Dodaj do ulubionych

Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyczaje

24.07.18, 10:52
Dzień dobry. Nie chcę na razie opisywać tego, co mi się ostatnio przydarzyło, bo każda historia w jakiś sposób od razu sprawia, że zaczynamy oceniać jej uczestników, a mi chodzi o kilka zasad ogólnych. Przede wszystkim, w jaki sposób można pogodzić ogromne przywiązanie do własnej prywatności z dobrymi obyczajami i tym, co się (nieprecyzyjnie) określa czasem "zasadami życia w społeczeństwie". Czy będąc osobą przywiązującą ogromną wagę do prywatności swojej i rodzinnej, można cały czas uchodzić za kulturalną? Np. ktoś, kto wyznaje zasadę, że do domu (i na ogród) zapraszamy wyłącznie osoby wyjątkowe i jest to z naszej strony oznaką niesłychanego szacunku i uznania dla takich osób, natomiast co do zasady, nikogo do swojego domu / ogrodu nie zaprasza, preferując spotkania na mieście? Albo ktoś, kto nigdy nie mówi nic konkretnego o swoim i swojej rodziny życiu prywatnym, pozostając przy ogólnikach ("wszystko dobrze", "wakacje udane")? Czy też ktoś, kto będąc na ogół życzliwy i uśmiechnięty, trzyma ogromny dystans wobec nieznajomych lub dopiero co poznanych ludzi i zajmuje lata (dosłownie), żeby chociaż minimalnie się otworzył? Kiedyś takie zachowania były uznawane za normalne, bo społeczeństwa bardziej ceniły prywatność. Dzisiaj, jak mi się zdaje, tacy ludzie są odbierani raczej negatywnie (czasami podszyte jest to zazdrością, że potrafią tak skutecznie bronić swojej prywatności), bo jest jakaś moda na bycie "otwartym" wobec wszystkich i wszystkiego. Chciałabym poznać opinię forumowiczek w tej sprawie. Jeśli ktoś wykaże większe zainteresowanie, opiszę dwie sytuacje, które skłoniły mnie do takiego wylewu wątpliwości i pytań na forum publicznym.
Ewa
Obserwuj wątek
    • panna.ze.dworku Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 24.07.18, 11:18
      1. Nie "na ogród"! Na Mazury, owszem, ale jednak DO ogrodu!
      2. Ad rem:
      Masz rację, że obecnie jest "moda" na nazywanie "przyjaciółmi" osób znanych od dwóch tygodni i "wywalanie" wszystkiego na ławę. W wielu przypadkach jest tak, że o osobie poznanej niezbyt dawno i znanej dość (w swoim mniemaniu) przelotnie wiesz ile ma dzieci, gdzie pracuje, ile zarabia, na co choruje jej/jego teściowa oraz gdzie się wybiera na wakacje.
      Natomiast nie ma żadnego obowiązku rewanżowania się podobną wylewnością i nijak to nie świadczy o "braku dobrych obyczajów".
      Oczywiście można swobodnie zachowywać prywatność dla siebie i nie łamać konwenansów. Należy jednak pamiętać o dwóch sprawach:
      a/. część ludzi oczekuje wzajemności, w dokładnie tej samej formie. Czyli "my zaprosiliśmy x do siebie = x powinien nas zaprosić do siebie". I dla takich osób fakt, że x ich zaprosił do kawiarni NIE JEST jednoznaczny z "rewanżem" co może wywoływać niesnaski. Nie powinno, ale tak jest.
      b/. w niektórych ludziach takie "zamknięcie się" i ochrona prywatności - może budzić niemiłe skojarzenia. Już nie przez zawiść (niby że ktoś umie lepiej chronić swoje sprawy - dla mnie argument "sensowny" tylko w przypadku gwiazd, a nie "normalnych" ludzi!), ale raczej, że ów ktoś nieodwzajemniając wylewności - jest nie do końca szczery. Tym bardziej, jeśli np ów ktoś chętnie wysłuchuje zwierzeń, ale sam bardzo pilnuje, żeby o sobie nic. No, rodzi się takie "Skoro nic nie mówi o sobie to coś ukrywa!".
    • kora3 Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 24.07.18, 11:24
      Wg mojej oceny wszystko to można robić pozostając kulturalnym i zupełnie normalnym smile

      Jednak tu nalezałoby zachowac pewną równowagę - jesli nie ma się zwyczaju zapraszac każdego jak leci do domu, to lepiej też nie bywać u kazdego w tymże. I to chyba wszystko w temacie kulturalnego zachowania
        • kora3 Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 24.07.18, 12:40
          No nie do końca tak jest ...Rewanz moze być w kawiarni, restauracji (zależnie od rodzaju zaproszenia do domu), ale pod pewnymi warunkami - takimi np. ze ktoś nie ma mozliwosci podejmowania w domu, albo takimi, że adekwatną imprezę do tej, na której goscił w domu urządza w lokalu. A to dlatego, ze zaproszenie do domu jest nie tylko zaproszeniem na daną imprezę, ale także z braku lepszego słowa - zaproszeniem do swej prywatności właśnie. Wypada zrewanżować się tym samym, inaczej sytuacja wyglada tak "chętnie poznam Twoją prywatnośc, ale od mojej ci wara" - czyli specjalnie dobrze - nie wyglada.

          Sama nie jestem domatorką, nie lubię siedzieć w domu, ani własnym ani cudzym. Dlatego też niechętnie przyjmuję zaproszenia do domu, by nie musieć się takimiż rewanżować. Chyba ze idzie np. o imieniny, czy inną konkretną okazję, to i tak rewanzuję się zaproszeniem do lokalu, bo tylko tam urzadzam tego rodzaju imprezy.
    • bo_ob Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 24.07.18, 12:37
      Zasady życia w społeczeństwie nie wymagają tego, aby każdego zapraszać do domu, opowiadać o swojej prywatności i bratać się z dopiero co poznanymi ludźmi. Można więc pogodzić ogromne przywiązanie do własnej prywatności z dobrymi obyczajami, co więcej przywiązanie do własnej prywatności świadczy o dobrym obyczaju. Modny dziś ekshibicjonizm i infantylność z dobrym obyczajem nie mają wiele wspólnego.
    • znana.jako.ggigus Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 24.07.18, 13:02
      Co to znaczy zapraszac osoby wyjatkowe? To tak dla mnie dziwnie brzmi, przyznam.
      Zaproszenie jako oznaka wyjatkowego szacunku czyli reszta plebs?
      Zapraszasz, rzecz jasna, kogo chcesz.
      Wg mnie zasady rewanzu nie musi byc, ale zaproszenie to wyroznienie. czyli ktos wyroznia Ciebie, a Ty nie zapraszajac go/jej, pokazujesz mu/jej niskie miejsce w hierarchii.
      Co do informacji na temat zycia pryw. - sama jestem taka osoba i nie jest to jakas skrytosc. Po prostu chetnie i czesto uzywam zaimka ja, a nie my, bo tak to widze.
      I fakt, niegatywny odbior to czesta rzecz. Trudno.
    • ewa.pocierznicka Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 24.07.18, 16:40
      Parę osób jednak napisało (dziękuję), więc kilka słów więcej o przypadku. Mąż mojej przyjaciółki, którą znam od lat prawie dwudziestu jest właśnie taką osobą, ceniącą bardzo prywatność. Mam z nim dobre relacje, ale na pewno nie zaliczam się do kręgu jego przyjaciół. I on nie ma zwyczaju przyjmować ludzi, z pewnymi nielicznymi wyjątkami a i to bardzo okazyjnie, w domu. Dlatego ja swoją przyjaciółkę zapraszam do siebie, a ona następnym razem gości mnie w restauracji albo kawiarni. Jest bardzo fair, nie oszczędza (ona zaprasza), na początku nie rozumiałam dlaczego nie chce żebym ją odwiedziła, ale okazało się właśnie, że jej mąż wizytom znajomych mówi stanowczo "nie". Sam ma tylko jednego przyjaciela, który u nich bywa i który zresztą jest wspólnym przyjacielem obojga małżonków. Poza tym bywa u niego tylko najbliższa rodzina w święta. Nawet swoje imieniny organizuje z zasady poza domem i do tego samego skłonił swoją żonę. Nie czuję się z tym źle, on jest uprzejmym człowiekiem, tylko jak dotąd nie spotkałam się z tak wyraźną granicą "dom - nie dom". O drugiej sytuacji napiszę przy kolejnej okazji.
      Ewa
      PS Oczywiście "do ogrodu" a nie "na ogród".
      • annthonka Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 24.07.18, 16:58
        Z jednej strony jestem w stanie zrozumieć, że ktoś po prostu nie lubi gości w domu, my home is my castle itp.

        Z drugiej w tym konkretnym przypadku to dość niekomfortowa sytuacja dla Twojej przyjaciółki. Mąż decyduje o tym, kto może odwiedzić ich wspólny dom. Swojego przyjaciela, owszem, zaprasza. A ona musi się ze swoją przyjaciółką gimnastykować po knajpach. Pachnie kontrolą. Niefajnie.
          • verdana Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 24.07.18, 20:03
            Bardzo niefajnie. Dom jest pana, pani nie ma nic do powiedzenia, nie moze zaprosić nikogo do SWOJEGO domu. Czyli sama jest tylko sublokatorem. Gdyby pan nie zapraszał nikogo - to jeszcze rozumiem, jakiś problem psychiczny. Ale pan po prostu nie lubi i uznaje, że wobec tego ma prawo decydować o tym, gdzie zona zaprasza gości. Przyznam, ze powiedziałabym przyjaciółce, co o tym myślę.
              • alexxa6 Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 06:03
                Też uważam że to jakiś dziwaczny i zaburzony układ tej pary. Przecież para, małżeństwo może mieć znajomych, przyjaciół, którzy nie są wspólnymi znajomymi. Mój mąż ma swoich kolegów, przyjaciół z którymi spotyka się czy na mieście czy w domu u nas, bez mojego udziału.Podobnie ja, moje przyjaciółki nie są znajomymi mojego męża, a mimo tego odwiedzają mnie w domu.Mąż, nawet gdy w tym czasie jest w domu, nie bierze udziału w naszych spotkaniach.Przywita się i znika z naszego pola widzenia. A ten pan, nie ma zwyczaju przyjmować prawie żadnych osób we własnym domu i zabrania tego żonie.Jakieś feudalne zwyczaje.
                • kora3 Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 09:09
                  Drogie Panie - owszem, pan jest raczej dziwakiem, ale zaraz robić z tego jakieś spiskowe teorie, jak to panią żonę "dręczy" feudał jeden - to wg mnie przesada.
                  Skoro pani żona idzie na taki układ, to on jej widać - pasuje, w każdym razie nie nie pasuje tak bardzo, żeby chciała to zmieniać. Moze pan ma jakiś problem natury emocjonalnej, czy innej i stąd takie zachowanie - w sumie, raczej nieszkodliwe.
                  • verdana Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 09:26
                    Wiele pań nadal mieszka z facetami, którzy je leją, albo poniżają. To nie znaczy wcale, ze im to pasuje, tylko sa zdominowane i nie widza wyjścia z sytuacji. Nie wierzę, że może komukolwiek pasować sytuacja, gdy wyłącznie kto inny ustala, jakie reguły panują w domu.
                    I nie, to nie jest nieszkodliwe, bo pani ma ograniczoną możliwość decydowania.
                    • kora3 Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 10:07
                      Wiesz, no generalnie meiszkajac z kimś zawsze ma się ograniczoną mozliwośc decydowania Verdano.,,,Kiedy byłam małą dziewczynką i mieszkałam krótko z dziadkami, to nie mogłam przyprowadzić do domu połowy podwórka, gdy dziadek, albo babcia spali po nocy spędzonej w pracy, kiedy na studiach mieszkałam ze swoim przyjacielem, to żadne z nas nie mogło urządzać sobie oblewania zdanego egzaminu, gdy drugie włąsnie uczyło sie do swego nazajutrz. Gdy mieszkałam ze swoim eksmęzem przeszkadzało mi, ze przyprowadzał ludzi ze swej bajki w godzinach, gdy ja skonana wracałam z pracy i prosiłam go, by ich zapraszał w takich terminach, w jakich nie będą mi przeszkazdać, czy ich obecnośc mnie krepowac. Gdy mój partner pracował jeszcze na zmiany, to nie mogłam zaprosic tabuna ludzi na popołudniową kawę, gdy on szedł pracować w nocy - dla mnie to są oczywiste rzeczy
                      • reinadelafiesta Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 10:14
                        @Kora
                        Ale dziadkowie też nie przyprowadzali połowy podwórka, Twój partner też nie urządzał imprez, jak po przyjściu z pracy byłaś zmęczona itd. Więc sama chyba widzisz różnicę, między takimi ograniczeniami, kompromisami, ustaleniami a całkowitym, bezwarunkowym zakazem przyprowadzania kogos do domu?
                        • kora3 Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 10:20
                          Reino, odniosłąm się TYLKO do tekstu Verdany o ograniczonej mozliwości decydowania przez panią - że wszyscy - mieszkając z kimś jeszcze miewamy ograniczone mozlwosci decydowania, które to ograniczenie wynika nierzadko z poszanowania np. prawa do wypoczynku drugiego człowieka
                      • annthonka Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 10:16
                        Koro, piszesz obok tematu. Sytuacje, które opisujesz są oczywiste i świadczą o braniu pod uwagę potrzeb osób, z którymi się dzieli przestrzeń życiową.

                        W sytuacji z tego konkretnego wątku w domu może bywać tylko przyjaciel pana. Pani ma zakaz przyprowadzania przyjaciółki do domu. Koniec i kropka. Bez względu na okoliczności. Nie widzisz różnicy?
                        • kora3 Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 10:29
                          Z opisu wątkodawczyni wynika, że pan który bywa u państwa jest przyjacielem OBOJGA - tak watkodawczyni napisała, zakładam, że wie co pisze.

                          Nie bronię pana i jego dziwactwa, stwierdzam tylko fakt, e być moze owo dziwactwo nie wynika ze złej woli pana, czy jego feudalnych zapędów wobec zony, a z jakiejś dysfunkcji, złego doświadczenia itd.
                        • verdana Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 16:44
                          Czyli pani jest traktowana tak jak dziecko - ma ograniczoną możliwość decydowania i jej zdanie nigdy nie może byc ważniejsze. Ten przykład z dzieckiem doskonale oddaje istotę rzeczy. Czym innym jest uzgadnianie pomiędzy dorosłymi, kiedy sie kogoś zaprasza, a czym innym totalny zakaz zapraszania do domu kogokolwiek - dla jednej strony.
                  • reinadelafiesta Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 09:30
                    @Kora
                    Wiesz Koro, ale to trochę tak, jakby powiedzieć,że skoro kobieta nie odchodzi od męża, który ją tłucze, to widać taki układ jej pasuje. Z zachowaniem proporcji między sytuacjami, oczywiście. Pani z wątku może to pasuje, może nie, tylko nie ma wyjścia i godzić się musi - nic na ten temat nie wiemy.Ale sam fakt, że nic z tym nie robi, nie jest według mnie żadnym argumentem za tym, że wszystko ze strony pana jest ok.
                    • kora3 Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 10:10
                      Wiesz, być moze, ale też nie wiemy co panem powoduje Reino...a niektóre osoby z góry zakładają, ze jakieś feudalne podejście do żony. Moze tymczasem jakieś zwyczajnie "skrzywienie" np. z dzieciństwa. Znam pana, który pochodzi z bardzo licznej rodziny, ma 9 rodzeństwa. Pan nie znosi imprez z udziałem wielu ludzi i nie zaprasza do siebie - bo jak mówi, chce mieć trochę prywatności, której to NIE MIAŁ przez cale lata mieszkając z licznym rodzeństwem "na kupie"
                  • panna.ze.dworku Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 09:38
                    Koro MOŻESZ mieć rację - a mogą mieć rację te, które piszą, że pan ma obsesję i skłonność do "panowania". Za mało tu danych na ocenę: zarówno jedną jak i drugą. Przy czym moim zdaniem takie narzucanie "niezapraszania" nikogo - przy jednoczesnym zapraszaniu SWOJEGO przyjaciela (ergo = JA decyduję kto może bywać, mój kumpel tak, twoja kumpela nie!) - świadczy nie najlepiej o relacjach w tym związku.
                    No i całkiem na koniec: serio w swojej bogatej karierze nie spotkałaś się ze zjawiskiem współuzależnienia, z tłumaczeniem najgorszych nawet zachowań drugiej osoby "na dobre" (np - autentyczne - "Mocno bije to znaczy że mocno kocha!" - mi szczęka opadła jak to usłyszałam). Nie spotkałaś się z drobiazgiem, że często kobiety są zależne od męża ekonomicznie, że tak autorytarnie i z taką pewnością stwierdzasz "Skoro pani żona idzie na taki układ, to on jej widać - pasuje". No to ja nie mam pytań...
                    • baba67 Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 09:56
                      Za mało wiemy o tej pani żeby spekulować, taki szczegół może być wierzchołkiem góry lodowej a może jakąś fobią męża który w innych sprawach jest ok. Nasunęła mi się refleksja że niekiedy ludzie zasłaniają się współmałżonkiem żeby nie robić tego na co nie maja ochoty a co by wypadało.Zachowują twarz i na dodatek wzbudzają sympatię-dobry układ jeśli małżonkowi to buja.Nie wiem czy tu tak jest,Po prostu opisuję zjawisko.
                      • panna.ze.dworku Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 10:29
                        Otóż. Ja na podstawie TYLKO tego, że pan nie lubi zapraszać do domu NIKOGO nie podjęłabym się "debaty", że sadysta, przemocowiec, czy co tam jeszcze padło. Ale i nie podjęłabym się stwierdzenia, że to jest ok i skoro pani nic nie zmienia to jej pasuje. Taka sytuacja na pewno nie jest normalna i, gdyby rzecz dotyczyła mojej przyjaciółki - to na pewno przypatrzyłabym się uważniej jej małżeństwu. I być może stwierdziłabym, że poza niechęcią do wizyt domowych jest wszystko ok, a być może nie - ale to już nie tylko na podstawie tego jednego elementu.
                        Mam takich znajomych: OBOJE w równym stopniu nie lubią gości u siebie w domu (no, pan trochę bardziej, ale pani też niechętna). Oboje chętnie podejmują grono towarzyskie w kawiarniach czy innych lokalach - ale nie zapraszają do domu. I co? Ano nic. Ani pan nie "zabrania", ani pani. I tu, myślę, leży clou problemu: w tym, ze opisana pani odczuwa dyskomfort z tego powodu, że nie może zaprosić przyjaciółki (do tego stopnia, że przez jakiś czas ukrywała powody!). Z tym, że jej dyskomfort w tej konkretnej kwestii nadal nie jest żadnym "dowodem" na złe relacje w ich małżeństwie! Acz MOŻE być wyrazem czegoś niedobrego.
                    • kora3 Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 10:18
                      Panno, przede wszystkim to wątkodawczyni napisała, że zapraszany pan przyjaciel gospodarza jest też przyjacielem pani gospodyni - to jest w poście wyjaśniającym sytuację o jaką wnioskodawczyni pyta. Wychodzi zatem na to, ze nie jest tak"mój kumpel moze przyjść, twoja kumpela - nie" - w każdym razie - z opisu.
                      Poza tym, jak wspomniałam - nie wiemy dlaczego pan ma takie, a nie inne podejście do tematu - żona pewnie moze wiedzieć i godzić się na taki układ majac na względzie jakieś ograniczenia meza. Oczywiscie - nie mozna wykluczyć, że jest to sytuacja taka, że pan dyktuje wszelkie warunki domowe, a pani jest odeń uzalezniona emocjonalnie, albo ekonomicznie i godzi się sadząc, ze nie ma wyjścia. Nie mozna tego wykluczyć, ale dlaczego zaraz to zakładać? Wg mnie mamy za mało danych tu, żeby z góry tak założyć...
                      • panna.ze.dworku Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 10:42
                        Cytat: "Sam ma tylko jednego przyjaciela, który u nich bywa i który zresztą jest wspólnym przyjacielem obojga małżonków" - nasuwa, że to jednak jest przyjaciel pana, choć zaprzyjaźniony także z jego żoną. Czyli nadal pozostaje "mój kumpel może bywać (i dobrze, że tez go lubisz), ale TY nie możesz zaprosić swojej kumpeli i koniec, bo ja sobie nie życzę.".
                        Przy czym, co napisałam, o ile fakt takiego stawiania sprawy przez jedno z małżonków i godzenie się na to drugiego MOŻE budzić podejrzenia, że dzieje się coś niedobrego - o tyle to zdecydowanie za mało by "ferować wyroki" i odsądzać pana od czci i wiary. smile
                        Acz nadal nie zgodzę się z twoim "Skoro pani żona idzie na taki układ, to on jej widać - pasuje". Bo niekoniecznie. Z tym, że o ile bliscy powinni w takich okolicznościach (budzących uzasadniony niepokój) zainteresować się kwestią bliżej - o tyle nie jest to żaden dowód na złe traktowanie pani przez męża.
                        • kora3 Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 11:07
                          Wiesz, zachodzić tu moze jeszcze coś o czym żywo dyskutowałam np. z Mają w innym watku ...Otóż zachowanie pana moze wynikać z jego jakiegoś "skrzywienia" o którym zona wie, ale z LOJALNOSCI wobec męza nie mówi o tym szerszemu gronu. Moze być też tak, ze nie przepada zwyczajnie za tymi, czy innymi znajomymi żony i by nie wyrozniać nikogo stosuje zasadę - nie zapraszamy nikogo wobec wszystkich - ja po prostu nie wiem i podobnie jak Ty uważam, ze mamy za mało danych, od pana odsądzać od czci i wiary - po prostu
                          • panna.ze.dworku Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 11:18
                            Tu nie polemizuję. Bo właśnie - nie mamy danych na temat INNYCH płaszczyzn ich związku - a samo niezapraszanie gości do domu nie jest w żaden sposób wyznacznikiem "bycia złym mężem/złą żoną" - bo nie o płeć tu chodzi. "Niegościnność domowa" - że tak to ujmę - może wynikać z najróżniejszych idiosynkrazji z przeszłości. Ludzie mają różne "skrzywienia" - znam panią, która dostaje niemal obłędu jak się coś u niej w sypialni przestawi, a najlepiej by tam w ogóle nie wchodzić. Ja z różnych przyczyn wiem, że to efekt wieloletniego mieszkania ze specyficzną matką, blisko 60 (!) przeprowadzek od dzieciństwa do okresu "późnonastoletniego" i faktu, że mamusia potrafiła np "ucieszyć" córkę informacją, że "od przyszłego tygodnia wyprowadzamy się do Katowic, spakuj się!", albo też gdy owa pani, wówczas dziewczynka wróciła z obozu czy tam koloni - matka w tym czasie "zrobiła" jej pokój królewny - piękne łóżko z baldachimem, pomalowane ściany, odpowiednie stylowe biureczko, komódki, foteliki - a wszystkie jej "rzeczy" - drobiazgi itp - wyrzuciła... No różnie bywa. Mąż tej pani ROZUMIE jej podejście i godzi się nic nie zmieniać bez wyraźnej konsultacji z żoną. No, sadystka po prostu! O feudalnych zapędach! Mężowi nie pozwala samemu zadecydować że chce sobie na szafce nocnej postawić budzik czy położyć stos książek!
                            Nadal jednak nie zgadzam się z twoim zdaniem "Skoro pani żona idzie na taki układ, to on jej widać - pasuje". Bo kto jak kto, ale ty powinnaś znać życie na tyle, by wiedzieć, że to sformułowanie MOŻE być kompletnie nieprawdziwe, niemożliwe w realizacji. Z tym, ze w pełni się zgadzam, że opinie o panu, jakie padły, są bez sensu, gdyż opierają się na jednym szczególe z życia.
                            • kora3 Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 11:32
                              No ja znam pana, który pochodzi z bardzo wielodzietnej rodziny i nie zaprasza w sumie gosci, a o ile to pojedyncze osoby i bardzo rzadko, bo jak sam mówi, chce mieć trochę prywatności. Bo jej nie miał przez wiele lat dzieląc pokoj z braćmi, a dom z reszta rodzeństwa...
                              Co do mego stwierdzenia Panno - wątkodawczyni nic nie pisze, że przyjaciłłka ma jakieś problemy małzeńskie, jest zahukana, maż ją na innych polach ogranicza, więc być moze niesłusznie, załozyłam, ze poza tą manierą pan mąż jest ok typem, a żonie najwyraxniej tak bardzo nie nie odpowiada ta maniera i już ..
                              • panna.ze.dworku Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 11:52
                                W tym konkretnym przypadku - zapewne. Acz uważam, ze tak jak to opisuje autorka - jednak świadczy to o nierównym rozkładzie sił w związku - i o tym, że to jednak mąż decyduje w pojedynkę i bezapelacyjnie komu wolno wejść do domu a komu nie. Że pani się z tym godzi - to jedno. A drugie - czy jej to PASUJE. No, nie pasuje mi że muszą chodzić do pracy, ale się z tym godzę, bo muszę zarobić na chleb. Nie pasuje mi, że pada deszcz, ale się z tym godzę i biorę parasol. Nie pasuje mi kompletnie mąż koleżanki, ale ponieważ nie mam do niego konkretnych zarzutów, a ją lubię - ona go kocha - to się z tym godzę i zapraszam oboje. Dostrzegasz różnicę między "godzę się" a "pasuje"? Czy napisać wyraźniej? wink
                                • kora3 Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 12:00
                                  Wiesz, ale własnie nie mamy danych czy pani się na to godzi z tzw. bolem serca smile, czy też godzi się na zasadzie "a niech ci bedzie, w sumie mi to tito" ...
                                  Mnie by taka maniera u partnera wcale nie przeszkadzała, serio. Mogłabym być nią zdziwiona, ale na pewno nie załamana smile Sama wole spotykać się z ludźmi, szczególnie już w większych gronach poza domami, własnym i cudzymi. Bardziej niż taki pan niechętny gosciom przeszkadzałby mi entuzjasta domowych spotkań i bardzio być moze JA byłabym tu stroną mówiacą stanowcze "nie", gdyby owo domowe spotykanie sie miało duzą czestotliwośc i być moze , także wówczas, gdy moje "uczestnictwo" miałoby się ograniczyć do powitania tylko gości partnera - bo jednak byłyby obce osoby w domu, co determinowałoby jednak pewne ograniczenia dla mnie ...
                                  • panna.ze.dworku Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 12:18
                                    Wiemy, że pani było "głupio" się przyznać dlaczego nie zaprasza przyjaciółki do domu. "Nawet swoje imieniny organizuje z zasady poza domem i do tego samego skłonił swoją żonę". Skłonił - czyli wywarł jakąś presję, pani CHCIAŁA organizować imieniny w domu, ale mąż wpłynął na nią, by zmieniła plany. Natomiast, oczywiście, nie wiemy jak to "wpływanie" wyglądało, czy pan raczej przekonał czy wymógł, czy pani bardzo zależało na organizacji w domu czy raczej "no, zawsze robiłam kawę i ciacho dla koleżanek w domu - mąż mnie przekonał do zrobienia w kawiarni, ale ulga nie musieć zmywać!"...
                                    Jak piszę - o ogólnej sytuacji w tym małżeństwie za mało wiadomo by się wypowiadać (zwłaszcza autorytarnie). Ale moim zdaniem - gdyby o moją przyjaciółkę chodziło - zdecydowanie zainteresowałabym się innymi aspektami tej relacji i w razie czego - pomogła osobie bliskiej. Bo MOŻE nie ma sprawy, pani w sumie nie ma żadnych problemów z tym, iż w domu nikt nie bywa, ale może jest tam głębiej jej osobisty dramat - a od tego są przyjaciele. Podkreślę - sama ta sytuacja to za mało by oceniać "dramatis personae" jakkolwiek, ale może być sygnałem, że coś jest nie tak.
                                    I fakt, że TOBIE by to pasowało - ma się nijak do tego co może pasować tej pani a na co się może godzić wbrew woli.
                                    • kora3 Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 12:28
                                      Panno, podając swój przykład chciałam uzmysłowić jedynie to, ze niekoniecznie komuś, w tym przypadku kobiecie, MUSI taka maniera drugiej strony zaraz bardzo przeszkadzac czy wręcz ciążyć...

                                      Nie wiemy co znaczy tu "skłonić" - no włąsnie ...Mnie swego czasu mój partner skłonił do spróbowania rekreacyjnego latania, nim go poznałam latałam tak dwa razy, przy czym z jednego z tych razów miałam dośc nieprzyjemne wspomnienia. Owszem, skłonił, bo własnie z racji tych niezbyt przyjemnych wspomnień niespecjalnie sie paliłam do tematu, ale mnie przekonał, ze warto i od 11 lat uwazam ze warto było dac się skłonić.
                                      To, ze pani głupio było - niekoniecznie wynikać musi z tego, że jej bardzo źle z tym Panno - być moze było jej głupio, bo co by tu nie rzec - maniera pana jest dośc dziwna, chyba przyznasz?
                                      • panna.ze.dworku Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 12:53
                                        Ano właśnie, clou leży w tym, że "skłonić" mogło wyglądać "Wiesz, kochanie, może lepiej zróbmy twoje imieniny w kawiarni X? W domu się narobisz, bałagan, po gościach sprzątanie, zmywanie, a tak, pójdziemy, podadzą i kto inny pozmywa...", a mogło być "Absolutnie nie ma zgody na tabuny TWOICH psiapsiółek w MOIM domu! I wybij to sobie z głowy! Kasy ci nie żałuję, możesz je sobie do knajpy zabrać!". Różnica jakby widoczna? A nie wiemy, bo nie mamy danych jak było w tym przypadku.
                                        Jak pisałam - nie jest to powód, by pana oczerniać czy tez osądzać źle. Ale jednak MOŻE być to wyraz mocno zaburzonych relacji. I w przyjaźni - na pewno zwróciłabym baczniejsza uwagę na to, czy w małżeństwie przyjaciółce nie dzieje się krzywda.
                                        Analogicznie: Gdyby twój partner "skłonił" cię do latania na zasadzie: "To jest fajne i już! Wsiadaj i lecimy!", a ty z uległości, strachu, zależności itp byś go posłuchała i latała, nawet od tych wielu lat, pomimo iż np nowe doznania tylko by potwierdziły nieprzyjemne wspomnienia - zaciskałabyś zęby ze strachu i obrzydzenia za każdym razem jak widzisz samolot - nie uważałabym, jako twoja przyjaciółka, że ci to "pasuje".
                                        Ano nie wiemy czy idiosynkrazja "gościnna" pana jest dziwna. Jest nietypowa - to fakt. Ale być może w świetle znanych jego żonie faktów - wcale dziwna nie jest? Znam osobę, która panicznie boi się kotów. Zwykłych, domowych mruczków. Kiedy była mała jakiś kot - bezdomniak zaatakował ja i dotkliwie podrapał jej twarz (zakładane były szwy, seria zastrzyków przeciw wściekliźnie i przeciwtężcowych itp konsekwencje). No i co? Masz (miałaś?) koty. Czy myślisz, że do takiej osoby trafi twoje tłumaczenie, że twój kotek nigdy? No, nie. Bo jej fobia jest nieracjonalna, acz ma swoje uzasadnienie w przeszłości. I, zapewne, gdybyś wiedziała o tej historii - dla ciebie również jej lęk przed twoimi domowymi futrami byłby nie dziwny. Bezzasadny może, ale nie dziwny. smile
                                        • kora3 Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 13:03
                                          Panno, jest jeszcze TRZECIA mozliwośc - pan mówi o powodach swej niechęci do podejmowania gosci i PROSI, by żona go zrozumiała...Nawet nie zona, bo jak sądze państwo sieprzed slubem znali i o ile taka maniera pana nie pojawiła sie już we wspólnym życiu, to pani musiałą poznać ją i zaakceptować PRZED ślubem/współnym zamieszkaniem - a to znaczy, ze jednak uznała, ze choć to nietypowe, to warto zrezygnować z zapraszania kolezanek do domu na rzecz bycia z panem smile

                                          Co do Twego pytania: tak, mam kotkę, kiedyś miałam jeszcze kocurka, ale już niestety nie żyje. Nie, nie przekonywałabym NIKOGo z takim doświadczeniem ze moja kotka - nigdy. W ogóle nie przekonywałabym NIKOGO zeby lubił koty czy inne zwierzęta - zwyczajnie osoby która ich nie lubi/boi się ich nie zapraszałabym, a już na bank nie związałabym sie z taką osobą - proste.
                                                  • znana.jako.ggigus Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 27.07.18, 09:10
                                                    Nie, to nie jest typowe. T dosc znana forma tzw zwiazku kontrolwoanego i wielu ludzi tak postepuje.
                                                    Byc moze ta maniera byla tej kobiecie znana wczesniej, ale zakochana nie zwrocila uwagi. Niewazne.
                                                    Wazne jest ze partnerzy w zwiazku rownorzednym potrafia isc na ustepstwa. A do tego nalezy np zapraszanie znajomych i w ogole prowadzenie zycia towarzyskiego, nawet z osobami, za ktorymi druga strona nie przepada.
                                                    To jest clou.
                                                  • kora3 Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 27.07.18, 10:02
                                                    A skądże wiadomo, ze CHCE - właśnie nie wiadomo ...To TY dokonujesz oceny pana, relacji z zoną i nawet zwiazku - ja nie wiem jak jest - moze być róznie. Np. MNIE taka maniera partnera, gdyby ją miał wcale by nie przeszkazdała, wiec nie ejst tak, że każdemu musi bardzo przeszkadzac - zalezy od osoby
                                                  • znana.jako.ggigus Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 27.07.18, 10:13
                                                    opis sytuacji w oczach autorki watku:
                                                    Jest bardzo fair, nie oszczędza (ona zaprasza), na początku nie rozumiałam dlaczego nie chce żebym ją odwiedziła, ale okazało się właśnie, że jej mąż wizytom znajomych mówi stanowczo "nie". Sam ma tylko jednego przyjaciela, który u nich bywa i który zresztą jest wspólnym przyjacielem obojga małżonków.

                                                    clou jest tutaj:
                                                    jej mąż wizytom znajomych mówi stanowczo "nie
                                                  • kora3 Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 27.07.18, 10:22
                                                    No i? Skąd wiadomo, że pani żonie to jakoś bardzo ciąży? Moze ciąży, a moze jest nawet na rękę. Napisane jest "mąż wizytom znajomych mówi stanowcze "nie""- nie wizytom znajomych zony, tylko w ogóle, więc swoją zasadę stosuje także do siebie, a czy zonie ta zasada bardzo przeszkadza, czy nie - nic o tym nie ma ...Żona pewnie wyjaśniła watkodawczyni dlaczego jej nie zaprasza, bo albo watkodawczyni zapytała wprost, albo przyjaciółka widziała, że jej z tego powodu przykro, czy nurtuje ją to - więc powiedziała, choćby po to, by wątkodawczyni nie myslała, ze jest jakoś negatywnie wyrózniana tym niezapraszaniem...
                                                  • majaa Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 27.07.18, 11:44
                                                    Ale wiesz co, Ggigus, dla mnie to też nie jest wcale takie oczywiste...
                                                    Byłoby oczywiste, gdyby powiedziała, że mąż mówi stanowcze nie wizytom jej znajomych, albo gdyby chociaż się żaliła z tego powodu, tłumaczyła, że bardzo by chciała, ale... Choć w tym drugim przypadku to też nie do końca musi być aż takie oczywiste... Np. mnie się czasem, przyznam, zdarzało, że "zasłaniałam się" mężem w pewnych sytuacjach, oczywiście za jego wiedzą i zgodą, taka sztama konspiracyjnawink
                                                  • bo_ob Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 27.07.18, 11:53
                                                    majaa napisała:

                                                    > gdyby chociaż się żaliła z tego powodu, tłumaczyła, że bardz
                                                    > o by chciała, ale...


                                                    ... ale wtedy byłaby nielojalna wobec męża.
                                                    Tymczasem ona mówi wyraźnie: to mąż nie pozwala zapraszać do domu, dlatego musimy spotykać się na mieście. Nie ma co mnożyć bytów.
                                                  • bo_ob Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 27.07.18, 12:14
                                                    majaa napisała:

                                                    > Tylko pod warunkiem, że żal prawdziwy, a nie tak, jak opisałam na swoim przykła
                                                    > dziesmile


                                                    W tekście nie ma najmniejszej sugestii, że to zmowa, dlatego tego nie rozważam smile
                                                    W tekście jest bardzo wyraźnie napisane, że żona, chcąc nie chcąc, musi spotykać się mieście.
                                                  • bo_ob Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 27.07.18, 12:59
                                                    majaa napisała:

                                                    > Ale ja cały czas mówię tylko o możliwościach, a nie o dowodachsmile

                                                    Możliwości mnie ma wiele. Jeśli "jej mąż wizytom znajomych mówi stanowczo "nie" " to znaczy, ze ona chciałaby ale on jej nie pozwala, stanowczo odmawia.

                                                    Możemy oczywiście zgadywać, że to zmowa, ale po co?


                                                  • bo_ob Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 27.07.18, 13:24
                                                    majaa napisała:

                                                    > Wyłącznie po to, żeby sobie uświadomić, że nasze postrzeganie jakichś sytuacji
                                                    > nie musi być tym jedynie słusznym. Tylko tylesmile

                                                    Można sobie wyobrazić, że żona nie chcąc zapraszać do domu własnej przyjaciółki zmyśliła tę historię z mężem. Zastanawiam się tylko dokąd takie myślenie może nas zaprowadzić. Czy mamy nie wierzyć słowom przyjaciół, poddawać je w wątpliwość? Wszędzie węszyć podstęp i zmowę? Jeśli tak, to ja do takiego klubu się nie zapisuję smile
                                                  • majaa Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 27.07.18, 13:35
                                                    Nie chodzi o to, żeby nie wierzyć słowom przyjaciół czy wszędzie węszyć podstęp. Chodzi o to, żeby bez pełnego oglądu sytuacji nie stawiać diagnozy i nie ferować wyroków. Takim właśnie nadużyciem wydają mi się autorytatywne stwierdzenia o przemocy w tym małżeństwie. I tylko tyle miałam na myśli.
                                                  • bo_ob Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 27.07.18, 13:49
                                                    majaa napisała:

                                                    > Nie chodzi o to, żeby nie wierzyć słowom przyjaciół czy wszędzie węszyć podstęp
                                                    > . Chodzi o to, żeby bez pełnego oglądu sytuacji nie stawiać diagnozy i nie fero
                                                    > wać wyroków. Takim właśnie nadużyciem wydają mi się autorytatywne stwierdzenia
                                                    > o przemocy w tym małżeństwie. I tylko tyle miałam na myśli.

                                                    Piszemy tylko o tym, o czym napisała Ewa i tylko to jest naszym oglądem sytuacji.
                                                    Dowiedzieliśmy się, że to mąż stanowczo sprzeciwia się przyjmowaniu gości, że to mąż nakłonił żonę do organizowania jej imienin poza domem. Obie te sytuacji mówią o tym, że to mąż decyduje a żona podporządkowuje się jego decyzjom. Jeśli do imienin poza domem musiał ją nakłaniać to nie ma wątpliwości, że ona wolała organizować je w domu. Mąż się sprzeciwia, mąż nakłania, czyli żona wolałaby jednak inaczej. Oceniam to jako formę przemocy. Bardzo rzadko feruję wyroki, ale tu nie mam wątpliwości.

                                                  • majaa Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 27.07.18, 14:51
                                                    bo_ob napisała:

                                                    > Piszemy tylko o tym, o czym napisała Ewa i tylko to jest naszym oglądem sytuacj
                                                    > i.

                                                    Ale, jak widać, to, o czym napisała Ewa nie skłania wszystkich do jednakowych wniosków.

                                                    > Dowiedzieliśmy się, że to mąż stanowczo sprzeciwia się przyjmowaniu gości, że t
                                                    > o mąż nakłonił żonę do organizowania jej imienin poza domem. Obie te sytuacji m
                                                    > ówią o tym, że to mąż decyduje a żona podporządkowuje się jego decyzjom.


                                                    W tym temacie tak. Nie oznacza to jednak, że w każdym innym też jest tak samo, tego już nie wiemy. Nie wiemy też, czy ta sytuacja jakoś szczególnie tę żonę uwiera. Dlatego ja akurat, owszem, mam wątpliwości. Po prostu nie uważam za właściwe ocenianie całokształtu czyjegoś małżeńskiego życia na podstawie jakiegoś wycinka. W dodatku przefiltrowanego już przez osoby trzecie.


                                                  • baba67 Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 27.07.18, 17:17
                                                    Dodam tylko że używane wyrażenia mogą mylić. Co to znaczy "mąż nie pozwala"-no właściwie dosłownie to biorąc to przemoc, zgadzam się. Niemniej używamy tego czasownika w najróżniejszych okolicznościach wcale nieprzemocowych (stan zdrowie mi nie pozwala, pogoda nam nie pozwoliła). Inna rzecz czy koleżanka rzeczywiście użyła słowa "nie pozwala" a nie na przykład "nie życzy sobie" a Wątkodawczyni przedstawiła sprawę własnymi słowami?
                  • annthonka Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 09:57
                    Koro, litości. Nie spotkałaś się nigdy z sytuacją, oględnie mówiąc, braku równowagi w relacjach małżeńskich - czy to w swojej pracy zawodowej, czy też wśród swoich rozlicznych znajomych i znajomych ich znajomych, których perypetie szczegółowo opisujesz na forum?

                    Facet autorytarnie decyduje, kto ich może odwiedzić we wspólnym domu. Jego przyjaciel jest ok, ale jej przyjaciółka ma zakaz wstępu. Pani sama chyba nie uważa takiego układu za normalny, skoro najpierw wstydziła się powiedzieć autorce wątku dlaczego jej nie zaprasza do domu.

                    Gdyby Twój partner zabronił Ci zaprosić Twoją przyjaciółkę do domu, jednocześnie sam zapraszając swoich przyjaciół, to byś się podporządkowała bez słowa, czy raczej po prostu popukałabyś się w głowę?

                    A ta pani z nawet nie usiłuje się przeciwstawić decyzjom męża tylko potulnie zaprasza przyjaciółkę do restauracji.

                    Ten układ NIE JEST zdrowy.
                    • kora3 Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 10:36
                      Anthonko, czy naprawdę nie umiesz się wypowiedzieć bez takich wycieczek ?

                      Owszem, spotkałam się z różnymi sytuacjami braku równowagi, TYLKO, ze aby móc ocenić jakoś sytuację JA muszę znać ważne dla mnie szczegóły. Nie podjęłabym sie klasyfikować tu pana jako przemocowca jakiegoś TYLKO na podstawie tego, że nie chce, by zobna zapraszała swoją przyjaciółkę do domu, podczas gdy wspólny - jak wynika z opisu - przyjaciel gospodarzy tam bywa. To jest dla mnie za mało, by stwierdzać, ze pan żonę jakoś "gnębi" - po prostu.
                      Zachowanie pana moze wynikać z wielu rzeczy i doprawdy na podstawie tego co wiemy od wątkodawczyni trudno je ocenić i sklasyfikować poza oczywistym stwierdzeniem, ze nie jest to zachowanie większościowe
                      • annthonka Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 10:47
                        To nie wycieczki tylko stwierdzenie faktu. Szczegółowo opisujesz tu sytuacji osób Ci znanych i nieznanych, więc doprawdy ciężko byłoby uwierzyć, że nie spotkałaś się z sytuacją zaburzonych relacji małżeńskich.

                        Bez względu na to, z czego zachowanie wynika, taki układ normalny nie jest. Co widzi sama pani, wstydząc się przyznać, dlaczego nie zaprasza wieloletniej przyjaciółki do domu.
                        • kora3 Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 11:11
                          annthonka napisała:

                          > To nie wycieczki tylko stwierdzenie faktu. Szczegółowo opisujesz tu sytuacji os
                          > ób Ci znanych i nieznanych, więc doprawdy ciężko byłoby uwierzyć, że nie spotka
                          > łaś się z sytuacją zaburzonych relacji małżeńskich.


                          Spotkałam, ale opisuję to co ZNAM i WIEM Anthonko. Tu NIC NIE WIEM poza tym, ze pan ma taką manierę a na TYLKo tej podstwie trudno byłoby mi oceniac, bo oceniając kieruję się ANALIZĄ sytuacji, a tu jej przeprowadzic - z braku danych - nie mogę
                          >
                          > Bez względu na to, z czego zachowanie wynika, taki układ normalny nie jest. Co
                          > widzi sama pani, wstydząc się przyznać, dlaczego nie zaprasza wieloletniej przy
                          > jaciółki do domu.


                          Dla mnie wstyd przed PRZYJACIELEM jest całkowicie kosmiczny, więc ...ale moze być wiele przyczyn - znów, moze byc zwyczajnie tak, że mąż np. przyjaciółki nie trawi jak to się mówi, a trudno takie coś komuś powiedzieć ...
                          • annthonka Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 11:32
                            Niechęć do przyjaciółki nie tłumaczy takiego zachowania. Nawet, jeżeli nie trawi, to przecież może się przywitać i na tym zakończyć kontakt. Może iść do innego pokoju, albo nawet na ten czas zorganizować sobie jakieś zajęcia poza domem.

                            Postawienie sprawy w taki sposób, jak opisuje autorka wątku, świadczy o zaburzeniu relacji.
                            • kora3 Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 11:44
                              A moim zdaniem - niekoniecznie - są najrózniejsi lydzie i mają najróżniejsze "jazdy" w tym takie, które osobom ze tak powiem z boku wydają sie nie do zniesienia, a ktoś bliski zwyczajnie sie do nich przyzwyczaił, albo mu nie przeszkadzają ...
                              Np MNIE taka maniera u partnera, gdyby ją miał kompletnie by nie przeszkadzała, duzo bardziej przeszkadzał mi zwyczaj mego eksmeza polegający na tym, że w śroidku tygodnia wracajac późnym popołudniem skonana z pracy zastawałam tam grono jego znajomych ...Owszem niby miałam się tylko z nimi przywitać, ale rozkład mieszkania był taki, że aby skorzystać z wc, czy łazienki i tak byłam "na widoku" ...Było to dla mnie krepujące, choć przy SWOICH przyjaciołach nie krepowałabym się chodzić w szlafroku z recznikiem na mokrej głowie, a przy tych ludziach - tak.
                              W dodatku ludzie ci uwazali, ze przywitanie sie to jednak mało, powinnam z nimi posiedzieć, porozmawiać, na co nie tylko z powodu zmeczenia nie mialam ochoty ...

                              Tak czy owak - nic nie wiadomo, by relacje pomiędzy państwem były jakoś zaburzone, wiadomo, ze pan ma mniejszosciowy zdecydowanie stpsunek do podejmowania gości w domu - na razie - tyle wiadomo
                                    • kora3 Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 20:57
                                      Ale włwnie nie wiemy na JAKICH zasadach pan dyktuje warunki Anthonko, w jaki sposób - czy pan pani zabrania i o ile chciałaby zapraszać urządza jej np. awantury, czy zwyczajnie ma jaką dysfukcję, pani ją poznała jeszcze nim państwo się związali, zaakceptowała i w związku z tym dostosowała się do oczekiwań meza w tym zakresie. To jest ogromna, zasadnicza różnica - dla mnie.

                                      Spróbuję na przyłdadzie- znam taką panią, która ma fobię alkoholową. Wychowała się w domu gdzie praktycznie rzadził alkohol. I poprzysięgla sobie, ze w jej domu - go nie bedzie. Poznała człowieka, który takiego problemu nie miał, nie miał też problemu z alkoholem - pijał czasem, okazjonalnie.
                                      No i pani swoją fobie wyjawiła - pan miał wybór, albo zakończyć z nia znajomośc czy tez pzoostać na kolezeńskiej, albo dostować sie do jej fobii. Wybrał opcję nr 2 i w ich domu nie ma alkoholu, nie serwuje się go, ani gosporaz go nie pija. Nie pija też w obecności zony na imprezach. Jesli idzie sobie sam, pija, ale po alkoholu śpi na kanapie - nie za karę, tylko zonę drażni zapach alkoholu. Nikt mu nie uządza nijakich awantur, nie bije go, nie upokarza - zwycajnie zona miała takie warunki, a on je przyjął dobrowolnie, to się ich trzyma
                      • bo_ob Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 10:47
                        Moim zdaniem to, że mąż nie pozwala żonie zapraszać do domu jej bliskiej przyjaciółki (w ich spotkaniach nie musi przecież uczestniczyć, może jej nawet nie widzieć ani nie słyszeć) zmuszając ją tym samym do kosztownych i wymagających wysiłku spotkań poza domem jest gnębieniem.
    • baba67 Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 09:31
      Słowa klucz to równowaga i zdrowy rozsądek.Jeśli ktoś odwzajemnia zaproszenie do domu tylko zaproszeniem na miasto to jest dopuszczalne o ile reszcie towarzystwa to odpowiada.Co do opowiadania o sobie i swojej rodzinie-jeśli są to spotkania hobbystyczne i rozmowy się wokół tego tematu toczą jako że taki jest ich cel to wstrzemięźliwość w tej materii nie powinna być problemem. Normalne spotkania towarzyskie opierają się na opowiadaniu co u nas słychać i ktoś kto nie opowiada szybko przestaje być zapraszany bo nie dowozi.
            • baba67 Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 10:28
              Co ma wspólnego prywatność z tematami na które się rozmawia w towarzystwie starannie unikając tematów domowo-rodzinnych, bez jaj. Macie grono osób dyskutujących na różne tematy nie za dużo wiedzących o swoich prywatnych sprawach -dla mnie hobbystyczne forum dyskusyjne na tematy różne.
              Duża rzadkość, masz szczęście,z cała pewnością nic powszechnego.
              • bo_ob Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 10:42
                Wkładasz mi w klawiaturę słowa, których nie napisałam.
                Twoje stwierdzenie "normalne spotkania towarzyskie opierają się na opowiadaniu co u nas słychać" nie jest prawdziwe, bo są spotkania, które nie opierają się na opowiadaniu "co u nas słychać". To w żaden sposób nie świadczy o tym, że uczestnicy tych spotkań nic o sobie nie wiedzą.
                • panna.ze.dworku Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 10:50
                  Świadczy. Bo żeby "coś o sobie nawzajem wiedzieć" - trzeba po prostu RÓWNIEŻ rozmawiać i o tym, co u kogo. Czyli (ale to zakładam, że Baba miała na myśli) MIĘDZY INNYMI tematami - poruszane są również kwestie co nowego słychać u kogo. I tak, bez tego - to jest kółko hobbystów debat na tematy różne, a nie spotkanie towarzyskie grupy osób zaprzyjaźnionych.
                  P.S. Skoro uczestnicy tych twoich spotkań jednak coś tam o sobie wiedzą a nie rozmawiają na te tematy - to SKĄD na Zeusa to wiedzą? Przyswajają przez osmozę? Piszą listy na błękitnych kartkach w różowych kopertach z tymi informacjami? Wiedzę o sobie nawzajem czerpią z fejsbuka? Serio mnie to ciekawi...
                      • bo_ob Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 11:30
                        panna.ze.dworku napisała:

                        > Nadal nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Skoro NIE ROZMAWIACIE na tematy co u
                        > kogo - a mimo to wszyscy i tak wiedzą - to na Zeusa - SKĄD?!?!?! Mało tego, sko
                        > ro informacje o tym co u kogo śmiertelnie cię nudzą - to jak i czemu jednak prz
                        > yswajasz - boć napisałaś, że jednak WIECIE co tam u kogo?!
                        >

                        Nie pisałam, że w ogóle nie rozmawiamy, tylko że "co u kogo słychać" nie jest głównym tematem spotkań, nasze spotkania nie opierają się głównie na wymianie takich informacji. Spotkania polegające na tym, że głównym tematem rozmowy jest co u kogo słychać nudziłyby mnie śmiertelnie.

                          • bo_ob Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 11:53
                            baba67 napisała:

                            > Gdyby dołączyła do Was osoba z talentem konwersacyjnym o której po 3-4 spotkani
                            > ach mielibyście 3 podstawowe informacje ponieważ osoba kiedy Wy się dzielicie s
                            > woimi milczy i słucha jakbyście to przyjęli?
                            >

                            Nie dzielimy się swoimi, nie opowiadamy co słychać u naszych dzieci, jaki kto ma kredyt, co kogo boli, jakie ma problemy domowe, do takich rozmów są ewentualnie najbliżsi, tu mówimy o spotkaniach towarzyskich. Jeśli ktoś dołącza, dołącza do rozmowy. Gdyby zaczął opowiadać o swoich prywatnych sprawach, wzbudziłby ogólną konsternację smile
                            • baba67 Re: Docenianie prywatnej przestrzeni a dobre obyc 25.07.18, 12:13
                              Dlaczego mielibyście opowiadać co słychać u waszych dzieci? O kredytach też lepiej nie mówić po co sobie humor psuć. Ale gdzie byłam na wakacjach , co widziałam i ogólnie osobiste wrażenia, doświadczenia wychowawczo-edukacyjne (temat reforma oświaty), dole i niedole użytkownika Linuxa (temat-komputeryzacja) w sumie dla mnie mało jest tematów które nie zahaczają o nasze prywatne życie. Jeśłi ktoś włacza się w tok dyskusji tylko wtedy gdy jest akademicka i bezosobowa to pewnie z przyjemnością bym posłuchała ale blokowałaby mnie taka osoba.