Dodaj do ulubionych

Inteligent a intelektualista

31.03.09, 13:45
Dosyć pokrętna mnie myśl naszła w związku z wątkiem o bibliotekach.
Borejkowie są rodzina pracownikow umyslowych,
inteligencji "średniego" szczebla. Ojciec - bibliotekarz, matka -
bez ukonczonych studiów wyzszych, chałupniczka. Tymczasem etos tego
domu nie jest etosem "sredniej" inteligencji tylko wąskiej warstwy
intelektualistów - ludzi całkowicie pogrążonych (a i to tylko raczej
w rozumieniu stereotypu, niż w rzeczywistym świecie) w pracy
umysłowej, we wznioslych rozważaniach nad istotą bytu, filozofią i
całkowicie oderwanych od przyziemnej czekolady czy pasztetówki.
Borejkowie nie mają cienia podstaw, by tak sie zachowywać. Może
dlatego Mila okazuje się potem tajnym dramaturgiem? Żeby
uprawdopodobnić to, co stereotypowoe niezbyt prawdopodobne?
Obserwuj wątek
    • soova Re: Inteligent a intelektualista 31.03.09, 14:00
      verdana napisała:

      > Borejkowie nie mają cienia podstaw, by tak sie zachowywać.

      Dlaczego? Jeżeli wyobrazili sobie, że właśnie do tej wąskiej warstwy należą,
      dlaczego nie mają stroić się w te piórka, choć one cudze? Przypadłość taka
      dotyczy wielu ludzi, widoczne jest to zwłaszcza w świecie mediów i polityki,
      gdzie trzeba kreować swój wizerunek. Borejkowie (a raczej MM :)) też go
      kreowali, chociaż takie wyrażenie nie było chyba w tamtych czasach znane ;).

      >Może dlatego Mila okazuje się potem tajnym dramaturgiem? Żeby
      > uprawdopodobnić to, co stereotypowoe niezbyt prawdopodobne?

      A to Mila nie stała się dramaturgiem, bo trzeba było - brzydko mówiąc -
      uzupełnić dziurę fabularną?
        • kebbe Re: Inteligent a intelektualista 31.03.09, 15:52
          Igancy nie był tylko bibliotekarzem. Był bibliotekoznawcą i filologiem
          klasycznym, pracownikiem uniwersytetu (wykładowcą?), miał tytuł doktora już
          chyba w KK, potem rozwijał się naukowo...wydaje mi się, że Ignacy od początku
          był 100% intelektualistą właśnie, w zamierze autorki wręcz wzorcowym. Inna
          sprawa, że w miarę upływu czasu została nam karykatura intelektualisty: postać
          odrealnionego, niezaradnego życiowo dziwaka i histeryka, a w końcu stetryczałego
          przedwcześnie domowego tyrana o spojrzeniu spaniela-psychopaty.Ble.
          • kkokos Re: Inteligent a intelektualista 31.03.09, 21:34
            Był bibliotekoznawcą i filologiem
            > klasycznym, pracownikiem uniwersytetu (wykładowcą?)

            nie wierzę w to, że był w stanie zapanować nad logiką własnego wykładu i jeszcze
            zmieścić się w czasie :) nie wyobrażam sobie go egzaminującego :)
          • kalokagathia Re: Inteligent a intelektualista 01.04.09, 11:43
            Wykładowcą? A nie pracownikiem Biblioteki Raczyńskich? O tytule naukowym też nie
            wspomina się w żadnym chyba tomie. Owszem, mógł mieć doktorat, a bibliotece
            status pracownika naukowego (jeśli zdał egzamin na bibliotekarza dyplomowanego -
            sam doktorat to za mało).
    • nessie-jp Re: Inteligent a intelektualista 31.03.09, 15:46
      > Borejkowie nie mają cienia podstaw, by tak sie zachowywać.

      Nie rozumiem. Dlaczego?

      W jaki to niby sposób nabywa się "podstawy" do tego, żeby w swoim życiu kłaść
      nacisk na działania i rozrywki intelektualne, poezję, teatr, filozofię?

      Chyba nie masz na myśli tego, że Mila nie ukończyła studiów, a Ignacy pracuje
      "zaledwie" w bibliotece? Przecież zawód nie ma wiele wspólnego ani z
      intelektem, ani z kulturą, ani z obszarem zainteresowań Borejków (i innych ludzi
      też).

      Odwracając sprawę do góry nogami, kto właściwie miałby mieć podstawy do zachowań
      intelektualisty? Kim trzeba być i jakie uprawnienia trzeba nabyć, żeby z
      automatu stać się takowym intelektualistą? Nie chodzi przecież o ukończenie
      studiów i uzyskanie stopnia naukowego
      • verdana Re: Inteligent a intelektualista 31.03.09, 15:54
        Moż źle się wyraziłam - nie podstaw - raczej zachowuja się nietypowo.
        Zazwyczaj ludzie, ktorzy maja takie ambicje intelektualne, robią coś
        intelektualnego poza czytaniem i cytowaniem przysłów łacinskich - o
        to własciwie mi chodzi. Mój znajomy, po zawodowce, a intelektualista
        niewątpliwy, prowadzi jakies badania, kwerendy, rozwija swoje
        zainteresowania - a tu właściwie po tym ani śladu. Tzn. slad jest,
        czyli kupowanie książek. Li i jedynie.
        A tu nawet teatru nie uświadczysz. Opery. Dyskusji o literaturze.
        Dodatkowych, rozwijających zajęć dla dzieci. Dyskusji w rodzinie na
        tematy nie zwiazane z codziennoscią (monologi Ignacego owszem, są).
        Co innego u Żaczkow - taki zachwyt nad fizyka - o , to dla mnie
        byloby zachowanie własnie Borejkowskie.
          • kebbe Re: Inteligent a intelektualista 31.03.09, 16:27
            Hm, wydaje mi się, że już w KK, czyli w pierwszym borejkowym tomie, jest mowa o
            tym doktorze...coś mi świta, że tytuł ten pojawia się w sprawozdaniu komisji
            badającej podjerzaną działalność gupy ESD :). Ale nie mam przy sobie książki,
            więc moge się mylić. Z pewnością natomiast jest tam podkreślona fascynacja, taka
            autentyczna i codzienna (potem było gorzej...), kulturą antyczą oraz łaciną,
            która wyróżnia rodzinę Borejków. Wątek ten uwypuklony zostaje w IS, gdzie
            dowiadujemy się o "rzymskim" kluczu przy nadawaniu imion Borejkównom oraz, że
            osiemnastoletnia Gabrysia zna biegle łacinę i grekę (no, pewnie nie biegle, to
            tylko opinia Idusi). Ciekawe to i nietypowe "dodatkowe zajęcie" dla nastolatki
            końca lat 70-tych :)
            • verdana Re: Inteligent a intelektualista 31.03.09, 16:38
              Naprawde, wydaje mi się, ze w PRL-u bylo sporo miejsc, gdzie dzieci
              i mlodziez mogła rozwijac zainteresowania. Były kursy jezykowe, domy
              kultury , kółka teatralne - nie wiem, czy nie wiecej niż teraz, a na
              pewno tansze. 3/4 moich znajomych chodzilo na rózne zajęcia
              umuzykalniajace, gdy na instrumentach, jezyki itd. A tu nic.
              Gabrysia podobno zna łacine i greke - może i tak, ale tez nic z tego
              nie wynika, przynajmniej w pierwszych tomach.
              Fasycynacja kulturą lacinska jest raczej fascynacja Ignacego - i
              przejawia się wyłącznie w imionach dzieci i przyslowiach. Rozumiem,
              ze trudno było w książce zawrzec coś więcej, ale jakos mnie ta
              fascynacja nie przekonuje - jest na poziomie szkoły sredniej.
            • agnieszka_azj Re: Inteligent a intelektualista 31.03.09, 16:56
              kebbe napisała:

              > Hm, wydaje mi się, że już w KK, czyli w pierwszym borejkowym
              tomie, jest mowa o
              > tym doktorze...coś mi świta, że tytuł ten pojawia się w
              sprawozdaniu komisji
              > badającej podjerzaną działalność gupy ESD :).

              "Podczas każdego z dwóch spotkań przebywał w mieszkaniu ojciec
              uczennicy Borejko, doktor filologii, pracownik Biblioteki
              Raczyńskich, odznaczony Honorową Odznaką miasta Poznania w 1973
              roku..." Podpisano - mgr W. Pieróg ;-)

              Jestem rówieśnicą Idy i przyznam się, ze nie pamiętam, aby w tym
              czasie uczęszczała na jakieś zajęcia dodatkowe rozwiajające
              intelektualnie. Owszem - harcerstwo, basen, ale nic poza tym. Nie
              wiem nawet gdzie i na jakie zajęcia mogłabym chodzić.

              A dom miałam inteligencki. Czy pozujący na intelektualny - trudno
              mi oceniać... Książek parę tysięcy, kupowanych w dużych ilościach,
              ale nie kosztem czekolady. Czekoladę mama stomatolog ograniczała z
              innych powodów ;-)
              • nessie-jp Re: Inteligent a intelektualista 31.03.09, 17:34
                Ja jestem raczej rówieśnicą Pulpecji, więc czasy jakby późniejsze, ale ztcp nie
                było żadnych opcji rozwoju intelektualnego oprócz przesiadywania w bibliotece
                właśnie. Szkolnej, osiedlowej. Łażenia po antykwariatach. W miarę możliwości
                tata zabierał nas do teatru, muzeów
                • anutek115 Re: Inteligent a intelektualista 31.03.09, 18:44
                  A ja jestem pomiędzy Idą i Pulpą :-) i raczej przyznaję rację Verdanie.
                  Naprawde, lata PRL-u to nie był nie uprawiany ugór, no, nie wszedzie. W mojej
                  szkole istniały kółka językowe (3 języki), kółko historyczne i kilka
                  artystycznych. W domu kultury i Empiku mozliwości nauki języków znacznie więcej.
                  Zresztą, Nessie, sama piszesz: "tata zabierał nas do teatru, muzeów
                  • verdana Re: Inteligent a intelektualista 31.03.09, 19:30
                    No wlasnie, własnie - gdzie te młode Borejkówny chodza? Do teatru,
                    muzeum, na wystawy, koncerty - na moje oko, to raczej nigdzie.
                    Wszystkie znane mi dzieci inteligencji uczyły się językow (a czasy
                    byly przedborejkowskie) - a tu językow sladu ni popiołu. Gdzie
                    chocby zbiór płyt, jakies albumy (tanie byly...) - nic z tego.
                    Chodzi mi tu o fasadowość tego inteligenckiego domu - ktory, oprocz
                    książek nie ma w sobie wiele z domu inteligenckiego. Procz
                    deklaracji.
                    • nessie-jp Re: Inteligent a intelektualista 31.03.09, 20:02
                      Ale może niepotrzebnie tak się skupiamy na Borejkach? Przecież oni (zwłaszcza
                      Borejkowie starzy) nie byli jeszcze centrum Jeżycjady za tamtych czasów.
                      Poświęcono im co prawda 'aż' dwa tomy, ale w obydwu starsi członkowie rodziny są
                      wspominani raczej mimochodem, akcja koncentruje się na dzieciach. Gaba ze
                      smakiem poczytuje sobie te swoje Fizjognomiki i robi to ewidentnie dla
                      przyjemności, tak samo, jak dla przyjemności uczęszcza na zajęcia z koszykówki.

                      Tak więc w "Kwiecie" mamy aspekt literacko-antyczny, w "Idzie"
                      literacko-wiktoriański.

                      Aspekt teatralny prezentowany był z rozmachem z Kłamczusze, na aspekt nauk
                      ścisłych i plastycznych z kolei kładło się nacisk w domu Żaków.

                      W Opium mamy, jako pożywkę intelektualistów, operę i muzykę w ogóle.

                      Chodzi mi o to, że chyba nie dałoby się do Kwiatu i Idy wtłoczyć dodatkowo
                      jeszcze jakichś ton zajęć dodatkowych. Zabiłoby to akcję i byłoby w ogóle raczej
                      niepotrzebne, bo nie na tym się akcja koncentrowała.

                      Tak więc co do Jeżycjady epoki PRL-u, ja żadnych zastrzeżeń nie mam.

                      Natomiast bieda z nędzą oraz tzw. bryndza wyłażą na wierzch w dziełach pisanych
                      ostatnimi laty. Wiele już było na ten temat powiedziane. Ani Miągwa, ani
                      pasierbice nie biorą udziału w żadnych zajęciach pozalekcyjnych z wyjątkiem
                      chórku kościelnego. Zadne z podobno niezwykle mądrych dzieci nie jest zachęcane
                      do pielęgnowania rzekomego geniuszu.

                      Mit rodziny nie tyle nawet inteligenckiej, co inteligentnej rozsypuje się w
                      proch i pył.

                      O dziwo, pozytywnie wyróżnia się tylko Pulpa, która zawsze miała dokładnie w
                      nosie rodzinne zachwyty upiornymi kamieniczkami, dziełami literackimi i tym
                      podobnymi atrakcjami
                  • kkokos Re: Inteligent a intelektualista 31.03.09, 21:59
                    a ja jestem rówieśnicą kreski, czyli między idą i nutrią i też raczej pamiętam
                    to jak anutek - możliwości było sporo, do przez nią wymienionych mogę dodać
                    jeszcze szkolne koła miłośników warszawy, jakieś koła turystyczne (jaką to miało
                    jakość, to nie wiem, ale pamiętam, ze było). dkf tu się pojawia późno, ale
                    przecież one działały też wcześniej. w warszawie było jeszcze należące do
                    filmoteki polskiej kino iluzjon (za mojego nastoletniego życia w chyba trzech
                    siedzibach po kolei), ale spędziłam tam kupę czasu jeszcze w podstawówce
                    oglądając klasykę filmu - być może rzeczywiście podobnych kin w innych miastach
                    nie było.

                    tyle jeśli chodzi o realia. ale jeśli chodzi o zawartość cukru w cukrze, czyli
                    intelektualizmu w borejkach, to zgadzam się z nessie, że w książkach po kolei
                    mamy różne elementy kultury i chyba bardziej stłoczyć się tego nie dało. no a
                    wciskanie w książkach dla wczesnych nastolatek wtrętów typu "mircea eliade na
                    ten temat mówił to, levi-strauss śmo, natomiast hannah arendt owo" byłoby
                    przecież nieznośne.

                    ja myślę, że i tak feynmana wykłady z fizyki i paluszki aspazji z miletu to
                    bardzo dużo na tle innych powieści dla młodzieży i chwała autorce za ówczesne
                    "iście" pod prąd, w którym matka sprzątała, a ojciec był magazynierem lub
                    górnikiem i mowa była tylko o podstawowych potrzebach życiowych :)
                    • lezbobimbo Re: Inteligent a intelektualista 04.04.09, 16:01
                      >kkokos napisała:
                      >też raczej pamiętam
                      > to jak anutek - możliwości było sporo,

                      Kochani, nie tylko mozliwosci bylo sporo - Murejki Bominkowe maja jeszcze
                      lepiej, bo o pare kroków dalej (wystarczy przejsc
                      jeden z mostów) cudny pruski Zamek czyli sam wielgachny gmach poznanskiego
                      Palacu Kulciury! Tamze w latach PRL bylo od groma kólek i hobbystów wielce
                      kulciuralnych, jak sama nazwa wskazuje :) Byly n.p. kólka ceramiki - i tamze to
                      wlasnie uczyla dzieci sama Irenka Zakowa, przynoszac do domu (Slowackiego tez
                      bliziutko) zmije w skoku :) Byly kólka plastyki. Byla rzezba w drewnie. Byla
                      metalurgia. Bylo modelarstwo, szachy, i pelno innych zajec. Byly tez jakies
                      kólka muzyczne. I to wszystko nieodplatnie, z materialami do dyspozycji, bo
                      chodzilam tam z siostra i mama na ceramike i plastyke, a wszak w domu sie nie
                      przelewalo i zawsze korzystac mozna bylo w bród z materialów juz sie tam
                      znajdujacych. Na ceramike chodzili tez absolwenci szkól dentystycznych (Krystian
                      z bormaszyna;) bo musieli umiec odtwarzac plastycznie (ich dziela w postaci
                      wielkich glów ludzkich suszyly sie na pólkach) A gdy jakies dziecko stworzylo
                      wyjatkowo piekne dzielo z gliny, bylo wystawiane (dzielo nie dziecko) w
                      gablotkach w innych czesciach Zamku :) Sama slodycz lat minionych!

                      W dodatku tenze gmach jest tak duzy, ze miesci tez biblioteke Zamkowa z
                      oddzialem dla dzieci (tam czytalam Mary Poppins;) oraz oraz kino Palacowe (tamze
                      wszak poszla Pulpa z Baltona) plus teatr! Teatr uwaga, bo dzieciecy! Caly czas
                      odchodzily tam jakies przedstawienia dla dzieci, adaptacje basni i marionetki, i
                      w calym Poznaniu widnialy plakaty reklamujace. Pamietam jak przez mgle jedno z
                      tych przedstawien, jakas basn z wielkim smokiem, smok wychodzil i strasznie
                      ryczal, dzieci piszczaly (potem dorosli sobie opowiadali, ze glówny aktor znów
                      sie upil i z trudnoscia w ogóle wszedl w kostium;)
                      W westybulu zas teatro-kina bylo tez miejsce na wystawy (pomijajac inne wystawy
                      w reszcie Zamku).
                      Nie wiem, czy w czasach kapitalistycznych teraz jest nadal tyle ofert, ale kino
                      dziala nadal.

                      >zgadzam się z nessie, że w książkach po kolei
                      > mamy różne elementy kultury i chyba bardziej stłoczyć się tego nie >dało. no a
                      > wciskanie w książkach dla wczesnych nastolatek wtrętów typu >"mircea eliade na
                      > ten temat mówił to, levi-strauss śmo, natomiast hannah arendt owo" byłoby>
                      przecież nieznośne.

                      I tak juz mamy nieznosnego Ignaca produkcje na temat rzekomej etyki stoików ;P A
                      wszak nie chodzi o to, zeby male Borejkówny dysputowaly uczenie strona za strona
                      na temat antropologii wg. Eliade, ale zeby od czasu do czasu choc jedno zdanie
                      bylo na temat chodzenia poza dom w celu czerpania kultury, bo i w siermieznym
                      PRLu sie jak widac dalo. N.p. zeby Nutria z Pulpa wracaly z ceramiki z cudowna
                      pania Zakowa (jak dobrze by to spajalo 6Klepke z KK i znajomosci Cesi z
                      Murejkami:) albo zeby Ignac wracal z biblioteki/tyatru dzieciecego z malymi, a
                      nie ze tylko w kolejkach walcza o byt lub ze wychodza glównie na "tajemnicze
                      spacery przedpoludniowe" czyli do kosciola lub na wyzerke do cioci Feli..
                      Dodatkowo w PRLu dzialaly preznie darmowe szkoly muzyczne. Jedna z nich
                      stostunkowo blisko Roosevelta, wystarczy wsiasc w tramwaj i pojechac w dal ulicy
                      Glogowskiej. Bardzo rygorystyczna szkola, nie wystarczylo tam miec znajomosci,
                      trzeba bylo miec tez talent od malego i predyspozycje cielesne, zajecia odbywaly
                      sie po szkole zwyczajnej, wiec dzieci tam chodzace mialy podwójne lekcje. Tamze
                      móglby uczeszczac snobistyczny
                      samorodek muzyczny, Laura, gdyby Jezycjada jeszcze nosila jakies znamiona
                      prawdopodobienstwa :)

                      > ja myślę, że i tak feynmana wykłady z fizyki i paluszki aspazji z miletu to>
                      bardzo dużo na tle innych powieści dla młodzieży i chwała autorce za ówczesne>
                      "iście" pod prąd, w którym matka sprzątała, a ojciec był magazynierem lub
                      > górnikiem i mowa była tylko o podstawowych potrzebach życiowych :)

                      Gwoli scislosci, paluszki hetery pojawily sie dopiero w latach dobrobytu po
                      przelomie :) Aspazja owszem wczesniej wystepuje przy Gabinych zmaganiach z
                      ciastem, ale pruderyjna MM zrobila z niej wzór gosposi domowej - i tyle mamy z
                      rzekomego oczytania Borejkowskiego. Humbug wielki panstwo moi! ;P
                      A lit. dla dzieci i mlodziezy ówczesna tez potrafila zawierac wiele snobizmów i
                      ukazywania wartosci nauki - n.p. u Ozogowskiej czy u Niziurskiego (co prawda u
                      tego ostatniego sprytne dzieci kombinuja glównie jak by tu uczyc sie najmniej a
                      nauzywac zycia jak najwiecej, co tez realne :). U Papuzinskiej byla tez mowa o
                      kondycji ludzkiej i zanieczyszczeniach :)
                      • sowca Re: Inteligent a intelektualista 04.04.09, 23:18
                        Ale, ale. Czy oznaką tego, że dom jest inteligencki, jest
                        uczęszczanie dzieci na dodatkowe zajęcia? Bo jesli tak, to robi się
                        cos dziwnego, bo znam dzieciaki, których absolutnie nie można nazwać
                        dziećmi intelektualistów, a mimo to chodzą na basen, na gimnastykę,
                        na balet, na angielski, francuski i chiński, na pianino, komputery i
                        inne bajery, na kółko takie, siakie czy śmakie. Wyznamm nieskromnie,
                        że osobiście poczuwam się do przynależności do rodziny
                        inteligenckiej, wykształconej i oczytanej, a z zajęć dodatkowych w
                        czasach szkolnych pamiętam jedynie angielski w podstawówce. Nie
                        dlatego, że niw było możliwości, tylko dlatego, że nie chciałam, nie
                        lubiłam i wolałam dokształcać się intelektualnie we własnym zakresie
                        tudzież w towarzystwie znajomych. Dla na przykład młodej Gaby
                        dyskusje grupy ESD były na pewno bardziej wartościowe niż idiotyczne
                        szkolne kółka (przymiotnik "idiotyczne" wynika z własnych życiowych
                        doświadczeń). Natomiast współcześnie, chciałabym dodać, że Laura
                        chodizła do Domu Kultury na ognisko muzyczne, gdzie uczyła się
                        śpiewu. Biorąc zaś pod uwagę fakt, że śpiewała w kościele, to
                        uwierzcie mi, to zajmuje masę czasu. Wiem, co mowię, sama śpiewam w
                        chórze i to są godziny prób, godziny doszlifowywania jednej nutki,
                        naprawdę zrozumiałe, że nie ma się ochoty juz na żadne inne zajęcia
                        dodatkowe. A mój chór wcale nie jest superprofesjonalny, mogę więc
                        sobie wyobrazić, jak to wyglądało u Laury.
                        • nessie-jp Re: Inteligent a intelektualista 05.04.09, 00:30
                          > Ale, ale. Czy oznaką tego, że dom jest inteligencki, jest
                          > uczęszczanie dzieci na dodatkowe zajęcia? Bo jesli tak, to robi się
                          > cos dziwnego, bo znam dzieciaki, których absolutnie nie można nazwać
                          > dziećmi intelektualistów, a mimo to chodzą na basen, na gimnastykę,
                          > na balet, na angielski, francuski i chiński, na pianino, komputery i
                          > inne bajery, na kółko takie, siakie czy śmakie.

                          Ja wręcz powiem, że jak słyszę o dziecku uczęszczającym na ww. zajęcia plus
                          skrzypce, szczypce i plastykomuzykorytmika od 3 miesiąca życia, to przed oczami
                          mam obraz rodziny zupełnie nieinteligenckiej, tylko właśnie leczącej jakieś
                          kompleksy... Oczywiście niewykluczone, że są dzieci, które CHCĄ chodzić
                          jednocześnie na 20 zajęć pozalekcyjnych, uczyć się pięciu języków i w przerwach
                          śpiewać altem, ale w większości przypadków takie nasilenie zajęć występuje w
                          rodzinach, w których rodzice są niezbyt pewni swoich umiejętności wyrobienia w
                          dziecku rozmaitych wartości uznawanych za kulturalne.

                          Wiem, że mętnie piszę, ale cały czas mam w pamięci moją koleżankę, która przez
                          11 lat chodziła na angielski i francuski, co roku od zera, bo niczego się nie
                          nauczyła. Jednocześnie dziewczę tańczyło tańce ludowe, uczyło się rysunku i było
                          prowadzane do teatru. Jak głupie było, tak głupie pozostało... niestety. Mam
                          wrażenie, że gdyby rodzice przestali się tak ciskać (tatuś - yntelygent w typie
                          Eugeniusza Jot, mamusia - nauczycielka w stylu pani Sznytek) to ta biedna
                          dziewczynina może nie nauczyłaby się wiele więcej, ale za to miałaby
                          przyjemniejsze dzieciństwo...
                          • klymenystra Re: Inteligent a intelektualista 05.04.09, 10:47
                            Ja bylam z tych dzieci, ktore chcialy... Od malego angielski, kolko francuskie,
                            harcerstwo (tylko rok, bo to porazka byla), chorek szkolny, chorek koscielny,
                            kolko samopomocy uczniowskiej, kolko plastyczne, teatr,zajecia w Instytucie
                            Francuskim od 8 klasy - do tego konkursy - poczawszy od biologicznych,
                            skonczywszy na olimpiadzie, poprzez literackie i recytatorskie... I nie
                            przystopowalam az do matury, chociaz w liceum mialam tego proporcjonalnie mniej.
                            Nawet na studiach sie bawie w teatr, rozne wydarzenia, typu festiwal nauki czy
                            wieczory poetyckie, chodze 3 razy w tygodniu na taniec, a do tego udzielam sie
                            naukowo. Jakas nadpobudliwa jestem, wiem, ale przeraza mnie inercja innych - nie
                            mowie, ze kazdy ma chodzic na sto tysiecy roznych zajec, ale ktos, kto
                            poprzestaje na szkole, jest wedlug mnie bierny.
                            Nie wiem, czy Borejkowny takie sa - Gaba i ESD, Laura i spiew (patrzac na moj
                            nieprofesjonalny taniec i doswiadczenia z chorkami, moge sie domyslic, jak
                            wyglada spiew Laury - tzn proby itd)... kto jeszcze? Nutria- zeglarstwo,
                            wiersze, Pulpa - kursy komputerowe? Troche malo mimo wszystko.
                            • nessie-jp Re: Inteligent a intelektualista 05.04.09, 19:36
                              > mowie, ze kazdy ma chodzic na sto tysiecy roznych zajec, ale ktos, kto
                              > poprzestaje na szkole, jest wedlug mnie bierny.

                              Ale wiesz, tu jednak dochodzą dwa aspekty. Pierwszy, finansowy, jest oczywisty i
                              nie ma się co w to wgłębiać. Drugi jest osobisty
                              • sowca Re: Inteligent a intelektualista 05.04.09, 21:48
                                Popieram Cię Nessie w całej rozciągłości :D
                                Ja wiem, że są osoby, które są niesamowicie aktywne, spędzają
                                mnóstwo czasu na różnych dodatkowych zajęciach i znajdują na to
                                pieniądze, energię i czas. Jestem pełna podziwu dla takich osób,
                                czapki z głów! Ale znam takich jednostek bardzo mało i uważam je za
                                wyjątki. Moim zdaniem zupełnie wystarczy, że człowiek ma jedno hobby
                                czy jedno dodatkowe zajęcie, kółko czy coś tam, a nawet, wyznam
                                szczerze, uważam, że wcale nie trzeba mieć jakiegoś hobby, żeby być
                                interesującym i wartościowym człowiekiem. Trochę jak Bebe, która
                                czuła się głupia i nie miala żadnych zainteresowań poza ksiązkami, a
                                przecież okazała się bardzo wartościową dziewczyną.
                                Ja obecnie jestem na II roku studiów, mam zajęć po dziurki w nosie.
                                Z zajęc dodatkowych chodzę na chór (teoretycznie 1 próba w tygodniu,
                                praktycznie przed każdym większym występem, czyli mniej więcej raz w
                                miesiącu, próby są kilka razy w ttygodniu i trwają kilka godzin) i
                                jestem członkiem Studenckiego Koła Naukowego ( warsztaty
                                nieregularnie, bywa, że 4 razy w miesiącu, innym razem 2 miesiące
                                wolne). Wolne wieczory i weekendy poświęcam na czytanie i na
                                spotkania towarzyskie, ale prawdę mówiąc, na życie stricte osobiste
                                nie bardzo mam czas. Tyle zajęc dodatkowych (zauważcie, w praktyce
                                tylko 2 rzeczy!) zupełnie mi wystarczy. Dlateo uważam czepianie się
                                Borejkówien za mocno na wyrost. Miały swoje zainteresowania,
                                rozwijały je, są dziewczynami inteligentnymi, interesującym i
                                oczytanymi. Dodatkowe kółka są naprawdę niepotrzebne, a wręcz
                                uważane byłyby zapewne za nienaturalne. Już wyobrażam sobie Idę
                                biegnącą z zajęć japońskiego na hiszpański, a potem na rosyjski, w
                                dzikim popłochu spieszącą na zajęcia z rytmiki i kursy karmienia
                                dzikich zwierząt, a w domu ćwiczącą obrabianie serwetek, bo jutro
                                kursy kroju i szycia :D
                              • klymenystra Re: Inteligent a intelektualista 07.04.09, 16:37
                                Alez ja mowilam o dzieciach! Nie chodzi o "zabawy zorganizowane" - kolo
                                plastyczne np srednio bylo, tylko o nabywanie pewnych umiejetnosci, ktorych
                                szkola nie da. Pal licho, jesli dziecko sie rozwija po swojemu, jak Ty - ale sa
                                dzieci, ktore nie robia absolutnie nic, czy to w domu kulutry (gdzie nie trzeba
                                wcale miec pieniedzy na zajecia, ^przewaznie to sa grosze, my za angielski
                                placiclismy 5 zl za lekcje), czy u siebie. Dzieci bez pasji, bez pomyslow. A
                                zajecia pozaszkolne moga pasje rozwijac, nawet w sposob nieswiadomy (nie
                                przepadalam za angielskim, ale rozwinal we mnie wszechogaraniajaca potem milosc
                                do jezykow i zmysl lingwistyczny).
                                • mamalilki Re: Inteligent a intelektualista 08.04.09, 13:24
                                  Verdano, antysemici istnieli i nadal istnieją. To hołota i stanowi tylko mały
                                  procent. Nie można tą miarką mierzyć wszystkich studentów! Róznica jest taka, że
                                  teraz nie ma Żydów. Jakby byli i stanowili 10 % społeczeństwa to też mogłoby być
                                  ciekawie. Mnie zawsze szokowały antysemickie napisy na UW, a takze w moim
                                  prestizowym warszawskim liceum. Potem przekonalam sie, ze wlasciwie mozna je
                                  spotkac wszedzie.
                                  • verdana Re: Inteligent a intelektualista 08.04.09, 13:47
                                    Ale wspominanie "przedwojennej młodziezy" jako tych kulturalnych
                                    jest naprawde absurdalne. To nie nie było kilku chuliganów, ani
                                    margines - to była wiekszość polskich studentów na uczelniach,
                                    niestety... Nie mowię, że wszyscy bili, ale większość respektowała
                                    getto ławkowe.
                                    Nie sadze, aby w dzisiejszych czasach mlodziez byla duzo lepsza, ale
                                    jednak czasy sie zmienily - i nie sadze, aby takie masowe zachowania
                                    byly mozliwe.
                                    • mamalilki Re: Inteligent a intelektualista 08.04.09, 13:56
                                      Pisałam kiedyś pracę na temat psychologii tłumu. Takie zachowania w każdych
                                      czasach są możliwe. A wróg się zawsze znajdzie. Nie usprawiedliwiam
                                      antysemityzmu, ale to nie antysemityzm był główna cechą charakterystyczna
                                      inteligencji przedwojennej - tu się chyba zgodzimy?
                                      • verdana Re: Inteligent a intelektualista 08.04.09, 14:06
                                        Młodziezy studenckiej, prawicowej szczególnie, chyba jednak był.
                                        I nie ma tu mowy o psychologii tlumu, tylko o deologii. To nie był
                                        jednorazowy wybryk, ale długoletnia akcja.
                                        Nie mowie tu nawet o antysemityxmie, ale jakos ta kultura z
                                        zyletkami i kastetami (oraz brakiem potępienia dla takich działań)
                                        mi się nie kojarzy. Nie wyobrazam sobie czegos takiego na
                                        dzisiejszych uniwersytetach. Kosz na głowie jednego nauczyciela to
                                        byl ogólnopolski skandal, a jest kompletnie nieporównywalny ze
                                        zdziczeniem uczelni lat trzydziestych.
                                        • lezbobimbo Re: Inteligent a intelektualista 08.04.09, 14:33
                                          Popieram Verdane, polskie przedwojnie to nie byla kraina miodem, mlekiem,
                                          kultura i inteligencja plynaca. Typowe mitologizowanie "kiedys to bylo lepiej, a
                                          mlodziez nie przeklinala" ;P
                                          Przed wojna w Polsce panowala prawicowa dyktatura wojskowa Pilsudskiego, który
                                          raczyl zabrac sobie wladze puczem. Kwitnela atmosfera endecji, antysemityzmu i
                                          mizoginii, a obyczajowosc opierala sie na dulszczyznie.
                                          Co do inteligencji, pamietajmy, ze Polska wówczas jak i dzisiaj jest krajem
                                          przede wszystkim rolniczym. Wiekszosc ludnosci przed wojna to byli niepismienni
                                          rolnicy, harujacy dla bogaczy-szlachty. Nawet w miastach istnial analfabetyzm,
                                          chociaz tam bylo latwiej sie uczyc.
                                          Dopiero po wojnie komunisci wypromowali ewenement, polegajacy na masowym
                                          ksztalceniu dzieci rolników i walki z analfabetyzmem (szkoda tylko, ze nauka
                                          prokomunistyczna;)
                                          • verdana Re: Inteligent a intelektualista 08.04.09, 15:15
                                            No, sprostuje wszelakoź, ze ksztalcenie dzieci w wieku 7-14 lat było
                                            konstytucyjnym obowiazkiem - i bylo to kształcenie darmowe. W
                                            miastach analfabetyzm był już raczej wśrod starszej ludnosci,
                                            natomiast praedziwy dramat byl na Kresach, gdzie nie wykonywano
                                            obowiazku szkolnego.
                                            A prawicowa dyktatura Pilsudskiego byla autorytarna, ale niemal
                                            lewicowa, w stosunku do wladzy, na ktora dokonał zamachu, po jego
                                            smierci dopiero nastapił gwałtowny skręt w prawo.
                                          • paszczakowna1 Re: Inteligent a intelektualista 08.04.09, 16:13
                                            > Dopiero po wojnie komunisci wypromowali ewenement, polegajacy na masowym
                                            > ksztalceniu dzieci rolników i walki z analfabetyzmem (szkoda tylko, ze nauka
                                            > prokomunistyczna;)
                                            >

                                            Komunistyczna propaganda. II RP odziedziczyła analfabetyzm po czasach zaborów (z
                                            wyjątkiem byłego zaboru pruskiego), ale w dużej mierze go zwalczyła: w 1921 roku
                                            wynosił 33,1%, w 1939 - 15%. Komuniści mogą się oczywiście pochwalić ok. 2% w
                                            1960 roku, ale w porównaniach tych trzeba uwzględnić fakt, że w 1939 roku
                                            znakomita większość analfabetów to byli Ukraińcy i Białorusini (a także, wbrew
                                            stereotypom, Żydzi, zwłaszcza kobiety). Wśród etnicznych Polaków analfabetyzm
                                            już przed wojną był niski.
                                              • paszczakowna1 Re: Inteligent a intelektualista 09.04.09, 00:16
                                                verdana napisała:

                                                > Żydzi niemal nigdy nie byli analfabetami, tylko nie znali alfabetu
                                                > lacinskiego i przez to byli tak klasyfikowani.

                                                Pewnie masz racje - statystyki notuja, ze w Lublinie bylo 2x wiecej analfabetow
                                                wsrod Zydow niz wsrod Polakow, co wydaje mi sie wynikiem nadzwyczej podejrzanym.
                                                Ale czy to samo dotyczy kobiet? Chlopiec powinien byc w stanie przeczytac
                                                fragment Tory (zalozmy, ze nie tylko raz w zyciu), ale dziewczynka?

                                                > Fakt, analfabetyzm to
                                                > przede wszystkim wieś i kresy.

                                                Wieś, dodajmy, przede wszyskim bylego zaboru rosyjskiego. A i tam jeszcze przed
                                                odzyskanien niepodleglosci zrobiono naprawde duzo, jak tylko mozna bylo (czyli
                                                od 1905). Prus podaje, ze w 1905 roku wsrod rekrutow (czyli ludzi mlodych, i to
                                                plci meskiej) z ziem polskich zaboru rosyjskiego bylo okolo 70% (!) analfabetow.
                                                Dlatego irytuje mnie oskarzanie, nawet zawoalowane, wladz II RP o zaniedbania w
                                                tym wzgledzie, bo zapoznienia cywilizacyjne po zaborach byly potworne.
                                    • nessie-jp Re: Inteligent a intelektualista 08.04.09, 21:03
                                      verdana napisała:

                                      > Ale wspominanie "przedwojennej młodziezy" jako tych kulturalnych
                                      > jest naprawde absurdalne.

                                      Ale wiesz, to jest jednak trochę inna sprawa. Wówczas pojęcie człowieka
                                      kulturalnego WCALE nie było sprzeczne z pojęciem antysemity czy kogoś
                                      atakującego innych za wyznanie albo kolor skóry! Broń Boże nie stawiam tego na
                                      piedestale, tylko po prostu obawiam się, że przedwojenne pojęcie kultury
                                      dotyczyło bardziej białych kołnierzyków, kłaniania się damom, nieupijania na
                                      ulicy i pastowania butów, niż kwestii ideologicznych.

                                      Teraz pojęcie kultury osobistej też przecież nie idzie w parze z kulturą
                                      ideologiczną. Są wykształceni, ładnie się wysławiający, dobrze wychowani ludzie,
                                      którzy potrafią opowiadać takie brednie o żydach czy Murzynach czy choćby nawet
                                      o roli kobiet w społeczeństwie, że aż się słabo robi.

                                      Trzecia sprawa, że "przedwojenna inteligencja" to był też
                                      • verdana Re: Inteligent a intelektualista 08.04.09, 21:45
                                        Było, było.
                                        W prasie lewicowo-demokratycznej roi sie od artykułów o zdziczeniu
                                        powojennej kultury, zaniku obyczajow, barbarzyństwie. Rzniecie kogoś
                                        zyletką nawet w tych dawnych czasach kłócilo się z byciem
                                        człowiekiem kulturalnym - a mowimy tu nie tylko o ideologii, ale o
                                        czynach. Wiecej - rządanie getta ławkowego tez się kłócilo, tyle ,
                                        ze nie dla prawicy nacjonalistycznej. Nie bez przyczyny co roku
                                        niemal zawieszano zajęcia na uniwersytetach... To nie bylo
                                        średniowiecze.
                                        Brzechwa troche za mlody - to już po wojnie. Ale inteligencja to był
                                        także Nowaczyński czy Stanisław Piasecki.
                                        No i w gazetach z dwudziestolecia biada się nad mlodzieżą - nic nie
                                        czytają, w głowie im tylko głosna muzyka, dansingi i sport.
                                        Młodzież, się nie zmienia tak bardzo - tylko kazde pokolenie uwaza,
                                        ze dawniej, panie dziejku, lepiej bywało.
                                        Tak jak Ludwiczka z "Nocy i Dni", ktora z placzem wspominala, jak
                                        dobrze było za pńszczyzny, "niepomna, ze nie pańszczyzne, a mlodość
                                        wspomina".
                                        • mamalilki Re: Inteligent a intelektualista 08.04.09, 21:55
                                          Z tym psioczeniem na młodzież to pewnie masz rację, ale warstwa inteligencji
                                          naprawdę miewała się lepiej.
                                          A tak przy okazji mi się skojarzyło: raz, RAZ jeden jedyny spotkałam się z tym,
                                          że starszy człowiek uważał, że w czasy jego młodości były wstrętne, ludzie gorsi
                                          i głupsi, a potem stopniowo się polepszało. Tak pisała o swoich czasach Agata
                                          Christie :-)
                          • lezbobimbo Re: Inteligent a intelektualista 06.04.09, 18:53
                            nessie-jp napisała:
                            > Ja wręcz powiem, że jak słyszę o dziecku uczęszczającym na ww. zajęcia plus
                            > skrzypce, szczypce i plastykomuzykorytmika od 3 miesiąca życia, to przed oczami
                            > mam obraz rodziny zupełnie nieinteligenckiej, tylko właśnie leczącej jakieś
                            > kompleksy...

                            Droga Nessie, az mna trzeplo! Co Ty wypisujesz, na Bohuna i sw. vagine ;PPPP
                            To znaczy, ze po pierwsze Ty decydujesz kto tu jest kulturalny ;P
                            a po drugie, wychodzi na to, ze twierdzisz:
                            prawdziwe kulturalne dziecko siedzi w domu, i prawdziwa entelygencje poznasz po
                            tym, ze zawsze tylko gnije w fotelu z ksiazeczka ;P A te, co chadzaja na jakies
                            dodatkowe zajecia to jakies wsioki z kompleksami???

                            No sorry, ale nie moge sie zgodzic za nic w swiecy.
                            Dlaczemu intelektualisci i dzieci inteligentne maja byc zawsze asocjalnymi
                            odludkami i zawsze tylko odtwarzac kulture oczyma? ;P
                            Kulture mozna tez tworzyc wlasnymi rekoma albo wlasnym cialem (tance, rytmika) i
                            wtenczas chadzanie na jakies kólka tylko pomaga.
                            Talenty rozmaite tez sie nie rozwijaja same z siebie, trzeba im ze wszechmiar
                            pomagac, i tak wlasnie chadzac na dodatkowe jezyki albo insze dodatki.

                            Nie mówiac juz o tym, ze sporty i dodatkowe zajecia ruchowe to cos, czego
                            zaczytanym dzieciom czesto brakuje, a i tez dzieciom zwyczajnie gnijacym przed
                            kompem i tivi. Wio na dwór albo do sali, ruszac sie! Tozto dla cielska
                            niezbedne, zwlaszcza dla rozwijajacych sie.. a przy okazji, conajmniej 30 minut
                            ruchu na dzien dotlenia mózg i odnawia neurony :)
                            • mamarcela Re: Inteligent a intelektualista 06.04.09, 19:44
                              anienienie
                              Nessie nic takiego nie napisała.Tu nie chodzi o intelektualistów siedzących na kanapach, tu chodzi o pozostawienie dzieciom szczególnie w gimnazjum i liceum prawa do swobodnego rozwoju i wyboru zainteresowań. Są ekstrawertycy kochający miliony dodatkowych zajęć ( i to wcale nie dlatego, że tak straszliwie się na nich rozwijają, ale dlatego, że szukają towarzystwa), są tacy, co próbują i szybko porzucają, a są tacy, którzy po prostu nie lubią. I co z nimi zrobić? Zastrzelić? Moja jedyna córka od polowy gimnazjum nie uczęszczała chyba na nic, a teraz radośnie studiuje na dwóch humanistycznych kierunkach, z czego jeden kompletnie od czapy ma służyć li i jedynie intelektualnemu rozwojowi.

                              Natomiast nerwowe posyłanie trzylatka na lekcje golfa, saksofonu i chińskiego oraz histeria na temat jak najlepszej szkoły naprawdę paradoksalnie zamiast rozwijać tworzy często zakochane w sobie cyborgi, które nie potrafią zorganizować sobie godziny wolnego czasu. Kiedyś w głębokiej podstawówce przybył z wizytą do mojej córki kolega uczęszczający na tenis, judo, karate, ściankę wspinaczkową, konie, włoski, francuski, że o nartach i pływaniu nie wspomnę i zobaczył, proszę szanownego państwa, trzepak. Trzepak, z którego można sobie pozwisać swobodnie głową w dół. Wiem, ze wiszenie głową w dół na trzepaku jest zajęciem nijak się niemającym do jogi, capoeiry i lekcji filozofii, ale naprawdę nie widziałam nigdy tak szczęśliwego małolata.
                            • nessie-jp Re: Inteligent a intelektualista 06.04.09, 20:12
                              Te, bimbo, proszę mi nie dorabiać gęby :) Ja się po prostu podśmiewam z tych
                              rodziców, którzy od żłobka zapisują dzieci na milion zajęć dodatkowych. Nie
                              widzę żadnego związku z byciem lub niebyciem człowiekiem inteligentnym
                                • mamarcela Re: Inteligent a intelektualista 06.04.09, 20:33
                                  nessie-jp napisała:

                                  >
                                  > Niepokoi mnie tylko brak jakichkolwiek zachęt ze strony Strybów, żeby ich
                                  > najmłodsze latorośle (pasierbice i gieniuś) poszukały sobie jakiegoś hobby.
                                  > Laura na szczęście przynajmniej ten śpiew ma...


                                  Tak! Ale IMO nie w celu stymulowania jeszcze większej genialności, ale
                                  znormalnienia i zsocjalizowania w grupie rówieśników bez garniturków i czapek w
                                  biedronki!
                              • croyance Re: Inteligent a intelektualista 07.04.09, 13:21
                                A swoja droga, czytalam ostatnio o badaniach matek, ktore mialy
                                napisac, ile maja dziennie wolnego czasu. I okazalo sie, ze matki z
                                klasy pracujacej okreslily czas spedzany z dziecmi jako 'czas wolny'
                                (bo w tym czasie nie zarabiaja), a matki z klasy sredniej czas
                                spedzany z dziecmi okreslily jako - no, moze nie prace - ale nauke,
                                bo czuly sie zobawiazane do jakichs edukacyjnych dzialan i czas
                                spedzony mial byc produktywnie; jako czas wolny okreslily czas
                                spedzany np. u kosmetyczki.
                                • kkokos Re: Inteligent a intelektualista 08.04.09, 19:39
                                  croyance napisała:

                                  > A swoja droga, czytalam ostatnio o badaniach matek, ktore mialy
                                  > napisac, ile maja dziennie wolnego czasu. okazalo sie, ze matki z
                                  > klasy pracujacej okreslily czas spedzany z dziecmi jako 'czas wolny'
                                  > (bo w tym czasie nie zarabiaja), a matki z klasy sredniej czas
                                  > spedzany z dziecmi okreslily jako...


                                  ciekawe! a masz jakiś link do tego badania? czy to było badanie na zupełnie inny
                                  temat i tak wyszło przy okazji?
    • wushum Re: Inteligent a intelektualista 06.04.09, 21:56
      Co do tego, czy "tytuł" uprawnia do myślenia, a jego brak wręcz przeciwnie, ja
      nie będę się wypowiadać, bo uczulenia dostaję, tak samo, kiedy słyszę, że
      "średnia mówi", że ten będzie bandytą, a tamten nie...
      Co do dalszych wypowiedzi - można być zapisanym na 100 kursów, albo na żaden i
      nie sądzę, że jest jakaś prawidłowość, bo we wszystkim można się doszukać plusów
      i minusów.
      MM miewa skłonność do lekkiej przesady w stronę samorodnych talentów bujnie
      kwitnących w ciepełku domowych pieleszy, bo też jej zasadą jest, że najlepsze
      to, co w domu.
      Jeśli chodzi o dzieci zapisywane na tysiąc różnych zajęć, często robi się tak, w
      przypadku ADHD, żeby energia miała ujście.
      • mamalilki Re: Inteligent a intelektualista 06.04.09, 22:34
        Ja tak troche od drugiej strony.
        Inteligent, inteligencja - to dla mnie określenie pozytywne, określa ludzi,
        którzy mają potencjał, ambicję, wolę i chęć do nauki/pracy (nie tylko naukowej).
        To ludzie którzy własnym wysiłkiem zdobyli wykształcenie i dalej się rozwijają w
        pracy zawodowej.
        Intelektualista to pojęcie, które karierę zaczęło robić w PRL. Dla mnie
        pejoratywne określenie snoba i pseudoerudyty, który chętnie wypowie się na każdy
        temat, nawet jeśli nie ma pojęcia, stosuje pseudonaukowy slang, z którego nikt
        nic nie rozumie (zwykle maskując tym własną niemoc twórczą), zawsze musi być
        wielkim literatem, filozofem czy innym zofem, nic nie wnosząc w polką naukę czy
        literaturę.
        Zauważcie że kiedy mowa o czasach przedwojennych to mówi się: inteligencja,
        zarówno o tych, którzy wynieśli taką tradycję z domu jak i o pierwszym
        pokoleniu: tych co własnie zaczęli studia, jako pierwsi w swoich rodzinach.

        Oczywiście to rozróżnienie widzę tylko jeśli chodzi o j. polski i nasz kontekst
        kulturowy, bo zdaje sobie sprawę, że te same słowa przetłumaczone np. na
        francuski mają zupełnie inny wydzwięk.
        • mamalilki Re: Inteligent a intelektualista 06.04.09, 22:38
          MM chciałaby, żeby Borejkowie byli inteligentami, a my ich najczęściej
          postrzegamy jako intelektualistów :-)

          Przypomnijcie sobie, kto był intelektualistą? Tata Genowefy! A to na pewno z
          początku była postać negatywna.
          • mamalilki Re: Inteligent a intelektualista 06.04.09, 23:18
            No widzisz. Co do inteligencji przedwojennej to niestety nie mam wątpliwości, że
            skonczyla w dolach katynskich, na barykadach powstania warszawskiego i we
            wszystkich tych miejscach, gdzie spędzano lokalnych lekarzy, nauczycieli czy
            inzynierów po to wlasnie: zeby narod zostal bez inteligencji. Ja tez myslę ze z
            tej przedwojennej niewiele zostało. Jak do tego dodać jeszcze emigrantów
            politycznych wojennych, z 1968 i z czasów stanu wojennego to zostaje pustynia!
            Myslę ze ta prawdziwa inteligencja czy jak Ty ich nazywasz intelektualisci (jak
            ich zwal, tak zwal, chodzi przeciez o ten sam typ ludzi?) odradza się w bólach.
            To wlasnie ludzie inteligentni, mądrzy, z klasą, w dowolnym zawodzie czy branży.
            Natomiast nie zgodzę się że inteligent może nie być wykształcony. Oczywiście
            może się kształcić sam, ale bez wykształcenia będzie tzw człowiekiem prostym )co
            tez jest dla mnie okresleniem pozytywnym)
            • mamalilki Re: Inteligent a intelektualista 06.04.09, 23:23
              Jest bardzo trudno tlumaczyc dzisiejszym studentom, ze np. studentowi
              Politechniki Warszawskiej coś nie przystoi. Ze student powienien reprezentowac
              pewna kulturę. Przed wojną to było oczywiste a teraz jest oczywiste ze kolesie
              sie schlają, zdemolują akademik i wyrzucą nacpanego kolegę z drugiego piętra. I
              jest fajnie. A moj mąż, który wzorem przedwojennych wykładowców zawsze wykłada w
              marynarce i krawacie, zawsze dotrzymuje terminów, zawsze udziela indywidualnych
              konsultacji i nie toleruje oszustwa, ściągania i picia piwska na korytarzu
              uczelni jest traktowany jak dziwadło.
                • verdana Re: Inteligent a intelektualista 07.04.09, 09:34
                  Ci międzywojenni studenci-korporanci walący pałami, kastetami i
                  tnący żyletkami kolezanki-Żydówki, to naprawdę było to, co studentom
                  przystoi????
                  Napady na profesorów -Żydow to był wyraz kultury?
                  Żądanie getta lawkowego i "dni bez Żydów" na UW to wyraz wyzszosci
                  tamtych czasów?
                  Nie, nie drogie Panie. Dziesiejsi studenci to szczyt kultury w
                  porównaniu z niegdysiejszymi, choćby nawet nie chodzili w
                  garniturach i ziewali podczas wykladów.
        • croyance Re: Inteligent a intelektualista 07.04.09, 13:23
          'Dla mnie
          pejoratywne określenie snoba i pseudoerudyty, który chętnie wypowie
          się na każdy
          temat, nawet jeśli nie ma pojęcia, stosuje pseudonaukowy slang, z
          którego nikt
          nic nie rozumie (zwykle maskując tym własną niemoc twórczą), zawsze
          musi być
          wielkim literatem, filozofem czy innym zofem, nic nie wnosząc w
          polką naukę czy
          literaturę.'

          To, ekhm, prawie tak, jak ja :-)
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka