Mam 41, szukam pracy i kicha...

10.07.08, 16:34
nie chcę narzekać (nigdy tego nie robię), ale wszystko na to wskazuje, że
ludzie w naszym wieku to "za starzy by mieć pracę, a zbyt młodzi na cmentarz".
Coś w tym jest. Około 20-30 aplikacji wysyłanych w miesiącu i zero odpowiedzi.
Czy też tak macie (to pytanie do ludzi bez pracy)?
Jak zaradzić?
Jakby co, jestem z Krakowa.
    • stokrootka40 Re: Mam 41, szukam pracy i kicha... 10.07.08, 20:24
      Mam tyle lat, co Ty. Też wysyłam CV i też NIC. A przecież tyle jeszcze nam
      zostało do emerytury....
      • neilos Re: Mam 41, szukam pracy i kicha... 10.07.08, 20:38
        Przecież teraz szukają ludzi do pracy, dziwne.
        W mojej firmie przyjmuje się średnio 20 osób miesięcznie.
        Ja mogę przebierać, jestem od was starsza, ale całe życie się uczyłam,
        inwestowałam w siebie mimo tego,że trudno było.
        Trzy lata temu znałam parę słów po angielsku, teraz mówię swobodnie.
        Może to jest sposób na pracę?
        • wedrowiec2 Re: Mam 41, szukam pracy i kicha... 10.07.08, 21:38
          Neilos, masz rację. Niedawno w jednym z działów mojej pracy
          poszukiwano sekretarki (zastępstwo na czas urlopu macierzyńskiego).
          Zgłosiło się ponad dwadzieścia osób. Wszystkie znały języki obce. Z
          innego działu zwolniono sekretarkę. Powód - brak znajomosci języka
          angielskiego i obsługi komputera.
          Od września przyjmuję do pracy (teżwink) sekretarkę. Nawet nie
          ogłaszałam tego publicznie. Wystarczyło zapytać się innej, bardzo
          operatywnej, by znalazła chętną osobę (trzy języki obce, perfekt
          obsługa komputera, studia wyższe, mnóstwo różnych kursów i szkoleń).
          Pani ma 43 lata. Obie cieszymy się z przyszłej współpracy. Szukam
          jeszcze dwóch osób. Jedna na stanowisko pracownika fizycznego do
          prac wszelakich, druga na trochę wyższe. Już wiem, ze z ofert
          wybiorę te osoby, które są po czterdzieste. I nie jest to strach
          przed ciążą, zwolnieniami itd. Od roku zatrudniam dwie
          dwudziestoparolatki - jedna przyszła do pracy będąc w ciąży, o czym
          lojalnie mnie poinformowała. Pracują, bo mają świetne kwalifikacje.
          Rozpisałam się niezbyt na temat, ale ostatnio sporo czasu spędzam w
          kadrachwink
          Powodzenia w szukaniu pracysmile
          • popaye Re: szukam pracy i .... 10.07.08, 22:52
            7676omada napisała:

            "... cos w tytm jest"

            Ano co?
            U Ciebie Wedrowcze znalazla pewna(!) prace dziewczyna w ciazy(!),
            zdecydowanie poszukujesz (jeszcze!) do zatrudnienia
            Osoby "czterdziestoletnie" (zrownowazeni, pewni, o sprawdzonych
            praktycznie umiejetnosciach) - wiec praca JEST!.
            Dlaczego dla jednym sie "udaje" a innym - nie?.

            Moze jestesmy tak zaprogramowani (nasze ego) na "obowiazkowa" kariere
            ze nie zauwazamy faktow iz pracy (zajecia umozliwiajacego znosna
            egzystencje) jest, realnie - duzo!
            Moze wyksztalcamy widoczne dla ew.pracodawcow cechy, lub wysylamy
            (nieswiadomie) sygnaly ktore decyduja o tym, ze w tym konkursie
            porownywalnych kwalifikacji i walorow, prace dostaje pozornie
            "najslabsze ogniwo" w tym wyscigu szczurow - dziewczyna ciezarna
            (ze wszelkimi konsekwencjami dla pracodawcy tej decyzji)?.

            Nie ma nic z sytuacja, czy nie daj Bog - krytyka lub
            bagatelizowaniem problemu Zalozyciela watku!.
            Ale tak jest! - realnie.

            Przez cale moje (zawodowe) zycie,- 1 (jeden!) dzien bylem bezrobotny
            i to wylacznie ze wzgedow formalnych (pomine nieistotne teraz
            szczegoly) i czego bym pewnie w innych warunkach nie bral serio
            - podalem sie procedurze "rejestracji" w... Urzedzie Zatrudnienia.
            Gdy bym nie mial "z czego zyc" albo wogole dopuszcal swiadomosc
            mojej trudnej zyciowej sytuacji - bylbym w panice smile.
            Gorzej, wszak byc nie moglo! - zostalem na "lodzie" bez stalych
            dochodow a ew. zajecia szukac mnie miala Instytucja po ktorej
            wszystkiego moglem sie spodziewac ale nie tego ze kiedykolwiek
            znajdzie dla mnie prace! smile.
            W tej sytuacji, doszedlem do wniosku iz jedynym rozsadnym
            rozwiazaniem bedzie zachowywac sie tak jak zawsze to robilem (i
            dalej robie!) - jak jest mnie "zle" albo mam (wieksze) zyciowe
            problemy - wyjazd na Mazury czyni CUDA!.
            Najlepiej na co najmniej miesiac! (szesc tygodni - jeszcze
            lepiej!)smile)

            Tu gdzie mieszkam rowniez bezrobotny ma prawo do... urlopu !.

            W moim przypadku mialem pecha sad
            Zanim wyjechalem nastepnego dnia, o godz 8°° rano (!!!!)
            zadzwonil ... moj przyszly pracodawca z oferta wizyty w Jego firmie
            i propozycja ew. podjecia w niej pracy.
            No taaak - odpowiedzialem Jemu - ciesze sie bardzo (wrrr....) ale ja
            mam URLOP i jedna noga jestem juz w samochodzie!.
            "Nic nie szkodzi! (he, he) - kiedy Pan wraca? - yyyyyyy !

            W dniu mojego powrotu (po miesiacu!) w chwili gdy wnosilem torby
            podrozne z auta do domu - dzwonil telefon: " czy my przypadkiem nie
            bylismy na dzisiaj(!) UMOWIENI w sprawie panskiej ew. pracy w naszej
            firmie?) - eeeeeee! smile)

            "Na odp...." umowilem sie na nastepny dzien.
            W przyszlym tygodniu minie 18-cie lat mojej pracy w (tej) Firmiesmile.
            Od poczatku nie traktowalem tego zajecia "na serio" bo na "dzien
            dobry" polecono mnie dopiecie dokumentacji jakiegos przedsiewziecia
            co "na polski" przekladajac rownalo sie wykonaniu ok. 200 rysunkow
            technicznych (w jednym z pierwszych AutoCad-ow, jeszcze na DOS-ie!)
            a mnie "kariera" kreslarza to sie specjalnie nie "snila" bo
            (wydawalo mnie sie), ze kreslarzem, czy zamiatac "podworko"
            - zawsze bede mogl (szczegolnie jak mnie bieda zajrzy w oczy!).
            Nawet nie pojalem, ze (wtedy) dla mojego Pracodawcy bylem jak
            obecna p.Sekretarka w..."ciazy" smile

            Pewnie innym konkurentom do pracy w tej firmie, takiej roboty (na
            poczatek) sie robic nie chcialo, albo mieli wieksze "ambicje"
            - co dobitnie (natychmiast) "wylozyli" pracodawcy smile).

            Wedrowcze, jak sie nikt do Ciebie nie zglosi - za kilka lat bede
            emerytem!smile
            Nie trac nadzieji - ja tylko (jeszcze!): kilka razy na Mazury
            - pojade i bede "do dyspozycji" smile))

            pozdrawiam,-

            ps. "jezyki" (lepiej/gorzej) - znam i kwalifikacje na takiego
            "podaj, przynies, pozamiataj" - wystarcza (chyba!) smile
            • warum Re: szukam pracy i .... 11.07.08, 07:32
              Ja tez jestem przekonana,ze praca JEST. Tylko nie zawsze taka, jakiej pragniemy.
              A intytucje, ktore z istoty mialy sluzyc koordynowaniu poszukujacych z
              poszukiwanymi- sa tylko stala baza danych,bo nie chce uzyc okreslenia-
              "martwa"... Jak ktos musi zmienic prace- bo go np. "redukuja" /sic!/, to musi
              szukac sam- nowej pracy,albo zyc z oszczednosci, jak w przypadku Popaye.
              Niestety, obawiam,sie,ze jeszcze dluuugo w PL nie bedzie takiej sytuacji jaka
              opisal w swoim przypadku/ absolutnie normalnej i wg. wlasciwej/ -bo, nasze
              przepisy sa "gietkie", a tzw "moralnosc"pracodawcy prywatnego/ nie lubie Sarko,
              ale wczoraj sie popisal celnym strzalem wobec LKsmileuzywajc tego sformulowania/-
              bo.... ci co znja perfekt jezyki, najczesciej juz gdzies pracuja, ci co potrfai
              cos zrobic samodzielnie- pracuja prywatnie, a ci, ktorzy maja potencjal i wiele
              mogliby zrobic,po przyuczeniu... sa za starzy, i za drodzy dla potencjalnego
              pracodawcy, ktoremu taniej wziac zielonego szczawika.
              PS. co do zatrudniania kobiet ciazy,- powiem tak: jestem absolutnie za- gdy sie
              nie musi oplacac - 2 osob- tj pani, ktora korzysta z przywileju-zwolnienia
              lekarskiego i jej nastepcy, ktory wykonuje jej prace- z wlasnej kieszeni. Ale
              oczywiscie sa i takie przypadki,ze nie ma komplikacji i pani w ciazy do porodu
              'zarabia" pracodwacy wystarczajaco duze pieniadze/ ze wilk syty i owca cala/.
              Poniewaz ciaza po 40-te to wypadek przy pracy, a nie regula, uwazm,zeten watek
              mozna wykluczyc z dalszych rozwazan jak znalezc prace.... w wieku srednim.
              U nas w biurach kadr pracuja ludzie zaraz po studiach, to oni odsiewaja
              wszystkich dinozaurow, ktorych cv nie zawiera stanowisk co najmniej
              v-prezosowych, bo... dla tych ludzi, 40+ to epoka komuny, niereformowlne zabytki
              , ze skostnialym umyslem. Niestety, to smutna prawda; madra teoria sobie , a
              praktyka sobiesad
              Wysylanie cv emailem- jest najtanszym i najmniej "meczacym' sposobem szukania
              pracy, ale prawdopodobienstwo w PL,ze ktos przecietny- z tamtego stulecia
              dostanie odpowiedz, a juz daj boze zaproszenie na rozmowe jest malenkie.
              No.... i pozostaje zyc za "oszczednosci", o ile sie tyle zarabialo w poprzedniej
              pracy,ze tych oszczednosci na troche wystarczy.... albo ma malzonka, ktory nas
              utrzyma. Moral z tego- trzeba samemu aktywnie szukac i nie tracic nadzieji.
              Ja tez chce zmienic prace, wiec prosze nie traktowac mojego wpisu za madrzenie.
              Mam 48 lat, i jestem kobieta.A to juz powazne obciazenie dla potencjalnego
              pracodwacy.
              • popaye Re: szukam pracy i .... 11.07.08, 16:17
                Troche nie fairw stos. do Zalozyciela watku, bo dla nas to problem
                (mimo wszystko) natury teoretycznej - On(a) dotkniet(a) jest
                tym praktycznie.
                Tylko, ze tradycja tego forum jest iz kazdy sygnalizowany
                i personalizowany wpisem problem - szybciutko skreca "w krzaki"
                - wiec czemu mamy robic odstepstwa tym razem? smile)

                Jestem starszy od Ciebie mila Kolezanko Warum (o "dobre" 10 lat) wiec
                ja (juz) niczego nie szukam!, ja chce "dotrwac" by... krew mnie
                (na finiszu) nie zalala i bym osiagnal emerytalna mete smile

                Mimo niewielkiego prawdopodobienstwa, ze zostane postawiony w
                sytuacji Autora(ki) watku, zawsze (minimalne) ryzyko istnieje
                - np.: totala plajta Firmy i to tak, ze wszelkie prawne
                zabezpieczenia starszych wiekiem pracownikow z dlugim okresem
                zatrudnienia (w tej firmie), z braku wystarczajacej "masy
                upadlosciowej" - wezma w "leb".

                Juz cos takiego przezylem u poprzedniego pracodawcy gdzie nawet
                nie bylo srodkow na pokrycie naleznosci za zalegle (nieraz
                wielomiesieczne, jak u mnie) pobory! sad
                To byl rowniez powod dla ktorego zglosilem sie do Urzedu Zatrudnienia
                bo "sila przetargowa" Urzedu (panstwowego!) w pertraktacjach
                z Syndykiem (masy upadlosciowej) jest nieporownywalnie wieksza
                niz poszkodowanej jednostki (przynajmniej w warunkach Kraju w
                ktorym mieszkam).
                Nasluchalem sie tez "obiegowych bajek" o... nieporadnosci
                specjalistow z Urzedu majacych za zadanie "pomoc" w uzyskaniu
                nowej pracy (odpowiedniej wyksztalceniu i ambicjom!) - takiego
                "poszkodowanego" smile
                Na wlasnym przykladzie (opisamyn poprzednio), wiem ze sie mylilem!.
                To sa "fachury" i w moim przypadku, do pierwszej (opisanej),
                konkretnej propozycji, trwalo kilka... godzin.
                Gdybym nie doszedl z tym ew.pracodawca do wzajemnego porozumienia
                - zapewne otrzymal bym i inne propozycje.
                Ale fakt iz bylo to bardzo dawno temu i dzisiaj, oraz w innym Kraju
                nie musi to byc zadna "norma".

                Na polskie (obecne) warunki mam wyrobiony poglad z doswiadczen
                naszych dzieci (corki i Jej meza) ktorzy "zaczynali" (kariere
                zawodowa) krotko po zmianach "polskiej transformacji"
                i z "najgorszego" (bo najbardziej agresywnego konkurencja) terenu
                Warszawy.

                Z tych doswiadczen: mylisz sie Mila Warum, bo wsrod nastawionych na
                kariere "mlodych gniewnych wilkow" to... juz sie nie zachodzi w
                ciaze "mlodo" (zaraz po studiach czy zawiazaniu
                partnerstwa/malzenstwa)!.
                Teraz sie "podgryza (inne!) szczury(rzyce), "mosci gniazdo"
                i wtedy: macierzynstwo, jezeli "wogole"! ).
                Ale (najczesciej) krociotko i natychmiast, czyt: miesiac/dwa po
                rozwiazaniu - WRACA sie do pracy!.
                Najlepiej wogole nie zrywac (koniecznych), codziennych "kontaktow"
                (nawet telefonicznych) z Firma! smile.

                Za 1/4 poborow sredniej (ale dobrze "karierujacej")
                mlodej/gniewnej "szczurzycy" masz calodzienna, profesjonalna opieke
                nad dzieckem! - przynajmniej w znanym mnie srodowisku reklamy
                i radcow prawnych smile
                Znam (z doswiadczen ziecia) przypadek Jego szefowej marketingu
                ktora tak (dlugo i wytrwale) "przygotowywala" na okres Jej pologu
                wieloosobowy Zespol fachowcow, ze po trzech dniach Jej (wreszcie!)
                nieobecnosci - okazalo sie iz NIC bez Niej nie da rady
                zalatwic! smile).
                Wrocila do pracy - szybciutko!, ale po tych doswiadczeniach,
                maja tylko jedno "pragnienie" aby nie chciala miec (wiecej)
                dzieci! smile
                Jak pomyslec, ze zaczynali (przed ca:15 laty) jako (jeszcze) studenci
                i ledwo/absolwenci, wszyscy w dziurawych jeansach (doslownie!)
                bo.... kasy nie mieli nawet na wypad do najtanszej knajpy "na piwo"!
                - tylko podziwiac jakich "talentow" sie w karierze zawodowej -
                nabywa smile).

                Na ten "pociag" to juz sie mila Kolezanko Warum nie zabierzemy!.
                Tam nawet dla rozpoczynajacych prace mlodych i gotowych na wszelkie
                ustepstwa, w tym prace "bez zegarka i za pol-darmo" - sa tylko
                miejsca "stojace" smile)

                W czasach gdy kandydatka "na Sekretarke" wlada (perfect!) 3-ma
                jezykami, ma obowiazkowo skonczone studia (prawnicze - najczesciej)
                a obsluge Office (tego Microsoftu) maja wszystkie (kandydatki) w
                malym "paluszku" - pozostalo nam (40++) ... powspominac jak bylo
                dobrze w czasach "bledow i wypaczen" smile)

                Co bym zrobil "gdyby"?

                Podejme "kazda" prace ktora zapewni mnie znosna egzystencje!.
                Bez szczegolnego wybrzydzania i wzgledow na (wlasne) ambicje
                i oczekiwania.

                Przed kilku dniami odbylem (30 min.!) rozmowe z moim jr.Szefem
                w/s ew.podwyzki z argumentem projektu prawie gotowego patentu
                (dla Firmy - oczywiscie!).
                He, he! - "guzik" nie podwyzka! - 800 € "jednorazowej gratyfikacji"
                (na sprzecie i w czasie pracy w Firmie przeciez to robilem!) smile
                Przy "okazji" dowiedzialem sie iz: dobre (znosne dla firmy)
                teoretyczne przygotowanie pracownika to jest DOKTORAT (w zawodzie!).
                Wyszedlem zadowolony, ze mnie jeszcze nie wypomnial "nagiego"
                dyplomu na "wieczorowych" Studiach robionego smile))
                Eeeeh...
                Czasy nastaly - nie ma co! smile)
Pełna wersja