bunny.tsukino 08.09.08, 21:08 pytanie lakoniczne: odnajdujecie w sobie ewę jedwabińską, uświadamiacie sobie ten fakt i co dalej.. wiem, że dużo było na ten temat, ale mnie to dręczy i gryzie Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
jamniczysko Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 08.09.08, 23:00 Hmmm... Czy Twoja teza jest taka, że każda/y z nas nosi w sobie pierwiastek Ewy Jedwabińskiej? Ja na pewno noszę. Jestem pedagogiem, który czasem drze ryj na własne dziecko. I wtedy od razu mi brzęczy: "Ja chcę iść po Pieeeska!" Odpowiedz Link
verdana Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 09.09.08, 00:04 Akurat Ewy Jedwabińskiej w sobie nie odnajduję, ani nie jestm porzadna, ani do jedzenia nie przywiązuje qagi, a choc jestem wredna (fakt, niestety), to zawsze zabranie dziecku ulubionej zabawik uwazalam za znacznie wieksze okrucieństwo niz lanie. Odpowiedz Link
dakota77 Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 09.09.08, 00:07 W pelni zgadzam sie do co zabawki. A Ewy w sobie za nic nie odnajduje. Odpowiedz Link
sir.vimes TAk, czasem , rzadko ale tak 09.09.08, 01:26 ale ja z eugeniuszami nie trzymam, mogę dowolnie neurotyczna być i sama się pogrążam, nikt dodatkowo mnie nie pogrąży. a jeszcze głębiej - od Ewy się tym mocno różnię , że lubię dramat, nie muszę być "porządna". W ogóle nie muszę być dobra. Ale Ewę dobrze rozumiem - nawet w tej pozornie debilnej kwestii z jedzeniem szynki. Ale to z zupełnie innej beczki - bo do jedzenia nikogo nie zmuszam. Odpowiedz Link
jamniczysko Re: TAk, czasem , rzadko ale tak 09.09.08, 07:56 O korzeniach Ewy (zapewne zimnych i zgniłych) nie wiemy nic. A ja bym bardzo chętnie widziała w którymś z następnych tomów wątek Aurelii, badającej historię swojej rodziny od strony matki, i kiwającej głową ze współczuciem, jaka to mamusia była biedna. Bardzo biedna. Biedna mamusia. Odpowiedz Link
biljana Re: TAk, czasem , rzadko ale tak 09.09.08, 12:22 Ewa była neurotyczką. Niestety jakieś tam pokłady neurotyzmu (mniejsze lub większe) obserwuje u siebie... tak znam te zachowania... Odpowiedz Link
marajka Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 09.09.08, 11:40 Nie ma we mnie, ani kawałeczka Ewy. Jestem bałaganiarą, studiuję kierunki humanistyczne, nie lubię nowoczesnego, minimalistycznego wystroju wnętrz. Dziecka nie mam, ale nie wyobrażam sobie traktowania go z takim chłodem i zabierania zabawek. Też miałam takiego pieska, brudny nieraz był okropnie, mama go po cichu prała i po kłopocie. Odpowiedz Link
anutek115 Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 09.09.08, 12:43 A ja chyba nie. Aż się zdziwiłam trochę, jak się nad tym zastanowiłam, bo Ewa była i wycofana, i obsesyjnie pragnęła akceptacji, i chyba nieśmiała i zamknięta w sobie była... czyli niby jak ja. No i neurotyczna, też niby bywam. Ale jakoś .... inaczej. Od pedantyzmu jest mi baaaardzo daleko. Nienawidzę ascetycznych, nowoczesnych wnętrz, już nawet czasopism z serii "Twój dom" oglądać nie mogę, tak tam się ostatnio rozpycha ten metal, szkło i szlachetny minimalizm ;-). Mam w głębokiej pogardzie i jeszcze głębszej obojętności wszelkie psychologiczne metody wychowawcze, zarówno w odniesieniu do własnych dzieci, jak i do własnych uczniów. Jeśli chodzi o uczniów, to wychowuję ich metodą "pomyśl o swojej wychowawczyni z liceum i nie rób nic, co ona by zrobiła" ;-))). Jeśli chodzi o dzieci, to działam trochę podobnie. Nigdy bym dziecku nie wyrzuciła jego ukochanej zabawki, no i w ogóle, moje dzieci są noszone na rękach, przytulane i - z punktu widzenia takiej Ewy - pewnie bardzo zepsute ;-). Nie wiem, co ją skłoniło do wyjścia za mąż i posiadania dziecka (w ogóle niewiele o niej wiadomo), ale mam podejrzenie, że nie to, co mnie... Nie, jakoś niewiele tej Ewy we mnie.... Odpowiedz Link
ding_yun Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 09.09.08, 13:37 A ja odnajduję w sobie coś z Ewy.Zwłaszcza w przypadku kłopotów osobistych, robię się właśnia taka sztywna. Do tego zaczynam jeszcze wszystko pedantycznie porządkować, układać (minimalistyczne wnętrza lubię zresztą zawsze) w nadziei, ze to pomoze mi uporządkować pewne sprawy (nie pomaga). Dla odmiany jeśli dobrze się dzieje zaczynam wprost tryskać dziecięcym entuzjazmem. Odpowiedz Link
jamniczysko Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 09.09.08, 14:09 Dziecięcy entuzjazm jest Ewie obcy. :( Ona jest typem skończenie depresyjnym. Chyba nawet gdzieś jest napisane, że mała Aurelia postrzega mamusię jako osobę nieumiejącą się cieszyć. Odpowiedz Link
verdana Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 09.09.08, 14:58 zawsze się zastanawiałam, czy Ewa nie jest DDA. Odpowiedz Link
jamniczysko Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 09.09.08, 18:22 Na pewno jest. Tą odmianą, która w szkolnych czasach przyjmowała postać "dziecka - bohatera". Odpowiedz Link
filifionka-listopadowa Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 09.09.08, 18:43 Nigdy nie potrafiłam odkryć dlaczego Ewa jest taka jaka jest. Co się za tym kryje, co ją ukształtowało? Myślę ,ze teoria z DDA jest niezwykle trafna. Odpowiedz Link
dakota77 Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 09.09.08, 18:46 Tak, to by pasowalo. Np. to jej dazenie do perfekcji, jako wieczna proba udowodnienia, ze jest cos warta. Odpowiedz Link
tennesee Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 09.09.08, 18:50 Pamiętacie wspomnienie Ewy z lekcji z Dmuchawcem? ten moment, kiedy ona niby dostawała piątkę, ale czuła, że nie ma to żadnej wartości. Kiedy dawała z siebie tyle ile była w stanie, a takze to, czego, jak sądziła, od niej oczekiwano i nic- bariera, ściana, wykluczenie. Wydaje mi się, że często odczuwam coś takiego w relacjach społecznych- daję z siebie tyle ile potrafię i nic- nie czuje interakcji, docenienia, trochę tak, jakby mnie nie było i nie wiem wtedy co zrobić, bo gram zgodnie z regułami, a w zasadzie zgodnie z tym, jak je odczytuję, a efektu ni ma. A może tu moje jedynactwo, a nie jedwabińskosc, wychodzi? Odpowiedz Link
dakota77 Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 09.09.08, 19:06 Hm, ja tez jestem jedynaczka, ale nie wydaje mi sie, zeby tu tkwil problem. Odpowiedz Link
jamniczysko Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 09.09.08, 19:15 Ja jestem jedynaczką i DDA, więc zgadzam się z Verdaną. Ciągła potrzeba udowadniania, że jestem dobra, perfekcyjna, najlepsza. Czerpanie sił do życia z pozytywnych ocen z zewnątrz, bo w środku pusto. No, i to zawodowe brnięcie w pomagactwo... :) Odpowiedz Link
anutek115 Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 09.09.08, 20:18 A ja jestem DDA, ale nie jedynaczka, dlatego ta chęć Ewy, by ją lubiano i chwalona wydała mi się znajoma. Chęc udowadniania, że jest się idealną musi pokrywać kolosalną niepewność siebie (znaną mi wręcz za dobrze). Bardzo przekonująca koncepcja, Verdano. Byłabym ciekawa, jak to widzi pani MM, dlaczego jej Ewa taka... samotna i smutna wyszła? Odpowiedz Link
onion68 Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 09.09.08, 20:32 Zadziwiająco wiele osób przyznaje się do głodu akceptacji... ja też. A czy nie stwierdziła MM ustami Gaby, że wszyscy jesteśmy dużymi, smutnymi dziećmi? Tylko różne drogi obieramy. Z cech Ewy, to jeszcze lubię maskujące ciuchy (zwłaszcza jeśli chodzi o barwy, chociaż ostatnio odchodzę od tego). Natomiast moje dzieci nigdy nie musiały być ciągle czyste i jak spod igły lub wystawy. Nie znoszę też zimnych, minimalistycznie urządzonych wnętrz, na myśl o szkle (poza oknami) lub stali otrząsam się. Lubię ciepłe, lekko abnegackie w duchu wnętrza (ale bez przesady). Odpowiedz Link
dakota77 Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 09.09.08, 20:34 Ja bardzo lubie minimalistyczne wnetrza, o ile nie wygladaja jak laboratorium:-) Odpowiedz Link
idomeneo Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 10.09.08, 00:29 ja też lubię i abstrakcyjne "mazy" też :) Odpowiedz Link
ginestra Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 09.09.08, 20:33 Ja również zgadzam się z Verdaną i Jamniczyskiem co do Ewy jako DDA (lub DDD - dorosłego dziecka z rodziny dysfunkcyjnej, choć to praktycznie dokładnie to samo w sensie objawów u takiej osoby. Różnicą jest tylko ewentualny brak uzależnienia u któregoś z rodziców, ale w rodzinie występuje jakieś "nie radzenie sobie" przez rodziców ze sobą, z życiem, czasem depresja matki czy ojca albo nawet przewlekła choroba w rodzinie i dlatego dzieci wychowują się same, przybierają różne role i muszą mierzyć się z rzeczami o wiele za dużymi na ich siły; nierzadko muszą być "rodzicami własnych rodziców"). A więc co do Ewy to to jest bardzo trafne. Przede wszystkim charakterystyczna i chwytająca za serce jest jej ogromna samotność i to bycie zmuszoną, żeby radzić sobie samej w życiu - tak jak potrafi, ale tak, jakby była sama na świecie, zdana tylko na siebie. Nie dziwi też, że w wychowaniu dziecka szukała oparcia w podręcznikach, bo nie mogła przecież intuicyjnie czerpać z pokładów ciepła, akceptacji, miłości do dziecka, które miałaby w sobie - bo po prostu tych pokładów nie dostała. Związała się też z chłodnym mężczyzną, który jej nie wspierał i nie pomagał w przezwyciężeniu tych trudności, które wniosła do związku. Ta samotność Ewy i to jej bycie we mgle, niemożność znalezienia oparcia w samej sobie czy w kimkolwiek jest przeraźliwa i budzi moje współczucie. To jest takie "radzenie sobie na smutno", jak ja to nazywam. Może gdyby to działo się parę lat później, to Ewa natrafiłaby na dobre książki, publikacje, czy ludzi, którzy naprowadziliby ją na trop jej problemu i mogłaby go wówczas zrozumieć i pokonać. Szkoda bardzo, że Borejkowie czy Dmuchawiec nie zaprzyjaźnili się z Ewą, bo ciepło i mądrość życiowa, na przykład ze strony dojrzałej, zintegrowanej wewnętrznie osoby, akceptacja i wsparcie, też by mogły jej bardzo pomóc. Co do odnajdywania Ewy w sobie to tak, ja odnajduję coś podobnego w sobie, może bardziej parę lat temu niż teraz, a jest to właśnie takie osamotnienie wśród spraw, które przerastają, dostosowywanie się do zadań "bo trzeba", "bo muszę", "bo jak inaczej" i wdziewanie takiej zbroi dzielności, żeby sobie radzić, gdy w środku człowiek czuje się słaby i nie na swoim miejscu. Myślę, że szkoda bardzo, że temat Ewy nie został pociągnięty w Jeżycjadzie (podoba mi się wersja Aurelii szukającej rodzinnych śladów matki i ucząca się ją rozumieć). No i że nie było dane Ewie za życia wyprostować ścieżek, odnaleźć siebie i stworzyć dobrą relację z córką, a także szkoda, że ona i Eugeniusz nie przepracowali obopólnego lęku przed bliskością i innych swoich problemów. No, ale tak też w życiu bywa. Macie rację, biedna Ewa. Odpowiedz Link
anutek115 Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 09.09.08, 20:48 ginestra napisała: > Może gdyby to działo się parę lat później, to Ewa natrafiłaby na dobre książki, > publikacje, czy ludzi, którzy naprowadziliby ją na trop jej problemu i mogłaby > go wówczas zrozumieć i pokonać. Ludzi, Ginestro, ludzi. Ona z książkami miała za duży problem. Może i teraz są lepsze, ale jednak też trzeba w nich umieć szukać, a nie brac wszystkiego, jak leci, starać się stosować w zyciu, bez żadnych "dogięć" do indywidualnej sytuacji (jak mi się wydaje, tak własnie robiła). A poza tym żadna ze mnie spejalistka od relacji międzyludzkich, ale musze napisać, że mi pomogli ludzie. Li i jedynie. Chcący i niechcący, starając się lub przez przypadek, ale tylko ludzie, nie książki. Szkoda bardzo, że Borejkowie czy Dmuchawiec nie > zaprzyjaźnili się z Ewą, bo ciepło i mądrość życiowa, na przykład ze strony > dojrzałej, zintegrowanej wewnętrznie osoby, akceptacja i wsparcie, też by mogły > jej bardzo pomóc. I tu niestety znów okazuje się, jak bardzo... mało mądrzy? tchórzliwi? egoistyczni? są de facto Borejkowie i Dmuchawiec. Jasne, niby nigdzie nie jest powiedziane, że musimy się zaprzyjaźniac ze wszystkimi, którzy wymagają pomocy, ale... co oni jej zaoferowali? Trochę protekcjonalnych gestów i takichż słów... nie za wiele współczucia, niezbyt wiele (o ile w ogóle) ciepła. Ech... Odpowiedz Link
ginestra Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 09.09.08, 21:00 Pisałam równocześnie z Anutkiem i Onion. Poruszyło mnie to, co mówicie. Chciałabym jeszcze dodać, że na podstawie moich obserwacji życiowych oraz z lektur widzę coś takiego, że bardzo wiele osób mimo przyjścia na świat w rodzinie, w której jest problem, na przykład, alkoholowy, mimo wszystko otrzymało sporo ciepła, miłości i poczucia wartości. Wszystkie takie osoby mają jednak specyficzne problemy, które mogą w dorosłym życiu (zwłaszcza w związkach) dać o sobie znać, ale które można starać się przezwyciężyć - jednakże u jednych osób te problemy są cięższe, a u innych lżejsze. Wpływa na to wiele czynników, a przede wszystkim to jakie było ich najwcześniejsze dzieciństwo oraz jaki był stopień destabilizacji rodziny w momencie ich przyjścia na świat. Także to, czy mieli starsze rodzeństwo i czy to rodzeństwo było wsparciem. Czy mama, mimo problemu alkoholowego w domu była w miarę wspierająca dla dziecka i dobra. Tak więc jedne osoby DDA wyrastają na ludzi takich jak Ewa Jedwabińska (o mocno zaburzonej osobowości, bardzo "zamrożonych" lub szukających ślepo "problemowego" partnera), a inne nie. Znam takie rodziny, w których widać jak na dłoni jaki był stan problemu alkoholowego i w ogóle zła w rodzinie w momencie, gdy rodziły się kolejne dzieci. Na przykład jest pięcioro dzieci, z czego dwoje najstarszych ma w miarę dobre związki i zdrowe poczucie wartości, trzecie ma związek problemowy, czwarte też ma problemowy, z tym, że w większym stopniu niż trzecie, a piąte w większym stopniu niż czwarte. Mam też taką koleżankę DDA, która jest najmłodsza z dużej liczby rodzeństwa i ona ma najmniej problemowy związek i najmniej skomplikowaną biografię z nich wszystkich, bo była jakoś chroniona przez starsze rodzeństwo, a przy tym ojciec (uzależniony) zmarł gdy była mała, więc znała go krótko, a potem już w rodzinie było dużo stabilniej. Tak więc niesamowite ile rzeczy wpływa. Ważne są też inne osoby oddziałujące na dziecko - czy to z rodziny, czy ze szkoły, czy sąsiedzi. My też możemy być taką osobą, która pomaga obcemu dla nas dziecku, z którym zetknął nas los, uwierzyć w siebie. Ogromnie podoba mi się na przykład działalność fundacji Wiosna z Krakowa, która poprzez pomoc w lekcjach pomaga dzieciom z problemowych rodzin uwierzyć w siebie i odwrócić zły los. Jeśli chodzi o DDA to jest bardzo dobra strona internetowa (gdyby ktoś chciał zobaczyć): www.dda.pl/ Jeszcze wspomnę, że uważam (za Alice Miller i innymi psychologami), że najważniejsze są JEDNAK pierwsze dni, miesiące i pierwsze 2-3 lata życia dziecka. Jeśli były one w miarę spokojne i jeśli WTEDY dziecko otrzymało sporo miłości i bezpieczeństwa i odczuło, że jest mile widziane na świecie, doświadczyło, że jego potrzeby są spełniane, że gdy płacze, to pomoc przychodzi itp., że wolno mu wyrażać różne uczucia i są one przez dorosłych "odzwierciedlane" i akceptowane, to wówczas wygrało los na loterii i wygrało swoje życie. Nawet jak potem przyjdzie mu doświadczać życia w domu alkoholowym albo wojny albo jeszcze czegoś, to jest ogromna szansa, że w swoim czasie podźwignie się z tego, odbuduje siebie. Najtrudniej jest z osobami, dla których te pierwsze dni, miesiące i lata życia były złe. Ale wierzę, że i te osoby mogą się dźwignąć, gdy spotkają dobrych ludzi i pomoc w dalszym życiu, że jest dla nich, jak najbardziej, nadzieja. Odpowiedz Link
ginestra Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 09.09.08, 21:22 Anutku, teraz też pisałam równolegle z Tobą. Okazuje się, że też miałam to na myśli, co Ty: że człowiek człowiekowi może wiele pomóc. Co do książek, to bym jednak broniła ich, bo wydaje mi się, że jednak dużą pomocą są te, które ukazały się później niż mogła mieć do nich dostęp Ewa, czyli te wszystkie, które mają w tytule: DDA, współuzależnienie itp. Takich książek chyba wtedy nie było, także artykułów w pismach, nie było też poradni (a może były, tylko bardzo niewiele), które świadczyłyby pomoc DDA czy ludziom z problemem współuzależnienia. Była na pewno mniejsza świadomość społeczna. Wydaje mi się, że ci ludzie, którzy zostali w bardzo dużym stopniu spustoszeni przez trudne dzieciństwo mogą potrzebować pomocy fachowej, bo być może oni innych ludzi, nawet chętnych do przyjaźni, będą odtrącać. Tu byłby potrzebny ktoś, kto by tak porozmawiał, że pokazałby jej, że są ludzie, o identycznej niemal biografii - tacy jak ona. I że to nie żaden wstyd i to nie jej wina. I że można znaleźć pomoc. Spotkałam osobę, która chodziła na zajęcia o współuzależnieniu i opowiedziała mi, że 15 lat wcześniej, kiedy jej mama (uzależniona) w jakiś sposób wyszła z nałogu (może drogą terapii AA?), to ktoś tę córkę namawiał, żeby szukała pomocy psychologicznej dla siebie. Ona nie rozumiała tego i mówiła mi, że dziwiła się i temu komuś odpowiedziała: "dlaczego ja? przecież to mama ma problem, jeśli już, nie ja". Ten rozmówca nie potrafił jej przekazać czym jest współuzależnienie, i że ona naprawdę powinna iść po pomoc, tylko mówił to intuicyjnie, bez konkretnej wiedzy, bez podania lektur chociażby. Okazało się, że po tę pomoc poszła, ale dopiero 15 lat później, kiedy sama była żoną alkoholika i czegoś się dowiadywała stopniowo o złożoności problemu. Chcę powiedzieć, że czasem problem jest tak duży, że to dziecko będzie (jak ta kobieta) szukało partnera na podobieństwo uzależnionego rodzica (alkoholika, pracoholika czy innego, dla którego będzie ważne "coś" bardziej niż ono), i że samo, nawet mając przyjaciół i dobrych ludzi wokół, będzie ślepo w to szło, jak ćma do ognia. I tylko świadomość problemu i wdrożenie kroków pomocowych może odwrócić to przyciąganie. Jest to bardzo, bardzo złożony temat. Tak wiec, ja osobiście wierzę w publikacje i książki i poszerzanie świadomości i grupy edukacyjne itp. jako w coś niezbędnego w dużych problemach. Pozdrawiam! Odpowiedz Link
onion68 Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 09.09.08, 21:26 Racja, Ginestro, lecz nie zapominajmy też, że Ewa była klasycznym przypadkiem dostrzegania źdźbła w oku bliźniego, a niedostrzegania belki we własnym. Pamiętasz: "kiedy to despotyczna, uczuciowo zimna matka...". Słyszałam o podobnych przypadkach w życiu, np. pani kurator, która masakruje psychicznie własne dzieci... Odpowiedz Link
ginestra Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 09.09.08, 21:42 Tak, ten "zimny wychów" u Ewy i nie dostrzeganie problemu u siebie robi duże wrażenie. Chciałoby się do niej dotrzeć, jakoś jej to pokazać, wytłumaczyć. I aż chce się człowiekowi zapytać "Gdzie jest Eugeniusz i dlaczego nie reaguje?" :( O dzieciach to naprawdę duży temat. :( Pozdrawiam! Odpowiedz Link
dakota77 Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 09.09.08, 22:45 A pedagog, ktory nie potrafi wychowac dziecka, to juz zjawisko na poprzadku dziennym. Odpowiedz Link
ginestra Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 09.09.08, 21:39 Jeszcze ostatnie, co chciałabym dodać, bo może to źle zabrzmiało, że tak straszne wydaje się to przyciąganie do osoby uzależnionej. Chciałabym powiedzieć, że ta osoba uzależniona najczęściej jest przecież równocześnie dobrym i wrażliwym człowiekiem - i tak z mocą uważam. Dużo osób wychodzących z nałogu daje świadectwa i przewija się w nich taki motyw: "dzięki temu, że doświadczyłam czym jest uzależnienie/ współuzależnienie i teraz wychodzę z tego, ja i moja rodzina staliśmy się lepszymi ludźmi". Wychodzenie z nałogu/ współuzależnienia jest tak naprawdę odkrywaniem siebie oraz odkrywaniem więzi z ludźmi, ze światem, odkrywaniem swoich talentów, a także nauką/ uświadomieniem sobie empatii i innych dobrych rzeczy, które w człowieku były już wczesniej. Tylko to wchodzenie "na ślepo", bez świadomości, w problemowy związek obiektywnie daje dużo zła i krzywdy, niestety, także dla dzieci. A więc nie jest to czymś dobrym. Dlatego ważna jest wiedza, bo wtedy można pomóc i sobie i partnerowi i nie okraść dzieci z dzieciństwa i z różnych rzeczy, których potrzebują do życia jak powietrza. Czasem mówi się, że ktoś dopiero pójdzie po pomoc, gdy sam sięgnie dna. Jest to w jakimś sensie słuszne, ale jeśli otoczenie wie coś o problemie, o jego dynamice i wie co robić, to decyzja o szukaniu pomocy przez daną osobę (uzależnioną lub współuzależnioną) może zapaść dużo wcześniej. (Na spotkaniach osób współuzależnionych m.in. omawia się tzw. konfrontację, którą trzeba przeprowadzić w specyficzny sposób, przy spełnionych różnych warunkach, z udziałem wielu członków rodziny, którzy wiedzą co robić i co mówić. I ta konfrontacja czasem daje efekt w postaci decyzji uzależnionego o podjęciu leczenia. Owszem, czasem nie, ale może utorować do tej decyzji drogę, może tak czy owak wiele dać. Sama rodzina, jeśli pójdzie po pomoc dla siebie, to pomaga w ten sposób uzależnionemu. Metodyka pomocy to dorobek wielu lat wielu ludzi, a więc można zaufać tym treściom). Wtedy losy rodziny można odwrócić. Odpowiedz Link
ananke666 Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 09.09.08, 23:25 Mnie jedno nie pasuje do DDA, mianowicie osoba autora. Czy MM stworzyłaby taką postać, nie dając jej wcale zrozumienia u idealnego pedagoga ani u świętych Borejków? Chyba nie. Jeśli Dmuchawca przedstawić jako wzorowego wychowawcę (miewa rysy ten spiżowy pomnik, miewa, niemniej w zamyśle miał był wzorowy), to musiał on wiedzieć cokolwiek o dysfunkcyjnej rodzinie swojej wychowanki i MM nie ograniczyłaby go tylko do "zawsze mi było Ewy żal" i stawianych bez przekonania piątek. Musiałoby być coś więcej, może i niewiele, ale coś, trochę wsparcia, trochę ciepła. Podobnie w gumowej kuchni. A tu nic. Nie bardzo chce mi się wierzyć, żeby MM tworzyła postać DDA, do którego nikt nie wyciąga ręki, chociaż w koło sami święci. Podobnie Aurelia Smętna Firana musiałaby coś wiedzieć - linia matka-córka, ojciec-matka (ojcu się wyrwie, dziecko podsłucha), ojciec-babka, babka-wnuczka, a my razem z nią. A tu nic. Chociaż Ewa może faktycznie mieć cechy DDA, to wcale nie musi nim być i moim zdaniem raczej nie jest, chyba, że MM swoim zwyczajem znów przyczepi jakąś przyfastrygowaną historię. Raczej obstawiałabym rodzinę dysfunkcyjną, ale inaczej. Chłodną, zdystansowaną matkę z wygórowanymi wymaganiami, taką, która dziecka w zasadzie nie chciała, bo figurę psuje i na cerę szkodzi, ale jak już jest, to niech najlepsze będzie, ładne, grzeczne, opanowane i piątkowe. Ojca, który z poza swoim zawodem świata nie widzi, ożenił się, bo tak wypadało, a żona i córka służą do robienia dobrego wrażenia. Takie jakieś klimaty, wydaje mi się, że dobrze tłumaczące lęki przed bliskością i potrzebę sterylności i uporządkowania przestrzeni. Są przecież tacy ludzie i nie trzeba być do tego DDA. Reasumując: Ewa zdradza do DDA niejakie podobieństwo, ale konstrukcyjnie mi wcale nie pasuje. Odpowiedz Link
jamniczysko Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 10.09.08, 08:33 Czyli, jak pisała Ginestra, nie DDA, tylko DDD. Mechanizmy te same. (Mój ojciec przez pięćdziesiąt lat prawie nie trzeźwiał, ale w grupie terapeutycznej byłam razem z ludźmi, których ojcowie w ogóle nie pili alkoholu, ale np. nie uczestniczyli w życiu rodziny.) Odpowiedz Link
ananke666 Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 10.09.08, 09:43 Tu się zgodzę, rodzina wredna, ale trzeźwa. Dla mnie jest różnica. Odpowiedz Link
filifionka-listopadowa Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 11.09.08, 13:06 Tylko ,że ten alkoholizm wcale nie musiał być jawny i żaden z członków rodziny nie leżał pod sklepem. Cichy, dyskretny w inteligenckiej rodzinie, bez krzyków, tylko absolutny zimny terror aż do monentu gdy mała Ewa zaprowadzała troskliwie pijanego rodzica do łóżka. A rano wstawała wcześniej i robiła mu śniadanie. M.M zapewne tworząc postać Ewy niezdawana sobie sprawy z istnienia czegoś takiego jak DDA, może skleiła ja z kilku znanych jej osób, nie wynikając w nich, tylko osadzając. Tak jak Borejkowie zrobili z Ewą. Okrutnie wobec wspaniałych deklaracji Autorki na ich temat. Odpowiedz Link
pani.filifionka Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 05.12.09, 16:55 Wydaje mi się, że MM raczej skopiowała świadomie lub nie jakąś znaną jej osobę lub kilka. Ewa jest IMHO postacią bardzo dobrze skonstruowaną. Szczególnie dlatego, że nie zmienia się diametralnie pod wpływem "zbawiennego" oddziaływania Borejków, lecz pozostaje sobą, chociaż pewnej metamorfozie ulega. Gdyby stała się kopią mamusi Kopiec Arlety, byłoby to strasznie niewiarygodne. Poza tym ciekawa rzecz - wydaje mi się, że MM bardzo nie lubi postaci, które moim zdaniem najlepiej jej wyszły. Kołacze mi się gdzieś, że z niechęcią wypowiadała się i o Ewie i o Bebe, które mnie osobiście wydają się dużo bardziej prawdziwe i ciekawe niż oswojony Tygrys, "stare malutkie" dzieci czy tryskające wiecznym optymizmem bohaterki. Odpowiedz Link
kochanica-francuza Bo Dmuchawiec ją WYKLUCZAŁ 30.09.08, 21:31 Mogła sobie mieć stado piątek, ale nie była "borejkowa". I nie dość, że miała przez to znacznie cięższe życie niż "borejkowi", to jeszcze ją WYKLUCZANO, zamiast próbować zaakceptować i pomóc. To najgorsze draństwo u Musierowicz. Nie jestem DDA, ale odnajduję trochę. Odpowiedz Link
taria Re: Bo Dmuchawiec ją WYKLUCZAŁ 31.01.09, 17:50 kochanica-francuza napisała: > Mogła sobie mieć stado piątek, ale nie była "borejkowa". > I nie dość, że miała przez to znacznie cięższe życie > niż "borejkowi", to jeszcze ją WYKLUCZANO, zamiast próbować > zaakceptować i pomóc. > Porównałam sobie dwa opisy czasów licealnych Ewy M.: Dmuchawiec: Pamiętał. Była wcieleniem ambicji i pedanterii. Miała zawsze same piątki, u niego też, chociaż stawiał jej te oceny bez przekonania. Zawsze też czuł, że ona go nie lubi. Ewa: Był złośliwy, dokuczliwy, niesprawiedliwy i się czepiał. Nigdy jej nie doceniał. Otaczał się zawsze gromadą pupilków i pupilek i nigdy wśród nich nie było miejsca dla niej. Zawsze wyczuwała jakąś dezaprobatę w jego wzroku chociaż tak pilnie się uczyła. Stawiał jej piątkę i jednym spojrzeniem odbierał ocenie jakąkolwiek wartość. A potem, zachwycony, żartował z jakąś leniwą i niedbałą uczennicą. Nie lubiła go nigdy. Nie jestem pedagogiem, więc wyjaśnijcie mi, proszę, dlaczego Dmuchawiec stawia Ewie piątki, najwyższą ocenę w ówczesnym systemie. Robi to "bez przekonania", a Ewa wyczuwa, że "odbiera tej ocenie jakąkolwiek wartość". Wyjaśnienia widzę dwa: albo dziewczyna nie zasługuje na taką ocenę jej osiągnięć szkolnych, a piątki dostaje na wyrost i dla świętego spokoju, albo piątka "z przekonaniem" należy się wyłącznie osobom sympatycznym, które lubią nauczyciela i prowadzony przez niego przedmiot. Miałam w liceum dość podobną sytuację, co Ewa - zdecydowanie nie lubiłam jęz. niemieckiego i średnio przepadałam za prowadzącą go nauczycielką, co ona chyba też wyczuwała. Przygotowywałam się jednak na jej zajęcia pilnie, bo uważałam za ujmę na honorze przynoszenie do domu kiepskich ocen. Trzeba przyznać uczciwie, że i moje nastawienie i brak zdolności lingwistycznych sprawiały, że niemiecki nie był moją mocną stroną. W efekcie na świadectwie maturalnym mam piątki "z góry na dół", szóstkę z ukochanej matmy i cztery z niemca. Kumpele pytały mnie, czy nie mam żalu do kobiety, że "złośliwie popsuła mi świadectwo", skoro miała możliwość postawienia mi piątki na wyrost, za to, że się starałam itp. Ja jednak mam do niej wiele szacunku za to, że starała się być uczciwa wobec siebie i innych, a z czwórki byłam dumna bardziej niż z reszty ocen, bo miałam świadomość, że pracowałam na nią cztery lata. Odpowiedz Link
nessie-jp Re: Bo Dmuchawiec ją WYKLUCZAŁ 31.01.09, 21:17 > Wyjaśnienia widzę dwa: albo dziewczyna nie zasługuje na taką ocenę > jej osiągnięć szkolnych, a piątki dostaje na wyrost i dla świętego > spokoju, albo piątka "z przekonaniem" należy się wyłącznie osobom > sympatycznym Wydaje mi się, że to jednak inaczej wyglądało Odpowiedz Link
mamalilki Re: Bo Dmuchawiec ją WYKLUCZAŁ 31.01.09, 22:21 Jako nauczyciel historii znam takie przypadki. Takie ciasno uczesane ambitne uczennice, które za wszelką cenę muszą mieć piątke i tylko to się liczy. I wkują to wszystko co jest w książce, jak zapytam o przyczyny czy skutki to mi wyklepią w punktach dokładnie to co wkuły. Na pytanie: a co Ty o tym myślisz? Czy można było wygrać tę wojnę? Uniknąć konfliktu? rozwiązać inaczej? Czy myślisz że istotny był charakter wodza, króla? Czy Twoim zdaniem rację mieli jedni czy drudzy? Na takie pytania takie panienki głupieją. Bo TEGO NIE BYŁO W PODRECZNIKU. I oczywiście nie mają obowiązku mieć swojego zdania w sprawie prowadzenia kampanii wrześniowej czy Powstania Warszawskiego. Też im stawiałam piątki BEZ PRZEKONANIA. A potem zdarzało mi się poswiecać czas uczniowi, ktory mylil daty czy nazwiska ale ogarnial poroblem i samodzielnie wysnuwal wnioski. Odpowiedz Link
mamalilki Re: Bo Dmuchawiec ją WYKLUCZAŁ 31.01.09, 22:26 Errata: nie tylko panienki sie tak zachowują. Grzeczni nudni chłopcy też. O ile wieksza mialam przyjemnosc z ucznia, który był kibicem, więc historie piłki nożnej miał w małym palcu u lewej nogi a z czasem udało mi się zachęcić go do zainteresowania sie historią sportu w ogóle. Ile pożytecznych rzeczy udało mi się mu wcisnąć po drodze, mimo że nie miał w planach uczyć się historii :-) Odpowiedz Link
nessie-jp Re: Bo Dmuchawiec ją WYKLUCZAŁ 31.01.09, 22:53 > Takie ciasno uczesane ambitne > uczennice, które za wszelką cenę muszą > mieć piątke i tylko to się liczy. No tak, ale właściwe pytanie brzmi: DLACZEGO to dla tych 'ciasno uczesanych' dzieci takie ważne, żeby zasłużyć na tę piątkę? Co się za tym kryje? Dmuchawiec sobie tego pytania nie zadał, inni nauczyciele też pewnie nie. I tak, razem z pogardą dla nudnych kujonek, skreślają dzieci, które nie umieją czy też nie mają odwagi wychynąć poza sztywne konwenanse. Odpowiedz Link
mamalilki Re: Bo Dmuchawiec ją WYKLUCZAŁ 31.01.09, 23:07 nessie-jp napisała: > > Takie ciasno uczesane ambitne > > uczennice, które za wszelką cenę muszą > > mieć piątke i tylko to się liczy. > > No tak, ale właściwe pytanie brzmi: DLACZEGO to dla tych 'ciasno uczesanych' > dzieci takie ważne, żeby zasłużyć na tę piątkę? Co się za tym kryje? > > Dmuchawiec sobie tego pytania nie zadał, inni nauczyciele też pewnie nie. I tak > , > razem z pogardą dla nudnych kujonek, skreślają dzieci, które nie umieją czy też > nie mają odwagi wychynąć poza sztywne konwenanse. > To nie tak. Ja nie skreslam i nie pogardzam. Ale rzeczywiscie staram sie z nich wykrzesac wiecej. Po to robie z uczniami dyskusje, w ktorej kazdy ma zabrac glos, sądy nad jakimś wydarzeniem (są obroncy, oskarzyciele, swiadkowie - kazdy losuje jakąś rolę), po to im przynosze artykuly z gazet w ktorych dwoch profesorow ma zupelnie rozne zdania na jakis temat - wlasnie po to zeby sie uczyli samodzielnego myslenia. Czesto staram sie gadac z takimi uczniami. Ale są tacy, którzy mimo wszystkich wysiłków pozostaną impregnowani. I pewnie mają swoje powody. Nie pogardzam nimi ale terapii nie zapewnie. Nigdy nie rozumiem dlaczego ktos woli byc zamknietym w skorupie nieszczesliwym oportunistą niz wolnym czlowiekiem. Zwlaszcza u nauczyciela, u ktorego ta druga postawa bardziej procentuje. Odpowiedz Link
mamalilki Re: Bo Dmuchawiec ją WYKLUCZAŁ 31.01.09, 23:12 A tak na marginesie to w SK Dmuchawiec chyba bardziej jednak ceni pracowitą i staranną Celestynę niż leniwa i niedbałą Dankę? Inna rzecz ze Celestyna miala swoje zdanie, chociaz nie umiala powiedziec Dmuchawcowi ze to jest jego psi obowiazek pomoc uczennicy a nie jej. Tylko sobie pomyslala :-) Odpowiedz Link
nessie-jp Re: Bo Dmuchawiec ją WYKLUCZAŁ 31.01.09, 23:23 Tak naprawdę to w SK Dmuchawiec cenił tych swoich spryciuli-oportunistów z klasy trzeciej, którzy mu się podlizywali i umieli go sobie ustawić... :) Tak naprawdę Dmuchawiec to taki nauczyciel, który nie bardzo wie, o co mu chodzi i czego chciałby uczyć. W końcu jakieś tam kryteria oceniania go obowiązywały i jeśli uczeń wyczerpał wszystkie znamiona piątkowości :) to nauczyciel miał psi obowiązek mu tę piątkę postawić, kwaśne miny zachowując dla siebie. Jeśli natomiast uczeń nie był przygotowany na piątkę (m. in. nie umiał uzasadnić tezy postawionej w eseju, nie umiał albo nie chciał odpowiadać na pytanie "A co ty byś zrobiła, gdybyś była w sytuacji Jagny z Chłopów") to nauczyciel nie powinien stawiać oceny bardzo dobrej, tylko zastosować właściwe kryteria oceniania. Ja odnoszę wrażenie, że Dmuchawiec mieszał ocenę z polskiego z oceną z zachowania. A to jednak dwie różne rzeczy. Owszem, sprytny uczeń łatwo wyczuje, jak zadowolić takiego 'dyskusyjnego' profesora. Ale są uczniowie pozbawieni takiego sprytu, którzy najzwyczajniej, rzetelnie opanowują materiał. Taką uczennicą była m. in. Cesia, którą Dmuchawiec upokorzył publicznie i zezwał od tchórzy... Odpowiedz Link
turzyca Re: Bo Dmuchawiec ją WYKLUCZAŁ 08.12.09, 01:17 Tylko czy w tamtym systemie ktokolwiek zadawal takie pytania? Czy myslenie wlasne ucznia w ogole bylo cenione? Czy zadaniem szkoly nie bylo uformowanie mozliwie niemyslacych, a wiec poslusznych? Moja mama mowi, ze istnial dla niej patentowy sposob na dostanie piatki. Musiala tylko wziac stary zeszyt swojej starszej o kilka lat ciotki, ktorej nauczyciel dyktowal cale strony na poszczegolne tematy. Przepisanie takiego tekstu bylo gwarancja oceny bdb. Myslenie wlasne prowadzilo na manowce. Odpowiedz Link
czarna9610 Re: Mam wrażenie że Ewa 27.12.09, 22:10 może też być dzieckiem DDA. DDA mimo że nie piją są fatalnymi rodzicami. Oczywiście nie wszyscy, ale część z nich uważa że ich dzieci mają bardzo dobrze w życiu, bo nic nie muszą robić i mają za zadanie tylko się uczyć i co by nie zrobiły na ogół nie dorównują swoim rodzicom. I mimo, że twierdzą że kochają swoje dzieci, to jednak nie potrafią tego okazać. Odpowiedz Link
nessie-jp Re: Bo Dmuchawiec ją WYKLUCZAŁ 31.01.09, 23:14 > Nigdy nie rozumiem > dlaczego ktos woli byc zamknietym > w skorupie nieszczesliwym oportunistą niz > wolnym czlowiekiem. Auć. A toś po borejkowskiemu pojechała. Przecież nikt nie WOLI być nieszczęśliwym człowiekiem, zamkniętym w skorupie! Ale wiara w to, że jak ktoś się za siebie weźmie, to mu się wszystkie nerwice i zahamowania cudownie wyleczą, niestety nie ma pokrycia w faktach. Tak właśnie wydają się myśleć Borejkowie Odpowiedz Link
mamalilki Re: Bo Dmuchawiec ją WYKLUCZAŁ 31.01.09, 23:22 To jest tak: na 2 - wie na 3 - wie i rozumie na 4 - wie, rozumie i stosuje w sytuacjach typowych na 5 - wie, rozumie i stosuje w sytuacjach nietypowych na 6 - jest jeszcze wiele ponad tym wszystkim Oczywiscie to tylko taki roboczy schemat. Jak uczeń zna wszystkie daty, fakty, przyczyny i skutki to nie postawie mu zlej oceny jesli odpowie: zgadzam sie z pania ze Powstania mozna bylo uniknac i przytoczy mi moja wlasna argumentacje ktorą zanotowal w zeszycie. Ale wiem, ze nigdy sie nad tym sam nie zastanowil. A co do Nessie, mysle ze masz racje. Moze tak mysle dlatego ze sama bylam wystraszona oportunistka i sama to zmieniłam. Pewnie dlatego mi się zdaje że to kwestia woli. Odpowiedz Link
taria Re: Bo Dmuchawiec ją WYKLUCZAŁ 31.01.09, 23:14 > I oczywiście nie mają obowiązku mieć swojego zdania w sprawie > prowadzenia kampanii wrześniowej czy Powstania Warszawskiego. Też > im stawiałam piątki BEZ PRZEKONANIA. Powtarzam:nie jestem nauczycielem i na samą sytuację mogę patrzeć jedynie z punktu widzenia laika. Ale czy nie jest tak, że kryteria oceny na piątkę wypowiedzi ustnej czy sprawdzianu z historii czy języka polskiego zakładają umiejętność krytycznej analizy materiału żródłowego, przynajmniej w pewnym stopniu i wyrażania własnych opinii? Więc jeśli uczeń liceum "nie ma obowiązku mieć swojego zdania", to chyba jest tak, że i Ty nie masz obowiązku postawienia mu oceny bardzo dobrej, tylko dlatego, że wykuł na blachę to, co jest w podręczniku... I poinformowanie klasy, że osoba nie potrafiąca przynajmniej w minimalnym stopniu obronić własnej opinii o bohaterze czy wydarzeniu historycznym może liczyć u Ciebie na max. czwórkę jest chyba uczciwym postawieniem sprawy, prawda? (Mam nadzieję, że nie odbierzesz tego jako atak, czepianie się, czy podważanie kompetencji, po prostu sama lubię wiedzieć, czego w danej sytuacji ode mnie się oczekuje, nawet jeśli te oczekiwania odbieram jako idiotyczne lub niemożliwe do spełnienia) Tak samo mam wrażenie, że złośliwy, dokuczliwy, niesprawiedliwy i czepiający się Dmuchawiec w zbyt małym stopniu akcentował, że wymaga od Ewy samodzielnego myślenia i wyrażania opinii. A może właśnie akcentował, tylko Ewa zupełnie nie rozumiała, o co mu chodzi? To były te czasy, gdy w szkole obowiązywała jedyna słuszna wykładnia prawdy historycznej, interpretacja utworu literackiego itp. Odpowiedz Link
croyance Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 11.10.08, 14:14 Niekoniecznie. Moja mama jest jak kopia Ewy - teraz juz mniej, ale byla - a nie jest DDA. Odpowiedz Link
slotna Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 09.09.08, 22:44 Odnajduje potrzebe bezgranicznej akceptacji, histerycznie reaguje na najdelikatniejsza nawet, najbardziej konstruktywna krytyke - nawet jesli tego nie okazuje (a okazuje li i jedynie bliskim, i wspolczuje im po czesci), to przezywam jak diabli i fizycznie mnie to boli. Zupelnie innymi metodami za to daze do tej akceptacji, bynajmniej nie przez ciezka prace (az chce sie zakrzynac "niestety!"), no i nie zamykam sie w sobie przesadnie :) A wynika to, jakzeby inaczej, z dziecinstwa, nie alkoholiczna wprawdzie, ale dysfunkcyjna rodzina, oj tak. -- Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy. Odpowiedz Link
bunny.tsukino To ja się przyznam 10.09.08, 10:37 Pamiętacie sytuacje z zoo?? Jak mała Aurelia z mamą miały iść do zoo i same wiecie jak to się skończyło... Ja zrobiłam tak samo- tylko że zamiast zoo miał być park, powód zimnej wścieklizny but włożony z impetem przez dziecię do kałuży -myśl będzie chory, zrobił mi to na złość, nienawidzę go.., nic mi się nie udaję, nawet głupi wypad do parku, nie mam przyjaciół nikt mnie nie kocha i ja też nie umiem nikogo kochać... później na spokojnie, to się strasznie przeraziłam ..siebie.. niby leki opanowują nerwicę i depresję, ale nie uczą akceptacji i miłości Odpowiedz Link
ding_yun Re: To ja się przyznam 10.09.08, 16:13 bunny.tsukino napisała: > Pamiętacie sytuacje z zoo?? Jak mała Aurelia z mamą miały iść do zoo i same > wiecie jak to się skończyło... > Ja zrobiłam tak samo- tylko że zamiast zoo miał być park, powód zimnej > wścieklizny but włożony z impetem przez dziecię do kałuży -myśl będzie chory, > zrobił mi to na złość, nienawidzę go.., nic mi się nie udaję, nawet głupi wypad > do parku, nie mam przyjaciół nikt mnie nie kocha i ja też nie umiem nikogo koch > ać... > > > później na spokojnie, to się strasznie przeraziłam ..siebie.. > niby leki opanowują nerwicę i depresję, ale nie uczą akceptacji i miłości > > Myślę, że takie momenty bezsilnej wściekłości i przerażenia samym sobą zdarzają się każdemu, bez względu na stopień podobieństwa do Ewy. Pamiętam jak byłam mała, miałam może z 6 lat i moi rodzice pokłócili się rano przed wyjściem do pracy. Tata wyszedł trzaskając drzwiami a ja pobiegłam do mamy, żeby ją pocieszyć. Krzyknęła wtedy na mnie, żebym ją zostawiła w spokoju i poszła sobie - myślę, że przydarzyło jej się właśnie coś podobnego, nie umiała sobie poradzić ze swoimi kłopotami i chwilowo skupiło się to na mnie. Tego samego dnia przyszła po mnie do szkoły i przeprosiła mnie za to co zrobiła, zupełnie jakbym była dorosłą osobą, poszłyśmy razem na długi spacer i już wszystko było dobrze, dzieci szybko wybaczają. Dopiero po latach moja mama powiedziała mi, jak bardzo przeraziła się wtedy własnej reakcji - ja tą historię właściwie słabo już pamiętałam. Także Bunny - to naprawdę każdemu może się zdarzyć. Nie wiem czy ten post wypadł krzepiąco, ale taki miał być w założeniu :) Odpowiedz Link
kochanica-francuza Re: To ja się przyznam 30.09.08, 21:33 > później na spokojnie, to się strasznie przeraziłam ..siebie.. > niby leki opanowują nerwicę i depresję, ale nie uczą akceptacji i miłości Tego to powinni uczyć terapeuci. Ale jakżeby mogli, skoro sami pacjentów traktują jak ludzi drugiej kategorii. Odpowiedz Link
mmaupa Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 10.09.08, 11:11 Z Ewa laczy mnie tylko upodobanie do minimalistycznych wnetrz i abstrakcyjnych obrazow. Niestety piekny stol ze szkla i stali nie wyglada godnie pod stertami papierow, spinek do wlosow, kabli i kubkow po herbacie - moj tryb zycia zdecydowanie zle wspolgra z wyrafinowanym minimalizmem. Odpowiedz Link
dakota77 Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 10.09.08, 13:43 Skad to znam:-). Ma dwa stoly ze szkla i stali, co prawda nie mij wybor, bo w wynajetym mieszkaniu, i zwykle tez sa oblozone papierami i kubkami;-) Odpowiedz Link
verdana Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 10.09.08, 14:05 Jeden z najpiekniejszych dni mego zycia? Dziecko stłuklo sloikiem majonezu szklany stolik. Odpowiedz Link
kalina81 Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 10.09.08, 20:00 Ja widzę w Ewie (mało to prawdopodobne, bo w czasach powstawania książki nie słyszano o tej chorobie, ale jakoś mi pasuje) osobę z zaburzeniami łaknienia. Zawsze elegancka, zawsze dążąca do perfekcyjnego opanowania emocji. Anorektyczki dążą do perfekcji ciała i ducha, pedantyczne, świetne w nauce, pragnące mieć pełną kontrolę nad własnym życiem, wciąż z siebie niezadowolone, wciąż widzące pogardę w stosunku do siebie w oczach innych ludzi. Jej-Ewy obsesyjne próby karmienia dziecka, zdobywanie najlepszej jakości jedzenia, anorektyczki uwielbiają karmić rodzinę, gotować dla nich, znają doskonale wszelkie dane na temat każdego produktu spożywczego. Są to osoby, które krzyczą całą sobą o uwagę, ciepło, pomoc, ale zewnętrznie nie są w stanie wykonać kroku w stronę drugiego człowieka. Dążą do perfekcji i mają nadzieję budzić podziw po jej osiągnięciu, ale zaburzony sposób postrzegania istoty perfekcji sprawia, że z tym podziwem się nie spotykają, prowadzi to do narzucania sobie jeszcze bardziej restrykcyjnych nakazów. Przede wszystkim osoby nielubiące i nieakceptujące siebie. Ja autentycznie widzę w Ewie objawy tego zaburzenia. Odpowiedz Link
ginestra Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 11.09.08, 16:06 Hipoteza z anoreksją i mnie wydaje się prawdopodobna, zwłaszcza tak, jak to opisałaś, Kalino - bardzo trafnie i spójnie, rzeczywiście pasuje to wszystko do Ewy. Ja tego nie zauważyłam. Tak czy owak anoreksja wyrasta na podłożu problemów z rodziny pierwotnej, a więc wszystkie nasze myśli krążą wokół tego, że u Ewy w dzieciństwie nie było różowo. Anoreksja to takie powolne samobójstwo, komunikat: "nie chcę żyć", a dyktuje to nieświadomość. Taka osoba ze wszystkim zmaga się w samotności - tak jak Ewa. Rzeczywiście dramatyczne. Mam nadzieję, że postać Ewy jest wymyślona, a nie tyle wzorowana na żywej osobie, która nie otrzymała pomocy i miała podobne losy do Ewy. Ale przecież w rzeczywistości jest więcej takich osób. Dobrze, że i świadomość problemu jest coraz większa. Odpowiedz Link
anutek115 Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 11.09.08, 19:33 Bardzo rozsądna koncepcja, Kalino, nie zauważyłam podobieństwa, a znam dwie anorektyczki... i ona takie właśnie są. Nawet śmierć Ewy tu pasuje, mam takie wrażenie (wymyśliłam sobie, bo pasowało mi do postaci, czy faktycznie tak było, ktos pamięta?), że ona ciągle chudła (rak żołądka? krtani? rak krtani bardzo często zdarza się osobom, które tłumia uczucia i nie mówią o tym, co je boli, takim właśnie stłumionym i porządnym), aż w końcu po prostu zniknęła. Tym niemniej, tak jak pisała Ginestra, anorektyczki się nie biorą znikąd i najczęściej anoreksja=bycie DDD. Za to muszę stanąć w obronie Dmuchawca, którego w zasadzie raczej nie bronię. Jeśli w domu Ewy istniał problem alkoholowy, on mógł o tym nie wiedzieć (i to nie tylko dlatego, że wcale nie był wybitnym pedagogiem - a nie był i o swoich wychowankach niewiele w ogóle wiedział, patrz: sytuacja z Cesią i czytanymi "Chorobami wieku dziecięcego"). Jeśli ktoś nie jest dzieckiem alkoholika walającego się po rynsztokach (ja na przykład nie jestem) NIKT o tym nie wie. Rodzina jest ułożona, porządna, miła na oko... dziecko musiałoby się poskarżyć, a nigdy tego nie robi, albo musiałoby mieć np. siniaki po pobiciu, a w takich rodzinach nie ma. A jeszcze w latach 70-tych, gdy o problemie nie mówiono tyle, co teraz, zaś przekonanie o "niewywlekaniu brudów" trzymało się dzielnie... Nie. Myślę, że Dmuchawiec nie wiedział. Że mu się nie chciało dociekać, dlaczegóż to "zawsze było mu żal Ewy" to insza inszość. Odpowiedz Link
ananke666 Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 12.09.08, 00:20 Anutku, Filifionko, obie macie rację, oczywiście, tylko że ja patrzę z troszkę innej perspektywy, nie tak całkiem realnej jak Wy. W życiu prawdziwym takie sytuacje naturalnie się zdarzają. Tylko ja jeszcze biorę pod uwagę osobę samej MM, która konstruując postać musiała o niej wiedzieć to, co my tu sobie dorabiamy. Ciężko mi wyjaśnić to nie plącząc za bardzo. Prosto z mostu - nie pasuje mi, żeby MM zrobiła postać Ewy-DDA nie uzasadniając pewnych cech jej osobowości właśnie rodziną i nie dając jej od świętych postaci jakiegoś ciepła, zrozumienia, cienia katharsis, jakiejkolwiek próby pomocy. Powstałby przekaz: "jeśli jesteś DDA, radź sobie sama, nikogo to nie obejdzie, może z wyjątkiem własnego dziecka, które najpierw wymierzy ci kopniaka ucieczką z domu i wyparciem się nazwiska", a cel, któremu przyświeca OwR stanowczo temu zaprzecza, ba, wyklucza go. Przecież Geniusia-Aurelia jest z dysfunkcyjnej rodziny, wiemy, dlaczego jest taka, jaka jest i co z tego wynikło. Ona to ciepło dostała w dużej dawce. Nikt w niej nie widzi bachora, któremu się w d... poprzewracało. Ewę dostajemy jako produkt gotowy, bez żadnego wytłumaczenia, podłoża ani usprawiedliwienia. Czuję, że gmatwam, więc - hipoteza DDA jest ciekawa i uzasadniona, tylko że wątpię, żeby MM też na nią wpadła. Odpowiedz Link
dakota77 Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 12.09.08, 05:43 To, ze MM milaby wpasc na taka hipoteze jest raczej nierealne. Pewnie jak ktos tu juz napisal, zlepila rozne cechy znanych jej osob i stworzyla Ewe, nie zastanawiajac sie co ja tak uksztaltowalo. Odpowiedz Link
anutek115 Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 12.09.08, 08:50 ananke666 napisała: Czuję, że gm > atwam, więc - hipoteza DDA jest ciekawa i uzasadniona, tylko że wątpię, żeby MM > też na nią wpadła. Nie, wcale się nie gmatwasz :-), i tak patrząc na sprawę, masz oczywiście rację. My tu w ogóle dogrzebujemy się koncepcji, które, jak mniemam, MM w głowie nie postały - a to Gabę na terapię małżeńską posyłamy, a to Laura się za mało buntuje ;-). Ale aktycznie, DDA do koncepcji powieści nie pasuje, i Ewa faktycznie stworzona jest pewnie na wzór paru sklejonych "dysfunkcyjnych" postaci znanych pewnie pani MM... bez dociekania, czemu były dysfunkcyjne. Na początku "Opium..." jest w dedykacji podziękowanie za historyjkę - pewnie właśnie historyjkę o autentycznym dziecku, które "pod pseudonimem" chadzało na obiadki. Trzeba było dziecku dorobić jakiś powód tego chodzenia - i powstała Ewa. Jako zimne tło dla złaknionego uczucia dzieciątka. Trochę szkoda... Odpowiedz Link
minerwamcg Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 11.09.08, 19:15 Ja nie odnajduję. Odnajduję za to mamusię Kopiec Arlety :) Jestem gruba, wesoła i mam połamane paznokcie :))) No, przesadzam, tych połamanych paznokci nie, piłuję na krótko, a poza tym mi się nie łamią. Mocne takie. Kapuśniak z kartoflami ugotować umiem, pranie jakieś ciągle wisi, chociaż nie w kuchni, tylko w łazience. Jedna bieda, że chwilowo nie mam dzieci, które mogłyby wrzeszczeć i nazywać się Krystal, Paskal i Arleta. Nawiasem mówiąc te imionka to po moim trupie :))) Dzieci natomiast mogą być. Odpowiedz Link
ananke666 Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 11.09.08, 23:48 Wychodzi na to, że jestem jeszcze podobniejsza :p bo i suszarka na pranie stoi w kuchni (w łazience miejsca nie przewidziano), paznokcie mam krótkie ze względu na mikrą córkę, dziecko jak widać mam, a kapuśniak z kartoflami umiem ugotować pyszny :D jakby ktoś chciał, służę przepisem ;) Odpowiedz Link
ananke666 Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 11.09.08, 23:53 No dobra, gruba nie jestem, ale akurat w pierwszym dniu damskiej farbiarni, mam wrażenie, że zatrzymałam hektolitry wody i czuję się jak słonica :p też tak miewacie? Albo PMS? Dziś miałam szaloną chęć pieprz... to jest, przepraszam, rzucić... właśnie przyrządzanym schabem ze śliwkami w ścianę, albowiem nitka mi przy owiązywaniu pękła. Obwiązać trzeba, bo inaczej schab się sfajda. Nie rzuciłam, na szczęście, bo jak się potem okazało, schab wyszedł palce lizać, ale wizja była tak kusząca... Odpowiedz Link
mmaupa Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 12.09.08, 00:23 Poprosze przepis! Zawsze mi kapusniak wychodzi za rzadki, to jedyna zupa do ktorej nie mam szczescia. Odpowiedz Link
ananke666 Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 12.09.08, 02:18 Jutro napiszę :) W przypływie szaleństwa stworzyłam wpis na blogu i ledwo widzę na oko. Odpowiedz Link
ananke666 KAPUŚNIAK 12.09.08, 11:40 Uprzedzam, że jest to dość kaloryczna potrawa. Ale ja ją i tak uwielbiam. Skład: mięsko z gnatem (zwykle robię na wieprzowinie, wołowina obok mojego domu praktycznie nie występuje) włoszczyzna (duża porcja, marchewka, pietruszka, seler - korzeń i nać, cebulka) liście laurowe ziele angielskie pieprz ziarnisty jeśli ktoś chce i lubi - kminek (nie jest wcale konieczny) spory suszony grzyb ok. pół kilo kapusty kiszonej (porcja na ok. 2,5 litra zupy) ziemniaki smalec chudszy wędzony boczek (nie wiem ile. Jeśli boczek jest spory w przekroju, to gruby na ok. półtora centymetra plaster). cebula odrobina mąki sól, pieprz Z mięsa, włoszczyzny, soli, grzyba i przypraw powoli gotujemy mocny wywar. (Niektórzy najpierw grzyba moczą i gotują, robimy jak uważamy). Można go wspomóc wołowym rosołkiem. Nie powinien być zbyt słony, bo kapusta wzmocni smak a i wędzonka zawiera sól, ostatecznie soli się go na końcu. Wywaru powinno być sporo, bo część zużyjemy inaczej. Wrzucamy pokrojone w kostkę ziemniaczki. Nie wiem ile, zawsze walę na oko. Tyle, ile lubimy. I niech się powolutku gotują. Wyjmujemy ugotowane mięso i włoszczyznę, która dała już z siebie wszystko i niepotrzebnie zajmuje miejsce w garnku, zostawiam tylko marchewkę, bo lubię. Kapustę trzeba porządnie odcisnąć, pokroić i obsmażyć na patelni (jeśli jest bardzo kwaśna, można ją wcześniej przepłukać pod wodą). Tłuszczu dodajemy po troszku, bo kapusta sporo go chłonie, więc trzeba ją też podlewać wywarem - dlatego większa ilość się przydaje :) Niestety, trzeba ciągle mieszać i "pocierać" kapustą o dno patelni, pojedyncze włókna łatwo przypalić. Kapusta normalnie jest blada, z patelni powinna zejść beżowa. Po obsmażeniu i podlewaniu ziemniaczki powinny być miękkie i kapusta ląduje w garnku. Całość niech sobie pyrka pod przykryciem. Ziemniaki nie rozgotują się przesadnie, bo jak wiadomo, z jakichś przyczyn nie robią tego za szybko w kwaśnym środowisku. (Kto chce, dodaje kminku) Patelnię myjemy, bo jeszcze będzie potrzebna. Gotujemy czas jakiś, próbując, czy dość kwaśne. Jeśli nie, dolewamy po trochu kwasu kapuścianego. Przez ten czas ugotowane mięso zdążyło ostygnąć, więc można je oddzielić od kości i wrzucić z powrotem. Kość, jak mniemam, jest już niepotrzebna i można ją przekazać psu albo wyrzucić. Boczek kroimy, starannie oddzielając mięso od tłuszczu (mam na tym tle obsesję, bo nienawidzę tłustego). Mięsko kroimy w kostkę, a szaleńcy w drobniutką kosteczkę kroją także tłuszcz z boczku i wytapiają z niego skwareczki. Na nich ląduje pokrojona dość drobno średnio duża cebula, a kiedy się zeszkli, także boczkowe mięsko. Smażymy do chwili, aż cebula i boczek będą rumiane, pozbywamy się nadmiaru tłuszczu, powinno go zostać malutko, po czym podlewamy łyżką wywaru i od razu mieszamy - wlany wywar ma od razu ostro zabulgotać i zrobić się także rumiany, wlewamy całość do kapuśniaku. I niech sobie mruga z kwadrans, a my, spróbowawszy, czy dość słone, po raz trzeci zużytkujemy patelnię. Rozgrzewamy z pół łyżki smalcu (może ciut więcej, nie wiem ile, na oko!) i ok. łyżeczki mąki (też sypię na oko... znaczy, na patelnię) robimy jasnozłotą zasmażkę, po czym podlewamy ją kapuśniakiem - najpierw dodajemy tego kapuśniaku z łyżkę, mieszamy, potem znowu dolewamy więcej i tak kilka razy... zasmażki powinno być mało, bo podlewana rośnie jak szalona. Nie wlewać od razu za dużo, bo zrobią się brzydkie grudki, tylko dopiero, jak pierwsza wlewka ładnie się połączy . Celem jest uzyskanie rzadkiego, gładkiego sosu. Ewentualne farfocle kapuściane są bez znaczenia. Rozcieńczony ląduje w zupie na kilka minut mrugania. Przyprawiamy kapuśniak świeżo zmielonym pieprzem i to już koniec. Jeśli wszystko się uda, to ze świeżym chlebkiem zupa jest warta grzechu :) Jak widać, wymaga sporo sterczenia przy kuchni, więc jeśli ktoś chce się mniej narobić, a dać ukochanemu coś dobrego, co zapcha go do wypęku, niech poda ŻUREK W CHLEBIE. Odpowiedz Link
ananke666 ŻUREK W CHLEBIE 12.09.08, 11:41 kiełbasa biala i wędzona chudy boczek wędzony liście laurowe, ziele angielskie i pieprz majeranek czosnek żurek (najlepiej w słoiku, moim zdaniem najlepszy "Rolnik") jajka na twardo (po 2 na osobę) okrągły ciemny chleb (po 1 na osobę) ew. troszkę śmietany Na kiełbasie i pokrojonych chudych częściach boczku ugotować wywar z zielem, listkiem i pieprzem (wariaci dodają włoszczyznę, którą potem się wyrzuca, ale można sobie darować, ew. dodać rosołku). Wwalić w to żurek zmiażdżony z solą ząbek czosnku i poczekać, aż się elegancko rozgotuje, dodać majeranek i przy końcu gotowania zaprawić śmietaną. Powinien wyjść dość zawiesisty. Jeśli ktoś nigdy nie robił prawdziwego żuru z mąki żytniej, to uprzedzam, że smakuje zupełnie inaczej, niż taki z torebki. Od chlebów odkroić czapeczki i wydrążyć bochenki, aby powstały miski o grubych ściankach. Przykryć je czapeczkami i wsadzić do gorącego piekarnika na kilka minut. Kiedy wierzch jest gorący i chrupiący, wyjąć chlebki i położyć każdy na dużym, płaskim talerzu, zdjąć czapeczki, napełnić bochenki gorącą zupą, kiełbaską, boczkiem i cząstkami jajek. Przykryć czapeczkami i podawać. Wygląda zaskakująco, chrupkimi czapeczkami się zagryza, żur łączy się z ciemnym miąższem chlebowych misek, smakuje pysznie i zapycha po uszy. Po fakcie zostają poobgryzane z góry chlebowe miski. Jeszcze nie widziałam, żeby ktoś zeżarł całość. Odpowiedz Link
minerwamcg Re: ŻUREK W CHLEBIE 12.09.08, 11:47 > Po fakcie zostają poobgryzane z góry chlebowe miski. Jeszcze nie > widziałam, żeby ktoś zeżarł całość. No właśnie to mnie zniechęca, nie uznaję wyrzucania chleba... Gdyby istniał jakiś sposób na spożycie miseczek, byłoby to zapewne moje ulubione danie. Odpowiedz Link
ananke666 Re: ŻUREK W CHLEBIE 12.09.08, 11:59 Chleb można dać psu (dodać do karmy) albo rozkruszyć i nakarmić nim ptaki :) Odpowiedz Link
kaliope3 Re: ŻUREK W CHLEBIE 12.09.08, 12:45 Świetny przepis,bardzo dokładny i obrazowy. Widać od razu że bardzo lubisz gotować i robisz to rewelacyjnie-pozostaje mi westchnąć z podziwem Odpowiedz Link
ananke666 Re: ŻUREK W CHLEBIE 12.09.08, 13:39 Szczerze, to jest odwrotnie. Nie przepadam za siedzeniem w kuchni, może dlatego, że gotowałam przymusowo od ok. 12. roku życia i zdążyło mi to dokładnie obrzydnąć, jak się ma 13-18 latek to jest sto rzeczy ciekawszych niż codzienne obowiązkowe sterczenie w kuchni, przestałam jak miałam latek 20 i apiać zaczęłam kilka lat później. Czasem faktycznie mam chęć popitrasić, ale zwykle niezbyt. Oprócz kilkunastu ulubionych dań raz mi coś wyjdzie, a raz nie. Wczorajszy schabik udał się na przykład i jest radośnie wciągany z chlebkiem oraz sałatką, ale nieco wcześniej leczo zasiedziało się na kuchence i zamieniło w paciagę. Przyznać mogę tylko, że są dania, które najlepiej smakują mi własnoręcznie zrobione. Odpowiedz Link
minerwamcg Re: ŻUREK W CHLEBIE 12.09.08, 16:02 > Chleb można dać psu (dodać do karmy) albo rozkruszyć i nakarmić nim ptaki :) Takoż kury lub prosięta :) Niestety, kur ani prosiaków nie mam, a karmienie ptaków jest na naszym osiedlu uważane za zbrodnię okropną :( Wniosek - żurek w chlebie robić na wakacjach :) Albo sadzać przy jednej porcji dwa wołoduchy... Odpowiedz Link
kaliope3 Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 12.09.08, 07:58 Ja też skorzystam chętnie z przepisu.Zawsze bardzo lubiłam tę zupę, jedyny szkopuł w tym,że podczas gotowania zapachy wyganiają domowników precz.Że też nie opatentowano jeszcze garnka pochłaniającego wszelkie wonie podczas gotowania-w mieszkaniu byłby taki wynalazek jak znalazł Odpowiedz Link
ananke666 Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 12.09.08, 11:42 O woni milczę, udając, że problem nie istnieje. Podobno rezultat daje położenie na wierzchu kapusty kromki chleba, moim zdaniem to kit, i tak śmierdzi w całym mieszkaniu... Odpowiedz Link
verdana Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 12.09.08, 19:56 A ja tam lubię zapach gotowanej kapusty. Odpowiedz Link
ananke666 Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 12.09.08, 23:41 Zboczuch :) Ja nie cierpię, chociaż i tak wolę wąchać kapustę niż gotowany kalafior albo wstępną fazę gotowania flaków. Przy flakach się ewakuowałam na kilka godzin. Niedawny smród w moim wykonaniu - bitki z wieprzowej szynki duszone w piwie. Danie naprawdę smaczne, tylko strasznie woniejące w trakcie produkcji. Latałam po mieszkaniu otwierając co się dało i kapiąc olejkami eterycznymi. Następnym razem będę mądrzejsza i zamknę drzwi od kuchni, jednocześnie szeroko otwierając okno. Zaprawdę powiadam Wam, waliło jak z meliny. Odpowiedz Link
jamniczysko Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 13.09.08, 00:36 Czyli, jak ta "woń nie do opisania", która waliła zza drzwi mieszkania, mijanego przez Ewę Jedwabińską po drodze do mieszkania Lelujków... Odpowiedz Link
czekolada72 Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 31.01.09, 11:31 To ze mna jeszcze chyba gorzej - suszarka w zimie laduje w pokoju, gdyz tam znajduje sie najwiekszy piec i przez nioc "zalatwia" całe pranko :) (w lecie wszystko wyjezdza na balkon) gruba moze nie jestem, ale predzej mi w strone Pulpecika, niz omawianej Ewy :) gotowac uwielbiam, niestety tryb pracy powoduje, ze ostatnio wszystko leci na pol-gwizdka. Paznokcie mam krotkie, bo zwlaszcza zima i wiosna mam przemarne, mimo specyfikow lamia sie jak diabli, dopiero latem jakos sie wzmacniaja i moge juz takie poldlugie malowac na wszystkie kolory dostepne :) a, dzieciatko posiadam, na szczescie juz nieco wyrosniete :) na moje szczescie oczywiscie ;) Odpowiedz Link
miecia007 Ewa Jedwabińska to ja! 13.09.08, 12:16 Rozpoznaję w sobię bardzo dużo z Ewy.Jestem zimna jak sopel lodu / na szczęście dzieci nie mam, więc nikogo nie infekuję tym zimnem/, związki damsko-męskie mi raczej nie wychodzą,najlepiej czuję się w swoim towarzystwie, perfekcjonistka, lubię, jak wszystko jest poukładane i uporządkowane/ale to teoria, praktyka raczej wychodzi mizernie/, emocję duszę w sobie, nie lubię publicznego roztrząsania wewnętrznych stanów i rozterek /chociaż wśród przyjaciół mam takie bardzo "otwarte" osoby/Swoją "jedwabinskość", traktuję z dystansem i lekkim poczuciem humoru, chyba ją nawet trochę lubię. Czy tak żyje się łatwiej czy trudniej - nie wiem, myślę, że nie ma jednej recepty na udane życie. Natomiast do pasji doprowadzają mnie osoby, często zupełnie mi obce, które protekcjonalnym tonem głoszą życiowe prawdy, że trzeba otworzyć sie na innych, nie bać się bliskości itd. Oczywiście, mają częściowo rację, ale to poczucie wyższości, ta mina osoby , która-wie-o-życiu-wszystko. Brrr....... Odpowiedz Link
lan-ja Re: Ewa Jedwabińska to ja! 13.09.08, 14:30 Ja akurat może nie jestem zimna, jak Ewa, ale też nie tak otwarta jak Borejki. I wkurzają mnie ludzie, którzy wywlekają swoje problemy z ekshibicjonistycznym zacięciem. Trzeba się otwierać -ale nie przy każdym. Odpowiedz Link
sowca Re: Ewa Jedwabińska to ja! 14.09.08, 00:19 Wydaje mi się, że nie mam w sobie za wiele z Ewy. Nie jestem perfekcjonistką, nie jestem przesadnie ambitna, nie jestem zimna i sztywna. Natomiast niestety, niestety - ja też zyję w chronicznym napięciu. Może teraz mniej niż kiedyś, ale bywają okresy, kiedy nie mogę wyzwolić się z ciągłego stresu, nie potrafię się wyciszyć, uspokoić i wyluzować. I wbrew pozorom nie dzieje się tak w chwilach uzasadnionych (np. w czasie sesji). Nie. Po prostu tak mam. Tego supła w żołądku niemal nigdy nie potrafię rozwiązać. Całe szczęście, że powoli sobie z tym radzę. I przede wszystkim nie ukrywam emocji - wykrzyczę, wypłaczę, wygadam. I jest lepiej :) Odpowiedz Link
nessie-jp Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 31.01.09, 16:02 Czy Ewa nie reagowała przypadkiem mdłościami i panicznym lękiem na szpital, gdy zmuszono ją do odwiedzin Dmuchawca? To bardzo pasuje do obrazu kogoś, kto w dzieciństwie widział umieranie w szpitalu bliskiej osoby. Z Ewą bardzo się identyfikuję, chociaż powierzchownie też bardziej przypominam Mamę Kopiec Odpowiedz Link
wushum Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 31.01.09, 22:44 Witam. Może odrobinę zamknięcia w sobie - bo lubię obserwować, ale to chyba tyle. Natomiast miałam taką nauczycielkę-wychowawczynię, była połączeniem Ewy i Pieroga. Kiedy czytałam o Kresce i Ewie, to brzmiało tak znajomo. Te teksty "nie będę wymieniać z nazwiska, "...." wstań jak do Ciebie mówię", rewizje rzeczy, upokorzenia, pretensje o spojrzenie, czy co 1 września zapowiedź, że w tym roku nie przejdziesz... ale przyznam, że było mi jej żal. Nie miałam pojęcia, co miała do mnie, ale wiedziałam, że ma duże problemy ze sobą. Wydawała mi się samotną, zasznurowaną kobietą, która nie potrafi inaczej. Nawet zastanawiałam się, czy nie przypominam jej, jej samej z dzieciństwa i że być może ona chciała mnie "zahartować"? Ale może tak mi się wydawało. Może przypominałam jej kogoś, kogo nie lubiła. Ale to było dawno /na szczęście:)/. Odpowiedz Link
mamalilki Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 31.01.09, 22:59 Ja mialam takiego nauczyciela na studiach. Do dzis nie wiem co do mnie mial ale mnie nienawidzil. I tez na porzadku dziennym bylo ze jestem tepa, leniwa, ze nie zdam egzaminu, ze nie moze na mnie patrzec. Rzucilam tamte studia, bo to byl drugi kierunek i nie mialam na to sily. Ale wracajac do Ewy to ona tak nie traktuje Kreski? W kazdym razie nie pamietam. Zgodzilabym sie ze Kreska jej kogos przypomina. Kogos kto jest ucielesnieniem tego, czego nie lubi. Moze przypomina jej wlasnie te leniwe niedbale uczennice, ktore lubili nauczyciele? Może jej nie znosi, bo sama nigdy nie odwazyla sie wypowiadac wlasnego zdania? Bo sama nigdy nie zalozylaby recznie zrobionego szalika czy sukienki? Bo nie ma takiej odwagi i poczucia wlasnej wartosci jaką ma Kreska? To jeden z najprawdziwszych obrazów w Jezycjadzie: Ewa i Kreska. Dwie kobiety ktore sie wyniszczają, choc wlasciwie personalnie jedna do drugiej nic nie ma. Odpowiedz Link
lan-ja Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 01.02.09, 22:42 A nie bylo tak, że Kreska była na czarnej liście u Ewy, jako dziecko internowanych (lub aresztowanych). Lelujka podobnież. Odpowiedz Link
kaliope3 Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 01.02.09, 22:44 Nie,nie było tak.Wystarczy uważnie przeczytać. Odpowiedz Link
madame-bovary Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 02.02.09, 11:59 Czemu tak opryskliwie?.. Widocznie ja też nieuważnie czytałam (mimo, że "Opium" jest moją ukochaną ksiązką serii i śmiem twierdzić, że znam ją bardzo dobrze!), bo też wyczuwałam że Ewę do szewskiej pasji doprowadzało także i to, że Kreska - nonkonformistka z natury (czego chyba skrycie jej zazdrościła) jest córką internowanych opozycjonistów i trzyma się blisko Lelujki, którego ojciec miał niepodległościowe poglądy. Odpowiedz Link
madame-bovary Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 02.02.09, 12:06 Sugerować to może również dość przejrzysta scena w której Jedwabińska wydaje polecenie napisania eseju" pt. "Co wiem o swoich rodzicach". Przecież mogłoby być to sformułowane trochę inaczej, gdyby w założeniu autorki nie miało budzić skojarzeń z ubeckimi metodami. Chyba, że ta scena ma ukazać li tylko monstrualny brak wyczucia nauczycielki... No, i do tego dochodzi lizydupstwo w kontaktach z- nielubianym przez nią chyba - Pierogiem. Nie twierdzę, że że Ewa była zagorzałą zwolenniczką PZPR, ale oportunistką na pewno. I na pewno też nie popierała solidarnościowego zrywu. Tak to widzę. Odpowiedz Link
mmaupa Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 02.02.09, 13:07 A ja wlasnie inaczej odbieram te scene - zdanie: Krechowicz, znam sytuacje twoich rodzicow (czy jak to tam lecialo) odbieram jako okolicznosci lagodzace dla Kreski. Cos w stylu "nie musisz o tym aspekcie pisac, nie interesuje mnie polityczny punkt widzenia". Odpowiedz Link
taria Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 02.02.09, 13:25 Po pierwsze, nie sądzę, żeby Jedwabińska wiedziała, że Kreska jest córką opozycjonistów. Dziadek przeniósł Kreskę do Poznania również po to, aby ułatwić jej naukę. W nowym środowisku, w którym nazwisko Krechowicz niewiele mówi, miało jej być łatwiej niż we Wrocławiu. Gdyby Ewa wiedziała o opozycyjnej przeszłości rodziców Kreski, ba: gdyby w ogóle od początku interesowała się opiekunami swoich uczniów, orientowałaby się przynajmniej, że Kreska mieszka z Dmuchawcem. Potwierdzeniem tego jest wyprawa Ewy do mieszkania Lelujków. Spodziewała się tam zastać ojca Jacka (widziała go nawet w żulu stojącym przy zsypie), aby porozmawiać z nim o braku zdyscyplinowania syna. Z tej rozmowy wynika niezbicie, że przyczyn jego zachowania upatruje w nieokreślonych błędach wychowawczych rodziców, nie poglądach politycznych rodziny. "Odkrycie kart" następuje w momencie, gdy Ewa zarządza test pt "Co wiem o swoich rodzicach". Ewa traktuje je jako część jej psychologicznych badań nad młodzieżą i wprawkę z autoanalizy. Kreska i Lelujka - nauczeni doświadczeniem własnych rodzin, które zapewne były inwigilowane przez wiadome służby - odbierają to jako zachętę do "kablowania" i reagują zdecydowanym oburzeniem. Nie widzę tu wyraźnej złej woli Ewy, tylko kompletną nieumiejętność wczucia się w sytuację uczniów i oburzenie tym, że ośmielają się sprzeciwić nauczycielowi i nie spełnić jego polecenia. Konflikt między Ewą a Kreską wynika z drastycznych różnic w podejściu do życia i świata obu kobiet. Ewa w swoim credo życiowym ma podporządkowywanie się władzy i autoryretom. Nie z konformizmu (czyli postawy robienia wszystkiego dla własnej korzyści), tylko z wewnętrznej potrzeby uporządkowywania świata, przekonania o konieczności istnienia hierarchii podległości. Kreska natomiast ma naturę buntownika, osoby która musi na własnej skórze poznać konsekwencje pewnych działań, zamiast zgodzi się na istnienie pewnych ograniczeń. Zasady, których w życiu trzyma się Ewa, pochodzą z zewnątrz, te, które uznaje Kreska, są pochodną jej wewnętrznych przemyśleń. Stąd Kreska jawi się, paradoksalnie, bardziej dojrzałą osobą, niż Jedwabińska. Sądzę że konflikt pomiędzy nimi jest nieunikniony i ma niewielki związek z sytuacją socjopolityczną kraju i w "dzisiejszych czasach" byłby zapewne dużo silniejszy. Odpowiedz Link
lan-ja Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 02.02.09, 14:02 Cytuję "Sprawę jej rodziców znam od dawna" Typowy, ubecki tekst "My i tak wszystko wiemy". Kreska i Lelujka odebrali to jednoznacznie jako pisanie donosu. A potem -może dom dziecka jako szykana. Były też i takie sytuacje w stanie wojennym. No a lizusostwo wobec Pieroga opłaciło się awansem na wicedyrektora. Oczywiście wrażliwa ewa przypłaciła to stresem, w efekcie rozpad małżeństwa (ciekawe jak z Eugeniuszem w łóżku było?). A na koniec przedwczesna śmierć. Dziewczyny -dzięki za obronę. Niektóre to Dmuchawcowi ankietę wytykają,ale Ewie już niekoniecznie. Odpowiedz Link
nessie-jp Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 02.02.09, 14:26 lan-ja napisała: > Cytuję "Sprawę jej rodziców znam od dawna" > Typowy, ubecki tekst "My i tak wszystko wiemy". Ależ skąd! Wybacz, ale to ja mogę ci powiedzieć "Typowy tekst młodzika z IPN-u, który wszędzie tropi wyimaginowanych ubeków" :P Wygłupiam się, oczywiście. Ewa, mówiąc, że zna sprawę rodziców Kreski, tak naprawdę NIE ZNA sprawy Odpowiedz Link
anutek115 Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 02.02.09, 14:40 nessie-jp napisała: > lan-ja napisała: > > > Cytuję "Sprawę jej rodziców znam od dawna" > > Typowy, ubecki tekst "My i tak wszystko wiemy". > > Ależ skąd! Wybacz, ale to ja mogę ci powiedzieć "Typowy tekst młodzika z IPN-u, > który wszędzie tropi wyimaginowanych ubeków" :P Ach, droga Nessie. Kobieca intuicja mi mówi, że w tym wypadku nie młodzika ;-)... Ale nie zapominaj, że Ewa jest na samym > dole porządku dziobania i Pieróg jej nic nie mówi, Pieróg jej wydaje rozkazy i > wrzeszczy, jeśli coś (jego zdaniem) zagraża ładowi szkoły. > Oportunistka, może. Ale i to nie do konca - czy gdyby była oportunistką ubrałaby się w tę fioletową bluzeczkę w dniu, gdy wszyscy do szkoły szli na fioletowo? Identyczną ankietę z identyczną awanturą próbowała na mojej klasie wymóc niemal identyczna wychowawczyni (niemal identyczne w kwestii podejscia do uczniów i slepej wiary w "osiągnięcia pedagogiki") ładnych parę lat po stanie wojennym. Odebrane przez buntującą się klasę zostało to jako gigantyczne wścibstwo, którym - teraz to widzę - nie było. Było tym, co u Ewy - próbą poznania własnych uczniów przy zastosowaniu fatalnie nie dobranych środków. Ewa, jak i moja wychowawczyni, zadały temat ankiety we własnym mniemaniu całkiem niewinny. Moja wychowawczyni stosowała jeszcze zatrzymania po lekcjach na "przyjacielskie rozmowy", podczas których podejmowała próby wypytania o konatkty rodzinne, konflikty... Nie mogło to miec żadnego podtekstu politycznego (i u Ewy też nie miało, jak sądzę). Po prostu są tacy nauczyciele, żałośnie pogubieni w zawodzie, który wykonują, próbujący dotrzeć do uczniów stosując jakieś regułki i gubiąc się natychmiast, jesli regułki zawiodą (a zawsze zawodzą), przekonani o własnej wyższści (intelektualnej, moralnej, jakiejkolwiek) i po prostu nie lubiący swoich uczniów... Odpowiedz Link
lezbobimbo Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 02.02.09, 17:59 Ewa starala sie po prostu robic to samo co Dmuchawiec. On robil co chwila jakies ankiety (a potem pastwil sie nad odpowiedziami, które mu sie nie podobaly) wiec ona tez chciala to czynic. Mimo, ze go nie lubila, zazdroscila mu kontaktu z uczniami i tez to chciala osiagnac. A jak? Nasladujac. Podteksty polityczne wyolbrzymila Kreska z Lelujka, bo sie zupelnie z Ewa nie rozumieja (w tym momencie przynajmniej). Ewa chce tylko psychologicznie poznac swoich uczniów, i wlasciwie nie obchodzi ja polityka - nie dosc, ze nie wyczuwa, ze ktos móglby ankiete w stanie wojennym odebrac jako donos na wlasna rodzine, to tez nie przeszkadza jej specjalnie, ze cala klasa sie tryumfalnie przebiera w kolory protestu - wytknac to musi dopiero oburzony Pieróg, a Ewa dalej tkwi w swoim szklanym pudelku, z notesem pelnym nie donosów tylko mysli Fromma. Ona chce byc dobrym pedagogiem i rodzicem, tylko jej to nie wychodzi. Te "dobre" rodziny, do których w koncu trafia szukajac Aurelii, nie maja nic przeciwko niej, a mieliby przeciez, gdyby byla czerwono-oka BMW partyjna. MM bardziej opisuje jej bezowe antymacierzynstwo, brak wyluzowania i brak "przytulnosci" pedagogicznej niz cokolczyk inszego. Odpowiedz Link
madame-bovary Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 02.02.09, 14:37 taria napisała: > Nie widzę tu wyraźnej złej woli Ewy, tylko kompletną nieumiejętność > wczucia się w sytuację uczniów i oburzenie tym, że ośmielają się > sprzeciwić nauczycielowi i nie spełnić jego polecenia. > > Konflikt między Ewą a Kreską wynika z drastycznych różnic w > podejściu do życia i świata obu kobiet. Ewa w swoim credo życiowym > ma podporządkowywanie się władzy i autoryretom. Nie z konformizmu > (czyli postawy robienia wszystkiego dla własnej korzyści), tylko z > wewnętrznej potrzeby uporządkowywania świata, przekonania o > konieczności istnienia hierarchii podległości. > Kreska natomiast ma naturę buntownika, osoby która musi na własnej > skórze poznać konsekwencje pewnych działań, zamiast zgodzi się na > istnienie pewnych ograniczeń. > Zasady, których w życiu trzyma się Ewa, pochodzą z zewnątrz, te, > które uznaje Kreska, są pochodną jej wewnętrznych przemyśleń. > Stąd Kreska jawi się, paradoksalnie, bardziej dojrzałą osobą, niż > Jedwabińska. > Sądzę że konflikt pomiędzy nimi jest nieunikniony i ma niewielki > związek z sytuacją socjopolityczną kraju i w "dzisiejszych czasach" > byłby zapewne dużo silniejszy. Zgadzam się z tą analizą Ewy, ale mimo to wydaje mi się, że motyw "Co wiem o swoich rodzicach" mógł miec też drugie dno (a nuż coś "interesującego" wyjdzie przy okazji takiego wypracowanka). No, i faktycznie postawa życiowa Ewy - mimochodem czy nie, ale zaowocowała awansem na wicedyrektora. Nie uważam, żeby mogła znać wszystkie fakty z życia Kreski, bo wówczas rzeczywiście musiałaby wiedzieć, że Dmuchawiec jest jej dziadkiem, ale o samym internowaniu rodziców myslę że wiedziała. Odpowiedz Link
margonka Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 02.02.09, 20:13 Mam trochę cech Ewy. Jestem osobą pedantyczną, ambitną, troche neurotyczną, przeżywającą porażki... I wcale nie jest mi dobrze byc taką, jaką jestem i dlatego wyobrażam sobie niejednokrotnie, co czuła Ewa, bo mogę ją chyba troche zrozumieć... I mam żal do Dmuchawca, że właściwie nie starał się tak naprawdę poznać Ewy. Byc może Ewa wstydziła się okazywać uczucia? A może po prostu nikt jej nigdy nie okazał miłości? Przyznam, że czytając Opium wzruszałam się nie tylko wyobrażając sobie Geniusię szukającą Pieska. Strasznie było mi również żal i niemal czułam, jak cierpi Ewa, kiedy płakała samotna w swym pokoju. Odpowiedz Link
mamalilki Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 02.02.09, 21:48 Ewa mogla wiedziec ze Kreska jest corką internowanych opozycjonistów i myslec po prostu ze mieszka u rodziny. W koncu to bylo naturalne, ze sie ladowalo u babci, dziadka czy cioci. Mojej kolezanki tez nikt o nic nie pytal, wszyscy wiedzieli ale czy wychowawca umialby powiedziec z kim ona mieszka, jesli nikt nie zjawial sie na zebrania? Pewnie w podstawowce bardziej sie interesowano, ale w liceum to wlasnie dopiero jak byla jakas afera. Odpowiedz Link
nessie-jp Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 02.02.09, 21:52 Owszem, ale zauważ, że Ewa mówi, że sprawę "zna doskonale". A jednak nie Odpowiedz Link
mamalilki Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 02.02.09, 22:36 Mnie sie ta ankieta wydawala zawsze smierdząca nie dlatego ze jakas popaprana pani psycholog costam z niej wyczyta i mnie zdiadnozuje, tylko dlatego ze w tamtych czasach roznie dobrze mozna bylo podejrzewac ze wypelniona imiennie ankieta trafi prosto na biurko Pieroga a dalej tam, gdzie on uzna za stosowne. I takie rzeczy sie zdarzaly, chlopaka maturzyste z mojego liceum zamkneli do wiezienia bo opowiadal kolegom co wydarzylo sie w kopalni Wujek. Doniosla na niego wychowawczyni a dyrektorka zawiadomila policje. Na miejscu Kreski zareagowalabym identycznie, zreszta bylam w domu nauczona ze sie w szkole o domu nie opowiada. Odpowiedz Link
mamalilki Re: Ewa Jedwabińska całkiem serio 02.02.09, 22:37 Pardon za te literowki, cos mi dzis nie idzie. Odpowiedz Link