Scena, ktorej nie rozumiem

22.09.08, 17:54
Tak pomyslałam, ze zapytam, a co.
O ile pamietam, w "Imieninach" Nutria dosyć serdecznie wita Filipa,
a wscieka sie w momencie, gdy okazuje się, ze został o jej
przyjeździe powiadomiony przez Laurę.
Probuję od lat zrozumiec dlaczeo - i nie rozumiem, gdzie Filip
popelnił rzecz niewybaczalną...
    • dakota77 Re: Scena, ktorej nie rozumiem 22.09.08, 17:59
      Moze wczesniej myslala, ze sila jego milosci do niej pozwolila mu w cudowny
      sposob poznac date jej powrotu;-). Nie lubie tej sceny. Juz wczesniej psulo sie
      miedzy nimi, a tu Nutria wita go radosnie, jakby nigdy nic. Rozumiem, ze na
      odleglosc sprawy mogly wygladac inaczej, ale nie musiala az tak radosnie go witac.
      • ding_yun Re: Scena, ktorej nie rozumiem 22.09.08, 19:06
        Moim zdaniem nie chodzi o to, że Filip zrobił coś nagannego tylko że
        Natalię coś tknęło w chwili gdy Laura ujawniła swoją rolę "małego
        wywiadowcy". Może Nutrii w tym właśnie momencie przyszło do głowy,
        że oni we dwójkę nią manipulują i poczuła, że musi zwiewać (to takie
        bardzo w jej stylu). Już raz w końcu Tygrys próbował ich zeswatać a
        w CR widać wyraźnie, że niezbyt im wyszło. A powitała Bratka
        radośnie bo ach, jakież to romantyczne, wracam z Cypru po
        spektakularnej ucieczce, a tu ukochany czeka na mnie i w ogóle i w
        ogóle... No przepraszam, nie lubię zbytnio Nutrii:) I nadal uważam,
        że Laura powinna być z Bratkiem :)
        • mmaupa Re: Scena, ktorej nie rozumiem 22.09.08, 19:21
          Zgadzam sie z toba co do opinii o Nutrii :). A Tygrysowi dobrze by Bratek zrobil.
          • ginestra Re: Scena, ktorej nie rozumiem 22.09.08, 20:07
            O tym rozdźwięku u Natalii pisałyśmy kiedyś i ja też się z tym zgadzam, też mi
            się nie wydaje Natalia zbyt prawdziwa w tej opiewanej wrażliwości i empatii.

            Co do sceny, to może Natalia dała się ponieść po prostu takiemu wrażeniu
            "swojskości", ciepła, bezpieczeństwa, akceptacji swojej osoby (ja sobie to
            przynajmniej tak wyobrażam).
            Otóż, jak wiemy, wcześniej Natalia jakoś zaplątała się w uczuciach, nie
            wiedziała co do Filipa czuje, uciekła na Cypr, była tam rok i przez ten rok
            wytworzył się w niej wobec Filipa taki jakby dystans, trochę lęk może - w każdym
            razie mogła obawiać się spotkania po powrocie, mieć tremę, poczucie winy,
            dyskomfort, przeczucie, że jeśli dojdzie do spotkania, a pewnie tak, bo pewnie
            wpadną na siebie na ulicy, to będzie musiała się mu jakoś tłumaczyć, będzie
            zbita z tropu itp. Tymczasem siedzą przy stole, a tu wpada Filip i wcale się na
            nią nie gniewa, jest zakochany, stęskniony, czuły, przytula ją, całuje - jest
            taki "magiczny" jak wtedy pod pompą przy stacji w Pobiedziskach, tak się nią
            cieszy niesamowicie, taki jest wzruszony, nic nie jest dla niego ważne, tylko
            to, żeby mieć ją w ramionach, blisko przy sobie, tak ją kocha. Natalia czuje
            naraz wiele uczuć: przede wszystkim ogromną ulgę i wdzięczność za to, że on się
            nie gniewa, że nie uważa, że ona jest nie w porządku i od razu też czuje to
            wielkie poczucie bezpieczeństwa w jego ramionach, coś za czym przecież musiała
            jakoś tęsknić (tzn. za tym uczuciem, choćby przez ten rok, o ile nie miała na
            Cyprze innych mężczyzn). A więc to jest takie po prostu nagłe i
            wszechogarniające doznanie i Natalia się mu totalnie poddaje i wychodzi z
            Filipem jak w transie. Poza tym jest to szczególny dzień, jest rozemocjonowana
            powrotem, zmianą otoczenia i wszystko nagle dzieje się tak szybko. A więc to
            dlatego tak serdecznie go przyjmuje, tak instynktownie, bez myślenia, tylko
            poddaje się uczuciom.

            Pewnie gdy minęło parę dni zauważa, że Filip nie jest cały czas tym chłopakiem
            spod pompy, a znów odzywa się ta jego zaborcza i manipulująca strona. Do tego
            Natalia dowiaduje się o jego spisku z Laurą i czuje się oszukana i
            __upokorzona__. Jej podświadomość czuje znów lęk przed nim, jakby na
            przypomnienie sceny z kajdankami, która miała miejsce przecież też wskutek
            spisku z Laurą. Wszystko w niej mówi jej teraz: "uciekaj, nie pozwól mu się
            zniszczyć".

            No nie wiem, ja tak widzę tę scenę.
            Pozdrawiam!
            • dakota77 Re: Scena, ktorej nie rozumiem 22.09.08, 20:09
              Jezeli w tej scenie powitania Natalia naprawde czuje ulge i radosc z powdu tego,
              ze on, osoba, ktora ograniczala jej wolnosc i manipulowala jej emocjami nie
              gniewa sie na _nia_, to jest naprawde zaburzona emocjonalnie;-)
              • ginestra Re: Scena, ktorej nie rozumiem 22.09.08, 20:28
                Jak dla mnie to takie myślenie jest bardzo prawdopodobne. Owszem, miała powody,
                żeby od niego uciec, ale mogła też czuć się nie w porządku sama ze sobą, że nie
                zrobiła tego wprost i jasno, tylko tak po prostu uciekła, zostawiła sytuację
                pełną niedomówień, zostawiła go w poczuciu, że są nadal razem, a nie odzywała
                się itp. No i to jej jakoś mimo woli ciążyło, obawiała się spotkania z nim,
                decydującej rozmowy, jakiegoś wyjaśniania dlaczego go zostawiła ___w taki
                sposób___. Mogła myśleć, że pewnie skoro nie odzywała się rok, to on zrozumiał,
                że ona nie chce z nim być, ale jednocześnie mogła spodziewać się jego pytań o
                jej decyzję "co z nami dalej".

                Druga sprawa, to być może ona wcale nie rozstrzygnęła przez ten rok czy na sto
                procent nie chce z nim być. Wyjechała, bo nie wiedziała jak sprawić, żeby w ich
                związku ona także miała jakąś przestrzeń dla siebie, ale być może coś do niego
                nadal czuła na poziomie emocji czy fizyczności. Ja nie mam wrażenia, że ona
                zniechęciła się Filipem kompletnie i wyjechała sobie na Cypr, tak jak zrobiłaby
                to osoba twardo stąpająca po ziemi i pewna siebie. Ona wyjechała bardziej z
                bezradności, bardziej z ucieczki przed koniecznością sprostania tej sytuacji. I
                w trakcie tego roku nadal tego nie rozstrzygnęła.
                Takie mam wrażenie i to czyni tę scenę prawdopodobną.

                Moim zdaniem istnieje poza tym jak najbardziej na świecie takie zjawisko, o
                którym pisała Lattina w jednym z wątków, że mężczyzna nawet przeciągnie kobietę
                przez piekło upokorzeń, a mimo to ona wcale nie będzie gotowa go porzucić (czyli
                zrobić coś stuprocentowo słusznego). Być może będzie próbowała go porzucić (jak
                Natalia), ale tak jakoś nie definitywnie, w jakiś taki nieudolny sposób, nie
                będąc sama pewna czy chce. Poza tym nie mamy chyba dowodów w książkach, że
                Natalia doświadczyła z Filipem tego piekła upokorzeń - raczej doświadczyła, że
                jest on męczącym egoistą adorującym ją i domagającym się od niej uwagi, ale
                chyba jej nie poniżał, nie zdradzał czy coś? A więc jakieś uczucia mogła do
                niego mieć.
                Ja to tak widzę przynajmniej.
                Ale zgadzam się, że zapewne myślenie takie jak powyżej za bardzo zdrowe nie
                jest. Ludzkie tak, na pewno, więc nie dziwi.
                Pozdrawiam!
                • ginestra Re: Scena, ktorej nie rozumiem 22.09.08, 20:34
                  PS. Mówiąc o tym poniżaniu mam na myśli tylko i wyłącznie ich życie od chwili
                  tej decyzji, że będą razem, bo oczywiście scena z kajdankami i jego wyzwiska
                  były jak najbardziej poniżeniem i czymś okropnym.

                  Chodzi mi o to, że od chwili gdy Natalia podjęła decyzję o tym, żeby z nim być,
                  to raczej był to związek z jej perspektywy burzliwy, pełen emocji, ciągłego
                  okazywania jej uczucia przez Filipa oraz domagania się uczucia, ale nie taki,
                  żeby czuła się (zapewne) jakoś krzywdzona. To, czy była faktycznie krzywdzona
                  jego egoizmem i manipulowaniem to inna sprawa, ale moim zdaniem ona czuła się po
                  prostu zagubiona i zepchnięta, tak jakby całą przestrzeń związku on wypełniał
                  swoją osobą i nie umiała się w tym odnaleźć po prostu.
                  Próbuję po prostu wczuć się w Natalię.
                  Ale nie twierdzę, że na sto procent wiem jak się mogła czuć.
                  Pozdrawiam!
                  • verdana Re: Scena, ktorej nie rozumiem 22.09.08, 20:54
                    Ależ tu najwyraxniej kluczowe jest to, ze Natalia wyrzuca Filipa,
                    bodowiedział się o jej przyjeździe od Laury. Nie dlatego, ze
                    przemyslala, dojrzała, że zastanowila się, czy ten zwiazek ma sens.
                    Sprawia to wrazenie, jakby cos niewiarygodnie strasznego bylo
                    wlasnie w tym, ze Laura zawiadomila Filipa o jej przyjeździe, jakby
                    to - a nie wszystko inne - skreslało faceta nieodwolalnie.
                    Czyli Filip powinien byl telepatycznie wyczuc jej obecność? Czyli
                    przeciwnie, byc jakos bardziej zwiazany z Natalia, bardziej jeszcze
                    zaangazowany w zwiazek, niz jest.
                    Dla mnie to taka reakcja, jakby Natalia dowiedziala się, ze zostala
                    przez Laurę sprzedana w małżenstwo.
                    No, nadal nie rozumiem...
                    • ginestra Re: Scena, ktorej nie rozumiem 22.09.08, 23:52
                      Mnie się wydaje, że chodzi też o to, że nie zachował się jak taki prawdziwy
                      przyjaciel, jak ktoś bliski, czyli, że nie uznał za stosowne powiedzieć jej skąd
                      wiedział o jej przyjeździe. Gdy już się namiętnie powitali, a potem zabrał ją na
                      spacer czy gdzieś, to mógł jej powiedzieć spokojnie o tym jak się dowiedział (no
                      trudno, wsypałby Laurę, ale też mógłby to jakoś starać się załagodzić, że to
                      jeszcze dziecko itp. Laurze mógł zresztą nie obiecywać, że nikomu nie powie.) To
                      by oznaczało, że jest uczciwy, że Natalię szanuje, i że cała historia ma ręce i
                      nogi. On najwyraźniej jakoś ją utrzymywał w przeświadczeniu, że to był impuls
                      (telepatia albo może rzucił ściemę, że widział ją jak wracała z dworca w asyście
                      rodziny). Na pewno musiało być jakieś kłamstwo z jego strony, coś co podważyło
                      jej zaufanie do niego i po czym Natalia wściekła się, bo wyszło na to, że
                      traktował ją niesymetrycznie, stawiał się nad nią uznając, że ona nie musi
                      wiedzieć jak było (trochę jak Tunio, który traktował ją jak dziecko). Natalia na
                      pewno musiała zastanawiać się skąd on wiedział o jej przyjeździe i na pewno mu
                      takie pytanie zadała. Jest praktycznie niemożliwe, że nie zadała! Musiała
                      usłyszeć jakąś wersję, której uwierzyła, a następnie, usłyszawszy od Laury jak
                      było naprawdę, wściekła się. Z człowiekiem, któremu nie można ufać i który za
                      jej plecami ma jakieś konszachty, na pewno nie warto się pobierać. Jeśli jest
                      zdolny do nieuczciwości w takiej rzeczy - to jest zdolny w każdej. I o to, jak
                      myślę, mogło chodzić Natalii..
    • mmaupa Re: Scena, ktorej nie rozumiem 22.09.08, 21:09
      A propos wczuwania sie w bohaterow: to, jak czul sie Filip (slusznie, badz nie)
      gdy dowiedzial sie, zapewne od osob trzecich, ze Nutria mu zwiala na Cypr,
      przedstawione jest przepiekne w piosence "Podla" Kabaretu Starszych Panow. Tu
      link dla tych, co tego dziela nie znaja (lub znaja i chca sobie odswiezyc pamiec).
      www.youtube.com/watch?v=BuNIm-XH-dc
      • ginestra Re: Scena, ktorej nie rozumiem 22.09.08, 23:56
        Mmaupo, świetne!
        Wiesław Gołas doskonały - rzeczywiście, jakbym widziała Filipa :D
        • anutek115 Re: Scena, ktorej nie rozumiem 23.09.08, 09:10
          Mnie się Wiesław Gołas wydaje zbyt rozżalony i... delikatny vhyba? jak na Filipa
          ;-). Ale piosenkę kocham, zawsze ją sobie puszczam razem z "Upiornym twistem" i
          "No co ja ci zrobiłem?" i mam tryptyk :-))).
        • teano_laura Re: Scena, ktorej nie rozumiem 23.09.08, 14:43
          ginestra napisała:

          > Mmaupo, świetne!
          > Wiesław Gołas doskonały - rzeczywiście, jakbym widziała Filipa :D
          Aż się zaczęłam zastanawiać czy MM nie słuchała sobie tej piosenki konstruując
          romans F i N.
          Nie znałam jej wcześniej choć KSP uwielbiam.
          Moim zdaniem dyskutowana scena a raczej sceny w relacji N/F są jednymi z
          lepszych w Jeżycjadzie. Takie jędrne, krwiste i nabuzowane emocjami (takie mam
          przynajmniej wrażenie, bo czytałam to dośc dawno a przypomnieć sobie nie mogę
          jako ze ktoś mi zakosił Imieniny.)
          Mogłabym się podpisać pod wszystkim co napisała Ginestra.
          Nutria nie jest "normalna". To nie twardo stąpająca po ziemi zrównoważona osoba,
          tylko chwiejny nadwrażliwiec. I właśnie dlatego ta scena jest taka prawdziwa.
          Myślę też, ze w relacji Nutrii z Filipem mogło byc trochę tak jak w relacji
          L.M.M z ... nie pamiętam z kim. Był taki facet który ją pociągał i który na nią
          działał, ale o którym rozum jej mówił, ze to nie jest kandydat na męża dla niej,
          ze ich związek nie ma przyszłości jako małżeństwo. I w końcu rozsądek zwyciężył.
          Wyszła za pastora, z którym nie była szczęśliwa. I właściwie sama do końca nie
          wiedziała czemu za niego wyszła ;)
          Filip też Nutrię pewnie fizycznie bardzo pociągał, ale rozsądek jej mówił, że to
          nie jest człowiek dla niej, że oparcie znajdzie w Robrojku.
          Po drugie - kobiety mają w sobie (nie wszystkie, ale wiele) coś takiego, że
          bywają z kimś z litości ("bo on mnie tak strasznie kocha") albo dlatego, że
          pochlebia im czyjaś adoracja.
          Kiedy Filip wpadł jak burza, Nutria nie miała nic do gadania i po prostu poddała
          się temu, co w niej było i pewnie będzie do końca.
          Nie wiem czy np gdyby po paru latach małżeństwa np. jej się nie bardzo układało
          w łóżku z Robrojkiem, a do tego jakoś by ją zaniedbał też psychicznie (np zajety
          pracą) i wtedy pojawiłby się znów Filip adorujący i pociągający, czy Nutria nie
          poddała by się wrażeniu, że to jednak Filipa cały czas kochała.
          Czy by zdradziła, to inna sprawa, ale że by się zaczęła miotać, to pewne.
          I tak jak napisała Ginestra - kiedy nagle się okazało, że inicjatywa w sprawie
          zjawienia się Filipa wyszła od Laury, a nie od niego samego - czar prysł.
          Ja ją doskonale rozumiem ;)
          O wiele przyjemniej dostaje się np prezent od faceta kiedy się podejrzewa, że
          facet sam z siebie wpadł na to by go dać, niż wtedy gdy się wie, że to powiedzmy
          mamusia albo siostra mu powiedziała - słuchaj, Natalia ma jutro urodziny daj jej
          to i to, będzie się cieszyć, a ty nabijesz sobie punktów.
          To pierwsze jest impulsem, to drugie sterowanym działaniem. A kobieta by chciała
          sama sterować mężczyzną, niż mieć go sterowanego przez inną babę - no powiedzcie
          dziewczyny - nie jest tak?
          ;P
          • sowca Re: Scena, ktorej nie rozumiem 23.09.08, 22:54
            Teano_Lauro, napisałaś dokładnei to, co ja chcialam napisać o
            związku Natalii i Filipa. Ja też uważam sceny z nimi za jak
            najbardziej realne i co więcej, bardzo je lubię, uważam, że są
            świetnie napisane, i nie tak niewinne jak większość.
    • sir.vimes małe Rumunki 23.09.08, 13:24
      nie rozumiem sceny z małymi Rumunkami, które Gabriela zabiera do domu - znaczy,
      rozumiem intencję pokazania jak ludzie zachowują niezgodnie ze swymi
      deklarowanymi przekonaniami ale scena niezmiennie mnie dziwi a wręcz szokuje.

      Zastanawiam się też jak rodzicom tych dziewczynek udało się zlokalizować dom
      Borejków.
      • ding_yun Re: małe Rumunki 23.09.08, 14:22
        Gabrysia je zabrała, bo Pyza ją postawiła niejako przed faktem
        dokonanym.
        • sir.vimes Re: małe Rumunki 23.09.08, 14:28
          No tak, ale to Gaba była dorosła nie Pyza.

          Dziwne to, dziwne...

          Zresztą, mogła Gaba przy tych ludziach (bo przecież to była dla ludzi pokazówka)
          zaproponować Pyzie, choć poszukamy rodziców dziewczynek i spytamy czy możemy
          zaprosić je na ciasto.

          Chyba nie zabrałabym komuś dziecka dla kaprysu bez żadnej informacji, próby
          kontaktu - nawet rodzicom , którzy wysyłają dziecko na żebry.
          • sir.vimes Re: małe Rumunki 23.09.08, 14:29
            I najbardziej nieprawdopodobne w tej scenie jest to, ze dzieci z nią poszły.
            • marajka Re: małe Rumunki 23.09.08, 16:00
              A powiedzcie, skąd Cyganie wiedzieli, gdzie są dzieci? Przecież
              ludzie spod kościoła chyba się rozeszli?
              Co do Natalii. Ja tą sceną rozumiem. Moim zdaniem, ona po prostu nie
              chciała urazić Filipa. Nutria sama nigdy nie wiedziała czego chce.
              Znam to uczucie które jej wtedy towarzyszyło, uwierzcie- nic miłego.
              Nie zjedzcie jej;)
          • anhes Re: małe Rumunki 23.09.08, 15:10
            poszły jak poszły, trudno ocenić czy by poszły czy nie :-)

            mnie zaciekawia fakt co ona by z nimi zrobiła gdyby cygańska rodzina się po nie
            zgłosiła :-) a swoją drogą wcale się nie dziwię że się cyganie wściekli, też bym
            się wściekła jakby ktos moje dziecko zabrał do siebie bez mojej wiedzy i zgody.
            • verdana Re: małe Rumunki 23.09.08, 15:48
              Ale ta scene ja rozumiem - uwazam za obłed, idiotyzm, typowa
              pokazowke, ale rozumiem o co chodzi. A tej z Natalia - ni w zab.
              Bo wynika jednoznacznie z tresci, ze MM rozumie, o co Natalia się
              wściekła i ze dla niej jest to zachowanie raczej racjonalne.
              • anutek115 Re: małe Rumunki 23.09.08, 16:16
                Wspomnienia się w niej odezwały, moim zdaniem - te dotyczace kajdanek,
                opetańczej ucieczki przez las i udziału słodkiego Tygryska w całej rozróbie.
                Zgadzam się z którąś z koleżanek (z Ginestrą, zdaje się), że Filip musiał jakoś
                wyjasnić swoja nadnaturalną wiedzę na temat dnia i godziny powrotu z Cypru, z
                tym, że skłamał. I gdy prawda wyszła na jaw do natalii dotarło, że będzie miała
                w rodzinie parę - męża i siostrzenicę - spiskującą za jej plecami, omawiajacą
                szczegóły jej dotyczące i podejmującą jej dotyczace decyzje. Owszem, zachowanie
                może irracjonalne. Ale na jakimś irracjonalnym poziomie rozumiem je jednak :-).
                Chociaż tez uważam, że jak na osobę, która nie chciała Filipa informować o dacie
                powrotu, Naalia cieszy się na jego widok zdecydowanie zbyt intensywnie ;-)).
      • sir.vimes Dżizas, proszę moderację o przeniesienie 23.09.08, 20:25
        moich rumunek do wątku o szaleństwach!!!

        Jakoś tamten wątek i ten wątek Verdany połączyły mi się w jeden... A to nie na
        temat:)))
        • szprota Re: Dżizas, proszę moderację o przeniesienie 24.09.08, 00:15
          Nie możemy przenosić postów.
    • limotini Re: Scena, ktorej nie rozumiem 23.09.08, 20:24
      A ja bardzo pokornie chciałabym prosic o wyjaśnienie, na czym polega ta
      zaborczośc, egoizm i w ogóle całe zło Filipa? Zwyczajnie nie pamiętam, jak to
      było opisane w książce, ani żadnych faktów popierających tę tezę (oprócz sceny z
      kajdankami, która jest, hm, dziwna).

      Bo jak teraz czytam Wasze wypowiedzi, to postac Filipa kojarzy mi się z potworem
      trzymającym Nutrię w piwnicy, karmiącym ją dzień w dzień owsianką, czytającym
      wszystkie jej listy i całkowicie planującym jej czas... I nie mając książki przy
      sobie nie mogę dojśc do równowagi.

      Z góry dziękuję i przepraszam za gapiostwo


      • dakota77 Re: Scena, ktorej nie rozumiem 23.09.08, 20:43
        Jest taka scena, w ktorej on nie chce sie z nia rozstac i robi jej sceny na
        ulicy. Ciezko mi przytoczyc teraz wiecej, zwlaszcza zem chora i ledwo zywa, ale
        mnie Filip to straszny manipulant i szantazysta emocjonalny. Moze i ladny, moze
        i muzykalny, ale od takich typow w zyciu trzeba zwiewac jak najdalej.
        • tennesee Re: Scena, ktorej nie rozumiem 23.09.08, 20:56
          Oj, przytoczona powyżej scena rozstania na uliczy, gdzie Natalia
          czuła się szantażowana emocjonalnie, manipulowana i poniżona, kilka
          opisów w Córce Robrojka, gdzie natalia ma nieustanne poczucie
          kontroli ze strony Filipa, a poza tym widać, że ona nie czuje się
          przy nim swobodnie. Przywoływane bodaj w Tygrysie i Róży
          wspomnienie, gdzie Filip czyta bez pytania wiersze Natalii i ma
          pretensje, że nie są o nim, robi jej awantury.
          Powiem szczerze, że znam z autopsji jak to jest, gdy ktoś twierdzi,
          że kocha i zabiera przestrzeń, ogranicza wolność w imię tej miłości.
          I wiecie co- u mnie tak się skończyło udowadnianie tej miłości, że
          calkowicie się podporządkowałam i przestałam być wtedy atrakcyjna.
          Smutne :(
          • meduza7 Re: Scena, ktorej nie rozumiem 23.09.08, 21:36
            Ja też mam wrażenie, że Natalia przy Filipie ma cały czas takiego gniota
            psychicznego "a co on pomyśli"? "znowu będzie miał pretensje", "muszę być tu, bo
            będzie czekał i się obrazi" i tak dalej...
            • ding_yun Re: Scena, ktorej nie rozumiem 23.09.08, 22:39
              Właściwie to głównie rozważania Natalii w CR są dowodem na lekką
              fiksację Bratka, ale IMO one zupełnie wystarczają. Taki mężczyzna
              jest potwornie męczący, wiem bo miałam do czynienia. Łapiesz się na
              lep jego szaleczej namiętnośći, tego, że on jest ci bardzo oddany i
              mówi, że wszystko by dla ciebie zrobił a w efekcie to ty ciągle
              martwisz się o jego zdrowie psychiczne i starasz się osadzać związek
              w realiach dnia codziennego na co on reaguje silnym oburzeniem bo
              jak można mieszać sacrum i profanum.

              Chyba się trochę zapędziłam :P Ale w tym przypadku moje
              doświadczenie naprawdę rzutuje na odbiór postaci:)
      • truscaveczka Re: Scena, ktorej nie rozumiem 24.09.08, 10:12
        Filip jest neurotykiem - a do neurotyków potrzeba dużo dobrej woli, samozaparcia
        i miłości, żeby coś z tego było. A Natalia nawet nie wie, czy go kocha - na
        pewno martwi się, żeby Filipa nie zdenerwować :/ A to kiepski układ na całe życie.
        • trawiasta Re: Scena, ktorej nie rozumiem 25.09.08, 21:21
          > Filip jest neurotykiem - a do neurotyków potrzeba dużo dobrej >woli,
          samozaparcia i miłości, żeby coś z tego było.

          Heh, raczej długiej i ciężkiej terapii; a ogólnie jest to IMHO zaburzenie dużo
          gorsze od psychopatii; osobiście neurotyków nie znoszę i jeśli tylko mogę,
          trzymam się z dala. Nie dziwię się, że Natalia miała dość Filipa - tacy ludzie
          jak on to trucizna; wiecznie mu mało było zainteresowania z jej strony; omotywał
          ją jak pająk, nie dawał chwili oddechu, tylko jęczał, obrażał się, kłócił i
          marudził - bo np. wiersz nie był o nim. Brrr, straszny typ; zazdrosny, zaborczy,
          kłótliwy. Zatruwał jej życie. Z dala od takich! Mówiąc szczerze, Filipa to bym
          życzyła Matyldzie albo Paulince ;-) Pasowaliby do siebie. Robrojek co prawda typ
          tatusiowaty; czyli też nie za fajnie... ale dla Natalii chyba w sam raz. Cóż,
          nie od dziś wiadomo, że mało w Jeżycjadzie normalnych, dziarskich młodych
          facetów (jak Marek, zanim zasypia ;-P) - bez zaburzeń emocjonalnych, dojrzałych
          i stabilnych psychicznie i gotowych na zdrowy związek.
          • dakota77 Re: Scena, ktorej nie rozumiem 25.09.08, 21:25
            No wlasnie. Ja tez radzilabym ucieczke w przypadku napotkania neurotyka, nie
            terapie miloscia.
            • mmaupa Re: Scena, ktorej nie rozumiem 25.09.08, 21:36
              Tak sobie pomyslalam, ze Natalii dobrze by zrobil Tomcio Kowalik. Daje poczucie
              bezpieczenstwa, ale nie jest podtatusialy.

              Inna sprawa, ze szkoda mi by go bylo dla Nutrii.
              • dakota77 Re: Scena, ktorej nie rozumiem 25.09.08, 21:41
                Chyba tak, Elka przynajmniej ma charakter;)
    • agawa79 Re: Scena, ktorej nie rozumiem 24.09.08, 12:26
      Ja tę scenę zrozumiałam jako celowe niedopowiedzenie ze strony
      autorki. Czytelnik ma właśnie snuć domysły, zastanawiać się,
      dociekać, co zaszło; wertować poprzednie tomy w poszukiwaniu
      wskazówek do rozwiązania zagadki. Mnie się to podobało akurat... i,
      jako że nie umiem zbyt dobrze oddzielać świata fikcyjnego od
      rzeczywistego ;), wolę się zachować, jakby to była prawdziwa Nutria
      i prawdziwy Nerwus - oni sami wiedzą, co między nimi zaszło, to ich
      sprawa; jeśli kiedyś zechcą o tym mówić - to powiedzą.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja