Dodaj do ulubionych

Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO)

02.01.09, 21:37
Mamusia przysłała mi Sprężynę w świątecznej paczce. Przeczytałam,
westchnęłam i postanowiłam podzielić się z Wami swoimi
przemyśleniami; co też czynię, otwierając ten wątek.

Spojlerowe posty czytałam wcześniej, miałam więc mniej więcej
pojęcie, czego należy się spodziewać. Teraz sama nie wiem, od czego
zacząć; bo jakkolwiek mieliście rację i książka nie jest zła (a na
tle pozycji poprzednich wręcz dobra), to … Potocznie powiedziałabym,
że mi się nie podobała: ale to też nie to. Widzę jej dobre strony,
uważam, że ma w sobie dawny klimat … ale do mnie to już nie trafia,
czuję się, jakbym wbić się miała w za małe spodenki. Mam wrażenie,
jakby ktoś przygotował moją ulubioną potrawę – a ja, po spróbowaniu
pierwszego kęsa, ze zdziwieniem odkryła, że zmienił mi się gust.
Naprawdę nie jest łatwo oddać to poczucie kompletnego rozminięcia
się z Autorką i pozbyć smutnego przeświadczenia, że z Jeżycjady już,
niestety, wyrosłam.

Nawet nie mogę powiedzieć, że coś mnie szczególnie zdenerwowało, bo
właściwie książka nie wzbudziła we mnie żadnych – ani pozytywnych,
ani negatywnych – emocji. Mimo to, postaram się opisać mój
odbiór ‘Sprężyny’ bardziej konkretnie.

1. Przede wszystkim, zastanawiam się, czy Was nie męczy maniera
Autorki, czyli styl pisania? Ja wiem, że to niby takie w domyśle
dowcipne, ale ile razy, na Boga, można
używać ‘albowiem’, ‘jednakowoż’, czy innych niby mega-zabawnych
opisów? Taki przykład:

‘Dogłębne łkanie spowodowało natychmiast silną czkawkę, ta zaś
pobudziła przewód pokarmowy do dalszych sensacji: dyniowa fontanna
trysnęła malcowi z gardziołka prosto do umywalki, co akurat było
okolicznością pomyślną; nieszczęśliwym aspektem zdarzenia było to,
że się zakrztusił.’

Wiecie, że mnie to już naprawdę nie rozśmiesza – co więcej, mam
wrażenie, że Autorka jest kobiecym odpowiednikiem Bernarda,
zamęczającego słuchaczy swoją ‘kreatywnością’. Kiedyś mi to nie
przeszkadzało – teraz denerwuje mnie i zniechęca do czytania.
Wolałabym, żeby rzeczy ujęte były prościej, bardziej komunikatywnie,
mniej może elokwentnie, ale i mniej pretensjonalnie.

Dyskusje Łusi z dziadkiem i jej monologi bywają, owszem, miejscami
dość sympatyczne, ale w większości sprawiają psychopatyczne wręcz
wrażenie; jakkolwiek rozumiem fascynację formą bardziej niż treścią,
mam przed oczami obraz Hanibala Lectera słuchającego muzyki
klasycznej. Przypomina mi to też zwyczaj niektórych osób, który
doprowadza mnie do szału: mówię o czymś bardzo ważnym, wypruwam
sobie wnętrze, a osoba patrzy na mnie, patrzy, a na koniec mówi –
wiesz co, oko Ci się rozmazało. Uch!

2. Muzyka i Laura. Czy tylko ja uważam muzyczne wtręty za
pretensjonalne? Nie mówimy tu przecież o kobiecie, która latami się
uczyła, dokształcała – tylko o wywindowanej nagle bez uprzedniego
muzycznego zaplecza Laurze, która sprawia wrażenie samotnie
unoszącego się wierzchołka. Może się mylę, ale czy ona chodziła do
jakiejś szkoły muzycznej, uczyła się przynajmniej gry na pianinie,
czy obudziła się po prostu pewnego dnia jako Maria Callas? Znowu,
nie chodzi mi o samą Laurę, ale o pewne założenia Autorki –
dyskutowaliśmy już o tym wcześniej, o dobrach rzadkich i
powszechnych. A tu ‘aż trudno było zrozumieć, po co tyle ćwiczeń:
sopran dobywający się z jej gardła był naprawdę wspaniały i
wyjątkowy – czysty i jasny. I nawet jakby – słodki’.

Sama Laura w ‘Sprężynie’ wygląda na stepfordzką żonę tuż przed
przemianą: jeszcze jest sobą, jeszcze jest prawdziwa, ale już w
następnej scenie zobaczymy ją w nienagannej fryzurze, polerującą
klamki. Zabiły mnie wręcz aluzje, jakoby to zbuntowana natura kazała
jej trzymać image twardej osoby, ale jej ‘prawdziwa istota’ (słodka
zapewne jak i głos) wymyka się spod pokerowej maski przy niemowlaku
(który, jak wiadomo, łagodzi obyczaje). No, bo ten jej bunt to
wiadomo, że tylko na pokaz i by matce zrobić na złość – i nie ma co
brać go na poważnie.

3. Wypadek Gabrieli. Czytając o tym, jak to ‘coraz więcej robiło się
osób, którym wiadomość o wypadku Gabrysi mogła osunąć ziemię spod
nóg’ miałam ochotę wydać z siebie pusty śmiech. Patrycja, teatralnie
i dramatycznie łapiąca się ‘oburącz za usta’, totalna histeria
wszystkich zainteresowanych i śródziemnomorski wręcz pokaz rozpaczy …
W moim odczuciu wyszło karykaturalnie i irytująco; i trochę tak,
jakby rodzina chciała zrekompensować swojej świętej jej ‘brak
egoizmu’.

Z różnych wypowiedzi na tym forum odniosłam wrażenie, że
w ‘Sprężynie’ nastąpiło lekkie odbrązowienie Gabrysi i zaczyna być
normalnie. W moim odczuciu stało się coś zupełnie odwrotnego: oto
Gabrieli chwilowo braknie (z ostrzeżeniem, że mogła zginąć!), i
teraz mamy żałować, jak źle ją oceniałyśmy. Większość książki kręci
się wokół reakcji różnych osób na wieść o wypadku, a jeśli ktoś
jeszcze nie był co do Gabrysi przekonany, w obliczu jej prawie-
śmierci dokonuje re-ewaluacji i nawrócenia. Jako fabuła mnie to
interesuje średnio, bo – jak pisałam – moje zainteresowanie umarło,
ale myślę, że to zabieg nie tylko wewnątrzksiążkowy, ale i obliczony
na nas, czytelników. Narzekałyśmy na Gabrysię, to proszę – będę
udawała, że nie żyje, wtedy pożałujecie i będziecie krzyczeć, że
trzeba ją przywrócić – a tu ups, żartowałam, Gabrysia żyje, tylko
lekko jest połamana.

A Laura mówiąca ‘nie wytrzymuję tego, że jestem taka zła, a ty …taka
dobra. I wszystko robisz tak, jak trzeba (…). I zawsze miałam do
Ciebie żal – o ojca. Myślałam, że on z tobą nie wytrzymał właśnie
dlatego, że jesteś taka … doskonała. (…) Wszystko inaczej. To nie on
jest ofiarą. To ty dużo przecierpiałaś. A nikomu tym nie zawracałaś
głowy. Jesteś dzielna. I zawsze się uśmiechasz’ powoduje u mnie
wręcz rzyg. Dzielna! Zawsze się uśmiecha! Córeczka Aurelii nazywa
się Gabriela na jej cześć! (tu powinna być ikonka croyance
wymiotującej).
Obserwuj wątek
    • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 02.01.09, 21:37
      4. Złota nić. Yhyhy. Może jestem już zbyt cyniczna, ale to latanie
      Laury za facetem, z którym nie zamieniła słowa, z przekonaniem o
      tym, że ‘stoi w obliczu zakochania się na wieki’ … no, nie chcę być
      zabójczynią romantyzmu, ale też mnie to jakoś nie bierze. Formuła
      się już dla mnie wyczerpała. Postaram się wytłumaczyć to, ale nie
      wiem, czy uda mi się wyjaśnić to tak, jakbym sobie życzyła.

      Miałam kiedyś kontakt z nieformalną grupą religijną, działającą w
      ramach Kościoła Katolickiego. Sedno jej stanowiła dziewięcioosobowa
      rodzina z charyzmatyczną matką-założycielką wspólnoty na czele.
      Reszta to byli satelici z gitarami i różne zbłąkane dusze szukające
      sensu życia. Na początku było fajnie: dużo dyskusji, niesamowita
      kreatywność - ekstrawagancja wręcz! - indywidualizm, erudycja,
      wspaniałe wspólne wakacje, nieortodoksyjne myślenie, zachęcanie do
      twórczości. Potem zaczęło się coś zmieniać, radykalizować, aż
      któregoś razu dziewczynom zabroniono nosić spodni i rozpuszczonych
      włosów, a mnie oberwało się za czerwony T-shirt. To był początek,
      potem było już tylko gorzej: grupa stała się elitarną karykaturą
      samej siebie, pretendującą do zrzeszania ‘inteligencji katolickiej’
      (chociaż wcześniej wszyscy byli mile widziani) i głoszącej, że ‘czas
      skończyć z mitem, że wszyscy ludzie są tyle samo warci’. Zaczęły się
      różne snobizmy, rekolekcje z księdzem profesorem, stopniowanie
      członków wg ‘poziomu rozwoju duchowego’, oraz różne wersje ‘jakie to
      dziecko ma koleżanki!’ w wykonaniu matki założycielki (która zaczęła
      od adoptowania kilkorga biednych dzieci, a skończyła na separowaniu
      dzieci od wpływów zepsutego mołochu i klasy pracującej wysyłając je
      do najbardziej wymyślnych szkół muzycznych, prywatnych etc.).

      To, co wyrosło z lekkiego, mądrego, twórczego projektu – okazało się
      krowiastym, matronowatym tworem prychającym z pogardą na ‘prostych
      ludzi’, którzy nie potrafią tak inteligentnie dyskutować o meandrach
      teologicznych (i których poziom duchowy z pewnością nie dorównuje
      członkom grupy). Jednocześnie, jak w sekcie, stworzyła się
      wewnętrzna nomenklatura niemożliwa do zrozumienia ludziom z
      zewnątrz, izolacja, my versus oni, plus jakieś kompletnie dla nikogo
      nieśmieszne kontekstowe poczucie humoru. Przypomina mi to
      książeczkę, która przeglądałam ostatnio u znajomej: żarty ojca Leona
      Knabita. I jeden przykładowy: pół strony wyjaśniania, o co chodziło,
      tylko po to, żeby na końcu czytelnik zrozumiał, jak śmieszne było
      powiedzenie ‘ojcze Knabicie, można cię poznać po habicie’ (czy coś w
      tym stylu). Ha ha ha.

      Z tą grupą i tym procesem kojarzy mi się, niestety, Jeżycjada. Tu
      też zaczęło się wesoło, a potem skostniało. Złota nić Laury to taki,
      według mnie, mentalny odpowiednik wspólnotowego zachowania
      wywrotowego i szaleństwa w stylu ‘zamieńmy się piżamami i nie umyjmy
      dzisiaj zębów!’. No WOW! To Musierowicz poszalała pisząc o
      namiętności!

      Widzę tę skostniałą, ponurą propagandę w całej książce; ten świetnie
      znany mi nastrój i atmosferę. Patrycja, która nie przejmuje się
      rosnącymi rozmiarami i piekąca następny tort czekoladowy też
      przyprawia mnie o mdłości. Osobiście, świetnie rozumiem i pochwalam
      taką pochwałę zbytniego nieprzejmowania się i gdyby Patrycja
      powiedziała to sama z siebie, to by mi się podobało. Ale jako opis
      odautorski budzi to we mnie sprzeciw i trąci takim właśnie
      radykalizmem w myśleniu; jakby Patrycji, żonie i matce, nie wypadało
      już zajmować się triviami. Co do ulewającego Ziutka, brak mi wprost
      słów z obrzydzenia; tak samo zgrzyta mi Laura śliniąca się do
      kiełbaski.

      Dla równowagi: świetny jest pan Gruszka, uwaga Łusi o tym, że Laura
      leży w łóżku całkowicie rozebrana, część wątku o poloniście, sonet,
      pocieszania Łusi przez Patrycję i wzmianka o teorii chaosu, a także
      połowa przemówienia Bernarda. Niestety, wymowa całej książki wynika
      z pewnej ideologii, z którą się mijam.

      To nie jest zła książka, ale do mnie to już wszystko kompletnie nie
      trafia, i zdecydowanie na tym zakończę swoją przygodę z Małgorzatą
      Musierowicz.
      • grimma Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 02.01.09, 21:50
        mysle ze masz sporo racji.
        aczkolwiek mam wrazenie ze gdybys czytala ksiazke bez uprzedniego zapoznawania
        sie ze spojlerami Twoj odbior moglby byc nieco inny. tzn ja ze spojlerow znalam
        akcje i to jakos odebralo mi czesc radosci czytania.
        i chyba rzeczywiscie wyroslam z kregu odbiorcow.
        mnie irytuja takie zlepki slowne jak:
        -dziarska mina
        -krzepiacy usmiech
        -wymycie do czysta (kubkow, kuchni, siebie)
        • sally.bowles Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 02.01.09, 22:04
          Croyance ujęłaś obszernie właściwie wszystkie moje wątpliwości
          odnośnie "Sprężyny". Nie czytałam spojlerów, książkę nabyłam
          14.lisopada rano i po spędzeniu przedpołudnia na łakomym
          czytelnictwie poczułam się dziwnie. Pomyslałam ,że chyba już
          wyrosłam, może się zestarzałam, że najwyrażniej spooczekiwałam zbyt
          wiele, że książka jest niezła, ale to jednak nie to, że jak MM po
          raz stopięćdziesiątyósmy używa zwrotu "nie oparł się pokusie
          zacytowania", to czuję się zażenowana.
          Mogę więcej powiedzieć o wątku z Gaba, bo tu po prostu poczułam się
          oszukana. Będąc nałogową i dośwaidczoną czytelniczką, okazałam się
          jednak naiwna. Po rozmowie Gaby z Łusią i jej własnych gabowych
          przemysleniach o egoizmie i robieniu czegoś nie tylko dla innych, ja
          naprawdę myślałam, że Gaba odjedzie w dal nie informując rodziny.
          Pomyslała sobie, co mi tam, raz się żyje i że zadzwoni do Grzesia z
          Gdańska albo z Krakowa...A tu kolejne studium męczeństwa, wręcz
          apogeum matkopolstwa. Jak wspomniałam, jestem naiwna i przepełaniona
          wciąż jeszcze wiarą w ludzi, choćby to byli tylko bohaterowie
          literaccy albo ich twórcy.
          Nie przeczytałam S po raz kolejny i nie czekam na kolejną część.
            • sally.bowles Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 02.01.09, 22:32
              jeriomina napisała:

              > Ja mam podobne odczucia ale moją słabością jest to, że lubię
              wiedzieć co dalej
              > więc pewnie będę kupować kolejne części...z nadzieją na lepsze...

              Właśnie myslę, że może się złamię i przeczytam kolejną część, w
              której ciekawi mnie właściwie jedno- czy Laura zmieni się
              diametralnie pod wpływem zwuiązku z Naszpanem. Bo jeśli tak, jeśli
              autorka przedstawi sprawe w ten sposób, ze to odwzajemniona miłość
              (załózmy optymistycznie, że będzie to miłość, a nie tylko zakochanie)
              odmieni Tygrysa całkowicie, to jest to dla mnie niewiarygodne. Laura
              cierpi i męczy się sama ze soba także dlatego, że czegoś w
              dzieciństwie od rodziny nie dostała, choć upominała się jak mogła,
              jej sygnały były błednie odczytywane. Takie osoby, (a wiem co mówię,
              bo sama się do nich zaliczam:) oczekują w dorosłym życiu
              rekompensaty w postaci uczuć i emocji otrzymywanych od ukochanych.
              To błąd i straszna pułapka. Nikt nie jest w stanie dać nam tego,
              czego nie dali rodzice, nikt prócz nas samych, po ciężkiej pracy
              uswiadamiania sobie, czego nam brak i co nas boli.
              • ginestra Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 00:19
                Laura
                > cierpi i męczy się sama ze soba także dlatego, że czegoś w
                > dzieciństwie od rodziny nie dostała, choć upominała się jak mogła,
                > jej sygnały były błednie odczytywane. Takie osoby, (a wiem co mówię,
                > bo sama się do nich zaliczam:) oczekują w dorosłym życiu
                > rekompensaty w postaci uczuć i emocji otrzymywanych od ukochanych.
                > To błąd i straszna pułapka. Nikt nie jest w stanie dać nam tego,
                > czego nie dali rodzice, nikt prócz nas samych, po ciężkiej pracy
                > uswiadamiania sobie, czego nam brak i co nas boli.

                Sally.bowles! Zgadzam się z tymi słowami. I ja także mam jakąś potrzebę wszędzie
                ostrzegania przed tą pułapką. Gdy się wie (lub przeczuwa), że nasza historia
                była trudna, że mamy jakieś deficyty itp. to nie ma tak naprawdę innej drogi,
                jak tylko ta ciężka praca, o której piszesz, ten wgląd, opłakanie, zaopiekowanie
                się sobą itp. i jest wielkie zagrożenie, że bez tej pracy nasze związki będą
                trudne lub będą się rozpadały, bo nasza podświadomość być może będzie chciała
                dostać od drugiej osoby to, czego ona dać nam nie jest w stanie, bo to, co może
                dać, to nie zapełni tej konkretnej pustki, tylko musimy ją zapełnić i uleczyć
                sami, zupełnie inaczej. I wtedy dopiero możemy od kogoś przyjąć to, co on nam
                może dać.

                I właśnie dlatego u Laury byłoby niewiarygodne gdyby Adam jej niby dał to
                wszystko, czego jej brakuje. Jednakże Laura mówi coś o "rozwiązywaniu swoich
                zagadek", więc miejmy nadzieję, że to oznacza, że podejmie niedługo terapię
                psychologiczną, i że jest dla niej też nadzieja.
                • sally.bowles Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 00:31
                  ginestra napisała:
                  Jednakże Laura mówi coś o "rozwiązywaniu swoich zagadek", więc
                  miejmy nadzieję, że to oznacza, że podejmie niedługo terapię
                  psychologiczną, i że jest dla niej też nadzieja.

                  Bardzo pięknie, Ginestro, rozwinęłaś moją myśl:) A jeśli MM wyśle
                  Laurę na terapię, to prawie tak, jakby wysłała Żabę kupić prawidłowo
                  dobrany stanik:)
                  Nie bardzo wierzę, że takie rozwiązanie jest możliwe. W końcu w
                  Jeżycjadzie wszystkie problemy dziewczyny/kobiety rozwiązuje rodzina
                  przy wsparciu ślubnego małżonka. W Polsce psychoterapia niestety
                  wciąż jeszcze nie jest uważana za coś dobrego i pomocnego. Uważa się
                  ją raczej za smutny los ludzi, którzy sięgneli psychicznego dna lub
                  nie mają wsparcia w postaci rodziny i przyjaciół.
                  • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 12:52
                    Laura mysli o sobie, ze jest zla (jak powiedziala do pana Gruszki) -
                    rodzina mysli o niej podobnie (Gabrysi rozwazania o nietakcie, gdy
                    Laura chciala pobyc sama) - jesli wiec, zgodnie z logika ksiazek,
                    Laura ma 'wyzdrowiec' psychologicznie i duchowo, musi odbyc sie to w
                    sposob powrocenia na lozo rodziny i przyjeciu ich systemu wartosci.
                    Nie ma tu, niestety, innej mozliwosci.
          • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 12:48
            Ciesze sie, ze nie tylko mam takie wrazenia. Dlugo sie zastanawialam
            przed napisaniem tych postow, bo jakkolwiek swietnie umialam
            rozpoznac ogarniajace mnie uczucie, nie bylam juz tak pewna, czy
            bede potrafila odpowiednio je ubrac w slowa.

            Co do Gabrieli jeszcze, zostala juz IMHO oficjalnie kanonizowana:

            'A ma Pani matke? - zapytal nagle.
            - Tak, mam.
            - I jaka ona jest?
            - Najlepsza - odrzekla Laura momentalnie.'

            Co wiecej, z loza bolesci Gabrysia wyglasza swoje slynne 'ja to
            przeciez wiem', niezaleznie od tego, czego to skruszeni czlonkowie
            rodziny jej nie wyznaja. Juz przed wypadkiem zreszta wykazuje sie
            cechami nadprzyrodzonymi;

            '- Zostane sprezyna - przerwala cisze [Lusia].
            Madra ciocia wcale sie nie zdziwila. Spojrzala na Lusie uwaznie
            (...).
            - Sprezyna wydarzen? - zrozumiala natychmiast.'

            Szczerze mowiac, nie wiem, jak Autorka zamierza dalej prowadzic te
            postac, po tym, jak zalozyla jej na glowe korone. Teraz to juz chyba
            naprawde bedzie musiala ja zabic (ale gdzie tam ..)
          • senseeko Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 21:49
            sally.bowles napisała:


            > Mogę więcej powiedzieć o wątku z Gaba, bo tu po prostu poczułam się
            > oszukana. Będąc nałogową i dośwaidczoną czytelniczką, okazałam się
            > jednak naiwna. Po rozmowie Gaby z Łusią i jej własnych gabowych
            > przemysleniach o egoizmie i robieniu czegoś nie tylko dla innych, ja
            > naprawdę myślałam, że Gaba odjedzie w dal nie informując rodziny.
            > Pomyslała sobie, co mi tam, raz się żyje i że zadzwoni do Grzesia z
            > Gdańska albo z Krakowa...A tu kolejne studium męczeństwa, wręcz
            > apogeum matkopolstwa.

            A nie wydaje Ci się,ze jest to przekaz "Gaba jednak nie zdobyła się na
            wyzwolenie z kręgu kompulsywnych zachowań i zobaczcie jak to się dla niej
            skończyło"?
            Mało to razy czytałaś o bohaterach literackich, którzy robili głupie rzeczy,
            dobrowolnie niszczyli sobie zycie i czytelnik już już miał nadzieję, że wreszcie
            zrobią coś mądrego a tymczasem bum - wchodzili w starą wydeptaną koleinę.
            To dlaczego Gaba nie może? Dlaczego akurat Gaba ma się zachować inaczej niż
            przeciętny bohater literacki? Dlatego, ze tamci robili rzeczy powszechnie
            uważane za złe np upijali się, puszczali, cpali zdradzali itp a Gaba robi rzeczy
            powszechnie uważane za dobre?
            Przecież mechanizm jest ten sam!
            ---
            Poszukuję sygnaturki
            • nessie-jp Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 23:09
              > To dlaczego Gaba nie może? Dlaczego akurat Gaba ma się zachować inaczej niż
              > przeciętny bohater literacki?

              Dlatego, że zachowanie Gaby i cały jej wypadek nie są przedstawione jako porażka
              czy nieumiejętność wyzwolenia się ze świętojęczylskiego schematu
              dzielna-dzielna-dzielna-altruistyczna.

              Wręcz przeciwnie.

              Czytelnik pragnący zobaczyć Gabrielę uciekającą od powyższego schematu zyskuje
              awatata w postaci przemądrzałej, ale niemądrej małej dziewczynki, która z
              dziecięcej głupoty próbuje namówić ciocię do zerwania z altruizmem
                  • alitzja Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 04.01.09, 13:04
                    Z wielkim zainteresowaniem czytam ten wątek i chyba najbliżej mi do postawy Ginestry - gdzieś tam dostrzegam, że coś nie gra, ale zanurzam się po uszy w książce i mi to umyka. A czytanie forum otwiera mi oczy:-) Dzięki!
                    Tak sobie pomyślałam - nie wiem, czy do końca na temat - że w wielu książkach, które czytam, autor na końcu składa podziękowania całej liście przeróżnych osób, które mu pomogły w pisaniu. To dość irytujące z czytelniczego punktu widzenia (przynajmniej mojego), ale z drugiej stronu, może gdyby pani MM też zasięgnęła opinii kilku osób, uniknęłaby różnych wpadek? Tak naprawdę to jest tylko taka luźna myśl, bo trudno mi skonkretyzować, kogo i o co mogłaby pytać (lekarzy - ile zarabiają? nauczycieli - jak się zachowują dzieci na akademiach? sama nie wiem), ale wydaje mi się to dość cenne. Mam znajomego pisarza, który kiedyś potrzebował porady na temat tego, jak wygląda koniec roku z punktu widzenia nauczyciela (terminy, problemy etc.) - na co mu dość wyczerpująco odpowiedziałam. A było mu to potrzebne do wprowadzenia jednej postaci i jednego, zajmującego około strony dialogu pozwalającego na lepsze jej poznanie. To mi się podoba, bo zarówno jako czytelniczka jak i nauczycielka nie kwestionowałam potem sensu i prawdopodobieństwa takiej książkowej rozmowy. A w ostatnich tekstach pani MM (choć "S" trochę ratuje sytuację, zwłaszcza w porównaniu z gniotem straszliwym, jakim była "CzP") niestety rzeczywiście czasem wygląda to tak, jakby pisała to, co ślina na język, a palce na klawiaturę przyniosą - nic nie wnoszące do akcji epizodziki i dygresje, nieistotne dialożki, gdy prawdziwych dialogów brak. Trochę szkoda.
                    • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 04.01.09, 14:47
                      Sluszna uwaga.

                      Zagladam do ksiazki 'Bridget Jones - The Edge of Reason' (mam
                      wrazenie, ze nie bylaby to pozycja pochwalana przez MM) - i co widze?

                      acknowledgements: znajomi, rodzina, inspiracje, wydawca etc.

                      a pod spodem (uwaga!)

                      RESEARCH by SARA JONES

                      Przy estymie, jaka cieszy sie MM, na pewno udaloby sie jej przekonac
                      wydawnictwo do zatrudnienia takiej osoby - a moze nawet ktoras fanka
                      zgodzilaby sie pomoc za darmo.
                      • verdana Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 04.01.09, 15:18
                        Zresztą to nie jest trudne. Moja matka nieustannie wydzwania a to na
                        policję, a to do Domów Dziecka, czy tez do slusarza - i jak się
                        dowiadują, że to o informacje do ksiązki, chętnie, wrecz
                        entuzjastycznie, udzielaja wyczerpujących informacji. A myslę, ze
                        dla MM robili by to gnąc się w uklonach.
        • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 12:39
          Widze, ze dyskusja sie rozwija :-) Bardzo sie ciesze i juz
          odpowiadam (chociaz dzisiaj nie mam polskiej czcionki).

          Co do wplywu forum na moj odbior ksiazki - oczywiscie, ze byl
          kolosalny. W ogole dyskusje tu prowadzone bardzo zmienily moje
          podejscie do niektorych spraw, zwrocily uwage na wiele rzeczy,
          ktorych sama nie zauwazylam - albo pomogly uswiadomic to, co gdzies
          mi tam dzwonilo, ale nie umialam tego odpowiednio nazwac.

          Czytajac rozne watki zadalam sobie tez sprawe z tego, jak wiele jest
          osob potrafiacych wspaniale i dowcipnie pisac, jak mnostwo jest
          forumowiczy i forumowiczek, ktorzy z latwoscia napisaliby ksiazki
          lepsze od tych jezycjadowych! Rozwoj internetu - poza wysypem roznej
          masci idiotow - ma tez to do siebie, ze wszyscy ci piszacy do
          szuflady ludzie maja szanse zablysnac na forum publicznym, ku
          rozrywce i pozytkowi czytelnikow. I okazuje sie, ze MM wiosny nie
          czyni, bo niejedna forumowiczka jest o wiele bardziej utalentowana i
          przygotowana warsztatowo.
      • libusze Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 02.01.09, 23:17
        Droga Croyance, wypowiem się zwięźle. Do tej pory byłam głownie czytelniczką
        tego forum (i kilku innych), ale po przeczytaniu Twojego postu i mając w pamięci
        różne inne wypowiedzi Twojego autorstwa - muszę to napisać, albo się uduszę -
        wyjątkowo często piszesz dokładnie to, co w mojej głowie dopiero niechlujnie się
        formułuje, w dodatku na bazie w miarę podobnych doświadczeń. Pozdrawiam bardzo
        serdecznie.
      • niq_miejski Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 02.01.09, 23:54
        croyance, dzięki za świetny post, trafiłaś wiele razy w nienazwane jeszcze
        przeze mnie sedno. Do tej pory zajmowałam się cieszeniem się, że ten odcinek
        jest lepszy niż poprzednie "nowe" jeżycjady, ale czułam cały czas jakiś taki
        niepokój - Ty wyraziłaś świetnie także moje rozczarowanie.
        • sally.bowles Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 00:07
          Ja odczułam jeszcze pewien niesmak w związku z rozwiązaniami
          fabuły "na zamówienie". Ktos juz wspominał w wątku spojlerowym, że
          MM z pewnością czyta to forum, to by tłumaczyło, czemu tak wiele
          pomysłów forumowych znalazło się w Sprężynie. Czemu Róza i Fryc nie
          wyjadą do UK?- prosze bardzo, są w Oksfordzie; za mało sexu- macie
          owoc zapomnienia na egzotycznej plaży; nie ma Pulpy i Florka- ależ
          ile chcieć, tylko zmienionych w jakieś prostackie karykatury, itd.
          Nie podobało mi się to. Miło, kiedy autor ma na względzie uwagi
          czytelników, ale czytalnicy oczekują jednak jakiegoś zaskoczenia,
          żeby nie użyć paskudnego słowa- kreatywności.
          • ginestra Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 01:17
            Chciałabym dorzucić parę słów na temat analizy przedstawionej przez Croyance -
            otóż czytając także i ja zgodziłam się z tymi spostrzeżeniami. Są bardzo ciekawe
            i wiele w nich racji.

            Jednocześnie doświadczam czegoś takiego, że mimo zgadzania się z Croyance,
            potrafię też zachować ten swój ciepły odbiór Sprężyny, jaki miałam na początku.
            Nie wiem dlaczego - może czytam te książki, mimo wszystko, z pewnym dystansem?
            Na zasadzie: "wiem o tych wszystkich sprawach, ale mi to nie przeszkadza"? Na
            przykład ten "nimb świętości" wokół Gaby owszem, nie podoba mi się i nawet na
            jakimś poziomie drażni, ale autentycznie wzrusza mnie w Sprężynie całe
            zachowanie Laury po przyjeździe do szpitala, jej płacz przy łóżku matki,
            wyznania, potem osunięcie się na schody i płacz na ramieniu brata. Czytając mogę
            doświadczać tych uczuć razem z bohaterami, scena wydaje mi się bardzo realna,
            mogę też myśleć o swojej relacji z mamą, o swojej relacji z córkami, o życiu i
            mam wrażenie, że dobrze, że o tym czytam, że na tym coś korzystam.

            Podobnie ze złotą nicią - jest to może taki kiczowaty zabieg i nie nowy w
            Jeżycjadzie (bo podobne sformułowanie padło w Pulpecji: Patrycja też czuła jak
            wraz z oddalającym się Baltoną ciągnie i napręża się jakaś nić między nimi - to
            było po tym niedoszłym pocałunku na śniegu), jednakże nie przeszkadza mi to w
            przeżywaniu autentycznych uniesień. Nie wiem jak to nazwać, ja wiedziałam, i
            widać to na kilometr, że ten wątek jest bardzo harlequinowy i to porozumienie
            dusz i ten cały rozwój romansu są takie bardzo umowne i raczej tylko możliwe w
            wewnętrznym świecie tych powieści (jak w tym "sekciarskim" klimacie wskazanym
            przez Croyance), jednakże i tak uległam swojej wyobraźni i naprawdę czułam się
            Laurą stojącą na stopniach autobusu, gdy mężczyzna, do którego wyrywa mi się
            serce, całuje moje włosy i było to bardzo piękne. :) Aż zapragnęłam zapuścić
            włosy (jakby to coś gwarantowało samo w sobie, hehe). No, ale miło pomarzyć. ;-))

            I znów, nie mogę powiedzieć, że ten fakt, że tak się dałam wciągnąć we te
            wszystkie przeżycia to zasługa jakiegoś niezwykłego kunsztu literackiego
            Autorki, bo nie jest przecież aż tak, ale niewątpliwie jest coś, co sprawia, że
            te zalety (jak dla mnie) przesłaniają wady, tzn. widzi się i jedno i drugie, ale
            te wady nie są wielkim problemem.

            Tak więc ja nie mam takiego poczucia, że po Sprężynie rozczarowałam się, że
            wyrosłam, że nie będę czytać dalszych części. Nie, nie jest aż tak, bo po prostu
            jest we mnie zgoda na tę umowność.

            Jeśli chodzi o rozczarowanie, a raczej przewartościowanie, to ja przyznam się
            szczerze, że przeżyłam taki moment tej jesieni, kiedy była na forum dyskusja na
            temat rozmowy Frycka, Ignacego i Mili o pułapce biologicznej, w którą to
            dyskusję się zaangażowałam. Myślę, że miałam do tego momentu wiarę, że, mimo
            "wpadek", które każdemu autorowi mogą się oczywiście zdarzyć, jednak każde słowo
            wypowiedziane w książce, na przykład w dialogach między postaciami, jest
            przemyślane przez Autorkę, czemuś służy, ma sens w danym dialogu i w całym
            obrazie zdarzeń. I okazało się, że jednak nie. Widać było wyraźnie, że podmiot
            mówiący (Ignacy) używał specyficznych sformułowań, specyficznie dobranych
            cytatów i tam było wyraźnie zasugerowanie, że myśli o aborcji (i ustaliliśmy to
            na forum, że albo on ma na myśli aborcję albo, jeśli nie, to nie ma możliwości
            dopasowania z dialogu o czym on w ogóle mówi). Potem Ananke napisała do pani MM,
            która odpowiedziała jej, że aluzji do aborcji nie było, a następnie napisała na
            swojej stronie internetowej taką jakby uwagę, że czytelnicy myślą, że ona
            zawiera tu i ówdzie aluzje, a tymczasem pisze zawsze wprost i bez aluzji, bo już
            nie musi, a w PRL musiała. I to we mnie zniweczyło całkowicie tę ufność
            czytelniczą w to, że każde słowo w tych powieściach jest przemyślane, ma sens
            itp. Zobaczyłam, że, wobec powyższego, słowa Ignacego w tym dialogu nie miały
            ŻADNEGO sensu. Że były takim "na plaster" doczepionym pouczeniem samej Autorki
            skierowanym do czytelników na temat ochrony życia - tak jakby w jakimś momencie
            Ignacy, jak jakieś przypadkowe medium opętane przez obcego ducha, wygłosił w tej
            kuchni wplecione we własną wypowiedź nie-swoje słowa! To odkrycie, że nie można
            pani MM ufać, tak jak ufam innym autorom, zbiło mnie z tropu i po tym mogę
            powiedzieć, że już nic nie jest i nie będzie jak dawniej (z moim odbiorem
            Jeżycjady).

            Jednakże Sprężynę przeczytałam z przyjemnością, jako pewne odprężenie,
            odskocznię od własnych spraw, a także jako miłe źródło wiedzy o sobie: o tym na
            przykład, że coś we mnie nadal marzy o zakochaniu, o miłości itp., że to nadal
            we mnie żyje. I inne ciekawe refleksje powstały mi w głowie. A także zaspokoiłam
            ciekawość co do losów bohaterów. :)

            A więc, reasumując, zgadzam się z Croyance, ale nie odrzuca mnie to od Jeżycjady
            i zapewne chętnie przeczytam McDusię.
            Pozdrawiam!
            • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 12:58
              Mysle, ze rozumiem Twoje podejscie, Ginestro, bo podobnie odczucia
              mialam przy Zabie: wiele rzeczy mnie denerwowalo, calosc ocenilam
              nienajlepiej, ale mimo wszystko ksiazka - emocjonalnie rzecz biorac -
              podobala mi sie i czytalam ja z przyjemnoscia.

              Ciekawe jest to, co piszesz o rozczarowaniu Autorka i kwestii
              aborcji. Pamietam te dyskusje, ale nie wiedzialam, ze ktos sie z MM
              skontaktowal i wprost o to zapytal.
            • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 14:31
              ginestra napisała:
              >Potem Ananke napisała do pani MM,
              > która odpowiedziała jej, że aluzji do aborcji nie było, a następnie napisała na
              > swojej stronie internetowej taką jakby uwagę, że czytelnicy myślą, że ona
              > zawiera tu i ówdzie aluzje, a tymczasem pisze zawsze wprost i bez aluzji, bo ju
              > ż
              > nie musi, a w PRL musiała. I to we mnie zniweczyło całkowicie tę ufność
              > czytelniczą w to, że każde słowo w tych powieściach jest przemyślane, ma sens
              > itp. Zobaczyłam, że, wobec powyższego, słowa Ignacego w tym dialogu nie miały
              > ŻADNEGO sensu. Że były takim "na plaster" doczepionym pouczeniem samej Autorki
              > skierowanym do czytelników na temat ochrony życia - tak jakby w jakimś momencie
              > Ignacy, jak jakieś przypadkowe medium opętane przez obcego ducha, wygłosił w te
              > j
              > kuchni wplecione we własną wypowiedź nie-swoje słowa! To odkrycie, że nie można
              > pani MM ufać, tak jak ufam innym autorom, zbiło mnie z tropu i po tym mogę
              > powiedzieć, że już nic nie jest i nie będzie jak dawniej (z moim odbiorem
              > Jeżycjady).

              Witaj Ginestro, czesc i czolem! Mam podobne do Ciebie uczucia, tzn. to, ze po
              lekturze takich udanych dziel jak OwR i 6klepka ufalam MM jako autorce i ze
              pisze swiadomie.
              Jednak po lekturze nowej Jezycjady (tak od Noelki) zaczelo mi sie to zaufanie
              kruszyc. Najbardziej przy nieszczesnej postaci Laury oraz po NiN, gdzie padly
              slowa brutalne i zupelnie "niejezyckie" ;)
              Przy Dziecku Piatku i Imieninach juz przyszedl kryzys najwiekszy (zabolaly mnie
              straszliwe dalsze losy Geniusi i Ewy Jedwabinskiej). A juz zwlaszcza po scenie
              ze zmywarka zaczelam przeczuwac, ze pani MM niestety, nie jest pisarka
              zawodowa, tylko (mniej lub bardziej radosna) amatorka.

              Po lekturze stawiam na to, ze MM nie jest typem analitycznym ani realistycznym,
              tylko bardzo emocjonalnym - MM nie analizuje swoich slów po napisaniu, nie
              tworzy ciagu logicznego tylko pisze to, na co akurat ma ochote... a potem
              twierdzi, ze w wyobrazni wszystko sie zmiesci ;)
              • ginestra Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 16:40
                Croyance, Lezbobimbo, dzięki za miłe słowa, pozdrawiam Was serdecznie!
                Bardzo mi się podobają zawsze Wasze posty, bo jest w nich obserwacja i pewien
                dystans do omawianej materii, a ja jestem taki trochę "typ emocjonalny" (jak
                pani MM chyba ;-) ) i dlatego mam wrażenie, że nie wszystko widzę i lubię
                przeczytać jak ktoś mi taką panoramę nakreśli.

                Także inne osoby bardzo fajnie piszą i w ogóle myślę, że te dyskusje są
                strasznie ciekawe! Ten wątek zwłaszcza! Myślę, że naprawdę my na tym forum (z
                racji wieku - bo nawet młode osoby tutaj są blisko, jak myślę, pełnoletności lub
                ją przekroczyły, a raczej nie mają lat 13-tu) mamy już pewne doświadczenia
                życiowe, pewną dojrzałość i przez to nic nie poradzimy na to, że nie dajemy się
                tak łatwo "uwieść" Autorce. Myślę, że nie jesteśmy czytelnikami przesadnie
                wymagającymi czy krytycznymi, tylko samo życie sprawia, że po prostu nie da się
                przyjmować pewnych rzeczy, które brzmią nam nieprawdziwie czy nieprzekonująco,
                tak jakby nie brzmiały.
                Ja myślę, że gdyby pani MM dostrzegła tę naszą "bezradność czytelniczą" (czyli
                to, że nie możemy przyjąć pozytywnie czegoś, choć byśmy nawet CHCIELI), to to by
                wyszło tylko na dobre dalszym powieściom - jakby przypomnienie, że poprzeczka
                jest wyżej, bo samo ŻYCIE ją tam ustawiło, a nie złośliwi czytelnicy. Wciąż
                wierzę w taką refleksję u pani MM i mam nadzieję, że może to będzie widoczne w
                następnych książkach.
                Pozdrawiam!
                • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 17:41
                  ginestra napisała:

                  > Croyance, Lezbobimbo, dzięki za miłe słowa, pozdrawiam Was serdecznie!
                  > Bardzo mi się podobają zawsze Wasze posty, bo jest w nich obserwacja i pewien
                  > dystans do omawianej materii, a ja jestem taki trochę "typ emocjonalny" (jak
                  > pani MM chyba ;-) ) i dlatego mam wrażenie, że nie wszystko widzę i lubię
                  > przeczytać jak ktoś mi taką panoramę nakreśli.

                  Ajjj to ja dziekuje za tyle uznania. Sama tez jestem typem niesamowicie
                  emocjonalnym i wybuchowym. Ale mimo wszystko sklonnym do analizy, tylko juz po
                  wybuchu ;) Kiedy zas pisze, to moge sobie najpierw spokojnie powybuchac i
                  popsioczyc, a potem sie opanowac i wyprodukowac niejaka refleksje. Piszac cos,
                  wciaz sie poprawiam i poprawiam. Nawet tutaj byle post pisuje czasem pól
                  godziny, chociaz moze to nie zawsze widac. Uwazam, ze moje strumienie
                  swiadomosci nie sa doskonale, ani nawet czytelne same z siebie. Cos takiego jak
                  tekst polepszyc zawsze mozna i dlatego dziwie sie bardzo niefrasobliwosci naszej
                  MM, która "lekka raczka" napisze co jej wpadnie do glowy i nic nie zredaguje,
                  nie zanalizuje..

                  > Ja myślę, że gdyby pani MM dostrzegła tę naszą "bezradność czytelniczą" (czyli
                  > to, że nie możemy przyjąć pozytywnie czegoś, choć byśmy nawet CHCIELI), to to b>y
                  > wyszło tylko na dobre dalszym powieściom - jakby przypomnienie, że poprzeczka
                  > jest wyżej, bo samo ŻYCIE ją tam ustawiło, a nie złośliwi czytelnicy.

                  Swiete slowa, Ginestro kochana :-)
                  No i dlaczegóz twierdzisz, ze nie jestes w stanie obserwowac? :)
          • andrzej585858 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 01:25
            Jest takie moze niemodne juz okreslenie - pisanie ku pokrzepieniu serc oraz
            inne - misja - i dla mnie Jezycjada jest wlasnie czyms co spelnia te warunki.
            Niestety ze smutkiem czytalem te wszystkie posty - co nie oznacza ze w
            szczegolach nie ma wiele racji ale dlaczego na mily Bog psychoterapia ma byc
            czyms lepszym niz pomoc rodziny? czepiam sie troche ale o ile moge zgodzic sie z
            wnioskiem iz Jezycjada w pewien sposob zmierza do konca bo jej formula poniekad
            juz sie wypalila to co mozna by powiedziec z tej perspektywy o ksiazkach
            Kraszewskiego? to jest przeciez kilkaset pozycji a przeciez spelnly one w swoim
            czasie okreslona role.
            Podobnie jest tez chyba z Jezycjada - ja zas zawsze bede pamietal slowa Robrojka
            jeszcze wtedy gdy parafrazowal w pewien sposob ewangeliczna przypowiesc o
            wyborze drogi najczesciej wybieramy ta szeroka ale zawsze tesknimy do tej
            trudniejszej i to jest chyba wlasnie "misja" Jezycjady .
            Chociaz jak dochodzi u nas do takiej paranoi ze rzad w pewien sposob namawia
            obywateli do nieplacenia abonamentu na telewizja publiczna bo jest to niezgodne
            z jaimis wyimaginowanymi standardami europejskimi to nic juz mnie nie zdziwi
            lacznie z wyborem pary gejowskiej jako standardu pieknej milosci.
            Zgryzliwy jestem juz o tej porze - ale naprawde wraz z uplywem czasu oraz lat
            wiem jedno - latwo sie niszczy latwo sie rozstaje ale najtrudniej zaprzyjaznia
            sie z samym soba i wlasnymi wadami ale do tego potrzebne sa wlasnie te
            wyimaginowane nieraz wzorce i idealy.
            Swoja droga ciekawe czy Dante napisalby "Boska Komedie" gdyby nie wymyslil
            Beatrycze a przy niej to poczciwa Gabriela jest wrecz siedliskiem wszelkich wad
            tudziez innych przywar.
            Nie zgadzam sie po prostu z tym ze wraz z wiekiem Jezycjada i jej wartosci staja
            sie czyms co odchodzi wraz z idealizmem - moze to nam trudniej pogodzic sie z
            tym ze zycie nie zgadza sie z naszymi idealami i wraz z nieuknionym wzrostem
            sumy roznych zyciowych porazek nie chcemy pamietac o mlodzienczym idealizmie?
            Ale to by oznaczalo ze Woodstocku nie bylo ....
            • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 14:55
              andrzej585858 napisał:
              > Jest takie moze niemodne juz okreslenie - pisanie ku >pokrzepieniu serc oraz
              inne - misja - i dla mnie Jezycjada jest wlasnie czyms co spelnia te warunki.

              Jaka misja? Nie lubimy tych, co nie czytaja lub nie sluchaja tego samego co my?
              I co za pokrzepienie serc znajdujesz w nowej Jezycjadzie? W starych tomach byl
              ochoczy humor, ale w nowych jest glównie lek przed swiatem otaczajacym.

              > dlaczego na mily Bog psychoterapia ma byc
              > czyms lepszym niz pomoc rodziny?

              Bo to wlasnie rodzinka pierwsza doprowadza Cie do takiego stanu, ze terapia jest
              potrzebna ;P
              Psychoterapeuci sa profesjonalistami, ucza sie latami naprawiania emocji,
              relacji i leczenia polamanych duszyczek ludzkich. Trzeba byc niezlym
              szczesciarzem, jesli sie ma w rodzinie chociaz jedna osobe tak terapeutyczna i o
              takiej inteligencji emocjonalnej jak profesjonalisci. W rodzinie to sie
              najczesciej ma osoby usilujace wtloczyc Cie do swych wlasnych wzorców i
              specyficznych wizji swiata, niz uwalniajace od nich.
              A Borejkowie sa po prostu toksyczni - co widac po tym, jak traktuja Laure od
              malego, jak zaniedbuja Ignasia, jak usiluja zaklamac problemy oraz jak malo ze
              soba rozmawiaja (przerzucaja sie tylko haslami i cytatami).

              > najtrudniej zaprzyjaznia
              > sie z samym soba i wlasnymi wadami ale do tego potrzebne sa wlasnie te>
              wyimaginowane nieraz wzorce i idealy.

              Wlasnie na odwrót: jesli ma sie w glowie tylko wyimaginowane wzorce, to sie
              zaczyna samego siebie znielubiac i nawet nienawidzic za to, ze sie do wzorców
              nie dosciga. Jakim sposobem mozna polubic swoje wady, jesli za wzór ma sie ideal
              _bez tych wad_?

              > nie chcemy pamietac o mlodzienczym idealizmie?
              > Ale to by oznaczalo ze Woodstocku nie bylo ....

              Idealy Woodstocka sa nieobecne w Jezycjadzie (zwlaszcza nowej). A my piszemy o
              tym, ze skonczyla sie formula, czyli warsztat autorski wymaga gruntownego
              odswiezenia.
              • jeriomina Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 08.01.09, 11:03
                lezbobimbo napisała:


                > Bo to wlasnie rodzinka pierwsza doprowadza Cie do takiego stanu, ze terapia jes
                > t
                > potrzebna ;P
                > Psychoterapeuci sa profesjonalistami, ucza sie latami naprawiania emocji,
                > relacji i leczenia polamanych duszyczek ludzkich. Trzeba byc niezlym
                > szczesciarzem, jesli sie ma w rodzinie chociaz jedna osobe tak terapeutyczna i
                > o
                > takiej inteligencji emocjonalnej jak profesjonalisci.

                Trzeba być też szczęściarzem, żeby trafić na dobrego psychologa -
                psychoterapeutę. Czy nigdy nie słyszałaś tezy, że na psychologię idą ludzie,
                którzy są w życiu niepoukładani zupełnie, idą, żeby się dowiedzieć dlaczego tak
                jest, a potem usiłują jeszcze pomagać innym? Nigdy nie słyszałaś o psychologach
                którzy mają swoje szufladki, regułki pozatykane w tych szufladkach i swoich
                pacjentów/klientów próbują do tych szufladek ponaginać? Coś o tym wiem, bo z
                kilkoma takimi miałam do czynienia.
                Dla mnie wzorem psychoterapeuty literackiego jest Grzegorz Wroński z książek
                Moniki Szwai - tylko nie wiem, czy taki typ jest w ogóle możliwy...

                To prawda, że rodzina potrafi wykończyć człowieka ale nie zawsze psycholog jest
                w stanie tu coś poradzić, a nieraz załamany człowiek nie ma tyle siły i
                determinacji (oraz pieniędzy) żeby szukać terapeuty do upadłego...
                • avvg Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 08.01.09, 11:34
                  > Trzeba być też szczęściarzem, żeby trafić na dobrego psychologa -
                  > psychoterapeutę. Czy nigdy nie słyszałaś tezy, że na psychologię
                  idą ludzie,
                  > którzy są w życiu niepoukładani zupełnie, idą, żeby się dowiedzieć
                  dlaczego tak
                  > jest, a potem usiłują jeszcze pomagać innym? Nigdy nie słyszałaś o
                  psychologach
                  > którzy mają swoje szufladki, regułki pozatykane w tych szufladkach
                  i swoich
                  > pacjentów/klientów próbują do tych szufladek ponaginać? Coś o tym
                  wiem, bo z
                  > kilkoma takimi miałam do czynienia.

                  Noo, musiałaś mieć pecha albo musiało być to jakiś czas temu, teraz,
                  o ile mi dobrze wiadomo, Polskie Towarzystwo Psychologiczne
                  postanowiło się sprawie przyjrzeć i już nie dopuszczać do tego
                  odpowiedzialnego zawodu panienek, które trafiły na psychologię, żeby
                  "lepiej poznać siebie". Trzeba jeno żądać od psychoterapeuty
                  okazania odpowiednich dokumentów wydawanych przez PTP, albo udać się
                  do psychoterapeuty działającego w jakiejś placówce cieszącego się
                  uznaniem PTP.
      • baba67 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 11.01.09, 21:37
        Jestem byc moze niewyksztalcona, naiwna i sekciarska, ale uwielbiam kontekstowe
        poczucie humoru (oczywiscie procz bardziej uniwersalnych)-najbardziej lubie
        aluzyjki rzucane w szeroko pojetej rodzine.Jest kilka haselek kluczy
        wywolujace nieodmiennie rozbawienie. Jest natomiast meczace i irytujace kiedy
        nam ktos taki humor usiluje sprzedac.
        Bardzo interesujace sie Twoje wywody i rudno sie z niektorymi tezami nie
        zgodzic, ale jestem zadowolona ze nie posiadam takiego zmyslu krytycznego jak
        Ty. Wydaje mi sie ze wiecej szczescia potrafie znalezc w literaturzetakiej i innej.
    • dakota77 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 07:19
      Ciekawe spostrzezenia, i bardzo sluszne:-). Mnie najbardziej z
      poruszonych zagadnien razi Laura jako juz wybitna wrecz spiewaczka.
      Owszem, laura chodzila wczesniej na ognisko muzyczne, ale to chyba
      za malo? O zadnej szkole muzycznej nie bylo mowy, jak juz kiedys
      pisalam dziewczyna w domu nie ma chocby pianina, cwiczy tylko na
      konkurs, ale juz wiadomo, ze zrobi wieksza kariere od Marii Callas.
      Brr.
      • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 13:02
        ' ... otworzyla usta i zaspiewala glosem tak cudnym, ze wszyscy
        zamarli (...) Cala sala gimnastyczna gapila sie na solistke i
        wszyscy, nawet najwieksze lobuziaki, mieli takie miny, jakby
        zobaczyli jakos cud'

        Taaa ... a potem Izrael zaprzestal walk z Palestyna, Amerykanie
        wycofali sie z Iraku, lew polozyl sie na trawie z owieczkami, a nad
        wszystkim rozpostarla sie zlota tecza.
          • mama_kotula Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 17:25
            lezbobimbo napisała:"

            > ;PPPPP Czyzby Laura mimo jednoczesnej niecheci autorki do tej postaci stawala
            > sie tzw. Mary Jane?


            A nie przypadkiem Mary Sue?
            Czy obie Marynie są stosowane zamiennie jako nazwa zjawiska? ;)

            Opowiadania, gdzie cała sala ludzi w wieku lat 8-15 zamierała w zwiazku z wejściem / ze śpiewem / z promienną deklamacją itp. głównej bohaterki to ja, wybaczcie, pisywałam w wieku lat około 12-13. I tak, to jest insynuacja bez insynuacji :>

            Podstawowicze/gimnazjaliści są mniej więcej tak zainteresowani śpiewami i recytacjami na akademiach szkolnych jak ja jestem zainteresowana debatą o progach podatkowych w Abu Dhabi.
            • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 17:51
              mama_kotula napisała:
              > A nie przypadkiem Mary Sue?
              > Czy obie Marynie są stosowane zamiennie jako nazwa zjawiska? ;)

              Ach wybaczcie, piernicznelam, ale wiedzialam, ze jakas Marynia na pewno :)
              W kazdym razie Bominki na Marynie cierpia: jak juz mamunia dramaturg, to nowy
              Mrozek; jak juz laska spiewa, to nowa Callas; jak dziecie rysuje, to idealnie
              okragle okregi; jak nastolatka, to uroda pieciogwiazdkowa; jak ktos gotuje to
              wirtuoz; jak dziecie sie chowa, to doskonale i rumiane, nawet gdy co chwile
              ulewa; jak dziadzius cytuje, to doskonaly erudyta, nawet gdy nie ma stopnia
              naukowego i sie myli przy Fredrze czy skale tarpejskiej itd. itd..
              I to wszystko samo z siebie, bez zadnych cwiczen, prób, bledów.. Po co komu w
              ogóle potrzebne tyle cwiczen? ;PPP

              > Podstawowicze/gimnazjaliści są mniej więcej tak zainteresowani >śpiewami i
              recytacjami na akademiach szkolnych jak ja jestem zainteresowana debatą o progach po
              > datkowych w Abu Dhabi.

              Jak mozesz porównywac cos tak fascynujacego jak progi podatkowe z jakas tam
              recytacja? ;P
              • niq_miejski Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 19:06
                Cytatlezbobimbo napisała:
                > W kazdym razie Bominki na Marynie cierpia: jak juz mamunia dramaturg, to nowy
                > Mrozek; jak juz laska spiewa, to nowa Callas; jak dziecie rysuje, to idealnie
                > okragle okregi; jak nastolatka, to uroda pieciogwiazdkowa; jak ktos gotuje to
                > wirtuoz; jak dziecie sie chowa, to doskonale i rumiane, nawet gdy co chwile
                > ulewa; jak dziadzius cytuje, to doskonaly erudyta, nawet gdy nie ma stopnia
                > naukowego i sie myli przy Fredrze czy skale tarpejskiej itd. itd..
                > I to wszystko samo z siebie, bez zadnych cwiczen, prób, bledów.. Po co komu w
                > ogóle potrzebne tyle cwiczen? ;PPP



                Dokładnie tak! dzieje się tak oczywiście z wyjątkiem "niestosownych" talentów,
                takowych nikt nie przejawia: Gaba nie jest genialną futbolistką, Laura nie jest
                boska w łóżku, Ignaś nie jest cud-fryzjerem etc. No i wszyscy mają szczery do
                bólu talent do rodzenia i wychowywania dzieci.
                  • nessie-jp Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 19:19
                    > Medalistka ze Spartakiady! Zabójczo rąbie w kosza.
                    > To też Jeżycjada...

                    No właśnie! I gdzie to się podziało, co?

                    Czemu to wszystko takie przeintelektualizowane, ideowo chowane wsobnie się
                    zrobiło? Jak chłopiec, to gienialny (pisownia zamierzona) astronom albo
                    matematyk, a jeśli zainteresowany sportem, to tylko dlatego, że jeszcze nie
                    wyrósł. Muzyk jeden był, ale go wywalili z fabuły, widać za mało yntelektualny.

                    Z kolei wybór zawodów - nie, powołań! - dostępnych dla dziewczynek jest żałośnie
                    ograniczony: żonamatka, polonistka dziatki po główkach gładząca albo wielka
                    artystka światowej sławy, ale jednakowoż też dziatki i też gładząca.

                    Co to znowuż ma się znaczyć, że się tak po lelujkowsku zapytam?
                    • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 19:29
                      Kozio tez podwójny olimpijczyk sam z siebie, chociaz mieszka tylko z siostra i
                      nikt go nie pilnuje raczej. Predzej uwierzylabym, ze zajmowalby sie tylko
                      teatrem i produkcja kukielek, palilby z kolegami nie tylko cygaretki, a reszte
                      nauki mial w glebokim lekcewazeniu..
                      Albo Geniusia - jedyna jej krewna czyli mama umarla, ale Aurelia i tak ma piatki
                      z góry do dolu na calym swiadectwie. Jak nastolatka w zalobie i po takiej
                      stracie ma jeszcze glowe do perfekcyjnej nauki? Predzej by kwestionowala sens
                      zycia, wagarowala i pila wino marki wino na Cytadeli..
                      A Fryc jak studiuje astronomie, to zaraz prosto do NASA trafia..
                        • mama_kotula Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 22:30
                          Cytat
                          A ja nastolęciem będąc wpadałam przy nich w kompleksy bo piłam wino marki wino
                          na Cytadeli i realizowałam się w różnych zajęciach pozalekcyjnych (kółka,
                          warsztaty, ksiażki itp)i brakło mi czasu(lub/i zdolności) na zdobywanie piątek o
                          góry do dołu w renomowanych liceac


                          Oooo, ja też piłam wino marki wino i robiłam masę okropnych rzeczy (gdzieś tu wklejałam fragmenty mojego bardzo hmmm niegrzecznego pamiętnika ;)). I praktycznie byłam sama, bo mama na 3 etatach, siostra niewiadomo gdzie. I tak samo kółka zainteresowań i gra w zespole bardzo punkowym :D:D ... i jakoś tak mimochodem te olimpiady. Z matematyki i z łaciny. Same sobie wyszły, przy niezbyt dużym nakładzie :D:D

                          Tak, że ja w olimpijczyków jeżycjadowych w sumie wierzę, bo róznie to bywa :)
                      • taria Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 23:03
                        Akurat rząd piątek na świadectwie Gieniusi mnie zupełnie nie dziwi.
                        Ewa Jedwabińska przed problemami uciekała w perfekcjonizm - myślę,
                        że takiego sposobu oszukiwania bólu i samotności nauczyła również
                        córkę.
                        Kiedy zmarła moja mama, byłam o rok starsza niż Aurelia. Zajęcie się
                        nauką szkolną było dla mnie sposobem na odcięcie się od świata,
                        oderwanie od ciągłego wspominania mamy. Przed każdą lekcją miałam
                        przeczytany bieżący materiał z podręcznika, wypracowania na polski
                        przepisane na czysto ze słownikiem w ręku, ba, w trzy tygodnie po
                        pogrzebie wzięłam udział w drugim etapie olimpiady matematycznej,
                        byle tylko zająć czymś głowę... Nie wagarowałam, nie piłam, sensu
                        życia szukałam słuchając ballad Kaczmarskiego. Taki sposób
                        przeżywania żałoby mniej się rzuca w oczy niż burzliwa kontestacja,
                        zdecydowanie dłużej (przynajmniej w moim i Aurelii przypadku) trwa
                        faza przystosowywania się wewnętrznego do nowej sytuacji życiowej,
                        ale spotyka się w rzeczywistości częściej niż sądzisz.
                      • jeriomina Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 08.01.09, 11:12
                        lezbobimbo napisała:


                        > A Fryc jak studiuje astronomie, to zaraz prosto do NASA trafia..
                        >

                        Oczywista bzdura, mam szwagra na fizyce, to tak wcale różowo nie wygląda z tymi
                        wyjazdami:D Nikt nie jest taki skłonny zachwycać się studentami w tym kraju,
                        chyba że mają układy, A Frycek żadnych nie miał. To w USA wyławia się zdolne
                        młode jednostki, u nas raczej się tłamsi.
                    • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 04.01.09, 14:57
                      Przyszlo mi jeszcze do glowy, w swietle rozwazan na temat wspolnoty
                      religijnej, o ktorej pisalam w pierwszym poscie, ze chyba wiem, skad
                      sie to bierze.

                      Oczywiscie IMHO, ale w tego typu grupach (pociagne dalej swoje
                      skojarzenie) zaczyna sie po jakims czasie odczuwac swoja wyjatkowosc
                      wynikajaca z POWOLANIA. I jesli ktos ma jakikolwiek talent,
                      umiejetnosc, pomysl na zycie, przypisuje sie temu wielka role wrecz
                      sluzby ludzkosci oraz Bogu.

                      Jesli czyjs talent jest mierny, oznaczaloby to, ze Bog nie ma wobec
                      niego zadnych szczegolnych planow - a przeciez musi, bo wszyscy
                      czlonkowie grupy sa sola tej ziemi, wyslannikami majacymi czynic
                      reszcie dobrze i niesc kaganek ducha.
                      • libusze Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 04.01.09, 19:04
                        Najbardziej odstręczającą cechą tego typu wspólnoty religijnej (też mi się
                        trafiła w biografii) jest, wg mnie mdlące poczucie samozadowolenia, okadzone
                        dodatkowo deklaracjami nt. pokory, braterstwa itd. I podobny klimacik, jak już
                        wielokrotnie zauważyłyście od jakiegoś czasu, jest w Jezycjadzie wyczuwalny.
                        Czytając ten wątek, przypomniałam sobie zdanie, które p. Musierowicz umieściła w
                        "Frywolitkach", a które jakoś mi tu pasuje - nie wiem, czy zacytuje dokładnie -
                        "ktoś, kto nie czytał bajek Mickiewicza, jest co prawda nadal Polakiem, ale,
                        jakby to powiedzieć - bajek Mickiewicza to on jednak nie czytał". Jakoś mi to
                        paskudnie brzmi.
                        • libusze Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 04.01.09, 19:18
                          I jeszcze tylko tak sobie myślę, że to wszystko mało mi pasuje do bliskiego
                          mojemu sercu obrazu MM, która wielkodusznie i beztrosko podała kiedyś na łamach
                          "Filipinki", gdzie też ukazywały się "Frywolitki", swój prywatny adres i numer
                          telefonu - nawet wówczas myślałam sobie, że może w czasie jakiejś wizyty w
                          Poznaniu odwiedzę swoją ulubioną autorkę z kwiatkiem, albo coś. Teraz już bym
                          się nie odważyła i chyba nie tylko dlatego, że niezapowiedziane wizyty nawet
                          wśród znajomych odeszły w przeszłość (i nie płaczę z tego powodu, żeby było jasne :)
                        • anutek115 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 04.01.09, 19:28
                          libusze napisała:

                          > Czytając ten wątek, przypomniałam sobie zdanie, które p. Musierowicz umieściła
                          > w
                          > "Frywolitkach", a które jakoś mi tu pasuje - nie wiem, czy zacytuje dokładnie -
                          > "ktoś, kto nie czytał bajek Mickiewicza, jest co prawda nadal Polakiem, ale,
                          > jakby to powiedzieć - bajek Mickiewicza to on jednak nie czytał". Jakoś mi to
                          > paskudnie brzmi.

                          Uch, brzmi fatalnie... Ale, co smutne, trochę mnie nie dziwi :-(.
                        • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 05.01.09, 03:43
                          libusze napisała:
                          > Czytając ten wątek, przypomniałam sobie zdanie, które p. >Musierowicz umieściła w
                          > "Frywolitkach", a które jakoś mi tu pasuje - nie wiem, czy zacytuje dokładnie -
                          > "ktoś, kto nie czytał bajek Mickiewicza, jest co prawda nadal Polakiem, ale,
                          > jakby to powiedzieć - bajek Mickiewicza to on jednak nie czytał". Jakoś mi to
                          > paskudnie brzmi.

                          :-O
                          >|-O==================================

                          Tozto czysty nazizm! Kto dal MM prawo decydowania, kto ma byc Polakiem i
                          jakim?!?! Co to za kryteria w ogóle? Jak to moglo jej przejsc przez pióro? Ilez
                          milionów ludzi i dzieci skreslila tak pochopnym zdankiem? Kto dzisiaj, z reka na
                          sercu, czyta bajki Mickiewicza?
                          Moze jeszcze soczewica, miele, kolo, mlyn trzeba wymawiac?!?
            • baba67 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 09.01.09, 09:51
              Zwlaszcza ze aria wcale nie jest taka super zachwycajaca na pierwszy rzut
              ucha-powiedzialabym ze trzeba pewnego skupienia i wyrobienia muzycznego zeby
              odczuc jej piekno(ale polecam-na youtubie jest kilka wersji, tyle ze szukajcie
              pod niemieckim tytulem). Moze to oczarowanie bardziej wynikalo z faktu ze
              pierwszy raz wystepowala spiewaczka? Ze bylo to jednak cos innego? Moglo tak byc.
              Co do Laury i jej kariery- brakuje mi w jej domu porzadnego instrumentu nie
              jest prawda ze kazdy student spiewu ma w domu fortepian, ale minimum to
              profesjonalny keyboard.Moze nie doczytalam dobrze ale o instrumencie nie ma
              wzmianki-to jest dziwne. natomiast nie jest tak, ze aby dostac sie do AM trzeba
              koniecznie skonczyc srednia szkole muzyczna (chyba ze przepisy sie zmienily).
              Przykladem tego moze byc Malgorzata Walewska ktora skoczyla calkiem normalne
              gimnazjum, a do Akademii(jeszcze wtedy) dostala sie dzieki prywatnym lekcjom spiewu.
      • mkw98 Laura - śpiewaczka 03.01.09, 13:28
        Ja w kwestii "obudzenia się jako Maria Callas" - to nie jest niemożliwe, choć
        oczywiście niezbyt częste. :-)
        Nie wiem jak w Poznaniu, ale w Warszawie można się dostać na wokal na AM bez
        wcześniejszego przygotowania. Trzeba tylko mieć talent, a jak wiadomo, duch
        tchnie kędy chce, bez względu na to, czy ktoś miał w domu pianino czy nie.
        Małgorzata Walewska, wybitna mezzosopranistka opowiadała kiedyś w Filipince
        (chlip, chlip, nieodżałowanej Filipince), że aż do końca LO nie interesowała się
        za bardzo ani śpiewem operowym, ani w ogóle muzyką poważną. Była zresztą taką
        dosyć niesforną dziewczyną (jak na musierowiczowskie standardy to bardzo -
        picie, palenie, siedzenie na Barbakanie ;-) ) Kiedy postanowiła zostać
        śpiewaczką miała 19 lat i nie znała nut. A jednak się udało. :-)

        NIGDY natomiast nie uwierzę, że Laura wzbudziła swoim śpiewem entuzjazm na
        akademii w podstawówce.
        • niq_miejski Re: Laura - śpiewaczka 03.01.09, 19:13
          to jest możliwe ale to dobro bardzo baaaaardzo rzadkie, rzadsze niż zwykły tanet
          do niewiadomo czego, który skądinąd też jest bardzo rzadki - na elitarnych
          studiach, na elitarnej uczelni na 100 studentów taki talent miewa max 5 osób. Co
          więcej, pozostałe 95 też jakiś ma, ale nigdy sie o tym może nie dowiedzieć, bo
          akurat takiego telanetu "mieć im nie wolno" (np. dlatego bo jest "stosowny dla
          drgiej płaci) albo jest "nieważny - co innego jakbys tak śpiewać umiała jak
          Callas..." albo "niedochodowy" albo co tam jeszcze.
          Nie, zamiast tego wszyscy powinniśmy śpiewać jak Callas i to bez prób i błędów i
          bez callasowskiego nosa (i co z tego że ten nos jest po prostu piękny - ale
          takiego nie należy mieć, bo Nicole Kidman ma inny).
        • croyance Re: Laura - śpiewaczka 04.01.09, 15:02
          Znalam spiewaczke operowa, ktora wrecz twierdzila, ze przed
          osiemnastym rokiem zycia nie powinno ksztalcic sie glosu, bo mozna
          mu tylko zaszkodzic.

          Nie zmienia to jednak mojego odczucia, ze Laura niespecjalnie
          wykazywala zainteresowania spiewem przez cale swoje zycie - poza
          chorkiem, gdzie tez od poczatku piala jak aniol. Dla takiego talentu
          studia to jedynie formalnosc :-P
        • grimma Re: Laura - śpiewaczka 04.01.09, 21:40
          > NIGDY natomiast nie uwierzę, że Laura wzbudziła swoim śpiewem entuzjazm na
          > akademii w podstawówce.
          w to akurat uwierze. swego czasu widzialam jak dzieciaki zwane "gorszymi" -
          takie ktore sa pod opieka OPS i innych wspanialych instytucji pomocowych
          zaniemowily na dzwiek mojego glosu (tu puchne z dumy) bo nie spodziewali sie ze
          potrafie tak spiewac. tylko ze ja nigdzie nigdy nie cwiczylam ani nic. po prostu
          umiem nieco spiewac :D :P
    • margonka Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 11:25
      Croyance, zgadzam sie w zupełności!

      Przeczytalam Spreżynę i...poczułam się rozczarowana. I rowniez
      pomyslalam, ze byc moze wyrosłam juz z Jezycjady, że za duzo
      oczekiwałam po MM...Ale w okresie Swiąt siegnęłam po ukochane Opium
      w rosole (i dalej z rozpędu i z sentymentem po BBB i Szósta klepkę)
      i na przemian smialam sie i płakałam. Mimo ze znam OWR niemal na
      pamięć, to wiem, ze zawsze będę po tę ksiązkę sięgac. I zawsze będę
      sie wzruszać. Czyli chyba to nie jest tak, ze wyroslam z ksiazek MM.
      A Sprezyna? Dialogi Łusi mnie drażniły, ulewajacy Ziutek bawił na
      początku. Uśmialam sie jedynie przy monologu Bernarda, a
      wzruszyłam...Ne pamiętam, chyba jedynie przy rozmowie Gabrysi z
      Dmuchawcem.
      Raczej nie sięgnę po kolejne części Jezycjady.
      Pozdrawiam ciepło,
      m
    • supervixen Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 13:58
      Croyance, to ja się może odniosę do Twojego pierwszego punktu, bo na
      razie tylko Nessie trochę ten temat pociągnęła, a dla mnie to też
      jest wielka wada Sprężyny. Nie nazwałabym języka tej książki
      nieświeżym i skostniałym, bo myślę, że kiedyś było znacznie lepiej,
      a spadek formy rozpoczął się kilka pozycji wstecz. Ale tak czy
      inaczej - jeśli chodzi o styl, Sprężyna była dla mnie ogromnym
      rozczarowaniem. Zwłaszcza przez początek ciężko mi było przebrnąć.
      Zero przejrzystości - napchanie niepotrzebnych słów, zwłaszcza przy
      opisach przyrody, szczegółowe opisy wszystkich potraw no i te
      wszystkie jednakowoż i tym podobne. Kiedyś też język Jeżycjady był
      bogaty, też były ozdobniki i metafory i tramwaj stękał jak stary
      hipochondryk, ale lekkość tego stylu była nieporównywalna.

      Wielka szkoda, że ten językowy urok Jeżycjady się gdzieś ulotnił, bo
      piękny literacki styl był jedną z cech wyróżniających Musierowicz z
      grona autorów piszących dla młodzieży.
    • anutek115 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 14:53
      Pierwsze, co przyszło mi do głowy po przeczytaniu twoich postów, Croyance, to
      pytanie - twoje pożegnanie z książkami pani MM nie oznacza, mam nadzieję,
      pożegnania z tym forum?

      Teraz spróbuję sięodnieść do większosci twoich uwag (mam twoje posty wyswietlone
      w osobnym oknie, żeby niczego nie pominąć ;-)).

      Przede wszystkim, ja po przeczytani "Sprężyny" potrzebowałam kilku dni, by
      zauważyć, że coś mnie w niej denerwuje :-). Myślę, że po "Żabie", której nie
      cierpię, a szczególnie po koszmarnej "Czarnej polewce" była to tak odżywcza
      odmiana, że niedociągnięcia mi gdzieś umykały. Nawet zupełnie serio
      zastanawiałam się, czy nam wątek o irytacjach czy wpadkach nie zemrze śmiercią
      naturalną ;-)). A potem zaczęły pojawiać się taki migawki - to mi się nie
      podoba... to jest dziwne... to nie pasuje... - że zaczęłam dla odmiany dziwić
      się, że przyjęłam ją tak bezkrytycznie...

      Język rzeczywiście skostniały, powtarzające się wyrażenia, podejrzewam, ze każdy
      z nas to ma, takie ulubione powiedzonka, które stosuje bez miary, no, ale nie
      każdy pisze książki. W każdym razie słowo "miły" zostało dzięki pani MM niemal
      wyrugowane z mojego własnego słownika, jak je słyszę, zaczynam warczeć - w "S"
      nie jest to aż tak nachalne, ale w "Żabie" nie było chyba strony, by nie
      padło!!! No, ile można!!!

      Łusia mnie irytuje, w sumie od zawsze, więc się nie dziwię, że w "Sprężynie"
      mnie nie zachwyciła.

      Całkowicie zgadzam się co do Gaby!!! Na początku też myślałam, że dziewczyna
      wyjedzie i zniknie z kart powieści, super, taki autorski plan, coby nas nią nie
      męczyć. Potem myślałam, że umieści się dziewczynę na OIOM-ie, super, taki
      autorski... itd. A jak zaczęły pojawiac się te liczne osoby, każda z tekstem
      "Gaba nam życie uratowała". "Karmiła, poiła, ogrzewała na łonie". "Była moralną
      latarnią morską na wzburzonym oceanie zycia" zaczynało mi się coś takiego w
      środku robić, co pękło, nie wiedzieć czemu, przy braciach Żeromskich i ich
      nieodpłatnych (no oczywiście!) korkach z łaciny. O których nikt w rodzinie,
      wiecznie siedzącej sobie na głowie nie wiedział. No kurde balanks ożesz ty
      cholera jasna. Chyba wtedy własnie pierwszy raz zgodziłam się z koleżankami
      twierdzącymi, że autorka podczytuje to forum - owszem, podczytuje, i gaba jest
      napisana w stylu "tak jej nie lubicie, a tu proszę, taka niezbędna jest do zycia
      połowie Poznania i okolicom!!". Wyszło raczej średnio...

      O złotej nici już pisałam, że może ja jestem stara, zgorzkniała i nietargetowa,
      ale nie, dziękuję, proszę państwa, mnie to nie bierze. Ani przez chwilę nie
      mogłam się przestac zastanawiac nad tym, co się stanie, jak Laura i Naszpan
      padna sobie w objęcia, a potem on powie na przykład "pomieszkajmy razem i nie
      śpieszmy się ze ślubem, to taki przeżytek, po co nam papierek?". Albo "uważam,
      że Aleksander Kwasniewski był najlepszym prezydentem, jaki mógł sie nam
      trafić!". Albo "Zasadniczo nie chcę miec dzieci, ale jeśli nawt, to za jakieś
      dziesięć lat, mamy jeszcze czas...". Złote nici i miłość do Mozarta niczego nie
      załatwia. Rzucanie sie w ramiona człowiekowi, z którym nie zamieniło się slowa
      nie wróży dobrze związkowi, i już. Nawet jak na realizm musierowiczowski, dla
      mnie to za dużo.

      A juz totalnie, całkowicie i pod każdym względem zgadzam się z porównianiem do
      sekty - też to widzę. To narastające z książki na książkę przeświadczenie, że
      dobrze jest tak, jak to opisuję, że dobrze jest TYLKO tak, że my to ci lepsi, a
      reszta... cóż... Mam wrażenie, że Autorka przywiązała się (bez względu na to,
      jak oponuje przeciw podobnym sugestiom w wywiadach) do wizji siebie jako Wzoru
      Dla Młodzieży. Ona nie pisze lekkich książeczek dla dzieci, jak to była uprzejma
      twierdzić, ona pisze Przewodnik Po Życiu Godziwym. I mnóstwo rzeczy mi się
      podoba w tym przewodniku, serio. Ale są rzeczy, które mi się nie podobają -
      tylko, że, zgodnie ze sposobem myslenia typowym dla sekty właśnie, jak nie biorę
      wszystkiego, oznacza to, że nie biorę niczego...

      I robi się zaraz solennie, przepoważnie (chociaż, nieprawda, skrzy się lekim
      dowcipem)... cóż, jak to w wypadku wszystkich Misji, które się przepoczwarzają i
      staja własną karykaturą.
      • verdana Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 17:47
        Cały czas wiedziałam, ze coś mi to przypomina. Sekta- to jest to.
        Albo (nie obrazając osób czcigodnych, tamze należacych ) MM jest z
        KiK-u i tamze wychowują się jej wnuczeta. Bo jakos przy czytaniu mam
        wrazenie, ze czytam to, co slysze od znajomych, miłośnikow tej
        zasłuzonej instytucji ("jak to, nie wiesz, kim sa rodzice
        przyjaciela Twojego syna?" "Maciek przyjaźni się z synem
        taksowkarza? A czego on się od niego nauczy?", "Rejonowe gimnazjum?
        Przecież tam się zdemoralizuje, moje dziecko chodzi do
        spolecznej/baletowej/ angielskojezycznej - niepotrzebne skreslic)).
        Natomiast chce wystapic w obronie koncertu w gimnazjum (albow w
        podstawowce). W rejonowej podstawowce i rejonowym gimnazjum syna
        młodzież wyrywa sobie bilety do filharmonii, które zapewnia szkoła i
        zamiast to traktowac jako ciężki obowiązek (IMO to JEST cieżki
        obowiązek), oni chca tam chodzić... Nawet koncerty w szkole lubia,
        pod warunkiem, ze dobre, a nie "odwalone".
        Nigdy nie zrozumiem dzisiejszej młodziezy, zdemoralizowana jakaś.
        • mama_kotula Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 18:03
          Cytat
          W rejonowej podstawowce i rejonowym gimnazjum syna
          młodzież wyrywa sobie bilety do filharmonii, które zapewnia szkoła i
          zamiast to traktowac jako ciężki obowiązek (IMO to JEST cieżki
          obowiązek), oni chca tam chodzić... Nawet koncerty w szkole lubia,
          pod warunkiem, ze dobre, a nie "odwalone".


          Verdanko, my w podstawówce raz w miesiącu mieliśmy wyjście do filharmonii, które wszyscy lubili, bo było to naprawdę ciekawe.

          Natomiast ostatniego dnia szkoły słuchanie śpiewaczek klasycznych to ostatnia rzecz, o której się myśli i którą się zachwyca. Z tego co sobie przypominam, to było na zasadzie "jeszcze tylko świadectwo, lanie od ojca i mam wakacje".
      • nikusz Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 05.01.09, 10:34
        anutek115 napisała:


        > ale nie, dziękuję, proszę państwa, mnie to nie bierze. Ani przez
        chwilę nie
        > mogłam się przestac zastanawiac nad tym, co się stanie, jak Laura
        i Naszpan
        > padna sobie w objęcia, a potem on powie na przykład "pomieszkajmy
        razem i nie
        > śpieszmy się ze ślubem, to taki przeżytek, po co nam papierek?".
        Albo "uważam,
        > że Aleksander Kwasniewski był najlepszym prezydentem, jaki mógł
        sie nam
        > trafić!". Albo "Zasadniczo nie chcę miec dzieci, ale jeśli nawt,
        to za jakieś
        > dziesięć lat, mamy jeszcze czas...".

        dlaczego ja to przeczytalam, zanim sie wzielam za sprezyne. czytajac
        caly czas czekalam, az naszpan wyglosi ktorys z tych tekstow ;)
        croyance, anutek - lepiej bym nie mogla opisac moich odczuc nt
        sprezyny
    • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 17:46
      croyance napisał:

      > Dyskusje Łusi z dziadkiem i jej monologi bywają, owszem, miejscami
      > dość sympatyczne, ale w większości sprawiają psychopatyczne wręcz
      > wrażenie; jakkolwiek rozumiem fascynację formą bardziej niż treścią, > mam
      przed oczami obraz Hanibala Lectera słuchającego muzyki > klasycznej.

      :-D
      Wlasnie, gdzie sie podzialy niewymuszone Bobcie, Mamerciatka i zasmarkane
      Geniusie dawnych lat? Male Pulpa z Nutria tez mialy swój urok "kolory ziemi mam
      w nosie" itd. a tu co mamy? Antropomorfizm. Spirytus movens. Malpa jest nudna?
      Nie, to Lusia jest nudna i nieznosna. Dobrze, ze chociaz sonet ozdobila, bo ja
      osobiscie nie widze nic smiesznego w chodzacym podreczniku do gramatyki.
      Ortografia ma byc smieszna?
      Lusia przypomina mi Miagwe bis...
      Jesli to mnie jakies przemadrzale dziecko-prymus przeczytalo list do bylej i
      obwiescilo, ze mam uzywac mniej wykrzykników, aby przekaz byl poprawny, to bym
      je chyba wypatroszyla. Za samo wtykanie sie w nie swoje sprawy i za upierdliwosc
      co do liczby wykrzykników.
      KRUCA BOMBA!!!!!!

      > A Laura mówiąca ‘nie wytrzymuję tego, że jestem taka zła, a ty …tak
      > a > dobra. I wszystko robisz tak, jak trzeba
      (…). I zawsze miałam do
      > Ciebie żal – o ojca. Myślałam, że on z tobą nie wytrzymał właśnie
      > dlatego, że jesteś taka … doskonała. (…) Wszystko inaczej. To nie o
      > n
      > jest ofiarą. To ty dużo przecierpiałaś. A nikomu tym nie zawracałaś
      > głowy. Jesteś dzielna. I zawsze się uśmiechasz’ powoduje u mnie
      > wręcz rzyg. Dzielna! Zawsze się uśmiecha! Córeczka Aurelii nazywa
      > się Gabriela na jej cześć! (tu powinna być ikonka croyance
      > wymiotującej).

      !!!! Tak naprawde napisala MM?!?!?!!!
      Pozwól, ze polacze sie z Toba we wspólnym rzygu! Nie tylko skrajnego
      obrzydzenia, ale i niedowierzania ;P
      A wiec jednak marnotrawna Laura po latach przypelzla na kolanach i uznala swa
      wine. To Laura jest ZLA a Gaba taka dobra.
      Tylko szkoda, ze to wszystko nieprawda, i szkoda, ze Gaba chyba 20 lat razem z
      reszta rodziny uzyla, aby robic Laurze wode z mózgu i smieci z emocji, wyzywajac
      sie na dziecku za jakze straszliwe przewiny ojca i za sam wyglad (patrz sasiedni
      watek o wychowywaniu&Laurze). Szkoda, ze owszem, Gaba wlasnie zawracala rodzinie
      glowe swoim cierpieniem, DZIELNYM plakaniem po katach i DZIELNYM robieniem
      wyrzutów samymi dobrymi oczyma tej wlasnie ZLEJ córce, zlej bo podobnej..
      Laura jedyne co powinna byla powiedziec swietej mamuni to:
      "To nie ty duzo przecierpialas. To ja bylam ofiara. Ofiara Twej "dzielnosci". A
      teraz odchodze w dal, pa, czesc. Nie dzwon, i tak bede miala zastrzezony."
      • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 03.01.09, 17:48
        lezbobimbo napisała:
        > Jesli to mnie jakies przemadrzale dziecko-prymus przeczytalo list do bylej i
        > obwiescilo, ze mam uzywac mniej wykrzykników, aby przekaz byl poprawny, to bym
        > je chyba wypatroszyla.

        Tutaj zabraklo mi dwóch literek BY, ale mam nadzieje, ze przekazu sie jakos
        doczytaliscie ;) PrzeczytaloDY i obwiesciloBY mialo byc!
        • malgorzata722 Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 04.01.09, 14:21
          Od dawna podczytuję to forum, ale po wypowiedzi Croyance muszę to napisać: mam
          dokładnie takie odczucia po przeczytaniu Sprężyny. Może nawet jeszcze nie
          zdążyłam wszystkich wniosków sobie sformułować,bo książkę skończyłam czytać dziś
          rano.
          Podpisuję się pod wszystkim, co napisała Croyance. Następne części Jeżycjady
          będę jednak czytać ze zwykłej ciekawości.

          Oprócz tego, co już zostało napisane w tym wątku, strasznie wkurzały mnie dwie
          rzeczy.
          Po pierwsze Ziutek. Mam małe dziecko, dużo małych dzieci w swoim otoczeniu i
          jeszcze nie spotkałam się z dzieckiem ośmiomiesięcznym, które nie ma żadnego
          zęba, ulewa po każdym posiłku,je zupki tylko z dyni,pije z butelki ze smoczkiem
          i spokojnie leży sobie na tapczanie. Ale możliwe, że ja jestem nienormalna, moje
          dziecko i dzieci znajomych były jakieś dziwne, a nasz pediatra jest idiotą.

          Po drugie to całe gospodarstwo Patrycji i Florka. Zrozumiałam, że mają jakieś
          sady, warzywniki, hodowlę koni, zwyczajne kury. I przy tym wszystkim matka
          małych dziewczynek ma czas na pieczenie bułeczek i rogalików, robienie serków,
          twarożków, gotowanie wspaniałych obiadów z kilku dań, normalne zajmowanie się
          domem i siedzenie na ganeczku. I robią to wszystko we dwoje, bez żadnej pomocy.
          Znam sadowników, właścicieli koni i ludzi, którzy mają na wsi dom z kawałkiem
          ziemi ( nie mówię tu o rolnikach). I wiem jak ogromna i ciężka jest to praca,
          jeśli ten sad czy koń ma przynieść dochód ( a jest o tym mowa w Sprężynie -
          zarabiają na tym).

          Podsumowując czytało mi się lepiej niż dwie ostatnie części, ale to już nie to.
        • senseeko Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 07.01.09, 18:37
          lezbobimbo napisała:

          > lezbobimbo napisała:
          > > Jesli to mnie jakies przemadrzale dziecko-prymus przeczytalo list do byle
          > j i
          > > obwiescilo, ze mam uzywac mniej wykrzykników, aby przekaz byl poprawny, t
          > o bym
          > > je chyba wypatroszyla.
          >
          > Tutaj zabraklo mi dwóch literek BY, ale mam nadzieje, ze przekazu sie jakos
          > doczytaliscie ;) PrzeczytaloDY i obwiesciloBY mialo byc!
          >
          A ja Łusię lubię. Moim zdaniem jest sympatyczna, bystra i zabawna. I to nie jej wina, że Laura połozyla list tak, ze można go było odczytać.
          Łusia jest jak to dziecko, krzyczące, że król jest nagi. Dorosły by tego nie powiedział, bo zostal wychowany, że pewnych rzeczy nie wypada mówić głośno, ale co by pomyslał (ewentualnie co by oplotkował) to jego. A dzieci sa prostolinijne - jak Łusia właśnie.
          Co do samej "Sprężyny" to najbliższe mi są odczucia Ginestry. Może i formula się wyczerpała, ale ja się chętnie poddaję temu uwodzeniu, bo lubię, bo mam ochotę "odpłynąć" I nawet jesli mnie irytuje świerk, zając, to, ze od poczatku wiem kim będzie Naszpanpolonista, irytuje mnie traktowanie róży przez Laurę (ale Laura zawsze źle traktowała róże i Róże) to jednak kiedy czytam - daję się uwieśc, bo "mam ochotę na chwileczkę zapomnienia"
          Poza tym Sprężyna mi to umozliwia. Natomiast kompletnie mnie nie uwodzi "żaba" i czytam ją z obrzydzeniem. Ostatnio postanowiłam sobie przypomniec i nie jestem w stanie przebrnąć dalej jak za pierwsze strony. Lezy i czeka na mój lepszy humor albo dzien dobroci dla żab. Ciekawe, że nie mam aż takich odczuc np przy CP. A Spręzyna jest zdecydowanie lepsza niż CP
        • mama_kotula Emotka...? ;) 04.01.09, 17:12
          BBEEEUUUUUUAAAAAHHHHH...
          
                                 %%%%%%
                                %%%% = =
                              %%%%C    >
                            %%%%%_)' _( .' ,
                             %%_/ |_/\   " *. o
                             /` \_\ \/     %`= '_  .
                            /  )   \/|      .^',*. ,
                           /' /-   o/       - " % '_
                          /\_/     <       = , ^ ~ .
                          )_o|----'|          .`  '
                      ___// (_  - (\
                     ///-(    \'   \\ 
          
            • mama_kotula Re: Emotka...? ;) 05.01.09, 08:37
              lezbobimbo napisała:

              > Kotulo, piekne ASCII i jakiez ekspresyjne :)))) Sama rysowalas? :)

              Nie, sama już się w to nie bawię, bo nie mam czasu (a czasu nie mam, bo bawię się w robienie aplikacji na iphone'y :D:D).
              Kiedyś... kiedys to się rysowało :). Jeszcze za czasów bardzo bardzo starych i bardzo bardzo kiepskich graficznie komputerów. Pamiętam, że w siódmej klasie dłubałam znaczek po znaczku portret niejakiego Michaela Jacksona, uchh, koleżanki z zazdrości się śliniły :D

              W tym poprawiłam tylko fryzurkę :)

              Zresztą dzisiejsze ASCII rzadko kiedy jest prawdziwie fajnym ASCII jak to wymiotujące powyżej. Większość - twarze, krajobrazy itp. jest robiona programami generującymi, czyli żadna to art i żadni to twórcy ;).
              To tak, jak robić platformówki Game Makerem i mieć się za programistę (taaa, są tacy ludzie ;)).
              • lezbobimbo Re: Emotka...? ;) 06.01.09, 04:28
                mama_kotula napisała:
                > Kiedyś... kiedys to się rysowało :). Jeszcze za czasów bardzo bardzo starych i
                > bardzo bardzo kiepskich graficznie komputerów.

                A, juzci dobrodziko :) Pamietam sama, jak sie cieszylam na poczatku lat 90-ych z
                wydrukowanego na iglarce portretu Garfielda zrobionego z literek.. to se ne vrati :D

                > Zresztą dzisiejsze ASCII rzadko kiedy jest prawdziwie fajnym ASCII >jak to
                wymiotujące powyżej. Większość - twarze, krajobrazy itp. >jest robiona
                programami gen> erującymi, czyli żadna to art i żadni >to twórcy ;).

                Ale po co sie meczyc i oczy psuc, skoro program wygeneruje cos przepieknego za
                Ciebie w 3 ms?
                Tak jakby pranie w rzece byloby piekniejsze niz we Frani.. ;PPPP
                Podziwiam oczywiscie, kiedy komus chce sie tak pieknie dziergac, ale programem
                mozna cale zdjecie zliterkowac i to w kilkunastu odcieniach - wedlug mnie to
                nieuchronny rozwój i tez moze byc z tego piekna sztuka :)
                • mama_kotula Re: Emotka...? ;) 06.01.09, 09:10
                  Cytat
                  Ale po co sie meczyc i oczy psuc, skoro program wygeneruje cos przepieknego za Ciebie w 3 ms?


                  Zatem śmiem twierdzić, że "artystą" w tym przypadku jest programista, który jest w stanie napisać coś, co ze zdjęcia zrobi rządki literek i znaków :)
                  W ogóle uważam, że programowanie to sztuka (tu Kotula popada w ciężki narcyzm ;>), i to taka, której tworzenie dostarcza ekstatyczno-orgazmicznych przeżyć, pełnego przekroju emocji - od wściekłości, przez przygnębienie, bezsilność, kompletne zagubienie aż do endorfinowej euforii, kiedy po naciśnięciu F5 te rzędy dziwnych wyrazów i cyferek, które się ściubiło pilnie przez ostatnie dwa tygodnie, zamieniają się w allozaura biegającego po ekranie tak, jak mu zagramy.



                  Cytat
                  programem mozna cale zdjecie zliterkowac i to w kilkunastu odcieniach - wedlug mnie to nieuchronny rozwój i tez moze byc z tego piekna sztuka :)


                  Jak napisałam wyżej, sztuka to będzie, ale osoba artysty inna.
                  Poza tym dłubanie w ASCII jest przyjemne, sam fakt dłubania w czymś jest przyjemny, relaksujący i odświeżający umysł.
                  To tak, jak mój syn ostatnio patrzy na mnie ze współczuciem i mówi "mama, jak będę już cholernie bogaty to ci kupię takiego robota, co będzie za ciebie robić na drutach bardzo szybko".
                  Po moim trupie :P
                  • lezbobimbo Re: Emotka...? ;) 06.01.09, 10:28
                    mama_kotula napisała:
                    > Zatem śmiem twierdzić, że "artystą" w tym przypadku jest >programista, który
                    jes>t w stanie napisać coś, co ze zdjęcia zrobi >rządki literek i znaków :)

                    To swoja droga.. programiste w takim razie moznaby nazwac artysta matematyki i
                    wirtuozem wirtualnym. A moze tez kims na pograniczu magika i rzemieslnika? :)
                    Czy osoby piszace programy graficzne/tworzacy narzedzia to juz artysci, czy
                    raczej osoby z ich dziel-programów korzystajace? Dylemat do herbaty o poranku ;P

                    > W ogóle uważam, że programowanie to sztuka (tu Kotula popada w >ciężki narcyzm
                    ;>), i to taka, której tworzenie dostarcza >ekstatyczno-orgazmicznych przeżyć,
                    pełnego przekroju emocji

                    W takim razie mozna podpiac pod sztuke dowolne zadania, które dostarczaja
                    orgazmicznych przezyc przy rozwiazaniu i pelnego przekroju emocji, od
                    programowania, po malowanie fresków, od zadan z chemii po segregacje smieci.. :)
                    Czy bardziej chodzi Ci o tworzenie z niczego, tak? :)
                    Mnie to raczej zadziwilo, ze old school ASCII to prawdziwy art, a wspomagany
                    generatorem to juz nie :)
                    Znam wiele osób, które na sam widok komputera kwicza, fukaja i ulewaja z
                    obrzydzeniem (na aparaty cyfrowe zreszta tez) i twierdza, ze prawdziwa sztuka
                    jest tylko analogowa, a te kompy to sztuczne, nieprawdziwe, drut i mysz zamiast
                    dluta, pedzla, czy trujacych wywolywaczy... ;P a my tutaj rozdrabniamy wlos
                    komputerowy na czworo ;)

                    > Jak napisałam wyżej, sztuka to będzie, ale osoba artysty inna.

                    Moze raczej - wspomozona? Programista stworzyl program ale tylko raz, nie siedzi
                    w komputerze i nie maluje za kazdym razem recznie calego ekranu jak u Pratchetie..
                    Minimum wysilku w generowanie nowego ASCII tez trzeba wlozyc - mianowicie nalezy
                    wybrac odp. zdjecie czy rysunek, nacisnac guzik, a potem wybrzydzac nad
                    rezultatem, i w koncu stwierdzic czy zapisac to czy skasowac ;)
                    To predzej tandem - dobrego programisty-wirtuoza matmy&fizy oraz dobrego
                    naciskacza myszy/klawiszów, który ma wizje i wie czego chce od programu.. nie? :)

                    > Poza tym dłubanie w ASCII jest przyjemne, sam fakt dłubania w >czymś jest
                    przyje>mny, relaksujący i odświeżający umysł.

                    Ja z kolei jestem niecierpliwa, nadpobudliwa i za duzo dlubania przez dlugi czas
                    daje mi pelny przekrój wkurwu zamiast odswiezenia ;P Jak moge wjechac winda na
                    170 pietro, to nie chce mi sie dlubac schodami - tak mnw. sie czuje przy
                    dlubaninie w ASCII ;)
                    Ale pocieszam sie, ze lenistwo jest matka wielu wynalazków i jakze pomijanym
                    motorem postepu :)
                    N.p. czy chcialoby Ci sie dzisiaj programowac EMAC za pomoca kart perforowanych,
                    czy wolisz wcisnac F5? :)

                    > To tak, jak mój syn ostatnio patrzy na mnie ze współczuciem i mówi "mama, jak b
                    > ędę już cholernie bogaty to ci kupię takiego robota, co będzie za ciebie robić
                    > na drutach bardzo szybko".
                    > Po moim trupie :P

                    :-D Ach, bo Ty kochasz sciubolic cokolwiek, czy tak? :)
                    • lezbobimbo Re: Emotka...? ;) 06.01.09, 10:30
                      lezbobimbo napisała:
                      >jak u Pratchetie..

                      Poprawialam z "jak w Pratchecie" na "u Pratcheta" i prosze, jaka wygenerowalam
                      hybryde. BUG! Nie ma to jak slabowity, ludzki mózdzek ;P
                      • mama_kotula Re: Emotka...? ;) 06.01.09, 11:09
                        Lezbobimbo kochana, zgadzam się w zupełności, bo masz rację.

                        Po prostu mam okropne uczulenie na wszelkiej maści "artystów" czy "programistów" albo - ajajaj - samozwańczych "geeków" (w większości lat około 15-16 lol). Hełp.
                        Słabo mi się robi, jak oglądam niektóre dzieła wykonane np. za pomocą photoshopa - gdzie panienka pstryknie słabe zdjęcie cyfrówką, i tu rozmyje, tam przyciemni, tu odcień zmieni, tam wytnie i twierdzi, że tworzy fotografię "artystyczną". Ale znam wielu rewelacyjnych artystów, których narzędziem pracy jest wyłacznie fotoszop.



                        I dodatkowo, zapomniało mi się, że programy do tworzenia ASCII to nie tylko automaty z serii "załaduj zdjęcie, ustaw gęstość, rozdzielczość i paletę kolorów" :)
                        Mimo wszystko i tak najbardziej lubię ASCII z tzw. jajem i pomysłem - najlepsze wg mnie są miniatury tworzone ręcznie, bez generatorów, niż "literkowanie" zdjęć, które wprawdzie robią powalające wrażenie, no ale... ale mimo wszystko mi to zgrzyta. No, ale to moje zdanie jest :).


                        CytatMnie to raczej zadziwilo, ze old school ASCII to prawdziwy art, a wspomagany generatorem to juz nie :)

                        Słowo klucz - "wspomagany" :).
                        Każdy gamoń może sobie wyklikać coś takiego: www.glassgiant.com/ascii/ , wrzucić dowolne zdjęcie i napawać się swoim ascii, prawda?
                        Ale jak widzę gdzieś w sieci takie obrazki, które ewindentnie tworzył generator z gatunku idiotoodpornych, i jak widzę takie obrazki obwołane mianem ASCII-ART to mam ochotę głośno protestować, bo ART to nie jest, koniec kropka.


                        I tak samo, oczywiście, że programy komputerowe wypada i trzeba pisać w edytorze, bo inaczej można się zaorać a przecież - patrz ostatnie zdanie tego akapitu. Natomiast co zauważyłam - stara szkoła pen&paper programming na jednym z początkowych etapów tworzenia programu jest najlepsza i niezastąpiona :). Faktem też jest, że najlepszymi programistami są leniwi programiści :>:>:>.

                        Co do mojego dłubania - lubię to, bo mnie to relaksuje, mam coś w rodzaju "zespołu wędrujących rąk", i kiedy dłonie me nie są czymś zajęte, to czuję niepokój wewnętrzny :D:D
                        • lezbobimbo Re: Emotka...? ;) 06.01.09, 12:09
                          mama_kotula napisała:
                          > Po prostu mam okropne uczulenie na wszelkiej maści "artystów" czy
                          "programistów> " albo - ajajaj - samozwańczych "geeków" (w większości lat około
                          15-16 lol). He> łp.
                          > Słabo mi się robi, jak oglądam niektóre dzieła wykonane np. za pomocą
                          photoshop> a - gdzie panienka pstryknie słabe zdjęcie cyfrówką, i tu rozmyje,
                          tam przyciem>ni, tu odcień zmieni, tam wytnie i twierdzi, że tworzy fotografię
                          "artystyczną"

                          Ach, kids! Takie chwalipiety to zawsze beda istnialy, chyba ;) I nie tylko
                          16-letnie..
                          Paradoksalnie, coponiektórzy ahtysci analogowi robia jeszcze mniej niz te
                          panienki (te sie przynajmniej minimalnie napracuja z pozowaniem, klikaniem i
                          suwaczkami ;) i tez to wystawiaja jako bógwico Sztuke przez najwyzsze tse! I to
                          nie od dzis..

                          > Mimo wszystko i tak najbardziej lubię ASCII z tzw. jajem i >pomysłem -
                          najlepsze> wg mnie są miniatury tworzone ręcznie, bez generatorów, niż
                          "literkowanie" zdj>ęć, które wprawdzie robią powalające wrażenie, no ale... ale
                          mimo wszystko mi t
                          > o zgrzyta. No, ale to moje zdanie jest :).

                          Czy moge zaproponowac krzywdzacy kompromis, gdzie uznamy, ze i reczne
                          literkowanie wlasnych obrazów i generowanie pieknych zdjec w ASCII (n.p.
                          wlasnych!) moga sobie egzystowac w osobnych, acz spokrewnionych niszach? :)

                          > Ale jak widzę gdzieś w sieci takie obrazki, które ewindentnie >tworzył
                          generator> z gatunku idiotoodpornych, i jak widzę takie >obrazki obwołane mianem
                          ASCII-> ART to mam ochotę głośno >protestować, bo ART to nie jest, koniec
                          kropka.

                          A to rozumiem, rozumiem. Masz na mysli tfurczosc pt. zobacz co wysmazyla
                          ostatnio moja komórka i zostaff mi komcia? ;)

                          > Co do mojego dłubania - lubię to, bo mnie to relaksuje, mam coś w >rodzaju
                          "zesp ołu wędrujących rąk", i kiedy dłonie me nie są czymś zajęte, to czuję
                          niepokój
                          > wewnętrzny :D:D

                          Aaaaa witaj w klubie ;P Mam podobnie, tylko w o wiele mniejszym stopniu - nie
                          czuje az takiego niepokoju wewn., ale mi lapy tez wedruja i na co sie natkna, to
                          zadlubia, podziobia albo i zniszcza - papierek lezy, podra; groch lezy,
                          wyluskaja; dlugopisem zarysuja powierzchnie poziome itd. Ale to raczej
                          bezmyslnie, glowa sobie, lapy sobie - niespokojnie
                          rozdlubia a potem zostawia i dlubia cos innego. Nadawalabym sie do darcia pierza
                          tylko pod warunkiem
                          ze bylaby to bardzo mala ges ;P
                          • mama_kotula Re: Emotka...? ;) 06.01.09, 12:55
                            Cytat
                            A to rozumiem, rozumiem. Masz na mysli tfurczosc pt. zobacz co wysmazyla
                            ostatnio moja komórka i zostaff mi komcia? ;)


                            To też, ale nie tylko.
                            Co jakiś czas na forach dziecięcych reklamują się rózne panie, zajmujące się -
                            jak to określają - artystyczną obróbką zdjęć - coś a'la dzieła pani Anne Geddes.
                            Tyle, że na zasadzie "wytnę fotoszopem buzię twojego dziecka z jednego zdjęcia,
                            wkleję do template, dokoloruję tam, gdzie nie styka i dorzucę stylową rameczkę i
                            parę sprite'ów z kubusiem puchatkiem naokoło".
                            No nic nie poradzę, że wywołuje to u mnie odruchy wymiotne.

                            Podobnie jak większośc zabaw generatorem czegokolwiek (fraktali, tekstur, gier
                            komputerowych) podpisywanych jako "twórczość".

                            Są 4 etapy w tworzeniu czegoś, pierwszym jest "nie zdaję sobie sprawy, że nie
                            umiem" - i większość takich czysto generatorowych artystów jest na tym etapie
                            właśnie, i co gorsza, wcale nie ma zamiaru poza niego wyjść :/
        • iskierka.poemat Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 04.01.09, 17:40
          Hmm...
          Mam dziwne odczucie, ze wszyscy przypisuja brak zainteresowania, lub
          jakakolwiek inny rodzaj dezaprobaty wobec tej ksiazki MM. Autorka
          pisze w takim samym stylu, a ja mam wrazenie jakby tutaj narobila
          mase bledow i od tak po prostu wszystko co jest pewna powtorka z
          zeszlych czesci, nie ma zaskakujacych reakcji na wydarzenia
          zaskakujace, i jest wiele zdarzen, ktore mozna bylo przewidziec - to
          wszystko zniszczylo ksiazke i jest do kitu. Nie rozumiem czemu tak
          niektorych irytuja jakies slowa czy powiedzenia. Czasem czuje sie
          przerost formy nad trescia - to fakt. Ale taki ma styl MM, i juz.
          Najbardziej mnie rozsmieszylo ''wyrastanie'' z ksiazek - moja mama i
          babcia nadal je czytuja z zapalem, i sa to osoby normalne umyslowo.
          Moim dzieciom jak beda duze tez to podsune. To sa dobre ksiazki,
          choc prawda - gdzie niegdzie sa nuzace.
          Nie przesadzajmy.
          • croyance Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 04.01.09, 17:49
            Nigdzie nie pisalam o wyrastaniu w sensie wieku, czyli uczuciu,
            ze 'w pewnym wieku juz nie przystoi' - ale o zmianie gustow. Kiedys
            mi odpowiadal i styl, i formula, ale osobiscie mi sie juz przejadla.
            Trudno po 100 razy sluchac takiej samej piosenki, chociaz dla kogos
            innego moze ona byc swieza i nowa.
            • meg_mag Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 04.01.09, 18:14
              a np. ja jestem jak inz. Mamon, najbardziej lubie rzeczy, ktore juz znam -
              filmy, smaki, muzyke, ksiazki - choc to pewnie malo inteligentne..., chyba
              jedyna dziedzina, w ktorej strzyge uszami na nowosci, to jest motoryzacja

              i pewnie dokad bedzie sie ukazywac Jezycjada, to bede ja czytac, zeby dowiedziec
              sie, co slychac u starych znajomych

              niedociagniecia zauwazam (forum jest w tym bardzo pomocne:)), ale sie po prostu
              przyzwyczailam do bohaterow
        • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała-odp emotka 05.01.09, 03:36
          croyance napisał:
          > Tak napisala, i w zwiazku z tym pytam, czy ta ikonka by sie >nadawala:
          > :-<

          Ta emotka jest zbyt slodka :) Przypomina mi raczej pyszczek koci..
          Spróbuje moze i ja:
          >|-O==================================== !!!

          (ta pionowa kreska to maja byc zacisniete oczy, pod marsowymi brwiami... jeszcze
          tylko niwy tu brakuje chyba ;P
    • limotini Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 05.01.09, 14:41
      Croyance,
      nie czytałam Sprężyny. W empiku wybrałam bez wahania "Europa walczy" Davisa (o
      drugiej wojnie światowej, polecam!).

      Natomiast bardzo podobne odczucia do Twoich miałam czytając TiR. Gdyby nie chęć
      rozwiązania quizu na spotkaniu toruniowym, to pewnie bym nie przebrnęła do końca.

      Napiszę trochę na ten temat, choć onion też już wspominała, bo czytanie
      przyniosło mi wiele irytacji i muusze to z siebie wyrzucić.

      * W książce przewija się motyw "miłość między rodzicem a dzieckiem jest
      bezinteresowna, a tym silniejsza, im kochana osoba >trudniejsza<". Jednocześnie
      miłość Laury do ojca jest uważana za przestępstwo. Czy tylko ja widzę tę
      sprzeczność?
      * Dlaczego pytanie "A co robił mój tatuś?" jest złośliwością? Dlaczego nie można
      było odpowiedzieć "Pewnie tak samo jak mamusia ma już nowego partnera, może tak
      samo jak mamusia ma też kolejne dzieci"?
      * Przykłady powyższe pokazują prześlicznie bardzo typowe zjawisko: rodzic
      pokłócony z mężem/żoną często wyobraża sobie lub nawet oczekuje, że dzieci będą
      żywić te same uczucia. Tymczasem tak jak niemożliwe lub bardzo trudne jest
      kochanie małżonka, który zdradził, oszukał, porzucił, to _naturalne_ jest
      kochanie ojca, _pomimo_ że zrobił coś złego, nawet kochanej mamie. I nie oznacza
      to stawania przeciwko mamie. Słowem, wydaje mi się, że książka pokazuje bardzo
      życiową sytuację i zamiast ją potępić - zachwala.
      * Reakcja Robrojka na informację Oleńki, że Laura ma złą sytuację w domu.
      Specjalnie przeczytałam ten fragment uważnie, żeby mieć pewność, że Oleńka nie
      podaje żadnych więcej szczegółów. Dlaczego Robrojeka od razu założył, że Laura
      kłamie? Dlaczego nie pomyślał, że dziecko, nawet wykarmione i posiadające własny
      kąt, może mieć problemy w domu? Może ją ojczym wykorzystuje (w końcu już raz jej
      matka wyszła za gościa powszechnie uważanego za łajdaka, a Robrojek nie zna
      chyba Grzesia jakoś blisko)? Może ma problemy w szkole? Może nikt jej nie
      rozumie (typowy problem nastolatki)? Może nikt z nią nie rozmawia o ojcu,
      którego jej brakuje? Przecież zła sytuacja w domu nie oznacza koniecznie
      wybierania maku z popiołu.
      * Bunt Laury. Jako jeden z przykładów "niegrzeczności" Laury jest podana taka
      scena. Róża wraca po kąpieli do pokoju i zapomina zgasić światła. Prosi
      (uprzejmie!) Laurę, by ta naprawiła jej zapomnienie. Laura mówi "nie" i biedna
      Pyza musi jednak wstać i zgasić światło. Hę? Czyli niespełnienie czyjejś prośby
      o naprawienie błędu tamtej osoby (nawet jeśli to nie wymaga większego wysiłku),
      jest buntem?
      * Na koniec: TiR nie ma kompletnie sensu w oderwaniu od poprzednich części.
      Wątek ze zbuntowaną Laurą, która zapada na ciężką grypę podczas kilkugodzinnego
      wyjazdu - a wszyscy traktują to jako ucieczkę, mnie jakoś nie wciągnął. A
      czytanie historii miłosnej w formie samego happy endu, jakoś nie wzbudziło we
      mnie żadnych emocji. Tzn. mniej więcej takie, jak oglądanie pocałunku na planie
      "Mody na sukces", gdy odwiedzałam moją Babcię.

      Ech, wygadałam się :)
      • wushum Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 05.01.09, 17:59
        Witam.
        Wg mnie MM utknęła. Sprężyna jest dalekim echem, "popłuczynami"
        dawnych książek jej autorstwa. A jest nim, ponieważ Trolla i
        Żaba /że o Polewce nie wspomnę, bo nie czytałam/ były próbą czegoś
        nowego, co raczej się nie udało, albo ma niewielu fanów.
        Skoro "nowe" nie wypala, "jedzie" się na starym. To jak z
        większością "dalszych części" np w filmach - zazwyczaj części dalsze
        są słabszym, mniej odważnym powtórzeniem tego, co było. Ja wypadek
        Gabrieli uważam za karę dla czytelniczek, coś w stylu mini
        szantażyku - chcecie tej "wolności" dla niej? Proszę, czym grozi
        krok w stronę uwolnienia - wypadek, otarcie się o śmierć... czyja
        wina? Tych co chcieli wolności - oczywista. Moralik? Lepsza
        bezpieczna niewola:)
        Ależ słodko. Gabriela się nawróci, nie wsiądzie już do samochodu,
        podróże będzie odbywać tylko w otoczeniu grona rodzinnego /przykuta
        kajdanami najlepiej/, cierpiąc z dzielnym /błe/ uśmiechem, na twarzy
        pełnej miłych piegów i zmarszczek /yyyy:P/ dozgonnie będzie pichcić,
        kołysać ulewających geniuszy, "koić cudze bóle" krzepiącym klepaniem
        po łopatkach, cerować, wypiekać itp i cierpieć wewnętrzny ból z
        powodu minonego Pyziaka /bo z jakiegoś musi cierpieć/.
        Laura też się nawróci, zrobi operację plastyczną "na Borejkę",
        urodzi stado blond niemowlaków gaworzących po łacinie, zacznie
        również pichcić z rozkoszą obserwując zaokrąglanie się Naszpana i
        jego rosnący blond wąs /konieczny jako oznaka dobrobytu i szczęścia/.
        Wybaczcie, ale nie mogłam sobie odpuścić tego opisu :)
        Być może sprawa wyprawy Gabrieli, to odzwierciedlenie tego, co
        chciała zrobić MM, pisząc Trollę, czy Żabę, krok w stronę czegoś
        nowego, co się nie udało, bo zabrakło prawdziwej odwagi?

        Co do poruszanego wątku terapii w rodzinie, czy u psychologa...wg
        mnie człowiek może sobie radzić tylko sam. Nikt mu nie pomoże, choć
        sama się czasem łapię na tym, że jakoś jeszcze liczę na innych.
        Jesteśmy na świecie sami i sami musimy sobie radzić. Ani psycholog,
        ani rodzina nie pomogą. Może odrobinę przyjaciele, o ile są, ale
        tylko przez świadomość, że gdzieś są. Nie rozwiążą oni naszych
        problemów.
        Pozdrawiam
        • nessie-jp Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 05.01.09, 18:52
          > mnie człowiek może sobie radzić tylko sam. Nikt mu nie pomoże, choć
          > sama się czasem łapię na tym, że jakoś jeszcze liczę na innych.
          > Jesteśmy na świecie sami i sami musimy sobie radzić. Ani psycholog,
          > ani rodzina nie pomogą.

          Ale widzisz, z psychologiem jest trochę tak, jak z fizjoterapeutą. Oczywiście,
          że ze złamaną nogą musisz sobie poradzić sama i nikt jej za ciebie nie zrośnie i
          nie ozdrowieje. Ale żeby nie zrosło się źle, krzywo
        • mmaupa Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 05.01.09, 19:01
          > Laura też się nawróci, zrobi operację plastyczną "na Borejkę",
          > urodzi stado blond niemowlaków gaworzących po łacinie, zacznie
          > również pichcić z rozkoszą obserwując zaokrąglanie się Naszpana i
          > jego rosnący blond wąs

          Hyhy, no piekne!

          Stado niemowlakow RUDYCH chyba chcialas powiedziec? Z burza lokow.
          • mamalilki Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 05.01.09, 23:46
            Dowodem prawdziwej odwagi byloby zakonczenie przygody z Borejkami i rozpoczęcie
            zupełnie innej ksiązki, na inny temat, niech by sobie nawet byla w realiach
            poznanskich. Nowi bohaterowie, spojna fabula, jakas ciekawa intryga, dobrze
            zarysowane postaci... Jakbysmy do tego dodali redaktora, ktory powyrzuca
            wszelkie niepotrzebne girlandki ze stiuku z tekstu to moze by powstala zupelnie
            nowa, dobra powiesc dla mlodziezy?
            Nie wiem czy ktos z Was czytal nagrodzoną w zeszlym roku przez IBBY powiesc dla
            nastolatek "Pozlacana rybka"?
            Ksiazka jest niezla, dobrze sie czyta, ma zestaw nastolatkowych tematów
            inteligentnie podanych. Daleko jej jednak do pierwszych czesci Jezycjady. Bardzo
            daleko. A jednak byla wieklim wydarzeniem. Dlaczego? Bo teraz nie ma wielu
            dobrych ksiazek dla nastolatek. A MM moglaby taką napisać. Ulubiona moja
            autorko, jesli naprawde czasem czytasz (lub ktos czyta i Ci donosi :-) to napisz
            zupelnie nowa książkę! Będzie jak znalazl dla moich córek :-)
            • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 06.01.09, 11:08
              Piekny wpis, mamoliki :)
              Podobnie jak Ty uwazam, ze MM lepiej wychodzily ksiazki monadyczne, w kazdym
              tomie inna bohaterka, jej nowa rodzina (oprócz IS i KK) nowy amant i nowe
              przygody - kazdy tom byl jako tako skonczona caloscia z optymistycznym
              zakonczeniem. Potem owe bohaterki jeno tu i ówdzie mykaly po bokach w ksiegach
              nastepnych.. Niestety po Noelce formula Jezycjady zmienila sie na niekonczaca
              sage Bominków i sama MM chyba ich znielubila (a tu wydawcy domagaja sie nowych
              dziel wciaz i wciaz..)
    • mmaupa Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 05.01.09, 16:54
      Zgadzam sie z Croyance. Chociaz chyba mimo wszystko tak zaslepilo mnie zabranie
      kozy, ze ksiazka wywarla na mnie wrazenie bardzo pozytywne.

      Ale fakt, jezyk jest zbyt napuszony, humor jakis taki nie moj (zasmialam sie
      trzy razy, a na przyklad przy "Szostej klepce" rechotalam non-stop), przerost
      formy nad trecia itd.

      Smiesza mnie (ale chyba nie tak jak autorka by chciala) zupelnie absurdalne
      stwierdzenia bohaterow, np. gabrysine "jak to dobrze, ze astra jest na zlom,
      przynajmniej nikt sie juz nia nie rozbije". Rzeczywiscie, same korzysci z tego
      wypadku! Skoro tak sie wszyscy bali jezdzic, to czemu astry po prostu nie
      sprzedali?

      Albo inny przyklad - skad Ignacy ma pewnosc, ze jego "wzor z Sevres" nie namowil
      swojej bylej dziewczyny do aborcji, lub nie jest pedofilem? Wybieranie wnuczce
      przyszlego meza tylko na podstawie tego, ze lubi ksiazki i wybral szlachetny
      zawod nauczyciela jest mocno, mocno, mocno ryzykowne.

      Zirytowala mnie tez Ida, ktora wtargnela do pokoju Laury pod jej nieobecnosc i
      zamienila go w zlobek, uzywajac do tego celu tygrysich ksiazek! Ciekawe czy
      odkupilaby Laurze wszystkie tomy "Encyklopedii muzycznej" gdyby Ziutek sobie na
      nie poulewal? Poza tym gdybym byla Magdusia to chyba zazadalabym zwrotu
      pieniedzy za wywalona torebke czipsow. Pani laryngolog zdecydowanie przesadzila
      - zarowno reakcja jak i jej uzasadnienie sa dla mnie bezsensowne.

      I wreszcie przy scenie z Dmuchawcem pomyslalam sobie bardzo brzydko, ze ulzy mi
      niesamowicie kiedy ten straszny dziad wreszcie kopnie w kalendarz. Mam nadzieje,
      ze stanie sie to w "McDusi".
      • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 06.01.09, 04:19
        mmaupa napisała:
        > Albo inny przyklad - skad Ignacy ma pewnosc, ze jego "wzor z Sevres" nie
        namowil> swojej bylej dziewczyny do aborcji, lub nie jest pedofilem? Wybieranie
        wnuczce
        > przyszlego meza tylko na podstawie tego, ze lubi ksiazki i wybral szlachetny
        > zawod nauczyciela jest mocno, mocno, mocno ryzykowne.

        Szlachetny zawód polonisty i jeszcze ma na imie Adam - tozto wieszcz inkarnowany!
        A absurdalne (bo Ignacowe) oddawanie córki/wnuczki za pare cycatów lacinskich
        juz mielismy w Pulpecji. Tez narzekalam ;) W ogóle jakim cudem Bobcio-buntownik
        i wilk syrenkowy zna sie tak na poprawnej wymowie lacinskiej?
        Albo cmokanie nad rzekomym Mareczkowym licealnym wierszem Auron, tak jakby jeden
        wierszyk automatycznie czynil kogokolczyk dobrym czlowiekiem. Albo i wczesniej,
        slynny Pyziaczek, któremu Ignac jadl z reki uczte Trymalchiona..
        porazajacy handel wymienny.. przy tym Mila niby taka "tyranka" i rozumna i
        przenikliwe ma oczy wzietej dramaturzki, a szalonemu Ignacowi tylko przytakuje.
        • nighthrill Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 06.01.09, 10:53
          A, tak między nami, to Marek nie chodził do liceum w Stanach? Ignacy podziwia
          go, bo "tyle lat po skończeniu liceum jeszcze umie prawidłowo akcentując
          zadeklamować poemat jakiśtam", ale gdzie się tego nauczył?
          Do Polski przecież przyjechał dopiero na studia. Na medycynie, owszem, łacina
          jest, ale nie poematy przecież...zresztą jest napisane expressis verbis, że
          poznał ten utwór w liceum. Nie chcę tu udawać znawczyni systemu edukacji
          amerykańskiej, może niech się mieszkanki USA wypowiedzą - czy w zwykłym
          amerykańskim ogólniaku jest łacina? Jakoś wątpię...

          Powiem wam szczerze, że po wielokrotnym przeczytaniu całej serii wpadki, i to
          ewidentne, zaczęły mnie drażnić jak mało co. Niech już nawet bohaterowie się
          niespójnie rozwijają, niech Gabrysia będzie dzielna po wsze czasy, ale jak
          autorka może mylić daty urodzin ( vide Laura) i robić takie byki, jak ten z Markiem?
          • lezbobimbo Re: Sprężyna - formuła się wyczerpała (IMHO) 06.01.09, 11:16
            nighthrill napisała:
            > A, tak między nami, to Marek nie chodził do liceum w Stanach? Ignacy podziwia>
            go, bo "tyle lat po skończeniu liceum jeszcze umie prawidłowo akcentując
            > zadeklamować poemat jakiśtam", ale gdzie się tego nauczył?
            > Do Polski przecież przyjechał dopiero na studia.

            Tak, tak, do absurdalnych kryteriów Ignaca dochodza niespójnosci amerykanskie.
            Nad Mareczkiem juz sie tu pastwilysmy, i byl watek caly, watek bialy -
            zwlaszcza, ze wyszlo w wyliczeniach, ze na studia medyczne / czy do tego
            dziwnego liceum - musialby przyjechac z USA w.. stanie wojennym ;PPP

            >niech Gabrysia będzie dzielna po wsze czasy, ale jak
            > autorka może mylić daty urodzin ( vide Laura) i robić takie byki, >jak ten z
            Markiem?

            No daty mozemy chyba MM wybaczyc? Sama nadmieniala nieraz, ze nie ma glowy do
            liczenia, do liczb i dat urodzin nawet wlasnych dzieci. Akurat brak dokladnosci
            w datach itp szczególach da sie przezyc moim zdaniem, jesli fabula jest ciekawa
            i wiarygodna, a postac zwawa i ochocza.. :)
            Zreszta gdyby bylo absolutnie doskonale, to czym mialyby sie zywic nasze
            przepastne watki Wpadki, Irytacje, Nie wierze itd? ;))) To tez forma naszej
            rozrywki ;P