Dodaj do ulubionych

Jak mogłaś Tygrysku? - sałaciana draka o książkę

21.09.22, 23:09
Dzień dobry, cześć i czołem, pomysł na ten fanfik dręczył mnie tak długo, że postanowiłam go uwolnić. Z góry przepraszam za pomieszanie dywizów z półpauzami. :) Dramat rodzinny liczy sobie ponad 12 tysięcy znaków, dlatego dalszy ciąg udostępniam w komentarzach.

Część 1

- Do kroćset! - zawołała Laura zamykając książkę, którą skończyła czytać za jednym posiedzeniem pewnego lipcowego popołudnia. Dzieło, które tak wzburzyło tę kocią istotę o stalowych oczach i ciemnych lokach do pasa, nosiło tytuł "Toksyczni rodzice". Książkę tę poleciła jej dawna znajoma ciotki Patrycji, Roma Kowalik, z którą niedawno odbyła krótką rozmowę na Messengerze po tym, jak w trakcie jakiejś burzy pod postem ciotki Idy na Facebooku wzajemnie lajkowały swoje komentarze. To Roma uświadomiła Laurę, że ta być może powinna pójść na terapię. Tyle się o tym mówi, o tych wszystkich terapiach, uwalnianiu emocji, pracach z wewnętrznymi dziećmi. Laura czuła, że jest naprawdę do tyłu w tym temacie, a chciała przecież uchodzić za osobę świadomą oraz światową. Ba, nawet Staszka Trolla poleciła jej książkę "Czy psychodeliki uratują świat", ale po takie bezeceństwa już na pewno Laura by nie sięgnęła, o nie, nie w tym domu! Ach, ciekawe co by było, jakby rodzina się dowiedziała co też Laura czyta lub chce czytać albo, że, o zgrozo, idzie na terapię! Były to niestety metody, na myśl o których jej babcia, Melania Borejko dostałaby palpitacji i z pewnością wymierzyłaby sękatą ręką piekący klaps w jej (nie takie znów młode) pośladki. Dziadek, znawca kultury łacińskiej, Ignacy senior, sprałby ją okrutnie nahajem po białych plecach, mając na uwadze zdrowy kręgosłup moralny jego drugiej w kolejności wnuczki. Ciotka Ida rzuciłaby słoikiem po musztardzie, a może nawet po ogórkach małosolnych. Z kolei Róża, siostra Laury, poczciwina (tu Laura krzywo uśmiechnęła się pod nosem), zaparzyłaby wszystkim zamieszanym w kłótnię rodzinną herbaty. I słusznie, ponieważ wiedza, co też Laura wyprawia doprowadziłaby jej matkę do łez. Biedaczka. Zawsze tak reagowała na każdy niemal Laury zły uczynek. W tych kasztanowych oczach łzy gościły bardzo często. Łzy, które, zgodnie z tradycją, koniecznie musiała uronić do złocistobrązowego naparu z melisy zaparzonego specjalnie z tej okazji przez jej trzy zaaferowane siostry. W tej rodzinie taka fiksacja jest chyba dziedziczna, ponieważ każda osoba będąca czyjąś siostrą leci robić herbatę w chwilach kryzysowych.


Pogrążona w rozmyślaniach Laura udała się do kuchni. Z zasady nigdy nie płakała (może dlatego, że jej własna matka robiła to tak często?). Niedawno jednak opanowała tę umiejętność i czasami dyskretnie z niej korzystała. Laura kojarzyła książkę o toksycznych rodzicach ze słyszenia, niemniej zapoznała się z tym znanym dziełem stosunkowo późno. Była trochę wzburzona, a trochę rozbita. Kiedyś dowiedziała się, że ma stalowoszare oczy jej ojca. Sądząc z podsłuchanych później rozmów matka i babka nieświadomie winiły ją, Laurę, za ten właśnie kolor tęczówek. Zupełnie tak, jakby to ona osobiście ustanowiła prawa dziedziczenia cech i złośliwie postanowiła mieć oczy przypominające rodzinie o ojcu marnotrawnym. Na liście genetycznych przewinień Laury widniało również to, że uśmiechając się podnosiła do góry jeden kącik ust; Laura z tego powodu swój uśmiech zaczęła kojarzyć z czymś złowieszczym, wróżącym kłopoty. Wszystko to wyczuwała, nim nauczyła się nazywać, a przede wszystkim rozumieć to napięcie i dystans, które ją zewsząd otaczały.
Kiedy Laura próbowała rozmawiać szczerze o ojcu, matka rozklejała się i tyle było z rozmowy. Tak, tak, to było najtrudniejsze. Z czasem zaczęła czuć satysfakcję, wywołując łzy u matki celowo. Skoro nie ma rozmowy, to niech będą chociaż te łzy, niech będzie cokolwiek!
I nawet zaparzy sobie nawet tę herbatę! Byle nie w niebieskim kubku. Weźmie swój nowo nabyty kubek w stylu wiktoriańskim. Do tego oczywiście doda sobie łyżkę ulubionego scukrzonego miodu lipowego i plasterek cytryny ze skórką, bo miała tego dnia ochotę właśnie na cierpki smak. Kilka uronionych po cichu łez smakowało jej za to słono. Ciekawe połączenie.

Kiedy już popijała napar, do kuchni weszli jej kuzyn Józef Pałys, jak zwykle mrukowaty, oraz babcia, Melania Borejko, jak zwykle przygarbiona i z włosami w nieładzie.
– A ty co tu stoisz? Twoja matka siedzi zamknięta w pokoju i płacze, leć zaraz i ją przeproś – burknął rudowłosy dryblas.
– Czy to ślady łez na twojej twarzy? - zapytała surowo babcia – wiesz dobrze, jakie to niestosowne płakać po tym, co właśnie zrobiłaś mamie.
– Ale co ja zrobiłam znów mamie, do kroćset? - zapytała Laura całkiem zbita z tropu.
– Jeszcze się pyta! - burknął Józef i rzucił na wielki kuchenny stół świeżo przeczytany przez Laurę egzemplarz "Toksycznych rodziców" – Ciocia zobaczyła tę szmirę w salonie, kiedy wycierała kurze – tu Józef nieoczekiwanie zarechotał, z sobie tylko wiadomego powodu.
– Jak ci nie wstyd Tygrysku? - zapytała babcia z naganą – natychmiast idź przeproś mamę. Tylko powycieraj najpierw buzię!
– Ach, to o książkę chodzi i o to, że płaczę! A już myślałam, że może to moje oczy albo to, jak się uśmiecham!
– O, a do tego pyskuje, kiedy jej własna matka leży zapłakana na kanapie!

Do kuchni nagle wszedł Grzegorz, nucąc pod nosem uwerturę do "Wesela Figara", nieświadomy tego, jak skandaliczne jest w tym momencie nucenie radosnych melodii – No! Kupiłem aż dwa kilo fantastycznej sałaty masłowej, tylko nie mówcie Patrycji, żeby się nie obraziła! Zaraz zabiorę się za robienie surówki, ponieważ Gabrysia wypłakuje sobie oczy w naszej sypialni i znowu wpatruje w zdjęcie tego drania. Mam nadzieję, że dobrze doprawiona sałata poprawi jej nieco nastrój. A co tu się właściwie dzieje? -
– Jeszcze się pyta – burknął Józef – Tygrys znowu zranił matkę. Czytała ten badziew – i oskarżycielsko wskazał na książkę.
– A do tego płacze, widziałam ślady łez – rzekła kwaśno babcia – Niedobre dziecko.
– Dobre, dobre, tylko rogate – powiedział machinalnie Grzegorz, układając worki z sałatą na stole.
– Do diabła, nie jestem dzieckiem! - rozsierdziła się Laura, czując się na nowo wtłoczona w starą rolę - Co to, Wielka Inkwizycja, że książek czytać nie wolno?

Grzegorz zamrugał niepewnie zza okularów – Tygrysku, jak to tak? Przecież wiesz, że twoja mama może się rozpłakać albo nawet dostać zatoru w nodze, jeśli się dowie, że czytasz takie książki! -
– W takim razie powieście na lodówce listę ksiąg zakazanych – warknęła - to nam wiele uprości, a mamie zaoszczędzi kolejnych cierpień.
– W sumie to tylko książka - wymamrotał Grzegorz nieuważnie, grzebiąc w siatkach z zakupami.
Babcia chrząknęła, prawdopodobnie na zestawienie "książka" i "tylko" w jednym zdaniu.

Laura czuła się jak mysz otoczona przez koty, a bardzo nie lubiła u siebie słabości! Bądź co bądź, nadal jednak była Tygrysem. Ze łzami, czy bez łez!

– Słuchajcie, a co właściwie chcielibyście do tej sałaty? - zapytał Grześ, jakby nie chciał drążyć sarkastycznej riposty pasierbicy - Może być cielęcina w sosie koperkowym? Zamierzałem przygotować klopsy, ale kiedy powiedziałem o tym Gabrysi, to jeszcze bardziej się rozszlochała, nie wiedzieć czemu. Najpierw tylko chlipała, ale po tych klopsach z jej oczu trysnął wodospad Niagara... to co, może być ta cielęcina w sosie koperkowym? Ty lubisz Tygrysku cielęcinę, prawda?
– Prawda – mruknął Tygrysek, którego łatwo (oj, zbyt łatwo!) dawało się ugłaskać drobnymi przejawami troski.
– Wstydź się Grzegorzu, okaż więcej delikatności uczuć. Przecież Gabrysię mdliło od koperku, kiedy była w ciąży z Pyzą! To jej przypomni o Januszu!
– Tu się mylisz, mamo. Po pierwsze, koperek pomagał Gabrysi na mdłości i to kiedy była w ciąży z Ignasiem, to znaczy ze mną.
– Ale przy pierwszej ciąży ją od koperku mdliło. Na pewno nie zapomniała – powiedziała poważnie babcia.
– O, na pewno zapomniała – rzekł Grzegorz, dziwnie napięty i niespokojny – w końcu wąchała koperek, kiedy była już moją żoną, prawda? Teraz miło jej się kojarzy, z czasami naszeg
Obserwuj wątek
    • srebrny_lisek Re: Jak mogłaś Tygrysku? - sałaciana draka o ksią 21.09.22, 23:11
      Laura przyglądała się Grzegorzowi. Zawsze traktowała go jak rywala, kogoś, kto blokował jej drogę do mamy, zajął miejsce ojca i dał jej matce kolejne dziecko i był częścią tej idealnej rodziny. Oj tak, bywała złośliwa, kąsała, nawet za młodu próbowała dziecinnie zagarniać sobie jego drobne osiągnięcia. Wtedy, jako dziecko, naiwnie (i niezbyt moralnie) sądziła, że skoro ojczym był już taki cudowny, to przecież nic by się nie stało, gdyby i ona, Laura, została pochwalona choć jeden raz. Teraz jednak, pod wpływem nagłej sympatii, a może nawet współczucia, chciała go solidarnie wesprzeć.

      – Na pewno tak jest, Grzesiu. – powiedziała uprzejmie.

      Józef stał i się uśmiechał, Babi kręciła głową cmokając z dezaprobatą, a Grzegorz nerwowo obrywał nie nadające się do jedzenia liście sałaty. Laura zastanawiała się, czy to gra światła i cienia, czy na skroni Grzegorza zalśniły kropelki potu.


      – Wiecie co, mam takie przemyślenia życiowe – odezwał się nagle.
      – No, no? Jakie? - zapytała żywo Laura. Niech się Grześ znowu wykaże.
      – To tak a propos "Przebudzenia" de Mello, które niedawno czytałem z Gabrysią – dodał Grzegorz - Moim zdaniem trzeba żyć chwilą teraźniejszą, a nie przeszłością. To, co jest teraz, jest ważniejsze, niż to, co było kiedyś, prawda?
      – Jak dla kogo – cierpko odparła Babi.


      – Cześć wszystkim! - do zatłoczonej kuchni wbiegła Róża – O, sałata! Mam nadzieję, że to od cioci Pulpecji! Schowajcie lepiej ten koperek, bo przypomni mamie o sami wiecie kim. Ojej, a co to takiego? - Pyza z zakłopotaniem i przerażeniem spojrzała na książkę.
      – Tygrys – powiedziała skrótowo babcia.


      W kuchni zapadła cisza gęsta jak masło naramowickie. Albo jak scukrzony miód lipowy.

      – Jak na moje pyziacze oczy, to jest to książka – wbiła się w ciszę Laura. Wpatrywała się spokojnie w oczy siostry, które z każdą chwilę robiły się coraz większe i coraz bardziej okrągłe. Wiedziała już, co zaraz nastanie.

      – To, to... to może zrobię herbaty? –

      Laura zachichotała. Wszyscy patrzyli na nią oburzeni. Wszyscy poza Grzegorzem, który spode łba patrzył na trzymaną w dłoniach główkę sałaty.

      – Przed chwilą płakałaś – przypomniała Babi z dezaprobatą.
      – Najpierw płacze, a potem się śmieje, nienormalna jakaś – zaburczał Józef.
      – Tygrysku, ale od kiedy ty płaczesz? - zapytała z niepokojem Róża.
      – A co to już płakać nie wolno? Mama ciągle płacze! O, słyszeliście to? Właśnie wydmuchała nos!
      – To co innego – powiedziała Róża – mamie wolno płakać, a już tym bardziej wolno jej wydmuchać nos.
      – No pewnie! Mama uwielbia urządzać takie konkursy na zranienie! Jeśli ktokolwiek uroni w tym domu łzę, to mama w odpowiedzi zaryczy z bólu niczym ranny łoś. A w dmuchaniu nosa zacznie rywalizować nawet ze słoniem!
      – Tygrysku, żebym więcej nie słyszała, jak obrażasz matkę cytatami z Szekpira!
      – Dobrze, babciu, będę to robić, tylko jak nie będziesz słuchać – odparła Laura poważnie.
      – Powinnaś popracować nad myśleniem figuratywnym, dziecko. Pamiętaj, że jesteś z rodziny humanistów. Zachowujesz się niewdzięcznie po tym, co dla ciebie robiliśmy. A twoja mama jest rozbita od kiedy Janusz...

      – NA LITOŚĆ BOSKĄ SKOŃCZCIE Z TYM CHOLERNYM JANUSZEM! - ów wrzask jednak o dziwo nie pochodził od Laury. To Grzegorz rzucił o ziemię sałatą – Nic, tylko mieszam Gabrysi tę sałatę! Od lat! Wszędzie, w kuchni, w sypialni, żeby Gabrysia była szczęśliwa i zapomniała o tym całym Januszu i tych jego kalafiorach!
      – I klopsach – zarechotał Józef, kiedy Grzegorz z furią deptał Bogu ducha winne warzywo.
      – Grzegorzu, bój się Boga - powiedziała babcia z wyrzutem – Znaj swoje miejsce, jesteś jej drugim mężem. Okaż trochę wdzięczności, że Gabrysia cię tutaj przyjęła i doceniła twoją sałatę. Przestań robić bałagan i weź się do szykowania obiadu dla Gabrysi.

      – MAM DOŚĆ! CHCĘ ROZWODU! - Grzegorz kopnął główkę sałaty - Idę zaraz oznajmić to Gabrieli!
      – Grzesiu, tylko napij się może najpierw herbaty i zanieś trochę mamie! - zawołała Róża.

      Babcia przeżegnała się mówiąc, że idzie zadzwonić po pogotowie, Pyza wybiegła wołając "Grzesiu, a herbata?". Józef wzruszył ramionami. Ciotki nie rozpieszczało życie. Teraz znowu się rozwodzi, taki wstyd dla rodziny. A wszystko oczywiście z winy Tygrysa, jak zwykle. Teraz stoi blada jak ściana, oczyska i nos ma czerwone, pewnie wypaprała na siebie te wszystkie cienie i pudry i dostała alergii. Chce sie upiększyć a wygląda jak upiór. Krzywi się, ni to się śmieje, ni to płacze. Wokół wala się sałata i nawet tego nie sprzątnie. Słup soli, nie baba. Po kiego grzyba ta nieznośna dziewczyna czytała tę książkę. Ta to zawsze miała diabła za skórą, a złe ziele szybko rośnie, jak sama mawiała. Nie będzie tu tkwił jak jakiś głupek, pójdzie do domu, zje sobie kiełbasę wiejską z chrzanem, skoro z obiadu nici. Pogra na konsoli, oczywiście strzelanki są na liście gier zakazanych, ale ma wykupionego Minecrafta. Matka mu ciągle powtarza, że gry to rozrywka dla ludzi pozbawionych wyobraźni, że przyczyniają się do rozwoju jakiegoś "adehade" i to właśnie gry odpowiadają za wszelkiego rodzaju zachowania agresywne u młodzieży. Na Minecrafta ostatecznie się zgodziła, a od roku sama potajemnie grywała w Simsy i inne babskie bzdury. He, he. Józef był wręcz pewien, że specjalnie wysadziła jeden dom tych ludzików w powietrze. Jak to baba.

      Kiedy opuszczał mieszkanie ciotki, coś zaryczało (myślał najpierw, że to w jego brzuchu, był wsciekle głodny), a na głowę posypało mu się trochę tynku. Ciotka Gabriela chyba dowiedziała się już o rozwodzie. Oto do czego prowadzi czytanie tych wszystkich psycho głupot i innego badziewia – przez to rozbijają się porządne rodziny!

      – Tygrysku, jak mogłaś? –

      Usłyszał, zanim zamknął za sobą drzwi.
      • bupu Re: Jak mogłaś Tygrysku? - sałaciana draka o ksią 21.09.22, 23:20
        KWIIIIIIIIIK!
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Jak mogłaś Tygrysku? - sałaciana draka o ksią 21.09.22, 23:40
        JE-SZCZE, JE-SZCZE!!!
        MUSZĘ zobaczyć ten rozwód! I jak Grzechu Gabie wygarnia co myśli prosto w twarz! Może przy okazji uświadomi sobie, że sam też wszystko kręcił wokół Gaby, zaniedbując resztę swojej rodziny i sumienie go ruszy w sprawie Elki, C&M, Ignasia Mężniejącego Mimo Woli?

        Nawet nie oczekuję scen jak Grzegorz szuka Pyziaka, żeby go zlikwidować, wystarczy żebyś kontynuowała
        • srebrny_lisek Re: Jak mogłaś Tygrysku? - sałaciana draka o ksią 22.09.22, 13:16
          Mam zarys historii z perspektywy Laury, ale kto wie, co tam się jeszcze wykluje. Cieszę się, że się Wam podoba. :)
      • ako17 Re: Jak mogłaś Tygrysku? - sałaciana draka o ksią 22.09.22, 15:23
        Jakie to sugestywne. W zasadzie... prawdziwe :D. W sumie oni tacy są. Oprócz Grzegorza, który tu najwyraźniej przeżywa jakieś katharsis.
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Jak mogłaś Tygrysku? - sałaciana draka o ksią 21.09.22, 23:36
      Kocham tekst o klopsie🥰
    • srebrny_lisek Re: Jak mogłaś Tygrysku? - sałaciana draka o ksią 21.09.22, 23:39
      Niestety gazeta mnie nie ostrzegła, że po dopisaniu wstępu przekroczyłam limit znaków i ucięło Grzegorzowi kwestię. :( Ostatnie zdanie części pierwszej brzmi: "Teraz miło jej się kojarzy, z czasami naszego nowożeństwa".
      • kloi0505 Re: Jak mogłaś Tygrysku? - sałaciana draka o ksią 22.09.22, 11:53
        Super 😀.
        • srebrny_lisek Re: Jak mogłaś Tygrysku? - sałaciana draka o ksią 22.09.22, 15:18
          Dziękuję. ;3
    • mroczny_chomik_zaglady Re: Jak mogłaś Tygrysku? - sałaciana draka o ksią 22.09.22, 16:01
      srebrny_lisek JEDZIESZ !!!!!!! Dawaj kurczę z tym koksem, bo to jest kurde PIĘKNE :D
    • itsjustemichelle1 Re: Jak mogłaś Tygrysku? - sałaciana draka o ksią 26.09.22, 13:48
      noweś, pani, ja tu od tygodnia prawie czekam, zaglądam, i co? i nic! popraw się...ile jeszcze mam czekać? ;)

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka