Co slonko widzialo....

10.08.07, 20:17
Zakladam ten watek, zeby kto chce mogl wpisywac jakies swoje
spostrzezenia, z zycia, ulicy, teraz czy dawniejsze...
Zaprosilam dwie dziewczyny na plywalnie do YMCA na darmowe
wejsciowki - jako moi goscie. Jedna z Ameryki, druga jej siostra
przybyla wlasnie z wizyta z Polski. Uprzedzilam, ze przy wejsciu
bedzie troche formalnosci, bo sama kiedys wchodzilam jako gosc.
Sprawdzilo sie - wypelnic bilecik wejsciowy, pokazac jakies ID z
fotografia, ktore zostalo skopiowane, podpisac jakis formularz
(chyba o tym, ze nie biora odpowiedzialnosci w razie wypadku
goscia), poniewaz dziewczyna z Polski mimo dwudziestuparu lat
wyglada na 16 pani spytala, czy ma 18, bo jesli nie to ja musze
podpisac inny formularz, ze sie nia opiekuje. Zeszlo z 5 minut.
Dziwily sie obie - ta z Ameryki dlatego, bo wczesniej jako gosc
wchodzila do YMCA na Greenpoincie, klubie opanowanym przez Polakow.
Nie musiala miec osoby wprowadzajacej, ani zadnych dowodow, nic
nie podpisywala po prostu pokazywala bilecik i wchodzila.Dziewczyna
z Polski powiedziala taktownie, ze jest to dla niej interesujace
doswiadczenia, wiedziala, zeby nie mowic, ze to glupota.
Pamietam taka scenke wlasnie z plywalni na Greenpoincie. Ratownik
zwrocil uwage Polce, ze musi miec czepek. A ona na to w dyskusje, ze
ma krotkie i czyste wlosy, od czepka boli ja glowa, zreszta czepka
nie ma, bo dotychczas nikt od niej nie zadal. W koncu przeszedl
jakis wazniejszy i postraszyl ja wyprowadzeniem przez policje, ale
ci panowie nie byli Polakami.
Bo my przenosimy polskie nawyki tutaj uwazajac, ze prawa, przepisy
nalezy obchodzic bokiem, jesli tylko jest mozliwe, albo i
niemozliwe. Przeciez kazdy Polak wie, ze sa glupie i on sam lepsze
by wymyslil.
Kilka lat temu na wycieczce zagranicznej udawalismy sie na
widowisko, ktore odbywalo sie w przeolbrzymim amfiteatrze dlugosci
powyzej 1 km. Przyjechala pani, ktorej biuro organizowalo akurat
nasz wyjazd autobusem na widowisko. Rozdala nam wszystkim czarne
podkoszulki z zoltym paskiem i wydrukowana wielkimi literami nazwa
firmy i jej logo , proszac azebysmy je na wieczor przed wyjazdem
ubrali. Nie bedziemy reklamowac jej firmy - chyba tak sobie
pomyslelismy bo wlasciwie nikt z nas ich nie ubral. Po drodze do
autobusu dosiadali sie inni turysci, wszyscy przepisowo ubrani w te
czarne pokoszulki. Na miejscu okazalo sie, ze autobusow bylo
tysiace, a ludzi kilka setek tysiecy i najrozniejsze podkoszulki.
Te podkoszulki pomagaly sie nie zgubic, ludzie szli za takimi
samymi. Bylo to szczegolnie wazne przy powrocie, bo nie wracalo
sie razem, tylko kiedy kto chcial, byle trafic na autobus zbierajcy
takie podkoszulki. Ja z druga osoba zostalismy najdluzej, facet
zawiodl mnie calkowicie, geograf, a orientacje mial jeszcze gorsza
niz ja, nie bardzo pamietalismy nazwy biura i tak krazylismy po
parkingu odczytujac nazwy na autobusach, bo moze sie przypomni. W
koncu gdzies tam zamajaczyl czarny podkoszulek z zoltym paskiem.
Uratowani, przez kogos, ktory dostosowal sie do prosby
organizatora.
    • warum Re: Co slonko widzialo.... 10.08.07, 21:08
      Swietny temat Maryno. Ja mialam takie spostrzezenia w Legolandzie. W wycieczce
      brali udzial ludzie z dziecmi w wieku naoko 8- 15 lat, ale nikt nas nie
      uprzedzil,ze wsrod niektorych "darmowych" atrakcji, bedzie ograniczenie wiekowe
      dla uczestnikow. Wiec gdy okazalo sie,ze dla starszych / pow.14 l./ jazda w
      miasteczku "drogowym" jest platna/ ale nie szokujaco/ natychmiast mamuski tych 2
      mocno wyrosnietych na dodatek/ a moze jeszcze starszych niz 15?bo po
      zaslyszanych tekstach to byli raczej swiezy absolwenci podstawowki/ zaczely
      lamentowac,ze oni "tylko tak wygladaja",zeby ich wpuscic, bo oni nie beda
      jezdzic, tylko popatrza "z bliska". Po coraz glosniejszej wymianie zdan, mloda
      dziewczyna wpuscila, ale poprosila,zeby zrozumiec,ze tu jezdza maluchy i to ze
      wzgledow bezpieczenstwa, naturalnie oplakietkowala kazdego krajowymi barwami/
      zeby w razie kolizji moc udzielic zrozumiale instrukcji -jak wybrnac/. Odbylo
      sie krotkie i obowiazkowe szkolenie ze znakow+ kazde z dzieci / ci duzi tez/
      dostalo sciagawke w ojczystym jezyku , z prostym komentrzem / My z przyjaciolka
      z widowni podziwialysmy i komentowalysmy organizacje i caloksztalt "miasteczka"
      z widowni razem z pozostalymi rodzicami- obcojezycznymi. I....nagle zobil sie
      dziwny ruch; oczywiscie zaczely sie wyscigi "naszych duzych", wzajemne
      wyprzedzanie w niedozwolonym miejscu, nie przestrzegania znakow stopu, a nawet
      prawie wepchniecie poprzedzajacego auta na mini przejazd kolejowy. Brak reakcji
      na uwagi pilnujacych, i wrecz rechoczace nasmiewanie sie,ze o cos sie czepiaja,
      a przeciez to tylko zabawa.... Bylo nam wstyd,ze ci po sasiedzku patrza na nas z
      wyrzutem/ ale to nie byly nasze dzieci naprawde /, a przede wszystkim dlatego-ze
      nigdy dotad nie widzialysmy tak karnych i poslusznych maluchow- zebranych do
      kupy w grupe i tak praworzadnie postepujacych-a one tez sie wczesniej nie znaly,
      a utrudnieniem bylo,ze trasy wybieralo sie samemu i calkiem samodzielnie
      prowadzilo sie autko tylko wg znakow drogowych,na jezdni lub swiatel, co dla
      wielu bylo dosc stresujacym przezyciem. I z tamtej wycieczki glownie to
      zapamietalam- ze jednak troche odstajemy...w tej swojej niefrasobliwosci.
      • alfredka1 Re: Co slonko widzialo.... 10.08.07, 21:56
        Podobnie, ale ... w Związku Rad. w Leningradzie. Wycieczka
        NOTowska, poszliśmy do Ermitażu i moi współplemieńcy /zaznaczam, że
        nie wszyscy/ zachowywali się tak, jakby oni byli dla Ermitażu a nie
        odwrotnie. Pomijam głośne komentarze, rozmowy, ale oni OBMACYWALI
        rzeżby i paluchami tykali w co sie tylko dało {(( Na zwróconą im
        uwagę zaczęli wykrzykiwać "że innym wolno a im to nie i co to za
        kultura" . Usłyszeli wtedy jedno zdanie od pani oprowadzającej : "te
        dzieci są niewidome i własnie TAK oglądają dzieła sztuki". Sądzę, że
        niektórzy zapamiętali to na długo. .
        /była to rzeżba chłopca wydłubującego cierń ze stopy, tylko nie wiem
        czyja ? Rodina? , oczywiście rzeżba a nie stopasmile)/
        • popaye Re: Co slonko widzialo.... 11.08.07, 09:22
          autor (dziela) mniej wazny Alfredko bo (moze) byl to tylko odlew
          stopy Lenina? smile)

          Jestesmy (my - Polacy) mistrzami Swiata w improwizacji i czesto
          uwazamy to za pozytywnie wyrozniajaca nas ceche.
          Pozornie, bo sprawdza(lo) sie to wylacznie w sytuacjach typowych dla
          sporego opoznienia cywilizacyjnego i polityczno-spolecznego rozwoju.

          W polaczeniu z wrodzonym ciagiem do zaszczytnej w naszym mniemaniu
          martyrologii daje to np. efekt WSZYSTKICH (poza dwoma drobnymi
          wyjatkami) w historii przegranych Powstan Narodowych - od Popiela
          (co Go myszy zjadly) po Powstanie Warszawskie.
          Zeby bylo ciekawiej, nawet Muzea dla udokumentowania tych faktow
          budujemy i jestesmy z tych Termopili strasznie dumni.

          Nic z mojej strony - przewciw, bo sam wyssalem to z matki mlekiem
          i ... dokad nie mialem mozliwosci konfrontacji z mentalnoscia innych
          Narodow, rowniez wydawalo mnie sie iz to jest (powinna byc) NORMA smile

          Jak widac rowniez z Waszych wpisow - nie jest i, o ironio, Wam - gdy
          patrzycie na to "z boku" z bytnosci czy doswiadczen obcowan z
          obyczajowoscia i spolecznoscia innych Krajow - tez, ten nasz:
          spryt, "zaradnosc" i "swoboda interpretacji" przepisow i zasad
          wydaje sie troche dziwna i upierdliwa,- szczegolnie dla Innych.

          Oszczedze Wam czytania moich doswiadczen z "obciachem" zwiazanym
          z moimi spostrzezeniami, a nawet okolicznosci w ktorych i mojej
          skromnej osobie "sloma z butow" - wychodzila, choc zawsze tego (niby)
          swiadomy bylem i "stralem sie" jak moglem by NIE smile
          Ktos kto nad Wisla sie urodzil - nad Potomac-kiem (Loara, Renem itp.)
          - moze mieszkac, ale taki jak Aborygeni - nigdy nie bedzie!.
          Powyzsze, bylo zawsze moim subiektywnym "argumentem" przeciw
          emigracji, potwierdzone wieloletnim, wlasnym doswiadczeniem.
          pozdrawiam,-
          pE
          • wodnik33 Re: Co slonko widzialo.... 11.08.07, 20:11
            Popaye i innismile) piszesz o obciachach, ktore ci sie zdarzaly. Ja
            tez moglbym tak godzinami opowiadac o sobie i kolegach marynarzach.
            Teraz, patrzac z perspektywy wielu lat widze wiecej i wyrazisciej.
            Lata szescdziesiate i poczatki siedemdziesiatych kiedy juz puszczano
            mnie w rejsy na zachod regularne /przedtem mustrowano od czasu do
            czasu i pracowalem przy papierkach inspekcjach i takich tam ..
            uperelach/. Jeszcze teraz widze te nasze otwarte paszczeki w
            sklepach, ktore jak salony niedostepne nam sie wydawaly. W
            konsternacje absolutna nas wprawiali ekspedienci swoja grzecznoscia
            i prezentacja towarow. A my wlasciwie bez centa bo dodatek dewizowy
            byl "groszowy" . Wlasciwie to przestaje pisac, musialbym opisac
            dziesiatki przypadkow, w zaleznosci od poziomu ludzi ktorzy znalezli
            sie w takiej sytuacji- od zazenowania niektorych do chamstwa innych
            w rodzaju a co mi tam kapitalista bedzie sie wymadrzal. Jako ze
            ludzie tu piszacy sa INTELIGENTAMI za granica bywalymi, to opiszcie
            sobie /niech panstwo opisza/ wszelkie mozliwe sytuacje.
            A teraz wracam do tematu glownego . Otoz slonko dzisiaj nic a nic
            nie widzialo, pada rowniutko od rana . Chyba nie chce ogladac cyrku
            politycznego.
            • warum Re: Co slonko widzialo.... 11.08.07, 21:02
              Pozdrawiam z suchego wschodu / ale gdzieniegdzie kraglosci widac smile/ i bedac
              wciaz pod wrazeniem dzisiejszego maratonu tv konferencji/ wreszcie i politycy
              maja pracujace soboty/ chce zameldowac,ze to co mowia, i jak mowia to w naszym
              rankingu obciachow chyba zajmuja od razu czolowe miejsca. Ktos slyszal za
              granica,zeby b.wazny minister mowil o drugim "takie" slowa przed kamerami?? a
              o ledewie co bylym vicepremierze? albo,zeby jakis inny swiezo podleczony pacjent
              - sorki odwolany vicepremier zwolywal konferencje prasowa,zeby pokazac swiatu
              jak wielkie niebezpieczenstwo mu grozilo/ a on byl taki dzielny i trwal na
              posterunku, czasem nawet udzielajac sie sportowo z wyzszymi od siebie/...to
              doopiero obciach na caly swiat. szczegolnie jak prezentowal swoje przekroje
              zwane profilami- na miejscu kazdego unezpieczyciela podnioslabym mu natychmaist
              skladke zdrowotna. hmm czemu zwykli podatnicy nie maja tak ekspresowych i
              pelnoobrazowych przegladow?
              • alfredka1 Re: Co slonko widzialo.... 11.08.07, 21:12
                A informacja premiera że , ma "szerokie materiały, taśmy na wielu
                polityków, w tym PO, a jak je ujawni w kampanii wyborczej, to "wielu
                buty pospadają" to dopiero kompromitacja /obciach nawet tu nie
                pasuje/. Ach ta finezja, ta elegancja w wypowiadaniu swych myśli,
                ten wersal ... Słonko zajdż !!
                • mammaja Re: Co slonko widzialo.... 11.08.07, 23:19
                  Bardzo mi się podoba wypowiedż Wodnika, bo przeszłam rozmaite etapy
                  pracując sporo na wyjazdach, majac wystawy i wiem jak trudno było
                  Polakom z PRL -u przezyć te spotkania z zachodem. Nasze "ekipy" z
                  Przedsiębiorstwa Wystaw i Targów Zagranicznych - (potem "Polekspo",
                  mialy przez lata wypracowane metody oszczedzania diet, mieszkania
                  na beznadziejnych kwaterach i w załatwianiu za litra czystej
                  rachunków hotelowych, zeby te dewizy zaoszczedzic i przywiezc, albo
                  kupic zonie i dzieciom rajstopy. Smutne to bylo. Bylam zawsze
                  w "lepszej sytuacji", wspierana przez kochajaca rodzinke i maglam
                  sobie pojsc na kawe czy na jakis lunch, ale i tak w glowie bylo to
                  przeliczanie -
                  ile to w Polsce by bylo ! Nienawidze tego systemu, ktory nas tak
                  wmanewrowal i naprawde potrzeba bylo lat, zeby sobie wyrobic
                  dystans do tego wszystkiego. Tak, ze nie dziwia mnie ci głupi i nie
                  umiejacy sie zachowac Polacy, zaluje ich tylko.
    • popaye Re: Co slonko ... hopla to jednak my mamy :( 12.08.07, 14:41
      Wspomnienia z czasow (politycznych) "bledow i wypaczen" - moge
      zrozumiec ale po co siegac az do takiej przeszlosci?
      Przyklad z dzisiaj i kilku poprzednich tygodni:

      ogladam tvn24, bo to jedyny, w miare niezalezny politycznie kanal
      informacyjny w Polsce.
      Jezeli nawet nie jest bezwzglednie obiektywny to jego "przegiecie"
      (w lewo lub prawo)- m/w odpowiada moim politycznym pogladom.
      Sila tej stacji TV sa jej dziennikarze przy ktorych zapraszani i
      wypowiadajacy sie Ich koledzy, szczegolnie reprezentujacy tzw. opcje
      narodowo/katolicko/prawicowa (Semka, Kurski, Wildstein itp.)
      - sprawiaja wrazenie mocno slaboglowych po intensywnych zabiegach w
      Szpitalu Psychiatrycznym smile.

      Co mnie jednak w tej stacji razi, to zle przygotowany z ewidentna
      slaboscia i brakiem szerszej wiedzy w temacie prowadzacego
      (red.Jacek Pałasiński) ostatniego letniego (w zamysle) hit-u pt.:
      weekend z tvn24 (przy wspolpracy z polskim Newsweek-iem).
      Kilka tygodni temu zobaczylem "zaproszenie" p.Palasinskiego do
      Mediolanu czy Monachum a dzisiaj do Linz-u.
      Znam te trzy miasta rel. dobrze a ogladajac ich "reklame" w
      wykonaniu J.Palasinskiego - zeby mnie zgrzytaly sad.
      Zeby w Mediolanie nie przezyc NIC innego jak wypicie kawy
      (najlepszej w Europie - zreszta) w ogrodku przed-kawiarnianym
      i stwierdzic iz w boutic-kach tamtejszego centrum europejskiej mody
      (i bizuterii) trzeba uwazac by nie zostac bankrutem - nie trzeba
      bylo tam jechac - szkoda kasy sad.
      Jezeli WSZYSTKO co bylo pokazane w Mmetropolii (ponad milion
      mieszkancow!), urokliwosci niespotykanej w Polsce, jaka jest
      Monachum,- jako "zacheta" do spedzenia tam weekendu kojarzylo sie
      p.Palasinskiemu z czasmi Narodowego Socjalizmu i historia brunatnej,
      hitlerowskiej partii NSDAP bedacego mini-epizodem w tradycji tego
      pieknego (urbanistycznie i architektonicznie) miasta - to juz
      zgroza sad.
      Dzisiaj, naddunajska perelka Austrii - Linz, dla p.Palasinskiego
      to jego zwiazki z ... Hitlerem i powstaniem III-ciej Rzeszy
      Niemieckiej.
      Noz sie w kieszeni otwiera sad.

      Czytajac pisemne "produkcje" p.Palasinskiego, uwazalem ze to
      profesjonalista. Audycji- transmisji, zawsze przez Niego
      prowadzonych, z Kwirynalu (raczej) nie ogladalem bo mialem(am)
      wieksze problemy niz fakt czy Papiez "beknal" albo potknal sie na
      schodach z Jego prywatnych apartanemtow do Biblioteki, a Rzym (wraz
      z Vatykanem) zwiedzalem (chyba) przed p.Palasinskim i zanim nastal
      histeria z "polskim" Papiezem.

      Zwiedzanie w towarzystwie takiego "fachowca od turystycznych"
      weekendow: Paryza, Mediolanu, Monachum czy Linz-u to moim zdaniem
      proba celowego(?) obrzydzania przez TVN tych przepieknych miejsc,
      tym ktorzy rzeczywiscie na takie wypady (potencjalnie) mieli by chec
      odwiedzic.

      Juz ktorakolwiek z ladnych dziewczyn-dziennikarek z TVN dali by jako
      "przewodniczki".
      Nawet jezeli by byly tak leniwe i bezmozgowe jak Palasinski -
      przynajmniej bylo by na czym "oko oprzec", a watpie rowniez czy
      wszystko co by tam "pokazywaly" kojarzylo by sie tym Dziewczynom
      z... niemieckim narodowym socjalizmem i zyciorysem skor..... w
      rodzaju Adolfa Hitlera sad.

      Efekt: kilka juz lat temu (czesc z nas na pewno pamieta) na "innym"
      forum gdzie wtedy sie spotykalismy, jedna z jego nieglupich
      (przeciez) Uczestniczek, opisujac swoja wyprawe do Francji i Monte-
      Carlo napisala (moze nie absolutnie doslownie ale na pewno w tym
      sensie):
      "... przez Niemcy przejechalismy bez zatrzymania bo... co moze byc
      CIEKAWEGO do obejrzenia w Niemczech???"
      Jasne,WIADOMO - wszak historia (materialna i polityczna) Niemiec to
      w 99% Hitler i nazizm - jak slychac z "produkcji" speca-
      Palasinskiego sad.

      Juz z niecierpliwoscia "oczekuje" okazjonalnych audycji
      p.Palasinskiego np.: o Konstytucji 3-Maja ze szczegolnym omowieniem
      tradycji liberum-veto w polskim parlamentaryzmie i bardzo
      szczegolowego (z tej okazji) omowienia (he, he) Targowicy sad.
      Albo: "wycieczka do wilanowskiego Palacu" (z p.Palsinskim -
      oczywiscie!) - w wiekszosci poswiecona nie bogactwom atrtystycznych
      zbiorow i atrakcjom samego palacu (perla polskiego baroku!) oraz
      parku, ale "zdradzieckim" zapedom (niektorych i mocno historycznych)
      czlonkow rodziny Branickich - ostatnich i (prawnie) chyba do dzis -
      wlascicieli Palacu sad

      Dziwic sie, ze w powszechnej opinii Polak zagranica to:
      a) biedak (glupawy),-
      b) szukajacy roboty (za psie pieniadze),
      c) ew.amator cudzej wlasnosci (uwaga na samochody!).

      Wszak "normalnych" zainteresowanych turystyka i atrakcjami PO ZA
      deviacjami i wstydliwymi (historycznie) - epizodami u nas NIE MA!smile

      Uprzedzam! - nie jedzcie do Rumunii!
      Wszak to Kraj Draculi i dyktatora/komunisty - Ceausescu! smile)


      pozdrawiam,-
      pE
      (slome w butach z okazji
      SWIETEJ, katolickiej Niedzieli
      - poupychalem nWYJATKOWO!)
      • alfredka1 Re: Co slonko ... hopla to jednak my mamy :( 12.08.07, 17:25
        Ranne słonko / za chmurami/ i oczka moje zaczęły oglądać Linz z
        p.Pałasińskim ale jakoś nie daje sie go słuchać dłużej niż parę
        minut. Probowałam parę razy, rzeczywiście niechby nadawał z Rzymu i
        wiedziałabym co powie. Z tych paru minut dzisiejszych zauważyłam, że
        parasol MA DOŚĆ DUŻY i ... że Omeri też tam bywa smile)
        Fakty TVN oglądamy regularnie ale już od dawna nie słuchamy dyskusji
        z zaproszonymi gośćmi w rodzaju kurskich czy czarneckich.
        Popaye, czy od święta masz słomę w butach z jakiegoś
        szlachetniejszego zboża czy ciągle żytnią , bo ta ponoć
        najmocniejsza, wypychano nią sienniki. Ale Państwo chyba tylko w
        książkach o tym czytali a ja spałam na takim posłaniu. Okropnie
        twardy i nierówny był taki świeżo napakowany, po wstaniu boki, plecy
        i wszystko inne bardzo zbolałe było i wzorzyste też sad(
      • popaye Re: ... hopla to jednak my mamy - cd 12.08.07, 17:38
        eeeee...
        nastepny "odcinek" weekendu w Linz z tym idiota Palasinskim
        zobaczylem - brrr...
        W Restauracji byl ten glupek sad

        Austra - Kraj dla absolutnych smakoszy!!!
        Mozna lubic "kuchnie" wloska, francuska, chinska itp., ale NAJESC
        i to WSPANIALE (bez pudla!) to mozna sie (w Europie) w Austrii!!!

        Szczegolnie potrawy maczne: Salzburger Nockerl, Palatschinken,
        Kaiserschmarren czy Marillenknödel,- o deserach juz nie mowiac,
        np.: z przezroczysto rozwalkowanego ciasta Apfelstrudel czy
        Walnußstrudel albo Powidltascher.
        O mym ulubionym Linzertorte (mniam!) - juz nie wspomne!

        Z miesa: specjal nie majacych sobie rownych: Tafelspitz czy
        klasyczny Wiener Schnitzel, Gulasch Esterhâzy czy Fiaker-Gulasch.

        ZNAWCA (kuchni) Palasinski zamawia ... pieczona golonke i
        panierowanego kurczaka sad

        Austria to Kraj WINA !!! (doskonalego!) ktorego spozycie na glowe na
        pewno dorownuje temu u Wlochow czy Francuzow.
        Piwo, ktore zamawia ten "smakosz" - sie pija i owszem, na
        mlodziezowej dyskotece raczej i jak sie jest wczasujacym goscinnie
        Niemcem, a nie w obywatelskim, porzadnym austriackim Lokalu-
        Restauracji.
        Dobrze iz nasza Omeri (pewnie) tego nie oglada,- zaoszczedzi sobie
        Dziewczyna nerwow na taka "reklame" austriackiej gastronomii
        i atrakcji turystycznych sad
        pE
        • maryna04 Re: ... hopla to jednak my mamy - cd 12.08.07, 20:08
          Popaye, co do zamowienia w resturacji austrackiej, to dokladnie tak
          jak by prosty Amerykanin zamawial w restauracji " Chlopskie Jadlo"
          hamburgera, z tym , ze on nie zamawialby tego jedzonka "do
          telewizora", tylko dlategp, ze to zna i lubi. Rozmarzylam sie, na
          wegierskie jedzonko, ktore ma wiele podobnego.
          Warumko, w Ameryce problem wieku rozwiazany jest na wszelkich
          urzadzeniach rozrywkowych, letnich czy zimowych w sposob
          praktyczny - wzrost. Przy wszelkich zjezdzalniach, gokartach czy tp.
          jest deska z miara. Nie ma znaczenia, ile masz lat . Nie wiem, czy
          kiedy to wprowadzana oparlo sie to o Sad Najwyzszy, ze
          dyskryminacja, ale ja tak zastalam i uwazam za racjonalne. Wlasnie
          taki "wyrosniety" 15-letek ma juz za duzo sily, i brawury, zeby
          jezdzic z przecietnymi i mniejszymi. Nie wiem jak jest w innych
          stanach, ale w NY srodkami komunikacji publicznej za darmo moga
          jezdzic dzieci do 4 stop wzrostu, czyli 120 cm., czyli ok 5 lat.
          Nie wiem, czy w Polsce by przreszlo, wobec np. zgloszonego protestu
          rodzicow przerosnietych 4-latkow.
          Mammajo, Wodniku, zgadzam sie, ze brak pieniedzy, straszliwy
          przelicznik, czy chec oszczedzenia chociaz kilku tzw. dolarow
          stwarzaly sytuacje ponizajace, ale mlode pokolenie nie tak calkiem
          juz je pamieta, czy rozumie a zostalo w nich cwaniactwo, czesto
          nieskromnosc i tupet, ze im sie nalezy. Czytalam w GW reportaz
          o "oszukanych" studentach, ktorzy pojechali w tym roku w ramach
          programu Work@ Travel na Hawaje. Jakos blyskawicznie dotarli do GW,
          przebywajac jeszcze na tych cholernych Hawajach. Wyjazd na te Hawaje
          kosztowal studentow podobno ok. 10tys. zlotych, czyli omal 3,5 tys.
          dolara. Jesli ktos ma do wydania na starcie takie pieniadze, to moze
          wartaloby pojechac sobie na zwykly wyjazd turystyczny a nie miec
          pretensji do calego swiata? Okazuje sie, ze prace jaka im obiecano
          nie mozna bylo im dac, niestety firmy organizujace przy najepszych
          checiach nie moga zmusic wlascicieli turystycznych uslug, zeby w
          danym momencie przyjeli, jesli nie potrzebuja, bo np. biznes nie
          idzie, przyjechala bardzo nadajaca sie siostrzenica - wola juz
          zaplacic kare, a mysle, ze kar nie placa, bo juz by wogole nie
          chcieli by zatrudniac takich sezonowych. Owi studenci mieli
          zapewnione jeszcze dwa tygodnie kwaterunku w jakims hotelu i
          propozycje pracy w fast foodach. Ale oni nie umawiali sie na fast
          foody. Od samej nazwy tyja i nie beda sie tak ponizac. (to oczyw.
          moj dodatek)), oskarzaja pania Bozene J., najwspanialsza Polke na
          Hawajach - honorowy konsul, ktora robi tak wiele dla propagowania
          polskosci w tym zakatku swiata, organizuje koncerty wystepy,
          prowadzi biuro turystyczne ze wspanialymi wycieczkami wlasnie w
          tamtych terenach. Chcialoby sie powiedziec, drodzy rozkapryszeni
          studenci z Polski, wiekszosc z was do konca zycia nie zrobi tyle
          dobrego, co ta pani, o entuzjazmie nie wspominajac. Jesli na
          Hawajach w sezonie turystycznym nie umiecie sobie dac rady, to
          trzeba bylo siedziec w domu, albo jechac do Anglii, czy innego kraju
          Unii, gdzie pracy macie w brod, nie za "takie pieniadze". A jesli
          mysleliscie, ze slowo Hawaje oznacza opalanie sie na plazy i
          surfowanie dla tych co jada do pracy - to za swoja niewiedze nie
          oskarzajcie wszystkich naokolo.
          Kilka lat temu opisano inna krzywde polskich studentow. Przyjechalo
          ich do NY chyba ok. setki - do pracy jako ratownicy. No i czytamy
          skarge, ze nie dla wszystkich znalazla sie taka praca i sa wykiwani,
          chyba tym razem przez wladze miasta Zarzad Parkow i Rekreacji. A
          sprawa wygladala tak, w miesiacach wiosennych pani z tego zarzadu
          przyjechala do Polski, zeby zrobic sprawdzian sprawnosci fizycznej
          kandydatow, przypuszczalnie polscy studenci nie potraktowali
          powaznie tego co ich czeka i wiekszosc z nich oblala test w obydwoch
          konkurencjach Obejmowal plywanie i bieg. Pani byla na tyle
          milosierna, ze powiedziala, ze ci ktorzy oblali nieznacznie moga
          przyjechac do Ameryki, w miedzyczasiew wziac sie za robote i
          poprawic wyniki i warunkiem otrzymania pracy bedzie zdanie testu
          sprawnosciowego w Ameryce. Mysle, ze wymagane wyniki nie byle
          zblizone do rekordow swiata, czy nawet kraju. Niestety, znow
          wiekszosc tych, ktorzy poprzednio nie zdali i tym razem nie przeszla
          testu. Pani znow okazala sie milosierna. Zaproponowala prace
          porzadkowe w ramach sowjego Zarzadu Parkow i Zieleni. Zwozenie
          smieci z koszy na plazy, wykladanie nowymi workami, zbieranie
          smieci itd. o nie - takie prace moga robic polglupki amerykanskie -
          nie polscy studenci i uruchomili GW - jaka stala im sie krzywda.
          Chcialoby sie dodac, nie po raz pierwszy, zeby GW. nie pisala
          takich roznych bredni.
          Ostanio tez np. artykul o bezdusznej Agencji zajmujacej sie opieka
          nad dziecmi w Anglii, ktora zabrala dziecko przywiezione do szpitala
          polskim rodzicom po stwierdzeniu, ze dziecko ma krwiaka w glowie. A
          to przeciez niekoniecznie oznacza, ze zle sie z dzieckiem
          obchodzono. Ale moze oznaczac!!!
          • maryna04 Re: ... hopla to jednak my mamy - cd 13.08.07, 16:01
            Kiedys mialam przypomniec telefonicznie wnukowi, ze juz czas
            wracac do domu. Komorka wylaczona, wiec dzwonie do domu przyjaciela -
            Koreanczyka San- Kju. Jego mama ze straszliwym mozolem wyjasnila
            mi, ze sa za domem i oczywiscie "kreca" film. Potem pytam Olafa,
            kiedy oni przyjechali do Ameryki, w niepamietnych czasach skoro
            starszy o 18 lat brat tez sie juz urodzil w Ameryce. W takim
            momencie bardzo wielu zalamuje rece, dlaczego oni sie nie integruja,
            nie wychodza ze swojego getta, nie znajac jezyka zubozaja swoje
            zycie i cokolwiek inne. Rzeczywiscie San -Kju i z 10 innych kolegow
            z korzeniami koreanskimi mieszka w jednej dzielnicy Flushing,
            wielkosci sporego miasta i naprawde ich rodzice nie musza wychylac
            nosa poza dzielnice, zeby przezyc zycie. Przeciez mozna pracowac
            obslugujac wlasna spolecznosc, a jesli juz nie ma jej na miejscu
            to "wychylaja sie" glownie jadac do pracy - sa wlascicielami
            ogromnej wiekszosci warzywniakow w NY, malych sklepikow, czasem
            pralni, w czym konkuruja z Chinczykami. Ale swoj rozum maja - oni
            sobie spokojnie, po koreansku, ale dzieci pchaja do szkol ile tylko
            sie da. Jednak nie wszystkie dzieci sie wyksztalca, nie wszystkie
            beda zarabiac duze pieniadze, zeby opuscic dzielnice, nie wszyscy
            beda tego chcialy, wiec koreanski Flushing bedzie trwal. Zreszta to
            dopiero ostatnie dziesiatki lat daly pelny awans spoleczny
            przybyszom z Dalekiej Azji, dawniej musieli zyc w swoich gettach -
            inni ich odrzucali. Wystarczy poczytac ksiazki opisujace czasy z
            przelomu poprzednich wiekow i pozniej, kiedy Chinczycy zaczeli sie
            osiedlac na Zachodnim Wybrzezu. Niemniej i obecnie inny wyglad
            jest wyroznikiem, ktory pozostawia slad na wszystkie pokolenia.
            Mozna juz wiele pokolen nie mowic w oryginalnym jezyku, nigy nie byc
            w tamtym kraju i pisac poezje po angielsku, ale na pytanie skad
            jestes - odpowiedz: z Detroit, budzi niedowierzanie i dalsza
            dociekliwosc. Drugie pokolenie europejskie nie budzi zadnego
            zainteresowania.
            San - Kju mowi w domu podobnie jak jego koledzy po koreansku, i w
            odroznieniu od chinskich kolegow nie jest analfabeta w swoim
            jezyku. Bo koreanski ma tylko 24 znaki i jest najlogiczniejszym
            alfabetem - jak twierdza jezykoznawcy. Jesli przynalezy do jakiejs
            religii to jednak chrzescijanskiej, ale slub pewnikiem wezmie w
            tradycyjnym koreanskim obrzadku, lub dwa. Najbardziej lubi swoja
            kuchnie, bo tak go mama karmi, ale programow tv koreanskiej nie
            oglada, zreszta oni juz wogole nie ogladaja tv. Jedynie nowoczesne
            filmy.
            I co w tym ciekawego co napisalam? Z wyjatkiem roznic w wygladzie,
            w miejsce slowa Koreanczyk moglabym wpisac slowo Polak a zamiast
            Flushing np. Greenpoint i wszystko by pasowalo. Oni sa dla nas tak
            samo egzotyczni, jak my dla nich. I tak samo dla nich jednakowo
            wygladamy. Olaf nie moze zrozumiec jak mozna nie odroznic
            Koreanczyka, od Chinczyka, Japonczyka, juz nie mowiac o
            Wietnamczyku. No to z mozolem staramy sie rozrozniac, ale jezykow to
            juz za zadne skarby. Ale jak ktos sie pyta nas, czy rozmawiamy
            wlasnie po rosyjsku, albo slyszac akcent z triumfem mowi, o
            jestescie Rosjanie - to jestesmy wielce oburzeni.
            Mysle, ze jesli nie dzieje sie nic zlego, istnieje jaki taki awans
            spoleczny grupy etnicznej, to najlepiej sie nie wtracac i nie
            uszczesliwiac na sile tym co my uwazamy, ze daje szczescie.
            W Warszawie tez juz powstaja diaspory, czytalam o Wietnamczykach,
            oni tez zyja bez znajomosci jezytka, niby to bardziej uzasadnione,
            bo chyba wiekszosc z nich jest nielegalna, ale czy ich dzieci beda
            Polakami pochodzenia wietnamskiego? O, zapomnialam, ze w Polsce
            obowiazuje prawo krwi, a nie prawo ziemi.
            • maryna04 Re: ... hopla to jednak my mamy - cd 13.08.07, 18:24
              Wyczytalam, ze na ostatnio odbytym spotkaniu, wprawdzie
              nieoficjalnym, ale przeciez nie towarzyskim, zespol w skladzie
              Kaczynski, Tusk i Urbanski ( nie wiem kto to jest) obalil omal
              cztery butelki wina. O.k. najbardziej interesujace sa wpisy pod
              wiadomoscia. Jakies 99% albo broni tych czterech butelek, albo ma
              obojetny stosunek do tego, albo jest jedynie oburzone na kolejne
              przecieki. I znow wychodza roznice kulturowe. Ja jestem Polka, lubie
              wino, ale zaproszona na taka lepsza kolacje, zwlaszcza do
              restauracji pije tyle wina, ile potrzeba dla poprawienia smaku
              potrawy, trawienia i przerwy w razie wyczerpania tematu. Jesli ktos
              zamawia druga lampke, tez prosze, albo i nie. I takiego picia
              oczekiwalabym, juz nawet w spotkaniach poloficjalnych od polskich
              oficjeli, bo tak jest przyjete w wielu miejscach na swiecie. A
              forumowicze pisza: co to jest litr wina na glowe, mucha, zwlaszcza
              rozlozone na kilka godzin i czy nie maja redaktorzy innych
              zmartwien. Pomijajac fakt, ze ten litr wina na glowe jednak zmienia
              nieco rozumowanie, stajemy sie bardziej kordialni, to rowniez
              przypomina zjedzenie calego pudelka czekoladek na oficjalnej
              uroczystosci - a przeciez tym bardziej czekoladki nie ida do glowy,
              nawet te z alkoholem - a powiedzielibysmy, ze to nieeleganckie.
              Co kraj to obyczaj.
              Oczywiscie nie mowie o zwyczajnych spotkaniach, gdzie i wina mozna
              pic dowoli a nawet z przyjaciolka opedzlowac opakowanie mieszanki
              wedlowskiej, czy co sie teraz smakuje.
              • warum Re: ... hopla to jednak my mamy - cd 13.08.07, 18:57
                smile))Nie czepiaj sie Maryno naszej elitysmile pili tak duzo,zeby atmosfera sie
                wreszcie rozluznila. Ja bym im wybaczyla ilosc/ bo pewnie dobre/ ale ile
                /czasu/ mozna prawic sobie kurtuazje??? 4 godz? I to ludzie, ktorzy powinni sie
                rozejsc zanim sie zejda, a nie daj boze polacza wezlem rzadowym.
                No to doloze zagadke od razu z odpowiedzia/ za starymi WO/: Kto powiedzial " Z
                przegranymi nie warto sie spotykac" - na propozycje spotkania z obecnym pr.
                JaroslawemK- w 97 r, gdy byl tylko prezesem PC, i mial objazd terenowy przez
                Gorzow Wlk.?- Odp.-sam byly PRemier KazimierzMsmile mianowany pozniej w rewaznu
                premierem /krzywoustym/.
                Tu bez litra czystej czlowiek nie ogarnie naszej polityki....
                • maryna04 Re: moj przyjaciel laptop. 10.10.07, 23:36
                  Umowilam sie z corka na Manhattanie, robimy to czasami, co zawsze
                  sie konczy "przysiadnieciem" w jakiejs knajpce. Wiekszosc z nich w
                  Polsce nazwano by chyba melinami - z tym, ze w nich nie smierdzi,
                  ani dym, ani alkohol, ani buraczki zasmazane i nie ma pijanych - a
                  towarzystwo jest "nowojorskie" czyli zwyczajni, oryginalni,
                  rozni. Ale jest to cos, czyli atmosfera. W poniedzialek trafilysmy
                  do knajpy "na rogu", ktora z widzenia znalam doskonale. Oprawione
                  kilka wycinkow z NYTimesa w oknie. Wzdluz okna waska decha -bar, a
                  przy niej zawsze o 9-tej rano siedzi pan wlasnie z ta gazeta a
                  dawniej, kiedy bylo jeszcze wolno - z cygarem.
                  Weszlysmy- gwar wielki, wszystkie stoliki zajete, to siadamy w
                  drugiej pustej sali, dechy na stolach popisane, jadlospis - na
                  scianie - sklada sie z trzech rodzajow hamburgera, zupy chili,
                  frytek i to chyba wszystko. O napoje nalezy sie zapytac. Przy barze
                  bogaciej. No to zamawiamy hamburgera kurczakowego,po lampce. Gadu,
                  gadu. Prawie wszyscy goscie to przyjaciele wlascicieli - usciski,
                  pocalunki,usmiechy. Nim wyszlysmy i w drugiej salce jednego
                  wolnego miejsca nie bylo. A na nasz stolik, zeby zjesc hamburgera,
                  czychali juz nastepni.
                  Dwa kroki dalej weszlysmy na kawe, o ile w poprzednim lokalu bylo
                  ciemnawo i starawo, o tyle w tym drugim bylo rzesicie widno i
                  zwyczajnie, a sciany wolaly o malowanie juz chyba z 10 lat.
                  Wzielysmy kawe, kawalek placka na spolke, i zaraz okazalo sie, ze
                  jestesmy w pelniusienkiej sali jedynymi osobami rozmawiajacymi.
                  Wszyscy rozmawiali z laptopami, a w tle jakas muzyka, co to modna i
                  trudna. Byla tylko jedna para - on patrzyl w laptopa, ona pisala
                  w brulionie. Okazalo sie, ze niektorzy chociaz siedza pojedynczo
                  przy stolikach pracuja w zespolach, jakies podlaczanie sie, wymiana
                  wyposazen, przechodzenie do innych laptopow - tez wlasciwie w
                  milczeniu. Oprocz nas bez laptopa byl jeszcze jakis Azjata, ale on z
                  kolei czytal z takim zapalem i usmiechem grubasna ksiazke, ze
                  normalny to on nie mogl byc, prawie nasza bratnia dusza. Bo jak
                  mozna przychodzic bez laptopa?.
                  • alfredka1 Re: moj przyjaciel laptop. 11.10.07, 12:31
                    Zapalalam sympatia do Azjaty z ksiazka grubasna. U nas nie Stany a
                    coraz rzadziej spotyka sie ludzi czytajacych ksiazki w tramwajach,
                    kawiarniach czy wszelkich poczekalniach. Przed laty, bedac w Rosji,
                    zwrocilam uwage na zaczytanych tambylcow w metrze, na przystankach
                    czy w... kolejkach.Czytali mlodzi i starzy. I na szczescie nic sie
                    nie zmienilo. Znajomi wrocili z Petersburga i tez zafascynowani tym
                    zbiorowym czytaniem. Szkoda, ze nie u nas.Kiedys zwocil sie do mnie
                    stary juz pan ze slowami: oczu pani nie zal, a odloz pani te
                    ksiazke, porozmawiaj z ludzmi.
                    • maryna04 Re: moj przyjaciel laptop. 12.10.07, 04:29
                      To czytelnictwo w owych czasach w Rosji w srodkach komunikacji
                      publicznej moj maz skomentowal, tu ludzie boja sie rozmawiac - to
                      dlatego czytaja. Nawet jadac, fakt, ze straszliwie dlugasnymi
                      schodami ruchomymi czytali. A moze jest cien prawdy, ze ludzie
                      woleli czytac niz rozmawiac.
                      Zainspirowana Alfredko przez ciebie sprawa czytelnictwa publicznego
                      zrobilam dzisiaj "badanie terenowe' w metrze. O godz. 7.50 w moim
                      wagonie, bylo dokladnie 40 osob, proste liczenie, bo to trzecia od
                      poczatku stacja, to jeszcze nie bylo stojacych, a jest szesc lawek
                      wzdluz po szesc miejsc (po 3 z kazdej strony) i po dwie pary po dwa
                      miejsca na poczatku i koncu wagonu i wszystkie miejsca byly zajete.
                      Czytalo 12 osob ksiazke i tylko dwie gazete, co chyba nie jest
                      typowe w godzinach porannych. Potem przesiadam sie na metro, gdzie
                      lawki sa nietypowo poustawiane i nawet w pustym wagonie trudno
                      policzyc miejsca, ale naogol jest tlum panow co wysiadaja na
                      nastepnym przystanku Wall Street. Stoja, siedza nigdy nie czytaja
                      ksiazki tylko prase poranna, albo przegladaja jakies papiery. Mysle,
                      ze oprocz tego jeszcze czytuja ksiazeczke czekowa, niekoniecznie
                      swoja.
                      • warum Re: moj przyjaciel laptop. 12.10.07, 07:11
                        Laptop nie jest moim przyjacielem.To raz. Dwa- moze w metrze nie trzesie tak jak
                        w naszych autobusach? Bo ja mimo,ze sporadycznie korzystajac, moge czytac tylko
                        na przystanku lub w poczekalni, nigdy nie podczas jazdy, bo zmeczenie
                        oczu/spowodowane skakaniem rzadkowsad/jest zbyt kosztowna cena. Ale mlodzi pewnie
                        maja i te miesnie elastyczniejsze?smileNawet w pociagu wszystko mi latasad. PS.1.Jak
                        jeszcze chodzilam do przychodni, to sama Wyborcza byla za mala.PS2. Czyzby ci z
                        Wall Streeet nie czytali... przy sniadaniu?A to kiedys byl moj ulubiony rytual,
                        teraz zamieniony na sniedanie przed pcsmile
                        • maryna04 Re: moj przyjaciel laptop. 13.10.07, 04:59
                          W metrze nie trzesie, w warszawskim tez na pewno nie. Czy te z Wall
                          Street jedza sniadanie? O ktorej? Nie mam pojecia. Czesc z nich
                          dorobilo sie i mieszka za miastem, to zapewne zostawiaja pograzone
                          we snie dziatki i zoneczke i wychodza ok. 6-ta rano jadac wlasnym
                          autem, potem pociagiem podmiejskim, a potem metrem, a potem rzucaja
                          sie w wir. Jedzenie w miejscu pracy przeciez nie wchodzi w rachube,
                          to se kubek tekturowy kawy kupia. Potem ok. poludnia wychodza na
                          lunch, to se pogadaja z takimi samymi jak oni, albo nie marnuja
                          czasu i ida na lunch biznesowy. Zreszta w firmach "swiatowych" w
                          Polsce na pewno jest tak samo. Ja osobiscie jak nie mam co czytac
                          pod reka w kuchni, to czytam wszelki napisy na opakowaniach, sklad
                          chrupek tez dobry, ale chyba wiele osob tak ma.
                          • maryna04 Re: przedobrzanie. 13.10.07, 05:51
                            Ilekroc jestem sama w mieszkaniach moich dzieci to mam
                            niespodzianki, w ramach udoskonalen sprzetow domowych. Najpierw,
                            nigdy nie moge sie polapac, ktore aparaty telefoniczne po
                            podniesieniu sluchawki sa juz wlaczone, a w ktorych trzeba nacisnac,
                            tez nigdy od razu nie wiadomo, ktory przycisk, zeby wlaczyc. No i
                            naogol sie rozlaczam. Gadzety oswietleniowe u mojego syna budza moj
                            najwyzszy podziw, do czego to sluzy? I walcze z kontaktami,
                            lampami, przyciskami, zeby sie zaswiecilo, rozjasnilo, zgasilo.
                            Kiedys bedac u nich raniutenko obudzila mnie muzyczka z radyjka.
                            Wiadomo - budzenie, ale dzis weekend, a ich nie ma. Radyjko
                            proste, staram sie wylaczyc, zaden przycisk nie "gasi", juz druga
                            piosenka leci. Wyrwe wtyczke z radia, gdzie tam - radyjko
                            prosciutkie, wiec kabelek na stale. Wczolguje sie pod lozko,
                            wyrywam w koncu z gniazdka.... a tu dalej gra. Polprzytomna ze snu
                            wlaczam czulki detektywistyczne. Co to u chol...gra? Jest, glosnik
                            gra. Ale gdzie on ma nadawce? Znajduje jakiegos pilota i strzelam
                            po "okolicznych" urzadzeniach. Umilklo.
                            Teraz, kiedy wyjezdzali prosze, wylaczcie te swoje budzenia. A i
                            owszem, synowa wylaczyla,(okazuje sie, ze jej radio mialo wowczas
                            wlaczyc sie duzo pozniej), ale syn zapomnial, a w miedzyczasie
                            zmienil technike. I znow rano patrze na grajacy glosnik, pilota nie
                            ma w poblizu. Chyba go rozwale, ale sam umilkl. Czekam struchlala,
                            ze za dwie minuty znow sie wlaczy. Nie wlaczyl sie! Dzwoni dzisiaj
                            synus pytac o dziecko, co tam dzicko jak rozbroic glosnik - niech
                            mi powie.
                            W zeszlym weekend spalam u corki. Najpierw obudzila mnie
                            muzyczka "do szkoly", potem za jakies pol godzinki jakies najnowsze
                            trendy muzyczne- dla mojej coreczki. Potem za kolejne iles tam minut
                            latynosko - sentymentalna muzyczka - dla mojego ziecia. Ta ostatnia
                            jakos sama sie wylaczyla. Zasnelam. Budzi mnie druga czesc "Por
                            roku", moze sie wylaczy? Wylaczylo sie. Za chwile znow, U mnie
                            tylko 3x powtarza sie, to przetrzymam. Zasnelam. Znow budzi mnie
                            Vivaldi, chce go wylaczyc, nie da sie. W koncu mam telefon na
                            komorke. Co sie ze mna dzieje, Czterokrotnie nie odebralam telefonu,
                            bo oni w telefonie domowym akurat teraz maja "4 pory".
                            Czy ktos budzi sie jescze po bozemu, ze zwyczajnego budzika?
                            • warum Re: przedobrzanie. 13.10.07, 07:52
                              Ja!smile) Ale wyjatkowo. Przyznam,ze od jakiegos czasu patrze na budzik marki
                              Slava/ prezent z okazji slubu/, ktory nie chodzi od kilku lat/ bo go nie
                              nakrecam/ i zastanawiam sie czy go nie wyrzucic. Bo wciaz przypomina mi
                              przeszlosc. I nie wyrzucam, bo rzadko, ale jednak- musze sie obudzic o
                              nieprzyzwoicie dziwnej porze i wtedy czuwam razem z tym sporadycznie nakreconym
                              budzikiemsmile))/ nie ufam mu - czy zadzwoni, czy zaspi?/. Zdarzylo mi sie zaspac
                              przez elektronike, bo byla awaria pradu i wszystko pogaslo.
                              Ale bylam raz w domu, gdzie zegary z kukulka razem z takimi koscielnymismile
                              ustawione byly z przesunieciem czasowym , tak,ze o pelnych godzinach przez kilka
                              minut slychac bylo przerozne gongi. Nie do wytrzymania dla zdrowego na umyslesmile)
                              PS. Jeszcze jak zyl pies/ wielkosci kota/, to budzilam sie na jego dreptanie w
                              korytarzu / taki "nasluch" powstaje automatycznie jak sa male dzieci w domu -
                              wyczula sie na pewne okreslone dzwieki/, natomiast nie ma mowy,zebym zareagowala
                              na konkretna muzyke, na glosy tak.
                              • maryna04 Re: przedobrzanie. 08.11.07, 02:14
                                W sobotnim dodatku - magazynie do NY timesa jest taka rubryka:
                                pytania z zakresu etyki. Jak to w Ameryce, praktyka, praktyka, a nie
                                rozwazania filozofow - etykow. Jak wszystkie rubryki listowe czyta
                                sie ciekawie, dla mnie tym bardziej, ze wychodza tez roznice
                                kulturowe. Niewazne, czy pytania sa prawdziwe, czy nie zawsze.
                                W jednym z ostatnich numerow mlody czlowiek napisal: kilka lat
                                temu na bardzo waznym koncowym tescie z mikrobiologii kilka osob
                                oszukiwalo, (nie sprecyzowano w jaki sposob). Z kolei kilka innych
                                to zauwazylo.( Byly to studia pre- med, mozna takie wziac przed
                                regularna medycyna). Jednak nikt z tych, ktorzy to zauwazyli, w tym
                                autor listu, nie zareagowal. Po kilku latach patrze - pisze
                                korespondent_, a dwie osoby z tej grupy wlasnie koncza medyczne
                                studia. I co mam teraz zrobic?
                                Pan od problemow etycznych odpowiada, a wtedy stchorzyliscie, nie
                                chcialo sie? Dlaczego wtedy, kiedy oszukujacy mogli zostac
                                odpowiednio ukarani nie poinformowaliscie o tym ( nie doniesliscie -
                                bo w Polsce to przeciae hanba - donos). Zrobiliscie zle, ze
                                wzgledow spolecznych. Teraz jest to nie do udowodnienia, zbyt
                                klopotliwe, zwlaszcza, ze bez klopotow mozna bylo to rozwiazac kilka
                                lat temu. Wiec za pozno.
                                No a gdzie ci polscy sedziowie i prokuratorzy nauczyli sie
                                praktycznie etyki. Czy mieli takie dylematy oszukujac na
                                egzaminach, akceptujac to, oczywiscie tez u innych. Czy moze od
                                profesorow na wydzialach prawa np. uniwersytetu gdanskiego i
                                poznanskiego, moge tez podac inne uniwersytety. Ze znow uogolniam,
                                krzywdzac niewinnych, uczciwych i etycznych. Tacy w partii PiS sie
                                tez zdarzaja, a wszystkich traktuje sie jednakowo. Podobnie
                                zaluzenie jak ja traktuje polski wymiar niesprawiedliwosci.
                                • kanoka Re: przedobrzanie. 08.11.07, 08:03
                                  Ciekawa jestem, jak to jest z tymi drobnymi oszustwami typu ściąganie na
                                  egzaminach, w innych krajach katolickich, takich jak Włochy, Hiszpania, czy
                                  nawet Francja. Podobni są pod tym względem do nas) i do prawosławnych, jak sądzę
                                  ), czy do państw o kulturze protestanckiej?Ktoś wie?
                                • warum Re: przedobrzanie. 08.11.07, 08:47
                                  Przed chwila napisalam dlugi post na innym watku o konflikcie ideologicznym, a
                                  propos Irlandii i mi wcielo/ bo zakonczylam mocnym akcentem, ze lepiej tluc w
                                  klawisze niz strzelac i osmielilam sie skrytykowac USA za psotepowanie na
                                  swiecie.../ wiec teraz tylko 1 dlugie zdanie/pociete/.
                                  Wszedzie promuje sie oszukiwanie - poczawszy od kreowania wizerunku poprzez
                                  sugerowanie jaka odpwowiedz na tescie sytuacyjnym jest najbardziej
                                  odpowiednia,itp. bo... ludzie lubia dawac sie oszukiwac/ chca korzystac z
                                  "okazji"/ i jednoczesnie odczuwaja wielkie zadowolenie gdy uda im sie kogos
                                  bardziej oszukac. Nie wazne czy to chodzi o "zarobienie" duzych pieniedzy czy
                                  zdanie egzaminu sciagajac, czy kupienie wypasionego auta za dziwnie male
                                  pieniadze czy zdobycie posady , na ktora brak nam kompetencji. Cel
                                  usprawiedliwia srodki w mniemaniu wielu ludzi. A etyka stwarza problemy....
                                  Etyka wymaga odwagi i charakteru, a jednoczesnie gotowowsci do poswiecen i
                                  rezygnacji z wlasnych pragnien wiec jest absolutnie trudna do wytlumaczenia
                                  jakie sa niej korzysci . Etycy - filozofowie juz to okreslenie sytuuje etyke w
                                  strefie nierealnosci.Ale warto etycznym byc dla swojego dobrego samopoczucia.
                                  Mowienie o etyce do kogos, kto nie ma co do garnka wlozyc, to kpina.
                                  • maryna04 Re: przedobrzanie. 08.11.07, 13:47
                                    och, Warumko, a propos etyki, jakos razniej zrobilo mi sie na
                                    sercu, ze i Tobie "wcielo".
                                    Mysle, ze pewne zachowania etyczne powinny byc nawykowe. Pamietam
                                    lekcje w szkole podstawowej Olafka. Pani spytala, ktore dzieci nie
                                    maja odrobionego zadania. Nie pamietam, czy ktos sie zglosil, bo
                                    zaskoczyl mnie ruch glowa siedzacych w parze dzieci. Sprawdzaly sie
                                    nawzajem, bo mialy taki obowiazek, zeby pani nie musiala chodzic po
                                    calej klasie. Bylo to dla mnie dziwne. Pamietam magazyn, w ktorym
                                    pracowalam, gdzie staly opakowania roznych napoi. Nikt nie wzial
                                    puszki, czy butelki "na droge". Ci co dojezdzali rowerem- napeniali
                                    swoja butelke woda z kranu. Moj ziec tez byl wstrzasniety juz
                                    ostatnio, ze nie bede wyjasniac na moja niekorzysc pomylke do biura
                                    podatkowego, ktora nieswiadomie popelnialam kilka lat. W zartach mu
                                    powiedzialam, ze ja wiem jak sie ukladac z administracja
                                    amerykanska. Mily on czlowiek, to sie usmiechnal, ale swoje wie.
                                    A co do sciagania, odpisywania zadania - teraz znow siedze kilka
                                    dni z moim wnukiem. Widze jak ciezko pracuje, do jakich godzin
                                    nocnych, piszac rozne eseje, robiac projekty, uczac sie. To jest
                                    praca, ktora moze mu sie oplacic dostaniem na lepsza uczelnie,
                                    lepszego stypendium. Jak mogloby tu komus przyjsc do glowy
                                    podkrasc ta prace, a jesli bedzie probowal - to dostanie odmowe? Z
                                    przyczyn etycznych tez, ale tez z przyczyn rachunku ekonomicznego,
                                    • alfredka1 Re: a co słonko widzialo??? 08.11.07, 19:32
                                      • alfredka1 Re: a co słonko widzialo??? 08.11.07, 19:37
                                        co sie dzieje??? LICHO jakies wtargnelo na forum? wcielo mi tekst...
                                        trudno, juz go nie powtorze jako że nie byl napewno odkrywczy. smile)
                                        Wpadne do herbaciarni, moze tam uda sie wypic herbate i conieco bez
                                        wcinaniasmile))
                                        • maryna04 Re: a co słonko widzialo??? 09.11.07, 16:46
                                          Jako solistka - w znaczeniu "plusow ujemnych" - powinnam na razie
                                          ograniczyc wchodzenie miedzy wodke a zakaske (czy to juz knajackie,
                                          czy jeszcze tylko slangowe - zapewne juz niemodne, bo kto pija teraz
                                          wodke i je prosta zakaske) i pisac przede wszystkim tutaj, gdzie
                                          naogol takie rozne ciekawostki.
                                          W czasie zaloby po moim monitorze obejrzalam wzruszajacy program -
                                          reportaz. O tym jaki jest postep w rozwiazaniu problemu smierci
                                          glodowej dzieci w Afryce. Wbrew opinii sytej Polski, ze jak matka
                                          chce to wykarmi wlasna piersia, te umierajace z glodu kobiety nie
                                          umieja wystarczajaco chciec. Otoz przez lata byl to problem
                                          nierozwiazywalny, niezaleznie od kradziezy dostarczanej zywnosci i
                                          problemu dystrybucji. Substancje proszkowe nie wchodzily naogol w
                                          rachube, bo nie ma wody do picia, zeby to rozpuscic, tez bardzo
                                          czesto nie ma sposobu wlania tego plynu niemowleciu, natomiast
                                          puszki z gotowym plynnym pozywieniem sa drogie i jest to olbrzymia
                                          ilosc. Wiec wymyslono kilka lat temu pozywienie o nazwie nutameal,
                                          czy cos podobnego. Podstawa jego jest miazga z wielce odzywczych
                                          orzeszkow ziemnych, ktore hoduje sie na miejscu i zestaw mineralow i
                                          witamin. Wszystko to produkuje sie w fabryczkach ktore nie wymagaja
                                          wielkich inwestycji, zamyka hermetycznie w workach foliowych i
                                          rozprowadza sie wsrod potrzebujacych. Tanio i niezawodnie i nawet
                                          mozna troche kludzi zatrudnic. Opowiadalo o tym dwoch lekarzy z
                                          organizacji "Lekarze bez granic". Pan - Francuz byl tak strasznym
                                          entuzjasta, opowiadal, ze wyniki sa rewelacyjne, omal kazde dziecko,
                                          ktore nie jest w stanie agonalnym w ciagu kilku tygodni dochodzi
                                          do wagi jaka maja jego rowiesnicy z sytych krajow. Karmienie jest
                                          najprostsze z mozliwych. Nawet dwutygodniowe dziecko jest w stanie
                                          byc nakarmione przez matke, bo zlizuje jej mase z palca. I
                                          ciekawostka, w tych ucywilizowanych krajach coraz wiecej dzieci ma
                                          uczulenie na wlasnie orzeszki ziemne, w nierozpieszczanej Afryce nie
                                          znajdziesz takiego. Pani lekarka byla nieco mniej entuzjastyczna,
                                          tez potwierdzala, ze jest to srodek rewelacyjny, ale ciagle nie
                                          dociera do wszystkich potrzebujacych. Wstawki dokumentalne, oddanie
                                          tych lekarzy byly tak chwytajace za serce, ze az mi lezka
                                          poplynela.
                                          PS. Skoro juz polscy lekarze obiecuja, ze beda pracowac bez granic,
                                          to podpowiadam - ta organizacje. Wprawdzie nie wiem jak tam placa.
Pełna wersja