Dodaj do ulubionych

Lekarz, spotkanie, pilna sprawa...

02.06.18, 12:11
Co powiecie na taką sytuację: luźne niezobowiązujące spotkanie w kawiarnianym ogródku kilkorga znajomych. W zasadzie tyle co się zaczęło, znaczy poschodzili sie wszyscy zapowiedziani. Wśród nich jest lekarka - ginekolog. W pewnym momencie dzwoni jej telefon. Przeprasza i odchodzi na moment "na stronę", szybko wraca i komunikuje, że musi "zniknąć" na dosłownie chwilę, w praktyce - wróci do pół godziny. Pani wyjaśnia, że musi pilnie wypisać receptę. No i "znika" potem wraca w terminie jaki podała.
Dla mnie normalna sytuacja, życiowa, taki zawód. Dla niektórych z tamtego grona straszna "fopa", wychodzić ze spotkania umówionego, bo jakas recepta, a i ze strony pacjentki gruby nietakt, dzwonić do lekarki w piątkowe popołudnie, gdzie już nie przyjmuje - mozna sobie podjechać na SOR w pilnej sprawie ...

Mam podejrzenie graniczące z pewnością ze szło o wypisanie recepty na tabletkę "po" lun na antykoncepcję, co nie może poczekać. Jasne, o tym, ze się pastylki kończą się wie i pamieta, ale sa sytuacje awaryjne, np. zgubi się torebkę wraz z nimi. Od keidy mamy rząd jaki mamy, który "pobłogosławił" nas ponownie pastylką "po" na receptę życzę powodzenia każdemu, kto z takim interesem przyjechałby na SOR...Owszem, sa miasta gdzie działa ginekolog24, ale to miasto do nich nie należy.
Tak czy owak - ani wg mnie padi doktor nic złego przeciw SV nie zrobiła, ani pacjentka - zwyczajna życiowa sprawa - jakby lekarka nie mogła w tym momencie odebrać albo spełnic prośby pacjentki, toby nie odebrała, albo nie spelniła. Ale mogla, więc zrobiła dobrze. Pacjentka nie dzwoniła wszak z czymś co mogło poczekać, bo gdyby mogło to lekarka wiedziałaby najlepiej - że może.
A jak Wy odebralibyście taką sytuację ze strony lekarki i pacjentki?
Obserwuj wątek
    • panna.ze.dworku Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 02.06.18, 13:02
      Dziwaczni ludzie. Wszak "cała grupa", jak zrozumiałam kilkuosobowa, prócz tej lekarki spokojnie siedziała w kawiarni? Spotkanie było nieformalne? No to w czym problem? Mam znajomego chirurga - kiedyś była sytuacja podobna, wyszedł z pubu, bo któryś z jego pacjentów potrzebował, wrócił po około godzinie, tak jak się umówił i git. Nikt nie miał zastrzeżeń - wszyscy zrozumieli.
      Moim zdaniem, podobnie jak twoim, lekarka nie naruszyła żadnych zasad, tak samo jak i pacjentka. Była potrzeba, była możliwość, załatwiły i tyle, nie ma o czym gadać. Inaczej byłoby, gdyby spotkanie było formalne - czyli np "oblewanie" czyjegoś awansu, przyjęcie "proszone" - wówczas lekarka wychodząc na początku popełniłaby duży nietakt.
      Na marginesie: TWOJE domniemania iż " z pewnością szło o wypisanie recepty na tabletkę "po" - co nie na miejscu. Bo NIE WIESZ o co chodziło, poza tym, że o receptę, jak powiedziała znajoma. Uwagi o rządzie i temu podobne - pominę milczeniem, bo tracą o brak kultury - o polityce się nie rozmawia.
      • kora3 Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 02.06.18, 14:12
        O polityce sie rozmawia, ale nie wszedzie i nie zawsze...Dlaczego trącą brakiem kultury? taka jest prawda - rząd nam "zafundował" takie własnie sytuacje, że w sprawie awaryjnej, która nie moze niestety pozcekać pacjentka musi "załatwiać" receptę na coś, co było normalnie dostępne w aptece bez niej. To jest celowe i złośliwe utrudnianie ludziom życia i tyle.
        A moje domniemanie ze szło o właśnie o receptę tego rodzaju jest całkowicie uzasadnione moim doświadczeniem - od kiedy wprowadzono ten idiotyzm mam wiele sygnałów o tym, że w pewnych godzinach recepta jest "nie do zdobycia" cyba ze ma sie własnie takigo "zaprzyjaźnionego" lekarza, bo lekarze z SOR, choć powinni mieć obowiazek wypisać w takiej awaryjnej sytuacji nie chcą tego robić
        • panna.ze.dworku Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 02.06.18, 22:38
          1. w towarzystwie nie bardzo bliskich osób - tematów politycznych lepiej nie poruszać - bo wywołują konflikty - a to zdecydowanie wbrew dobrym obyczajom (przypomnę nazwę forum!).
          Jak zwykle "wiesz lepiej"? Ok, ja jednak uważam, że "wycieczki polityczne" w tego typu wątku jak i na tym forum - są nie na miejscu i przy swoim zdaniu zostanę.
          2. Nie użytkuję tabletek "po" więc nie mam az takiego rozeznania jak ty, który lekarz i komu przepisuje. NIE MASZ ŻADNYCH podstaw, by twierdzić, że ta akurat pacjentka i ta akurat lekarka spotkały się właśnie celem wypisania recepty "po". Poza twoim "a ja wiem lepiej!". Równie dobrze mogło chodzić o np pacjentkę będącą w trakcie kuracji mającej jej umożliwić zajście w ciążę i chodzić nie o antydziecięce, a wręcz odwrotnie. Sytuacje dlaczego akurat zadzwoniła w piątek sama opisałaś - może jej ukradli torebkę, może z własnego gapiostwa nie zauważyła, że jej się kończą, była pewna, że ma jeszcze listek, a okazało się, ze nie...
          Z mojej strony koniec dyskusji - bo i tak ty wiesz lepiej, że to o receptę na "po" szło, a w narzekaniach na polityków (wszelkiej maści i wszelkiego autoramentu) odmawiam brania udziału. Szkoda, Koro, bo zazwyczaj dyskutowało się z tobą fajnie...
          • kora3 Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 03.06.18, 09:24
            Wiesz, od lat zdumiewają mnie fenomenalni ludzie, którzy swoją wiedzę o swiecie czerpią tylko z własnych doświadczeń - ja czegoś nie uzytkuję, wiec tego nie ma smile brawo
            Tak, mogło byc tak, że pacjentka straciła np.przez zgubienie czy kradzież antyki, owszem. I owszem, także wtakiej sytuacji nie powinna musieć wydzwaniac do lekarki, tylko udać się do POZ-u swiątecznego i dostać receptęna pastyki, rzecz w tym, ze NIE dostanie przez działania polityków. I tu jest prblem
            • panna.ze.dworku Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 03.06.18, 10:31
              Nie przekręcaj moich słów, Koro, ok? Po tobie sztuczek erystycznych się nie spodziewałam, rozczarowałaś mnie. uncertain Nie napisałam, że NIE MA, a że nie mam rozeznania. Nie mam również rozeznania w ostatnich odkryciach astrofizyków, i wielu innych dziedzinach. Nie jestem omnibusem.
              I owszem, MOGŁO być tak, że chodziło o tabletkę "anty". Ale tylko MOGŁO. A ty już jesteś PRZEKONANA, w stopniu graniczącym z pewnością, że to na bank o tabsa na "po" chodziło. Nie, na pewno nie o np dawkę hormonów, które pani mogą umożliwić zajście w ciążę. Nie. Nie o cokolwiek innego. Nie. Pewnaś, że o tabletkę na "po".
              Skoro PROBLEMEM do dyskusji jest rząd - to czemuż zakładasz wątek na "Dobre Obyczaje"? Wynieś się na "Polityka" i tam pisz do woli o tym, jaki rząd jest "be"!
              Co do oceny z punktu widzenia dobrych obyczajów - to już napisałam: ani lekarka ani pacjentka powyższych nie naruszyły. I zaskoczę cię: bywają ludzie, którzy po prostu WOLĄ pójść do "swojego" lekarza, który zna całą historię, niż do obcego, któremu trzeba by od a do z wszystko opowiadać. Pomijając już kwestię, że JEŚLI (wbrew twojej pewności) szło np o nie przerywanie kuracji hormonalnej mającej na celu zajście w ciążę - to za całą sprawą może się kryć osobisty dramat tej pacjentki i może ona nie czuć się na siłach klarować stażyście na SOR dlaczego MUSI dostać te a nie inne tabletki...
              • znana.jako.ggigus Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 03.06.18, 16:34
                To nie jest sprawa Kory, czego chciała pacjentka. A może to był pacjent, bo jak podawało wielu uczestników, także ja, znajomi lekarze wypisują recepty. A także zwolnienie, a nie pigułka po, pigułka na jak piszesz, pigułka zamiast czy pigułka na cokolwiek innego.
                Albo zwolnienie.
                Swego czasu w mojej szkole ktoś dorwał się do pieczątki ginekologa i chłopcy chodzili na zwolnienia. Zanim się nauczyciele skapowali, bo bez przesady, kto za każdym razem patrzy na pieczątkę - od kogo to jest.
                Takie roztrząsanie z życia bliźnich ma w sobie coś z dulszczyzny

                panna.ze.dworku napisała:

                Ale tylko MOGŁO. A ty j
                > uż jesteś PRZEKONANA, w stopniu graniczącym z pewnością, że to na bank o tabsa
                > na "po" chodziło. Nie, na pewno nie o np dawkę hormonów, które pani mogą umożli
                > wić zajście w ciążę. Nie. Nie o cokolwiek innego. Nie. Pewnaś, że o tabletkę na
                > "po".
              • kora3 Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 04.06.18, 07:34
                Panno ze dworku, przepraszam, moze w istocie źle oceniłam Twą postawę ...Spróbuję Ci wyjaśnić dokładniej dlaczego przyszło mi do głowy, ze chodziło o antykoncepcję, moze doraźną ...Otóż przyszło mi dlatego, że jedna z pań krytykujących zachowanie lekarki i pacjentki stwierdziła, ze jak pani miała coś pilnego, to mogła sobie pojecahć na SOR - pacjentka. Zasadniczo pani krytykujaca miała rację - w takich przypadkach korzysta sie z SOR albo POZ - dla dni świątecznych i wolnych - prawda. Tylko, ze z mojego doświadczenia zawofdowego oraz osobistego (zwyczajnie sprawdzilam) w przypadku antykoncepcji, szczególnie "po" na lekarzy z tychże nie mozna liczyć!
                A chodzi o sprawę, która nie moze poczekać - np. do poniedziaku.

                Nie mam zadego osobistego doświadczenia w leczeniu hormonalnym zmeirzającym do zajscia w ciąże, więc spytałam osoby mające = 2 - raczej zero prawdopodobieństwa, ze komuś sie skończy nagle lek -zażywa sie systematycznie i systematycznie odwiedza lekarza, jesli pacjentka zapomina, ze lek się jej kończy, przypomina o tym lekarz...
                • verdana Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 04.06.18, 14:05
                  Naprawdę zero prawdopodobieństwa? Mój mąż pojechał kiedyś na wakacje w trakcie kuracji, zapominając lekarstwa w domu. Ja w ostatniej chwili zdobyłam kiedyś lek podtrzymujący ciążę - zgubiłam gdzieś jedno opakowanie, a leku przerywać nie wolno.
                  • aqua48 Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 05.06.18, 13:24
                    verdana napisała:

                    > Naprawdę zero prawdopodobieństwa? Mój mąż pojechał kiedyś na wakacje w trakcie
                    > kuracji, zapominając lekarstwa w domu. Ja w ostatniej chwili zdobyłam kiedyś le
                    > k podtrzymujący ciążę - zgubiłam gdzieś jedno opakowanie, a leku przerywać nie
                    > wolno.

                    Ja tak na cito szukałam lekarza, który wypisze mi receptę na lek antyalergiczny kiedy nagle skończyło mi się opakowanie (lek w fatalnym opakowaniu w którym nie widać dokładnie kiedy się kończy), a w aptece nie chcieli mi sprzedać..
                    • kora3 Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 05.06.18, 13:35
                      Ojej dziewczyny ...Każdy z tych wymienionych przez Was leków w obecnej chwili jest do zdobycia a raczej recepta na niego .. Także w godzinach takich, ze poradnie/przychodnie juz normalnie nie działają ...Jest coś takiego jak nocna i świąteczna opieka medyczna - coś jak lekarz PK. No i w ostatecznosci SOR- ale tu bym odradzała bo długo się czeka ...
                      Lekarz nie może odmówić komuś wypisania leku, który ten przyjmujuje stale, czy ratującego \ciąże
                • panna.ze.dworku Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 04.06.18, 15:03
                  Nie, Korciu, nie "przyszło ci do głowy, że..." tylko masz "przekonanie graniczące z pewnością". A to nie to samo, o czym doskonale wiesz. Zasadniczo pani mogła być w trakcie kuracji hormonalnej/sterydowej i właśnie ukradziono jej torebkę z ostatnim listkiem leku - ręczę, że lekarz na SOR równie niechętnie przepisze silne dawki hormonów nie znanej pacjentce, co do której nie ma żadnych danych iż rzeczone hormony bierze z przepisu lekarza... I tak, zaskoczę cię - czasem takiej kuracji tez nie można przerwać, nawet na dzień! A bywa różnie, co (jako dziennikarz!) powinnaś wiedzieć, i nie bawić się w insynuacje. Bo to raczej źle świadczy zarówno o twojej kompetencji zawodowej, jak i takcie ogólnym.
                  • verdana Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 05.06.18, 14:40
                    Na SOR-ze nie zapiszą większości lekarstw! To nie przychodnia. Nie zapiszą, bo nie znają pacjenta, nie mają podstaw do zapisywania i mają coś lepszego do roboty. W nocnych przychodniach też nie zapiszą natychmiast części leków specjalistycznych, na przykład takich, których nie wolno brać w pewnych wypadkach, bez badań.
                    • kora3 Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 05.06.18, 14:54
                      Róznie to bywa Verdano - natomiast w dobie telefonii komórkowej nie ejst problemem skontaktować sie ze swoim lekarzem, żeby potwierdził temu z opieki nocnej i swiatecznej czy SOR-u, że pacjent dany lek bierze, podobnie jak nie ma z tym problemu, gdy pacjent trafi nie do swego lekarza i nawet nie swojej przychodni. Tak było z moją mamą - przyjechała nas odwedzić z założenia na 3-4 tygodnie i miała zapas leków swoich na ten czas, ale traf chciał złamała sobie rękę i została u nas a leki brać musiała - normalnie poszłam z nią do mojej przychodni i przedstawiła sprawę, lekarka zapytała u kogo się leczy w swoim regionie, skontaktowała się z jej lekarzem i bez problemy wypisała leki
                      • verdana Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 05.06.18, 15:35
                        Tworzysz jakieś dziwaczne konstrukcje, kompletnie oderwane od rzeczywistości. Pacjenci na ogół nie mają domowego telefonu swojego lekarza, bo lekarz przyjmujący codziennie 40 osób to nie telefoniczna informacja. Poza tym naprawdę lekarz na SOR ma prawo nie wiedzieć, czy rozmawia z dr med. czy szwagrem wujka pacjenta. Twoja matka poszła w normalny dzień do lekarza z przychodni, który był w pracy, a nie dzwoniła do swojego lekarza w nocy albo w niedzielę.
                            • kora3 Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 05.06.18, 16:13
                              Dlaczego od razu musi być prywatny? Nie rozumiem ...Np. mój ginekolog podaje normalnie swój numer w necie, numer dentysty - też mam - to są dwaj lekarze, których odwiedzam systematycznie raz na pół roku, rok. Moja mama ma numer komórkowy do swojego lekarza PK oraz do specjalisty u którego się leczy - nie ona jedna i nic nadzwyczajnego. Nie mam pojęcia czy mój gin i dentysta mają INNE numery - prywatne - mozliwe. I nie bardzo też rozumiem jakie to zaraz spoufalanie sie ...Przecież nikt nie dzwoni do nich by pogawedzić, tylko w sparwach zdrowotnych ...
                                • kora3 Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 05.06.18, 16:35
                                  Dlaczego tak sądzisz? Przede wszystkim to jak widzę i wiem też od lekarzy znanych mi czysto prywatnie - pacjenci bynajmniej nie nadużywają tego numeru telefonu. I to się chwali, a że lekarz nie zawsze odbierze, albo i odbierze ale nie bedzie mógł pomóc bo np. jest na wyjedzie - to już inna sprawa.
                      • panna.ze.dworku Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 05.06.18, 15:44
                        Koro - ale piszesz o całkiem innej sytuacji!
                        1. Poszłaś do przychodni a nie na SOR. Do SWOJEJ przychodni, do SWOJEJ lekarki - która co prawda twojej mamy nie zna, ale zna ciebie. A, zauważ, mimo to leki wypisała nie "na gębę" a dopiero po konsultacji z lekarzem mamy!
                        2. Twoja mama niejaki zapas leków miała - zabrakło jej na przedłużony pobyt. Więc mogła spokojnie poczekać nie tylko 24 godziny, ale nawet i 72.
                        A co w sytuacji (hipotetycznej): kobieta w trakcie kuracji, w której "przegapienie" dawki może "położyć" całą kurację wybiera się wieczorem do kina. Zabiera w torebce ostatni listek leku - ma pójść do lekarza w przyszłym tygodniu. Tymczasem w kinie/przed seansem/po seansie ktoś kradnie jej torebkę. Jaki ma wybór? Na SOR nikt jej nie wypisze leku "na słowo", że bierze. Mało tego, nikt się nie skontaktuje z jej lekarzem, bo jak? W przychodni w piątek wieczór nikt nie odbierze, a już na pewno nie pani doktor... No więc LOGICZNE jest, że pacjentka zadzwoni do SWOJEJ lekarki, która ją zna i które ten właśnie specyfik zaleciła, wyjaśni sytuację i poprosi o receptę...
                        Nadal ma się to nijak do twojego "podejrzenia graniczącego z pewnością", które świadczy tylko i wyłącznie o twojej nierzetelności... I nie koniecznie dobrze...
                        • kora3 Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 05.06.18, 16:09
                          panna.ze.dworku napisała:

                          > Koro - ale piszesz o całkiem innej sytuacji!
                          > 1. Poszłaś do przychodni a nie na SOR. Do SWOJEJ przychodni, do SWOJEJ lekarki
                          > - która co prawda twojej mamy nie zna, ale zna ciebie.


                          No t akurat słabe troszchę, bo jako ze naprzykrzam się lekarzowi PK około raz na dwa lata, to znajomośc taka sobie - ot kartotekę tam mam po prostu smile

                          A, zauważ, mimo to leki
                          > wypisała nie "na gębę" a dopiero po konsultacji z lekarzem mamy!


                          Hmmm no moja mam ze tak powiem zachęciła panią doktor do tego, bo miała komórkę do swojego lekarza (jakby nie miala w dzisiejszych czasach znaleźć numer do przychodni w necie - zaden problem)

                          > 2. Twoja mama niejaki zapas leków miała - zabrakło jej na przedłużony pobyt. Wi
                          > ęc mogła spokojnie poczekać nie tylko 24 godziny, ale nawet i 72.


                          Widzisz, moja mam jest osobą skrupulatną, więc de facto jej nie zabrakło tych leków, bo poszłysmy po recepty nim ich zabrakło. Ale nie, moja mam nie moze nie brać tych leków ani przez dobę, ani tym badziej przez trzy.

                          > A co w sytuacji (hipotetycznej): kobieta w trakcie kuracji, w której "przegapie
                          > nie" dawki może "położyć" całą kurację wybiera się wieczorem do kina. Zabiera w
                          > torebce ostatni listek leku - ma pójść do lekarza w przyszłym tygodniu. Tymcza
                          > sem w kinie/przed seansem/po seansie ktoś kradnie jej torebkę. Jaki ma wybór? N
                          > a SOR nikt jej nie wypisze leku "na słowo", że bierze. Mało tego, nikt się nie
                          > skontaktuje z jej lekarzem, bo jak? W przychodni w piątek wieczór nikt nie odbi
                          > erze, a już na pewno nie pani doktor... No więc LOGICZNE jest, że pacjentka zad
                          > zwoni do SWOJEJ lekarki, która ją zna
                          i które ten właśnie specyfik zaleciła, wy
                          > jaśni sytuację i poprosi o receptę...


                          Owszem, owszem - a co jeśli np. jej lekarka w tym momencie jest w drodze na urlop i już 200 km ujechała? Na weselu u rodziny 150 km od tego miasta? Co wówczas taka pani zrobi? Ano własnie podjedzie sobie do opieki nocnej i świątecznej, albo na SOR i bedzie prosić o receptę, w razie wątpliwości posiłkując się swoją lekarką przez telefon.
                          W tych placówkach też na ogół siedzą lekarze, a nie np. hydraulicy i zdają sobie sprawę z tego, że dany pacjent nie moze opuścić dawki leku i też nie będą ryzykować konsekwencji odmawiając mu pomocy.


                          > Nadal ma się to nijak do twojego "podejrzenia graniczącego z pewnością", które
                          > świadczy tylko i wyłącznie o twojej nierzetelności... I nie koniecznie dobrze..
                          > .
                          >


                          Jesli coś wiadczy o nierzetelności to nie moze swiadczyć dobrze - na logikęsmile Nie pojmuję co jest nierzetelnego w przypuszczeniu, ze jakaś nieznana mi kompletnie kobieta mogła potrzebować recepty na pastylkę "po" ...
                          • panna.ze.dworku Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 05.06.18, 17:55
                            Nierzetelne jest podawanie niejako publicznie "przekonania graniczącego z pewnością, jeśli powstało na tak nikłych podstawach, że lekarka powiedziała, iż idzie wypisać receptę. Bo równie dobrze mogła wypisywać receptę na cokolwiek innego, albo wręcz mogło chodzić o coś całkiem innego - np wypisanie zwolnienia, a nie recepty. Ale lekarka mogła zwyczajnie NIE CHCIEĆ wam, towarzystwu tego tłumaczyć i dlatego uogólniła, że "recepta". Jak widać - z twoich "przekonań graniczących z pewnością" - w takim wypadku lekarka miałaby 100% racji...
                            • kora3 Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 05.06.18, 18:06
                              panna.ze.dworku napisała:

                              > Nierzetelne jest podawanie niejako publicznie "przekonania graniczącego z pewno
                              > ścią


                              E no o czym Ty mówisz? Publicznie? na forum dyskusyjnym, gdzie nie ma zadnych wskazówek o kogo mogłoby chodzić? No proszę Cie ...

                              , jeśli powstało na tak nikłych podstawach, że lekarka powiedziała, iż idzi
                              > e wypisać receptę. Bo równie dobrze mogła wypisywać receptę na cokolwiek innego
                              > , albo wręcz mogło chodzić o coś całkiem innego - np wypisanie zwolnienia, a ni
                              > e recepty.


                              No jak mówiła, ze recepty, to dlaczegóż jej nie wierzyć? Ale przede wszystki nawet ejsli na specyfik o którym pomysłałam, to nikomu wszak nie uwłacza w ogóle, a TYM BARDZIOEJ nie ejst jakies "nie tego" ze nie sposób sie zorientowac o kogo mogłoby chodzić ..

                              Ale lekarka mogła zwyczajnie NIE CHCIEĆ wam, towarzystwu tego tłumac
                              > zyć i dlatego uogólniła, że "recepta". Jak widać - z twoich "przekonań graniczą
                              > cych z pewnością" - w takim wypadku lekarka miałaby 100% racji...
                              >


                              A dlaczegóżby miała?
                              • panna.ze.dworku Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 05.06.18, 18:25
                                A z punktu widzenia etyki zawodowej nie ma znaczenia czy podając informację "Mam przypuszczenie graniczące z pewnością że poseł X sypia z żoną radnego Y." skłamałaś, bo nie poseł X tylko radna Z, nie sypia tylko się pobiła i nie z żoną radnego Y tylko z panią poseł Q... Ogólnie podawanie "przypuszczeń graniczących z pewnością" - nie mieści się ani w rzetelności dziennikarskiej, ani w pojęciu kultury ludzi dobrze wychowanych.
                                Zarzywanie tabletki "po" czy tez innej antykoncepcyjnej - nie jest nijakim odium ani też nie jest nijak uwłaczające. To raczej ty, swoim sposobem przedstawiania sytuacji robisz z tego tanią sensację, skoro odmówiłam ciągnięcia (jak sama to napisałaś!) "problemem jest rząd, który podejmuje takie decyzje". Na marginesie - nie popieram rządu nie tylko w tej kwestii. Ale w nie najbliższym sobie kręgu - o polityce się NIE ROZMAWIA, gdyż temat to zapalny i łatwo budzący konflikty, a więc raczej pomijany w strefie DOBRYCH OBYCZAJÓW.
                                Lekarka miałaby 100% racji - bo właśnie twoje snute "przypuszczenia graniczące z pewnością" są dowodem na wścibstwo i namolne czepianie się nie istotnych dla nikogo ani niczego spraw.
                                Oceń sama, jako (na razie jeszcze zakładam) poważny dziennikarz: czy twoja historia COKOLWIEK by straciła gdyby nie nie na miejscu uwagi o złym rządzie i tabletkach "po"? Czy jakkolwiek zmieniłoby znaczenie dla oceny obyczaju, gdybyś w ogóle zataiła specjalizację pani doktor? Zaskoczę cię: NIE. Żeby nie być gołosłowną - jestem po kilku operacjach, pod dożywotnią opieką genialnego chirurga. I tak miałam raz sytuację, że zadzwonił i zapytał gdzie może mi przywieźć zwolnienie, bo wypisał błędnie. Umówiliśmy się i przyjechał - na motorze, w wyświechtanych dżinsach, tshircie poplamionym smarem i przepraszająco wyjaśnił, że urwał się z grilla u znajomych. Mogłabym też założyć o tym wątek - czy wypada, ale ja akurat nie mam wątpliwości, że i owszem - choć być może na tymże grillu byli jacyś zniesmaczeni, że śmiał przedłożyć swoje obowiązki zawodowe ponad ich czarowne towarzystwo przez pół godziny...
                                • kora3 Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 05.06.18, 18:48
                                  panna.ze.dworku napisała:

                                  > A z punktu widzenia etyki zawodowej nie ma znaczenia czy podając informację "M
                                  > am przypuszczenie graniczące z pewnością że poseł X sypia z żoną radnego Y." sk
                                  > łamałaś, bo nie poseł X tylko radna Z, nie sypia tylko się pobiła i nie z żoną
                                  > radnego Y tylko z panią poseł Q... Ogólnie podawanie "przypuszczeń graniczących
                                  > z pewnością" - nie mieści się ani w rzetelności dziennikarskiej, ani w pojęciu
                                  > kultury ludzi dobrze wychowanych.



                                  Przede wszystkim to ja tu piszę prywatnie, a nie zawodowo - od tego należałoby zacząć.

                                  Poza tym no wybacz, ale cała reszta zacytowanego przeze mnie wywodu nijak się ma logicznie do opisanej tu sytuacji. O NIKIM konkretnym bowiem nie było mowy - ani ze strony lekarki, ani z mojej - zatem porównanie z jakimiś opowieściami o pośle - od czapy.

                                  > Zarzywanie tabletki "po" czy tez innej antykoncepcyjnej - nie jest nijakim odiu
                                  > m ani też nie jest nijak uwłaczające.


                                  Powiedziałabym, że raczej zażywanie, ale z resztą się zgadzam w pełni

                                  To raczej ty, swoim sposobem przedstawian
                                  > ia sytuacji robisz z tego tanią sensację, skoro odmówiłam ciągnięcia (jak sama
                                  > to napisałaś!) "problemem jest rząd, który podejmuje takie decyzje". Na margine
                                  > sie - nie popieram rządu nie tylko w tej kwestii. Ale w nie najbliższym sobie k
                                  > ręgu - o polityce się NIE ROZMAWIA, gdyż temat to zapalny i łatwo budzący konfl
                                  > ikty, a więc raczej pomijany w strefie DOBRYCH OBYCZAJÓW.


                                  NA razie nie dostałam od administracji żadnego sygnału bym tym zdaniem złamała regulamin forum.

                                  > Lekarka miałaby 100% racji - bo właśnie twoje snute "przypuszczenia graniczące
                                  > z pewnością" są dowodem na wścibstwo i namolne czepianie się nie istotnych dla
                                  > nikogo ani niczego spraw.


                                  Przepraszam, ale zastanów się co Ty piszesz - wscibstwo? Przecież ta lekarka to jest moja poniekąd kolezanka, jakbym na serio była taka wscibska smile to przy okazji bym ją zapytała czy moje przypuszczenie było słuszne. Nie zrobiłam tego i nie mam zamiaru.

                                  ale nie nazwałabym sprawy obecnego rozwiązania tematu za "nieistotną dla nikogo i niczego" - to jest bowiem nierzadko kolosalnie wazna sprawa dla ludzi, którzy nie chcą ciązy i większych jeszcze problemów.

                                  > Oceń sama, jako (na razie jeszcze zakładam) poważny dziennikarz: czy twoja hist
                                  > oria COKOLWIEK by straciła gdyby nie nie na miejscu uwagi o złym rządzie i tabl
                                  > etkach "po"? Czy jakkolwiek zmieniłoby znaczenie dla oceny obyczaju, gdybyś w o
                                  > góle zataiła specjalizację pani doktor? Zaskoczę cię: NIE.



                                  Ale ja tu nie piszę zawodowo, tylko prywatnie - mam prawo prywatnie uważac coś czy nie?

                                  Żeby nie być gołosło
                                  > wną - jestem po kilku operacjach, pod dożywotnią opieką genialnego chirurga. I
                                  > tak miałam raz sytuację, że zadzwonił i zapytał gdzie może mi przywieźć zwolnie
                                  > nie, bo wypisał błędnie. Umówiliśmy się i przyjechał - na motorze, w wyświechta
                                  > nych dżinsach, tshircie poplamionym smarem i przepraszająco wyjaśnił, że urwał
                                  > się z grilla u znajomych. Mogłabym też założyć o tym wątek - czy wypada, ale ja
                                  > akurat nie mam wątpliwości, że i owszem - choć być może na tymże grillu byli j
                                  > acyś zniesmaczeni, że śmiał przedłożyć swoje obowiązki zawodowe ponad ich czaro
                                  > wne towarzystwo przez pół godziny...
                                  >


                                  Współczuję ...no własnie nie załozylaś o tym watku, bo nic nie wiesz o żadnych zniesmaczonych tą sytuacją, ja wiem, bo wspomniane osoby swe zniesmaczenie wyraziły
                                  • tt-tka Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 05.06.18, 19:25
                                    kora3 napisała:

                                    nic nie wiesz o żadnych
                                    > zniesmaczonych tą sytuacją, ja wiem, bo wspomniane osoby swe zniesmaczenie wyra
                                    > ziły

                                    No wlasnie, wyrazily. Nie tylko zachowaniem znajomej, ale przy okazji jej pacjentki, co w ogole nie powinno ich (Was ?) obchodzic. A teraz jeszcze obgaduja i dociekaja.
                                    Dlatego m.in. przedkladam wyjscie z krotkim "przepraszam was na chwile/na pol godziny" niz objasnianie, czemu wychodze.
                                    • kora3 Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 05.06.18, 19:48
                                      Hmmm no masz rację ale ...O ile w towrzystwie nie wypadało zupełnie dyskutować czy pani doktor i pacjentka zachowały sie taktownie o tyle sa temat, np. na forum jest do dyskusji.

                                      I tp w szerokim że tak powiem zakresie, bo mozna się zastanawiać:
                                      - czy wypada umówiwszy się w czasie wolnym swoim z innymi własnie tak "przepraszać na pół godzinki"?
                                      - a o ile to czy należy powiedzieć dlaczego?
                                      - czy wypada dzwonić do lekarza (inny zawód) w jego wolnym czasie i absorbowac swoją sprawą?

                                      Wg mnie sporo zależy tu od sytuacji ....No bo jeśli pacjent ma z lekarzem "układ" ze mozna dzwonić o każdej porze dnia i nocy, to o ile oczywiscie pacjent nie dzwoni z jakimiś głupotami tylko z poważną sprawa niecierpiącą zwłoki, to nic złego wszak nie robi przeciw SV.

                                      Z kolei osoba, która ma taki zawód, albo sytuację zyciową, ze moze dostać pilny telefon powinan o tym uprzedzić, jesli oczywiscie nie ejst to fakt powszechnie znany - sorry, mam dziś dyzur, mozemy sie spotkać, ale moze być tak, że będę musiał znikać ...I raczej owszem - jesli musi, to wypada powiedzieć, ze sprawa ważna...

                                      Teraz mi się przypomniała taka znajoma z dośc irytujacą manierą - jest to a raczej była kolezanka mej kolezanki ...Otóż kobieta z reguły sama się z nią umaiwiała, po czym po krótkim czasie otrzymywała sms albo telefon i się zawijała. I tak włąsnie "Przepraszam, ale muszę lecieć" - dodam. że pani nie wykonuje takiego zawodu, by wyrywano ja w takich godzinach słuzbowo. Moja kolezanka zniosła to kilka razy, ale straciła ochote na spotkania z tą panią, a juz szczególnie solo tylko z nią, bo ona sobie wygospodarowała czas na takie spotkanko, a po pół godzinie sie kończyło i jeszcze bez słowa wyjaśnienia ...Potem się jakoś okazało, że w tymczasie "romansowała" z jakimś panem i dla niego rzucała wszystko, gdy się raczy odezwać ...Nic zresztą sensacyjnego, bo pani wolna była, ale no zwyczajnie mogła powiedzieć wczesniej, ze moze być tak, że bedzie musiała iśc, a tak to nie za fajnie wyszło jednak
                                  • panna.ze.dworku Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 05.06.18, 20:57
                                    "Przede wszystkim to ja tu piszę prywatnie, a nie zawodowo - od tego należałoby zacząć" - czyli prywatnie możesz być nierzetelna i niedyskretna, ale zawodowo jesteś zawsze w porządku? Jakoś powątpiewam... Z MOJEGO doświadczenia - osoby, które łatwo nabierają "przekonania graniczącego z pewnością" na nader kruchych podstawach PRYWATNIE, w życiu zawodowym postępują dokładnie tak samo - bo mają PRZEKONANIE, że czynią słusznie, po prostu...
                                    "Powiedziałabym, że raczej zażywanie" - Mój ort, słusznie.
                                    "NA razie nie dostałam od administracji żadnego sygnału bym tym zdaniem złamała regulamin forum" - bo i regulaminu nie złamałaś - jako że łaskawie odtentegowałaś się od "jechania" po polityce - na mój wyraźnie wyrażony sprzeciw.
                                    "przy okazji bym ją zapytała czy moje przypuszczenie było słuszne. Nie zrobiłam tego i nie mam zamiaru" - wówczas nie byłabyś wścibska tylko po prostu bezczelna. Natomiast nadal dywagacje na temat o JAKIE konkretnie leki pacjentka poprosiła lekarkę - pozostają nietaktowne i bezpodstawne.
                                    "nie nazwałabym sprawy obecnego rozwiązania tematu za "nieistotną dla nikogo i niczego" - to jest bowiem nierzadko kolosalnie wazna sprawa dla ludzi, którzy nie chcą ciązy i większych jeszcze problemów" - blebleble. Nieistotne z punktu widzenia obyczajów i oceny zachowania się pacjentki i lekarki. Skoro tak cię pili dysputa o rządzie - to zupełnie serio polecam forum polityka a nie "dobre obyczaje". Bo te nader rzadko mają cokolwiek wspólnego z polityką.
                                    "mam prawo prywatnie uważac coś czy nie?" - masz prawo uważać co chcesz, włącznie z tym, że ziemia jest płaska, a Australijczycy nie spadają w kosmos wyłącznie dlatego, że są przyklejeni gumą arabską. Co nadal nie jest odpowiedzią na moje pytanie...
                                    "Współczuję ...no własnie nie załozylaś o tym watku, bo nic nie wiesz o żadnych zniesmaczonych tą sytuacją, ja wiem, bo wspomniane osoby swe zniesmaczenie wyraziły" - czego "współczujesz"? I nie, Koro. Nie założyłaś wątku, bo kilka osób wyraziło zdegustowanie. Założyłaś wątek, żeby pogardłować się na temat paskudnego rządu, który jest "be" ogólnie i zakazał tabletek "anty". O ile z "jechaniem" na rząd ci nie wyszło, to o dostępności tabletek przewracasz na wszystkie sposoby. I to głównie podkreślasz, od jakiegoś czasu. Bo, zaskakujące, większość dyskutantów jakoś nie ma wątpliwości, że nikomu postronnemu nic do relacji pacjent - lekarz i że lekarka nie złamała żadnych zasad opuszczając towarzystwo na wspomniane pół godziny.
                                    • kora3 Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 05.06.18, 21:12
                                      Współczuję sytuacji zdrowotnej o jakiej wspomniałaś...
                                      Ja rownież uwazam ze lekarka nie zrobiła nic przeciw SV opuszczając owo towarzystwo na pół godziny. Uwazam też, ze postąpiła słusznie mówiąc, ze musi wypisać receptę i kiedy wróci oraz trzymała się tego terminu podanego. Nie uwazam natomoast ze wypadałoby ot tak po prostu powiedzieć "znikam, wracam za pół godziny" - odebrałabym to jednak jako lekceważące wobec reszty towarzystwa. I nie nie byłabym bezczelna, gdybym zapytała czy moje przypuszczenie było słuszne - na osobności - to co wypada nam prywatnie zapytać kogoś wyznacza nasza relacja z tym kimś. Zatem obcej lekarki nie wypadałoby mi o to prywatnie, kolezankę - owszem. Jedynie co byłoby bezczelnością to sytuacja, w której odpowiedź na pytanie byłaby złamaniem prawa, etyki zawodowej, albo niedyskrecją wobec kogoś innego - tyle, ze w tym przypadku żadna z tych przesłanek nie zachodziłaby także wówczas, gdyby kolezanka odpopwiedziała twierdząco
                                      • panna.ze.dworku Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 05.06.18, 23:19
                                        Nie ma czego współczuć - konieczne operacje za mną, lekarz mnie za uszy wyciągnął z drugiego świata, i tyle, że do końca życia raz na rok muszę do niego na kontrole się stawić - mała fatyga. smile
                                        Owszem, samo "Znika na pół godziny" jest troszkę lekceważące, plus, w TAKIM towarzystwie niewątpliwie wzbudziłoby "przekonanie graniczące z pewnością", że pani doktor poleciała na szybko do kochanka... Ale już "Przepraszam, muszę wyjść, wrócę za pół godziny. Nagle wyskoczyła sprawa służbowa...." jest wystarczające, a nie budzi idiotycznych "pewności" i politycznych aluzji...
                                        Cóż, MOIM zdaniem nawet dopytując "A ta recepta co ją wypisałaś to na "po"?" - byłabyś bezczelna. I gdybym to ja była ową lekarką - nie tylko nie udzieliłabym ci na takie coś żadnej odpowiedzi, ale zdecydowanie ochłodziła kontakty, bo koleżanka, która nie ma skrupułów, żeby się pakować w moje sprawy zawodowe nijak jej dotyczące - JEST bezczelna... No, realnie - po kie licho miałaby ci być taka informacja? Zadając takie pytanie - zdecydowanie naruszyłabyś zasady towarzyskie. I to niezależnie od tego, czy byś dopytywała o nazwisko pacjentki czy tylko o przepisany jej lek.
                                        • kora3 Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 06.06.18, 00:01
                                          No to dobrze, ze ze zdrowiem już w porządku ...
                                          Co do reszty - powtórzę jeszcze raz - to jakie pytanie możemy komuś prywatnie zadać silnie zależy od relacji z tym kimś. Gdybyś ty była tą lekarką ... ale nie jesteś przecież, nie znamy się kilkanaście lat i nie jestesmy dobrymi koleżankami, więc gdybyś to Ty była ta lekarką to nie zadałabym Ci takiego pytania, a gdyby zadał Ci je ktoś znany tak jak my się "znamy" słusznie miałabyś prawo być oburzona...

                                          Po jakie licho mi taka informacja byłaby pytasz ... No widzisz ...a po jakie licho ja otrzymuję informacje od czasem mi znanych a czasem zupełnie nieznanych osób o tym, że tu i tu recepta na pastylke po jest nie do zdobycia? Przecież mnie jako mnie wcale to nie dotyczy z racji stosowanej antykoncepcji, która nawet gdyby mnie zawiodła co graniczy z cudem, tobym się nie zorientowała ze akurat zawiodla. A tak w ogóle to dla mnie ta pastylka jest spokojnie do zdobycia - bo mi mój gin w nocy o północy wypisałby, a jak nie to inny znajomy lekarz ...Otóż te panie dzwonią z tym do minie piszą mi o tym, bo dla wielu z nich jest to/była sytuacja "życia lub śmierci" , dzielą się tym, bo chcą, zeby ktoś zasygnalizował problem ...Po co? Ano po to,żeby była większa szansa na zdobycie tej recepty w sytuacji gdy jest noc, dzień wolny i następny też takim będzie ...
                                          • panna.ze.dworku Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 06.06.18, 07:03
                                            Koro - skoro Tyyyle osób do ciebie akurat w tej (ważnej!) kwestii dzwoni, że masz pełną wiedzę - to po kie licho miałabyś dodatkowo pytać ta swoją lekarkę - koleżankę? I niezależnie od stopnia zażyłości - tego typu dociekanie w kwestiach zawodowych jak dla mnie jest bezczelnością i gdybym miała tak namolną koleżankę - to bym zdecydowanie oziębiła kontakty.
                                            I nadal nie odniosłaś się do mojego pytania: co twoja historia straciłaby w kwestii omawiania DOBRYCH OBYCZAJÓW, gdybyś w ogóle zataiła specjalizację lekarki? Poza, oczywiście, możliwością, poplucia na "be" rząd i pogardłowania o "wntykach"? Podkreślam: w kategorii OBYCZAJU?
                                            • znana.jako.ggigus Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 06.06.18, 07:51
                                              hehe, tez czekam

                                              panna.ze.dworku napisała:

                                              >> I nadal nie odniosłaś się do mojego pytania: co twoja historia straciłaby w kwe
                                              > stii omawiania DOBRYCH OBYCZAJÓW, gdybyś w ogóle zataiła specjalizację lekarki?
                                              > Poza, oczywiście, możliwością, poplucia na "be" rząd i pogardłowania o "wntyka
                                              > ch"? Podkreślam: w kategorii OBYCZAJU?
                                              >
                                            • kora3 Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 06.06.18, 08:50
                                              Powtarzam raz jeszcze - relacje między ludźmi zależą od stpnia żazyłości międz nimi, nie mozesz dyktować dwojgu bliskich sobie ludzi o cym wg Ciebe mopgą rozmawia w 4 oczy, a o czym nie, bo Ty coś tam uważasz....

                                              Wg oje oceny - co do Twego pytania - nie było powdun zatajac specjalności pan doktor, bo i dlaczego....Natomoast co ma opowieśc straciłaby - nie wiem czy zwróciłaś uwagę, w pierwszym poście wspomniałam, ze jedna z osób zasugerowła, że skoro pacjentka potrzebowała recepty pilnie to jest od tego SOR (no dokładniej POZ nocna i świąteczna, ale o to mniejsza) - zasadniczo miała nieco racji - to są placówki od przypadków nagłych, zwłoki niecierpiących ...Tyle, że jesli pacjentka potrzebowała akurat pastylki po np. to w tym szpitalu nie miala szans dostac na to recepty - jesli się krytykuje czyjeś zachowanie w kwiestii obyczaju podając inne alternatywne, to wypadałoby się orientowac, e w pewnych sytuacjach owo alternatywne rozwiązanie moze nie wchodzić zwyczajnie w grę
                                              • panna.ze.dworku Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 06.06.18, 09:12
                                                Powtarzam raz jeszcze - przedstawiłam MOJE zdanie w kwestii. Jeśli o to chodzi, to swobodnie możesz ze swoimi koleżankami cokolwiek chcesz a one pozwolą - tłumaczę tylko, że niezależnie od waszych relacji dopytywanie lekarki o przepisywane innym specyfiki - jest namolnością, że nie powiem mocniej...

                                                Otóż, twoja opowieść straciłaby głównie na możliwościach tego co opisałam wyżej - czyli powieszania psów na "złym rządzie" i porozwodzeniu się o "antykach".

                                                Jest wiele sytuacji, w których lekarz SOR po prostu nie pomoże - np przy długotrwałej kuracji. Znajoma zażywała bardzo silne antydepresanty - pod kontrolą i z zalecenia lekarza. GDYBY była taka sytuacja - jest piątek, ma wizytę równo za tydzień, idąc do kina zabiera ostatni listek leków, ktoś jej kradnie torebkę/gubi ją itp? SOR/POZ co jej da? Nikt jej tam nie przepisze tego akurat leku! Pomijając już to, że nie temu SOR służy... W tej sytuacji, mając taką możliwość nie tylko niczego nie łamie, ale wręcz POWINNA zadzwonić do swojego lekarza, który jej tą kurację przepisał, powiadomić o sytuacji i dalej postępować zgodnie z jego zaleceniami (np. "może pani kupić lek XXX, dostępny bez recepty, a w poniedziałek proszę przyjść do mnie do gabinetu", albo "To spotkajmy się tu i tu za kwadrans, wypisze pani receptę"). Owo alternatywne rozwiązanie nie wchodzi w grę NIE TYLKO przy tabletkach "po", jak sugerujesz... Więc nadal argumentów ZA podkreślaniem jej specjalizacji i "przypuszczeń graniczących z pewnością" - brak...
                                                • kora3 Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 06.06.18, 11:16
                                                  panna.ze.dworku napisała:

                                                  > Powtarzam raz jeszcze - przedstawiłam MOJE zdanie w kwestii. Jeśli o to chodzi,
                                                  > to swobodnie możesz ze swoimi koleżankami cokolwiek chcesz a one pozwolą - tłu
                                                  > maczę tylko, że niezależnie od waszych relacji dopytywanie lekarki o przepisywa
                                                  > ne innym specyfiki - jest namolnością, że nie powiem mocniej...


                                                  Wg Ciebie jest, wg innych nie jest - zależy od sytuacji i relacji. Np. moja kolezank po fachu robiła ostatnio materiał o tym, jaki suplementy diety zazywają Polacy i pytała w kilkunastu aptekach co najbardziej "schodzi" - nieznajomych sobie farmaceutów i jako nikt się nie obraziłsmile
                                                  A poniekąd co to ,ma do rzeczy o TY byś robiła bedąc moją kolezanką - lekarką...Nie pytałam co byś robiła smile

                                                  >
                                                  > Jest wiele sytuacji, w których lekarz SOR po prostu nie pomoże - np przy długot
                                                  > rwałej kuracji. Znajoma zażywała bardzo silne antydepresanty - pod kontrolą i z
                                                  > zalecenia lekarza. GDYBY była taka sytuacja - jest piątek, ma wizytę równo za
                                                  > tydzień, idąc do kina zabiera ostatni listek leków, ktoś jej kradnie torebkę/gu
                                                  > bi ją itp? SOR/POZ co jej da? Nikt jej tam nie przepisze tego akurat leku! Pomi
                                                  > jając już to, że nie temu SOR służy... W tej sytuacji, mając taką możliwość nie
                                                  > tylko niczego nie łamie, ale wręcz POWINNA zadzwonić do swojego lekarza, który
                                                  > jej tą kurację przepisał, powiadomić o sytuacji i dalej postępować zgodnie z j
                                                  > ego zaleceniami (np. "może pani kupić lek XXX, dostępny bez recepty, a w ponied
                                                  > ziałek proszę przyjść do mnie do gabinetu", albo "To spotkajmy się tu i tu za k
                                                  > wadrans, wypisze pani receptę"). Owo alternatywne rozwiązanie nie wchodzi w grę
                                                  > NIE TYLKO przy tabletkach "po", jak sugerujesz... Więc nadal argumentów ZA pod
                                                  > kreślaniem jej specjalizacji i "przypuszczeń graniczących z pewnością" - brak..

                                                  > .
                                                  >
                                                  SOR i POZ nocno - swiąteczny są wlasnie od przypadków nagłych i nieprzewidzianych...Jesli ktoś zażywa antydepresanty, czy dowolne inne leki, które mozna zastąpić czyms bez recepty, to najpewniej nie są to jakieś niesamowite specyfiki ale owszem moze się zdarzyć ze ktoś zazywa coś, czgo nie da się zastąpć niczym bez recepty a recepta musi być od specjalisty, bo lek refundowany ...Zaskoczę Cię moze, ale są na to procedury ...Taki pacjent zgasza się do pOZ -u nocno-swiatecznego i przedstawia swój problem. Lekarz stamtąd kieruje go albo na badania na SOR, albo na konsultacje do specjalisty z interesującej go specjalności. Potem lekarz decyduje, i jakie leki wypisać pacjentowi i jesli chodzi o leki podtrzymujce zycie, to nie spotkałam sę z przypadkiem, by komuś odmówiono przepisania, acz na pewno taki BŁĄD moze sie zdarzyć...
                                                  Moze nie byc możliwości skontaktowania si z lekarzem prowadzącym danego pacjenta, a mimo to sobie w takich przypadkach racdzą, choć taki kontakt na pewno ułatwia mocno sprawę. Zatem nawet jesli nie ma kontaktu z lekarzem prowadzącym nie zostaawia się acjenta bez leku, bez którego moze umrzeć. Do tego - jesli pacjent leczy się w poradni przyszpitalnej to dostęp do jego kartoteki jest w tym szpitalu pełny, więc lewkarz do którego się zwraca nie musi niczego sprawdzać, bo ma napisane co pacjent zażywa...

                                                  Tylko bardzo nierozsądny lekarz tak zwyczajnie odesłałby z kwitkiemosob, która mówi ze brze lek podtrzymujący życie i nie ma go...Kogoś proszącego o receptę na pastylke po lekarze odsyłają, bo raz zwyczajnie - mogą - to nie jest lek ratujący życie więc niczym nie ryzykują odmawiając wypisania go, a o tego zobłędzenie doszło już do tego, ze lekarze niektórzy BOJĄ się wypisać ten lek niEZnanej pacjentce, bo obawiAJĄ SIĘ PROWOKACJI I TO OWSZEM TEŻ WIEM OD SAMYCH LEKRAZY
                                                  • panna.ze.dworku Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 06.06.18, 11:49
                                                    Ok. Nie interesuje cię moje zdanie.
                                                    Zaskoczę cię - osobę biorącą silne antydepresanty na SOR wyśmieją - nikt jej nie wypisze recepty na dany specyfik, bo nie, po prostu. Bez badań itd? To samo z POZ. Owszem, może sobie pójść posiedzieć na SOR 11 albo i więcej godzin, po to, żeby usłyszeć, ze nie dostanie tego leku. Bo to nie jest lek z grupy "ratujących życie". A ratuje je pośrednio, ratuje zdrowie itd. Owszem, dla ciebie to może "mały miki", ale dla osoby leczącej się - niekoniecznie. I jakoś rozumiem, ze taka osoba może po prostu obawiać się czekać do nie wiadomo kiedy bez leku.
                                                    Ale po co ja się produkuję - ty NIE CHCESZ rozmawiać ani o kulturze, ani o obyczajach - a wyłącznie o tabletce "po", której zły rząd zabronił... To proszę bardzo, ale beze mnie.
                                                  • kora3 Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 06.06.18, 12:01
                                                    Wiesz, no tak sie akurat składa, że jestem dośc na bieżąco Z tymi procedurami i to nie tylko rzekłabym z oficjalnej strony. Fakt, antydepresany nie są lekami ratującymi życie, ale to lekarz w wywiadzie ustala czy decyduje się n wypisanie czy na skierowanie pacjenta dalej, czy na odesłanie z kwitkiem i poniekąd on za te decyzję odpowiada ...takie sprawy akurat znam pośrednio od mej sąsiadki, której syn leczy się psychiatrycznie i owszem, lekarz z SOR nie chciał wypisać leków (bardzo silne), a nawet nie móg, bo te moze przepisać tylko psychiatra. Ponieważ w tym szpitalu nie ma psychiatry na nocnym dyżurze pana odesłano do szpitala psychiatrycznego na konsulacje - czyli jak widać, da się coś zrobić nawet w takiej sytuacji.
                                                  • panna.ze.dworku Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 06.06.18, 13:09
                                                    A ta pacjentka, która na tyle głupia, że o zabezpieczeniu nie umiała pomyśleć i MUSI głowę zawracać, żeby tabletkę "po" dostać - też mogła sobie pojeździć po iluśnastu, iluśdziesktu lekarzach na SOR w różnych szpitalach, POZ itd - w końcu trafiłaby na takiego, który by jej tą tabletkę wypisał, nieprawdaż? No, mogła. I zapewne w końcu by trafiła do kogoś, kto by jej ta tabletkę dał, co za różnica czy w dwie godziny po stosunku, czy pięć... Zapewne znalazłaby znacznie szybciej niż pacjentka szukająca antydepresantów.
                                                    Pomijając już "detal", że NIE WIESZ o jakie leki chodziło pacjentce i jakie leki lekarka wypisała. Chociaż jesteś wszak "przekonana", granicząc z pewnością, ze wiesz lepiej. Zapewne lepiej nawet niż rzeczona lekarka... tongue_out
                                                  • positronium Proszę o zakończenie wątku pigułkowego 06.06.18, 13:16
                                                    panna.ze.dworku napisała:

                                                    > Pomijając już "detal", że NIE WIESZ o jakie leki chodziło pacjentce i jakie lek
                                                    > i lekarka wypisała. Chociaż jesteś wszak "przekonana", granicząc z pewnością, z
                                                    > e wiesz lepiej. Zapewne lepiej nawet niż rzeczona lekarka... tongue_out

                                                    Panno - uczepiłaś cię tego, ze te tabletki mogły być antykoncepcyjne, widzę że Ci to leży na wątrobie, ale to już dawno nie jest produktywna dyskusja, bo za dużo tu kąsania.
                                                    Koro - jak to jest, że trafiasz ciągle w sam środek największych offtopów i kłótni?
                                                  • panna.ze.dworku Re: Proszę o zakończenie wątku pigułkowego 06.06.18, 13:27
                                                    Posit, po prostu - ponieważ Kora kilkakroć podkreślała iż pracuje jako dziennikarz - uważam takie podawanie "pseudoinformacji" "przekonania graniczącego z pewnością" za co najmniej nierzetelne, a w praktyce, za wymyślanie i propagowanie plot. I nadal Kora nie odpowiedziała w jaki sposób specjalizacja lekarki i jej "przekonanie graniczące z pewnością" mają znaczenie dla oceny sytuacji obyczajowej? Poza albo pogardłowaniem że rząd jest paskudny, albo pomieleniem ozorem o tabletkach "po"...? I, owszem, MOGŁO chodzić o tabletkę "po". A mogło o cokolwiek innego. Uczepiłam się zaś nie tabletki (to raczej Kora), a nierzetelnej i stronniczej relacji podobno dziennikarki.
                                                  • tt-tka Re: Proszę o zakończenie wątku pigułkowego 06.06.18, 13:38
                                                    positronium napisała:

                                                    to już dawno nie jest produktywna dyskusja, bo za d
                                                    > użo tu kąsania.

                                                    Aha, bo skupiono sie na lekarce. Ktora zachowala sie calkiem correct, przeprosila, wyjasnila
                                                    i w obiecanym czasie pojawila sie z powrotem. Pominieto pozostalych, ktorzy pozwolili sobie na krytyczne komentowanie zachowania lekarki za jej plecami - z otwarta pretensja nikt nie wystapil, a przynajmniej nie napisano o tym - oraz pacjentki, co w ogole nie bylo sprawa zebranych.

                                                    > Koro - jak to jest, że trafiasz ciągle w sam środek największych offtopów i kłó
                                                    > tni?

                                                    Wlasnie dlatego smile
                                                  • kora3 Re: Proszę o zakończenie wątku pigułkowego 06.06.18, 14:28
                                                    Posit, nie a zacełam tn temat - w sensie roztrząsania, ALE jak napisałam w poście startowm - jena osoba zasugerowała w tamtyt towarzystwie, w realu, że w nagłych sprawach to na SOR. Informacja o tym, że tu SOR nie pomoze jest wg mnie ważna w zakresie tego ze trudno acjentce zarzuca c złe zachowanie - zamiast a SOR wydzwanianie do lekarki - skoro coś na SOr-ze jest nieosiągalne...
                                                  • tt-tka Re: Proszę o zakończenie wątku pigułkowego 06.06.18, 14:37
                                                    kora3 napisała:

                                                    Informacja o tym, że tu SOR nie pomoze jest wg mnie wa
                                                    > żna w zakresie tego ze trudno acjentce zarzuca c złe zachowanie

                                                    Ale zachowanie pacjentki w ogole nie bylo wasza sprawa i o to chodzi, mnie przynajmniej. Lekarka uznala, ze powinna jej te recepte wypisac, lekarka ma wiedze o pacjentce i jej potrzebach, ktorej to wiedzy nie maja pozostali.

                                                    Ty zaczelas przypuszczenia, co to za lek i pociagnelas dyskusje w tym kierunku, wiec pytania o to, czy specjalnosc dentystki albo okulistki tez by wzniecila takie emocje sa imho uprawione, ale generalnie chodzi o zasade. Wolno wyjsc ze spotkania czy nie, trzeba sie z tego tlumaczyc czy nie - oraz czy uczestnicy spotkania powinni/nie powinni wypowiadac sie w temacie cudzych zawodowych powinnosci.
                                                  • kora3 Re: Proszę o zakończenie wątku pigułkowego 06.06.18, 14:51
                                                    Owszem zachowanie pacjentki to nie była sprawa osoby krytykującej to zachowanie, ale taka krytyka jednak padła i mozna się zastanawiac czy osob taka OGOLNIE miała jakiś cień racji, czy nie.

                                                    A propos dentysty - o takowy, przyjaciel mego partnera poniekąd zorganizował kiedys urodziny - swpje. Podczas nich zadzwonił jakiś pacjent - jak nam potem relacjonował z bólem wielkim czy oś takiego. Lekarz odmówił przyjęcia go z oczywistych przyczyn poradził mu jechac na "pogotowie dentystyczne" , które jest w miescie i sprawnie funcjonuje z tego co mi wiadomo. Pacjent nalegał jednak na to by lekarz go przyjął, pomimo ze ten mu powiedział, ze ma imprezę urodzinową, bo obawia sie obcego stomatologa. W końcu odpuscił, ale wyraził zal, ze lekarz nie chciał mu pomóc.
                                                    Zanim dostane od Ciebie "informacje" ze lekarz bardzo niedyskretny i złamał tajemnic e wagi państwoej widz, ze ni wiem o jakim pacjencie on mówił, nie znamy zadnych jego pacjentów, bo mieszka i pracuje w innym niż my mieście i my jego pacjentami nie jesteśmy - to tak juz z góry informuje...
                                                    Lekarz nam jako koleżeństwu powiedział o tej sytuacji, ot tak, pare dni później zresztą ...Mogliśmy sie zastanawiać cy zachowanie pacjenta było ok od strony SV, czy nie?
                                                  • positronium O etyce zawodowej itp. 06.06.18, 15:24
                                                    Koro weź załóż osobny wątek może na takie dywagacje, dobrze? Zupełnie inny problem teraz roztrząsasz niż ten pierwotnie w tym wątku zaproponowany.
                                                    Serio, dość tych offtopów nie na temat.
                                                  • positronium Re: O etyce zawodowej itp. 06.06.18, 15:45
                                                    Ale to jest wątek o ginekolożce na imprezie... Skoro specjalizacja lekarza ma dla Ciebie znaczenie to w takim razie roztrząsanie zachowania dentysty powinno trafić w osobny watek.
                                                    Jeśli specjalizacja nie ma znaczenia - to po co tak drobiazgowo roztrząsałaś z Panną sprawę pigułek?
                                                    Co chcesz osiągnąć?
                                                  • reinadelafiesta Re: O etyce zawodowej itp. 06.06.18, 17:07
                                                    @Pisitronium
                                                    Wezmę stronę Kory. Ok.może niepotrzebnie wyraziła swoje zdanie na temat tabletki "po", choć później uzasadniała, czemu tak zrobiła. Można to uzasadnienie przyjąć lub nie - to sobie rozważy każdy z nas. Natomiast prawdą jest, że Kora zadała inne pytanie w wątku, a część osób zamiast się do niego odnieść, zaczęła dywagować czy lekarka mówiąc o recepcie była dyskretna czy nie, czy Kora potrzebnie czy nie podała tę informację o tabletce, a nawet rzetelność Kory jako dziennikarki. Więc ja przypominam, że to nie rzetelność Kory jako dziennikarki tutaj rozpatrujemy, a osoby ktore czują się uprawnione do oceny jej profesjonalizmu zawodowego, chyba się zagalopowały.
                                                  • kora3 Re: O etyce zawodowej itp. 06.06.18, 17:49
                                                    dzięki Reino - własnie o to mi szło, że podobnie jak na SV trzeba niektórym udowadniać ze się nie jest wielbłądem przez co własnie powstają off topy ....Ja też niestety poszłam tą drogą, bo nauczona doświaczeniem stamtąd podałam szczegóły niw dl jakiejs sensacji, jak sugerowano ale własnie po to, by nie odpowiadać potem na pytania "A co to była za lekarka? A dlaczego poszła pisać recepte a nie odesłała pacjenta do SOR/POZ? it...OBwiałm się, ze jak podam te szczegóły później, to bedzie jak na SV - aaaaaa TERAZ piszesz, ze tak i tak, budujesz napięcie, dopowiadasz, to całkiem zmienia postać rzeczy itd....Wiem, ze to inne forum, ale pisze tu też sporo ludzi z SV i stąd moja ze tak powiem ostrożnośc procesowa...W przyszłości odam ylko te szczególy, które są isotne WG mnie dla sprawy, a w razie zaczepek, że nie podałam cegoś na poczatku odeslę do administracji smile
                                                  • reinadelafiesta Re: O etyce zawodowej itp. 06.06.18, 18:03
                                                    @Kora
                                                    Wydaje mi się, że wszyscy tu chcielibyśmy żeby to forum wyglądało inaczej niż sv, w końcu dlatego powstało. Musimy jakiś wspólny system wypracować, myślę że unikanie uwag ad personam i wałkowania w kółko tego samego to dobry trop i podstawa. Nie da się też ukryć, że wprowadzanie mowych elementów, przykładów - zamiast rozwiewać wątpliwości, przyczynia się do jeszcze większego chaosu, więc masz rację, rezygnacja z tego sposoby prowadzenia dyskusji to dobry kierunek.
                                                    A teraz spadam, zanim Moderatorka mnie objedzie za wchodzenie w jej buty😁
                                                  • positronium Re: O etyce zawodowej itp. 07.06.18, 11:15
                                                    Podpisuję się obiema rencyma wink pod wypowiedzią Reiny z 18:03; o to chodzi, żeby tu nie transplantować złych nawyków.
                                                    Tłumaczenie "na wszelki wypadek" to jest moim zdaniem jeden z takich nawyków, tym bardziej, że jasno widać nie pierwszy raz jak bardzo to mąci w dyskusji, zamiast ją usprawniać.

                                                    Podobnie przykłady, które tak lubisz Koro, a na które uwagę zwróciła Reina - dla mnie też one wyglądają często jak dywersja, co też mogłaś zauważyć w dyskusji o ksenofobii/rasizmie.
                                                    Ponieważ wszyscy posługujemy się tu tylko pismem warto zwrócić uwagę na to jak piszemy - nie tylko pod kątem formy, ale i treści.
                                                  • kora3 Re: O etyce zawodowej itp. 07.06.18, 11:19
                                                    Wiesz akurat jesli chodzi o te przykłady to dla mnie nie były dywersyjne, bynajmniej - zastanawialam się jak oceniacie prawo czlowieka do własnych preferencji - stąd owe przyklady.
                                                  • kora3 Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 06.06.18, 13:46
                                                    Dlaczego lepiej ? Nie wolno nic przypuszczać, bo Ty tak uważasz? Przepraszam, ale posługujesz się znów tym dziwnym "kluczem" pt. wszystko jest tak, jak u mnie...
                                                    W tym mieście jest JEDEN szpital i w związku z tym no jeden SOR, w najbliższym oddalonm o 30 km ok tż nie wypiszą na SOR-ze - miałam interwencje w tej sprawie, zatem pozostaje wieksze miasto oddalone o ponad 10 km.

                                                    Poza tym - z antykoncepcji doraźnej korzystają najczęściej osoby, które pomyślały o zabezpieczeniu tylko tym zabezpieczeniem jest zazwyczaj prezerwatywa a ta może pęknąć i to się zdarza. Jasne,sa pewniejsze metody zabezpieczani się, ale nie kazdy moze je stosować, a nawet jesli moze to konieczne jest robienie po prostu przerw w stosowaniu.

                                                    Nie rozumiem dlaczego ten temat wzbudza tyle negatywnych emocji u Ciebie
                                    • ola5488 Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 05.06.18, 21:30
                                      panna.ze.dworku napisała:

                                      > "Przede wszystkim to ja tu piszę prywatnie, a nie zawodowo - od tego należałoby
                                      > zacząć" - czyli prywatnie możesz być nierzetelna i niedyskretna, ale zawodowo
                                      > jesteś zawsze w porządku? Jakoś powątpiewam... Z MOJEGO doświadczenia - osoby,
                                      > które łatwo nabierają "przekonania graniczącego z pewnością" na nader kruchych
                                      > podstawach PRYWATNIE, w życiu zawodowym postępują dokładnie tak samo - bo mają
                                      > PRZEKONANIE, że czynią słusznie, po prostu...
                                      > "Powiedziałabym, że raczej zażywanie" - Mój ort, słusznie.

                                      > na. Natomiast nadal dywagacje na temat o JAKIE konkretnie leki pacjentka popros
                                      > iła lekarkę - pozostają nietaktowne i bezpodstawne.


                                      > aziły" - czego "współczujesz"? I nie, Koro. Nie założyłaś wątku, bo kilka osób
                                      > wyraziło zdegustowanie. Założyłaś wątek, żeby pogardłować się na temat paskudne
                                      > go rządu, który jest "be" ogólnie i zakazał tabletek "anty". O ile z "jechaniem
                                      > " na rząd ci nie wyszło, to o dostępności tabletek przewracasz na wszystkie spo
                                      > soby. I to głównie podkreślasz, od jakiegoś czasu. Bo, zaskakujące, większość d
                                      > yskutantów jakoś nie ma wątpliwości, że nikomu postronnemu nic do relacji pacje
                                      > nt - lekarz i że lekarka nie złamała żadnych zasad opuszczając towarzystwo na w
                                      > spomniane pół godziny.

                                      Podpisuję się po tym, mam podobne wrażenie i wnioski wink
                                      • positronium Mała prośba odnośnie cytowania 05.06.18, 21:36
                                        ola5488 napisała:

                                        > Podpisuję się po tym, mam podobne wrażenie i wnioski wink

                                        Olu, nie musisz cytować wszystkich pasujących Ci fragmentów, jeśli zgadzasz się z większością wypowiedzi. Na przyszłość wystarczy samo zdanie, że się zgadzasz (lub nie), z zaznaczeniem którą wypowiedź masz na myśli (do tego faktycznie najlepiej użyć funkcji cytowania, a nie zwykłej odpowiedzi).

                                        Tak jak robisz to teraz jest po pierwsze mało czytelnie, a po drugie większość Twojej wypowiedzi to słowa kogoś innego.
                                          • positronium Re: Mała prośba odnośnie cytowania 05.06.18, 21:46
                                            Oj, żeby tu każdy tak grzecznie umiał odpowiedzieć, jak Ty. smile

                                            No, jeden akapit, może dwa faktycznie warto czasem wyjąć z całego wpisu. Ale zauważyłam, że często właśnie piszesz tylko jedno zdanie - na tak, zazwyczaj - więc w sumie skoro i tak nie doprecyzowujesz, że tylko dany konkretny fragment masz na myśli i dlaczego, to w sumie wychodzi na jedno.
                                            Oczywiście, jak najbardziej zachęcam do polemiki, szczególnie, że często masz oryginalne spojrzenie na omawiane tu sprawy.
    • reinadelafiesta Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 02.06.18, 13:11
      @Kora
      O co by nie chodziło: tabletkę, receptę czy cokolwiek innego, to do osądu lekarza, a nie znajomych należało, czy sprawa była pilna, a wyjście było konieczne czy nie. Ja też znam lekarzy, którzy są do dyspozycji pacjenta całą dobę, taki mają styl działania i najwyraźniej i im i lekarzowi to odpowiada. A postronnym nic do tego. Tym bardziej, ze nie zostali sami i skazani na oczekiwanie, tylko spoojnie mogli kontynuować imprezę.
    • znana.jako.ggigus Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 02.06.18, 13:23
      Lekarka wyszła z luźnej imprezy i wróciła. A tabletka/krople/inne formy po, przed, tabletki na węgiel, na przeczyszczenie, na odrobaczenie, na doraźną poprawę humoru, na kaszel, na ból brzucha - to już sprawa lekarza/lekarki i pacjenta/pacjentki.

      kora3 napisała:

      >
      > Mam podejrzenie graniczące z pewnością ze szło o wypisanie recepty na tabletkę
      > "po" lun na antykoncepcję, co nie może poczekać.
      >
        • znana.jako.ggigus Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 02.06.18, 15:09
          Tak sądzisz, ale możlowe, że pobudki lekarki były inne.
          Np szła do kochanka, a chciała mieć święty spokój. Chciała zrobić wrażenie na innych, chciała...
          Nie wiemy, co chciała lekarka. Musiałaby się wypowiedzieć sama.
          kora3 napisała:

          > Sądzę, ze lekarka powiedziała
          >
            • znana.jako.ggigus Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 02.06.18, 15:26
              czemu nie? 25 min to sporo czasu. Wrażenie zajętej lekarki, oddanej pacjentkom, że tak na szybko puszczę wodze fantazji. Bo przecież lekarka przerwała imprezę towarzyską, tak dla przypomnienia szczegółów...
              Nie wiem, co myślała lekarka i o tym może się wypowiedzieć tylko ona. Czego pewnie nie zorbi z uwagi na etykę zawodową. I słusznie.
              Takie dociekanie co gdzie kiedy i czy po pigułkę po jest wg mnie niezbyt zogdne z zasadami dobrego wychowania.
              kora3 napisała:

              > Do kochanka na 25 minut Jakie wrazenie? Lekarze wypisują
              >
              >
              • aqua48 Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 02.06.18, 15:31
                znana.jako.ggigus napisała:

                > Bo przecież lekarka przerwała imprezę
                > towarzyską, tak dla przypomnienia szczegółów...

                Nie przerwała imprezy towarzyskiej tylko z niej wyskoczyła na pół godziny. I tak, jest to dopuszczalne jeśli obie strony mają takie samo podejście do tej imprezy. Tu najwyraźniej lekarka uznała ją za dużo mniej zobowiązującą niż pozostałe towarzystwo.
              • kora3 Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 02.06.18, 15:33
                Giggus, ale Twoje wodze fantazji sięgają zbyt daleko wg mnie...Przede wszystkim - lekarka nie przerwała żadnej imprezy, nie była to impreza jej ani na jej czesc. Zwyczajnie przeprosiła, że musi na chwilę znikać - dla mnie zwyczajna zawodowa sytuacja - mnie też sie zdarzają i innym także, nie tylko lekarzom. Poza tym wybacz, ale jesliby lekarz z 20 letnim stażem chciał koniecznie jakeiś wraenia na ludziach znajomych, od lat go znających robić, to uznać go nalezałoby za wariata, a pani doktor nim nie jest smile
                Etyka zawodowa? Skąd taki pomysł? Lekarka działałaby sprzecznie z etykązawodową, gdyby powiedziała o jaką pacjentkę chodzi lub podała szczegóły skutecznie umozliwiające identyfikację pacjentki. Nawet gdyby nam powiedziała dokładnie jaki lek przepisała i dlaczego (np. po zabiegu, po poronieniu, w ciąży) to nadal zadnych zasad etyki by nie złamała.
                • znana.jako.ggigus Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 02.06.18, 15:52
                  Kwestia gustu - co jest za daleko. Wg mnie za daleko sięgają wodze fantazji, gdy się zastanawiasz, czy pigułka po jest przyczyną przerwania czyjegoś uczestnictwa w imprezie.
                  Gusta są różne.
                  Tak, etyka zawodowa to niepodowanie takich informacji w ramach życia prywatnego. M in po to, aby osoby z życia prywatnego nie rzuciły się w wir dociekań, czy przyczyną przerwania uczestnictwa była tabletka po (seks! seks! kto i z kim! ) czy cokolwiek innego.

                  kora3 napisała:

                  > Giggus, ale Twoje wodze fantazji sięgają zbyt daleko wg mnie
                  > Etyka zawodowa? Skąd taki pomysł?
                  • aqua48 Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 02.06.18, 16:04
                    znana.jako.ggigus napisała:

                    > Tak, etyka zawodowa to niepodowanie takich informacji w ramach życia prywatnego

                    Zgadzam się, że wystarczające byłoby gdyby pani powiedziała, że musi na chwilę wyjść załatwić pilną zawodową sprawę i wróci po półgodzinie.
                    • verdana Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 02.06.18, 16:10
                      Nie, zawodowa sprawa dla lekarza- szczególnie ginekologa- to konieczność pójścia do gabinetu, otworzenia go, zbadania pacjentki - czyli na pewno nie pół godziny, chyba że gabinet ma za rogiem. A i to nie wiadomo, bo wezwanie do pacjenta w trybie pilnym może oznaczać taką dolegliwość, że trzeba poczekać na wezwanie karetki, albo przyjazd kogoś z rodziny. A i rożne wyobrażenia snuć można - poronienie w toku, gwałt i konieczność obdukcji, nagłe krwawienie.
                      Czyli mówiąc, ze to tylko recepta lekarka komunikuje, ze znika naprawdę na krótki czas i na pewno wróci. W ogóle nie rozumiem oburzenia czy zdziwienia.
                      • znana.jako.ggigus Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 02.06.18, 16:14
                        Informacja o recepcie może karmić wyobraźnię innych, czy przyczyną nagłego wyjścia jest recepta na pigułkę po (seks, kto z kim) czy to może węgiel na rozwolnienie, bo to akurat lekarka pod ręką. Najlepiej wyjść mówiąc, że coś mi wyskoczyło pilnego, zara wracam, papatki całuski.
                        Oburzenie nie, raczej zdziwienie moje tutaj i to wielowątkowe.

                        verdana napisała:

                        > Czyli mówiąc, ze to tylko recepta lekarka komunikuje, ze znika naprawdę na krót
                        > ki czas i na pewno wróci. W ogóle nie rozumiem oburzenia czy zdziwienia.
                        • kora3 Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 02.06.18, 17:00
                          Giggus, jak wspomniałam - sadzisz wg siebie ...Nie we wszystkich ludziach seks innych budzi jakeiś emocje, nawet rzeklabym ze w wiekszosci nie... A już zastanawianie się kto z kim w tym przypadku, to całkiem kosmos smile bo i niby z jakiego klucza taki zastanawiający sie miałby zacząć swe dywagacje smile
                          • znana.jako.ggigus Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 02.06.18, 17:07
                            No wiesz, napisałaś
                            "Mam podejrzenie graniczące z pewnością ze szło o wypisanie recepty na tabletkę "po"

                            To nie ja się zastanawiałam - podejrzenie na granicy z pewnością - w jakim celu wyszła lekarka ginekolożka z imprezy.
                            A skoro pigułka po, to musiał być przed seks. Tak przypuszczam...
                            Nie sądzę wg mnie, sądzę po tym, co piszesz.
                            Jako że to obcy, nieznani mi ludzie, to rzeczywiście ich pożycie nie budzi moich zainteresowań.
                            Jak każdy, kiedy się dowiem, kto z kim, to też się mogę zdziwić, zaskoczyć. Np. byłam zaskoczona, że między R. Majdanem a M. Rożenek zaiskrzyło, że się pobrali i że są szczęśliwi. Chyba mają udany seks

                            kora3 napisała:

                            > Jak wspomniałam - sadzisz wg siebie ...Nie we wszystkich ludziach seks
                            > innych budzi jakeiś emocje, nawet rzeklabym ze w wiekszosci nie... A już zastan
                            > awianie się kto z kim w tym przypadku, to całkiem kosmos smile
                      • aqua48 Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 02.06.18, 16:17
                        verdana napisała:

                        > Nie, zawodowa sprawa dla lekarza- szczególnie ginekologa- to konieczność pójści
                        > a do gabinetu, otworzenia go, zbadania pacjentki - czyli na pewno nie pół godzi
                        > ny

                        Niekoniecznie. Sprawa zawodowa to może być wypisanie recepty dla znanego sobie wcześniej pacjenta na jakikolwiek lek na receptę, choćby przeciwbólowy. Badanie mogło się odbyć wcześniej lub nie być do wystawienia tego leku konieczne, jeśli lekarz zna historię chorobową pacjenta.
                        • kora3 Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 02.06.18, 17:02
                          Aquo, ok tylko poslugujmy się logiką, dobrze? Jesli mowa o wypisaniu recepty i "zajmie mi to góra pół godziny" to lekarka najwyraźniej wiedziała, ze nie będzie potrzeby badania pacjentki, którą zna, prawda? Musiała wiedzieć, ze cała sprawa zajmie jej tyle czasu, bo chodzi tylko o podjechanie do gabinetu, otworzenie go, wyjęcie recept, wypisanie, przekazanie pacjentce recepty i zamknięcie całego "balaganu" orz powrót
                          • annthonka Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 04.06.18, 00:27
                            kora3 napisała:

                            > Aquo, ok tylko poslugujmy się logiką, dobrze? Jesli mowa o wypisaniu recepty i
                            > "zajmie mi to góra pół godziny" to lekarka najwyraźniej wiedziała, ze nie będzi
                            > e potrzeby badania pacjentki, którą zna, prawda?

                            Równie dobrze mogło chodzić o pilne wypisanie recepty dla siostry, która dostała nagłego ataku biegunki, a pani doktor niekoniecznie miała ochotę opowiadać o tym wszystkim zebranym...
                            • ola5488 Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 04.06.18, 06:05
                              annthonka napisała:

                              > Równie dobrze mogło chodzić o pilne wypisanie recepty dla siostry, która dostał
                              > a nagłego ataku biegunki, a pani doktor niekoniecznie miała ochotę opowiadać o
                              > tym wszystkim zebranym...

                              Ale tu przecież jest ,,przekonanie graniczące z pewnością". Tadam. wink
                  • kora3 Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 02.06.18, 16:57
                    Oj giggus, widzisz, jak to mawiają głodnemu chleb na myśli, a każdy sadzi wg siebie.
                    Jak o tym, że mogło iśc o antykoncepcję nie pomyslalam w kategoriach "ojoj seks kto z kim" tylko w kontekscie własnych zawodowych doświadczeń - akurat. I powiem szczerze rozwaliło mnie gadanie jednej z pań, że jak ktoś coś potrzebuje pilnie po godzinach pracy lekarza, to niech jedzie na SOR.
                    • znana.jako.ggigus Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 02.06.18, 17:01
                      Ano głodnemu, skoro w poście otwierającym tę dyskusję napisałaś:

                      Mam podejrzenie graniczące z pewnością ze szło o wypisanie recepty na tabletkę "po" lub na antykoncepcję, co nie może poczekać. Jasne, o tym, ze się pastylki kończą się wie i pamieta, ale sa sytuacje awaryjne, np. zgubi się torebkę wraz z nimi. Od keidy mamy rząd jaki mamy, który "pobłogosławił" nas ponownie pastylką "po" na receptę życzę powodzenia każdemu, kto z takim interesem przyjechałby na SOR...

                      kora3 napisała:
                      > Oj giggus, widzisz, jak to mawiają głodnemu chleb na myśli, a każdy sadzi wg siebie.
                      >
                      • kora3 Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 02.06.18, 17:05
                        Bo owszem, takie mam przypuszczenie Giggus, tylko nie wynika ono z jak Tobie się kojarzy zainteresowania cudzym seksem, tylko z doswiadczenia które mówi, że wielu ludziom obecne uregulowanie barfzo utrudnia życie, a bredzenie, że mozna podjechać na SOR ma się w tej sytuacji jak rozmowa o zaludnieniu na Marsie do rzeczywisosci
                          • kora3 Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 02.06.18, 17:16
                            Owszem, może tylko że trzeba trochę czasem logicznie pomyśleć Giggus, wiesz? Niewiele jest leków bez których sie człowiek nie obejdzie a nie zechcą wystawić ich na SOR-ze, podobnie jak zwolnienia lekarskiego, jesli pacjet jest serio chory. Cała sprawa rozbija się o to, że lekarze na SOR nie chcą wypisywać pastylek "po" choć mogą to robić dlatego tam pacjentka recepty nie otrzyma, podobnie jak w POZ świąteczno - wolnościowym.
                            • znana.jako.ggigus Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 02.06.18, 17:19
                              To mogła być cała masa leków. Mnie swego czasu znajomy ortopeda wypisywał receptę na pigułki antysmile Ale nie wymagałam, aby przerwał dla mnie uczestnictwo w jakiejkolwiek imprezie.

                              kora3 napisała:

                              Niewiele jest leków bez których sie człowiek nie obejdzie a nie zechcą wystawić i
                              > ch na SOR-ze, podobnie jak zwolnienia lekarskiego, jesli pacjet jest serio chor
                              > y. Cała sprawa rozbija się o to, że lekarze na SOR nie chcą wypisywać pastylek
                              > "po"
                              • kora3 Re: Lekarz, spotkanie, pilna sprawa... 02.06.18, 17:33
                                znana.jako.ggigus napisała:

                                > To mogła być cała masa leków. Mnie swego czasu znajomy ortopeda wypisywał recep
                                > tę na pigułki antysmile Ale nie wymagałam, aby przerwał dla mnie uczestnictwo w ja
                                > kiejkolwiek imprezie.
                                >


                                Po pierwsze Giggus, to nigdzie nie pisałam ze pacjentka wymagała czegokolwiek, albowiem nic na ten temat lekarka nie wspominała. Nie wspominała też, ze mówiła pacjentce iż jest na imprezie, bo ,,,pewnie nie mówiła. Nie chwal się wieć, ze ty od lekarza opuszczenia imprezy nie wymagalaś smile

                                Po drugie : tak, pigułki anty, a także pigułkę "po" moze wypisać lekarz dowolnej specjalności ponieważ nie jest to lek refundowany.
                                Tylko nie kazdy ma znajomego lekarza dowolnej specjalności Giggus - po prostu. W zwiazku z tym, że rzecz cała dziala się po godz. 18 w piątek pacjentka w takiej sytuacji powinna zgłosić się do POZ dla dni swiatecznych i wolnych, czesto jest on w szpitalu, ale nie zawsze. Tylko, ze jak już Ci pisałam - lekarze stamtąd ni z SOR-u zwyczajnie nie chcą tego wypisywać i w takiej sytuacji pacjentka pozostaje w ręką w nocniku, chyba, ze uda sie jej wkręcic na szybko do kogoś z ginekologów, kto przyjmuje prywatnie i jeszcze o tej godzinie. Uwazam, ze jesli szło o taką sprawe pacjentka postąpiła najrozśdniej jak się dalo, zwróciła się do swojej lekarki gina, bo sprawa zwłoki nie cierpiała, a na wypisanie gdzie indziej liczyć nie mogla.