Dodaj do ulubionych

Po suchych trupkach iluzyjnych begonii.

01.07.08, 09:53
Pamiętacie słynny zeszyt Danki z poematem "Alienacja"? Pewnie, że pamiętacie.
Obecnie nastolatki rozpierane szałem twórczym nie zakładają tajnych
zeszycików. Nie. Zakładają różowiutkie, słitaśne blogaski (ewentualnie
mhroczne, gothyckie bloghi), za pomocą których docierają do znacznie szerszego
kręgu odbiorców. A przy okazji nie ryzykują, że ktoś im nasmaruje bitwę na
czołgi na samym środku poematu.

Natomiast sama twórczość jest równie wstrząsająca, co poemat Danki.

Od pewnego czasu mam takie hobby: buszuję po blogach w poszukiwaniu różnego
rodzaju "kfiatków" (najchętniej iluzyjnych begonii). Chętnie się z Wami podzielę.

Na początek: poetka i piosenkarka. Chwilowo na szczęście bez zespołu.

>A teraz piosenka :)

1.Przeszłość nie powróci,
wraz z naszymi wspomnieniami,
Chociaż czasem mamy nadzieje,
I staje się naszymi marzeniami.

Ref. Przeszłość nie powróci
Nigdy w życiu
Lecz wspomnienia powracają,
Nawet nałóg-alkocholu piciu...

2.Lecz czasem wsomnienia powracają,
Lecz tylko te złe i najgorsze,
Czasem się wnich gubimy,
I żeby ich nie było nie wystarczy słowo "prosze"

Ref. Przeszłość nie powróci
Nigdy w życiu
Lecz wspomnienia powracają,
Nawet nałóg-alkocholu piciu...

Najgorsze są nałogi;
Narkotyki i Alkochol,
Piapierosy nie są też najlepsze...
Powracają wspomnienia i trwogi...

Ref. Przeszłość nie powróci
Nigdy w życiu
Lecz wspomnienia powracają,
Nawet nałóg-alkocholu piciu... <
Obserwuj wątek
    • ginestra Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 01.07.08, 10:27
      Meduzo,
      bardzo podobają mi się Twoje zainteresowania i przypomnienie twórczości Danusi :).
      Chyba jak świat światem młode osoby (ze wskazaniem na dziewczyny) z zapałem
      przekuwają swoje uczucia na wiersze. I to jest fajne. Potem, mając już dystans
      do siebie na ich wspomnienie lub czytając je, mogą się uśmiechnąć, ale myślę, że
      może ich też uderzyć na nowo trafność tych wierszy.

      W tym przytoczonym wierszu wprawdzie ortografia i gramatyka kuleją, ale jak dla
      mnie wiersz jest przejmująco prawdziwy. Czytając miałam wrażenie, że autorka
      wyraża dokładnie to co czuję ja, słowo w słowo - w głównym temacie wspomnień
      zwłaszcza. Wersy o nałogach też bym wzięła jak najbardziej do siebie gdyby były
      w przenośni i sugerowały, że od wspomnień oraz pragnień urzeczywistnienia tego,
      co było w nich dobre trudno się uwolnić, tak jak tru
      • ginestra Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 01.07.08, 10:33
        CD poprzedniego postu - z przeklejonym kawałkiem (bo mi się niechcący wysłało w
        trakcie).

        A zatem:
        W tym przytoczonym wierszu wprawdzie ortografia i gramatyka kuleją, ale jak dla
        > mnie wiersz jest przejmująco prawdziwy. Czytając miałam wrażenie, że autorka
        > wyraża dokładnie to, co czuję ja, słowo w słowo - w głównym temacie wspomnień
        > zwłaszcza. Wersy o nałogach też bym wzięła jak najbardziej do siebie gdyby były
        > w przenośni i sugerowały, że od wspomnień oraz pragnień urzeczywistnienia tego,
        > co było w nich dobre trudno się uwolnić, tak jak trudno się uwolnić od nałogu.

        Co do samych nałogów też się zgadzam. Mam tylko nadzieję, że autorka nie
        doświadczyła ich w dosłownym sensie.
        Niesamowicie trafny ten wiersz jak dla mnie. Gdybym umiała pisać wiersze, może
        by to pomogło na wiele spraw. Mam nadzieję, że tym młodym osobom (i nie tylko
        młodym) to pomaga.
        Pozdrawiam Was!

        • anutek115 Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 01.07.08, 10:45
          Witaj, Ginestro, tęskniliśmy tu za tobą :-)!

          W utworze powyższym, tuszę, ortografia oryginału zachowana ;-)? Ale mimo
          ortografii, jak dla mnie, utwór nie odbiega zanadto od tego, co - chcąc nie
          chcąc - musimy wysłuchiwać w radiu oraz w centrach handlowych ;-). Gdzies
          czytałam postulat, by autora słów "Więc nie martw się, usmiechnij się" (i tak
          dalej, pieśń naszej nieocenionej yntelektualystky Dody, gdyby jakiś szczęściarz
          do tej pory nie kojarzył) rozstrzelać o świcie dla przykładu, ale jako że nie
          rozstrzelano jak dotąd, utwór krąży i stanowi przykłasd do nasladowania i
          inspirację...

          Ja bym chyba nie miała siły przedzierać się przez te trupki iluzyjnych begonii,
          Meduzo :-).
          • meduza7 Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 01.07.08, 10:59
            Wierszyk został zamieszczony metodą kopiuj-wklej.
            Ginestro: większość tych nastoletnich wierszy zawiera jakieś przemyślenia
            autorek, jakieś ich może bolesne doświadczenia, ale... są zwykle pisane w tak
            koszmarny sposób, pełen błędów ortograficznych i gramatycznych, banału,
            kopiowania z "twórczości" Dody i innych "yntelektualistek", że zamierzam kpić z
            nich bezlitośnie. Każdy przeżywał jakieś nastoletnie dramaty, ale na litość
            boską, nie każdy dawał im wyraz w tak niechlujnej formie.
            Zresztą, coby nie budzić kontrowersji, mogę poszukać fragmentów "opek"
            (opowiadań), w których autoreczki wyżywają się na ulubionych piosenkarzach bądź
            bohaterach filmów. Też ciekawa lektura.
            • anutek115 Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 01.07.08, 11:10
              meduza7 napisała:

              > Wierszyk został zamieszczony metodą kopiuj-wklej.

              O Boże, taką miałam nadzieje, zbyt traszne byłoby podejrzenie, że się
              przedzierałas przez tę tfórczość pukając w klawiaturę ;-)!!!!

              > Każdy przeżywał jakieś nastoletnie dramaty, ale na litość
              > boską, nie każdy dawał im wyraz w tak niechlujnej formie.

              A jesli nawet, to nie było wtedy blogów. Na szczęście. Po latach pamiętniczki z
              wiekopomnymi utworami sie paliło/wyrzucało/ chowało z zażenowaniem przed
              rodziną, i już. Zreszta, nazwijcie mnie staroświecką, ale mam takie nieodparte
              wrażenie, ze pamiętniki z wewnętrznymi przemysleniami sa czymś tak bardzo
              osobistym, że nie powinno się ich upowszechniać, za moich czasów chowało się je
              w tajemnym miejscu, żeby ludzkie oko na nich nie spoczęło... a tu proszę, pełna
              jawność :-/.
            • ginestra Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 01.07.08, 11:16
              Dzięki dziewczyny za miłe powitanie :)
              Ja miałam parę dni temu awarię komputera, padł mi dysk i teraz mam nowy i pomału
              wszystko jest instalowane, ale nie za bardzo jeszcze działa. Pisanie postów jest
              trochę utrudnione, bo od wczoraj wieczora, po nowej instalacji, równolegle
              działa touchpad i mysz - a touchpada nie umiem wyłączyć. Kiedy piszę i ręka
              niechcący dotknie touchpada, to dzieją się straszne rzeczy - tekst przeskakuje
              albo znika albo coś się wysyła :) Ale pomoc fachowa przyjdzie też dzisiaj, a
              więc mam nadzieję, że wszystko pomału wróci do normy.

              Co do wiersza, to ja też bardzo się zżymam na teksty Dody (pełne zwłaszcza
              błędów logicznych!) czy Patrycji Markowskiej czy na inne okropne popisy
              grafomanii i zdumiewającego przy tym samozadowolenia ich autorów/ wykonawców. Ja
              zazwyczaj bardzo nawet gwałtownie wtedy reaguję, niestety, bo trudno mi o
              tolerancję takich zjawisk.
              Wiem też, że twórczość takich młodziutkich poetek w typie Danusi czasem jest
              naprawdę zabawna i tak przekombinowana, że budzi i konsternację i podziw zarazem
              i świetnie się ją czyta.

              A ten konkretny wiersz po prostu uderzył mnie swoją trafnością i lapidarnością.
              Zauważcie, że tam nie ma wyszukanych metafor i obrazów - wiersz po prostu wyraża
              wprost stan ducha osoby piszącej (i także mój, tak się składa).

              Twórczość takich młodych autorek jest cudna i też proszę o jeszcze. :)
              Pozdrawiam!
              • meduza7 Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 01.07.08, 11:23
                Wułala.

                Każdy przeżył raz samotność,
                Choć się nie przyznaje,
                Stracił bliskiego alboz dziewczyną rozstanie.
                Bul i cierpienie to jest niezrozumienie,
                dlaczego ludzie muszą cierpieć,
                To jest nieporozumienie.
                Psychologia jest skręcona a w głowie głośny szmer
                Zawsze pozostje bol i cierpienie.
                Ludzie mają wstręd do Samotności,
                i uczucia do miłości.
                Lecz zawsze ból przeszkodzi,
                tzra wziąśc się w garść i ból ci nie przeszkodzi,
                Nie wybierajcie śmierci,
                bo to złe rozwiązanie,
                choć to jest trudne ,
                zapomnienie zostaje...
                  • mamapodziomka Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 01.07.08, 11:46
                    Nie no, poezja wysokiej klasy jakby nie patrzyl...

                    I niby skoro wystawiona na widok publiczny, to komentowac mozna do woli, ale
                    jakos mi jednak nieswojo naigrawac sie do wypeku, bo kurcze w czasach, w ktorych
                    wiekszosc nastolatkow pisaniem i czytaniem sie nie hanbi, jakos tak
                    sympatycznie, ze czesci chce sie mimo wszystko. A przed czasami Internetu tez u
                    nas krazyly zeszyty z "Tfurczoscia" klasy zapewne podobnej ;)

                    A potem jakos tak wszyscy poprzestawali i jednak mi szkoda, bo moze z ktoregos
                    wylegloby sie cos calkiem niezlego?? Niechby i nawet niezle fan-fiction to bylo...
                    • dakota77 Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 01.07.08, 11:59
                      mamapodziomka napisała:


                      >
                      > A potem jakos tak wszyscy poprzestawali i jednak mi szkoda, bo moze z ktoregos
                      > wylegloby sie cos calkiem niezlego?? Niechby i nawet niezle fan-fiction to bylo


                      Ni nie wszyscy przestali, przeciez obecni mlodzi pisarze na pewno zaczynali od
                      mlodzienczej tworczosci. A sadzac po ogromnej ilosci prac publikowanych na
                      www.fanfiction.net mlodziez wciaz jest dosc produktywna, niektorzy pisza nawet
                      niezle:-)
                    • szprota Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 10.07.08, 01:14
                      To mi przypomina moje straszliwe "Opowiastki spod ciemnej gwiazdki" (sic!) -
                      poziomem nie odstawały od cytowanej wyżej twórczości, a jak zawzięcie krążyły
                      wśród damskiej części klasy!
                      (przywołuję je, bo z MamąPodziomką chodziłyśmy razem do klasy w tych właśnie
                      czasach i zdaje się, że nawet ją zmuszałam do czytania tych dzieł)

                      Z nieco innej beczki: po którejś ŁóPcie (Łódzki Przegląd Teatrów Amatorskich)
                      jeden z jakichś Ważniejszych Jurorów, uciąwszy sobie smakowitą drzemkę na
                      spektaklu przecknął się z niej, popatrzył, posłuchał i skomentował: -Cóż...
                      dobrze, że nie piją.

                      No więc ja sobie mam podobne podejście do tej twórczości. Można kpić, że ten czy
                      ów rozemocjonowany nastolatek wystawia swe pierwociny na widok publiczny,
                      zapewne samemu popadłszy w bałwochwalczy zachwyt nad własną twórczością. "Za
                      naszych czasów" chomikowało się toto w szufladzie i dawało najwyżej koleżanciom
                      do przeczytania, którym oczywiście nie wypadało nic innego, jak również popaść w
                      rzeczony zachwyt. Ale, szkruca bania, jak się ma takie młode stworzenie, nie
                      umiejące jeszcze krytycznie wejrzeć w literaturę nauczyć pisać inaczej niż -
                      pisząc? (czytanie, oczywiście, pomaga, ale po mojemu, jak ktoś się bierze za
                      pisanie, choćby i tak wątpliwego wdzięku poezyj, to dlatego, że zbrzydła mu już
                      bierna rola czytelnika i sam chce świat zadziwić). Otóż właśnie niech pisze.
                      Niech się zachwyca Dodą, tak jak ja się zachwycałam Roxette. A nuż albo z niego
                      coś wyrośnie, albo on sam z tego.
              • tygrys2112 Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 01.07.08, 17:33
                Jeśli jeszcze chodzi o teksty muzyczne, to wydaje mi się, że z
                pewnością niewiele tekstów jest tak naprawdę dobrych. Bardzo podoba
                mi się część tekstów Anity Lipnickiej. Potrafi pisać bardzo
                poetycko. Z innych niektóre Roxette, chociaż raczej te starsze,
                teksty Osieckiej, Maleńczuka, Kultu, Roberta Planta itp. No i jest
                przecież cała rzesza artystów których klasyfikuje się jako
                wykonawców muzyki poetyckiej. Również niektóre hiphopowe np. Mezo
                albo Fisz. W hip hopie zresztą właściwie trudno mówić o muzyce jako
                takiej. To raczej pewnego rodzaju wypowiedź i tu tekst odgrywa
                zasadniczą rolę.
                Myślę, że poziom tekstów w muzyce rozrywkowej jest dlatego taki jaki
                jest, bo w obecnych czasach 'ambitni' artyści chcą pisać teksty
                samodzielnie, nie bacząc na to, czy są do tego stworzeni... Maryla
                Rodowicz miała przez całe lata znakomite piosenki, ale jej sukces
                był przecież sukcesem wielu osób, bo często pisali dla niej Osiecka
                itp., a muzykę np. Krajewski, Gaertner.
                W zasadzie piosenki trudno odbierać jako tekst wyłącznie. Myślę, że
                to jest pewna całość. Ostatnio mam nawrót fascynacji Roxette i widzę
                wyraźnie, że na dobrą piosenkę składać się może wszystko - zarówno
                tekst, muzyka, rytm i teledysk.
                Są piosenki ktore mają dobry tekst i to jest ich główny atut. Są
                takie, gdzie ważniejsza jest melodia, a są takie które mają np rytm.
                (W wideoklipie poniżej np. najciekawszy jest teledysk, a piosenka
                jest do niego niejako komentarzem.
                www.youtube.com/watch?v=pceETSj-Mq0)
                I mogą też łączyć ewszystko. Myślę, że to wszystko zależy od tego,
                czego ktoś szuka w muzyce.
                • ready4freddy Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 01.07.08, 18:52
                  Tygrysie, Mezo, a raczej Mezio ;) to hiphopolo, a teksty... nie chce tu flame
                  war, ale polecam Ci raczej duet Lona/Webber (Webber to producent, Lona to MC). z
                  nowosci jeszcze Tymon&Magierski "Oddycham smogiem". celowo nie polecam ci
                  OSTRego, bo "za duzo przeklina" (i dlatego mia kochana mamma slucha tylko wersji
                  instrumentalnej "ja tu tylko sprzatam" :)

                  Roxette? teksty sa milusie i romantyczne, ale dobre? hmmm.. chyba tak :) ja
                  uwielbiam "Small talk" :)


                  a, jeszcze, jeszcze... w hh mozna i trzeba mowic o muzyce jako takiej. tylko
                  trzeba dobrze sluchac :)
                  • tygrys2112 Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 01.07.08, 19:35
                    > Tygrysie, Mezo, a raczej Mezio ;) to hiphopolo, a teksty... nie
                    chce tu flame
                    > war, ale polecam Ci raczej duet Lona/Webber (Webber to producent,
                    Lona to MC).
                    > z

                    wlaśnie sobie włączyłam Łona Webber. Zaraz Ci powiem jakie
                    wrażenia :)
                    Co do Mezio może hiphopolo, ale podoba mi się parę piosenek. :)

                    > a, jeszcze, jeszcze... w hh mozna i trzeba mowic o muzyce jako
                    takiej. tylko
                    > trzeba dobrze sluchac :)
                    Może, ale w hiphopie nie wyczuwam w niektórych 'piosenkach' (?)
                    melodii, a dla mnie muzyka musi mieć jakąś melodię. :) W każdym
                    razie dziedzina sztuki - owszem ;)
                    • ready4freddy Re: Po suchych samplach iluzyjnych breakow 01.07.08, 21:44
                      melodii jako takiej nie ma, to prawda. jest rytm i harmonie, ale nie melodia.
                      najwyzej urywki. jesli posluchasz, dajmy na to, skladanki "sugar hill box set",
                      na ktorej kazdy utwor jest starszy od Ciebie, zauwazysz, ze to zdecydowanie jest
                      muzyka. dawno, dawno temu z pierwotnego beatu ewoluowaly rozne gatunki muzyki,
                      ktore dzisiaj maja sie do siebie troche jak kangur do tukana, tzn. oba sa
                      sympatyczne i egzotyczne :) dzisiejsi "fani", rozumiejacy tyle, ile im wcisna
                      wielkie wytwornie, tocza boje "na forumach" o to, ze techno to kiszka, a hiphop
                      jest the best, albo odwrotnie. i obsmieja sie jak norki, kiedy im powiesz, ze to
                      dwie strony tego samego medalu. a jednak :) po prostu w pewnym momencie
                      (poczatek lat 80tych) pojawily sie bardziej mechaniczno-elektroniczne dzwieki,
                      gdzie syntezator zastapil fragmenty funkowych utworow, czyli sample. i tak
                      powstalo electro, ktore na etapie techno-hop jeszcze skojarzysz z hh, ale
                      produkcje direct beat juz niekoniecznie.

                      ja tak moge dlugo nudzic, wiec niech mi sie ktos kaze zamknac :)
                      ale, ale: ja wiem, co Ci sie spodoba (moze :) Fun Lovin' Criminals znasz,
                      Tygrysie? :) no to poznaj. koniecznie!
                      • tygrys2112 Re: Po suchych samplach iluzyjnych breakow 01.07.08, 23:05
                        > dawno, dawno temu z pierwotnego beatu ewoluowaly rozne gatunki
                        muzyki,
                        > ktore dzisiaj maja sie do siebie troche jak kangur do tukana, tzn.
                        > oba sa sympatyczne i egzotyczne :) dzisiejsi "fani", rozumiejacy
                        > tyle, ile im wcisna wielkie wytwornie, tocza boje "na forumach" o
                        > to, ze techno to kiszka, a hiphop jest the best, albo odwrotnie. i
                        > obsmieja sie jak norki, kiedy im powiesz, ze to dwie strony tego
                        > samego medalu. a jednak :) po prostu w pewnym momencie (poczatek
                        > lat 80tych) pojawily sie bardziej mechaniczno-elektroniczne
                        > dzwieki, gdzie syntezator zastapil fragmenty funkowych utworow,
                        > czyli sample. i tak powstalo electro, ktore na etapie techno-hop
                        > jeszcze skojarzysz z hh, ale produkcje direct beat juz
                        niekoniecznie.

                        początki techno i rozwój soulu w różne strony mniej więcej pamiętam,
                        to było jakoś na przełomie lat 80/90, bo wtedy kupiliśmy telewizor
                        kolorowy Neptun :D. Nagle mieliśmy MTV :D. To była frajda dla
                        dzieciaków :D

                        KLF (melodyczne techno): www.youtube.com/watch?v=_hnYKTys8rU
                        Soul II Soul: www.youtube.com/watch?
                        v=L8MGc8hzTsA&feature=related
                        Snap (jedna z ciekawszych grup wówczas):
                        www.youtube.com/watch?v=n1sZLSO9va0&feature=related coś
                        między obecnym r'n'b, hip hopem, techno itp.
                        www.youtube.com/watch?v=5zAJWB43qIo&feature=related soul w
                        stronę obecnego r'n'b
                        Trzy następne już wyraźniej w stronę techno:
                        www.youtube.com/watch?v=kLcns2KHDTE&feature=related
                        www.youtube.com/watch?v=j5VqMR7Iwd4
                        (Tak na marginesie wokalistką w obu piosenkach jest Niki Haris,
                        która śpiewała w chórkach Madonny, można ją zobaczyć np. w tle
                        teledysku Vogue)
                        www.youtube.com/watch?v=m_5ChDbbaJ4&feature=related

                        Nadal jak słucham tych kawałków to mają coś w sobie.

                        W międzyczasie z muzyki elektronicznej pojawiły się Prodigy, U96, 2
                        Unlimited, Jam & Spoon itd. Przy czym 2 Unlimited i U96 jest dla
                        mnie już teraz niemal niesłuchalne

                        > ale: ja wiem, co Ci sie spodoba (moze :) Fun Lovin' Criminals
                        znasz,
                        > Tygrysie? :) no to poznaj. koniecznie!

                        A tak, to znam :) Bardzo lubię tę piosenkę:
                        www.youtube.com/watch?v=yJNklojfvKg
                        • ready4freddy po suchych samplach iluzyjnych beatow - offtpc 01.07.08, 23:49
                          "W międzyczasie z muzyki elektronicznej pojawiły się Prodigy, U96, 2
                          Unlimited, Jam & Spoon itd. Przy czym 2 Unlimited i U96 jest dla
                          mnie już teraz niemal niesłuchalne"

                          aaaaaa... gwaltowny zgrzyt noza po szkle wyrwal mnie z rozmarzenia (chociaz ten
                          Snap mnie wzruszyl, hihi :) nie, nie i jeszcze raz nie teutonskim wyrobnikom
                          konsolety :) wbrew temu, co twierdza dzieci oczytane w bravo, techno wymyslono w
                          USA, nie w Niemczech :)))

                          moze tak:
                          youtube.com/watch?v=oTDJAOIXIzo
                          i tak:
                          youtube.com/watch?v=0JpD5skqGOo
                          i jeszcze tak:
                          youtube.com/watch?v=cAry9bxzvzQ
                          a, jeszcze tak:
                          youtube.com/watch?v=pcVdg3aZjGE&feature=related
                          detroit motor city w pelnym wymiarze :)
                          • tygrys2112 Re: po suchych samplach iluzyjnych beatow - offtp 02.07.08, 00:04
                            Nie wyczytałam tego w bravo akurat ;) poza tym wtedy czytywałam
                            popcorn :P
                            Te Twoje przykłady są późniejsze. :) A te utwory, to jest jakby coś
                            przed techno, a nie techno właściwe ;) Napisałam zresztą: w stronę
                            techno ;) to był przełom lat 80/90 a nie środek :)
                            A KLF jest z Wielkiej Brytanii i to acid house jak podaje
                            wikipedia ;) I grali też w tym okresie o którym piszę :)
                            • ready4freddy Re: po suchych samplach iluzyjnych beatow - offtp 02.07.08, 14:12
                              dokladna data powstania techno w Detroit to 1988. zanim ktokolwiek slyszal o KLF
                              (skadinad swietnym, ale to nie jest acid house, wiki tez czasem sie myli - zeby
                              cos bylo "acid" potrzebny jest konkretny syntezator, Roland TB-303, "emitujacy"
                              specyficzne "kwasowe" dzwieki) czy o pokracznym Jam&Spoon. swoja droga pan
                              Spoon, czyli Markus Loeffel zaslynal idiotyczna wypowiedzia "czarni maja hiphop,
                              a my, biali, nasze techno". co zaskoczylio chyba wszystkich, a najbardziej
                              tworcow techno, jeden w drugiego Afroamerykanow z Detroit :)))
                              moje przyklady nie do konca sa pozniejsze - Model 500 to 1985 rok :)
                  • tygrys2112 Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 01.07.08, 20:06
                    A jeszcze co do tekstów Roxette... Może są one w większości proste,
                    ale jak chłonę te piosenki na youtube (użyłam takiego słowa bo
                    równocześnie słucham i patrzę i odbieram wszystko jako jedną całość)
                    to u nich często wszystko jest ze sobą dograne - tekst, muzyka i z
                    wizja:
                    www.youtube.com/watch?v=poygg0I2p8s&feature=related
                    www.youtube.com/watch?v=QrD1hjjex5Y&feature=related
                    www.youtube.com/watch?v=S0DNQMzpG_s&feature=related
                    www.youtube.com/watch?v=U3--JrsrguM&feature=related
                    A z ciekawszych tekstów to np. Queen of the rain, Do you feel
                    excited? Tą ostatnią piosenkę kocham... Prosto ale pięknie...
            • the_dzidka Re: Hi hi hi 01.07.08, 12:18
              > Zresztą, coby nie budzić kontrowersji, mogę poszukać
              fragmentów "opek"
              > (opowiadań), w których autoreczki wyżywają się na ulubionych
              piosenkarzach

              Oooo, to ja Wam zaraz zacytuję kilka trupków aluzyjnych begonii na
              temat zespołu Tokio Hotel :) Tylko sięgnę do archiwum :)))
              • ginny22 Re: Hi hi hi 01.07.08, 13:17
                > Oooo, to ja Wam zaraz zacytuję kilka trupków aluzyjnych begonii na
                > temat zespołu Tokio Hotel :)

                Ooo, już się boję ;) Z zespołem Tokio Hotel mam jak R4F z Dodą -
                podobno tegoż zespołu jest pełno, a ja nic o nim nie wiem (acz nie
                zależy mi na dowiedzeniu się tak bardzo, żeby np. na jutubie
                poszukać). A że takowy w ogóle istnieje, dowiedziałam się na
                zajęciach z tożsamości seksualnej w literaturze.
                A z racji zainteresowań potterowych widywałam "opki" o świecie
                Rowling, równie uroczo blogaskowe, jak cytowane w tym wątku utwory.
                Niektórzy z tego wyrastają... Podobno.
              • szprota Re: Hi hi hi 10.07.08, 01:18
                A ja mam duży sentyment do Tokio Hotel za Schrei - na klipie jest taka impreza,
                na której zawsze chciałam być, będąc w ich wieku, a z różnych przyczyn niestety
                nigdy nie byłam ;)
          • ready4freddy Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 01.07.08, 11:43
            tak a propos Dody Elektrody - przyznam wam sie szczerze, ze mimo maniakalnego
            ogladania telewizji muzycznych podczas pobytow w Polsce nie potrafie skojarzyc
            ani jednej (ANI JEDNEJ!) piosenki wzmiankowanej Dody, co jest o tyle dziwne, ze
            to przeciez Wielka Gwiazda. dopiero Anutek przypomniala i "wiec nie martw
            sie...", faktycznie, to przerazliwe ryczenie kojarze :)))
            • onion68 Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 01.07.08, 11:50
              Gazeta zamieściła kiedyś teledysk Dody, śpiewającej "Like a virgin". Wierzcie
              mi, to było najbardziej traumatyczne "artystyczne" przeżycie od ... od nie wiem
              kiedy.
              A najdziwniejsze jest to, że są osoby, które uważają, że Doda ma dobry głos - ja
              tam słyszę jakby buczenie odkurzacza.
            • anutek115 Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 01.07.08, 12:03
              O, szczęśliwcze!!! W jakim ty pięknym świecie żyjesz! W swiecie bez Dody!!!!
              A serio, ja w sumie trochę tak jak ty mam. Otóż wszyscy w tiwi i radiach
              wszelakich o Dodzie mówili, a ja słuchałam zadziwiona, bo nie wiedziałam, kto
              zacz, ŻADNEJ piosenki nie kojarzyłam, a potem ktoś mnie oświecił, że to Dada
              właśnie, i wtedy się okazało, że i owszem, kojarzyłam, tylko nie wiedziałam, że
              z bóstwem obcuję (w tych supermarketach, gdzie leci muzyczka dla umilenia
              zakupów na przykład).
              I w ogóle, jakis czas temu czytałam w "Polityce" artykuł "Dodaizm", gdzie
              postawiono smiałą tezę, że w naszej dobie nie sposób o Dodzie nie wiedziec, tak
              się pieknie umie kobita promowac. Aż chciałam dementi napisac, i to oburzone w
              tonie. Ja otóż o Dodzie dowiedziałam się z mediów, których o kontakt z Dodą nie
              powinno się nawet podejrzewać. No, ale jak pisze o niej "Polityka", "GW", jak
              Zanussi ją w filmie zatrudnia i Monika Olejnik wywiady z nią robi, to prosze mi
              tu nie ubolewać nad widzem i słuchaczem, który się popkulturze najnizszych lotów
              nurza. W normalnym swiecie by się nie nurzał. W normalnym świecie słyszałabym
              oczywiście w tych marketach artystkę śpiewającą swoje złote myśli, ale nie
              wiedziałabym nawet kto zacz. To doprawdy nie moja wina, że naraża się mnie na
              kontakt z nią, chociaż "Faktów" nie czytuję i żadnych gwiazd jodłujących w
              balecie nie oglądam.
              • ready4freddy Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 01.07.08, 18:48
                ze swiata bez Dody wyszedlem juz jakis czas temu, co najdziwniejsze o Dodzie
                Elektrodzie (naonczas uzywala tego pseudo) zawiadomil mnie przyjaciel, ktory
                bynajmniej Dodami interesowac sie nie zwykl. ale inwazja Dodaizmu byla wtedy
                ogromna, wiec nie umknelo mu to zjawisko. ja natomiast duzo wiecej wiem o
                Dodzinych wyczynach z pudelka, dotyczy to rowniez niejakiej Gosi Andrzejewicz -
                nie mam pojecia, co i jak spiewa, ale wiem wiele o jej fanklubie :)))
          • tygrys2112 Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 01.07.08, 12:46
            Doda nie jest intelektualistką, ale jest inteligentna życiowo. Jest
            też wulgarna i często zachowuje się bez klasy, ale robi to
            inteligentnie - wie jak grać z mediami.
            Poza tym może słowa piosenki nie są na wysokim poziomie, ale lubię
            tę piosenkę, bo jest jak zastrzyk pozytywnej energii. :D Zionie
            optymizmem. Możecie mnie nazwać osobą denną bo piszę, że nie
            lubię "Pana Tadeusza" a piosenkę "Szansa" tak - trudno. ;) :P Jakoś
            to przeżyję :)
      • ginny22 Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 01.07.08, 13:19
        > Chyba jak świat światem młode osoby (ze wskazaniem na dziewczyny)
        z zapałem przekuwają swoje uczucia na wiersze.

        <czuje się jak alien> W życiu nie spłodziłam ani pół wiersza. Jestem
        taka beznadziejnie prozaiczna...
        PS. Ginestro, dobrze wiedzieć, że żyjesz!
      • verte34 Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 01.07.08, 15:28
        Fakt, łatwo wyśmiać (aż się prosi, szczerze mówiąc). Mnie osobiście
        śmiech trochę zamiera w gardle gdy pomyślę jakie doswiadczenia
        autorki popchnęły ja do popełnienia tego utworu. Jest młodziutka,
        chodzi do szkoły, a tu... alkocholu piciu:(
        Ale też mi się uśmiechnęło gdy sobie przypomniałam jak to w czułym
        wieku lat chyba dwunastu, wstrząśnięta lekturą "Niecierpliwości
        serca", napisałam dłuższy utwór, w zamyśle satyryczno -
        obnażycielski, zaczynający się od słów "Przychodzi baba do lekarza
        żeby się z syfa leczyć", itd. Powiedzcie, kto w tym wieku był
        literacko wyrobiony, hę?
          • dakota77 Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 01.07.08, 15:47
            Ale to nie jest chyba nic zaskakujacego, ze teraz wrecz dzieci sa narazone na
            kontakt z alkoholem i narkotykami. Przynajmniej funkcjonuja w swiecie, w ktorym
            te uzywki latwo zdobyc, nawet jezeli same z nich nie korzystaja. Do tego takie
            tematy sa wciaz obecne w mediach, nie uwazam, ze musi to wynikac z osobistych
            doswiadczen.
              • croyance Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 16.10.08, 21:44
                Chetnie dam sie Wam posmiac i zamieszcze cale dzielo :-D
                W zamysle mowic mialo o przezyciach metafizycznych podczas wyjscia z
                ciala he he he.

                EKSTERIORYZACJA

                Duch Croyance pod sufitem cos zrozumiec sie stara;
                patrzy, a na dole, w jej lozku, lezy jakas straszna ... aaa!
                maszkara!
                Zolte zeby blyszcza w ksiezyca poswiacie
                spod koldry wystaja nogi, oraz brudne gacie
                naokolo lozka - jakies brudne ciuchy:
                miedzy nimi plansza, talerzyk na duchy ...
                posrodku poscieli lezy pies rozparty
                - Jezus Maria, co robic? To juz nie sa zarty!
                Co robic? Szto zdzielac? - duch Croyance sie miota
                (na czary zupelnie przeszla jej ochota)
                Wrocic do tej malpy? - nie przyszlo jej do glowy
                wykitowala wiec i wyleciala poza nawias kwadratowy
                • tygrys2112 Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 16.10.08, 22:28
                  Przynajmniej widać po tym Twoje poczucie humoru :D

                  Myśmy z koleżankami wymyślały natomiast rymowanki na temat
                  nauczycieli ze szkoły średniej. wplatałyśmy cytaty, atrybuty itp.
                  Jak to dzisiaj czytam - wartości literackiej to to specjalnie nie
                  ma, ale boki można zrywać. :D
    • idomeneo Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 01.07.08, 18:18
      wielbiciele zdumiewającej grafomanii mogą znaleźć sporo perełek na portalach
      literackich takich jak nieszuflada.pl/
      - ale przyznam, że mam tu trochę mieszane uczucia. Bo z jednej strony autorzy
      sami z ochotą pokazują te dzieła światu, a z drugiej jakoś tak trochę głupio się
      wyśmiewać z takich autentycznie nieporadnych kawałków. I chyba w przypadku
      grafomanów - leciwych a egzaltowanych recydywistów miałabym co do tego mniejsze
      opory niż przy twórczości nastoletniej.
        • verte34 Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 01.07.08, 20:27
          Na jedno zwróćcie uwagę: bywa, że utwór prymitywny, nieporadny
          artystycznie i ubogi w środki wyrazu do głębi porusza, bo jest
          autentyczny, z serca płynący - czy jak by to nazwać.
          Przykładem tego jest DKA - nie wiem czy ktoś jeszcze pamięta? O, tu:
          pl.youtube.com/watch?v=liSGqNFdEyU
          Tekst, gdy się w niego wsłuchać, jest beznadziejny. Pospolity, wręcz
          ordynarny głos wykonawcy powinien być gwoździem do trumny a całość -
          wygwizdana. Tylko ten ból istnienia, ranyy, jaki autentyczny.
          Przyznamm się: wzrusza mnie prawie do łez :>
        • verte34 Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 01.07.08, 20:36
          > eee tam. ja potrafiłam pisać o dziewkach ulicznych, znając je
          > wyłącznie z literatury :P
          Wzruszyłam się i zapomniałam zapytać: Co pisałaś o dziewkach
          ulicznych?
          Ta moja chłoszcząca satyra leciała jakoś tak:

          Przychodzi baba do lekarza
          żeby się z syfa leczyć
          i tak powiada - Niech się pan nie przeraża,
          nie będę przeczyć -
          nos mi odpada, i wrzody mam na całym ciele,
          rana po nosie krwawa
          i życia zostało niewiele.


          Całości miłosiernie nie pamiętam, koniec był taki:

          coś tak coś tam z baby została kaleka
          lekarz się z nią ożenił
          i żyli od siebie z daleka.

          O tak, młodość to ciężkie okowy:))
            • meduza7 Kolejna begonia. Nie sucha, wręcz przeciwnie. 02.07.08, 08:30
              Zedrę z Ciebie ubranie
              Mam na Ciebie ochotę, kochanie
              Stanę przed Tobą w całej okazałości
              Nie wstydząc się płonącej nagości
              Moja skóra płonie pod dotykiem ust
              Już nie mogę jestem przy granicy tuż
              Ręce niecierpliwie po miłośc wyciągnięte
              I te czerwone prześcieradło ściągnięte
              Rozpalasz wszystkie moje zmysły
              Nawyki grzecznej dziewczynki prysły
              Seks z Tobą to poezja otulona marzeniami
              Wraz ze spazmatycznym westchnieniami
              Twoje pocałunki tak namiętne i gorące
              Oczy rozpalone o "więcej" proszące
              Poznając świat fizyczności
              Pragnę Codziennie takiej bliskości
              Zyciem i całą wiecznością moją bądz
              A w nocy moimi szeptami rządz
              Moje myśli ciało dni sobą wypełniaj
              Że jestem taka a nie inna nie potępiaj
              Gdy ze mną jesteś wiem tylko tyle
              Że co do Ciebie się nie mylę
              Zostań już moją treścią
              Tylko proszę nie boleścią
              Bo seks ma nie byc bólem lecz przyjemnością
              Wypełniającą dwa swiaty wzajemnością
              Wracasz i zbliża się noc
              Gdy zawładnie nami magiczna moc
              • ginny22 Re: Kolejna begonia. Nie sucha, wręcz przeciwnie. 02.07.08, 10:05
                No patrzcie państwo, młodzież nadal wierzy w rymy! Ale w
                interpunkcję już nie... ;)
                Wiersz mi przypomniał dziełko czytane z dziesięć lat temu, a też
                będące erotykiem produkcji nastoletniej. Pamiętam tylko końcówkę:
                "A gdy w usta moje się wpijasz,
                jesteś aniołem, co mnie zabija!"
                • jottka Re: Kolejna begonia. Nie sucha, wręcz przeciwnie. 02.07.08, 11:47
                  hrrrrr, przy całej miłości do grafomanów to jednak są granice - grafoman
                  nastoletni zasługuje czasem na wsparcie psychologiczne, w grafomanii widać
                  czasem przebłyski, zgoda, ale nie popadajmy w skrajności, że trzeba ją
                  dopieszczać zamiast nazwać bełkotem i to tylko dlatego, że autorowi (bądź
                  autorce) do łba nie przyszło, że nie on te głębie myśli po raz pierwszy na
                  papier przelał:) w niegramatycznej formie zazwyczaj.


                  'iluzyjne begonie' są jednak o ileż bardziej interesujące niż to cierpienie, co
                  jest jak nieporozumienie, za co cie cenie, bo swędzi mnie siedzenie czy jakoś tak:)
                  • jottka kryterium:) 02.07.08, 11:49
                    a jeszcze mi sie stosowny cytat z makuszyńskiego przypomniał - pisał on, że
                    zdecydowanie woli takiego grafomana, który co roku w trzydziestu krwawych
                    dramatach morduje połowę ludzkości, niż takiego, który twój podpis podrobi na
                    wekslu. i to jest bardzo słuszne kryterium oceny:)
                    • ding_yun Re: kryterium:) 04.07.08, 12:42
                      Słuchajcie, mam naprawdę mieszane uczucie co do wyciągania z sieci
                      takich perełek. Z jednej strony rzeczywiście chce się wyć ze
                      śmiechu, a młodociani tfurcy zdają sobie (chyba?) sprawę, że
                      publikując swoje utwory w sieci mogą się narazić na krytykę. Ale z
                      drugiej... to tak trochę dziwnie specjalnie wyciągać takie rzeczy,
                      żeby się pośmiać, a autorzy za jakieś 5-10 lat sami pewnie się będą
                      pokładać ze śmiechu czytając to, co spłodzili. Poza tym wierszydła
                      czy piosenki są wynikiem jakiś tam doświadczeń czy przemyśleń, na
                      razie skoromnych, ale na wszytsko jest czas. Myślę, że taki
                      człowiek, który zobaczyłby na naszym forum komenatrze do swojego
                      dzieła, poczułby się tak jakbyśmy wyśmiewali się z jego przeżyć, a
                      to przecież nie jest naszą intencją.

                      To tak tylko tytułem swobodnych przemyśleń bo poza tym wątek
                      przywołał bardzo miłe wspomnienia - mianowicie czasy, kiedy
                      dostawałam miłosne wiersze od wielbicieli :) zielone oczko złote
                      serduszko to przy tym był Pan Tadeusz :) A wy dostawałyście?
                      • anutek115 Re: kryterium:) 04.07.08, 13:22
                        Nie :-(. Doprawdy, czuję się oszukana przez los. Względnie bardzo, ale to
                        baaardzo nieatrakcyjna, nikt nigdy nie wpadł na moim tle w zachwyt tak głęboki,
                        by spłodzic dzieło!
                        Za to pisywała dla mnie wiersze koleżanka. Fragmencik twórczości radosnej, którą
                        otrzymałam po obronie magisterki:

                        Piękny stary Toruń, to miasto pamiątek,
                        piękny uniwerek, piekny kazdy kątek,
                        tutaj kamieniczka, tutaj kwiatków kępka,
                        a tu pijaniutki promotor ..... ka.

                        Miłosiernie darujemy sobie nazwisko promotora, który istotnie przychodził na
                        zajęcia w stanie wskazującym na spozycie. Ale mimo to to dobry promotor był i
                        bardzo logicznie zajęcia prowadził. Należał mu się wierszyk na cześć ;-).
                        • dakota77 Re: kryterium:) 04.07.08, 13:57
                          Ja tez nie dostawalam. Ale w mlodosci wczesniejszej nie przyjelabym z
                          wdziecznoscia takiej tworczosci od wielbiciela. Predzej bym mu przylozyla;-).
                          Strasznie mnie wtedy brzydzilo wszystko co romantyczne i sentymentalne;-)
                      • tennesee Re: kryterium:) 04.07.08, 16:47
                        Zgadzam się z przedmówczynią. Niekonicznie należy każde z tych dział
                        zachwalać, ale ja bym nie wywlekała tego tak brutalnie. Bo lepiej
                        docenic, ze ktoś ma takie "poetycko- literackie" zainteresowania,
                        niz go ośmieszac. Bo śmieszne to oczywiście niewątpliwie jest.
              • moniko78 Re: Kolejna begonia. Nie sucha, wręcz przeciwnie. 08.07.08, 12:50
                Moi drodzym, jestem wstrząśnięta!!!
                Fragment:
                > Zostań już moją treścią
                > Tylko proszę nie boleścią
                toż to pieknie zaczerpnięty fragment Giaura Byrona!!!
                "Leilo, byłaś mysli moich treścią,
                moją rozkoszą i moja boleścią...
                Tyś mą cnotą, zbrodniami memi,
                nadzieją w niebie i wszystkim na ziemi..."
                W liceum przepisałam sobie ten fragmencik i nauczyłam się go na
                pamięć (trochę dłuższy jest), dla mnie to było najpiekniejsze
                wyznanie miłosne - w połączeniu z rzuceniem się przez wybranka do
                stawu i zebraniem dla mnie neufarów...
                rozmarzyłam się... piekne były te nastoletnie marzenia...

          • kebbe Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 05.07.08, 01:15
            :)łolosie! Toż to "Rozmowa Mistrza Polikarpa ze Śmiercią" w wydaniu dowcipnym :)
            Ha, a ja niedawno miałam przyjemność oględzin szkieletu syfilityczki ;p
            Nieboszczka już od przeszło pięciu wieków, ale i tak jakoś współczułam, mimo
            zawodowej znieczulicy...
            • verdana Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 05.07.08, 09:38
              E nie!
              Kazdy, kto uwaza swoje dzieło za godne opublikowania w internecie,
              niezależnie czy ma lat 13 czy 73 jest godny także, aby jego
              tworczość oceniać. Myslę, ze jednak odrobina krytycyzmu powinna
              istnieć nawet w wieku bardzo mlodocianym. A autorzy tych
              wiekopomnych dzieł sadzą, ze splodzili coś, czym warto sie podzielić
              z ludzkoscia. Ludzkość ma prawo zatem do dowolnej reakcji.
              • anutek115 Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 05.07.08, 11:04
                Zgadzam się z Verdaną, nawet cos podobnego chciałam napisac. Autorzy (autorki?)
                dzieł sądzą, moim zdaniem że spłodzili coś wiekopomnego. Wydaje mi się też, że
                są raczej zadowoleni ze swej twórczości bo poddają ja oglądowi publicznemu bez
                zażenowania bez wahania, jak się wydaje. Wydaje się też że liczą raczej na
                poklask. Po pierwsze więc, może niech juz teraz przekonają się że człowiek
                tworzący, poza poklaskiem i słowami zachwytu ZAWSZE spotyka się także z krytyką.
                A po drugie... no cóż... może zaczną zwracać uwagę CHOCIAŻ na ortografię. Bo
                zdają mi się, przez te nieskrepowane błędy ortograficzne także, dość
                zadowolonymi z siebie osobami (pomimo tresci utworów).
                  • dakota77 Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 05.07.08, 21:45
                    Na trafilam na cos takiegho:

                    Niedojrzała miłość

                    Zaloguj się

                    E-mail
                    OnetHasło
                    Niepoprawne dane


                    Objaśnienia
                    Loguj się bezpiecznie Zapomniałem hasła
                    Miłość nastolatków jest jak sen
                    I choć jesteś pewien
                    Jej wiecznosci
                    I nad nią czuwanej opatrznosci,
                    Mogę Ci zagwarantować,
                    Ona wiele niespodzianek może Ci zgotować,
                    Bo gdy się komuś znudzisz,
                    Wrócić do samotności musisz,
                    Wierzysz, że to prawda
                    A więc to dla Ciebie rada:
                    Jeszcze chwilę poczekaj
                    I z odmową głupcowi nie zwlekaj,
                    Bo związek w tak młodym wieku,
                    Donikąd Cię nie zaprowadzi
                    I ku upadkowi poprowadzi.
      • tygrys2112 Re: Teraz poeci mają łatwiej. Ci mhrrroczni i got 16.10.08, 22:32
        Mójn ambitny poemat:

        Untitled


        Around, all around, the shadows gather.
        My dread grows as the Dark One's touch falls against my naked soul.
        It slays me, and darkly my
        essence drips
        to the swirling dust.
        In agony I cry out, Why?!
        while the end of life looms.
        Now alone, my supplication falls upon dead eyes.

        This is because of you

        ROTFL
      • ready4freddy Re: Teraz poeci mają łatwiej. Ci mhrrroczni i got 19.10.08, 19:16
        mama_kotula napisała:

        > ..., a zwłaszcza anglojęzyczni...
        >
        > Ot proszę - oto kreator mrocznych i ponurych poematów gotyckich na każdy temat
        > ;)
        > www.deadlounge.com/poetry/created.html
        >
        >

        toz to kongenialne :) prosze, oto poemat na zadany temat:

        Untitled

        Around, all around, the dark memories gather.
        My dread grows as the Dark One's touch falls against my naked soul.
        It mutilates me, and darkly my
        blood drips
        to the thirsty earth.
        In unholy terror I try to run
        while the Reaper follows.
        Now alone, my cry of mercy falls upon dead eyes.

        This is my Hell


        sprobuje to wyrecytowac mrocznym glosem do utworu "Hell is round the corner"
        Tricky'ego & Gravediggaz! :)
    • yennefer_z_v Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 20.10.08, 15:13
      Nie wiem, czy do końca na temat, bo ani to wiersz, ani to piosenka. Opowiadanie
      o Harrym Potterze. Ma już kilka lat i nie wiem, gdzie się uchowałam, że wpadło
      mi w przeglądarkę dopiero w wakacje. Podobno bardzo słynne dzieło.
      www.mirriel.ota.pl/forum/viewtopic.php?f=2&t=782&st=0&sk=t&sd=a
      To głupie śmiać się dziesiątki razy z tego samego. A jednak nie mogę się
      powstrzymać od ataków histerii przy każdym czytaniu.
      Polecam również komentarze forumowiczów do tekstów. Mistrzowskie.
        • croyance Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 20.10.08, 15:19
          A to sie nadaje na sygnaturke:

          'Jenni siedzaila w Hogwarts ekspress sama wpszedziale rozmyslajac o
          minionych dniach i mahajac bez celu rozdzka ktore pomogl jej wybrać
          na Pokatnej w londynie bardzo miły duży pan z innym panem co był tak
          na prawde psem i był bardzo przystojny.'
          • yennefer_z_v Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 20.10.08, 15:28
            Ja bardzo długo jako statusu na gg używałam zdania: "Jennifer miała szesnaście
            lat i zeszła na śniadanie" :D
            I kocham kawałek o pociągu Syriuszu z lux pluszem.
            A twórczość komentujących też powala. Niezmiennie zachwyca mnie tekst Minerwy na
            melodię "Nie, nie, nie budźcie mnie" (na 3 stronie tematu).
              • ginestra Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 20.10.08, 15:59
                Ach, ja wiem, że się śmiejecie z tego opowiadania (bo i śmieszne, to fakt), ale
                jak dla mnie to dziewczyna ma autentyczny talent literacki, serio. Jest w tym
                naprawdę jakaś lekkość pisania i wyobraźnia i przymrużenie oka. To na pewno nie
                są jakieś wypociny, tylko bardzo fajny kawałek powieści (jak dla mnie).
                Zauważcie, że gdy czytamy, to wszystko jakoś "widać", mamy czas obejrzeć sobie
                scenę, bohaterów, coś się wydarza, gdy już dobrze widzimy całą scenę i akcja
                sama się toczy, coś ją niesie. To jest naprawdę fajne i tego się nie można (moim
                zdaniem nauczyć), to trzeba mieć w sobie.

                Ostrzeżenie o ortografii było już na początku, więc uznałam, że na to nie trzeba
                zważać. A może autorka nie jest całkiem Polką, tylko pół-Polką, jak ta Jennifer
                i stąd ta trudność z ortografią?

                No, mnie się bardzo podobało. Aż chciałam poczytać co dalej. Z tym Syriuszem i w
                ogóle :)

                I jeszcze strasznie mi się podoba konwencja - autorka bawi się tym opowiadaniem,
                pokazuje naszych bohaterów z dystansu, okiem świeżej osoby i Harry, Ron i
                Hermiona wypadają zupełnie inaczej niż ich znamy. ;) A zdania typu "miała
                szesnaście lat i zeszła na śniadanie" myślałam, że są zamierzone i jako takie -
                bardzo mi się podobają. Nie wiem jak Wy, ale ja czuję tu dużą taką "intuicyjną"
                pewność pisania, taką lekkość pióra właśnie. Chyba zostanę jej fanką. I
                chciałabym zobaczyć co dalej. :)

                Jeśli macie jakieś namiary - polecam się. :)))
                • dakota77 Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 20.10.08, 17:03
                  A gdzie ten talent? Bo ja widze bledy ortograficzne, skladniowe, interpunkcyjne.
                  Konstrukcja zdan po prostu lezy, nie da sie zrozumiec, do czego zmierza autorka.
                  To SA wypociny i nic innego. Jedyne, co "widac" to kompletny, ale to kompletny
                  brak talentu. Zeby pisac, trzeba panowac nad jezykiem, a to autorce obca sztuka.
                  • ginestra Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 21.10.08, 00:45
                    Hej! :)
                    Mówiłam szczerze i jeśli sami zechcecie na ten tekst spojrzeć od tej strony, o
                    której spróbuję napisać, to być może i Wy to zobaczycie, choć zaznaczam, że to
                    po prostu mój odbiór. Od razu mówię - błędy ortograficzne pomijam kompletnie -
                    może dziewczyna jest dyslektyczką lub pół-cudzoziemką. To jest najmniejszy
                    problem akurat, bo książka nie musi się ukazać z błędami, da się je poprawić i
                    wygładzić. Ja widzę w tym pisaniu talent. Z tym się trzeba urodzić, nie da się
                    tego kupić czy nabyć drogą ćwiczeń. Rozwijać - tak. Nie wiem czy będę w stanie
                    oddać zwykłymi słowami to, co widzę, ale spróbuję. Nikogo nie chcę przekonywać
                    oczywiście.

                    Moim zdaniem zatem dziewczyna ma bezsprzecznie talent literacki (jak dla mnie
                    naprawdę duży) i nie objawia się on aż tak w warstwie zewnętrznej typu "poprawna
                    konstrukcja zdania", a bardziej w tym aspekcie lekkości z jakim dziewczyna
                    ____panuje___ nad tym, co chce napisać i jak umiejętnie buduje fabułę przed
                    oczami czytelnika i jak ciekawe rozwiązania literackie stosuje. Już wspomniałam
                    wcześniej, że po prostu "widzimy" wszystko niesamowicie plastycznie
                    (przynajmniej ja, a nie zawsze tak mam czytając powieści - bywa, że czytam
                    zdanie po kilka razy, bo nie widzę tego, co się dzieje). To, co według mnie
                    stanowi w dziewczynie ten skarb, to jej umiejętność pisania tak jakby "od
                    niechcenia", jakby tekst sam się pisał, a ona po prostu przenosi to na papier i
                    intuicyjnie buduje tę akcję tak, że czytelnik ma tyle czasu ile potrzeba, żeby
                    wszystko zobaczyć i poczuć zmysłami a także być świadkiem akcji, która może
                    rozgrywać się wcale szybko. Ja osobiście jestem wyczulona BARDZO na to
                    współistnienie tej nieśpiesznej warstwy opisu otoczenia, nastrojów, gestów itp.
                    - czyli tego, co tutaj jest wplatane jakby mimochodem, ale plastycznie - oraz
                    tego, co dzieje się równolegle, w swoim tempie - a może dziać się nawet szybko.
                    Autorka przenosi nas tak jak chce do różnych planów tej akcji.
                    Kolejna zaleta: autorkę/ narratorkę widać i nie widać zarazem. Czuje się jej
                    pewną zabawę powieścią, to, że jest to trochę wszystko napisane z humorem i
                    przymrużeniem oka, a jednocześnie obecne jest to całe złudzenie rzeczywistości.
                    I to jest oddane moim zdaniem naprawdę harmonijnie. Dziewczyna trzyma się swojej
                    konwencji, bo to ma być pisane trochę z przymrużeniem oka i takie jest. Właśnie
                    to zdanie wypowiadane przez mamę, którą porzucił tatuś jest jak dla mnie taką
                    perełką, bo jest trochę przerysowane i zabawne w swoim tragi-komizmie, a więc
                    jest ten dystans do przeżyć postaci mamy i córki, a więc nie zaczynamy jej
                    automatycznie współczuć, tylko patrzymy co będzie dalej, a dzieją się rzeczy
                    niesamowite, bo cała powieść jest trochę zwariowana. Mnie naprawdę zachwyciło to
                    w jaki sposób dociera do bohaterki wiadomość o tym, że dostała się do Hogwartu -
                    a więc zaczyna się dzień i jest ten fajny opis, że dziewczyna była w
                    skowronkach, bo i skowronki śpiewały za oknem - szast prast i już widzimy ten
                    dworek i całą kanwę życia dziewczyny, potem ona wstaje, jest ten pełen lekkości
                    opis jej wyglądu: jest naszkicowana tak, że ją dokładnie widzimy, ale opis jest
                    absolutnie nie statyczny - jest połączony z nastrojem i tym, co się dzieje i to
                    dość dynamicznie. I realnie widzimy tę szestnastolatkę zbiegającą na śniadanie.
                    Tam mamy pewne zaskoczenie, bo mama we łzach, komunikuje straszną wiadomość i
                    biegnie na górę - na stole zostawia list. Czytelnik myśli, że to na pewno list
                    od ojca, a tu odsłania się przed nami najpierw zielony atrament, a potem list z
                    Hogwartu i to, jak niesamowicie list odwraca uwagę dziewczyny i już mamy
                    zupełnie inne uczucia. To jest naprawdę sprawny zabieg literacki. Tym samym
                    rodzinne problemy zostały wzięte w nawias i widzimy, że powieść będzie mimo
                    wszystko lekka, magiczna i będzie skupiona na uczuciach dziewczyny, choć już
                    teraz widać, że te uczucia też będą szczególne: dziewczyna jest spontaniczna i
                    wrażliwa (cieszy się tymi skowronkami i Hogwartem), ale też ma dystans do siebie
                    i świata, a więc może być i uczuciowa i jednocześnie taka "cool as a cucumber"
                    (pewnie to po ojcu ;) ). I to się nic a nic nie kłóci. Już wiemy o niej bardzo
                    dużo - to silna osobowość, choć jednocześnie bardzo nastolatkowa i trochę
                    egzaltowana. Dziewczyna jest przez to niesamowicie żywą postacią! Parę zdań
                    wystarczyło autorce żeby przekazać tak dużo nastroju i zbudować postać taką
                    naprawdę z krwi i kości. I co mi się tu bardzo podoba to to, że nie ma potem
                    kompletnie NIC o mamie, ojcu, przygotowaniach - w następnej scenie widzimy
                    Jennifer już w pociągu jadącym do Hogwartu. To przerzucenie akcji, jak dla mnie,
                    jest śmiałym zabiegiem i takim intuicyjnym, naprawdę godnym sprawnego pisarza. I
                    jeszcze krótki flashback o kupowaniu różdżki, zasugerowane są postaci znane nam
                    z powieści Rowling :) (fajnie napisane: "taki pan, który tak naprawdę jest
                    psem"). Widać autentyzm, że dla dziewczyny wszystko tam jest nowe i dzieje się
                    szybko, i że ona tę magię przyswaja trochę powoli, ale jest nią zaciekawiona i
                    jest jednocześnie bardzo opanowana, z tym fajnym dystansem. A więc ten flashback
                    i szybko wracamy do pociągu. Widzimy zupełnie świeżym okiem Harrego i spółkę. A
                    potem to już - jak dla mnie coś bardzo fajnego - zaraz ta sowa, która się dobija
                    do okna z listem w __paszczy__. I ten list też zaskakujący - i za sekundę już
                    nie zaskakujący (dla czytelnika), bo nagle wydaje nam się logiczne z tych
                    ułamków sugestii z "flashbacku", że no jasne, Syriusz stracił dla niej głowę - i
                    nas to nie dziwi, choć uśmiechamy się z tego absurdu (znamy Syriusza). I potem
                    takie małe wyprzedzenie fabuły, co się dalej działo z listem - i znów jesteśmy w
                    pociągu. Mogłabym długo. :)

                    Ja czytałam ten fragmencik tylko raz, a teraz piszę z pamięci, ale muszę Wam
                    powiedzieć, że wsiąkłam w ten świat przedstawiony bez reszty. Narracja jest też
                    fajna, taka momentami pisana jakby była z pozycji postrzegania świata przez
                    bohaterkę, a nie narratorkę. I to jest takie naprawdę umiejętne, płynne.
                    No, a przede wszystkim podoba mi się to panowanie nad akcją, nad plastycznością
                    i wizualnością powieści.
                    Wiele powieści pisanych przez mniej utalentowane osoby ma coś takiego, że autor
                    czuje się w obowiązku wszystko wyjaśniać czytelnikowi, niemal jakby to był
                    referat, no nie wiem jak to wrażenie oddać - jest to coś takiego ciężkiego,
                    wyszukanego. A ta dziewczyna po prostu pokazuje nam tu coś, tam coś i jesteśmy
                    wciągnięci i nieświadomie już mamy cały obraz i żywe osoby.

                    Nie wiem jak jeszcze dalej to opisać, być może to jest coś subiektywnego. Mój
                    odbiór kojarzy mi się z takim dość arbitralnym podejściem słynnego krytyka
                    literatury Benedetto Croce, który podobno opiniował różne utwory opatrując je
                    etykietką "poezja" (w znaczeniu: talent, "to coś"), i "nie-poezja". Ja podobnie,
                    choć daleko mi do jego umysłu, ale w swoim odbiorze na pewno i bez wahania
                    dałabym dziewczynie stempelek "poezja". Nadmieniam, że choć nie jestem zawodowym
                    krytykiem czy literaturoznawcą, ale podczas studiów bardzo dużo omawialiśmy
                    literatury, sama też wiele czytałam przez całe życie i coś takiego w tym
                    "dziełku" wyczuwam, co wyczuwam u naprawdę dobrych pisarzy. Myślę, że to jest
                    coś wrodzonego. Ciekawe co z tą dziewczyną dalej (oczywiście nie wiemy czy to
                    dziewczyna ;), ale ja myślę, że tak). Może nie zniechęci się i coś napisze/
                    opublikuje kiedyś. Jest chyba bardzo młoda, ale niewykluczone, że ten talent ją
                    dalej poprowadzi.
                    No, ale to tylko moje zdanie, naprawdę. Nie wiem co takiego jest, że tak mnie ta
                    powieść wzięła. I ten tytuł, no sami powiedzcie - trochę jak parodia, ale z
                    drugiej strony bardzo w stylu Rowling, tak wiec nie wiadomo czy to z uśmiechem
                    czy na poważnie. To też zaleta.:)
                    No już nic nie piszę, bo znów wyszło długo.
                    Pozdrawiam!
                    • dakota77 Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 21.10.08, 06:12
                      Jezeli tak jak podejrzewalo kilka osob na tamtym forum i tutaj tekst
                      rzeczywiscie jest prowowakcja i jest napisany swiadomie zle, to autorke
                      podziwiam. Tak jak zawsze mnie zachwyca w "Podwojnym zyciu WEroniki"
                      KIesloweskiego, ze udzielajaca Weronice glosu wybitna spiewaczka Elzbieta
                      Towarnicka spiewa w sposob niedoskonaly, tak jak robilaby to poczatkujaca
                      spiewaczka, jaka jest bohaterka.
                      Ale jezeli to nie zart, to podtrzymuje swoje zdanie, ze tu nie ma cienia iskry
                      Bozej:-). Nie bardzo rozumiem, gdzie ta lekkosc, z jaka autorka panuje nad
                      materialem. Czytanie tego tekstu to jest meka. Ja tez cenie plastycznosc opisu,
                      atmosfere, gesty, ale tu przeciez tego nie ma.
                      • anutek115 Re: Po suchych trupkach iluzyjnych begonii. 21.10.08, 10:50
                        Pewnie, że prowokacja, Dakoto. Dziewczyna pisze: Jush sie nie mogę doczekać
                        waszych komentarzów! Pal licho to "komentarzów", ona pisze "jush". Przedobrzyła
                        w udawaniu :-). Dyslektyk napisałby "jusz", specjalnie sprawdziłam, że nawet na
                        klawiaturze tak jest łatwiej, ale to się po prostu samo narzuca - dyslektycy
                        robią błędy ortograficzne, a nie popełniają anglicyzmy :-). Jest tam więcej
                        takich kwiatków, które mi się w oczy rzuciły, nie chce mi się brnąć przez tekst
                        jeszcze raz - ale a to pojawia się za dobrze napisane zdanie, a to zupełnie
                        irracjonalne nagromadzenie błedów, a to anglicyzm...
                        Inna sprawa, że zgadzam się z Meduzą - po co to uczyniła, pozostaje zagadką.
                        Zaś gdybym chciała jak Ginestra rozważać wewnętrzną spójność i wrażliwość
                        bohaterki, to istotnie, wrażliwa jest nad podziw. Mamusia jej oznajmia, że tatus
                        je zostawił i w rzekach łez biegnie na górę, a ona na to niemal w tej samej
                        chwili "Hura! Będę czarodziejką! Muszę pochwalic się mamie!". Mama zapewne nie
                        posiądzie się ze szczęścia ;-).
                        BTW&OT, dla mnie Elżbieta Towarnicka zawsze spiewa doskonale :-).
                    • meduza7 Trinity, why? 21.10.08, 09:55
                      Ginestro, czytam to, co napisałaś i zastanawia mnie jedno: jeśli faktycznie jest
                      tak jak sądzisz, jeśli to nie jest zadufana w sobie nieporadność młodej
                      grafomanki tylko świadoma zabawa warsztatem - to dlaczego objawiło się to w
                      takiej formie??? Nie rozumiem sensu takich prowokacji, kompletnie nie rozumiem.
                      Autorka świadomie pisze tekst pełen błędów, żeby zostać skrytykowaną, a nawet
                      wyśmianą - i co? Mieć wewnętrzną satysfakcję, że nabrała czytelników? Po co?
                      To mi podchodzi pod taki trollizm w stylu Jasia Śmietany z onetu, który też
                      pisze swoje pełne błędów i bezsensowne komentarze na każdy temat, a potem cieszy
                      się z absurdalnych dyskusji, jakie wokół niego wybuchają.
                      Poza tym, jeśli dziewczę ma faktycznie talent literacki i chce go rozwijać, to
                      powinna zdawać sobie sprawę z tego, że prosty szacunek dla czytelnika nakazuje
                      choćby pobieżną korektę tekstu pod kątem ortografii, interpunkcji i składni.
                      Zwykły Word już by jej bardzo wiele pomógł. Dysleksja czy niedostateczna
                      znajomość języka nie są usprawiedliwieniem. To nie jest brudnopis do prywatnego
                      użytku, to jest tekst opublikowany, a zatem powinien zachowywać pewne standardy.
                      Ostatnio sporo buszuję po blogach i niestety widzę tam mnóstwo tego typu
                      wykwitów wątpliwego talentu. Co gorsza, opowiadanka beznadziejne tak pod
                      względem formy, jak i treści, są zwykle gorąco chwalone w komentarzach przez
                      koleżanki autorek. A jeśli pojawi się jakiś szczery komentarz, to reakcja
                      wygląda tak:
                      kura.pinger.pl/m/628169/szczerosc.
                      Wracając do naszej Trinity: jeśli nawet przyjąć Twoją tezę, że ma talent, a
                      wszelkie błędy i niedociągnięcia są efektem działania jakichś czynników
                      zewnętrznych, to i tak uważam, że w najlepszym wypadku dała czytelnikom
                      półprodukt. A tak się nie robi. Ot i wsio.
                      • lezbobimbo Re: Trinity, why? 21.10.08, 10:48
                        Lorety lomatkonaboso - meduza! Cózes Ty uczynila! Nadalas memu zyciu
                        nowa, oszalamiajaca jakosc! :-D

                        Z jednej strony lux-plusz brzmi jak prowokacja swiadoma.. tez mam
                        podobne skojarzenia jak ucello z Ustami Grzechu (ciemny chlopiec z
                        blizna itd) ale jednak Usta sa jakoby inne - tam w kazdym zdaniu
                        widac, ze Madzia S. specjalnie napchala tyle skojarzen i gierek
                        slownych, ze widac od razu, ze to parodia - napisana wlasnie po to,
                        aby rozsmieszyc czytelnika. Ten piekny pastisz Samozwancowy ma tez
                        klase niebotyczna w porównaniu z Trinity - i to tylko dzieki
                        poprawnej skladni i ortografii..
                        Stawiam na to, ze w przypadku Trinity mamy do czynienia z prawdziwa,
                        neostradowa potomkinia Mniszkówny, a nie z kims calkiem swiadomym,
                        Samozwanczym. Meduza podaje tez inne przyklady fanfikcji mlodocianej
                        i nie widze wielu róznic w porównaniu z Trinity - NIESTETY. Takie
                        samo niechlujstwo! N.p. w slynnym "choDZiaż"
                        Trinitowe "łał, bedzie czarodziejka!!!!" i inne "łał" dobily mnie
                        juz do konca.

                        No chyba ze sie myle i ze ktos rzeczywiscie jest Trollem Smietana i
                        tak umiejetnie parodiuje te niechlujne opki neostradowe, ze i ja sie
                        nabralam. W takim razie wyje szczere UAU i dzieki za moc
                        rozrywki! ;)))))
                        Po co ktos tak pisze, pyta meduza, co z tego ma? No wlasnie to, ze
                        rozsmiesza innych (i siebie przy pisaniu! polecam!) - albo tez
                        wzburza czytelników - reakcja publicznosci to duza wartosc, nie
                        do przecenienia - mniejsza o to, jaka; wazne ze jakas w ogóle.

                        Podsumowujac: jesli to na serio, to wspólczuje, jesli to dla jaj, to
                        sie ciesze :) I prosze niesmialo o wiecej ;)))

                        Swoja droga, to tez sposób na szybka slawe i pamiec pokolen - pisac
                        rzeczy tak monstrualnie zle i wadliwe, ze nikt, ale to nikt, nie
                        pozostaje obojetny! Wszyscy cytuja, dyskutuja, roztrzasaja i robia
                        nieswiadomy branding (jak wspomnana wyzej Mniszkówna, Jas Smietana,
                        Haris Pilton czy harlekiny) przez co "to zle" staje sie kategoria
                        sama dla siebie.. W produkcji rozrywki (czyli w literaturze tez)
                        nawet zla slawa to nadal slawa i o to wlasnie chodzi, aby wciaz byc
                        na
                        jezykach
                        (w odróznieniu od bardziej konkretnych branzy, gdzie
                        powiedzmy trujacy produkt pograza firme na wieki - jak to mleko
                        chinskie dla niemowlat. Tam slawa jest pozadana tylko, gdy jest
                        dobra i pochlebna).
                        Zla literatura na szczescie nie zabija niemowlat, wiec moze sobie
                        pozwalac ;)
                        • ready4freddy Re: Trinity, why? 02.11.08, 00:02
                          lezbobimbo napisała:

                          > Lorety lomatkonaboso - meduza! Cózes Ty uczynila! Nadalas memu zyciu
                          > nowa, oszalamiajaca jakosc! :-D

                          mojemu tez :) niby nie taka nowa, znam to z paroletniej przygody z blog.pl
                          (zarzuconej skadinad), ale jednak.. mocna rzecz :)
                      • ginestra Re: Trinity, why? 21.10.08, 11:17
                        Dziewczyny, ja wiem, że nie jestem żadną wyrocznią i podzieliłam się tylko moim
                        odczuciem. :) Szanuję i Wasze odczucia. Rozumiem też, że być może jestem dość
                        specyficzną osobą i już się z tym wcześniej wielokrotnie spotkałam (także w
                        realu, z pewnym zdziwieniem niekiedy), że mój odbiór różnych rzeczy może być
                        inny niż większości osób, ale tak jak napisałam, tak uważam.

                        Wyjaśnię tylko, że ja wcale nie miałam na myśli tego, że to doświadczona autorka
                        nabiera czytelników i specjalnie tak pisze i robi błędy. Absolutnie, nie! Miałam
                        na myśli tylko to, że (moim zdaniem) mamy do czynienia z takim nieoszlifowanym
                        diamentem, z którego może kiedyś zabłysnąć brylant.
                        Nie mówiłam, że mamy do czynienia już z gotowym brylantem, ale, jak dla mnie,
                        dziewczyna jest naprawdę utalentowana.

                        Coś takiego mi przebija z tego tekstu, że autorka może być taką właśnie
                        szestnastolatką, która bardzo prostolinijnie, nie siląc się na nic, pod wpływem
                        nagłej weny i dobrego humoru napisała fragmencik fanfika. Nie jest to jej
                        osobista powieść, ale taka trochę zabawa światem Rowling, a więc trochę puszcza
                        do nas oko (moim zdaniem z wdziękiem), a trochę nie i to połączenie jest dla
                        mnie bardzo fajne i efekt podoba mi się.

                        Jeśli chodzi o błędy językowe itp. to ja jestem tu prawie pewna, że dziewczyna
                        jest właśnie pół-Polką (może to jest dla niej czymś ważnym, to że ma dwie
                        ojczyzny, bo taką też uczyniła bohaterkę pół-Polkę, pół-Angielkę; rozumiem też,
                        że to może być taki celowy zabieg - w Hogwarcie bohaterka będzie mówiła jak
                        rodowita Angielka, ale coś mi też osobistego tu pobrzmiewa). Językowo, to myślę,
                        że autorka obcuje bardziej z polskim mówionym, potrafi po polsku myśleć i lubi
                        ten język, może też czyta po polsku, ale z pisaniem ma po prostu problemy. Ta
                        moja intuicja, że dziewczyna jest pół-Polką bierze się też z jej doboru
                        niektórych słów. Na przykład Hermiona ma krzaczaste włosy i to jest chyba ze dwa
                        razy powiedziane, czyli autorka myśli, że tak "można po polsku powiedzieć".
                        Jednakże nie mówi się u nas, że ktoś ma krzaczaste włosy. Jeśli już, to
                        krzaczaste brwi. A więc takie słowo istnieje, autorka je zna i w dobrej wierze
                        nim tu operuje, choć nie wie, że tak się jednak nie mówi. Nie wiem jak to
                        tłumaczył na polski pan Polkowski, ale Rowling opisując Hermionę ciągle używa
                        sformułowania "bushy hair" i to jest coś bardzo charakterystycznego dla
                        Hermiony, a więc tu autorka też nam Hermionę tak maluje, wychodząc od
                        skojarzenia ze słowem "bushy". Dziewczynie mylą się też czasem rodzaj żeński z
                        męskim itp. Napisała też "mama była polko" - trochę tak jak słychać i to mi
                        przywodzi na myśl, że z tym polskim obcuje (kiedyś obcowała?) w domu i napisała
                        ze słuchu. Wydaje mi się, że można by filologicznie znaleźć więcej na to
                        przykładów. Acha, i po angielsku tekst Sugababes napisała poprawnie, tak dość
                        śpiewnie jedno "o" za dużo jej wyszło gdzieś tam, ale może to literówka czy coś,
                        w każdym razie ewidentnie w angielskim czuje się lepiej, bo tłumaczenie tych
                        wersów piosenki jest właśnie dość zaplątane. To też o czymś świadczy. Dziewczyna
                        myśli bardziej naturalnie po angielsku chyba, choć i po polsku też potrafi,
                        jestem pewna. Tłumacząc tekst piosenki miała w głowie silniej obecny angielski i
                        on jej namieszał, bo to tłumaczenie jest mniej zręcznie napisane niż "powieść",
                        przez tę interferencję chyba. Natomiast kiedy pisała powieść, to chyba miała "na
                        wierzchu" ten język polski, zanurzyła się w nim i ten polski ją niósł i szło jej
                        dobrze. To takie moje wrażenia po prostu.

                        Rozumiem, że dziewczyna mogła dać tekst najpierw komuś do sprawdzenia i wkleić,
                        zwłaszcza, że pisze, że zamieszczała go też na innych forach. Nie wiem dlaczego
                        tego nie zrobiła. Może nie miała nikogo pod ręką biegłego w polskim, może nawet
                        (domniemanej) mamy akurat w tym czasie? Myślę, że ona nie zrobiła tego z braku
                        szacunku dla czytelnika, tylko tak z zaufaniem, że na niedoskonałości
                        forumowicze przymkną oko. Może nie myślała, że błędy są aż tak duże, albo że
                        mają tu w ogóle znaczenie? (Wiem, że są takie osoby). Zresztą napisała, że to
                        pierwszy raz, że prosi o to, żeby nie byli zbyt surowi dla niej.

                        Myślę, że ona nie jest zadufana w sobie. Raczej mam wrażenie takiej przyjazności
                        i otwartości, chęci podzielenia się pomysłem na fabułę bardziej niż
                        przekonaniem, że napisała piękne i nieskazitelne dzieło.

                        No, nie wiem, mnie się przynajmniej podoba i widzę tam "to coś".
                        Pozdrawiam!


                        • dakota77 Re: Trinity, why? 21.10.08, 11:32
                          Jezeli wiec twierdzisz, Ginestro, ze to nie prowokacja, tylko nieoszlifowany
                          diament, to musze tu wyznac, ze kompletnie cie nie rozumiem. Oczywiscie masz
                          prawo do takiego zdania, wiem, ze twoja osobowosc sklania cie ku widzeniu
                          wszedzie dobra, ale moim zdaniem opinie budujesz na bardzo naciaganych przeslankach.
                          Co do bycia pol-Polka. Jezeli dziewczyna bylaby osoba mieszana narodowosciowo,
                          ale mieszkala w Polsce, chodzilaby zapewne do polskiej szkolym i jednak ciut
                          lepiej radzila sobie z polskim, bo tego by od niej oczekiwano. Jezeli lepiej
                          poslugiwalaby sie drugim jezykiem, moim zdaniem nie usilowalaby pisac
                          opowiadania po polsku, tylko np. po angielsku. Opublikowalaby je na bardzo
                          licznych serwisach fanficowych i tez pewnie bylaby w stanie wzbudzic tam
                          burzliwa dyskusje.
                          Moja przyjaciolka, przybrana siostra, wyemigrowala z Polski w wieku lat 6. Nigdy
                          nie chodzila do polskiej szkoly, bo nie zdarzyla. Ale w mowie jej polszczyzna
                          jest tak ladna, ze nikt by sie nie domyslil, ze nie mieszka w Polsce. W pismie
                          jest duzo gorzej, bo nigdy nie uczyla sie pisac po polsku. Ale wiesz, kiedy juz
                          probuje pisac po polsku, mimo wszystko robi mniej bledow niz ta dziewczyna. Wiec
                          ja tego argumentu nie kupuje:-)
                          Poprawne zapisanie tekstu Sugababes to tez nie dowod na to, ze lepiej posluguje
                          sie angielskim. Przeciez taki tekst wystarczy skopiowac i przekleic ze strony ze
                          slowami piosenek.
                          Moim zdaniem ponosi cie chec usprawiedliwienia dziewczyny za wszelka cene:-)
                          • lezbobimbo Re: Trinity, why? 21.10.08, 11:45
                            dakota77 napisała:
                            >Jezeli lepiej poslugiwalaby sie drugim jezykiem, moim zdaniem nie
                            >usilowalaby >pisac> opowiadania po polsku, tylko np. po angielsku.
                            >Opublikowalaby je na bardzo> licznych serwisach fanficowych i tez
                            >pewnie bylaby w stanie wzbudzic tam> burzliwa dyskusje.

                            O wlasnie, przez mysl mi przeszlo przez chwile, ze to moze po prostu
                            byc jakies straszne tlumaczenie - ze oryginal byl po angielsku, a
                            potem wrzucony w jakis automat.. Chociaz teoria moja upada, bo
                            automaty tlumacza jeszcze gorzej i w ogóle nie maja skladni :)

                            > Moja przyjaciolka, przybrana siostra, wyemigrowala z Polski w
                            >wieku lat 6. Nigdy > nie chodzila do polskiej szkoly, bo nie
                            zdarzyla.


                            Czego nie zrobila? Dakoto droga, popelniasz oto suit fanfiction ;)))
                          • tygrys2112 Re: Trinity, why? 25.10.08, 20:22
                            > Moja przyjaciolka, przybrana siostra, wyemigrowala z Polski w
                            wieku lat 6. Nigd
                            > y
                            > nie chodzila do polskiej szkoly, bo nie zdarzyla. Ale w mowie jej
                            polszczyzna
                            > jest tak ladna, ze nikt by sie nie domyslil, ze nie mieszka w
                            Polsce. W pismie
                            > jest duzo gorzej, bo nigdy nie uczyla sie pisac po polsku. Ale
                            wiesz, kiedy juz
                            > probuje pisac po polsku, mimo wszystko robi mniej bledow niz ta
                            dziewczyna. Wie
                            > c
                            > ja tego argumentu nie kupuje:-)

                            Są różne przypadki. Jedna osoba to nie każda. Znam osoby takie, jak
                            piszesz - które wyemigrowały w wieku paru lat, albo nawet żyły od
                            urodzenia, a mówią bardzo dobrze, ale znam też inne - takie, które
                            po wielu latach wróciły do polski z obcym skcentem i składnią i po
                            prostu sobie nie radziły w nowej rzeczywistości. To jest bardzo
                            różnie.
                            • dakota77 Re: Trinity, why? 25.10.08, 20:25
                              Tak, jedna osoba to nie kazda. Przyklad mial sluzyc dokladnie temu, zeby
                              pokazac, ze tu ciezko generalizowac. Ze nie jest tak, ze wlasnie kazda osoba
                              zyjaca na emigracji czy mieszanej narodowosci od razu nie moze poslugiwac sie
                              przyzwoicie polskim. Nie ma co generalizowac.
                              • tygrys2112 Re: Trinity, why? 25.10.08, 20:33
                                Z tym się zgadzam.
                                Myślę, że to zależy od wielu czynników np. czy ktoś obraca się
                                bardziej w środowisku Polaków, czy tamtejszych; na ile jest podatny
                                na wpływ innych itp. Bo są osoby, które w domu mówią po Polsku, ale
                                na co dzień polskiego nie stosują. I dla jednych to nie ma
                                znaczenia, a dla innych duże.
                                • dakota77 Re: Trinity, why? 25.10.08, 20:38
                                  Wspomniania przez mnie osoba mowi w domu czasem po polsku, ale poza nim nie ma
                                  okazji go uzywac, bo nie obraca sie w polonijnym srodowisku. Masz racje, recepty
                                  nie ma. Ale nie uwazam, by Trinity byla pol-Polka. Mysle, ze zadzialaly tu
                                  fanficowe reguly, tak swietnie opisane przez Supervixen. Zgadzam sie, ze to
                                  typowy przypadek Mary Sue.
                        • lezbobimbo Re: Trinity, why? 21.10.08, 11:36
                          ginestra napisała:
                          > Rozumiem też, że być może jestem dość
                          > specyficzną osobą i już się z tym wcześniej wielokrotnie spotkałam
                          >(także w> realu, z pewnym zdziwieniem niekiedy), że mój odbiór
                          >różnych rzeczy może być> inny niż większości osób, ale tak jak
                          >napisałam, tak uważam.

                          Droga Ginestro, nie przepraszaj, ze jestes, jaka jestes :-)
                          Ja Cie wlasnie taka lubie i szanuje tez, chociaz bywa, ze nie
                          zgadzam w tym czy owym.

                          To opowiadanie Trinity ma tak... zaskakujaca jakosc, ze Twoja
                          przychylnosc dla autorki tez moze sie wydawac zaskakujaca :-)
                          Nie znaczy to przeciez, ze nie mozemy sobie podeliberowac nad tym
                          fascynujacym zjawiskiem literackim, prawda? Pozdrawiam Cie :)
                          Mnie to opowiadanie rozsmieszylo (skladnia i zaskakujacymi
                          podsumowaniami) ale niestety tez zmeczylo - przez to, ze musialam
                          przedzierac sie przez gaszcze tej straszliwej ortografii..
                          takie "wady techniczne" maja dla mnie jednak duze znaczenie i
                          podkreslaja, czy ktos mysli choc troche o nieszczesnych odbiorcach.

                          Domniemana Trinity napisala, ze matka polko itd, ale malo to rzeczy
                          mozna napisac w internecie? Moze Trinity nie jest wcale 11-letnia
                          emigrantka w UK, tylko 28-letnim magistrem polonistyki z Katowic,
                          któremu sie nudzilo? ;)
                          • ginestra Re: Trinity, why? 21.10.08, 12:22
                            Dziękuję i też pozdrawiam!

                            Jeśli chodzi o Trinity, to "materiał dowodowy", który mógłby nam dostarczyć
                            wniosków co do jej osoby jest bardzo niewielki. Ja po przeczytaniu tego
                            fragmentu fanfika mam takie wrażenia jakie mam. Powiem tylko, że nie myślałam
                            wcale, że dziewczyna jest w Polsce na stałe (w szkole spotkałaby się z korektą
                            językową wielokrotnie, mogłaby też kogoś poprosić o sprawdzenie błędów; Możliwe
                            też, że przy okazji naprawdę jest dyslektyczką i nie zważa na poprawianie - z
                            kolei nie wiemy tego i nie sposób tego się dowiedzieć). Przy hipotezie pół-Polki
                            to myślałam raczej, że jest albo za granicą albo w Polsce na wakacjach czy coś
                            (pamiętacie może? Któraś z nas tu pisała o takiej sympatycznej młodziutkiej
                            wnuczce sąsiadki, która będąc pół-Polką, pół-Angielką postanowiła przetłumaczyć
                            Jeżycjadę na angielski, z polskim miała duże problemy, nie rozumiała wielu
                            rzeczy i zadawała pytania, a z drugiej strony miała do polskiego zamiłowanie i
                            czuła się w nim bardzo swojsko). Ja sobie wyobrażam Trinity jako podobny typ.
                            Oczywiście tylko wyobrażam.

                            Wczoraj zapisałam swoje po prostu swoje świeże wrażenia, dziś je potwierdziłam.
                            Myślę, że analizowanie dalej i tworzenie hipotez co do losów i osobowości
                            autorki może nie być sensowne, bo to będzie jednak tylko snucie domysłów. Co do
                            osób dwujęzycznych, to każdy człowiek jest inny i ja nie wypowiadam się na temat
                            poszczególnych przypadków. Różnice i w losach i rodzinie i w edukacji i w
                            "cechach osobniczych" mogą być ogromne pomiędzy jedną a drugą osobą. Sama mam
                            jakąś daleką rodzinę z dziećmi za granicą, jednakże nie wiem w jaki sposób one
                            piszą po polsku, kontakt z nimi jest bardzo rzadki. Na pewno jednak w tym
                            zakresie różnice między poszczególnymi naszymi rodakami są duże.

                            Nie bronię Trinity dla samego bronienia. Na pewno gdybym odniosła wrażenie, że
                            nie ma talentu, to bym nie upierała się, że go widzę. Na pewno na blogu, gdyby
                            ktoś zamieścił swoją twórczość i nie podobałaby mi się ona, to bym nie pisała,
                            że mi się podoba. Raczej bym nie napisała nic, a jeśliby ktoś wprost mnie pytał
                            o zdanie, to jakoś oględnie bym wyraziła to, że może warto jeszcze więcej
                            poczytać, wzbogacać warsztat, poradzić się życzliwych osób, które się tą
                            dziedziną zajmują i znają się na niej. Zresztą kim ja jestem, żeby komuś mówić:
                            to, co napisałeś jest słabe czy coś. Na pewno bym tak nie napisała wprost. Tu
                            Trinity nas zapewne nie czyta, więc jakby można. Jednakże ja napisałam szczerze
                            o tym jej talencie, bo tak właśnie myślę.

                            Nie będę może już tego tematu rozwijać.
                            Nasza rozmowa w tym wątku, to chyba klasyczna dyskusja na temat gustów, a
                            wiadomo, każdemu podoba się co innego. :)
                            Pozdrawiam!
                            • dakota77 Re: Trinity, why? 21.10.08, 12:30
                              Nie zgadzam sie, ze to dyskusja na temat gustow. Dyskutujemy tu o rzeczach
                              zsprawdzalnych, jak znajomosc jezyka, w ktorym opowiadanie zostalo napisane.
                              Tworzenie literatury wymaga sprawnosci jezykowej. Zeby kombinowac,
                              eksperymentowac z forma trzeba najpierw rewelacyjnie panowac nad jezykiem. A
                              dziewczyna, jesli to nie zart, nie panuje nad zadnym jego elementem. To nie
                              dyskusja na temat tego, czy podoba nam sie na przyklad lietaratuta
                              iberomaerykanska czy nie, bo to bylaby dyskusja o gustach. My oceniany sprawnosc
                              warszatatowa, ktora ocenic latwo. Tu nie ma jej sladu.
                              I czemu mialybysmy nie krytykowac czy nie oceniac, skoro ona umiescila to
                              opowiadanie na forum fanficowym, wyraznie proszac komentarze i ocene? Tu nie ma
                              warsztatu, ktory mozna byloby wzbogacic. Autorka powinna wrocic do zerowki czy
                              pierwszej klasy i nauczyc sie pisac po polsku. Dopiero potem mozna by pracowac
                              nad reszta.
                              • meduza7 Re: Trinity, why? 21.10.08, 12:46
                                Ja tak prawdę mówiąc widzę tu żonglowanie pewnymi utartymi zwrotami i kalkami
                                językowymi (czarne jak skrzydło kruka, płakać jak bóbr, cała w skowronkach),
                                doprawione potężną liczbą błędów. I coraz mocniej skłaniam się ku tezie, że to
                                prowokacja.
                                A co do kultowego zdania "Jennifer miała 16 lat i zeszła na śniadanie" -
                                schodzenie na śniadanie wydaje się wręcz obowiązkowym elementem różnej maści
                                "opek". Standardowy początek rozdziału wygląda zwykle tak: bohaterka budzi się,
                                idzie do łazienki, wykonać "poranne czynności", zaznaczamy dokładnie ile czasu
                                to trwało, następnie mamy równie dokładny opis jej stroju i makijażu, po czym
                                schodzi na śniadanie. A podczas tego śniadania dowiaduje się, że np. jedzie do
                                Hogwartu (wersja HP) lub przeprowadza się do Niemiec (wersja TH).
                                • ginestra Re: Trinity, why? 21.10.08, 14:14
                                  A jednak, jak dla mnie, to JEST dyskusja o gustach, czyli o tym, co
                                  się komu podoba.
                                  Mnie na przykład pewne rzeczy w opowiadaniu się podobają, a innym
                                  osobom mogą się nie podobać. Wskazałam na to, że mimo niedociągnięć
                                  widać u autorki talent. A ktoś może uważać, że nie widać i ma prawo.

                                  Krytykować jak najbardziej można, dlaczego nie? Dakota pisze coś w
                                  tym sensie: czemu mam nie krytykować? Otóż ja nie uważam wcale, że
                                  ktokolwiek "ma nie krytykować".

                                  Wyraziłam tylko swoje własne zdanie i umotywowałam je. Każdy ma
                                  prawo do swojego zdania. Innym osobom absolutnie takiego prawa nie
                                  odbieram i nie przekonuję ich do swojego. Jeśli rozwijałam temat, to
                                  tylko dlatego, żeby przybliżyć to, co dostrzegłam i podzielić się
                                  tym. A dalej to już chyba nie ma potrzeby rozwijać.

                                  Wracając do uznanej literatury - każdy z nas ma jakiegoś ulubionego
                                  pisarza, którego ceni i uważa za wspaniale władającego warsztatem
                                  literackim. A przecież ktoś inny może nawet i temu pisarzowi wiele
                                  zarzucić, a nawet nazwać go grafomanem. Nie jest chyba tak, że gust
                                  to tylko sprawa upodobania do danego nurtu literatury czy kręgu
                                  geograficznego. Gust obejmuje też własne, subiektywne odczucia i one
                                  też są uprawnione.

                                  Mnie osobiście chodziło o to, że na temat tej stroniczki fanfiku ja
                                  się wypowiedziałam i inne osoby też. I myślę po prostu, że każdy
                                  zostanie przy swoim zdaniu, bo na pewno nikt nikogo nie przekona do
                                  przeciwnego zdania niż ma. Dalej, to mogłaby się toczyć rozmowa w
                                  taki trochę absuradalny sposób: "ma talent" - "ależ nie ma." - "ależ
                                  ma" - "ależ nie ma". Tak mi to wygląda. :)
                                  A ludzie o podobnym zdaniu mogą na pewno jeszcze sporo uwag i
                                  spostrzeżeń wymienić, bo czemu nie.
                                  Pozdrawiam!
                                  • dakota77 Re: Trinity, why? 21.10.08, 14:24
                                    A ja bede podtrzymywac moje zdanie, Ginestro. Dyskusja o gustach dotyczy moim
                                    zdaniem nieco innego poziomu odbioru. A tu mamy poronione dzielo, OBIEKTYWNIE
                                    zle- bo pozbawione zalet na najbardziej podstawowym poziomie, czyli konstrukcji.
                                    Mamy tu autorke, ktora wziela sie za pisanie, choc nie ma pojecia o poprawnosci
                                    stylistycznej, budowaniu postaci, atmosfery i dialogow. O ortografii i
                                    interpuncji juz nie wspomne, bo wieloktrotnie pisalas, ze to dla ciebie w tym
                                    przypadku nieistotne. Ale dla mnie jest to istotne. Publikowanie tak
                                    niestarannego utworu chocby w sieci swiadczy o braku szacunku dla czytelnikow.
                                    Rozumiem, ze masz osobowosc, ktora sklania cie do szukania na sile dobra gdzie
                                    sie tylko da. Super, kazdy jest inny. Ja z kolei lubie nazywac biale bialym, a
                                    czarne czarnym. Nie widze powodu, dla ktorego mialabym nie napisac, ze uwazam
                                    cale to opowiadanko za zalosna pomylke, a autorke odeslalabym na korepetycje z
                                    polskiego, zanim cokolwiek napisze. Ale moze ja sie nie znam po prostu.
                                    Espertem nie jestem, ale pewnie autorka opowiadania wie wiecej o poslugiwaniu
                                    sie jezykiem, niz ja-dziennikarz.
                                    Ja ci nie odmawiam prawa do widzenia tu talentu. Ja tylko nie rozumiem, dlaczego
                                    go widzisz, bo argumenty mnie nie przekonuja.
                                  • anutek115 Re: Trinity, why? 21.10.08, 14:31
                                    ginestra napisała:

                                    > A jednak, jak dla mnie, to JEST dyskusja o gustach, czyli o tym, co
                                    > się komu podoba.

                                    >
                                    > Wracając do uznanej literatury - każdy z nas ma jakiegoś ulubionego
                                    > pisarza, którego ceni i uważa za wspaniale władającego warsztatem
                                    > literackim. A przecież ktoś inny może nawet i temu pisarzowi wiele
                                    > zarzucić, a nawet nazwać go grafomanem. Nie jest chyba tak, że gust
                                    > to tylko sprawa upodobania do danego nurtu literatury czy kręgu
                                    > geograficznego. Gust obejmuje też własne, subiektywne odczucia i one
                                    > też są uprawnione.

                                    A, to ja się nie zgodzę. Jesli dyskutujemy o gustach, owszem, zgoda, z tym, że
                                    Dakota nie o guscie się wypowiada, ale o wrtościach literackich, które mogą,
                                    lecz nie muszą, z gustem miec wiele wspólnego. Jeśli mówimy o ulubionym pisarzu,
                                    którego ktoś moze nazwać grafomanem, owszem, mówimy o guście literackim. Ale
                                    szczerze mówiąc nie spotkałam przypadku pisarza tworzącego uznaną literaturę
                                    (mówię teraz o literaturze "uznanej", nie "Popularnej" ;-), czyli nie o Monice
                                    Szwaji, która mozna lubic lub nie, ale np. o, bo ja wiem, Prouscie), którego
                                    adwersarze nazywaliby "Grafomanem". Pewnie nie będę umiała tego precyzyjnie
                                    wyjasnić. W kazdym razie - gust jest sprawa indywidualną. Ale warsztat literacki
                                    da się dość precyzyjnie ocenić. Mogę Prousta nie lubic. Może mnie nudzić,
                                    męczyć, mogę go uznac za przereklamowanego. Ale widzę w kazdym zdaniu warsztat,
                                    świetną znajomość języka, styl - którego w tej historyjce nie ma. Nawet uznając,
                                    że jest w niej potencjał typu żywa wyobraźnia, warsztatu nie ma za grosz, a o
                                    tym właśnie pisała Dakota.

                                    Nie ma też szacunku dla czytelnika (o tym pisała Meduza) i przedzieranie się
                                    przez tę prozę jest po prostu męczące. W sumie dlatego też uznaję ten tekst za
                                    parodię - gdyby miał byc czyms innym błedów byłoby mniej. Używanie stosownego
                                    programu nie jest zbyt skomplikowane, nawet ja to robię...
                                    >
                                    > Mnie osobiście chodziło o to, że na temat tej stroniczki fanfiku ja
                                    > się wypowiedziałam i inne osoby też. I myślę po prostu, że każdy
                                    > zostanie przy swoim zdaniu, bo na pewno nikt nikogo nie przekona do
                                    > przeciwnego zdania niż ma. Dalej, to mogłaby się toczyć rozmowa w
                                    > taki trochę absuradalny sposób: "ma talent" - "ależ nie ma." - "ależ
                                    > ma" - "ależ nie ma". Tak mi to wygląda. :)
                                    > A ludzie o podobnym zdaniu mogą na pewno jeszcze sporo uwag i
                                    > spostrzeżeń wymienić, bo czemu nie.
                                    > Pozdrawiam!
                                    • meduza7 Re: Trinity, why? 21.10.08, 15:05
                                      Dokładnie tak. Warsztat!
                                      Zaobserwowałam takie zjawisko: osoby, które faktycznie mają tzw. "iskrę bożą"
                                      mają zazwyczaj też jakąś dozę pokory i nie obrażają się na rzeczową krytykę.
                                      Blogaskowe aŁtoreczki - wręcz przeciwnie. Reakcją na krytykę, nawet najbardziej
                                      stonowaną, jest albo foch, albo kasacja bloga. Niezwykle rzadko zdarza się chęć
                                      poprawy.
                                      Na forum fanów IJ, gdzie też sporo się udzielam, jest też spora grupa osób
                                      piszących opowiadania o swoim ulubieńcu. Tak się składa, że dość często mam
                                      okazję czytać te opowiadania przed publikacją, dyskutować i wprowadzać poprawki.
                                      Jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby ktoś się za to obraził, nawet jeśli zgłaszam
                                      pretensje co do konstrukcji utworu czy sensowności niektórych rozwiązań, co
                                      zwykle najtrudniej jest autorowi przełknąć. Rozmawiamy, konsultujemy i wychodzą
                                      z tego nieraz całkiem niezłe rzeczy. Niestety, jak już wspomniałam, taka postawa
                                      jest rzadka wśród internetowych twórców...
                                    • ginestra Re: Trinity, why? 21.10.08, 15:25
                                      Dakoto,

                                      ależ nawet mi przez myśl nie przeszło uważać, że się nie znasz czy
                                      coś. Nic takiego mi nie przeszło nie tylko przez myśl, a co dopiero
                                      przez klawiaturę. Ani też mi przez myśl nie przeszło odmawiać
                                      komukolwiek prawa do swoich poglądów czy gustów.

                                      Jeśli uważasz, że mówimy o warsztacie czy o walorach stylistyczno
                                      językowych, to owszem, może mówicie, ale nie ze mną.

                                      Ja mówiłam o czymś innym u autorki: o takiej intuicyjnej zdolności
                                      plastycznego i pełnego lekkości przedstawiania świata powieściowego
                                      za pomocą kilku słów, kilku zdań (można by to porównać do kilku
                                      pociągnięć pędzla u utalentowanego malarza), o jej poczuciu bycia
                                      właścicielką tego świata, o jej zdolności tworzenia: świata
                                      przedstawionego, bohaterów jako żywych, ciekawych postaci,
                                      nastrojów, momentów zaskoczenia, kontrastów. O umiejętności
                                      trzymania się konwencji żartobliwej i jednocześnie dawaniu tego
                                      złudzenia, że to, co opisane, nie jest żartobliwe. O tym mówiłam. O
                                      takim czymś, co nie jest dokładnie możliwe do określenia, ale ja
                                      przynajmniej, bo mówię za siebie, coś takiego wyczuwam. I moim
                                      zdaniem świadczy to o talencie. Nie chodziło mi o znajdywanie na
                                      siłę dobra w kimś. To nie ten przypadek przecież. Tu mam wrażenie,
                                      że mamy do czynienia z osobą utalentowaną, która mimo tych błędów i
                                      pewnych naiwnych sformułowań nastolatkowych, pokazuje ten talent.
                                      Ale to tylko moje zdanie, co zaznaczałam raz po raz w tych wszytkich
                                      postach. Konsekwentnie odwołuję się do subiektywności doznania, do
                                      trudności w nazwaniu słowami "tego czegoś", co jednak, moim zdaniem,
                                      jest i istnieje i wielu ludzi próbuje to nazwać. Benedetto Croce też
                                      próbował i wielu literaturoznawców przed nim i po nim, wielu
                                      czytelników oczywiście też. Jest to rzecz bardzo ciekawa próbować
                                      określić na czym polega to coś, co się czuje.

                                      Odpowiadając Anutkowi o tej krytyce uznanych pisarzy, to być może
                                      trzeba by uściślić kryteria dyskusji, choć nie chciałabym się
                                      angażować w nową dyskusję. Ja rozumiem, że można orzec, że pisarz
                                      czy poeta pisze bardzo pięknie i warsztatowo sprawnie, wręcz
                                      wybitnie. Mnie chodziło jednak o taki zupełny subiektywizm. Typowa
                                      byłaby tu dyskusja o Mickiewiczu, którego poezja jednych wzrusza, a
                                      innych nie.
                                      Albo na przykład Elfride Jelinek, nagrodzona literacką nagrodą
                                      Nobla. Komisja nagrodziła ją, a wiele osób uważa, że to jest jakaś
                                      okropna proza, której nie da się jej czytać. Zaznaczam, że sama nie
                                      czytałam, tylko słyszałam. I te dwa punkty widzenia jestem w stanie
                                      pomieścić w sobie - że jednym się ona podoba, a innym nie.
                                      Abstrahując od tego czy jest sprawna warsztatowo i tak dalej. Może
                                      być sprawna warsztatowo, ale odrzucać wulgarnością czy czymś jeszcze
                                      innym. I sprowadzam to również do gustu.
                                      Myślę, że tutaj trzeba by naprawdę określić kryteria co jest gustem,
                                      a co nie.

                                      Natomiast co do Trinity, ja nie napisałam nigdzie, że ona pięknie
                                      literacko napisała ten swój kawałek prozy. Wskazałam tylko na
                                      umiejętności tworzenia, na zdolności (moim zdaniem wrodzone), które
                                      ja widzę pomimo niedoskonałości i tak dalej. :)

                                      A więc wydaje mi się, że naprawdę nie jest chyba dobrze dalej pisać,
                                      bo tylko może być z tego więcej nerwów, a po co. Każdy może zostać
                                      przy swoim zdaniu. Zauważcie, że ja napisałam tylko malutki
                                      komentarz pod tym linkiem z fanfikiem. Nie chciałam przekonywać
                                      nikogo, a kilka osób odniosło się do tych moich słów tak, że pewnie
                                      nie mówię poważnie. A więc wyjaśniłam, że poważnie. A teraz już
                                      chyba nie trzeba dalej wyjaśniać.
                                      Pozdrawiam!
                                      • dakota77 Re: Trinity, why? 21.10.08, 16:11
                                        Ja sie zgadzam z tym, ze nie warto ciagnac dalej tej dyskusji. Wyszlam sie
                                        przewietrzyc, ochlonelam i stwierdzilam, ze ani badziewny fanfic, ani mocno
                                        rozbiezna definicja talentu literackiego nie jest warta moich nerwow:-).
                                      • dakota77 Re: Trinity, why? 21.10.08, 16:14
                                        I tylko m alutkim tytulewm uzupelnienia- mnie Mickiewicz ani odrobine nie
                                        wzrusza. Szczerze mowiac, nie cierpie jego utworow. Ale jego talent literacki
                                        byl obiektywny i nie podlega subiektywnej ocenie. Odbior jak najbardziej. Tak
                                        wiec rozumiem, ze moze ci sie podobac opowiadanie Trinity, bo jak sama pisalas,
                                        gusta sa rozne. Ale uzasadnienie, dlaczego uwazasz, ze widac w tym talent uwazam
                                        za mocno naciagane i mam wrazenie, ze jestes tu jedyna osoba, ktora jest sie wm
                                        stanie w tym tekscie dopatrzyc owego palstycznego i lekkiego przedstawienia
                                        swiata i sprawnego poslugiwania sie zartobliwa konwekcja. Howhg.
                                        • croyance Re: Trinity, why? 24.10.08, 11:44
                                          Dakoto, zgadzam sie z Toba.

                                          Co innego powiedziec: opowiadanie jest zle napisane, fatalnie
                                          skonstruowane, niedopracowane - ale w jakis sposob mi sie podoba
                                          (uznanie obiektywnych niedociagniec i subiektywna ocena)
                                          niz upieranie sie, ze skoro mi sie podoba, to musi byc swietne.
                                      • supervixen A Lochę Snejpa ktoś czytał jak jeszcze istniała?:) 24.10.08, 09:22
                                        Ginestro, poczytałam sobie i fanfica i ten wątek. I mam parę
                                        spostrzeżeń:)

                                        Po pierwsze, jest jakaś szansa, że to faktycznie była prowokacja.
                                        (Szkoła Maggi?) Ale jest zupełnie prawdopodobne, że to zwykły fanfic
                                        jakich pełno w polskim internecie. Ja się kiedys zaczytywałam Lochą
                                        Snejpa (gdzie wyśmiewano się z takich blogowych powieści) i uwierz
                                        mi, że takich fanfików, z błędami, za to bez ładu i składu, jest
                                        całe mnóstwo.

                                        Co do dwujęzyczności autorki, to jeśli chodzi o jej styl - tak jak
                                        juz pisałam, takich usianych błędami blogów jest pełno i
                                        wychodziłoby na to, że połowa polskich nastolatków piszących o HP
                                        jest dwujęzyczna:) Fakt, że bohaterka fanfika jest pół-Polką,
                                        również mnie nie przekonuje. Otóż istnieje takie pojęcie jak Mary
                                        Sue - jest to postać wprowadzona przez autora do fanfika, która jest
                                        chodzącym ideałem, a przy tym ma podejrzanie wiele wspólnego z
                                        autorem dzieła:) A więc w tym wypadku Trinity obdarza uczennicę
                                        Hogwartu swoją narodowością, choćby w połowie (choć i całe-Polki się
                                        w potterowych fanfikach zdarzają) Takie Mary Sue to standard na
                                        polskich blogaskach. Wszystkie te nowe uczennice Hogwartu, w których
                                        zakochuje się Harry/Ron/Malfoy to Mary Sue. Co gorsza, większość
                                        Hermion i Ginny to też Mary Sue, bo autorki jak przy użyciu
                                        czarodziejskiej różdżki pozbawiają swoje bohaterki ich ksiązkowego
                                        charakteru i nadają im swój:)

                                        No i niestety muszę się zgodzić z resztą foumowiczów, że do
                                        nieoszlifowanego talentu to temu fanfikowi daleko. Ja akurat
                                        niejeden w zyciu przeczytałam i są ludzie, którzy piszą genialnie,
                                        naprawdę. Ale zaprezentowany na forum fragment jest absolutnie
                                        typowy dla nurtu snejpolochowatego, który nadaje się do pośmiania,
                                        li i jedynie.

                                        A, Lochy Snejpa już nie ma, ale archiwa można tu poczytać:
                                        web.archive.org/web/*/http://jan.mylog.pl Polecam:D Ale w
                                        pracy nie radzę, bo lektura grozi histerycznymi wybuchami śmiechu.
                                        Np:
                                        Nagle do naszego stolika podeszli Malfoy i Ginny.
                                        - Witaj Harmiono, cześć Harry. Dobrze sie bawicie?
                                        - Świetnie. Dzięki za zapytanie Ginny.
                                        - Dracon!
                                        - Aa, już. Sorry Harry za te wszystkie lata. Sztama?
                                        - Sztama!


                                        MOJE URODZINY!!!ZAPOMNIAŁEM!!!-krzyknął Harry.Chciał złapać się za
                                        głowę,ale w porę sobie przypomniał,że ustawił je na żel.


                                        -Wstawaj! Wstawaj słyszysz!! Już ósma!
                                        (Opisane śniadanie)
                                        Harry stracił poczucie czasu płakał i płakał.
                                        (...)
                                        Spojrzał na zegarek i zobaczył ze już 23.00


                                        I mój absolutnie ulubiony kawałek o koparze:

                                        Ja siem popatrzyłam na niego i wstałam a on mnie pociągnął i
                                        przysunął do siebie, dziewczyna oniemiała, osłupiała, kopara jej
                                        opadła znaczy szczęka i wstała.