izis52
28.06.11, 08:51
Miło jest pić pierwszą kawę na balkonie naszego, wiejskiego domu. Jedyne słyszalne odgłosy to świergot ptaszków z ogrodu i sąsiadującego z nim lasu. Czasem jeszcze odezwie się pies, albo donośny chórek lilipucich kogutków od sąsiadów. Po trawniku skaczą kosy i szpaki - coś tam dziobiąc. Wokół starej czereśni uwija się rój owadów i ptaszków, z którymi dzielimy owoce nie do przejedzenia. Od wschodniej strony już mocno operuje słońce. Będzie piękny, letni dzień, kolejny dzień z tych, co to koją rany duszy, jeśli tylko uda się całkiem zatopić w tej zieleni, drgającym, nagrzanym powietrzu.
Miałam dziś jechać do miasta na dyżur-wizytację w pracy, ale odkładam na jutro. Nie mam nawet wyrzutów sumienia, że coś tam jest nie tak. Mój pracoholizm przegrywa z nową postawą sybaryty ? To chyba jest normalne ?