Dodaj do ulubionych

"Czarna polewka" - kto już czytał?

22.09.06, 09:20
Wasze opinie?
Obserwuj wątek
    • nula8 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 10:51
      Zdecydowanie inminus i jestem tym załamana... Nabyłam wczoraj, przeczytałam
      wczoraj i nie podoba mi się nic. No może Laura trochę. I ten powrót Pyziaka
      taki ludzki...
      1. Od przemyśleń Pyzy z dzieckiem robiło mi się mdło i słabo (to miejsce w jej
      ramionach, co zawsze było puste, a teraz się wypełniło; gadki o tym, jak to
      tatuś teraz wydorośleje ble).
      2. ROzumiem przebaczenie Fryckowi (tj. że Pyza przebaczyła). Ale że rodzina ma
      mu do zarzucenia głównie to, że się wciąż nie żeni??? A ta Pyzunia zakichana,
      kompletnie pozbawiona emocji i jakiejkolwiek przyzwoitości? Siedzi na dupsku,
      cieszy się, że jej się miejsce w ramionach wypełniło i czeka aż ją ktoś wybawi
      z kłopotów. Wszystko jedno kto. Chłopak niech się stara, rodzina niech daje
      pieniądze. Tak ma być, bo ona se urodziła dzidziusia i teraz jest święta i
      wszystko jej się należy! Brrrr! I to mamy podane jako bohaterkę
      najpozytywniejszą... A jej reakcja na przybycie Pyziaka? Moim zdaniem wykazuje
      poważny problem natury psychiatrycznej, jakąś megablokadę.
      3. Najbardziej jednak przeszkadza mi wyraźnie wyczuwalna wyższość autorki w
      stos. do wszystkiego i wszystkich którzy nie dorastają do pięt rodzinie
      Wspaniałych. Wolfi będzie zły, bo nie lubi czytać. Fryderyk jest ok,bo lubi
      poezję. Bodziu, cóż za obrzydliwy głupi warszawiak... I jeszcze posługuje się
      słownictwem przeznaczonym dla sfer wyższych... Doprawdy, MM a my wraz z nią
      powinniśmy załamać dłonie nad tym kmiotem i jemu podobnymi...
      4. I w ogóle całość robi na mnie wrażenie jakby MM usiadła i machnęła coś tam,
      nie zastanawiając się zbytnio o czym to, dlaczego i po co. Myślę , że
      streszczenia dostarczane tu Naszemu Włoskiemu Koledze przez uczynne koleżanki
      mogę być lepsze niż oryginał. I zabawniejsze.
      5. Osobno uderzyła mnie złośliwość MM w stos. do politowania godnej bo nie
      posiadającej dzieci policjantki-głupiej-baby-feministki-brzyduli. Ale to może
      ja tylko jestem taka czuła na tym tle.
      6. Pytanie: z jakim aktorem rozmawiał Kuba Wojewódzki w przywoływanym przez MM
      programi?

      No, skończyłam czytać o 1:40. Bardzo jestem smutna, ponieważ zaczynam się
      zastanawiać, czy przypadkiem nie jestem już po prostu za stara. Ale Żaba,
      niespełna rok temu, jednak mi się podobała, więc chyba nie...
      • szprota Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 12:21
        5. Osobno uderzyła mnie złośliwość MM w stos. do politowania godnej bo nie
        > posiadającej dzieci policjantki-głupiej-baby-feministki-brzyduli. Ale to może
        > ja tylko jestem taka czuła na tym tle.
        a tu się zgodzę. M.M. ma tendencję do traktowania kobiet bezdzietnych czy
        niezamężnych jako niższego sortu i upośledzonych.
        • nabla_7 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 13:37
          Niedawno skończyłam czytać, ale zwróciłam już uwagę na kilka spraw.

          - akcja
          Zauważyłam pewną tendencję do kończenia wielu rozdziałów nagłymi, nieoczekiwanymi zwrotami akcji i natychmiastowym przeskakiwaniem do następnego wątku. Przywodzi to mi na myśl formułę serialu, w którym mnogości wątków towarzyszy szybka, efektowna akcja.
          Ogólnie sprawia to, że książka rzeczywiście wciąga i szybko się ja czyta, ale właśnie - czy aby nie za szybko?

          - bohaterowie
          Tak na dobrą sprawę to nie wiadomo, kto jest główną parą bohaterów. Można by zaryzykować stwierdzenie, że Laura i Wolfgang - ich ucieczka jest przecież osią fabuły, ale mnogość wątków pobocznych, które często wysuwają się na pierwszy plan, może lekko dezorientować czytelnika.
          Ta cecha z pewnością różni "Czarną polewkę" od wczesnych książek M.Musierowicz

          - narracja
          Akcja ukazana z punktu widzenia różnych osób. Lubię takie zabiegi literackie, bo pozwalają lepiej poznać bohaterów i chronią przed jednostronnością w ocenie przebiegu zdarzeń.

          - humor
          Jak zwykle znakomity i w dużych ilościach. Mnóstwo perełek (tradycyjne oświadczyny, reakcja Ignacego na powrót J.Pyziaka i inne).
          Zauważyłam, że M.Musierowicz posiada sztukę ukazywania komicznych sytuacji przy jednoczesnym zachowaniu szacunku dla bohaterów. Można bowiem konstruować postacie literackie "nie na serio" i je ośmieszać, wywołując salwy śmiechu u czytelników. M.Musierowicz żadnego bohatera jednak w sposób ewidentny nie ośmiesza, co najwyżej pozwala sobie na kpinę, ale bez nadmiaru złośliwości.

          Ogólne odniosłam jak najbardziej pozytywne wrażenie i z pewnoscią będzie to książka, do której będę wracać.
          • zieleniack Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 09.02.07, 16:58
            nabla_7 napisała:

            > - bohaterowie
            > Tak na dobrą sprawę to nie wiadomo, kto jest główną parą bohaterów. Można by
            za
            > ryzykować stwierdzenie, że Laura i Wolfgang - ich ucieczka jest przecież osią
            f
            > abuły, ale mnogość wątków pobocznych, które często wysuwają się na pierwszy
            pla
            > n, może lekko dezorientować czytelnika.
            >

            Troche mam wrażenie, że to wina faktu, że Laura juz miała "swoją" książkę
            i "swoją" okładkę, czyli "TiR". W Jeżycjadzie nie ma zasady wyróżniania jednej
            bohaterki i ukazywania jej na okładce drugi raz... Ciekawe, czy dlatego pojawił
            się wątek Ignasia, skądinąd wg mnie wklejony na zasadzie zapchajdziury...
        • nabla_7 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 15:05
          nula8 napisała:
          >A ta Pyzunia zakichana,
          >kompletnie pozbawiona emocji i jakiejkolwiek przyzwoitości? Siedzi na dupsku,
          >cieszy się, że jej się miejsce w ramionach wypełniło i czeka aż ją ktoś wybawi
          >z kłopotów. Wszystko jedno kto. Chłopak niech się stara, rodzina niech daje
          >pieniądze. Tak ma być, bo ona se urodziła dzidziusia i teraz jest święta i
          >wszystko jej się należy! Brrrr! I to mamy podane jako bohaterkę
          >najpozytywniejszą...

          Polemizowałabym. Akcja CP rozgrywa się niecały miesiąc po urodzeniu Mili. Róża nie doszła więc jeszcze do siebie całkowicie po porodzie (o czym wspominała w rozmowie z Idą), musiała podporządkować swój tryb życia dziecku, stale opiekowac się małą, wstawać do niej w nocy itd. Trudno żeby zostawiła kilkutygodniowe dziecko i zaczęła szukać pracy czy mieszkania, jak nie mogła nawet opuścić Mili na dłużej, ze względu na karmienie.
          A że cieszy się? Dziwiłabym się gdyby było inaczej.


          >A jej reakcja na przybycie Pyziaka? Moim zdaniem wykazuje
          >poważny problem natury psychiatrycznej, jakąś megablokadę.

          Czy ja wiem? Jak miała się Róża zachować wobec człowieka, który był dla niej w gruncie rzeczy obcy? Nie miała do niego tak emocjonalnego stosunku jak Laura, co było widoczne m.in. w "Tygrysie i Róży". Była pewnie zaskoczona, zakłopotana, nie wiedziała, jak ma się zachować, czego oczekiwać po swoim ojcu, ale rzucanie mu oskarżeń w twarz, jak to uczyniła Laura, nie było w jej stylu.
          A tak nawiasem mówiąc to zawiodłam się na wątku Pyziaka - był a jakoby go nie było. Może pojawi się ciąg dalszy w następnej części.

          Wracając do Róży to nie staram się jej bronić ani nie jest ona moją ulubioną bohaterką serii, tylko staram się przedstawić motywy jej działania.
          W ogóle zastanawiam się, dlaczego denerwujemy się, obserwując zachowania niektórych bohaterów. Nie muszą się przecież zachowywać, tak jak my byśmy chcieli. To postacie literackie, obdarzone przez autorkę pewnymi cechami osobowości. Ich zachowania wynikają więc bezpośrednio z ich charakterów, co wymaga od MM konsekwencji w prowadzeniu postaci.
          Zresztą bohaterów literackich wcale nie trzeba darzyć osobistą sympatią i uwielbieniem by czytać o nich z zainteresowaniem.
          • nula8 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 15:20
            Nie denerwuje mnie zachowanie Pyzy samo w sobie. Jestem w stanie zrozumieć
            zarówno dolegliwości fizyczne po porodzie, jak i to, że kobieta w takim stanie
            skupia się na dziecku.
            Wkurza mnie to, że dostajemy Pyzę jako wzorzec postępowania dla takiej Laury na
            przykład. Tymczasem Pyza stworzeniem jest ewidentnie leniwym umysłowo i
            zdającym się w swej niewydolności na innych. Wszystkich wokoło. Sama nie mam
            dzieci i jakoś ich szczególnie, na razie przynajmniej, nie pragnę. Ale moje
            przyjaciółki, kuzynki itp. rodzą. Rodziły również i w wieku Pyzy będąc. I w
            miesiąc po porodzie (czytałam książkę szybko i gniewnie, ale wydaje mi się, że
            były to prawie dwa miesiące) nie zachowywały się jak ociężałe umysłowo idiotki.
            Dziecko nie wpływało w sposób istotny na ich charakter. I na charakter Pyzy też
            nie wpływa, po prostu stanowi pretekścik. Teraz już może być dowolnie leniwa i
            rozlazła. Nikt już od niej nie będzie się domagał inteligencji, zaradności i
            wychodzenia z domu w ogóle, bo Pyza znalazła swoje przeznaczenie w życiu.
            Będzie sobie rodzić i nic już robić nie musi.
            I ok. Ma prawo. Tylko czemu my to dostajemy w takim obrzydliwo-ckliwym sosie?

            Z rzeczy, które mi się podobają - reakcja rodziny na ślub Laury. To że jadą tam
            i pozwalają popełnić błąd, wciąż wspierając. TO jest ok i spójne z "dawnymi"
            Borejkami.
              • szprota Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 15:32
                tak, wzięli metryki, świadectwa chrztu, tylko z dowodem osobistym były pierepały ;]
                ja tam ślubu nie brałam, ale też mało prawdopodobne mi się wydaje, żeby się to
                dało załatwić od ręki...
                co do Pyzuni - cóż, cieszy mnie, że zaczyna się trochę stawiać dziadkowi,
                niemniej dziwnie obcą wydaje mi się ta bierna, roszczeniowa wobec pomocy rodziny
                postawa. muszę tutaj dodać, że symultaniczne odświeżam sobie "zwyczajne życie"
                Chmielewskiej i mi postać Tereski, o blisko 10 lat młodszej, mocno kontrastuje.
                • dakota77 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 16:16
                  szprota napisała:

                  > tak, wzięli metryki, świadectwa chrztu, tylko z dowodem osobistym były pierepał
                  > y ;]

                  Myslalam, ze oni chcieli wziac slub w urzedzie i sie dziwilam. Jezeli w kosciele, tym bardziej nie da sie
                  od reki:). Takie reczy to tylko na filmach i u MM:-)
                    • jottka Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 16:52
                      na szczegółach to ja sie nie znam, ale zdaje sie, że w kościele katolickim
                      obowiązuje coś takiego jak zapowiedzi (ogłaszane publicznie, a jeśli ktoś wie
                      coś, co by na przeszkodzie związkowi stało, to ma sie stawić i donieść:), od
                      których wyjątek można uczynić w ściśle określonych wypadkach, ale chyba nie
                      dlatego, że nam sie spieszy, bo za pół godziny mamy autobus:)

                      i też pewna nie jestem, ale chyba jeśli oboje narzeczeni nie są z danej parafii,
                      to trzeba sie jakoś specjalnie dogadywać z proboszczem, no żaden ksiądz nie da
                      ślubu nieznanym ludziom na dzień dobry.

                      ale co do nauk przedślubnych to wiem, że moja koleżanka, z pobożnej parafii
                      podtarnowskiej, miała była przez rok (?) w liceum bodaj taki kurs przedmałżeński
                      i potem już nie musiała nigdzie uczęszczać, przedłożyła zaświadczenie, że jest
                      odpowiednio wyedukowana i tyle. no wiec teoretycznie można założyć, że panna
                      borejkówna z dominikanami poprzyjaźniona stosowne zajęcia odbyła i certyfikat
                      posiadała, ale co z jej narzeczonym, to nie wiem:)


                      mimo wszystko pani mm chyba nie zakładała, że wdzięczne czytelnictwo zamiast sie
                      zachwycać zakopiańskim holiłódem zacznie w skupieniu badać kanonicznoprawną
                      stronę zagadnienia:)
                      • zieleniack Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 07.02.07, 17:38
                        jottka napisała:
                        >
                        > ale co do nauk przedślubnych to wiem, że moja koleżanka, z pobożnej parafii
                        > podtarnowskiej, miała była przez rok (?) w liceum bodaj taki kurs
                        przedmałżeńsk
                        > i
                        > i potem już nie musiała nigdzie uczęszczać, przedłożyła zaświadczenie, że jest
                        > odpowiednio wyedukowana i tyle. no wiec teoretycznie można założyć, że panna
                        > borejkówna z dominikanami poprzyjaźniona stosowne zajęcia odbyła i certyfikat
                        > posiadała, ale co z jej narzeczonym, to nie wiem:)


                        teraz w liceach w klasie maturalnej religia traktowana jest na równi z naukami
                        przedmałżeńskimi, wiec można przypuszczać, ze Laura i Wolfi po prostu chodzili
                        na religie i świadectwa ze soba wzieli
                        ale nie ma w książce żadnej inf, ze wzieli =P
                  • ready4freddy Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 16:43
                    w Vegas sie da :) swoja droga w moim watku o turbo-romansach (a wlasnie, czy CP
                    potwierdza moja teorie? czy Zaba, Jozinek, miagwa czy zgola Lusia zareczyli sie
                    z kims? ;) pomylilem sie i napisalem "przeniesc akcje do Phoenix w Nevadzie"
                    (zeby bylo do Vegas blisko), gdy tymczasem Phoenix jest w Arizonie. nastepnym
                    razem zamiast pieprzyc glupoty, sprawdze najpierw w wiki ;)
                • jottka re 22.09.06, 16:41
                  szprota napisała:

                  > symultaniczne odświeżam sobie "zwyczajne życie" Chmielewskiej i mi postać
                  Tereski, o blisko 10 lat młodszej, mocno kontrastuje.


                  po co od razu tereska, przecież tam okrętka przedstawiana jest jako jednostka
                  'bierna' i nade wszystko pragnąca spokoju:) ale fakt faktem, tamte dziewczyny do
                  dziś są żywe i sympatyczne. no ale np. ida też kiedyś taka była, zaradna i
                  przytomna, to se ne vrati:(


                  a teraz co do zbliżonej w typie wypowiedzi nabli:


                  > W ogóle zastanawiam się, dlaczego denerwujemy się, obserwując zachowania
                  niektórych bohaterów.


                  w odniesieniu do toczonych tu dyskusji odpowiedź jest prosta - bohaterowie,
                  którzy doprowadzają do rozpaczy, są rysowani niespójnie, w jaskrawej
                  sprzeczności z potocznym doświadczeniem, ich czyny (lub brak tychże) są
                  sprzeczne z odautorskim komentarzem.


                  poza tym nie istnieje coś takiego jak, nazwijmy to, niewinność postaci
                  literackich - są tworzone przez autora/ autorkę w konkretnym zamyśle i mają
                  określoną rolę do spełnienia oraz przesłanie do przekazania. 'jeżycjada' jest
                  powieścią edukacyjną i z założenia tworzy wzorce osobowe - a te wzorce sie w
                  wielu wypadkach czytelnictwu nie podobają, bo własnie są albo niespójne, albo
                  zalatują hipokryzją.

                  szczegóły w licznych wątkach:)
                  • szprota Re: re 22.09.06, 17:31
                    >po co od razu tereska, przecież tam okrętka przedstawiana jest jako jednostka
                    'bierna' i nade wszystko pragnąca spokoju:)
                    owszem, ale nie czeka, aż jej kawalerkę na tacy podadzą :/
                  • nabla_7 Re: re 22.09.06, 20:31
                    Oczywiście, że nie istnieje "niewinność" postaci, w tym punkcie zgadzam się z Tobą.
                    Jednak wydaje mi się, że to postacie mają większą władzę nad autorem niż on nad nimi. Innymi słowy pisarz na wstępie kreuje postać, obdarzając ją pewnymi cechami osobowości. W dalszym toku akcji musi być wierny tym wstępnym założeniom. Postać może się rozwijać, przeżywać przemiany, ale musi to być zgodne z "nadanym" jej przez autora charakterem. Inaczej postać traci na wiarygodności, jest niespójna.
                    Np. w postaci Róży nie widzę niespojności, jest raczej dość konsekwentnie prowadzona przez MM. Inna sprawa, że nie wszystkim jej zachowanie może się podobać.

                    Osobiście nie denerwuję się pewnie zachowaniami bohaterów, bo nie odbieram ich jako wzorców do naśladowania. Raczej przyglądam im się z dystansem, obserwując sobie przebieg wydarzeń.
                • croyance Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 22:27
                  Aha, mialam nawet tu kiedys o tym wspomniec; bo Chmielewska z kolei ma przechyl
                  w druga strone i konstruuje 20-letnie dziewczeta, ktore
                  honorowo nie biora pieniedzy od rodzicow, tylko utrzymuja sie same z
                  korepetycji, bo mowia plynnie trzynastoma jezykami etc. :-DDDD
            • onion68 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 24.09.06, 20:23
              No właśnie, mnie też ten fragment bardzo zdenerwował. Jak można podsumować całe
              pierwsze dwadzieścia lat swego życia jako ponure i smutne (chyba jakoś tak to
              było) oczekiwanie na macierzyństwo. Beztroskie dzieciństwo, młodość, lektury,
              poznawanie świata... No, po prostu chodząca macica. Poza tym, ta refleksja u
              tak młodej osoby jest moim zdaniem po prostu niemożliwa. Chyba że to jakiś
              objaw histerii poporodowej...
              Dodam, że mam dwoje dzieci.
          • nula8 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 15:31
            CO do Pyziaka - zgadzam się, że zachowanie Pyzy spójne jest z dotychczasowymi
            jej reakcjami na wieści o nim i z charakterem postaci również. Niemniej jednak
            świadczy moim zdaniem o problemnie psychicznym lub upośledzeniu umysłowym.
            "Może herbatki?", proponuje Róża ojcu, który:
            1) porzucił jej ukochaną matkę w ciąży,
            2) przez którego matka ta wciąż popłakuje, oczy jej mgłą zachodzą i w ogóle,
            3) porzucił ją i siostrę, nigdy się nimi nie interesował,
            4) doprowadził do tego, że cierpi jej ukochana siostra - przeżywała załamanie,
            uciekała z domu i w ogóle naraziła na cierpienia cudowną rodzinę,
            5) pojawia się bezczelnie po dziewiętnastu latach jakby nigdy nic. Jak znajomy
            jaki zwyczajny i wypowiada się w sposób absolutnie oburzający na domiar złego
            ("dobrze wspominam Gabrysię" np.)
            Zwracam uwagę na formę "herbatki", jak i familiarną formę zaproponowania jej.
            Nie oficjalne: "Może napije się pan herbaty?". Ani uprzejme: "Mama wróci wtedy
            i wtedy, proszę zostawić numer". Tak reaguje normalny człowiek. Tj. człowiek
            normalny reaguje mniej więcej tak jak Tygrys. Człowiek wysoce opanowany, byłby
            uprzejmy i chłodny. A Róża zareagowała jak... szkoda gadać.

            Ale samo pojawienie się Pyziaka wydaje mi się OK, życiowo prawdopodobne. Tak by
            postąpił i w życiu gbur i cwaniak. Jednocześnie MM nie odsądza go od czci i
            wiary, "każdy ma prawo do błędów". Podoba mi się.
          • tygrys2112 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 02.01.07, 20:33
            > W ogóle zastanawiam się, dlaczego denerwujemy się, obserwując zachowania
            niektó
            > rych bohaterów. Nie muszą się przecież zachowywać, tak jak my byśmy chcieli.
            To
            > postacie literackie, obdarzone przez autorkę pewnymi cechami osobowości. Ich z
            > achowania wynikają więc bezpośrednio z ich charakterów, co wymaga od MM
            konsekw
            > encji w prowadzeniu postaci.
            > Zresztą bohaterów literackich wcale nie trzeba darzyć osobistą sympatią i
            uwiel
            > bieniem by czytać o nich z zainteresowaniem.

            Kiedyś czytałam artykuł o tym, że zawsze większą sympatią darzymy postacie
            podobne do nas. I chyba coś w tym jest. Każdy z nas ma chyba ulubione postacie
            i takie, których nie lubi. Podświadomie szukamy takich, z którymi możemy się
            identyfikować. Z Laurą zawsze się identyfikowałam, bo mam podobny charakter.

            Nie przepadam za Nutrią i Gabą, dziadkiem Borejko. Pierwsza jest ciepłą kluchą,
            druga żandarmem, trzeci despotą. Nie czytam o nich z zainteresowaniem, raczej z
            irytacją.

            Zgadzam się jednak z Tobą, że nie wszystkie postacie muszą się nam podobać.
            Nawet nie powinny. Gdybym w powieściach wszystkie postacie miały jednakowy
            charakter byłoby to nudne i nieżyciowe.
        • pijaw No to streszczenie na życzenie: 22.09.06, 15:57
          Była pochmurna noc. z chaty drwala dobiegały pochrzakiwania, rechoty, dźwięk
          tłuczonego szkła i tym podobne oznaki udanej imprezy. Nagle Trzasnął piorun, a
          w całej chacie i okolicy światło zrobiło sobie przerwę na herbatę z prądem. Po
          dłuższej chwili przekleństw, deptania kończyn i tradycyjnego turlania po
          schodach do piwnicy w poszukiwaniu świec, udało się gościom drwala stworzyć
          mdły blask, w którym szkło nabierało wystarczajacych konturów, by chwycić je w
          chwiejne dłonie.
          zawartość poleciała w głąb sprawgnionych gardeł.
          po chwili wymownej ciszy,wśród wstrząsów obrzydzenia odezwał sie Drwal:

          - a niech to... to Czarna Polewka!!

          Pozdrawiam i dziękuję.
        • azja1974 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 12.10.06, 11:29
          no prosze, a ja (tez bardziej niz wrazliwa na punkcie feminizmu) jakos inaczej
          to odebralam (o tej policjantce i w ogole o feminizmie). wrecz wydawalo mi sie,
          ze mm puszcza tu do nas oko - smieje sie z takiego stereotypu, ze jak nie ma
          dzieci, to feministka ble. i jeszcze jeden byl taki moment, ze wydawalo mi sie,
          ze mm w koncu przemyca jakies aluzje do feminizmu, ale teraz niestety nie
          pamietam, o co chodzilo (jeszcze jestem pod wrazeniem, przeczytalam wczoraj, bo
          w koncu przywiozla mi mama, od wrzesnia tu nie zagladalam, zeby nie czytac
          komentarzy przed ksiazka!)
          przy okazji siem przedstawiem jestem azja z wawy, od 5 lat na wygnaniu we
          wloszech, od jezycjady ciezko uzalezniona od... chyba od kiedy nauczylam sie
          czytac i kiedy wyszly pierwsze tomy.
          a "czarna polewka" tez generalnie inplus na pozytywnie.
          pozdrawiam serdecznie, azja
    • troppo_bella Ooooch, ja dopiero zaczęłam 22.09.06, 16:14
      Jestem w jednej czwartej pewnie i chciałabym napisac, że przejechałam swój
      przystanek, bo się zaczytałam, ale bym skłamała.

      Może potem będzie lepiej, ale początek jest nieznośny.

      Idiotyczne tyrady Ojca Ignaca, do Laury, do Fryderyka. Wielostronicowe, nudne,
      wypływające z fałszywych założeń. Czy on chce przepędzić z domu nieszczęsnego
      Frycka i uczynić Pyzę samotna matką?! Dlaczego po nim tak jeździ?
      Niekulturalnie i niesmacznie (udaje, że go nie poznał, potem udaje, że nie wie,
      po co przyszedł). A dlaczego Pyza daje tak jeździć po ukochanym? Siedzi z
      dzieckiem i tiu tiu, jakby nie słyszała, co się wyprawia z narzeczonym pokój
      dalej...

      Dlaczego Dziadzio Ignac tyrańsko i groteskowo osacza równiez nieszczęsną
      zakochaną nastolatkę czyli Laurę? Zabija balkon gwoździami? Każe Miagwie ich
      śledzić? Czy to "Daleko od noszy" albo inni "Kiepscy"? Groteska ponura.
      Zaczynam mniemać, że Ojciec Ignac stetryczał do reszty, zachowuje się w każdym
      razie irracjonalnie, szkodliwie i jakoś mnie to nie śmieszy, zbyt grubą nicią
      szyte.

      A dlaczego dziewczęta dają sobie to robić?

      A Laura i Wolfi... Ich nieuzasadniony niczym pęd do ślubu, który już w Żabie
      mnie irytował. W wieku lat dziewiętnastu. To kolejne fałszywe założenie. Po co
      im to? Romeo to i Julia cd, ale naciągane to strasznie.

      Może powoduje nimi chęć skonsumowania związku, tak czytam między wierszami, że
      w krainie Borejków przez ślubem dozwolone są tylko (i to niechętnie) pocałunki
      na ławce w parku. Naprawdę o to chodzi? Bo inne motywacje pędu do slubu
      naciągane do bólu.

      Poza tym książka nie ma bohatera/rki, jak widzę z początku. Jest wielowątkową
      kontynuacją Żaby i trudno, doprawdy, nazwać ją zamknięta całością, mimo niezbyt
      zgrabnie wplecionych do akcji streszczeń (które przypominają mi telenowelowe "W
      poprzednim odcinku"). Czytam i o Laurze z Wolfim, i o Żabie z Żeromskimi, i o
      Pyzie z Frycem i frycowym dzieckiem, i o Józinku z Trollą.

      Zakończenie (już zajrzałam) mówi o Laurze, więc to ona byłaby tą naczelną
      protagonistką, wg jeżycjadowych zasad. Ale mało jej w tym poczatku, mało w nią
      zaglądamy, mało o niej wiemy, poza chęcią zaciągnięcia amanta pod ołtarz.
      Kiedyś MM konstruowała krwiste, wielopłaszczyznowe portety bohaterek, teraz
      skupia się - zamiast ich motywacji - na wydarzeniach.

      Wracam do lektury, ale mi smuuuutno
    • troppo_bella Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 16:26
      I tak jeszcze pastwiąc się trochę: za szybko chyba powstaja te książki, kosztem
      jakości.

      I może redaktorzy z Akapitu trochę za nabożnie i na kolanach podchodzą?
      Pamiętacie, i Szósta klepka, i Opium w rosole były solidnie dyskutowane i
      redagowane, przerabiane. A tu czasu nie było. I już następna się rodzi.

      Jak chcę kogoś zachęcić do MM, nidgy nie daję najświeższych tomów, zawsze coś z
      początku - Klepkę, Kwiat, Opium, Idę...

      --
        • monikate Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 20:41
          Czytam, jestem mniej więcej w połowie. Podstawowe wrażenie mam takie, że MM
          naczytała się opinii z internetu i teraz mruga do czytelnika. "Chcieliście? To
          macie!" Postacie i systuacje są potraktowane z żartobliwym dystansem,
          przegięcia w charakterach, uczynkach, tyradach itd. są celowe. MM bawi się z
          czytelnikiem i to wcale fajnie! Bawi się swoją Jeżycjadą, CP to jej lekka
          karykatura, tak!
          Poza tym: 1. "CP" zdecydowanie jest technicznie lepsza od "Żaby", tamto to był
          gniot totalny, niechlujnie i powierzchownie napisany
          2. Telenowelowość-tak, tak, ale ileż w koncu można pisać o tym samym? W tym
          tomie dość zgrabnie z tego wybrnęła.
          Na razie idę czytać dalej.
          • baba67 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 20:56
            Nie zgadzam sie co do Zaby-wiele pomyslow i klimacikow z Zaby rozwinelo sie w
            CP.No bo nie wytrzymalam i tez juz czytam;-)
            Naprawde slabe w Zabie to byl watek Fryderyka i zakonczenie.
            Kilka dobrych scen z CP- Piotrus i jego monologi, bo dialogami tego nazwac nie
            sposob
            Miagwa przysypiajacy na randce
            i a razie wszystko-wlasciwie to na pogodnym klimacie opiera sie ta ksiazka.=
            bardziej niz na jakims pomysle.
          • troppo_bella Tak, MM nas czyta 22.09.06, 21:58
            Bo czy nie zauważyliście, że Borejkowie po raz pierwszy mają kolejkę do
            łazienki?

            Ten postulat był tu zgłaszany wielokrotnie i proszę - jest!

            Policjantka feministka tez jest karykaturą karykatury, czyli krótko ostrzyżonej
            pani w drucianych okularach z Nutrii i Nerwusa.

            Dziadkowe tyrady też się zmieniły w autoparodię.

            Bodzio w garbusie Wolfiego dziwnie przypomina Bernarda w maluchu Grzesia. Ten
            sam typ humoru, ten trzeci ingerujący w tete a tete zakochanej pary
            (prezentowany również w koszmarnie sztampowym filmie "Ja, ty i on", obecnie w
            kinach).
    • michatka Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 21:15
      witam ;-)
      dotychczas Was z dużą przyjemnością podczytywałam, teraz się odzywam ;-)
      jestem zawiedziona i rozczarowana CP...
      podobały mi się dość tu krytykowane Kalamburka, Język Trolli i Żaba, a CP - cóż,
      stracone popołudnie
      nieznośny Ignacy senior, obrzydliwie szpiegujący (z pełną aprobatą
      autorki)Ignacy junior, idiotyczne rozważania Pyzy, której nic do szczęscia nie
      brakuje, Pyziak, który się pojawił i cholera jasna nic z tego nie wynikło,
      gwałtowne dązenie do ślubu Laury i równie gwałtowna zmiana zdania pod koniec -
      no kupy się to wszystko niestety nie trzyma
      bohaterowie jakby naszkicowani niechlujnie ołówkiem
      liczne sceny namiętnych pocałunków Laury i Wolfiego - czyżby MM w ten jakże
      śmiały sposób wprowadzała mało obecny temat za przeproszeniem seksu?
      zirytowały mnie też nieścisłości natury praktycznej:
      czemu autorka kilka razy powtarza "leć szybko do parafii" w kwestii załatwienia
      ślubu - nawet biorąc konkordatowy najmniej trzeba kwity z USC pobrać
      czemu, skoro pokój Pyzy i bobasa jest ciasny i głośny Laura nie zamieniłą się z
      nią na swój (tak ją przecież wspierała tom wcześniej)
      dlaczego Żaba śpi na materacu piankowym - to już nieszczęsnej blokowej rodziny
      nie stac na łóżko z promocji
      ach i rozbawiła mnie do łez wizja nawinej Pyzy i Frycka naukowca budujących dom
      o rany... może już po prostu wyrosłam z Jeżycjady, ale może i autorka powinna
      sobie i czytelnikom dać więcej czasu między jednym tomem a drugim albo i
      skończyć sagę
      uff, dziękuję za uwagę ;-)
      pozdrawiam
      • staua Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 23:52
        Hm, ja i moj maz jestesmy naukowcami, naiwni tez pewnie jestesmy, a
        zbudowalismy jakos jeden dom, a drugi kupilismy, wiec nie jest to
        niewykonalne...
        W ogole wydaje mi sie, ze swiat MM jest naprawde podobny do Borejkowskiego, moj
        tez jest, a ze czytelnicy maja inny... Nie znaczy to, ze ten w Jezycjadzie jest
        zupelna bajka.
        Z tego, co tu czytam, wynika, ze chyba zal mi bedzie postaci Wolfiego, ktorego
        zdazylam juz polubic. Szkoda. Za to nieznosny Fryderyk nadal jest...Ale do mnie
        ksiazka dotrze najwczesniej za jakis tydzien.
    • asiek1177 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 21:58
      Też jestem na nie. "Żaba" podobała mi się jakoś bardziej, CP jest chaotyczna,
      Ignace wkurzają, wątek Pyziaka jakiś dziwny (trójkącik sobie radośnie ułozą czy
      jak?), przepadł gdzieś ten sympatyczny Wolfi, tzn. dalej jest sympatyczny, ale
      coś mi zgrzzzyta.
      I wspominana nie raz na forum nieszczęsna fryzurka Laury. Normalnie za moment
      rzucę się z nozyczkami na kolorowe gazety i wytnę dla MM kilka zgrabnych
      fryzurek "z nastroszem" ;) , do których Laura pasuje mi bardziej niż do tego
      dziwnego czegoś.
      No nic, przeczytam CP raz jeszcze i wtedy może będę inaczej gadać.

      Pozdrawiam
      Asiek, co kiedyś tu parę postów napisała, ale za nic nie może sobie przypomnieć
      hasła do starego konta :)
    • troppo_bella Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 22:06
      Jeszcze nie skończyłam, ale nadal się bulwersuję.

      Agitka, tfu! Co się stało MM, zawsze tak subtelnej i delikatnej?!
      A teraz czego się dowiadujemy?

      Kto nie czyta Mickiewicza, brudny jest i prymitywny.

      Kto poezji nie cytuje co i rusz to, niegodny jest.

      Kto z Warszawy, wstrętnym prymitywem jest.

      Poza tym, moje młode koleżanki: Wolfi spędza noc na jednym łóżku z brudnym i
      nieoczytanym Bodziem, a jego narzeczona leży sama w osobnym pokoju. Tak to sie
      teraz robi? Za moich czasów jednak nie bylismy aż tak straszliwie cnotliwi...

      I ten Kuba WOjewódzki...

      Mam wrażenie obcowania z doraźnym felietonem, a nie z ponadczasową w zamysle
      powieścią.

      ----
      • monikate Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 22:47
        Pozwalam sobie przekopiować wypowiedź z sąssiedniego wątku:


        • Przeczytałam i zgadzam się, że to kontynuacja Żaby
        iwoniaw 22.09.06, 22:15 + odpowiedz


        - aczkolwiek znacznie zmienił się styl. Jestem coraz bardziej przekonana, że MM
        czyta to forum, bo powieść momentami wygląda jak pastisz Jeżycjady, z
        uwzględnieniem wielu uwag, które tu padały. Największym szokiem dla mnie było
        przerysowanie Ignacego B. Toż wygląda jak własny odpowiednik z jakiejś komedii
        charakterystycznej! Pozostaje mieć nadzieję, że w kolejnych częściach Mila już
        nie zostawi męża ani na moment bez dozoru, bo w przeciwnym razie dom dla
        obłąkanych zdaje się być jedynym wyjściem.
        Mam parę uwag do wątku "wpadki", ale na razie się wstrzymuję z przyczyn
        wiadomych.
        Jest złośliwostka pod adresem jednej "osobowości telewizyjnej", faktycznie ;-).
        • gucci9 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 22:57
          właśnie skończyłam czytać i zrobiło mi sie tak sielsko i miło, chciałam
          przedłuzyć ten nastrój i weszłam na forum, żeby poczytać opinie innych. I tak
          mi jakoś skrzydełka opadły.. prawie wyłącznie negetywne opinie! nie rozumiem :-(
          • akceloda Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 23.09.06, 12:41
            Witam! Jestem wielką fanką MM, ale to oczywiste,skoro weszłam na to forum. Do
            rzeczy. Wczoraj pochłonęłam jednym tchem "Polewkę", a kiedy zaspokoiłam
            czytelniczy głód, zaczęłam się zastanawiać. Uwielbiam MM i nie chciałabym
            sprawiać jej przykrości, bo ta książka to efekt jej ciężkiej pracy, ale mam
            parę subiektywnych zastrzeżeń...
            Dla mnie "Czarna polewka" jest trochę "przegadana", zbyt wielu narratorów,
            którzy oczywiście, wypowiadając się w trzeciej osobie, stosują tak przeze mnie
            uwielbianą, i tak perfekcyjnie przez Panią Małogrzatę dopracowaną mowę pozornie
            zależną, Jednak zauważyłam, że niektóre wątki się jej wymykają. Chciała
            wszystko pogodzić, bo ostatnio nagromadziło się trochę niewyjaśnionych, a
            wielce interesujących spraw (Róża i Fryderyk, Laura i Wolfi, Żaba i P.
            Żeromski -który?, Józinek i Trolla, etc., etc.)...W efekcie mamy przesadzoną
            polifonię, co powoduje chaos....
            ...Zazdroszczę Kubie Wojewódzkiemu i Cezaremu Pazurze, którzy mieli zaszczyt
            pojawić się w "Jeżycjadzie" (bo to o nich mowa na str. 169, kiedy Laura z
            Bodziem oglądają telewizor) Co prawda są pokazani raczej negatywnie, co prawda
            anonimowo, ale zawsze. Widzę, że sprawa bezczeszczenia przez Pana Pazurę "Pana
            Tadeusza" bardzo się Pani Musierowicz nie spodobała, pisała już o tym
            we "Frywolitkach"- wtedy z nazwiskami, nieco ostrzej.
            Kompozycja książki nie jest zamknięta, to oczywiste. Czekamy na ciąg dalszy,
            na "Sprężynę", której główną bohaterką będzie, z tego co słyszałam, Łusia.
            Zmartwiłoby mnie to, ponieważ głos zabierają coraz młodsi, ale jeśli Łusia
            będzie w "Sprężynie" na pierwszym planie, tak jak Ignacy G. Stryba w "Czarnej
            Polewce", to nie ma strachu. Problemy Igasia zostały przyćmione przez Laurę i
            Wolfiego (dobrze!).
            ...Dziwi mnie wiele spraw. Gabrysia tutaj praktycznie nie istnieje, sprawy
            Laury jej kompletnie nie obchodzą (słuszny był bunt z "Tygrysa i Róży"?), nie
            umie, a może raczej nie chce, z nią rozmawiać. Tak jak dziadek zbyt mocno
            martwi się o wnuczkę (gwoździe w drzwiach do balkonu???), tak Gabrysia przeżywa
            to bezgłośnie. Na ślub zareagowała...No jak? Dziwnie. Tak jak na powrót
            Janusza. Po tylu latach milczenia i obojętności, zabierać go tak po prostu na
            ślub jest czynem godnym miłosiernego Samarytanina. Cała Gabrysia ;) Zdziwiło
            mnie także, kiedy Pan Jan Schoppe tak się wzruszył małą Milą, że spytał o jej
            imię ( Nie wiedział? Jak to możliwe? Dziecko już miało prawie miesiąc! Fryderyk
            mieszkał przecież wciąż z rodzicami, a do niego ojciec nie miał o nic
            żalu)...Ale to drobnostka, może z tego wzruszenia zapomniał? Nieważne. "Czarna
            Polewka" się ukazała. To autorki sprawa, co zrobiła z bohaterami. Nam się
            wydaje, że wiemy lepiej niż MM, że napisalibyśmy mądrzej, ciekawiej. To trudna
            sztuka. Dziękuję za kolejną część Jeżycjady, może nie taką, jaką bym chciała,
            ale...No właśnie...Licentia poetica...Wielki Szacunek dla MM. Pozdrawiam. Agata
          • zdzicha.tramwajara Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 08.10.06, 22:27
            no mi tez to forum wszystko obrzydza. nadasane panienki, ktore maja w koncu
            mozliwosc pozalenia sie, ze to, ze sro, ze dni sie nie zgadzaja, lata, ze cos
            jest za duze, a nie - bo za male. upierdliwa banda malkontentek, ktore czepiaja
            sie nawet koloru gaci pulpecji i znaku zodiaku nutrii. z jednej strony to forum
            pozwala przedluzyc przyjemnosc obcowania z lektura, a z drugiej strony kazda
            nastepna ksiazke czytam przez pryzmat zlosliwosci wyglaszanych przez... no
            wlasnie, przez kogo?
        • iwoniaw Dopiero teraz zauważyłam wątek przyszpilony ;-) 23.09.06, 00:10
          No to skoro tu juz uwagi o konkretnych treściach padają, to dorzucę jeszcze
          swoje trzy grosze:
          - Zdziwiły mnie dywagacje Józinka na temat jazdy na ślub Laury - że niby Łusia
          może usiąść komuś na kolanach, a on to już na to za duży - czy MM nie słyszała
          nigdy o obowiązku wożenia dzieci w fotelikach samochodowych? A już _na kolanach_
          to w ogóle - co to za pomysł?!
          - Ignacy przedstawiony, jak już wspomniałam, w jakiejś starczej paranoi - toż
          gdyby nie obecność Mili, on gotów byłby urządzać awanturę, gdy Fryderyk prosił o
          zgodę na małżeństwo z Różą Gabrielę, a nie jego (????!!!!)
          - Dalszy ciąg paranoi Ignaca: tacy dotychczas "rodzinni i zjednoczeni"
          Borejkowie wreszcie się dowiadują, w czyim domu mieszkają (bo nie w swoim, to pewne)
          - Bardzo mi się nie podobało, gdy Ignacy obsztorcował Różę, że w ogóle śmiała
          powiedzieć o Pyziaku "mój ojciec" i odmówił jej prawa do wybaczenia, jeśli nie
          wybaczy mu Gabriela (przy czym robi, co może, by Gabriela się w ogóle o wizycie
          Pyziaka nie dowiedziała)
          - Potwierdzenie, iż Mila nie lubi Laury: ucieczka z Wolfim odbywa się _jedynie_
          dlatego, jej zdaniem, że Laura _tylko_ _patrzy_ _jakby_ _zasmucić_ _matkę_ - no
          ludzie...
          - uważam, że Laura ma 100% racji konstatując, że dla Gaby lista priorytetów to
          "najpierw wyjazd na porzeczki, potem ew. rozmowa o ślubie"
          - wpływ Ignacego na młodego I.G. Strybę pokazany jako kompletna patologia, ale -
          o dziwo - nigdzie nie potępiona...
          - bezdzietna policjantka to już w ogóle żenada...
          • monikate Re: Dopiero teraz zauważyłam wątek przyszpilony ; 23.09.06, 00:18
            Iwoniaw, ale sama słusznie zauważyłaś, że "CP" jest pastiszem! Moim zdaniem MM
            puszcza do nas perskie oko i specjalnie wymyśla takie rzeczy, bawiąc się i
            wiedząc z góry, do czego możemy się przyczepić, jeśli weźmiemy wszystko bardzo
            serio.
            A pojechała, że hej... tylko czekam na podwieczorek u Szalonego Kapelusznika :)
            Już scena na początku powieści, kiedy Ignacy zabija gwoździami wejście na
            balkon w pokoju Laury... albo come back sceny sprzed lat, kiedy Ignacy uparcie
            mówił do Janusza Pyziaka panie Juliuszu... MM leci w stronę humorystycznego
            absurdu, to już nie jest całkiem Jeżycjada!
            • iwoniaw No zgadza się, tylko czy to się godzi tak 23.09.06, 00:27
              czytelników podpuszczać? ;-) W końcu nie wszyscy czytają forum, a zresztą CzP
              jest wydana jako _kontynuacja_ cyklu. To tak jakby ktoś do "Iliady" nagle
              dopisał skecze rodem z Plauta i uważał, że to dalszy ciąg... A, to mi
              przypomina, że Ignac dość słabo, zwłaszcza jak na filologa klasycznego, obeznany
              jest z obyczajowością antyczną i historią. Te dywagacje, że w starożytności
              Frycka to by Skała Tarpejska najwyżej czekała... Co on, o Kaliguli, Messalinie,
              Cezarze (i losie jego małżonki legalnej, gdy ten ostatni do Egiptu dotarł) nie
              słyszał?

              Ale tekst "napewno na jakiejś filologii klasycznej będą wolne miejsca, bo to
              straszne nudy" sprawił, że wyłam ze śmiechu ;-)
                • the_dzidka Hm. 23.09.06, 09:53
                  Aczkolwiek zgodzę się, że MM wyciągnęła sporo wniosków z tego, co wypisujemy na
                  forum, to jednak nie uważam, że się bawi czytelnikami, ani że CP to pastisz.
                  Proszę nie zapominać, że my internauci stanowimy jedynie może jeden procent
                  populacji musierowiczystów...
                  • renaskawinska Re: A najlepszy byl 10.12.06, 19:47
                    Przeczytała i pozostł lekki niesmak. Trochę przesłodzona, nierealna i
                    niedzisiejsza. Na litość Boską czy Róża nie mogłaby chcieć w życiu czegoś więcej
                    niż być mamą małej Mili. Tak zostawila studia bo ją nużyły... to było dobre w
                    latach siedemdziesiątych. Perypetie podobnych bliżniaków już były w historii
                    literatury ( dlaczego każda bohaterka MM musi mieć faceta) a już scena jak rodzina
                    z Pyziakiem idzie na hipotetyczny ślub Tygrysa jest tak przesłodzona jak
                    drożdżówka z nutellą i galaretką jabłkową. Przepraszam przestałam być fanką
                    Jeżycjady
          • a_weasley Prawo i prawdopodobieństwo 28.09.06, 17:27
            iwoniaw napisała:

            > - Zdziwiły mnie dywagacje Józinka na temat jazdy na ślub Laury - że niby Łusia
            > może usiąść komuś na kolanach, a on to już na to za duży - czy MM nie słyszała
            > nigdy o obowiązku wożenia dzieci w fotelikach samochodowych?

            Po pierwsze, to mówił dziesięcioletni chłopiec.
            Po wtóre, w Polsce do dziś dzień jeżdżą w pełnej zgodzie z przepisami może nie
            miliony, ale na pewno grube setki tysięcy samochodów, które nie mają z tyłu
            pasów bezpieczeństwa (a także kilkanaście tysięcy samochodów w ogóle bez pasów,
            nawet z przodu) i w tych samochodach nie ma ani obowiązku, ani możliwości
            używania fotelików.
            Fotelik jest obowiązkowy przy przewożeniu dziecka na miejscu wyposażonym w pasy
            bezpieczeństwa. Jeśli nie ma pasów, dziecko jedzie luzem.
            Po trzecie, jest również obowiązek zapinania pasów tam, gdzie one są. Również z
            tyłu. Także w taksówce. Rozejrzyj się dookoła, jak to z tym jest w praktyce...
            Jest też obowiązek jazdy z prędkością nie przekraczającą 90 km/h. Czy równą
            pretensję miałabyś do Musierowicz, gdyby napisała, że ktoś jechał szosą 120 albo
            że sześć osób jechało polonezem?
            Przepisy to jedno, a powszechna życiowa praktyka to drugie.
            Musierowicz pisze powieści, a nie lekturę uzupełniającą do przedmiotu
            "Wychowanie komunikacyjne", więc nie można mieć pretensji, że bohaterowie robią
            coś niezgodnego z prawem. Miałbym pretensje, gdyby to, co opisuje, było
            nieprawdopodobne. Tak jednak nie jest.
            W tym przypadku, pragnę dodać, bo tam, gdzie na scenie występuje jednocześnie
            garbus Wolfiego i Bodzio, owszem dzieją się rzeczy nieprawdopodobne.
            • iwoniaw Re: Prawo i prawdopodobieństwo 29.09.06, 11:46
              Owszem, wielu ludzi nie stosuje się do przepisów, co nie zmienia faktu, że
              przedstawianie takiej sytuacji jako normalnej, zwłaszcza w książce mającej
              ambicje wychowawcze (patrz wątki: "MM o CzP" i "dziś w Dzienniku"), jest jak
              najbardziej godne potępienia, a już na pewno zwrócenia uwagi.
            • ready4freddy Re: Prawo i prawdopodobieństwo 01.10.06, 00:53
              > Fotelik jest obowiązkowy przy przewożeniu dziecka na miejscu wyposażonym w pasy
              > bezpieczeństwa. Jeśli nie ma pasów, dziecko jedzie luzem.

              aha. oprocz przepisow istnieje jeszcze tzw. zdrowy rozsadek. nie czytalem (nadal
              jeszcze) CzP, ale poniewaz dzieje sie w 2004 roku, smiem mniemac, ze samochod,
              ktorym sie poruszaja, moze miec poduszke powietrzna dla pasazera. byc moze nadal
              tylko jednostopniowa. jesli nasza Lusia kochana pojedzie "na kolanach" pasazera
              siedzacego obok kierowcy, przy niewielkiej nawet stluczce jest ogromna szansa,
              ze straci glowe. doslownie.
    • the_dzidka Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 09:35
      Najpierw napiszę o swoich spostrzeżeniach, potem dopiero poczytam Wasze :) Nb
      po raz pierwszy chyba robiłam notatki do książki nie będącej lekturą zawodową
      ani studencką :)
      Trudno mi z góry dokonć jednoznacznej oceny. Kilka rzeczy spodobało mi się aż
      po pięty. Przede wszystkim Łusia Pałys :) Łusia zaczyna wyrastać na osóbkę o
      wdzięku Natalii i charakterze Idy, a jej kwestie przyprawiają mnie o zataczanie
      się ze śmiechu - choćby wypożyczalnia wędlin na Rynku... Mam nadzieję, że
      doczekamy za kilka lat panny Pałysianki w roli głównej bohaterki :)
      Ignac - nadal jest apodyktycznym dziadygą, aczkolwiek odnoszę wrażenie, że
      świat zaczyna mu uświadamiać, że nie jest alfą i omegą ;) Bunt wnuków, czy tez
      jego rozpaczliwa chęć bycia w centrum zainteresowana, kiedy Frycel oświadcza
      się Róży, i kategoryczne sprowadzanie go przez Milę do parteru ("- Czy doprawdy
      nie.. - Nie!! Doprawdy, nie!! -...jej dziadka? Seniora rodu? - Nie!!"). Ignac
      jest apodyktycznym tyranem, a tacy niełatwo godzą się z pewnymi rzeczami, wiem
      coś o tym.
      A ten cytat: "Człowiek wielki jest skromny i cichy. Człowiek małego formatu
      jest kłótliwy, a puszy się jak paw." Nie wiem, ak Wy, ale ja doznałam
      natychmiastowego skojarzenia z Ignacem - i wprawiło mnie to w stan złośliwej
      radości ;))
      Poza tym zauważcie, że stosunek Ignaca do zmywarki zmienił się w sposó
      zasadniczy :D
      Prawdziwym majstersztykiem był opis telewizyjnego show z udziałem "aktora o
      twarzy jak zaciśnięta pięść" - wracałam do niego czterokrotnie. Mam podobne
      zdanie jak Laura w kwestii "ogłupiaczy".
      Pyziak. Jak zobaczyłam jego konterfekt na stronie 96, to mnie powaliło. CO TO
      JEST?! Skąd on wytrzasnął taki nos alkoholika?! Miał kiedyś orli przecież!!
      Owszem, mógł obrzęknąć i napuchnąć, ale żeby aż tak?
      Od razu dodam, że cały wątek z "przebaczaniem" Pyziakowi jest generalnie mało
      prawdopodobny i sztuczny, a już scena przywiezienia Pyziaka na hipotetyczny
      ślub Laury... Kiczem pojechało. I to takim, że musiałam obetrzeć kartki
      książki, bo zrobiły się lepkie od lukru ;-P I jeszcze ten tekst
      Łuśki "Przyjechalismy z twoim tatą na ślub"... Przesunięty środek ciężkości
      siakoś..
      Pointa całej tej zwariowanej akcji ze ślubem jak dla mnie była łatwa do
      przewidzenia - wiadomo było, że podczas "ucieczki" Laura i Wolfi zaczną się
      nieco poznawać i docierać, i zrezygnują z pomysłu małżeństwa. Troskliwość
      Wolfiego i jego szacunek do Laury są imponujące, ale oboje mało mają punktów
      stycznych.
      Mila nadal nie lubi Laury. Mówi coś takkiego "Ona zawsze tylko oczekuje, żeby z
      jej powodu matka się zadręczała", z wyrzutem, po czym za chwilę twierdzi, że
      Laurę do ucieczki sprowokował dziadek.
      Wątek Oracabessów mnie nudzi.
      Wątek z Trollą - wepchnięty jakby na siłę, nic z niego nie wynika.
      Piotrek Żeromski zasługuje na śmierć w męczarniach ;) ale Paweł też mi się nie
      podoba.
      Różyczka - jak zwykle obrzydliwie szlachetna (Pyziak).
      Tradycyjnie wątek antyfeministyczny - tym razem osobą, ktora woli pracę niż
      dzieci, jest nieapetyczna, flądrowata, niegrzeczna i śmierdząca papierosami
      policjantka. No cóż. Bez komentarza.
      I na koniec, coś co mnie wyjątkowo zirytowało. Bardzo podoba mi się Róża w roli
      matki, z tym zapatrzeniem w małą Milę, ale omal mnie szlag nie trafił, kiedy
      Róża coś tam szepcąc jej do uszka, mówi: "Ma na imię Melania, tak jak ty. To
      znaczy ty dopiero będziesz miala na imię Melania, jak cię ochrzcimy." W tym
      momencie dosłownie ze mnie wystrzeliło. ŻE CO?! Odkąd bylo wiadomo, że to
      dziewczynka, wszyscy nazyają ja małą Milą. A tu nagle dowiadujemy się, że
      według Różyczki mała jeszcze nie ma imienia, bo nie jest ochrzczona?! Idąc tym
      tropem rozumowania, Róża powinna w ogóle uznać swoje dziecko za "czasowo
      nieważne", bo urodziło się przed ślubem!!!!!
      No i tyle. Wieczorem zabiorę się za drugie czytanie :) Choć przyznam, że juz
      inaczej czytam MM, bo pod kątem aszych wcześniejszych dyskusji i spostrzeżeń :)

      PS. Za pomysł zawiezienia Łusi do Śmiełowa "na czyichś kolanach" powinno się
      urwać uszy - tylko nie wiem komu, jej rodzicom czy MM?
      • remik37 Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 10:50
        a ja czytając ostatnie książki MM tj. Język Trolli, Żaba i teraz Czarną Polewkę
        nie moge oprzeć się wrażeniu że MM już ich nie pisze tak naprawdę tylko jakiś
        jej uczeń czy coś takiego, są zupełnie inne od tych dawniejszych, wspaniale
        czytających się części Jeżycjady, i to nie jest efekt zmiany pokoleń, czasów
        itd. , bo Musierowicz zawsze świetnie dostosowywała się do tego, nie wiem co
        się stało a może zwyczajnie autorka już się wypaliła?
        w takim razie chyba lepiej by było zakończyć serię
        przy tej ostatniej lekturze nudzę się a poprzednie ksiązki byłam w stanie
        pochłonąć w jeden wieczór bo mnie ciekawość zżerała co dalej
        • m_agata Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 11:26
          > nie moge oprzeć się wrażeniu że MM już ich nie pisze tak naprawdę tylko jakiś
          > jej uczeń czy coś takiego,

          tak! ja też miałam takie wrażenie! toz to jakby z Almodovara.... (Kwiat mego
          sekretu) ;)

          ---------------

          z dystansem, z dystansem! to tylko fikcja literacja!
      • kalina81 Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 10:58
        Witam i pozdrawiam

        Piszę tu chyba po raz pierwszy, bo pisać nie lubię w ogólności. Piszę tylko jak
        mnie coś bulwersuje i to mocno, a i wtedy czekam dzień, czy mi może nie
        przejdzie. Tym razem nie przeszło, więc oto moja tyrada.

        Pochodzę z domu, gdzie gadki borejkowe są na porządku dziennym. Mój tato to
        kopia wręcz Ignaca, a macocha moja to przywracająca go do pionu Mila. Są ludzie,
        którzy żyją we własnym świecie, mają poglądy budowane na lekturach sprzed lat i
        wielki psychiczny opór w stosunku do rozwydrzenia naszych czasów. Są też ludzie,
        którzy potrafią kochać takich despotów, rozumieć ich, oraz pomagają się
        porozumiewać ofierze przeszłości z przedstawicielami zdegenerowanej
        teraźniejszości. także zarzut fantazjowania i bajdurzenia jest całkowicie w
        stosunku do stylu MM niesłuszny, to że ktoś nie znalazł się nigdy na mount
        evereście nie znaczy przecież, że szczyt ten jest wytworem wyobraźni
        podrózników, którzy o nim opowiadają, nespa?
        U MM nie ma jednoznacznych postaci i charakterów, każdemu daje szansę na
        poprawę wizerunku, a niektórym pozwala odsłonić przed czytelnikiem złe strony
        charakteru. To podoba mi się najbardziej. Nie rozumiem czemu niektórzy z taką
        agresją i rozżaleniem reagują na zmianę zachowań swych ulubieńców. Faktem jest
        też, że MM z lekka z nas zadrwiła, przerysowując niektóre cechy bohaterów, ale
        zauważmy, że jednak ktoś zawsze kogoś w tej powieści naprostuje.
        Weźmy Wolfiego i zarzut, że się zmienił na nieuka i prostaka, skąd taka
        dedukcja? Przecież w Żabie nic nie pisano i jego charakterze i zapatrywaniach, a
        wręcz powtórzono kilkakrotnie ustami państwa Schoppe, jak wątpliwy jest fakt
        zdobycia przez niego świadectwa dojrzałości! Czyżby czytelnicy te niepochlebne
        słowa kładli na karb ogólnej nieprzychylności rodziców w stosunku do syna? No
        tak w końcu oni są źli i niedobrzy(jak wszyscy mieszkańcy szarych bloków). A
        może jest tak, że oni jednak są dobrymi ludźmi, mającym swe niepopularne
        przekonania (pułapka biologiczna itd) ale którz takich przekonań nie posiada,
        niech pierwszy rzuci kamieniem! W CP poznajemy po prostu wolfiego bliżej i
        możemy jednak cieplej pomyśleć o jego rodzicach, którzy będąc przerażeni jego
        nieuctwem mieli w zasadzie trochę racji. MM nigdy nikogo nie uczyniła-w moim
        przekonaniu- czarnym, lub białym. Ona pozwala szarym ludziom zakładać białe, lub
        czarne dodatki i to w zależności od nastroju. Czasem dobro u człowieka opisanego
        jako czarny charakter jest sprytnie zakamuflowane, jest to wg mnie mistrzowskie
        posunięcie, bo owe zakamuflowanie pozostaje często niewidoczne dla czytelnika
        nieuważnego (czytelnik czasem podczas drugiego, bądź entego czytania nagle
        odkrywa amerykę-tak, tak o sobie piszę), lub dla czytelnika który danej posatci
        po prostu nie lubi. Właśnie dlatego możemy dyskutować o postaciach i dziwić się,
        czemu ktoś o tym niegodziwym X pisze dość pochlebnie. Dla mnie MM jest
        mistrzynią tworzenia charakterów, sprwaia, że każdy widzi tą postać inaczej, a
        uczucie jakim bohatera czytelnik obdarza wpływa na fakt odbioru przez niego
        kolejnych opisów poczynań i przemyśleń tegoż bohatera, przy czym -o cudzie- ilu
        czytelników, tyleż i odbiorów!

        Nie wiem, czy zostanę zrozumiana, bo łatwiej dyskutuje mi się głosem, niż literami.
        Dodam jeszcze kolejny bardzo niepopularny argument.
        Otóż ja osobiście gardzę ludźmi nieczytającymi książek, robiącymi błędy
        ortograficzne, tłumaczącymi się dysleksjami i innym dysmózgowiem. Nie lubię
        obcować z nieukami, głoszącymi chęć wyrzucenia dzieł Mickiewicza z kanonu
        lektur. Mam do tego prawo i w tej kwestii bardzo zgadzam się z przedstawianiem
        takich ludzi tak, jak robi to MM. Ponadto znam kilka starych, bezdzietnych
        panien i mają one wszystkie cechy przedsatwione u MM. Uważam także, że
        posiadanie dziecka (męża- niekoniecznie, ale szanuję prawo do odmiennych
        zaptrywań w tej kwestii) wpływa znacząco dodatnio na zdrowie psychiczne kobiety.

        I tak nie napisałam wszystkiego, co chciałabym przekazać, ale w miarę możliwości
        nerwowych (myślę kilkanaście zdań do przodu w stosunku do pisania i powoduje to
        mętlik w mej blondwłosej głowie) będę się dopisywać, o ile mnie nie zbanujecie
        za głoszenie niepopularnych treści i nie obłożycie popularną ostatnio fatwą:D

        Jednym słowem duże TAK dla czarnej polewki za czarny humor i polewkę z
        czytelnika kierującego się emocjami. Namawiam szczerze- obojętne podejście do
        opisywanych bohaterów pozwala nam inaczej pewne zdania odczytać i zobaczyć
        pewnych bohaterów w odmiennym i zaskakującym świetle.

        ps. Mila kocha Tygrysa bardzo mocno, ale nie cechuje się ona iście
        babciową-wybaczającą wszystko- miłością, tylko bardzo pragmatycznym spojrzeniem
        na charakter i postępowanie wnuczki. Mila w ogóle jest moją najukochańszą
        postacią, szczególnie od sceny zazdrości w kalamburce, którą to sceną udowodniła
        mi, że posiada słabości, jak każdy. amen
        • the_dzidka Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 11:08
          Nie zbanujemy Cię, i fatwą tez nie obłożymy, ani ekskomuniką ;) każdy ma prawo
          do swoich opinii.
          Jako że czasu mało, ustosunkuję się tylko do kwestii "bezdzietnych starych
          panien", jako że sama jestem jedną z nich ;) Nie wiem, czy posiadanie męża i
          dziecka wpłynęłoby na moje zdrowie psychiczne IN PLUS. Wiem natomiast z całą
          pewności, że moja droga życiowa to nie był świadomy i celowy wybór, i moim
          zdanie - rzadko tak jest, że kobieta celowo i z rozmysłem decyduje się na
          samotne życie. I kiedy czytam MM, to robi mi się bardzo przykro i mam o to do
          Niej cichą pretensje, że traktuje wszystkie niezamężne i niedzieciate baby z
          jednego kapelusza - niechluje, dziwolągi, feministki, mało inteligentne w
          dodatku bardzo często. W jej słowach na ten temat wyczuwam jakąś taką...
          okrutną wyższość. Ma oczywiście prawo uważać, że "spełniona" jest tylko kobieta
          rodzinna, dlaczego nie. Ale nie wolno robić Jej z nas wszystkich jakiś
          skarykaturzałych stworów. Po prostu nie wolno - między innymi dlatego, że nam
          to szkodzi.
          • kalina81 Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 11:25
            Rozumiem Twoją pretensję, ale spójrz na to inaczej, bez emocji (choć
            podejrzewam, że to trudne jeśli nie niemożliwe) Ona ma prawo do wyrażania swych
            poglądów, nawet jeśli się to komuś nie podoba i jest mu przykro. To tak jak moja
            ukochana Joanna Chmielewska, z którą się identyfikuję strasznie, opisuje siebie
            w autobiografii jako antysemitkę i homofobkę. I co? MAm do niej napisać, że nie
            wolno jej drwić z gejów? Bo mi przykro jak wypisuje głupoty w stylu
            "homoseksualiści to mężczyźni bojący się kobiet i niepewni siebie" Czysty
            absurd, jej zdanie w tej kwestii określa ją w moich oczach jako totalną
            ignorantkę i czuję się osobiście obrażona, jak ktoś kogo tak lubię i kogo
            twórczość tak znacząco wpłynęła na moją osobowość może głosić tak bezdennie
            głupie poglądy. Ale nie napiszę do niej, ani nie będę się obrażać o czyjeś
            poglądy i sposób ich przedstawiania.
            Tak samo MM ma pewne zapatrywania i ma pełne prawo pisać tak, jak jej się
            podoba. Choć oczywiście powtarzam, że rozumiem rozgoryczenie osób osobiście
            dotkniętych takim poglądami, bo sama wciąż jestem dotknięta wypowiedzią
            chmielewskiej.
          • senseeko stare panny 02.11.06, 16:09
            > kiedy czytam MM, to robi mi się bardzo przykro i mam o to do
            > Niej cichą pretensje, że traktuje wszystkie niezamężne i niedzieciate baby z
            > jednego kapelusza - niechluje, dziwolągi, feministki, mało inteligentne w
            > dodatku bardzo często.

            Ale przecież ta panna w TiR (asystentka Almy Pyziak) to była bardzo sympatyczna
            postać! Tragiczna i smutna co prawda, ale tak niestety jest z kobietą dla ktorej
            samotnośc nie jest wyborem, tylko splotem okoliczności, na które nie miała wpływu.
            Niektóre są w tym szczere, inne nadrabiają miną i robią za "single wojujące".
            Oczywiście zdarzają sie i normalne stare panny ale albo są to bardzo młode stare
            panny ;) (Na przykład Nutria) albo naprawde wyjątkowe osoby. U MM rzeczywiście
            tych ostatnich jest niewiele, ale są: Gizela, Terpentula, ciotka Lila. Bardzo
            pięknie pokazane stare panny.
            Więc nie do końca dzidko jest tak, jak piszesz
            • yowah76 Re: stare panny 02.11.06, 16:32
              Gizela sie w koncu wydala, jakby nie patrzec, tylko na dzieci juz byla za
              stara, a zreszta poswiecila sie wychowywaniu cudzego dziecka, to mozna jej
              wybaczyc... Ciotka Lila na poczatku miala nie najlepsza opinie, zdaje sie, ze
              nawet Mamertowie o niej szeptem mowili, znaczy jakies paskudne cechy tez
              posiadac musiala. A Terpentula, trudno cos o niej powiedziec, przemknela
              jedynie.
              • senseeko Re: stare panny 02.11.06, 19:27
                yowah76 napisała:

                > Gizela sie w koncu wydala, jakby nie patrzec, tylko na dzieci juz byla za
                > stara, a zreszta poswiecila sie wychowywaniu cudzego dziecka, to mozna jej
                > wybaczyc... Ciotka Lila na poczatku miala nie najlepsza opinie, zdaje sie, ze
                > nawet Mamertowie o niej szeptem mowili, znaczy jakies paskudne cechy tez
                > posiadac musiala. A Terpentula, trudno cos o niej powiedziec, przemknela
                > jedynie.

                Ależ dzidka pisze właśnie o takich starych pannach, które nie są starymi pannami
                z wyboru, ani nie dlatego, ze są jakieś felerne, tylko z powodu okoliczności
                zewnętrznych, na które nie miały wpływu. Więc nie ma niczego uwłaczającego ich
                staropanieństwu, że niektóre z nich wyszły za mąż. Zwłaszcza, ze nie wyszły na
                zasadzie "byle jaki, byle siaki, byle był", tylko na skutek świadomego wyboru. A
                że w wieku 40 czy więcej lat? No i co z tego. A inne nie wyszły i też dobrze.
                Natomiast "wojujące stare panny" to zupełnie inny gatunek ludzi i z nimi się
                chyba dzidka nei identyfikuje?
                Chodziło mi tylko o to, ze wprawdzie skąpo, ale pozytywnie przedstawione stare
                panny jednak się u MM pojawiają.
                • yowah76 Re: stare panny 02.11.06, 23:18
                  Czyli stare panny z wyboru to sa jednak te wredne...;-) no niby tak, bo jak sie
                  komus nie udalo mimo checi, to mozna sie uzalic, ale jak sam z siebie ma takie
                  dziwne poglady to ooo! niedobrze!
                  Ja tam jestem stara panna z braku wyboru, he, he...
            • the_dzidka Re: stare panny 03.12.06, 21:23
              Senseeko, ale Oleńka to jeden jedyny przykład WZGLĘDNIE pozytywny. (Względnie,
              bo tez momentami opisywany przez MM lekko kpiarsko i ironicznie.)
              Gizela nie jest klasyczną s.p., bo "ma dziecko", wychowała je, "miała dla kogo
              żyć", tak naprawdę była matką, a potem na starośc wyszła za mąż, więc trudno ja
              uznac za typ zasuszonego dziwadła. Sama MM nie postrzega zresztą w niej "starej
              panny", pisząc z szacunkiem o jej mądrości życiowej i podejściu do życia.
              Co do Terpentuli i Ciotki Lili - zwróć proszę uwagę, że to są kobiety opisane
              jako posiadające w sobie pewien czar, oryginalnośc, klimat - artystki i osoby
              otoczone pewnym nimbem niezwykłości. Natomiast kobiety zupełnie zwyczajne, nie
              mające tego szczęścia, by zostać artystkami w oczach MM, czyli np. pani Barbara
              z pociągu, pani z ryjkowatym nosem głosująca na Kwaśniewskiego czy policjantka
              z CP, czy która tam jeszcze - są przedstawione złosliwie, z premedytacją jako
              osoby śmieszne, udziwnione, wyobcowane ze społeczeństwa wyłącznie przez to, że
              sa niemężate. Jak się do tego dołoży fakt, że np. Natalii Róża współczuła,
              bo "żaden dzidziuś nie czekał na nia w przyszłości", oraz rozmowę Idy z
              Pulpecja o wychodzeniu / niewychodzeniu za mąż (o poranku Idowego slubu)
              wniosek nasuwa się sam. Stare panny w Jeżycjadzie nie mają racji bytu - chyba
              jako egzemplarze nienormalne. Coś takiego, jak pogodna, radosna i
              szczęśliwa "stara panna" jak moja ciotka, nie może w rzeczywistości istnieć.
        • dakota77 Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 12:12
          kalina81 napisała:

          > Uważam także, że
          > posiadanie dziecka (męża- niekoniecznie, ale szanuję prawo do odmiennych
          > zaptrywań w tej kwestii) wpływa znacząco dodatnio na zdrowie psychiczne kobiety


          Czy to oznacza, że należysz do kobiet, które zamierzają sobie sprawić dziecko i rozmyslnie wychować
          je same, skoro mąż im niepotrzebny? Staram się szanować zdanie każdego, ale świadome pozbawianie
          dziecka ojca to skrajny egoizm...To taka mała dygresja tylko.
          Ja mam męża, nie mam dzieci i nie uważam, żeby moje zdrowie psychiczne na tym cierpialo.
          MM ma oczywiście prawo postrzegac samotne/bezdzietne kobiety jak chce, ale to przykre, że opisuje je
          zawsze w taak karykaturaalny sposób.
          • kalina81 Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 12:27
            hmm napisałam męża, nie napisałam ojca.
            U MM żeby mieć dziecko należy być zaślubionym, a z tym się nie zgadzam.
            Nie zamirzam wychowywać nikogo sama, a mąż mi faktycznie niepotrzebny, wolę
            konkubinat, o którym to MM nie napisała ani jednego słowa, do czego mogłabym się
            przyczepić, ale mi się jakoś nie chce.
            Choć uważam, że idąc z duchem czasu mogłaby kogoś w ten konkubinat wcisnąć, a ja
            poczułabym się lepiej (o ile nie wcisnęłaby w niego skrajnej patologii pokroju
            wyjawiając co myśli o tej formie związku- wtedy poczułabym się gorzej;)). Ale to
            na Jowisza są jej książki, jej twórczość i jej poglądy, dlatego uważam, że zbyt
            osobiste podchodzenie do nadawania bohaterom pewnych cech w zależności od ich
            umiejscowienia na drabinie socjalno-społecznej jest troszkę infantylne- ale, jak
            podkreślam jest to moje prywatne zdanie, z którym nikt się zgadzać nie musi.
            • akceloda Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 12:47
              Witam! Jestem wielką fanką MM, ale to oczywiste,skoro weszłam na to forum. Do
              rzeczy. Wczoraj pochłonęłam jednym tchem "Polewkę", a kiedy zaspokoiłam
              czytelniczy głód, zaczęłam się zastanawiać. Uwielbiam MM i nie chciałabym
              sprawiać jej przykrości, bo ta książka to efekt jej ciężkiej pracy, ale mam
              parę subiektywnych zastrzeżeń...
              Dla mnie "Czarna polewka" jest trochę "przegadana", zbyt wielu narratorów,
              którzy oczywiście, wypowiadając się w trzeciej osobie, stosują tak przeze mnie
              uwielbianą, i tak perfekcyjnie przez Panią Małogrzatę dopracowaną mowę pozornie
              zależną, Jednak zauważyłam, że niektóre wątki się jej wymykają. Chciała
              wszystko pogodzić, bo ostatnio nagromadziło się trochę niewyjaśnionych, a
              wielce interesujących spraw (Róża i Fryderyk, Laura i Wolfi, Żaba i P.
              Żeromski -który?, Józinek i Trolla, etc., etc.)...W efekcie mamy przesadzoną
              polifonię, co powoduje chaos....
              ...Zazdroszczę Kubie Wojewódzkiemu i Cezaremu Pazurze, którzy mieli zaszczyt
              pojawić się w "Jeżycjadzie" (bo to o nich mowa na str. 169, kiedy Laura z
              Bodziem oglądają telewizor) Co prawda są pokazani raczej negatywnie, co prawda
              anonimowo, ale zawsze. Widzę, że sprawa bezczeszczenia przez Pana Pazurę "Pana
              Tadeusza" bardzo się Pani Musierowicz nie spodobała, pisała już o tym
              we "Frywolitkach"- wtedy z nazwiskami, nieco ostrzej.
              Kompozycja książki nie jest zamknięta, to oczywiste. Czekamy na ciąg dalszy,
              na "Sprężynę", której główną bohaterką będzie, z tego co słyszałam, Łusia.
              Zmartwiłoby mnie to, ponieważ głos zabierają coraz młodsi, ale jeśli Łusia
              będzie w "Sprężynie" na pierwszym planie, tak jak Ignacy G. Stryba w "Czarnej
              Polewce", to nie ma strachu. Problemy Igasia zostały przyćmione przez Laurę i
              Wolfiego (dobrze!).
              ...Dziwi mnie wiele spraw. Gabrysia tutaj praktycznie nie istnieje, sprawy
              Laury jej kompletnie nie obchodzą (słuszny był bunt z "Tygrysa i Róży"?), nie
              umie, a może raczej nie chce, z nią rozmawiać. Tak jak dziadek zbyt mocno
              martwi się o wnuczkę (gwoździe w drzwiach do balkonu???), tak Gabrysia przeżywa
              to bezgłośnie. Na ślub zareagowała...No jak? Dziwnie. Tak jak na powrót
              Janusza. Po tylu latach milczenia i obojętności, zabierać go tak po prostu na
              ślub jest czynem godnym miłosiernego Samarytanina. Cała Gabrysia ;) Zdziwiło
              mnie także, kiedy Pan Jan Schoppe tak się wzruszył małą Milą, że spytał o jej
              imię ( Nie wiedział? Jak to możliwe? Dziecko już miało prawie miesiąc! Fryderyk
              mieszkał przecież wciąż z rodzicami, a do niego ojciec nie miał o nic
              żalu)...Ale to drobnostka, może z tego wzruszenia zapomniał? Nieważne. "Czarna
              Polewka" się ukazała. To autorki sprawa, co zrobiła z bohaterami. Nam się
              wydaje, że wiemy lepiej niż MM, że napisalibyśmy mądrzej, ciekawiej. To trudna
              sztuka. Dziękuję za kolejną część Jeżycjady, może nie taką, jaką bym chciała,
              ale...No właśnie...Licentia poetica...Wielki Szacunek dla MM. Pozdrawiam. Agata



              --------------------------------------------------------------------------------
          • magdu82 Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 28.09.06, 19:08
            Za niesprawiedliwe, irytujące i stereotypowe uważam też bezwarunkowe łączenie
            szczęścia kobiety z macierzyństwem. Wszystkie kobiety spełnione, szczęśliwe,
            żyjące w harmonii ze sobą i światem, kochające i kochane - to matki. Wszystkie
            nie posiadające dzieci, pozbawione chęci posiadania dzieci, nie lubiące
            dzieci(co za zboczenie!!!!) to te ośmieszane i karykaturalnie przedstawione
            "feministki" ( Pani MM, w innych kwestiach tak dociekliwa i zdolna do
            rozpatrywania zjawisk z szerszej perspektywy, zdecydowanie powinna się w kwestii
            feminizmu douczyć, jeśli chce o nim pisać, bo obnaża dosyć płytkie i pełne
            uprzedzeń podejście do tematu), albo ewentualnie smutne, samotne istoty
            cierpiące na depresję (Oleńka z "TiR"). W obu przypadkach bardzo krzywdzące
            uogólnienia. Przy całej swojej erudycji, tolerancji, zrozumienia i zwykłej
            sympatii do człowieka, dziwi mnie tak jednostronne, stereotypowe spojrzenie na
            ten "upośledzony" (jak sugerują lektury) gatunek kobiet.
            Z całym szacunkiem i sympatią dla Autorki:-)
            • ida198511 Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 05.10.07, 10:28
              samotne istoty
              > cierpiące na depresję (Oleńka z "TiR").

              To Oleńka cierpiała na depresję?? Pierwsze słyszę, to chyba tylko
              twoja nadinterpretacja. A "jeżycjadowe" feministki doczekały się na
              tym forum osobnego wątku, i o ile dobrze pamiętam, ktoś w nim
              napisał, że Oleńska niby fajna, miła i jeszcze całkiem ładna, ale
              nie może być przykładem pozytywnej feministki u MM, bo "rzuca się"
              na dopiero co poznanego faceta (Robrojek). Otóż ja się z ta opinią
              nie zgadzam, Oleńka zadzwoniła do Roberta, bo była ciekawa, co u
              Laury, a że kazała go pozdrowić?? - Co w tym złego, widać uznała go
              za sympatycznego człowieka.
        • szprota Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 12:46
          po mojemu bardzo ciekawy głos w dyskusji - mam nadzieję, że nie poczujesz się
          tym komentarzem potraktowana protekcjonalnie.
          garść moich luźnych uwag: zwróćmy uwagę, że na tym forum w znakomitej większości
          piszą osoby, które nie charakteryzują się dysmózgowiem, pisać umieją, myśleć tym
          bardziej i zdecydowanie nie należą do osób nie czytających książek. piszę o tym
          dlatego, by podkreślić, że, przynajmniej w mojej opinii, względem podziału
          świata według M.M. na oczytanych erudytów i łysoczaszką resztę znajdujemy się
          raczej po tej pierwszej stronie barykady. może tylko, w przeciwieństwie do M.M.,
          łatwiej nam przychodzi stwierdzenie faktu, że i ci nieoczytani mają swoją
          wartościową historię do opowiedzenia.
          Natomiast co do Wolfiego - nigdzie nie jest napisane, że to nieuk i prostak.
          Wszystkie oceny jego obwieszczeń, że nie lubi poezji, są wszak dokonywane z
          perspektywy Laury, której, jak widać, nie opuściła jeszcze wzgardliwa drwina
          wobec innych niż ona. Zauważyliście, że jeśli chodzi o szeroko rozumiany snobizm
          Borejków, Laura w nim jest najbardziej nieznośna? Ogromnie lubię Tygryska za
          jego buntowniczość i oryginalność, ale, dalibóg, jeśli tak dalej pójdzie,
          zniechęcę się do jazzu! (do opery, szczęśliwie, nie muszę). A Wolfiego niechęć
          do poezji jest całkiem, jak dla mnie zrozumiała - trudno ją polubić, gdy się nią
          jest karmionym w placówce edukacyjnej (wiem po sobie) i poprzez starszego,
          zawżdy lepszego brata.
          Co do bezdzietnych kobiet - cóż, dajmy sobie prawo do swoich opinii. Mnie
          osobiście krąg pampersów w słoniki nie wydaje się być bliski tego, co uważam za
          spełnienie. I mimo że bezdzietność czy samotność nie zawsze są wynikiem
          świadomego i dobrowolnego wyboru, pozostaję przy zdaniu, że niezależnie od
          przyczyn ów stan wart jest szacunku. Oczywiście tak samo, jak stan
          rodzicielsko-małżeński. Nie bardziej i nie mniej.

          Zupełny offtopic, ale chyba jednak swoista glossa wobec otwartości na ludzi
          nieoczytanych, zwyczajnych, szarych i pokrzywionych przez życie - chętnie
          wysłałabym M.M. na jakiś otwarty meeting A.A. Tak, by posłuchała czytanej
          jeszcze przechrypniętym głosem Desideraty. I posłuchała, co jeszcze oprócz
          dzieci i rodziny może dać olbrzymią satysfakcję i poczucie spełnienia.
          • kalina81 Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 13:50
            szprota dzięki za uznanie:) potraktowana protekcjonalnie raczej się nie czuję.

            Co do Twoich uwag, małe sprostowanie, bo być może niezrozumiale napisałam.
            Odniosłam się do pojawiających się na forum głosów żalu, że w Żabie wolfi był
            świetny, natomiast w CP wyszedł na prostaka. Jak dla mnie nie wyszedł, tylko był
            nim od początku biedaczek, a w CP po prostu ujżeliśmy go w zbliżeniu.

            Co do uwagi
            może tylko, w przeciwieństwie do M.M.
            > ,
            > łatwiej nam przychodzi stwierdzenie faktu, że i ci nieoczytani mają swoją
            > wartościową historię do opowiedzenia.

            to mam taką hipotezę, że MM podobnie jak ja uważa, że nieoczytani nie mają nic
            ciekawego do powiedzenia i ma do takiego poglądu prawo. I tu moim zdaniem
            potraktowałaś protekcjonalnie samą MM. Z góry założyłaś, że ona chce, ale nie
            umie w przeciwieństwie do Was. A może wcale nie chce. Może jej zdanie na temat
            ludzi nieoczytanych, łysych, nieuków itd jest właśnie takie jak przedstawia w
            książkach, choć oczywiście dla wielu taki pogląd jest bulwersujący, może tak
            być? może.
            Co do Laury to też się nie zgodzę, Laura w końcu odkryła jak bardzo jest
            Borejkowa i godzi się z tym, przed czym wzbraniała się tyle lat, zrozumiała
            formę miłości jaką obdarza ją matka, jakże inną formę, niż widywaną u koleżanek.
            Godzi się z tą formą, zaczyna rozumieć postępowanie mamy. Ja to widzę właśnie
            tak, dlatego fascynuje mnie umiejętność tworzenia przez MM charakterów w atki
            sposób, że czytając to samo możemy mieć tak niesamowicie rózne zapatrywania na
            sprawę. To co robi MM w moim mniemaniu, to sztuka wielkiego formatu.
            • szprota Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 15:36
              kalina81 napisała:

              > szprota dzięki za uznanie:) potraktowana protekcjonalnie raczej się nie czuję.
              to dobrze, bo ponoć miewam konsultanckie nawyczki ;)

              > Co do Twoich uwag, małe sprostowanie, bo być może niezrozumiale napisałam.
              Odniosłam się do pojawiających się na forum głosów żalu, że w Żabie wolfi był
              świetny, natomiast w CP wyszedł na prostaka. Jak dla mnie nie wyszedł, tylko był
              nim od początku biedaczek, a w CP po prostu ujżeliśmy go w zbliżeniu.

              Mniej więcej tak odebrałam twojego posta - mój miał być polemiką czy też próbą
              spojrzenia na postać Wolfiego z innej perspektywy.


              > mam taką hipotezę, że MM podobnie jak ja uważa, że nieoczytani nie mają nic
              ciekawego do powiedzenia i ma do takiego poglądu prawo. I tu moim zdaniem
              potraktowałaś protekcjonalnie samą MM. Z góry założyłaś, że ona chce, ale nie
              umie w przeciwieństwie do Was. A może wcale nie chce. Może jej zdanie na temat
              ludzi nieoczytanych, łysych, nieuków itd jest właśnie takie jak przedstawia w
              książkach, choć oczywiście dla wielu taki pogląd jest bulwersujący, może tak
              być? może.

              oczywiście. to tylko moja opinia. trudno oczekiwać od lubianej pisarki, że
              będzie miała światopogląd idealnie z moim zbieżny. a jednak jakoś mi nijak się z
              tym pogodzić wobec odwołań do Tichnera czy De Mello. mam wrażenie - podkreślam,
              wrażenie, całkowicie subiektywne! -że M.M. jednak chciałaby wyprodukować w
              bohaterach tę otwartość na każdego człowieka, tylko że - ośmielę się zauważyć,
              nie poczuj się, proszę, dotknięta - podobnie jak tobie, za bardzo jej się
              wmontował skrypt oczytany = wartościowy. dlatego mama Lelujkowa jest
              skonstruowana na zasadzie curiosum lub też wyjątku potwierdzającego regułę.
              sama nieraz łapię się na poczuciu wyższości, że przeczytałam ileś tam więcej
              książek niż moi rówieśnicy. a potem sobie przypominam przyjaciela, wybitnie
              nieznośnego, Bodziowatego typa, który jednak umiał mi pomóc, gdy byłam w
              skrajnie trudnej sytuacji. bez żadnych wcześniejszych deklaracji czy cytatów z
              klasyków (podejrzewam zresztą, że szybciej przyszłoby mu zacytować jakiś dialog
              z "Psów") - i łapię trochę pokory. trochę.

              > Co do Laury to też się nie zgodzę, Laura w końcu odkryła jak bardzo jest
              Borejkowa i godzi się z tym, przed czym wzbraniała się tyle lat, zrozumiała
              formę miłości jaką obdarza ją matka, jakże inną formę, niż widywaną u koleżanek.
              Godzi się z tą formą, zaczyna rozumieć postępowanie mamy.

              Nie czuję się przekonana, ale nie mam własnych argumentów, więc pozostawiam
              temat otwarty.

              >Ja to widzę właśnie tak, dlatego fascynuje mnie umiejętność tworzenia przez MM
              charakterów w atki sposób, że czytając to samo możemy mieć tak niesamowicie
              rózne zapatrywania na sprawę. To co robi MM w moim mniemaniu, to sztuka
              wielkiego formatu.

              Inaczej nie byłybyśmy na tym forum :)
              Mimo wszystko jednak pozwolę się nie do końca zgodzić. wielokrotnie zżymamy się
              na M.M., że w mowie pozornie zależnej czy w narracji daje wyraz podziwowi wobec
              danej bohaterki (prym tutaj wiodą Gabrysia i Pyza), a opis ich zachowań, relacja
              ich słów w nas już owego podziwu nie wzbudza. dysonans taki poznawczy. NB,
              Gabrysia w CP jest już tak papierowa i bierna, że aż mdła. Szkoda.
              • kalina81 Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 16:52
                co do poczucia spełnienia rozumiem co chcesz przekazać. Jednakże ja właśnie
                spoglądam na to z innej strony.
                Przykładowo ja spełniam się w (cóż za mocno negatywnie nacechowane słowo)
                konkubinacie, który uważam za bardzo dobry wynalazek dla młodych ludzi chcących
                się dotrzeć, poznać i zrozumieć, a potem rozstać/pobrać/pozostać ze sobą bez
                papierka. I cóż widzą moje piękne oczy w każdym tomie przygód ukochanej rodziny?
                Ano nie ma ani jednego chyba przykładu kociej łapy! Nawet ludzie źli i
                niegodziwi wiodą przykładne życie małżeńskie. Co więcej Borejkowie i wszyscy
                bohaterowie pozytywni chadzają co niedziela do kościoła. Ponadto mój Ignac
                kochany wypowiada obelżywe wręcz zarzuty po adresem Frycka w mniemaniu, że
                niegodziwiec ten żenić się nie chce. Śluby nie znających się, odzianych w różowe
                okulary zauroczenia młodych ludzi, które w 90% kończą się wspólnym długim życiem
                nie istnieją już w naszej polskiej rzeczywistości, o czym MM zdaje się
                zapomniała, bądź biorąc przykład ze swego bohatera Ignaca- nie dopuszcza tej
                prawdy do swej świadomości. No i właśnie myślę sobie, że wzorem niektórych osób
                tu się wypowiadających powinnam zgłosić stanowczy protest i poczuć się osobiście
                urażona. No bo jak to? Jestem w swoim mniemaniu fajna i żyję pod jednym dachem z
                niepoślubionym mi mężczyzną, a moja parafia nawet nie wiem, gdzie się znajduje,
                a MM neguje istnienie porządnych ludzi mojej kategorii (choćby i źle o takich
                napisała, ale w świecie przez nią stworzonym tacy ludzie nie istnieją po
                prostu). Co więcej moi rodzice się o zgrozo rozwiedli, a ja kocham swoją macochę
                (spojrzenie na instytucję macochy zostało przedstawione w dziecku piątku),
                uwielbiam swych przyrodnich braci(nieznośny Ignacy Grzegorz) i jestem bardzo
                szczęsliwa w świecie tak odległym od tego przedstawionego w Jeżycjadzie. I nie
                lubię MM mniej, choć autorka wyraźnie dyskryminuje ludzi żyjących w świecie
                podobnym mojemu.

                Nie rozumiem po prostu tak osobistego podejścia do, bądź co bądź, fikcji
                literackiej i czyichś przekonań w niej zawartych.
                  • kalina81 Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 17:40
                    I tu masz rację!:) całkowitą, coś mi odkryłaś ważnego, bardzo dziękuję!
                    gdy byłam nastolatką chciałam mieć taki dom, jak borejkówny, bardzo chciałam.
                    Dziś też lubię się zanurzać w to ciepło i troskę o bliskich bijące z kartek.
                    I wcale nie chcę, by to się zmieniło!
                    chcę, by stare bezdzietne panny, były zrzędliwe, ślub zakochanych był wejściem
                    do poślubnych nocy i długiego wspólnego życia, chcę o tym czytać, choć w to nie
                    do końca wierzę, bo to jest piękna bajka, i dobra i z nieustającym morałem.

                    Właśnie dlatego się nie czepiam tego świata tworzonego przez MM, tego braku
                    kocich łap, gejów, szczęśliwych samotnych i spełnionych rozwodników. Niech on
                    taki zostanie, ten świat. Bo nie o to chodzi, by ta piekna fikcja zbliżyła się
                    do naszego życia, lecz by pragnąć, aby nasze życie zblizyło się do tej fikcji.
                    Nie sztuką równać w dół, lecz dążyć wzwyż (niestety jako niecórka ignaca nie
                    pamiętam kto to powiedział i czy na pewno dokładnie tymi słowami).
                    Ha szprota, mądra wielce z Ciebie osoba, ja tu piszę i się rozpisuję (dobrze, że
                    nie musisz mnie słuchać, istny ze mnie piotruś żeromski), żeby nazwać o co mi
                    chodzi, a ty robisz to w jednym zdaniu.
                    Przyjmij moje bezbrzeżne wyrazy podziwu!
                    kalina
            • ida198511 Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 05.10.07, 11:16
              Odniosłam się do pojawiających się na forum głosów żalu, że w Żabie
              wolfi był
              > świetny, natomiast w CP wyszedł na prostaka. Jak dla mnie nie
              wyszedł, tylko by
              > ł
              > nim od początku biedaczek, a w CP po prostu ujżeliśmy go w
              zbliżeniu.

              Wolfi nie jest żadnych prostakiem, leniem może tak, ale tak poza tym
              to bardzo inteligentny chłopak. Czyżbyś tak jak ta snobka Laura
              (jeszcze) Pyziakówna uważała, że każdy, kto nie lubi poezji, to
              głupol??
        • k_linka Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 14:40
          "Otóż ja osobiście gardzę ludźmi nieczytającymi książek, robiącymi błędy
          ortograficzne, tłumaczącymi się dysleksjami i innym dysmózgowiem."

          Pogarda to mocne slowo. Nie chce byc zlosliwa ale sama rpbisz bledy
          ortograficzne (jak "którz")
          Co do istoty wypowiedzi to racje masz w tym, ze zarzucana czesto niespojnosc w
          kreacji bohaterow to po prostu ukazywanie ich z punktow widzenia ROZNYCH,
          zmieniajacych sie narratorow...


          • kalina81 Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 16:07
            właśnie dlatego nienawidzę pisać na forach:D:D
            masz rację któż, któż, któż pierwszy jest bez winy....
            niestety wyszło jak wyszło:D mój błąd i mój wstyd
            a gardzę ludźmi, którzy robią nagminne błedy ortograficzne i się tego nie
            wstydzą, mają obrzydzenie do książek, a swoje nieuctwo tłumaczą dysmózgowiem.
            Niestety w szale myśli nie jestem w stanie rozwinąć każdej tak, jak uczyniłabym
            to za pomocą mowy. A błąd pojedynczy zdarzyć się może każdemu, inaczej
            gardziłabym większością dyskutantów, w tym także i sobą, a tego, jako typowy
            narcyz raczej bym nie zniosła.
      • blazio Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 14.11.06, 23:49
        the_dzidka napisała:

        > ŻE CO?! Odkąd bylo wiadomo, że to
        > dziewczynka, wszyscy nazyają ja małą Milą. A tu nagle dowiadujemy się, że
        > według Różyczki mała jeszcze nie ma imienia, bo nie jest ochrzczona?!

        Mam znajomych, którzy też nazywali swoje dzieci po imieniu po urodzeniu, ale
        mimo to uważali, że OFICJALNIE imię jest nadawane na chrzcie. Zwyczaj jak każdy
        inny i jak widać w formie reliktowej pojawił się również u Borejków...
    • parapluie Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 23.09.06, 12:53
      przeczytałam.Pytania i wątpliwosci:
      -czy trzynastoletni chłopcy już się zakochują?
      -czy dziesieciloetnie dziewczynki mają biust,malują paznokcie i "chodzą" z
      chłopkakami?(moze ja jestem zacofana:)
      -Pyziak???Jak to???
      jeszcze jedno...Ten Bodziu:) widać,że MM jes poznanianką, stworzyła portret
      buca i prostaka-Warszawiaka...heh
      uczucia mięszane ale-usmiałam się i ogólnie pozytywnie:)
      • szprota [Parapluie] 23.09.06, 15:45
        że się na własnych wspomnieniach oprę...
        > -czy trzynastoletni chłopcy już się zakochują?
        oczywiście. co prawda najczęściej w nauczycielkach, ale to już jest czas tych
        pierwszych, czasem paraerotycznych zadurzeń.
        > -czy dziesieciloetnie dziewczynki mają biust,malują paznokcie i "chodzą" z
        chłopkakami?(moze ja jestem zacofana:)
        e, nie jesteś, może po prostu nie miewasz kontaktu z dzieciakami w tym wieku...?
        anyway, ja już biust miałam i chyba nawet jakieś pierwsze zasmarkane randki.
        tylko paznokci nie malowałam - do tej pory zresztą tego nie robię.
    • troppo_bella Już wiem, dlaczego jestem rozczarowana 23.09.06, 12:58
      Ha, obudziłam się rano z tą myślą, juz dojrzała na tyle, że zapisuję.

      Wiem, dlaczego nie podoba mi się ta książka. Bo my ich podpatrujemy, a nic o
      nich nie wiemy.

      Zauważcie - dwie kluczowe dla książki rozmowy - Pyzy z ojcem oraz Laury z
      Wolfim (ta końcowa) odbywają się, że ujmę to filmowo - pozakadrowo.

      A ja bym wolała zamiast idiotycznych wielostronicowych tyrad Borejkusa
      Seniorusa (przewidywalnych do bólu) poczytać o tym, jak Pyza uporała się z
      rozmową z ojcem spotkanym po 19 latach. To mogła być świetna scena, kluczowa,
      pełna miłości i wybaczenia, a może złości i żalu? Dlaczego MM zabrała nam
      okazję usłyszenia tego co się stało przy kuchennym stole między Pyzą a jej
      ojcem?! Pozostaję nieutulona.


      Tak samo druga kluczowa scena Laura - Wolfi, która wszak miała nam uzmysłowić
      dojrzewanie protagonistki, puentowała jej wątek. A my tylko widzimy oczami
      rodziny, że dyskutują zaciekle, i słyszymy pojedyncze zdania. Reszty możemy się
      domyslac.

      Czasu nie starczyło? Tęsknię za ksiązką, która mogła poowstać, a jej nie ma.
      Obecna jest wynikiem walki z czasem i zmęczenia, mam wrażenie.

      Trzecia rozmowa, której nie było, a chciałabym ja przeczytać - Pyza i Fryc o
      tym, co każde z nich czuje i oczekuje. MM sugeruje, że Pyza coś tam o tym
      ślubie mysli, ale mu nie mówi, borejkowym zwyczajem, nakazującym tłumienie
      wszystkiego w sobie.

      A rozmowa Gabrysi z Pyziakiem po latach? Co sobie powiedzieli choćby w
      samochodzie zdążającym na Laury ślub?

      Niech ta "Sprężyna" nie będzie na gwiazdkę, ale niech będzie pełna,
      dopracowana, wypieszczona.

      Czarna polewka niedogotowana, niedoprawiona, szybki produkt żywienia zbiorowego.



      ---------
    • myself-m Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 23.09.06, 13:39
      The_Dzidka napisała:

      >Nb po raz pierwszy chyba robiłam notatki do książki nie będącej lekturą zawodową
      >ani studencką :)

      A ja właśnie nie zrobiłam notatek i wszystkie konkrety od czwartku pouciekały,
      zostały tylko wrażenia... Wygląda na to, że też musze natychmiast przeprowdzić
      drugie czytani