maryna04
10.08.07, 20:17
Zakladam ten watek, zeby kto chce mogl wpisywac jakies swoje
spostrzezenia, z zycia, ulicy, teraz czy dawniejsze...
Zaprosilam dwie dziewczyny na plywalnie do YMCA na darmowe
wejsciowki - jako moi goscie. Jedna z Ameryki, druga jej siostra
przybyla wlasnie z wizyta z Polski. Uprzedzilam, ze przy wejsciu
bedzie troche formalnosci, bo sama kiedys wchodzilam jako gosc.
Sprawdzilo sie - wypelnic bilecik wejsciowy, pokazac jakies ID z
fotografia, ktore zostalo skopiowane, podpisac jakis formularz
(chyba o tym, ze nie biora odpowiedzialnosci w razie wypadku
goscia), poniewaz dziewczyna z Polski mimo dwudziestuparu lat
wyglada na 16 pani spytala, czy ma 18, bo jesli nie to ja musze
podpisac inny formularz, ze sie nia opiekuje. Zeszlo z 5 minut.
Dziwily sie obie - ta z Ameryki dlatego, bo wczesniej jako gosc
wchodzila do YMCA na Greenpoincie, klubie opanowanym przez Polakow.
Nie musiala miec osoby wprowadzajacej, ani zadnych dowodow, nic
nie podpisywala po prostu pokazywala bilecik i wchodzila.Dziewczyna
z Polski powiedziala taktownie, ze jest to dla niej interesujace
doswiadczenia, wiedziala, zeby nie mowic, ze to glupota.
Pamietam taka scenke wlasnie z plywalni na Greenpoincie. Ratownik
zwrocil uwage Polce, ze musi miec czepek. A ona na to w dyskusje, ze
ma krotkie i czyste wlosy, od czepka boli ja glowa, zreszta czepka
nie ma, bo dotychczas nikt od niej nie zadal. W koncu przeszedl
jakis wazniejszy i postraszyl ja wyprowadzeniem przez policje, ale
ci panowie nie byli Polakami.
Bo my przenosimy polskie nawyki tutaj uwazajac, ze prawa, przepisy
nalezy obchodzic bokiem, jesli tylko jest mozliwe, albo i
niemozliwe. Przeciez kazdy Polak wie, ze sa glupie i on sam lepsze
by wymyslil.
Kilka lat temu na wycieczce zagranicznej udawalismy sie na
widowisko, ktore odbywalo sie w przeolbrzymim amfiteatrze dlugosci
powyzej 1 km. Przyjechala pani, ktorej biuro organizowalo akurat
nasz wyjazd autobusem na widowisko. Rozdala nam wszystkim czarne
podkoszulki z zoltym paskiem i wydrukowana wielkimi literami nazwa
firmy i jej logo , proszac azebysmy je na wieczor przed wyjazdem
ubrali. Nie bedziemy reklamowac jej firmy - chyba tak sobie
pomyslelismy bo wlasciwie nikt z nas ich nie ubral. Po drodze do
autobusu dosiadali sie inni turysci, wszyscy przepisowo ubrani w te
czarne pokoszulki. Na miejscu okazalo sie, ze autobusow bylo
tysiace, a ludzi kilka setek tysiecy i najrozniejsze podkoszulki.
Te podkoszulki pomagaly sie nie zgubic, ludzie szli za takimi
samymi. Bylo to szczegolnie wazne przy powrocie, bo nie wracalo
sie razem, tylko kiedy kto chcial, byle trafic na autobus zbierajcy
takie podkoszulki. Ja z druga osoba zostalismy najdluzej, facet
zawiodl mnie calkowicie, geograf, a orientacje mial jeszcze gorsza
niz ja, nie bardzo pamietalismy nazwy biura i tak krazylismy po
parkingu odczytujac nazwy na autobusach, bo moze sie przypomni. W
koncu gdzies tam zamajaczyl czarny podkoszulek z zoltym paskiem.
Uratowani, przez kogos, ktory dostosowal sie do prosby
organizatora.