Dodaj do ulubionych

Golizna na ulicy

31.05.18, 06:54
kobieta.gazeta.pl/kobieta/7,107881,20393332,miejski-krajobraz-w-upale-oblesne-klaty-piwne-bebzony-i.html#BoxLSImg
Tekst o goliźnie i nieodpowiednich strojach wydostających się poza plaże wakacyjną porą oraz wprowadzaniu przez kolejne miasta akcji edukacyjnych a nawet zakazów. W niektórych miejscowościach w Hiszpanii kary za wyjście w bikini na ulicę sięgają nawet 3 tys.zł, po przeliczeniu rzecz jasna. U nas "dość półnagich turystów z "piwnymi bebzonami i obleśnymi klatami" mają w Sopocie mieszkańcy, sklepikarze i restauratorzy. Gołych brzuchów, kusych kąpielówek i spieczonych piersi." Według Was słuszne są te zakazy? Powinno to być odgórnie regulowane? Czy rady miast i zarządy mają prawo ustalać cudzy ubiór? Może wystarczy - jak radzą niektórzy - odwrócić wzrok, jeśli komuś widok nie odpowiada?
Obserwuj wątek
    • panna.ze.dworku Re: Golizna na ulicy 31.05.18, 09:46
      Czy powinno to być odgórnie regulowane? Nie, nie powinno. Każdy zdrowy na umyśle człowiek powinien SAM wiedzieć, że z gołą klata (niezależnie od urody tejże!) się po ulicach nie łazi! Że bikini, niezależnie od marki i od urody biustu nie jest właściwym odzieniem na wyjście do sklepu czy gdziekolwiek poza plażę. Miałam nieszczęście czas jakiś pracować w sklepie nieodległym od plaży (ale nie leżącym tuż przy czy na trasie w stronę plaży! To co prezentowali sobą ludzie, zwłaszcza wieczorem, ewidentnie po plażowaniu - budziło po prostu mdłości: spoceni, spieczeni no i, oczywiście, prawie nago. W sumie skoro za "ok" uznajemy strój z trzech trójkącików o boku circa 5 cm i sznureczków - to po co w ogóle udajemy że coś zakładamy? Wszak taka panna może równie dobrze spacerować z gołym biustem, różnica tych zakrytych 10 cm nie robi kwestii... uncertain
      Są pewne zasady stroju, które powinny być po prostu przestrzegane i już. W teatrze nie pojawiamy się w obrzęchanych dżinsach i t-shircie (wiem, dla coraz większej części społeczeństwa wywoła to "Aaaale o cooo choziiii?"? Do rozegrania meczu tenisowego nie ubieramy się w suknie balowe. Na wycieczkę po górach, albo na żagle - nie zakładamy szpilek, choćby od Louboutina. A "na miasto" nie wychodzimy bez ubrania. Kostium kąpielowy to NIE JEST ubranie codzienne, a strój wyłącznie (jak nazwa wskazuje) do kąpieli. Jest ok na plaży, basenie. I tylko tam. Idąc na/z plaży - należy coś na siebie narzucić, może być lekka sukienka, przewiewne poncho... Panowie koszulkę, no, cokolwiek. Ale ja zapewne jestem w mniejszości, bo (z obserwacji) wiele osób kompletnie nie rozumie, że to jest paskudne, niezależnie od urody odsłanianego ciała. Bo tak, dokładnie tak samo mnie mierzi odsłonięty bebzon piwny jak odsłonięta klata kulturysty i bicepsy wypracowane godzinami na siłce. Tak samo obrzydliwe są wystawione na widok publiczny spieczone "powisające" piersi sześćdziesięciolatki jak jędrne "jabłuszka" dwudziestki. No, ale to moje zdanie...
    • positronium Re: Golizna na ulicy 31.05.18, 10:06
      Czytałam wczoraj ten tekst i naszło mnie podejrzenie, że część problemu bierze się z kultury. W PRL jak wiadomo biegano latem w bieliźnie, bo nie było dostępu do takiej ilości specjalistycznego odzienia, jak teraz. Wtedy jeszcze trochę wstydu zostawało w głowie przez konotację "bielizna - intymność"; ale niewiele tego wstydu był, bo pamiętam panie opalające się bez żenady w Poznaniu tuż za pomnikiem Mickiewicza. big_grin

      Może ten brak świadomości częściowo bierze się z tego, że u nas na plażach nie ma budek do przebierania się? To, plus propaganda "twoje ciało jest piękne" sprawia, że wiele osób bezkrytycznie uznaje swoją wygodę za jedyny wyznacznik tego, co im wypada.
      Niestety...
      • znana.jako.ggigus Re: Golizna na ulicy 31.05.18, 10:44
        Nie pamiętam, żeby mi brakowało ubrań w PRL-u. Było je ciężko dostać, to fakt ( i nawet chciałam napisać w wątku o ponadczosowości i o trwałości ubrań - miałam dwie półki w szafie, siostra też i żadna z nas nie narzekała, że nie ma w co sie ubrać. Te ubrania były trwalsze. Kto dziś się mieści w dwóch półkach? ).
        Wg mnie opalanie się w bieliźnie wówczas nie wynikało z braku opalacza, jak się wówczas mówiło. Miałam jako dziecko jeden, kto ma teraz jeden opalacz? Nieliczne. Po prostu był taki klimat, przyzwolenie, ale tak pokątnie - gdzieś tam na odludnej łące, na dachu. Sama pamiętam parę takich miejsc w parku, gdzie po pracy się panie kładły.. Na plaży wszyscy byli w kostiumach, pardon opalaczach i kąpielówkach.

        positronium napisała:

        W PRL jak wiadomo biegano latem w bieliźnie, bo nie było dostępu
        > do takiej ilości specjalistycznego odzienia jak teraz.
        >
        >
        • zmija_w_niebieskim Re: Golizna na ulicy 31.05.18, 11:01
          @Giggus
          Dzięki za przypomnienie fajnego słowa opalacz - zupełnie o nim zapomniałam. Co prawda, w moich stronach mówiło się na to opalacze - w liczbie mnogiej, bo zwykle były to stroje dwuczęściowe.

          A teraz Cię zaskoczę, bo pytasz, kto ma dzisiaj tylko jeden opalacz - ja nie posiadam ani jednego! Mam jeden jednocześciowy strój kąpielowy, ale on jest do pływania w basenie, na pływalni, więc raczej opalaczem nazwać go nie można. Mieszkam w północnej Anglii, więc na plażę chodzę tylko pospacerować, czasami pobrodzić w wodzie do kolan, kiedy jest bardzo ciepło, ale wtedy mam na sobie spodenki i podkoszulek.
          • znana.jako.ggigus Re: Golizna na ulicy 31.05.18, 11:09
            Nieliczni, jak pisałam. Opalacz/opalacze to jedno czy dwuczęściowy strój kąpielowy, bikini, a także formy bikini różne (też są różne formy bikini, serio!).
            Niebieski opalacz, jednoczęściowy strój, miała moja ciotka np.
            A teraz zalew form. No ale wszystko ma swoje wady i zalety.


            zmija_w_niebieskim napisała:
            >
            > A teraz Cię zaskoczę, bo pytasz, kto ma dzisiaj tylko jeden opalacz - ja nie po
            > siadam ani jednego!
            • panna.ze.dworku Re: Golizna na ulicy 31.05.18, 11:24
              Śmieszne jakie znaczenie dla słów ma "uzus"... Dla mnie "od zawsze" opalacz i strój kąpielowy - to dwa całkiem różne elementy garderoby. Tak, w czasach PRLu tez tak było! Stój kąpielowy ma być do pływania, więc z założenia musi nie krępować ruchów, musi gwarantować, że się nigdzie nie "omsknie" i nic z niego nie wypłynie nie w porę. Tkanina z której jest uszyty musi być w miarę szybko schnąca, "oddychająca". Najlepiej by był elastyczny i jak dla mnie - jednoczęściowy. Opalacz zaś, jak sama nazwa wskazuje służy nie do kąpieli czy pływania - a do zażywania słońca. Więc może być mniej "stabilny" od "kąpielowca", za to powinien więcej odsłaniać, by większy obszar skóry wystawić na słońce. Może być dwuczęściowy, albo mocniej powycinany tu i ówdzie. Nie ma znaczenia czas schnięcia, mniejsze znaczenie ma materiał - jako że i tak strój więcej odsłania niż zakrywa.
              • znana.jako.ggigus Re: Golizna na ulicy 31.05.18, 11:32
                Słwonik definiuje
                opalacz «jedno- lub dwuczęściowy damski kostium plażowy»

                ale możesz przecież używać tego słowa, jak chcesz.
                Z tego co pamięta,m nigdy nawet w czasach zgrzebnego PRLu, ani tym bardziej teraz tak szczegółowych rozróżnień w materiale nie ma. W kroju rzecz jasna są.
                W obydwu strojach można się kąpać, w obydwu opalać.

                panna.ze.dworku napisała:

                Dla mnie "od zawsze" opalacz i strój kąpielowy - to dwa całkiem różne elementy garderoby. Tak, w czasach PRLu tez tak było! Stój kąpielowy ma być do pływania, więc z założenia musi nie kręp
                > ować ruchów, musi gwarantować, że się nigdzie nie "omsknie" i nic z niego nie w
                > ypłynie nie w porę. Tkanina z której jest uszyty musi być w miarę szybko schnąc
                > a, "oddychająca". Najlepiej by był elastyczny i jak dla mnie - jednoczęściowy.
                > Opalacz zaś, jak sama nazwa wskazuje służy nie do kąpieli czy pływania - a do z
                > ażywania słońca. Więc może być mniej "stabilny" od "kąpielowca", za to powinien
                > więcej odsłaniać, by większy obszar skóry wystawić na słońce. Może być dwuczęś
                > ciowy, albo mocniej powycinany tu i ówdzie. Nie ma znaczenia czas schnięcia, mn
                > iejsze znaczenie ma materiał - jako że i tak strój więcej odsłania niż zakrywa.
                >
                • positronium Re: Golizna na ulicy 31.05.18, 11:36
                  Strój plażowy, a nie kąpielowy. O tym przecież pisała Panna.

                  Nie twierdzę, że nie było wcale możliwości kupienia opalacza w PRL, ale jak zauważono - nie było to tak łatwe, jak teraz.
                  • znana.jako.ggigus Re: Golizna na ulicy 31.05.18, 11:50
                    Ja nie rozróżniam między tymi dwoma strojami na dwie okazje. Można było w stroju dwuczęściowym opalać się i iść do wody. Spuszczało się ramiączka i takie tam w stoju jednoczęściowym, kiedy ktoś się chciał opalić.

                    Pisałam o innym podejściu do opalania się w bieliźnie, o innej kulturze. Teraz tak się nie robi.
                    A tak a propos pamiętam jeszcze z początku /połowy lat 90 widoki w parku na Zachodzie jak najbadziej - kobiety do pasa rozebrane, w biustonoszach na ręczniku. Mały park w centrum miasta.
                    No i w Monachium w Ogrodzie Angielskim był słynny strumyk, gdzie leżeli nadzy ludzie. Opowiadał mi koleżanka, że jeszcze w latach 80 ci nadzy ludzie (głównie mężczyźni) czekali na tramwaj nago i również nago wsiadali do tramwaju. I nikt się nie obruszał.
                    Taka była kultura.
                    (Tradycja plaż dla naturystów w Niemczech sięga wielu lat i pielęgnowano ją raczej we wschodnich Niemczech po wojnie, ale podaję przykład z nagusami w tramwaju jako dowód ma zaginięcie pewnej kultury. Bo plaża dla naturystów i tekstylnych jest nadal w mieście i chętnie tam chodzę. )

                    Wydaje mi się, że w latach 60, 70 i 80 ludzie generalnie mieli inne podejście do opalania się w bieliźnie.

                    positronium napisała:

                    > Strój plażowy, a nie kąpielowy. O tym przecież pisała Panna.
                    >
                  • matylda1001 Re: Golizna na ulicy 31.05.18, 12:15
                    positronium napisała:

                    > Nie twierdzę, że nie było wcale możliwości kupienia opalacza w PRL, ale jak zauważono - nie było to tak łatwe, jak teraz. <

                    Tak samo jak w przypadku żywności. W sklepach puste półki ale jak były imieniny to stół uginał się pod ciężarem smakołyków. Obecnie ludzi w średnim wieku toczy ciężka skleroza? Każdy, kto chociaż jedną nogą zaczepił o PRL powinien wiedzieć, że wtedy było praktycznie wszystko, no zgoda smile nie było komputerów i telefonów komórkowych ale wszystko inne mozna było kupić, i na dodatek wiekszość mogła sobie na to pozwolić.

                    • positronium Re: Golizna na ulicy 31.05.18, 12:37
                      @Matylda
                      Kupić, czy załatwić? wink

                      Kolega z pracy opowiadał mi, jak to kiedyś zakupił sporo mebli li tylko dzięki temu, że akurat był w wojsku. Wchodził do sklepu, omijał kolejkę udając, że przyszedł na inspekcję i zamawiał, co chciał. Nikt nie sprawdzał, czy faktycznie ma odpowiednie uprawnienia.
                      Swoją drogą, meble kupił widząc tylko ich plany, a kolor wybierając z papierowej listy, bez żadnego odwzorowania w rzeczywistości, czy zdjęcia pogladowego.
                • kora3 Re: Golizna na ulicy 01.06.18, 16:51
                  Giggus, mylisz się, w kwestii jak było kiedyś. Otóż pamietam z opowieści mojej mamy - z zcasów gdy bylam jeszcze dzieckiem, że własnie za zcasów jej młodosci było rozroznienie - kostium/strój kąpielowy, a opalacz. Opalacze to było coś co nie nadawało sie do kapania sie w tym, bo się delikatnie mowiac- defasonowało/. W tym mozna się było opalać, prało się toto w rękach i suszyło w pozycji leżącej - mama mi to wówczas opowiadała jako ciekawostkę z danych lat smile Za czasów moich lat wsześniejszych nastu takiego rozrównienia niby nie było - niby, bo żaden strój pażpwy nie rozwlekał się po wykąpaniu się w nim, ale za to spora ich czesci po kontakcie z wodą niemozebnie prześwitywała - pod takim mokrym strojem doskonbale widoczne było owłosienie łonowe (lub jego brak) oraz sutki, wiodocznoac po wyschnięciu zanikala
                  • znana.jako.ggigus Re: Golizna na ulicy 01.06.18, 18:35
                    Ja takiego rozróżnienia nie pamiętam, Ty też nie. Twoja mama pamięta, jak twierdzisz. Słownik nie zna rozróżnienia. Ale możesz mówić i uważać, jak chcesz.
                    Co do białych strojów - od lat są te rzekomo wodoszczelne, w których nie widać włosów łonowych po wyjściu z wody. Ktoś próbuje co roku i jednak się okazuje, że widać. Nie wiem, nie noszę białego stroju. Problem znika częściowo, bo wiele kobiet się goli. A sutki? W większości kostiumów od lat są wkładki. W moich tak od 2000 r. są. (data mniej więcej)

                    kora3 napisała:

                    > Giggus, mylisz się, w kwestii jak było kiedyś.
                    >
                    • kora3 Re: Golizna na ulicy 01.06.18, 20:39
                      znana.jako.ggigus napisała:

                      > Ja takiego rozróżnienia nie pamiętam, Ty też nie. Twoja mama pamięta, jak twier
                      > dzisz. Słownik nie zna rozróżnienia. Ale możesz mówić i uważać, jak chcesz.



                      Nie jest to kwestia uwazania a zwyczajnie wiedzy, poniekad przypadkowej od mamy ...

                      > Co do białych strojów - od lat są te rzekomo wodoszczelne, w których nie widać
                      > włosów łonowych po wyjściu z wody. Ktoś próbuje co roku i jednak się okazuje, ż
                      > e widać. Nie wiem, nie noszę białego stroju. Problem znika częściowo, bo wiele
                      > kobiet się goli. A sutki? W większości kostiumów od lat są wkładki. W moich ta
                      > k od 2000 r. są. (data mniej więcej)


                      Giggus, rzecz w tym, ze ja nie pisałam o kostiumach w kolorze białym, a o kolorowych i o czasach mego wczesnego bycia nastolatką, czyli mniej więcej około połowy lat 80. wieku zeszłego. Wówczas dziewczyny i panie ratowały się tak z tymi kostiumami, ze nosiły pod figi od nich zwyczajne bieliźniane figi.
                      Jesli chodzi o depilowanie wszelkiego owłosienia łonowego, to w przypadku tych kostiumów nic nie dawało - nie prześwitywały włosy, za to cała ze tak powiem budowa anatomiczna byłą widoczna. Nie pamietam jak nazywał się ten materiał, ale był dośc cienki i błyszczący
                  • aqua48 Re: Golizna na ulicy 01.06.18, 22:36
                    kora3 napisała:

                    > Giggus, mylisz się, w kwestii jak było kiedyś. Otóż pamietam z opowieści mojej
                    > mamy - z zcasów gdy bylam jeszcze dzieckiem, że własnie za zcasów jej młodosci
                    > było rozroznienie - kostium/strój kąpielowy, a opalacz.

                    Koro jestem młodsza od Twojej mamy, ale też pamiętam to o czym piszesz. Strój kąpielowy/kostium był jednoczęściowy zazwyczaj i służył do pływania, a także obowiązywał na szkolny basen, a opalacz był na ogół dwuczęściowy i odsłaniający dużo więcej. Jeśli ktoś nie mógł kupić, to sporządzał sam - z włóczki na szydełku (bardzo modne), lub szył sobie własnym sumptem jakieś majtki, a górę dziewczyny robiły z chustki/szaliczka z nawleczonym pierścionkiem w środku. Mnie mój pierwszy opalacz uszyła ciocia. Był płócienny i bardzo mi w nim było gorąco smile
              • annthonka Re: Golizna na ulicy 01.06.18, 15:31
                A u nas z kolei był kostium kąpielowy - jedno- lub dwuczęściowy. Z określeniem "strój" owszem kiedyś się zetknęłam, a o "opalaczu" dowiedziałam się opiero z tego wątku smile
      • aqua48 Re: Golizna na ulicy 01.06.18, 22:27
        positronium napisała:

        > W PRL jak wiadomo biegano latem w bieliźnie

        No jednak nie, nie biegano w bieliźnie. Choć sama pamiętam panie opalające się w bieliźnianych halkach, i biustonoszach nie był to widok powszechny. A w każdym razie nie tak powszechny jak obecnie - panie w szortach i maleńkich topach na ramiączkach. I panowie w krótkich spodniach wszędzie.
        • positronium Re: Golizna na ulicy 05.06.18, 15:26
          U mnie na wsi do późnych lat 90-tych widywałam kobiety w bieliźnie - nie kostiumach - nad jeziorem. Może nie było opalaczy dla "niestandardowych" rozmiarów? Nie wiem, ale jednak dobrze pamiętam taki widok.
          No i panie leżące za Mickiewiczem w Poznaniu to nie był widok dziwny (choć dla mnie pozostał szokujący), a to przecież środek miasta i do tego reprezentacyjny park! smile
          • kora3 Re: Golizna na ulicy 05.06.18, 15:31
            Ja z czasów PRL-u nie pamiętam pań opalających sie w bieliźnie, ani nad morzem/jeziorem w miejscowościach wypoczynkowych, ani nad wodą na moim rodzinnym Śląsku
            • znana.jako.ggigus Re: Golizna na ulicy 05.06.18, 15:47
              Ale opalalo sie powiedzmy gdzies w miejscu malo uczeszczanym. Ja pamietam polane, odcieta od miasta cmentarzem, i taki zaulek w parku przy osiedlu.
              Opalanie sie w bieliznie nie bylo zwyczajowe na plazy, w miesjcach wypoczynkowych.


              kora3 napisała:

              > Ja z czasów PRL-u nie pamiętam pań opalających sie>
          • aqua48 Re: Golizna na ulicy 05.06.18, 15:35
            positronium napisała:

            > U mnie na wsi do późnych lat 90-tych widywałam kobiety w bieliźnie - nie kostiu
            > mach - nad jeziorem. Może nie było opalaczy dla "niestandardowych" rozmiarów?
            > Nie wiem, ale jednak dobrze pamiętam taki widok.
            > No i panie leżące za Mickiewiczem w Poznaniu, a to przecież środek miasta i do tego reprezentacyjny

            Krakowie nie pamiętam takich widoków w mieście. Na wsi owszem, mało która kobieta miała i używała kostiumu kąpielowego czy opalacza. Panie kąpały się w bieliźnie i halce do kolan smile ale to raczej z tego powodu, że kupno kostiumu przez mieszkankę wsi to była niepotrzebna fanaberia. Podobnie jak kupno i używanie np. suszarki do włosów, co pamiętam z późnego dzieciństwa.
            • positronium Re: Golizna na ulicy 05.06.18, 15:53
              A to widzisz, jak się ładnie Polska różni.
              Trochę poza tematem - bardzo lubię takie porównania, gdzie podobna rzecz robiona była, czy postrzegana inaczej niż u mnie. Bo to łamie sztuczny obrazek tego, że wszędzie jesteśmy tacy samo, homogeniczni tak bardzo, że aż sztuczni.
              • aqua48 Re: Golizna na ulicy 05.06.18, 15:59
                positronium napisała:

                > A to widzisz, jak się ładnie Polska różni.
                > Trochę poza tematem - bardzo lubię takie porównania, gdzie podobna rzecz robion
                > a była, czy postrzegana inaczej niż u mnie.

                Przypomniałam sobie jeszcze opowiadania mojej Mamy z czasów wyzwolenia kiedy to w mieście pojawili się rosyjscy żołnierze. Były z nimi również kobiety - nie wiem czy również żołnierki, czy markietanki smile W każdym razie byli to ludzie raczej prości, i cała społeczność krakowska została zaszokowana widokiem tych kobiet w zdobycznych koszulach nocnych, które uznały za piękne, kobiece stroje i paradowały w nich nie tylko nocą, ale przede wszystkim za dnia po ulicach..
                • positronium Re: Golizna na ulicy 05.06.18, 16:05
                  Wyznaczały nową "normę"! wink
                  Chętnie posłucham takich historii, właśnie od ludzi, a nie z książek. Tylko jaki temat założyć, żeby to pasowało do profilu tego forum, oto jest pytanie...
                • kora3 Re: Golizna na ulicy 05.06.18, 16:20
                  Hmmm ja też takie opowieści słyszałam i z racji faktu ze od roznych ludzi starszych, z róznych regionów zaczęło mnie zastanawiać skąd tyle tych koszul było zdobycznych ....
                  • aqua48 Re: Golizna na ulicy 05.06.18, 16:31
                    kora3 napisała:

                    > Hmmm ja też takie opowieści słyszałam i z racji faktu ze od roznych ludzi star
                    > szych, z róznych regionów zaczęło mnie zastanawiać skąd tyle tych koszul było z
                    > dobycznych ....

                    Sądzę, że po pierwsze te koszule (wówczas często koronkowe, zdobione, z falbankami) bardzo się na ulicach odznaczały, a po drugie po prostu, po otwarciu zdobycznej szafy, postawione wobec wyboru między normalnym skromnym ubiorem, a taką zdobioną koszulą panie wybierały to co im się podobało najbardziej smile

    • reksia110 Re: Golizna na ulicy 31.05.18, 10:24
      Też czytałam ten artykuł i mam mieszane uczucia. Jakiś czas temu założyłam tu temat o chodzenie w skąpym ubraniu po swoim domu. Nie dotyczył mnie bezpośrednio, po prostu opisywałam skargi koleżanki. Zaskoczyło mnie chamskie zaatakowanie osób, które chcą się na swoim terenie czuć swobodnie i generalnie nagonka na takich ludzi. Sama koleżankę rozumiem, ale uważam, że przesadza i albo powinna się dostosować do gospodarzy, ale nie przychodzić znając panujące tam obyczaje (które jej chłopakowi nie przeszkadzają). Tu jest mowa o goliźnie w przestrzeni publicznej. Normalnie jestem na nie, niezależnie od tego jak ktoś wygląda, ale niestety przez nagonkę na ludzi, którzy we własnym domu lubią czuć się swobodnie, nie mogę traktować poważnie ataku na goliznę publiczną. Albo inaczej: problem ten staje się dla mnie czwartorzędny, czyli niewarty uwagi. Skoro ludzie nie potrafią rozróżniać prywatnego i publicznego, to cała dyskusja staje się jałowa i sprowadzona do absurdu. Zresztą w oby przypadkach nikt (przynajmniej w Polsce) nic z tym nie zrobi.
      • znana.jako.ggigus Re: Golizna na ulicy 31.05.18, 10:46
        Z tego co wiem, dostaje się mandat za chodzenie w stroju kąpielowym po ulicy w Pl. No można, o ile przyłapie policja czy straż pożarna i o ile fukcjonariusze nie będą zmęczeni upałem. Chodzenie nago jest zabronione.


        reksia110 napisała:
        . Zresztą w obu przypadkach nikt (przynajmniej w Polsce
        > ) nic z tym nie zrobi.
    • zmija_w_niebieskim Re: Golizna na ulicy 31.05.18, 11:22
      reinadelafiesta napisała:
      Może wystarczy - jak radz
      > ą niektórzy - odwrócić wzrok, jeśli komuś widok nie odpowiada?

      Niestety, odwrócenie wzroku nie wystarczy. Kiedy kilka roznegliżowanych osób wejdzie sklepu, zaraz robi się kolejka, tłok i jesteśmy narażeni na fizyczny kontakt z nagim, spoconym ciałem. Ubranie stanowi barierę, cienką, ale jednak, kiedy ubrana osoba przypadkowo otrze się o mnie albo potrąci, albo stoi za mną w kolejce zbyt blisko, to nie jest żaden problem, ale nasmarowane olejkiem, spocone cielsko...brrr

      Poza tym, łatwo powiedzieć, odwrócić wzrok...jeśli to zjawisko staje się powszechne, to gdziekolwiek spojrzysz, tam jakieś gołe klaty czy brzuchy. A sprzedawca w sklepie? Też ma odwracać wzrok od klientów, odruchowo krzywiąc się ze wstrętem?
      • klendia Re: Golizna na ulicy 31.05.18, 11:42
        Sprzedawcy w sklepach przyplażowych (plaża w sensie nie tylko nad morzem czy jeziorem, ale także w mieście nad kanałkiem czy jakimś zbiornikiem wodnym, niekoniecznie piaszczysta) są przyzwyczajeni do takich widoków. Pomijając już fakt, że w większości to właściciele tych sklepików i są zachwyceni klientami, nawet gdyby ci przychodzili nago. Także przykład zły. A co do reszty, cóż, jak ktoś idzie w okolice relaksacyjne w mieście podczas upałów, to musi kalkulować takie widoki.
        • positronium Re: Golizna na ulicy 31.05.18, 11:45
          @Klendia
          Wiem z dobrego źródła, że nie jest tak jak twierdzisz. Ludzie mieszkający na stałe w miejscowościach wypoczynkowych często nie szanują osób, które przyjeżdżając tam na wakacje nie potrafią się zachować.
          Jeśli pójdziesz do swojego osiedlowego sklepiku, a tam przywita Cię grupka golasów, to uznasz to za normę, bo oni akurat do Twojego miasta przyjechali na urlop? No weź...
            • positronium Re: Golizna na ulicy 31.05.18, 17:10
              Odniosłam się do tego:
              Pomijając już fakt, że w większości to właściciele tych sklepików i są zachwyceni klientami, nawet gdyby ci przychodzili nago.

              Masz zresztą w linkowanym artykule przykład, że wprowadza się mandaty albo robi akcje społeczne - nie byłoby tego, gdyby golizna nie była problemem.
        • reinadelafiesta Re: Golizna na ulicy 31.05.18, 11:47
          @Klendia
          No właśnie okazuje się, że nie do końca. W zalinkowanym tekście, to mieszkańcy Sopotu protestują - w tym sprzedawcy, kelnerzy itd. - przeciwko takim widokom. Skąd te plakaty, o nieobsługiwaniu golasów? Tak więc chyba nikt ani nie musi ani nie chce takich widoków kalkulować. Tak przynajmniej wynika z wypowiedzi mieszkańców.
        • zmija_w_niebieskim Re: Golizna na ulicy 05.06.18, 23:08
          klendia napisała:

          > Sprzedawcy w sklepach przyplażowych (plaża w sensie nie tylko nad morzem czy je
          > ziorem, ale także w mieście nad kanałkiem czy jakimś zbiornikiem wodnym, niekon
          > iecznie piaszczysta) są przyzwyczajeni do takich widoków. Pomijając już fakt, ż
          > e w większości to właściciele tych sklepików i są zachwyceni klientami, nawet g
          > dyby ci przychodzili nago.

          To, że właściciele małych sklepików z trudem walczą o przetrwanie, nie oznacza, że można ich traktować bez szacunku.
          Bardzo mi się nie podoba takie podejście klientów "łaskę ci robię, że w ogóle wejdę do tego twojego sklepiku"
      • reinadelafiesta Re: Golizna na ulicy 31.05.18, 11:42
        @zmija_w_niebieskim
        Ja akurat podzielam Twój pogląd. To było nawiązanie do wątku o stroju stosownym do wieku, który wzbudził trochę emocji, ale i takie poglądy "nie podoba ci się, to nie patrz" były tam prezentowane.
      • positronium Re: Golizna na ulicy 31.05.18, 11:42
        Dokładnie.
        Ja nawet latem mam na sobie długi rękaw właśnie z tego powodu - żeby kontakt mojego ciała z ciałami obcych osób był jak najmniejszy. Podróżuję sporo komunikacją miejską i tłok niestety zdarza się często. Nie mam najmniejszej ochoty przycisnąć się do czyjejś babci Krysi czy wujka Zdzisia jak stoją w metrze spoceni po spacerze, w bezrękawnikach i krótkich spodenkach. uncertain ale niestety, czasami tłum tak napiera, że nie ma wyjścia.
        Podobnie w sklepie - lepiej się nie przyglądać, bo można dostać nudności, kiedy z kogoś pot spływa wiadrami, a akurat ta osoba pochyla się nad jedzeniem.

        Jakoś w wielu krajach o gorącym klimacie popularne są długie i zwiewne rzeczy, takie które zakrywają sporo skóry.
        • znana.jako.ggigus Re: Golizna na ulicy 01.06.18, 08:47
          czasem mam wrazenie, ze zyjemy w swiatach, nie majacych kontaktu ze soba. Jezdze czasem komunikacja miejska, kiedys jezdzilam czesciej i podobnych obrazkow nie widzialam. Sa ludzie, normalnie ubrani, rozebrani oczywiscie bo upal. Ja tez jestem rozebrana. Nie przychodzi mi do glowy myslec, ze sie otre o kogos spoconego. A tlok wbywa spory.
          Tak samo nigdy nie widzialam kogos ociekajacego potem, pochylonego nad jedzeniem.
          Za to mnie samej sie zdarzylo solidnie transpirowac, kidy jechalam, a raczej pedzilam rowerem przez pol miasta, aby zdazyc przed burza i poniewaz sie nie rozpadalo, to jeszcze zobilam zakupy. Otarlam pot zalewajacy oczy (doslownie ) z czola, zaplacilam i poszlam. Nikt nie robil obrzydzonej miny, a sprzedawczyni wyjasnilam moj zmacerowany wyglad wlasnie rowerem w duszny dzien.

          positronium napisała:

          Nie mam najmniejszej ochoty przyc
          > isnąć się do czyjejś babci Krysi czy wujka Zdzisia jak stoją w metrze spoceni p
          > Podobnie w sklepie - lepiej się nie przyglądać, bo można dostać nudności, kiedy
          > z kogoś pot spływa wiadrami, a akurat ta osoba pochyla się nad jedzeniem.
          >
          > Jakoś w wielu krajach o gorącym klimacie popularne są długie i zwiewne rzeczy,
          > takie które zakrywają sporo skóry.
          >
          • reinadelafiesta Re: Golizna na ulicy 01.06.18, 09:30
            @Znana.jako.ggigus
            Myślę, że zdecydowana większość ludzi nie robi żadnych uwag, nie komentuje ani nie robi obrzydzonych min.Ale to, że tego nie okazują, nie oznacza, że im żołądek do gardła nie podchodzi. Owszem, można nie patrzeć, trochę trudniej nie oddychać i nie czuć.
          • positronium Re: Golizna na ulicy 01.06.18, 10:07
            znana.jako.ggigus napisała:

            > czasem mam wrazenie, ze zyjemy w swiatach, nie majacych kontaktu ze soba. Jezdz
            > e czasem komunikacja miejska, kiedys jezdzilam czesciej i podobnych obrazkow ni
            > e widzialam.

            W Warszawie taki obrazki się zdarzają, w Gdańsku też. Ja też nie myślę o tym, że się będę ocierać o kogoś spoconego, po prostu jak już do tego dojdzie to nos mnie informuje, że tak jest. A ja się cieszę, że zawsze mam koszulę albo sweterek na wierzchu.
          • kora3 Re: Golizna na ulicy 01.06.18, 13:08
            Giggus, myslę,z e nie dp końca sie zrozumiałaś z przedmówczyniami swymi ...Otóż, wiadomo ze choć wiosna dopiero mamy upaly i wiadomo, ze człowiek się w upały poci - oczywista sprawa. Antyperspiranty dzialają na określone miejsca, a potrzeby uzywania blokerów potu większosc ludzi niema to i ich nie uzywa. Nie ma niczego nadzwyczajnego w thm, że człowiek w gorącu jest spocony, ALE - z uwagi na aurę powinno sie bardziej dbać o higiene - po prostu. Niektórzy ludzie tego nie robią i zwyczajnie cuchną - skoro już tak trzeba dosadnie
            • znana.jako.ggigus Re: Golizna na ulicy 01.06.18, 19:06
              Myślę, że zrozumiałam.
              Po prostu mam inny stosunek do ludzi i do problemu. I naprawdę grzebię w pamięci, lata w Pl i na pewno byli ludzie na bakier z higieną i na pewno niedawno też się pojawiali, ale zapominam to. O ile ktoś mi się spocony regularnie nie pcha w objęcia, to zapominam. Jego/ją, incydent. Zapominam innych drobne wyskoki, w nadziei oczywiście, że i moje zostaną zapomniane.

              kora3 napisała:

              > Giggus, myslę,z e nie dp końca sie zrozumiałaś z przedmówczyniami swymi ...
                • znana.jako.ggigus Re: Golizna na ulicy 02.06.18, 09:07
                  Jak już napisałam, mnie nie chodzi o bycie ponad coś. Ja zapominam takie incydenty. Co innego gdybym miała kogoś takiego w bliskim otoczeniu, wtedy sprawa jest trudna.
                  Ludzie, jak i inne zwierzęta, rozprzestrzeniają zapachy i to nie zawsze ładne.

                  kora3 napisała:

                  > Ja mogę chcieć być ponad to, ale moj nos nie chce być.
                  >
                  • aqua48 Re: Golizna na ulicy 02.06.18, 09:33
                    znana.jako.ggigus napisała:

                    > Ludzie, jak i inne zwierzęta, rozprzestrzeniają zapachy i to nie zawsze ładne.

                    Zwierzęta nad tym nie panują, od ludzi się jednak tego oczekuje.
                    • znana.jako.ggigus Re: Golizna na ulicy 02.06.18, 11:41
                      Dlatego pisałam o zapominaniu takich incydentów, np. w ramach myśli chrześcijańskiej, nauk Jezusa, którego jestem gorącą wielbicielką ateistyczną.
                      Problem byłby dla mnie ktoś z otoczenia z takimi skłonnościami i do tego lgnący do innch.


                      aqua48 napisała:
                      Od ludzi się jednak tego oczekuje.
                      • kora3 Re: Golizna na ulicy 02.06.18, 11:59
                        giggus, ale podejrzewam, ze Aqua TEŻ zapomina o takich incydemntach, jako i ja choć u mnie (nie wiem jak u niej) z nijaką ideolo się to nie łączy. Zwyczajnie i po prostu, jesli zaleci Ci smrodek czyjś na wolnym powoetrzu, pomyślisz "a fe" i zapomiasz, ale jesli komuś przyjdzie np., odbyc z kimś takim podróż zalozmy autobusem powiedzmy kiludziesięciominutowa, to nie tak łatwo nad tym, przejśc do porzadku dziennego. I nie., mnie akurat nie musisz współczuć, bo komunikacją publiczną w zasadzie się nie poruszam, napisałam ogólnie
    • ala.maciejka Re: Golizna na ulicy 31.05.18, 20:48
      Mnie najbardziej denerwują osoby w nadmorskich miejscowościach, które przychodzą do barów/restauracji/jadłodajni i siadają przy stoliku rozebrane. Panie w opalaczach, panowie w kąpielówkach. Dla mnie to nie do pomyślenia, nawet jak bar jest na plaży. A widywałam to regularnie w barach przy promenadzie i bocznych uliczkach, zwłaszcza w godzinach popołudniowych, gdy ludzie wracają z plaży i idą po drodze na obiad.
    • annthonka Re: Golizna na ulicy 01.06.18, 15:43
      Przypomniał mi się obrazek, którego byłam świadkiem - w kolejce po gofry stoi facet, ewidentnie wpadł po przekąskę prosto z plaży. Ubrany w japonki i slipki niepozostawiające wiele dla wyobraźni, a w ręku dzierży dumnie "Krytykę czystego rozumu"...

      Ani chybi modowy abnegat, który nie wiedział, że slipki są, ekhm, passe. wink

      • znana.jako.ggigus Re: Golizna na ulicy 02.06.18, 09:12
        Takich ludzi, jak i nagusów na mieszanej plaży, omiatam spojrzeniem, zatrzymującym się na barkach, piersi (u mężczyzn strefa bezpieczna) i już. A opisywany facet - ciekawy przypadek.
        PS Masz maila.
        annthonka napisała:

        > W kolejce po gofry stoi facet. Ubrany w japonki i slipki niepozostawiające wiele dla wyobraźni, a w ręku dzierży dumnie "Krytykę czystego rozumu"...

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka