Dodaj do ulubionych

Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem

02.11.08, 12:08
Jezycjadowe ideały...zwykła rodzina , a moze niezwykła.Promieniujące ciepło z
kazdej strony, zderzenie z tym co dzieje sie teraz na świecie,a Oni żyją sobie
jak w opoce z normalnymi problemami.Musze sie z wami tym podzielic.....walka
za pieniądzem odwieczna , a tu prosze wrecz rozrzutnośc książkowa jak u
nas:)...zamiast czekolady dla dzieci tata Borejko kupuje
ksiązki.....narzekania Patrycji na niezaradnośc rodzieców , a tu prosze pełen
ciepła dom z żurkiem:)PIsze to bo chciałam Wam powiedziec jak mnie pokrzepiaja
te ksiazki , jak mi 27 letniej babie uswiadamiają jak niewiele potrzeba z
materii, a jak wiele z serca.......pod wpływem Gabrysi kupiłam Seneke:)pod
wpływem Idy polakierowałam podłoge i szafę na fioletowo:))))))i mam niebieskie
kubki tyle że z aniołkiem...:))))))))aha powiem Wam ze mój synek uwielbia
kanapki z dzemem:)
a jakie sa Wasze jezycowe ideały które wceliłyście w zycie.
U mnie świadomie lub podswiadomie trochę sie nazbiera:)Pozdarwiam serdecznie!!!!
Obserwuj wątek
    • dakota77 Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 12:24
      Jezycjadowe idealy, ktore wcielilam w zycie? Mysle, ze zadne. Bo tak-
      uwielbienie dla ksiazek zaszczepiono mi w dziecinstwie, zanim zaczelam czytac
      MM. I przekonanie, ze czasem lepiej wydac pieniadze na ksiazki niz na inne
      rzeczy:-). Ja niestety nie postrzegam rodziny Borejkow tak ja ty, zreszta jak
      poczytasz wiecej to forum, zobaczysz, ze nie ja jedna. To cieplo rodzinne od
      dawna pozostaje w warstwie deklaracji. Duzo sie pisze o tym, jak ta rodzina
      rozmawia ze soba, pomaga sobie- a oni nie rozmawiaja o trudnych sprawach,
      zamykaja oczy na swoje problemy. Mam inne wyobrazenie o idealnej rodzinie:-).
      Zurek nie zastapi rozmowy, czasu poswieconego na rozmowe ( mysle, ze Patrycja
      np. wolalaby jednak, zeby ktos zainteresowal sie jej matura chociazby).
    • mama_kotula Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 12:52
      Problem tylko w tym, że dzieci czasem potrzebują czekolady, a nie książek.
      W tym, że Seneką w normalnym życiu chce się czasem pieprznąć o ścianę.
      Problem w tym, że niebieski kubek z najpyszniejszą herbatką nie zastąpi rozmowy, a kanapki z dżemem są pyszne, o ile z konieczności nie trzeba ich jeść trzy razy dziennie.

      Problem w tym, że deklarowany wzniosły minimalizm i nieprzywiązanie do dóbr materialnych bywa najzwyklej w świecie a) dorobieniem ideologii do bidy i życia na skraju minimum biologicznego, b) wyłącznie deklaracją na papierze.

      Kicham na takie ideały, prawdę mówiąc.

      A promieniującego ciepła nie czuję. Oni nie żyją w opoce, oni żyją za betonową ścianą, która dzieli świat na "my, Borejkowie" i "wy, motłoch".
      Na takie ściany też kicham.
    • szprota Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 13:01
      A po mojemu Borejkowie jednak ustawili mi pewne priorytety, nawet jeśli teraz widzę, jak bardzo wyznawane przez nich ideały były deklaratywne. Ale przyjaciół podejmuję przy kuchennym stole dobrą herbatą, nie wódką z sokiem, nawet jeśli do herbaty są właśnie kanapki z dżemem (bo w przeciwieństwie do jeżycjadowych bohaterek niewiele więcej umiem przyrządzić). Coś w tym stylu. Byle się nie zatracić, tak jak oni, w tym późniejszym powierzchownym traktowaniu problemu bliskich (może jej po prostu zimno), a będzie dobrze, lepiej niż u nich.
      • mama_kotula Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 13:03
        Szprota, czy ty sugerujesz że to wpływ Borejków sprawił, iż przyjaciołom "wpadniętym" z wizytą serwujesz herbatę, a nie drinki? ;))

        Bo dla mnie ta herbata serwowana gościom przy kuchennym stole to rzecz najzupełniej normalna w świecie, od urodzenia niemalże... :D
        • szprota Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 13:22
          Powiedzmy, że Borejkowie umocnili mnie w słuszności serwowania herbaty ;)
          W moim domu rodzinnym zasadniczo nie ma instytucji spontanicznych wizyt. Są
          wizyty okolicznościowe, czyli po prostu przyjęcia, z sałatkami, daniem na ciepło
          i dopiero potem herbatą. Tak więc dla mnie ten minimalizm kanapek z dżemem był
          dość egzotyczny i atrakcyjny. Także przyjmowanie gości przy kuchennym stole -
          gości się prosi na pokoje, zaś czynności kuchenne wykonuje z dala od nich.
      • laura-gomez Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 13:27
        A mnie w Borejkach najbardziej podoba się to, że obcy człowiek z ulicy po wejsciu do ich domu zostaje zaprowadzony do kuchni, poczęstowany herbatką i czuje sie jak u siebie, a nawet lepiej vide Elka z "Noelki". Znam w realu podobna rodzinę. Za każdym razem, jak u niej jestem, częstują mnie świerzo upieczonym ciastem :->
      • lezbobimbo Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 13:30
        szprota napisała:
        >Ale przyjaciół podejmuję przy kuchennym stole dobrą herbatą, nie >wódką z
        sokiem, nawet jeśli do herbaty są właśnie kanapki z dżemem

        Przepraszam, ze zaoftopikuje, ale kto podejmuje znajomych wódka z sokiem? Sama
        sie z tym nigdy nie spotkalam. To chyba wystepuje glównie przy imprezach a na
        codzien chyba tylko u dosc bohemicznych artystów czy w pólswiatku
        kryminalistycznym ;P
        Nie mówiac juz o tym, ze przyjaciele moze nie lubia herbaty (tez sa tacy!). Moze
        wola kawe albo male piwko? Jak przychodza przyjaciele, to sie pytam, co by
        chcieli. A jeszcze czesciej sama chodze po kominkach, bynajmniej nie dla samej
        herbatki tylko Dla Cudownego Towarzystwa, na spacery, na filmy albo zwykle
        Hanging Out, nicnierobienie lub terapie plotkarska ;)

        Wracajac do Borejków, to nic smiesznego zyc na samych kanapkach z dzemem, nawet
        najlepsze ksiazki trudno sie czyta, gdy burczy w brzuchu.
        Borejkowie ciepli? Tak, tylko juz w KK cieply Ignacy nie interesuje sie, co tez
        moglaby czytac jego ukochana zona, jakie ma problemy ze zdrowiem ani czy dzieci
        maja co jesc i czy nie powinny isc do szkoly zamiast zajmowac sie domem, w tym i
        jego zarciem. Gdyby nie harujaca i wyniszczajaca sie Mila, ten cieply dom
        rozpirzylby sie na 100 kawalków, a mlode Borejkówny bawilyby sie na ulicy i to
        one chodzilyby do znajomych na obiadki (co czesciowo tez i praktykuja, jako
        ciepli minimalisci obzeraja sie u Feli i Józeczka).
        Od Noelki coraz bardziej nie znosze Borejków, wlasnie przez ich zapychanie
        problemów emocjonalnych za pomoca ciasta, herbatki i gladkich cytatów
        antycznych. W rzeczywistosci to bylaby banda przykrych snobów z cukrzyca; a
        zyliby zas na zasilkach i kombinacjach, zeby tylko nie ponizyc sie zarabianiem.
        PRL juz dawno minal i od 18 lat w Polsce jest mozliwe uczciwe zarabianie - albo
        jeszcze lepiej zarabianie w UK, hi hi hi. Wyobrazacie sobie Borejków na Wyspach?
        Wieczorami staliby na zmywakach na czarno, a w dzien biegali po darmowych
        muzeach i bibliotekach londynskich, w niedziele zas na msze polonijne i zakupy w
        pol-delikatesach :)))

        Jedyne idealy, jakie bym sobie przyswoila z Jezycjady to styl zycia mamy Zakowej
        i ciotki Lili - wlasna twórczosc (czyli praca) jest wazniejsza od bezustannego
        sprzatania i pichcenia pasozytom ;)
        • szprota Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 14:25
          lezbobimbo napisała:
          Przepraszam, ze zaoftopikuje, ale kto podejmuje znajomych wódka z sokiem?

          Majchrzakowie :)
          W sumie chyba po prostu pytam, czego się miły gość napije. Ewentualnie poczyniam
          starą, brodatą wyliczankę "kawa? herbata? palto?"

          Wracając do meritum: chcę uniknąć w swojej prezentowanej tu opinii nadmiernej
          krytyki wobec Borejków. Bo jakkolwiek jest rzeczą oczywistą, że Iganc to
          stetryczały, zakopany w książkach nierób, Mila oziębła emocjonalnie meduza i
          ogólnie szalenie toksyczne gniazdo, to jednak coś mnie kiedyś do nich
          przyciągnęło. I coś też sprawiło, że autorka wątku postanowiła napisać tak
          entuzjastycznego, przepełnionego emotkami posta. Nieprawdaż.
          • dakota77 Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 15:16
            I mnie do Borejkow kiedys cos przyciagnelo, nieprawdaz. I tez mnie kiedys
            zachwycalo to ciepelko, ktore autorka kaze nam widziec na kazdej stronie. Ale
            bylam wtedy dzieciakiem, na pewne sprawy patrzylam inaczej. Nie zwrcalam wtedy
            az takiej jak dzis uwagi na spojnosc tego, co autorka chce nam pokazac z tym, co
            rzeczywiscie robia postaci. Gdybym dzis zaczynala czytac Jezycjade, jestem
            pewna, ze moj odbior nie bylby tak pozytywny.
          • mmaupa Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 18:06
            lezbobimbo napisała: Przepraszam, ze zaoftopikuje, ale kto podejmuje
            znajomych wódka z sokiem?


            Ja podejmuje. Jesli w domu jest wodka i sok, a gosc sobie wyraznie zyczy drinka,
            to mam mu odmawiac? Nie mowiac o tym, ze czasem w domu sa jakies ciekawe,
            egzotyczne wodki, ktorych przeciez nie bede pic do lusterka. Jednak herbata na
            ogol przewaza.

            Z drugiej strony zupelnie nie rozumiem dlaczego oszczedzacie (jak Borejkowie) na
            jedzeniu/ubranich, zeby kupic ksiazki. W koncu od czego sa biblioteki? Rozumiem
            ksiazke ukochana, do ktorej trzeba wracac po kilka razy, ktora chce sie pozyczac
            znajomym i mowic: patrz, patrz jakie cudo ostatnio przeczytalam! Ale te inne?
            Tak po prostu kupowac sobie dziesiaty przeklad Plutarcha mimo ze na polce stoi
            oryginal, a dzieci sa glodne? Mowie tak dlatego, ze moj dom jest zawalony
            ksiazkami od piwnic po strych, nie ma ich gdzie upychac, wszystkie sie kurza i w
            ogole to bardziej zawalidrogi niz przyjemnosc. Smutna jest swiadomosc, ze
            chocbym czytala jedna z nich w tydzien (a nie bede tego robic, bo po prostu brak
            mi czasu), to i tak nie przeczytam wszystkich. Co za tym idzie, dla mnie
            kupowanie kolejnej ksiazki, ot tak sobie, bo ktos polecil, jest straszliwym
            marnowaniem pieniedzy. Ksiazke mozna pozyczyc, czekolady albo bluzki nie,
            niestety, w kazdym razie nie na dluzszy czas.

            Z Jezycjady wynioslam przekonanie, ze mozna w domu miec balagan o ile w centrum
            tego balaganu lezy kilka napoczetych ksiazek lub troche farb - wtedy to nie
            bajzel tylko artystyczny nielad i juz.
            • dakota77 Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 18:14
              ja nie oszczedzam na jedzeniu ani niczym innym, zeby kupic ksiazki. Oszczedzalam
              przed laty, ale to byly inne czasy. A co do kupowania kontra biblioteki- mam cos
              takiego, ze lubie czytac wlasne ksiazki, takie, ktore do mnie naleza. Pozyczone
              to nie to. Ale Borejkow z tym kupowaniem n-tego wydania tej samej ksiazki, choc
              byly inne potrzeby, wymagajace pilnego zaspokojenia zanic nie moge zrozumiec.
              • ananke666 Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 21:39
                A ja z kolei do książek wracam. Niektóre czytam po kilkanaście razy. I chcę posiadać, żeby sięgnąć na półkę i wyjąć.
                Niestety, obecnie książek mam niedużo. Parę setek, no z półtora regału, nie wiem, ile to będzie. Przyczyna - życiowa. Książek na pewno przybędzie :)
              • mmoni Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 06.11.08, 11:22
                Ponieważ zostałam wywołana do tablicy, wyjaśniam, że moja uwaga na temat
                interpunkcji nie była w intencji uwagą typu "jak cię rodzice wychowali", tylko
                ilustracją ogólnej prawdy pt. "zwracanie komuś uwagi nie jest powodem do
                strzelania focha". Ale jeżeli lakasha się obraziła, choć naprawdę nie było to
                moim zamierzeniem, to wycofuję przykład i zastępuję go przykładem ze swojego
                życia: ja byłam głęboko wdzięczna obcej kobiecie, która mi zwróciła uwagę, że
                mam rozprutą centralnie z tyłu spódnicę i uchroniła mnie przed prezentowaniem w
                centrum miasta swojej bielizny spodniej.

                Lakasha może sobie dalej pisać swoje trudne do odczytania posty, być na bakier z
                interpunkcją i używać słów według szkoły Humpty Dumpty'ego ("kiedy używam słowa,
                znaczy ono to, co ja chcę, aby ono znaczyło") i narażać się na sflekowanie o
                wiele brutalniejsze niż to, czego doświadczyła na tym forum. Może też wziąć
                sobie uwagi do serca i pisać czytelniej - wybór należy do niej.

                Aby dać dobry przykład, ponieważ kilka osób zwróciło mi uwagę, że mój post był
                niegrzeczny, to - chociaż ja tego tak nie odczuwam, podobnie jak lakasha jest
                przekonana o jasności swoich wywodów - biorę sobie te uwagi do serca, mówię mea
                culpa i na przyszły raz trzy razy się zastanowię, zanim użyję słowa "rodzice" w
                jakimkolwiek kontekście. Jeśli pięć osób ci mówi, ze jesteś pijany, to choćbyś
                był trzeźwy, idź do domu i się prześpij.
    • marajka Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 13:38
      Jak już zauważyły poprzedniczki- żurek i uśmiechy nie zastąpią
      rozmowy, stawienie czoła problemom. Też nieraz kupię książkę zamiast
      bluzki, też studiuję niepraktyczny kierunek, dla którego odstawiłam
      na bok prawo- ale nie zrobiłam tego z myślą, że jakoś to będzie, a
      moje dzieci wykarmi mój mąż. Postanowiłam po prostu połączyć pasję z
      zarobkowaniem, nie zapomniałam, że sama pasja mnie nie wykarmi. Po
      prostu nie uważam, że pieniądze są najważniejsze. Ale są ważne i
      można sobie być idealistą, ale idealista też potrzebuje jeść i spać.
      Ja nie wcieliłam w życie żadnych jeżycjadowych ideałów, mam swoje
      ideały.
      Niebieskie kubki i kanapki to jeszcze nie ideały;)
      Można z pogardą patrzeć na programy typu "Gwizady klaszczą z
      Rubikiem", można uważać, że pieniądze nie są w życiu najważniejsze,
      ale jednak w piramidzie potrzeb Maslova to potrzeby fizjologiczne są
      na pierwszym miejscu. Nie da się zdrowo odżywiać dziecka tylko
      twarogiem i dżemem.
      • lezbobimbo Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 13:50
        marajka napisała:
        > ale nie zrobiłam tego z myślą, że jakoś to będzie, a
        > moje dzieci wykarmi mój mąż. Postanowiłam po prostu połączyć pasję z >
        zarobkowaniem, nie zapomniałam, że sama pasja mnie nie wykarmi.

        Dokladnie! Zgadzam sie 10000% :)
        Tej opcji "zarabiam na swej pasji", albo "zarabiam po prostu zwyczajnie i
        uczciwie po upadku PRL" jakos dziwnie ni mo w ideologii Borejków.

        Idusia zostaje skarcona za sprzedaz serduszek na straganie, Mamerciatka dostaja
        wcir za wynajmowanie, a potem jednak przychodzi koza do woza, czyli
        idealistyczna Mila musi sie "ponizyc" zarabiajac na sciuboleniu swetrów!
        A sam Ignac "pracuje" w idealnej symbiozie ze swa biblioteka, czyli jednak
        ponizyl sie zarabianiem? Podobniez Gaba koszaca kase na swej filologii (hehe)
        czy Grzes na kompach..

        Po > prostu nie uważam, że pieniądze są najważniejsze. Ale są ważne i > można
        sobie być idealistą, ale idealista też potrzebuje jeść i spać.> Ja nie wcieliłam
        w życie żadnych jeżycjadowych ideałów, mam swoje > ideały.> Niebieskie kubki i
        kanapki to jeszcze nie ideały;)
        > Można z pogardą patrzeć na programy typu "Gwizady klaszczą z
        > Rubikiem", można uważać, że pieniądze nie są w życiu najważniejsze,
        > ale jednak w piramidzie potrzeb Maslova to potrzeby fizjologiczne są > na
        pierwszym miejscu. Nie da się zdrowo odżywiać dziecka tylko
        > twarogiem i dżemem.

        Dokladnie tak, tak, jak najbardziej! :)
        Wpis wczesniej tez napisalam, ze od tego bezustannego dzemu i ciasta staliby sie
        banda snobów z cukrzyca..
          • jota-40 Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 16:10
            Hm. Wiecie, pamiętam, jak czytając KK wkurzyłam się na to przedstawienie
            Borejków - z jednej strony, jako cudownie nierozgarniętych, cudownie zaczytanych
            w swoich lekturach (to tam chyba ktoś spotkał Milę w kolejce, czytającą
            Majakowskiego?.. buhahaha) - a z drugiej strony dzieci Borejkowe rzucały się w
            gościach będąc na wszelkie ciasta, słodycze i czekolady. Nie wiem, dlaczego
            akurat to wstrząsnęło mną straszliwie - ja też dorastałam w kryzysie, a moi
            rodzice byli parą średnio przedsiębiorczych inteligentów, nie zarabiali za dużo,
            w dodatku mama nie przepadała za kuchnią, ale co i rusz były w domu jakieś
            ciastka, czekolada też się trafiała!... Zresztą sama zajęłam się wypiekami
            (wspierana jedynie przez "Kuchnię polską") w wieku lat jedenastu i doprawdy nie
            mogłam się dopatrzeć bohaterstwa w niezgrabnych poczynaniach dużo starszej
            Gabrysi...
            Z drugiej strony - podoba mi się ten brak nadęcia w podejmowaniu przelotnych
            gości (myślę tu już o późniejszych tomach) - często tak wpadam do znajomych i
            lubię spotkania przy herbacie - tyle, że zawsze tak miałam; nie zaczęło się to
            od Jeżycjady. To samo z czytaniem książek.
            Szkoda, że przy tej herbatce w kuchni Borejków nie omawia się najważniejszych
            spraw i problemów - albo omawia się je zbyt rzadko.
        • ready4freddy Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 04.11.08, 10:11
          lezbobimbo napisała:

          > Idusia zostaje skarcona za sprzedaz serduszek na straganie, Mamerciatka dostaja
          > wcir za wynajmowanie, a potem jednak przychodzi koza do woza, czyli
          > idealistyczna Mila musi sie "ponizyc" zarabiajac na sciuboleniu swetrów!
          > A sam Ignac "pracuje" w idealnej symbiozie ze swa biblioteka, czyli jednak
          > ponizyl sie zarabianiem? Podobniez Gaba koszaca kase na swej filologii (hehe)
          > czy Grzes na kompach..

          uhmmm... mieszacie tu, kolezanko, jablka z pomaranczami :) IMHO co do Idy na
          straganie, to chodzi raczej o niechec Bominkow do tej nowej profesji, wszak Ida
          zostaje - nie bojmy sie tego powiedziec - handlara z jarmasku, przekupa po
          prostu :))) pewnie zachryplym glosem wola "do mnie, ludzie, do mnie, komu, komu,
          bo ide do domu!" :) jaskrawo koliduje to z aspiracjami Murejkow, jak mniemam :)
          natomiast co do Mamerciatek, to sprawa jest zupelnie innego kalibru. one nie
          dostaja wcirow w ramach walki z prywatna inicjatywa ;) tylko w ramach kary za
          cos , co... [glosem Homera Simpsona] now, I am not a fancy big city lawyer,
          but... mie to wyglada na sklonienie kolezanki do niekorzystnego rozporzadzenia
          swoim majatkiem, ot co! normalnie oszukali babcie, tfu, wnuczke w piasku. i za
          to im sie sluszna kara nalezala, a teraz, dzieki temu, ze dostali surowa
          reprymende nie oszukuja na allegro, na ten przyklad :)))
    • onion68 Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 16:39
      Czyli z dotychczasowych wypowiedzi wynikałoby, że pod wpływem Jeżycjady nie
      zmieniły się nasze przyzwyczajenia i ideały, tylko nastąpiła ich pewna, hm,
      legitymizacja. Upewnienie się, że są słuszne.
      Dla mnie Jeżycjada była świeża szczególnie pod jednym względem: "świat" uważa na
      ogół, że tylko bogaci są cool ;-) Mnie pod wpływem Jeżycjady (zaznaczam, że to
      było ponad dwadzieścia lat temu) oświeciło, że można być biednym i cool ;-)
      • mamapodziomka Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 19:02
        Do mnie tez chyba najbardziej przemowilo to przeslanie, ze niekoniecznie trzeba
        byc bogatym, zeby miec przyjaciol i zeby w zyciu bylo oglnie fajnie. I jako
        nastolatka nad cala reszta zastanawialam sie niewiele, cool bylo cool, brak
        realizmu dotarl do mnie o wiele pozniej.

        I o ile jeszcze niemowlak tak do roku moze obyc sie bez wielu rzeczy i mozna
        sprawe zalatwic stosunkowo tanio i dobrze zarazem (o ile nie choruje oczywiscie)
        o tyle juz pozniej pojawiaja mi sie zgrzyty. Bo ja bym CHCIALA wierzyc w to, ze
        dziecko moze malo kosztowac i miec super szczesliwe dziecinstwo i ogolnie
        zapewnione wszystko co trzeba i git ;) Gorzej jednak, ze o ile nie sprawia mi
        trudnosci odmawianie kupna laleczki Barbie, to wykladam sie tlumaczac dziecku
        dlaczego nie stac nas na to, zeby uczyla sie grac na skrzypcach. No i staje na
        rzesach, zeby te kase skombinowac i robie sie zdecydowanie uncool ;)

        A z zupelnie innej beczki to mozna gosci nakarmic na bardzo szybko i bardzo
        niedorogo niekoniecznie karmiac ich kanapkami z dzemem (skad innad czasami czemu
        nie), ale to troche bardziej trzeba sie nazastanawiac ;) Z jednej strony
        nieskomplikowanie w zapraszaniu i w goszczeniu jest super i bardzo fajne, z
        drugiej strony czasami fajnie jest poczuc sie milo ugoszczonym, chocby ciastem z
        kaszki manny z wisniami (mniam, mniam) i rozmowa na powazniejsze, bardziej
        osobiste tematy...
        • szprota Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 19:22
          O, coś takiego chodziło mi po głowie:
          mamapodziomka napisała:
          ze niekoniecznie trzeba byc bogatym, zeby miec przyjaciol i zeby w zyciu bylo
          oglnie fajnie.

          Dodam, że na Jeżycjadę trafiłam w momencie, gdy już zaczęłam ciut kontestować
          priorytety rodziców (skądinąd bardzo rozsądne, jeśli chodzi o pieniądze, na
          zasadzie szczęścia może nie dają, ale mniej się trzeba nachodzić), a
          zaczęłam wchłaniać jakieś tam zachowania grupy odniesienia, z lekka
          zachłyśniętej raczkującym kapitalizmem, prosperity prywatnych inicjatyw i
          ciociami z Kanady. Będę się upierać, że takim młodziutkim osobom warto wpajać
          zdrowy stosunek do pieniędzy, złoty środek między zachłannym konsumpcjonizmem a
          Borejkowskim nonszalanckim minimalizmem, który zwłaszcza w ostatnich częściach,
          jako że znów mocno deklaratywny, silnie mnie irytuje (iii, co takie dziecko
          zje...
          - holy shit, nie mam dzieci i nie planuję, o hodowli oseska mam
          pojęcie więcej niż mgliste, ale jakoś mi się ochapia, że prócz jedzenia niemowlę
          przejawia jeszcze inne funkcje życiowe, też wiążące się z kosztami, a lekarz, a
          szczepionki, a ubranka, przecież takie małe rośnie w okamgnieniu!).
          • ananke666 Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 22:03
            Cytat(iii, co takie dziecko zje... - holy shit, nie mam dzieci i nie planuję, o hodowli oseska mam pojęcie więcej niż mgliste, ale jakoś mi się ochapia, że prócz jedzenia niemowlę przejawia jeszcze inne funkcje życiowe, też wiążące się z kosztami, a lekarz, a szczepionki, a ubranka, przecież takie małe rośnie w okamgnieniu!)

            Ano przejawia. Dla niezorientowanych - dziecko jest strasznym pożeraczem pieniędzy, o ile mamy chęci, aby miało godziwe warunki, nawet bez zawracania sobie głowy podgrzewaczami, sterylizatorami i tym podobnymi nieszczególnie potrzebnymi duperelami z przeproszeniem, które spokojnie można sobie odpuścić, co też uczyniłam. Niemniej ono potrzebuje łóżeczka, pościeli, fury ubranek, które ciągle trzeba dokupować, bo maluch rośnie ciesząc nasze serce i odchudzając portfel ;) środków do prania - wersja minimum - mydlane płatki, wersja normalna - proszek dla dzieci i płyn zmiękczający dla dzieci (na szczęście po jakimś czasie można się przestawić na normalne), pieluszki jednorazowe albo kupa tetry (dochodzi koszt prania i prasowania oraz zużycie czasu), fura pierdół typu buteleczki ze smoczkiem, termometrzyk, plastikowe kubeczki, łyżeczki i inne bzdeciki (no chyba że ktoś lubi, kiedy dziecko w szale żerowanie tłucze zastawę), szczepionki lepsze (skojarzone) są płatne, nie oszukujmy się - niemal każde dziecko na coś zachoruje - od banalnego przeziębienia począwszy, więc leki też będą potrzebne, nie każda matka może długo karmić piersią - więc mleko modyfikowane - jakieś pięć dych za kilo, nooo niby można dziecko karmić krowim, niemniej wychodziłam z założenia, że urodziłam małego człowieka, a nie cielaka... kocyk, śpiworek do wózka w zimną pogodę, kosmetyki do mycia i pielęgnacji całościowej i że tak powiem - fragmentarycznej (tyłek), nocniczek, szczoteczka do zębów i włosów, fotelik do samochodu, o ile ów posiadamy, i setka innych rzeczy, które w tej chwili wyleciały mi do głowy. Plus oczywiście żarcie. Gwarantuję - dziecko kosztuje. Dziecko kłopotliwe, czyli np. chorowite albo z alergią, kosztuje odpowiednio więcej. A na dziecku trudno oszczędzać. Da się w pewnym stopniu, załatwiając niektóre rzeczy w tańszych hurtowniach i używane, ale na wszystkim po prostu się nie da. Serce zabroni.
              • mamapodziomka Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 03.11.08, 11:19
                A ja sie bede nawet upierac, ze pierwszy rok to pikus w przypadku Pyzuni, ktora
                mieszkala w domu rodzinnym (vide nic nowego do gospodarstwa dokupowac nie
                musiala), gdzie w rodzinie dzieci kupa byla i pewnie wszystko po siostrzencach i
                siostrzenicach dostac mogla (bo te pierwsze ubranka, zabawki, lozeczke i inne
                duperele spokojnie ladnych kilkoro dzieci obskocza). Nawet jak lekko zaplamione
                marchewka, to takiemu malenstwu niekoniecznie to przeszkadza ;) Jak sie piersia
                karmi, to tez moze byc calkiem niedrogo.

                I nawet sie bede upierac, ze w dosc licznym domu, z odciazona od obowiazkow
                wyluzowana i pogodna mama, moze sie takie niemowle rozwijac super (zakladajac
                oczywiscie brak problemow medycznych - ale i tu ciocia-babcia Ida pod reka).

                Pytanie brzmi co potem? Bo nastolatki takie gupie som, ze nie chca nosic
                zaplamionych ubranek po kuzynostwie. Czasem chca sie czegos pouczyc, wyjechac,
                czasem miec cos na wlasnosc... I niech to nawet beda ksiazki, ale one tez
                kosztuja krocie. Tak samo jak muzea, mikroskop, dobre kredki czy farby.

                Bo odrzucamy dobra materialne, te paskudne i OK. Ale co jak ci mlodziez wyskoczy
                ze szczerymi checiami, zeby sie w jakims kierunku ksztalcic? Powiesz, sorry
                Winnetou, grac na pianinie nie bedziesz, bo my sie kasa brzydzimy? Moze za
                bardzo po sobie oceniam, ale z dziecinstwa i mlodosci (skadinnad zupelnie
                normalnej) pamietam nie to, ze mnie nie bylo stac na jakies Barbie czy swietne
                dzinsy, tylko to, ze nie moglam czegos sie tam nauczyc, na cos zapisac, czegos
                sprobowac.
                • dakota77 Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 03.11.08, 11:25
                  Nie tylko nastolatki, takie przedszkolaki czy dzieci z podstawowki tez chca miec
                  i moc robic to co inne dzieci- miec rowery, komputery, wyjezdzac na fajne
                  wakacje, nosic takie ciuchy jak w reklamach itp. I oczywiscie wiele z tych
                  rzeczy mozna dziecku wyperswadowac, ale tak piszesz ciezko dziecku odmowic
                  edukacji czy mozliwosci rozwijania zdolnosci.
                    • lezbobimbo Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 03.11.08, 14:00
                      the_dzidka napisała:
                      > Liczne kuzynostwo licznym kuzynostwem - i tak mamy tu do czynienia
                      >z idiotyzmem pt. wprawdzie jest w domu masa wózków po dzieciach,
                      >ale małej Mili kupiliśmy nowy, bo tak przyjemnie kupować cos
                      >nowego dla nowego dzidziusia.

                      Czyli rzeczywiscie Pyza nie musi ani pracowac ani martwic sie o wikt
                      i opierunek dla niemowlecia. Cala rodzina sie z przyjemnoscia
                      przylozy do wszystkich wydatków az do 18 urodzin Mili ;)

                      Wlasnie, czemu Mila nie wozi sie w musztardowym po Józinku? Czy w
                      chuscie na Pyzie, co to taka chusta kosztuje... :P

                      • iwoniaw E no, dajcie spokój z musztardowym wózkiem 03.11.08, 16:30
                        Józinek wszakże odziedziczył pojazd po ciotce Patrycji jeszcze, czyli dzięki
                        Bogu sprzęt ów, wyraźnie vintage ;-), liczyłby sobie około 40 wiosen...
                        Dziwię się swoją drogą, że wózek ów przeżył tyle dzieci, a przede wszystkim, że
                        był tak długo przechowywany przez Borejków - w końcu mają takie tabuny dzietnych
                        znajomych; że też go już dawno nie oddali komuś w potrzebie? No jak słowo daję,
                        moje dzieci są małe, ale jakoś nie widzę opcji, że przechowuję te wszystkie
                        wózki i wanienki, by moje prawnuki za pół wieku z nich korzystały...

                        > chuscie na Pyzie, co to taka chusta kosztuje... :P

                        Dobra nowa chusta kosztować potrafi więcej niż używany wózek na allegro ;-)
                • sir.vimes Nastolatki??? Pięciolatki 04.11.08, 09:38
                  Pięciolatki już mogą nie cieszyć się niedopasowanym kompletem do badmintona ,
                  drewnianym, po Gabrieli, starą piłką po kuzynach, zdekompletowanymi klockami
                  sprzed 20 lat, wrotkami po ciotkach koślawiącymi stopy,
                  rowerkiem...wróć..rowerek jak najbardziej ujdzie.

                  Ale już kredki, bloki, farby, plastelina, modelina, papier kolorowy do cięcia,
                  pędzelki, kleje, ozdóbki do prac plastycznych (brokaty itp), glina, masa solna,
                  pastele, kreda do chodnika, krepina, brystol itp - no, używane po ciotkach i
                  kuzynach raczej być nie mogą... Oczywiście można powiedzieć , że wystarczy to co
                  w przedszkolu - ale najpierw trzeba do przedszkola chodzić i za nie płacić, a po
                  drugie wcale nie wystarczy.
                  Przerób materiałów plastycznym u mnie w domu przy pięciolatce - wynosił chyba
                  coś około 120 zł (z psuciem nożyczek, gubieniem pędzli, tworzeniem dzieła
                  wymagającego całego opakowania farb naraz itp), może więcej, na pewno nie mniej.

                  Ponadto - teatr (oprócz spektakli za 5 zet w domach kultury odbywających się
                  często bladym świtem niedzielnym - np. o 10.00!! ;)), muzeum, wycieczki (nawet
                  wycieczka ze Śródmieście do Falenicy czy Świdra jakoś nie jest za darmo),
                  książki samochodowo-pociągowe dla dzieci (krzyżówki, rebusy, łamigłówki - około
                  5zł za sztukę, w czasie podróży z Warszawy nad morze spokojnie zużywa się dwie -
                  oczywiście taniej jest po prostu kazać dziecku spokojnie siedzieć i 6 godzin
                  grzecznie patrzeć w okno), strój na przedszkolna maskaradę (nawet firanka z
                  której suknię można zrobić kosztuje), wyjście na basen tez nie za darmo, butów,
                  z których dzieci wyrastają po chwili też jakoś nikt nie rozdaje na ulicy...

                  Dobra, wiadomo. Ale sugestie, że małe dziecko nie kosztuje po prostu mnie
                  irytują. Kosztuje i to słono - zgadzam się, że najmniej w pierwszym roku życia.
                  O ile nie ma specjalnej diety i jest zdrowe.



                  > Pytanie brzmi co potem? Bo nastolatki takie gupie som, ze nie chca nosic
                  > zaplamionych ubranek po kuzynostwie. Czasem chca sie czegos pouczyc, wyjechac,
                  > czasem miec cos na wlasnosc... I niech to nawet beda ksiazki, ale one tez
                  > kosztuja krocie. Tak samo jak muzea, mikroskop, dobre kredki czy farby.
    • lakasha Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 18:20
      Ale tu nie chodzi o Borejkowanie sie na całego....ja jestem inna niz
      Oni:)cholerny nerwus, ale zobaczcie wrócę do tego zurku Patrycji:), ale miał kto
      jej popilnowac Ani,albo podrzucić pzrez Idę dzieci do babci, a mi dupa nie ma
      kto,a chciałabym tak miec jak one.Kupiłam Senekę czytam mądrebardzo mądre, ale
      miałam ochote dac mi do gryzienia jak mój synek dawał mi popalić z ząbkowaniem
      lub w jednej takiej sytuacji:)TYle że zdarza mi sie wsunąć nogą sweter pod łóżko
      i zapomniec poodkurzać bo wolałam pójśc spać......dlatego napisałam że jest to
      niezwykła rodzina bo za idealna.Ale fakt przyznaje ze nieraz bezwstydnie chowają
      głowe w piasek.
      • lakasha i jeszcze jedno........... 02.11.08, 18:26
        sparwa pieniędzy sa waznei nikt mi nie wmówi ze jest inaczej a ten kto tak mówi
        to chyba ma za dużo.Jeszcze jedno.Gabrysia chyba jest moim zdaniem
        przeidealizowana jak cholera , ale chciałabym miec taką siostrę...ot i juz.
          • mama_kotula Re: i jeszcze jedno........... 02.11.08, 18:33
            dakota77 napisała:

            My na pewno nie, za to Borejkowie lubia
            udawac, ze cos tak trywialnego jak kasa nie ma zadnego znaczenia.


            O, o to to. Jak to było, w kontekście ciąży Pyzy?
            wózek jest, wykarmimy ją kaszką na mleku i ani się obejrzysz...?

            Nie pamiętam dokładnie, ale ten fragment nieodmiennie przyprawia mnie o wystąpienie hektolitrów piany na ustach.
              • mama_kotula Re: i jeszcze jedno........... 02.11.08, 18:39
                To jedno. A poza tym sugeruje, że hodowla niemowlęcia (i starszego dziecka) to
                groszowe sprawy, nie wymagające większej logistyki finansowej. W końcu kaszka w
                każdym spożywczym i grosze kosztuje :/

                Świetny wzorzec dla nastolatek ;)
                • dakota77 Re: i jeszcze jedno........... 02.11.08, 18:48
                  Taa. W czolowce Simpsownow jest taki fragment, kiedy ich najmlodsza corka jest
                  przesuwana przed czytnikiem na kase sklepowej. Na kasie wyswietla sie kwota
                  praiwe 850 dolarow, co w czasach, gdy powstawal serial, bylo przecietna
                  miesieczna kwota wydawana na utrzymanie niemowlaka. Mile, nie ma co. To tak przy
                  okazji:-)
                • melmire Re: i jeszcze jedno........... 02.11.08, 19:04
                  Ohh, ja tez piany na ustach dostalam na widok tekstu (bodajze) "my wiemy, ze
                  ciaza to nie problem". Ciaza mlodej dziewczyny, bez wyksztalcenia, bez pieniedzy
                  , bez pracy, z ojcem dziecka ktory sie zmyl...no nie, zaden problem. No kurna,
                  ja mam "problem" z logistycznym i finansowym opanowanien nowego kota (co bedzie
                  jadl, gdzie, kiedy i za co do weta itp) a ty prosze, ciaza i dziecko nie problem.
                  Pierwszy raz wtedy pomyslam ze w sumie Borejkowie, mimo Seneki i cytatow coraz
                  bardziej zblizaja sie do opisow rodzin "patologicznych" - tabun ludzi w
                  mieszkaniu, kanapki z dzemem i podejscie "dal bog dzieci, da i na dzieci".
                  • dakota77 Re: i jeszcze jedno........... 02.11.08, 19:06
                    Dla mnie dawno sie zblizyli, powiem brutalnie szczerze. I o ile taka rodzina-
                    biedna i z tabunem dzieci wcale nie musi byc patologiczna w gruncie rzeczy, to u
                    Borejkow mozna sie dopatrzec patologii w warstwie relacji i emocji.
                    • melmire Re: i jeszcze jedno........... 02.11.08, 19:10
                      Nie no,wiem ze dawno sie zblizyli, ale ta ich reakcja mnie dobila. Przedstawione
                      toto jako bohaterstwo, z Pyza z raczka na ciazowym brzuchu ,wpatrujaca sie z
                      lagodnym usmiechem w zamglony zyciowy horyzont, w ja czuje jakies takie bierne
                      plyniecie z pradem.
                        • mama_kotula Re: i jeszcze jedno........... 02.11.08, 19:27
                          dakota77 napisała:

                          > Ja wciaz nie moge pojac, czemu Pyza, zdrowa i kwitnaca w ciazy, nie mogla
                          chodzic na uczelnie. I na czym polegalo to bohaterstwo nieroba:-)

                          Brutalnie rzecz ujmując - zapewne na tym, że się nie wyskrobała ani nie
                          pomyślała o porzuceniu dzieciny nowonarodzonej pod płotem plebanii.
                          • dakota77 Re: i jeszcze jedno........... 02.11.08, 19:30
                            No ale u Borejkow nie bylo alternatywy, wiec gdzie tu bohaterstwo, skoro
                            zachowanie przewidywalne i zgodnie z oczekiwaniami? Do tego inne kobiety koncza
                            szkoly, pracuja, i jakos nie uwazaja ani urodzenia dziecka, ani tego co dla
                            niego robia za bohaterstwo.
      • mama_kotula Re: Jezycjadowe ideały i kanapki z dzemem 02.11.08, 18:27
        Cytat
        ale miał kto jej popilnowac Ani,albo podrzucić pzrez Idę dzieci do babci, a mi
        dupa nie ma kto, a chciałabym tak miec jak one


        Aaaa i wiadomo, co boli. Zmęczenie materiału li i jedynie.
        Tylko, że nie dorabiałabym do tego borejkowskiej ideologii.

        Poza tym, jak mam być szczera, u Borejków jest przegięcie w drugą stronę -
        "podrzucanie" jest notoryczne, w dodatku bez pytania o zgodę osoby, której się
        podrzuca. I to mi się akurat nie podoba.
              • lakasha na etapie hodowania... 02.11.08, 18:53
                neimowlęcia, wręcz zasmiewam sie z prostoty tego jeżycowego:)ja przeciwnie nie
                wykarmiałam kaszką na mleku tylko piersią i co tu tańsze w hodowli
                hahahahhahahaaha nie żartuję ok:)))))
                a pieniądze borejkowie traktują jak niepotrzebny dodatek, ja jestem bardziej
                zmaterializowana....wolę jak są:)
                A fioletowy kocham i szafa i podoga pieknie wyglada a dodam kurka mać ze mam i
                rolety fioletowe a co!:))))))))
                • mama_kotula Re: na etapie hodowania... 02.11.08, 18:58
                  Nie bardzo cię zrozumiałam - to w końcu żartujesz, czy nie, z tym "tańszym
                  kosztem" wykarmienia dziecka za pomocą piersi mlecznej?

                  Bo mam porównanie - jedno karmione naturalnie, drugie nie, koszty porównywalne.
                  Właściwie oszczędzałam tylko na ubrankach, bo miałam po pierwszym - a i tak nie
                  wszystkie.

                  To urocze, że kochasz fioletowy.
                  Ja kocham niebieski. Papieski taki :>
                • dakota77 Re: na etapie hodowania... 02.11.08, 18:59
                  Ale oprocz jedzenia sa inne wydatki- ubrania, wozek, lekarze,sczepienia. Ja tez
                  kocham fioletowy, ale nie wiaze tego z Borejkami. Super, ze masz fioletowa szafe
                  i niebieskie kubki, ale to nie sa idealy przejete od Borejkow, a o tym chcialas
                  z nami pogadac przeciez:-)
                  • lakasha ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 19:53
                    oczywiście, ze o tym dakota:)
                    Tylko widzisz te "moje" Borejkowskie ideały to TEŻ moje gusta,
                    przemyslenia.Podobne a czesem tak różne jak cholera.Marszczę czoło z
                    niedowierzaniem nad niektórymi sytuacjami np. ciązy Pyzy oooo mi tak łatwo by
                    nie poszło:)fakt, faktem wszystko konczy sie dobrze,ale wiele,wiele innych
                    wzbudza we mnie zmarchę na czole:)
                    Karmienie piersią jest oszczędne , ale ja chciałam karmic synka(nadal karmie) i
                    nijka tu ma cena bebika do tej decyzji.Na ciuszkach tez nie oszczedzałam tylko
                    kupowałam za dużo.....jestem rozrzutna i z miasta zawsze wracam z czymś dla
                    synka , a tym bardziej przynajmniej raz na 2 tygodnie z ksiązką.Ot takie ideały
                    borejkowskie jak do mnie niektóre kurde podobne.
                            • tygrys2112 Re: ideały....karmienie piersią.... 03.11.08, 00:23
                              Po Twoim poście przypomniał mi się wiersz Mirona:

                              Szare eminencje zachwytu

                              Jakże się cieszę,
                              że jesteś niebem i kalejdoskopem,
                              że masz tyle sztucznych gwiazd,
                              że tak świecisz w monstrancji jasności,
                              gdy podnieść twoje wydrążone
                              pół-globu
                              dokoła oczu,
                              pod powietrze.
                              Jakżeś nieprzecedzona w bogactwie,
                              łyżko durszlakowa!

                              Piec też jest piękny:
                              ma kafle i szpary,
                              może być siwy,
                              srebrny,
                              szary — aż senny...
                              a szczególnie kiedy
                              tasuje błyski
                              albo gdy zachodzi
                              i całym rytmem swych niedokładności
                              w dzwonach palonych
                              polanych biało
                              wpływa w żywioły
                              obleczeń monumentalnych.



                              [Garw(olin), 18 lutego 1954]

                            • jottka Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 20:10
                              fiolet będzie krzyczał tak jak ja?:)

                              a w ogóle to mnie co innego zastanawia - dlaczego oni zawsze tę herbatę w
                              kubkach piją? to znaczy rozumiem, czasem tak wygodniej itepe, ale jednakowoż
                              herbata w filiżance też istnieje na świecie..
                              • mama_kotula Herbata w filiżance 02.11.08, 20:14
                                Filiżanka jest zbyt wysublimowana, za mało przaśna, aby mogła być synonimem ciepła borejkowskiego. Filiżanka może niebezpiecznie skojarzyć się z odgiętym paluszkiem i ą ę.


                                Ja osobiście uważam, że filiżanka jest za mała. Chyba, że ma pojemność 0,5 litra.
                                A najbardziej kocham czarki do herbaty. Japońskie takie.
                                • jottka Re: Herbata w filiżance 02.11.08, 20:20
                                  mama_kotula napisała:

                                  > Filiżanka jest zbyt wysublimowana, za mało przaśna, aby mogła być synonimem
                                  ciepła borejkowskiego. Filiżanka może niebezpiecznie skojarzyć się z odgiętym
                                  paluszkiem i ą ę.


                                  aha. znaczy rodzina zmarnowała mi życie:(


                                  > Ja osobiście uważam, że filiżanka jest za mała. Chyba, że ma pojemność 0,5
                                  litra. A najbardziej kocham czarki do herbaty. Japońskie takie.


                                  teoretycznie rozumiem, bo znam takich:) ale powiedzcie mi jeszcze, wam herbata w
                                  dużych filiżankach nie stygnie? bo zasadniczo herbatę piję, odpalając jedną od
                                  drugiej, że tak powiem, ale nie zrobię jej od razu w wielkim kubku, bo zanim go
                                  wychłepczę, to ona już nie będzie gorąca:( co najwyżej ciepła, nie mówiąc o
                                  takim horrorze jak letnie herbata:((
                                • lezbobimbo Re: Herbata w filiżance 03.11.08, 10:00
                                  mama_kotula napisała:
                                  > Filiżanka jest zbyt wysublimowana, za mało przaśna, aby mogła być
                                  >synonimem ciepła borejkowskiego. Filiżanka może niebezpiecznie
                                  >skojarzyć się z odgiętym paluszkiem i ą ę.

                                  Ach i jakimis Lisieckim dobrym wychowaniem przy stole! ;)
                                  Tylko dlaczego krasnal z kubka Ignaca jest dobry a ten trawnikowy od
                                  sasiada Przeszczepa jest be? :O

                                  > Ja osobiście uważam, że filiżanka jest za mała. Chyba, że ma
                                  pojemność 0,5 litr>a.
                                  > A najbardziej kocham czarki do herbaty. Japońskie takie.

                                  Paradoksalnie uwazam, ze zwykle kubki sa za male i za szybko przez
                                  to stygna (mniejsza powierzchnia).
                                  I tez mi wszystkiego za malo, wiec mam filizanke 0,4 litra (to nie
                                  wiadro, ma bowiem uszysko tylko z jednej strony) albo pije z
                                  wielkiej szklanki o podobnej pojemnosci (0,4 - 0,5 litra).
                                  Wieksze dluzej cieplejsze :)

                                  Nie znam sie na czarkach japonskich, ale bardzo lubie takie male,
                                  czarkopodobne szklaneczki tureckie na ich wielogodzinna siekiere
                                  albo mietowa, obie w sam raz na trawienie ciezkawych falafli,
                                  szawarm, kebabów itp. :)
                                  • mama_kotula Re: Herbata w filiżance 03.11.08, 10:15
                                    Cytat
                                    Paradoksalnie uwazam, ze zwykle kubki sa za male i za szybko przez
                                    to stygna (mniejsza powierzchnia).


                                    A nie nie nie.
                                    Trzeba by było obliczyć powierzchnię względną.
                                    Duży kubek - znaczy, o większej średnicy, ma większą powierzchnię parowania, zarazem większą powierzchnię przez którą oddaje ciepło bezpośrednio do atmosfery. Powierzchnia herbaty przylegająca do ścianek jest imho porównywalna.
                                    A zresztą zaraz zobaczę.

                                    ***
                                    długa chwila wypełniona pomiarami i obliczeniami
                                    ***

                                    Kubek przeciętny mój - 300ml:
                                    - powierzchnia parowania górna - 28 cm2
                                    - powierzchnia przylegająca do ścianek - 216 cm2
                                    Kubełek półlitrowy duży - 500ml:
                                    - powierzchnia parowania górna - 78 cm2
                                    - powierzchnia przylegająca do ścianek - 282 cm2

                                    No więc jeśli założyć, że jednak przez ścianki wymiana ciepła następuje wolniej (ano, bo jest dwustronna), to szybciej będzie oddawać ciepło herbata w kubełku o większej średnicy.

                                    Zaraz wzorów poszukam na to jakichś, o.
                                    • lezbobimbo Re: Herbata w filiżance 03.11.08, 11:08
                                      Ooo jestes Mythbuster, brawo!

                                      Teoretycznie owszem wieksze kubly paruja szybciej, ale jakos mi sie
                                      wydaje ympyrycznie, ze jak jest wiecej wrzatku naraz, to on stygnie
                                      nieco dluzej od mniejszej ilosci :)
                                      Masz moze jakis wzór entropii wrzatku zaleznie od ilosci? :)

                                      Albo po prostu tak nie lubie pic z malych kubków, ze o nich
                                      zapominam i potem znajduje wystygniete, hi hi hi

                                      Btw. kiedys tez mialam fioletowa podloge, czy juz jestem idealem? ;)
                                    • ananke666 Re: Herbata w filiżance 03.11.08, 11:33
                                      Ale im mniejsze ciało, tym powierzchnia w stosunku do objętości. Dlatego np. malutkie organizmy nie potrzebują płucek ni paszczy, żrąc i oddychając powierzchnią ciałeczka li i jedynie.
                                      Czyli w pierwszym przypadku otrzymamy 1,25 ml/cm2, a w drugim ciepło jednym centymetrem kwadratowym powierzchni będzie oddawać 1,38 ml, czyli w większym kubku powinno stygnąć wolniej.
                                      Należy przy tym uwzględnić kształt naczynia. Im większa powierzchnia styku z powietrzem, tym stygnie szybciej, jednakże, ponieważ ścianki naczynia nie są wykonane z dostatecznie izolujących materiałów i również oddają ciepło, należy dążyć do uzyskania kształtu cieczy w formie bryły o możliwie dużym promieniu, ponieważ im bliżej środka, tym rozgrzane ciało lepiej zachowuje ciepło. Optymalnym wyjściem jest naczynie w kształcie bryły foremnej, najlepiej kuli, o możliwie niewielkim otworze górnym.
                                      Czy to nie ładny zestaw przemądrzałych bzdur? To pisałam ja, która niejedną pałkę z fizyki zarwała, a o rozwiązywaniu zadań bladego pojęcia nie miała.
                                      • mama_kotula Re: Herbata w filiżance 03.11.08, 11:51
                                        Noo. Więc generalnie wychodzi na to, że trzeba uwzględnić bardzo wiele czynników, określić kilka przynajmniej współczynników.
                                        Bo z kolei nie da się teraz stwierdzić, w jakiej relacji jest oddawanie ciepła do powietrza (czyli przez górny wylot kubła) z wymianą ciepła z kubłem. Może się bowiem okazać, że uchodzenie ciepła górą jest relatywnie o wiele większe (rzędu np. dziesięciu razy) niż wymiana ciepła przez ścianki. I wtedy o kant d. rozbić rozważania o żabce oddychającej skórą, bo cała skóra żabki jest otoczona tym samym otoczeniem.
                                        Trzeba uwzględniać też zmiany temperatury głównego nurtu cieczy no i tę objętość.

                                        Reasumując - bez podgrzewacza do kubka przyłączanego do komputera łączem USB twoje życie będzie wypełnione chłodem i goryczą smaku letniej herbatki. Amen.
                                        • lezbobimbo Re: Herbata w filiżance 03.11.08, 11:57
                                          Ale czy na przyklad duza bryla cieczy nie zachowa ciepla dluzej
                                          wewnatrz siebie, niz ta mniejsza?

                                          Nie ma sily, musimy wystapic o jakis rzadowy czy uniwersytecki grant
                                          na badania stygniecia herbaty, ewentualnie wyzszosci picia z wiadra
                                          nad piciem z tyci kubeczka ;) Mozemy uzasadnic, ze prorodzinnie, w
                                          celu promieniowania cieplem :)
                                          • idomeneo Re: Herbata w filiżance 03.11.08, 23:47
                                            Cytatlezbobimbo napisała:

                                            Nie ma sily, musimy wystapic o jakis rzadowy czy uniwersytecki grant na badania
                                            stygniecia herbaty, ewentualnie wyzszosci picia z wiadra nad piciem z tyci
                                            kubeczka


                                            IgNobel murowany.
                                        • ready4freddy Re: Herbata w filiżance 04.11.08, 17:02
                                          mama_kotula napisała:
                                          >Może się bowiem okazać, że uchodzenie ciepła górą jest relatywnie o >wiele
                                          większe (rzędu np. dziesięciu razy)

                                          raczej na pewno jest wieksze, niejasno mi sie kolacze, ze wymiana konwekcyjna
                                          jest wydajniejsza od przewodzenia, tym bardziej, ze przewodzenie mamy tutaj na
                                          styku herbata-kubek i kubek-powietrze. kubki zwykle robi sie z ceramiki, ktora
                                          bedac materialem porowatym jest dobrym izolatorem, wiec moze i wiecej, niz
                                          dziesiec...

                                          zrobta sobie herbaty imbirowej od Wietnamczykow ze straganu na stadionie
                                          X-lecia, ona sie robi z kazda chwila coraz bardziej goraca, zamiast stygnac :)
                                          • mmoni Re: Herbata w filiżance 04.11.08, 17:16
                                            tako rzecze ready4freddy" zrobta sobie herbaty imbirowej od Wietnamczykow ze straganu na stadionie X-lecia, ona sie robi z kazda chwila coraz bardziej goraca, zamiast stygnac :)

                                            No jak se mamy zrobić, jak stadionu X-lecia nie ma?
                                      • lezbobimbo Re: Herbata w filiżance 03.11.08, 11:51
                                        ananke666 napisała:
                                        > Ale im mniejsze ciało, tym powierzchnia w stosunku do objętości. >
                                        Czyli w pierwszym przypadku otrzymamy 1,25 ml/cm2, a w drugim ciepło
                                        jednym cen> tymetrem kwadratowym powierzchni będzie oddawać 1,38 ml,
                                        czyli w większym kubku> powinno stygnąć wolniej.

                                        Wlasnie cos na ten ksztalt mi sie empirycznie wydawalo.
                                        Ze jak czegos mniej, to jednak skubane stygnie szybciej niz duze.

                                        >kształtu cieczy w formie bryły o możliwie dużym promieniu, ponie
                                        > waż im bliżej środka, tym rozgrzane ciało lepiej zachowuje ciepło.
                                        Optymalnym w> yjściem jest naczynie w kształcie bryły foremnej,
                                        najlepiej kuli, o możliwie ni> ewielkim otworze górnym.

                                        Czyli ze nie pic z plaskiego jeziora wrzatku, tylko z glebokiego? :)
                                        Albo z tykwy z mala dziura na górze :)


                                        > Czy to nie ładny zestaw przemądrzałych bzdur? To pisałam ja, która
                                        >niejedną pałkę z fizyki zarwała, a o rozwiązywaniu zadań bladego
                                        >pojęcia nie miała.

                                        Wcale nie bzdury, bardzo foremnie i brylowato piszeszm a oddajesz
                                        madrosc niczym herbatka cieplo :)
                                    • turzyca Re: Herbata w filiżance 16.10.13, 20:41
                                      Skoro juz ktos podniosl ten watek, to sie dopisze.
                                      Najwolniej herbata stygnie w kubku, ktory jest tez idealny dla posiadaczy laptopow, bo nie da sie go przypadkiem przewrocic.
                                      W takim:
                                      https://www.exclusives.de/Werbetassen/thumbnails/704.jpg

                                      :)
                              • szprota Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 20:27
                                jottka napisała:

                                > fiolet będzie krzyczał tak jak ja?:)

                                Tak, tak samo jak kubki i dżemy.
                                Otwieram Ci ja dżem, a on najpierw patrzy na mnie z wyrzutem, a potem jak nie
                                wrzaśnie...!
                                Skądinąd żałuję, że Dakota nie drąży tematu definicji ideału.
                                        • szprota Re: ideały....karmienie piersią.... 02.11.08, 20:40
                                          mama_kotula napisała:
                                          > Leżą, leżą. Pokrywając się warstwą pleśni.
                                          > Dżem już tak ma czasem, jak za długo odłogiem leży.
                                          > O kubkach nie wspomnę, w tych akademikowych lęgły się zupełnie nowe formy
                                          życia.

                                          No, mówiłam, że patrzą z wyrzutem i wrzeszczą.
                                              • lezbobimbo Re: ideały....karmienie piersią....brzozy 03.11.08, 10:41
                                                Jak mozna w ogóle okreslic jakies drzewo czy krzew bezwartosciowym!
                                                Ze niby co, nie da sie zerznac na deski i sprzedac za wielka kase? A
                                                wartosc chociazby estetyczna i czyniaca atmosfere, czy ta
                                                ekologiczna, nie do przecenienia?! Przeciez najmniejsze nawet
                                                rosliny tworza tlen i jonizuja korzystnie powietrze! A pyszne i
                                                hiper-zdrowe owoce czy sok brzozowy?
                                                Byle koslawy krzaczek jest o wiele wiecej warty od takiego glaba-
                                                biurwokraty! Co sam tylko kradnie tlen i jeszcze niszczy reszte
                                                swiata, wymyslajac tego typu pogardliwe okreslenia...

                                                Kesim! Gore!
                                                • onion68 Re: ideały....karmienie piersią....brzozy 03.11.08, 11:41
                                                  > Jak mozna w ogóle okreslic jakies drzewo czy krzew bezwartosciowym!
                                                  > Ze niby co, nie da sie zerznac na deski i sprzedac za wielka kase? A
                                                  > wartosc chociazby estetyczna i czyniaca atmosfere,

                                                  Ach, Lezbobimbo, podpisuję się obiema ręcami.
                                                  I jak nie cierpię swoich sąsiadów, którzy bez przerwy drzewom rosnącym na ich
                                                  działce coś robią (bo na wycięcie zgody, zdaje się, nie dostali).
                                                  Najlepiej, cholera, wszystko zabetonować, wtedy będzie czysto, wartościowo i
                                                  powierzchnia się nie będzie marnowała.
                                                  • dakota77 Re: ideały....karmienie piersią....brzozy 03.11.08, 11:45
                                                    Ja tez nie lubie dreczenia drzew. Juz sie trzese nad drzewami na mojej dzialce,
                                                    ktore sa albo starymi drzewami owocowymi, albo jeszcze mlodymi, ze nie uda sie
                                                    ich ocalic przy budowie domu. A przeciez takie drzewka owocowe oficjalnie sa
                                                    niczym i mozna je wycinac bez zgody itd. A ja naprawde chcialabym je ocalic i
                                                    miec potem kolo domu.
                                                    Tak swoja droga, pilnuj sasiadow, czy czasem nie wytna jakiegos drzewa bez
                                                    pozwolenia, przynajmniej moglabys uszczesliwic ich donosikiem i ogromnym mandatem;-P
                                                • lezbobimbo Re: ideały....karmienie piersią....brzozy 03.11.08, 12:28
                                                  szprota napisała:
                                                  > mamapodziomka napisała:
                                                  > > szprota, z gory przepraszam za off topic w off topicu, ale
                                                  wlasnie mialam> wizje Ciebie siedzacej nad rzeczka i karmiacej
                                                  piersia brzozy... byc moze roso
                                                  > chate nawet.

                                                  > No i zaplułam monitor :D

                                                  Kwik, kwiik, kwicze z uciechy!
                                                  :D
                                                  I oczywiscie mi sie skojarzylo z brzoza rosnaca nad woda.. Wiecie,
                                                  ze Slowianie wierzyli w takie boginki rzeczne, klaskajace wlasnymi
                                                  piersiami o pranie, które ponoc robily w rzece? ;P
                                                  To bylo tlumaczenie na dziwaczne odglosy dochodzace znad rzek itd ;P
                                                  • szprota Re: ideały....karmienie piersią....brzozy 03.11.08, 12:38
                                                    lezbobimbo napisała: Wiecie,
                                                    > ze Slowianie wierzyli w takie boginki rzeczne, klaskajace wlasnymi piersiami o
                                                    pranie, które ponoc robily w rzece? ;P

                                                    Wiecie. Czy to aby mamuny nie były? Te od podmieniania dzieci również? Bo też
                                                    miały sutki nie będące radością dla nikogo any more.
                                                  • szprota Czy to aby mamuny nie były? 03.11.08, 13:03
                                                    Aha: Dziwożony zwane były córami wilgoci. Zamieszkiwały ciemne bory,
                                                    pieczary i niedostępne rozdoły. Były karłowate, miały przerażające twarze i
                                                    długie, potargane, zaniedbane włosy. Ich piersi były tak wielkie, że służyły do
                                                    prania i maglowania sukni. Dziwożony prześladowały niewierne panny i żony. Gdy
                                                    taka kobieta urodziła ładne dziecko, zabierały je i podkładały własne garbate,
                                                    pokręcone i szkaradne.

                                                    Tako pisze Waldemar Matlan, kimkolwiek jest. Słowo "Mamuna" było używane zamiennie.
                                                  • lezbobimbo Re: Czy to aby mamuny nie były? 03.11.08, 13:21
                                                    Mamuny i dziwozony to nie sa córy wilgoci. To byly mieszkajace w
                                                    lasach, rude i wlochate, lesne boginki-pomocnice Dziewanny, wielkiej
                                                    bogini lesnej :) Co ciekawe, po serbsku Majmuna oznacza.. malpa..
                                                    czyzby drzewiej w europejskich puszczach przebywaly jakies ryze
                                                    malpy w czerwonym tj. orangutany? :)
                                                    Zielonowlose rusalki i bereginie przebywaly w okolicach wody, wiec
                                                    jesli ktos mial byc córa wilgoci to bardziej one.

                                                    To cale porywanie dzieci to bylo wytlumaczenie narodzin dzieci z
                                                    wadami cielesnymi czy umyslu. Z kolei rzekome przesladowanie kobiet
                                                    oraz wielkie piersi to kompletnie poprzekrecane echo dawnych wierzen
                                                    religijnych, gdzie te wszystkie boginie lesne _opiekowaly_ sie
                                                    dziecmi zwierzat i ludzi oraz kobietami w ciazy i matkami.
                                                  • szprota Re: Czy to aby mamuny nie były? 03.11.08, 13:44
                                                    Zaufam Ci, bo to opracowanie, na które trafiłam nie wydaje mi się do końca
                                                    wiarygodne, jest jakoś niechlujnie napisane.
                                                    Swoją drogą, nawet jeśli się przegląda demony słowiańskie w Wikipedii, nie
                                                    znając jej dobrze - uderza fakt, ile z tych demonów było odpowiedzialnych za
                                                    zachorowalność i śmiertelność niemowląt.
                                                  • lezbobimbo Re: Czy to aby mamuny nie były? 03.11.08, 13:56
                                                    Ech Wikipedia jest do niczego ;) Akurat jesli o slowiansko-polskie
                                                    fenomeny chodzi, to najczesciej pisane jest przez studentów
                                                    spisujacych co leci z wlasnie takich niechlujnych badz
                                                    przestarzalych opracowan :)
                                                    A jeszcze sa przepoczwarzenia lokalne, czyli same stworzenia czy
                                                    bóstwa mogly miec wiele róznych imion w calej Polsce, a co dopiero w
                                                    reszcie Slowianszczyzny..
                                                  • lezbobimbo Re: Czy to aby mamuny nie były? 04.11.08, 22:24
                                                    szprota napisała:
                                                    > A co jest do wszystkiego? Bo tak mnie, wiesz, ściska w dołku
                                                    >przeświadczenie,że> sobie tę wiedzę chętnie pogłębię. O mamunach. >I innych
                                                    strzygoniach.

                                                    Ach, pójdzze w me ramiona, niech i ja cie scisne :)
                                                    Zgaduje, ze chodzi Ci o magiczny folklor Slowian z naciskiem na polskie nazwy?
                                                    Najlepsze sa opracowania etnograficzne albo zbiory folku i mitów BEZ
                                                    interpretacji fikcyjnej dzisiejszych autorów belerystyki, n.p. Marii
                                                    Konopnickiej.. Chociaz ludzie-zródla n.p. górale czy Mazurzanie tez nie byli
                                                    wolni od fantazjowania (trudno znalezc nieobiektywne przekazy, jednym slowem :)
                                                    Jest tez duzo zaklócajacej interpretacji chrzescijanskiej, n.p. w basniach
                                                    czesto mozna sie spotkac z pochopna nazwa "diabel" lub "zly" na wszytkie
                                                    stworzenia mitologiczno-folklorystyczne (w tym i pozostalosci bogów) albo ze
                                                    jakies tam stwory niby byly zle, ale jednak pilnowaly chrztu, przesladowaly
                                                    nieochrzczonych itd.

                                                    W Polsce poszukaj zbiorów Oskara Kolberga, albo opracowan Doroty Simonides, n.p.
                                                    "Slaski horror". Dobre i przyjemne sa tez wszelakie zbiory basni regionalnych,
                                                    n.p. basnie kaszubskie, góralskie, slaskie itd. Albo "W kregu upiorów i
                                                    wilkolaków" Bohdana
                                                    Baranowskiego czy conieco Wlodzimierza Szafranskiego.
                                                    Ksiazeczka Ewy Nowak o Bozetach (o której wspomniala glonik) jest dosc dobrym
                                                    wstepem do folko-mitologii, chociaz jest króciutka i od czasu do czasu przeziera
                                                    z niej odautorski komentarz.. (btw. autorka to ta sama, co napisala Malgosia
                                                    kontra Malgosia :)))
                                                    Uciekaj za to jak najdalej od fanfikcyjnego autora Czeslawa Bialczynskiego - ten
                                                    wzial stare nazwy, powymyslal wlasne do kompletu i stworzyl takie wlasne
                                                    ero-postmodern-fantasy, ze glowa spada. N.p. w rzeczywistej mitologii slowianskiej i
                                                    co za tym idzie we folklorze slowianskim byla mala bogini domowa, Kikimora (mala
                                                    kobieta, ma ptasie nózki i wilczy ogon itp. -szczególy jej wygladu róznia sie
                                                    regionalnie) opiekujaca sie kobietami, domem i pomagajaca przasc len po nocy. No
                                                    to ten Czesio B. wzial i wymyslil jeszcze Szyszymore, Chichimore itd. i to
                                                    poopisywal jako wielkie stwory mieszkajace w lasach, albo jako demoniczne
                                                    wampirzyce seksu i rozpusty _z umalowanymi lakierem paznokciami_ itp. hocki ;P

                                                    Literatura zagraniczna tez polecam. Basnie czeskie, serbskie, luzyckie,
                                                    rosyjskie, ukrainskie itd.. Tutaj zwlaszcza polecam wszystko, co zebral i opisal
                                                    z folkloru i mitologii slowianskiej Borys Rybakow (mam nadzieje, ze znasz
                                                    rosyjski) oraz potezny zbior 600 podan i basni rosyjskich spisanych przez
                                                    nieocenionego etnografa Aleksandra Afansjewa. Polecam go bardzo!
                                                    Braciaszkowie Grimm moga sie schowac ;)

                                                    Przy okazji, jesli gdzies znajdziesz odpis albo skrót z tzw. Katalogu magii
                                                    mnicha Rudolfa, to sie ciesz, bo ów mnich zapisywal z obrzydzeniem grzechy
                                                    slaskich kobiet przy spowiedziach, czyli w szczatkowej formie zapisal ich
                                                    autentyczne wierzenia w sredniowieczu. Pewnie któres z Was juz sie spotkaly ze
                                                    slynnym cycatem stamtad? Kiedy kobieta slaska nie chciala zajsc w ciaze, szla
                                                    pod czarny bez (swiete drzewo), rzucala kwiat i mówila do bzu takie oto
                                                    zaklecie: "Ty nos za mnie, ja bede kwitla za ciebie" :-))))) albo "Wieczorem,
                                                    trzymając dziecko na ręku, stoją z tyłu za drzwiami i wzywają leśną babę, którą
                                                    nazywamy fauną, aby dziecko fauny płakało a ich było spokojne."

                                                    Czyli te mamuny lesne nie tylko podmienialy dzieci ludzkie... :)
                                                  • ready4freddy Re: Czy to aby mamuny nie były? 06.11.08, 22:30
                                                    lezbobimbo napisała:

                                                    "we folklorze slowianskim byla mala bogini domowa, Kikimora (mala
                                                    kobieta, ma ptasie nózki i wilczy ogon itp. -szczególy jej wygladu róznia sie
                                                    regionalnie) opiekujaca sie kobietami, domem i pomagajaca przasc len po nocy"

                                                    o masz ci los, i na te sympatyczna kociozmore potrzeba az wiedzmaka, ktoren, jak
                                                    wiadomo, jest ponad ludzka miare chutliwy i na zloto lasy? o tempora, o mores! :O
                                                  • mama_kotula Re: Czy to aby mamuny nie były? 03.11.08, 13:49
                                                    CytatMamuny i dziwozony to nie sa córy wilgoci. To byly mieszkajace w
                                                    lasach, rude i wlochate, lesne boginki-pomocnice Dziewanny, wielkiej
                                                    bogini lesnej :)


                                                    O tak tak tak.
                                                    Nawet rysunek poglądowy znalazłam, gdzie mamuna została przedstawiona pierwsza od lewej:
                                                    komikslandia.pl/img/big_892.jpeg
                                                    I aż tak wielkich piersi to wcale nie ma.
                                                  • mama_kotula Re: Czy to aby mamuny nie były? 04.11.08, 17:39
                                                    " ready4freddy napisał:

                                                    hy hy, tez mi sie od razu skojarzyla Mamuna :) pamietalem, ze byla ruda i wlochata :) za to wielki biust miala ta druga, imienia nie pamietam, taka z dlugimi blond wlosami i wielkimi, czerwonymi ustami :)


                                                    Zwała się ona Busianną :)