filifionka-listopadowa
02.03.09, 00:55
Z przyzwyczajenia przejrzałam książki pod kątem nurtującego mnie problemu.
Taki odruch z dzieciństwa gdy odpowiedzi na życiowe pytania szukało się w
książkach. Zobaczyć jakie są możliwości lub postawy proponowane, prześledzić
losy bohaterów, znaleźć inspiracje do rozmyślań. Jeżycjada towarzyszyła mi od
dzieciństwa także naturalne wydało mi się zaglądniecie do niej z jeden strony
kierowana starym zwyczajem i chęcią spojrzenia na stare książki a z drugiej
forumową ciekawością.
Książki ubiegające się o miano realistycznych, zatem praca powinna się
pojawiać w nich jak chleb- często, jak przystało na naturalny składnik życia.
Skoro wiemy kiedy i jaki jedzą chleb, czym go lubią smarować, tyle i jeszcze
więcej powinniśmy wiedzieć o ich pracy- za coś ten chleb kupować muszą.
Ilość młodych bohaterów kazała zakładać mi ,że niejeden raz przewinie się
problem pt.: ”Co chciałabym robić w przyszłości” nie tylko w postaci
pojedynczej refleksji jakieś młodej damy, tylko realnego życiowego problemu.
Zaczyna się bardzo ładnie: SK to pracujący Żaczek i niebce czytelnikowi są
jego zajęcia, zwyczaje typu praca w słuchawkach i palenie kalek, wiemy o jego
powrotach z pracy i delegacjach a nawet o młodzieńczych decyzjach takich jak
porzucenie fizyki. Znamy pracę mamy żakowej, wiem ,ze wraca po niej zmęczona i
dorabia hipciami. Celestyna chce zostać lekarzem i bardzo poważnie to
traktuje. Wszystko to sprawa ,że atmosfera jest bardzo „normalna” mamy życie i
pracę. Stopniowo następuje zanik tego drugiego, praca zaczyna chować się po
kątach a problem „kim zostać w przyszłości” staje się problemem „jak znaleźć
sobie męża”. Oczywiście w każdej książce pojawia się słowo praca ale odnosi
sie wrażenie ,że oni nie pracują(poza Idą). Poza delegacją i koniecznością
czytania nie tych książek na które ma się ochotę nie wiemy nic o pracy Ignaca.
Jak zarabiała Gizela? Co dokładniej na uniwersytecie robiła Gaba? Grześ to
matematyk czy infromatyk? Pracował dla jakieś firmy czy co? Nikt nigdy nie
stracił pracy? Itp.
Tak samo z pytaniem o przyszłość. Co prawda Pulpa chciała iść na anglistykę
ale do niczego nie miała większego przekonania. W jej wypadku tak samo jak i w
innych nie wiemy nic o solidnym zastanawianiu się co by sie chciało robić/
studiować. Nikt nie rozmawia na ten temat z rodziną, nie ma konfliktów, nikt
nie oblewa studiów (nawet Róża na astronomii) lub po prostu nie zmienia
kierunku. A i tego typu wątpliwość rozwiązuje się za pomocą mężologi. Co
robiła Laura przez dwa lata zanim dostała się na muzyczną? Nikt się tam nigdy
nikogo nie pytał :”a co ty będziesz po tym robił?, nikt nie buntował się
przeciwko rodzinnym zwyczajom i nie zdecydował np. ”idę na kucharza”,
„zakładam własną firmę” Ech...
Brakuje mi tego wątku w tych książkach. Szczególnie jako książkach dla
młodzieży, mających wpływać na ich światopogląd.Chyba ,że nie zauważyłam wielu
pracowniczych wątków.
Czy praca to jedynie przeszkadzajnik? Mi się zawsze wydawało ,że to bardzo
ważna rzecz w życiu ale może to ja się mylę i problemy w niej odbijają się
szerokim echem w życiu rodzinnym? Może praca nie może być źródłem radości i
poczucia spełnienia? Czy to tylko przerywnik w życiu osobistym? Wy od razu
wiedziałyście co chcecie robić i zmierzałyście do celu?