Biedny Ignacy Grzegorz

17.03.09, 17:30
Witam. To mój pierwszy post ale nie pierwsza wizyta.
Jeżycjadę czytam od 7 lat, mam z nią związane dobre i złe wspomnienia. Wielu
użytkowników zgrabnie ujęło tu w słowa moje przemyślenia, ale ten wątek chyba
nie został poruszony.

Ignacy Grzegorz Młodszy genialnym dzieckiem jest- musimy uwierzyć na słowo.
Stereotypowo- wcześnie mówi, czyta, wygrywa olimiady, jest pogardzany i
niekochany a co najważniejsze- niedoceniany.

1)Można przyjąć, ze w superintelektualnej rodzinie Borejków takie sukcesy nie
robią na nikim wrażenia, ale dlaczego w szkole nauczyciele dla których
wyławianie talentów jest jednym z obowiązków
nie wyciągną do niego ręki. Te "wszystkie olimpiady" przeszły bez echa?
W mojej prowincjonalnej szkółce dwukrotny olimpijczyk mógł liczyć na zachętę
do udziału w konkursach, pomoc w podaniach o stypendium, darmowe(tak-za
przejazd płacił urząd miasta) wyjazdy na różne spotkania i pomoc w rozwijani
talentów. Taka osoba to wizytówka szkoły, a tu nie obchodzi psa z kulawą nogą?
Czy w gronie kilkunastu przynajmniej pedagogów NIKT nie zwrócił na niego
uwagi? Czyżby Ignac był(pardon moi) zbyt leniwy?

2)Przyjmijmy, że w szkole nikogo nie obchodzi- dlaczego nie pójdzie do matki?
Pani Profesor Borejko ma na pewno informacje o programach dla zdolnej
młodzieży, a przynajmniej znajomych profesorów. Czy biedneg Gabryjeli brak
czasu by porozmawiać o tym z synem, poprosić znajomych by pokazali mu rzeczy
rozwijające i ciekawe, pomogli się jakoś ukierunkować?

3)Gaba zawiodła jako łowca talentów ale mniej więcej od "Żaby" mam wrażenie,
że zawodzi jako matka. Czy ona nie widzi, że jej syn nie ma kolegów, że hoduje
starego-maleńkiego? Czemu nie ma odwagi cisnąć przez okno podręcznika i
pogonić go na basen/do DKF-u/klubu zainteresowań/ kółka tanecznego? Matka
zazwyczaj zagania dziecko do wiedzy książkowej, ale tu potrzeba pokazać, że w
kontaktach z ludźmi nie liczą się całki i literatura starożytna, że czasem
trzeba porozmawiać o niczym i nie patrzeć na wszystkich z góry, bo inaczej
będzie z niego kaleka i człowiek nieszczęśliwy, a świadomość, że mając taką
możliwość nie zainterweniowało się w sprawie szczęścia własnego dziecka to
najgorsza porażka.

4)Przyszło mi do głowy- czemu Ignacy nie zgłosi się do MENSy albo nie wyjedzie
na jakiś obóz naukowy dla ponadprzeciętnie zdolnych? Zobaczyłby, że są
zdolniejsi od niego i nieco spuścił z tonu i wyszedł z czterech ścian.

na razie jednak na nic takiego się nie zanosi. Nie zdziwię się jeśli w
kolejnych książkach Musierowicz wprowadzi japoński akcent- hikkmori, osobę
ograniczającą kontakty z zewnętrznym światem do minimum. Tylko szkoda mi dzieciaka

Pozdrawiam
    • wushum Re: Biedny Ignacy Grzegorz 17.03.09, 18:39
      Po pierwsze - młodzieniec chowany jest na wzór swego dziada /wkoło same wzory,
      np macierz cierpiąca, ojciec siedzący na kompie, lub pichcący cicho, babka
      ironiczna i pracowita - czego tu jeszcze chcieć, jak Seneka w spódnicy biega mu
      po domu?/. W świecie Jeżycjady to szczyt marzeń. Na szare komórki Mozart pomoże,
      czy inny kompozytor, wprowadzając umysł w stan alfa.
      Cóż pomoże mu szkoła, co oni mogą mu zaproponować?
      Nic. W domciu wszystko jest;P
      Pomijam, że, czy Ignacy Grzegorz chciałby się tak poniżyć, żeby być reklamą dla
      szkoły pełnej półgłówków?
      Matka - chodząca sprawiedliwość, przecież nie może wspierać syna /wolałabym
      jednak wsparcie psychiczne w jego przypadku, ale na to tym bardziej nie ma co
      liczyć u Gaby/. Gdyby zachęcała go do starania się o stypendium, przekreśliłaby
      nauki ojca Ignacego.
      Hehe, łapię się, że i mnie przemycono coś z tej treści - mianowicie, że
      stypendia i uznania przyjdą same :) /i walczyć będą jak dzikie/
      A co najlepsze, dalej z pewnością będzie tak:
      Ignacy Grzegorz po uratowaniu Józefa będzie odmienionym już człowiekiem -
      problemy, kompleksy wyssało z niego natychmiast. Spotkamy go zabieganego,
      studiującego min 2 kierunki, dającego korepetycje z łaciny, broniącego się przed
      wczesnymi awansami, potem nagłe zakochanie - on będzie geniuszem, ona tą
      zapatrzoną w niego z zachwytem dla inteligencji przewyższającej własną - gąską,
      no, może to ewentualnie będzie pod koniec liceum? Potem ślub. Bo na studia idzie
      on, a ona rodzi małe geniusze. Potem on rozchwytywany do pracy przez NASA i inne
      MI6. Wyjazd, zapuszczenie wąsa i brody, dobrobyt...
      • kooreczka Re: Biedny Ignacy Grzegorz 17.03.09, 19:07
        Myślę że w kwestii "reklamy" dałoby się go łatwo podjeść:
        "Pani syn to perła, przykład na to, że łacina nie jest domeną starych dziadów:P"

        Znając Musierowicz pewnie skończy się jak napisałeś z jednym dodatkiem: Mamusią
        i siostrzyczka Pyzą doważącymi pierogi i pęta kiełbaski od cioci Patrycji i
        odbierającymi u znajomego pilota paczki z brudną odzieżą coby je uprać i
        uprasować dopóki nie znajdzie się narzeczona.
      • croyance Re: Biedny Ignacy Grzegorz 08.04.09, 12:46
        Na prace w MI5 czy MI6 nie ma jednak szansy - przynajmniej jedno z
        rodzicow musi miec obywatelstwo brytyjskie (nie wspominajac o tym,
        ze on tez). W sytuacji, gdy oboje rodzicow nie maja zwiazkow z
        Anglia, mozemy byc pewne, ze przynajmniej MI5/6 zostanie ocalone
        przed wplywami Grzegorza Ignacego :-)
    • ding_yun Re: Biedny Ignacy Grzegorz 17.03.09, 19:04

      1. Mam wrażenie, że często prowincjonalne szkoły bardziej dbają o zdolnych
      uczniów, właśnie dlatego, że są niejako szansą pokazania szkoły i często samej
      miejscowości szerszemu gronu ludzi. W przeciętnej szkole państwowej wszystko
      zależy od pojedynczych nauczycieli (nie mówię o prestiżowych liceach
      ukierunkowanych na produkcję olimpijczyków). Jeśli z przedmiotu, którym się
      interesujesz trafi ci się dobry nauczyciel masz szansę zaistnieć. Jeśli nikt ci
      nie pokaże, że tak można, musisz sam do tego dojść, a to bywa niezbyt łatwe.
      Dopiero w pewnym wieku człowiek uczy się, że sam musi się wypromować, sam o
      siebie zadbać. Mały geniusz może nie być zainteresowany grzebaniem na stronach
      kuratorium i poszukiwania info jak tu się wkręcić do olimpiady, bo zwyczajnie
      woli się zaszyć z książką i zgłębiać ukochany temat. Nie wydaje mi się to aż tak
      dziwne, że w szkole go zignorowano, ale zgadzam się, że to smutne. Poza tym w
      Sprężynie ma lat chyba 14 i to już moment w którym można się zająć samemu sobą,
      poszukać, zgłosić się, spróbować.

      2. Zgadzam się w zupełności. Też tego nie rozumiem.

      3. Hm. Mam mieszane uczucia. Ignasia sporo osób próbuje na siłę socjalizować i
      nie powiem co z tego wychodzi bo nie chcę się wyrażać :P Gabrysia powinna, moim
      zdaniem, już dawno uświadomić mu, ze nie należy się wywyższać nad innych i
      zadzierać nosa. Natomiast nie jestem pewna czy powinna go leczyć z socjopatii na
      siłę. Mówię na własnym przykładzie. W podstawówce i gimnazjum byłam szanowaną
      outsiderką, ale większość ludzi (poza małym gronem) była ode mnie jakby
      oddalona. Niektórzy (babcia, znajomi rodziców) wydziwiali, że kto to widział
      takie dziecko ciągle z książką i zmuszali do zabawy z rówieśnikami, dla których
      byłam miła, ale którzy na ogół mnie nudzili albo irytowali (nieustannym
      wrzaskiem głównie). Gdy miałam 14-15 lat trafiłam na ludzi podobnych sobie i
      zdarzył się cud. Nawiązałam dużo znajomości, stałam się znacznie pewniejsza
      siebie, teraz mam dużo znajomych z różnych środowisk i uwielbiam spędzać czas z
      ludźmi. Ale potrzebowałam na to czasu i musiałam sama sobie ich wybrać, a nie
      "bawić się z Anią, bo Ania mieszka obok". Nie wyrosłam ani na starą maleńką, ani
      na socjopatkę.

      4. Mógłby, to prawda.
      • onion68 Re: Biedny Ignacy Grzegorz 17.03.09, 20:44
        Gabrysia powinna, moim
        > zdaniem, już dawno uświadomić mu, ze nie należy się wywyższać nad innych i
        > zadzierać nosa.

        Jasne, jednak mimo całego uroku KK, już tam daje się zauważyć IMO głębokie
        uprzedzenie Rodziny do świata zewnętrznego, w czym siedemnastoletnia Gaba nie
        była wyjątkiem. Dopiero pod wpływem wsparcia Roberta i luzu pozostałych członków
        paczki ona się tak naprawdę otwiera.
        A dalej - cóż, znów się pogorszyło.
      • kooreczka Re: Biedny Ignacy Grzegorz 17.03.09, 20:49
        Ignaś ma już te 14 lat więc skoro nie odpowiadają mu obecni znajomi mógłby
        poszukać innych-chociażby w celu wymiany poglądów. chociażby przez internet- są
        fora historyczne, językowe (nawet takie po łacinie:)), w większych miastach są
        zloty i spotkania. Sama w ten sposób poznałam wielu ciekawych ludzi.

        Tu nie chodzi o socjalizowanie na siłę, ale zwykłą matczyną troskę o dziecko
        kompletnie nieprzystosowane do życia. Jest jeszcze nadzieja, ze coś odmieni się
        w liceum, ale równie dobrze może go nauka wciągnąć całkowicie. W realnym życiu
        zapewne idąc do liceum Ignacy zostałby boleśnie doświadczony przez zmianę
        poziomu- w mojej klasie przy progu punktowym 170 średnia z pierwszego
        sprawdzianu z chemii wynosiła 1,3. W idealnym świecie Musierowicz zapewne tak
        się nie stanie i deux ex machina pojawią się dziewczyna i przyjaciele

        Truje mnie los Ignacego bo sama mało co tak nie skończyłam- przez długi czas
        oceniałam ludzi na podstawie znajomości klasyków literatury i budowy
        węglowodorów, dzisiaj widzę swoją głupotę. Nie wiem czemu pycha jest wśród
        grzechów głównych, ona już na ziemi karze się czyśćcem samotności.
        • ding_yun Re: Biedny Ignacy Grzegorz 17.03.09, 21:53
          kooreczka napisała:

          . W realnym życiu
          > zapewne idąc do liceum Ignacy zostałby boleśnie doświadczony przez zmianę
          > poziomu- w mojej klasie przy progu punktowym 170 średnia z pierwszego
          > sprawdzianu z chemii wynosiła 1,3.

          A to akurat źle świadczy o szkole i nauczycielu. Jeśli trzydziestoosobowa grupa
          młodych zdolnych i pracowitych ludzi nie była w stanie zaliczyć testu to znaczy,
          że albo przedmiot był źle prowadzony, albo test był stworzony tak, aby pokazać
          ludziom gdzie ich miejsce. Nie znoszę tego bardzo popularnego w wielu szkołach i
          na uniwersytetach udowadniania uczniom i studentom, że są półmózgami.
          • kooreczka Re: Biedny Ignacy Grzegorz 18.03.09, 08:13
            Chciałabym, żebyś miała rację- niestety po powrocie do domu przejrzałam
            podręczniki i ze zgroza odkryłam, ze wszystko to było i dla osoby mającej układ
            i tabelę rozpuszczalności nie powinno to być trudne. Po prostu nie byliśmy aż
            tak zdolni by być tak mało pracowici.
            Połowa punktów to przecież oceny szkolne i niestety w wielu przypadkach były to
            oceny za ładne oczy. Osoby z 6 z chemii mając podane substraty i produkty nie
            potrafiły uzgodnić współczynników. Ot, polskie gimnazjum.
    • ewaty Re: Biedny Ignacy Grzegorz 17.03.09, 20:07
      > 2)Przyjmijmy, że w szkole nikogo nie obchodzi- dlaczego nie
      pójdzie do matki?
      > Pani Profesor Borejko ma na pewno informacje o programach dla
      zdolnej
      > młodzieży, a przynajmniej znajomych profesorów. Czy biedneg
      Gabryjeli brak
      > czasu by porozmawiać o tym z synem, poprosić znajomych by pokazali
      mu rzeczy
      > rozwijające i ciekawe, pomogli się jakoś ukierunkować?


      W pełni się z Tobą zgadzam. Mam przyjaciół, których dziecko, może
      nie tyle stwarza problemy, co wymaga sporo pracy (ma ADHD-
      prawdziwe, nie wymyślone).Jednocześnie wykazuje autentyczny talent
      do gry na instrumentach perkusyjnych. I widzę jak oni są wyczuleni
      na konieczność pracy z dzieckiem- dodatkowe zajęcia, któe mają pomóc
      w ADHD, zajęcia w pracowni bębniarskiej, itd. Aż, moim zdaniem,
      czasem przesadzają, bo dzieciak ma upakowany mocno cały
      tydzień.Sądzę jednak, że starają się działać dla niego najlepiej,
      jak potrafią, a to wiąże się z oceną problemów i znajdowaniem prób
      rozwiązania ich oraz ze wspieraniem zdolności i talentu.Faktycznie,
      miejsc, propozycji, zajęć jest od groma i trzeba sporo czasu i
      wiedzy, żeby wybrać coś z sensem.A tu zdolniacha niepielęgnowany,
      przy matce mającej dostęp do stosownej wiedzy- w końcu pracownik
      naukowy...
    • anio_i_takie_tam Re: Biedny Ignacy Grzegorz Kwestia olimpiad 08.04.09, 22:43
      Mnie wydaje się, że Musierowicz jak i w wielu innych sprawach do olimpiad
      podeszła dość... intuicyjnie. W moim gimnazjum które było przygnębiające prawie
      jak w języku Trolli olimpiady nie były nawet ogłaszane. W szkole w której
      nauczyciele fatygują się do zorganizowania etapu szkolnego "wszystkie olimpiady"
      chyba nie mogły przejść bez echa. Chodzę do klasy z finalistką i laureatką
      olimpiad z polskiego i historii sztuki. Dziewczyna jest wychwalana i traktowana
      zupełnie inaczej niż reszta klasy. Ma bardzo niską samousprawiedliwiającą się
      frekwencję, w tym czasie pisze eseje ze swojej dziedziny i takie tam.
      Poza tym osiągnięcie sukcesu w olimpiadzie to nie wygrana byle konkursu. Nie
      jest to tak łatwe nawet dla mądrych osób.
      ale to wszystko to jedynie jakieś osobiste doświadczenia, mogę się mylić
      • filifionka-listopadowa Re: Biedny Ignacy Grzegorz Kwestia olimpiad 08.04.09, 23:56
        Dlatego też bardzo mnie irytowali ci bohaterowie po 89 bogaci w olimpiady (
        Elka- polski i angielski, Kozio chyba podobnie). Olipijczycy zawsze byli dla
        mnie osobami bardzo mądrymi, wybitnymi w swojej dziedzinie i bardzo,bardzo
        ciężko pracującymi na ten sukces. Wiele godzin dodatkowej pracy przed olimpiadą(
        również z nauczycielami) ale i ogromny prestiż.A tu nagle pęczki olimpijczyków
        bez żadnego słowa o wysiłku podjętym by osiągnąć sukces.
        To jak to jest? Albo rodzisz się bystry(w domu z odpowiednią biblioteką) i już
        nic nie musisz robić by rozwijać talent albo i tak nic nie osiągniesz.
        Te olimpiady przypominają mi osoby bez żadnego doświadczenia "studyjnego"
        rzucające: "sesja? ale o co chodzi? pouczysz się trochę i zdasz".
        • ananke666 Re: Biedny Ignacy Grzegorz Kwestia olimpiad 09.04.09, 10:26
          > Te olimpiady przypominają mi osoby bez żadnego doświadczenia "studyjnego"
          > rzucające: "sesja? ale o co chodzi? pouczysz się trochę i zdasz".

          Cóż, tak też bywa przecież :p Taka jedna moja powinowata na egzaminy na
          zaocznych miała materiał wykładów, ćwiczeń i podręczników, 1 podręcznik na
          przedmiot... Faktycznie, pouczyła się trochę i zdała :p
          • kooreczka Re: Biedny Ignacy Grzegorz Kwestia olimpiad 09.04.09, 13:02
            Sesję z założenia powinni zdać uczący się systematycznie.
            Olimpiada to sito wyławiające tych naprawdę zdolnych.
            Sama brałam w nich udział i wiem ile mnie to kosztowało wysiłku i czasu.
            Musierowicz po prostu nie wie o czym pisze lekko rzucając te "olimpiady"

            Paradoksalnie, łatwiej uwierzyłabym w samodzielne przygotowanie się do
            przedmiotów ścisłych- zdobycie materiałów na polski czy historię to często
            kwestia znajomości. "Kalamburkę" kazali czytać gdy nie było jej w bibliotekach,
            nakład wykupiony, ja pożyczałam od znajomych znajomych. "Panny z Wilka"
            wybłagane w byłej bibliotece wojewódzkiej(przeczytać ie dało, konkretnie pytali
            o sceny z filmu). Wszyscy znajomi historycy zmobilizowani do szukania Kroniki
            Kadłubka i Galla Aninoma. Później przeczytaj, naucz się i miej odrobinę szczęścia.
            Był wysiłek, ale i przywileje. U M.M wszystko to jest takie normalne, ze aż
            niewiarygodne.
        • klymenystra Re: Biedny Ignacy Grzegorz Kwestia olimpiad 09.04.09, 15:37
          Ja tez na to zwrocilam uwage, bo sama bylam olimpijka - zarowno w podstawowce (2
          w ostatnim etapie) jak i w liceum (17 i rok pozniej 11 w Polsce) - i to byla
          harowka. Pamietam, ze przed etapem warszawskim w trzeciej klasie, przez 3
          tygodnie nie wychodzilam z domu, tylko po 8 godzin dziennie siedzialam w ksiazkach.
          Fakt, byly osoby, ktore nie pracowaly az tak duzo - ale to byly dzieciaki, ktore
          wychowaly sie we Francji i mialy latwiejszy niz ja dostep do materialow.
          No i szkola - noszona bylam na rekach prawie, rodzice sie wszystkim znajomym
          chwalili - a w Jezycjadzie - nic. Jakby olimpiada to byla kartkowka z PO :/
Pełna wersja