To nie dotyczy tylko dzieci. Chyba na ślubie Idy Gaba już się zrywała, żeby lecieć i jakiś tam problem rozwiązywać, i Pulpa ją usadziła, żeby może pozwoliła wykazać się Mareczkowi. Jakoś tak.
        • bupu Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 04.10.22, 12:15
          ciotka.scholastyka napisała:

          > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
          >
          > > 6.
          > > Czytam, czytam i kataloguję w jakich okolicznościach Gabrycha zarzuca sob
          > ie nad
          > > opiekuńczość i się za nią sztorcuje. I wyszło mi, że robi to przy reakcja
          > ch, kt
          > > óre dla mnie wyglądają jak normalna troska o dziecko.
          >
          > To nie dotyczy tylko dzieci. Chyba na ślubie Idy Gaba już się zrywała, żeby lec
          > ieć i jakiś tam problem rozwiązywać, i Pulpa ją usadziła, żeby może pozwoliła w
          > ykazać się Mareczkowi. Jakoś tak.

          Kiedy państwo młodzi zajechali pod kościół, okazało się, że samochód odgradza od chodnika potężna zaspa. Gaba już chciała lecieć po łopatę, ale Pulpa ją powstrzymała.
          • ciotka.scholastyka Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 05.10.22, 09:48
            bupu napisała:


            > Kiedy państwo młodzi zajechali pod kościół, okazało się, że samochód odgradza o
            > d chodnika potężna zaspa. Gaba już chciała lecieć po łopatę, ale Pulpa ją powst
            > rzymała.

            Pamiętam, że Gaba zrywała się też z miejsca, wiedziona naturalnym odruchem niesienia pomocy (rzyg), kiedy Pulpa przydeptała welon Idusi, a ten zleciał jej z głowy. Wtedy też wkroczył Marek.
            • bupu Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 05.10.22, 10:15
              ciotka.scholastyka napisała:

              > bupu napisała:
              >
              >
              > > Kiedy państwo młodzi zajechali pod kościół, okazało się, że samochód odgr
              > adza o
              > > d chodnika potężna zaspa. Gaba już chciała lecieć po łopatę, ale Pulpa ją
              > powst
              > > rzymała.
              >
              > Pamiętam, że Gaba zrywała się też z miejsca, wiedziona naturalnym odruchem nies
              > ienia pomocy (rzyg), kiedy Pulpa przydeptała welon Idusi, a ten zleciał jej z g
              > łowy. Wtedy też wkroczył Marek.

              Welon Idy przydeptała Pyza, kiedy młodzi już odchodzili od ołtarza. A Gaba zrywała się z odruchem, gdy młodzi wysiadali z samochodu przed kościołem.
              • ciotka.scholastyka Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 05.10.22, 12:48
                bupu napisała:


                > Welon Idy przydeptała Pyza

                Oj oj. Pulpa stanęła obunóż na welonie, kiedy w stronę siostry rzuciła nią gwałtowna chęć złożenia serdecznych życzeń.
                Oczywiście nie dam za to głowo, ale tak mi się skojarzył ten obunóż, Pulpa i welon.
                • bupu Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 05.10.22, 12:57
                  ciotka.scholastyka napisała:

                  > bupu napisała:
                  >
                  >
                  > > Welon Idy przydeptała Pyza
                  >
                  > Oj oj. Pulpa stanęła obunóż na welonie, kiedy w stronę siostry rzuciła nią gwał
                  > towna chęć złożenia serdecznych życzeń.
                  > Oczywiście nie dam za to głowo, ale tak mi się skojarzył ten obunóż, Pulpa i we
                  > lon.

                  Masz rację. Mea culpa, tam jest Pulpa!
                • ako17 Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 05.10.22, 17:14
                  ciotka.scholastyka napisała:

                  > bupu napisała:
                  >
                  >
                  > > Welon Idy przydeptała Pyza
                  >
                  > Oj oj. Pulpa stanęła obunóż na welonie, kiedy w stronę siostry rzuciła nią gwał
                  > towna chęć złożenia serdecznych życzeń.
                  > Oczywiście nie dam za to głowo, ale tak mi się skojarzył ten obunóż, Pulpa i we
                  > lon.


                  Tak, to była Pulpa, ale teraz zauważyłam, że Pyza i Pulpa jakoś tak się mylą, może z powodu, że i to na P i to na P, a może dlatego, że obie nie były tak szczupłe jak reszta rodziny.
                  A co do chęci pomocy, to Gabriela już przy welonie była chętna:
                  (...) Gabriela, kierowana swym odruchowym poczuciem odpowiedzialności, już ruszała na pomoc młodszej siostrze, gdy uprzedził ją pan młody. Już po raz drugi dzisiaj błysnął klasą. Ze spokojnym uśmiechem pobłażania podniósł welon wraz z wianuszkiem, umieścił ten ostatni centrycznie na głowie oblubienicy, po czym ujął jej twarz w obie dłonie i mocno pocałował w usta, tym długotrwałym widowiskiem dostarczając nowych wrażeń osobom zgromadzonym.
                  • ciotka.scholastyka Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 06.10.22, 09:51
                    ako17 napisała:


                    > (...) Gabriela, kierowana swym odruchowym poczuciem odpowiedzialności, już rusz
                    > ała na pomoc młodszej siostrze


                    Ugh, co za straszna baba.
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 21.09.22, 16:51
      7. Kalarepa kontra Pyziakówny, czyli coś jakby powtórka z Elki. Tu mam kilka podrefleksji, mam nadzieję, że się zmieszczą:

      7a. Nie mogę zrozumieć, czemu grzesiowe "podchody" do Pyziakówien mają miejsce tak późno. Bo w moich oczach zachowanie Grzegorza względem pasierbic wygląda tak, jakby dopiero co je poznał i nigdy wcześniej nie miał z nimi styczności, a jeśli już, to znikomą. A przecież zna je już ile, rok, dwa (ile czasu minęło od "Noelki")? Z Gabą spotyka się jeszcze dłużej. Mam rozumieć, że przez cały ten czas był trzymany z dala od Pyziakówien i został z nimi zapoznany dopiero, gdy się wprowadził? "Od dziś ten pan będzie z nami mieszkał, deal with it."?

      7b. Dziwne przekonanie Gaby zaprezentowane w tym fragmencie: Po kilku podejściach przestał, biedak, nawet próbować. Gabrysia też zaniechała prób zainteresowania córek swym wybrańcem. Żyły sobie spokojniutko obok Grzegorza i kto wie, czy to przypadkiem nie instynkt podpowiedział obu stronom najlepsze rozwiązanie. Zaistniał niepisany pakt o nieagresji, więcej - obie strony poszły na pełną tolerancję.
      Okej, mogę zrozumieć sam fakt, że po paru nieudanych próbach po prostu się poddała. Ale za cholerę nie rozumiem ostatnich zdań. Niby dlaczego to jest najlepsze rozwiązanie? Co w tym dobrego, że on i dziewczynki nie mają praktycznie żadnej relacji i tylko "schodzą sobie z drogi"?
      Zrozumiałabym jeszcze takie przekonanie, gdyby Grzegorz był typem rządząco-wtrącającego się ojczyma. Albo gdyby Janusz był obecny w życiu córek i mogło dojść do sporów o autorytet. Ale żadna z tych sytuacji nie ma miejsca!

      7c. To, co widzimy w DP wygląda na początek budowania relacji ojczyma z pasierbicami (i to rokującej raczej pozytywnie). A potem, w kolejnych tomach widzimy, że przez lata(!) ich relacja wciąż pozostaje utrzymana na tym samym etapie!
      Nie mówię, że ma je kochać jak własne, bo to bywa trudne nawet dla bardziej komunikatywnych niż on. Ale sorry, jak się z kimś mieszka pod jednym dachem, to wyjście relacji ponad poziom pobieżnych znajomych jest nieuniknione (vide współlokatorzy na studiach). A tutaj pustka, przez kolejne lata Grzechu i pasierbice dalej "mijają się".
      A mogło być tak pięknie - Róża uległa, Grześ uległy, no przecież są dla siebie stworzeni! Zwłaszcza, że Pyza poniekąd pełni w domu podobną funkcję co on, więc byłaby solidarność pomywaczy. I potem, w TiR, jej brak zainteresowania Pyziakiem możnaby było wytłumaczyć tym, że ma już fajną relację z ojczymem i on jej wystarczy, a nie tym bzdurnym "brakiem potrzeby myślenia o ojcu"! Temperamentną Laurę dla odmiany możnaby potraktować jako Elkę-bis i tym samym dać Kalarepie szansę rehabilitacji.
      A wyszło jak wyszło. I to niestety bardzo konsekwentnie, bo przy pasierbicach poddał się równie łatwo jak przy córce (nawet po raz kolejny twierdzi, że ojcu, stryjowi i Elce pewnie nie jest potrzebny!).
      • bupu Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 21.09.22, 17:44
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        > 7. Kalarepa kontra Pyziakówny, czyli coś jakby powtórka z Elki. Tu mam kilka po
        > drefleksji, mam nadzieję, że się zmieszczą:
        >
        > 7a. Nie mogę zrozumieć, czemu grzesiowe "podchody" do Pyziakówien mają miejsce
        > tak późno. Bo w moich oczach zachowanie Grzegorza względem pasierbic wygląda ta
        > k, jakby dopiero co je poznał i nigdy wcześniej nie miał z nimi styczności, a j
        > eśli już, to znikomą. A przecież zna je już ile, rok, dwa (ile czasu minęło od
        > "Noelki")?

        Półtora roku. Noelka to grudzień 1991, DP - czerwiec 1993.

        Z Gabą spotyka się jeszcze dłużej. Mam rozumieć, że przez cały ten c
        > zas był trzymany z dala od Pyziakówien i został z nimi zapoznany dopiero, gdy s
        > ię wprowadził? "Od dziś ten pan będzie z nami mieszkał, deal with it."?


        Znając Borejków wcale bym się nie zdziwiła. Dzieci i ryby tam głosu nie mają.

        > 7b. Dziwne przekonanie Gaby zaprezentowane w tym fragmencie: Po kilku podejścia
        > ch przestał, biedak, nawet próbować. Gabrysia też zaniechała prób zainteresowan
        > ia córek swym wybrańcem. Żyły sobie spokojniutko obok Grzegorza i kto wie, czy
        > to przypadkiem nie instynkt podpowiedział obu stronom najlepsze rozwiązanie. Za
        > istniał niepisany pakt o nieagresji, więcej - obie strony poszły na pełną toler
        > ancję.
        > Okej, mogę zrozumieć sam fakt, że po paru nieudanych próbach po prostu się podd
        > ała. Ale za cholerę nie rozumiem ostatnich zdań. Niby dlaczego to jest najlepsz
        > e rozwiązanie? Co w tym dobrego, że on i dziewczynki nie mają praktycznie żadne
        > j relacji i tylko "schodzą sobie z drogi"?

        To, że nikt Gabrieli czterech liter nie zawraca. O.

        > 7c. To, co widzimy w DP wygląda na początek budowania relacji ojczyma z pasierb
        > icami (i to rokującej raczej pozytywnie). A potem, w kolejnych tomach widzimy,
        > że przez lata(!) ich relacja wciąż pozostaje utrzymana na tym samym etapie!
        > Nie mówię, że ma je kochać jak własne, bo to bywa trudne nawet dla bardziej kom
        > unikatywnych niż on. Ale sorry, jak się z kimś mieszka pod jednym dachem, to wy
        > jście relacji ponad poziom pobieżnych znajomych jest nieuniknione (vide współlo
        > katorzy na studiach). A tutaj pustka, przez kolejne lata Grzechu i pasierbice d
        > alej "mijają się".

        Grzechu mija się ze swoją córką, mija się z pasierbicami i mija się ze swoim synem. Wniosek dla mnie jest oczywisty: tej beznadziejnej Kalarepie po prostu się nie chce bawić w tatusia, ani w ojczyma, więc się wykręca jak może. Najpierw zwalał rodzicielstwo na żonę, potem na ojca i stryja, a potem radośnie wylądował w Borejlandzie, gdzie nikt od niego żadnego rodzicielstwa (ani ojczymstwa) nie wymagał. W sumie dochodzę do wniosku, że Grzegorz zrobił niezły deal. Wystarczy, że od czasu do czasu pozmywa, albo coś ugotuje, a potem może się zakopać w robocie, albo zatonąć w lekturze i nikt od niego niczego nie wymaga, ani bycia rodzicem, ani bycia mężem...
      • briar_rose Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 04.10.22, 02:19
        Dla mnie to jest niesamowite, że samotna matka Gaba - z tak wielką TRAUMĄ po Januszu, na którego wzmiankę oczy jej wilgotnieją - wybrała sobie za partnera faceta, który nie ma kontaktu z własnym dzieckiem. I w żadnym momencie nie pomyślała: 'Jakim on będzie ojcem dla moich córek?'. Tak samo, jak fakt, że Gaba zgodziła się na małżeństwo z Grzegorzem właściwie nie biorąc pod uwagę możliwości, że on i jej córki mogą się nie polubić, nie dogadywać.
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 04.10.22, 08:01
          briar_rose napisała:
          >Dla mnie to jest niesamowite, że samotna
          >matka Gaba - z tak wielką TRAUMĄ po
          >Januszu, na którego wzmiankę oczy jej
          >wilgotnieją - wybrała sobie za partnera
          >faceta, który nie ma kontaktu z własnym
          >dzieckiem. I w żadnym momencie nie
          >pomyślała: 'Jakim on będzie ojcem dla
          >moich córek?'. Tak samo, jak fakt, że Gaba
          >zgodziła się na małżeństwo z Grzegorzem
          >właściwie nie biorąc pod uwagę
          >możliwości, że on i jej córki mogą się nie
          >polubić, nie dogadywać.

          Więcej, ona nic nie zrobiła w sprawie ich dogadania, WIEDZĄC, że powinna.
          Sformułowania typu "pakt o nieagresji" i "pójście na pełną tolerancję" pewnie miały być żartobliwe, brzmią tak jakby Gaba wręcz spodziewała się, że one go nie polubią.
          Do tego dochodzi jej (trochę późne) zastanawianie się bodajże w Pulpecji jak powiedzieć dziewczynkom, że nagle zamieszka z nimi jakiś pan i pewnie się przeprowadzą. To serio był taki problem przedstawić im tego pana wcześniej? Miała na to co najmniej rok.
        • bupu Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 04.10.22, 16:35
          briar_rose napisał(a):

          > Dla mnie to jest niesamowite, że samotna matka Gaba - z tak wielką TRAUMĄ po Ja
          > nuszu, na którego wzmiankę oczy jej wilgotnieją - wybrała sobie za partnera fac
          > eta, który nie ma kontaktu z własnym dzieckiem. I w żadnym momencie nie pomyśla
          > ła: 'Jakim on będzie ojcem dla moich córek?'. Tak samo, jak fakt, że Gab
          > a zgodziła się na małżeństwo z Grzegorzem właściwie nie biorąc pod uwagę możliw
          > ości, że on i jej córki mogą się nie polubić, nie dogadywać.

          A, przepraszam, czy ktokolwiek w tej rodzinie podejmując życiowe decyzje myśli o dzieciach? Ważne tylko, żeby dziecię nieślubne nie było a poza tym... Poza tym to Fidelisy mnożą się w maciupkim szalecie, gdzie jest ledwo miejsce na ich dwoje, nie mówiąc o dziecku, Kreska wysyła nastoletnią córkę do sortowania mienia po Dmuchu, Szopięta są rzucane jak kartofle z kraju do kraju i nikt się nie pochyla z troską nad ich samopoczuciem, zresztą sami patriarchowie świetny przykład dali, produkując dzieci bez zastanowienia jak je wyżywią i gdzie upchną.

          Dzieci w Jeżycjadzie egzystują poniekąd na prawach szafy, czy stołka, przestawianych tam, gdzie akurat dorosłym pasuje. I tyle.
        • sayoasiel Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 06.10.22, 12:19
          briar_rose napisał(a):

          > Dla mnie to jest niesamowite, że samotna matka Gaba - z tak wielką TRAUMĄ po Ja
          > nuszu, na którego wzmiankę oczy jej wilgotnieją - wybrała sobie za partnera fac
          > eta, który nie ma kontaktu z własnym dzieckiem. I w żadnym momencie nie pomyśla
          > ła: 'Jakim on będzie ojcem dla moich córek?'. Tak samo, jak fakt, że Gab
          > a zgodziła się na małżeństwo z Grzegorzem właściwie nie biorąc pod uwagę możliw
          > ości, że on i jej córki mogą się nie polubić, nie dogadywać.

          Może to dlatego, że i ona nie zamierzała interesować się jego, Grzegorza córką ? Jasne, Elka ma 17, potem 18 lat, nie trzeba jest odchowana, ale to wciąż powinna być bardzo ważna osoba w życiu jej przyszłego męża, ktoś, kto potrzebuje wsparcia, miłości i uwagi przez całe życie, nawet jeśli w innych aspektach niż zmienianie pieluszek, ma własne problemy i tak dalej. Nawet się przecież nie zainteresowała jak ta córka wygląda, jak ma na imię, kim jest, nim Grzegorz jej nie pokazał po świętach i to wcale nie na jej życzenie. Że się BOI tej córki była wzmianka w dialogu. No, po prostu...!
          Swoją drogą, w "Imieninach", przy tym bankiecie powitalnym, była wzmianka, że jest ich ileśtam, a nie jak zwykle ileśtam, bo Elka z mężem na nartach. Od tego czasu Elki nie widziano, ani nawet nie wzmiankowano w Jeżycjadzie aż do Magdusi. Nie mówiąc o Tomku, jej mężu, czy innych dzieciach. Ja wiem, że pewnie MM zwyczajnie nie przewidziała, że nie znajdzie dla nich miejsca w fabule dalszych książek (ale choćby tło i wzmianki by się należały !), jednak wychodzi z tego coś bardzo ciekawego. Mianowicie, że Elka i Tomek byli stałymi goścmi na Roosvelta, mieli dobry kontakt ze wszystkimi aż się nagle urwał, niczym nożem uciął. Czy ktoś ma pomysł na jakąś, choćby najbardziej rozbuchaną historię dlaczego ? Ja tu czuję miejsce na fanfic.
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 06.10.22, 12:55
            sayoasiel napisała:
            >Ja tu czuję miejsce na fanfic.

            Taaaak!!!
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 21.09.22, 18:19
      Byłabym zapomniała:

      8. Trzeba mu nadać imię Ignacy, żeby miał dobry wzorzec do naśladowania. A jeszcze lepiej: Grzegorz.

      MWAHAHAHAHAHA!!! Mój nowy ulubiony cytat!
      Wzór do naśladowania, to lepsze niż ten fragment, gdzie Gaba czuje się jak biedna, sterana, wielodzietna matka trzydziestoletnia, pozbawiona elementarnych umiejętności pedagogicznych!
      • piotr7777 Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 21.09.22, 21:57
        Więź między Grzegorzem a Różą jak najbardziej jest - jej niśmiały początek to wspólne sprzątanie po "eintopfie" i obrona przed Laurą ('on nie jest machocehm"). Potem w Imianinach Pyza jest pytana o "tatusia" i machinalnie odpowiada tak, jakby Grzegorz był jej ojcem (Laura by nigdy tak nie postąpiła). W Tygrysie i Róży najpierw Grzegorz proponuje pasierbicy pomoc w przygotowaniu się do szkolnej wycieczki, potem oboje się wspólnie martwią Gabrielą (tak, wiem, nie zniknięciem Laury a stanem Gabrieli), co niezaleznie od wszystkiego pokazuje, że tych dwoje dogadują się ze sobą. No a Laura właśnie myśli o siostrze, że ta nie interesuje się ojcem, bo w przeciwieństwie do niej ma dobry układ z ojczymem.
        Relacja Grzegorza z Laurą to rzeczywiście co najwyżej wzajemna tolerancja, ale to i tak dużo, zwłaszcza gdy Laura swój nastoletni bunt kieruje przeciw matce a nie ojczymowi. Tygrys i Róża zaczyna się od wspólnych zakupów Grzegorza i Laury, Laura jest wściekła, ale nie myśli o ojcyzmie jak o potworze. Z kolei przed ślubem rozważa, aby to Grzegorz prowadził ją do ślubu, ostatecznie wybiera dziadka, ale słowa o Grzegorzu "on też nie jest moim ojcem" mają ranić Janusza a nie Grzegorza, który ojcem Laury na pewno nie jest, podczas gdy Janusz jest przynajmniej ojcem w rozumieniu biologicznym i prawnym.
        Zwracam uwagę na takie wypowiedzi jak "Laura, nasza śrecia pociecha" (A nie "młodsza córka Gabrysi") czy "byłeś trzecim dzieckiem" (do dorosłego już Ignasia), które świadczą, że Grzegorz w jakimś stopniu uważa cóki żony za trochę swoje, w większym niż Elkę, o której mówi i myśli mało.
        Tu zresztą dygresja - Grzegorz mówi o Ignasiu jako o trzecim dziecku Gabrieli a nie swoim (w kontekście porodu), ale nie da się ukryć, że z narracji wynika, że narodziny Ignasia były dla niego pierwszym tego typu przeżyciem. Warto zwrócić uwagę, że pierwsza żona Grzegorza zmarła tuż po porodzie i nie byłoby niczym dziwnym, gdyby miał z tego powodu traumę - a tu nic.
        Co do DP - zgoda, na pewno w historii Aurelii i jej rodzny nie ma postaci czarno - białych, każdy wyraża swoje zdanie i każdy jakoś tam się broni. No może poza Moniką, choć nawet ją od biedy można zrozumieć. Zresztą na ten temat była niejedna dyskusja.
        • piotr7777 Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 21.09.22, 21:58
          Natomiast nie nazwałbym Jedwabińskich super rodziną. JAk dla mnie jest tu dużo dysfunkcnji, z tym, że dostrzeżonych i nazwanych.
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 21.09.22, 22:41
            >Natomiast nie nazwałbym
            >Jedwabińskich super rodziną. JAk dla
            >mnie jest tu dużo dysfunkcnji, z tym, że
            >dostrzeżonych i nazwanych.

            Pewnie nie wyraziłam się dość jasno - nie uważam, że są pozytywnymi postaciami. Uważam ich za superowo opisanych. Właśnie dlatego, że, tak jak piszesz, ich dysfunkcje są dostrzeżone i nazwane, a poza tym jest przedstawiona perspektywa poszczególnych członków. I dlatego wydają mi się "normalni" w sensie "życiowi", "prawdziwi"
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 22.09.22, 13:16

          piotr7777 napisał:
          >(...) W Tygrysie i Róży najpierw Grzegorz
          >proponuje pasierbicy pomoc w
          >przygotowaniu się do szkolnej wycieczki,
          >potem oboje się wspólnie martwią Gabrielą
          >(tak, wiem, nie zniknięciem Laury a stanem
          >Gabrieli), co niezaleznie od wszystkiego
          >pokazuje, że tych dwoje dogadują się ze
          >sobą.

          Tak, to jest dogadywanie się. Ja mam problem z tym, że nie widzę zbyt dużej różnicy między ich późniejszym dogadywaniem, a jego początkami w DP (kiedy Pyza pomogła mu sprzątać i stanęła w jego obronie przed Laurą), a sądzę że jakaś powinna być, zważywszy, że od tamtej pory minęły lata. Nie pamiętam żadnych scen, gdzie Grzegorz jest dla Róży jakimś punktem odniesienia, kojarzę za to, że on po jakimś czasie "znika" z jej życia. Np. gdy Róża zaciąża, to jego ta sprawa jakby nie dotyczyła, mimo, że to na jego (połowicznym) utrzymaniu Pyza będzie przez najbliższy czas. Więc dziwne, że nie brał udziału w rozmowie z panią Schoppe o kurczakach.

          > (...) Tygrys i Róża zaczyna się od
          >wspólnych zakupów Grzegorza i Laury,
          >Laura jest wściekła, ale nie myśli o
          >ojcyzmie jak o potworze.

          Nie łapię. A niby czemu miałaby tak o nim myśleć? Czemu ktokolwiek miałby tak o nim myśleć w tamtej sytuacji?
    • fionnuala Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 23.09.22, 12:08
      Swoją drogą, ciekawie czyta się ten wątek, w kontekście tego, że książka ma jako główną bohaterkę Aurelię, ale w wątku książkowym na razie nic o niej nie ma. Myślę sobie, że to też w pewien sposób oddaje to, co mówili o Aurelii bohaterowie - że znika, mało się o niej mówi i pamięta :)
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 23.09.22, 12:36
        fionunuala napisała:
        >Swoją drogą, ciekawie czyta się ten wątek, w
        >kontekście tego, że książka ma jako główną
        >bohaterkę Aurelię, ale w wątku książkowym na
        >razie nic o niej nie ma. Myślę sobie, że to też w
        >pewien sposób oddaje to, co mówili o Aurelii
        >bohaterowie - że znika, mało się o niej mówi i
        >pamięta :)

        Bo w moim przypadku tak właśnie jest. Czytając o nastoletniej Orelce, cały czas myślałam, że to w sumie mógł być ktokolwiek inny. Nie w tym sensie, że jest nijaka, bardziej, że funkcjonuje w książce nie tyle jako postać z konkretnymi cechami, ile zlepek przeżyć (opisanych raczej trafnie i naturalnie, nawiasem mówiąc).

        Fajnie mi się czytało sceny, kiedy zauważała, że wreszcie jest szczęśliwa i tak się tym wewnętrznie zachłystywała. Sama miewam takie momenty, że małe przyjemności, które normalnie uchodzą za błahe, w okresie większego smutku odbieram jak istny błogostan, więc łatwo mi się z takim zachowaniem Aurelii utożsamić. No i trochę zazdrosna byłam o jej babcię. I rozmowy z Eugeniuszem mi się podobały, żałuję, że nie było ich więcej.

        Z jakichś silniejszych uczuć względem Orelki jeszcze przychodzi mi do głowy szok na wieść, że kocha się w Maćku. Początkowo odbierałam akcję z pocałunkiem odbierałam jako zachowanie pod wpływem szalejących emocji i podświadomego poszukiwania opiekuńczej figury. I to było wiarygodne. Ale potem okazuje się, że naprawdę jest w nim zakochana i wiarygodność trafia szlag. Ja może jestem ślepa, ale nigdzie, ale to nigdzie nie widzę tego zakochania poza myślowymi deklaracjami Aurelii. Serio, mam wrażenie, że te wtręty o miłości do niego były na siłę wpychane w zupełnie przypadkowe sceny, jakby akcja z pocałunkiem była dla samej MM niezrozumiała i próbowała rozpaczliwie ją wytłumaczyć.
        • jakgdyby.nigdynic Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 26.09.22, 12:13
          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

          > Z jakichś silniejszych uczuć względem Orelki jeszcze przychodzi mi do głowy szo
          > k na wieść, że kocha się w Maćku. Początkowo odbierałam akcję z pocałunkiem odb
          > ierałam jako zachowanie pod wpływem szalejących emocji i podświadomego poszukiw
          > ania opiekuńczej figury. I to było wiarygodne. Ale potem okazuje się, że napraw
          > dę jest w nim zakochana i wiarygodność trafia szlag. Ja może jestem ślepa, ale
          > nigdzie, ale to nigdzie nie widzę tego zakochania poza myślowymi deklaracja
          > mi
          Aurelii. Serio, mam wrażenie, że te wtręty o miłości do niego były na si
          > łę wpychane w zupełnie przypadkowe sceny, jakby akcja z pocałunkiem była dla sa
          > mej MM niezrozumiała i próbowała rozpaczliwie ją wytłumaczyć.

          Niesamowicie prawdopodobne. Aurelia, dziewczątko zdaje się szesnastoletnie, raczej nie garnące się do rówieśników. W tym wieku łatwo zakochać się w kimkolwiek, a Maciek jest w życiu Geniusi od dawna, jest przystojny, jest dla niej dobry i pomocny. Niewiele więcej potrzeba nastolatce, żeby zapałać uczuciem. Zwłaszcza, że innych potencjalnych kandydatów na poryw serca po prostu nie ma w pobliżu.
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 26.09.22, 12:24
            jakgdyby.nigdynic napisała:
            >Niesamowicie prawdopodobne. Aurelia,
            >dziewczątko zdaje się szesnastoletnie,
            >raczej nie garnące się do rówieśników.
            >W tym wieku łatwo zakochać się w
            >kimkolwiek, a Maciek jest w życiu
            >Geniusi od dawna, jest przystojny, jest
            >dla niej dobry i pomocny. Niewiele
            >więcej potrzeba nastolatce, żeby
            >zapałać uczuciem. Zwłaszcza, że
            >innych potencjalnych kandydatów na
            >poryw serca po prostu nie ma w
            >pobliżu.

            Samo takie zakochanie faktycznie jest prawdopodobne, ale jego opisy w książce w ogóle mnie nie przekonują, naprawdę, nie widzę w nich tego uczucia, o którym mają opowiadać, wydają mi się zbyt "odbębnione"
            • jakgdyby.nigdynic Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 27.09.22, 12:15
              tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

              >
              > Samo takie zakochanie faktycznie jest prawdopodobne, ale jego opisy w książce w
              > ogóle mnie nie przekonują, naprawdę, nie widzę w nich tego uczucia, o którym m
              > ają opowiadać, wydają mi się zbyt "odbębnione"

              A to już nie mogę z odczuciami dyskutować :) Książkę też czytałam dość dawno i nie bardzo pamiętam, więc sama o swoich się nie wypowiem. Ale chciałam zapytać o coś innego: jaki jest (i czy jest) przypadek dobrze opisanego uczucia zakochania w J. Twoim zdaniem? Ja mam swoje typy, ale na razie się nie ujawnię.
              • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 27.09.22, 14:18
                jakgdyby.nigdynic napisała:
                >Ale chciałam zapytać o coś innego:
                >jaki jest (i czy jest) przypadek
                >dobrze opisanego uczucia
                >zakochania w J. Twoim zdaniem?
                >Ja mam swoje typy, ale na razie się
                >nie ujawnię.

                Nie potrafię tego ubrać w słowa, więc wypiszę parę takich najbardziej zapadających mi w pamięć przykładów:

                W DP: Rozmowy Aurelii z Eugeniuszem przez telefon - gdy to czytam, czuję bijące z obojga emocje. Zwłaszcza przy tych urywanych zdaniach i pauzach (wielokropki). Niepewność Aurelii bardzo mi się wtedy udziela, zwłaszcza, że inicjatywa w rozmowie jest bardziej po jej stronie, co może być przytłaczające. Co do Eugeniusza, czytając którykolwiek fragment DP z jego udziałem czuję jak targają nim różne trudne uczucia, silniejsze lub bardziej "przygaszone". Zwłaszcza, gdy w rozmowach z panem Jankowiakiem na przemian się zwierza i próbuje samego siebie wytłumaczyć.

                W OwR: gorączkowe poszukiwania córki przez Ewę i jej załamanie oraz reakcje Geniusi na tę sytuację - to samo. Jak wspomniałam parę postów wyżej, patologie Jedwabińskich są dla mnie opisane mega wiarygodnie i jestem w stanie się w to wczuć. Cierpienie Geniusi od pierwszego czytnięcia (lektura gimnazjalna) było dla mnie opisane bardzo naturalnie. Z Ewą mam podobnie jak z jej mężem, w każdym jej zachowaniu wyczuwam jakieś napięcie, zwłaszcza w tej jej sztywności (paradoks?).

                W Noelce: Scena rozmowy Elki i Tomka po spotkaniu z Mamertem. Mimo, że mamerci sadyzm wziął się z de (wcześniej był jako rodzic ciut rozhisteryzowany, ale nie był w tym tak zimny), kupuję emocje, o których Tomcio później opowiada Elce, ten lęk i jednocześnie dysonans, że czemu on się ojca boi. I pocieszenie Elki - niby niezdarne i banalne, ale wydaje mi się szczere i "z serca".

                W BBB: Kiedy Bebe usiłuje pocieszyć Kozia i nie wie jak - w jej refleksjach o tym jak wyłączyła uczucia i to obróciło się przeciwko niej, czuję jej zapętlone i trudne do zidentyfikowania emocje
                • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 27.09.22, 21:32
                  jakgdyby.nigdynic napisała:
                  >Ale chciałam zapytać o coś innego:
                  >jaki jest (i czy jest) przypadek
                  >dobrze opisanego uczucia
                  >zakochania w J. Twoim zdaniem?
                  >Ja mam swoje typy, ale na razie się
                  >nie ujawnię.

                  A tfu, o zakochaniu miało być, dopiero teraz zauważyłam!
                  A ja wypisałam uczucia w ogóle
            • mircja Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 27.09.22, 12:50
              tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


              >
              > Samo takie zakochanie faktycznie jest prawdopodobne, ale jego opisy w książce w
              > ogóle mnie nie przekonują, naprawdę, nie widzę w nich tego uczucia, o którym m
              > ają opowiadać, wydają mi się zbyt "odbębnione"

              No ale to jest opis zakochania osoby, która jest jednocześnie w głębokim dołku psychicznym (przynajmniej ta część, którą poznajemy w formie retrospekcji). I w dodatku zakochała się w kimś, w kim stanowczo nie powinna, więc jedyne co jej pozostaje, to nadzieja, że uczucie przejdzie z czasem. Mnie ten opis beznadziejnego uczucia bez przyszłości nie zgrzyta. Natomiast w momencie, kiedy toczy się akcja DP, jest to już końcowa faza zakochania, kiedy Aurelia zbliża się do jego przesilenia i uwolnienia się od niego. Jak to porównuję np. z przebiegiem moich własnych młodocianych uczuć, to wcale ten opis nie wydaje mi się nieprawdopodobny. Ludzie mają różne sposoby przeżywania zakochania, w zależności np. od typu osobowości.
              • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 27.09.22, 13:38
                mircja napisała:
                >Natomiast w momencie, kiedy toczy
                >się akcja DP, jest to już końcowa
                >faza zakochania, kiedy Aurelia zbliża
                >się do jego przesilenia i uwolnienia
                >się od niego.

                Może właśnie dlatego to do mnie nie trafia, bo to sam koniec, a początek i rozwinięcie nie zostały przedstawione bezpośrednio
                • mircja Re: Wreszcie przeczytałam Dziecko Piątku… 27.09.22, 17:31
                  tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                  > mircja napisała:
                  > >Natomiast w momencie, kiedy toczy
                  > >się akcja DP, jest to już końcowa
                  > >faza zakochania, kiedy Aurelia zbliża
                  > >się do jego przesilenia i uwolnienia
                  > >się od niego.
                  >
                  > Może właśnie dlatego to do mnie nie trafia, bo to sam koniec, a początek i rozw
                  > inięcie nie zostały przedstawione bezpośrednio

                  Mnie się wydaje, że to zakochanie nie było traktowane jako bardzo istotne - ot, jeden dodatkowy ciężar, który przez jakiś czas musi dźwigać pogrążona w żałobie Aurelia. Żałoba pozostała na pierwszym planie, i to też nie wydało mi się dziwne. Myślę, że będąc w ciężkiej żałobie można mieć zamęt w uczuciach i trudności w ich nazywaniu. Może gdyby tę żałobę Aurelia mogła przeżywać razem z Eugeniuszem, to ten uczuciowy zamęt byłby mniejszy.

                  Podobnie nie tak dużo dowiedzieliśmy się o bujnym życiu uczuciowym Idy przed jej wyjściem za mąż - były jakieś tam zakochania do późniejszego zapomnienia.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka