Dodaj do ulubionych

Języki obce-ale żywe, nie martwe

27.10.22, 18:00
W kontekście swojego dawnego wątku zaczęłam się zastanawiać nad inną sprawą.
Jakich języków obcych (oprócz łaciny i greki) uczą się bohaterowie "Jeżycjady"?

1. Kłamczucha: Robrojek stwierdza, że "rosyjski, fizyka, matma- jak w normalnym liceum" czy coś takiego;
2. Córka Robrojka: wspomniane wydanie "Pięknej i bestii" po francusku, niestety nie pamiętam, do kogo należało
3. No, pan Orcabessa uczył się polskiego ;)
Czy coś jeszcze? Swoją drogą, jak na niby oświeconych, dość mało.
Ale przecież oni w zasadzie nigdzie nie jeżdżą, w zachodnich/ krajowych firmach nie pracują zasadniczo, więc po co im. A co z młodymi? Ja sama robię na DuoLingo niemiecki, angielski i hiszpański, a nawet kurs węgierskiego zaczęłam, ale to język szatana :P
No, lecz tutaj wchodzimy w rejony tematów niejednokrotnie na forum omawianych.
Obserwuj wątek
    • bupu Re: Języki obce-ale żywe, nie martwe 27.10.22, 18:25
      Flobrówny były na obozie językowym w Hiszpanii, wnioskuję zatem, że uczyły się hiszpańskiego.
    • cysia.b Re: Języki obce-ale żywe, nie martwe 27.10.22, 18:29
      Gaba w którymś tomie czytała jakąś książkę po angielsku. Zdaje się, że coś o drzewach
      Musiała więc dość dobrze znać język Szekspira.
      Róża po długim pobycie w Oksfordzie raczej też. Chociaż w sumie nie wiadomo. No ale jej dzieci to już na bank
    • przymrozki Re: Języki obce-ale żywe, nie martwe 27.10.22, 18:33
      Łucja w Sprężynie angielski już poniekąd opanowała, a Laura w TiR z angielskiego miała szóstkę, co było uzasadnieniem dla tego, żeby z lekcji się urwać i pojechać do Torunia (chyba jednak nie wyszło jej to na dobre, bo na maturze z angielskiego miała już czwórkę, o ile mnie pamięć nie myli). Ignaś w Czarnej polewce coś tam się odgrażał, że w karierze detektywa ważniejsze będą języki nowożytne i trzeba się na nich skupić. Z tych rozważań wynikało, że jakichś języków już się uczy.
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Języki obce-ale żywe, nie martwe 27.10.22, 18:38
      Pyziak na pewno zna niemiecki.
      I stąd to nieszczęsne nadużywanie zaimka "ja".

      W ogóle, gdyby mnie tak Łuśka łapała za słówka i traktowała jak zjawisko w zoo (o którym sobie zapisze w zeszyciku i pokaże Naszpanowi), to bym jej ostentacyjnie zaśpiewała:
      W serce mi wbiłaś goździa kolejny raz
      Ludzie znów śmieli mi się w twarz
      Dzisiej mie bez krupółów kopłaś
      Czego w dół spadamy
      Złączeni ręcami
      Po półtorej roku
      Miłość wyłanczamy
      Czego wtedy wyszłem
      Za Tobą nie poszłem
      Wziełem cie do Rzymu
      Tutaj nie ma ryma
      Wyłanczasz nas wyłanczasz nas
      Wyłanczasz nas bo poszłem!


      I bym z sadystyczną przyjemnością patrzyła jak cierpi, słuchając tego!

      *(To z kabaretu Smile, "Błędy językowe")
      • sulika Re: Języki obce-ale żywe, nie martwe 27.10.22, 18:56
        Ona by nie cierpiała, ona z zadwowloną mina zaczęłaby poprawiać wszystkie błędy i obszernie wyjaśniać
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Języki obce-ale żywe, nie martwe 27.10.22, 19:13
          sulika napisała:
          >Ona by nie cierpiała, ona z zadwowloną
          >mina zaczęłaby poprawiać wszystkie błędy
          >i obszernie wyjaśniać

          To chociaż jej słownikiem przydzwonię🥺
      • ako17 Re: Języki obce-ale żywe, nie martwe 27.10.22, 20:24
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        > Pyziak na pewno zna niemiecki.
        > I stąd to nieszczęsne nadużywanie zaimka "ja".
        >
        > W ogóle, gdyby mnie tak Łuśka łapała za słówka i traktowała jak zjawisko w zoo

        jak zjawisko z "My, dzieci z dworca Zoo"
        Swoją drogą, zastanawiam się, czy ktoś z Borejków czytał tę lekturę. Jak myślicie?

        >
        • jakgdyby.nigdynic Re: Języki obce-ale żywe, nie martwe 28.10.22, 19:19
          ako17 napisała:

          > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
          >
          > > Pyziak na pewno zna niemiecki.
          > > I stąd to nieszczęsne nadużywanie zaimka "ja".
          > >
          > > W ogóle, gdyby mnie tak Łuśka łapała za słówka i traktowała jak zjawisko
          > w zoo
          >
          > jak zjawisko z "My, dzieci z dworca Zoo"
          > Swoją drogą, zastanawiam się, czy ktoś z Borejków czytał tę lekturę. Jak myślic
          > ie?
          >
          > >
          Może zbuntowana (jakże niesłusznie przecież!!!) Roma razem z "Toksycznymi rodzicami". Nawet to jakoś gra w komplecie.
          • itsjustemichelle1 Re: Języki obce-ale żywe, nie martwe 28.10.22, 21:29
            jakgdyby.nigdynic napisała:


            > Może zbuntowana (jakże niesłusznie przecież!!!) Roma razem z "Toksycznymi rodzi
            > cami". Nawet to jakoś gra w komplecie.
            a Laura?
            • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Języki obce-ale żywe, nie martwe 29.10.22, 14:52
              itsjustmichelle1 napisała:
              >jakgdyby.nigdynic napisała:
              >> Może zbuntowana (jakże
              >>niesłusznie przecież!!!) Roma
              >>razem z "Toksycznymi rodzi
              >> cami". Nawet to jakoś gra w
              >>komplecie.

              >a Laura?

              Ona mogłaby nawet coś takiego przeżyć na własnej skórze.
              Podejrzewam, że gdyby w TiR nasze ulubione dziadzisko jej nie znalazło (i gdyby nie była na tyle przymulona gorączką, by tak szybko się poddać), jej dalsze poszukiwania na własną rękę zaprowadziłyby ją w jakieś nieciekawe okoliczności. Jeśli znalazłaby u Almy aktualny adres Pyziaka i wyruszyła do niego, to różne rzeczy mogły jej się po drodze zdarzyć. A jeśli by go ostatecznie znalazła, ale rozczarowała się tym spotkaniem jeszcze bardziej niż tym z Almą (bo np. już wtedy byłby pijakiem i złodziejem), to już prosta droga do załamki i jeszcze większej szansy na wkopania się w jakieś bagno, choćby na dworcu zoo.
              • przymrozki Re: Języki obce-ale żywe, nie martwe 30.10.22, 08:54
                tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                > Ona mogłaby nawet coś takiego przeżyć na własnej skórze.
                > Podejrzewam, że gdyby w TiR nasze ulubione dziadzisko jej nie znalazło (i gdyby
                > nie była na tyle przymulona gorączką, by tak szybko się poddać), jej dalsze po
                > szukiwania na własną rękę zaprowadziłyby ją w jakieś nieciekawe okoliczności. J
                > eśli znalazłaby u Almy aktualny adres Pyziaka i wyruszyła do niego, to różne rz
                > eczy mogły jej się po drodze zdarzyć. A jeśli by go ostatecznie znalazła, ale r
                > ozczarowała się tym spotkaniem jeszcze bardziej niż tym z Almą (bo np. już wted
                > y byłby pijakiem i złodziejem), to już prosta droga do załamki i jeszcze większ
                > ej szansy na wkopania się w jakieś bagno, choćby na dworcu zoo.

                Na Bahnhof Zoo Laura już by się raczej nie załapała. Raz, że bez paszportu w ogóle nie dostałaby się do Niemiec, a dwa, że heroinowe eldorado się tam skończyło pod koniec lat '80 (raczej przenosząc się gdzie indziej niż całkiem znikając, rzecz jasna). Ale ciekawe, co by się stało z Laurą, gdyby Robert jej tak dzielnie nie odbił z rąk i iglaków pani Oli, czy Tygrys wróciłby do Posen i czy rodzina, nie doczekawszy telefonu od Roberta, zaczęłaby się jednak niepokoić i przedsięwzięła jakieś środki poszukiwawcze. Zakładam, być może zbyt optymistycznie, że tak jakoś mniej więcej po tygodniu jednak poszliby na policję.
                • bupu Re: Języki obce-ale żywe, nie martwe 30.10.22, 09:04
                  przymrozki napisała:



                  >
                  > Na Bahnhof Zoo Laura już by się raczej nie załapała. Raz, że bez paszportu w og
                  > óle nie dostałaby się do Niemiec, a dwa, że heroinowe eldorado się tam skończył
                  > o pod koniec lat '80 (raczej przenosząc się gdzie indziej niż całkiem znikając,
                  > rzecz jasna).

                  Bahnhof Zoo może nie wchodził w rachubę, za to wciąż za heroinowe eldorado robił Bahnhof Breslau. A z Poznania do Wrocławia nie tak znowu daleko...
                  • przymrozki Re: Języki obce-ale żywe, nie martwe 30.10.22, 12:18
                    bupu napisała:

                    > Bahnhof Zoo może nie wchodził w rachubę, za to wciąż za heroinowe eldorado robi
                    > ł Bahnhof Breslau. A z Poznania do Wrocławia nie tak znowu daleko...

                    Pewnie nawet i w Poznaniu dało się widowiskowo stoczyć.

                    Przy czym zakładam, że rozsądna Laura z pewnością uznałaby, że obce miasto jest do tych celów praktyczniejsze. Zawsze to mniejsze ryzyko, że jakaś ciotka wypatrzy zamroczone narkotykiem stalowe oczy i podniesie raban, tym bardziej, że póki Laura była niepełnoletnia, wezwana policja miałaby obowiązek podjąć próbę wyciągania jej ze szponów złego towarzystwa. Ale to Laura. Ja osobiście uważam, że zbędny trud, Borejki zapomniałby o czarnej owcy jak o stryju Józefie czy o Gizeli, po tygodniu od zniknięcia nie poznaliby Tygrysa, nawet jakby się o niego potknęli.
                • kooreczka Re: Języki obce-ale żywe, nie martwe 30.10.22, 10:48
                  Nie trzeba Bahnhof Zoo, na każdym dużym dworcu kręcili się ludzie wyłapujący zagubione małolaty do swoich celów i często nie były to obleśne dziadki a pozornie miłe panie. Moja mama spotkała się z tym kilka razy jako wychowawczyni- pamiętam jak trzy dziewczyny zamiast do internatu pojechały szukać szczęścia- dwie się odnalazły po kilku tygodniach (uwieziono je w prywatnym domu- udało im się dostać do okna, kiedy oprawca odbierał pizzę - dostawczyni nawet nie mrugnęła, spokojnie rozliczyła klienta, odjechała i wróciła z policją). Trzecią gdzieś wywieziono, nie odnaleziono nigdy- mama jeździła na rozpoznanie zwłok kilka razy, raz musiała obejrzeć kawałek pornola zarekwirowanego jako dowód, bo jedynym krewnym zaginionej był niepełnosprawny dziadek.

                  Kluczowe było wyłapanie dzieciaka, którego nikt szukał nie będzie- gorzej ubrane, niepewne, z większym bagażem. Może za pierwszym razem nikt by Laury nie zaczepił, ale gdyby uparła się odejść od Oleńki i przeczekać aż zaczną jej szukać- mogłoby być nieciekawie.
                  • itsjustemichelle1 Re: Języki obce-ale żywe, nie martwe 31.10.22, 10:57
                    kooreczka napisał:

                    > Nie trzeba Bahnhof Zoo, na każdym dużym dworcu kręcili się ludzie wyłapujący za
                    > gubione małolaty do swoich celów i często nie były to obleśne dziadki a pozorni
                    > e miłe panie. Moja mama spotkała się z tym kilka razy jako wychowawczyni- pamię
                    > tam jak trzy dziewczyny zamiast do internatu pojechały szukać szczęścia- dwie s
                    > ię odnalazły po kilku tygodniach (uwieziono je w prywatnym domu- udało im się d
                    > ostać do okna, kiedy oprawca odbierał pizzę - dostawczyni nawet nie mrugnęła, s
                    > pokojnie rozliczyła klienta, odjechała i wróciła z policją). Trzecią gdzieś wyw
                    > ieziono, nie odnaleziono nigdy- mama jeździła na rozpoznanie zwłok kilka razy,
                    > raz musiała obejrzeć kawałek pornola zarekwirowanego jako dowód, bo jedynym kre
                    > wnym zaginionej był niepełnosprawny dziadek.
                    O Jezu :(
                    >
                    > Kluczowe było wyłapanie dzieciaka, którego nikt szukał nie będzie- gorzej ubran
                    > e, niepewne, z większym bagażem. Może za pierwszym razem nikt by Laury nie zacz
                    > epił, ale gdyby uparła się odejść od Oleńki i przeczekać aż zaczną jej szukać-
                    > mogłoby być nieciekawie.
    • fionnuala Re: Języki obce-ale żywe, nie martwe 27.10.22, 19:05
      Marek Pałys jest z USA, więc powinien biegle znać angielski. Częstą praktyką w takiej sytuacji jest, że rodzic mówi do dziecka w swoim języku, żeby one też go umiały. Z myślą o kontakcie z dziadkami, z angielskim mogłoby chodzić o świadome rozwijanie kompetencji językowych u dzieci. Tyle że nie ma ani słowa o tym, co jest imo dziwne, bo Marek i Ida to osoby wykształcone, na tle reszty rodziny B bywali w różnych miejscach, nadążający za trendami itd. Więc ten brak wzmianki mnie dziwi.
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Języki obce-ale żywe, nie martwe 27.10.22, 19:11
        A Józin ma wręcz zakaz mówienia po angielsku (w JT Mila go skarciła za użycie słowa "sorry" w kibelku siedząc)
      • itsjustemichelle1 Re: Języki obce-ale żywe, nie martwe 27.10.22, 20:18
        fionnuala napisała:

        > Marek Pałys jest z USA, więc powinien biegle znać angielski.
        Nigdy tego nie pokazywał
        Częstą praktyką w
        > takiej sytuacji jest, że rodzic mówi do dziecka w swoim języku, żeby one też go
        > umiały. Z myślą o kontakcie z dziadkami, z angielskim mogłoby chodzić o świado
        > me rozwijanie kompetencji językowych u dzieci. Tyle że nie ma ani słowa o tym,
        > co jest imo dziwne, bo Marek i Ida to osoby wykształcone, na tle reszty rodziny
        > B bywali w różnych miejscach, nadążający za trendami itd. Więc ten brak wzmian
        > ki mnie dziwi.
    • hanuszka189 Re: Języki obce-ale żywe, nie martwe 27.10.22, 20:35
      Natalia jako rezydentka na Cyprze musi znać... angielski chyba, jeśli nie nowogrecki. Na Cyprze można się było nieźle po angielsku dogadać, ze względu na historię wyspy.

      Róża też ten angielski znać musi, obronię ją trochę - jako dziecko wykazywała talent językowy i po łacinie wstawki miała składne, nawet Tygrysa poprawiała.

      Mila uczyła się rosyjskiego i podobno francuskiego.

      Absolutny brak odniesień co do dwujęzyczności Marka/jego dzieci jest trochę wpadką. Nie da się chyba przeżyć całej młodości w USA nie znając języka; chyba, że zamorskie pochodzenie Marka to tylko jakaś zasłona dymna.

      • ako17 Re: Języki obce-ale żywe, nie martwe 27.10.22, 21:30
        hanuszka189 napisał(a):


        > Absolutny brak odniesień co do dwujęzyczności Marka/jego dzieci jest trochę wpa
        > dką. Nie da się chyba przeżyć całej młodości w USA nie znając języka; chyba, że
        > zamorskie pochodzenie Marka to tylko jakaś zasłona dymna.
        >


        a tam. Po prostu wiadomo, że i śpiący Marek i dzieci jego znają angielski.
        Ja bym się raczej zastanawiała, czy język polski Marka jest zupełnie poprawny. To wcale nieoczywiste, czy on nie wtrącał, przynajmniej na początku, jak się z Idą spiknął jakichś eee... carpetów i breadów do rozmowy. Albo, czy nadużywał zaimka "I"
      • bupu Re: Języki obce-ale żywe, nie martwe 27.10.22, 21:48
        hanuszka189 napisał(a):


        > Absolutny brak odniesień co do dwujęzyczności Marka/jego dzieci jest trochę wpa
        > dką. Nie da się chyba przeżyć całej młodości w USA nie znając języka; chyba, że
        > zamorskie pochodzenie Marka to tylko jakaś zasłona dymna.
        >


        Mareczek to jest lingwistyczne kuriozum. W Ameryce dorastał, tamże do szkół chadzał, tymczasem deklamuje po łacinie z wymową która zachwyca Ignaca. Gdyby on pojechał Ignacowi tym Owidiuszem (czy co to było) uzywając wymowy obowiązującej w Stanach, to doktor Kowalik zostałby ponownie oderwany od wigilijnej wieczerzy, tym razem celem stwierdzenia zgonu seniora rodu Borejków.
        • minerwamcg Re: Języki obce-ale żywe, nie martwe 28.10.22, 17:36
          A ja na to mówię chytrze,
          To by było nie najbrzydsze...
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Języki obce-ale żywe, nie martwe 28.10.22, 18:12
          bupu napisała:
          >Mareczek to jest lingwistyczne kuriozum.
          >W Ameryce dorastał, tamże do szkół
          >chadzał, tymczasem deklamuje po łacinie
          >z wymową która zachwyca Ignaca. Gdyby
          >on pojechał Ignacowi tym Owidiuszem (czy
          >co to było) uzywając wymowy
          >obowiązującej w Stanach, to doktor
          >Kowalik zostałby ponownie oderwany od
          >wigilijnej wieczerzy, tym razem celem
          >stwierdzenia zgonu seniora rodu Borejków.

          Mnie bardziej niż nieistniejące amerykańskie naleciałości zastanawia ta wzmianka z JT:
          Z jego zgrabnej postaci biło ciepło i siła. Taki miągwa, na przykład, miał gorzej: wuj Grześ był wrażliwcem, bał się zabić karpia i nigdy by nikomu nie przylał.
          Tata – i owszem. Zanim został poważnym lekarzem, był przecież chłopakiem i to z tamtych czasów pochodziła blizna na jego żebrach: kiedy jeszcze mieszkał w Stanach, oberwał w bójce nożem.


          To nawet logiczne, że Brudny Pałłys Pogromca Bronxu postanowił deklamować po łacinie, w tej sposób spacyfikował teściów i uniknął pytań o swoją trudną przeszłość (skoro Pyziaczek-sportowiec źle się zapowiadał, to co by Milicja pomyślała o Mareczku-nożowniku?)
          • kooreczka Re: Języki obce-ale żywe, nie martwe 28.10.22, 18:27
            Jezu, ale bucowaty cytat- bójka na noże i "przylanie" jako wyznacznik fajnego rodzica.
            W sumie ja też uważałam, że mam najfajniejszą i najgroźniejszą mamę, ale ona potrafiła skończyć rozprawę między skinami i dresami w poniższy sposób (Pixarowane)
            youtu.be/-LgPiYBDHRA?t=65
            • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Języki obce-ale żywe, nie martwe 28.10.22, 19:07
              kooreczka napisała:
              >Jezu, ale bucowaty cytat- bójka na
              >noże i "przylanie" jako wyznacznik
              >fajnego rodzica.

              Bardzo ciekawi mnie jaka by była opinia Józkiniowca, gdyby to jemu tata przylał. Chybaby wpadł w ekstazę z zachwytu.

              >W sumie ja też uważałam, że mam
              >najfajniejszą i najgroźniejszą mamę,
              >ale ona potrafiła skończyć rozprawę
              >między skinami i dresami w
              >poniższy sposób (Pixarowane)
              >youtu.be/-LgPiYBDHRA?t=65

              O, Merida Waleczna.
              Pasuje idealnie, w wątku uzurpatorskim było wspomniane, że Poznaniacy są jak Szkoci, bo skąpiradła (i rudzi, przynajmniej Borejki), a Robroj to od Roba Roya (szkocki Janosik). Już go widzę w tym kilcie, z rozwianym włosem i barwami wojennymi na twarzy, wystylizowanego na "barbarzyńcę" á la Braveheart, mrrrau...
              • przymrozki Re: Języki obce-ale żywe, nie martwe 28.10.22, 19:12
                tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


                > Bardzo ciekawi mnie jaka by była opinia Józkiniowca, gdyby to jemu tata przylał

                Albo zasunął kosę nożem w brzuch. "No, chyba nie bardzo mi się to podoba" przyznał niechętnie Józinek plując posoką "ale z drugiej strony, lepsze to niż panna młoda w makijażu".
                • ako17 Re: Języki obce-ale żywe, nie martwe 29.10.22, 00:58
                  przymrozki napisała:


                  > Albo zasunął kosę nożem w brzuch. "No, chyba nie bardzo mi się to podoba" przyz
                  > nał niechętnie Józinek plując posoką "ale z drugiej strony, lepsze to niż panna
                  > młoda w makijażu".

                  tak. Myślę, że tak
        • przymrozki Re: Języki obce-ale żywe, nie martwe 28.10.22, 18:45
          bupu napisała:

          > Mareczek to jest lingwistyczne kuriozum.

          Żeby tylko lingwistyczne! Ten chłopak, będąc obywatelem USA tamże urodzonym, wychowanym i wykształconym powrócił do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych w stanie wojennym (kuriozum polityczne), a pól malowanych zbożem rozmaitym nie opuścił nawet na chwilę, mimo że w kraju swojego urodzenia mógł w kilka miesięcy zarobić na mieszkanie i lata wygodnego życia w Posen (kuriozum ekonomiczne) (oczywiście mowa o realiach wczesnych lat '80, wg internetu w USA przeciętna miesięczna pensja wynosiła wtedy ok. tysiąca dolarów, a polska 25 dolarów, w 2022 r. młody Polak wracający z USA na studia do Polski aż takim kuriozum by nie był).
          • hanuszka189 Re: Języki obce-ale żywe, nie martwe 28.10.22, 21:48
            przymrozki napisała:

            > bupu napisała:
            >
            > > Mareczek to jest lingwistyczne kuriozum.
            >
            > Żeby tylko lingwistyczne! Ten chłopak, będąc obywatelem USA tamże urodzonym, wy
            > chowanym i wykształconym powrócił do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielony
            > ch w stanie wojennym (kuriozum polityczne), a pól malowanych zbożem rozmaitym n
            > ie opuścił nawet na chwilę, mimo że w kraju swojego urodzenia mógł w kilka mies
            > ięcy zarobić na mieszkanie i lata wygodnego życia w Posen (kuriozum ekonomiczne
            > ) (oczywiście mowa o realiach wczesnych lat '80, wg internetu w USA przeciętna
            > miesięczna pensja wynosiła wtedy ok. tysiąca dolarów, a polska 25 dolarów, w 20
            > 22 r. młody Polak wracający z USA na studia do Polski aż takim kuriozum by nie
            > był).

            Może Marek pochodził z Ameryki o kodzie pocztowym 11-015? Ida przy pierwszym spotkaniu zrozumiała po swojemu i potem już głupio było prostować. Monika jako dziecko też nie wiedziała, gdzie ją mama wywozi, Mila się tylko dziwiła, że żadne listy nie przychodzą.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka