maryna04
28.09.07, 20:24
Wiem, ze jesli bylam w Afryce tych pare dni, to nie mam prawa
wypowiadac sie na jej temat w ogolnosci, ale zawsze moge opisac
wrazenia a pewne prawdy, ktore sa oczywiste nasuwaja sie po godzinie
pobytu.
Do Johanesburga w RPA, (po angielsku South Africa) lecielismy
przez Londyn z 10-godzinna przerwa. Nie wiem czego, wiekszosc tak
leci, wlasnie z taka przerwa. W Londynie odebrala mnie moja
bratanica, jedziemy metrem do centrum, gdzie ona ma
wycieczke "Londyn w 6,5 godziny" opanowana do perfekcji. Zaliczylam
co potrzeba, nawet sprawdzilam ceny w sklepie (troche wyzsze niz w
NY) , spotkalam tabuny Polakow, co znaczy, ze w weekend nie marnuja
czasu tylko zwiedzaja.
W samolocie jak zawsze dochadze do wniosku, ze odstepy miedzy
siedzeniami sa coraz mniejsze, a pol samolotu to takie lezanki-
trumienki - I-sza klasa i siedzenia z wiekszymi odstepami na nogi -
biznes klasa. Wzielam ambien i szczesliwie zasnelam nie martwiac
sie o moje krotkie nogi.
Na lotnisku w Joburgu (tak mowia w skrocie) wita nas tamtejszy
przewodnik - Polak Rysiu - emigrant z poczatku lat 80-tych. Grupa
wlacznie z naszym wlascicielem biura z Chicago liczy 14 osob, to juz
jego trzecia wyprawa, za kazdym razem organizuje inna trase, bo sam
jest wielkim pasjonatem podrozy. Nam to nie przeszkadza, a skad mamy
wiedziec - ktora trasa bylaby lepsza.
Wymieniamy pieniadze, w RPA sa randy, w sasiednie Botswanie pule,
mamy jeszcze zaliczyc dwa inne kraje, ale tam najlepiej placic w
stabilniejszej niz lokalna walucie. Strasznie dlugo trwa ta
procedura, oczywiscie nasze towarzystwo nie omieszka ocenic, ze to
dlatego, ze robia to czarni, zapewne racja, chociaz potem okazalo
sie, ze w innym miejscu trwalo to 5 razy szybciej - tez w wykonaniu
czarnych. W porownaniu z lotniskiem w NY, czy Londynie tutaj
pasazerowie wydaja sie jednolicie biali. Podchodzi do nas jakas
pracownica lotniska - bo uslyszala polska mowe - Polka, mowi, ze w
koncu gdzies trzeba pracowac (jej wypadlo na lotnisku w RPA).
Polacy w tym kraju licza sie na 9 tys. - raczej niezorganizowani.
Czy ich dzieci mowia po polsku? Chyba nie.
No to wsiadamy do autobusu przystosowanego do jazdy w Afryce
produkcji brazylijskiej (marcopolo), na 22 osoby i jazda do miasta.
Pan Rysiu zaczyna opowiadac - tutaj opuszczone budynki biurowe,
teraz zamieszkale przez czarna biedote i nielegalnych emigrantow -
co sie tam dzieje, mozna sobie wyobrazic, tam dalej inne slumsy, a
tu jedziemy do centrum. Budownictwo porzadne - takie z poczatku
zeszlego wieku, duzy ruch, biurowce, tak jak we wszystkich
miastach, ktore cos znacza na mapie gospodarki swiatowej. Stolica
kraju jest Pretoria, ale jeszcze gdzie indziej sa jakies urzedy
centralne. Nasz pilot niedawno przeprowadzil sie do Captown, po
polsku Kapstadt - czyli zalezy z jakiego jezyka mowimy - bo tu
niebezpiecznie. Biali dalej mieszkaja w zamknietych osiedlach,
czesto podmiejskich - widac to bylo ladnie z samolotu.
Kierujemy sie autostrada do miejscowosci Bela - Bela ( pan mowi z
przekasem, ze dopiero teraz, kiedy czarni dostali wladze tak sie
nazywa, przedtem byla inna nazwa - dla nas pies tracal jak sie
nazywa.) Autostrada przyzwoita, potem przyzwoita droga i dojezdzamy
do osrodka z goracymi kapielami, odkryte wody, pod dachem baseny.
Duzo tego i rozlegle. Cos jak na Wegrzech, tylko omal pusto, no i
domki rozrzucone na wielkiej przestrzeni wsrod buszu (pierwsze
dzikie zwierzeta - antylopy, dzikie swinie, strusie - ale czy one
dzikie, skoro buszuja na terenie osrodka tak samo jak poza nim?).
Tak pusto, ze nawet na jakis atrakcjach wodnych nie ma nikogo.
Uwielbiam wode, i jeszcze te wspomnienia z Hajdusoboszlo, czy Heviz -
wiec natychmiast siedze w wodzie, zaliczam omal wszystkie kapiele i
natryski, a potem jedziemy do miasteczka na kolacje. Parking pod
restauracje, restauracja - jak w Ameryce. Tyle jechac, zeby znow
znalezc sie w tym zuniformowanym swiecie? Jak to w goracych krajach
ciemnosc zapada blyskawicznie i potem jest naprawde ciemno. Po
powrocie znow kapiele. Przyjemny chlodek, a w wodzie goraco i tak
schodzi dlugo. Ale potem jak trafic w tych ciemnosciach do swojego
domku? Gdybysmy byly same baby to chyba zeszlo by nam do rana, bo i
panowie mieli klopoty z odnalezieniem swoich i naszych domkow.
Nasz pilot przez te dwadziescia kilka lat mieszkania w RPA ma jak
przystalo na bialego w RPA poglady appartheidowe. Uwaza,ze wszystko
upadlo po roku 1996, kiedy czarni przejeli wladze, a czarni nie sa
zdolni do kierowania czymkolwiek. Wszystkim dobrze sie zylo, kiedy
czarni pracowali w servisie, czyli uslugach dla bialych i w prostych
robotach. Teraz obstawili wszystkie stanowiska, ale doradcow maja
bialych, bo sami by nie dali rady. Biali swoje dzieci wypychaja z
tego kraju. Teraz jest 26 milionow czarnych i niecale 4 miliony
bialych - jakie byly proporcje w najlepszych dla bialych czasach
nie chce mi sie sprawdzac. Pan mowi, ze tutaj biali zawsze byli
fachowcami - tak wygladala emigracja. Mysle, ze tez i dlatego taki
rozdzial klasowy i rasowy, ze nie przyjezdzal tu niepismienny chlop
z Galicji, czy Irlandii, tu na miejscu mieli czarnych prostakow do
prostych prac. Tego prostaczka z Europy w Ameryce dzieci jednak od
czasu do czasu sie wybijaly i rozplynely sie w tlumie, a czarny
jest naznaczony na zawsze. Natomiast tlumaczenie naszego pana
Rysia, ze caly swiat nie mial pojecia o problemach RPA i nie
rozumial, ze zakaz przebywania czarnych w pewnych dzielnicach po
godzinach takich i takich, albo przesiedlanie calych skupisk
czarnych w jedno miejsce dla czarnych mialo sluszne uzasadnienie
wzbudzil pewien sprzeciw grupy, ktora oczywiscie generalnie nie
lubila czarnych, ale jednak majac z kolei po amerykansku uprane
mozgi czula jednak, ze moze nie jest do konca tak. Ktos
stwierdzil, wiesz Rysiek, ty masz swoje poglady, w Ameryce troche
inaczej sie na to patrzy. Afrykanersi, czyli biali urodzeni w Afryce
bialych emigrantow nie kochali, dlatego przyjmowali tylko tych,
ktorych musieli z powodu ich kwalifikacji, ale mysle, ze z drugiej
strony tez nigdy nie bylo takiego pedu do wyjazdow tutaj.
Co to jest busz i jak wyglada?, chyba zalezy w jakim sezonie. Nasz
sezon to byl koniec pory suchej (zimowej), dlatego busz przedstawil
nam sie jako spalona piaskowa i pylista ziemia z suchymi
kolczastymi krzakami i drzewami, a na okrase czasami jakies zielone
drzewo. Okres wegetacji nie jest jednakowy dla wszystkich roslin.
Wyschniete koryta rzek, pierwsza rzeka, w ktorej bylo nieco wilgotno
to byla Lilpopo. Zaleta tego okresu, w ktorym jest pelnia sezonu
turystycznego jest brak komarow (malaria), przejezdne tereny i
rzeki, suche, a nie wilgotnepowietrze, nozsze temperatury.
Im dalej na polnoc tym wiecej rzek calorocznych, a poniewaz
zaczynal sie sezon deszczowy, dwukrotnie mielismy juz problemy z
przekroczenie wbrod wody ( nie autobusem - dzipem), bo w znajdujacej
sie powyzej (na mapie) Angoli juz sie zaczela pora deszczowa.
Pytalam sie na czym polega pora deszczowa - odpowiedz: - a roznie,
czasem duzo pada, czasem nieduzo, w kazdym razie nie jest ona
wszedzie o jednym czasie. Czy jest wtedy naokolo zielono: a roznie,
i krotko, bo to zwierzatka objadaja i slonko wypala. Typowym
jednak widokiem jest ten spalony, plaski busz. Nawet stwierdzilam,
ze coraz bardziej przychylam sie do teorii sprzed Kopernika, ze
ziemia jest plaska. Wystarczy tam pojechac i popatrzec. Nasz Rysiu
jest solidnym pilotem, wiec zjezdzamy z glownej drogi, zeby juz
zobaczyc interior. Widac zebry, strusie, malpy, ale z tej
glowniejszej drogi tez bylo widac. Wszystkie pola odgrodzone od drog
siatkami, podobno to fermy dla mysliwych, ale potem widze, ze
kolejne kraje tez sa pogrodzone. Okazuje sie, ze w ten sposob
walczy sie z zaraza krow. Po prostu z jednego o