Rola pracy w życiu.

02.03.09, 00:55
Z przyzwyczajenia przejrzałam książki pod kątem nurtującego mnie problemu.
Taki odruch z dzieciństwa gdy odpowiedzi na życiowe pytania szukało się w
książkach. Zobaczyć jakie są możliwości lub postawy proponowane, prześledzić
losy bohaterów, znaleźć inspiracje do rozmyślań. Jeżycjada towarzyszyła mi od
dzieciństwa także naturalne wydało mi się zaglądniecie do niej z jeden strony
kierowana starym zwyczajem i chęcią spojrzenia na stare książki a z drugiej
forumową ciekawością.

Książki ubiegające się o miano realistycznych, zatem praca powinna się
pojawiać w nich jak chleb- często, jak przystało na naturalny składnik życia.
Skoro wiemy kiedy i jaki jedzą chleb, czym go lubią smarować, tyle i jeszcze
więcej powinniśmy wiedzieć o ich pracy- za coś ten chleb kupować muszą.
Ilość młodych bohaterów kazała zakładać mi ,że niejeden raz przewinie się
problem pt.: ”Co chciałabym robić w przyszłości” nie tylko w postaci
pojedynczej refleksji jakieś młodej damy, tylko realnego życiowego problemu.
Zaczyna się bardzo ładnie: SK to pracujący Żaczek i niebce czytelnikowi są
jego zajęcia, zwyczaje typu praca w słuchawkach i palenie kalek, wiemy o jego
powrotach z pracy i delegacjach a nawet o młodzieńczych decyzjach takich jak
porzucenie fizyki. Znamy pracę mamy żakowej, wiem ,ze wraca po niej zmęczona i
dorabia hipciami. Celestyna chce zostać lekarzem i bardzo poważnie to
traktuje. Wszystko to sprawa ,że atmosfera jest bardzo „normalna” mamy życie i
pracę. Stopniowo następuje zanik tego drugiego, praca zaczyna chować się po
kątach a problem „kim zostać w przyszłości” staje się problemem „jak znaleźć
sobie męża”. Oczywiście w każdej książce pojawia się słowo praca ale odnosi
sie wrażenie ,że oni nie pracują(poza Idą). Poza delegacją i koniecznością
czytania nie tych książek na które ma się ochotę nie wiemy nic o pracy Ignaca.
Jak zarabiała Gizela? Co dokładniej na uniwersytecie robiła Gaba? Grześ to
matematyk czy infromatyk? Pracował dla jakieś firmy czy co? Nikt nigdy nie
stracił pracy? Itp.
Tak samo z pytaniem o przyszłość. Co prawda Pulpa chciała iść na anglistykę
ale do niczego nie miała większego przekonania. W jej wypadku tak samo jak i w
innych nie wiemy nic o solidnym zastanawianiu się co by sie chciało robić/
studiować. Nikt nie rozmawia na ten temat z rodziną, nie ma konfliktów, nikt
nie oblewa studiów (nawet Róża na astronomii) lub po prostu nie zmienia
kierunku. A i tego typu wątpliwość rozwiązuje się za pomocą mężologi. Co
robiła Laura przez dwa lata zanim dostała się na muzyczną? Nikt się tam nigdy
nikogo nie pytał :”a co ty będziesz po tym robił?, nikt nie buntował się
przeciwko rodzinnym zwyczajom i nie zdecydował np. ”idę na kucharza”,
„zakładam własną firmę” Ech...
Brakuje mi tego wątku w tych książkach. Szczególnie jako książkach dla
młodzieży, mających wpływać na ich światopogląd.Chyba ,że nie zauważyłam wielu
pracowniczych wątków.
Czy praca to jedynie przeszkadzajnik? Mi się zawsze wydawało ,że to bardzo
ważna rzecz w życiu ale może to ja się mylę i problemy w niej odbijają się
szerokim echem w życiu rodzinnym? Może praca nie może być źródłem radości i
poczucia spełnienia? Czy to tylko przerywnik w życiu osobistym? Wy od razu
wiedziałyście co chcecie robić i zmierzałyście do celu?
    • nessie-jp Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 01:09
      Tylko jedna szybka uwaga, bo muszę wracać, nomen omen, do pracy
      • ananke666 Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 09:56
        > Gaba ma jakieś zajęcia ze studentami, raz czy dwa jest to wspomniane
      • filifionka-listopadowa Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 17:36
        Pulpecja str. 114 dialog między Nutrią a Pulpą:
        "-Polski, angielski, matematyka. Tym ostatnim zwłaszcza się martwię. Dlaczego ty
        wybrałaś matmę do zdawania?
        -Przecież wiesz ,że kiedy kazali mi wybierać, chciałam iść na anglistykę.
        Wszyscy mi w klasie gadali,że to bez przyszłości i ,że trzeba iść na prawo albo
        ekonomię. To zdecydowałam się na ekonomię a tam się zdaje matmę."
    • mama_kotula Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 01:37
      Cytat
      Grześ to
      matematyk czy infromatyk? Pracował dla jakieś firmy czy co?


      Grześ jest informatykiem, czyli Osobą Która Siedzi Przed Monitorem I To Powinno Czytelnikom Wystarczyć. A co tam robi, to już rzecz poboczna, mało ważna ;-).

      Z mojej strony mogę na jakieś 90% stwierdzić, że nie jest programistą - chociaż to by do niego w sumie pasowało - bo noce spędza w łóżku i chodzi spać o przyzwoitych porach :D:D.
      Z drugiej strony, może po prostu wątek "Gabriela budzi się o 4:30 nad ranem na siusiu, widzi zarys pleców Grzesia na tle światła padającego z monitora i urządza mu werbalną Noc Długich Noży oraz wygłasza długi wykład na temat dbania o zdrowie i odpowiedniej ilości snu, po czym poważnie grozi wykręceniem korków" został pominięty jako mało istotny dla rozwoju akcji. ;-)

      W Jeżycjadzie praca po prostu JEST albo jej NIE MA. I to tyle w temacie.

      Cytat
      Wy od razu wiedziałyście co chcecie robić i zmierzałyście do celu?


      Ni hu hu, po drodze do informatyki miałam przygodę z medycyną i ekonomią :D:D.
    • jeriomina Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 10:10
      Co do Ignaca - jest filologiem klasycznym i bibliotekoznawcą - pracuje w
      bibliotece i chyba na uczelni (telefoniczne rozmowy z jakimś docentem pojawiają
      się kilkakrotnie w Jeżycjadzie), w Kwiecie Kalafiora jest mowa w piśmie Pieroga
      a propos skarg Szczepańskiej "doktor filologii, pracownik Biblioteki
      Raczyńskich" później coś było związane z Akademią Nauk czy coś tam (Nutria tam
      dorabiała do stypendium w takiej bibliotece jakiś czas, prawdopodobnie tato jej
      tą pracę załatwił).

      Gaba jest także filologiem klasycznym, jest doktorem habilitowanym, ma na
      uczelni zapewne jakieś wykłady i ćwiczenia, pisze jakieś książki naukowe, plus
      dorabia korektą.

      Z tą anglistyką Pulpecji to ja wznosiłam oczy ku niebu zawsze. MM nie ma pojęcia
      o filologii angielskiej! To zawsze był kierunek, na który angielski trzeba umieć
      na poziomie naprawdę zaawansowanym, nieraz wyżej od CAE i w większości znanych
      mi uczelni z tym kierunkiem liczba miejsc jest ograniczona. Jakim cudem Pulpa w
      ogóle mogła myśleć o czymś takim, nawet w stanie ciężkiego zakochania osoba
      znająca angielski na poziomie kwalifikującym na takie studia raczej zdałaby
      maturę. Takie same p...oły z tą ekonomią, o której MM też nie ma bladego pojęcia
      (Milę wepchnęła na ten kierunek, też bez pojęcia).
      Jak zarabiała Gizela? No przecież to od niej Mila miała pracę w spółdzielni Świt
      - dziergała swetry! To Gizela ją tego nauczyła. Gizela może i dorabiała jakimiś
      pracami typu sprzątanie, w końcu na pewno przed wojną (jak Mila się urodziła).
      Grześ mi bardziej wygląda na informatyka niż matematyka aczkolwiek te dwa
      kierunki są mocno powiązane. Jest mowa o pracy na uczelni i o zastanawianiu się
      nad porzuceniem tego na rzecz zatrudnienia w prywatnej firmie, jako
      przedstawiciel handlowy (zapewne jakiejś firmy informatycznej).
      Florek założył własną firmę jeszcze przed rozpoczęciem studiów rolniczych.
      • ananke666 Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 10:21
        Co do Ignaca, to wszystko prawda - tylko ja np. nie mam pojęcia, co on w tej
        bibliotece robił w godzinach pracy. Co on czytał i po co? (yy nie mam pojęcia o
        pracy bibliotekoznawcy). I też nie wiadomo, od czego konkretnie jest specjalistą
        jeśli chodzi o filologię klasyczną. A będąc doktorem od czegoś być musi, Gaba też.
        • jeriomina Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 10:27
          Co do bibliotekoznawcy znalazłam coś takiego:
          www.zawod.swspiz.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=660&Itemid=94
          Co zaś do filologii - może się specjalizował z tych wszystkich Owidiuszów,
          Wergiliuszów itd? jakąś pracę napisał naukową?
          Na filologii ang. można pisać pracę z literatury, to i na klasycznej chyba można?
          • ananke666 Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 10:55
            > Na filologii ang. można pisać pracę z literatury, to i na klasycznej chyba możn
            > a?

            Można oczywiście, to akurat wiem z racji wykształcenia :) Tylko, że nie ma
            czegoś tak ogólnego jak praca z literatury, wybiera się jakiś znacznie węższy
            zakres. Przykładowo, przepisywałam kiedyś zarobkowo rozprawę habilitacyjną
            pewnego pana. Był on polonistą, specjalistą od literatury staropolskiej, a
            rozprawa dotyczyła poezji Jana Gawińskiego.
            • jeriomina Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 11:52
              > Można oczywiście, to akurat wiem z racji wykształcenia :) Tylko, że nie ma
              > czegoś tak ogólnego jak praca z literatury, wybiera się jakiś znacznie węższy
              > zakres.

              Oj, no wiem oczywiście:))) Np. można pisać o ironii w prozie Jane Austen itd.
              Może Ignac mógł pisać np. o kontemplacji przyrody i wsi w Georgikach
              Wergiliusza, albo coś podobnego...:)
              • ananke666 Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 12:00
                Może, ale my o tym nie wiemy :) Szkoda w sumie - jeśli ktoś lubi bardzo jakąś
                postać, wspólne z postacią upodobania są dodatkowym źródłem przyjemności. Fajnie
                jest pomyśleć "On to kocha. Ja też, ja też!"
            • kkokos Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 21:14
              o ignacu wiemy przynajmniej, że on raczej łacinnik niż grek - chyba
              żaden cytat grecki nigdy nie padł, choć nazwiska greckich autorów
              wspominano, jeśli mię pamięć nie myli
              o gabrysi nawet tego nie wiemy - filologia klasyczna i tyle.
        • anutek115 Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 10:39
          ananke666 napisała:

          > Co do Ignaca, to wszystko prawda - tylko ja np. nie mam pojęcia, co on w tej
          > bibliotece robił w godzinach pracy. Co on czytał i po co? (yy nie mam pojęcia o
          > pracy bibliotekoznawcy).

          Ja mam, jako, że jestem bibliotekoznawcą z wykształcenia. Potwierdzam, że jak ma
          się pecha, to w godzinach pracy można faktycznie czytać przez osiem godzin nie
          to, na co ma się ochotę - no, może "czytać" to za dużo powiedziane, zapoznawać
          się raczej albo przeglądać, na przykład przy opracowywaniu zbiorów
          bibliotecznych i sporządzaniu opisów bibliotecznych. Trzeba mieć pojęcie, o czym
          książka traktuje, by ją prawidłowo opisać i skatalogować. Języki obce faktycznie
          przydatne, ja pracowałam w Książnicy Miejskiej w Toruniu, Biblioteka Raczyńskich
          pewnie większa, nie uwierzycie, jak egzotyczne języki potrafia się trafic, a
          skatalogować jakoś trzeba... Nigdy nie katalogowałam niczego po wietnamsku, na
          przykład, ale użerałam się z węgierskim przy pomocy slowników i translatorów.
          Ale piszę to wszystko z punktu widzenia bibliotecznego szaraczka, nie wiem, co
          robią te wszystkie docenty, do których gnac sie zaliczał. Pewnie pracują
          naukowo, więc też muszą czytać, ale chyba to, co ich interesuje jednak?

          Aha, bibliotekoznawca może tez pracować nie czytając. Znaczy, w pracy. Jeśli nie
          pracuje przy opracowywaniu zbiorów, tylko w udostępnianiu, na przykład.
          • ananke666 Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 10:55
            Dzięki. Fajnie brzmi w sumie :)
    • ananke666 Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 11:21
      Wydaje mi się, że MM postawiła w późniejszych książkach na coś innego. Ponieważ
      książka ma określoną objętość, coś odbyło się kosztem czegoś, czyli mamy więcej
      domu, a mniej rzeczywistości zewnętrznej, jeśli tak to można ująć. Są tylko
      wzmianki. Chociaż fajnie byłoby się dowiedzieć, nad czym szalała habilitująca
      się Gaba, o czym pisał Ignac itd...
      • filifionka-listopadowa Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 17:25
        Tylko na co ona postawiła? Na książki o młodzieży bez młodzieńczych problemów?
        Bo nie wspominanie o pracy to jedno a drugie to brak refleksji młodych nad tym
        co studiować, co robić w życiu. Z tego względu bardzo podoba mi się Aniela,
        mamy konsekwentnie pokazaną jej ścieżkę kariery, wzloty i upadki w postaci
        wynurzeń młodej graficzki rok po dyplomie.A co z rodziną Borejko?

        -----
        "No, ale oczywiście Jeżycjada to bajka, a królewski dwór Borejków obfituje w
        całe stada utalentowanych, pięknych i czułych księżniczek, za którymi uganiają
        się już to rycerze na harleyach, już to mroczne nerwusy, już to wierni
        towarzysze broni z rudymi wąsami... " by nessie-jp
    • melmire Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 11:23
      Praca dla mnie to jak najbardziej przeszkadzajnik. Gdybym byla bogata
      dziedziczka na pewno nie pracowalabym zarobkowo. Poniewaz nie jestem, a i
      Borejkowie nie sa (chyba ze okaze sie to w przyszlych tomach, za tak naprawde to
      zyja z procentow ), to praca/jej brak/jej szukanie stanowi jednak czesc mojego
      zycia. Pomijanie tego jest wiec faktycznie dziwne.
      Z drugiej strony pani Musierowicz zdecydowanie wskazuje na jeden model zycia.
      Praca tylko po studiach, najchetniej naukowa. Wylamuja sie nieco Pulpa z
      Baltona, i Grzes, ale traktowani sa troche jak drugi sort pod wzgledem pracy. A
      przeciez studia, a potem praca naukowa, zakladaja posiadanie jakiegos minimum
      pasjii na jakis temat. Troche tej pasji malo widac, jesli odliczyc przerzucanie
      sie cytatami filologow klasycznych :/
      Jak juz mowilam dla mnie praca to przeszkadzajlo. Przeszkadza mi w tym co lubie
      robic - malowac figurki do gier, grac, czytac, dlubac w nosie i polowac na
      muchy. Po wielu podjesciach do studiow (rok tu, dwa lata tam, licencjat z czegos
      trzeciego) zdecydowalam sie na zawod techniczny, z mozliwoscia ewentualnego
      rozwoju. Praca od-do, dobrze platna, po przekroczeniu drzwi zakladu moge
      przestac o niej myslec i zajac sie zyciem :) To moglby byc interesujacy model
      dla ktoregos z bohaterow Jezycjady, w sumie podobny do mamy Zakowej - praca
      zarobkowa, dajaca srodki i czas na rozwijanie pasji poza godzinami.
      ...noir comme l'anus de Satan, vicieux comme un reptile nazi...
      • kaliope3 Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 14:19
        melmire napisała:

        > Praca dla mnie to jak najbardziej przeszkadzajnik. Gdybym byla
        bogata
        > dziedziczka na pewno nie pracowalabym zarobkowo. Poniewaz nie
        jestem, a i
        > Borejkowie nie sa (chyba ze okaze sie to w przyszlych tomach, za
        tak naprawde t
        > o
        > zyja z procentow ), to praca/jej brak/jej szukanie stanowi jednak
        czesc mojego
        > zycia. Pomijanie tego jest wiec faktycznie dziwne.
        > Z drugiej strony pani Musierowicz zdecydowanie wskazuje na jeden
        model zycia.
        > Praca tylko po studiach, najchetniej naukowa. Wylamuja sie nieco
        Pulpa z
        > Baltona, i Grzes, ale traktowani sa troche jak drugi sort pod
        wzgledem pracy. A
        > przeciez studia, a potem praca naukowa, zakladaja posiadanie
        jakiegos minimum
        > pasjii na jakis temat. Troche tej pasji malo widac, jesli odliczyc
        przerzucanie
        > sie cytatami filologow klasycznych :/
        > Jak juz mowilam dla mnie praca to przeszkadzajlo. Przeszkadza mi w
        tym co lubie
        > robic - malowac figurki do gier, grac, czytac, dlubac w nosie i
        polowac na
        > muchy. Po wielu podjesciach do studiow (rok tu, dwa lata tam,
        licencjat z czego
        > s
        > trzeciego) zdecydowalam sie na zawod techniczny, z mozliwoscia
        ewentualnego
        > rozwoju. Praca od-do, dobrze platna, po przekroczeniu drzwi
        zakladu moge
        > przestac o niej myslec i zajac sie zyciem :) To moglby byc
        interesujacy model
        > dla ktoregos z bohaterow Jezycjady, w sumie podobny do mamy
        Zakowej - praca
        > zarobkowa, dajaca srodki i czas na rozwijanie pasji poza
        godzinami.
        > ...noir comme l'anus de Satan, vicieux comme un reptile nazi...

        No nie koniecznie tylko po studiach. Praca jako ta co to żadna nie
        hańbi zawsze była moim zdaniem bardzo wysoko u MM oceniana- Aniela
        bohatersko pracująca jako Frania, Ida jako panna do towarzystwa:) no
        i Bella,ten tytan pracy wszelakiej, nie mogąca usiedzieć spokojnie w
        miejscu i nawet w wolnej chwili rury przykręcająca. No ale to w
        wieku młodzieńczym faktycznie, w celu wyrobienia sobie tzw
        charakteru. Potem już są inne priorytety dla płci żeńskiej jak
        wiadomo
        • ateh7 Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 18:44
          Młodzi przedsiębiorczy Lelujkowie, też byli ocenieni pozytywnie. Ale
          to wszystko wyrywna, pracująca młodzież (ach, jeszcze Kreska
          zarabiała szyciem - może było już o tym?). Praca dorosłych tak jakoś
          dziwnie w tych książkach się przedstawia, mało wiarygodnie. Albo są
          smutne osobistości stłamszone przez życie i pracę (rodzina Schoppe -
          tata fizyk, mama miała być wirtuozem, ale cóż, życie chciało
          inaczej), albo takie zajmowanie się nie wiadomo czym. Tak nawiasem
          mówiąć, co robi Fryc w Anglii? Bo mi umknęło...
          • szprota Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 20:02
            ateh7 napisała:
            Tak nawiasem mówiąć, co robi Fryc w Anglii? Bo mi umknęło...

            Pracą naukową, oczywiście. Szeroko rozumianą i bliżej nie sprecyzowaną.
            • wushum Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 20:20
              Zabawne, bo właśnie dziś myślałam, że kolejna sprawa, której się nie uświadczy w
              Jeżycjadzie, to bezrobocie. Albo problemy z pracą. Chyba tylko mogę wspomnieć
              Bernarda, odmawiającego malowania Kaczorów Donaldów/?/ na nocniczkach. Anielka w
              kilka chwil stała się wielką uznaną aktorką, z pewnością i Laura, zaraz po
              studiach /jeśli nie zacznie niańczyć/ to zrobi lekko i łatwo zawrotną karierę.
              Być może to się jakoś łączy z promowanym myśleniem, że pieniądze, to coś złego?
              Co jest dość zgubne dla młodych czytelniczek, bo potem będą tak kojarzyć.
              • ateh7 Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 20:41
                Oczywiście, że Laura zacznie niańczyć i to bardzo szybko. Przy tym
                okaże się obrotną kobietą, co to z łatwością pogodzi macierzyństwo z
                rozkręcającą się karierą. W wolnych chwilach - tych zawsze będzie
                pod dostatkiem, nieprawda - będzie spacerowała z czwórką swych
                dzieci po kwiecistym ogrodzie (Daglezja!), w świetle zachodzącego
                słońca, czytała im bajki (Andersen, Grimm) i uczyła pisać pierwsze
                koślawe literki ("Dorota ma jelito"). A Adam będzie im recytował
                wiersze :)
                • ateh7 Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 20:42
                  Tak podobnie planowała kiedyś Tosia Kowalik. Zostało z tych planów
                  tylko jelito.
                  • wushum Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 21:05
                    Gdybyż było dyktowanie "Dorota ma jelito" byłabym wielce uradowana, ale
                    niestety. Te czasy minęły.
                    Jedyna nadzieja dla Laury, to, że kiedy NaszPan Fidelis po raz kolejny wytknie
                    jej pleonazm, czy coś w tym stylu, ona po prostu go udusi, albo zabije
                    piorunując /zbrodniczym i tak, bo dziedziczonym po ojcu/ stalowym spojrzeniem.
                • nessie-jp Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 21:25
                  ateh7 napisała:

                  > Oczywiście, że Laura zacznie niańczyć i to bardzo szybko. Przy tym
                  > okaże się obrotną kobietą, co to z łatwością pogodzi macierzyństwo z
                  > rozkręcającą się karierą.

                  Ha, wyobraziłam sobie Laurę emitującą pełną piersią te swoje koloratury w tej
                  swojej La Scali, a do piersi duszącej na scenie niemowlę ryczące równie głośno
                  (i miło, koniecznie miło!) co mamusia!

                  Oraz szaleństwo publiczności, która widok potomka ulewającego jogurcikiem na
                  scenę w La Scali nagrodzi owacją na stojąco, rzucaniem kwiatów na scenę i łzami!
                  • szprota Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 22:23
                    A ja sobie wyobraziłam, jak z dzieckiem przy piersi się rozśpiewuje i
                    zamiast doremifasollamiredo śpiewa jelito! jelito!
                    (oczywiście: miłe i dzielne jelito)
                    • mama_kotula Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 22:30
                      Niee. Ona z dzieckiem przy piersi śpiewa to:
                      www.youtube.com/watch?v=OqIysRqBBys
                      • mama_kotula Yyy... w sumie to ja to śpiewałam 02.03.09, 22:31
                        z dzieckiem przy piersi, aby uśpić drugie dziecko.
                        Takie snobistyczne łacińskie kołysanki ;)
                        • szprota Re: Yyy... w sumie to ja to śpiewałam 02.03.09, 22:43
                          W sumie czemu nie. Człowiek jest zwierzęciem śpiewającym :) Nie
                          śmieszy mnie osesek na ręku u śpiewającej mamy, tylko "jelito" jako
                          zestaw sylab do rozśpiewania, o.
                          A jak mieszkała jeszcze z nami psica babci, to bardzo lubiła ze mną
                          słuchać muzyki. Jak włączałam Sex Pistols czy The Ramones, kładła się
                          obok magnetofonu. Ale przy zmianie repertuaru rzucała mi urażone
                          spojrzenie spod miłej i dzielnej grzywki (to była sznaucerka średnia,
                          szara taka, zresztą bardzo śliczna i jeśli ktoś miał miłą i dzielną
                          grzywkę, to właśnie ona) i się majestatycznie oddalała.
                          • mama_kotula jak już o śpiewaniu... 02.03.09, 22:53
                            Szprotko droga, dzieciom to się śpiewa kołysanki. Aaaa kotki dwa. I inne. Dorotki i Wojtusie. Jelitko też można, bo jest zdrobniałe :P. Moje usypianie dzieciąt przy różnych niestandardowych kawałkach budziło u niektórych znajomych spore zdziwienie.

                            Dziecka, które ma kolki, nie powinno być noszone i kołysane w rytm melorecytacji "arma virumque cano, Troiae qui primus ab oris, Italiam fato, profugus Laviniamque venit" - a to jest idealny rytm do kołysania kolkującej niemowlicy. Nawet jak teraz sobie czytam, to mi się głowa kiwa przy akcentach i średniówkach :D.

                            Przedszkolakom na pewno nie śpiewa się Kaczmarskiego "Ballady o głupim Jasiu", bo istnieje niebezpieczeństwo że przy najbliższej wizycie podejdą do dziadka i zanucą ze współczuciem w oczach "Głupi Jasiu, głupi Jasiu..." i biedny dziadek Jan nie wie o co chodzi i się może ekhem zdenerwować.

                            A już na pewno nie nuci się podczas porządków znanej w różnych kręgach melodramatycznej ballady ze zbrodnią w tle, zaczynającej się "Cztery mile za Warszawą...", bo tematyka zbrodni i umazanych we krwi chust jest bardzo atrakcyjna dla 4-latki. Jak również to, że tam na wzgórzu widać trupa i w słońcu mu pośladki błyszczą ;).

                            Jejku, a jak sobie tego Kaczmarskiego włączyłam, to śpiewam i śpiewam :D

                            Chyba zaofftopicowałam. Ups. To ja może się oddalę na uczelnię szybkim krokiem, semestr mi się dzisiaj zaczął i wypadałoby napisać coś na forum uczelnianym, a nie gazetowym :)
                            • szprota Re: jak już o śpiewaniu... 02.03.09, 23:06
                              Kotulo, a od kiedy to na tym forum się przejmujemy offtopami,
                              doprawdyż.
                              Wracając do pieśni ryczanych dziecięciu, to mnie się nasuwają dwa
                              wnioski:
                              primo: nieważne, co się śpiewa, byleby dziecię przyjmowało z
                              wdzięcznością
                              secundo: jak byłam jeszcze mniejszą szprotą, żadne pieśni mnie nie
                              frapowały tak, jak te o ludzkich tragediach dymiących krwią.
                              Pamiętam, że we wczesnopodstawówkowych latach wykonywałyśmy z
                              koleżankami z wielkim przejęciem pieśń o tym, jak jakąś ją codziennie
                              o szóstej rano budził głos syren i ta ona skończyła marnie przy
                              nieostrożnej obsłudze maszyny w fabryce. Niewykluczone, iż była to
                              pieśń o łódzkiej szwaczce. Rodzice reagowali dziwnym niesmakiem.
                              • mama_kotula Re: jak już o śpiewaniu... 02.03.09, 23:15
                                O! A jeszcze "w więziennym szpitalu na zgniłym posłaniu..." było. Że ten tam gitowiec (?? co to jest gitowiec??) umiera. Na melodię "House of the rising sun".

                                Co do offtopów to ja się skarcam sama, bo powinnam w tej chwili być na uczelni. A nie jestem. I no już mniejszego moralniaka miałabym, jakbym się tematu chociaż trzymała, bo ważki, no...

                                A córa ma lat 4,5 i naprawdę te umazane krwią chusty to dla niej abstrakcja być powinna, a nie powód do fascynacji.

                                Co do tematyki tragedii dymiących krwią, syn mój lat 6 pisze książkę :D:D:D. Dzisiaj spłodził m.in taki kawałek:

                                "Vulpaket ugryzł Superaosona w nogę, a tamten odpłacił mu ciosem dwóch kolców z ogona. Vulpaket potem zamachnął się chciał rozdrapać do krwi bliznę na ogonie Superaosona, ale jego pazury były na to za małe i za słabe. Superaoson był nie do pokonania. Kopnął bardzo mocno Vulpaketa, aż krew trysnęła i ten upadł na ziemi się roztrzaskał i już było po nim – Vulpaket został zabity na śmierć. Potem Asitot wybrał do walki Supragona – takiego samego jak tamten. Ale Superaoson wyział trujący promień i śmiertelnie ugodził Supragona przez oko prosto w mózg, i tak samo jak Vulpaketa – na śmierć.
                                Potem smok wziął swój miecz i zaczął walczyć z Asitotem. Miecz i Asitot spłonęły w smoczym ogniu. I Asitot tak samo jak jego stworzenia umarł na śmierć."


                                • szprota Re: jak już o śpiewaniu... 02.03.09, 23:22
                                  Gitowiec, jak mówi google, to {i] przedstawiciel polskiej podkultury
                                  młodzieżowej lat siedemdziesiątych, czerpiącej wzorce ze środowiska
                                  przestępczego [/i]. Bardzo piękna piosenka z grypserą.
                                  Bajka Twojego syna mnie rozczuliła. Zwłaszcza zianie przez oko.
                                  • ready4freddy Re: jak już o śpiewaniu... OT 03.03.09, 10:28
                                    w tej piosence gitowiec to raczej git-czlowiek, przedstawiciel subkultury
                                    wieziennej po prostu (w koncu jest w celi, a raczej pod cela - polecilbym film
                                    "Symetria", ale go nikomu nie polecam, bo jest wielce traumatyczny).
                                • mankencja Re: jak już o śpiewaniu... 03.03.09, 00:41
                                  hmm... pierwsza w miarę krwawa piosenka, która mnie zafascynowała,
                                  to "wisi na krzyżu".

                                  (dla przykładu zwrotka druga:
                                  Najświętsze członki, i wszystko ciało,
                                  Okrutnie zbite na krzyżu wisiało.
                                  Ach, ach, d1a ciebie, człowiecze
                                  Z boku Krew Jezusa ciecze.)

                                  potem pojawiały się kolejne, ale już raczej podwórkowe
                              • nessie-jp Re: jak już o śpiewaniu... 02.03.09, 23:36
                                > koleżankami z wielkim przejęciem pieśń o tym, jak jakąś ją codziennie
                                > o szóstej rano budził głos syren i ta ona skończyła marnie

                                Ooo, też to pamiętam! I jeszcze jakiś posępny song o treści "Czarny chleb,
                                czarna kawa..."

                                W ogóle mnóstwo takich ponuro-śmiertelno-szarych pieśni zawodziłyśmy na żeńskim
                                oddziale szpitala dziecięcego, gdzie spędziłam kiedyś pół roku
                                • mama_kotula Re: jak już o śpiewaniu... 03.03.09, 00:07
                                  michvr.wrzuta.pl/audio/dd2okCZkvl/strachy_na_lachy_-_czarny_chleb_i_czarna_kawa
                                  proszę. też mi już wcześniej na myśl przyszło :)
                                  • mamapodziomka Re: jak już o śpiewaniu... 03.03.09, 10:10
                                    To moja pieciolatka jak widze najzupelniej w normie. Wczoraj przy kolacji
                                    skonstatowala, ze jak sie komus odrabie glowe, to on juz nie bedzie mogl
                                    polykac. Na nieco durny komentarz mamusi, ze to chyba niezbyt mile, stwierdzila,
                                    ze to nie jest ani mile ani niemile, bo jak ktos nie zyje, to juz nic nie czuje.
                                    Chociaz po chwili dodala, ze faktycznie dla rodziny odrabanego to niezbyt mile.

                                    Musze jej zaspiewac to o tej wkresonej szwaczce, powinno sie spodobac.
                                    • mama_kotula Re: jak już o śpiewaniu... 03.03.09, 11:04
                                      Cytat
                                      Wczoraj przy kolacji
                                      skonstatowala, ze jak sie komus odrabie glowe, to on juz nie bedzie mogl polykac.


                                      Heh, przypomniało mi się kiedyś przed snem, jak dzieci temat zapodały.

                                      Jeśli przypadkiem ktoś utnie ci siekierką rękę, co wtedy zrobić z taką ręką? No więc, taką rękę należy włożyć do woreczka z lodem i jechać na ostry dyżur.
                                      Tak samo, jak ktoś przypadkiem utnie ucho.
                                      Co to jest ostry dyżur? Taki dyżur w szpitalu, gdzie przyjmują wszystkich. Jak ktoś miał wypadek, albo jak ktoś jest bardzo chory, albo jak ma rękę uciętą siekierką. Bądź ucho. Ucho też trzeba do lodu, i na ostry dyżur.
                                      Aaa, pytasz o oko? Gałka oczna ma kształt kulki, jak wychlupnie przypadkiem, to też ją można do lodu, ale to potem trudniej włożyć w oczodół. Jak wypadną dwie? No a jak sądzisz, co wtedy trzeba? Taaak, masz rację. Wtedy mama musi te gałki pozbierać i dać do lodu, bo jak komuś wypadną, to on już nie widzi.
                                      Głowa... no z głową jest problem. Jak głowę się przypadkiem odetnie, o na przykład mieczem, albo piłą, to gorzej, bo do lodu już nie da rady. I na dyżur też nie bardzo. To gdzie z taką głową jechać? Tak, córeczko, masz rację, do kostnicy."
                                • szprota Re: jak już o śpiewaniu... 03.03.09, 13:08
                                  nessie-jp napisała: Ooo, też to pamiętam!
                                  Byłam przekonana, że nikt tej piosenki nie kojarzy!
                                  A ze Strachów Na Lachy bardziej wchodzi mi to:
                                  bravura.wrzuta.pl/audio/5LDCfnPqpo/04._strachy_na_lachy_-_moralne_salto
                                  Też smutna historia z dominantą ;)
              • lezbobimbo Re: Rola pracy w życiu. 03.03.09, 07:29
                wushum napisała:
                > Zabawne, bo właśnie dziś myślałam, że kolejna sprawa, której się >nie
                uświadczy w> Jeżycjadzie, to bezrobocie.

                Terpentula byla bezrobotna bo mieszkala w Radomiu i zmuszona byla sprzedawac
                swoja sztuke pod zasyfialym rondem Kopernika na Wigiliom. Jakims klientom,
                którzy kupowali bo bylo ladne.. (horror zaiste)
                Molojce zza wschodniej granicy byli bidni az piszczalo, wiec musieli równiez
                straganic, nawet w sielankowych Pobiedziskach. W tym samym tomie Kozio wytyka w
                myslach Bernardowi jego "metne tlumaczenia, ze ma zone i dzieci" wiec musi
                malowac i sprzedawac obrazy z podejrzana latwoscia.
                Swoja droga, czemu Idusiowy zarobek na straganie tez byl potraktowany jako tak
                potworny horror i plama na honorze rodzinnym - i to przez kogo, sama boginie
                praktycznosci, ciotke Fele?

                Jeszcze Lelujkowie zajmuja sie tym sprosnym procederem, jakim jest otrzymywanie
                zaplaty za handel detaliczny, ale oni jak wiadomo, zostana za to pokarani, bo
                lachmyta Robofryc zarabiajacy li i jedynie na swym mózgu i prymusowstwie miazdzy
                ich i pokonuje na wieki wieków. No i zostaja tez jakby osmieszeni, gdy dyskutuja
                o inwestowaniu zarobionego wlasnymi lapami kapitalu w odpowiednie
                przedsiebiorstwo, a oblesny dziad Ignac dobrotliwie sie podsmiechuje, z glosem
                jak ciecie klingi (cieta riposta, bueeeehh). Z kolei specyficzne zarobki-dorobki
                z doskoku Wolfa to jakis smiech na sali (zmywalne tatuaze, hue hue hue).

                Dlaczemu, dlaczemu MM tak sie brzydzi handlem? Co to, prostytucja zaraz? Nie
                wolno umiec zarobic na sprzedazy czegos? Trzeba tylko jako wieczny student na
                garnuszku mamusiów trwac, w oblokach bujac na marcepanach niebieskich i zlote
                sny snic leniwymi popoludniami? Nie wolno pracowac, wolno tylko czytac?
                I to w praktycznym Poznaniu, porzundnym miescie pod patronatem Merkurego, gdzie
                na samym srodku Roosevelta leza slawetne i wyjatkowe Miedzynarodowe Targi
                Poznanskie?? Z wlasna szpila? (wielka antena radiowa, nasza wersja Space Needle
                i Radioturm zarazem ;>>>
                (dygresja, offtop: w PRLu to bylo jedno z niewielu dostepnych poznaniakom okien
                na wyteskniony, wymarzony swiat Zachodu, dolarami i advokatem pachnacej
                zagramanicy - nawet mimo zalewu machin rolniczych te Targi byly ciekawsze i
                czestsze niz olimpiady - ilez krajów tam miewalo swe stanowiska - od basniowej
                sci-fi Japonii, ociekajacego zlotoglowiem NRD, az po najmniejsze Albanie i
                Kucowolosze calego Sowietu :)
                • lezbobimbo Re: Rola pracy w życiu. 03.03.09, 07:40
                  lezbobimbo napisała:
                  > wushum napisała:
                  > > Zabawne, bo właśnie dziś myślałam, że kolejna sprawa, której się >nie>
                  uświadczy w> Jeżycjadzie, to bezrobocie. Ani problemy z praca.

                  Problem z praca mial w zyciu doroslym w Neojezycjadzie chyba tylko Rojek,
                  bynajmniej nie ze swej krysztalowej winy, bo oto potworny wspólnik go
                  wydupczyl... ach.. dobrzy to tak maja, w oczy im wiatr wieje..
                  Przy zyciu podtrzymywal naszego nieskazitelnego krysztala tylko Majchrzak, ale
                  wiadomo, niedobry, prostacki - bo bogaty...

                  Gdzie sie podziala ciocia Wiesia, wstajaca na druga zmiane w zakladach
                  graficznych im. Kasprzaka, a potem z wsciekloscia i petem w usciech
                  elektroluksujaca fotel rodzinny? :-D
                • nessie-jp Re: Rola pracy w życiu. 03.03.09, 15:55
                  > Dlaczemu, dlaczemu MM tak sie brzydzi handlem? Co to, prostytucja zaraz? Nie
                  > wolno umiec zarobic na sprzedazy czegos?

                  Bo pani Musierowicz wychowała się w epoce komunizmu i jest głęboko przesiąknięta
                  etosem tejże epoki. Choćby nie wiem, jak głośno protestowała i uważała się za
                  gorliwą antykomunistkę, to właśnie ta komusza pogarda dla "spekulanctwa",
                  inwestowania, kariery, rozwoju zawodowego ją zdradza.

                  Pracować należy jak najmniej, dostając za to niewiele, ale wiadomo, że akurat
                  tyle, żeby się dało przeżyć
                  • ewaty Re: Rola pracy w życiu. 03.03.09, 19:39
                    nessie-jp napisała:


                    >
                    > Bo pani Musierowicz wychowała się w epoce komunizmu i jest głęboko
                    przesiąknięt
                    > a
                    > etosem tejże epoki. Choćby nie wiem, jak głośno protestowała i
                    uważała się za
                    > gorliwą antykomunistkę, to właśnie ta komusza pogarda
                    dla "spekulanctwa",
                    > inwestowania, kariery, rozwoju zawodowego ją zdradza.
                    >

                    Tu pozwolę sobie dorzucić kamyczek do ogródka komunistyczno-PRL-
                    owskiego, chodzi mi o scenę z KK, gdy Gaba z obrzydzeniem otrząsa
                    się na propozycję zakupu cielęciny ( słynne hałąsy pod Panią
                    Szczepańską). Jak rozumiem, miało to symbolizować kryształową
                    uczciwość, czyli głodowanie, bo w sklepach pusto? Przecież wtedy kto
                    mógł starał się znaleźć kogoś zaprzyjaźnonego na wsi, babę z
                    cielęciną, bo inaczej patrzyło się na przypalanego morszczuka na
                    patelni. "Rzucili" wtedy książkę kucharską "365 potraw z jaj"- nadal
                    spoczywa w domowej bibliotece:).
                    A scena z Bobciem i panem z PZU? Dlaczego rodzina nie chciała
                    przyjąć odszkodowania za okopcone ściany? Przecież po to płacili za
                    ubezpieczenie! Kolejny przejaw komunistycznego myślenia?
                    • ananke666 Re: Rola pracy w życiu. 03.03.09, 19:53
                      > A scena z Bobciem i panem z PZU? Dlaczego rodzina nie chciała
                      > przyjąć odszkodowania za okopcone ściany? Przecież po to płacili za
                      > ubezpieczenie! Kolejny przejaw komunistycznego myślenia?

                      Skąd. Tylko gdyby wzięli, dziecko mogłoby następnym razem lepiej się postarać i
                      rozpalić na środku pokoju, żeby rodzina zarobiła...

                      Z Gabą i mięsem trochę o co innego szło. Też bym nie wzięła.
                      • nessie-jp Re: Rola pracy w życiu. 03.03.09, 19:58
                        > Z Gabą i mięsem trochę o co innego szło. Też bym nie wzięła.

                        Z Gabą i mięsem wyszło coś bardzo dziwnego, bo autorka nie wiedzieć czemu tak
                        okropnie chciała wszystkich przekonać, jaka to Gabunia wzniosła, a Nowacki
                        ohydny, a tymczasem to Gabunia karmi siostry za pieniądze stryjostwa, a Nowacki
                        • ananke666 Re: Rola pracy w życiu. 03.03.09, 20:22
                          Myślę, że niezupełnie o to szło. Przyjrzyjcie się tej konkretnej sytuacji:

                          "- O Jezu... - usłyszała Gabrysia szept pana Kaczmarka. - Tyle dobra... tyle
                          dobra...
                          - No, no, panie blokowy - przemówił ojcowskim głosem dyrektor.
                          - Nie puścimy pana przecież z pustymi rękami. Weź pan trochę tej kiełbasy, w
                          nagrodę za obywatelską postawę, i dobranoc. Dla tej pani też coś się znajdzie,
                          oczywiście.
                          - Nie potrzebuję - warknęła Gabriela."

                          Sama nie masz, widzisz cudzą furę niedostępnych dóbr, ktoś Ci po ojcowsku,
                          trochę protekcjonalnie i pogardliwie proponuje kawałek na "masz i spadaj".
                          Weźmiesz? Wątpię.

                          Choć rzeczywiście nie rozumiem, czemu nikt nie zagadał z sąsiadem, skąd ma i nie
                          zaproponował odkupienia kawałka od czasu do czasu...
                          • ananke666 Re: Rola pracy w życiu. 03.03.09, 20:29
                            A, już wiem ,czemu nie zagadali. Bo póżniej "nawet ci Nowaccy okazali się w
                            porządku" - znaczy, wcześniej byli bardzo be.
                          • ewaty Re: Rola pracy w życiu. 03.03.09, 20:48
                            Dobrze, zgoda, ale dalej stoi: "-Lokatorzy się skarżą...że to niby w
                            nocy spać nie mogą...
                            -Panie blokowy, nie bądź pan smieszny- wyśmiał się pan Szymuś.-Kiedy
                            mamy wozić, w dzień?Żeby kto się dyrektorowi włamał? Nie wiesz pan,
                            jacy ludzie teraz nieuczciwi się porobili?"
                            I dlatego tę scenę odczytuję jako w zamyśle ironię na załatwiających
                            sobie pożywienie na boku.Bo, jak rozumiem, uczciwi stoją w kolejkach
                            (ewentualnie wypychając do przodu ryczącą Pulpe w kolejce po
                            wątrobiankę). Nie chodzi mi o przyjmowanie kiełbachy jako łapówy za
                            milczenie.
                            • ananke666 Re: Rola pracy w życiu. 03.03.09, 21:05
                              To też. Inna rzecz, że szanse na włamanie przy wożeniu dziennym gwałtownie rosły
                              i bynajmniej nie ze strony uczciwych lokatorów ;)
                          • nessie-jp Re: Rola pracy w życiu. 03.03.09, 23:44
                            > Sama nie masz, widzisz cudzą furę niedostępnych dóbr, ktoś Ci po ojcowsku,
                            > trochę protekcjonalnie i pogardliwie proponuje kawałek na "masz i spadaj".

                            Ananke, ależ ja to rozumiem. Ja się tylko zastanawiam, dlaczego to właściwie
                            pani Musierowicz wstawiła taką scenę
                            • ananke666 Re: Rola pracy w życiu. 04.03.09, 01:18
                              > Po coś ta scena jest
                              • paszczakowna1 Re: Rola pracy w życiu. 04.03.09, 01:53
                                > > Po coś ta scena jest
                              • nessie-jp Re: Rola pracy w życiu. 09.03.09, 15:40
                                [W temacie dyrektorstwa Nowackich i pozyskiwania mięsa]

                                CytatTo dopiero trzeci tom, świętość jeszcze tam tak nie kwitła ;) Chyba nie
                                chodziło o pogardę dla pieniędzy jako takich, tylko pogardę dla sposobu, w jaki
                                zdobywal i go pan dyrektor i pani wicedyrektor, którzy w oczach sąsiadów w
                                porządku nie byli. Tak sobie myślę.


                                Ależ ja nie kwestionuję, że Borejkowie zachowują się normalnie, pogardzając
                                Nowackimi za konsumpcjonizm. Nie są wcale tacy świętoszkowaci, jak w dalszych
                                tomach.

                                Chodzi mi o coś innego
                      • ewaty Re: Rola pracy w życiu. 03.03.09, 20:14
                        ananke666 napisała:


                        >
                        > Skąd. Tylko gdyby wzięli, dziecko mogłoby następnym razem lepiej
                        się postarać i
                        > rozpalić na środku pokoju, żeby rodzina zarobiła...

                        A dostał ktoś kiedyś odszkodowanie za zalanie/spalenie/zniszczenie
                        itp., na który by się zarobiło?To zwykle kwoty wystarczające na
                        naprawę zniszczeń. Chyba nie mieszkali do końca życia z okopconym
                        balkonem, ergo kasę na remont i nowe firanki ( o kalce nie
                        wspomnę:)) trzeba było z portfelika wysupłać:)
                        >
                        > Z Gabą i mięsem trochę o co innego szło. Też bym nie wzięła.
                        • ananke666 Re: Rola pracy w życiu. 03.03.09, 20:27
                          > A dostał ktoś kiedyś odszkodowanie za zalanie/spalenie/zniszczenie
                          > itp., na który by się zarobiło?To zwykle kwoty wystarczające na
                          > naprawę zniszczeń. Chyba nie mieszkali do końca życia z okopconym
                          > balkonem, ergo kasę na remont i nowe firanki ( o kalce nie
                          > wspomnę:)) trzeba było z portfelika wysupłać:)

                          Ty to wiesz. Sześciolatek nie. I diabli wiedzą, ile z tłumaczenia pojmie, bo
                          _widzi_ zarabianie.
                          • ewaty Re: Rola pracy w życiu. 03.03.09, 20:49
                            ananke666 napisała:


                            >
                            > Ty to wiesz. Sześciolatek nie. I diabli wiedzą, ile z tłumaczenia
                            pojmie, bo
                            > _widzi_ zarabianie.

                            Jakże to, jeżycjadowy sześciolatek wjeżycjadowej rodzinie?:)
                            • ananke666 Re: Rola pracy w życiu. 03.03.09, 21:06
                              > Jakże to, jeżycjadowy sześciolatek wjeżycjadowej rodzinie?:)

                              Jeżycjadowy , ale z pierwszego tomu :p
                          • ewaty Re: Rola pracy w życiu. 03.03.09, 20:58
                            ananke666 napisała:


                            >
                            > Ty to wiesz. Sześciolatek nie. I diabli wiedzą, ile z tłumaczenia
                            pojmie, bo
                            > _widzi_ zarabianie.
                            Oj, obcięło mnie!
                            Teoretycznie, jeśli rodzina prowadzi negocjacje z ubezpieczycielem
                            przy sześciolatku, to może to również wykorzystać jako młotek
                            pedagogiczny.I zaanfgażowac szczyla do fizycznego naprawiania szkód-
                            może sobie wyobrażać odbudowywanie Rzymu:)A tak został ze
                            świadomoscią skutecznosci łapówki w postaci zielonego hipka, o ile
                            dobrze pamiętam. Mówię to ja, ciotka potwór chrześniaka lat 8, który
                            wiele numerów ma na koncie swym i którego jędrne poślady wzbudzają
                            gwałtowne swędzenie matczynej-chrześninej graby!
                            • ananke666 Re: Rola pracy w życiu. 03.03.09, 21:09
                              A tu się zgadzamy. Może im się nie chciało robić całej akcji, z tysiączkiem w
                              garści wlec dziecko na polowanie na farbę, dźwigać łup do domu, orać bachorkiem
                              przy myciu i odnawianiu...
                    • dakota77 Re: Rola pracy w życiu. 03.03.09, 19:54
                      Nie wzieli odszkodowania, bo Bobcio stwierdzil, ze jego wybryk przyniosl jeszcze
                      zysk, wiec uznali, ze bylo to niewychowawcze. Ale o ile rozumiem, ze nie chcieli
                      by Bobcio myslal, ze jego wyczyn na cos sie przydal, to dziwie sie, czemu nie
                      mogli wziac jego odszkodowania po wyslania dziecka na spacer;-)
                    • nessie-jp Re: Rola pracy w życiu. 03.03.09, 19:55
                      > Gaba z obrzydzeniem otrząsa
                      > się na propozycję zakupu cielęciny

                      No właśnie, zupełnie niezrozumiała scena
                    • szprota Re: Rola pracy w życiu. 03.03.09, 19:56
                      ewaty napisała: A scena z Bobciem i panem z PZU? Dlaczego rodzina nie chciała przyjąć odszkodowania za okopcone ściany? Przecież po to płacili za ubezpieczenie! Kolejny przejaw komunistycznego myślenia?
                      Nie, Żakowie odmówili ze względów wychowawczych. Tknęło ich, gdy uszczęśliwiony Bobio zawył, że jeszcze na nim zarobią. Po epizodzie z Neronem nie dziwię im się, że mogli pomyśleć, iż dziecko rozpęta kolejne klęski żywiołowe celem zasilenia portfeli swojej rodziny, by już nie musieli tak bacznie przyglądać się budżecikowi, by wysupłać sumkę (kurweczka, skądinąd, maciczka).
                    • mama_kotula Re: Rola pracy w życiu. 03.03.09, 20:15
                      Cytat
                      Gaba z obrzydzeniem otrząsa
                      się na propozycję zakupu cielęciny ( słynne hałąsy pod Panią
                      Szczepańską). Jak rozumiem, miało to symbolizować kryształową
                      uczciwość, czyli głodowanie, bo w sklepach pusto?


                      Tylko, że kilka stron dalej stoi jak wół:

                      "- O, jak chcesz, to ci powiem - wycedziła złym głosem. - Wczoraj w piwnicy widziałam całego cielaka i z dziesięć kilo kiełbasy. Wszystko to załatwił sobie sąsiad. Zastanawiam się, dlaczego u nas na obiad są dziś pierogi z serem i ziemniakami. Dlaczego nasze uczty Trymalchiona mają zwykle charakter duchowy?
                      - O, Gabrysiu - rzekł ojciec z wyrzutem, - Naprawdę nie wiesz, dlaczego?
                      - Wiem, wiem. Nie mamy pieniędzy. Zastanawiałam się jednakże, z jakiego powodu my ich nie mamy.
                      - A, to proste. Pecuniae oboediunt omnia, a ja umiem je zarabiać tylko w uczciwy sposób.
                      - Duma nie pozwala ci inaczej.
                      - Właśnie, córko sarkastyczna. Duma jest zawsze idiotycznym gestem, jeśli przyjąć punkt widzenia człowieka praktycznego. Znajdź chwilkę, to ci przeczytam, co na ten temat mówił Arystoteles.
                      - Ja wiem, tato, co na ten temat mówił Arystoteles...
                      - O, albo Marek Aureliusz.
                      - ...ale to było jednak parę lat temu.
                      - To nie ma nic do rzeczy - obruszył się ojciec. - Na ich etyce stoi cała etyka współczesna.
                      -Wątpię.
                      - Przepraszam, ale w co wątpisz, bo to dla mnie niejasne.
                      - Że w ogóle istnieje etyka!!!


                      Fakt, że wtedy Gaba jechała na wścieku na Pyziaka Jasia, ale za ten dialog normalnie ją uwielbiam, bo to jest jeszcze Gabryśka w wersji saute, niepodprawiona dzielnym i miłym sosikiem. Znaczy się, normalna i ludzka.



                      Kotka na gorącym blaszanym stumblu
                      • lezbobimbo Re: Rola pracy w życiu albo Eat the rich! 03.03.09, 20:58
                        mama_kotula napisała:
                        > Fakt, że wtedy Gaba jechała na wścieku na Pyziaka Jasia, ale za >ten dialog
                        normalnie ją uwielbiam, bo to jest jeszcze Gabryśka w >wersji saute, niepodprawiona
                        > dzielnym i miłym sosikiem. Znaczy się, normalna i ludzka.

                        No Gaba daje rade i zywotna, ale juz wtedy mnie wkurwia niepomiernie cholerny
                        dziad Ignac!
                        Czy wiecie, co on mówi po tej zafajdanej lacinie? (wyguglowalam ;P - mianowicie
                        "wszystko slucha sie pieniadza" a on umie zarabiac tylko uczciwie... Czyli
                        jednym slowem, wg Ignaca, kto zarabia w komunizmie, ten ZLODZIEJ! A kto dobry i
                        uczciwy, ten gloduje!
                        I ze w takim razie co, ich nieetyczny sasiad na pewno to mieso ukradl? Niby
                        dlaczego? Skad taki wniosek? Co to, nielegalne bylo jesc w komunizmie? Dzieci
                        hodowac o wodzie i chlebie z dzemem? A fige! Zaiste w komunizmie perelowskim nic
                        tylko ten rozpasany pieniadz zly na biednego Ignaca czyha i on musi sie bronic,
                        zeby nie wskoczyla mu forsa do kieszeni.. taaa..
                        Córka sie go pyta, czemu gloduja! - a ten jej wstawia glodne ;P kawalki o etyce!
                        Marek Aureliusz to byl cysorzem imperium rzymskiego! A taki jak wiadomo ma klawe
                        zycie i latwo takiemu byc filozofem i stoikiem! Arystoteles tak samo, syn
                        bogatego lekarza wladców, sam byl doradca Aleksandra Macedonskiego i przezen
                        mial sponsorowane to swoje liceum! Zaden z nich nie musial sie troszczyc o
                        karmienie czworga dziatwy w PRLu!
                        A sasiad-dyrektor po prostu sie umial ustawic i kombinowac tak, aby i on i
                        rodzina mieli co do zjedzenia, i jeszcze mu starczylo na dzielenie sie z
                        sasiadami. Niby od kogo mial to mieso krasc? Od kulaka ciemiezacego klase
                        robotnicza? A nawet jesli to partyjniak byl, co miesem sie obzeral, to co, to
                        przez to jakies trujace mieso, nie wolno dla dzieci wziasc do domu? Myslicie,
                        zeby etyczne minimalistki cos wyczuly? Pozarlyby ze smakiem, tak samo jak u
                        Józeczków. Ciekawe, ze Józeczkowie zarabiaja i jedza dostatnio to dobrze, ale
                        sasiad, to be???
                        A Ignac jeszcze zaklada, ze ani zona, ani dorastajace córki nijak zarobic nie
                        moga? Tylko on przynosi do domu forse, a skoro jemu sie nie chce ruszyc tylka,
                        to cala rodzina musi glodowac i wpraszac sie do zarabiajacych Józeczków (tutaj
                        jakos duma pozwala mu wyzerac gruszki w czekoladzie, nie?)
                        Porównajmy z taka Julia, na studiach zarabiajaca na dekoracjach albo z mama
                        Zakowa, sprzedajaca swe rzezby i dziela po godzinach. Z Franciszka Wyrobek,
                        pracujaca na swe komorne (zeby bylo dramatyczniej)

                        Achhh wkurrrrrza mnie to potwornie, tak samo jak postawa wzgledem nastepnego
                        przekladu Plutarcha, kombinowania przy tym w kolejkach (A jednak!) oraz
                        Mamertowe karanie Mamerciatek bez wytlumaczenia za co.. wiadomo, ze poszlo o to,
                        ze dzieci zrobily siare przed dyrektorka/szefowa Tosi, ale wyszlo tak, ze robily
                        zle, bo chcialy zarabiac prawdziwe pieniadze..

                        > - O, Gabrysiu - rzekł ojciec z wyrzutem, - Naprawdę nie wiesz, dlaczego?
                        > - Wiem, wiem. Nie mamy pieniędzy. Zastanawiałam się jednakże, z jakiego powodu
                        > my ich nie mamy.
                        > - A, to proste. Pecuniae oboediunt omnia, a ja umiem je zarabiać tylko w uczciw
                        > y sposób.
                        • ananke666 Re: Rola pracy w życiu albo Eat the rich! 03.03.09, 21:11
                          > No Gaba daje rade i zywotna, ale juz wtedy mnie wkurwia niepomiernie cholerny
                          > dziad Ignac!

                          A pohamujcież ozorek kumo, tu nie kafeteria...
                          • lezbobimbo Re: Rola pracy w życiu albo Eat the rich! 03.03.09, 21:18
                            Aj pardon za te profanacje, polecam sie na przyszlosc ;P
                        • kkokos Re: Rola pracy w życiu albo Eat the rich! 03.03.09, 22:01
                          lezbobimbo napisała:

                          > A sasiad-dyrektor po prostu sie umial ustawic i kombinowac tak, aby i on i
                          > rodzina mieli co do zjedzenia, i jeszcze mu starczylo na dzielenie sie z
                          > sasiadami.

                          ale godności nie miał on, ten sąsiad, ani dumy. ignac zaś dumę miał i godność i
                          one mu nie pozwalały kompinować cielaka czy innego wieprzka.
                          bo przecież ignac miał pod nos podstawione - to mila musiała kombinować, z czego
                          tu obiad ugotować dla licznej rodziny w sytuacji braków rynkowych. tak jak
                          napisałaś, cysorz miał klawe życie i ignac też, mógł sobie pozwolić na dumę,
                          godność i bycie ponad, bo nie do niego należało rzeczywiste napełnienie głodnych
                          gąb. a że mila się na to godziła, to już jej problem.
                        • kkokos Re: Rola pracy w życiu albo Eat the rich! 03.03.09, 22:11
                          > Achhh wkurrrrrza mnie to potwornie, tak samo jak (...)
                          > Mamertowe karanie Mamerciatek bez wytlumaczenia za co.. wiadomo, ze poszlo o to
                          > ,
                          > ze dzieci zrobily siare przed dyrektorka/szefowa Tosi, ale wyszlo tak, ze robil
                          > y
                          > zle, bo chcialy zarabiac prawdziwe pieniadze..
                          >

                          bo zachowanie mamerciątek ma nie tylko wymiar etyczno-filozoficzny (niewinne
                          dziecię nie powinno mieć świadomości istnienia czegoś tak brudnego jak pieniądz
                          - mamert chyba mówi coś takiego), ale też można je przełożyć na język (odrobinę
                          tylko późniejszej) epoki - mamerciątka zachowały się jak uwłaszczająca się
                          nomenklatura. pamiętacie, jak prywatne spółki obrastały np. państwowe szpitale
                          czy inne państwowe firmy i etatowi pracownicy tych firm, po godzinach, na
                          służbowym sprzęcie tłukli prywatne pieniądze, pracując dla założonych przez
                          siebie prywatnych spółek? dokładnie tak zrobiły mamerciątka :) a stąd już tylko
                          krok do zostania spekulantem...
                        • ewaty Re: Rola pracy w życiu albo Eat the rich! 03.03.09, 22:15
                          Hyy!Właśnie przyponiało mi się, jak mój ojciec chirurg rozbrajał
                          dostarczone przez zaprzyjaźnionego mysliwego dzikie mięsiwo, a matka
                          pediatra stała obok z tacą, na której:noże kuchenne, skalpele i
                          różne szpeja:) Ja do dzis nie umiem rozebrac mięsa:)A tata nawet
                          kaczkę umie wyluzować, podobno anatomia z ludzką dość podobna..No i
                          zasługa czasów komuny!
                          • mmoni Re: Rola pracy w życiu albo Eat the rich! 04.03.09, 00:34
                            Słyszałam taką opowieść z pikniku lekarskiego połączonego z tradycyjnym
                            pieczeniem barana. Barana po upieczeniu dano do pokrajania chirurgowi jako
                            najlepszemu w te klocki, ten jednak przez przyzwyczajenie zawodowe pokrajał
                            barana tak jak pacjenta, czyli wzdłuż włókien. Wszyscy potem bardzo długo go
                            żuli (barana, nie chirurga).
                      • the_dzidka Re: Rola pracy w życiu. 04.03.09, 21:47
                        Tyle tylko, że w tym samym KK jak wół również stoi, że prawi i
                        szlachetni Borejkowie oszukiwali w sklepach, używając Patrycji
                        jako "dziecka na ręku" (ci z dzieckiem na ręku obsługiwani byli poza
                        kolejnością). I to oszukiwali BEZCZELNIE, bo przecież musieli
                        wiedziec, że nikt nie ma wątpliwosci, że Pulpa jest na noszenie na
                        ręku za duża. Więc szli na chama, tak? Jak to się ma do ich
                        uczciwości i prawości?
                        Już kiedyś pisałam o tym, jak mnie to tąpnęło.
                        • kaliope3 Re: Rola pracy w życiu. 04.03.09, 21:55
                          Ale sama MM pisała przecież nie bez ironii o Pulpie jako "typowym wykwicie lat
                          70-tych". W ówczesnych realiach to naprawdę tak nie raziło, zwłaszcza jak się
                          weźmie pod uwagę sytuację kiedy "(...)kolejka, napierając zwartą masą na ladę,
                          domagała się niedopuszczania do niej wszystkich starców, kobiet w ciąży i
                          inwalidów z dziećmi na ręku." Jeden z śmieszniejszych fragmentów
              • anutek115 Re: Rola pracy w życiu. 03.03.09, 09:48

                > Anielka w
                > kilka chwil stała się wielką uznaną aktorką,

                O, nie, droga Wushum, Anielki bede bronić. Ona jest akurat poprowadzona dobrze i
                konsekwentnie, od nastolatki z małego miasteczka obsesyjnie kochajacej teatr,
                przez dziewczę, które nie dostawszy się na wymarzone studia aktorskie kończy
                inne, ale bez przerwy chwyta się każdej najmniejszej roboty w teatrze, przez
                kogoś, kto chwyta najmniejsze rólki dawane po znajomosci, aż po artystkę scen
                Poznania, a potem i dalszych. Ona nie objawia się jako gotowa, nie wiadomo skąd
                wzięta aktorka, tak jak jako skończony genialny dramaturg objawia się Mila, albo
                jako nadzwyczajnie utalentowana śpiewaczka objawia się Laura (tak, wiem, Laura
                śpiewała już w szkolnych jasełkach. Ale do pasji Anielki trochę jej daleko było
                przez wszystkie tomy, oprócz ostatniego).

                Owszem, przy okazji bez przerwy dowiadujemy się, że Aniela jest egoistką - czy
                nie dlatego trochę, że ona swoją pracę po prostu kocha? Kobieta u MM nie powinna
                pracy kochać, lubic, no może, ale kochać wykluczone, kocha to się rodzinę, dom i
                swój spokojny, ułożony świat POZA pracą...
                • lezbobimbo Re: Rola pracy w życiu. 03.03.09, 11:02
                  anutek115 napisała:
                  > Owszem, przy okazji bez przerwy dowiadujemy się, że Aniela jest >egoistką -
                  czy> nie dlatego trochę, że ona swoją pracę po prostu kocha?

                  A i owszem. Odnosze zreszta wrazenie, ze Anielli i tak sie upieka - moze sobie
                  byc porzucajaca dzieci (!) gwiazda i to nawet zagraniczna - tylko dlatego ze to
                  teatr - wielka pasja teatrofilki MM :) Józefina tez porzucila swe dzieci, ale
                  jakze o wiele lagodniej zostala potraktowana niz Pyziaczek taki na przyklad - bo
                  Józefina tez diva, gwiazda, teatr, ach teatr i dramat.
                  Jakby Aniella miala n.p. byc programistka, ekspedientka, architektka, astronomka
                  czy ksiegowa i sie z tego utrzymywac, szybko by zrodzila male, rzucila studia, a
                  potem piastujac dziecie w ramionach doszlaby do wniosku, ze i tak wolala zawsze
                  jezyki/uczyc w liceum/piekne wiersze/sztuke chalupnicza nad pralka i przy zupce?
                  Dobrze, ze jeszcze Ida jako tako poza domem pracuje a nie w szkole (chociaz
                  przychodnia tez pod nosem)..

                  >Kobieta u MM nie powinn>a> pracy kochać, lubic, no może, ale kochać
                  >wykluczone, kocha to się rodzinę, dom> i> swój spokojny, ułożony >świat POZA
                  pracą...

                  Oj niestety. Tak wlasnie.. dla kobity u MM pasja czy praca - aby byc kochane i
                  powazane - nie moga byc w zadnym razie zarobkowe i poza domem. Prawdziwa praca -
                  poblazanie dzieciatkom swym i szorowanie po nich po kryjomu, jak dobry duszek.
                  Prawdziwa pasja - gotowanie rodzince i czytanie.. Jak ktosia mundra juz tu
                  pisala kiedys - u MM dobra, prawdziwa matka pracuje chylkiem! Wszystko inne to
                  jakies fanaberie niedowarzonych dziewic przed slubem ;>
                • wushum Re: Rola pracy w życiu. 10.03.09, 19:59
                  Wcale mi nie chodzi o brak wiary w talent Anielki i jej upór...ja w to nie wątpię.
                  Chodzi o coś innego. Realizm, z którym zetknięcie bywa bolesne. To że wcale nie
                  chodzi o bycie utalentowanym, dobrym, zazwyczaj żadne drzwi się nie otwierają,
                  najwyżej takie, z których wyłania się cudza noga i daje kopa w ....siną dal.
      • kkokos Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 21:17
        > Z drugiej strony pani Musierowicz zdecydowanie wskazuje na jeden
        model zycia.
        > Praca tylko po studiach, najchetniej naukowa.

        nie nie, nie musi byc naukowa - z naukowej dobrze po pewnym czasie
        zrezygnować na rzecz szkoły i uczenia/wychowywania przyszłości
        narodu. jak naszpan, o czym dowiedzieliśmy się z ust wręcz nabożnie
        o nim mówiącej aurelii.
      • lezbobimbo Re: Rola pracy w życiu. 03.03.09, 07:33
        melmire napisała:
        > Jak juz mowilam dla mnie praca to przeszkadzajlo. Przeszkadza mi w >tym co
        lubie> robic - malowac figurki do gier, grac, czytac, dlubac >w nosie i polowac
        na muchy.

        Wytrzymaj kochana byle do emerytury :-))))
        • melmire Re: Rola pracy w życiu. 03.03.09, 13:44
          Nie jestem pewna czy emertytura jeszcze wtedy bedzie, nie wiem czy dozyje, nie
          wiem w jakim stanie. Wole zyc teraz.
          Moim absolutnym idolem jest znajomy pracujacy sezonowo przez 7 miesiecy, przez
          reszte na planowanym bezrobociu, spedzanym na pisaniu, malowaniu etc :D
    • kkokos Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 21:29
      faktem jest, że po roku 89 wykwitło nam trochę zawodów wcześniej
      nieznanych i możliwości pracy wcześniej niemożliwej. a pani mm jakby
      nie przyjęła tego do wiadomości, dla niej fajna praca to dalej taka,
      przy której w prl można było sobie stworzyć swój miniświat, odciąć
      się od "coraz bardziej otaczającej nas rzeczywistości" i np. móc się
      nie świnić, kolaborując z systemem. czyli właśnie być nauczycielką
      (niepodatną na naciski), pracować na uczelni (jak wiadomo,
      autonomicznej), być artystką (oczywiście niezależną). jak już
      budować własny biznes, to tylko jak prl-owski badylarz, z dala od
      zgiełku oraz oparty na pracy fizycznej, bo przecież wtedy nie było
      firm prywatnych oferujących usługi "umysłowe" (no dobra, biura
      pisania podań były :)).
      reklamy nie było, praca w mediach była synonimem kolaboracji, o
      marketingu nikt nie słyszał, o handlowcach też, jedynie o
      handlarzach, co równało się spekulantowi. informatyków było
      niewielu, dziś zatrzęsienie - i tu jeden ukłon w stronę
      nowoczesności, grześ i jego monitor.

      słuchajcie, a może mcdusia przełamie tę konserwatywną enklawę i jej
      imię weźmie się stąd, żepo prostu będzie pracować w kfc czy innym
      donaldzie???
      • verdana Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 21:35
        A ja mam wrazenie, ze pani MM dosyć świadomie wybiera takie prace,
        ktore pozwalaja łączyc je z zyciem domowym. Czyli żadne koropracje,
        z ktorych wychodzi się wieczorowa porą - bo akcja toczy się w domu ,
        w rodzinnym cieple. Stąd szaliczki tkane dla spółdzielni "Świt",
        praca naukowa, biblioteka, gdzie nadgodzin raczej nie ma, artyści
        malujacy w domowych pieleszach (ew. lepiacy hipcie), oraz zdrowa
        praca na roli. (Wyjatkiem jest tu Ida, ale jak widac Ida radzi sobie
        z domem przy pomocy zostawiania dzieci dosyć przypadkowym osobom z
        rodziny).
        Jest w tym bardzo wyraźny klucz. Te wszystkie prace łączy jednak to
        samo - duzo czasu dla domu. Tyle, że w domu też nikt nie pracuje...
        • mama_kotula Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 21:59
          Cytat
          te wszystkie prace łączy jednak to samo - duzo czasu dla domu.


          Verdano, z jednym wyjątkiem. "Informatyk mający czas dla domu" to przeważnie
          oksymoron :P
        • kkokos Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 22:09
          verdana napisała:

          > A ja mam wrazenie, ze pani MM dosyć świadomie wybiera takie prace,
          > ktore pozwalaja łączyc je z zyciem domowym.

          to ładne alibi, mimo wszystko pozostanę przy swoim zdaniu -
          bezpieczna enklawa tego, co znane, przy dużej dozie niechęci do
          poznawania tego, co nowe.


          • verdana Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 22:25
            A ja jestem przekonana, ze pani MM nic nie wie ani o pracy
            informatyka, ani - tego jestem pewna - pracownika naukowego. Wiec
            nie pisze o tym, co jej znane.
            • kkokos Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 22:33
              verdana napisała:

              > A ja jestem przekonana, ze pani MM nic nie wie ani o pracy
              > informatyka, ani - tego jestem pewna - pracownika naukowego. Wiec
              > nie pisze o tym, co jej znane.

              no właśnie - przecież właśnie ustaliliśmy, że nie pisze o pracy :)
              rzuca hasło, ale się w temat nie zagłębia, bo nie może :) tyle że
              przy tych akurat hasłach/zawodach czuje się na tyle bezpiecznie, by
              je rzucić. przy wszystkich zawodach/zajęciach nowych po '89 już
              nawet nie próbuje rzucać haseł.
            • ewaty Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 23:58
              verdana napisała:

              > A ja jestem przekonana, ze pani MM nic nie wie ani o pracy
              > informatyka, ani - tego jestem pewna - pracownika naukowego. Wiec
              > nie pisze o tym, co jej znane.

              Zgadzam się w pełni. Duża część mojej rodziny pracuje na uczelni i
              jeśli ktoś twierdzi, że to łatwe do pogodzenia z życiem rodzinnym i
              wynoszące pod niebiosa, to wie tyle, co o zającu i psach. Trudne do
              pogodzenia przynajmniej przez jedno z małżonków, bo z dwóch
              uczelnianych pensji nie da się utrzymać 4-osobowej rodziny. Więc się
              tyra obocznie jak chłop na ugorze. Drugie równolegle tyra uczelniowo
              i domowo. Jak mi zaproponowano studia doktoranckie, to po
              obserwacjach , uprzejmym truchtem zwiałam.
      • wushum Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 23:26
        Co do Mcdusi ja się obawiam, że MM przedstawi nam "złe, rogate" dziewczę, które
        kocha żywić się w Donaldach i KFC, wszak już zajada te okropne chipsy! Cenić
        sobie będzie płytkie rozrywki - jak kino, czy taniec itp, nie ceniąc rodziny,
        pichcenia, wzniosłości intelektualnej, domowych obiadków...a tu trafi na rodzinę
        Borejków!
        Oni już ją nawrócą! Na to, co "jedynie słuszne".
        Wszak zadatki na dobrą dziewczynę są, Mcdusia posiada książki, znaczy czyta. Nie
        jest więc stracona "do reszty". Mimo, że pewnie jada popcorn z własnej woli,
        popijając Colą i chwilowo woli kino od łaciny.
        Ale nie na długo. Rodzina Borejków przybędzie z odsieczą.
        • wushum Re: Rola pracy w życiu. 02.03.09, 23:28
          Przepraszam, wstawiło mi się nie tam gdzie miało:S a miało być do wypowiedzi dot
          Mcdusi.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja