było ważne, a jest jak nic...

23.01.08, 14:01
Mamy już kawał życia za sobą. Myślę, że każde z nas ma coś, co - gdy
trwało - wydawało się nie do przeżycia. Podzielcie się...
Ile czasu musi upłynąć, by móc powiedzieć jak ks. Twardowski:

Jakie to dziwne
tak bolało, nie chciało się żyć
a teraz takie nieważne
niemądre
jak nic
    • wedrowiec2 Re: było ważne, a jest jak nic... 23.01.08, 18:17
      Dużo było takich spraw, ale czas robi swoje. Teraz wydają się tak
      błahe, że nawet nie warto o nich pisać.
      Zdarzały się noce bez końca spędzone na dyżurze, gdy każda minuta
      wlokła się niemiłosiernie, a jednocześnie czas nieubłaganie uciekał
      i końca pracy nie było widac.
      Czasami była to wielokilometrowa droga w górach. Zmierzch szybko
      nadchodził, do celu było ciągle daleko, a obolałe wysiłkiem mięśnie
      nie były zdolne do dalszego wysiłku.
      I noce, gdy zmęczenie nie pozwalało zasnąć.
      Problemy i zadania ważne, rozciągnięte w czasie na wiele lat. Cel
      jasny, ale sprawiający wrażenie ułudy i bez-celu.
      Mam zdolność odcinania się od wspomnień. Żyję chwilą. Nie chcę
      pamiętać o złych czasach. Obrona psychiki, strach przed
      wspomnieniami?
      Asnyk jasno to opisałwink
      • mma_ramotswe Re: było ważne, a jest jak nic... 23.01.08, 19:06
        wedrowiec2 napisała:

        > Dużo było takich spraw, ale czas robi swoje. Teraz wydają się tak
        > błahe, że nawet nie warto o nich pisać.
        no patrz... a ja takich nie mam. Jeżeli kiedyś mnie bolały, to nei
        potrafię nawet teraz, z perspektywy czasu, ocenić ich jako błahe,
        nic niewarte...


        > Zdarzały się noce bez końca spędzone na dyżurze, gdy każda minuta
        > wlokła się niemiłosiernie, a jednocześnie czas nieubłaganie
        uciekał
        > i końca pracy nie było widac.?
        ale czy to ważne? Czy to naprawdę ważne?



        > Czasami była to wielokilometrowa droga w górach. Zmierzch szybko
        > nadchodził, do celu było ciągle daleko, a obolałe wysiłkiem
        mięśnie
        > nie były zdolne do dalszego wysiłku.
        o, o też znamsmile ale nie zaliczyłabym tego do kategorii spraw, o
        które pytam


        > Mam zdolność odcinania się od wspomnień. Żyję chwilą. Nie chcę
        > pamiętać o złych czasach. Obrona psychiki, strach przed
        > wspomnieniami?
        o, tego, tego własnie najbardziej ludziom zazdroszczę...
        wiecznie oglądam się wstecz. Dobre wspomnienia powodują, że tęsknię;
        złe, że boli. Nigdy nie jestem myślami w chwili obecnej


        > Asnyk jasno to opisałwink
        Trzeba z żywymi?
        Trzeba... wiele rzeczy trzeba, a ja ich nie umiem...
        >
        • jan.kran Re: było ważne, a jest jak nic... 23.01.08, 19:24
          Bardzo pięknie napisałaś Wędrowczesmile

          Ja też bardzo długo oglądałam sie za tym co było i analizowałam gdzie
          popełniłam błędy.
          Ale moi Przyjaciele ciągle i ciągle nade mną pracowali żebym nie popadła w
          czarną dziurę i dawali mi sporo rozsadnych rad i wsparcia.
          Ja sama też sporo wysiłku włozyłam w to zeby umiec się cieszyć z małych
          codziennych rzeczy i doceniać to co osiągnęłam a nie demonizować porazek.
          Dla mnie osobiście wielkim szczęściem było znalezienie pracy którą bardzo lubię
          a do tego stawia mnie psychicznie na nogismile

          Kran
        • wedrowiec2 Re: było ważne, a jest jak nic... 23.01.08, 21:27
          Tak, jest tak, jak napisałam.
          Do teraz pamiętam niektóre dyżury. Opadające powieki, chęć zaśnięcia
          choć na 30 sekund walcząca ze świadomościa, że od moich coraz
          wolniejszych czynności może zależeć ludzkie życie. Paradoksalnie
          pamiętam widok z okna - wchodzące w świetle wschodzącego słońca, o
          piątej nad ranem, kucharki do pracy, pamiętam zapach trawy pokrytej
          rosą, a nie pamiętam pacjenta...
          Dawno, dawno temu żyłam inaczej. Pamiętałam, rozpamiętywałam,
          gryzłam się. Teraz mam większe problemy, większą odpowiedzialność,
          ale już Scarlet O`Hara mówiła "pomyślę o tym jutro".
          Nie jest to cynizm. Gdy czekam w długiej kolejce, nie denerwuje się.
          Po prostu zajmuję się czynnością "czekam w kolejce". Gdy ktoś z
          rodziny zachoruję nie myślę o konsekwencjach, a zajmuje czynnościami
          bieżącymi: opieką po operacji, prawidłowym zywieniem i ubraniem. Nie
          myślę, co będzie za kwartał czy rok.

          Lata trwało, nim do tego doszłam. Pomogło studiowanie filozofii
          Wschodusmile
    • warum Re: było ważne, a jest jak nic... 23.01.08, 18:53
      Mnie sie wydaje,ze nie bylo takich spraw w zyciu, ktore kiedys "wazne" staly sie
      -po czasie- "niewazne".A moze mam tylko dobra, bo wybiorcza pamiec?smile
      • alfredka1 Re: było ważne, a jest jak nic... 23.01.08, 19:55
        Zdaje się, że każda z piszących tu osób inaczej rozumie "sprawy
        ważne", a założycielkę tego wątku prawdopodobnie dotknęło cos
        wyjątkowo osobistego, może strata kogoś bliskiego, może zdrada przez
        jedyną osobę która dla niej była wszystkim, może odrzucenie przez
        tych na których liczyła. Są to tragedie i chociaż "stępiają się" z
        czasem pozostają w nas na zawsze ale juz tak nie bolą. Zadajemy
        sobie tylko pytanie - jak ja to przeżyłam???
        mma, pisz dalej, to też jest forma terapii, a wiem co piszę bom
        najstarsza na tym forum i zycie nieżle dało mi w kość , pozdrawiamsmile)
        • mammaja Re: było ważne, a jest jak nic... 23.01.08, 20:33
          Ja juz sie wypowiedzialam na sasiednim forum i nie chce wracac do
          tego - bo wlasnie co bolalo to boli, nawet po wielu latach....
        • popaye Re: było ważne, a jest jak nic... 23.01.08, 21:04
          moze?, gdyby?, akurat wtedy kiedy moglem(am) wygrac - nie wypelnilem
          kuponu LOTT-o smile

          Podzielam zdanie Wedrowca bo z wiekiem, wszystko co wydawalo sie
          kiedys "wazne" - mocno sie relatywizuje.
          Mlodziencze milosci, "jedyne w zyciu" niepowtarzalne okazje
          - wszystko: dawno i zwiazane z okolicznosciasmi ktorych po latach
          i tak ze szczegolami nie pamietamy.
          Bylo wazne, moze nawet "bardzo" ale dzisiaj, po latach, mamy inna
          hierarchie waznosci spraw oparta m.in. o doswiadczenie przezytych
          lat.
          Ja, pewnie podobnie jak Wy, z wiekiem nabieram dystansu do
          wiekszosci spraw i okolicznosci.
          Dopiero teraz umiem docenic madrosc ludowego powiedzenia "nic
          pozniej nie jest tak gorace jak w trakcie gotowania"
          i slusznosc recepty: " odczekaj - wypij filizanke herbaty"
          - obydwa (nieudolnie) przetlumaczone z jez.niemieckiego. smile

          Autora(ke) watku oczywiscie serdecznie pozdrawiam,-
          pE
          • mma_ramotswe popaye 24.01.08, 14:09
            Wiesz, i u mnie przecież czas mija i wieku mi przybywa. Najwyraźniej
            jednak tylko mi lat przybywa, a mądrości nie. Bo chyba jest
            mądrością życiową to, że należy cieszyć się daną chwilą.
            Ale jak się cieszyć, jak to cholerstwo tak strasznie boli?
        • mma_ramotswe Re: było ważne, a jest jak nic... 24.01.08, 14:16
          alfredka1 napisała:

          > Zdaje się, że każda z piszących tu osób inaczej rozumie "sprawy
          > ważne",
          Tak, myślę, że to zapewne należałoby doprecyzować. Tylko w sumie: po
          co? Każdy niech sobie mówi, o czym chce - własnie po to zakładam
          wątek - co byśmy sobie pogadali.
          Na studiach byłą ważna dla mnie pewna sprawa związana z pracą
          magisterską. No i rzeczywiście była ważna, nie byle co, bo od tego w
          pewnym sensie zależała moja przyszłość, a już na pewno zawód. Ale
          wspomnienie tej sparwy nie boli, jest już zamknięte, nie czuję żalu
          itp. I takie sprawy można jakoś pozamykać. Nie mówię, że pławię się
          w rozkoszy wspominając to, ale da się żyć z tym i to bez większego
          problemu. Było, minęło.
          Natomiast masz intuicję...

          a założycielkę tego wątku prawdopodobnie dotknęło cos
          > wyjątkowo osobistego, może strata kogoś bliskiego, może zdrada
          przez
          > jedyną osobę która dla niej była wszystkim, może odrzucenie przez
          > tych na których liczyła. Są to tragedie i chociaż "stępiają się" z
          > czasem pozostają w nas na zawsze ale juz tak nie bolą.
          Otóż to... Pewnie dla jednych po tygodniu, dla innych po miesiącu,
          dla innych po roku...U mnie na razie końca nie widaćsad

          Zadajemy
          > sobie tylko pytanie - jak ja to przeżyłam???
          Zadaję inne: jak ja to przeżyję?

          > mma, pisz dalej, to też jest forma terapii, a wiem co piszę bom
          > najstarsza na tym forum i zycie nieżle dało mi w kość ,
          pozdrawiamsmile)
          Mam w dupie terapie, doprowadzają mnie do szału.
          Ale pisanie... czemu nie...

          A ja najstarsza na pewno tutaj nei jestemsmile Czy to powód do radości?
          • mma_ramotswe alfredka 24.01.08, 14:19
            powyższe do Ciebie
          • alfredka1 Re: było ważne, a jest jak nic... 24.01.08, 14:42
            Mma, dostalo mi się troszeczkę ....
            to dobry objaw, że chcesz pisać, walczyć ze swoim smutkiem i masz
            dośc sił by się buntować.A terapia to nie tylko odkrywanie
            swego "ja" na leżance u terapeuty, jest dużo sposobów by sobie
            dopomóc, chyba że jest jeszcze za wcześnie albo rzeczywiście
            wszystko masz gdzieś...
            Chciałabyś może napisać o tym co Cię dotknęło? niektórych nas na tym
            forum spotkało straszne nieszczęscie / dwie osoby straciły Dzieci/ i
            nie są żadnym rodzajem wybranym - żyją, a przynajmniej starają się
            żyć tym co ich otacza, pomagają innym i z tego co wiem pozwala im to
            zagłuszyć ten ból.
            Piszesz "jak ja to przeżyje" - przeżyjesz , co nie znaczy , że
            zapomnisz, ślady zostaną .
            A ja gdybym nie była najstarsza, to chyba troszeczkę bym się
            cieszyła smile))
            • mma_ramotswe Re: było ważne, a jest jak nic... 24.01.08, 14:59
              alfredka1 napisała:

              > Mma, dostalo mi się troszeczkę ....
              Przeprasazm, zupełnie nie miałam takiego zamiaru
              wybacz


              > to dobry objaw, że chcesz pisać, walczyć ze swoim smutkiem i
              masz
              > dośc sił by się buntować.
              Wcale nie chcę walczyć. Przeciwnie: siadłabym sobie w kącie i
              płakała, albo najlepiej w ogóle zeszła z tego świata. Ale jest coś
              takiego jak poczucie obowiązku. No i co moje 4 rozrabiaki winne?
              Należy im się szczęśliwe dzieciństwo. Nie, wcale nie chcę walczyć ze
              smutkiem i z bólem. Nie mam na to siły

              A terapia to nie tylko odkrywanie
              > swego "ja" na leżance u terapeuty, jest dużo sposobów by sobie
              > dopomóc, chyba że jest jeszcze za wcześnie albo rzeczywiście
              > wszystko masz gdzieś...
              Wydaje mi się, że właśnie próbowałam już robić wszystko, by sobie
              pomóc. Ale może za wcześnie?


              > Chciałabyś może napisać o tym co Cię dotknęło?
              nie, nie da rady

              niektórych nas na tym
              > forum spotkało straszne nieszczęscie / dwie osoby straciły Dzieci/
              i
              > nie są żadnym rodzajem wybranym - żyją, a przynajmniej starają się
              > żyć tym co ich otacza, pomagają innym i z tego co wiem pozwala im
              to
              > zagłuszyć ten ból.
              Powiem tak: nie wiem, czy jest na świecie większa tragedia niż
              utrata dziecka. Jak te dzielne osoby żyją...


              > Piszesz "jak ja to przeżyje" - przeżyjesz , co nie znaczy , że
              > zapomnisz, ślady zostaną .
              człowiek by czasem nawet chciał nie przeżyć. Ale nic z tego. Trzeba
              chodzić z tym poharatanym sercem

              > A ja gdybym nie była najstarsza, to chyba troszeczkę bym się
              > cieszyła smile))
              no to ja się cieszęsmile Powiem bez szczegółów: jeszcze niedawno nie
              zapukałabym na to forum...
      • gaja_1 Re: było ważne, a jest jak nic... 23.01.08, 21:12
        Czytając Wasze wpisy dochodzę do wniosku, że ze mnie bezduszne monstrum.
        Dla mnie ważne jest to co dzieje się tu i teraz.
        Jak mija, ląduje na półkę "przeszłość" i nie ma bólu i rozdrapywania.
        Wszystko potrafię sobie wytłumaczyć a w zasadzie do niczego nie przywiązuję
        zbytniej wagi.
        Przeżyłam zdrady, zgony najbliższych, pożegnania,
        ale wszystko zostało za mną i nie wracam do tego.
        Mam tak jak Warum.
        Nawet jak przeszłość zapuka to ta najwspanialszasmile))
        • koniczynka777 Re: było ważne, a jest jak nic... 24.01.08, 13:03
          a u mnie nadlugo zostaje bol,choc zakopany gleboko to jednak jest i
          zcasem sie odzywa..bolesnie.
          • mma_ramotswe koniczynka 24.01.08, 14:05
            ja mam wrażenie, że u mnie ból zostaje nie tylko na długo, ale i na
            zawszesad
        • mma_ramotswe gaja 24.01.08, 14:06
          zazdroszczę, zazdroszczę, zazdroszczę!!!
          Ale tego chyba nie można wyćwiczyć, to już chyba kwestia charakteru,
          co?
          • koniczynka777 Re: gaja 24.01.08, 14:10
            Wycwiczyc?Ale po co?
            mysle ze zycie byloby latwiejsze gdyby ten bol mozna wyrzucic raz na
            zawsze i od razu.
            • mma_ramotswe Re: gaja 24.01.08, 14:22
              tak, ale chodzi mi o to, że niektóre osoby radzą sobie z pewnymi
              rzeczami lepiej, a inne gorzej. No jest tak? Na przykład jedna moja
              koleżanka 5 lat po śmierci matki często płacze z żalu, nie potrafi
              sobie znaleźć miejsca. A inna - zaraz po śmierci matki uznała,
              że "jej już jest lepiej" (matka ciężko chorowała, więc po śmierci
              może jej być tylko lepiej), pewnie, że wesoło bez niej nie jest, ale
              trzeba żyć dalej, cieszyć się tym co się ma, a życie przyniesie
              kolejne niespodzianki.
              Pytam, czy można tę drugą postawę sobie jakoś wyćwiczyć?
              • koniczynka777 Re: gaja 24.01.08, 14:49
                Mysle ze mozna zmieniajac nastawienie do zycia
                • mma_ramotswe Re: gaja 24.01.08, 14:59
                  naprawdę myślisz, że można?
                  Ale jak konkretnie?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja