xerovy
02.01.06, 12:10
Na naszym forum często przewija się wątek będący wyrazem specyficznej postawy
części czytelniczek. Postawa ta wyraża się tym, że wg nich Jeżycjada
jest "zbyt grzeczna". Często pojawia się tu krytyka części postaci (Pyzy,
Ignacego, Robrojka, Gabrysi), pojawiają się krytyczne uwagi, iż wszyscy
są "do bólu" dobrzy, uczynni, chodzą do kościoła i wyznają wartości
chrześcijańskie... Bohaterowie nie biorą narkotyków, nie upijają się, autorka
nie pisze o seksie (poza wiadomą sprawą F&R). Z ust osób wyrażających tę
krytykę nieraz słychać też wyrazy sympatii dla np. Pyziaka i innych osób,
które odgrywają role "bohaterów ze skazą" (nawet ktoś wyraził opinię, że lubi
Lisieckich, ale to chyba żartem).
A ja tak sobie myślę: może i (gwoli realizmu) można stwierdzić, że część
postaci jest "wygładzona". Ale czy to nie jest właśnie atut powieści? Czy
gdyby wprowadzić więcej skaz, Jeżycjada byłaby jeszcze Jeżycjadą?
Mi te powieści dają nadzieję, właśnie dlatego, że są przepełnione dobrem i
radością. Czy ktokolwiek z Was chciałby, by Wasz syn czy córka np. wciągali
amfetaminę czy brali tzw. tablety? Jako przyszły mąż i ojciec czerpię z tych
książek siłę i wiarę w to, że można stworzyć ciepłą i dobrą rodzinę mimo
różnych kłopotów. Takie rodziny zdarzają się też w realnym życiu, ale może
między innymi właśnie dlatego, że ich członkowie czytali taką literaturę?