wedrowiec2
12.12.09, 18:39
Pod wpływem kuzynki z dalekiej Bawarii rozpoczęłam spisywanie
dziejów rodziny. Zaczęłam od stworzenia drzewa geneaologicznego.
Pamięcią sięgamy do połowy dziewiętnastego wieku i trzymamy się
tylko najważniejszych jego gałęzi. Nie rozdrabniam się na rodziny
osób wchodzących na nasze drzewo

, a więc mężów i żon, chyba, że
jest to w jakiś sposób ważne dla rodziny. Na przykład ktoś wchodzący
do rodziny z potomstwem z poprzednich związków lub ktoś odchodzący i
mający w innym związku dzieci, które sa przyrodnim rodzeństwem tych,
którzy już siedzą na drzewie.
Spisane mam 74 osoby, o których coś można powiedzieć. Czasami są
tylko słowa o śmierci na hiszpankę, czasami wiadomość, że „wyszła za
mąż za carskiego oficera”, a czasami bardzo ciekawe losy. Korzenie
drzewa rosną w dalekiej litewsko-żmudzińsko-białoruskiej ziemi.
Ksiąg nie ma, pamiętników praszczurów też
Gdy skończę jedno drzewo biorę się za drugie, z ziem Mazowsza
pochodzące. Wbrew pozorom pamięć sięga tylko do początków
dwudziestego wieku