Dodaj do ulubionych

Watek podrozniczy.

04.09.11, 04:22
Mamajka na Krymie , Wedrowiec ciagle wedruje, ja powrocilam pelna wrazen i refleksji po pobycie we Wroclawiu i Berlinie.
Wodnik zwiedzil pol swiata ( o ile nie caly ) i tez moglby posnuc wspomnieniasmile))
Inni Forumowiczee tez z pewnoscia mieliby cos do dorzucenia w temacie podrozy...
Moze bedziemy tu pisac zeby miec nasze wsomnienia wjednym miejscu , zeby mozna w razie czasu i ochoty do nich powrocic.
Ja zarobiona jestem w domu i w pracy i jeszcze dobrze nie wrocilam a niedlugo znowu wyjezdzam na tydzien.
Ale åpoporzadkuje i ukladam swoje wspomnienia , obiecuje niedlugo napisac nieco , mam nadzieje ze pojdziecie wmoje slady smile))
Ula
Obserwuj wątek
    • 1grzech Re: Watek podrozniczy. 06.09.11, 11:07
      Dla tych co jeszcze wahają się odnośnie celu wakacyjnej podróży moja propozycja to - Angkor -
      mityczna stolica państwa Khmerów. Największe średniowieczne miasto świata. Jego historia to pasjonująca opowieśc godna najlepszego pióra. Rozległość i różnorodnośc zachęcają by zatrzymać się na kilka dni w pobliskim Siem Reap i spokojnie nacieszyć możliwością dotykania miejsc, o których Europejczycy dowiedzieli się dopiero w XVI w. Niestety, misjonarzom niosącym wieści o położonym w dżungli mieście, większym od wszystkiego co znała Europa, nikt wówczas nie dał wiary. Dziś możemy je odkrywać sami dla siebie. Zasmakowałe tego w ubiegłym roku wraz z małżonką. https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/TzJtl8MCpKoU2iORWB.jpgA gdy pozwolimy sobie na zagubienie i odejdziemy od głównyh turystycznych duktów Angkoru trafimy na miejsca, gdzie dżungla nieustannie walczy o swoje, często skutecznie. https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/zKw4YRlS0fyLqKAbDB.jpg
      • izis52 Re: Watek podrozniczy. 06.09.11, 20:38
        Dzięki za wspomnienie. Byłam, zwiedzałam te autentyczne perełki i czułam się jak Indiana Jones zwłaszcza w Beang Melea, tam chyba zrobione drugie zdjęcie ? Największym odkryciem byli dla mnie ludzie; biedni, ale szczerze życzliwi, gościnni, wspaniali. Porażający jest fakt, że czerwoni Khmerzy wymordowali praktycznie całe pokolenie. W październiku syn wybiera się na wyprawę z kolegami do Wietnamu, Kambodży, Laosu.
        • 1grzech Re: Watek podrozniczy. 07.09.11, 08:20
          To fantastycznie, że i Tobie Izis w pamięci z takich wypraw zostają napotkani tam ludzie. Mnie też wydaje się, że często to oni są największa atrakcją.
          W Kambodży, mimo, że dzieci w wielu rejonach śpiewają na nasz widok "one dolar", to jednak ich wielki szacunek do obcego, permanentne ukłony z rękami w geście modlitwy i uśmiechem na twarzy sprawiają, że te rejony zwiedza się wyjątkowo przyjemnie. No i ceny.
          Postanowiliśmy wybrać się z Siem Reap nad Tonle Sap (Ogromne jezioro zamieszkałe przez ludzi bez ziemi w domach na palach). By tam popływac łodzią i zajrzeć do wiosek na palach, zbudowanych daleko od brzegu. Nasz stały tuk tuk driver z żalem oznajmił, że jego pojazd da radę, ale podróż zajmie mu cały dzień. Zaczęliśmy rozglądać się za pojazdem innym niż taksówka. (kierowcy taksówek mają tam zwykle nowojorskie ceny). Kierowca pierwszego napotkanego pick upa z niewielkim oporem zgodził się, ale pod dwoma warunkami. 1) Zapłacimy z góry, 2) nie będziemy negocjować ustalonej przez niego ceny. Wyprawa miała trwać cały dzień, a samej jazdy było na blisko 200 km. Z lekkim niepokojem zapytałem "ile?". Właściciel auta ostrożnie wydeklamował 5 $. Z trudem opanowłem cisnący się an twarz euforyczny uśmiech. Daliśmy mu 5 $. Pobiegł natychmiast z nimi między stragany na ulicę. Po chwili wrócił żując śniadanie i z plastikowymi butelkami po wodzie mineralnej napełnionymi benzyną. Postawił je na ziemi, wyjął z kieszeni 2 $, pomachał nimi z uśmiechem mówiąc "A to dla rodziny". Podróż była świetna (na święta wymienilismy z nim maile z życzeniami), a po udanym i pełnym wrażeń dniu rozstając się przed naszym hotelem wręczyliśmy mu jeszcze dziesięcio dolarowego tipa. Miło było patrzeć jak wiele szczęścia kupilismy mu tym napiwkiem.
          Przed wyjazdem straszono nas dzikim krajem i dzikimi ludźmi. Tymczasem bywało i tak:
          już po kilku dniach nadmiar luzu sprawił, że zostawiłem w przygodnej restauracji aparat fot. Wsiedliśmy w tuk tuka i do hotelu. Po chwili przed nasz tuk tuk wypada zziajany kelner z moim aparatem w dłoni. Biedak musiał uzyć niemal olimpijskiej formy żeby nas dogonić. Po takich incydentach zaczynaliśmy kochać tych ludzi i te miejsca. Miejsca bardzo skromne i biedne, ale w obejściu ich właścicieli zawsze czyste i zadbane. Jakże miłym urozmaiceniem było być tam po wczesniejszych doświadczeniach z afrykańskim brudem i niechlujstwem, czy też z dalekowschodnią hałaśliwą natarczywością Chińczyków.
          • jan.kran Re: Watek podrozniczy. Grzech . 07.09.11, 17:21
            Bardzo Ci dziekuje za te opowiesc.
            Ja mam pare planow i marzen dalszych jak chodzi o podroze , blizsze zaczynam realizowac.
            Mysle o Afryce i Azji oraz Ameryce Poludniowej ale na razie jestem na etapie marzen i pojechania ze zorganizowana wycieczka.
            Przewodnik , hotel , autobus z klima...
            Ale jednak to nie jest prawdziwe podrozowanie...
            Bylam dwa razy w Tunezjii, w Tunisie . Dzieci byle male wiec wybralismy opcje prosta , samolot , hotel i sniadanie plus kolacja.
            Ale z powodu ciekawosci swiata i znajomosci miejscowego narzecza wyruszylismy na samodzielne odkrycie Tunisu. I to bylo znakomite , jedzenie miejscowe , zakamary gdzie zaden zorganizowany niemiecki turysta by sie nie pojawil , kontakt z miejscowa ludnoscia.
            Niemeicki turysta smazyl sie na plazy lub walczyl o miejsce na lezaku przy basenie hotelowym a jedyny kontakt z Tunisem to byla dwugodzinna wycieczka w autobusie z klima i niemeickim przewodnikiem.
            My z dwojgiem dzieci przemierzylismy kilometry nas piehchote, jedlismy miejscowe
            jedzenie , pilismy zielona herbate z mieta w arabskiej kafrjce gdzie bylismy jedymi bialymi
            i spotkalismy wielu ciekawych ludzi.
            To bylo blisko cwierc wieku temu , teraz moja wiedaz na temat innych jest zdecydowanie wieksza.
            Najmniej obawiam sie samotnej podrozy do Afryki bo mam jakies ogolne pojecie ale to co piszesz o Azji bardzo mnie zacheca do wyprawy tamzesmile))
    • jan.kran Re:Berlin. 07.09.11, 17:35
      To jest miasto do ktorego z pewnoscia powroce wielokrotnie . Ale to co zobaczylam bylo definitywnie odmienne od tego czego sie spodziewalam.
      W Berlinie bylam pierwszy raz jak nastolatka i to co najbardziej zapamietalam to byla Brama. Stalam pod nia i widzialam podzial Europy , niesprawiedliwosc ze nie moge Bramy przekroczyc. Bardzo niemile uczucie.
      Kolejny Berlin to bylo kilka razy w drodze do Wrolawia, krotkie impresje w oczekiwaniu na ktoregos z Braci ktory mnie mial zebrac z Berlina i zawiezc do Wroclawia.

      Tym razem mialam dwa dni na Berlin i spodziewalam sie nie wiadomo czego. I doznalam szeregu uczuc ... tylko jakby inaczej niz sadzilam .
      Jestem germanofilka , kocham jezyk niemiecki , kulture, mentalnosc. Zawsze porownanie DE do Polski czy Norwegii wypadalo na korzysc Niemiec.

      Dotarlam do Berlina , porzucilam walizke u znajomej i udalam sie na podboj Berlina.
      Najpierw zaskoczyla mnie fatalna komunikacja , potem to ze slady deder sa tak widoczne a nastepnie fakt ze nie stwierdzilam aby Berlin sprawial wrazenie metropolii czy tez miasta o ogromnym rozmachu.

      Poczlapalam pod Brame i pod nia przeszlam bo to bylo moje marzenie , potem w upale usilowalam gdzies dojsc lub dojechac tak bardziej bez celu.
      Oslo , Paryz czy Wroclaw maja jakas strukture , glowne punkty i komunikacja jest ok.
      Berlni to moloch posklejany z pozostalosci deder, alternatywnosci Berlina Zachodniego oraz kryzysu Europy.

      c.d.n smile))
      • jan.kran Re:Berlin. 07.09.11, 18:07
        Pierwszy dzien w Berlinie to bylo zaskoczenie. Tym ze po tylu latach widac slady deder tak bardzo. To ze to miasto przypomina lunapark dla turystow a zarazem jets malo wygodne.
        Pojelam czemu Norwegia jest w rankingach na najbogatsze i najlepsze miejsce do zycia na jednym z pierwszych miejsc na swiecie.
        Drugi dzien byl lepszy bo znajoma skeirowala mnie na Potsdamer Platz , miejsce piekne stworzone z rozmachem i posiadajace TO:

        de.wikipedia.org/wiki/Filmmuseum_Berlin
        Spedzilam tam blisko cztery godziny a moglabym wiecej , genialne miejsce , znakomite muzeum.

        Potem pojechalam do Wroclawia o ktorym napisze wiecej ale Wroclaw w porownaniu z Berlinem pod wieloma wzgledami wypada na plus.

        Po powrocie z Wroclawia spedzilam jeszcze dzien w Berlinie i zaczelam powoli oswajac to miasto dla siebie i rozumiec jak ono funkcjonuje.

        Odwiedzilam Checkpoint Charlie i Mauermuseum. Dla mnie bardzo , bardzo mocne przezycia .
        Przeszlam sie kolo redakcji TAZ i na prosbe Mlodej dotknelam tablicy tam umieszczonej ku pamieci Rudi Dutschke.

        Na pewno bede wraca do Berlina bo to miasto ktore mowi i daje wiele...
        K.
    • 1grzech Re: Watek podrozniczy. 09.09.11, 09:42
      Dzięki jan.kran już nie mogę się doczekać tych uwag na temat konfrontaji Wrocławia z Berlinem.
      Jako, że na innym forum w zamian za relację z wyprawy przyjęto mnie do grona uprzywilejowanych w dostępie do sponsorów, popełniłem taki oto opis ataku na Elbrus:
      www.forum.outdoor.org.pl/pasma-calego-swiata/elbrus-prawie-europa-dla-nas-na-pewno/msg183386/?topicseen#msg183386
        • izis52 Re: Watek podrozniczy. 17.09.11, 22:48
          Wątek się zaciął więc odkurzę rzucając kilka wspomnień.
          Najbardziej bliskie mojemu sercu są kraje śródziemnomorskie z ich bogatą starożytną historią, urodą krain i specyficznym kultem dobrej kuchni, wina oraz takiej pierwotnej radości życia.
          Pierwsza była Grecja. Po kilkakrotnym przejechaniu i przedeptaniu kontynentu, zakochaliśmy się w wyspach. Oczywiście na początek te większe Kreta, Rodos, Santorini, Evia, a potem była wyprawa promami na malutkie wysepki Cyklad.

          http://i56.tinypic.com/28hissi.jpg

          http://i51.tinypic.com/iy2brk.jpg

          http://i55.tinypic.com/105te9e.jpg

          http://i51.tinypic.com/fc8lj5.jpg

          Nie będę zanudzała opisami, gdyż te są powszechnie dostępne, a i pewnie wiele widzieliście sami.
          Ostatnie z poznanych wysp już od zachodniej strony to urocze, zielone Korfu (mało greckie), dziewicza niezadeptana Kefalonia, Itaka i najmniej intrygująca Zakintos, na której praktycznie nie ma żadnych pamiątek po licznych trzęsieniach ziemi.
          Zachód słońca na Kerkirze (Korfu)
          http://i52.tinypic.com/2chugp0.jpg
          Pejzaż Kefalonii
          http://i51.tinypic.com/15ejlu1.jpg

          Te zdjęcia są w różnych formatach, gdyż uczyłam się dopiero przenoszenia do kompa, zmniejszania. Szczerze mówiąc do tej pory nie zgłębiłam tej sztuki.
          • jan.kran Re: Watek podrozniczy. 18.09.11, 20:43
            Piekne zdjecia , Gracja to moje marzenie od lat , glownie ze wzgledu na moje klasyczne wyksztalcenie. Ale inne strony Grecji , w tym kulinarna mnie pociagajasmile)
            Ja jeszcze nie przetrawilam podrozy do Berlina i Wroclawia a juz za kilka dni Paryz.
            Potem mam zamiar dwa miesiace posiedziec spokojnie wiec bede miala czas na opisy ...
            Nie podrozowalam 3,5 roku , mialam urlop ale spedzalam go w Oslo.
            Teraz mam zamiar zmienic te sytuacje definitywnie i zobaczyc troche swiata.
            • mammaja Re: Watek podrozniczy. 19.09.11, 09:35
              To podrzucam swoj watek krymski, bo gdzies go zapisalam na dzisiejkach. A trudno dwa razy wklejac te same fotki, wiec zapraszam do ogladania ( zachecona przez Jana K).
              forum.gazeta.pl/forum/w,12248,128953610,,Krymskie_wakacje.html?v=2&wv.x=1
              • wedrowiec2 Re: Watek podrozniczy. 19.09.11, 21:29
                Mammaju, Izis, 1grzechu, Kranie - Wy jesteście prawdziwymi wedrowcami, a nie ja, która miota się w czworokące: Szczecin-Zakopane-Rewal-Frankfurt i przyległościwink
                Z zainteresowanie czytam Wasze opowieści i proszę o więcej.
                • izis52 Re: Watek podrozniczy. 20.09.11, 10:06
                  Mamaju, pięknie nam przedstawiłaś krymskie widoczki. Czy dotarłaś do Sewastopola i Bakczysaraju ? smile
                  Wędrowcze, ale Ty po górach i nie tylko wędrujesz na własnych nogach......
                  • jan.kran Re: Watek podrozniczy. 29.05.12, 11:26
                    Ja sie ciesze na podroz pociagiem Poznan - Wroclaw i z powrotem, kocham pociagi!!!

                    Figueres jest ok choc najwieksza kolekcja obrazow Dalego jest na Florydzie ...
                    Ale ja sie ciesze najbardziej na Cadaqués. Ostatnio znowu ogladalam sporo Dalego , wiele obrazow jest inspirowane tym niezwyklym miejscem.
                    Postanowilam spedzic jedna noc w Figueres a dwie wlasnie w Cadaqués...

                    Mamajko , ja sie wybieram nieustannie do Warszawy ... mam tam ukochana przyjaciolke , lata nie widziana.
                    • jan.kran Re: Watek podrozniczy. 14.07.12, 09:54
                      Bylam dwa tygodnie i pojade znowu jesienia na ponad tydzien.
                      Polecialam moimi ulubionymi liniami norweskimi do Poznania skad udalam sie pociagiem do Miasta Miast smile))
                      Wpadlam na lono stesknionej Rodziny i przyjacioleczek...
                      Bylam na dwoch koncertach , w synagodze i we wroclawskim Arsenale. Ten ostatni to byla muzyka norweska w wykonaniu norweskiego kwartetu smyczkowegosmile))
                      Bylam na wycieczce jednodniowej w Bielawie , pieknym dolnoslaskim miasteczku.
                      Zwiedzilam wroclawskie knajpy , obejrzalam przepiekny Rynek wroclawski i odebralam Dworzec Wroclawski po remoncie.
                      Jest przepiekny !! A do tego na kazdy peron jest osobna winda czego nie mozna powiedzie ani o Berlinie ani o Paryzu.
                      Odwiedzilam moja Ukochana Joanne na cmentarzu , bylam na proszonym obiadku u przyjaciolki i Jej Mamy.
                      Zaliczylam rekordowe upaly , brak klimatyzycji w pociagach i na lotnisku w Poznaniu.
                      Poruszyl mnie pozytywnie poznanski taksowkarz ktory zawiozl mnie z dworca na lotnisko za jedyne 25 zlotych i polecil swoja korporacje dajac mi wizytowke.
                      Powiedzial ze 50 % taksowek korporacji ma terminale bankowe
                      Moge zamowic taksowke zyczac sobie taka z terminalem i moge poprosic zeby podjechala z wlaczona klima.
                      Normalnie swiatowe zycie!!!
      • jan.kran Re: Watek podrozniczy. 09.11.11, 17:03
        1grzech napisał:

        > Dzięki jan.kran już nie mogę się doczekać tych uwag na temat konfrontaji Wrocła
        > wia z Berlinem.

        ----------------> Pamietam o tym wpisie Grzecha i sie zastanawiam jak wytlumaczyc moje odczucia...
        Berlin mnie zaskoczyl tym ze tak bardzo widac podzial miasta , slady deder i to ze mimo ogromnej kasy jak zostala wrzucona w to miasto i ogolnie w deder nie przeklada sie to na jakosc zycia.
        Z jednej strony piekny Potsdamer Platz , Europa , elegancja , turysci , a z drugiej strony koszmarny posdederowski Alexanderplatz gdzi mialam lekki napad depresji...
        Poza tym bloki , okropne betonowe prawie w srodku Berlina , ciagnace sie kilometrami , stacje metre jak za najlepszych czasow komuny , zla komunikacja.
        Obok wielkiej kasy ktora widac w kilku miejscach Berlina miejsca pustynne.

        Ja tego nie widze we Wroclawiu.
        Centrum Wroclawia jest niewielki, praktyczne i bardzo nowoczesne. Sladow postkomunistycznych mozna sie dopatrzec ale z trudem.

        Postkomunistyczne blokowiska - sypialnie znajduja sie na obrzezach miasta a nie w centrum lub jego poblizu.
        Poza tym Wroclaw dobrze zespolil swoja historie a terazniejszoscia i przyszloscia.
        Ja osobiscie lubie polaczenie starej architektury z bardzo nowoczesna i we Wroclawiu mozna znalezc wiele przykladow tak udanej symbiozy.
        Sa oczywiscie w centrum pozostalosci radosnej dzialalnosci socjrealistycznej w architekturze ale nie jast tak monumentalna jak w Krakowie czy w Warszawie i zlagodzona archtektura nowoczesna.
    • 1grzech Re: Watek podrozniczy. 21.09.11, 10:47
      W minionym tygodniu udało mi się wreszcie wspiąć na Grossglockner. Pogoda do dnia ataku (piątek) była cudownie letnia. Skała grzała dłonie, a słońce brązowiło skórę. Za to następnego dnia spadł śnieg i dziś w środę jest go już 0,5m. Zatem moja wycieczka była jednoczesnie pożegnaniem lata w Taurach wysokich. Poniżej impresja z tego wyjazdu.
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/DV09BLjQofh9TGAbpB.jpg
      Kals am Grossglockner, początek przygody. Tu była jeszcze sama ekscytacja (bez zmęczenia).

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/ZgFzjLnHRE8iRgeaHB.jpg
      W krainie Milki u podnóża Taurów Wysokich.

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/0SYghNan983giIbtpX.jpg
      Ktoś musiał się domyśleć, że w tym miejscu każdy marzy o ławeczce, albo łóżeczku wink Zrobili ławeczkę.

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/Iyqk5jyEIrJwZ0nVbB.jpg
      Schronisko Studdle Hutte.

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/3q881awrj7bFb7mE5B.jpg
      Bez rośłin, mimo to jak jak w ogrodzie.

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/nPYOstKnCEE744Pz2B.jpg
      Lodowiec.

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/w6SZ1NNGwOYZ8bcUhX.jpg
      Początek tworzenia sie szczeliny, lepiej trzymać sie z dala...

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/43ARtXZG9kpeERiVAX.jpg
      A tak smakuje sie powietrze pod nogami.

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/KYTOHuuyGU64qjsbBB.jpg
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/xCKo2bvJkLCu4yvTtB.jpg
      Łyk izotoniku nigdy nie smakuje lepiej, od tego po osiągnięciu celu w takiej scenerii. Erzherzog Johann Hutte.

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/EvCib3mCFbib1LWrGX.jpg
      Nie dość, że stromo, to i "szczeliniaście" Takie warunki sprawiają, że się bardzo do siebie przywiązaliśmy wink.

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/olBLPhYbIiNoL7aaJB.jpg
      Czasem warto odwrócić sie za siebie.

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/3O90tT9xwovYE4Q0TX.jpg
      Qrde czy ja jakiś pająk jestem...!

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/fudKMGbF7jScu2QQuX.jpg
      Mówili: "Grossglockner to piękna i łatwa góra", ech ...tu myślałem, że jak znajdę tych co to mówili, to ich %$#@*(&^%#*^&%^$$*ę!!!
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/vmmboCbt7FdLSbnb8B.jpg
      Podziwiając Austrię z jej dachu. Ten biało-czarny kask na 1 planie, w schronisku okazał się należeć do niezwykle przekonującego swoją fachowością Maćka (57), zdobywcy pierwszych zimowych wejść na Manaslu, Cho Oju i Broad Peak. Kolejny raz przekonałem się, że w górach jedną z cudowniejszych przygód jest spotykanie ludzi,... wariatów jak my wink, a często jeszcze większych. A z Maćkiem już umówiliśmy się na Andy.

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/iezqbdrmpbSaWWYtsB.jpg
      Wschód słońca nad Adlersruhe.

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/0oxYP0GtVtyxLcs86X.jpg
      Schodzimy do domu.

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/tltdRttwVkARw4OSqB.jpg
      W takim plenerze, każda gęba wygląda świetnie, ta należy do Tomka, który wykonał większość zdjęć, a tu oddał mi na króciutką chwilę swój aparat.

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/0UalMAKwbrk0LgEymB.jpg
      Pozdrawiam was serdecznie!
        • wodnik33 Re: Watek podrozniczy. 21.09.11, 20:09
          Mammajko, Igrzech
          pochodziłem z Wamui, pozwiedzałem. Pot z czoła ocierałem albo oczy rozwierałem tak szeroko, że nawet w nocy będę TO wszystko oglądał.
          Tyle świata zwiedziłem , wspomnień dużo a "obrazków" mało. Jak powiada A. "krugom wada"
          Może wyciągnę zdjęcia z Chin, tam nie woda a takie różości socmaoskie. Dziękuję i pozdrawiam.
            • mammaja Re: Watek podrozniczy. 23.09.11, 12:41
              Az mnie " zatchneło" - takie piekne fotki ! Jak sobie pomysle jak trudno bylo zorganozowac taka wyprawe w czasach, kiedy moje nogi chodzily po gorach bez wysilku - to mnie az skreca z zazdrosci ! Jak to dobrze ze to sie zmienilo ! Grzechu, dzieki za mozliwosc uczestniczenia chociaz oczami !
              • izis52 Re: Watek podrozniczy. 23.09.11, 21:27
                Piękna męska przygoda - cudnie sfotografowana . Wielkie dzięki. Od pewnego czasu lubię zdecydowanie kolejki linowe.... Nogi by może poniosły, dusza by chciała, ale serduszko odmawia współpracy w wyższych górach. C'est la vie wink
                • alfredka1 Re: Watek podrozniczy. 23.09.11, 22:24

                  --A Wodnik pływa , pływa i ciągle ma coś do opowiedzenia nt statku, ludzi czy huraganów.
                  Ja mu radzę by zdjęcia powklejał z napisami: to jest Izrael, to jest oblodzenie na Bałtyku

                  itp itd.
                  • mammaja Re: Watek podrozniczy. 23.09.11, 23:19
                    Masz racje, Alfredko - nieopisane zdjecia sa po kilku latach nie do zitentyfikowania smile Zwlaszcza jak sie duzo pstryka - jak teraz dzieki cyfrowkom smile
                    Dodalam impresje z Sewastopola do mojego wątku. Też morze smile
                    • 1grzech Re: Watek podrozniczy. 26.09.11, 08:07
                      dzięki Wam za ciepłe słowa.
                      A co do zamierzchłych czasów, to łezka się kręci w oku na wspomnienie, kiedy za 20 zł mogłem kupić bilet szkolny w obie strony i dojechać np do Węgierskiej Górki (10), by później w ramach tego samego budżetu doładować się zupą pomidorową w schronisku ( we wszystkich beskidzkich była po 5) i jeszcze przenocować w ramach ulgi dla posiadacza legitymacji PTTK (5). Wrzątek wówczas był za darmo, więc i przetrwać było łatwiej na różnorakich prochach z nim mieszanych. I tak mijały kolejne weekendy na wyprawach, po których człowiek marzył o Alpach i Himalajach. I proszę, dziś kiedy mogę tam pojechać, z sentymentem wspominam Beskidy wink

                      Wodniku dawaj te relacje, Już się podniecam na Chiny z przed rewolucji przemysłowej. W 88 spotkałem na ulicach Bej Jing Fiata 126p tj maluszka jako taksówkę wink I tak się wyrózniał w morzu rowerów. Oj coś czuję, że również w Chinach "to se newrati".
                      • jan.kran Re: Watek podrozniczy. 26.09.11, 17:04
                        Grzechu , obejrzalam twoje piekne zdjecia...
                        Mnie osobiscie do wspinaczki nigdy nie ciagnelo, do gor raczej towarzysko niz wyczynowo. Natomiast wychowalam sie w gorskim domu choc fizyczne znajdujacym sie w centrum Wroclawia
                        Bylam swiadkiem przygotowywania pierwszej polskiej wyprawy na himalajski osmiotysiecznik. ,
                        Odbywaly sie one w duzej mierze w domu mojego Starszego Brata.
                        Mialam wtedy 14 lat. Wyprawa zakonczyla sie zdobyciem Gory ale tez smiercia trzech himalaistow w tym Przyjaciela moich Braci ktorego ja tez dobrze pamietam.

                        Moi Bracia sie wspinali ; Brat Numer Dwa krocej i tylko w Polsce. Brat Starszy byl na jednej wyprawie himalajskiej ale z aktywnego wspinania zrezygnowal i byl wiele lat instruktorem oraz byl i jest goprowcem , do dzis aktywnym mimo wieku 60 + i zasluzonymsmile))))

                        Widzialam z bliska jak wyglaa milosc do Gor , otarlam sie o wiele tragedii ale tez rozumiem dlaczego ludzie sie wspinaja.

                        • mammaja Re: Watek podrozniczy. 26.09.11, 20:07
                          Ech, Grzechu - ja pamietam jak w kazda niedziele o 6. rano wtlaczalo sie do autokaru (Klubu Narciarskiego albo krakowskiej AGH, zeby o 9. wjechac na Kasprowa Góre, pojezdzic do 16. i wrocic na pl.Sw. Ducha na 20. To byly czasy, kiedy nie bylo takich korkow na zakopiance, a tydzien dzielil sie na relacje "jak bylo " od poniedzialku do środy - i na "jak bedzie" - od czwartku do soboty. A beskidzkie nartyu - to juz zupelnie inna bajka - z Pilskiem na czele smile
    • wedrowiec2 Re: Watek podrozniczy. 09.10.11, 18:48
      Nie samymi wyborami człowiek żyje, a wspomnienia z podróży czasami są dość przyziemnewink
      W Niemczech rolnicy często wystawiają na sprzedaż swoje plony licząc na uczciwość kupujących. Przy drogach znajdują się informacja, cennik, pojemnik na pieniądze i oczywiście towary wink
      Czasami są to ziemniaki w workach, bukiety kwiatów, warzywa w pojemnikach, a czasami samemu trzeba zrywać jabłka, truskawki i kwiaty czy wykopywać marchew z ziemi. W obszarze miejskim Frankfurtu znajduje się sporo gospodarstw rolnych. W jednym z nich kupiliśmy dynię.
      Przy drodze (w dali widać tramwaj) znajduje się niewielkie pole z warzywami i kwiatami:

      http://img822.imageshack.us/img822/886/img5545u.jpg

      Dla klientów jest dogodne miejsce do zaparkowania:

      http://img411.imageshack.us/img411/223/parkingdlaklientw.jpg

      Do sprzedaży, ułozone na wozie były przygotowane małe dynie ozdobne i bardzo duże:

      http://img543.imageshack.us/img543/5268/img5534i.jpg

      oraz małe, mocno wybarwione dynie Hokkaido:

      http://img269.imageshack.us/img269/8480/img5532ou.jpg

      Prócz nich można było kupic kilka rodzajów kwiatów, ale trzeba było samemu je zerwać. Ceny umieszczono na odpowiedniej tablicy:

      http://img411.imageshack.us/img411/2973/cennikd.jpg

      po którą znajdowała się kasa fiskalna wink

      http://i53.tinypic.com/ohkzfr.jpg

      Kupiłam jedną dynię. Była bardzo smaczna smile

      http://i55.tinypic.com/10qgwu8.jpg
      • 1grzech Re: Watek podrozniczy. 10.10.11, 17:09
        Cudowny reportaż wędrowcze wink
        Teraz, jak sobie przy kominku sciśkam kubek w garści to myslę, że to właśnie dla takich wspomnień warto ...
        Jak to co warto?
        Wszystko!!!
        Baaaardzo mi się podoba. A wydawało się, że u naszych zach. sąsiadów nie ma egzotyki.
        • izis52 Re: Watek podrozniczy. 13.10.11, 16:12
          Przeglądam dziś w pracy pocztę od syna z Wietnamu i Kambodży i troszkę mi smutno, że ja nie mogę być na tej prawie pustej plaży-marzenie....
          Na pierwszym zdjęciu przeciwstawny do niemieckiego handel owocami na plaży w Wietnamie oraz panorama.

          http://i52.tinypic.com/4q64j8.jpg

          http://i56.tinypic.com/mvq5tv.jpg

          Tutaj syn prowadzi jakiś pojazd jeżdżąco-pływający ?

          http://i54.tinypic.com/qs0f0w.jpg

          Normalny t.j szokujący dla nas obrazek uliczny z Kambodży.

          http://i54.tinypic.com/qwzsz4.jpg
          • jan.kran Re: Watek podrozniczy. 13.10.11, 16:37
            Izis , marzenia sa po to zeby je spelniac...
            Czemu nie masz pewnego dnia spotkac sie z synem w Wietnamie lub Kambodzy?

            Ja powracam do wedrowniczej dyni...
            Moja corka od ponad roku spozywa warzywa zgodnie z ich kalendarzem. Ja jestem w trakcie pojmowania tego systemu < chodzi o ekologie > a na razie poslusznie zajadam dynie... mmmm.
            Bo ma sezon ta dynia.
            Pasta z dynia , bulgur z dynia a dzis ma byc risottto ... z dyniasmile))
            K.
            • izis52 Re: Watek podrozniczy. 13.10.11, 18:21
              jan.kran napisała:

              > Izis , marzenia sa po to zeby je spelniac...
              > Czemu nie masz pewnego dnia spotkac sie z synem w Wietnamie lub Kambodży?
              >
              Z synem spotykam się prawie na co dzień..... w pracy. Do b.r mogłam spełniać prawie wszystkie marzenia podróżnicze, teraz lekarze odradzają dalsze podróże sad i mam wielką ochotę ich nie słuchać.
              A propos dyni, szczerze mówiąc nigdy nie przyrządzałam. Podaj jakiś przepis. Kiedyś jadłam w Hiszpanii super zupę-krem, ale chyba nie potrafiłabym odtworzyć.

              --
              http://i53.tinypic.com/2w7qrf7.jpg
              Rzeczy cudowne w naszym życiu nigdy nie posiadają tej pełni, jaką uzyskują we wspomnieniu - szczęście, jeżeli umrze, nie może się przecież zmienić, nie wywołuje rozczarowania. Pozostaje zachowując swój pełny kształt.
                • izis52 Re: Watek podrozniczy. 23.10.11, 22:24
                  W PhotoScape angif pozwala wyszukać zdjęcia w twoim kompie, ustawiasz rozmiar, czas zmian, zapisuję np. w twoich obrazach i przesyłam tinypic. Można bezpośrednio z PhotoScape, ale mnie nie wychodzi.
                  Na zdjęciach kamienne domostwa trulle z Alberobello Apulia k/Bari na południu Włoch. Zdjęcia niezbyt udolnie (jak to u mnie smile ) z ubiegłorocznej eskapady Neapol, Capri. Pompeje, Apulia, Rzym, Monte Casino.
                  • izis52 Re: Watek podrozniczy. 23.10.11, 22:31

                    Tutaj wiecej o malowniczych budowlach obecnie wykorzystywanych na sklepiki, modne domki letniskowe.

                    www.oliwazoliwek.pl/aktualnosci/miniaturowe-miasteczko-apulii-alberobello/
                      • izis52 Re: Watek podrozniczy. 24.10.11, 07:13
                        Cieszę się, że popatrzyłaś Mamajko. Z ubiegłorocznych remanentów dorzucę migawki z Pompejów. Niestety dużo fotek prześwietliłam nowym aparatem bez poczytania instrukcji.

                        http://i51.tinypic.com/wirnrk.gif
                        • wedrowiec2 Re: Watek podrozniczy. 24.10.11, 21:35
                          Poczytałam, pooglądałam. Miasteczko kojarzyłam z krajami muzułmańskimi. Pewnie dlatego, że okrągłe dachy domów przypominały mi marokańskie naczynie tadżinwink
                          Dziękuję za przepis na umieszczanie zdjęć.
                            • izis52 Re: Watek podrozniczy-moje spotkanie z Gruzją 19.01.12, 16:48
                              Czemu miałbyś zakończyć ? Ciekawie i bardzo obrazowo piszesz. Sadzę, że to pierwsze spotkanie z Gruzją i Gruzinami - zaowocowało fascynacją do tego zakątka wartego zachodu. Doznałam czegoś podobnego w Grecji. Pod koniec lat 70-ych dostaliśmy upragnione paszporty. Wtedy z przyczepą campingową i dwójką małych dzieci oraz przyjaciółmi postanowiliśmy zwiedzić Grecję. Wizy załatwialiśmy w Skopje skąd już krok do wymarzonej Hellady. Dotarliśmy wpierw na riwierę olimpijską, gdzie koczowaliśmy na dzikim campingu wraz z sympatycznymi Grekami. Byli zafascynowani naszą odwagą przemierzenia 1500 km z dziećmi w spartańskich warunkach. Oferowali nam wszelkiego rodzaju pomoc, informacje, wspólne biesiady, a nawet ściągnęli wychowanego w Polsce Greka (potomka greckich komunistów, którym PRL oferowała gościnę), gdyż porozumiewaliśmy się przedziwną mieszanką niemieckiego, serbskiego i francuskiego. Grecy są bardzo spontaniczni, serdeczni, dumni ze swojej przeszłości. Ciekawe, że nawet na najwytworniejszych weselach (byliśmy) bawią się wyłącznie przy swojej muzyce, tradycyjnie tańczą i tłuką mnóstwo porcelany na szczęście.
                              Szczególnie zaprzyjaźniliśmy się z wykształconym w Belgradzie lekarzem, który na studiach poznał wielu Polaków i interesował się nasza kulturą. Ta przyjaźń trwa. Odwiedził nas z rodziną dwukrotnie. Pokochał Kraków, Bukowinę, Bieszczady, Mazury. Za pierwszym razem zwiedziliśmy tylko Meteory, Saloniki oraz dwa palce Chalkidiki. W kolejne wakacje były nowe rejony. Na wyspy już lataliśmy samolotem w latach 90-tych, ale to już zupełnie inna bajka.
                              • witekjs Watek podrozniczy-moje spotkanie z Marcelem August 19.01.12, 18:09
                                Dziękuję za tak przyjemny odbiór mego spotkania z Guramem i Gruzją.
                                Twoja opowieść o Grecji i greckich przyjaciołach godna pozazdroszczenia. smile
                                Bawienie się przy swojej muzyce jest również powszechne w Gruzji.
                                To bardzo przyjemne, że mogliście swojego, greckiego przyjaciela podejmować w Polsce.
                                Nie byłem w Grecji, a bardzo chcielibyśmy z moją Małgosią tam pojechać.
                                Zachęcasz mnie do następnej opowieści, oto ona:

                                forum.gazeta.pl/forum/w,89075,105815290,105815290,Moje_spotkanie_z_Haiti_8211_Marcel_August.html
                                • wedrowiec2 Re: Watek podrozniczy-moje spotkanie z Marcelem A 19.01.12, 22:07
                                  Witku, pisz, pisz jak najwięcej. Podawaj też linki do wątków już zarchiwizowanych, by nie zginęły w czeluściach internetowych serwerów.
                                  I teraz, i wcześniej na innych for z wielką przyjemnością czytałam o Twoich kontaktach z innymi ludźmi, z innymi społecznościami. Bliskie niektóre, a tak odległe mentalnie...
                                  Czekam na dalsze opowieścismile
                                          • witekjs Moje spotkanie z kulturą Tatarów Polskich 29.01.12, 12:37
                                            izis52 napisała:

                                            > Poczytałam z przyjemnością (nawet dwukrotnie) o Witkowych spotkaniach. Podciąg
                                            > am do góry, aby sprowokować do podrzucenia innych historii. W chmurne dni - pod
                                            > różuję przy pomocy netu, poszukując wakacyjnego miejsca w odległości do 5 godzi
                                            > n lotu smile.

                                            Sprowokowałaś mnie smile
                                            Zacząłem pisać o swoich, niewielu bliskich, spotkaniach na Jedwabnym Szlaku.
                                            To jeszcze potrwa...
                                            Przypomniałem sobie, że istnieje w internecie opowieść o naszym spotkaniu z kulturą Tatarów polskich, na Szlaku tatarskim i nie tylko.
                                            Odszukałem i przesyłam Wam, z poprawionymi i nowymi bardzo ciekawymi linkami.

                                            Witek

                                            /.../
                                            Kilka godzin temu wróciliśmy z pięknych wakacji marzeń.
                                            Wybraliśmy się w nostalgiczną podróż na prawdziwe Kresy, poza granice Korony i
                                            Litwy. Ta granica jest blisko Białegostoku...

                                            Od dziesiątków lat zbierałem się aby przewędrować Szlak Tatarski.
                                            Przy tej okazji było jeszcze do zwiedzenia wiele innych pięknych i niezwykle
                                            ciekawych miejsc. /.../

                                            Następna wycieczka do Bohoników, w którym jest niewielki,XIX wieczny meczet.
                                            /Najlepiej dojechać przez Sokółkę/.
                                            Meczet bardzo zadbany, z niezwykłą, przyjazna atmosferą stworzoną przez pogodną
                                            Panią Ratkiewicz. W bardzo ciekawy sposob mówiła
                                            o swoim Narodzie i Wierze, w której pozostało już niewielu potomków Polskich
                                            Tatarów.

                                            Dzięki uprzejmości, pracownicy Domu Kultury i Muzeum Etnograficznym z niewielką
                                            Izbą Tatarską w Sokółce, dostaliśmy numer telefonu.
                                            Dzięki temu poznaliśmy niezwykłego, czarującego potomka Tatarów Polskich, Pana
                                            mgr Artura Konopackiego. Jest On synem słynnego znawcy historii polskich
                                            Tatarów, Pana Macieja Konopackiego.

                                            Młody historyk, okazał się skarbem, pełnym informacji nie tylko o Polskich
                                            Tatarach, ale Kresach Korony i Księstwie Litewskim.
                                            Trudno było się rozstać.

                                            Następnym etapem naszej podróży była druga wioska tatarska,leżąca 2 km od
                                            granicy, Kruszyniany.
                                            Jedzie się do niej przez Supraśl i Krynki.
                                            W Kruszynianach podejmował, podobnie jak Bohonikach, kilkunastoosobową
                                            przypadkową grupę turystów, Polski Tatar.
                                            Był to uśmiechnięty i kompetentny Pan Iliasiewicz, herbu Sulima.

                                            Mówił o historii nadanej w XVII w Tatarom przez Jana III wiosce,
                                            XVIII-wiecznego, trochę większego meczetu i dziejach "Muślimow"
                                            Polskich.
                                            Bardzo ciekawie pokazał nam najstarszy w Polsce muzułmański cmentarz - mizar.

                                            Oryginalnie, na starych mogiłach, napisy znajdowały się po odwrotnej/ niż u
                                            chrześcijan/ stronie na większym kamieniu lub płycie
                                            stojącej nad głową.W nogach leży drugi mały kamień.
                                            Nie można chodzić miedzy nimi, bo to tak jak by chodziło się po grobie. /../

                                            forum.gazeta.pl/forum/w,192,59481632,67252423,Bialystok_czyli_podlaski_Wersal_Szlak_Tatarski.html

                                            www.poland.gov.pl/Szlak,tatarski,9075.html

                                            www.szlaktatarski.pl/

                                            www.sokolka.pl/foto/galerie/szlak_tatarski/index.html

                                            obiezyswiat.org/index.php?gallery=15878

                                            bohoniki.eu/index.php/galerie/tatarzy-polscy-z-wizyt-w-wilnie.html

                                            www.rp.pl/artykul/62019.html

                                            www.wrotapodlasia.pl/pl/turystyka/szlaki+turystyczne/szlak_tatarski.htm

                                            www.kruszyniany.com.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=56&Itemid=44

                                            www.tatarzy.pl/

                                            www.genpol.com/module-subjects-printpage-pageid-37-scope-all.html

                                            books.google.pl/books/about/Herbarz_rodzin_tatarskich_w_Polsce.html?id=aBIvAAAAMAAJ&redir_esc=y

                                            www.historycy.org/index.php?showtopic=39075


                                            • alfredka1 Re: Moje spotkanie z kulturą Tatarów Polskich 29.01.12, 15:42
                                              Witku i inni kochani Wędrowcy.
                                              Wszystko piękne, z literatury znane ale w kaiążkach "obrazków" mało. Jakie to szczęście że JEST internet !.
                                              Czytając o Kresach,Tatarach, Kruszynianach i o stronach bliskich mi szczególmie, łzę uroniłam. Naprawdę, poplakałam się... byłam, widziałam , opowieści nasłuchałam się.
                                              I tęsknię sad( Nigdy tam nie będę, już nic nie zobaczę//// więc proszę- bywajcie, fotografujcie, wnukom swoim przekazujcie.
                                              • witekjs Re: Moje spotkanie z kulturą Tatarów Polskich 29.01.12, 17:36
                                                Ja również mam sentyment do tamtych stron.
                                                Jestem z Warszawy, ale przez kilka lat uczyłem się i pracowałem w Białymstoku.
                                                Dzięki temu zaprzyjaźniłem się z kilkoma Białorusinami, poznałem kilkoro Tatarów i Żydów z Białostockiego. Nie poznałem bliżej Litwinów.
                                                Dla ludzi z Warszawy, to bardzo ciekawe spotkania.

                                                Pozdrawiam. Witek

                                                stare.pogranicze.sejny.pl/?s=flash&sessionid=7ca84c4511828e16456840987c4ea9d7
                                                www.pogranicze.sejny.pl/?s=flash

                                                forum.gazeta.pl/forum/w,252,46832789,46833704,Re_Slownik_gwary_bialostockiej.html?v=2

                                                forum.gazeta.pl/forum/w,74,13345749,13345749,Slownik_gwary_suwalskiej_.html?v=2

                                                www.hyperhistory.com/online_n2/History_n2/a.html

                                                www.muzeum-miedzi.art.pl/wystawy-czasowe/335-tatarzy-polscy-historia-i-kultura-tatarow-w-polsce.html

                                                naszasokolka.wordpress.com/2006/09/15/edukacja-tatarow-polskich/
                                                • izis52 Re: Moje spotkanie z kulturą Tatarów Polskich 30.01.12, 22:28
                                                  O polskich Tatarach wiedziałam tyle, co z podręczników oraz przypadkowej lektury, traktującej o ich wierności, oddaniu nowej ojczyźnie, a więc walorach tak zmiękczających polskie serca.
                                                  Potwierdzasz Witku - obiegowe prawdy, ale też odkrywasz wiele nieznanych stron z historii ich asymilacji. Nie znam Kruszynian, białostockiego, ale może kiedyś.....
                                                  Gdy byliśmy na Krymie, przyglądałam się mieszkańcom próbując odkryć tatarskie cechy w napotykanych fizjonomiach. Oświecił nas spotkany na odludziu (w mieście pewno by się nie odważył koniec lat 70-tych) - stary kozak. Zaczepił nas w Jałcie w Dolinie skazok, którą pokazywaliśmy dzieciom i bardzo się rozgadał. Walczył pod Budionnym, a w starciu z Polakami został ranny. Z niejaką dumą pokazywał blizny na twarzy i rękach, co podsumował; nu wot my nacjonalisty, wy byli toże. Gdy dowiedział się, ze jesteśmy z Krakowa opowiadał, że tam był, ale odnieśliśmy wrażenie, że raczej to był Lwów w wiadomych okolicznościach. Opowiedział nam o masowej ewakuacji na Syberię buntowniczych Tatarów z Krymu, a w ich miejsce osiedlono trochę skośnookich, posłusznych Kazachów, Uzbeków.
    • jan.kran Re: Watek podrozniczy. 29.03.12, 16:22
      Nie ja podrozowac bede ale cala w nerffach jestem.
      Junior jutro wyrusza TU < z przesiadka w Paryzu > :

      www.youtube.com/watch?v=Dr1AxNLkW1g&feature=related

      Wlasnie poszli upolowac z Mloda jakies sandaly co o tej porze wOslo nie jest oczywiste.
      Przypomnialo mi sie ogladajac powyzsze ze trzeba Mu jakies kapielowki zapakowac...
      Denerwuje sie chociaz pociesza mnie ze zna bdb angielski i ogolnie to w koncu nie jest AZ taki koniec swiata...
      K.
      • warum Re: Watek podrozniczy. 29.03.12, 19:01
        Obejrzalam film i wyglada, ze to calkiem ladny koniec swiatasmile Trzymam kciuki za udana podroz Juniora, co do reszty to mysle, ze tez bedzie OK. Przeciez nie jedzie ani autostopem, ani w ciemno. Ani za karesmile
        Potrafie sobie wyobrazic lek jaki przezywasz, bo ja kilka lat temu doznalam sporego szoku, gdy po wszelkich ustaleniach podrozniczych, lacznie z uruchomionym kontaktem- w razie potrzeby.....rano/ juz po wyjezdzie corki/ na pozostawionej na pozegnanie karteczce przeczytalam, ze zamiast NL docelowym miejscem .... jest N.
        Gdzie my ani me ani be ani jakiegokolwiek namiaru w razie tfu tfu czego. To byl dla mnie koniiec swiata. Zanim dala znac, Na szczescie.... wszedzie mozna znalezc internet i juz po dotarciu dziecka na staly lad odetchnelam, odrobine. I mimo, ze uraz/zal we mnie pozostal wiem, ze .....nie wolno ograniczac dzieci.
      • wedrowiec2 Re: Watek podrozniczy. 29.03.12, 22:24
        Świat robi się coraz mniejszy. czasami bardziej niebezpieczna jest podróż do sąsiedniego województwa, niż na inny kontynentwink Trzymam kciuki, nie denerwuj się spokojnie czekaj na meldunek synasmile
    • jan.kran Re.Cadaqués. 24.05.12, 16:45
      Moze byliscie albo znacie kogos kto byl ? Bo ja jade w pazdzierniku/ listopadzie i do Figueres tez. Mam cala podroz zaplanowana, bilety kupie w lipcu.
      Do Figueres dojade bez problemu TGV z Paryza, potem pojade do Barcelony to tylko 140 km.
      Ale Cadaqués jest oddalone 40 km od Figueres i nie wiem jak tam dojechac za bardzo. Tzn podobno jakies autobusy jezdza , jada ponad godzine . Na razie wyszukalam ze trzy na dzien ale mam nadzieje ze sa czesciej...
      Z Cadaqués jest taki problem ze biletow do muzeum nie mozna kupic na miejscu tylko przez net, trzeba odebrac 30 minut przed wejsciem bo inaczej sprzedadza a wpuszczaja grupy po osiem osob co godzine tak ze jak sie nie zalapie na konkretna godzine to po herbacie.
      Tak sie ciesze na te wyprawe ze nie macie pojecia , nigdy nie marzylam nawet ze te magiczne miejsca zobacze !!!
      Kran
      • jan.kran Re: Re.Cadaqués. 24.05.12, 16:48
        Kupilam bilety na samolot do Poznania , bardzo tanio mi sie udalosmile) Z Poznania do Wroclawia to rzut oszczepem...
        Bede we Wroclawiu ponad dwa tygodnie na przelomie czerca i lipca !!!
          • 1grzech Re: Re.Cadaqués. 29.05.12, 11:13
            Dodam, że lotnisko we Wrocławiu może być przyczyną nieskromnego zadowolenia rodaków, a i latanie OLT'em jest po kraju na dowolnej trasie za 99 PLN, a jak się jest emerytem lub równolatkiem emeryta to i 50 PLN-ów starczy.
            Figuerres listopadem? ... mniam. Samo może nie zawróci głowy, ale bliskośc Barcelony i Girony o tej porze roku da się na pewno zamienić na masę pięknych ekscytacji, które latem muszą być przerywane ucieczką do cienia lub klimatyzowanych pomieszszczeń.
            Ech, zazdroszczę wszystkim co na resztę roku mają więcej niż 3 dni urlopu.
    • jan.kran Re: Watek podrozniczy. 14.07.12, 10:05
      Wiem ze patrze na PL zakochanymi oczami Polki ale tez osoby z innej sfery zyciowej i wylapuje drobiazgi , najczesciej pozytywne.
      Ciesze sie Oj jest taka , fajna otwarta, europejska.
      Takie moze nic nie znaczace fakty ale mile...
      Czesto place w PL karta bankowa. Od listopada kiedy bylam ostatnio w Oj nastapila zmiana , moze w zwaizku z Euro. W wiekszosci miejsc , knajpach , sklepach moge sobie wybrac opcje czy chce placac rachunek otrzymac go w zlotowkach czy w koronach.
      Wygodne bo od razu wiem ile koron wydalam.
      Na lotnisku w Poznaniu podalam przy odprawie bagazu moj francuski paszport i pani w okienku zagadal od razu do mnie w bdb angielskimsmile

      To juz nie te czasy kiedy cudzoziemcy misieli dogadywac sie na migi...
      • popaye Re: Watek podrozniczy. 14.07.12, 22:27
        jednak widać iż rel. rzadko bywasz Ulu w Kraju naszych Przodków smile

        Opcja wyboru waluty którą regulujesz należność za towary/usługi karta bankowa/kredytowa obowiązywała (czy jest dostępna) - zawsze.
        Nie ma nic wspólnego z Euro.
        Tylko Ty nie byłaś tego świadoma a personel jednostek w których dokonywałaś zakupów
        - tez był albo niedostatecznie przeszkolony lub.... za leniwy by obie taka ewentualność
        zaproponować.
        Z okazji EURO i spodziewanej dużej ilości cudzoziemskich klientów najprawdopodobniej Instytucje bankowo/kredytowe w dodatkowych szkoleniach "uczuliły" dostawców świadczeń/towarów, ze zloty (PLN) jest w skali (nawet) europejskiej dość "egzotyczna" waluta i potencjalny nabywca musi wiedzieć w jakiej wysokości obciąża swój rachunek bankowy nie będąc biegły w aktualnych, giełdowych kursach przeliczeniowych.
        Ta "usługę" gwarantują Ci operatorzy (wystawcy) Twoich kart bankowych (kredytowych)
        i nie robią Ci "laski" bo za nią płacisz ponosząc koszty świadczeń bankowych.

        No nie wiem jak Ty, ale ja, w odróżnieniu od Ciebie nie znający żadnych języków "OBCYCH", jak do tej pory bez specjalnych trudności "dogadywałem się" z polskim personelem zarówno lotnisk jak i innych "okienkowych" dostawców świadczeń i usług (nie tylko transportowych), w języku Aborygenów.
        Może to i dobrze bo .... nie mam paszportu francuskiego, a moje próby dogadywania
        się we Francji (wszędzie, nawet w Paryżu!) w innym języku niż "francuski", najczesciej kończyły się (czasowo) b. długimi "pertraktacjami" z (często!) skromnym rezultatem.
        Pewnie leży to w fakcie iż ja żadnych OBCYCH języków nie znam - co przyznaje, chociaż....
        hmmmm... jakoś w krajach angielsko czy niemieckojęzycznych zawsze (bez specjalnych problemów) się "dogadywałem".
        Pewnie zawsze natrafiałem na Polaków! - zarówno hotelarzy jak i "okienkowcow" lotniskowo/dworcowo/metralnych.
        Szczęście jednak mam! smile)

        pozdr. serdecznie
        pE
    • jan.kran Re: Watek podrozniczy. 15.07.12, 07:54
      Popeyesmile
      W kraju przodkow bylam w sierpniu i listopadzie 2011. Czesto chodze do knajp we Wroclwiu i zawsze place karta. Nigdy do tej pory nie dostalam rachunku od kelnera w norweskich koronach , nie wiedziaalm ze jest taka opcja . Po raz pierwszy w tym roku.
      W 2011 bylam tez w Paryzu i w Berlinie i ølacac w licznych kawiarniach i restaracjach plastikiem zawsze rachunek byl w euro , dlatego tak mnie zaskoczyla sytuacja w tym roku w Oj.
      Takze to ze w tramwajach wroclawskchi sa automaty do kupowania biletow i moge bez problemu bilet za 3 zlote kupic korzystajac z norweskiej visy. Takiej opcji nie ma na pewno w paryskich , berlinskich czy osloanskich automatach biletowych.
      Pisze o tramwaju wewnatrz a nie o automatach na przystanku czy stacji metra.

      Moj drogi , chyba nie sadzisz ze ja w PL posluguje sie innym jezykiem niz polski tongue_outPPP
      Ta sytuacja na lotnisku byla taka ze podalam paszport i nawet nie zdazylam geby otworzyc a pani w okienku zagadaal do mnie w jezyku Szekspira.
      Oczywiscie od razu powiedziaalm ze jestem Polka i kontynuacja byla juz w jezyku Oj.)

      Natomiast mam epizody z czasow studenckich kiedy uzywalam francuskiego w celu uzyskania korzysci materialnych.
      Byl czas ze o porzadne papierosy bywalo ciezko, poza tym lubilam zaszpanowac.
      Mozna bylo zawsze dunhile lub inne marlboro kupic od szatniarzy w dobrych hotelach , oczywiscie placac dosc slono.
      Ale miejscowym , nieznajomym nie sprzedawali z reguly , pewie bali sie prowokacji .
      Natomiast kiedy sie zagadalo w obcym jezyku mozna bylo sie zalapac.
      To byl czas ze ubieralam sie alternatywnie, wygladalam jak hippiska i mialam nietypowe szmaty i fryzure jak na peerel.
      Tak ze szatniarze brali mnie za cudzoziemke z tym niezlym francuskim i papierosy kupowalamsmile)




      .
      • popaye Re: Watek podrozniczy. 15.07.12, 12:44
        Ulenko,-

        mój wpis był (częściowo) żartem.
        O wiele mnie można podejrzewać, ale ze mam Ciebie, czy innych Bywalców tego Forum, za "kretynów" - to już nie fair smile
        Karty (bankowe/kredytowe) - fakt i prawda.
        Ja tez nie należę do specjalnie uważnych i "z zasady" czytających treści umów Klient/Bank
        wypisane tzw. "drobnym drukiem" (błąd!! - przyznaje).
        Ale, już przed laty na moje PRAWO wyboru waluty przy płatności należności OBCA (zagraniczna!) karta bankowa lub kredytowa, zwróciła mnie przemiła p.kasjerka na....
        stacji benzynowej (ORLEN) w Rucianem-Nidzie.
        Stacja jest nowa, nowoczesna i personel tez młody, niespotykanie uprzejmy
        i (zapewne) dobrze PRZESZKOLONY" (sic!).
        W danym momencie było to mnie (właściwie) "obojętne" bo różnica "kilku złotych" (przy przeliczeniach, bo rachunek bankowy mam przecież prowadzony w "€" )
        w okolicznościach urlopowych to nie był mój najpoważniejszy "problem".
        Ale .... popayE_owa która prowadzi nasze rodzinne "finanse" i rozliczenia bankowe,
        z ZASADY "lubi" mieć porządek i zażyczyła sobie bym zawsze korzystając z obrotu "bezgotówkowego" (w Polsce) pobierał rachunki w € i od tej pory to czynie.

        Francja: - moim zdaniem Francuzi są wyjątkowym Narodem w Europie i tylko tam powszechnie ugruntowane jest przekonanie iż klienci/turyści jak coś "chcą" to... niech się uczą języka Największego Narodu W Europie.
        Oni sami przecież "nie MUSZĄ" a jak się komu nie podoba to.... niech jada gdzie indziejsmile

        3/4 turystów ( PŁACĄCYCH! = pozostawiających pieniądze a nie "szukających pracy!") w Paryżu to Niemcy.
        Spróbuj (w hotelu czy restauracji) "dogadać się" z obsługą w języku Goethe_o
        - wzruszenie ramion i lawinowa kaskada "francuszczyzny" (ze strony kelnera lub recepcjonisty) doprowadzi do tego, ze... wychodzisz głodna albo... idziesz do Mc Donald.
        W hotelach - podobnie, albo międzynarodową siec gdzie (przynajmniej) po angielsku się "dogadasz" (i różnice poziomu znajomości języka, w takiej rozmowie są takie , ze np.tongue_outolacy wyglądają jak absolwenci Anglistyki w Oxfordzie bo interlokutorzy - la, la) ,
        albo .... "chciej" (coś!) po... francusku smile.

        pozdr.,-
        pE
        • jan.kran Re: Watek podrozniczy. 15.07.12, 13:53
          Jak chodzi o Francje to masz 200 % racji !!!

          Sa nieuprzejmi do cudzoziemcow a do Niemcow zwlaszcza , cos im sie czas zatrzymal bo jedyni cudzoziemscy turysci jakich uwazaja to Amerykanie.
          Zamiast sie cieszyc ze Niemcy , Rosjanie , Skandynawowie i nawet Polacysmile) chca u nich wydac pare euro i dac im zarobic traktuja kazdego obcego z wyzszoscia...
    • 1grzech Re: Watek podrozniczy. 24.07.12, 12:37
      Ok, już ochłonąłem i mogę na zimno powiedzieć, że warto było. Otóż, 4 lipca spadłem z samolotu z ok 4 km. Tę atrakcję zafundowali mi moi spadkobiercy na dzień ojca. Zatem spadałem podwieszony pod instruktora (Czecha o imieniu Roman). Lotnisko Rudniki pod Częstochową. Przyjechałęm zgłosiłem się i od razu mnie zaczęto szkolić. Qrde, niby mam licencję paralotniową, ale skok z płozy samolotu na 4 km to nieco inaczej niż zbieganie ze skrzydłem (paralotnią) po stoku, albo nawet skok z klifu nad naszym Bałtykiem. Oczywiście służbowy uśmiech na twarzy i zero drżenia rąk, głosu czy nawet głupich pytań. Przedstawili mi samolot. Maleńka Cesna, taka jak ta z lądowania na placu Czerwonym w latach 80. Ciasno w środku. Wsiadamy w 5 + pilot. Ułożeni jak sardynki zamykamy burtę spuszczając srebrną roletę z nad głowy. Klaustrofobiczna ciasnota przypomina trumienną. Sam nie wiem dlaczego nie mogę znaleźć innego porównania. Wznosimy się. Mimo woli zaczynam przyglądać się filmowi z mojego życiorysu przewijanemu przez pracującą na najwyższych obrotach wyobraźnię. Qrcze, jakby nie ten film , pewnie bym się poskarżył na to siedzenie na twardej podłodze, albo na... cokolwiek. Mimo to po niemiłosiernie długich 40 min dolecieliśmy do poziomu 4 000 m nad lotniskiem.
      Następny skok adrenaliny - sympatyczny Roman dopina "na ciasno" paski mojej uprzęży, do siebie. Oj, to już zaraz ...
      W tym momencie rutynowo szybkim i sprawny ruchem Roman podnosi roletę do której byłem niemal przytulony. Samolocik wypełnia się rykiem wiatru, chłodem i ... moim strachem.
      Pierwszy na krawędzi usiadł samotny skoczek. To był jego 1 samodzielny skok po szkoleniu. Do tej pory skakał tylko w tandemie. Jego twarz ziemisto blada z nutą zieleni brutalnie uświadamia, że cholera chyba jest się czego bać. Zastanawiam się, czy moja wygląda tak samo? Spuścił nogi z pokładu za burtę. Przyjął pozycję z rękami na piersiach i ziuuuuuuuut. Tan niesamowity dźwięk towarzyszący wyssaniu skoczka z pokładu wywołął kolejny skok adrenaliny. Tymczasem skoczek zdawał się niemal, jak w zwolnionym tempie oddalać się od kadłuba koziołkując groteskowo.
      Do ryczącej otchąłni zbliża się drugi tandem, jego pasażer drżącym głosem powiedział jeszcze do instruktora: " ...my nie będziemy tak koziołkować, prawda?" i ziuuuuutt.
      Teraz my, spuszczam nogi spoglądam w dół ku lodowatej pustce. Znowu anioł stróż, nieproszony zupełnie, każe mi się zapytać instruktra, czy na pewno mnie dobrze przypiął do siebie, potem kwestionuje poprawnośc zapięć taśm na moich piersiach, że niby zaraz po skoku wyśliznę się z uprzęży i takie tam. Byłem na tyle zdenerwowany, że nie użyłem wulgaryzmów ale dzielnie przetrwałem, nie informując otoczenia o histerii mojego stróża. Jeszcze tylko uśmiech i ...ziiiiuuuuuuuuuut.
      Cudowne uczucie. Przestaję się zastanawiać, jak to się skończy, a już tylko rozkoszuję swobodnym lotem.
      Klepnięcie w ramię instruktora. Znaczy rozłóż ręce i rozstaw w wyćwiczony na trawie sposób nogi. Przestajemy koziołkować. Pęd powietrza próbuje zedrzeć nam twarze z czaszki. Mimo to jest wspaniale. wystrzelony pilot spadochronu zaczyna nas hamować. Nagle szarpnięcie i brutalna siła wyrywa mnie z błogostanu boleśnie wpijając sie w ramiona i uda. Przeciązenie w trakcie otwierania spadochronu jest tak nie romantyczne, że zaczynam sie zastanawiać, czy aby, mój instruktor nie podwiesił swego ciężaru do mnie zamiast do linek spadochronu. Wreszcie przestaejmy hamować. Do Ziemi jest jeszcze bardzo daleko. Zaczynamy lot szybowy. To znam z paralotni. Jest wspaniale, choć nieporównanie mniej wygodnie, niż w samodzielnej uprzęży glajta (paralotni), gdzie się człowiek czuje jak w b. wygodnym, głębokim fotelu. Mimo to w głowie rozgaszcza się euforia. CHWILO TRWAJ!!!!
      Dostaję w ręce sterówki i kilka zwrotów staje się mojego autorstwa. Jest lotnisko! Schodzimy delektując sie każdym metrem by w końcu miękko wylądować, samemu udaje mi się zrobić takie lądowani tylko czasami. "Ech, chciałoby się jeszcze " przychodzi do głowy.
      Podsumowując dodam, że profesionalizm instruktorów sprawia, że moim zdaniem, przy locie i lądowaniu, takim jak moje nie ma prawa stać się krzywada nawet stulatkowi z zawansowaną osteoporozą. Za to przygoda z własną wyobraźnią i jej ujarzmianiem, to już zupełnie inna i na prawdę baaaaaaaaardzo ekstremalna bajka.
      P.S. Jak tylko uda mi się odtworzyć procedurę zamieszczania fot, to ją przeprowadzę.
    • wodnik33 Re: Watek podrozniczy. 25.07.12, 21:52
      1grzechu jesteś bardzo dzielny. Ja raczej na taki wyczyn bym się nie zdecydował. Wyobrażam sobie co czułeś oglądając swoje buty na tle ziemi odległej o tylko 4000 metrów. Ale już po otworzeniu się spadochronu miałeś olbrzymią frajdę. Chyba większą niż lot na glajcie. /nie widzałem że uprawiasz i ten sport/.
      Spokojny lot przez około 10 minut a może i dłużej. Niejednokrotnie obserwowałem skoki spadochroniarzy, również wyczynowych, i nie mogłem zrozumieć dlaczego to robią. Ale inni nie rozumieli nas, szybowników, dlaczego latamy na tych drewienkach obciągniętych płótnem. Dawniej nie stosowano laminatów w lotnictwie. A spadochrony były jedwabne, okrągłe prawie niesterowne.
      Można powiedzieć że przy obecnej technice wszystko jest wpełni bezpieczne. No prawie w pełni. Dlatego jestem pełen podziwu dla Twojego wyczynu.
      PS. A mając w dłoniach sterowniki czułeś się jakbyś leciał swoim glajtem. Gratuluję!!1
      • 1grzech Re: Watek podrozniczy. 26.07.12, 22:08
        Dzięki kochani za słowa uznania, ale tak na prawdę, to cóż to za wyczyn i bohaterstwo, kiedy robi się coś dla własnej frajdy? Przecież nie podziwiamy tych co idą na piwo, choć pewnie mają podobny fan wink
        A oto obiecana fotorelacja:
        https://picasaweb.google.com/112627344809870435837/NowyFolder#5769559490876469858To ten trudny moment, kiedy nogi są już na zewnątrz...
        A tu (poniżej) moje "koziołki" w przestworzach. Zdjęcia były robione z aparatu umieszczonego na przedłużeniu nadgarstka. To już ostatnia faza przed otwarciem spadochronu. https://picasaweb.google.com/112627344809870435837/NowyFolder#5769558777263645778
        Jeszcze odrobina liftingu i trochę wygłupów.https://picasaweb.google.com/112627344809870435837/NowyFolder#5769558777263645778
        Jest spadochron i kontrola w moich rękach euforii przy podchodzeniu do lotniska.https://picasaweb.google.com/112627344809870435837/NowyFolder#5769560908587978946
        I chwila po miękkim lądowaniu. Niby zwykła trawa pod tyłkiem, a cieszy jak powrót z wojny wink. Tylko skąd przyszła ta myśl, żeby to powtórzyć?https://picasaweb.google.com/112627344809870435837/NowyFolder#5769561204595559986
        Moi drodzy polecam, niezależnie od wieku. Jedyny warunek to odporność serducha na własną wyobraźnię wink
        • wedrowiec2 Re: Watek podrozniczy. 26.07.12, 22:16
          Grzechu, zdjęć nie widaćsad Linki (pomijając BBCod) muszą mieć rozszerzenie charakterystyczne dla zdjęć, np. .jpg. Poza tym Twoje linki zaczynają się od https, a więc mogą być linkami do stron chronionychsad
        • 1grzech Re: Watek podrozniczy. 26.07.12, 23:23
          Dzięki kochani za słowa uznania, ale tak na prawdę, to cóż to za wyczyn i bohaterstwo, kiedy robi się coś dla własnej frajdy? Przecież nie podziwiamy tych co idą na piwo, choć pewnie mają podobny fan
          A oto obiecana fotorelacja:
          To ten trudny moment, kiedy nogi są już na zewnątrz...
          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/lZdRbqWB05aFsBtu7B.jpg
          A tu (poniżej) moje "koziołki" w przestworzach. Zdjęcia były robione z aparatu umieszczonego na przedłużeniu nadgarstka.
          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/BgAZtbBPVpIiornfaB.jpg
          Jeszcze odrobina liftingu i trochę wygłupów.
          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/GebvsqsUErUNKlLUxB.jpg
          To już ostatnia faza przed otwarciem spadochronu.
          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/UAFzQKbVUnK74dZiyB.jpg
          Jest spadochron i kontrola euforii w moich rękach przy podchodzeniu do lotniska.
          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/ntL8bLzy6f2MAsSb1B.jpg
          I chwila po miękkim lądowaniu. Niby zwykła trawa pod tyłkiem, a cieszy jak powrót z wojny . Tylko skąd przyszła ta myśl, żeby to powtórzyć?
          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/eRiBWO1re1xjvGRyJB.jpg
          Moi drodzy polecam, niezależnie od wieku. Jedyny warunek to odporność serducha na własną wyobraźnię.
          P.S. Łatwiej skoczyć z samolotu, niż zapamiętać prawidłową procedurę wklejania fotek na forum.
    • jan.kran Re: Watek podrozniczy. 27.08.12, 12:40
      www.youtube.com/watch?v=zslI3XAo6eo
      Wsiadam do pociagu a najpierw do tramwaju , samolotu i mkne do Miasta do mojej ukochanej Rodziny i Przyjaciol we Wroclawiu
      Wlasnie zamowilam bilet Oslo - Poznan smile)) Potem pociag do Wroclawai!!!
      Wszyscy mnie oczekuja , tak sie ciesze !!!
      Odmowilam Paryz , Monachium , Barcelonesmile)
      Jade do domusmile))
      Za miesiac ale juz sie ciesze !!!
      • warum Re: Watek podrozniczy. 27.08.12, 18:12
        Ponoc wszedzie dobrze ale w domu najlepiejsmile/ potwierdzic moga Ci co duzo wedruja?/
        Ciesz sie oczekiwaniem na wyjazd i ciesz sie pobytem jak juz tu bedziesz, moze trafisz na piekna polska jesien? Czasem sie trafia nawet b. cieplasmile
        • wodnik33 Re: Watek podrozniczy. 28.08.12, 21:28
          W niedzielę wybraliśmy się, z Alfredką, do Świnoujścia zobaczyć w porcie największy w jego historii statek o nazwie "CHIARA". Statek ten to masowiec do przewozu ładunków luzem. Do Świnoujścia dostarczył 95.000 ton węgla z portu Norfolk W Ameryce Północnej. Węgiel ten przeznaczony dla naszych elektrowni jest tańszy, pomimo dalekiego transportu, od naszego śląskiego. Czyżby tam robocizna była znacznie tańsza? Ale statek ten ma całkowitą nośność około 115.000 i ma 255 metrów długości a jego szerokość wynosi 43 metry. Największy na którym pływałem miał 179 m długości i był tzw. drobnicowcem.
          Dojechaliśmy spokojnie do Świnoujścia, bo wczasowicze jechali do domów, a do portu nie ma wejścia. No i słusznie bo praca tam była intensywna a czas rozładunku ustalona na 4 doby. Postanowiliśmy udać się do latarni morskiej i z jej wysokości obfotografować statek. Przed latarnią są forty: poniemieckie z drugiej wojny światowej wykorzystywane też przez naszą armię oraz zabytkowe z 19 wieku. W tych ostatnich, staraniem jednego miłośnika, działa "Fort Gerharda". Należy go zwiedzić. Do tych obiektów wiedzie coś co nazywa się drogą. Stare połamane betonowe płyty, wyrwy i ogólny wygląd - brud, syf i malaria. I tam specjalnym autobusem dowożą turystów. Parkingi ,na których stoją samochody nie tylko nasze, są piaszczyste i zaniedbane. Trochę było nam dziwnie.
          A latarnia - piękna! Jedna z najwyższych w świecie. Wybudowana w 1857 roku o wysokości 84,8 metra usytuowana u nasady wschodniego falochronu u ujścia Świny do morza. Unikatowa jej budowla w niezmienionej formie zachowała się do dzisiaj. A zachowała się dzięki niewykonania rozkazu jej wyburzenia przez latarnika przy odwrocie wojsk niemieckich. . Chwała mu. Zasięg światła tej latarni wynosi 25 mil morskich tj. 46,3 km.
          Morskie latarnie - ich światła, marynarzom zawsze coś mówiły. Każda ma indywidualne znaki świetlne to jak własne imię. Informowały, ostrzegały. Wiele z nich jest już wygaszonych bo postęp i systemy satelitarne czyli tzw. GPS którym mogą posługiwać się nawet grzybiarze. Latarnie w różnej formie zawsze były i są związane z ludźmi morza i będą. Bo z satelitami może być różnie.
          Wracając nocą z rejsów widziało się że to już Świnoujście, czy do Gdyni, o już Rozewie i Hel. Wspomnienia? A czy ktoś widział sentymentalnego marynarza?
          • warum Re: Watek podrozniczy. 28.08.12, 22:09
            Powoli Wodniku, jak nam pomozesz, poznamy.
            A teraz informacja dla zupelnie nieoswieconych /to ja. i juz sie wstydze niewiedzy, ale bardziej jestem ciekawa/ - czy budowa latarni wiazala sie z portem czy jakims innym powodem? Np duze wysuniecie ladu w kierunku morza? Przepraszam, ze tak wyjatkowo lopatologicznie formuuje zapytanie, ale wg mnie powinny byc i tu i tu.Na mapach pewnie po wsporzednych znajacy sie dojdzie, ale dla mniej wypasionych jednostek, nie latwiej byloby je jakos odrozniac?
            • wodnik33 Re: Watek podrozniczy. 29.08.12, 22:18
              Latarnie Morskie!. Istnieją od czasów kiedy ludzie wypłynęli na wielkie wody. W pierwotnej postaci były to nadbrzeżne ogniska rozpalane nocą gdy nie wracali z połowów miejscowi rybacy. A i pierwotni kupcy też z nich korzystali. Światła te usytuowane były u wejść do przystani, ostrzegały o skałach czy mieliznach. Ale były też fałszywe celem wprowadzenia kupieckich statków na skały i ich ograbienia. Stosowali te praktyki brzegowi piraci.
              Z czasem ogniska umieszczano na podwyższeniach ażeby zwiększyć zasięg światła. I to był chyba początek latarnictwa. Warum ma rację że budowano latarnie u wejść do portów, na charakterystycznych elementach wybrzeży no i na morskich skałach. Posadowienie latarni było oznaczone na mapach morskich z podaniem współrzędnych geograficznych. Każda latarnia ma indywidualną charakterystykę światła to jest jego barwa i okres świecenia.
              Latarnie morskie są nie tylko stacjonarne ale i też zamontowane na statkach które są oczywiście zakotwiczone w ściśle określonych miejscach.
              Obecnie latarnie są wyposażone urządzenia powiązane z satelitarnym systemem nawigacji. Zamontowane radionadajniki tworzą tzw. system radiolatarni.Latarnie są, nie wszystkie, ale tworzą bardzo ważny system nawigacyjny na morzach i w powietrzu. Bo samoloty też nawigują.
              Pozdrawiam Czytaczkę. smile.
                • wodnik33 Re: Watek podrozniczy. 30.08.12, 21:38
                  Cieszę się że temat latarni morskich zainteresował i Ciebie J.Kranie. A może i jeszcze kogoś. Po pracowitym tygodniu napewno odezwie się jak zwykle i Popay,e. Bo latarnie morskie są nie tylko na morzach. To jest ogólna nazwa. Takie systemy świetlne są i na jeziorach i są tam bardzo potrzebne. Z wielką przyjemnością, w ciemnościach nocnych, patrzy się na błyskające światło.
                  • warum Re: Watek podrozniczy. 01.09.12, 09:02
                    Omeri smile Szerokiej drogi / na niektorych odcinkach bedzie o to trudno, wiem/, za to pogoda dopisala - na wschodzie sucho, slonecznie i nie za goraco, akurat warunki na podroz do domu.
                    Wedrowczyni zycze tego samego jesli sie przemieszcza, a jak gdzies wypoczywa "spoczynkowo" to tylko milego towarzystwa zycze i swietego spokojusmile
                    Popaye, jesli juz urlopujesz to....zeby Ci dobry nastroj nie opuszczal, z reszta- sobie poradziszsmile
                    Pozdrawiam serdecznie Ulubiencow i cichych Czytaczy i mam nadzieje,ze ten zimny prysznic w postaci "jesiennego powietrza" jeszcze sie skonczy. Bo to jeszcze nie pora.
                    • alfredka1 Re: Watek podrozniczy. 01.09.12, 12:10

                      Ciepło, słonecznie, czas za miasto na spotkanie z babim latem .
                      A jeżeli po drodze napotkamy jakies grzybopodobne to nie ominiemy.
                      Popay,e drogi - -odezwij sie, smutnawo bez Twoich rozważań.
                      Pozdrawiamy serdeczne , szczególnie Omeri - witaj w DOMU smile)
                  • 1grzech Re: Watek podrozniczy. 03.09.12, 14:43
                    Dzięki wodniku!!! Pobudzasz wyobraźnię i pamięć do pracy.
                    Prawda z tymi latarniami, że sentymaentalnie i romantycznie się kojarzą, choć miałem zupełnie nie sentymantalna przygodę z latarnią kołobrzeską. Szliśmy Darem Młodzieży ze Szczecina do Ggdyni. Miałem perwszą w życiu samodzielną wachte za sterem. Był rok 86. Statek nowy i nie miał jeszcze szturwału tylko taką kierownicę ala samolotową na ciepłym mostku. Trzymało się to jednocześnie z takim żeliwnym stałym pałąkiem, żeby w trakcie kołysania morza, nie kiwać tymże urządzeniem, bo wspomaganie sprawiało że płetwa bardzo żwawo na ruchy takie reagowała.
                    Jako że pora późna, a repetytor co przed nosem tarczą z różą wiatrów sobie dryfował był równie czuły jak i samo urządzenie sterowe. Tedy za każdą falą kiedy statek unosił się i opadał, ów repetytor cykał monotonnie sygnalizując odchyłkę od wcześniejszego kursu. To cykanie, mrok, ciepło i zmęczenie po dziennych wachtach sprawiły, że szybko zacząłęm mieć problemy ze snem. Pilnowałem się , żeby latarnia kołobrzeska była w określonym oknie mostka po prawej stronie. Mimo to na tarczy repetytora pojawiły się słoniki i krasnale. Tańczyły na nim, to znów maszerowały w monotonnym rytmie cukania. Nagle głowę poderwałem, uświadomiwszy sobie, że śpię. Oczywiście nie widziałem kursu zaspanymi oczyma. Ale o Latarni kołobrzeskiej pamiętałem. Miała być po prawej, a tu świadomość przeszywa przerażająca świadomość, że latarnia jest Z LEWEJ!!!. Rany boskie, na brzeg walę. Porwałem za ster i jak nim machnąłem, to śpiący statek przy prawie martwym morzu przechylił się trzeszcząc i stękając (szliśmy na silniku). Przechył pobudził wszystkich co wachty mieli, a i pewnie tych co w kojach się turlać zaczęli. Z tych mosiężnych tub co w pobiżu jak trąbki w szeregu orkiestry staly, już słyszę siarczyste przekleństwa zwiastujące tortur całe mnóstwo, które obiecywali oficerowie wrzeszczący do mnie przez nie z dołu. Natychmiast wytrzeźwiałem. Ale wiem, coby sie nie działo trzeba statek ratować, a tu... latarnia z lewej strony zniknęła!!! I jakby nigdy nic świec znówi po prawej, choć szybko z niej uciekać zaczyna. Okazało sie, że jej światło cały czas z prawej padało ale też odbijało się w szybach po przeciwnej stronie. Pozostało mi już tylko odwrócić cały manewr. Zdążyłem to zrobić, zanim dyżurny oficer przyszedł sprawdzić co się dzieje. Cholera po tym wszystkim nie zasnąłem nawet po skończonej wachcie.
                    Trafiłem tam w czasie liceum, w nagrodę za jakiś konkurs przez "Bractwo żelaznej szekli" organizowany. Szybko poznałem co znaczy głód morza i głód na morzu. Bo choć posiłki były 5 razy dziennie i jeszcze tzw nocne żarcie to apetyt na kwietniowym Bałtyku przyprawiony robotą na pokładzie nie zna granic.
    • 1grzech Re: Watek podrozniczy. 14.09.12, 14:31
      W minioną sobote zwariowałem na wieść o lepszej pogodzie w Tatrach. Po 21 już byłem umówiony na wyjazd o 7 rano. Przemo to wariat, więc nawet go nie przekonywałem. Niestety, pakowanie, podróż i trafic sprawiły, że dotarliśmy do Murowańca dopiero o 12. Już po drodze dzień nas zaczął rozpieszczać swą urodą.
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/TenQplSuFtZDCVHLqA.jpg
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/oTbwVmIn85uULAVnsA.jpg
      W tych warunkach, trudno się dziwić, że nas poniosło i destynację sobie wyznaczyliśmy na Granatach przez Kozią Przełęcz. Dzięki obyciu w górach i jak się nam wydawało dobrej kondycji szybko osiągnęliśmy Czarny Staw Gąsienicowy
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/127LjGONGSs6CSl8QA.jpg
      a potem zaczęliśmy się wznosić
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/SLzxRdGBsmCN27xTJA.jpg
      w kierunku ku Koziej Przełęczy
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/M8vBHobpvQkEjA5iLA.jpg
      Jako że pogoda nie tylko nam się podobała spotykaliśmy mnóstwo ludzi, na szczęście liczne przypadki nieszczęść na tym szlaku zniechęciły tych przysłowiowych w klapkach albo wysokich obcasach. Zresztą Ci także zwykle docierają tylko dotąd. Dalej pora sie zmierzyć z "powietrznością" wink, bo albo w prawo (obecnie zakazano gdyż ruch jest jednokierunkowy) na Świnicę i Zawrat
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/vm3rvOIvFLe1ExsdNA.jpg
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/tuTPbMEA5Ex3oF0PZA.jpg
      Albo w dól do doliny Pięciu Stawów Polskich
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/vmGNFvfhz1pBgLn9bA.jpg
      Albo jak my, od tego lekkiego obniżenia na stronie "Piątki" w lewo na Kozie czuby by rozpocząć prawdziwą przygodę. Przemek już się cieszy, na to co nadchodzi.
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/fpmIRECa9osiIp2JeA.jpg
      Zwozimy się po klamarch i łąńcuchcach na dół.
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/boaiyaZVQyToomtqCA.jpg
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/pr4ugb3AMbetxUHncA.jpg
      Obok koledzy traktujący dzisiejszą przygodę nieco poważniej, omijają gotowe ułatwienia
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/EDKcWq9lbF8iFTWNHA.jpg
      My tymczasem trafiamy na nieco pod górkę
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/vrWiCUoznEF0Eqh81A.jpg
      Jak widać Przemo niebezpiecznie zaczął zachwycać się fotografowaniem zostawiająć mnie już tylko jako małą plamkę w kadrze. Zapłacimy za te zwłokę później.
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/PDmlwu9ig2hV048L3A.jpg
      Podobno bezpieczniej się nie rozglądać za siebie szczególnie mając sporo pod podeszwami. Ja się obejrzałęm i... a co wam będę się przyznawał.
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/qwNfTa6MAFTCiy0paA.jpg
      Ale chwilę później było już gdzei usiąść i co podziwiać.
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/b66LpR5VWLVQayqmCA.jpg
      Przemek też przysiadł z wrażenia.
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/j3afyTwmcd4B027PaA.jpg
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/pA1A5pgA19uKtC8qCA.jpghttps://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/dpSviKH3QoEvQryomA.jpg
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/ersiU8QkLatbpUHraA.jpghttps://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/JtaCK2G06omxR2QWqA.jpg
      A to jeszcze nie koniec, w pobliżu są jeszcze wyższe miejsca i tam właśnie szlak prowadzi.
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/wo0jZWb8CrTba1YvTA.jpg
      Po wyjściu, tradycyjnie ukazały sie kolejne granie do przejścia
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/CtYMZg0JLWPgWEj6kA.jpg
      Tym razem szlak prowadził ostrym jak brzytwa grzebieniem grani, którego nie baliśmy się fotografować tylko w miejscu gdzie ręce nie musiały łapać równowagi. Zresztą widziecie jak szlak oznakowano.
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/2wRGeZmA0LU7CHB9KA.jpg
      Widać już wierzchołek Koziego Wierchu z tradycyjnym w taką pogodę tłumkiem.
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/agUlHYbfhpm44pBTsA.jpg
      Ze szczytu widać już Pośredni Granat
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/aQHfkql9KZMrxqzpdA.jpg
      i drogę za nami.
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/t6mfY2cYoyAa8u0abA.jpg
      A tymczasem, trzeba stąd jakoś zejść
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/gUgGB0bfhbu5hNRNUA.jpg by po chwili znowu się wspinać
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/ShuQiu5i4wyyOfHo0A.jpg
      A widoki wokół wciąż dech zapierają
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/hNQcbdmgAVfgqDOPYA.jpg
      A w dolinie Piątki tam przy stawie z lewej widać już schronisko. W głowie zaczyna kiełkować, że fajnie byłoby tam skończyć, ale niestety, jutro trzeba do pracy, zatem pójdziemy w zupełnie inną i duuuuuuuuuuuuuuuuuużo dalsża stronę wink
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/ObaqrLeuWkpt1aoSHA.jpg
      A to już spory kawałek później, zauważyłem, że w miare zmęczenia Przemo rzadziej biega szukając ciekawego ujęcia. Tu już pachniało szczytem Skrajnego Granatu.
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/2WvfIRdUGYBFcboKAA.jpg
      I wreszcie jest, ostatni z zaplanowanych dzisiaj szczytów. Wierzchołek Skrajnego Granatu. Ech cieszy się miska na myśł o misce. Tylko do niej jeszcze kaaaaaaaaaaaaaaawał drogi.
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/o0wuIPSYxC5Pq3Wb5A.jpg
      I kiedy tak kontemplowaliśmy radość , że dalej już tylko z górki i satysfakcję, że daliśmy radę, spacerując dostregłem kilkadziesiat metrów poniżej cos intrygującego. Zbiegłem i już po chwili ryczałem na Przema, że widze widmo Brockenu. Rzadkie zjawisko pełne wyjątkowości. Jako że zdarza sie tylko w pewnych warunkach w górach i to wysoko, to i szybko nabawiło się wielu przypowieśći, Najpopularniejsza z nich mówi, że kto je ujrzy ten w górach żywota swego dokona.
      Żeby nie to, mielibyśmy tylko radości wiele z podziwiania. W końcu to tylko cień na chmurze (mgle) i aureola tęczy - zwykłe ugięcie światła z rozczepieniem. Dodajemy sobie otuchy, że Ci zmarli w górach świadkowie Brockenowego widma to pewnie odczynić gusła chcieli. Bo ponoć, jak się 3 razy zjawisko dostrzeże, to się złe odczyni i po wsze czasy w górach bezpiecznym będzie. I biedaki pewnie tak mocno za powturnym spotkaniem się uganiali, że w końcu przepadli. Ale miny mamy niegęste. To pewnie ze zmęczenia. W końcu namawiam Przemka, żeby po aparat na wierzchołe wrócił i udokumentował. Niestety, zjawisko uciekło kilkadziesiąt metrów niże i z dodtykalnego niemal stąło sie tylko widocznym. Mimo to nadal wrażenie robiło. Oto ono:
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/ebsNeP7JpVg6biUvbA.jpg
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/D3KvFREyt3wg0btZmA.jpg
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/3yQAznRQFUUrEQ2GAA.jpg
      Dzień uciekać zaczął a my z nim do Murowańca
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/sRZKZAZo2pMiFDP3aA.jpg
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/lc/gi/noma/RldboWHNVE1CkBBZzA.jpg
      W schronisku byliśmy tuż przed zmrokiem, a w naszym wehikule dopiero ok 22. Ale do pracy w poniedziałek nie zaspaliśmy, choć zejście z łóżka prawdziwą golgotą było.
      Dziękuję za cierpliwą uwagę. Pozwoliłem sobie tu władować takiego tasiemca, bo to już po 100 jest i nikogo za sobą juz nie będa odgradzał od oczu ciekawych wink
      • 1grzech Re: Watek podrozniczy. 14.09.12, 14:39
        P.S. Miniatury oczywistym psikusem niezamierzonym były, zatem gdyby kto chciał pracę fotograficzną Przema w wymiarze słusznym podziwiać, to tu link mam do niej poniżej:
        fotoforum.gazeta.pl/a/68081.html
        • warum Re: Watek podrozniczy. 14.09.12, 17:56
          Obejrzalam z zachwytem. Najpierw miniaturki - dla komentarza, a potem w wersji "wiecej widac".
          Zachwyt mial wiecej powodowsmile Odwaga, profesjonalizm i kondycja autora i co. , swietne ujecia, doskonala pogoda... ten osobniczy "spontaniczny" zryw.
          Mam nadzieje na kontynuacje podrozniczych wspomnien, ale i nie wpadam w kompleksy nad swoja leniwa natura i ponadczasowa amatorszczyzna. Pocieszam sie, ze natura ludzka jest po prostu...."bogata"smile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka