Dodaj do ulubionych

Herbata. Czajnik 124.

15.06.14, 12:29
Płatki żółtej róży,
Grzmi -
Wodospad

Basho
Obserwuj wątek
    • popaye Re: Herbata. Czajnik 124. 15.06.14, 15:14
      popołudniowa kawa już w domu.

      Kończy się mój "urlop" (no, przynajmniej jego 1-sza polowa) .
      Jeżeli urlop jest dla wypoczynku to... miałem pecha bo urlopowych przyjemności i wypoczynku w (sensie stricte) mieliśmy niewiele.
      Trochę z własnej "winy" bo (chyba) zbyt dużo spraw "nie_wypoczynkowych" chcieliśmy załatwić, pewnie zbyt dużo, ale.... to są "koszty" naszej, od dziesięcioleci trwającej sytuacji jednoczesnego życia w 2-ch miejscach oddalonych od siebie ponad 1.000 km. do tego w 2-ch rożnych Państwach smile
      Jak jest w Polsce (załatwianie upierdliwości administracyjnej natury polityka czy aktualne "afery", - hmmm.... wiecie lepiej niż ja, wiec zostawię bez komentarza.....
      Co mnie odrobinę "rozbawiło" (bo dotyczy mojej, prywatnej sytuacji) to fakt iż np.: możliwe jest by .... ( w bylo_nie było cywilizowanym Kraju!) zaginęły dokumenty w Banku
      - he, he (!) i.... "niemożliwe" było potwierdzenie faktu iż przez (ponad) 2-lata kierowałem jednym z jego Oddziałów smile))
      Bank - istnieje, inny Bank (który później przejął ten Oddział) - tez istnieje, obydwu powodzi się doskonale tylko..... dokumenty (personalne) ówczesnych pracowników (w tym moje!) gdzieś się "rozpłynęły" .
      Ano "zdarza się" widocznie, nawet w.... Bankach, szczególnie tych "nad Wisłą" a nie tylko bliższych brzegom syberyjskich rzek smile
      Tendencja jest wyraźna - co raz bliżej londyńskiego City, wiec (chyba) "kasę" (jeśli się ja "ma") tez lepiej trzymać ukryta w materacu lub w bieliźniarce bo w Banku to może się "rozpłynąć" i to bez śladu smile)
      .......
      Moje (pozytywne) zdanie o wykonawcach naszej "inwestycji budowlanej" na Mazurach
      tez muszę (hmmmm.....) skorygować, delikatnie mówiąc bo "nic" nie posuwa się w tempie i terminach jakie były ustalone sad
      .......
      Tydzień urlopu który przeznaczyliśmy na .... wypoczynek (na łódce) "rozpłynął" się w opadach deszczu, czego nie żałujemy, bo taka pogoda to nic nadzwyczajnego (na Mazurach) a my jesteśmy (przekonaniem i doświadczeniem) zbyt "stamtąd" by psioczyć
      lub być zawiedzionym ale.... nawet nie wypływałem z portu bo "w deszczu" to już (dla nas) żadna przyjemność i.... wiemy(!) iż okazji po temu pewnie będzie "dość" w naszym życiu jako "emerytów" smile) - lodka przecież się nie "rozpłynie", sprzedawać jej nie będziemy, i żaden "Bank" nie ma tu nic do powiedzenia (zapłacona była bez żadnych zobowiazan kredytowych) smile)
      ......

      "Dobrze" wrocilismy (do domu) bo Düsseldorf został dotknięty pogodowym szturmem jakiego tu (chyba) jeszcze nie było!
      Dziś, już wszystko wraca do normy, ale szkoda tej wspanialej zieleni miejskiej która była ważną częścią stanowiącą o pięknie tego miasta......
      Materialne straty, hmmmm... to (w tutejszych warunkach) raczej sprawa drugoplanowa
      (Düsseldorf, na jego szczęście, jest nad Renem a nie nad .... Wisłą) i "lepiej" ( i szybciej) da sobie z tym rade,- raczej nie mam najmniejszych wątpliwości.....
      Jak "było" ( w zeszły poniedziałek) można zobaczyć w tym link_u:
      www.rp-online.de/nrw/staedte/duesseldorf/so-traf-das-unwetter-duesseldorf-bid-1.4299763
      Dzis juz jest (prawie) "normalnie", miasto żyje zwykłym, typowym rytmem, a jutrzejszy mecz niemieckiej Reprezentacji (z Portugalia) na Mistrzostwach Świata jest "ważniejszym" tematem (dla kibiców) niż skutki tego szturmu.....

      Co mnie dal pozytywnego ten "urlop": mam kilka nowych implantów (4-ry) i "nowe" ząbki (jak "malowane"), samochód (stary) ale jak "nowy" dzięki wymianie i sprawdzenie absolutnie wszystkiego co było "konieczne" przez Toyotę (Lexus) - Polska
      (w Warszawie) i.... spotkałem się z wieloma Znajomymi, doprowadzając eis (na własne życzenie!) kilka razy do staniu "niepełnej trzeźwości" z prawdziwa .... przyjemnością smile)

      Per_saldo - "warto było" i niczego nie żałuje.
      Jak dobrze pójdzie to (może) dożyję jeszcze prawdziwego, "wypoczynkowego" urlopu
      - pod koniec sierpnia smile)

      pozdr.,-
      (kawa, w herbaciarni, - tfuj, bo już .... zimna) sad
      • alfredka1 Re: Herbata. Czajnik 124. 15.06.14, 15:40

        Witaj smile)
        bardzo bylismy radzi, że mokniesz na Mazurach a nie w Duessendorfie. Zawszeć to na WŁASNYM kawałeczku ziemi.
        Rozbawiła mnie historia z "twoim" bankiem. Ale nie zadziwiła bo ciagle sie czyta o takich nieziemskich wręcz przypadkach.
        Szkoda tylko, że budowanie troche się ślimaczy ale napewno bedzie dobrze. A może szkoda, że Górali nie wziąłeś do roboty. Są solidni szybcy, tylko trochę drodzy.
        Kawa rzeczywiście ostygła, zaraz zaparzę nową mocną, a na filiżankę nalepie karteczkę "Herbata Szymka".
        Dzieki za wieści, w sumie były dośc pogodne, zwlaszcza te o "plantacjach".
        Pozdrawiam i czekam na parę zdjęć p.t. "a na Mazurach ciągle pada".
    • wedrowiec2 Re: Herbata. Czajnik 124. 15.06.14, 22:13
      Na dobranoc herbata i zdjęcia z dzisiejszych Dni Morza.

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/cc/wj/uadi/rMKZ1Wvb9b6Zd0Vd3X.jpg

      Aparat fotograficzny rozładował się i zdjęcia robiłam zwykłym telefonem komórkowym. W torebce miałam smartfon, ale zapomniałam o nim. Nadmiar techniki nie działa na mnie dobrzewink
    • jan.kran Re: Zażeramy się jarmużem:) 21.06.14, 00:18
      Czerwone wino i buszowanie po necie po wieczornym dyżurze.
      Jutro podam przepis na jarmuż , zrobiłam dwa dni pod rząd moim zdaniem spore porcje i tylko spróbowałam bo Junior wciagnął wszystko.
      Nie znałam tego warzywa a okazujesie że jest nie tlyko pyszne ale bardzo zdrowesmile
      • popaye Re: Zażeramy się jarmużem:) 21.06.14, 10:21
        smile)))
        zawsze Ciebie podejrzewałem o mocno wyrafinowane poczucie smaku Mila JK, ale
        tym razem hmmmm.... podbiłaś poprzeczkę jeszcze wyżej!.
        Jeżeli cokolwiek (dla mnie) w kuchni niemieckiej jest na skraju absolutnego "paskudztwa" to właśnie Grünkohl (pl.: jarmuż) - typowy sezonowy (późnojesienny/zimowy) "przysmak" niemieckiej kuchni.
        Już sam widok tego warzywa "na talerzu" odbiera mnie ochotę na jakiekolwiek jedzeniesad
        search.yahoo.com/search?ei=utf-8&fr=aaplw&p=Grünkohl
        O konsystencji " brei z blachy w połączeniu z drucianymi włóknami" już nie wspomnę sad
        Tyle jest wspaniałych (smakowo i konsystencja) warzyw, - jarmuż, bez procesu zamrażania nawet dla krowy (b. głodnej !) "niejadalny" na pewno do nich nie należy.
        Z moich doświadczeń towarzyskie spotkania w knajpie (listopad/grudzień) na konsumpcje potraw z tym warzywem to zjawisko raczej kulturowe niż szczególne doznania smakowe.
        Az się dziwie, ze mieszkając tak długo w Niemczech nie miałaś tego typu doświadczeń smile
        No tak, ale Ty mieszkałaś w Bayern a tam nawet zegary chodzą "inaczej" smile)
        pozdr.,-
        • jan.kran Re: Zażeramy się jarmużem:) 21.06.14, 11:24
          smile
          Mieszkając w DE nigdy nie jadlam jarmużu , premiera była kilka dni temu.
          Nie wiem co Niemcy robią z jarmużem , mój byl miękki , lekko chrupiący bo gotowany bardzo krótko z dodatkiem ciecierzycy i innych warzyw , przepis rzucę na wątek kucharski.
          Włókna odrzucilam i zużyłam tylko liście wink
          Ja lubię próbować różne warzyw a, np.okra mi pasuje ,czerwone banany , tajskie warzywa.
          To co było absolutną porażką i w zasadzie dla nas niejadalne to topinabur. A są jego miłośnicysmile
          Mam zamiar ciągle wyprobować słodkie ziemniaki ale jeszcze tak daleko nie zaszłamsmile
          Inne odkrycie kulinarne ostatnio to quinoa, dzis zrobię zjarmużemsmile
      • alfredka1 Re: Herbata. Czajnik 124. 05.07.14, 11:59

        Ostatnio nie mogę sobie podrinkowac /nowy lek!!/
        Teraz piję drugą kawę i zagryzam winogronami.
        Po wczorajszym wyjeździe do Kołobrzegu jeszcze czuję zmeczenie-. Upał był wyjatkowo paskudny. Morza nie widzialam, molo w remoncie a do tego tłok niesamowity-
        W mieszkaniu chłodek przyjemny.
        Odpoczywajcie i nie "wystawiajcie się" za bardzo na słonce.
        p.s.temperatura autostrady wczoraj wynosiła ponad 50 stopni !!!
    • popaye Re: Herbata. Czajnik 124. 24.07.14, 21:06
      wczesnowieczorny Lipton i przyjemność oglądania filmu z mojego ulubionego kanonu "kulinarnego" ( jak np.: "Uczta Babette" czy "Wielkie żarcie").
      "Julie i Julia" (idzie teraz na Polsacie) i to nie jest film szczególnie dla mężczyzn bo opisuje
      "....Powinowactwo kobiecych dusz: znudzona Amerykanka w Paryżu w 1948 roku pisze książkę kucharską, sfrustrowana Amerykanka z Nowego Jorku 50 lat później pisze bloga na temat zawartych w niej przepisów.....
      Julie Powell, znudzona pracą nowojorska sekretarka, pewnego dnia wpada na pomysł, aby wypróbować 524 przepisy z książki kucharskiej Julii Child. Kulinarne doświadczenia zaczyna opisywać na blogu"

      Ale właśnie Julia Child, kobieta która "nauczyła" gotować Amerykę. Pierwsza kobieta która wymyśliła .... telewizyjne audycje o gotowaniu: pra-matka wszystkich tych Angeli Lawson
      czy Magd Gessler smile.

      Swój program w TV prowadziła ....30 lat !
      Mam w swych zbiorach "kulinariów" tez Jej książki, zarówno: "Gotuj z Julia" jak i "Moje życie we Francji" - to na jej kanwie powstała spora cześć scenariusza oglądanego przeze
      mnie filmu.
      Polecam.
        • popaye Re: Herbata. Czajnik 124. 24.07.14, 22:17
          a`propos
          Ile można mieć .... książek kucharskich i takich "o gotowaniu" do tego nigdy ich nie zbierając? smile
          Uff.... no mam kilka, ze .... 200 smile)
          W mojej nowej "wiejskiej" kuchni muszę przewidzieć sporo miejsca na ten zbiór, prawie tyle samo co na (białą) porcelanę której tez "nie zbieramy" - ona tylko się ..... nie tłucze w odróżnieniu od takiej "we wzorki" która wytłukiwała się nagminnie smile).
          Kupowanie wielu książek kucharskich to sposób na .... wyrzucanie pieniędzy bo właściwie po czorta mieć ich tak dużo gdy wystarczy kilka "kompendium", np. "Kuchnia Polska"
          (mam 3 jej wydania, każde ca.: 20-cia lat starsze od poprzedniej) czy "Das goldene Buch der Kochkunst - 2200 Rezepte fürs Leben" - "najgrubsza" z mych książek kucharskich
          (800 stron!) smile))
          Na "zdrowy rozum" wystarczyło by tylko ugotować to co w tej ostatniej opisane i przez
          ca: 7 (siedem!) lat na obiad było by co innego! smile
          Szaleństwo smile)

          pozdr.,-
          • alfredka1 Re: Herbata. Czajnik 124. 29.07.14, 20:28

            Minęła 20.00 ,wreszcie ożył internet.
            Dziwnie tak bez kontaktu z nliskimi...
            w dalszym ciagu parno , noc znów będzie męcząca
            Rankiem pojechaliśmy do kilku marketów na lody.
            W kawiarenkach, pożał sie Boże, lodów nie było. Usłyszelismy: lodów nie prowadzimy.
            Kupiliśmy naprzeciwko w sklepiku pudełko lodów Algidy, waniliowe z orzechami.
            Orzechy okazały sie być stęchłe i gorzkie.
            Cudowna dzielnica.
                    • jan.kran Re: Herbata. Czajnik 124. 30.07.14, 20:31
                      Najserdecziejsze życzenia Czubaszku !!
                      Ja kieliszek wina i mrożony jogurt , marakuja zmango.
                      Upały w Oslo nie odpuszczają...
                      Idę spac zkurami bo jutro rano pracuję , obejrzę sobie przed snem do końca:


                      www.youtube.com/watch?v=CF1rtd8_pxA
                      • alfredka1 Re: Herbata. Czajnik 124. 31.07.14, 20:38

                        Siedzę przy Muszyniance i rozsyłam podziękowania za zyczenia dla Czubatka.
                        Od wczoraj nie może dać rady by wejść na nasze Fora.
                        -------------------------------------------------------------------
                        --"wszystkim serdecznie dziekuje za zyczenia
                        urodzinowe. Gosci bylo wiele, oprocz rodziny
                        delegacja z Parafii i od Burmistrza. Taki tutaj zwyczaj "))

                        • warum Re: Herbata. Czajnik 124. 31.07.14, 20:50
                          Ja tez lekko sie wczoraj wdranilam, ale kluczem okazali sie "ROWIESNICY": bez wzgledu na wiek. Tam sie znajduje przyjaciolsmile Herbata z cytryna i pies na kolanach, nie pada, ale pogrzmiewasad
                        • popaye Re: Herbata. Czajnik 124. 31.07.14, 22:19
                          alfredka1 napisała:
                          "....... Gosci bylo wiele, oprocz rodziny delegacja z Parafii i od Burmistrza. Taki tutaj zwyczaj "

                          przyłączam się do życzeń bo zTAKIEJ okazji tylko gratulować smile

                          Wpis Alfredki świadczy iż (niestety!) daleko nam (Polakom) do spoleczeństwa obywatelskiego.
                          Co w tym dziwnego iz parafia (ksiadz i wspołparafianie) nie zajmują sie bezmyślnym klepaniem zdrowasiek i wysluchiwaniem (na klęczkach) pierdól hierachów-klechów o.... "szkodliwości" innych praktyk (in-vitro, pigułki itp.) niż ich ukochana pedofilia.
                          Kościól (w normalnym Panstwie) zajmuje sie czynieniem (rownież!) pożytecznych rzeczy
                          (tylko dlatego, choć raczej niewierzący a na pewno niepraktykujący, płacę podatek kościelny).
                          oraz dbaniem o kontakty i sprawy członków wspólnoty parafialnej.

                          A .... od CZEGO to u Was (w Polsce) jest.... Burmistrz?
                          No chyba dla swoich Wyborców?.
                          Jak Mu "nie wypada" składać życzeń wyborcom-jubileatom to.... niech zbiera (szybko!) manele
                          i do roboty "łopatą" najlepiej albo partia (której jest czlonkiem) daje mu żryć bo chyba nie na koszt mieszkańcow-podatników bedzie napychał brzucho i korzystał z przywilejów dobrze opłacanego stanowiska?
                          Aż nie wierzę,- w Polsce jest inaczej?

                          pozdr.,-
    • wedrowiec2 Re: Herbata. Czajnik 124. 01.08.14, 22:08
      Popaye, ja też mam sporo książek kuchraskich lub o kuchni, mimo że nie gotuję na codzień. Dziś przyszła kolejna - "Historia kuchni" Reay Tannahill. Opinie i recenzje ma bardzo dobre, ale jest wyjątkowo podle wydanasad Papier żółty i szorstki, literki małe, ryciny rozmazane. Wracamy do samizdatuwink
      Nic to, poczytam popijając herbatąsmile
      • popaye Re: Herbata. Czajnik 124 03.08.14, 15:20
        Mił(a)y Wędrowcze,-
        paradoksalne jest to, że my (Ty i ja) własciwie "nie gotujemy", tzn.: na pewno nie musimy zajmować sie kuchnią jako codziennym "obowiązkiem", miłym (lub nie) a gotowanie traktujemy jako hobby na zasadzie: "zjadlo by sie coś (na co akurat mamy ochotę czy "fantazję"), więc zobaczę jak to robią profesjonaliści lub bardziej otrzaskani z "materią" smile.
        Z gotowaniem "obowiązkowym" (koniecznością codziennego przygotowywania osiłków np.: dla licznej rodziny) nie ma to wiele wspólnegosmile.
        Większość spraw nie będących obowiązkiem, siłą rzeczy, kojarzy się nam z przyjemnością,
        więc wcale się nie dziwię, że akurat Ty Masz podobne do moich kulinarne zainteresowania, choć (na pewno!) preferujemy totalnie inne sposoby odżywiania.
        Dla mnie, musi być (subiektywnie) "mniam" i to jest pryncypialne. Dla Ciebie, jeszcze musi być "zdrowe" (he, he) i tu jesteś na "wyższym stopniu rozwoju",- przyznaję smile.

        Świetnym żródłem (metod gotowania i przepisów) jest (dzisiaj) Internet, choć dobrze mieć tu już "bazę" sporego doświadczenia i praktyki w gotowaniu, polączoną z kulinarną wyobrażnią
        i krytycznym podejściem do wiekszości "pomyslów" autorów takich publikacji.
        Po za samym praktycznym, kuchennym eksperymentowaniem, czytanie "o kuchni i gotowaniu"
        - to też frajda smile
        "Historii kuchni" Reay Tannahill nie znam, ale przy okazji pobytu w którejś z warszawskich księgarni, jak spotkam, "wezmę w ręce" - kto wie, może kupię ?.
        Dzięki za typ smile

        pozdr.,-
        • jan.kran Re: Herbata. Czajnik 124 03.08.14, 16:19
          U mnie gotowanie to dłuższa historia ... Od obowiązku gotowania dla czteroosobowej rodziny , czasem dwa różne dania w różnym czasie do gotowania na spółkę z synem i możliwością odpuszczenia sobie w ogóle obiadu na rzecz pizzy , naprawdę dobrej u Włocha na rogu lub tajskiego lub hinduskiego fast food.
          Do tego trzy razy do roku przyjeżdża córka która dobrze i chętnie gotuje plus wyjazdy w czasie których generalnie nie gotuję.
          Tak że mogę gotowanie traktowac jako przyjemność...
          Do tego w ciągu lat doszla zmiana od kuchni w miarę tradycyjnej w kierunku bardziej egzotycznej i do kuchni wege.
          Ja musze mieć dokładny wmiarę przepis. Mam kilkanaście książek kucharki do ulubionych należą książki Alfreda Biolka, książki Tessy Capponi - Borawskiej , Anety Kręglickiej , gruba angielska książka z przepisami najróżniejszymi na pastę kilka norweskich podręcznych m.in kuchnią wege i meksykańską.
          Poza tym wiele lat temu wpadlam na pomysł otworzenai na A40 + Elekktronicznej Książki Kucharskiej gdzie się uzbierało sporo wypróbowanych przepisów i często tam zaglądam.
          Od jakiegoś czasu sporo korzystam z netu mam ulubiny blog , Jadłonomię , zagladam też na inne poskie i niemieckie strony.
          Moje dzieic odziedziczyły po moim exie zdolności kucharskie i improwiazacyjne . Ja nie umiem wymyślać przepisów z głowy lub zmieniać za bardzo mi znanych choć dobrze gotuję.
          Poza tym mało znam polską kuchnię , nauczyłam się gotowac już po wyjeździe z PL , moimi głownymi nauczycielami był ex i niemeickie sąsiadki.
          Od pewnego czasu gotuję dwa dania na raz , sym ma apetyt a ja święty spokój jak ugotuję więcej a sporo dań które robię są smaczne na drugi dzień tak samo a nawet smakuja lepiej.
          O ile cos zostanietongue_outPP
          Wczoraj zrobiłam paeer palak i curry z bakłażanem i paneer. Paneer to biały hinduski ser , paneer palak to ten ser ze szpinakiem , najpierw jedliśmy u Hindusa a teraz umiem zrobić sama.
          Mam bardzo dobrze zaopatrzome sklepy w Oslo z egzotyką plus u Turka na rogu knedle i pierogi mrożonesmile

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka