Moje podwórko

09.11.07, 09:09
Kiedyś śpiewano
"My ze spalonych wsi, my z głodujących miast"
Czy zaczniemy śpiewać - my z podwórek? No, to jak , wychowaliście się na
podwórku(a,fe!), czy pod troskliwa opieka bony? Strasznie mi się spodobał
wczorajszy program na TVN o podwórkach, na których wychowywali się(lub nie),
nasi przyszli i przeszli premierzy. Wiadomo, że tak naprawdę, nie jest ważne
to, kto, gdzie i jak sie wychowywał - ważne jaki był końcowy efekt tego
wychowywanie. Ale , abstrahując od ostatecznego efektu(jeżeli wytrwale piszemy
na tym forum, to znaczy, że był on całkiem niezły ;DDDD), może, powspominajmy
nasze podwórka? Jakie one były, z kim sie na nich bawiliśmy, co nam zostało z
tych lat? Czy przetrwało nasze podwórko?
    • alfredka1 Re: Moje podwórko 09.11.07, 15:10
      Wychowaly mnie az trzy podworka - pierwsze, wielkomiejskie z
      trzepakiem i "fajnymi" dziećmi mówiącymi troche inaczej ... ,
      przynosilam te nowe wyrazy do domu i o dziwo nie budzilam grozy ani
      oburzenia mamy / ojciec w domu tylko bywal, miedzy koszarami,
      kasynem i ..../. Wytlumaczono mi tylko, ze mam tych wyrazow nie
      uzywac w domu i przy roznego rodzaju ciotuniach smile) . Potem, ale
      tylko krótko, osiedle oficerskie i podworka niepodworka, gdzie
      kreciły sie rozne sluzace, opiekunki i ... bony /ale nie nasze/.
      Nudno bylo ale zaraz zaczela sie wojna, "ruskie" wyrzucili burżujów
      i dopiero wtedy zaznalysmy z siostra swobody - wkolo lasy, łąki,
      srodkiem miasteczka rzeka calkiem wartka i rowiesnicy przeróżni,
      tutejsi, uciekinierzy z poznanskiego i Warszawy, zabawy, podchody i
      bogwico. Niestety, krotko to trwalo bo nadszedł czas wywozek i
      skonczylo sie dziecinstwo a nastalo szybkie doroślenie. Do teraz
      jestem zwolenniczką podwórkowego wychowania, oczywiscie teraz z
      bacznym patrzeniem na otoczenie /narkomania, wczesny seks, alkohol i
      rozne niebezpieczenstwa, ktore zmieniają się wraz ze zmieniającymi
      czasy i normami moralnymi czy obyczajowymi.
      Czy ktos mi podpowie co mial na mysli ustepujacy kurdupel mowiac o
      knajactwie? ostatnio mam troche klopotow i sporo mi ucieka /
    • kanoka Re: Moje podwórko 09.11.07, 17:13
      Podwórka na Ochocie, przy przedwojennej kamienicy, w okolicy Placu Narutowicza
      - nie pamiętam,. Pewnie jakieś było - typu studnia - ale nie pamiętam ani
      dzieci, ani zabaw. Miałam 6 lat, jak wyprowadziliśmy sie na Saską Kępę. I tamto
      podwórko, zielone i pełne dzieci, pamiętam dobrze. Dom był 9 mieszkaniowy, a
      wszyscy jego mieszkańcy - od dyrektora (trzy pokoje na I piętrze), do majstra
      murarskiego - (dwa pokoje na poddaszu) pracowali w jednej firmie. Ponadto -
      szofer, księgowi, inżynierowie, urzędnicy i urzędniczki. Tak, tak - były to
      mieszkania zakładowe, które później przeszły pod kwaterunek. W każdym
      mieszkaniu, co najmniej jedno, czasem dwoje, rzadko - troje dzieci. I to całe
      towarzystwo, małe i duże, wylegało na podwórko. Na podwórku był trzepak -
      obowiązkowo, z którego spędzano nas, żeby wytrzepać chodniki, lub u dyrektora -
      dywany. Bawiono się na podwórku i w okolicy, pełnej pustych placów, pozostałości
      po sadach i polach uprawnych, porośniętych wszechobecnymi chwastami. Bawiliśmy
      się w chowanego, w berka, w raz dwa trzy baba jaga patrzy. Dziewczynki grały w
      klasy, w piekło i niebo, bawiły się w sklep i lalkami. Chłopcy szli grać w nogę
      na pobliskim boisku szkoły męskiej, (na którym w zimie, urządzano lodowisko),
      lub bawili sie w wojnę, biegając z karabinami z patyka. Wesoło było smile)
    • kanoka Re: Moje podwórko 09.11.07, 17:24
      www.matka-kurka.net/post/?p=1159
      Jak zwykle, dobre smile
      • warum Re: Moje podwórko 09.11.07, 17:59
        Ja tez jestem z podworkasmile Co prawda z mlodszych lat najbardziej pamietam
        pewna wieczorna wyprawe do podziemi mieszczcej sie niedaleko starej kotlowni,
        opalanej weglem, gdzie strasznie sie balam ciemnosci, a bylam wzieta w tajemnicy
        jako mlodsza siostra,ktora trzeba bylo pilnowac.
        A poza tym podpisuje sie pod zapiskiem KNKsmileNa podworku byly grupowe sympatie i
        pojedyncze antypatie/ wlasnie do takich maminsynkow, najczesciej jedynakowsmile/, a
        solidarnosc w biedzie byla wieksza niz zazdrosc z tego,ze jeden mial czasem cos
        wiecej niz inni, bo raczej jak ktos cos dostal to dzielil sie z tymi
        najblizszymi kumplami/ poczestowal, dal pouzywac albo ponoscicsmile/.
        Ale... mialam dzinsy z peweksu w wieku chyba 14 lat/ co bylo zasluga starszego
        brata!, bo on namowil na ten zakup rodzicow/, ale jak przeczytalam Matke-kurke
        nie wyobrazam sobie "braci" w dzinsach, ani wtedy ani terazsmileMoze do dzinsow
        oprocz zakupionych na czarnym rynku $ lub bonow trzeba bylo miec troche fantazji?smile
      • wodnik33 Re: Moje podwórko 09.11.07, 18:10
        To już nie matka kurka, to już dorosła Kurza Mama, jak zwykle
        genialna, przypominacie Jej przedwyborcze felietony ???

        Podwórkowe wychowanie nauczyło mnie solidarności grupowej,
        odpowiedzialności za to co robię bo mnie moi podwórkowcy rozliczą,
        ocenia a gdy trzeba to obronią. Najlepiej pamietam dzielenie sie
        jedzeniem / z paczek UNRRA tezsmile / i opieka nad mlodszymi
        podworkowcami.Moze to dlsatego zesmy w wiekszosci byli sierotami lub
        polsierotami wojennymi. Gdy dzisiaj slysze, ze podworkowe wychowanie
        to hanba, to cos co wyklucza ze spolecznosci "kulturalnej" mam
        ochote ... nie nie napisze na co mam ochote, bo to nie przystoi
        czlowiekowi wychowanemu na podworku...jedno wiem : kaleki, zwlaszcza
        umyslowego, sie nie tlucze po gebie !!
        • maryna04 Re: Moje podwórko 09.11.07, 19:48
          Poniewaz juz wiem, ze po kilku minutach system mnie wylogowuje
          napisze w kilku "odcinkach".
          Ta nazwa "podworko", to taki skrot myslowy, jednak ogromna
          wiekszosc dzieci z miast i miasteczek wychowalo sie "pod blokiem".
          Nie watpie,ze zycie pod blokiem dla wiekszosci, zwlaszcza po czasie
          jest piekne. Zawsze takie bylo, wystarczy literatura wspomnieniowa.
          Nie przecenialabym wplywu, zwlaszcza, ze nagle sie okazalo, ze
          zbawienne na wychowanie podworka i podbloki zamienily sie w ziejace
          groza blokowiska. Co to juz dobrego wplywu na wychowanie ani za
          grosz nie maja.
          Ja wyroslam w dwoch poniemieckich domach z ogrodem, zamienionych na
          dwa, trzy rodzinne domy. ogrod zapuszczony, dalej stajnie jeszcze za
          Niemca przerobione na garaze, jakies komorki, drzewa owocowe, , z
          najwieksza grusza o wysokosci topoli rekordzistki co rodzila zilion
          okraglych, twardych jak kamien gruszek, co to jeszcze w
          opazdzierniku byly nie do ugryzienia, a i po lezakowanio takoz.W
          jednym bylo dwoch chlopcow, co to potem wyjechali w swiat, obaj
          wyksztalceni. Czasami przychodzily kolezanki, czy koledzy do mnie,
          czy rodzenstwa, czasami pojedynczo. Pamietam taka jedna wiosna kiedy
          zabieralysmy na zyczenie mojej kolezanki malutkiego brata w wozku i
          jechalysmy na cmentarz pozydowski, ewangelicki, jakies dzialki.
          Potem owa Irenka uczyla mojego brata matematyki i nie cierpiala go
          serdecznie. Pamietam taka jedna zbiorowa zabawe w chowanego, i
          wlasnie wolanie do domu. Dlugo nie trzeba bylo wolac, bo dziewczynka
          bylam grzeczna. Ale na progu powital mnie ojciez i spral jakas linia
          az wpadlam po wieszak. Moj ojciec byl uczciwym, wielce zdolnym,
          wyksztalconym z kilkoma jezykami czlowiekiem, na wysokim stanowisku,
          na dodatek andersowiec. Wielce skromny, nie imponowaly mu blyskotki
          tego swiata (to po nim jestem taka abnegatka - co mi nie zalezy na
          smieciach materialnych), alkoholu nie pijal oprocz przyjec nigdy, a
          jednak.....
          Specjalnie to napisalam, zeby troche dziegdziu dodac ( a co to
          dziegdz).
          • maryna04 Re: Moje podwórko 09.11.07, 20:01
            Moje dzieci wychowaly sie pod blokiem. Co do corki to napisalam tak
            nieco na wyrost. nienawidzila chodzic pod blok. Z wiosna zaczynalo
            sie: A. idz na pole (bo my po galicyjsku - na pole), a grzeczna
            dziewczynka tez byla, to i szla. I nie pasowala, czy jej nie
            pasowalo. Wtedy nie granow klasy, tylkoglownie w gume. Byla
            najgorsza, nie lubila tego nie chciala grac, ale i jej nie chciano.
            myslke, ze bylo jej i tak przykro, a ja ja katowalam tym wyjsciem
            Pod trzeoakiem tez nie nlyszczala, ani w obrotach przefikowywanych,
            ani w romowach. Ignorowali ja, a moze niemiala i ona o czym
            rozmawiac.
            Moj syn, w sportach na szczescie juz przecietny mial kolegow,
            dzwonili do drzwi , czy moze L. wyjsc sie pobawic. Ale tez nie bylo
            to latwe. Musial sie wkupywac, chcial zaimponowac. nie starszym
            dresiarzom. Gdzies tak w trzeciej klasie w gornie soich
            rtowiesnikow. Rozdal im wszystkie, pamietacie takie kolekcyjne
            monety srebrne. Dzieci chcialy za nie cos kupic w skladnicy
            harcerskiej, w spozywczych. Ekspedientki nie sprzedaly. Ale pani
            bufetowa na dworcu PKS zamienila im na chodliwe papierki o tym samym
            nominale. i znikly na zawsze. Dostal duze bicie paskiem. W miesiac
            ppotem rozdal omal cala moja pensje, ktora zostawilam na stole.
            Sasiadka przyszla i powiedziala, ze L. rozdaje pieniadze omal cale
            odzyskalismy. Znow dostal pasem. bardzo sie tych jedynych dwoch bic
            wstydze. Moze trzeba bglo sie zastanowic, dlaczego tak jest. Moje
            dzieci niespecjalnie pasowaly, nie tylko z powodu sportu, one same
            uwazaja, ze glownie dlatego, ze obydwoje byli (i sa rudzi). Byli
            gorsi, przezywano ich, jak dal pieniadze to byl juz po imieniu na
            jakis czas , a nie po przezwisku. Jako matka nie mialam pojecia, ze
            cos takiego moze dawac pietno, dopiero w doroslym zyciu mi to
            uswiadomily, jak taka bzdura moze powodowac ostracyzm.
            Obydwoje sa w zyciu doroslym sa ludzmi wartosciowymi, otoczonymi
            przyjaciolmi, maja dobre rodziny, lubia ludzi , a oni ich.
            • maryna04 Re: Moje podwórko 09.11.07, 20:29
              Moj najstarszy wnuk mieszkal pare lat u mnie i chodzil w mojej
              okolicy do szkoly. Nigdy do konca sie nie odnalazl w tej szkole, w
              ktorej znalazl sie po poczatkach edukacji w Polsce. Na pewno mialo
              na to wplyw beztalencie sportowe, co sie wiaze z nielubieniem
              grania w pilke. Chyba tez, ze byl obcy w tym zasciankowym srodowisku
              kolejnych pokolen wlosko-niemieckich emigrantow. Najbardziej
              prowokowal przeciwko niemu chlopak o nazwisku Yurkewitz, kiedy
              powiedzialam, zeby mu powiedzial, ze ma polskie nazwisko, to
              prychnal smiechem i powiedzial, ze jego dziadkowie sa z Austrii. Na
              pewno tak bylo, mial jakis "metr" wzrostu (teraz go widzialam
              urosl) - zdolny, zwinny . Pamietam jak Olaf stal, oczywiscie tez
              wygnany przeze mnie na pole i "pilnowal" ubran i w koncu przyszedl z
              placzem. Czy ja musze? Na szczescie, on juz nie musial. Potem mial
              jednego przyjaciela Johna i drugiego Scotta, ale nie przetrwaly te
              przyjaznie. W jego liceum, gdzie inne wartosci sie licza, gdzie
              wszyscy sa skads, a nie z sasiedniej ulicy okazal sie wielce
              spolecznym, nawet o cechach przywodczych, lubianym chlopcem. Po
              zeszlorocznych epizodach z grupa dziewczynek, ktore np. kazaly im
              spedzac kilka godzin w sklepach i zapraszaly na obiadki w tym roku
              pozostali glownie koledzy. Przyjaciele - tez z zainteresowan.
              Poniewaz kolejny dzien pomieszkuje u niego, bo rodzice (matka i
              stepfather wyjechali) zapowiedzial mi, ze jak co piatekc przyjda
              koledzy po szkole. Dalam mu pieniadze, no bo najpierw ida cos
              zjesc, a potem beda omawiac i rozwiazywac nowe techniki Digital.
              • popaye Re: Moje podwórko 09.11.07, 21:22
                Maryno,- nie stresuj sie i wiedz, ze wcale nie musisz pisac w
                kawalkach z obawy, ze Ci "wetnie" Twoj wpis.

                Problem znam.
                Z powodow dla sprawy nieistotnych portal GW automatycznie b. szybko
                wylogowywuje, a przy probie wyslania napisanego tekstu powtarza
                procedure logowania co w konsekwencji otwiera nowe polaczenie
                z portalem a tekst przynalezny do poprzedniego (polaczenia) -
                rozmywa sie w nicosci smile

                Rada: pisz ile chcesz i to nawet w okienku edytora juz
                nieistniejacego polaczenia. Tylko ZANIM klikniesz przycisk "wyslij"
                - napisany tekst "zaznacz" mysza, lub z menü Edycja - poleceniem:
                "Zaznacz wszystko" ( Ctrl+A) a pozniej z menü kontekstowego myszy
                lub znow Edycja: Kopiuj (Ctrl+c).

                Jak po wcisnieciu przycisku wyslij i nowym zalogowaniu na zadanie
                portalu zobaczysz puste okno edytora tekstu ("wcielo"!) to wystarczy
                w nim kliknac mysza i z kontekstowego menü wprowadzic "wklej", lub
                z Edycji: Wklej (Ctrl+V).

                Szkoda nerwow na stresy smile
                Funkcjonuje zawsze jak w kazdym edytorze tekstu.

                pozdrawiam,-
                pE
            • alfredka1 Re: Moje podwórko 09.11.07, 20:38
              Zupelnie tak, jakbym o swojej corce czytala, wychowana POD
              blokiem, nie grala w gume, w berka ani w wybijanego. Ruda nie byla
              ale w okularkach co jeszcze wtedy bylo czyms gorszym
              dyskwalifikujacym. Wychodzac przed blok wynosila pod bluzczyna
              ksiazke i gdy to kiedys zauwazylam zrozumialam, ze jej innosc to nie
              upor wobec mnie a inne upodobania. Na szczescie zarazilasm ja
              wyprawami w gory, najpierw najblizsze a potem juz w Bieszczady i
              Tatry. Wyrosla na calkiem normalna dziewczyne, kolezenska ale
              stroniaca od potancowek , prywatek i duzych zbiorowisk. I tak to
              ma do dzisiaj.
              • omeri Re: Moje podwórko 09.11.07, 21:12
                Pierwsze, które pamietam to na Wilczej, czas komórek do wynajęcia,
                gry w noże (wyścig pokoju i państwa) oraz trzepaka. Część dzieci
                potem wyjechała za granicę. Potem drugie podwórko (okolice chińskiej
                amb.)z grą w dwa ognie i wyprawami na lody do Włocha i Palermo. Na
                tym podwórku była afera, jak zaparkował samochód i dzieci nie mogly
                grać w piłkę, ale ze wzgledów towarzyskich nie posłano mnie do
                rejonowej podstawowki. Potem już Wiedeń, tam nie było podwórka tylko
                klub tenisowy...
                • popaye Re: Moje podwórko 09.11.07, 21:57
                  mnie smieszy ta cala "afera" podworkowa.
                  Wszystko to nastepna filipinka zrodzona w glowie psychopaty
                  ktoremu mamusia, tez mocno niezrownowazona, wmawiala cale zycie, ze
                  On: piekny, wysoki, przystojny, dobrze wychowany i wybraniec do
                  odegrania szczegolnej roli.
                  Kot, dopoweiedzial "reszte" sad
                  Naleze do seniorow tego forum (wiekowo) bom starszy od
                  tych popaprancow.
                  Na Zoliborzu od zawsze mieszkala mojej Babki siostra (przy
                  Gen.Zajaczka) nazywana przez wszystkich w rodzinie "ciocia".
                  Pobyty u Niej "odwiedzinowe", pol biedy z Babka bo ta umiala byc "na
                  luzie" (w odroznieniu od Jej siostry - Ciocia zwana), ale juz z moja
                  matka - byly dla mnie tragedia.
                  Dom (ciotki) byl obrosniety winorosla i taki "porzadny", ze nawetr
                  chyba nie bylo tam podworka takiego: z trzepakiem i dracymi sie
                  dzieciakami"
                  Wizyty-katorgi w ktorych ja, w eleganckiej koszulce i spodniach
                  (welnianych wtedy, bo takie czasy) - przezywalem strasznie.
                  Najchetniej bym sie "umazal" albo pobil z jakimis chopakami - ale z
                  kim?
                  Tam mozna bylo wyjsc najwyzej na "piekny" balkon wylozony elegancka
                  terakota sad.

                  Nie bede opisywal "mojego" podworka.
                  Wychowalem sie na ulicy ktora w zadnym przypadku nie moze miec
                  zadnych kompleksow w stos. do zoliborskich smile
                  Zadna moja zasluga, ale do Belwederu to mialem (spacerkiem) 2 min.
                  Do Palacu Lazienkowskiego m/w drugie tyle o czym Kaczory mogli by
                  najwyzej pomarzyc i do tego przez prawie cala (wtedy) Warszawe
                  - przejechac.
                  Nie bylo mnie tez daleko na... Czerniakow, gdzie maminsynki
                  w rodzaju tych kurduplowatych mieli by spore klopoty zachowac calosc
                  uzebienia przy probie tylko odwiedzin tych okolic.
                  Ja, mialem tam (pierwsza) mlodziencza narzeczona i zeby (poza dwoma
                  trzonowymi) mam wszystkie do ... dzisiaj.
                  Druga (pozniejsza popay-owa) mialem na Woli i... tez jeszcze zyje.
                  Kota nie mialem, - fakt.
                  Mamusie, mimo wszystko, tez odrobine "normalniejsza" smile

    • wedrowiec2 Re: Moje podwórko 09.11.07, 21:47
      Brzeg rzeki można nazwać podwórkiem?
      Parę lat, a dokładnie jedną paręwink mieszkałam nad Odrą. Do brzegu
      było parędziesiąt metrów. Obok duże baseny z wyciągarkami
      stateczków. Duży sad z jabłoniami, których owoce miały nie spotykany
      już smak. Przy nabrzeżu cumowały barki. Nie takie pojemniki na towar
      ppdczepione do pchaczy czy pełnomorskie barki z własnym napędem.
      Były to barki ciągnięte przez holowniki, na których mieszkali
      załoganci z rodziną. Jedną z nich pamiętam. Były tam dwie
      dziewczynki w moim wieku, które wakacje spędzały na barce. Przez dwa
      takie sezony miałam z nimi kontakt. Do teraz pamiętam wspólne zabawy
      na lądzie i wodzie. Nawet dziś, po 45 latach jestem w stanie
      odtworzyć malutkie mieszkanko w kadłubie barki. Dziwne. Pewnie już
      budziła się moja natura, która kazała przyjąć nick wędrowiecwink
      Inne podwórka? Były. Częściej chaszcze w parku, ruiny, piwnice i …
      schrony p.atomowe w nowych budynkachwink Wolałam jednak książkismile
      • maryna04 Re: Moje podwórko 09.11.07, 22:45
        Dzieki Popaye, slusznie niektorzy mowia, ze baba ma mozg tylko po
        to, zeby sie czaszka nie zapadala. Przeciez to oczywista
        oczywistosc. Ale ja nie rozum, tylko silowe rozwiazanie chcialam
        zastosowac (to tez cytat ze sceny publicznej).
        • qwer.rt Re: Moje podwórko 11.11.07, 00:47
          Dobre-moje podwórko to był istny raj wielka piaskownica - czas budowania babek i zamków - kolorowe żołnierzyki- trzepaki co robiły za samoloty-gra w kluche - kozła (klasy), palanta w państwa, statki i skuche nożami. Wylewanie lodowiska zimą. Piłka noŻna latem. I jak słyszę tego gościa od księżyca to mi się rzygać .......... . On poprostu jest z innej planety. Zdrówka wszystkim bez wyjątku nawet dla tych co mieli bony i służące i byli bogaci i mieli wszystko i grali w filmach itp itp .
          • mammaja Re: Moje podwórko 11.11.07, 01:37
            Moje podworko bylo zamykane, trzeba bylo brac od dozorczyni "klucz
            od podworka. Dozorczyni cos tam sadzila, miala maly ogrodek i nie
            lubila jak dzieci tam sie bawia. No, ale nie miala wyjscia, tylko ze
            tych dzieci w kamienicy bylo nas zaledwie trzy dziewczynki. A i tak
            gralysmy w klasy i w jakies inne gry. Natomiast prawdziwe zycie
            toczylo sie "pod kamienica", czyli na ulicy, na ktorej stalo wtedy
            raptem piec domow, a samochod to moze dwa razy dziennie przejezdzal.
            Pod kamienice jednak puszczano mnie nie bardzo chetnie, ale
            jezdzilam na hulajnodze po chodniku i bardzo milo to wspominam. Za
            to bliziutko bylo na Blonia i do parku Jordana i tam najczesciej
            chodzilismy sie bawic, jako maluchy. Potem juz wchlonela mnie
            szkola, na ktorej boisku gralismy calymi popoludniami w "walke
            narodow" albo zbijaka. Bylam w tym dobra, silnie walilam pilka.
            Przedluzeniem naszej ulicy ulicy wychodzilo sie nad Wisle, ktorej
            brzeg byl pelen czystego piasku, wydobywanego z dna rzeki. Wspaniale
            bawilo sie w tych stertach pisaku smile
            • maryna04 Re: Moje podwórko - mammajo 12.11.07, 14:58
              Czy Twoje "podworko" nazywalo sie Cichy Kacik i tam sie konczyl
              tramwaj? A czy byla tam ulica Zacisze, czy tez pomylil mi sie ten
              Cichy Kacik z Zaciszem?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja