Gdzie był Grzegorz?!

19.07.07, 17:02

    • minerwamcg Sorry, za szybko się wysłało 19.07.07, 17:12
      Gdzie, pytam, był Grzegorz Stryba, mąż Gabrieli a ojciec Ignacego Grzegorza,
      kiedy jego dziecko rosło na beznadziejną miągwę, małego starca i wreszcie
      obrzydliwego donosiciela?
      Dlaczego pozwalał, aby jego dziecko wychowywał coraz bardziej sklerotyczny i
      zdziwaczały teść? Rozumiem, że miał takie doświadczenia z poprzednim dzieckiem,
      Elkę wychowali mu Metody z Cyryjkiem, ale oni byli wówczas młodsi i chyba
      normalniejsi.
      Dlaczego na takie olewanie własnego dziecka pozwalała święta Gabriela? Bo Grześ
      zajęty? To niech spowoduje, że się, kurza jego twarz ścierką nakryta, odejmie i
      zajmie smarkaczem, bo uroczy mały erudyta ma wszelkie dane stać się ohydnym
      małym charakteropatą. Już jest.
      • verdana Re: Sorry, za szybko się wysłało 19.07.07, 18:54
        Tam gdzie wszyscy ojcowie (z wyjatkiem Żaczka) u pani Musierowicz. We wnętrzu
        swojej przepastnej osobowosci.
        Przypomnij sobie - corki tez nie wychowywał, tylko powierzył dwóm zdziwaczałym
        starszym panom.
        • minerwamcg Re: Sorry, za szybko się wysłało 19.07.07, 19:36
          > Tam gdzie wszyscy ojcowie (z wyjatkiem Żaczka) u pani Musierowicz. We wnętrzu
          > swojej przepastnej osobowosci.

          I tak i nie, np. Robrojek córkę wychowuje sam, osobiście i z niezłym skutkiem.
          Mam nadzieję, że Florian Bobcio Baltona też nie poświęca się bez reszty
          pszczółkom, a i osobowość jakby nie ta. Podobnie Bernard Żeromski, ten z kolei
          osobowość ma rzeczywiście przepastną, a synami się zajmuje jak należy. I pewnie
          jakby jeszcze poszukać, toby się znalazło.
          Dotkliwie skiepścił się jako ojciec Marek Pałys, dwa tomy temu Józinek
          rozmyśla, jak fajnie mu z tatą i jak go tata uczy różnych rzeczy - a w "Czarnej
          polewce" dzieciak już tylko smęci, że go nie ma.

          > Przypomnij sobie - corki tez nie wychowywał, tylko powierzył dwóm
          zdziwaczałym starszym panom.

          Nie muszę przypominać, przecież o tym właśnie powyżej pisałam :) starsi panowie
          notabene byli (z tego co sądzić po "Noelce") sto razy mniej zdziwaczali od
          Ignacego B, a Metody to wręcz prawie normalny :). I Elka spod ich ręki też
          wyszła w miarę normalna. Może dlatego, że jeden stanowił przeciwwagę dla
          drugiego, i co jeden nawychowywał, to drugi rozpieszczał :)))
          Ok, jak już pisałam, rozumiem, że Grzegorz miał długie tradycje niewychowywania
          własnych dzieci. Ale czemu, do pioruna, nikt go nie przywołał do porządku?
          Gdzie Matka-Polka Gabriela? Gdzie mądra babcia Mila? Gdzie trzeźwa Ida,
          potrafiąca wrazie potrzeby Gabą potrząsnąć?
          • verdana Re: Sorry, za szybko się wysłało 19.07.07, 19:59
            Robrojek niby wychowywał sam, ale widzimy go w momencie, gdy zostawia córkę
            samą. O Bobciu mniemac wyłącznie możemy. Grzegorz, mąż Cesi, oraz mąż Kreski
            zostawiaja żony na czas porodu i połogu. Ignacy nie wie, w ktorej klasie sa
            corki. Zeromski stanowi cos w rodzaju "ciekawostki przyrodniczej" i tak
            naprawdę jest po. matki, a nie ojcem.
            • tygrys2112 Re: Sorry, za szybko się wysłało 19.07.07, 20:16
              Żaczek był całkiem fajny, podobnie jak Dambo np. z drugiej strony może nawet i
              dobrze, że BeBe i Dambo oraz Żakowie nie pojawiają się w Jeżycjadzie, bo mogę
              sobie ich wyobrażać jako szczęśliwe stadła. :)

              Trochę mi się żal zrobiło, jak Hajduk rozmawiał z Fryckiem w pociągu i Frycek
              mówi, że Róża jest jak zjawisko, na co Hajduk uśmiechnął się do swoich
              wspomnień. No tak, czyli jego oczarowanie Cesią to już przeszłość tak? Ona
              zmywa gary, wychowuje dzieci, a on wyjeżdża sobie tu i tam i już są jak dwa
              osobne światy. Może trochę teraz przesadziłam, ale mój odbiór tamtej sceny był
              mniej więcej taki.
              • the_dzidka Re: Sorry, za szybko się wysłało 19.07.07, 22:09
                > Trochę mi się żal zrobiło, jak Hajduk rozmawiał z Fryckiem w pociągu i Frycek
                > mówi, że Róża jest jak zjawisko, na co Hajduk uśmiechnął się do swoich
                > wspomnień. No tak, czyli jego oczarowanie Cesią to już przeszłość tak?

                Eno, bez przesady. Można bardzo kochać swoją żonę, a jednocześnie "uśmiechać
                się do swoich wspomnień". Naprawdę :-)
                • zieleniack Re: Sorry, za szybko się wysłało 16.02.08, 18:26
                  wg mnie to po prostu wspomnienie cielęcego zakochania sie,
                  pierwszych krokow w powazniejsze uczucia. No nie oszukujmy sie,
                  przeciez taki stan jest tylko na poczatku zwiazku,;) co nie oznacza,
                  ze dalej sie nie kocha
                  • tygrys2112 Re: Sorry, za szybko się wysłało 17.02.08, 13:54
                    Myślę, że są różne związki. Część związków chyba po czasie przeradza
                    się w głębszą więź po prostu, ale znam takie, gdzie małżeństwa są w
                    sobie nadal zakochane pomimo sporego stażu.
                    • zieleniack Re: Sorry, za szybko się wysłało 17.02.08, 18:12
                      tez znam i takie, i takie:)
                      chodziło mi raczej o te pierwsze dni pierwszych miłości, taki
                      zachwyt ta druga osoba i motyle w brzuchu itp;) ze moze Hajduk do
                      tego sie tak usmiecha, domyslajac sie, co przezywa Fryderyk, kto
                      wie?;) bo jakos nie sadze, aby mu sie cesia znudzila;)
            • ida198511 Re: Sorry, za szybko się wysłało 19.07.07, 21:51
              verdana napisała:

              > Robrojek niby wychowywał sam, ale widzimy go w momencie, gdy zostawia córkę
              > samą.

              Przesadzasz. W CR Robrojek pojawia się po raz pierwszy po długiej przerwie i
              jest przedstawiony jako fajny, opiekuńczy ojciec, taki, co to z córką
              porozmawia i zawsze jej pomoże.

              >Grzegorz, mąż Cesi, oraz mąż Kreski
              > zostawiaja żony na czas porodu i połogu.

              Grzegorz rzeczywiście wyjechał, kiedy Ignaś był mały, ale drugie stypendium
              mogło mu się nie trafić, więc można go usprawiedliwić;
              Cesia w BBB wcale nie jest w połogu;
              Kreska urodziła przedwcześnie. W DP Maciek zajmował się córeczkami, wstawał do
              nich w nocy, karmił je, słowem był dobrym ojcem.

              >Ignacy nie wie, w ktorej klasie sa
              > corki.

              To akurat prawda, że ideałem ojca Ignacy nie był

              >Zeromski stanowi cos w rodzaju "ciekawostki przyrodniczej" i tak
              > naprawdę jest po. matki, a nie ojcem.

              Czy ja wiem? Żeromscy sa po prostu nowoczesnym małżeństwem: ona pracuje, a on
              zajmuje się domem.


              • verdana Re: Sorry, za szybko się wysłało 19.07.07, 22:29
                Cesia jest w połogu - ma na rękach noworodka!!!! Póki dziecko jest noworodkiem,
                matka jest w pologu, chocby chodzila i zajmowała się całym domem.
                Jesli chodzi o stypendium - to prawda. Tylko jak dla ojca jest wazniejsze
                stypendium od mającego się narodzić dziecka, to marny z niego ojciec. Owszem,
                można wyjechac, gdy dziecko jest starsze.
                Nie zostawia się na dłużej żony z malutkiem dzieckiem i w konczacej się ciąży -
                Kreska urodzila za wczesnie może o pare dni - dziewczynki nie byly wczesniakami!
                • the_dzidka Re: Sorry, za szybko się wysłało 19.07.07, 22:34
                  > Nie zostawia się na dłużej żony z malutkiem dzieckiem i w konczacej się
                  ciąży -

                  Ale verdana, to były te "inne czasy". Jurek wyjechał, ale zostawił żonę pod
                  opieką całej rodziny, prawda? Pewnie to przegadali i uznali, że muszą łapać
                  okazję (to był 1988 rok).
                  Co do Kreski i Maćka - nie wiem. Nigdzie co prawda nie mówi się, że Glusia i
                  Klusia były wcześniakami, ale z drugiej strony telefon Dmuchawca do Borejków
                  jest alarmujący, przerażony, że to za wcześnie. Nie sądzę, żeby tak zachowywali
                  się ludzie, któym poród zdarzył się zaledwie "kilka dni wczesniej".
                  • ginestra Re: Sorry, za szybko się wysłało 20.07.07, 00:08
                    Wiecie co, ja mam trochę zamęt w głowie. Wiele argumentów brzmi racjonalnie, że
                    te stypendia, wyjazdy, robienie kariery przez mężów to były takie ważne sprawy,
                    takie, co to się nie powtórzą w życiu itp., dla dobra rodziny - ale ja osobiście
                    czuję takie jakby rozgoryczenie, wręcz złość na tych mężczyzn.

                    No i nie wiem, może to jest nieobiektywne, może wyłazi ze mnie, że ja osobiście
                    "coś mam" do facetów. :/// Zauważcie, że oni (nawet ci jeżycjadowi, niech
                    będzie) zazwyczaj tak się urządzą, właśnie jako __żywiciele rodziny__ i osoby,
                    które nie tylko chcą, ale wręcz __muszą__ się rozwijać, że naprawdę mogą
                    poświęcić na swój rozwój CZAS, mają różne możliwości, mogą czuć, że rozwijają
                    swoje talenty, że są w jakiejś dziedzinie coraz lepsi, że się uczą od
                    najlepszych, wymieniają doświadczenia, budują siebie - a to jest piękne uczucie,
                    naprawdę. No i na przykład rosną ich zarobki, a z nimi poczucie siły i
                    sprawstwa. Poza tym te wyjazdy na stypendia naprawdę są zazwyczaj ciekawe, no i
                    w innym kraju, bez obowiązków domowych, z nowymi ludźmi itp. Oczywiście są
                    zawsze plusy i minusy, ale zazwyczaj są zadowoleni i czują, że wiele tam
                    skorzystali. Ich kobieta zazwyczaj te względy, że on "musi wyjechać" nie tylko
                    musi, ale wręcz chce zrozumieć, wspiera go, kocha, no i - oczywiście! - ona
                    sobie ze wszystkim poradzi, będzie dzielna, czy to w ciąży, czy w połogu czy z
                    gromadką dzieci, pomoże jej rodzina itp. I niby wszystko jest super. Tylko, że
                    tak naprawdę, coś jest, moim zdaniem, nie tak, żeby właśnie wtedy on musiał się
                    realizować kiedy ona też go potrzebuje i kiedy bardzo ważne jest wytworzenie
                    między nimi nowej, innej więzi kiedy przychodzą na świat ich dzieci, kiedy są
                    już rodziną lub kiedy ta rodzina się im powiększa jeszcze bardziej. Wtedy w
                    związku naprawdę coś się przeformułowuje, trzeba się na nowo poznać i zrozumieć
                    itp. i to jest bardzo ważny czas.

                    Wiadomo, różne są względy, czasem naprawdę jest to wartościowe, że mężczyzna
                    wyjeżdża itp., ale ja jestem po prostu przeciwna takiej konkretnej postawie,
                    którą reprezentują wspomniane kobiety z Jeżycjady (Cesia, Kreska, Gaba, ale
                    także Róża, Mila, Ida), że mężczyznę trzeba chronić przed kłopotami, przed
                    wychowywaniem dzieci, że trzeba mu __umożliwiać__ rozwój, karierę, bo taki
                    zdolny itp., trzeba mu stworzyć warunki, żeby oddawał się bez przeszkód swoim
                    ulubionym zajęciom, a jeśli chce (w jakże słusznym celu) wyjechać na długo, to
                    liczna rodzina i znajomi sprawią, że ona nie będzie samotna, i sobie z tą
                    rozłąką poradzi. Że dodatkowo będzie go jeszcze wspierać i chwalić jaki to jest
                    wspaniały, zachwycać się nim, jaki to z niego dobry ojciec i mąż, żeby tak mile
                    połechtany jak najlepiej się czuł i funkcjonował. :( I to się nazywa, że ona
                    umie dostrzec małe rzeczy, że jest ta dobra. A przecież to nie jest małe
                    dziecko, tylko __dorosły mężczyzna__ - owszem każdy lubi być doceniony, ale nie
                    chodzi chyba o to, żeby go traktować jak dziecko i chronić przed wszystkim. A
                    gdzie jest w tym wszystkim ona? :(

                    Tyle już o tym pisałyśmy zresztą. Ale mi na przykład bardzo takie wątki służą i
                    nigdy za wiele układania sobie różnych spraw. Tytułowy Grzegorz rzeczywiście
                    jest kompletnie niezaangażowany w wychowywanie Ignacego i po prostu nie rozumiem
                    tego, że nie ma on takich przebłysków nawet, żeby go coś ścisnęło za serce kiedy
                    widzi co się z małym dzieje! Jak od wczesnego wieku jest ofiarą mobbingu kuzyna,
                    jak się nieudolnie broni albo, co gorsza, nie broni, jaki jest samotny, jak
                    szuka akceptacji u dorosłych, u dziadka, jak stara się przypodobać byciem takim
                    "grzecznym" i "małym dorosłym". Przecież Grzegorz nie ma jakiejś strasznie
                    ciężkiej i wyczerpującej fizycznie i psychicznie pracy, żeby przeszkadzała mu
                    ona w pełnieniu roli ojca! Rozumiem, że ma on jakieś stare nawyki, żeby oddawać
                    dzieci na wychowanie innym ludziom, ale nie mogę uwierzyć, że on tego Ignacego
                    __nawet nie zobaczy__, __że nie jest go ciekaw__ , że nie pomyśli, że syn go
                    czasem potrzebuje.

                    A co do Bernarda, to faktycznie mi wydaje się trafne sformułowanie Verdany, że
                    bardziej wygląda on na "pełniącego obowiązki" matki, niż na ojca, bo
                    rzeczywiście nie widzę możliwości, że jest on prawdziwą, męską, ojcowską
                    postacią i wsparciem dla synów, że potrafi z nimi ___normalnie___ rozmawiać,
                    wysłuchać ich, doradzić. Tym bardziej trudno to sobie wyobrazić, skoro widzimy,
                    że on nawet nie czuje, że ich dołuje czasem jakimiś niewybrednymi, dość
                    poniżającymi tekstami (o bezwłosej klatce piersiowej Pawła, czy też - wprawdzie
                    to było do Lucka Lelujki w Imieninach, nie do syna, ale jak można tak do kogoś
                    powiedzieć? - "młodzieńcze o twarzy nalanej tęsknotą" :/ - a do synów pewnie w
                    tym stylu elokwentnie zwraca się na co dzień, można się spodziewać). On zdaje
                    się nie czuć tego jaki wydźwięk mają jego słowa dla innych! Grzegorza też w
                    Imieninach wręcz obrażał, zresztą cała ta scena kiedy się do nich przyłączył
                    świadczy dobitnie o tym, że on nie zdaje sobie sprawy z tego jak fatalnie innych
                    niekiedy traktuje. To jakieś zaburzenie chyba. No i jak on może być dobrym ojcem?

                    Może znów mi wyszło trochę ostro, ale jakoś te Imieniny ciągle odreagowuję.
                    Pozdrawiam
                    • sevilay Re: Sorry, za szybko się wysłało 20.07.07, 11:53
                      Ginestro, jak zwykle, zgadzam się ze wszystkim co napisałaś:)
                      Nawet sama chciałam coś takiego napisać ale skoro juz jest to tylko nieco dodam:)

                      O ile się znam na dzieciach- a to mozliwe, zważywszy na to,że sama urodziłam troje( w tym jednego wcześniaka)- to nie wydaje mi się,żeby bliżniaczki Kreski mogły być wcześnikami.To są przecież bliźniaki,które przeważnie rodzą się mniejsze. Gdyby Kreska urodziła je za wcześnie to z wizgiem i piskiem opon by je wieźli do szpitala. Skoro tego nie zrobili to musiały być w dobrej formie czyli rodzić sie prawie o czasie.

                      Przecież kazdy kto się spodziewa dziecka wie,ze może ono przyjśc na swiat o dwa tygodnie wcześniej lub później niz termin na to wskazuje. I już wtedy Maciek powinien był zawitać do domu. Mi się wydaje,ze przerazenie Dmuchawca raczej wynika z tego,że nie wie co powinien teraz zrobic - i nie nalezy mu się dziwić bo ilu z nas umiało by przyjąć poród? Ja sama zawsze ogladałam to od drugiej strony a co dopiero Dmuchawiec:)

                      Poza tym sorry, ale zostawić kobietę w końcówce ciązy z małym dzieckiem i ledwo dychającym dziadkiem to też trochę nie całkiem ok.

                      Co Bernarda to też się zgadzam.Ja, osobiscie nie chciałabym mieć takiego ojca. Czasem, dorastający nastolatek ( nie tylko nastolatek zresztą) potrzebuje widzieć w rodzicach wsparcie. Taką opokę, przewodnika albo,zeby mu coś powaznie doradził.Bernard to raczej taki błazen-super w czasach wczesnego dzieciństwa ale potem już raczej to nie to.On sam jest niedojrzały, więc czego od niego wymagać?

                      No i ten sposób wysławiania się- no, na potrzeby powieści zabawny-w codziennym zyciu pewnie uciążliwy.
                  • verdana Re: Sorry, za szybko się wysłało 20.07.07, 14:44
                    Ja miałam dzieci "w tych czasach". W 1988 na stypendia wyjeżdżało sie już dosyć
                    często, to nie czasy Gomułki. Wybacz, ale ciąża czasów nie uznaje - jak woli
                    sie rozwój zawodowy od bycia przy zonie, to trudno. Ale specjalnie eleganckie
                    to nie jest. Gdyby sytuacja byla odwrotna i mama zostawiła na pół roku męża z
                    noworodkiem, to watpię, czy ktokolwiek mowilby, ze ze "stypendium sie nie
                    rezygnuje".
                    • jhbsk Re: Sorry, za szybko się wysłało 20.07.07, 15:03
                      Byłaby wyłącznie "wyrodną matką".
                    • sevilay Re: Sorry, za szybko się wysłało 20.07.07, 18:09
                      A tak, zgadzam się.Napisałam juz powyzej co sądzę o pozostawieniu np. samej Kreski w ciazy z małym dzieckiem i chorym dziadkiem.
                      Poza tym moi rodzice mieli dzieciw podobnych czasach-no moze nieco wcześniej:)
                      Jak się mieli urodzic moi bracia( a były to lata 83 i 85) to moj tata ,inzynier ,przebywał akurat na kontrakcie w arabskich krajach. A mimo to wrócil zawsze na miesiąc przed porodem i trochę zawsze został.Widać mozna.

                      Zastanawialam się też dlaczego np Gabrysia nie wyjechała nigdy na stypendium? Przecież i tak dzieci wychowywali głównie jej rodzice. To znaczy moze nie całkiem za nią ale śmiało mogli się nimi zaopiekować. Albo Ida? Ta, to już od niemal początku stosuje system kukułki. Fyrgnęła by na pól roku do Stanów czy gdzieś-jaki problem? Bo matce nie wolno?
            • paszczakowna1 Re: Sorry, za szybko się wysłało 20.07.07, 11:50
              verdana napisała:

              > Robrojek niby wychowywał sam, ale widzimy go w momencie, gdy zostawia córkę
              > samą.

              Zostawił "samą" 16-letnią pannę na około 3 tygodnie (chyba że chodzi o
              wcześniejszy wyjazd Belli do babci, zdaje się na cały miesiąc) w trakcie
              wakacji. Jakoś ciężko mi to uznać za objaw zaniedbania.
              • verdana Re: Sorry, za szybko się wysłało 20.07.07, 14:45
                Nie, o ile pamietam, to on potem wyjeźdża do Łodzi chyba, a córkę-licealistke w
                ogole zostawia na cały rok szkolny. Tak mi się coś ćmi, ze gdzieś dalej była o
                tym mowa.
                • sevilay Re: Sorry, za szybko się wysłało 17.02.08, 15:01
                  Jeszcze co do Robrojka-odświeżyłam sobie przy okazji innej dyskusji CP i o ile dobrze pamiętam to najpierw pomagała mu jego mama a potem siostra i teściowa.
                  Czyli nie tak całkiem sam,chociaż udział w jej wychowaniu ma duzy-nie przeczę.
                  • sulla Re: Sorry, za szybko się wysłało 17.02.08, 17:03
                    Co do roli ojców to nie będę się sprzeczać - jako wyrodnych ich nie odebrałam,
                    po prostu są ułomni jak wszyscy, i ojcowie i matki.
                    Ale co do Grzegorza i Gaby muszę się zgodzić: Ignacy Grzegorz rośnie na małego
                    zdziwaczałego socjopatę, a rodziców zdaje się to rozczulać co najwyżej. Litości,
                    sama jestem filologiem klasycznym, ale jakby moje dziecko w wieku lat 10
                    zajmowało się głównie cytowaniem Seneki to pierwsza bym je do psychologa
                    zaprowadziła!

                    Ignacy Grzegorz to jest jedyna postać w jeżycjadzie, której na serio nie mogę
                    strawić, to mały potwór jest.
    • jaswedrowniczek1 Re: Gdzie był Grzegorz?! 01.03.08, 22:08
      Jest taka scena w Żabie,jak w Dzień dziecka dzieciaki siedzą w
      borejkowej kuchni i czekając na ciasto Babi(ekhm...) słuchają
      opowieści Ignacego G. o Jazonie.Mila przysłuchując się jak Ignacy
      G.delektuje się "opisami morderczych uczynków Medei",dochodzi do
      wniosku,że musi o tym porozmawiać z Ignacym G.,Gabrysia i wlasnym
      mężem.Z Ignacym G.,Gabrysią i mężem.Ani słowa o Grzegorzu.Co po raz
      kolejny i jakże dobitnie uświadamia mi jakie miejsce w tej rodzinie
      zajmował Grzegorz.Żadne.Mąż Przenajświętszej Gabrysi.Gdzieś tam w
      zakamarkach ich pokoju.Przy komputerze.Na stypendium.Może i
      miły,pewnie ją nawet kocha,ale niech go ręka boska broni przed
      mieszaniem się w wychowanie własnego syna.Nic mu do tego,bo tylko
      Borejkowie wychowują dzieci (i wnuki)jak należy.Li i
      jedynie.Uchhhhh.....
Pełna wersja