Hobby - brak?

03.06.08, 12:09
Zastanawiam się: Borejkowie są dość wyrafinowani intelektuanie i
malowniczy z charakteru. Można by się spodziewać, że mają wiele
niezwykłych czy wręcz niszowych pasji. Tymczasem, z tego co
pamiętam - może ktoś mnie poprawi - Laura w dzieciństwie zbierała
flaszki po perfumach, a później śpiewała w chórze - i to wszystko,
jeśli chodzi o Borejków?
O czytaniu nie wspominam, bo to czynność fizjologiczna (jak ktoś
mnie uświadomił gdzie indziej:))
    • nioszka Re: Hobby - brak? 03.06.08, 12:13
      Natalia miała swój zielnik, pisała wiersze (to chyba jest hobby?),
      Patrycja miała swoją kolekcję popielniczek.
      Ale rzeczywiście, nic innego nei przychodzi mi do głowy...
    • onion68 Re: Hobby - brak? 03.06.08, 12:14
      Pulpa kolekcjonowała popielniczki, a Natalia produkowała origami. A nic więcej
      faktycznie nie pamiętam (oprócz jeszcze mitycznej koszykówki Gaby - no bo za
      bardzo to się ona nie nagrała).
      • jottka Re: Hobby - brak? 03.06.08, 12:29
        pisanie wierszy dla polonistki to raczej powołanie, a nie hobby, tzn. w jej
        głębokim przekonaniu, polonistów też dotyczy:)

        a poza tym te idusiowe talenta manualne, tj. wyrabianie biżuterii z kości
        rosołowych (yyy) i czego tam jeszcze, chyba też da sie pod hobby podciągnąć? w
        końcu tylko raz (nie wiedzieć czemu) spożytkowała je finansowo:)

        no a hobby pyzy to odchudzanie, beznadziejna istota
      • uccello Re: Hobby - brak? 03.06.08, 12:32
        A mnie ten terror- że każdy nieletni powinien w ramach PR mieć
        hobby, jakoś zawsze irytował. Pamiętam zakładane przez rodziców
        klasery na znaczki pocztowe,żeby dziecina się nie wyróżniała spośród
        rówieśników.

        Kiedy Natalia pisała wiersze, to było hobby, czy nie? Albo jak grała
        na gitarze i interesowała się żeglarstwem ,hm...? Zbieranie kaktusów
        przez ktorąś z Pyziakówien liczy się czy nie?
        Śpiewanie Tygrysa w szkolnych czasach- hobby? pasja? przyjemność?

        Czy to koniecznie musi być prosta kategoria: zbieranie zdjeć
        Krzysztofa Krawczyka?

        • ready4freddy Re: Hobby - brak? 03.06.08, 12:36
          cos w tym jest :) nie ma chyba jakiegos (mam nadzieje???) obowiazku mienia/mania
          (?) hobby :) tylko wlasnie "trzeba miec", bo jak przyjdzie o sobie opowiedziec,
          to co napiszemy pod haslem "hobby", he?
          • jottka Re: Hobby - brak? 03.06.08, 12:39
            matkojedyna, a kiedy to rodzice ordynowali dzieciom pasje pozalekcyjne,
            jakkolwiek byśmy je nazwali? prawdę mówiąc, określenie traktuję jako pewne hasło
            wywoławcze - 'to, co ludzie lubią robić, kiedy nikt ich do tego nie zmusza i
            znajdują w tymże niewytłumaczalną przyjemność':) ale czy ta definicja odpowiada
            hobby z cefałek, to nie wiem
            • uccello Re: Hobby - brak? 03.06.08, 12:50
              znam udręczonych , którzy chodzili przez lata "na pianino", bo
              mamusia uważała ,że to takie eleganckie hobby,
              i bogatą biedulkę, która musiała wybrać, czy tenis czy taniec, czy
              konie...
            • anutek115 Re: Hobby - brak? 03.06.08, 12:50
              Jeśli jest to "coś co ludzie lubią robić, kiedy nikt ich do tego nie zmusza", to
              wiersze Natalii podpadają pod hobby, moim skromnym zdaniem (nie znam żadnej
              polonistki piszącej wiersze, więc nie przekonuje mnie teza, że jest to cos w
              rodzaju "obowiązku zawodowego"), a odchudzanie Pulpy nie (swięcie wierzę, że
              jeśli odchudzanie sprawia przyjemność, to jest to choroba).
              A w tym, co pisze Uccello cos jest. Ja miałam zawsze straszliwe problemy ze
              zdefiniowaniem swoich hobby. Bo niby lubię robic masę rzeczy (niektóre lubię,
              mimo, że mnie do tego zmuszają, to już w ogóle nie wiem, jak zakwalifikować),
              ale... jak to "wykazać"? Czy trzeba temu poświęcić jakiś określony czas
              dziennie? Czy jak cos się robi raz do roku to już jest hobby (na przykład
              nurkowanie w Egipcie albo wspinaczka w Dolomitach)? Czy można nazwać hobby
              bieganie co rano? Albo gotowanie, skoro robi sie to codziennie - bo musi się robić?
              Inna sprawa, że trochę tego mało widać u Borejkówien... ale takie
              kolekcjonowanie poplielniczek (podobnie jak np. zbieranie znaczków czy
              pierwszych wydań kryminałów) dosyć trudno pokazać.
              • jottka Re: Hobby - brak? 03.06.08, 12:56
                w punktach:)

                1. definicja przede wszystkim! bo na razie mamy hobby rozumiane a/ jako
                kolekcjonerstwo, b/ jako formę miłego spędzania czasu bez intencji spożytkowania
                tegoż w formie publiczno-komercyjnej:), c/ jako formę konkretnego zajęcia, które
                można wpisać do cv, d/ jako formę nabywania umiejętności zalecanych przez
                rodziców (no to chyba jednakowoż nie jest hobby delikwenta). po podjęciu decyzji
                do której formy szanowne forumowictwo sie odnosi można podjąć dalszą dyskusję:)

                2. przykład to nie dowód, ale ja znam masy polonistów płci obojej, którym w
                latach studiów pisanie wierszy sporo czasu zajmowało:) w ramach głębokiego
                powołania oczywiście:)
                • anutek115 Re: Hobby - brak? 03.06.08, 13:04
                  Mnie najbardziej pasuje definicja b. Forma publiczno-komercyjna moze się trafić,
                  ale nie powinna to być nadrzędna przyczyna uprawiania hobby ;-)))).
                  Definicja d to nie jest hobby (te lekcje baletu, bo mamusia chciała być
                  baletnicą, ale nie mogła, więc córeczka będzie tańczyć! Ten tenis, "bo wszyscy
                  grają"!), aczkolwiek ładnie się komponuje z definicją c (wpisać do cv można).
                  Patrz, a ja nie znam ani jednego polonisty poety! Osobą znaną mi, która
                  najbardziej zawzięcie wiersze pisała (IMHO całkiem niezłe) była panienka po
                  pedagogice :-).
            • ready4freddy Re: Hobby - brak? 03.06.08, 13:02
              rodzice to nie, skojarzylo mi sie tak ogolnie z sytuacjami, kiedy cos sie o
              sobie mowi (nie tylko CV, ale np. w rozmaitych timbildingach :D, i wtedy
              niekoniecznie to, co istotnie "lubie robic kiedy nikt mnie do tego nie zmusza"
              nadaje sie do prezentacji. nie, zeby to byly jakies niewypowiedziane swinstwa
              :DDD wrecz przeciwnie, to jakies straszne nudziarstwa, albo banaly. a juz np.
              zeglarstwo wysokogorskie (bo takie zwykle to zbyt banalne :) inna, panie tego,
              historia! albo polo (i mozna sie ubrac w polo, co mi konweniuje zasadniczo)...
              tylko ze chyba balbym sie wsiasc na takie wielkie zwierze (wielkie jak kon, bylo
              nie bylo), a co dopiero ganiac na nim za pilka. moze lepiej minigolf na
              lagodnych osiolkach? :)
              przez jakis czas mielismy z kolegami z biura hobby w przerwie na obiad,
              mianowicie unreal tournament. kto sie do czegos takiego przyzna, pytam? :D
              • mama_kotula Re: Hobby - brak? 03.06.08, 22:24
                > przez jakis czas mielismy z kolegami z biura hobby w przerwie na
                > obiad, mianowicie unreal tournament. kto sie do czegos takiego
                > przyzna, pytam? :D

                Mój osobisty niemąż się przyzna, bez bicia. Tylko, że on pracuje w Epicu jako
                programista :P, siłą rzeczy Unreal to jego hobby, pasja i trzecie dziecko :P
                Ja wolę FalloutII, i przez pewien czas to było moje hobby. Choć może bliższe
                prawdzie byłoby określenie: nałóg ;)
                • ready4freddy Re: Hobby - brak? 03.06.08, 22:39
                  no tak, to wyjasnia sprawe :) wlasciwie to az dziwne, ze jeszcze ma ochote w to
                  zagrac :) swoja droga pozdrow niemeza, pogratuluj i podziekuj w imieniu naszego
                  Unreal Team - ilez to niezapomnianych kwadransow przeklenstw, zlorzeczen i
                  dzikich wrzaskow "ozesz ty skur...aaaargh....!" :DDD
                  • mama_kotula Re: Hobby - brak? 03.06.08, 22:51
                    ready4freddy napisał:
                    > no tak, to wyjasnia sprawe :) wlasciwie to az dziwne, ze jeszcze ma ochote w
                    to zagrac :)

                    Masochista, co? ;)))
                    Ale przeważnie to jest tak: "no... to zobaczymy teraz symulację tego skryptu do
                    miny". Chociaż nie... skrypty do min przeciwpiechotnych to jednak pisał do
                    czegoś innego, ja się gubię już w tym wszystkim, bo w sumie nie lubię i nigdy
                    nie lubiłam gier FPP :DDD

                    A odnośnie do meritum - mnie też zawsze było ciężko określić, co jest moim
                    hobby. Głównie przez to, że ja mam tzw. fazy. I tak np. przez trzy miesiące po
                    kilka godzin dziennie namiętnie składam origami, po czym nagle przestaję, papier
                    idzie w kąt, a jego miejsce zajmuje koszyk z włóczką. Po wydzierganiu piętnastu
                    czapek dla dzieciny, kilku sweterków i paru bolerek, druty i szydełko idą won, a
                    na półce lądują świeżo sklejone i pomalowane nowe modele samolotów :P
                    I tak na przemian. Właściwie jedno, co robię bez przerw, to rozwiązywanie i
                    układanie krzyżówek. I czytanie, ale jak ktoś wcześniej zauważył, to czynność
                    fizjologiczna, a nie hobby.

                    A najbardziej uniwersalną odpowiedzią na pytanie o hobby jest "moje hobby to
                    muzyka i sport", przypomniały mi się takie zeszyty, popularne w szkole
                    podstawowej, "Złote Myśli" się toto nazywało - jakieś 90% jako hobby wpisywało
                    właśnie te nieszczęsne sport i muzykę :PPP
                    • nioszka Re: Hobby - brak? 03.06.08, 23:00
                      aha i nawet były sobie świnki trzy świnki trzy, sport muzyka oraz gry :D
                      • ready4freddy Re: Hobby - brak? 03.06.08, 23:39
                        o masz.. pewnie, ze byly :)
                    • ready4freddy Re: Hobby - brak? 03.06.08, 23:18
                      ROTFL :) Zlote Mysli! co ja sie kiedys naszukalem, w przyplywie szalenstwa rzecz
                      jasna.. przeciez tych zeszytow to bylo kilka, a w kazdym takie smakowitosci!
                      (zadnego nie znalazlem, aby uprzedzic pytanie). na przyklad niesmiertelne
                      pytanie "czy lubisz seks", co w wieku lat 11-12 zaskakiwalo nas chyba wszystkich
                      niebywale i odpowiedz byla loteria, li i jedynie :DDD
                      a co do tego hobby jeszcze, to musze mame zapytac. znaczy w sensie takim, ze raz
                      cos wyszyje, innym razem zrobi na drutach, a jeszcze innym na szydelku, ale
                      jestem niemal pewien, ze gdy zapytam o hobby, bedzie w klopocie. tzn.
                      niekoniecznie zaraz zacznie wymieniac owe robotki rozmaite.
                      tak tak, hobby to ciezka sprawa :)
                  • idomeneo Re: Hobby - brak? 03.06.08, 22:58
                    a lubicie grać w strategie? moja koleżanka zawaliła kiedyś aplikację sędziowską
                    przez nałogowe granie w Heroes of Might and Magic III - ale stwierdziła, że był
                    w tym palec Boży, bo jej powołaniem było zostać radcą prawnym.
                    • mama_kotula Re: Hobby - brak? 03.06.08, 23:14
                      HOMMIII jest boskie, najlepsza ze wszystkich części - poprzednie wiadomo, nie te
                      czasy, a nowych, tych w 3D nie trawię absolutnie.

                      Jeszcze bardzo lubię przygodówki z ciekawą fabułą, typu point'n'click.
                      I RPG, ale tradycyjne, nie na kompie.

                      I jeszcze w ogóle planszówki... mrrrrau. Takie Carcassonne na przykład <buja w
                      obłokach>.
                      • idomeneo Re: Hobby - brak? 03.06.08, 23:21
                        tradycyjne RPG - to również i moje hobby ;)

                        Carcassonne jest niezłe, z planszowych rzeczy bardzo fajni są też Settlersi oraz
                        - nie śmiejcie się proszę - prastary Gwiezdny Kupiec z milionem kart i żetonów,
                        które natychmiast się gubią i w którym rozgrywka trwa cały dzień. Moi znajomi
                        mieli też taką planszową grę, gdzie uczestnicy byli konkurującymi profesorami
                        archeologii w Meksyku, którzy mieli zajmować i rozwijać stanowiska badawcze.
                        Można było grać agresywnie (podbierając stanowiska do wykopków) albo inwestować
                        bardziej w sprzęt lub też w rozwój kadry (hodować sobie doktorantów). No, bardzo
                        życiowa gra ;)
                      • melmire Re: Hobby - brak? 04.06.08, 01:33
                        Ohh, chyba sobie na nowo wgram HOMMIII, jak juz mi przypomnialyscie. Wyjatkowo
                        dobrze wypoczywam przy tej grze.
                        U nas tez rodzinna pasja sa RPG'i, tzn. ja gram , malz masteryzuje i tez gra.
                        Ostatnio przymierzam sie do malowania figurek do planszowek, mam juz wszystko co
                        trzeba+ podrecznik, tylko "musze sie wziac".
                        Ale tez pamietam czasy kiedy moj tata koniecznie chcial zebym miala jakies
                        hobby, brrrr. Najchetniej szachy albo taniec, albo historie, albo geografie - to
                        co on lubil. Najbardziej naciskal na taniec, dzieki czemu nabawilam sie takiej
                        fobii, ze naklanianie mnie do tanca jest to jedyna rzecz na swiecie ktora moze
                        mnie doprowadzic do furii albo niekontrolowanego ataku placzu.
                        I ten teks 'wez sie zainteresuj" - albo cos mnie ciekawi i mam ochote to
                        zainteresowania poglebiac, albo nie interesuje, i wtedy nie widze powodu zeby na
                        sile sobie to zainteresowanie budzic.
                        • mama_kotula Re: Hobby - brak? 04.06.08, 10:13
                          > Ale tez pamietam czasy kiedy moj tata koniecznie chcial zebym miala > jakies hobby, brrrr. Najchetniej szachy albo taniec, albo historie, > albo geografie - to co on lubil.

                          Współczuję :/.

                          U mnie jest tak, że jak się czymś zainteresuję, to na amen. Nawet, jeśliby to na początku mnie koszmarnie nudziło i wywoływało odruch wymiotny. Więc pewnie jakby mnie ktoś namawiał do czegoś, co mnie nie interesuje, to i tak w pewnym momencie by mnie zainteresowało. Po prostu nagle trafiam na jakiś pasjonujący fragment i po mnie, po prostu po mnie - wszystko idzie w kąt, bo Kotulę zafascynowały wzmacniacze optyczne EDFA i szuka wszystkiego na ten temat, planuje budowę wzmacniacza takowego i zastanawia się gdzie można kupić światłowody domieszkowane erbem :P
                          Pamiętam, że jak hektolitry potu, krwi i łez wylałam nad zaprojektowaniem schematu zasilacza z filtrem RC, bo o elektronice pojęcie miałam nader nikłe, a tu zaliczenie się zbliżało... parę nocy okupionych płaczem z wściekłości, a potem przez dwa tygodnie kilka godzin dziennie siedziałam w programie do tworzenia układów elektronicznych i o Bożym świecie zapominałam :)))
                      • szprota Re: Hobby - brak? 05.06.08, 00:37
                        mama_kotula napisała: HOMMIII jest boskie, najlepsza ze wszystkich części -
                        poprzednie wiadomo, nie te czasy, a nowych, tych w 3D nie trawię absolutnie.

                        A ja się sprzeciwię, bo mnie jednakowoż najbardziej podeszła druga edycja.
                        Trójka była fajna, ładna, muzykalna, ale dla mnie celem w HoMM było wyhodowanie
                        sobie czarnych smoków, zdobycie w gildii magów zaklęcia armagedon (czarne smoki
                        w tym wydaniu - chyba jeszcze później w czwartej części - miały immunitet na
                        magię), no, ostatecznie elemental storma i ruszało się spokojnie zwiedzać cały
                        świat. A jak się już zwiedziło, zdobyło doświadczenia, to szło się klepać wroga.
                        Ach, ten moment, gdy człek trzasnął armagedonem, a przeciwnik nawet nie zdążał
                        za głowę się złapać...!
                        • idomeneo Re: Hobby - brak? 05.06.08, 00:49
                          a malownicze rażenie całego szeregu wrogów Chain Lightning? To chyba moje
                          ulubione zaklęcie, obok implozji, rzucanej z fasonem na co straszniejsze potwory :)

                          Przyznam, że choć trójka i dla mnie jest niedościgniona, to po takiej sobie
                          czwartej części z naprawdę sporą przyjemnością zagrałam w piątkę i w ten
                          krasnoludzki dodatek do niej. Za to Tribes of the East wciąż czekają u mnie
                          niestety w stanie dziewiczym na lepsze czasy, kiedy to skończę wreszcie w pracy,
                          co mam do skończenia.
                    • ready4freddy Re: Hobby - brak? 03.06.08, 23:21
                      a ja w ogole nie lubie. znaczy w nic nie lubie grac, poza tym Unreal Tournament,
                      i Quake II jak mi sie przypomni. bo ja zawsze najbardziej lubilem kolorowe,
                      wesole platformowki, a odkad wszystkie gry zrobily sie 3D, to takich nie robia
                      ;((( jak sobie przypomne Silly Putty na Amidze.. snifff.......
                      ..chociaz Duke Nukem Manhattan Project to przeciez jest platformowka! tylko
                      sztucznie utrojwymiarowiona :) daaaaamn, I'm good... come and get some...
                      :DDD
              • croyance Re: Hobby - brak? 05.06.08, 11:52
                A ja mam bardzo ladne hobby, tancze tango z Krojansiarzem ;-D
                • ready4freddy Re: Hobby - brak? 06.06.08, 20:56
                  ja tez mysle, ze to jest bardzo ladne hobby :) czy Krojansiarz ma roze w zebach,
                  czy raczej tobie przypada ten zaszczyt? :) juz sobie to wyobrazam, przypomina mi
                  sie Arnie i Jamie Lee Curtis w "True Lies" :D
                  • croyance Re: Hobby - brak? 08.06.08, 13:53
                    Krojansiarz tanczy jak aniol :-D Kto nie widzial, niech zaluje :-D
                    Wczoraj bylismy na pieknej imprezie, tanczylismy na moscie pod
                    zamkiem Windsor. Ach, ach. Nawet rozy nie potrzeba.
          • verte34 Re: Hobby - brak? 03.06.08, 14:48
            Kto mówi o obowiązku? "Niemanie" (jak mówią policjanci) nie świadczy
            o braku zainteresowań ani niczego człowiekowi nie ujmuje - za
            wyjątkiem tego wpisu w rubryce "hobby" ;)
            Natomiast z pasją - własnie taką zdefiniowaną żyje się jakby...
            pełniej? barwniej?
            Podniosłam kwestię, bo sama się rozglądam za czymś nowym:)
            • ready4freddy Re: Hobby - brak? 03.06.08, 15:38
              no tak, tak, bez watpienia. chodzilo mi chyba (?) o cos innego. ze to "hobby" to
              brzmi tak dosc powaznie, w sensie, ze to cos takiego pelnego, kompleksowego.
              cos, co regularnie sie robi w wolnym czasie i poswieca temu jakas tam czesc
              zasobow (finansowych, czasowych, umyslowych). jesli od czasu do czasu np.
              pobawie sie programem do wydawania dzwiekow, co bardzo lubie - czy to hobby? sam
              nie wiem.
    • anutek115 Re: Hobby - brak? 03.06.08, 13:19
      O, słuchajcie, a czy te podwójne skrabelki Pyziakówien i jolki z "Wyborczej" to
      nie jest hobby? Mnie by podpadało. Skojarzyło mi się z tymi "banałami" R4F :-),
      no bo posłuchajcie tylko: "Jakie masz hobby?". "Gram w scrabble i rozwiązuję
      krzyżówki". I to juz właściwie koniec rozmowy, nawet jak się na drugiego
      krzyżówkowicza trafi. Właśnie moje rozmowy o hobby wygladaja nader podobnie. "Co
      lubisz robić?"> "Czytać". "A co czytać?" - ciągnie dalej rozmówca, jeśli ma
      dobre chęci. Ja, zgodnie z prawdą: "Wszystko". I koniec rozmowy, chociaz przy
      czyatniu cos tam jeszcze się da pociągnąć, jesli się nie trafiło na wtórnego
      analfabetę...
      • verte34 Re: Hobby - brak? 03.06.08, 14:55
        Ale ten medal ma drugą stronę, przytoczę rozmowę z moim eks-
        siostrzeńcem:
        Co chciałbyś robić? - Nie wiem.
        A co lubisz robić? - No nie wiem.
        Więc co robisz w wolnym czasie? - Ee..
        Może pójdziemy na basen /do lasu, itd, może sobie coś poczytasz? - E
        nie, kiedys już czytałem książkę, nie pamiętam jaką...
        I cały tydzień u nas spędził przed telewizorem, 16-latek, umysłowo w
        normie. To już lepiej żeby zbierał te znaczki;)
        • ready4freddy Re: Hobby - brak? 03.06.08, 15:35
          z gory bardzo przepraszam za niedyskrecje, ale co to jest eks-siostrzeniec? :O
          • jottka Re: Hobby - brak? 03.06.08, 15:39
            no jak masz żonę i się z nią rozwiedziesz, to jej siostrzeniec, który był
            również i twoim, stanie się eksem:) acz nie wiem, czy tu ten akurat przypadek
            zachodzi, w końcu verte mogła go utłuc, słusznie zdegustowana, no i wtedy też
            jest już eksem, choć wtedy raczej od exitus:)
            • ready4freddy Re: Hobby - brak? 03.06.08, 16:25
              taka eks-papuga? :)
        • nighthrill Re: Hobby - brak? 03.06.08, 15:58
          Nie chcę wyjść na wścibską babę, ale jak siostrzeniec może stać się eks?:) Z
          ciekawości pytam ino.

          co do tematu, to ja słowa "hobby" nie lubię, kojarzy mi się właśnie z dziećmi
          zbierającymi znaczki czy karteczki z notesików ( moja młodsza siostra zbierała i
          wymieniała się na początku lat 90.-tych takowymi). W CV wpisuję
          "zainteresowania", a to chyba szersza kategoria. No i weźmy na przykład takie
          podróże - czy to hobby? Jak raz czy dwa do roku gdzieś skoczę na daleką
          autostopową wyprawę i nie zajmuję się tym codziennie?
          Gdybym miała wymienić jakieś własne hobby to są to na pewno : nauka języków
          obcych i zdrowe odżywianie ( teoria i praktyka:)). Robiłam kolczyki, ale
          przestałam, bo wszyscy robią, a moje nie były jakieś szczególne. Lubię czytać,
          ale to wiadomo.
          Kurde no, nie kolekcjonuję haczyków do wędek ani zdjęć Torunia z międzywojnia,
          nie biegam, nie fotografuję...to czy ja mam jakieś hobby w ogóle?:)

          A czym różni się hobby od pasji? O.
          • ready4freddy Re: Hobby - brak? 03.06.08, 21:13
            ilekroc slyszeslowo "hobby" wyobrazam sobie je wymawiane jako "choby" przez
            niezapomnianego personalnego Lukasiaka ze "Zmiennikow". on mial takie dosc
            specyficzne "choby". ale zarty na bok. tez sie zastanowilem nad tymi podrozami i
            tak sobie mysle, ze gdyby ktos mi powiedzial "moje hobby to podroze"
            wyobrazilbym sobie moich przyjaciol, ktorzy co prawda nie mowia "nasze hobby to
            podroze", ale nie przepuszczaja okazji, zeby nie pojechac w jakies egzotyczne (i
            kiedy mowie egzotyczne, nie mysle "Tunezja" :) miejsce, uprzednio starannie
            studiujac, co tam mozna zobaczyc z dala od ubitych szlakow. bo jesli ktos tak
            zwyczajnie jedzie odpoczac, to tez milo spedza czas, ale czy to hobby? hmmm. sam
            nie wiem. tak nawiasem mowiac ja to mam dobrze. nigdzie nie musze jezdzic -
            kiedys marzyl mi sie zar tropikow, ale potem doczytalem, ze tam jest pelno
            nieprzyjemnych jadowitych zwierzat, a tropikalne ulewy to mam tu, na miejscu.
            zanim nastepnym razem napisze "lubie deszcz", obym se palce poodgryzal, wybaczta
            dygresje.
            • tygrys2112 Re: Hobby - brak? 04.06.08, 16:59
              czy Łukasiak to był ten siwy starszy pan ;) z tego dworku? :) jeśli
              tak, to chyba wiem o jakie hobby Ci chodzi :)
              • ready4freddy Re: Hobby - brak? 04.06.08, 20:15
                nie, nie. chodzilo mi o tego kadrowego z WPT, ktory non stop podlizywal sie
                dyrektorowi. on mial takie "choby", zeby zidentyfikowac, czy dany pracownik aby
                na pewno ma meldunek w Warszawie. "pan z dworku" to pan Mastalerz, Mieczyslaw
                Czechowicz vel Mis Uszatek :D
                • tygrys2112 Re: Hobby - brak? 04.06.08, 20:41
                  Kurcze nie pamiętam tego kadrowego :) Masztalerz mi utkwił za to
                  bardzo, szczególnie to wycieranie ręki w siwe włosy... tylko
                  nazwiska nie pamiętałam :)
          • tygrys2112 Re: Hobby - brak? 04.06.08, 16:58
            Mi się hobby kojarzy raczej z pewnego rodzaju snobizmem. Trzeba mieć
            czynność, którą się lubi robić, ale jednocześnie którą inni uznają
            za pożyteczną bądź też na poziomie. Wypada, zeby było to
            coś "intelektualnego"

            A karteczki też zbierałam, a jakże! Potem podwójne wymieniało się na
            pojedynczą, a za okładkę dostawało się 3 karteczki :D. Ale to nie
            było dla nas tyle hobby, co pewien element naszej szkolnej
            tożsamości (komercja) ;) Podobnie jak gra w zbiorowe nadeptywanie
            sobie na nogi. Kto był nadepnięty ten odpadał. :) W sumie myślę, że
            to i tak było lepsze niż gdybyśmy kupowali drogie ubrania, tylko
            dlatego bo tak robią inni rówieśnicy.
    • onion68 Konkluzja? 03.06.08, 16:56
      Chyba że jeszcze za wcześnie.
      Po pierwsze - nie jest tak źle z Borejkami. Chyba się do nich uprzedziliśmy czy coś.
      Po drugie - ja też się skłaniam ku definicji b. Coś, co chcemy sprzedać, nawet
      jako część towaru, w roli jakiego co jakiś czas musimy wystąpić, to już nie jest
      hobby, pasja, zainteresowanie - to jest inwestycja.
      Po trzecie, do tematu hobby z samej jego natury nie ma co podchodzić tak
      serioznie. Hobby może zmieniać się w czasie, nie muszą to być zaraz wielkie
      wyczyny w postaci kolekcjonowania przedwojennych dzieł sztuki czy coś,
      angażujące nas dzień w dzień.
      Po czwarte, nie zgodzę się z przytoczoną przez Verte oceną czytania w tym
      aspekcie. Jednak całkiem sporo osób może żyć bez powietrza ;-)
      • uccello Re: Konkluzja? 03.06.08, 17:33
        No a jeśli ktoś ma zawód, który sprawia dużo frajdy, i pracowało by
        nawet, gdyby nie musiało? Jeśli na zawodowym tle ma się fisia, i
        poświęca się temu niemal całe życie, wszystko się człowiekowi Z
        TYM:) kojarzy, zamęcza się otoczenie ględźbą na temat, to
        oznacza ,że taki ktoś jest człowiekiem bez zainteresowań?
        Jednowymiarowym, nieatrakcyjnym towarzysko biedaczkiem bez hobby?

        A np. wielogodzinne, beziteresowne, codzienne rżnięcie na
        komputerku, już tym hobby jest?

        Czy może najbardziej trendy, jest mieć kontrastowe do zawodu i
        oryginalne hobby- owo żeglarstwo górskie, czy saksofoniarstwo
        głębinowe?

        Mój kolega reżyser wyznał kiedyś,że ma hobby- modelki. Polskie i
        zagraniczne.
        • jottka Re: Konkluzja? 03.06.08, 17:44
          apropo konkluzji, to jak sie nie powiedziało a (definicja hobbiego:), to nie da
          sie powiedzieć be:) jak rzucamy przykładami o różnym znaczeniu terminu, to
          zawsze będziemy tkwić w dramatycznej niepewności egzystencjalnej.

          ale poza tym gdzieś kiedyś czytałam, że źle jest, jak człowiek nie ma właśnie
          czegoś takiego, czemu sie oddaje w cichości ducha, zupełnie bez (widomego)
          pożytku i kompletnie niezwiązanego z tym, co mu wypełnia większość życia
          (ukochana praca, ukochana rodzina, wsio ryba). taki rodzaj płodozmianu
          psychicznego, bez którego nie jesteśmy w stanie prawidłowo funkcjonować.
          monokultura zgubna jest:)

          no i nie wiem, czemu mielibyśmy siem do borejków uprzedzać, oni akurat
          pracowicie zajmowali się różnymi czynnościami odrębnymi - jak mama be podziwiała
          regularnie wystawy kwiaciarni, to to też jest wspomniany rodzaj czynności bez
          pożytku. a idzie pewnie ta dłubanina w kościach drobiu przydała sie w
          późniejszym życiu zawodowym, że nie pociągnę dalej tej metafory:)
          • onion68 Re: Konkluzja? 03.06.08, 17:55
            > no i nie wiem, czemu mielibyśmy siem do borejków uprzedzać, oni akurat
            > pracowicie zajmowali się różnymi czynnościami odrębnymi - jak mama be podziwiał
            > a

            Niesporo nam szło przypominanie sobie tych czynności odrębnych, to miałam na myśli.
          • idomeneo Re: Konkluzja? 03.06.08, 18:21
            jottka napisała:

            > czegoś takiego, czemu sie oddaje w cichości ducha, zupełnie bez
            > (widomego) pożytku

            i tu zadumałam się nad sportem, bo z niego jest zwykle widomy pożytek, choć
            uprawianie go jak najbardziej może wynikać z pasji. Chociaż znam też osoby,
            które podchodzą do swojego ciała zadaniowo i jogging czy regularne chodzenie na
            siłownię wcale nie sprawia im szczególnej frajdy, ale uważają to za naturalną
            część zdrowego trybu życia, coś jak mycie zębów.

            Sezonowość, o której już tu wspomniano też mnie zastanawia. Jeśli ktoś naprawdę
            uwielbia jazdę albo pływanie na desce, ale ma szansę je uprawiać przez
            tydzień-dwa w roku, to czy to jest hobby?
            • ready4freddy Re: Konkluzja? 03.06.08, 21:15
              absolutnie potwierdzam, ze tak mozna. silownie traktuje absolutnie zadaniowo i
              beznamietnie, gdyby ktos spytal o aktywnosc fizyczna, to owszem, ale jako hobby
              tej katorgi nie wymienie, bo co to za przyjemnosc? chociaz jak sie juz wyjdzie i
              wlecze zmeczonym do samochodu, wzglednie na autobus - o, to wtedy jest
              przyjemnosc :)
              • onion68 Re: Konkluzja? 03.06.08, 21:23
                Ja uważam, że człowiek od ruchu najpierw się uzależnia i zaczyna znajdować w
                nim przyjemność (zwiększone poczucie kontroli nad swoim ciałem, przyjemność
                płynąca z lepszej kondycji, no i te endorfiny się wydzielają, tak?), chociaż
                akurat ćwiczenia na siłowni nigdy mnie jakoś nie pociągały. Ale mianem hobby,
                pasji czy zainteresowania bym tego nie określiła. To tak, jakby uważać za swe
                hobby spanie, po prostu ruch jest dla człowieka czymś naturalnym - sferą
                biologii, a nie kultury.
                • jottka Re: Konkluzja? 03.06.08, 21:26
                  eno, na taką gimnastykę łażę z poczucia obowiązku, a na basen w poczuciu
                  niekwestionowanej przyjemności:)
                  • onion68 Re: Konkluzja? 03.06.08, 21:36
                    > eno, na taką gimnastykę łażę z poczucia obowiązku

                    To spróbuj raz nie pójść - o ile zdołasz ;-)
                    Tu moje doświadczenie przeze mnie przemawia - ilekroć sobie myślę, żeby dzisiaj
                    odpuścić sobie, wyobrażam sobie, jak paskudnie będę się potem czuła, i co - idę.
                    • jottka Re: Konkluzja? 03.06.08, 21:39
                      nieno, to ruch i to ruch, a gimnastyka jezd nudna i żmudna, a pływanie czy rower
                      są ale fajne:)
                      • idomeneo Re: Konkluzja? 03.06.08, 21:57
                        no właśnie ja też tak mam - jak wyłażę na deskę z żaglem, to od razu cała się
                        składam z endorfin. Z kolei gdy idę pobiegać żeby nie skapcanieć, to wcale mnie
                        to jakoś szczególnie nie cieszy - dopiero jak dobiegnę do domu, ogarnia mnie
                        poczucie wielkiej radości, że mam to już z głowy. Ale mam kolegę, który jest
                        maratończykiem i jego bieganie tak właśnie samo w sobie i w trakcie uszczęśliwia.

                        Z jedzeniem mam chyba podobnie - na codzień jem tak zwyczajnie, ale też lubię
                        szukać nowych smaków, gotować nowe rzeczy, uwielbiam oglądać, kupować i
                        przywozić sobie z podróży książki kucharskie.
                        • mamalilki Re: Konkluzja? 03.06.08, 22:27
                          Absolutnie popieram ucello. Cale dziecinstwo i wczesna mlodosc zeszla mi na
                          czytaniu. Cale dziecinstwo moj ojciec mial pomysl, ze bede miala hobby - o, na
                          przyklad znaczki! Swietny pomysl. Ja te znaczki ukladalam godzine i caly czas
                          czekalam, ze moze da sie jakos zwiac i doczytac ostatnie strony "Kapelusza za
                          sto tysięcy" czy innych Centkiewiczów na biegunie. Potem tata chcial nas uczyc
                          grac w szachy i jeszcze pare innych ciekawych pomyslow mial. Ja sie zawsze
                          wstydzilam ze niczym sie nie pasjonuje. Zanim odkrylam ze pasjonuje sie
                          literaturą minelo ze 25 lat!
                    • ready4freddy Re: Konkluzja? 03.06.08, 22:16
                      o tak.. jak paskudnie bede sie potem czul. dokladnie. i kiedy nachodzi mnie, ze
                      przeciez moznaby sobie zapalic - to tez tak mysle. to nie przyjemnosc, kochani,
                      to wbite sobie przemoca poczucie obowiazku :)
        • ready4freddy Re: Konkluzja? 03.06.08, 21:18
          zaintrygowalo mnie hobby kolegi rezysera, gdyz i mnie cos takiego chodzi po
          glowie, ale to dopiero kiedy juz wygram w lotto. wlasnie sprawdzilem, nie
          wygralem. ale kumulacja rosnie, juz 19 melonow jak obszyl. znaczy chcialem
          zapytac, jak sie takie hobby uprawia? wystarczy zbierac fotki, czy chodzi raczej
          o wpisy do pamietniczka? tak czy inaczej brzmi interesujaco :)
          • jottka Re: Konkluzja? 03.06.08, 21:22
            najpierw trzeba kupić klaser (no ale wygrasz przecież w lotto), potem polować na
            cenne znaczki (jw.), a jak już ma się podstawy, to sie zaprasza modelki na
            oglądanie zbiorów - proste, watsonie:)
            • ready4freddy Re: Konkluzja? 03.06.08, 22:42
              na wszelki wypadek zapisalem to sobie w notesiku. jak juz wygram, siegne po
              notesik i bedzie jak znalazl :)
          • uccello Re: Konkluzja? 03.06.08, 21:32
            EEEEEeee, jakby to powiedzieć, on poznaje te panny w sensie
            biblijnym, i obie strony wydają się być zadowolone, ale mam
            nadzieję, że Ty ze względu na nas- drżące kwiaty jabłoni
            pozostaniesz przy wersji z pamiętniczkiem.
            • ready4freddy Re: Konkluzja? 03.06.08, 22:14
              tak, z pamietniczkiem... li i jedynie. kochany pamietniczku, czasem zdarza mi
              sie sklamac w dobrej wierze...

              :)))
        • mmoni Re: Konkluzja? 04.06.08, 01:16
          Coś mi się bardzo mętnie przypomina, że Barańczak (tak więc zostajemy w tematyce
          forum poniekąd) w jakimś wywiadzie wyraził się, że jego praca jest jednocześnie
          jego hobby, a hobby w sensie ścisłym jest potrzebne tylko ludziom, którzy dajmy
          na to cały dzień zakręcają słoiczki na taśmie.
          • melmire Re: Konkluzja? 04.06.08, 01:27
            Troche to "zgorypatrzace" jak dla mnie. I zaklada ze w zyciu mozna miec tylko
            jedna pasje.
            • ginestra Re: Konkluzja? 04.06.08, 09:48
              Witajcie, strasznie ciekawy wątek, bardzo mi się miło czytało Wasze wpisy i
              dowiadywało o Was, zwłaszcza, że ten temat od dawna bardzo mnie frapuje w
              odniesieniu do mnie samej.

              Moje życie tak dziwnie przebiegało, że właściwie w jakimś momencie doszło do
              tego, że stwierdziłam ze smutkiem, że nie mam w ogóle hobby, że wszystkie takie
              "głosy ze środka mnie" zostały przytłumione obowiązkami, zadaniami, prozą życia,
              różnymi problemami itp. (Ja bardzo wcześnie założyłam rodzinę i te obowiązki
              miały przez całe lata zawsze pierwszeństwo nad innymi sprawami, więc trudno mi
              było oddawać się jakiejkolwiek przyjemnej czynności "tylko dla mnie" i mieć
              ustalone hobby. Zdecydowanie nie miałam w sobie czegoś takiego jak "zdrowy
              egoizm"; pewnym wentylem bezpieczeństwa były oczywiście studia, gdzie
              realizowałam i swoją pasję do nauki języków obcych i do literatury i do
              poznawania świata. Jednakże wydawało mi się, że przez te kilkanaście lat
              zatraciłam zdolność takiego nieskrępowanego i bez poczucia winy oddawania się
              jakimś zainteresowaniom, po prostu dla przyjemności - i tak chyba było
              faktycznie w dużej mierze). Pamiętam, że parę lat temu, takie właśnie czarne
              myśli ogarnęły mnie w empiku, gdzie zobaczyłam regał z prasą dla ludzi o różnych
              zainteresowaniach i pomyślałam sobie, że ja takowych nie mam: bo ani żeglarstwo,
              ani konie, ani fotografia, ani teatr, ani malarstwo, ani robótki ręczne czy
              szycie czy tworzenie biżuterii, ani krzyżówki, ani sztuka, ani gotowanie itp. :(

              Jednakże złapałam się na takiej myśli: to gdzie ja właściwie się kieruję
              wchodząc do działu prasy w empiku? No i pocieszyło mnie, że chyba ja też mam
              jakieś zainteresowania, bo kieruję się do stoiska z zagraniczną prasą (czyli
              lubię czytać po włosku i po angielsku, ale takie raczej kobiece pisma albo takie
              lżejsze - a więc dla przyjemności i kontaktu z językiem, który też jest
              przyjemnością); dla przyjemności też kupuję Burdę i Avanti i oglądam ciuchy i
              dodatki i sprawia mi to dużą frajdę, chociaż nie umiem szyć. Lubię też w głowie
              komponować ubrania i dodatki (że niby sobie kupię to czy to) lubię też się
              czasem fajnie ubrać, a wiec ogólnie ciuchy oraz dodatki bardzo mnie kręcą.
              Jednakże nie mogłabym chyba powiedzieć "interesuję się modą", bo łatwo byłoby to
              zweryfikować osobom, które się na modzie znają "tak naprawdę" i wyszłoby na to,
              że ja nie mam tej wiedzy co oni. Jednakże to zainteresowanie jest u mnie od
              zawsze i nie mija.

              Powyższe przykłady pozwoliły mi stworzyć taką pewną (może niezbyt precyzyjną,
              ale zawsze) definicję hobby: jest to coś co nas interesuje i "domaga się ze
              środka nas", żebyśmy się w tym co jakiś czas zanurzali i zanurzamy się w tym,
              chociaż nawet codzienność nie pozwala nam się temu oddawać często czy
              regularnie. Ale na przestrzeni lat widać, że to zainteresowanie i jakieś
              kultywowanie go jednak jest - że jest jakaś konsekwencja w tym.

              Jeszcze wspomnę o tym, że niestety nie mam talentów manualnych, choć próbowałam
              (jako nastolatka zwłaszcza - i szycia i robienia na drutach i szydełku i jakichś
              prac plastycznych, ale jednak nie mam takiego prawdziwego daru do tego). I
              myślę, że jak ktoś obdarzony jest talentem manualnym, to za wiele takich
              twórczych rzeczy się chwyta i wychodzą mu dobrze i cieszą go i zazwyczaj świetny
              jest też w gotowaniu i ozdabianiu potraw.

              Osoby, które nie mają wyraźnych talentów manualnych muszą mieć jednak jakieś
              inne. Na przykład mogą mieć talent i pociąg do spraw związanych z ciałem. I ja
              chyba jestem tego przykładem. Mylące jest to, że miałam przez całe lata okropne
              kłopoty z wf-em oraz ze sportami uprawianymi na wf-ie i nawet zaczęłam o sobie
              źle myśleć w tym aspekcie i podłamywać się. Natomiast szersze rozejrzenie się w
              mojej historii życia wskazuje na to, że pewne rodzaje aktywności fizycznej
              zawsze bardzo mnie pociągały i dawały ogromnie dużo radości: w dzieciństwie
              (wczesna podstawówka) była to przez kilka lat gimnastyka artystyczna (takie
              układy gimnastyczne na ziemi, równoważni, poręczach, skoki przez skrzynię i
              kozła - najbardziej lubiłam tę choreografię na ziemi). No i okazuje się, że
              miłość do tego rodzaju ćwiczeń - czyli nie gier zespołowych, nie lekkoatletyki,
              ale taka "plastyka ciała" pozostała we mnie do dziś i cały czas konsekwentnie
              się realizuje: czyli ćwiczę od lat w domu (kiedyś udawało mi się bardziej
              regularnie i z rewelacyjnymi efektami też dla figury, teraz gorzej ze
              znalezieniem czasu na to), a wiec wykonuję takie gimnastyczne ćwiczenia plus
              stepper, hantle, twister, taśma z gumy i inne takie. Lubię też pływać, jeździć
              na łyżwach i rolkach, a także kiedyś namiętnie chodziłam po górach - lubiłam
              wysiłek i to cudowne uczucie zmęczenia i radości gdy się weszło na szczyt. A
              prawie rok temu znalazłam też coś co mnie ogromnie wciągnęło - taniec brzucha. W
              lipcu upłynie rok od czasu gdy poszłam z ciekawości na warsztaty tego tańca, a
              od września regularnie chodzę na zajęcia raz w tygodniu, trochę tez ćwiczę w
              domu przy arabskiej muzyce. :) Daje mi to też takie uczucie swojskości, czegoś
              za czym moje ciało tęskniło i w czym chciało się realizować, tylko nie umiałam
              trafić na ten trop. Marzę też o nauce tańca towarzyskiego. Myślę, że to też
              dałoby mi wiele radości.

              Te moje odczucia nabierają nowego sensu w świetle tego, co napisaliście Wy: że
              oddajemy się różnym zajęciom z różnych powodów. Może być więc tak, że jakieś
              zajęcie daje poczucie, że coś się dla siebie dobrego robi, że pomaga się
              zdrowiu, ale nie jest takie "ze środka" i nie daje takiego głębokiego
              zadowolenia, a tymczasem inne zajęcie sprawia, że człowiek czuje wielką radość i
              przypływ endorfin i chce je powtarzać.

              Myślę, że każdy jak popatrzy na swoją historię, to zauważy takie konsekwentne
              trendy, które w nim są i gdyby pozwolić sobie przeznaczać na nie więcej czasu
              (marzenie!), to byłoby się bardzo zadowolonym i byłoby to z korzyścią też dla
              innych aspektów życia.

              Jeszcze powiem, że bardzo mi się podoba jak ktoś ma określone, wiodące
              zainteresowania i pasje. Moja bratowa na przykład uwielbia konie: nie dość, że
              jeździ na koniach i pielęgnuje je, to jeszcze kupuje obrazy i ryciny
              przedstawiające konie, rozwiesza je po domu, kupuje albumy, czyta książki o
              koniach, chodzi na pokazy i występy. To wówczas staje się takim wszechstronnym
              hobby.
              Mój tata jest od lat zapalonym wędkarzem i nie tylko łowi w sezonie ryby, ale
              też non stop o nich czyta i komponuje sprzęt, sam tworzy różne błystki itp. I to
              od kilkudziesięciu lat tak spokojnie kultywuje to zainteresowanie i ma z niego
              dużą frajdę.
              Moja babcia uwielbiała krzyżówki i myślę, że dzięki temu miała ona bardzo
              sprawny umysł do końca życia. Te krzyżówki to rozwiązywała nałogowo, rodzina
              zachowywała je dla niej z różnych pisemek i przynosiła jej, również rodzina
              kupowała dla babci takie zbiorki. Jej syn (mój tata) też uwielbia krzyżówki.

              Ja nie mam (jeszcze) takiego stanu ducha, żeby bez skrupułów i w atmosferze
              takiego miłego rytuału oddawać się jakiemuś zajęciu, a bardzo bym chciała tak
              umieć. :) Na razie to, co robię (czyli te ćwiczenia i ewentualnie czytanie)
              odbywa się w takich "rwanych" chwilach, ale dobre i to.
              Pozdrawiam Was!


              • teklat Re: Konkluzja? 04.06.08, 12:44
                Ginestro, jakże bliskie jest mi wiele z tego, co napisałaś. I to, że człowiek
                przez lata zapomina o swoich potrzebach składając swój czas i myśli na "ołtarzu"
                rodziny, i to o szukaniu czegoś dla siebie. I o poczuciu winy, gdy chciało się
                zrobić coś dla wyłącznie swojej przyjemności...
                Piszesz o tańcu towarzyskim lub o kursie tango. A pomyślałaś o flamenco?
                • ginestra Re: Konkluzja? 05.06.08, 10:49
                  Witaj Teklat :), mnie też podniosło na duchu, że nie tylko ja tak mam, że trudno
                  mi bez skrupułów i poczucia winy zająć się czymś "tylko dla siebie". Ale
                  próbować warto chyba i uczyć się pomału takiego stanu ducha :)

                  O Flamenco nie pomyślałam - dzięki za inspirację! Teraz myślę, że to bardzo
                  dobra rzecz: podobnie jak taniec brzucha pozostawia bardzo duże pole do popisu
                  dla improwizacji, wyrażania siebie, jest bardzo ekspresyjny i może być tańczony
                  solo przez kobietę (ma to znaczenie przy zapisywaniu się na taki kurs, bo inne
                  tańce zakładają przyciągnięcie na zajęcia partnera...). Flamenco podoba mi się
                  także dlatego, że piękna jest ta hiszpańska muzyka, zwłaszcza taka szybka i
                  przesycona emocjami. Pamiętam, że jak oglądałam taniec z gwiazdami, to bardzo mi
                  się podobało passo doble. A flamenco ma podobny klimat. A więc porozglądam się
                  za takimi zajęciami. :)

                  Wspomnę jeszcze, że byłam na kilku zajęciach salsy solo, ale salsy, to moim
                  zdaniem powinno się uczyć już od razu z partnerem.
                  Ja miałam (właściwie to nadal mam) taki zamysł, żeby kiedyś zapisać się na
                  prywatne lekcje z instruktorem tańca (nawet jest taka możliwość u mnie na
                  osiedlu), ale ten pomysł musi poczekać na większą stabilizację moich finansów.
                  Oraz (przyznam się) na pokonanie mojej "pewnej nieśmiałości". :)
                  Za to tańce solo - kobiece, ekspresyjne, zmysłowe i tak dalej bardzo do mnie
                  przemawiają. :)
                  Pozdrawiam!
                  • teklat Re: Konkluzja? 05.06.08, 11:19
                    O ile dobrze pamiętam - jesteś z Warszawy chyba?
                    Znalazłam taki link dla Ciebie: www.flamenco.org.pl/
                    Tam w aktualnych ogłoszeniach jest taka fajna fiesta dla zachęty :)
                    Zachęcam, choć początki nauki flamenco są trudne. Za to potem ma się sporą
                    satysfakcję.
                    • ginestra Re: Konkluzja? 05.06.08, 11:41
                      Dziękuję Ci Teklat! :)))
                      Obejrzałam stronkę, poczytałam o historii tańca, obejrzałam zdjęcia, a nawet
                      filmik z nagraniem występu Los Bomberos. :)
                      Zajęcia w grupach początkujących zaczną się w październiku, a dojazd też mam
                      jednym tylko autobusem :) A więc wszystko sprzyja, myślę, że zapiszę się. :)
                      Powiem Ci, że jak oglądałam te zdjęcia przedstawiające taniec i te wirujące
                      czerwone spódnice i te obcasy, to serce mi podskoczyło z radości. Czy się nie
                      mylę, że Ty już długo tańczysz flamenco? :)
                      A fiesta na koniec czerwca brzmi naprawdę zachęcająco! :) Myślę, że się wybiorę.
                      Dziękuję i pozdrawiam!
                      • ginestra Re: Konkluzja? 05.06.08, 11:42
                        Ach, doczytałam się, że są też kursy wakacyjne! :))))
                        • teklat Re: Konkluzja? 05.06.08, 11:57
                          Próbuję, od dwóch i pół roku. Ciągle mam się za początkującą, i pewnie jeszcze
                          taki stan trochę potrwa. Ale - ja tam trafiłam w najgorszym momencie swojego
                          życia, miał to być rodzaj lekarstwa, odtrutki na moje niegdysiejsze problemy. I
                          był - ja się wtedy tak strasznie wkurzałam, ze mi nie idzie, że chwilami
                          rzeczywiście zapominałam o nich :).
                          Teraz już jest lepiej. I w życiu, i w tańcu :)
                          • ginestra Re: Konkluzja? 05.06.08, 13:06
                            Jak się cieszę, że już jest lepiej! :)
                            Życzę powodzenia dalej we wszystkich dziedzinach!
                            A taniec to naprawdę świetna terapia. Choć faktycznie czasem ma się nos na
                            kwintę jak coś nie wychodzi, znam to uczucie, chociaż od tak krótkiego czasu mam
                            z tańcem do czynienia. Ale warto się nie poddawać.
                            Zazdroszczę postępów we flamenco i wytrwałości :)))
                            Pozdrawiam!
              • melmire Re: Konkluzja? 04.06.08, 12:46
                Oh, znam ten bol. Tez wiele lat zylam w przekonaniu ze jestem kiepskim
                czlowiekiem, drugiego albo i trzeciego sortu, bo nie mam zadnej prestizowej i
                dajecej sie zademonstrowac osobom postronnym pasji.Ba, wlasciwie zadnej nie mam
                "takiej prawdziwej" (tzn.takiej ktora spoleczenstow rozpoznaje jako taka). No
                wiesz, nie jezdze konno, nie plywam pod zaglami, nie maluje itp. Brak mi tego co
                mam mama_Kotula, tego rodzaju zapalu ktory ciagnie cie w glab jakiego zajecia i
                sprawia ze chociazby tymczasowo realizujesz swoje zainteresowanie na maksa.
                Co gorsza, podobnie jest u mnie z relacjami miedzyludzkimi - mam sporo
                znajomych, wiekszosc raczej dalszych niz blizszych, ale nie mam przyjaciol.
                Jakos nie potrafie sie zainwestowac w glebsza relacje, taka obserwowana u innych
                osob fuzje typu co tydzien bedziemy gdzies wychodzic razem, bedziemy dzwonic
                regularnie, i tak zaplanujemy wakacje zeby razem pojechac.
                Mam za to male zainteresownia, ktore rozwijaja sie swoim tempem, RPG, fotografia
                bardzo amatorska, wspomniane malowanie figurynek (moze dzisiaj zaczne nowa, co
                od tygodnia zagruntowana stoi?), jazda na rowerze z celem i bez celu, te
                wszystkie "malo znaczace" zajecia bez ktorych bylabym gleboko nieszczesliwa.
                Tak samo ze znajomymi - niektorych widuje tylko na sesji RPG, nigdy u nich nie
                bylam, nie znam ich rodzin, nie wiem jakie jest ich ulubione danie i film, ale
                bardzo dobrze sie z nimi czuje i byloby mi zle gdyby ten mal 'nic nie znaczacy"
                kontakt sie urwal.
                • uccello fiś rytuał 04.06.08, 13:14
                  częścią rytualną związaną z szajbą, pasją, fisiem, zakręceniem,
                  hoplem, konikiem, manią, śrubą ,przyjemnostką zwaną też hobby jest
                  pojawienie się osoby która powie:


                  ......ale że też ci się tak chce......
                • ready4freddy Re: Konkluzja? 04.06.08, 20:17
                  zdecydowanie nie jestes ani drugiego, ani trzeciego sortu, bo.. tez tak mam :)
                  identycznie. znaczy juz nas sa dwie sztuki, a to cos znaczy :)
                • ginestra Re: Konkluzja? 05.06.08, 10:58
                  Melmire, każdy ma inną osobowość, jedni są bardziej ekstrawertyczni, a inni
                  mniej, ale myślę, że trzeba o sobie dobrze myśleć i dążyć do tego, żeby lubić
                  siebie takimi jakimi jesteśmy (choć to może brzmi jak banał, ale to jest - jak
                  mi się wydaje - odpowiedź na wiele spraw: im więcej wiemy o sobie samych, tym
                  bardziej akceptujemy siebie i tym większa nasza sympatia i otwartość wobec
                  innych ludzi; wtedy jest mniej lęku i jest łatwiej o takie głębsze relacje, o
                  jakich piszesz). Co do hobby, to z Twojego posta widać, że masz naprawdę sporo
                  zainteresowań i planów, by w sprzyjającej chwili coś miłego i cieszącego robić -
                  te chwile na pewno nadejdą. :)

                  A hobby zbliża ludzi, to prawda. Choćby i nasze forum - dzięki zaciekawienia
                  Jeżycjadą (miłości do Jeżycjady?) poznaliśmy się i rozmawiamy na forum, a także
                  niekiedy w realu na tych spotkaniach :)
                  Pozdrawiam!
              • trawiasta Re: Konkluzja? 04.06.08, 13:46
                > Jednakże nie mogłabym chyba powiedzieć "interesuję się modą", bo łatwo byłoby to
                > zweryfikować osobom, które się na modzie znają "tak naprawdę" i wyszłoby na to,
                > że ja nie mam tej wiedzy co oni. Jednakże to zainteresowanie jest u mnie od
                > zawsze i nie mija.

                Hm, ale, Ginestro... a to jest jakis obowiązek znać się 'tak naprawdę'? I co
                właściwie znaczy 'naprawdę'? Czy jest jakaś komisja oceniająca, kto godzien
                jest, a kto nie posługiwać się określeniem 'znam się na tym'? Może jakieś
                certyfikaty, odnawiane co parę lat - i w przypadku niezdania odbiera się prawo
                do mówienia 'interesuję się tym'? ;-P Wybacz ironię, ale uważam, że to, co
                napisałaś... to takie niejako umniejszanie siebie; deprecjonowanie swoich
                zainteresowań. W tym przecież rzecz cała - hobby/zainteresowania to coś, co
                sprawia Tobie przyjemność. Owszem, ktoś może się temu dziwić, kręcić nosem,
                wywyższać się 'a co Ty tam wiesz', ale co z tego? Cokolwiek nie zrobisz/powiesz,
                i tak zawsze znajdzie się ktoś, kto to skrytykuje ;-) (swoją drogą, bawi mnie to
                zawsze - wszelka licytacja, kto jest bardziej zainteresowany i bardziej
                'zahobbiowany' ;-> 'a ja mam lustrzankę, a Ty tylko cyfrówkę; a poza tym
                skończyłem kurs fotograficzny; to co Ty możesz wiedzieć o zdjęciach, phi! Jak Ci
                wychodzą ładne, to ani chybi przez przypadek, a w ogóle nie liczy się, bo
                przecież się na tym nie znasz').
                Ja też, podobnie jak któraś/yś z przedpiśczyń/ców nie lubię ankiet z polem pt.
                hobby, bo jest to IMHO mało sensowne i tak naprawdę niewiele mówi o osobie.
                Chodzi mi o to, że hm, prawdziwa wiedza na temat czyichś zainteresowań bierze
                się ze znajomości tej osoby - a rzucenie np. enigmatycznym określeniem 'podróże'
                nie wyjaśnia niczego. Mam przyjaciółkę, której hobby są podróże - ma ogromną
                wiedzę o geografii i kulturze wielu (także i bardzo egzotycznych) krajów;
                podróżuje zaś póki co po Polsce, a i to z rzadka, bo finanse jej na to póki co
                nie pozwalają. Czy jest gorsza od kogoś, kto w tych egzotycznych krajach był,
                ale nie wie o nich tyle, co ona? A może jest lepsza, bo wie więcej? Bez sensu
                wartościowanie. A ile osób poczuwa się niejako do winy, bo nie potrafi opisać
                tego, co lubi robić, za pomocą kilku pojedynczych słów. Swoją drogą, ciekawam,
                jakie wrażenie wywołałoby na potencjalnym rekrutującym umieszczenie w CV w polu
                'zainteresowania': 'czytanie i pisanie na forach' :-P
                • jottka Re: Konkluzja? 04.06.08, 13:59
                  trawiasta napisała:

                  > Swoją drogą, ciekawam, jakie wrażenie wywołałoby na potencjalnym rekrutującym
                  umieszczenie w CV w polu 'zainteresowania': 'czytanie i pisanie na forach' :-P


                  jakbym była szefem komisji rekrutacyjnej do firmy marketingowej albo wywiadowni
                  gospodarczej, to bym sie nad wyraz zainteresowała kandydatką:)
                  • croyance Re: Konkluzja? 05.06.08, 11:57
                    Ja sobie kiedys wpisalam w cv 'znajomosc usenetu' :-DDD
                • ginestra Re: Konkluzja? 05.06.08, 14:18
                  Trawiasto, chciałam już wcześniej Ci odpisać. Masz rację, hobby powinno być
                  czymś "tylko dla nas", jeśli nam sprawia przyjemność, bez przejmowania się tym,
                  co myślą inni (coś jak "śpiewać każdy może, jeden lepiej, drugi gorzej").
                  Dzięki, że zwróciłaś na to uwagę. Czasem o tym zapominam. Jest jednak takie
                  wyobrażenie, chyba dość powszechne (i mające też swoją logikę), że jak ktoś
                  mówi, że coś lubi, to myślimy, że się na tym zna, może nawet lepiej niż inni, i
                  że można go pytać o to ze szczegółami. Z tą modą u mnie to jest tak, że naprawdę
                  pociąga mnie temat ubierania się, dobierania kolorów i dodatków, biżuterii,
                  lubię patrzeć na zdjęcia mody (raczej takiej "przystępnej", a nie tyle z
                  wybiegów, choć z wybiegów też, jeśli w pisemkach) oraz na fotografie tych
                  różnych drobiazgów, butów i błyskotek, rozmawiać i czytać o tym, a także oglądać
                  te rzeczy w naturze, tudzież kupować (jeśli jakoś mam lepszy dzień i wybieranie
                  tych ubrań jest łatwiejsze, bo czasem jest to dla mnie pewien stres). Ale jest
                  "i to i to" - czyli i to zainteresowanie i nieśmiałość wobec tej dziedziny, z
                  której bierze się potrzeba radzenia się innych. Myślę, że jestem dość wdzięczną
                  klientką, bo bardzo często zanim coś kupię w sklepie z ubraniami, to radzę się
                  tych miłych dziewczyn, które tam pracują i one mi wiele rzeczy podpowiadają i są
                  zazwyczaj bardzo zadowolone z tego, że mogą doradzić i ja też jestem zadowolona.
                  Mam zazwyczaj wrażenie, że mówią mi rzeczy bardzo cenne i odkrywcze, na które
                  bym sama nie wpadła. Mam takie poczucie, że jestem osobą "poszukującą" i gdybym
                  powiedziała głośno, że interesuję się modą, to ktoś mógłby pomyśleć, że ode mnie
                  mogą się wielu rzeczy dowiedzieć, i że mogłabym im fachowo coś doradzić, gdy
                  tymczasem trochę się czuję w tej kwestii za mało kompetentna. Mam wrażenie, że
                  do tego potrzebny jest jakiś artystyczny talent albo dorastanie w warunkach,
                  gdzie zabawa z modą i podkreślanie kobiecości jest chlebem powszednim (co jednak
                  nie było za bardzo moim udziałem), no i mam poczucie tych braków. Ale
                  bezsprzecznie mam też wielką potrzebę dowiadywania się o modzie i "zanurzania
                  się" w tej dziedzinie.
                  Może nadejdzie czas, że będę miała w tym większą pewność siebie i szafę, w
                  której jest sporo wszystkiego i wtedy łatwiej będzie komponować rożne wersje
                  strojów, na różne okazje i mieć z tego frajdę. :) Na razie moja garderoba jest
                  dość skromna, ale mam nadzieję, że uda mi się ją stopniowo jakoś ładnie rozbudować.
                  Zawsze zazdrościłam kobietom, które potrafią coś wypatrzyć, dobrać, nawet
                  niedużym kosztem i zawsze pięknie i kobieco wyglądać. Zauważam od wielu, wielu
                  lat, że fryzjerki i kosmetyczki coś takiego w sobie mają - i w PRL-u tak było i
                  w "nowych czasach", czyli stan portfela oraz rynku ma drugorzędne tu znaczenie,
                  bo one po prostu mają ten "zmysł". To mi bardzo imponuje. :)
                  Ale nie tracąc optymizmu nie ustaję w poszukiwaniach tego czegoś w sobie, bo
                  wierzę, że to mam, tylko musi jakoś bardziej przemówić. :)
                  Pozdrawiam!
                  • kaliope3 Re: Ignacy jednak miał hobby 06.06.08, 17:44
                    Jednak miał-nie pamiętacie?Toż na fletni Pana subtelnie akompaniował Natalii-"od
                    lat grywał potajemnie na tym szlachetnym instrumencie o bardzo starożytnym
                    rodowodzie,lecz kunszt swój ujawniał tylko przy wyjątkowych okazjach,proszony
                    długo i cierpliwie."
                    • idomeneo Re: Ignacy jednak miał hobby 06.06.08, 18:18
                      ach pięknie! i wizualnie też się dobrze komponuje Ignacy w roli muzykalnego
                      satyra. Ciekawość tylko bierze, gdzie też on mógł potajemnie ćwiczyć grę, wszak
                      nie w domu pełnym ludzi ni tym bardziej w bibliotece Raczyńskich.
                      • anutek115 Re: Ignacy jednak miał hobby 06.06.08, 18:20
                        Jak to gdzie? Tam, gdzie Mila pisywała swoje wybitne sztuki :-))).
                        • ready4freddy Re: Ignacy jednak miał hobby 06.06.08, 19:19
                          chylkiem w wucecie? ale to by sie ruramy nieslo, to granie :) nie powiem, ale
                          muzykalny satyr bardzo mi tu pasuje :) co z kolei przypomina mi wiedzminowego
                          diabola.. ja bym mu na probe dal przygarsc kulkow zelaznych :DDD
                          • idomeneo Re: Ignacy jednak miał hobby 06.06.08, 19:56
                            gra w piszczałkę proste pieśni a faunowie skaczą leśni? zwłaszcza jak się nie
                            mogą doczekać swojej kolejki do łazienki?
                            • ready4freddy Re: Ignacy jednak miał hobby 06.06.08, 20:55
                              no! wyobraz sobie taka scene: przestepujesz z nogi na noge przed drzwiami
                              lazienki, a zza drzwi dochodzi oszalale solo na fletnie Pana, ktorej dzwieki
                              ponoc prowadzily do szalenstwa (nigdy tylko nie pamietam, czy tych, co graja,
                              czy tych, co sluchaja). dobrze, ze tam same poetyczne dusze, inaczej te drzwi co
                              tydzien by musieli wymieniac :D
                              • anutek115 Re: Ignacy jednak miał hobby 06.06.08, 21:09
                                ready4freddy napisał:

                                > no! wyobraz sobie taka scene: przestepujesz z nogi na noge przed drzwiami
                                > lazienki, a zza drzwi dochodzi oszalale solo na fletnie Pana, ktorej dzwieki
                                > ponoc prowadzily do szalenstwa (nigdy tylko nie pamietam, czy tych, co graja,
                                > czy tych, co sluchaja).

                                W sytuacji przez ciebie opisanej niewatpliwie tych, co słuchają :-).
                              • idomeneo Re: Ignacy jednak miał hobby 06.06.08, 21:25
                                na nic jednak skoki, protesty, a nawet i popadanie w obłęd - Ignacy bowiem z
                                pewnością zabił drzwi od wewnątrz deskami, by nikt mu nie przeszkodził w
                                muzycznej orgii
              • verte34 Re: Konkluzja? 05.06.08, 11:20
                Ależ mi się to spodobało: "bez skrupułów i w atmosferze
                takiego miłego rytuału oddawać się jakiemuś zajęciu". Ginestro, masz
                niesamowity talent ujmowania natury zjawisk, uroczo się przy tym
                wyrażając. Zauważam to nie po raz pierwszy:)
                • ginestra Re: Konkluzja? 05.06.08, 13:09
                  Miło mi, dziękuję Ci bardzo (i rumienię się z zakłopotaniem acz z wielkim
                  zadowoleniem). :) To formułowanie tak nieświadomie wychodzi. Ale pracuję też nad
                  zwięzłością wypowiedzi, a z tym już trochę gorzej. ;)
            • kanga_roo Re: Konkluzja? 04.06.08, 11:43
              trochę tych pasji jednak było i jest: Cesia (medycyna), Anielka
              (teatr), Danusia (wiersze), Pawełek (panienki), Gaba (koszykówka),
              Ida i Kreska (rękodzieło :-), Kozio (kukiełki), Bernard
              (happeningi), Baltona (motor, kino, środowisko :-), Tunio
              (żeglarstwo), Tomcio (filozofia wschodu), Bella (róże), Przeszczep
              (kino), Mila (pisanie), Ignac (starożytność), Laura (śpiew), Wolfi
              (garbus, rower, muzyka), Trolla (śpiew), Józinek (piłka nożna).

              i łatwiejsze, moim zdaniem, zdefiniowanie pasji/hobby w młodości,
              kiedy "pracą" jest nauka w szkole, trudniej w dorosłym życiu, bo dla
              niektórych szczęśliwców (vide Aniela, Ignac, Baltona, Kozio) pasja
              staje się zawodem, inni zajmują się być może czymś nowym, ale już
              nie w tak rozszerzonym wymiarze czasu (jeśli np. Idusia rzeczywiście
              pracowała na dwóch etatach, plus prowadzenie domu - bo ktoś jednak
              prał u nich i sprzątał oraz zakupy robił - to rzeczywiście czasowo
              rzecz biorąc jej hobby mógł być tylko sen).
              moją pasją zawsze była ornitologia, i co z tego, mogę sobie obejrzeć
              bociany w necie, zauważę każdego żurawia, czaplę, czy ptaka
              drapieżnego w pobliżu (= za szybą kiedy jadę samochodem), słyszę,
              kiedy drą się bażanty lub żurawie i opowiadam dziecku o ptasich
              podróżach, ale na tym koniec. na rozlewiska u ujścia Warty wybieram
              się już czwarty rok, nie pamiętam ,kiedy miałam w ręku atlas,
              lornetkę czy aparat fotograficzny.

              myślę, że chodziło Wam przede wszystkim o Gabrielę, Pulpę, i Pyzę.
              opisywane jako barwne postaci, podpory rodzin i chodzące ideały
              (przynajmniej Gaba i Pyza), koncentrują się na życiu rodzinnym,
              gospodarstwie domowym i skrabelkach. ale może to też rodzaj hobby?
              • uccello Re: Konkluzja? 04.06.08, 13:33
                kanga_roo napisała:
                >moją pasją zawsze była ornitologia, i co z tego, mogę sobie
                >obejrzeć
                >bociany w necie, zauważę każdego żurawia, czaplę, czy ptaka
                >drapieżnego w pobliżu (= za szybą kiedy jadę samochodem), słyszę,
                >kiedy drą się bażanty lub żurawie i opowiadam dziecku o ptasich
                >podróżach, ale na tym koniec. na rozlewiska u ujścia Warty wybieram
                >się już czwarty rok, nie pamiętam ,kiedy miałam w ręku atlas,

                hi,hi mało kto z naszych gości wierzy, że dyżurna lornetka na
                parapecie służy do oglądania ptaków. Tak jakby widok sąsiada w
                domowych pieleszach był z zasady bardziej ekscytujący. Nic nie
                ujmując sąsiadom -jeśli chodzi o wytworność "upierzenia", nie mają
                przy ptakach najmniejszych szans.
                >lornetkę czy aparat fotograficzny.
                • papieska_kremowka Re: Konkluzja? 09.06.08, 06:54
                  Ja mam w hobbystycznym cv rymcymcerstwo (ze szczególnym naciskiem na domaganie się nieustannych treningów szermierki, co doprowadzało kolegów do szewskiej pasji); za Chiny nie potrafię sobie zwizualizować żadnej jeżycjadowej postaci latającej w blachach i tłukącej się przy użyciu różnego żelastwa, zwłaszcza, jeśli o niewieście mowa. Ciekawam, co na to rzekłby Ignac.

                  A te znaczki przebrzydłe pamiętam, padłam w dzieciństwie ofiarą ich słabnącej już popularności. Znaczy babcia na każdą okazję namiętnie kupowała mi znaczki, niezależnie, czy chciałam lalkę, książkę czy kieckę, kupowała te upiorne papierki i prawiła mi długo a uparcie, że jest to najpewniejsza inwestycja w moją przyszłość. Kilkoro moich znajomych również dostawało znaczki, bowiem ofiarodawcy wierzyli, że w przyszłości ich cena wściekle wzrośnie i o ile wiem, była to bardzo popularna spekulacja. Chyba nie życzyłabym Borejkównom takiego, ekhm, hobby podyktowanego względami prozaicznymi niczym kanapka z pasztetową ;)
                  Klaser do dziś mam, wypchany po brzegi. Mogłabym go opchnąć, ale chyba by mi serce pękło.
                  • anutek115 Re: Konkluzja? 09.06.08, 09:40
                    Mam wrażeni, że tak jest ze znaczkami - jak ktoś już się przemoże, ulegnie
                    rodzinie i zacznie zbierać, to nawet jakby istotnie posiadał w zbiorach
                    egzemlarze warte kupę forsy, to i tak ich nie sprzeda, bo albo jest już
                    uzależniony, albo mu sentyment nie pozwala. I nadal pozostaje tak samo biedny
                    jak na początku :-).
                    Papieska_kremówko, ja bym Józinka chyba widziała zakutego w blachy i tłukacego
                    się żelastwem, jak to wdzięcznie ujęłaś. A ty od dawna się tym parasz? Rzuc
                    namiary na parę fajnych imprez rycerskich (bierzesz w nich udział?) - ja pasjami
                    kocham je ogladać i własnie jestesmy z rodziną na etapie robienia planów
                    zwizytowania kilku... no, chyba, że biegasz w żelastwie za granicami naszego
                    pięknego kraju :-).
                    • papieska_kremowka Re: Konkluzja? 09.06.08, 12:16
                      Ooo, Józinek! Nie pomyślałam o nim. Rzeczywiście całkiem nieźle się nadaje.
                      Ja natmomiast chwilowo w żelastwie nie biegam, ale imprez jest w Polsce masa, Grunwald zwłaszcza (ale tam trzeba uważać, żeby się nie naciąć, bo komercha coraz większa). Nie wiem, jaki rejon cię interesuje, ale na www.bagrit.pl/ znajdziesz całkiem porządne kalendarium :)
                      • idomeneo Re: Konkluzja? 09.06.08, 18:31
                        hm, ja widzę oczami duszy sporo jeżycjadowych postaci z bronią białą - Bella na
                        przykład tez mi pasuje do klubu rycerskiego, podobnie jak młoda Gaba. Chociaż
                        ona to może bardziej z szablą polską, jak Baśka Wołodyjowska, one są chyba w
                        podobnie rezolutny sposób dzielne.

                        Do Belli, mimo jej karate, nie pasuje mi katana, ale już Dambo mógłby moim
                        zdaniem spokojnie trenować iaido. A Julia - jakiś floret albo szpadę? Aniella
                        mogłaby zaś nosić za pazuchą wenecki sztylet na niechcianych adoratorów.
                        • onion68 Re: Konkluzja? 09.06.08, 19:07
                          Aniella
                          > mogłaby zaś nosić za pazuchą wenecki sztylet na niechcianych adoratorów.

                          Lub opornych ;-) Coby ich niewolić.
                          • idomeneo Re: Konkluzja? 09.06.08, 19:38
                            jeśli broń niekoniecznie musi być biała, to dopiero można popuścić wodze
                            fantazji. Na przykład: młody Pyziak z rapierem. Pulpa z naginatą (utrzyma
                            przeciwnika na dłuższy dystans). Jacek Lelujka z bastardem albo z morgensternem.
                            Mila Borejko z sai - obroni domowe ognisko, a i w razie potrzeby w sałatce
                            pomiesza. Żaczek, który mimo szlafroczka wyglądał jak Dżyngis Chan - z małym
                            łukiem. Robrojek i Bernard z toporami bojowymi i mahakamską pieśnią bojową na
                            ustach (a Bernard godnie wskrzesza literacką tradycję żołnierza-samochwała).
                            • ready4freddy Re: Konkluzja? 09.06.08, 22:14
                              tym Robrojkiem z toporem i manahamska piesnia toscie mnie, pani, ujeli za serce :)
          • yowah76 Re: Konkluzja? 09.06.08, 19:27
            Znaczy, nabzdyczenie i patrzenie na innych z gory idzie w rodzinie...
    • jessy3 Re: Hobby - brak? 04.06.08, 11:50
      verte34 napisała:

      > O czytaniu nie wspominam, bo to czynność fizjologiczna (jak ktoś
      > mnie uświadomił gdzie indziej:))

      Ha! Genialne! :)
      • tygrys2112 Re: Hobby - brak? 04.06.08, 17:15
        u Borejków może i tak :)

        w Polsce zastanawia mnie jedno... nie wiem, czy tak jest w innych
        krajach, ale u nas _wypada_/_trzeba_ czytać i wspominać to jako
        jedno z głównych zainteresowań, bo jeśli nie, to jest się
        (przepraszam za wyrażenie) niewykształconym chamem i ignorantem :)
        Zawsze czułam się przez to jak jakaś czarna owca, bo nieliczne
        książki sprawiają mi naprawdę przyjemność (było parę takich, ale nie
        jestem fanatykiem czytania; myślę, że wynika to z tego, że myślę
        obrazami nie słowami). Nie mówię, że nie jest to czynność
        rozwijająca, na pewno jest i to bardzo. Tylko uważam, że u nas
        czytanie jest często pewnego rodzaju snobizmem.
        • ready4freddy Re: Hobby - brak? 04.06.08, 20:56
          jak w innych krajach ogolnie to nie wiem, ale poniewaz pare razy zdarzylo mi sie
          brac udzial w miedzynarodowych spedach, gdzie wlasnie takie "przedstawmy sie"
          mialo miejsce, to powiem, ze jest to rzecz miedzynarodowa. wszyscy "lubia
          czytac". tzn. wymieniaja to jako hobby. w koncu bez sprecyzowania ilosci
          spektrum jest naprawde szerokie. ktos moze co wieczor czytac sobie jeden
          aforyzm, werset lub limeryk z opaslego tomiszcza, ktore starczy mu na lat kilka,
          a ktos moze co tenze wieczor pochlaniac kolejna powiesc z gatunku pulp. i co?
          oba lubia czytac, nie da sie ukryc :)
          • tygrys2112 Re: Hobby - brak? 04.06.08, 22:16
            masz rację, tylko tego pierwszego Tata Borejko wygoniłby już za
            drzwi ;)
            • ready4freddy Re: Hobby - brak? 04.06.08, 22:25
              sam juz nie wiem, kogo by wywalil - czytelnika "po jednej mysli Seneki
              dziennie", czy namietnego pozeracza kryminalow? ;) pewnie obu, na wszelki
              wypadek. a potem jeszcze by to tlumaczyl jako "Salomonowa decyzje". nie znosze
              dziadygi, nie znosze..:)
              • verte34 Re: Hobby - brak? 05.06.08, 11:24
                O przepraszam:) Zdziwaczał, zwłaszcza ostatnio, być może nawet
                zwariował, ale jest __słodki__. Ma swoisty, dla mnie nieodparty,
                urok. Wszystko jest względne, ech...
                • ready4freddy Re: Hobby - brak? 05.06.08, 12:13
                  kiedys byl sympatyczniejszy, fakt. dawno, dawno temu :) masz racje, wszystko
                  jest wzgledne :)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja