Dodaj do ulubionych

Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec

30.11.22, 17:52
W różnych dyskusjach, mniej lub bardziej dotyczących Pyziakówien (m.in. wyjazdu Pyzy do Włoch, odpowiedzenia Larwy za kradzież, kwestii różnych zgód i dokumentów do podpisania dla obojga rodziców), co jakiś czas powraca temat potencjalnej utraty praw rodzicielskich przez Hansa Klopsa™ (prawa autorskie: srebrny_lisek).

Zatem powtarzam pytanie za wieloma forumowiczami: Pyziak ma prawa rodzicielskie czy nie ma?
Jeśli nie ma, to czy zostały mu odebrane, czy zrzekł się ich? I w jakich okolicznościach i na jakiej podstawie mogłoby do tego dojść (nie można ot tak sobie pójść do sądu i się zrzec, z odbieraniem podobnie)? Jak myślicie?
Obserwuj wątek
    • julian_arden Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 30.11.22, 18:39
      O ile wiem, zrzec się "ojcostwa" można (co nie unieważnia obowiązków alimentacyjnych). Zrobił to ojciec osoby, z którą blisko się przyjaźnię, a której nieszczęśliwie zdarzyło się zajść w ciążę w wieku 14 lat. Istnieje podejrzenie, że on wtedy uważał, iż w ten sposób również pozbędzie się obowiązku alimentacyjnego.
      • bupu Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 30.11.22, 19:31
        julian_arden napisał:

        > O ile wiem, zrzec się "ojcostwa" można (co nie unieważnia obowiązków alimentacy
        > jnych). Zrobił to ojciec osoby, z którą blisko się przyjaźnię, a której nieszcz
        > ęśliwie zdarzyło się zajść w ciążę w wieku 14 lat. Istnieje podejrzenie, że on
        > wtedy uważał, iż w ten sposób również pozbędzie się obowiązku alimentacyjnego.

        W polskim prawie nie ma możliwości zrzeczenia się ojcostwa jako takiego. Można dokonać zaprzeczenia ojcostwa, w terminie do 6 miesięcy od narodzin dziecięcia, względnie do 6 miesięcy od dnia gdy delikwent się dowiedział, że nie jest ojcem dziecka, które uznał. Nie można także zrzec się praw do opieki nad dzieckiem, co najwyżej sąd może rzeczone prawa odebrać. Z powodów, dla których sąd może o tym zadecydować nas istnieje jeden, mianowicie trwała przeszkoda w sprawowaniu władzy rodzicielskiej, taka, jak na przykład wyjazd za granicę i zerwanie z dzieckiem kontaktów.

        Tyle, że Gabą musiałby się w tym celu pofatygować do sądu, a sąd niechybnie wyznaczyłby Hansowi Klopsowi alimenta na dziatki do płacenia. Zatem albo ob. Klops nie płacił, albo fakt ten był starannie ukrywany (a już od jakiegoś czasu podejrzewam, że Borejki pod płaszczykiem ślachetnego ubóstwa skrywają potworne skąpstwo, ale to temat na osobny watek).
        • julian_arden Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 30.11.22, 19:54
          Skoro byli rozwiedzeni (jaka brzydka skaza na obliczu idealnej rodziny), to alimenty na dwójkę dzieci musiały być przyznane. Nie ma innej możliwości. I ciekawe, że słowa nie ma na ten temat. Tylko że zniknął łajdak, ale nie, że nie płaci łajdak, mimo że ma zasądzone. Albo że owszem, płaci, ale fundusz alimentacyjny. Mnóstwo o tym, jak to ciężko naszej bohaterce, ale nie przypominam sobie słówka o przyczynie ciężkości w rodzaju braku alimentów od ojca dzieci. Inteligencki etos nie pozwala poruszać takiego tematu, czy jak?
          BTW, wspomniany przeze mnie ojciec zdaje się posłużył się pretekstem w postaci wyjazdu za granicę na zarobek. W rzeczywistości chodziło o wyrzeczenie się rozpustnej samicy, która jego łono nieopatrznie na świat przywołało. Kobieta ta jest jednym z najporządniejszych ludzi, jakich znam, a tatusia, który tak się uniósł honorem, po latach na oczy oglądać nie chce.
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 30.11.22, 20:05
            julian_arden napisał:
            >Skoro byli rozwiedzeni (jaka brzydka
            >skaza na obliczu idealnej rodziny), to
            >alimenty na dwójkę dzieci musiały być
            >przyznane. Nie ma innej możliwości. I
            >ciekawe, że słowa nie ma na ten temat.
            >Tylko że zniknął łajdak, ale nie, że nie
            >płaci łajdak, mimo że ma zasądzone.
            >Albo że owszem, płaci, ale fundusz
            >alimentacyjny. Mnóstwo o tym, jak to
            >ciężko naszej bohaterce, ale nie
            >przypominam sobie słówka o
            >przyczynie ciężkości w rodzaju braku
            >alimentów od ojca dzieci. Inteligencki
            >etos nie pozwala poruszać takiego
            >tematu, czy jak

            W ogóle przy żadnym z jeżycjadowych rozwodów temat alimentów się nie pojawia. Nie chcę tu uderzać w prywatę MM, ale to wygląda tak, jakby ona w ogóle nie wiedziała, że coś takiego istnieje.
          • jakgdyby.nigdynic Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 01.12.22, 14:12
            julian_arden napisał:

            > Skoro byli rozwiedzeni (jaka brzydka skaza na obliczu idealnej rodziny), to ali
            > menty na dwójkę dzieci musiały być przyznane. Nie ma innej możliwości. I ciekaw
            > e, że słowa nie ma na ten temat. Tylko że zniknął łajdak, ale nie, że nie płaci
            > łajdak, mimo że ma zasądzone.

            Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale z treści J. wynika, że Janusz rozwiódł się per procura z niemieckiego więzienia jakoś w drugiej połowie lat 80. Czyli po pierwsze, sąd chyba mógł być dość przychylny w ograniczaniu jego władzy rodzicielskiej (nie ma CKNUKa w PRL, jest przestępcą, nie rokuje jako ojciec). Po drugie, załóżmy, że sąd zasądza alimenty, niech to będzie nawet 10 000 zł. Internet (zus.info.pl) mówi, że średnia miesięczna płaca w Polsce wynosiła w 1987 roku ok 30 000. Przychodzi rok 1989, hiperinflacja. W roku 1995, po denominacji, ustalone przy rozwodzie alimenty wynosiły równo 1 zł. O ile mi wiadomo, nie istnieje system automatycznej waloryzacji alimentów. Żeby to zrobić Gaba powinna wystąpić do sądu z wnioskiem o podwyższenie kwoty. Jakoś trudno mi to sobie wyobrazić, jak zgłasza, że Py...py...py...ziak powinien płacić więcej.
            • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 01.12.22, 14:52
              jakgdyby.nigdynic napisała:
              >Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale z
              >treści J. wynika, że Janusz rozwiódł
              >się per procura z niemieckiego
              >więzienia jakoś w drugiej połowie lat
              >80. Czyli po pierwsze, sąd chyba
              >mógł być dość przychylny w
              >ograniczaniu jego władzy
              >rodzicielskiej (nie ma CKNUKa w
              >PRL, jest przestępcą, nie rokuje jako
              >ojciec)

              A wszelkie decyzje odnośnie opieki nad dziećmi były w tamtych czasach obowiązkowym elementem wyroku rozwodowego, tak jak dziś? Czy jakoś oddzielnie to się załatwiało?

              >Żeby to zrobić Gaba powinna
              >wystąpić do sądu z wnioskiem o
              >podwyższenie kwoty. Jakoś trudno
              >mi to sobie wyobrazić, jak zgłasza,
              >że Py...py...py...ziak powinien płacić
              >więcej.

              I WYRZEC SIĘ SZLACHETNEGO UBÓSTWA?!
              Może jeszcze od razu powinna dziecku buty na zimę kupić...
              • jakgdyby.nigdynic Re: Zdalny i 01.12.22, 17:07
                tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                >
                > A wszelkie decyzje odnośnie opieki nad dziećmi były w tamtych czasach obowiązko
                > wym elementem wyroku rozwodowego, tak jak dziś? Czy jakoś oddzielnie to się zał
                > atwiało?

                Nie mam pojęcia, też pytam starszych i mądrzejszych od siebie.


                >
                > I WYRZEC SIĘ SZLACHETNEGO UBÓSTWA?!
                > Może jeszcze od razu powinna dziecku buty na zimę kupić...
                >

                A fe, na Gabę takie kalumnie rzucać!
          • bupu Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 01.12.22, 15:03
            julian_arden napisał:

            > Skoro byli rozwiedzeni (jaka brzydka skaza na obliczu idealnej rodziny), to ali
            > menty na dwójkę dzieci musiały być przyznane. Nie ma innej możliwości. I ciekaw
            > e, że słowa nie ma na ten temat. Tylko że zniknął łajdak, ale nie, że nie płaci
            > łajdak, mimo że ma zasądzone. Albo że owszem, płaci, ale fundusz alimentacyjny
            > . Mnóstwo o tym, jak to ciężko naszej bohaterce, ale nie przypominam sobie słów
            > ka o przyczynie ciężkości w rodzaju braku alimentów od ojca dzieci. Inteligenck
            > i etos nie pozwala poruszać takiego tematu, czy jak?


            Jak już mówiłam, posądzam Borejkow o galopujące skąpstwo. A jakby się komuś wypsneło o alimentach od CKNUKa, to dzieci jeszcze zaczęłyby się domagać wydawania ich na tychże dzieci potrzeby i prysłby mit ślachetnego ubóstwa. A tak można nielata zgasić, ciesz się że masz co żreć i co czytać i nie pyskuj, można dać Nutrii, wyjeżdżającej z dziewczynkami jakieś nędzne grosze...
      • przymrozki Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 30.11.22, 20:14
        julian_arden napisał:

        > O ile wiem, zrzec się "ojcostwa" można (co nie unieważnia obowiązków alimentacy
        > jnych).

        Można być całkowicie pozbawionym praw rodzicielskich (co od zrzeczenia się praw rodzicielskich różni się tym, że jest to rozstrzygnięcie sądu, a nie jednostronna decyzja zrzekającego się). I faktycznie nie unieważnia to obowiązku alimentacyjnego.

        Natomiast, z tego co słyszałam, 30 lat temu pozbawianie (pozbawianie, nie ograniczenie) praw rodzicielskich rodzica, który po rozwodzie nie mieszka na stałe z dziećmi (czyli w większości przypadków ojca) było powszechnie stosowaną praktyką. Gaba dostałaby takie orzeczenie znacznie łatwiej niż dziś, a i dziś ojciec, który zniknął, nie daje znaków życia, nie widział dzieci od lat, mógłby zostać pozbawiony praw rodzicielskich.
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 01.12.22, 12:14
          przymrozki napisała:
          >Natomiast, z tego co słyszałam, 30 lat
          >temu pozbawianie (pozbawianie, nie
          >ograniczenie) praw rodzicielskich rodzica,
          >który po rozwodzie nie mieszka na stałe z
          >dziećmi (czyli w większości przypadków
          >ojca) było powszechnie stosowaną
          >praktyką. Gaba dostałaby takie orzeczenie
          >znacznie łatwiej niż dziś, a i dziś ojciec,
          >który zniknął, nie daje znaków życia, nie
          >widział dzieci od lat, mógłby zostać
          >pozbawiony praw rodzicielskich.

          A jak to dokładnie przebiegało? Bo może to jest wyjaśnienie dlaczego u MM rozwód=porzucenie.
          I co dokładnie oznacza tutaj mieszkanie na stałe? Opiekę naprzemienną, gdy dzieci mieszkają trochę u mamy, trochę u taty?
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 01.12.22, 12:18
            Napisałam:
            >A jak to dokładnie przebiegało? Bo
            >może to jest wyjaśnienie dlaczego u
            >MM rozwód=porzucenie

            W sensie pozbawienie 30 lat temu
            • przymrozki Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 01.12.22, 12:35
              Jeszcze całkiem to niedawna oczywistym było, że przy rozwodzie prawa rodzicielskie jednego z rodziców się ogranicza. Nie był to jakiś eksces, tylko założenie, że opiekunem prawnym powinien być opiekun faktyczny, a nie ktoś, kto widuje dziecko cztery razy w tygodniu po cztery godziny i spędza z nim dwa tygodnie wakacji. Zresztą, dzisiaj też takie wyroki zapadają, wystarczy żeby rodzice byli skonfliktowani i niezdolni do współpracy.

              Pozbawienie praw to oczywiście krok dalej, tutaj już albo rodzice muszą się dogadać na taki układ, albo musi faktycznie dojść do porzucenia. Jednak z tego co słyszałam swojego czasu takie układy były zawierane dosyć często np. ojciec przepisywał na dziecko swoje mieszkanie, zrzekał się praw, ale w zamian nie płacił alimentów. Dziecko mógł nawet widywać, czemu nie.
              • druza.11 Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 22.01.23, 20:52
                Tak bywało.
                Jeśli rodzic był za granicą to powszechnie orzekano pozbawienie praw takjak napisała przymrozki - nie jako szykanę- tylko jako ułatwienie życia i dziecku i drugiemu rodzicowi.
                • druza.11 Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 22.01.23, 21:01
                  Zapomniałam. Rozstrzygnięcie co do alimentów jest obligatoryjne. Oczywiście można ich nie dochodzić. Wielokrotnie dawałam upust moim wielce negatywnym uczuciom do matek, które unoszą sie honorem i nie dochodzą alimentów, pozbawiając dzieci kasy. Trzącha mnie szczególnie mamusia Doroty.
                  • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 22.01.23, 21:07
                    druza.11 napisała:
                    >Zapomniałam. Rozstrzygnięcie co
                    >do alimentów jest obligatoryjne.
                    >Oczywiście można ich nie
                    >dochodzić. Wielokrotnie dawałam
                    >upust moim wielce negatywnym
                    >uczuciom do matek, które unoszą
                    >sie honorem i nie dochodzą
                    >alimentów, pozbawiając dzieci kasy.
                    >Trzącha mnie szczególnie mamusia
                    >Doroty.

                    Która z własnych zarobków ewidentnie też dziecku złamanego grosza nie daje. Chyba, że wszystko co wysyła chomikują po cichu babunie
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 01.12.22, 21:26
      Próbowałam coś dedukować o pyziaczych prawach rodzicielskich, ale mi nie idzie. Czego bym nie wzięła pod lupę, wnioski wychodzą na zero.

      Alimenty - info brak. Nie tylko w przypadku Pyziaka, ale w ogóle jakiekolwiek ojca-rozwodnika w Jeżycjadzie.

      Wycieczka do Włoch - ani słowa o potencjalnych kłopotach z paszportem, ale to może wynikać zarówno z pozbawienia Janusza praw, jak i z olewczego podejścia Borejków (którego licznie zaprezentowanych w cyklu przykładów chyba nie muszę wymieniać?). Nie pomaga fakt, że temat rzeczonej wycieczki skończył się tam, gdzie się zaczął i nie dowiadujemy się już, czy ostatecznie do niej doszło, czy nie.

      W ogóle, jakie jeszcze dokumenty muszą mieć podpisy obojga rodziców, żeby przejść?

      I były w książkach jeszcze jakieś inne sytuacje, w których w realnym życiu mogłaby zostać poruszona kwestia praw rodzicielskich/ich braku?
      • lezbimbella_veganella Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 24.12.22, 03:50
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
        > Alimenty - info brak. Nie tylko w przypadku Pyziaka, ale w ogóle jakiekolwiek o
        > jca-rozwodnika w Jeżycjadzie.

        Ociec Bobcia (jeszcze normalnie, Bobcio obwieszczał to rzeczowo i miał dość wylane, bo tyle myszów, tortów i absztyfikantów, tylko Ciocia Wiesia chlipała), Pypyziak ZŁO ODWIECZNE ZŁO STALOWE MUTRY na saksach, Eu-geniuszek Jedwabiński (ciężki jak kloc bombke przy nodze Aurelii i Marty Jot). Nie pamiętam już innych, pewnie już tylko wdowce i wdowinie.
        Rozwód to los w Jeremiadzie gorszy od śmierci, gwałtu, przemocy domowej, raka, morowego powietrza, głodu, wojny itd. Kobieta, której ZUY FACET UCZYNIŁ ROZWUT pęka wpół cała jak lustro i nigdy już nic nie będzie takie samo, nie zrośnie się jej rana nigdy, będzie pokiereszowane jej lico, posklejane tragicznie jak krwawy kotlecik aż do śmierci.
        Jedyna opcja dopuszczalna to wdowieństwo, wtedy szlachetnej niewiasty ni mąża nie dotyka odrażająca skaza rozwodu, a fabuły nie musi dotykać nożyc redaktorski. Umarło to umarło, na wieki wieków cement i ament, co się jeszcze będziemy ałtorki o jakieś daty, odczuwanie żałoby czy imiona żon jeszcze czepiać.

        Alimenta??? Dyć piniondze so głupie, i tono, i ohydne so!! Nie dość, że Judasz mąż zniszczył Jezusa-kobietę na resztę życia GRZECHEM ROZWODU, to Ona jeszcze musi się upokarzać i prosić o jakieś SREBRNIKI

        > Wycieczka do Włoch - ani słowa o potencjalnych kłopotach z paszportem,

        Pardą, już Italia ni Polonia nie są w sferze Shengen? Na dowut osobisty albo prawko nawet można też już podróżować. I czy Pyzza nie jest już omszałą, czcigodną i pełnoletnią matroną, po co jej paszporty odojcowskie????

        > I były w książkach jeszcze jakieś inne sytuacje, w których w realnym życiu mogł
        > aby zostać poruszona kwestia praw rodzicielskich/ich braku?

        Jedyne, co kojarzę, to tylko w sprawach emigracji nieletnich dzieciątek - jeśli jedno z rodziców chce zabrać goblina ze sobą do inkszych krain, to wtedy drugi rodzic (co zostaje w kraju) musi wyrazić zgodę. Wspaniały to kijek do wtykania w szprychy swoim nielubianym eksom i nielubianym dzieciątkom
        • bupu Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 24.12.22, 11:12
          lezbimbella_veganella napisała:



          > Pardą, już Italia ni Polonia nie są w sferze Shengen? Na dowut osobisty albo pr
          > awko nawet można też już podróżować. I czy Pyzza nie jest już omszałą, czcigodn
          > ą i pełnoletnią matroną, po co jej paszporty odojcowskie????
          >

          Pyza jechała do Italii nie jako omszala matrona, tylko jako hoża (i niepełnoletnia) siedemnastolatka w TiR. A rok był 1999 i się jeszcze po Szengenach nie tarzaliśmy.
          • lezbimbella_veganella Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale pyzy po włosku 25.12.22, 22:49
            bupu napisała:
            > Pyza jechała do Italii nie jako omszala matrona, tylko jako hoża (i niepełnolet
            > nia) siedemnastolatka w TiR. A rok był 1999 i się jeszcze po Szengenach nie tar
            > zaliśmy.

            Zwracam honor, tak nie znoszę tego tomu, że mię nienawiść oczy przysłoniła i w ogóle nigdy nie zauważyłam, że Pyzella się tam wybierała :-O
            Posłużysz kochana cytatem??

            Jedyne co pamiętam, to dręczące Tygrysie podróże na krzyżackie rubieże i straszliwą Almę z podnóżkiem.
            A Pyzę pamiętam tylko dusząca się w zagazowanej klitce, kiedy Larwunia hojnie się psikała perfum przed wyjściem. I skoro Łałra tak mała wtedy była, to tak samo Pyza mi się wydała jakoś 12 lat wtedy mająca.

            Inna sprawa, że prawdziwi antykofile, za jakich się podają Ignac z Gabonem, powinni piać wniebogłosy, że Najulubieńsza Pyza będzie na italskich dróżkach się toczyć i zwiedzać Forum w Wiecznym Mieście, Colosseum, Panteon, akwedukta i resztki świątyń! Ale jak wiadomo Forum jest złe i niedobre ;-)

            Ale nieszczęsna MM chyba nadal trwi mentalnie w PRLu i podróże do Italii to nadal jakiś niewyobrażalny wojaż tylko dla wybranych, a nie zwykła podróż, dostępna nawet w latach 90ych "ubogim inaczej" Borejkom akademikom habilitowanym z pogadankami w radiu i informatykowi Grzesiowi. Nawet im tę podróż poślubną dopisała, co prawda fiacikiem na kemping namiotowy w Wenecji - tylko zero wspomnień z tejże Wenecji.
            • kocynder Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale pyzy po włosku 26.12.22, 12:39
              A to podobnie jak z rocznym cyprowaniem Nutrii. Rok. Cypr. I co? Ano nico. Jak wraca - wszyscy ślozy robią, że Gabuni przez trzy dni nie było doma, impreza fetuje całkiem kogoś innego, potem dwie siostrunie wyskakują z nowinami prokreacyjnymi i tyle. Nikt, NIKT nie poświęca Nutrii jednej myśli. Nikt nie pyta o zdjęcia. Co widziała? Nikogo nie obchodzi, czy poznała jakieś lokalne ciekawostki. Bodaj Róża, dziecię wówczas jej współczuje. Ale nie, nie tego, że calutka rodzina ma ja w zadku! Tylko tego, że biedaczka, bo na pewno nigdzie nie czeka na nią dzidziuś...
        • ako17 Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 24.12.22, 11:40
          lezbimbella_veganella napisała:


          Tyś jest dawną Lezbobimbo?
          • lezbimbella_veganella Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 25.12.22, 22:57
            ako17 napisała:
            > lezbimbella_veganella napisała:

            > Tyś jest dawną Lezbobimbo?

            Jam jest w rzeczy samej, miło, że mnie rozpoznałaś :-)
            Jako przedwieczny troll wracam dręczyć nieszczęsną MM i jej nieszczęsne wytwory pisarskie. Dawne loginy Gazeta mi zjadła po 100 latach pandemii i nieużywania, to się objawiam w nowej odsłonie. Nowe konto, nowo emaliowany garnuszek do bicia w skronie, ale megalomania ta sama, jad skapujący z kłów ten sam.
            • ako17 Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 26.12.22, 11:50
              lezbimbella_veganella napisała:


              > Jam jest w rzeczy samej, miło, że mnie rozpoznałaś :-)
              > Jako przedwieczny troll wracam dręczyć nieszczęsną MM i jej nieszczęsne wytwory
              > pisarskie. Dawne loginy Gazeta mi zjadła po 100 latach pandemii i nieużywania,
              > to się objawiam w nowej odsłonie. Nowe konto, nowo emaliowany garnuszek do bic
              > ia w skronie, ale megalomania ta sama, jad skapujący z kłów ten sam.
              >
              >
              Ja jeszcze nie byłam aktywna na forum, gdy Ty tam bawiłaś :)
              Z ogromną przyjemnością przekopuję się przez archiwum niniejszego Foruma i tam jest pełno Twoich, jakże charakterystycznych i barwnych wypowiedzi :DDD
              A następnie jest sporo postów o tym, jak Ciebie brakuje :).
            • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 26.12.22, 16:40
              lezbimbella_veganella napisała:
              >Jam jest w rzeczy samej, miło, że
              >mnie rozpoznałaś :-)
              >Jako przedwieczny troll wracam
              >dręczyć nieszczęsną MM i jej
              >nieszczęsne wytwory pisarskie.
              >Dawne loginy Gazeta mi zjadła po
              >100 latach pandemii i nieużywania,
              >to się objawiam w nowej odsłonie.
              >Nowe konto, nowo emaliowany
              >garnuszek do bicia w skronie, ale
              >megalomania ta sama, jad
              >skapujący z kłów ten sam.

              Jak działa to zjadanie? Dałabym głowę, że stosunkowo niedawno kilka razy widziałam twój stary nick "lezbobimbo" wśród obecnych na forum u dołu ekranu. Chodzi o to, że gazeta może rąbnąć konto, jak się tylko czyta i nic nie pisze przez określoną ilość czasu?
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 09.01.23, 23:34
        >Alimenty - info brak. Nie tylko w przypadku
        >Pyziaka, ale w ogóle jakiekolwiek ojca-
        >rozwodnika w Jeżycjadzie.


        Oto nowe światło na sprawę Juliusza rzucił Julian:
        Jak zapuszkujesz, to alimenty pójdą się gwizdać.

        Czyli przez te kilka lat puszkowania nie musiał płacić. ALE co było potem, gdy już zakończył odsiadkę i został odpuszkowany?

        Pytam i odgrzebuję, bo niedawno z bupu i miką_p wykoncypowałyśmy, że na czas stanu wojennego cały klan najprawdopodobniej utrzymywał się z zarobków Pyziaka.
        I pomyślałam sobie, że może Borejkowie jednak nie mieliby problemu z dostawaniem alimentów? Wiemy, że są skąpi, a raz już żyli na cudzy koszt, więc czemu by tego nie powtórzyć? W tamtych czasach pewnie zbytnio nie kontrolowano na co idą te pieniądze.
        • julian_arden Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 09.01.23, 23:41
          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

          [...]
          > Oto nowe światło na sprawę Juliusza rzucił Julian:
          > Jak zapuszkujesz, to alimenty pójdą się gwizdać.
          >
          > Czyli przez te kilka lat puszkowania nie musiał płacić. ALE co było potem, gdy
          > już zakończył odsiadkę i został odpuszkowany?
          >
          > Pytam i odgrzebuję, bo niedawno z bupu i miką_p wykoncypowałyśmy, że na czas st
          > anu wojennego cały klan najprawdopodobniej utrzymywał się z zarobków Pyziaka.
          > I pomyślałam sobie, że może Borejkowie jednak nie mieliby problemu z dostawanie
          > m alimentów? Wiemy, że są skąpi, a raz już żyli na cudzy koszt, więc czemu by t
          > ego nie powtórzyć? W tamtych czasach pewnie zbytnio nie kontrolowano na co idą
          > te pieniądze.


          On by nie musiał, ale wtedy płaciłby fundusz alimentacyjny, o ile wtedy już istniał.
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 09.01.23, 23:53
            julian_arden napisał:
            >On by nie musiał, ale wtedy płaciłby
            >fundusz alimentacyjny, o ile wtedy już
            >istniał.

            A po wyjściu na wolność? Sąd by mu kazał płacić na podstawie wcześniejszych ustaleń, czy raczej Gaba musiałaby się sama o to upominać?
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 22.01.23, 16:17
      Ja jeszcze tylko na chwileczkę odkopię, bo mam pytanie:
      Jak to jest z byciem dawcą do przeszczepu pod względem pokrewieństwa? Którzy krewni mogą być, a którzy nie mogą? Coś gdzieś słyszałam, że ma być w linii prostej, ale czy robi różnicę o ile pokoleń jest odstęp (np. przeszczep dla wnuka od babci, o ile nie jest na to za stara)? No i jak to się ma do faktu, że ludzie przecież biorą organy także od obcych, niespokrewnionych dawców?

      Pytam, bo zastanawia mnie, czy gdyby któraś z Pyziakówien potrzebowała przeszczepu, to Pyziak byłby do tego potrzebny, czy wystarczyłoby, że w Borejkołchozie już jest do wyboru do koloru?
      • lezbimbella_veganella Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 22.01.23, 18:52
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        > Ja jeszcze tylko na chwileczkę odkopię, bo mam pytanie:
        > Jak to jest z byciem dawcą do przeszczepu pod względem pokrewieństwa? Którzy kr
        > ewni mogą być, a którzy nie mogą? Coś gdzieś słyszałam, że ma być w linii prost
        > ej, ale czy robi różnicę o ile

        Kochana, to nie ma być zgodności względem rodzinnych genów, tylko czy pasuje grupa krwi oraz czy dawca/dawczyni jest zdrowa, raczej młoda, i ma obie działające nery i inne organy też, bo to bardzo duży szok dla organizmu dawcy. Odpada i nie można dawać, jeśli potencjalny dawca choruje na raka, serce kardio, płuca, wońtrupkę, albo zakaźne typu Hiv, a także ciężkie choroby psychiczne typu schizofrenia. Nie można też być alkoholikiem ani starcem, więc ani spuchły Pyziak, ani 50-60-letnie Borejkówny z zakrzepami i ciężkimi zaburzeniami psychicznymi też nie są wcale do wyboru do koloru.
        Dlatego łatwiej często znaleźć zdrowych dawców poza zdegenerowaną rodzinką.

        > Pytam, bo zastanawia mnie, czy gdyby któraś z Pyziakówien potrzebowała przeszcz
        > epu, to Pyziak byłby do tego potrzebny,

        Przeszczepa już posiada Arabella, więc Pyziakówny proszę won od jej mena!...
        ...
        Przepraszam za ten przaśny dad joke, mogłam się powstrzymać a nie chciałam :P
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 22.01.23, 21:18
          lezbimbella_veganella napisała:
          >Odpada i nie można dawać, jeśli
          >potencjalny dawca choruje na raka, serce
          >kardio, płuca, wońtrupkę, albo zakaźne
          >typu Hiv, a także ciężkie choroby
          >psychiczne typu schizofrenia. Nie można
          >też być alkoholikiem ani starcem, więc ani
          >spuchły Pyziak, ani 50-60-letnie
          >Borejkówny z zakrzepami i ciężkimi
          >zaburzeniami psychicznymi też nie są
          >wcale do wyboru do koloru.

          Teraz to na pewno nie, ale za Pyziakówien szczenięcych lat, kiedy CKNUK nie miał jeszcze nadciśnienia, a cały klan był trochę mniej suchy i pomarszczony? Czy gdyby np. uczęszczająca do podstawówki Larwa nagle zarządała nowej nerki, to łatwiej byłoby uzyskać takową od anonima (długo się czeka)?
          • lezbimbella_veganella Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 22.01.23, 22:30
            tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
            Nie można
            > >też być alkoholikiem ani starcem, więc ani
            > >spuchły Pyziak, ani 50-60-letnie
            > >Borejkówny z zakrzepami i ciężkimi
            > >zaburzeniami psychicznymi też nie są
            > >wcale do wyboru do koloru.
            >
            > Teraz to na pewno nie, ale za Pyziakówien szczenięcych lat, kiedy CKNUK nie mia
            > ł jeszcze nadciśnienia, a cały klan był trochę mniej suchy i pomarszczony?

            Czy
            > gdyby np. uczęszczająca do podstawówki Larwa nagle zarządała nowej nerki, to ła
            > twiej byłoby uzyskać takową od anonima (długo się czeka)?

            Lololol kochana, proszę nie popadajmy w musieryczne bajeczki. Zdrowa nerka z żyjącego dawcy to nie jest zabawka dawana błyskawiczne ot tak, na żądanie jakiegoś rozkapryszonego bachora ;-D
            Po pierwsze, sama Larwa czy musiałaby mieć obie nerki tak chore i zniszczone, że co chwila musiałaby mieć robioną dializę w szpitalu. Obie nerki tak zniszczone, że nie mogłaby wystarczyć jej jedna zdrowa własna do normalnego funkcjonowania. Raczej dość rzadki przypadek, aby małe dziecko samo z siebie było tak schorowane. To prędzej staremu alkoholikowi wysiadły by obie nery w ten sposób, i to jeśli codziennie wypijałby 2 litry denaturatu czy politury do drewna. Albo Ignac, Miła i Gaba mieliby kamicę nerkową I nadmiar szczawianów od hektolitrów CZARNEJ herbaty z cukrem i mlekiem, które codziennie chleją.
            Tak chora Pyziakówna musiałaby chodzić częściej do szpitala niż do szkoły i cała rodzina byłaby wtedy podporządkowana jej chorobie i opieką nad chorą, a nie cytowaniu łaciny, czytaniu najnowszych książeczek, udawaniu dorosłych na forach online, zmywaniu po 8-10 osobach czy spaniu po dyżurze. Dwoje lekarzy z sutereny, mimo, że innych specjalizacji, również byliby włączeni w czuwanie nad chorą i co chwila badaniu jej moczu i krwi (chyba że zatrudniliby przychodzących do domu pielęgniarzy).
            Młodsze Borejkówny mają zaś dziedziczne zakrzepy, problemy z ciśnieniem i hercklekotem. Tak, MM lekką rąsią dopisała też Mili zakrzepy, nie tylko żwawej Gabie w wieku 34 lat, a jeszcze do tego Mili początki artretyzmu już w OwR (lol). Ponadto Mila ma też wrzody żołądka, nie zapominajmy o całej kanwie KK. Ignac też cierpi na zapaści i duszności i to już właśnie kiedy Larwa chodzi do podstawówki. A Pulpa cierpi na nadwagę, co też wyklucza darczyństwo nery. Czyli ten zrudziały, zmurszały klan Zmurszejków nie nadaje się na dawców. Chyba, że byłaby zdrowa Pyza, albo zdrowy Grześ, ewt Pałys, bo spoza klanu, nieobciążeni tymi dziedzicznymi schorzeniami wsobnego klanu.
            I nie, Pyziak nawet nie obrzękły alkoholik (któremu MM też dopisała udar w McBrusi, a wszelkie choroby serca, udary,zakrzepy I nawet nadciśnienie nie nadają się na dawców nerek!) Nawet jako zdrowiutki chłop nie miałby żadnego prawnego obowiązku darowania nerki dla córuni, bo to musi być dobrowolne.
            Organy to nie alimenty i nie można ich żadnym prawem wymusić od rodzica czy inszych krewniaków.
            Nawet na samo bardzo gruntowne badanie, czy jest dość zdrowy na życie bez jednej nerki, też by musiał się najpierw zgodzić, z tym założeniem, że jeśli dość zdrowy to wtedy tak, odda nerę. A wcale nie musiałby tego chcieć.
            Dawstwo organu to nie jest tak hop, siup, bo do końca życia też obciąża dawcę, który musi przejść na specjalną dietę i styl życia. Także oboje, i dawca i biorca organu, muszą mieć też opiekę psychologiczną, aby zapobiec stanom lękowym, depresji i np. poczuciu winy, jeśli nerka się nie przyjmie itd. Dlatego też niewskazane ciężkie choroby psychiczne już istniejące u biorcy I dawcy...
            Dlatego częściej są dawane organy między żyjacymi członkami rodziny, bo nikt nie chce sam z siebie darować nerki jakimś obcym dzieciom czy babom, choćby o pięciogwiazdkowej urodzie. Zdrowy, funkcjonujący organ to nie szpik ani krew, żeby można dawać bez problemu co miesiąc albo co rok.
            Zatem jeśli zdrowej i chętnej oddaniu rodziny zabraknie, ludzie chorzy czekają całe lata na listach, aż ktoś obcy ale zdrowy zginie w wypadku np samochodowym, i wtedy i to tylko za wcześniej wydaną zgodą czy testamentem, lekarze mogą wyciąć serce, nery, rogówki, szpik itd I próbować przeszczepić je ludziom najbardziej potrzebującym i najlepiej rokującym na szczycie listy. Jednym słowem musi umrzeć ktoś aby trochę lepiej mógłby żyć inny ktoś.

            Tak poważne choroby i prawno-psychiczne dylematy dawców i biorców to nie tematy na proste harlekiny o dzieciorobach, a zwłaszcza tak źle pisane jak gnioty nieszczęsnej MM. Ona nawet ten zakrzep w nodze Gaby opisała tak, że cała rzekomo kochająca rodzinka wyjechała se na wakacje i sanatoria, zostawiając ją samą i z zakrzepem i niemowlęciem przy piersi, a jedyna obecna na stanie Idusia jeszcze nie harpia musiała być w zaawansowanej ciąży.
            A zwykłego cywilnego rozwodu i zwykłych alimentów z nich wynikających MM tak się boi i brzydzi opisać, że uśmierca legiony matek, aby tylko nie napisać o dzedzgu z "Rozbitej Rodziny" ani o dobrym, ale rozwiedzionym Łojcu I rozwiedzionej ale szczęśliwej matce.. W Rzęzicjadzie może rzęzić tylko przegrany wdowiec albo smętna firana wdowa...
            • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 22.01.23, 23:13
              lezbimbella_veganella napisała:
              >(...)
              >I nie, Pyziak nawet nie obrzękły
              >alkoholik (któremu MM też dopisała
              >udar w McBrusi, a wszelkie choroby
              >serca, udary,zakrzepy I nawet
              >nadciśnienie nie nadają się na
              >dawców nerek!) Nawet jako
              >zdrowiutki chłop nie miałby żadnego
              >prawnego obowiązku darowania
              >nerki dla córuni, bo to musi być
              >dobrowolne.
              >Organy to nie alimenty i nie można
              >ich żadnym prawem wymusić od
              >rodzica czy inszych krewniaków.
              >Nawet na samo bardzo gruntowne
              >badanie, czy jest dość zdrowy na
              >życie bez jednej nerki, też by musiał
              >się najpierw zgodzić, z tym
              >założeniem, że jeśli dość zdrowy to
              >wtedy tak, odda nerę. A wcale nie
              >musiałby tego chcieć. (...)

              Nie sugeruję, że by musiał, wiem, że to tak nie działa.

              Że Larwa nie może z dnia na dzień zarządać nerki też wiem, jednakowoż mam też podejrzenia, że MM ze swoim legendarnym riserczem tego nie wie. I myślę, że mogłaby coś takiego napisać, gdyby to był jej pomysł na fabułę (a finalnie był nim pseudonowotwór Trolli).
              I na kanwie tych wyobrażeń właśnie zaczęłam się zastanawiać, czy jeśli borejcze dolegliwości wykluczyłyby cały klan z dawstwa, to czy w takiej sytuacji Borejkowie raczej by polowali na anonimowego dawcę, czy na Pyziaka (ciało się zamuruje, a resztę organów sprzeda na czarnym rynku).

              Ta druga opcja z pewnością byłaby dla Larwy bardziej przejmującym doświadczeniem niż parobek owaki z korku w JT.
              • lezbimbella_veganella Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 23.01.23, 00:18
                tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                > Że Larwa nie może z dnia na dzień zarządać nerki też wiem,

                Za ten oto rozkoszny błąd ortograficzny, i to ponowny, ŻĄDAM aby towarzyszka Tajna łamana przez Kryjówka, porzuciła gdybanie nad nerczami i odtańczyła przede mną karny taniec 7 zasłon, ewentualnie Tambourine. W ostateczności może też być klasyk Britney "Gimme more" ale bez węża boa.

                jednakowoż mam też p
                > odejrzenia, że MM ze swoim legendarnym riserczem tego nie wie.

                Ale po co tworzyć gdybania niebyłe i niepotrzebne? Nie wie ona nawet, że z Pobiedzisk do Ruzwelta jest pół godziny kolejką podmiejską, nie wie, że nie cuci się nikogo alkoholem, ani nie podaje barbituranów, ani jak się adres mejlowy zmienia, ani że pszczoły martwej nie odkłada się do ula. Po co jeszcze stwarzać więcej bzdur, skoro te, co stworzyła, są już tak debilne i nie do przyjęcia.

                I myślę, że mogł
                > aby coś takiego napisać, gdyby to był jej pomysł na fabułę

                Ale jednak NIE napisała. Kochana, teraz to ty tworzysz te bzdury w jej imieniu, i to całkiem niepotrzebnie. Wystarczy, że ona tworzy te gnioty jakie tworzy o wnusia w jednych trepach i jeszcze jej za to płacą.

                (a finalnie był nim > pseudonowotwór Trolli).

                I ten właśnie gniot o rzekomym raku już jest tak haniebny, że dzieci chore i młodzież ze stosownej kapituły powinny odebrać jej Order Uśmiechu, który tą telenowelą zbezcześciła.

                > I na kanwie tych wyobrażeń właśnie zaczęłam się zastanawiać, czy jeśli borejcze
                > dolegliwości wykluczyłyby cały klan z dawstwa, to czy w takiej sytuacji Borejk
                > owie raczej by polowali na anonimowego dawcę,

                Kochana, sama mylisz pojęcia, anonimowy dawca to jest w banku spyry :->
                Murszejki też by nie polowali na nic, tylko musieli czekać grzecznie na liście szpitalnej, cały czas prowadząc Larwę lub Pucunię na dializę, tydzień po tygodniu, rok po roku. Nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo musiałaby być chora mała Pyziakówna, aby potrzebowała dawcy nerki.
                Poza listą jedynie jacyś mafiozi dawaliby w czapę zdrowym ludziom ze zgodną grupą krwi i wycinali im nerki w wannie z lodem, ale skąd Borejki miałyby tyle milionów hajsu, aby opłacić takich mafiozów? Marek zaś nie mógłby chyłkiem wycinać nerek pacjentom podczas operacji neurologicznych, bo do niego trafialiby pacjenci z takimi schorzeniami, że nie nadawaliby się na dawców nerek.
                Porzuć kochana te gdybania nad gdybaniem, co by wymyśliła MM, bo tworzysz jeszcze większe niemożliwości.

                czy na Pyziaka (ciało się zamuruj
                > e, a resztę organów sprzeda na czarnym rynku).

                Kochana, całkiem pojechałaś ;-D Tworzysz tym gdybaniem o gdybaniu już jakieś kryminały skandynawskie, kreskówki noir i snuff movies. A to tylko zwykłe proste kinderkuchekirche, a i tak nieszczęsna MM tworzy takie zakalce.

                Nawet jeśli Pyziak byłby dość zdrowy, to nie mieliby żadnego prawa, aby żądać od niego nerki. Nie mieliby prawa też zabrać mu ani kawałka przekrwionego oka, gdyby zginął w wypadku, a nie wyraził zgody na piśmie, że można. Powtórzę, zdrowe organy to nie alimenty ani klejnoty rodowe ;-))) i nigdy nie przysługują automatycznie nikomu w spadku. Nawet zmarli mają więcej praw do zarządzania swoim ciałem, niż sobie zdajesz sprawę.
                A rodzice lub dzieci w linii prostej są pytani w takich wypadkach tylko dlatego, że jest spore prawdopodobieństwo, że grupa krwi się zgadza i przeszczep się przyjmie, co nie znaczy automatycznie, że osoba pytana musi się w ogóle zgadzać na dawstwo.

                > Ta druga opcja z pewnością byłaby dla Larwy bardziej przejmującym doświadczenie
                > m niż parobek owaki z korku w JT.

                Nie i nie, najbardziej przejmujące dla tak chorej pacjentki byłby ból, choroba, niemożność oddania moczu, i chodzenie do szpitala na dializę zamiast normalnego życia. Taka choroba to ciężkie cierpienie całymi latami, nawet po przeszczepie udanym to nadal chorób na resztę życia. To nie jest w ogóle wdzięczny temat na takie zdewociałe harlekiny z 18. wieku nad jakimi się tutaj lubo pastwimy.
                • ciotka.scholastyka Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 23.01.23, 11:17
                  lezbimbella_veganella napisała:


                  > Nawet jeśli Pyziak byłby dość zdrowy, to nie mieliby żadnego prawa, aby żądać o
                  > d niego nerki. Nie mieliby prawa też zabrać mu ani kawałka przekrwionego oka, g
                  > dyby zginął w wypadku, a nie wyraził zgody na piśmie, że można.

                  W Polsce obowiązuje zgoda domniemana, czyli na piśmie to trzeba wyrazić żądanie, że NIE ZGADZA się na oddanie narządów.
                  Inna sprawa, że lekarze i tak pytają rodziny, i bywa, że to ona się nie zgadza, co uważam za podły egoizm i sukinkoctwo.
                  Dawca zwykle JEST anonimowy, w tym sensie, że biorac/rodzina biorcy nie wie, kim jest dawca. Lekarze, oczywiście, jak najbardziej muszą wiedzieć.
                  Ze szpikiem nie jest tak, że "można go oddawać co miesiąc", a poza tym znaleźć genetycznego bliźniaka, który będzie miał dokładnie taki szpik, jakiego potrzebuje biorca, jest cholernie trudno. Nawet ten z rodziny często nie pasuje.
                  Krwi też nie można oddawać "co miesiąc", zdaje się ze absolutne minimum to kwartał, o ile nie pół roku.
                  • pi.asia Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 23.01.23, 14:03
                    ciotka.scholastyka napisała:

                    > Krwi też nie można oddawać "co miesiąc", zdaje się ze absolutne minimum to kwar
                    > tał, o ile nie pół roku.

                    Można co dwa miesiące, a dokładniej co osiem pełnych tygodni.
                    Wiem to z pierwszej ręki, jako żona HDK od prawie 30 lat. To znaczy on jest HDK od trzydziestu lat, staż małżeński mamy znacznie krótszy.

                    (Musiałam się pochwalić, musiałam, bo jestem z mego Chłopa niesamowicie dumna, a dodatkowo wczoraj przyszywałam mu do "bransoletki przetrwania" specjalny element z napisem "jestem świadomym dawcą organów", co moją dumę podniosło na poziomy niebotyczne)
                    • mika_p Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 23.01.23, 21:48
                      > Można co dwa miesiące, a dokładniej co osiem pełnych tygodni.

                      Jak się jest osobą płci męskiej.
                      Płeć żeńska co 12
                      • pi.asia Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 24.01.23, 15:32
                        mika_p napisała:

                        > > Można co dwa miesiące, a dokładniej co osiem pełnych tygodni.
                        >
                        > Jak się jest osobą płci męskiej.
                        > Płeć żeńska co 12
                        >
                        Co jest w pełni zrozumiałe i logiczne. Dzięki za uzupełnienie :*
                    • ciotka.scholastyka Re: Zdalny i "tylko" cywilny, ale ojciec 24.01.23, 23:06
                      pi.asia napisała:

                      > (Musiałam się pochwalić, musiałam, bo jestem z mego Chłopa niesamowicie dumna,
                      > a dodatkowo wczoraj przyszywałam mu do "bransoletki przetrwania" specjalny elem
                      > ent z napisem "jestem świadomym dawcą organów", co moją dumę podniosło na pozio
                      > my niebotyczne)

                      U nas to samo :) Cała rodzina :) Pozdrawiamy :)
                      A jeszcze pamiętam, jak powiedzieliśmy teściom i rodzicom, lat temu wiele, że mamy o tu, w portfelach, zgodę na pobranie narządów, żeby wiedzieli - a oni rzucili się na nas z uściskami i pocałunkami <3

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka